Kosztowne stadiony
Gdy na leki nie ma
W lotniskach miliony
Mieszkań nie potrzeba
Podróbką autostrad
Nigdzie nie dojadą
Cwanym szmal się dostał
A głupiemu radość
Dla władzy splendory
Igrzyska dla plebsu
W korporacjach zbiory
Zyski czuć w powietrzu
Próżniak szuka flesza
Premie dla kolesi
Pismak w główkach miesza
A głupi się cieszy
Rodzimej drużynie
Co gra dla milionów
Noga się powinie
Trzy gry i do domu
Z dziwkami w hotelu
Bal na pożegnanie
Z rozpaczy głupiemu
Upić się zostanie
Hej biało-czerwoni
Frajer wszystko kupi
Szmal zarobią oni
Odchorują głupi
Że święto wam mówią
Jednak dla tych tylko
Co zarobią dupą
Lub na waszym tyłku
2012
"Lasciate ogni speranza, voi ch'entrate"
„Okręt mój płynie dalej – pod prąd,
Serce, choć popękane, bić chce,
Nie ma cię i nie było – jest noc,
Nie ma mnie i nie było – jest dzień”
parafraza: KAT
poniedziałek, 30 kwietnia 2012
niedziela, 29 kwietnia 2012
Krzykiem żurawi
Patrzę ci w oczy
Nic o miłości
Tobie nie mówię
Długo już
Deszczem ci nocnym
Opowiem o tym
Ty liści szumem
Do mnie mów
Kluczem wołam
Ci żurawi -
Kocham cię
Wiatr od czoła
Mnie poprawi -
Kocham cię
Jak kwiatów wiośnie
Słów nie brak wcale
Lecz wypowiedzieć
Nie ma jak
Że wśród błyskotek
Które kochałem
Księżyca lśnienie
Ma twój blask
Kluczem wołam
Ci żurawi -
Kocham cię
Wiatr od czoła
Mnie poprawi -
Kocham cię
Niech wiatry deszcze
Krzyk stad nad głową
Miłosną będzie
Naszą rozmową
2012
swobodne tłumaczenie z: Vitas
Nic o miłości
Tobie nie mówię
Długo już
Deszczem ci nocnym
Opowiem o tym
Ty liści szumem
Do mnie mów
Kluczem wołam
Ci żurawi -
Kocham cię
Wiatr od czoła
Mnie poprawi -
Kocham cię
Jak kwiatów wiośnie
Słów nie brak wcale
Lecz wypowiedzieć
Nie ma jak
Że wśród błyskotek
Które kochałem
Księżyca lśnienie
Ma twój blask
Kluczem wołam
Ci żurawi -
Kocham cię
Wiatr od czoła
Mnie poprawi -
Kocham cię
Niech wiatry deszcze
Krzyk stad nad głową
Miłosną będzie
Naszą rozmową
2012
swobodne tłumaczenie z: Vitas
sobota, 28 kwietnia 2012
Mandatum novum
Żadnych nagród rąk uścisków
Zero blichtru póz gwiazdorskich
Krygowania fleszy błysków
Podziękowań i sztuczności
Precz z kółkami adoracji
Kolesiostwem i poklaskiem
Tłustym ryjom nie dać szansy
By jaśnieli cudzym blaskiem
Szlaban samouwielbieniu
Złudnej sławy nimbom próżnym
Być trybikiem jednym z wielu
Który wspólnej sprawie służy
Kiedy wokół świństwa wiele
Nie posiada zwykle ojca
Trzeba istnieć w swoim dziele
Samym w cieniu zaś pozostać
2012
Zero blichtru póz gwiazdorskich
Krygowania fleszy błysków
Podziękowań i sztuczności
Precz z kółkami adoracji
Kolesiostwem i poklaskiem
Tłustym ryjom nie dać szansy
By jaśnieli cudzym blaskiem
Szlaban samouwielbieniu
Złudnej sławy nimbom próżnym
Być trybikiem jednym z wielu
Który wspólnej sprawie służy
Kiedy wokół świństwa wiele
Nie posiada zwykle ojca
Trzeba istnieć w swoim dziele
Samym w cieniu zaś pozostać
2012
piątek, 27 kwietnia 2012
Chińskim przyjaciołom
Pod sztandarem robotniczym
Wyzysk nowej burżuazji
Prawa ludzi dla was niczym
Demokracja rodem z Azji
Uśmiech który nic nie znaczy
Bo szmal tylko ma znaczenie
Zysk chociażby był łajdaczy
Jest najlepszym przyjacielem
My byliśmy solidarni
Dziś bogaci się nieliczny
Los milionów też jest marny
I nikt z nimi się nie liczy
Więcej łączy nas niż dzieli
Naszym wspólnym bogiem pieniądz
Pora zewrzeć więc szeregi
Niech kapitał rządzi ziemią
W interesów imię wspólnych
Niech obłuda nas prowadzi
Biały z żółtym będzie równy
Jeśli geszeft się opłaci
Nie okupant nie ciemięzca
A przyjaciel wielki z Azji
Prawdy złotu równy ciężar
Cóż tam Tybet teraz znaczy
Obyś żył w ciekawych czasach
Właśnie takie teraz przyszły
Z wszystkich krajów tego świata
Łączcie się kapitaliści
2012
Wyzysk nowej burżuazji
Prawa ludzi dla was niczym
Demokracja rodem z Azji
Uśmiech który nic nie znaczy
Bo szmal tylko ma znaczenie
Zysk chociażby był łajdaczy
Jest najlepszym przyjacielem
My byliśmy solidarni
Dziś bogaci się nieliczny
Los milionów też jest marny
I nikt z nimi się nie liczy
Więcej łączy nas niż dzieli
Naszym wspólnym bogiem pieniądz
Pora zewrzeć więc szeregi
Niech kapitał rządzi ziemią
W interesów imię wspólnych
Niech obłuda nas prowadzi
Biały z żółtym będzie równy
Jeśli geszeft się opłaci
Nie okupant nie ciemięzca
A przyjaciel wielki z Azji
Prawdy złotu równy ciężar
Cóż tam Tybet teraz znaczy
Obyś żył w ciekawych czasach
Właśnie takie teraz przyszły
Z wszystkich krajów tego świata
Łączcie się kapitaliści
2012
czwartek, 26 kwietnia 2012
Powrót mordercy cz. 2
I rozmawiali po świt nad lasem
Jakby się znali - szczerze i miło
Aż pomyślała dziewczyna z czasem
Że z tym odmieńcem dobrze jej było
Kiedy przysnęła z nadmiaru wrażeń
On bezpieczeństwa snu jej pilnował
Gdy sen zawładnął też gospodarzem
Dziewczyna wstała wyszła bez słowa
Zakryła zorzę dłoń mgły porannej
Drogi spowiła oparem gęstym
Znikąd wychynął cień straszny nagle
Szukającego ofiar mordercy
Cudem zdołała umknąć dziewczyna
Nie wiedząc nawet jak to się stało
Do puszczy więcej nie powróciła
A o zabójcy już nie słyszano
* * *
Kiedy się zbudził jej już nie było
Gotów był uznać za sen ją nawet
Jednak popędził w ślad za dziewczyną
Czując że spotkał z nią się na jawie
Dobiegł gdy miała umrzeć za moment
W dosięgających ją chorych łapach
Szybszy był ... wkrótce członki rzucone
W las wilki zjadły wciągnęły bagna
Próżno przed sobą w głuszę uciekał
Naiwnie widział się wyleczonym
Los wszędzie znaleźć umie człowieka
Zbudzić uśpione kiedyś demony
2012
Jakby się znali - szczerze i miło
Aż pomyślała dziewczyna z czasem
Że z tym odmieńcem dobrze jej było
Kiedy przysnęła z nadmiaru wrażeń
On bezpieczeństwa snu jej pilnował
Gdy sen zawładnął też gospodarzem
Dziewczyna wstała wyszła bez słowa
Zakryła zorzę dłoń mgły porannej
Drogi spowiła oparem gęstym
Znikąd wychynął cień straszny nagle
Szukającego ofiar mordercy
Cudem zdołała umknąć dziewczyna
Nie wiedząc nawet jak to się stało
Do puszczy więcej nie powróciła
A o zabójcy już nie słyszano
* * *
Kiedy się zbudził jej już nie było
Gotów był uznać za sen ją nawet
Jednak popędził w ślad za dziewczyną
Czując że spotkał z nią się na jawie
Dobiegł gdy miała umrzeć za moment
W dosięgających ją chorych łapach
Szybszy był ... wkrótce członki rzucone
W las wilki zjadły wciągnęły bagna
Próżno przed sobą w głuszę uciekał
Naiwnie widział się wyleczonym
Los wszędzie znaleźć umie człowieka
Zbudzić uśpione kiedyś demony
2012
środa, 25 kwietnia 2012
Powrót mordercy cz. 1
Dlaczego w głuszę od wszystkich uciekł
Wśród lasów ukrył się w samotności?
Czym tak boleśnie skrzywdzili ludzie
Że go ustronie leczy z przeszłości?
Kiedy ktoś znalazł w pobliżu ciało
Kiedy zniknęło kilku bez wieści
Gdy ktoś znów umknął przed cieniem cało
Straszne się po wsiach słuchy rozeszły
Dziewczyna która zabójstwa nocne
Wiązała z jego się pojawieniem
Że serce miała odwagą mocne
W las sama poszła po wyjaśnienie
Kluczyła cicho między drzewami
W archipelagu kęp olsu grzęzła
Aż księżyc nocną wartę wystawił
Wiodąc dziewczynę w nieznane miejsca
Złowrogie sowy pohukiwanie
Wróciło pamięć o mateczniku
Gdzie wielki niedźwiedź jest puszczy panem
A wilk poluje na nieszczęśników
Lęk młode serce drżeniem nawiedził
Kiedy ujrzała kryjówkę mroczną
Wtem zbieg ponury stanął naprzeciw
Do swojej chaty dziewczynę prosząc
Nie wiedząc czego bardziej się lęka -
Czy zwierząt dzikich czy rąk zabójcy
Zemdlała - on ją poniósł na rękach
Położył w chacie po czym ocucił
2012
Wśród lasów ukrył się w samotności?
Czym tak boleśnie skrzywdzili ludzie
Że go ustronie leczy z przeszłości?
Kiedy ktoś znalazł w pobliżu ciało
Kiedy zniknęło kilku bez wieści
Gdy ktoś znów umknął przed cieniem cało
Straszne się po wsiach słuchy rozeszły
Dziewczyna która zabójstwa nocne
Wiązała z jego się pojawieniem
Że serce miała odwagą mocne
W las sama poszła po wyjaśnienie
Kluczyła cicho między drzewami
W archipelagu kęp olsu grzęzła
Aż księżyc nocną wartę wystawił
Wiodąc dziewczynę w nieznane miejsca
Złowrogie sowy pohukiwanie
Wróciło pamięć o mateczniku
Gdzie wielki niedźwiedź jest puszczy panem
A wilk poluje na nieszczęśników
Lęk młode serce drżeniem nawiedził
Kiedy ujrzała kryjówkę mroczną
Wtem zbieg ponury stanął naprzeciw
Do swojej chaty dziewczynę prosząc
Nie wiedząc czego bardziej się lęka -
Czy zwierząt dzikich czy rąk zabójcy
Zemdlała - on ją poniósł na rękach
Położył w chacie po czym ocucił
2012
wtorek, 24 kwietnia 2012
Mgła na oczeretach
Dzień umiera na mokradłach
Uwalniając siwą duszę
Woda jemu ciepło skradła
Wieczór chłodem tnie podbrzusze
Oczy gasną ginie obraz
Rozmazane wokół wszystko
Tylko śmierć tu można spotkać
Chmury spadły w trzęsawisko
Walczę z bagnem po omacku
Próżno dłonią wkoło macam
Nie doczekam słońca blasku
Lecz za późno już by wracać
Zło od świata mnie odcina
Rozpyloną wszędzie wodą
Pora mi się tu zatrzymać
Tak bym chciał umierać z tobą
Odebrała najpierw ciebie
Teraz całą świata postać
Niebo ziemia gdzie są - nie wiem
Sam tak muszę już pozostać
I rozpoznać nie potrafię
Krzyku w lepkim jej tumanie
Czy wzywają noc żurawie
Czy to twoje jest wołanie
2012
Uwalniając siwą duszę
Woda jemu ciepło skradła
Wieczór chłodem tnie podbrzusze
Oczy gasną ginie obraz
Rozmazane wokół wszystko
Tylko śmierć tu można spotkać
Chmury spadły w trzęsawisko
Walczę z bagnem po omacku
Próżno dłonią wkoło macam
Nie doczekam słońca blasku
Lecz za późno już by wracać
Zło od świata mnie odcina
Rozpyloną wszędzie wodą
Pora mi się tu zatrzymać
Tak bym chciał umierać z tobą
Odebrała najpierw ciebie
Teraz całą świata postać
Niebo ziemia gdzie są - nie wiem
Sam tak muszę już pozostać
I rozpoznać nie potrafię
Krzyku w lepkim jej tumanie
Czy wzywają noc żurawie
Czy to twoje jest wołanie
2012
poniedziałek, 23 kwietnia 2012
Duszpasterz wielbłądów
Nic się nie bój biznesmenie
Że już smoły wrą piekielne
Ksiądz załatwi odkupienie
Zwiększy ucho ci igielne
Gdy cię gryzie coś od środka
Gdy się zbiera na rzyganie
Z duszpasterzem swym się spotkaj
Niezawodny lek dostaniesz
Jakiś ochłap biednym rzucisz
I poczujesz wnet się lepiej
Dobry nastrój szybko wróci
Ksiądz po plecach cię poklepie
Chciwość on usprawiedliwi
Kreatywnym chęcią bycia
Tylko komuch napastliwy
W pomaganiu fałsz by widział
Takim wielkim widzi siebie
Ksiądz jałmużny rozdawaniem
Jakby miejsce kupił w niebie
Ziemskich nagród pragnąc za nie
Bo ubogim rzucił kostkę
Aby wdzięczni ją obgryźli
Chciałby być lewicy wodzem
By się chamstwu bunt nie przyśnił
Z walki klas kler zysku nie ma
I z bogatych odchudzania
Stąd by biednym dawać ściema
Byle tylko szmal naganiać
Niech się pajac śmieszny chełpi
Że z systemu uszczknąć zdoła
Lecz naprawdę ten jest wielki
Kto wbrew wiatrom w puszczy woła
2012
Że już smoły wrą piekielne
Ksiądz załatwi odkupienie
Zwiększy ucho ci igielne
Gdy cię gryzie coś od środka
Gdy się zbiera na rzyganie
Z duszpasterzem swym się spotkaj
Niezawodny lek dostaniesz
Jakiś ochłap biednym rzucisz
I poczujesz wnet się lepiej
Dobry nastrój szybko wróci
Ksiądz po plecach cię poklepie
Chciwość on usprawiedliwi
Kreatywnym chęcią bycia
Tylko komuch napastliwy
W pomaganiu fałsz by widział
Takim wielkim widzi siebie
Ksiądz jałmużny rozdawaniem
Jakby miejsce kupił w niebie
Ziemskich nagród pragnąc za nie
Bo ubogim rzucił kostkę
Aby wdzięczni ją obgryźli
Chciałby być lewicy wodzem
By się chamstwu bunt nie przyśnił
Z walki klas kler zysku nie ma
I z bogatych odchudzania
Stąd by biednym dawać ściema
Byle tylko szmal naganiać
Niech się pajac śmieszny chełpi
Że z systemu uszczknąć zdoła
Lecz naprawdę ten jest wielki
Kto wbrew wiatrom w puszczy woła
2012
niedziela, 22 kwietnia 2012
Wichrowe wzgórze
Dni spokoju dawno przeszły
Cichy ogród u stóp skarpy
Osłonięty od stron wietrznych
Skrawek słońca w pamięć wtarty
Tutaj zawsze wichry wieją
Wymieniając tylko strony
Komin wyje beznadzieją
Ludziom wiecznie przygnębionym
Chłód obrzydza wszystkie pory
Krok osłabia, kuli postać
Nawet zdrowy tu jest chory
Byle w domu dłużej zostać
Ten co zmarszczki na staw kładzie
Piaskiem oczu łzawość zmienia
Siłę ma by zmarszczyć twarze
Przywiewając ból wspomnienia
2012
Cichy ogród u stóp skarpy
Osłonięty od stron wietrznych
Skrawek słońca w pamięć wtarty
Tutaj zawsze wichry wieją
Wymieniając tylko strony
Komin wyje beznadzieją
Ludziom wiecznie przygnębionym
Chłód obrzydza wszystkie pory
Krok osłabia, kuli postać
Nawet zdrowy tu jest chory
Byle w domu dłużej zostać
Ten co zmarszczki na staw kładzie
Piaskiem oczu łzawość zmienia
Siłę ma by zmarszczyć twarze
Przywiewając ból wspomnienia
2012
sobota, 21 kwietnia 2012
Niezachłanni
Na co ziemi nam tej skarby
Na co włości i majątki
Nie możemy być zachłanni
Lecz w ubóstwie w pełni wolni
Niech nas żywi własna praca
Doskonalmy się w modlitwie
Pan od chciwych się odwraca
Każąc przejść przez ucho w igle
Ci co widzą tu majątki
Jako świętość niezbywalną
Niech popatrzą na początki
Kiedy lud się do nas garnął
My nie chcemy nic od państwa
Starczy ludu nam jałmużna
Boska władza nie cesarska
Nas nagradzać tylko słuszna
Nie z tej ziemi jest królestwo
Które kiedyś naszym będzie
Skarb więc też niech będzie nie stąd
Lecz ukryty tam gdzie serce
Nie nam prawo tu ustalać
Mieszać w sprawy się tej ziemi
Przy kim prawda mądrość stała
Nieomylny sąd oceni
Może nas zachłannych kasta
Napiętnować za herezję
Dusze czyści kontemplacja
Tylko boskie słowa święte
Choćby umrzeć przyszło nawet
I na ziemi nas wyklęto
Ci co życie stracą w sprawie
Już na zawsze żywi będą
2012
Na co włości i majątki
Nie możemy być zachłanni
Lecz w ubóstwie w pełni wolni
Niech nas żywi własna praca
Doskonalmy się w modlitwie
Pan od chciwych się odwraca
Każąc przejść przez ucho w igle
Ci co widzą tu majątki
Jako świętość niezbywalną
Niech popatrzą na początki
Kiedy lud się do nas garnął
My nie chcemy nic od państwa
Starczy ludu nam jałmużna
Boska władza nie cesarska
Nas nagradzać tylko słuszna
Nie z tej ziemi jest królestwo
Które kiedyś naszym będzie
Skarb więc też niech będzie nie stąd
Lecz ukryty tam gdzie serce
Nie nam prawo tu ustalać
Mieszać w sprawy się tej ziemi
Przy kim prawda mądrość stała
Nieomylny sąd oceni
Może nas zachłannych kasta
Napiętnować za herezję
Dusze czyści kontemplacja
Tylko boskie słowa święte
Choćby umrzeć przyszło nawet
I na ziemi nas wyklęto
Ci co życie stracą w sprawie
Już na zawsze żywi będą
2012
piątek, 20 kwietnia 2012
W dół rzeki
Weź mnie z nurtem moja rzeko
Spław krętymi meandrami
Ile możesz w dół daleko
Pozostańmy całkiem sami
Zostaw w tyle pomyleńców
Z pochodniami w oczach krwawych
Zanim innym stryczki skręcą
W niedostępne nieś moczary
Od trucizny mnie oddzielaj
Pieczeniarzy zakłamanych
Gdzie cwaniaka cwaniak wspiera
Swój przez swego nagradzany
Szumem zagłusz głos proroków
Którzy stado kijem pędzą
Z diabłem w sercu belką w oku
Szatach tkanych owiec nędzą
Unoś w dzikie mnie ostępy
Gdzie najzdrowsze jest powietrze
W wolnych myśli gęste kępy
Których świat nie zatruł jeszcze
Zostaw świniom ich koryta
Wściekłym kundlom ścierwo zgniłe
Mnie daj w czystej toni pływać
Póki nurt mnie nie zabije
2012
Spław krętymi meandrami
Ile możesz w dół daleko
Pozostańmy całkiem sami
Zostaw w tyle pomyleńców
Z pochodniami w oczach krwawych
Zanim innym stryczki skręcą
W niedostępne nieś moczary
Od trucizny mnie oddzielaj
Pieczeniarzy zakłamanych
Gdzie cwaniaka cwaniak wspiera
Swój przez swego nagradzany
Szumem zagłusz głos proroków
Którzy stado kijem pędzą
Z diabłem w sercu belką w oku
Szatach tkanych owiec nędzą
Unoś w dzikie mnie ostępy
Gdzie najzdrowsze jest powietrze
W wolnych myśli gęste kępy
Których świat nie zatruł jeszcze
Zostaw świniom ich koryta
Wściekłym kundlom ścierwo zgniłe
Mnie daj w czystej toni pływać
Póki nurt mnie nie zabije
2012
czwartek, 19 kwietnia 2012
Polownie na czarownice
Niemrawe światło - oczy zamglone -
Zza szyb dobiega mnie zagrożenie -
Setka sylwetek skrytych pod domem
Przed siostry mojej - Luny - promieniem
Wraca przytomność - chwytam okrycie
Muszę się wymknąć skryć w nocy ciemnej
Kiedy już pójdą wstanę o świcie
Dzień da wytchnienie w słonecznym świetle
Ulatuj siostro w objęcia nocy
Niech ona blask twój mrokiem otoczy
Uciekam z domu w nocne powietrze
O słodka Luno - nie wydaj siostry
Przez pola - nawet się nie obejrzę
Muszą być blisko bo gwar tak głośny
Daleko dokąd nogi poniosą
Szybko jak wicher - jak zając polny
Kotem być - nie drżeć ze strachu nocą
Ludzie go błądząc złapać niezdolni
Tchu tak zaczerpnąć by nie słyszeli
Choć serca łomot niemal ogłusza
Krzyczą - leżącą widząc na ziemi
Więc wstaję znowu do biegu ruszam
Gnam przez gałęzie ciernie jeżyny
Sowa beztrosko za wiatrem goni
Co tutaj robię zamiast być przy nim
A nie uciekać jak chcieli oni
2012
swobodne tłumaczenie z: Inkubus Sukkubus
Zza szyb dobiega mnie zagrożenie -
Setka sylwetek skrytych pod domem
Przed siostry mojej - Luny - promieniem
Wraca przytomność - chwytam okrycie
Muszę się wymknąć skryć w nocy ciemnej
Kiedy już pójdą wstanę o świcie
Dzień da wytchnienie w słonecznym świetle
Ulatuj siostro w objęcia nocy
Niech ona blask twój mrokiem otoczy
Uciekam z domu w nocne powietrze
O słodka Luno - nie wydaj siostry
Przez pola - nawet się nie obejrzę
Muszą być blisko bo gwar tak głośny
Daleko dokąd nogi poniosą
Szybko jak wicher - jak zając polny
Kotem być - nie drżeć ze strachu nocą
Ludzie go błądząc złapać niezdolni
Tchu tak zaczerpnąć by nie słyszeli
Choć serca łomot niemal ogłusza
Krzyczą - leżącą widząc na ziemi
Więc wstaję znowu do biegu ruszam
Gnam przez gałęzie ciernie jeżyny
Sowa beztrosko za wiatrem goni
Co tutaj robię zamiast być przy nim
A nie uciekać jak chcieli oni
2012
swobodne tłumaczenie z: Inkubus Sukkubus
środa, 18 kwietnia 2012
Powrót z zaświatów
Szarość domu ciepło żony
Swojsko znanie i bezpiecznie
W zależnościach zawieszony
Póki całkiem coś nie pęknie
Ból zielarka leczy duszy
Czasem w progach skromnej chaty
Dzikim dreszczem ciało kusi
Kursem ponad martwe daty
Dwie kobiety jak dwa życia
Dopełnienie namiętności
Żywioł z ciszą się przenika
Zagłuszenie samotności
Ani jedna ani druga
Nie wygoi dawnej blizny
Rana tak jak życie długa
Wyżłobieniem krzyczy krwistym
Między łona dwa rozpięcie
W pamięć wryty cierpki ciężar
Skończył ostrym losu cięciem
Kiedy znów na świat ten przeszłaś
Nocą światów przemieszania
Odebrałaś łup bez walki
Wyrok śmierci wykonałaś
Pokonując dwie rywalki
I niech żalu nikt nie nosi
Bo od losu sporo dostał
Czasem to o co się prosi
Zgoła inną miewa postać
2012
Swojsko znanie i bezpiecznie
W zależnościach zawieszony
Póki całkiem coś nie pęknie
Ból zielarka leczy duszy
Czasem w progach skromnej chaty
Dzikim dreszczem ciało kusi
Kursem ponad martwe daty
Dwie kobiety jak dwa życia
Dopełnienie namiętności
Żywioł z ciszą się przenika
Zagłuszenie samotności
Ani jedna ani druga
Nie wygoi dawnej blizny
Rana tak jak życie długa
Wyżłobieniem krzyczy krwistym
Między łona dwa rozpięcie
W pamięć wryty cierpki ciężar
Skończył ostrym losu cięciem
Kiedy znów na świat ten przeszłaś
Nocą światów przemieszania
Odebrałaś łup bez walki
Wyrok śmierci wykonałaś
Pokonując dwie rywalki
I niech żalu nikt nie nosi
Bo od losu sporo dostał
Czasem to o co się prosi
Zgoła inną miewa postać
2012
wtorek, 17 kwietnia 2012
Piękno o poranku
Jasna gołąbko o ślicznych oczach
Wielkich i czarnych węgielkach nocy
Na minut kilka przysiadłaś chociaż
Stając się źródłem krótkiej rozkoszy
Dokąd leciałaś wśród mgieł porannych
Rankiem niedzielnym w kwietniowym chłodzie
Promyczku światła w tunelu czarnym
Gdy nam przez chwilę było po drodze?
Kanonie piękna w drobniutkim ciele
Wenus wcielona pięć stóp wysoka
Czy jeszcze kiedyś słodki aniele
Zobaczę niebo w głębokich oczach?
2012
Wielkich i czarnych węgielkach nocy
Na minut kilka przysiadłaś chociaż
Stając się źródłem krótkiej rozkoszy
Dokąd leciałaś wśród mgieł porannych
Rankiem niedzielnym w kwietniowym chłodzie
Promyczku światła w tunelu czarnym
Gdy nam przez chwilę było po drodze?
Kanonie piękna w drobniutkim ciele
Wenus wcielona pięć stóp wysoka
Czy jeszcze kiedyś słodki aniele
Zobaczę niebo w głębokich oczach?
2012
poniedziałek, 16 kwietnia 2012
Gravida
Pulchny cudzie kobiecości
Obarczony głazem życia
Gromadzący miód mleczności
Co pokoleń czas wytyczasz
Pełnych kształtów twych pożądam
Tak jak dotąd nigdy jeszcze
Posiadania zwiększam obszar
Wzbierające ciało chłepczę
Wzór krągłości bierze pełnia
Z bioder obłych sutych piersi
Ich obfitość dłoń wypełnia
Gdy pozwalasz mi się pieścić
Obolałym łydkom skórze
Podrażnionej naprężeniem
Plecom brzemię gdy zbyt duże
Niosę w palcach ukojenie
Teraz widzę cię boginią
Panią życia i płodności
W której moje soki płyną
Żywy ślad dla potomności
* * *
[Oprzyj dłonie łokcie klęknij
Pokłon pani złóż naturze
Pozwól poczuć mleczność piersi
Kiedy w tobie się zanurzę
Niech przycisnę twoje łono
Oczy wbiję w bioder pełnię
W wilgoć nisko opuszczoną
Sobą z drżeniem się zagłębię
I opadnę zamroczony
Na napięty pas startowy
Lędźwi w dole rozpłaszczonych
Umrzeć w chwili tej gotowy
Akt mój spełnił się z boginią
Panią życia i płodności
W której moje soki płyną
Żywy ślad dla potomności]
2012
Obarczony głazem życia
Gromadzący miód mleczności
Co pokoleń czas wytyczasz
Pełnych kształtów twych pożądam
Tak jak dotąd nigdy jeszcze
Posiadania zwiększam obszar
Wzbierające ciało chłepczę
Wzór krągłości bierze pełnia
Z bioder obłych sutych piersi
Ich obfitość dłoń wypełnia
Gdy pozwalasz mi się pieścić
Obolałym łydkom skórze
Podrażnionej naprężeniem
Plecom brzemię gdy zbyt duże
Niosę w palcach ukojenie
Teraz widzę cię boginią
Panią życia i płodności
W której moje soki płyną
Żywy ślad dla potomności
* * *
[Oprzyj dłonie łokcie klęknij
Pokłon pani złóż naturze
Pozwól poczuć mleczność piersi
Kiedy w tobie się zanurzę
Niech przycisnę twoje łono
Oczy wbiję w bioder pełnię
W wilgoć nisko opuszczoną
Sobą z drżeniem się zagłębię
I opadnę zamroczony
Na napięty pas startowy
Lędźwi w dole rozpłaszczonych
Umrzeć w chwili tej gotowy
Akt mój spełnił się z boginią
Panią życia i płodności
W której moje soki płyną
Żywy ślad dla potomności]
2012
niedziela, 15 kwietnia 2012
Teologia wyzwolenia
Nie wart nic mesjasz każący milczeć
Karki przyginać całować dłonie
Na sprawiedliwość czekać aż przyjdzie
Przez całe życie cierpiąc niewole
Wierzę że takim jest wyzwoliciel
Co lęku nie zna w czynie i w mowie
Który o boju by sprawiedliwiej
Było na ziemi że grzech nie powie
Ten co czci godność prawdę i skromność
Gardząc chciwością pychą i butą
Doceni upór w walce o wolność
Z faryzeuszy podłą obłudą
Prowadź więc zbawco na barykady
Przeciw tchórzliwych szczurów głupocie
Niech wolność nasza tym się objawi
Że sami prawdy możemy dociec
A gdyby błędna była ta ścieżka
Gdzie jest niegodnym łeb w piasek chować
Pomnij że innych chcieliśmy szczęścia
Tak rozumiejąc mesjasza słowa
2012
Karki przyginać całować dłonie
Na sprawiedliwość czekać aż przyjdzie
Przez całe życie cierpiąc niewole
Wierzę że takim jest wyzwoliciel
Co lęku nie zna w czynie i w mowie
Który o boju by sprawiedliwiej
Było na ziemi że grzech nie powie
Ten co czci godność prawdę i skromność
Gardząc chciwością pychą i butą
Doceni upór w walce o wolność
Z faryzeuszy podłą obłudą
Prowadź więc zbawco na barykady
Przeciw tchórzliwych szczurów głupocie
Niech wolność nasza tym się objawi
Że sami prawdy możemy dociec
A gdyby błędna była ta ścieżka
Gdzie jest niegodnym łeb w piasek chować
Pomnij że innych chcieliśmy szczęścia
Tak rozumiejąc mesjasza słowa
2012
sobota, 14 kwietnia 2012
Jaga rusza w świat
Inna wrażliwsza wyobcowana
Pod kloszem z książek świata własnego
W dżinsach bez szpilek pod bluzką rana
Ambitne butne dziewczęce ego
Z jasnością dążeń marzeń kompasem
Różańcem zasad w tajnym dzienniku
W przyszłość lękliwym spojrzeniem czasem
W gitary dźwiękach smutnym wierszyku
Koniec dzieciństwa czas w świat wyruszyć
Choć taki wredny wyzwać go pora
Że sobą będzie jeszcze się łudzi
Przed jego młynem ustrzec się zdoła
W tyle zostają cztery litery
Prowincjonalnej bezpiecznej dziury
Na szlak po pierwszy stopień kariery
W pogoń pomiędzy zgłodniałe szczury
Kupiona będzie nim się spostrzeże
Ze swoim buntem ideałami
Świata posłusznym szarym żołnierzem
Zmielą kruszynkę żarna ze stali
Nie tak naiwna by świat chcieć zmienić
Lecz że on zmienia ją nieświadoma
Niezłomność swoją niezwykle ceni
Ten co bez walki dał się pokonać
2012
Pod kloszem z książek świata własnego
W dżinsach bez szpilek pod bluzką rana
Ambitne butne dziewczęce ego
Z jasnością dążeń marzeń kompasem
Różańcem zasad w tajnym dzienniku
W przyszłość lękliwym spojrzeniem czasem
W gitary dźwiękach smutnym wierszyku
Koniec dzieciństwa czas w świat wyruszyć
Choć taki wredny wyzwać go pora
Że sobą będzie jeszcze się łudzi
Przed jego młynem ustrzec się zdoła
W tyle zostają cztery litery
Prowincjonalnej bezpiecznej dziury
Na szlak po pierwszy stopień kariery
W pogoń pomiędzy zgłodniałe szczury
Kupiona będzie nim się spostrzeże
Ze swoim buntem ideałami
Świata posłusznym szarym żołnierzem
Zmielą kruszynkę żarna ze stali
Nie tak naiwna by świat chcieć zmienić
Lecz że on zmienia ją nieświadoma
Niezłomność swoją niezwykle ceni
Ten co bez walki dał się pokonać
2012
piątek, 13 kwietnia 2012
Kontrrewolucjonistom
Wy - dumni z siebie że lud bezkrwawo
Wwiedliście w wolny dom Izraela
Mojżesze próżną okryci sławą
Przez siebie samych - obłudne zera
Z solidarności dziwkę zrobiwszy
By ją porzucić gdy się wysłuży
Grający panów najsprawiedliwszych
Złotego cielca pazerni słudzy
Słuchajcie - własną karmieni hucpą -
Co wam się zdaje cudem bezkrwawym
Było kłamliwą kontrrewolucją
Wam nie pomniki lecz hańba zdrady
Nie wolność dobro wspólny dobrobyt
Nie siła godność perspektyw ogrom
Lecz wielkie morze ludzi ubogich
Garść hien żłopiących krew narodową
Sprzedawcy cudzych ziem obiecanych
Cwanym kolesiom z sumień zanikiem
Razem z kast dawnych pogrobowcami
Tworzący chciwą padalców klikę
Wiedzcie że wasza tajemna zmowa
W której bezkrwawość święcie wierzycie
Krew oszukanych w pazurach chowa
Dramat bezsilność spaprane życie
Choćbyście kłamstwo ludziom wmówili
Poeta wasze świństwa spamięta
W cokół wam wpisze niegodne czyny
Lepsza już gałąź pod truchłem zgięta
2012
zapożyczenie z: Czesław Miłosz
Wwiedliście w wolny dom Izraela
Mojżesze próżną okryci sławą
Przez siebie samych - obłudne zera
Z solidarności dziwkę zrobiwszy
By ją porzucić gdy się wysłuży
Grający panów najsprawiedliwszych
Złotego cielca pazerni słudzy
Słuchajcie - własną karmieni hucpą -
Co wam się zdaje cudem bezkrwawym
Było kłamliwą kontrrewolucją
Wam nie pomniki lecz hańba zdrady
Nie wolność dobro wspólny dobrobyt
Nie siła godność perspektyw ogrom
Lecz wielkie morze ludzi ubogich
Garść hien żłopiących krew narodową
Sprzedawcy cudzych ziem obiecanych
Cwanym kolesiom z sumień zanikiem
Razem z kast dawnych pogrobowcami
Tworzący chciwą padalców klikę
Wiedzcie że wasza tajemna zmowa
W której bezkrwawość święcie wierzycie
Krew oszukanych w pazurach chowa
Dramat bezsilność spaprane życie
Choćbyście kłamstwo ludziom wmówili
Poeta wasze świństwa spamięta
W cokół wam wpisze niegodne czyny
Lepsza już gałąź pod truchłem zgięta
2012
zapożyczenie z: Czesław Miłosz
czwartek, 12 kwietnia 2012
Muzeum Titanica
Z żądzy zysku pychy marnej
Ten co nie da się zatopić
Pierwszy rejs i spoczął na dnie
By symbolem być głupoty
Po stu latach tam gdzie powstał
Zysk osiągną z dawnej śmierci
Spadkobiercy cech po ojcach
Nic od przodków nie mądrzejsi
2012
Ten co nie da się zatopić
Pierwszy rejs i spoczął na dnie
By symbolem być głupoty
Po stu latach tam gdzie powstał
Zysk osiągną z dawnej śmierci
Spadkobiercy cech po ojcach
Nic od przodków nie mądrzejsi
2012
środa, 11 kwietnia 2012
Drugie życie
Nie byłem szczery
Tak być musiało
Prawda zbyt dzieli
Gdy czasu mało
Dobrze nam było
Chcieliśmy tego
Z wiarą naiwną
Że nie ma złego
Mogłaś odczytać
Że coś jest nie tak
W oczu kącikach
Nie chciałaś jednak
Biedak znalazłszy
Monety złote
Je i nie patrzy
Co będzie potem
Tak - umierałem
Gniłem od wewnątrz
Z ciebie ofiarę
Złożyłem lękom
Chciałem uwierzyć
W kolejną drogę
Nie byłem szczery
Teraz już mogę
Byłaś mi szansą
Na drugie życie
Nim słońce zaszło
Następnym świtem
Raz się umiera
Tego nie zmienię
Zapłacę teraz
Podwójną cenę
2012
Tak być musiało
Prawda zbyt dzieli
Gdy czasu mało
Dobrze nam było
Chcieliśmy tego
Z wiarą naiwną
Że nie ma złego
Mogłaś odczytać
Że coś jest nie tak
W oczu kącikach
Nie chciałaś jednak
Biedak znalazłszy
Monety złote
Je i nie patrzy
Co będzie potem
Tak - umierałem
Gniłem od wewnątrz
Z ciebie ofiarę
Złożyłem lękom
Chciałem uwierzyć
W kolejną drogę
Nie byłem szczery
Teraz już mogę
Byłaś mi szansą
Na drugie życie
Nim słońce zaszło
Następnym świtem
Raz się umiera
Tego nie zmienię
Zapłacę teraz
Podwójną cenę
2012
wtorek, 10 kwietnia 2012
Wyładowanie
Uznany winnym
Lecz nie w porządku
Za mnie ktoś inny
Decyzję podjął
Czuć zapach śmierci
Siedzę na krześle
Pas mnie przytwierdził
Nie wierzę jeszcze
Kto ciebie bogiem
Zrobił byś mówił
"Spójrz - oto mogę
Zabijać ludzi"
W oczach jasny blask
Śmierci nadszedł czas
Ogień objął mózg
Płomień czuję już
Czeka na sygnał
Śmierci przełącznik
Po kilku chwilach
Wszystko się skończy
Śmierć potu zimnem
W oczy zajrzała
Świadomość przy mnie
Została sama
Strach dłoniom zgina
Kurczowo palce
Jak się u licha
Tutaj znalazłem
W oczach jasny blask
Śmierci nadszedł czas
Ogień objął mózg
Przejmujący ból
Niech mi jeden
Z was pomoże
Błagam ciebie
Pomóż boże
Stracić wszystko
Muszę teraz
Nie chcę szybko
Tak umierać
Minuta każda
Jest jak godzina
Widzę ostatnia
Spada kurtyna
Czy to jest prawda?
Małe znaczenie
A jeśli nawet
Niech się już dzieje
Bo wybudzony
Krzykiem potwornym
Jestem już wolny
Od snów upiornych
2012
swobodne tłumaczenie z: Metallica
Lecz nie w porządku
Za mnie ktoś inny
Decyzję podjął
Czuć zapach śmierci
Siedzę na krześle
Pas mnie przytwierdził
Nie wierzę jeszcze
Kto ciebie bogiem
Zrobił byś mówił
"Spójrz - oto mogę
Zabijać ludzi"
W oczach jasny blask
Śmierci nadszedł czas
Ogień objął mózg
Płomień czuję już
Czeka na sygnał
Śmierci przełącznik
Po kilku chwilach
Wszystko się skończy
Śmierć potu zimnem
W oczy zajrzała
Świadomość przy mnie
Została sama
Strach dłoniom zgina
Kurczowo palce
Jak się u licha
Tutaj znalazłem
W oczach jasny blask
Śmierci nadszedł czas
Ogień objął mózg
Przejmujący ból
Niech mi jeden
Z was pomoże
Błagam ciebie
Pomóż boże
Stracić wszystko
Muszę teraz
Nie chcę szybko
Tak umierać
Minuta każda
Jest jak godzina
Widzę ostatnia
Spada kurtyna
Czy to jest prawda?
Małe znaczenie
A jeśli nawet
Niech się już dzieje
Bo wybudzony
Krzykiem potwornym
Jestem już wolny
Od snów upiornych
2012
swobodne tłumaczenie z: Metallica
poniedziałek, 9 kwietnia 2012
Cicerone
Czy to zawsze tak być musi
Że się z nikim nie udaje?
Miłość nadziejami kusi
A zawody wciąż te same
Piękny ból niewzajemności
Gdy się skończy i zabliźni
Kiedy stale w sercu gości
Najmroczniejsze wabi myśli
Starczy - zbyt to długo trwało
Już nie będzie co być mogło
Ślepa wiara to zbyt mało
Ta ostatnią była wojną
Pada słaby punkt oporu
Lecz do końca wolny jestem
Śmierć ratunkiem dla honoru
Martwym będę lecz nie jeńcem
* * *
Skąd się wzięłaś wtedy właśnie
Kiedy los się miał dopełnić?
Zamieniałaś noce w baśnie
Sens wróciłaś gestem jednym
Wyleczone myśli chore
Broń złożona u stóp twoich
Sam oddaję się w niewolę
Tej co blizny sobą goi
Nierealnie jakże piękna
Mgła poranna ponad łąką
Już niczego się nie lękam
Kiedy mogę ciebie dotknąć
W tobie siebie sam wypełniam
Ty spełnieniem jesteś samym
Zastąpiła pustkę pełnia
Z dwojga jeden jest organizm
W szorstkość twardokrawędzistą
Wniosłaś pulchność miękkomleczną
Już nie śmierć lecz wspólna przyszłość
Nie kres marny ale wieczność
* * *
Jeszcze jedna szczęścia chwila
Konwulsyjny szczyt uniesień
Gdzieś się złuda zagubiła
Z żywej wiosny - późna jesień
Chory umysł stygnie z wolna
Krew tężeje w zimnych żyłach
Pora odejść - nikt nie woła
A przed chwilą jeszcze była
Dzięki pani ci najsłodsza
Za łaskawy gest litości
Że w przeprawie mi pomogłaś
Tym złudzeniem realności
1812
Że się z nikim nie udaje?
Miłość nadziejami kusi
A zawody wciąż te same
Piękny ból niewzajemności
Gdy się skończy i zabliźni
Kiedy stale w sercu gości
Najmroczniejsze wabi myśli
Starczy - zbyt to długo trwało
Już nie będzie co być mogło
Ślepa wiara to zbyt mało
Ta ostatnią była wojną
Pada słaby punkt oporu
Lecz do końca wolny jestem
Śmierć ratunkiem dla honoru
Martwym będę lecz nie jeńcem
* * *
Skąd się wzięłaś wtedy właśnie
Kiedy los się miał dopełnić?
Zamieniałaś noce w baśnie
Sens wróciłaś gestem jednym
Wyleczone myśli chore
Broń złożona u stóp twoich
Sam oddaję się w niewolę
Tej co blizny sobą goi
Nierealnie jakże piękna
Mgła poranna ponad łąką
Już niczego się nie lękam
Kiedy mogę ciebie dotknąć
W tobie siebie sam wypełniam
Ty spełnieniem jesteś samym
Zastąpiła pustkę pełnia
Z dwojga jeden jest organizm
W szorstkość twardokrawędzistą
Wniosłaś pulchność miękkomleczną
Już nie śmierć lecz wspólna przyszłość
Nie kres marny ale wieczność
* * *
Jeszcze jedna szczęścia chwila
Konwulsyjny szczyt uniesień
Gdzieś się złuda zagubiła
Z żywej wiosny - późna jesień
Chory umysł stygnie z wolna
Krew tężeje w zimnych żyłach
Pora odejść - nikt nie woła
A przed chwilą jeszcze była
Dzięki pani ci najsłodsza
Za łaskawy gest litości
Że w przeprawie mi pomogłaś
Tym złudzeniem realności
1812
niedziela, 8 kwietnia 2012
Skłot
Oto jego jest siedlisko
Pośród bagien i traw dzikich
Azyl erem uroczysko
Tutaj szczęściem jest być nikim
Opuszczona kiedyś chata
Dziś samotnia i kaplica
Skłot ukryty w gęstych lasach
Który przejął eremita
Komin krzywy dach omszały
Poprzez deski wiatr przenika
Wokół zamknął się świat cały
Dla biednego pustelnika
Wąską szybką księżyc wścibski
Wpycha w kąty srebrne duchy
Gospodarza gości wszystkich
Nocą śle na pogaduchy
Ciepłem świecy oddychanie
Pajęczyny wprawia w drżenie
Wnet pustelnik z miejsca wstanie
Zerwie z podłóg kurz szaleniec
Resztka wina niknie w szklance
Od wszystkiego uwolniony
Kręci się derwisza tańcem
Zanim padnie zamroczony
Nic nie mając posiadł wszystko
By móc odkryć boskie szczęście
Mantrę mruczy w noc mistyczną
"Czuję cię i wiem że jesteś"
Wiatr nie zdradzi tajemnicy
Kryjąc ją w paproci szumie
Przebudzony żuraw krzyczy
Jednak nikt go nie rozumie
2012
Pośród bagien i traw dzikich
Azyl erem uroczysko
Tutaj szczęściem jest być nikim
Opuszczona kiedyś chata
Dziś samotnia i kaplica
Skłot ukryty w gęstych lasach
Który przejął eremita
Komin krzywy dach omszały
Poprzez deski wiatr przenika
Wokół zamknął się świat cały
Dla biednego pustelnika
Wąską szybką księżyc wścibski
Wpycha w kąty srebrne duchy
Gospodarza gości wszystkich
Nocą śle na pogaduchy
Ciepłem świecy oddychanie
Pajęczyny wprawia w drżenie
Wnet pustelnik z miejsca wstanie
Zerwie z podłóg kurz szaleniec
Resztka wina niknie w szklance
Od wszystkiego uwolniony
Kręci się derwisza tańcem
Zanim padnie zamroczony
Nic nie mając posiadł wszystko
By móc odkryć boskie szczęście
Mantrę mruczy w noc mistyczną
"Czuję cię i wiem że jesteś"
Wiatr nie zdradzi tajemnicy
Kryjąc ją w paproci szumie
Przebudzony żuraw krzyczy
Jednak nikt go nie rozumie
2012
sobota, 7 kwietnia 2012
Wiem że się zdarzy
Kochanie moje
Gdziekolwiek jesteś
Jesteś czymkolwiek
Ufne miej serce
Wiem że to wreszcie
Zdarzy się tobie
Poczekaj jeszcze
Wiarę miej w sobie
Mówisz że dzień ten
Wciąż się nie zdarza
Nigdy odleglej
Się nie wydawał
Lecz pewne dla mnie
Jest że nadejdzie
Zachowaj wiarę
Poczekaj jeszcze
2012
swobodne tłumaczenie z: Morrissey
Gdziekolwiek jesteś
Jesteś czymkolwiek
Ufne miej serce
Wiem że to wreszcie
Zdarzy się tobie
Poczekaj jeszcze
Wiarę miej w sobie
Mówisz że dzień ten
Wciąż się nie zdarza
Nigdy odleglej
Się nie wydawał
Lecz pewne dla mnie
Jest że nadejdzie
Zachowaj wiarę
Poczekaj jeszcze
2012
swobodne tłumaczenie z: Morrissey
piątek, 6 kwietnia 2012
Cross country
Tu jego drzewca ciężkie ramiona
Błędów i cierpień wieczne brzemiona
Utrapień ludzkich zła mieszanina
Karki do ziemi co dzień przygina
Tutaj krzyżówka pluskwy i hieny
Żąda od brata wysokiej ceny
Dróg skrzyżowanie najrozmaitszych
Wiatrów przeciwnych zbieg niepomyślny
Kot zawsze czarny przebiegnie drogę
Biada takiemu co chciałby w poprzek
Zirytowanych gniewne ataki
Łatwo postawią krzyżyk na takim
Jak miecze w walce krzyżują słowa
Znakiem magicznym klną się na boga
Lecz i krzyżowców hordy w tym kraju
Z prawdą obłudnie się rozmijają
Przejdę za tobą na druga stronę
Przekroczę rzeki dotąd bronione
Tylko przeżegnam się nim odejdę
I trzymać kciuki za siebie będę
2012
Błędów i cierpień wieczne brzemiona
Utrapień ludzkich zła mieszanina
Karki do ziemi co dzień przygina
Tutaj krzyżówka pluskwy i hieny
Żąda od brata wysokiej ceny
Dróg skrzyżowanie najrozmaitszych
Wiatrów przeciwnych zbieg niepomyślny
Kot zawsze czarny przebiegnie drogę
Biada takiemu co chciałby w poprzek
Zirytowanych gniewne ataki
Łatwo postawią krzyżyk na takim
Jak miecze w walce krzyżują słowa
Znakiem magicznym klną się na boga
Lecz i krzyżowców hordy w tym kraju
Z prawdą obłudnie się rozmijają
Przejdę za tobą na druga stronę
Przekroczę rzeki dotąd bronione
Tylko przeżegnam się nim odejdę
I trzymać kciuki za siebie będę
2012
czwartek, 5 kwietnia 2012
W ogrójcu
Tak tu krótko byłem panie
A już oddać wszystko każesz
Mniej nade mną zmiłowanie
Kielich ten od ust mi zabierz
Chciałem by mnie pokochano
I kochałem sam daremnie
Przed śmiertelną błagam bramą
Odsuń kielich ten ode mnie
Spójrz - osoba tak żałosna
Misji twojej nie jest godna
Więc w spokoju mnie pozostaw
Ulżyj mi i kielich oddal
Dłonie w które chleb wkładałem
Zaciskają teraz pięści
Jutro w hańbę zmienią chwałę
Tak się bardzo boję śmierci
Cierpię bo samotny jestem
Wiem że ziemia ta nie dla mnie
I że zmienić mogę miejsce
Jednak przejście zbyt jest straszne
Śmierć daremna będzie moja
Tu się nigdy nic nie zmieni
Pot ocieram zimny z czoła
Gorzki dla mnie zbyt ten kielich
Strach mnie przejął tak okrutny
Co tam teraz zmartwychwstanie
Słucham jednak nikt nie mówi ...
Niech się wola twoja stanie
2012
A już oddać wszystko każesz
Mniej nade mną zmiłowanie
Kielich ten od ust mi zabierz
Chciałem by mnie pokochano
I kochałem sam daremnie
Przed śmiertelną błagam bramą
Odsuń kielich ten ode mnie
Spójrz - osoba tak żałosna
Misji twojej nie jest godna
Więc w spokoju mnie pozostaw
Ulżyj mi i kielich oddal
Dłonie w które chleb wkładałem
Zaciskają teraz pięści
Jutro w hańbę zmienią chwałę
Tak się bardzo boję śmierci
Cierpię bo samotny jestem
Wiem że ziemia ta nie dla mnie
I że zmienić mogę miejsce
Jednak przejście zbyt jest straszne
Śmierć daremna będzie moja
Tu się nigdy nic nie zmieni
Pot ocieram zimny z czoła
Gorzki dla mnie zbyt ten kielich
Strach mnie przejął tak okrutny
Co tam teraz zmartwychwstanie
Słucham jednak nikt nie mówi ...
Niech się wola twoja stanie
2012
środa, 4 kwietnia 2012
Na zakupy czyli filozofia materialistyczna
/ zasłyszane /
Robisz zawzięcie
Zakupy mrówko
A i tak będziesz
Mieć z tego gówno
2012
Robisz zawzięcie
Zakupy mrówko
A i tak będziesz
Mieć z tego gówno
2012
wtorek, 3 kwietnia 2012
Dom oczu i uszu
Domu mój rodzinny
Wdzięczny jestem tobie
Że po latach zimnych
Pod dach mnie przyjąłeś
Że dałeś mi wolność
I bezpieczne noce
A myśli tu mogą
Przed głupotą dotrzeć
Lecz dlaczego chronisz
Mnie przed sobą samym
Tajne mikrofony
Wbudowując w ściany?
Kąty twoje cztery
Patrzą nawet nocą
Ciekawskiej kamery
Spać nie dając oczom
Za nie takie słowo
Lub znak zabroniony
Kiedyś mi nad głową
Złe zakraczą wrony
Zrozumiem że ściany
Dach twój i podłoga
To dla mnie kajdany
Na rękach i nogach
Że jesteś więzieniem
O ostrym rygorze
Gdzie krzyk i myślenie
Przebić się nie może
2012
Wdzięczny jestem tobie
Że po latach zimnych
Pod dach mnie przyjąłeś
Że dałeś mi wolność
I bezpieczne noce
A myśli tu mogą
Przed głupotą dotrzeć
Lecz dlaczego chronisz
Mnie przed sobą samym
Tajne mikrofony
Wbudowując w ściany?
Kąty twoje cztery
Patrzą nawet nocą
Ciekawskiej kamery
Spać nie dając oczom
Za nie takie słowo
Lub znak zabroniony
Kiedyś mi nad głową
Złe zakraczą wrony
Zrozumiem że ściany
Dach twój i podłoga
To dla mnie kajdany
Na rękach i nogach
Że jesteś więzieniem
O ostrym rygorze
Gdzie krzyk i myślenie
Przebić się nie może
2012
poniedziałek, 2 kwietnia 2012
Drugie śniadanie miszczuf
Zrozum teraz robotniku
Że fornalem zwykłym jesteś
I otrzymać możesz tylko
Co ci pan da hojnym gestem
O nic pytać cię nie musi
Bo chcesz więcej niż ci trzeba
Ty się pana łaską tuczysz
I bez jego zdechniesz chleba
Złapie się na plewy pańskie
Wróbel stary kiedy głupi
Wie że w twoim jest poddaństwie
Jego szansa pana łupić
Na krwi twojej i wyzysku
Rosną wokół pasożyty
Tobie z gardła wyrwą wszystko
Im awanse i zaszczyty
Wmówią ci żeś jest pazerny
Choć z pańszczyzny żyją cudzej
Niedobity stan szlachetny
Z dwojgiem lewych rąk nadludzie
Uwierz szwaczko i spawaczu
Że harować możesz więcej
Dla kariery i awansu
Praca jest błogosławieństwem
Kiedyś gdzieś to już słyszałeś
Że rząd sam się żywić może
Dzisiaj znowu gnidy cwane
Że cię karmią mówią tobie
Nie daj gnębić się oszustom
Powstań z kolan robotniku
Pluń na elit mowę pustą
Nowych panów popleczników
2012
Że fornalem zwykłym jesteś
I otrzymać możesz tylko
Co ci pan da hojnym gestem
O nic pytać cię nie musi
Bo chcesz więcej niż ci trzeba
Ty się pana łaską tuczysz
I bez jego zdechniesz chleba
Złapie się na plewy pańskie
Wróbel stary kiedy głupi
Wie że w twoim jest poddaństwie
Jego szansa pana łupić
Na krwi twojej i wyzysku
Rosną wokół pasożyty
Tobie z gardła wyrwą wszystko
Im awanse i zaszczyty
Wmówią ci żeś jest pazerny
Choć z pańszczyzny żyją cudzej
Niedobity stan szlachetny
Z dwojgiem lewych rąk nadludzie
Uwierz szwaczko i spawaczu
Że harować możesz więcej
Dla kariery i awansu
Praca jest błogosławieństwem
Kiedyś gdzieś to już słyszałeś
Że rząd sam się żywić może
Dzisiaj znowu gnidy cwane
Że cię karmią mówią tobie
Nie daj gnębić się oszustom
Powstań z kolan robotniku
Pluń na elit mowę pustą
Nowych panów popleczników
2012
niedziela, 1 kwietnia 2012
Bruk
Już ochronny okres minął
Nieczekana przyszła wiosna
Właściciela patrzeć z gliną
I w rynsztoku nam pozostać
Za parszywe nasze życie
Los rachunek przysłał słony
Złodziej bierze kamienicę
Dla nas bruk jest przeznaczony
Czas przywróci głos ulicom
Kostkę z bruku wyrwą twardą
W łeb pazerny bestii cisną
Pluną szujom w pysk z pogardą
2012
Nieczekana przyszła wiosna
Właściciela patrzeć z gliną
I w rynsztoku nam pozostać
Za parszywe nasze życie
Los rachunek przysłał słony
Złodziej bierze kamienicę
Dla nas bruk jest przeznaczony
Czas przywróci głos ulicom
Kostkę z bruku wyrwą twardą
W łeb pazerny bestii cisną
Pluną szujom w pysk z pogardą
2012
sobota, 31 marca 2012
Nowoczesna służba
Nowoczesnej służbie nowy
Krój munduru co dwa lata
By ci biznes zrobić mogli
Którym układ się opłaca
Potem służba nowoczesna
Najdzie kogoś pomyłkowo
Pogruchocze panu żebra
Pani grzmotnie o próg głową
2012
Krój munduru co dwa lata
By ci biznes zrobić mogli
Którym układ się opłaca
Potem służba nowoczesna
Najdzie kogoś pomyłkowo
Pogruchocze panu żebra
Pani grzmotnie o próg głową
2012
piątek, 30 marca 2012
NOTES 31 - Zdzisiu obiit
W kilka minut życie całe
Sceny gesty miny słowa
Które umysł w sejfie chował
Dziś nad urną wyjmowałem
Choć pobożny zbyt nie byłeś
Ksiądz pokropkiem i koronką
Wysłał cię do raju prosto
A ja z nim się pomodliłem
Tak nade mną staną kiedyś
Kto i kiedy tylko nie wiem
Co przypomną sobie wtedy
Niech nie jedna ksiądz mnie z niebem
Bo nie zmienią nic pogrzeby
Odpowiadać chcę za siebie
2012
Sceny gesty miny słowa
Które umysł w sejfie chował
Dziś nad urną wyjmowałem
Choć pobożny zbyt nie byłeś
Ksiądz pokropkiem i koronką
Wysłał cię do raju prosto
A ja z nim się pomodliłem
Tak nade mną staną kiedyś
Kto i kiedy tylko nie wiem
Co przypomną sobie wtedy
Niech nie jedna ksiądz mnie z niebem
Bo nie zmienią nic pogrzeby
Odpowiadać chcę za siebie
2012
czwartek, 29 marca 2012
Wolna Białoruś
Kiedy reżim się obali
Wolność przyjdzie na Białoruś
Szczęście wniesie kapitalizm
Demokracji wzór z zachodu
Pozamyka się kołchozy
I zakłady bez dochodu
Biznesmenów się namnoży
Od kręcenia niezłych lodów
Dysydenci wyjdą z więzień
By przewodnią stać się siłą
I pokażą masie biednej
Że się wichrzyć opłaciło
Za wolności erzac system
Ludziom godność poodbiera
Będą wolni mogli licznie
Szukać pracy i umierać
Naród wreszcie się doczeka
Do paszportów wszystkich prawa
By na zachód móc wyjechać
Na zmywaku się dorabiać
Złote góry świetną przyszłość
Naiwniakom się obieca
Potem każe pas zacisnąć
I poklepie ich po plecach
2012
Wolność przyjdzie na Białoruś
Szczęście wniesie kapitalizm
Demokracji wzór z zachodu
Pozamyka się kołchozy
I zakłady bez dochodu
Biznesmenów się namnoży
Od kręcenia niezłych lodów
Dysydenci wyjdą z więzień
By przewodnią stać się siłą
I pokażą masie biednej
Że się wichrzyć opłaciło
Za wolności erzac system
Ludziom godność poodbiera
Będą wolni mogli licznie
Szukać pracy i umierać
Naród wreszcie się doczeka
Do paszportów wszystkich prawa
By na zachód móc wyjechać
Na zmywaku się dorabiać
Złote góry świetną przyszłość
Naiwniakom się obieca
Potem każe pas zacisnąć
I poklepie ich po plecach
2012
środa, 28 marca 2012
Nowe mury
Chcieli wyrywać zęby krat
Zrywać kajdany zmieniać świat
Mury jak domek zburzyć z kart
Kiedy wolności zawiał wiatr
Pomnik obalić wyrwać bruk
Łatwiej niesiony falą mógł
Tłum niż utrzymać zgodny krok
I znów w niewoli popadł mrok
Dał się ogłupić chciwym psom
Kupczyć na rynkach własną krwią
Zapędzić na śmierć jak szczur w róg
Wmówić kto dobry a kto wróg
Ten który myśleć czelność miał
Nazwany głupcem został sam
Stojąc na boku dostrzec mógł
Łańcuch wiszący im u nóg
Widział jak nowych murów sto
Dzieląc ich z nimi dzieli zło
Na nowo rośnie gubiąc świat
Jak w organizmie chorym rak
Patrząc na nędzę wsi i miast
Pojął jak krótki jest ich czas
Gdy łańcuch wciąż tkwił u ich nóg
On już niewiele zrobić mógł
Czasem niemrawy tylko chór
Śpiewa że runie kiedyś mur
Lecz dawną wiarę zabrał czart
I śpiew ten nic już nie jest wart
2012
inspiracja / parafraza: J. Kaczmarski
Zrywać kajdany zmieniać świat
Mury jak domek zburzyć z kart
Kiedy wolności zawiał wiatr
Pomnik obalić wyrwać bruk
Łatwiej niesiony falą mógł
Tłum niż utrzymać zgodny krok
I znów w niewoli popadł mrok
Dał się ogłupić chciwym psom
Kupczyć na rynkach własną krwią
Zapędzić na śmierć jak szczur w róg
Wmówić kto dobry a kto wróg
Ten który myśleć czelność miał
Nazwany głupcem został sam
Stojąc na boku dostrzec mógł
Łańcuch wiszący im u nóg
Widział jak nowych murów sto
Dzieląc ich z nimi dzieli zło
Na nowo rośnie gubiąc świat
Jak w organizmie chorym rak
Patrząc na nędzę wsi i miast
Pojął jak krótki jest ich czas
Gdy łańcuch wciąż tkwił u ich nóg
On już niewiele zrobić mógł
Czasem niemrawy tylko chór
Śpiewa że runie kiedyś mur
Lecz dawną wiarę zabrał czart
I śpiew ten nic już nie jest wart
2012
inspiracja / parafraza: J. Kaczmarski
wtorek, 27 marca 2012
Arka w powodzi
Czułem że złego coś świat nasz spotka
Łódź w gotowości stała pod domem
A kiedy woda przyszła wysoka
Zabiłem konia i odpłynąłem
Z pagórka w lesie wilka zabrałem
Który od roku krążył w pobliżu
Nęcony końskim w stajni zapachem
Podchodził chatę pysk bury liżąc
Schronieniem była drzewa korona
Kotu nim wskoczył na pokład łodzi
Szczur pośród nocy dopłynął do nas
Stając się nowym członkiem załogi
Krukowi który strudzony lotem
Kiedy już przysiąść nie było na czym
Dojrzał z powietrza w łodzi załogę
Los wśród niej miejsce także przeznaczył
I tak jak w arce każdy się zmieścił
Jeden drugiemu krzywdy nie czyniąc
W obliczu świata w potopie śmierci
Jedną byliśmy sobie rodziną
I przekonania wkrótce nabrałem
Że nie ja Noem stałem się dla nich
Lecz że zwierzęta były wysłane
Przez kogoś żeby mnie ratowały
2012
Łódź w gotowości stała pod domem
A kiedy woda przyszła wysoka
Zabiłem konia i odpłynąłem
Z pagórka w lesie wilka zabrałem
Który od roku krążył w pobliżu
Nęcony końskim w stajni zapachem
Podchodził chatę pysk bury liżąc
Schronieniem była drzewa korona
Kotu nim wskoczył na pokład łodzi
Szczur pośród nocy dopłynął do nas
Stając się nowym członkiem załogi
Krukowi który strudzony lotem
Kiedy już przysiąść nie było na czym
Dojrzał z powietrza w łodzi załogę
Los wśród niej miejsce także przeznaczył
I tak jak w arce każdy się zmieścił
Jeden drugiemu krzywdy nie czyniąc
W obliczu świata w potopie śmierci
Jedną byliśmy sobie rodziną
I przekonania wkrótce nabrałem
Że nie ja Noem stałem się dla nich
Lecz że zwierzęta były wysłane
Przez kogoś żeby mnie ratowały
2012
poniedziałek, 26 marca 2012
Klasztorny loch
Jaka się kryje tu tajemnica
Jaką loch widział tragedię
Czas białą kością los twój zapisał
Ty wciąż w piwnicach tych jesteś
Jasny aniele jak kryształ czysty
Z młodością krzyżem strzaskaną
Gdzie wtedy byłeś jedyny Chryste
Gdy ją do lochu pojmano
Matko nie mogłaś słyszeć jej wołań
Ojcze nic zrobić nie mogłeś
Czarna wciągnęła dziecko wam otchłań
Żądze ponure i podłe
Omszałe ściany przeciągłe chłody
Strach i samotność wśród szczurów
Miska odpadków i kubek wody
W tęsknocie tyle lat bólu
Oczekiwanie czy zdoła zasnąć
I noc cichutko upłynie
Czy nie da żądza spokoju diabłom
I przyjdą skrzywdzić dziewczynę
Jak szmata brudna czy śmieć ostatni
Ofiara samczej rozpusty
Kruche stworzenie w okrutnej matni
Piekle na ziemi świństw ludzkich
Śmierci czekanie tam pod posadzką
Między orgiami płacz w ciszy
Na górze ojciec klęczący z matką
Pocieszający ich mnisi
Matko ty nie wiesz że babcią byłaś
Przez cudu króciutką chwilę
Jak ognik w lochu mrokach ta chwila
Przez moment żyją motyle
Już nie szukajcie córki rodzice
Domem zostanie jej ciemność
Zabrały lochy młodziutkie życie
Szczury wyżarły w nich piękno
Jaka się kryje tu tajemnica
Jaką loch widział tragedię
Czas białą kością los twój zapisał
Ty wciąż w piwnicach tych jesteś
2012
Jaką loch widział tragedię
Czas białą kością los twój zapisał
Ty wciąż w piwnicach tych jesteś
Jasny aniele jak kryształ czysty
Z młodością krzyżem strzaskaną
Gdzie wtedy byłeś jedyny Chryste
Gdy ją do lochu pojmano
Matko nie mogłaś słyszeć jej wołań
Ojcze nic zrobić nie mogłeś
Czarna wciągnęła dziecko wam otchłań
Żądze ponure i podłe
Omszałe ściany przeciągłe chłody
Strach i samotność wśród szczurów
Miska odpadków i kubek wody
W tęsknocie tyle lat bólu
Oczekiwanie czy zdoła zasnąć
I noc cichutko upłynie
Czy nie da żądza spokoju diabłom
I przyjdą skrzywdzić dziewczynę
Jak szmata brudna czy śmieć ostatni
Ofiara samczej rozpusty
Kruche stworzenie w okrutnej matni
Piekle na ziemi świństw ludzkich
Śmierci czekanie tam pod posadzką
Między orgiami płacz w ciszy
Na górze ojciec klęczący z matką
Pocieszający ich mnisi
Matko ty nie wiesz że babcią byłaś
Przez cudu króciutką chwilę
Jak ognik w lochu mrokach ta chwila
Przez moment żyją motyle
Już nie szukajcie córki rodzice
Domem zostanie jej ciemność
Zabrały lochy młodziutkie życie
Szczury wyżarły w nich piękno
Jaka się kryje tu tajemnica
Jaką loch widział tragedię
Czas białą kością los twój zapisał
Ty wciąż w piwnicach tych jesteś
2012
niedziela, 25 marca 2012
Jak długo jeszcze
Jestem synem i dziedzicem
Nieśmiałości
Karygodnie pospolitej
Tak właściwie to niczego
Synem jestem i następcą
I przymknij się
Nie mów mi że
Że do sprawy
Źle podchodzę
Chcę po prostu być kochany
Tak jak każdy inny człowiek
Jest taki klub gdzie możesz przyjść
I poznać kogoś kto cię pokocha
Więc idziesz tam
I stoisz sam
Wracasz i płaczesz i chciałbyś skonać
Kiedy mówisz że to teraz
To o jakie 'teraz' chodzi?
Zrozum że zbyt długo czekam
By nadzieję w sobie nosić
Tak jak człowiek przecież każdy
Też miłości chcę doświadczyć
2012
tłumaczenie z: The Smiths
Nieśmiałości
Karygodnie pospolitej
Tak właściwie to niczego
Synem jestem i następcą
I przymknij się
Nie mów mi że
Że do sprawy
Źle podchodzę
Chcę po prostu być kochany
Tak jak każdy inny człowiek
Jest taki klub gdzie możesz przyjść
I poznać kogoś kto cię pokocha
Więc idziesz tam
I stoisz sam
Wracasz i płaczesz i chciałbyś skonać
Kiedy mówisz że to teraz
To o jakie 'teraz' chodzi?
Zrozum że zbyt długo czekam
By nadzieję w sobie nosić
Tak jak człowiek przecież każdy
Też miłości chcę doświadczyć
2012
tłumaczenie z: The Smiths
sobota, 24 marca 2012
NOTES 30 - Dziad
Szedł dziad przez miasta i wioski małe
Ludzi spotykał słowem się dzielił
A choć go oni nie rozumieli
On niewzruszenie podążał dalej
Aż słowa jego się wypełniły
I że miał rację tłumy poznały
Zaczęli szukać po kraju całym
Lecz on do innej wszedł już krainy
Niech moja wiara będzie tak wielka
Żebym na przekór całej ludzkości
Wiernym był sobie choćby na mękach
Niech w sobie tyle mam roztropności
Bym choć mnie nosić mieli na rękach
Czuł słabość swoją wytrwał w skromności
2012
Ludzi spotykał słowem się dzielił
A choć go oni nie rozumieli
On niewzruszenie podążał dalej
Aż słowa jego się wypełniły
I że miał rację tłumy poznały
Zaczęli szukać po kraju całym
Lecz on do innej wszedł już krainy
Niech moja wiara będzie tak wielka
Żebym na przekór całej ludzkości
Wiernym był sobie choćby na mękach
Niech w sobie tyle mam roztropności
Bym choć mnie nosić mieli na rękach
Czuł słabość swoją wytrwał w skromności
2012
piątek, 23 marca 2012
Wadera
Do granic pustelni gdzie nikt nie dociera
Gdy księżyc jest w pełni noc niesie wołanie
Pod chatę podchodzi samotna wadera
Tęsknota ją prosi na tajne spotkanie
Łańcuchy zerwali tchórzliwi psi stróże
Szczekanie w oddali ucichło na polach
Nerwowym wierzganiem koń w stajni niedużej
Wnet rygle wyłamie i wyrwać się zdoła
Wyczuła zwierzyna drapieżcze podchody
Krew we mnie zaczyna przyspieszać krążenie
Spragniona łowczyni przybywa na gody
Los łaskę mi czyni pokątnym spełnieniem
Sierść srebrem się mieni pomiędzy drzewami
Blask kłów wśród czerwieni i ślina ocieka
Jak wiatr mech rozgarnia silnymi łapami
Księżyca latarnia zagląda jej w ślepia
Rysują pazury na desce żłobienia
Jak zdarzeń ponurych czas znaki na twarzy
Tak strzępek człowieka doczekał zbawienia
Niech to na co czekam się wreszcie wydarzy
Tężejąc drżą palce wczepione w puch sierści
Smak krwi na kłów tarce gdy dłoń tonie w szczęce
Szorstkością niech język chwil kilka popieści
Nim suka wyjęczy ostatnich drgnień szczęście
2012
Gdy księżyc jest w pełni noc niesie wołanie
Pod chatę podchodzi samotna wadera
Tęsknota ją prosi na tajne spotkanie
Łańcuchy zerwali tchórzliwi psi stróże
Szczekanie w oddali ucichło na polach
Nerwowym wierzganiem koń w stajni niedużej
Wnet rygle wyłamie i wyrwać się zdoła
Wyczuła zwierzyna drapieżcze podchody
Krew we mnie zaczyna przyspieszać krążenie
Spragniona łowczyni przybywa na gody
Los łaskę mi czyni pokątnym spełnieniem
Sierść srebrem się mieni pomiędzy drzewami
Blask kłów wśród czerwieni i ślina ocieka
Jak wiatr mech rozgarnia silnymi łapami
Księżyca latarnia zagląda jej w ślepia
Rysują pazury na desce żłobienia
Jak zdarzeń ponurych czas znaki na twarzy
Tak strzępek człowieka doczekał zbawienia
Niech to na co czekam się wreszcie wydarzy
Tężejąc drżą palce wczepione w puch sierści
Smak krwi na kłów tarce gdy dłoń tonie w szczęce
Szorstkością niech język chwil kilka popieści
Nim suka wyjęczy ostatnich drgnień szczęście
2012
czwartek, 22 marca 2012
Spowiedź
Spowiadam się bogu żal ceniącemu
I wam bracia i siostry
Że z własnej głupoty uległem złemu
Mój duch nie był dość mocny
Że sił nie miałem by się poświęcić
I żyć zacząłem dla siebie
Słomiany zapał pogrzebał chęci
Popadłem w starcze zgnuśnienie
Że uwierzyłem w kłamliwe hasła
By mieć używać kupować
Że moja czujność i wiara zgasła
Diabeł nade mną panował
Dałem się kupić wolność sprzedałem
Sam się poddając niewoli
Choć serce mocno mam już stwardniałe
To moja słabość wciąż boli
Dlatego błagam siły nieziemskie
I was bracia i siostry
Módlcie się abym wygrał z kurewstwem
Co kły na mnie złe ostrzy
2012
I wam bracia i siostry
Że z własnej głupoty uległem złemu
Mój duch nie był dość mocny
Że sił nie miałem by się poświęcić
I żyć zacząłem dla siebie
Słomiany zapał pogrzebał chęci
Popadłem w starcze zgnuśnienie
Że uwierzyłem w kłamliwe hasła
By mieć używać kupować
Że moja czujność i wiara zgasła
Diabeł nade mną panował
Dałem się kupić wolność sprzedałem
Sam się poddając niewoli
Choć serce mocno mam już stwardniałe
To moja słabość wciąż boli
Dlatego błagam siły nieziemskie
I was bracia i siostry
Módlcie się abym wygrał z kurewstwem
Co kły na mnie złe ostrzy
2012
środa, 21 marca 2012
Dziecko boże
Zawsze cichy był i szary
Matka piła nie znał ojca
Dzieci śmiały się z ofiary
Nieraz lanie od nich dostał
Nie nie śmiejcie się z biednego
Przecież to jest dziecko boże
W którym wiele jest dobrego
Trzeba tylko w nim to dojrzeć
Kochał jedną taką - wiecie -
Co sypiała z bogatymi
Ojciec szychą był w powiecie
Jego z pracy wyrzucili
Nie nie śmiejcie się z biednego
Przecież to jest dziecko boże
W którym wiele jest dobrego
Trzeba tylko w nim to dojrzeć
Nie wiem jak to zrobić zdołał
Skonstruował groźną bombę
Zaniósł paczkę do kościoła
Złożył bogu hekatombę
Nie nie śmiejcie się z biednego
Przecież to jest dziecko boże
W którym wiele jest dobrego
Trzeba tylko w nim to dojrzeć
2012
Matka piła nie znał ojca
Dzieci śmiały się z ofiary
Nieraz lanie od nich dostał
Nie nie śmiejcie się z biednego
Przecież to jest dziecko boże
W którym wiele jest dobrego
Trzeba tylko w nim to dojrzeć
Kochał jedną taką - wiecie -
Co sypiała z bogatymi
Ojciec szychą był w powiecie
Jego z pracy wyrzucili
Nie nie śmiejcie się z biednego
Przecież to jest dziecko boże
W którym wiele jest dobrego
Trzeba tylko w nim to dojrzeć
Nie wiem jak to zrobić zdołał
Skonstruował groźną bombę
Zaniósł paczkę do kościoła
Złożył bogu hekatombę
Nie nie śmiejcie się z biednego
Przecież to jest dziecko boże
W którym wiele jest dobrego
Trzeba tylko w nim to dojrzeć
2012
wtorek, 20 marca 2012
Sic transit gloria mundi
Całe życie dla ojczyzny
Przed prezesem chyląc czoła
Fotel w sejmie miał zaszczytny
Synem wiernym był kościoła
Za to wszystko śmierć gdzieś w lesie
Strzępy ciała w brzozy korze
U dwóch żon wypchana kieszeń
Autopsyjny stół i noże
2012
Przed prezesem chyląc czoła
Fotel w sejmie miał zaszczytny
Synem wiernym był kościoła
Za to wszystko śmierć gdzieś w lesie
Strzępy ciała w brzozy korze
U dwóch żon wypchana kieszeń
Autopsyjny stół i noże
2012
poniedziałek, 19 marca 2012
Wszyscy jesteśmy chytrusami
Kiedy trafię w lotto szóstkę
Swoim dzieciom kupię domy
Wokół świata się wypuszczę
I powiększę cycki żony
Ja znów kredyt spłacę najpierw
Kupię mieszkań nawet setkę
Zbiję krocie na wynajmie
Milion puszczę przez ruletkę
A ja hojnie dam rodzinie
I znajomym co w potrzebie
Szczęście znajdę w dobrym winie
Inwestował będę w siebie
Inny będzie biznesmenem
Który żywi się akcjami
Kupi miejsce w parlamencie
I porządzi z kurewkami
Oczywiście dobroczynnie
Ochłap rzuci się biedakom
Nie za dużo - w sam raz tyle
By nie parać już się pracą
I sprzedamy dusze nasze
Za wygraną w totolotku
Za srebrniki jak judasze
Dumni z siebie z pustką w środku
2012
Swoim dzieciom kupię domy
Wokół świata się wypuszczę
I powiększę cycki żony
Ja znów kredyt spłacę najpierw
Kupię mieszkań nawet setkę
Zbiję krocie na wynajmie
Milion puszczę przez ruletkę
A ja hojnie dam rodzinie
I znajomym co w potrzebie
Szczęście znajdę w dobrym winie
Inwestował będę w siebie
Inny będzie biznesmenem
Który żywi się akcjami
Kupi miejsce w parlamencie
I porządzi z kurewkami
Oczywiście dobroczynnie
Ochłap rzuci się biedakom
Nie za dużo - w sam raz tyle
By nie parać już się pracą
I sprzedamy dusze nasze
Za wygraną w totolotku
Za srebrniki jak judasze
Dumni z siebie z pustką w środku
2012
niedziela, 18 marca 2012
Zwierzęcy system
Oto czasy przyszły lepsze
W których zbrodnią maltretować
Poniewierać jest zwierzęciem
System dobrych ludzi chowa
Jednak z prawem jest tu zgodne
Okrucieństwo wobec ludzi
Można dręczyć morzyć głodem
Znęcać się poniżać łupić
Pies srać może w każdym miejscu
Ludzi system wciska w gówno
Więcej wolno w nim zwierzęciu
Chcieliście to macie równość
2012
W których zbrodnią maltretować
Poniewierać jest zwierzęciem
System dobrych ludzi chowa
Jednak z prawem jest tu zgodne
Okrucieństwo wobec ludzi
Można dręczyć morzyć głodem
Znęcać się poniżać łupić
Pies srać może w każdym miejscu
Ludzi system wciska w gówno
Więcej wolno w nim zwierzęciu
Chcieliście to macie równość
2012
sobota, 17 marca 2012
Już wiosna na działce
Przyleciały z ciepłem słońca
Patrzą kto się poddał zimie
Komu kości czas przetrąca
Posiwiały pióra czyje
Para nowa w gnieździe którym
Kto zdobywca a kto z niczym
Czy za płotem łabędź durny
Dalej sam do siebie syczy
Rozprawiają przy opłotkach
Co nowego sezon niesie
Co ich złego może spotkać
Gdy wciąż gorzej jest na świecie
Zbiorą trawy susz chrust osty
Żeby spalić je w ognisku
Ogrzać skrzydła w cieple wiosny
Przy kiełbasie i przy piwku
2012
Patrzą kto się poddał zimie
Komu kości czas przetrąca
Posiwiały pióra czyje
Para nowa w gnieździe którym
Kto zdobywca a kto z niczym
Czy za płotem łabędź durny
Dalej sam do siebie syczy
Rozprawiają przy opłotkach
Co nowego sezon niesie
Co ich złego może spotkać
Gdy wciąż gorzej jest na świecie
Zbiorą trawy susz chrust osty
Żeby spalić je w ognisku
Ogrzać skrzydła w cieple wiosny
Przy kiełbasie i przy piwku
2012
piątek, 16 marca 2012
Wasza krew
To spieniona wartko płynie
To zastyga w żyłach chłodnych
Rozcieńczana tanim winem
Otłuszczana żarciem podłym
Że otoczą mydlą oczy
Jak relikwię czcią przedwieczną
Nie pozwolą jej przetoczyć
By jehowie dać świadectwo
Wypełnienie niosą grobom
Żyły wasze z soku wyssą
I kaszankę z niego zrobią
By zagrychę mieć pod czystą
2012
To zastyga w żyłach chłodnych
Rozcieńczana tanim winem
Otłuszczana żarciem podłym
Że otoczą mydlą oczy
Jak relikwię czcią przedwieczną
Nie pozwolą jej przetoczyć
By jehowie dać świadectwo
Wypełnienie niosą grobom
Żyły wasze z soku wyssą
I kaszankę z niego zrobią
By zagrychę mieć pod czystą
2012
czwartek, 15 marca 2012
Bohemian slam
Wszedłem na scenę
Wyprułem żyły
Wnętrza skrzywienie
Wersy odkryły
Lęki koszmary
Ubrane w słowa
Ból nieskrywany
W każdym pulsował
Na ziemię spadło
Okrycie całe
Zupełnie nago
Przed nimi stałem
Z tamtego wiersza
Optymizm siła
Sekrety wnętrza
Mielizna kryła
Lecz towarzystwo
Znad kawki snobów
Sączące piwko
Orły salonów
Wybrali plewy
Miałkości stronę
Zabrałem perły
Wieprzom rzucone
2012
Wyprułem żyły
Wnętrza skrzywienie
Wersy odkryły
Lęki koszmary
Ubrane w słowa
Ból nieskrywany
W każdym pulsował
Na ziemię spadło
Okrycie całe
Zupełnie nago
Przed nimi stałem
Z tamtego wiersza
Optymizm siła
Sekrety wnętrza
Mielizna kryła
Lecz towarzystwo
Znad kawki snobów
Sączące piwko
Orły salonów
Wybrali plewy
Miałkości stronę
Zabrałem perły
Wieprzom rzucone
2012
środa, 14 marca 2012
Diler
Cierpliwości brak i siły
Coraz szybciej się starzeję
Chęci już mnie opuściły
I nie wierzę że się zmienię
Wciąż przegrywam z samym sobą
Ile razy upaść można
Szkodzę bliskim mi osobom
Zgaga męczy mnie potworna
Gdybym tylko mógł dla siebie
Żyć lub umrzeć - was uwolnić
Byście własnym tlen krwiobiegiem
Rozprowadzać byli zdolni
Wciąż ode mnie zależycie
Jak narkoman od dilera
Więc zatruwam wasze życie
Niebo z blasku gwiazd odzieram
2012
Coraz szybciej się starzeję
Chęci już mnie opuściły
I nie wierzę że się zmienię
Wciąż przegrywam z samym sobą
Ile razy upaść można
Szkodzę bliskim mi osobom
Zgaga męczy mnie potworna
Gdybym tylko mógł dla siebie
Żyć lub umrzeć - was uwolnić
Byście własnym tlen krwiobiegiem
Rozprowadzać byli zdolni
Wciąż ode mnie zależycie
Jak narkoman od dilera
Więc zatruwam wasze życie
Niebo z blasku gwiazd odzieram
2012
wtorek, 13 marca 2012
Chciwość
Po pierworodnym najpierwszy zaraz
Wśród siedmiu głównych najgorsza z zaraz
Wrzód który ropą ciało zatruwa
Rak zmieniający organizm w trupa
Co łapy skręca trwale ku sobie
Podłość tłumaczy rozgrzesza zbrodnie
Nienasycony krwią z ludzkiej nędzy
Kat niestrudzony od lat tysięcy
Już od dzieciństwa w mózgach się lęgnie
Czai się chytrze kusi podstępnie
Sprawdź ile ciebie ma już wyżarte
Im daje więcej tym toczy bardziej
Czy cię przemienił w próżnego zombi
Kolejny sukces mogąc odtrąbić
Stworzył wiernego sobie fagasa
Co tylko "kasa misiaczku kasa"
Czyś już podobny wodzom narodu
Na piedestale zgnilizny smrodu
A społeczeństwa tkanka wciąż żywa
Za cztery dychy tydzień przeżywa
Tu gdzie los dziecka jest przesądzony
Z móżdżkiem zbyt chorym by być świadomym
Choć uśmiechnięte tak życie kocha
Zdechnie gdy krezus szmal w kieszeń chowa
Kapłan poświęci ustrój od boga
Za kilka stówek trupa pochowa
I sypnie ludziom zatrutym ziarnem
Niech napychają dupy zachłanne
2012
Wśród siedmiu głównych najgorsza z zaraz
Wrzód który ropą ciało zatruwa
Rak zmieniający organizm w trupa
Co łapy skręca trwale ku sobie
Podłość tłumaczy rozgrzesza zbrodnie
Nienasycony krwią z ludzkiej nędzy
Kat niestrudzony od lat tysięcy
Już od dzieciństwa w mózgach się lęgnie
Czai się chytrze kusi podstępnie
Sprawdź ile ciebie ma już wyżarte
Im daje więcej tym toczy bardziej
Czy cię przemienił w próżnego zombi
Kolejny sukces mogąc odtrąbić
Stworzył wiernego sobie fagasa
Co tylko "kasa misiaczku kasa"
Czyś już podobny wodzom narodu
Na piedestale zgnilizny smrodu
A społeczeństwa tkanka wciąż żywa
Za cztery dychy tydzień przeżywa
Tu gdzie los dziecka jest przesądzony
Z móżdżkiem zbyt chorym by być świadomym
Choć uśmiechnięte tak życie kocha
Zdechnie gdy krezus szmal w kieszeń chowa
Kapłan poświęci ustrój od boga
Za kilka stówek trupa pochowa
I sypnie ludziom zatrutym ziarnem
Niech napychają dupy zachłanne
2012
poniedziałek, 12 marca 2012
Na eutanazję
Gdzie eutanazję zwykli piętnować
Że to bezbożnie i nieetycznie
Śmierć w ramach służby serwują zdrowia
Obowiązkowo i metodycznie
2012
Że to bezbożnie i nieetycznie
Śmierć w ramach służby serwują zdrowia
Obowiązkowo i metodycznie
2012
niedziela, 11 marca 2012
Zanim
Zanim betonem wszystko zaleją
Ziemię rozwiercą by skarb jej wyrwać
Lasy sprzedadzą deweloperom
Nuklearnego posadzą grzyba
Zdążymy jeszcze źródła odnaleźć
Z trawy wysokiej wypłoszyć czaplę
Złożyć pokłony dąbrowie starej
W noc jak wilk trzymać z księżycem wartę
Puścić w niepamięć miejskie mrowisko
Kochać się w chacie z piecem kamiennym
Zanim odebrać przyjdą nam wszystko
Spieszmy się minąć jak deszcz wiosenny
2012
Ziemię rozwiercą by skarb jej wyrwać
Lasy sprzedadzą deweloperom
Nuklearnego posadzą grzyba
Zdążymy jeszcze źródła odnaleźć
Z trawy wysokiej wypłoszyć czaplę
Złożyć pokłony dąbrowie starej
W noc jak wilk trzymać z księżycem wartę
Puścić w niepamięć miejskie mrowisko
Kochać się w chacie z piecem kamiennym
Zanim odebrać przyjdą nam wszystko
Spieszmy się minąć jak deszcz wiosenny
2012
sobota, 10 marca 2012
NOTES 29 - Pytania
Dłoń w dłoni, ciepło czyjejś bliskości
Wilgoć dotyku, włosów aromat
Pierwsza pieszczota drżenia świadoma
Raj, w którym człowiek za życia gości
I bezpieczeństwo, choćby pozorne
Wartości bogom równej poczucie
Pewność, że szczęście nie może uciec
Marne, co wiecznym stać się jest zdolne
Pustkę, tęsknotę - czy czuje bardziej
Ten co na wyspę rajską nie trafił
Czy ten co poznał tracąc na zawsze?
Czy swą oschłością miłość bym zabił
Gdyby mi niebo było łaskawsze
Czym oschły, bo mnie los jej pozbawił?
2012
Wilgoć dotyku, włosów aromat
Pierwsza pieszczota drżenia świadoma
Raj, w którym człowiek za życia gości
I bezpieczeństwo, choćby pozorne
Wartości bogom równej poczucie
Pewność, że szczęście nie może uciec
Marne, co wiecznym stać się jest zdolne
Pustkę, tęsknotę - czy czuje bardziej
Ten co na wyspę rajską nie trafił
Czy ten co poznał tracąc na zawsze?
Czy swą oschłością miłość bym zabił
Gdyby mi niebo było łaskawsze
Czym oschły, bo mnie los jej pozbawił?
2012
piątek, 9 marca 2012
Alzheimer
Już nie już dosyć
Podróż do wnętrza
W skorupie azyl
Kable zerwane
Zamglone oczy
Pamięci ciężar
Dawne obrazy
Świat za szlabanem
Ktoś szuka jeszcze
Zanim się zgubi
Potem już tylko
Czeka na koniec
A ja już nie chcę
Wracać do ludzi
We mnie jest wszystko
Dobrze chronione
Łza tylko czasem
Słowo cichutkie
Łączyć z daleka
Światy się zdaje
Stoję przed waszych
Dusz zbitym lustrem
W którym człowieka
Nie rozpoznaję
2012
Podróż do wnętrza
W skorupie azyl
Kable zerwane
Zamglone oczy
Pamięci ciężar
Dawne obrazy
Świat za szlabanem
Ktoś szuka jeszcze
Zanim się zgubi
Potem już tylko
Czeka na koniec
A ja już nie chcę
Wracać do ludzi
We mnie jest wszystko
Dobrze chronione
Łza tylko czasem
Słowo cichutkie
Łączyć z daleka
Światy się zdaje
Stoję przed waszych
Dusz zbitym lustrem
W którym człowieka
Nie rozpoznaję
2012
czwartek, 8 marca 2012
Robotnicze echa
W rocznicę marca 1968
Tych ze zdradzonych wsi
Tych z oszukanych miast
Nie broni dzisiaj zupełnie nikt
Dla lepszych nadszedł czas
Kiedyś w fabryce wiec
Plebs chciał elity bić
Były dysydent ustawił się
Pospólstwo nie ma nic
Dawnym warchołom zysk
Uczciwym z biedy śmierć
Śmieje się tłusty obłudny pysk
Dziś z robotniczych ech
Spójrz w spracowaną twarz
Zamiast naśmiewać się
Ciepłą posadkę i kasę masz
Z nich wielu jest na dnie
2012
Tych ze zdradzonych wsi
Tych z oszukanych miast
Nie broni dzisiaj zupełnie nikt
Dla lepszych nadszedł czas
Kiedyś w fabryce wiec
Plebs chciał elity bić
Były dysydent ustawił się
Pospólstwo nie ma nic
Dawnym warchołom zysk
Uczciwym z biedy śmierć
Śmieje się tłusty obłudny pysk
Dziś z robotniczych ech
Spójrz w spracowaną twarz
Zamiast naśmiewać się
Ciepłą posadkę i kasę masz
Z nich wielu jest na dnie
2012
środa, 7 marca 2012
NOTES 28 - Moja młodość
Los go przeoczył w zbiorach jesiennych
Został sadzeniak w ziemi samotny
Plon żeby z siebie dać wielokrotny
Młodość zachować w bulwach kolejnych
Już w korcu było, a spadło jeszcze
I mąki nie da, nie zginie w chlebie
Lecz nowe zrodzi, kiełkując w glebie
Obumierając - żyć będzie wiecznie
Może dni młode, te obolałe
Nie są bez sensu tak zmarnowane?
Może nie całkiem się zestarzałem?
Może więc nie są wykorzystane
Lecz drzemią we mnie, jak dzieci małe
A ja już młody zawsze zostanę?
2012
Został sadzeniak w ziemi samotny
Plon żeby z siebie dać wielokrotny
Młodość zachować w bulwach kolejnych
Już w korcu było, a spadło jeszcze
I mąki nie da, nie zginie w chlebie
Lecz nowe zrodzi, kiełkując w glebie
Obumierając - żyć będzie wiecznie
Może dni młode, te obolałe
Nie są bez sensu tak zmarnowane?
Może nie całkiem się zestarzałem?
Może więc nie są wykorzystane
Lecz drzemią we mnie, jak dzieci małe
A ja już młody zawsze zostanę?
2012
wtorek, 6 marca 2012
Na stoczniową bramę
Łatwiej przywrócić jest dawną bramę
I nawet imię zawiesić wrogie
Niż robotnicze spełnić żądanie
Czym solidarność przypomnieć sobie
Można jak wtedy postawić ołtarz
Na którym diabłu z braci ofiara
A postulaty w muzeum schować
By hipokryzja się nie wydała
Zbudować skansen szopkę kolejną
Żeby turystów ściągnąć do miasta
By zobaczyli bramę pamiętną
Skąd szła po władzę cwaniaków kasta
2012
I nawet imię zawiesić wrogie
Niż robotnicze spełnić żądanie
Czym solidarność przypomnieć sobie
Można jak wtedy postawić ołtarz
Na którym diabłu z braci ofiara
A postulaty w muzeum schować
By hipokryzja się nie wydała
Zbudować skansen szopkę kolejną
Żeby turystów ściągnąć do miasta
By zobaczyli bramę pamiętną
Skąd szła po władzę cwaniaków kasta
2012
poniedziałek, 5 marca 2012
Rozterki buty
Stojąc rozdarty między różami
Z zadrapaniami i krwią pokryty
Widzę nieżycie kukieł rozchwianych
Rozterek siecią gęstą spowitych
I chwalę siebie za to kim jestem
Krzyków frustracji niosą się echa
Gdy wśród szkieletów przeklętych idę
Poprzez upadku krocząc królestwa
Gdzie śladu szuka swojego życie
I chwalę siebie za to kim jestem
Spójrz jak się śmieję z wiatrem wysoko
Drogą przez siebie idąc wybraną
I bezlitośnie tych gniotąc nogą
Co na tej drodze ważą się stanąć
I chwalę siebie za to kim jestem
Jasnym żarząca światłem się gwiazda
Mruga pobłyskiem ledwie widocznym
Głęboko w kryptach w robaków miastach
W których przebiega życie w ciemności
Więc chwalę siebie za to kim jestem
To moje życie i mam w nim prawa
By się z osiągnięć dumą upijać
A mój intelekt wiodąc mnie sprawia
Że moje życie wciąż się rozwija
Więc chwalę siebie za to kim jestem
Czym jest buta
na świecie który kwitnie gdy gardzą?
i w miejscu które sprzyja wstydowi?
w świecie gdzie ślepcy innych prowadzą?
gdzie z abstynencji wyczyn się robi?
gdzie są najbardziej głupcy chwaleni?
dla boga w świecie upalowanych?
dla boga gdzie się siły nie ceni?
gdzie żałujących zalet się chwali?
2012
swobodne tłumaczenie z: Ordo Equilibrio
Z zadrapaniami i krwią pokryty
Widzę nieżycie kukieł rozchwianych
Rozterek siecią gęstą spowitych
I chwalę siebie za to kim jestem
Krzyków frustracji niosą się echa
Gdy wśród szkieletów przeklętych idę
Poprzez upadku krocząc królestwa
Gdzie śladu szuka swojego życie
I chwalę siebie za to kim jestem
Spójrz jak się śmieję z wiatrem wysoko
Drogą przez siebie idąc wybraną
I bezlitośnie tych gniotąc nogą
Co na tej drodze ważą się stanąć
I chwalę siebie za to kim jestem
Jasnym żarząca światłem się gwiazda
Mruga pobłyskiem ledwie widocznym
Głęboko w kryptach w robaków miastach
W których przebiega życie w ciemności
Więc chwalę siebie za to kim jestem
To moje życie i mam w nim prawa
By się z osiągnięć dumą upijać
A mój intelekt wiodąc mnie sprawia
Że moje życie wciąż się rozwija
Więc chwalę siebie za to kim jestem
Czym jest buta
na świecie który kwitnie gdy gardzą?
i w miejscu które sprzyja wstydowi?
w świecie gdzie ślepcy innych prowadzą?
gdzie z abstynencji wyczyn się robi?
gdzie są najbardziej głupcy chwaleni?
dla boga w świecie upalowanych?
dla boga gdzie się siły nie ceni?
gdzie żałujących zalet się chwali?
2012
swobodne tłumaczenie z: Ordo Equilibrio
niedziela, 4 marca 2012
Bo muszę
Jak nie pisać gdy się czuje
Kiedy oczy są i rozum?
Serca sobie nie usuniesz
Piszę wiersze więc znad grobu
Że zbyt często? Że o jednym?
Że grafoman o mnie mówią?
Całe życie wierszem wstrętnym
Który pisze się zbyt długo
Wątek główny kilka mniejszych
Co dzień nowy jest odcinek
Jak w serialu najpodlejszym
Który kręcę póki żyję
Wiem że dostać nobla można
Już od pięciu w roku wierszy
Wrażliwości wzorcem zostać
Chwaląc sąd za karę śmierci
Lecz nie można w sobie zgłuszyć
Tego co tak głośno wyje
Za terapię wiersz mi służy
Łudzi mnie że jeszcze żyję
I nie można stać spokojnie
Gdy się dźwięki słyszy takie
Nie da zmusić się zapomnieć
Noc w noc w winie tonąc nawet
Gdy na widok twarzy tamtej
Oczy same się łzawiły
Wszystko potem tak wydarte
Że trup został tylko zgniły
Wino umysł mi zamula
Puls przyspiesza krew rozcieńcza
Na stalówkę spływa pióra
I układa strofy wiersza
2012
Kiedy oczy są i rozum?
Serca sobie nie usuniesz
Piszę wiersze więc znad grobu
Że zbyt często? Że o jednym?
Że grafoman o mnie mówią?
Całe życie wierszem wstrętnym
Który pisze się zbyt długo
Wątek główny kilka mniejszych
Co dzień nowy jest odcinek
Jak w serialu najpodlejszym
Który kręcę póki żyję
Wiem że dostać nobla można
Już od pięciu w roku wierszy
Wrażliwości wzorcem zostać
Chwaląc sąd za karę śmierci
Lecz nie można w sobie zgłuszyć
Tego co tak głośno wyje
Za terapię wiersz mi służy
Łudzi mnie że jeszcze żyję
I nie można stać spokojnie
Gdy się dźwięki słyszy takie
Nie da zmusić się zapomnieć
Noc w noc w winie tonąc nawet
Gdy na widok twarzy tamtej
Oczy same się łzawiły
Wszystko potem tak wydarte
Że trup został tylko zgniły
Wino umysł mi zamula
Puls przyspiesza krew rozcieńcza
Na stalówkę spływa pióra
I układa strofy wiersza
2012
sobota, 3 marca 2012
Wędrowcy
Nikt cię nie zna jak mi dane
I nikt o mnie tyle nie wie
Dwie historie niespisane
Losy dwa a jakby jeden
Ile miałeś ja wiem tylko
Jak fortuna prysła cała
Gdyś prawicą rozdał wszystko
Lewa milczeć przykazała
Tyle zdobyć kiedyś mogłem
A tak wiele jest przegrane
Chociaż skrywam tamto w sobie
Ty wyczuwasz każdą ranę
Z siebie śmiejąc się dziewczyny
Wspominamy tylko czasem
Które życie nam zmieniły
A i tak nie były nasze
I patrzymy naprzód ciągle
Nic to że tam mniej niż w tyle
By ku światłu gnać na oślep
Jak ćmy bardziej niż motyle
Całą własność plecak mieści
W którym raczej bzdury same
Nasze losy wśród największych
Łzą i śmiechem zapisane
2012
I nikt o mnie tyle nie wie
Dwie historie niespisane
Losy dwa a jakby jeden
Ile miałeś ja wiem tylko
Jak fortuna prysła cała
Gdyś prawicą rozdał wszystko
Lewa milczeć przykazała
Tyle zdobyć kiedyś mogłem
A tak wiele jest przegrane
Chociaż skrywam tamto w sobie
Ty wyczuwasz każdą ranę
Z siebie śmiejąc się dziewczyny
Wspominamy tylko czasem
Które życie nam zmieniły
A i tak nie były nasze
I patrzymy naprzód ciągle
Nic to że tam mniej niż w tyle
By ku światłu gnać na oślep
Jak ćmy bardziej niż motyle
Całą własność plecak mieści
W którym raczej bzdury same
Nasze losy wśród największych
Łzą i śmiechem zapisane
2012
piątek, 2 marca 2012
Skarbie, opuszczam cię
Muszę cię opuścić, skarbie
Skarbie, przecież wiesz, że muszę
W letnim cię opuszczę czasie
Kiedy dni nadejdą dłuższe
Skarbie, wiesz, że odejść nie chcę
Nie żartuję, muszę w drogę
Skarbie, ja naprawdę wierzę
Że w bezruchu żyć nie mogę
Słyszę, jak do domu zew ten
Wzywa mnie, co wzywał przedtem
A więc cię opuszczę, skarbie
Wiesz, że muszę tak, naprawdę
Słyszę, woła mnie jak dawniej
Słyszysz to wołanie z wiatrem?
Nigdy ciebie nie porzucę
Jednak muszę stąd wybywać
Pozostawić ciebie muszę
Czy nie słyszysz, jak mnie wzywa?
Wiem jak dobrze jest, kochanie
Mieć cię znowu obok siebie
I wiem też, że to się stanie
Dnia pewnego, jestem pewien
Iść będziemy przez park razem
Dzień po dniu, tak już codziennie
Co się stać ma, niech się stanie
My już zawsze niepodzielnie
Byłaś dla mnie tak wspaniała
Szczerą prawdę tobie powiem
Co dzień szczęście mi dawałaś
Ale teraz ... muszę odejść
Tak jest ze mną, skarbie, bywaj!
Słyszę, że znów dom mnie wzywa
2012
swobodne tłumaczenie z: Led Zeppelin
Skarbie, przecież wiesz, że muszę
W letnim cię opuszczę czasie
Kiedy dni nadejdą dłuższe
Skarbie, wiesz, że odejść nie chcę
Nie żartuję, muszę w drogę
Skarbie, ja naprawdę wierzę
Że w bezruchu żyć nie mogę
Słyszę, jak do domu zew ten
Wzywa mnie, co wzywał przedtem
A więc cię opuszczę, skarbie
Wiesz, że muszę tak, naprawdę
Słyszę, woła mnie jak dawniej
Słyszysz to wołanie z wiatrem?
Nigdy ciebie nie porzucę
Jednak muszę stąd wybywać
Pozostawić ciebie muszę
Czy nie słyszysz, jak mnie wzywa?
Wiem jak dobrze jest, kochanie
Mieć cię znowu obok siebie
I wiem też, że to się stanie
Dnia pewnego, jestem pewien
Iść będziemy przez park razem
Dzień po dniu, tak już codziennie
Co się stać ma, niech się stanie
My już zawsze niepodzielnie
Byłaś dla mnie tak wspaniała
Szczerą prawdę tobie powiem
Co dzień szczęście mi dawałaś
Ale teraz ... muszę odejść
Tak jest ze mną, skarbie, bywaj!
Słyszę, że znów dom mnie wzywa
2012
swobodne tłumaczenie z: Led Zeppelin
czwartek, 1 marca 2012
Gorycz
Przez krzywdę jakąś dawną
Ból trwale w żyły wrosły
Istotą stał się marną
Kaleką uczuć oschłym
Gdy rana się zabliźnia
Krzepnące strupy zdziera
By solą ją posypać
Szkło drobne w oczy wcierać
Śmierć nie jest mu pisana
A leczyć się nie daje
Ropieje dawna rana
Zatruwa ciało całe
Dla świata gorycz sama
Jak wżer w oślepłych oczach
Do śmierci przykazana
Już nie potrafi kochać
2012
Ból trwale w żyły wrosły
Istotą stał się marną
Kaleką uczuć oschłym
Gdy rana się zabliźnia
Krzepnące strupy zdziera
By solą ją posypać
Szkło drobne w oczy wcierać
Śmierć nie jest mu pisana
A leczyć się nie daje
Ropieje dawna rana
Zatruwa ciało całe
Dla świata gorycz sama
Jak wżer w oślepłych oczach
Do śmierci przykazana
Już nie potrafi kochać
2012
środa, 29 lutego 2012
Furia
Z pozoru zdać się łagodnym mogę
Lecz jad ukrywam głęboko w ciele
Gdy mi przeciwnik zachodzi drogę
Bym stał się bestią nie trzeba wiele
Niby się cofam lecz w sobie zbieram
Jeszcze ma szansę żeby odstąpić
Złość mnie zalewa kiedy napiera
By gniewu płomień z piekła wystąpił
Krok za daleko lub zdanie zbędne
Już uniesiony jest jadu kolec
Teraz jak skorpion bezwzględny będę
Trafiam a wtedy musi zaboleć
Krótko na oślep z trucizny siłą
Diabłem się staję dla innych ludzi
W furii wybucham agresją zgniłą
Schamiałe bydlę we mnie się budzi
A ta toksyna w dwie strony działa
I mnie też truje i nie zwyciężam
Ból czuję każdym kawałkiem ciała
Kolejnej klęski wstydliwy ciężar
Lecz nie przeproszę - duma mi broni
W męskiej naturze cząstka skorpiona
Czas złość rozetrze w cierpliwej dłoni
Nim znów ktoś zbudzi we mnie demona
2012
Lecz jad ukrywam głęboko w ciele
Gdy mi przeciwnik zachodzi drogę
Bym stał się bestią nie trzeba wiele
Niby się cofam lecz w sobie zbieram
Jeszcze ma szansę żeby odstąpić
Złość mnie zalewa kiedy napiera
By gniewu płomień z piekła wystąpił
Krok za daleko lub zdanie zbędne
Już uniesiony jest jadu kolec
Teraz jak skorpion bezwzględny będę
Trafiam a wtedy musi zaboleć
Krótko na oślep z trucizny siłą
Diabłem się staję dla innych ludzi
W furii wybucham agresją zgniłą
Schamiałe bydlę we mnie się budzi
A ta toksyna w dwie strony działa
I mnie też truje i nie zwyciężam
Ból czuję każdym kawałkiem ciała
Kolejnej klęski wstydliwy ciężar
Lecz nie przeproszę - duma mi broni
W męskiej naturze cząstka skorpiona
Czas złość rozetrze w cierpliwej dłoni
Nim znów ktoś zbudzi we mnie demona
2012
wtorek, 28 lutego 2012
Poczujcie swój smród
Zobacz wspaniały świat w którym żyjesz
Gdzie do zdobycia jest ciągle tyle
Uwierz w ciągłego rozwoju bajkę
Że ten kto zechce szczęście w nim znajdzie
Zrozum że sukces awans kariera
Nie chcesz się zmienić musisz umierać
Bądź uśmiechnięty i pozytywny
Nie myśl zbyt dużo nie bądź naiwny
Skromność głupotą nie mów że nie wiesz
Mędrcem jest każdy kto wierzy w siebie
W tłumie konieczne są silne łokcie
Skórę miej grubą plecy szerokie
Nie bój się innym na karku stanąć
Wyżej stojący więcej dostaną
Świat z chęci zysku jest zbudowany
Tylko interes liczy się na nim
Komercja wszystkim religią wspólną
Szczury zagryzą tych co się różnią
Brać ile można choćby od diabła
Największa świętość - własność prywatna
Usprawiedliwi wszystko obłuda
To obiegowa tutaj waluta
Idź
Ja zostanę poza orbitą
Nie dam się uwieść samozachwytom
Wiem że możliwe jest inne życie
Choć wy uwierzyć nie potraficie
Można wśród ludzi żyć i żyć dla nich
Wspólnym marzeniem być powiązanym
Nie ja mój dla mnie sobie dla siebie
Ale dla wszystkich innym od siebie
Tu moje szczęście w sercu komuny
Precz zakłamane pazerne szczury!
Jeśli to tylko jest moja mrzonka
Jeśli podobnych sobie nie spotkam
Sam pozostanę z rojeniem swoim
Lecz nie pozwolę szczurom się zgnoić
Bo przekonanie w sobie mam silne
Że obrać drogi nie mogę innej
2012
Gdzie do zdobycia jest ciągle tyle
Uwierz w ciągłego rozwoju bajkę
Że ten kto zechce szczęście w nim znajdzie
Zrozum że sukces awans kariera
Nie chcesz się zmienić musisz umierać
Bądź uśmiechnięty i pozytywny
Nie myśl zbyt dużo nie bądź naiwny
Skromność głupotą nie mów że nie wiesz
Mędrcem jest każdy kto wierzy w siebie
W tłumie konieczne są silne łokcie
Skórę miej grubą plecy szerokie
Nie bój się innym na karku stanąć
Wyżej stojący więcej dostaną
Świat z chęci zysku jest zbudowany
Tylko interes liczy się na nim
Komercja wszystkim religią wspólną
Szczury zagryzą tych co się różnią
Brać ile można choćby od diabła
Największa świętość - własność prywatna
Usprawiedliwi wszystko obłuda
To obiegowa tutaj waluta
Idź
Ja zostanę poza orbitą
Nie dam się uwieść samozachwytom
Wiem że możliwe jest inne życie
Choć wy uwierzyć nie potraficie
Można wśród ludzi żyć i żyć dla nich
Wspólnym marzeniem być powiązanym
Nie ja mój dla mnie sobie dla siebie
Ale dla wszystkich innym od siebie
Tu moje szczęście w sercu komuny
Precz zakłamane pazerne szczury!
Jeśli to tylko jest moja mrzonka
Jeśli podobnych sobie nie spotkam
Sam pozostanę z rojeniem swoim
Lecz nie pozwolę szczurom się zgnoić
Bo przekonanie w sobie mam silne
Że obrać drogi nie mogę innej
2012
czwartek, 23 lutego 2012
Siekierezada
Ścielą się duchy nad rozlewiskiem
Szukają ciepła gdy zimna ziemia
Zginęła woda w mgły szubie niskiej
I żywej duszy wokoło nie ma
Przesieką wąską przez jodły drogie
Daleko poza życia obszary
Los mnie w kolejną posyła drogę
Siebie mam tylko i plecak stary
Nim na noc zajdę w izdebną celę
W gości przy pieca serdecznym żarze
Z leśnymi ludźmi bochen podzielę
Kartoflem z ognia palce poparzę
Wychylam szklankę by sen mnie dostrzegł
Żal w zamian gorzki z mroku się skrada
Dzień za dniem życie wycinam ostrzem
Z myśli słów wspomnień siekierezada
Może gdzieś czeka pociecha jakaś
Wierna Gałązka mojej Jabłoni
Może nie wszystko łupem robaka
Wierzę że kiedyś powrócę do niej
A teraz pustka i lasu cisza
W której mnie czasem coś gwizdem wzywa
Obym wiatr zawsze i ptaki słyszał
Czy to jest biała lokomotywa?
2012
inspiracja: E.Stachura
Szukają ciepła gdy zimna ziemia
Zginęła woda w mgły szubie niskiej
I żywej duszy wokoło nie ma
Przesieką wąską przez jodły drogie
Daleko poza życia obszary
Los mnie w kolejną posyła drogę
Siebie mam tylko i plecak stary
Nim na noc zajdę w izdebną celę
W gości przy pieca serdecznym żarze
Z leśnymi ludźmi bochen podzielę
Kartoflem z ognia palce poparzę
Wychylam szklankę by sen mnie dostrzegł
Żal w zamian gorzki z mroku się skrada
Dzień za dniem życie wycinam ostrzem
Z myśli słów wspomnień siekierezada
Może gdzieś czeka pociecha jakaś
Wierna Gałązka mojej Jabłoni
Może nie wszystko łupem robaka
Wierzę że kiedyś powrócę do niej
A teraz pustka i lasu cisza
W której mnie czasem coś gwizdem wzywa
Obym wiatr zawsze i ptaki słyszał
Czy to jest biała lokomotywa?
2012
inspiracja: E.Stachura
wtorek, 21 lutego 2012
Zaakceptuj siebie
Co dzień mówić musisz sobie
Jak się w swoim życiu czujesz
Ciężko znaleźć jest cokolwiek
Gdy się nie podnosi powiek
Kiedy się zaakceptujesz?
Chory, nudny i zwyczajny
Dać się życiu ponieść chciałbym
Jednak marzeń to jest cechą
Że się zwykle spełnić nie chcą
Czas jest moim przeciwnikiem
Co i kto jest temu winien?
Ciężko znaleźć jest cokolwiek
Gdy się nie podnosi powiek
Kiedy się zaakceptujesz?
Kiedy, no, na miłość boską?
Przecież ciężko się znajduje
Gdy się nie da patrzeć oczom
Dnia każdego musisz pytać
Jak ci się z przeszłością sypia
Mają inni miłość swoją
Ja uciekłem i w pokoju
Siedząc plan naszkicowałem
Zwykle jednak tak jest z planem
Że nic z niego nie wychodzi
A czas płynąc wciąż mi szkodzi
I już więcej nikt nie został
Kogo za to winić można?
Powiedz mi, no, powiedz kiedy
Ze swym życiem się pogodzisz
(Które łatwo tak niestety
Nienawidzić ci przychodzi)
Bowiem ciężko jest cokolwiek
Znaleźć nie podnosząc powiek
Musisz pytać siebie co dzień
Jak się w moich butach chodzi?
Tak niezręcznie w nich i prosto
A tak chciałbym z buta kropnąć
Raz marzenie jednak miałem
Choć się ono nie spełniło
Czas przeciwko mnie jest stale
A to wszystko moją winą
Ciężko znaleźć jest cokolwiek
Gdy się nie podnosi powiek
Ciężko znaleźć coś przychodzi
Kiedy z życiem się pogodzisz?
Ciężko jest, na miłość boską
Gdy się nie da patrzeć oczom
Kiedy zgodzisz się ze sobą?
2012
swobodne tłumaczenie z: The Smiths
Jak się w swoim życiu czujesz
Ciężko znaleźć jest cokolwiek
Gdy się nie podnosi powiek
Kiedy się zaakceptujesz?
Chory, nudny i zwyczajny
Dać się życiu ponieść chciałbym
Jednak marzeń to jest cechą
Że się zwykle spełnić nie chcą
Czas jest moim przeciwnikiem
Co i kto jest temu winien?
Ciężko znaleźć jest cokolwiek
Gdy się nie podnosi powiek
Kiedy się zaakceptujesz?
Kiedy, no, na miłość boską?
Przecież ciężko się znajduje
Gdy się nie da patrzeć oczom
Dnia każdego musisz pytać
Jak ci się z przeszłością sypia
Mają inni miłość swoją
Ja uciekłem i w pokoju
Siedząc plan naszkicowałem
Zwykle jednak tak jest z planem
Że nic z niego nie wychodzi
A czas płynąc wciąż mi szkodzi
I już więcej nikt nie został
Kogo za to winić można?
Powiedz mi, no, powiedz kiedy
Ze swym życiem się pogodzisz
(Które łatwo tak niestety
Nienawidzić ci przychodzi)
Bowiem ciężko jest cokolwiek
Znaleźć nie podnosząc powiek
Musisz pytać siebie co dzień
Jak się w moich butach chodzi?
Tak niezręcznie w nich i prosto
A tak chciałbym z buta kropnąć
Raz marzenie jednak miałem
Choć się ono nie spełniło
Czas przeciwko mnie jest stale
A to wszystko moją winą
Ciężko znaleźć jest cokolwiek
Gdy się nie podnosi powiek
Ciężko znaleźć coś przychodzi
Kiedy z życiem się pogodzisz?
Ciężko jest, na miłość boską
Gdy się nie da patrzeć oczom
Kiedy zgodzisz się ze sobą?
2012
swobodne tłumaczenie z: The Smiths
poniedziałek, 20 lutego 2012
Alison
W głowie słowa masz schowane
Które tobie powiedziałem
Zawsze będziesz je pamiętać
Kiedy płakać ci przychodzą
Zechciej wytrzeć łzy ich oczom
I ukoić smutek serca
Przecierając rano oczy
Dzień zaczynasz złym nastrojem
Nim godzina minąć zdąży
Jak kwiat z wolna się otworzysz
I uśmiechniesz oczy swoje
2012
swobodne tłumaczenie z: Budgie
Które tobie powiedziałem
Zawsze będziesz je pamiętać
Kiedy płakać ci przychodzą
Zechciej wytrzeć łzy ich oczom
I ukoić smutek serca
Przecierając rano oczy
Dzień zaczynasz złym nastrojem
Nim godzina minąć zdąży
Jak kwiat z wolna się otworzysz
I uśmiechniesz oczy swoje
2012
swobodne tłumaczenie z: Budgie
niedziela, 19 lutego 2012
Za sterem ♫
Obejmij ster
Prowadź jak chcesz
Na co masz chęć
Dziś twój dzień
A ja
Poddać się dzisiaj chcę
Oddaję się
Tobie a ty bierz
Tak
Zrozum to że
Czasem mam takie dni
Że nie chcę w nich być
Za sterem - zrób to ty
Chodź
I prowadź mnie
Nadaj rytm
Zrobię to co chcesz
Weź
Wiesz już że chcę
Żebyś ty
W ręce wzięła ster
Poprowadziła mnie
Jedź
Siebie ci dam
Więc rób to co chcesz
Ja ulgę mam
Ten raz
Ty dziś władzę masz
Ten raz
2012
♫ swobodne tłumaczenie z: Depeche Mode
Prowadź jak chcesz
Na co masz chęć
Dziś twój dzień
A ja
Poddać się dzisiaj chcę
Oddaję się
Tobie a ty bierz
Tak
Zrozum to że
Czasem mam takie dni
Że nie chcę w nich być
Za sterem - zrób to ty
Chodź
I prowadź mnie
Nadaj rytm
Zrobię to co chcesz
Weź
Wiesz już że chcę
Żebyś ty
W ręce wzięła ster
Poprowadziła mnie
Jedź
Siebie ci dam
Więc rób to co chcesz
Ja ulgę mam
Ten raz
Ty dziś władzę masz
Ten raz
2012
♫ swobodne tłumaczenie z: Depeche Mode
Etykiety:
♫ - do śpiewania,
depeche mode,
piosenki,
tłumaczenia
sobota, 18 lutego 2012
Bieg
Zawiała pola biel oczyszczenia
Jednym niewola w zimnych więzieniach
Innemu chata po komin w śniegu
Miejscem gdzie wraca po długim biegu
Noga za nogą silne odbicie
Zgubioną drogą w czerwieni świcie
Drążąc korytarz w białej pościeli
Po chwili znika w lasu gardzieli
Co rusz kopnięcie odbicie z kija
Mleczność dróg gniecie stal ostrą wbija
Lodu kryształki w powietrze wzrywa
Pęka w rytm walki śliska pokrywa
W lewo za świerkiem szron już na twarzy
Wilk czasem przemknie biegu towarzysz
To w prawo teraz pod wielką sosną
W płuca szadź zbiera zbitym szkłem ostrą
Lecz oto czeka bój go najsroższy
Złamać człowieka szczyt zęby ostrzy
W górę wciąż stromiej ciężko jodełką
Pulsują skronie narasta tętno
Wolą zwyciężyć po kres możności
Tlenu do mięśni siły dla kości
W pary tumanie czerwonoskóry
Lecz nie ustanie przed mocą góry
Zsunie się noga kolano ugnie
Siebie niż wroga pokonać trudniej
Brnie niszcząc ciszę w rzadsze powietrze
Im szczytu bliżej tym szczęście większe
A krew tlen niesie w żyły tętniące
Kwasi się mięsień z podbiegu końcem
Lecz jest! Szczyt wzięty Olimpu progi
Dotarł zawzięty gdzie bogów drogi
Z soplem pod nosem lodem na rzęsach
Zmrożonym głosem coś w las wyszeptał
Odbicie jeszcze kijki do boku
I tnie powietrze mkną drzewa wokół
Nogi ugięte w jajo skulony
Balans na skręcie po grzbiecie stromym
Mróz w twarz się wżyna oddech się zwalnia
Lecz puls wciąż trzyma z prędkością walka
Świszcze pod stopą rżnięta powłoka
Bruzdy się żłobią wraca moc w nogach
Bo znów równina płaska otwarta
Nowa zaczyna się z ciałem walka
To kopnąć siłą ramion się wesprzeć
Byle starczyło sił trochę jeszcze
Na samych rękach to nogą jedną
Ze sobą męka w niej tylko krzepnąć
A w górze słońce blade się wznosi
Całuje końce rzęs chcąc je zrosić
Lecz gwiazdy mniejsza siła tą porą
Niż w ludzkich mięśniach niż można wolą
Bo biciem serca łamie się mrozy
Mózg to morderca potwornej mocy
Rozdyma piersi by słabość zdusić
Mnoży stal mięśni okowy kruszy
Wróci ze szlaku biegacz do domu
Nie zdradzi smaku walki nikomu
Świadek jedyny też go nie zdradzi
Wilk - ludzkiej siły wierny towarzysz
2012
Jednym niewola w zimnych więzieniach
Innemu chata po komin w śniegu
Miejscem gdzie wraca po długim biegu
Noga za nogą silne odbicie
Zgubioną drogą w czerwieni świcie
Drążąc korytarz w białej pościeli
Po chwili znika w lasu gardzieli
Co rusz kopnięcie odbicie z kija
Mleczność dróg gniecie stal ostrą wbija
Lodu kryształki w powietrze wzrywa
Pęka w rytm walki śliska pokrywa
W lewo za świerkiem szron już na twarzy
Wilk czasem przemknie biegu towarzysz
To w prawo teraz pod wielką sosną
W płuca szadź zbiera zbitym szkłem ostrą
Lecz oto czeka bój go najsroższy
Złamać człowieka szczyt zęby ostrzy
W górę wciąż stromiej ciężko jodełką
Pulsują skronie narasta tętno
Wolą zwyciężyć po kres możności
Tlenu do mięśni siły dla kości
W pary tumanie czerwonoskóry
Lecz nie ustanie przed mocą góry
Zsunie się noga kolano ugnie
Siebie niż wroga pokonać trudniej
Brnie niszcząc ciszę w rzadsze powietrze
Im szczytu bliżej tym szczęście większe
A krew tlen niesie w żyły tętniące
Kwasi się mięsień z podbiegu końcem
Lecz jest! Szczyt wzięty Olimpu progi
Dotarł zawzięty gdzie bogów drogi
Z soplem pod nosem lodem na rzęsach
Zmrożonym głosem coś w las wyszeptał
Odbicie jeszcze kijki do boku
I tnie powietrze mkną drzewa wokół
Nogi ugięte w jajo skulony
Balans na skręcie po grzbiecie stromym
Mróz w twarz się wżyna oddech się zwalnia
Lecz puls wciąż trzyma z prędkością walka
Świszcze pod stopą rżnięta powłoka
Bruzdy się żłobią wraca moc w nogach
Bo znów równina płaska otwarta
Nowa zaczyna się z ciałem walka
To kopnąć siłą ramion się wesprzeć
Byle starczyło sił trochę jeszcze
Na samych rękach to nogą jedną
Ze sobą męka w niej tylko krzepnąć
A w górze słońce blade się wznosi
Całuje końce rzęs chcąc je zrosić
Lecz gwiazdy mniejsza siła tą porą
Niż w ludzkich mięśniach niż można wolą
Bo biciem serca łamie się mrozy
Mózg to morderca potwornej mocy
Rozdyma piersi by słabość zdusić
Mnoży stal mięśni okowy kruszy
Wróci ze szlaku biegacz do domu
Nie zdradzi smaku walki nikomu
Świadek jedyny też go nie zdradzi
Wilk - ludzkiej siły wierny towarzysz
2012
piątek, 17 lutego 2012
Schody do piekła
Roślina korzeniem
Gdy w glebę się wgryzie
Światłości zrządzeniem
Wyrasta wciąż wyżej
A ptak prężąc piersi
Tak dumny ze skrzydeł
Tym lot ma piękniejszy
Im nieba jest bliżej
I świnia parchata
Wyczuwa przez skórę
Że w gnój depcząc brata
Piąć może się w górę
Tak ja chciałem wznieść się
Do słońca ku górze
W niebieską wejść przestrzeń
I zostać na dłużej
Lecz z drogi ku szczytom
Zepchnięty zostałem
Mam czaszkę rozbitą
I kości złamane
Nie wejdę po schodach
Nie znajdę się w niebie
Zachodów mych szkoda
Nie dotrę do ciebie
Jak wieszcz się w naturę
Istoty zagłębię
W skorupę więc plunę
I zstąpię w jej głębię
Przez serce nie oko
Do sedna się zbliżę
Jak da się głęboko
Wciąć niżej i niżej
Miast wzwyż obrać drogę
Gdy schody zbyt strome
Odkryłem że mogę
W przeciwną iść stronę
Kalece jest łatwiej
Posuwać się niżej
Gdy potknie się nawet
To celu jest bliżej
Więc idę - sam nie wiem
Co znajdę na końcu
Rozstałem się z niebem
Nie pomnę o słońcu
Gdy czasem przystanę -
W ciemności nie łatwo -
Zza pleców nieznane
Przyświeca mi światło
2012
Gdy w glebę się wgryzie
Światłości zrządzeniem
Wyrasta wciąż wyżej
A ptak prężąc piersi
Tak dumny ze skrzydeł
Tym lot ma piękniejszy
Im nieba jest bliżej
I świnia parchata
Wyczuwa przez skórę
Że w gnój depcząc brata
Piąć może się w górę
Tak ja chciałem wznieść się
Do słońca ku górze
W niebieską wejść przestrzeń
I zostać na dłużej
Lecz z drogi ku szczytom
Zepchnięty zostałem
Mam czaszkę rozbitą
I kości złamane
Nie wejdę po schodach
Nie znajdę się w niebie
Zachodów mych szkoda
Nie dotrę do ciebie
Jak wieszcz się w naturę
Istoty zagłębię
W skorupę więc plunę
I zstąpię w jej głębię
Przez serce nie oko
Do sedna się zbliżę
Jak da się głęboko
Wciąć niżej i niżej
Miast wzwyż obrać drogę
Gdy schody zbyt strome
Odkryłem że mogę
W przeciwną iść stronę
Kalece jest łatwiej
Posuwać się niżej
Gdy potknie się nawet
To celu jest bliżej
Więc idę - sam nie wiem
Co znajdę na końcu
Rozstałem się z niebem
Nie pomnę o słońcu
Gdy czasem przystanę -
W ciemności nie łatwo -
Zza pleców nieznane
Przyświeca mi światło
2012
czwartek, 16 lutego 2012
Przesłuchanie ze snu
Budząc mnie kazał klawisz poranny
Spisać zeznanie ze snu przestępnych
Dał mi formularz na to specjalny
By sen do rubryk wcisnąć konkretnych
Tutaj osoby tu czas tu miejsce
Kolejność zdarzeń i przebieg rozmów
Groźba o karze za kłamstwo jeszcze
Że nic nie taję podpis i gotów
Promienie światła raziły oczy
Kazano każdy ujawnić szczegół
By wyrwać ze mnie wspomnienia nocy
Kat się do mózgu mojego przekuł
W sercu cię kryjąc nic nie wyznałem
Lecz wiedzieć wszystko musieli wcześniej
Skazali ciebie na śmierci karę
Ja dożywotnim więźniem tu jestem
2012
Spisać zeznanie ze snu przestępnych
Dał mi formularz na to specjalny
By sen do rubryk wcisnąć konkretnych
Tutaj osoby tu czas tu miejsce
Kolejność zdarzeń i przebieg rozmów
Groźba o karze za kłamstwo jeszcze
Że nic nie taję podpis i gotów
Promienie światła raziły oczy
Kazano każdy ujawnić szczegół
By wyrwać ze mnie wspomnienia nocy
Kat się do mózgu mojego przekuł
W sercu cię kryjąc nic nie wyznałem
Lecz wiedzieć wszystko musieli wcześniej
Skazali ciebie na śmierci karę
Ja dożywotnim więźniem tu jestem
2012
środa, 15 lutego 2012
Omnis moriar
Megalomani zarozumialcy
Tak im się marzy przejść do historii
Śnią o pomnikach od spiżu trwalszych
Życiu w pamięci wiecznym potomnych
O żałosności próżności święta!
Po co nie wszystek miałbym umierać?
Po co by ktoś miał o mnie pamiętać?
Niech wszystkie ślady czas pozaciera
Nie chcę by myli trupa mojego
Pchali w garnitur do trumny kładli
Miejsca w alei dzierżawionego
Nie potrzebuję i wspomnień żadnych
Marzę by w lesie odległym umrzeć
I żeby jakiś wilk mnie tam znalazł
By w jego paszczy skończyć nie w trumnie
Tak by najmniejsza kość nie została
A gdy się komuś wiersz mój spodoba
Na który trafi kiedyś wieczorem
Niech sobie wtedy pomyśli: szkoda
Że nie wiem nawet kto jest autorem
2012
Tak im się marzy przejść do historii
Śnią o pomnikach od spiżu trwalszych
Życiu w pamięci wiecznym potomnych
O żałosności próżności święta!
Po co nie wszystek miałbym umierać?
Po co by ktoś miał o mnie pamiętać?
Niech wszystkie ślady czas pozaciera
Nie chcę by myli trupa mojego
Pchali w garnitur do trumny kładli
Miejsca w alei dzierżawionego
Nie potrzebuję i wspomnień żadnych
Marzę by w lesie odległym umrzeć
I żeby jakiś wilk mnie tam znalazł
By w jego paszczy skończyć nie w trumnie
Tak by najmniejsza kość nie została
A gdy się komuś wiersz mój spodoba
Na który trafi kiedyś wieczorem
Niech sobie wtedy pomyśli: szkoda
Że nie wiem nawet kto jest autorem
2012
wtorek, 14 lutego 2012
Samotny wilk
Samotnikiem wilkiem jestem
Na swój wolę żyć rachunek
Choćby krótko zanim zdechnę
Niż w systemu przetrwać tłumie
Znaczę teren swój zapachem
Może mały lecz mój własny
I przeganiam stąd watahę
Której dla mnie krąg zbyt ciasny
Choć na stadnej dnie hierarchii
Jest osiągnąć sukces łatwiej
Nie chcę tylko tym się karmić
Co mi z innych woli wpadnie
Niech im samiec alfa rządzi
Jakieś ścierwo pozostawi
Mogą sobie o mnie sądzić
Że by walczyć byłem słaby
Sam wybrałem drogę własną
Wykluczyłem się ze stada
Lecz nim w śmierci przyjdzie zgasnąć
Chcę wolności poczuć zapach
2012
Na swój wolę żyć rachunek
Choćby krótko zanim zdechnę
Niż w systemu przetrwać tłumie
Znaczę teren swój zapachem
Może mały lecz mój własny
I przeganiam stąd watahę
Której dla mnie krąg zbyt ciasny
Choć na stadnej dnie hierarchii
Jest osiągnąć sukces łatwiej
Nie chcę tylko tym się karmić
Co mi z innych woli wpadnie
Niech im samiec alfa rządzi
Jakieś ścierwo pozostawi
Mogą sobie o mnie sądzić
Że by walczyć byłem słaby
Sam wybrałem drogę własną
Wykluczyłem się ze stada
Lecz nim w śmierci przyjdzie zgasnąć
Chcę wolności poczuć zapach
2012
poniedziałek, 13 lutego 2012
Modern talking
Oka rzut i już ma miejsce
Tłustym tyłkiem się rozsiada
Torbę z rybą rzuci jeszcze
I spokojnie może gadać
"Przynieś spodnie to poprawię
Wiem gdzie ciuchy mają świetne
Muszę zrobić mammografię
Przeziębiona chyba jestem
Na zakupach byłam właśnie
Ryba dziś na obiad będzie
Jeszcze jadę pomóc matce
Ufarbuję i zakręcę
Jeśli pytasz mnie o śledzie
To w biedronce zajebiste
W musztardowej są zalewie
Nic nie wchodzi tak przy czystej"
Sześć przystanków w autobusie
Przez telefon się wydziera
Nowocześnie żyją ludzie
Rybą śmierdzi jak cholera
2012
Tłustym tyłkiem się rozsiada
Torbę z rybą rzuci jeszcze
I spokojnie może gadać
"Przynieś spodnie to poprawię
Wiem gdzie ciuchy mają świetne
Muszę zrobić mammografię
Przeziębiona chyba jestem
Na zakupach byłam właśnie
Ryba dziś na obiad będzie
Jeszcze jadę pomóc matce
Ufarbuję i zakręcę
Jeśli pytasz mnie o śledzie
To w biedronce zajebiste
W musztardowej są zalewie
Nic nie wchodzi tak przy czystej"
Sześć przystanków w autobusie
Przez telefon się wydziera
Nowocześnie żyją ludzie
Rybą śmierdzi jak cholera
2012
niedziela, 12 lutego 2012
Śniadanie miszczuf
Z ust wybrańców spływa mądrość
Jak śmietanka z lury biednej
Narodowe oto jądro
Adoracji krąg wzajemnej
Wokół pewne siebie gwiazdy
Pełne swady intelektu
Wywyższone w getcie własnym
Nad pospólstwem z second handu
Prawda tu nie kłuje w oczy
Salon przed nią jest obroną
Nad świadomość nie przeskoczy
Własnym bytem wyznaczoną
2012
Jak śmietanka z lury biednej
Narodowe oto jądro
Adoracji krąg wzajemnej
Wokół pewne siebie gwiazdy
Pełne swady intelektu
Wywyższone w getcie własnym
Nad pospólstwem z second handu
Prawda tu nie kłuje w oczy
Salon przed nią jest obroną
Nad świadomość nie przeskoczy
Własnym bytem wyznaczoną
2012
sobota, 11 lutego 2012
Bałwochwalcy
Mlecznej krowie dostać wymion
Lwu silnemu skubnąć ścierwa
Jaj spod kwoki kilka wyjąć
Zawsze jest gromada chętna
Grzbiet swój ogrzać cudzym ogniem
Z jego światła uszczknąć wiązkę
Przydupasy biegną zgodnie
Z pasożytów obowiązkiem
Bałwanowi laury niosą
Jego świństwa głoszą cnotą
Czczą narcyza wielką skromność
Banał mienią myślą złotą
Taka lizidupów dola
Bez talentu z planem chytrym
Być podnóżkiem dla idola
Do koryta ich to wytrych
Gdy własnego blasku nie ma
Dobrze odbić choćby cudzy
We wszechświecie znany schemat
Powielają gwiazdy słudzy
2012
Lwu silnemu skubnąć ścierwa
Jaj spod kwoki kilka wyjąć
Zawsze jest gromada chętna
Grzbiet swój ogrzać cudzym ogniem
Z jego światła uszczknąć wiązkę
Przydupasy biegną zgodnie
Z pasożytów obowiązkiem
Bałwanowi laury niosą
Jego świństwa głoszą cnotą
Czczą narcyza wielką skromność
Banał mienią myślą złotą
Taka lizidupów dola
Bez talentu z planem chytrym
Być podnóżkiem dla idola
Do koryta ich to wytrych
Gdy własnego blasku nie ma
Dobrze odbić choćby cudzy
We wszechświecie znany schemat
Powielają gwiazdy słudzy
2012
piątek, 10 lutego 2012
Cudze życie
Nie płaczcie nade mną; płaczcie raczej nad sobą
i nad waszymi dziećmi! Oto bowiem przyjdą dni,
kiedy mówić będą: „Szczęśliwe niepłodne łona,
które nie rodziły, i piersi, które nie karmiły."
Łk (23,28-29)
By wyższości nabrać złudzeń
Zmniejszyć własnych przewin skalę
Napiętnujcie grzechy cudze
To wam zrobi doskonale
Winę w oczach odczytajcie
Ukrzyżujcie w swej opinii
Wy żyjecie w lepszej bajce
Gdzie się gardzi błądzącymi
Proście nieba dla duszyczek
Młodych zbyt by zła dokonać
Wszak za siebie nie musicie
Już wam świętość przeznaczona
2012
i nad waszymi dziećmi! Oto bowiem przyjdą dni,
kiedy mówić będą: „Szczęśliwe niepłodne łona,
które nie rodziły, i piersi, które nie karmiły."
Łk (23,28-29)
By wyższości nabrać złudzeń
Zmniejszyć własnych przewin skalę
Napiętnujcie grzechy cudze
To wam zrobi doskonale
Winę w oczach odczytajcie
Ukrzyżujcie w swej opinii
Wy żyjecie w lepszej bajce
Gdzie się gardzi błądzącymi
Proście nieba dla duszyczek
Młodych zbyt by zła dokonać
Wszak za siebie nie musicie
Już wam świętość przeznaczona
2012
czwartek, 9 lutego 2012
Pogrzeb
Truchło moje złóżcie w ziemi
W ciszy i bez świadków zbędnych
Mało teraz mam przestrzeni
Więc zbyteczne tłuste sępy
Córka przyjdzie może w myślach
Wypierając dobrem winy
Ten co mnie przy świecach czytał
Już bez pręg na skórze sinych
I ci którzy ślad mój opluć
Tu ostatni pragnąć będą
Byle mieli szczerość w oku
A nie fałszu maskę wstrętną
Nie chcę mistrza ceremonii
Hien pazernych obłudników
Niech ich ręka boska broni
Grać przed wami żałobników
Niech postawią moje zdjęcie
Gdzieś gdzie wolne są przestrzenie
I oddają kult zawzięcie
Skoro takie ich życzenie
Z moich źródeł niech nie czerpią
Ordynarne próżne żłoby
Bo mi pańskie gesty śmierdzą
I drwię sobie z ich żałoby
2012
W ciszy i bez świadków zbędnych
Mało teraz mam przestrzeni
Więc zbyteczne tłuste sępy
Córka przyjdzie może w myślach
Wypierając dobrem winy
Ten co mnie przy świecach czytał
Już bez pręg na skórze sinych
I ci którzy ślad mój opluć
Tu ostatni pragnąć będą
Byle mieli szczerość w oku
A nie fałszu maskę wstrętną
Nie chcę mistrza ceremonii
Hien pazernych obłudników
Niech ich ręka boska broni
Grać przed wami żałobników
Niech postawią moje zdjęcie
Gdzieś gdzie wolne są przestrzenie
I oddają kult zawzięcie
Skoro takie ich życzenie
Z moich źródeł niech nie czerpią
Ordynarne próżne żłoby
Bo mi pańskie gesty śmierdzą
I drwię sobie z ich żałoby
2012
poniedziałek, 6 lutego 2012
Wylew
Pękło w mózgu mi naczynko
Krew rozlała się po głowie
Wymieszało w niej się wszystko
Prawda z kłamstwem po połowie
Teraz mogę jednocześnie
Dobrem świat i złem uraczyć
W tej półkuli mieszka pierwsze
W drugiej diabeł się rozkraczył
To pół twarzy uśmiechnięte
Nie wiem - spryt to czy głupota
Po tej stronie łzy zaschnięte
Kącik ust bez fajki opadł
Tu mam maskę Arlekina
Kryjąc walkę nieba z czartem
Tu Pierrota rządzi mina
Los komedią mój dell'arte
2012
Krew rozlała się po głowie
Wymieszało w niej się wszystko
Prawda z kłamstwem po połowie
Teraz mogę jednocześnie
Dobrem świat i złem uraczyć
W tej półkuli mieszka pierwsze
W drugiej diabeł się rozkraczył
To pół twarzy uśmiechnięte
Nie wiem - spryt to czy głupota
Po tej stronie łzy zaschnięte
Kącik ust bez fajki opadł
Tu mam maskę Arlekina
Kryjąc walkę nieba z czartem
Tu Pierrota rządzi mina
Los komedią mój dell'arte
2012
niedziela, 5 lutego 2012
Odurzeni
Cóż że pracy dla nich nie ma
Że z nich żyją cwane gady
Że ich trud i wyrzeczenia
A dla swoich są posady
Nic że przyjdzie życie całe
Pewno żyć pod dachem cudzym
Że kto państwu jest ciężarem
Jak najszybciej zdechnąć musi
Godzą się na wyścig szczurów
Bez finiszu i bez sensu
Aż ich złapią w gąszczu murów
I łaskawie łeb ukręcą
Nic że truje im umysły
Propaganda zakłamana
Z własnej woli niewolnicy
Wybierają sobie pana
Mogą wyrzec się przyszłości
Żyć bez prawdy bez nadziei
Pozbyć marzeń o wolności
Nic w nich buntu nie ośmieli
Lecz zabawki niech im ruszą
Hasłem jakimś ktoś podkupi
A zagrożą rewolucją
Pęd ich porwie owiec głupich
2012
Że z nich żyją cwane gady
Że ich trud i wyrzeczenia
A dla swoich są posady
Nic że przyjdzie życie całe
Pewno żyć pod dachem cudzym
Że kto państwu jest ciężarem
Jak najszybciej zdechnąć musi
Godzą się na wyścig szczurów
Bez finiszu i bez sensu
Aż ich złapią w gąszczu murów
I łaskawie łeb ukręcą
Nic że truje im umysły
Propaganda zakłamana
Z własnej woli niewolnicy
Wybierają sobie pana
Mogą wyrzec się przyszłości
Żyć bez prawdy bez nadziei
Pozbyć marzeń o wolności
Nic w nich buntu nie ośmieli
Lecz zabawki niech im ruszą
Hasłem jakimś ktoś podkupi
A zagrożą rewolucją
Pęd ich porwie owiec głupich
2012
czwartek, 2 lutego 2012
Śmierć konformisty
Świat maleńki jak rozumek
Którym jest ograniczony
Jądrem czyni z siebie dumę
Wokół pieski-elektrony
Cieszy suczka się i w zamian
Za ordery liże rękę
Wnet lizusów krąg się zjawia
Aby łechtać ją pod pępkiem
Każdy z gruntu bunt nieszczery
Świata syf nie moja sprawa
Zgrabny liczy się limeryk
Mój papieros moja kawa
A po śmierci boże nie daj
Zdusić mnie pod niepamięcią
No bo skoro ciebie nie ma
Diabli wezmą nieśmiertelność
2012
Którym jest ograniczony
Jądrem czyni z siebie dumę
Wokół pieski-elektrony
Cieszy suczka się i w zamian
Za ordery liże rękę
Wnet lizusów krąg się zjawia
Aby łechtać ją pod pępkiem
Każdy z gruntu bunt nieszczery
Świata syf nie moja sprawa
Zgrabny liczy się limeryk
Mój papieros moja kawa
A po śmierci boże nie daj
Zdusić mnie pod niepamięcią
No bo skoro ciebie nie ma
Diabli wezmą nieśmiertelność
2012
środa, 1 lutego 2012
NOTES 27 - Nad przeręblem
W grób przerębla ciebie składam
Sejf ochroni świętość chłodem
Ginie droga twarz pod lodem
Zgasłe światło w głębię wpada
W kryształ pragnę się zamienić
W lodowatej spocząć wodzie
Metabolizm zwalniam w sobie
Nikt czy żyję nie oceni
Skute lodem twoje ciało
Lecz uśpione wewnątrz serce
Jeszcze ogrzać by zdołało
Ja choć żywy ciągle jestem
Noszę w piersi bryłkę małą
Lodu kryształ i nic więcej
2012
Sejf ochroni świętość chłodem
Ginie droga twarz pod lodem
Zgasłe światło w głębię wpada
W kryształ pragnę się zamienić
W lodowatej spocząć wodzie
Metabolizm zwalniam w sobie
Nikt czy żyję nie oceni
Skute lodem twoje ciało
Lecz uśpione wewnątrz serce
Jeszcze ogrzać by zdołało
Ja choć żywy ciągle jestem
Noszę w piersi bryłkę małą
Lodu kryształ i nic więcej
2012
niedziela, 29 stycznia 2012
Czego nigdy nie widziałem
Aniołowie opuścili
Ludzkie drogi niegościnne
Te i tak od dłuższej chwili
Biegły raczej w strony inne
Zbędna pomoc jest z niebiosów
Skoro dobrze tak się dzieje
Każdy panem swego losu
I w zapasie ma nadzieję
Wciąż istota jednak jakaś
Świat skrzydlata cicho bada
Pisze przyszłość w tajnych znakach
Co powstało - kiedyś pada
A ich głowy pozbawiony
Jeździec błędną drogą wiedzie
Maszerują w grzechu strony
Cielec złotem gra na przedzie
Moje miejsce w domu małym
Na jałowych ziem rubieży
Ja nic nie chcę - nie wahałem
Się z najwyższej skoczyć wieży
Ptak najmniejszy - niewidziane
Dane temu co uwierzył
2012
inspiracja: Armia
Ludzkie drogi niegościnne
Te i tak od dłuższej chwili
Biegły raczej w strony inne
Zbędna pomoc jest z niebiosów
Skoro dobrze tak się dzieje
Każdy panem swego losu
I w zapasie ma nadzieję
Wciąż istota jednak jakaś
Świat skrzydlata cicho bada
Pisze przyszłość w tajnych znakach
Co powstało - kiedyś pada
A ich głowy pozbawiony
Jeździec błędną drogą wiedzie
Maszerują w grzechu strony
Cielec złotem gra na przedzie
Moje miejsce w domu małym
Na jałowych ziem rubieży
Ja nic nie chcę - nie wahałem
Się z najwyższej skoczyć wieży
Ptak najmniejszy - niewidziane
Dane temu co uwierzył
2012
inspiracja: Armia
piątek, 27 stycznia 2012
Dziwak
Gdy cię miałem blisko siebie
Spojrzeć w oczy ci nie śmiałem
Niby anioł dla mnie jesteś
W skórze zgoła doskonałej
Tak jak piórko się unosisz
W nierealnie pięknym świecie
Też bym chciał być wyjątkowy
Tak jak ty cholernie jesteś
Lecz dziwakiem, świrem jestem
Diabli wiedzą co tu robię
Świat jest dla mnie obcym miejscem
Przystosować się nie mogę
Bólu się nie boję wcale
I to zrobić w końcu muszę
Chcę mieć ciało doskonałe
Idealną chcę mieć duszę
Chcę byś mogła zauważyć
Opuszczone po mnie miejsce
Wyjątkowy też być chciałbym
Tak jak ty cholernie jesteś
Bo dziwakiem, świrem jestem
Diabli wiedzą co tu robię
Świat jest dla mnie obcym miejscem
Przystosować się nie mogę
Powstrzymywać to daremnie
Drzwi otwarte - droga wolna
Co by mogło przynieść szczęście
Czego tylko pragnąć można
Wyjątkowa - ty: cholernie
Ja - nie jestem, wielka szkoda
Bo dziwakiem, świrem jestem
Diabli wiedzą co tu robię
Świat jest dla mnie obcym miejscem
Przystosować się nie mogę
2012
swobodne tłumaczenie z: Radiohead
Spojrzeć w oczy ci nie śmiałem
Niby anioł dla mnie jesteś
W skórze zgoła doskonałej
Tak jak piórko się unosisz
W nierealnie pięknym świecie
Też bym chciał być wyjątkowy
Tak jak ty cholernie jesteś
Lecz dziwakiem, świrem jestem
Diabli wiedzą co tu robię
Świat jest dla mnie obcym miejscem
Przystosować się nie mogę
Bólu się nie boję wcale
I to zrobić w końcu muszę
Chcę mieć ciało doskonałe
Idealną chcę mieć duszę
Chcę byś mogła zauważyć
Opuszczone po mnie miejsce
Wyjątkowy też być chciałbym
Tak jak ty cholernie jesteś
Bo dziwakiem, świrem jestem
Diabli wiedzą co tu robię
Świat jest dla mnie obcym miejscem
Przystosować się nie mogę
Powstrzymywać to daremnie
Drzwi otwarte - droga wolna
Co by mogło przynieść szczęście
Czego tylko pragnąć można
Wyjątkowa - ty: cholernie
Ja - nie jestem, wielka szkoda
Bo dziwakiem, świrem jestem
Diabli wiedzą co tu robię
Świat jest dla mnie obcym miejscem
Przystosować się nie mogę
2012
swobodne tłumaczenie z: Radiohead
poniedziałek, 23 stycznia 2012
Władza
W ognistej wykuta przez zło czeluści
Pokusa ku zgubie głupcom wydana
Kto uległ jej łatwo z rąk nie wypuści
Okazji by z chama zmienić się w pana
Przyjaciół poróżni mędrca ogłupi
Szlachetność zaślepi złem błyśnie w oku
Jak wódką nią można samą się upić
I błądzić żałośnie w kłamstw własnych mroku
To ona jest zdolna ogniem świat zalać
Gdy wieże ciemności tego zapragną
Ten tylko ją zwalczy w kim wielka wiara
Że skarb nosi w sobie... reszta to marność
I choćby istotą był niepozorną
To zło może przecież w niwecz obrócić
Na zawsze pozbawi sił mroczny Mordor
Gdy w krater wulkanu twór jego wrzuci
2012
inspiracja i zapożyczenie: J.R.R. Tolkien
Pokusa ku zgubie głupcom wydana
Kto uległ jej łatwo z rąk nie wypuści
Okazji by z chama zmienić się w pana
Przyjaciół poróżni mędrca ogłupi
Szlachetność zaślepi złem błyśnie w oku
Jak wódką nią można samą się upić
I błądzić żałośnie w kłamstw własnych mroku
To ona jest zdolna ogniem świat zalać
Gdy wieże ciemności tego zapragną
Ten tylko ją zwalczy w kim wielka wiara
Że skarb nosi w sobie... reszta to marność
I choćby istotą był niepozorną
To zło może przecież w niwecz obrócić
Na zawsze pozbawi sił mroczny Mordor
Gdy w krater wulkanu twór jego wrzuci
2012
inspiracja i zapożyczenie: J.R.R. Tolkien
środa, 18 stycznia 2012
Północny wiatr
Na wzgórz szczycie wiatrak stoi
Belial skrzydła mu obraca
Miele mąkę sługów swoich
Północnego wiatru praca
Wycie wichru niesie w pola
Tłumiąc ciche ludu łkanie
Komu zbrzydła jego dola
Sznur obciąża na polanie
Młynarz bilans krwią zamyka
Cudzą krzywdą rok owocny
Za zbiór dobry pomocnika
Złotem spłaci starzec mroczny
Szumi wicher w łąk gęstwinach
Nieznających ostrza kosy
Dla brylantów w pajęczynach
Zrywa trawom kolie rosy
Słona wolność z chłodem morza
Przyniesiona z tak daleka
Pod skrzydłami albatrosa
Z końcem nocy w sen ucieka
2012
Belial skrzydła mu obraca
Miele mąkę sługów swoich
Północnego wiatru praca
Wycie wichru niesie w pola
Tłumiąc ciche ludu łkanie
Komu zbrzydła jego dola
Sznur obciąża na polanie
Młynarz bilans krwią zamyka
Cudzą krzywdą rok owocny
Za zbiór dobry pomocnika
Złotem spłaci starzec mroczny
Szumi wicher w łąk gęstwinach
Nieznających ostrza kosy
Dla brylantów w pajęczynach
Zrywa trawom kolie rosy
Słona wolność z chłodem morza
Przyniesiona z tak daleka
Pod skrzydłami albatrosa
Z końcem nocy w sen ucieka
2012
wtorek, 17 stycznia 2012
Znad przepaści
Już stracony jestem dla nich
Poza nawias wyrzucony
W mrocznej nurzam się otchłani
I w obłędu wpadłem szpony
Litościwie patrzą jedni
Inni śmieją się szyderczo
Los żałosny mój i nędzny
Przy mnie wierzą w swoją wielkość
Ponoć w twojej mocy jestem
Zaprzedałem duszę własną
Sam przyniosłem sobie klęskę
Zamiast ufać w przyszłość jasną
Lecz mnie różni tylko jedno -
Że wśród ludzi ciebie widzę
I tych głupców zgraję biedną
Która w łapy twoje idzie
2012
Poza nawias wyrzucony
W mrocznej nurzam się otchłani
I w obłędu wpadłem szpony
Litościwie patrzą jedni
Inni śmieją się szyderczo
Los żałosny mój i nędzny
Przy mnie wierzą w swoją wielkość
Ponoć w twojej mocy jestem
Zaprzedałem duszę własną
Sam przyniosłem sobie klęskę
Zamiast ufać w przyszłość jasną
Lecz mnie różni tylko jedno -
Że wśród ludzi ciebie widzę
I tych głupców zgraję biedną
Która w łapy twoje idzie
2012
poniedziałek, 16 stycznia 2012
Unabomber
Stąd do ludzi tak daleko
Nikt tu ze wsi nie dociera
Czas opływa dom mój rzeką
Czarcie pole świat oddziela
Tam, gdzie bagna zapomnienia
Okalają las umarłych
Jak bóg losy ludzi zmieniam
Z resztek ludzkich cech odarty
Śmierć wytwarzam niczym towar
I zamykam ją w pudełkach
By ją żywym eksportować
Którzy lubią się rozerwać
Nie, nie jestem zwyrodnialcem
Chcącym zniszczyć ludzkość całą
Lecz podzielić wielkim skarbem
Nic mi więcej nie zostało
To jest bój o stawkę dużą
Której wy nie rozumiecie
Muszę śmierć dostarczyć ludziom
Zanim świat mi ją przyniesie
2012
Nikt tu ze wsi nie dociera
Czas opływa dom mój rzeką
Czarcie pole świat oddziela
Tam, gdzie bagna zapomnienia
Okalają las umarłych
Jak bóg losy ludzi zmieniam
Z resztek ludzkich cech odarty
Śmierć wytwarzam niczym towar
I zamykam ją w pudełkach
By ją żywym eksportować
Którzy lubią się rozerwać
Nie, nie jestem zwyrodnialcem
Chcącym zniszczyć ludzkość całą
Lecz podzielić wielkim skarbem
Nic mi więcej nie zostało
To jest bój o stawkę dużą
Której wy nie rozumiecie
Muszę śmierć dostarczyć ludziom
Zanim świat mi ją przyniesie
2012
niedziela, 15 stycznia 2012
NOTES 26 - Płomyk
Ostatnia świeczka w pokoju kona
Wątłym płomykiem z ciemnością walczy
Z mroku przedmiotów wyłania kształty
Nim czas jej światło zdoła pokonać
Drobny ogarek nikłe światełko
A jednak rzeczy zdolne ożywić
I noc potężna nawet się dziwi
Widząc do kątów wpędzoną ciemność
I w moim wnętrzu wciąż ognik płonie
Świat mój zawdzięcza kształt jego światłu
Choć wokół mroczne i wrogie tonie
Lecz wkrótce w mroku nie znajdę kształtów
Gdy ciemność całkiem płomyk pochłonie
Uwolni z kątów zastępy czartów
2012
Wątłym płomykiem z ciemnością walczy
Z mroku przedmiotów wyłania kształty
Nim czas jej światło zdoła pokonać
Drobny ogarek nikłe światełko
A jednak rzeczy zdolne ożywić
I noc potężna nawet się dziwi
Widząc do kątów wpędzoną ciemność
I w moim wnętrzu wciąż ognik płonie
Świat mój zawdzięcza kształt jego światłu
Choć wokół mroczne i wrogie tonie
Lecz wkrótce w mroku nie znajdę kształtów
Gdy ciemność całkiem płomyk pochłonie
Uwolni z kątów zastępy czartów
2012
piątek, 13 stycznia 2012
Próżność
Mówisz: jednostka liczy się wreszcie
Zdobywać można życie garściami
Własnej wartości świadomy jesteś
Świat wokół krzyczy możliwościami
Któż ci zabroni? Wolno każdemu
Tak się starałeś, więc się należy
Człowiek być może bogu samemu
Równy, gdy tylko w siebie uwierzy
Lecz kto ma wiarę w siebie jedynie
Swoją jednostkę ceni nad inne
Nie wiedząc nawet, za życia ginie
Roztacza wokół odory gnilne
Próżność największą ludzką przewiną
Miłość do siebie - z bluźnierstw największe
Marne zdobycze twoje przeminą
Zanim raz zdołasz wstecz się obejrzeć
2012
Zdobywać można życie garściami
Własnej wartości świadomy jesteś
Świat wokół krzyczy możliwościami
Któż ci zabroni? Wolno każdemu
Tak się starałeś, więc się należy
Człowiek być może bogu samemu
Równy, gdy tylko w siebie uwierzy
Lecz kto ma wiarę w siebie jedynie
Swoją jednostkę ceni nad inne
Nie wiedząc nawet, za życia ginie
Roztacza wokół odory gnilne
Próżność największą ludzką przewiną
Miłość do siebie - z bluźnierstw największe
Marne zdobycze twoje przeminą
Zanim raz zdołasz wstecz się obejrzeć
2012
środa, 11 stycznia 2012
Królowa nocy
Szeleszcząc w martwym suszu sitowia
Skrada się chyłkiem nocny dusz łowca
W gąszcz przed księżyca blaskiem się chowa
Zwierciadłu rzeki nieznana postać
Gwiżdże wśród trzciny, w mokradłach grzęźnie
Straszy krzyczące w trwodze żurawie
By mnie osaczyć, uczynić więźniem
Wiedząc, że martwy jestem już prawie
Srebrnego lustra z nieba poświata
Bielą pościeli kaleczy oczy
Gdy w niej księżyców kule rozgniatam
Zimnej kochanki, królowej nocy
Już wiem - nie skradnie mi łowca duszy
Daremnie noce w szuwarach traci
Ona władczyni jedynej służy
Ciał tych niebieskich pary bliźniaczych
Z nieznanej strony poznać mi dane
Pełnią księżyców nacieszyć ciało
Gdy inni nowiu fragmenty małe
Na sukni nieba krawędzi znają
1812
Skrada się chyłkiem nocny dusz łowca
W gąszcz przed księżyca blaskiem się chowa
Zwierciadłu rzeki nieznana postać
Gwiżdże wśród trzciny, w mokradłach grzęźnie
Straszy krzyczące w trwodze żurawie
By mnie osaczyć, uczynić więźniem
Wiedząc, że martwy jestem już prawie
Srebrnego lustra z nieba poświata
Bielą pościeli kaleczy oczy
Gdy w niej księżyców kule rozgniatam
Zimnej kochanki, królowej nocy
Już wiem - nie skradnie mi łowca duszy
Daremnie noce w szuwarach traci
Ona władczyni jedynej służy
Ciał tych niebieskich pary bliźniaczych
Z nieznanej strony poznać mi dane
Pełnią księżyców nacieszyć ciało
Gdy inni nowiu fragmenty małe
Na sukni nieba krawędzi znają
1812
poniedziałek, 26 grudnia 2011
Droga, prawda i życie
Zdało się mi, że byłaś
To sen
Zimna noc mnie mamiła
Już wiem
Wyssał czas ze mnie miłość
Na śmierć
Nie ma cię i nie było
Jest dzień
Nie mam szans i nie żyję
Choć chcę
Drogę gdzieś pomyliłem
I brnę
Myśli złe w czaszce gniją
Gdzie mrok
Nie ma mnie i nie było
Jest noc
Czuję cię całym sobą
Od lat
Celem ty, sensem, drogą
Więc trwam
W każdym tchu ciebie wdycham
Jak tlen
Nie ma cię, ale byłaś
To wiem
2011
inspiracja i zapożyczenie: KAT
To sen
Zimna noc mnie mamiła
Już wiem
Wyssał czas ze mnie miłość
Na śmierć
Nie ma cię i nie było
Jest dzień
Nie mam szans i nie żyję
Choć chcę
Drogę gdzieś pomyliłem
I brnę
Myśli złe w czaszce gniją
Gdzie mrok
Nie ma mnie i nie było
Jest noc
Czuję cię całym sobą
Od lat
Celem ty, sensem, drogą
Więc trwam
W każdym tchu ciebie wdycham
Jak tlen
Nie ma cię, ale byłaś
To wiem
2011
inspiracja i zapożyczenie: KAT
sobota, 24 grudnia 2011
Tylko ciebie chcę na święta
Nie chcę wiele dostać w święta
Jednej rzeczy pragnę tylko
I nie myślę o prezentach
Które leżą pod choinką
Chcę, byś była razem ze mną
Bardzo tak, że brak pojęcia
Niech się raz marzenia spełnią
Tylko ciebie chcę na święta
Próżno jest skarpetka moja
Zawieszona nad kominkiem
Nie da szczęścia mi Mikołaj
Żadnym cennym upominkiem
Chcę, byś była razem ze mną
Bardzo tak, że brak pojęcia
Niech się raz marzenia spełnią
Tylko ciebie chcę na święta
O tak mało proszę w święta
Może śniegu nie być wkoło
Pragnę tylko stać i czekać
Wciąż na ciebie pod jemiołą
Nic na biegun słać nie będę
Gdzie z czerwonym nosem zwierzę
Inni kupią tę legendę
Ja jedynie w ciebie wierzę
Tylko ciebie chcę tej nocy
Czuć i tulić w swych objęciach
Nic poza tym w mojej mocy
Tylko ciebie chcę na święta
Chociaż wszędzie lśnią światełka
Śmiech dziecięcy mąci ciszę
Choć powietrze śpiew wypełnia
Ja przy saniach dzwonki słyszę
Mikołaju, czy przez ciemność
Z tą jedyną do mnie dotrzesz?
Czy marzenie spełnisz jedno
O osobie mi najdroższej?
Nie chcę wiele dostać w święta
Proszę tylko o to, by
Tak po prostu, ona jedna
Mogła stanąć u mych drzwi
Chcę, by była razem ze mną
Bardzo tak, że brak pojęcia
Niech się raz marzenia spełnią
Tylko ciebie chcę na święta
2011
swobodne tłumaczenie z: Mariah Carey
Jednej rzeczy pragnę tylko
I nie myślę o prezentach
Które leżą pod choinką
Chcę, byś była razem ze mną
Bardzo tak, że brak pojęcia
Niech się raz marzenia spełnią
Tylko ciebie chcę na święta
Próżno jest skarpetka moja
Zawieszona nad kominkiem
Nie da szczęścia mi Mikołaj
Żadnym cennym upominkiem
Chcę, byś była razem ze mną
Bardzo tak, że brak pojęcia
Niech się raz marzenia spełnią
Tylko ciebie chcę na święta
O tak mało proszę w święta
Może śniegu nie być wkoło
Pragnę tylko stać i czekać
Wciąż na ciebie pod jemiołą
Nic na biegun słać nie będę
Gdzie z czerwonym nosem zwierzę
Inni kupią tę legendę
Ja jedynie w ciebie wierzę
Tylko ciebie chcę tej nocy
Czuć i tulić w swych objęciach
Nic poza tym w mojej mocy
Tylko ciebie chcę na święta
Chociaż wszędzie lśnią światełka
Śmiech dziecięcy mąci ciszę
Choć powietrze śpiew wypełnia
Ja przy saniach dzwonki słyszę
Mikołaju, czy przez ciemność
Z tą jedyną do mnie dotrzesz?
Czy marzenie spełnisz jedno
O osobie mi najdroższej?
Nie chcę wiele dostać w święta
Proszę tylko o to, by
Tak po prostu, ona jedna
Mogła stanąć u mych drzwi
Chcę, by była razem ze mną
Bardzo tak, że brak pojęcia
Niech się raz marzenia spełnią
Tylko ciebie chcę na święta
2011
swobodne tłumaczenie z: Mariah Carey
piątek, 23 grudnia 2011
Dziwny jest świat ten
Dziwny jest świat ten, gdzie żołnierz ginie
Zamiast przywozić z wojny dolary
Dziwne, że gdzieś tam, w dzikiej krainie
Śmierdzą miejscowym obce koszary
Dziwne, że bomba może zabijać
I że w innego wierzyć coś można
Przecież nic, tylko miłość i przyjaźń
Żołnierzy w strony tamte zawiodła
Dziwne, że umrzeć może bohater
Nie tylko dzieci giną niewinne
Że łza w wigilię zmiękczy opłatek
Na myśl o krewnym w sosnowej skrzynce
2011
Zamiast przywozić z wojny dolary
Dziwne, że gdzieś tam, w dzikiej krainie
Śmierdzą miejscowym obce koszary
Dziwne, że bomba może zabijać
I że w innego wierzyć coś można
Przecież nic, tylko miłość i przyjaźń
Żołnierzy w strony tamte zawiodła
Dziwne, że umrzeć może bohater
Nie tylko dzieci giną niewinne
Że łza w wigilię zmiękczy opłatek
Na myśl o krewnym w sosnowej skrzynce
2011
czwartek, 22 grudnia 2011
Hrabia w Chinach
Wielki bojownik o prawa ludzi
Wcale nie przybył tam, aby żebrać
Tylko przyjaciół żółtych pouczyć
Że godność ludzką szanować trzeba
Że bardzo ważna jest wolność słowa
(Ale dolary jeszcze ważniejsze}
Ważne, by więźniów dobrze traktować
(Lecz władzę trzeba utrzymać jeszcze)
I bardzo ważny jest Tybet wolny
(Ale pokonać kryzys musimy)
Ważne, by w kraju nikt nie był głodny
(Lecz wzorem dla nas mogą być Chiny)
Więc niech się kształcić gromadą liczną
Chińczyk w uczelniach naszych przybywa
Polak wymiera i biedny zbytnio
Choć wybudował, to nie utrzyma
Wstyd - sprzedajemy jedną dziesiątą
(Nic to, że mniej nas trzydziestokrotnie)
Przehandlujemy choćby i wolność
Nie Tybet - rynki muszą być wolne
I poklepuje katów po plecach
Obłudny hrabia Bul-Komorowski
Bo z bogatymi liczyć się trzeba
Wójtom z globalnej, lecz biednej wioski
Może zbuduje tu drugie Chiny
Byśmy podróbę tłukli tandetną
W zamian by możni nam pozwolili
Na miskę ryżu i dziecko jedno
2011
Wcale nie przybył tam, aby żebrać
Tylko przyjaciół żółtych pouczyć
Że godność ludzką szanować trzeba
Że bardzo ważna jest wolność słowa
(Ale dolary jeszcze ważniejsze}
Ważne, by więźniów dobrze traktować
(Lecz władzę trzeba utrzymać jeszcze)
I bardzo ważny jest Tybet wolny
(Ale pokonać kryzys musimy)
Ważne, by w kraju nikt nie był głodny
(Lecz wzorem dla nas mogą być Chiny)
Więc niech się kształcić gromadą liczną
Chińczyk w uczelniach naszych przybywa
Polak wymiera i biedny zbytnio
Choć wybudował, to nie utrzyma
Wstyd - sprzedajemy jedną dziesiątą
(Nic to, że mniej nas trzydziestokrotnie)
Przehandlujemy choćby i wolność
Nie Tybet - rynki muszą być wolne
I poklepuje katów po plecach
Obłudny hrabia Bul-Komorowski
Bo z bogatymi liczyć się trzeba
Wójtom z globalnej, lecz biednej wioski
Może zbuduje tu drugie Chiny
Byśmy podróbę tłukli tandetną
W zamian by możni nam pozwolili
Na miskę ryżu i dziecko jedno
2011
środa, 21 grudnia 2011
Nadzorcy myśli
Trumna z przywódcą w centrum stolicy
Pokłon niosących rodaków mrowie
Czy szczere leją łzy żałobnicy
Czy to konformizm - ekspert ci powie
Tam żal prawdziwy, gdzie słuszny pogląd
Gdzie szmal pcha w kieszeń kapitalista
A krokodyle łzy w strachu ronią
Gdzie naród gnębił zły komunista
A ja nadzorcom myśli nie wierzę
Śmieję się z kultów mędrców wszelakich
Interes cwanych z daleka wietrzę
I na lep głupcom nie dam się zwabić
2011
Pokłon niosących rodaków mrowie
Czy szczere leją łzy żałobnicy
Czy to konformizm - ekspert ci powie
Tam żal prawdziwy, gdzie słuszny pogląd
Gdzie szmal pcha w kieszeń kapitalista
A krokodyle łzy w strachu ronią
Gdzie naród gnębił zły komunista
A ja nadzorcom myśli nie wierzę
Śmieję się z kultów mędrców wszelakich
Interes cwanych z daleka wietrzę
I na lep głupcom nie dam się zwabić
2011
wtorek, 20 grudnia 2011
Władza z ludem, gdy lud z władzą
Jestem sędzią sprawiedliwym
Wedle zasług moja kara -
Sprawca możny - wyrok niski
Lub gdy z gminu jest ofiara
Szybciej zwolnię zwyrodnialca
Niechaj dalej innym szkodzi
Lecz ofiarą gdy jest władza
Dożywocie dam dziadkowi
Weźcie sobie Barabasza
Żeby waszą krew przelewał
Ale władza ma być nasza
Rękę przeciw obciąć trzeba
Macie wiedzieć kto tu rządzi
I kto czuwa nad korytem
Bać się buntu, wara błądzić
Piłat ręce ma umyte
2011
Wedle zasług moja kara -
Sprawca możny - wyrok niski
Lub gdy z gminu jest ofiara
Szybciej zwolnię zwyrodnialca
Niechaj dalej innym szkodzi
Lecz ofiarą gdy jest władza
Dożywocie dam dziadkowi
Weźcie sobie Barabasza
Żeby waszą krew przelewał
Ale władza ma być nasza
Rękę przeciw obciąć trzeba
Macie wiedzieć kto tu rządzi
I kto czuwa nad korytem
Bać się buntu, wara błądzić
Piłat ręce ma umyte
2011
środa, 14 grudnia 2011
Na telewizję
Kiedyś, w czas dziennika, w bezsilnym proteście:
W okno telewizor i spacer po mieście,
Dziś, całkiem by trzeba przestać skrzynkę włączać,
Z domu wyjść w proteście, na spacer bez końca.
2011
W okno telewizor i spacer po mieście,
Dziś, całkiem by trzeba przestać skrzynkę włączać,
Z domu wyjść w proteście, na spacer bez końca.
2011
wtorek, 13 grudnia 2011
Diabłu ogarek
Za robotników, dartych z nadziei
Czule tulonej na styropianie
Za sprawiedliwość, co w sercach mieli
Za postulaty, bankom sprzedane
Za mordowanych i bitych pałą
Przez katów, którym świetnie się wiedzie
Za ludzką godność, hienom wydaną
Za wolność naszą, gnojoną w biedzie
Za spokój, fałszem kupiony tanio
Za prawdę, którą dziwką zrobiono
Za naród, co jak psów dzikich stado
Pogryzł się wzajem o kość rzuconą
By lud swój ująć wspaniałym gestem
I noc rozjaśnić pamięci ogniem
Przed kamerami wystawił świeczkę
Bronek wraz z Brombą w pałacu oknie
2011
Czule tulonej na styropianie
Za sprawiedliwość, co w sercach mieli
Za postulaty, bankom sprzedane
Za mordowanych i bitych pałą
Przez katów, którym świetnie się wiedzie
Za ludzką godność, hienom wydaną
Za wolność naszą, gnojoną w biedzie
Za spokój, fałszem kupiony tanio
Za prawdę, którą dziwką zrobiono
Za naród, co jak psów dzikich stado
Pogryzł się wzajem o kość rzuconą
By lud swój ująć wspaniałym gestem
I noc rozjaśnić pamięci ogniem
Przed kamerami wystawił świeczkę
Bronek wraz z Brombą w pałacu oknie
2011
poniedziałek, 12 grudnia 2011
Ojczyzna lotników
Tam, gdzie piloci wspaniali
Na drzwiach stodoły szybują,
Tego herosem uznali,
Co się nie rozbił lądując.
2011
Na drzwiach stodoły szybują,
Tego herosem uznali,
Co się nie rozbił lądując.
2011
poniedziałek, 5 grudnia 2011
Znaszli?
Znaszli ten kraj, gdzie jest skandalem
Znaczka na stroju brak u piłkarza,
Lecz nie przeszkadza niemalże wcale,
Gdy sąd zatwierdza znak, co obraża?
2011
Znaczka na stroju brak u piłkarza,
Lecz nie przeszkadza niemalże wcale,
Gdy sąd zatwierdza znak, co obraża?
2011
piątek, 2 grudnia 2011
Biała dama
Stromy pagórek nad strugą wyschłą
W pokrzyw zaroślach i drzew gęstwinie
Księżyc w puszczyka źrenicy błysnął
Który straż trzyma w mrocznej ruinie
Przysiadł na resztek zamku ptak szczycie
W czarny po oknie otwór wzrok wlepił
Czekając chwili, gdy ona przyjdzie
Srebrzystą suknią ciemność rozświetli
To blask cień rzuci na stare mury
To zniknie w krzakach, między drzewami
Kiedy wyrusza w obchód ponury
W złowieszczej ciszy upiorna pani
Biada tym, których spotka na drodze
Którzy zmącili jej spokój nocny
Ludzkie uczucia dziewczynie obce
Okrutność wielka i gniew tak mocny
Lecz mnie uwielbia ona jednego
W szczupłych ramionach tuli jak dziecko
Jakby żegnała ukochanego
Kiedy z gałęzi zwisam wisielczo
1811
W pokrzyw zaroślach i drzew gęstwinie
Księżyc w puszczyka źrenicy błysnął
Który straż trzyma w mrocznej ruinie
Przysiadł na resztek zamku ptak szczycie
W czarny po oknie otwór wzrok wlepił
Czekając chwili, gdy ona przyjdzie
Srebrzystą suknią ciemność rozświetli
To blask cień rzuci na stare mury
To zniknie w krzakach, między drzewami
Kiedy wyrusza w obchód ponury
W złowieszczej ciszy upiorna pani
Biada tym, których spotka na drodze
Którzy zmącili jej spokój nocny
Ludzkie uczucia dziewczynie obce
Okrutność wielka i gniew tak mocny
Lecz mnie uwielbia ona jednego
W szczupłych ramionach tuli jak dziecko
Jakby żegnała ukochanego
Kiedy z gałęzi zwisam wisielczo
1811
czwartek, 1 grudnia 2011
W pamiętniku A.
Ojciec na pamiątkę wpisuje te słowa
Córeczce malutkiej z brzuszkiem okrąglusim -
By mogła wędrując po życiowych drogach
Z tęsknotą myślami w świat dziecka powrócić
Niech główka jej dobrych chwil wspomnienia chowa
A ojca słabości w niepamięć wyrzuci
2011
Córeczce malutkiej z brzuszkiem okrąglusim -
By mogła wędrując po życiowych drogach
Z tęsknotą myślami w świat dziecka powrócić
Niech główka jej dobrych chwil wspomnienia chowa
A ojca słabości w niepamięć wyrzuci
2011
środa, 30 listopada 2011
Bez ciebie
Dzień mnie obudził, nie było ciebie
Jakbym się cofnął o pokolenie
Jak to się stało, do dzisiaj nie wiem
Lecz wciąż pamiętam to zalęknienie
Mogłem być wolny, jak inni ludzie
Śmiać się i wierzyć - nie czułem bólu
Wypełnić pustkę ładunkiem złudzeń
Udawać szczęście wśród reszty tłumu
Lecz już nie chciałem, było zbyt późno
Nie da się żywym powrócić z grobu
Oszukać siebie - próbować próżno
Z głową pod kołdrą zasnąłem znowu...
2011
Jakbym się cofnął o pokolenie
Jak to się stało, do dzisiaj nie wiem
Lecz wciąż pamiętam to zalęknienie
Mogłem być wolny, jak inni ludzie
Śmiać się i wierzyć - nie czułem bólu
Wypełnić pustkę ładunkiem złudzeń
Udawać szczęście wśród reszty tłumu
Lecz już nie chciałem, było zbyt późno
Nie da się żywym powrócić z grobu
Oszukać siebie - próbować próżno
Z głową pod kołdrą zasnąłem znowu...
2011
wtorek, 29 listopada 2011
Kolejny powód by żyć
Jak kleszcz wczepiony w ciało ofiary
Tym głębiej wniknąć pod skórę dąży
Im jest usilniej z niej wyrywany
Tak mnie tym więcej z żywymi wiąże
Im bardziej jestem wyobcowany
Jakby w obawie przed przeświadczeniem
Że całkiem kontakt ze światem stracę
W dotąd nieznane krocząc przestrzenie
Następną w życiu kotwicę haczę
Głębiej zapuszczam w glebie korzenie
Może gdy będę czuł się potrzebny
Gdy ktoś ode mnie będzie zależał
Nie dam pochłonąć się światom ciemnym
Zdołam wytrzymać cierpienia ciężar
2011
Tym głębiej wniknąć pod skórę dąży
Im jest usilniej z niej wyrywany
Tak mnie tym więcej z żywymi wiąże
Im bardziej jestem wyobcowany
Jakby w obawie przed przeświadczeniem
Że całkiem kontakt ze światem stracę
W dotąd nieznane krocząc przestrzenie
Następną w życiu kotwicę haczę
Głębiej zapuszczam w glebie korzenie
Może gdy będę czuł się potrzebny
Gdy ktoś ode mnie będzie zależał
Nie dam pochłonąć się światom ciemnym
Zdołam wytrzymać cierpienia ciężar
2011
sobota, 26 listopada 2011
Na pohybel buractwu
Falangi głupców wcale nie dziwią
Twarde podeszwy, pięści wzniesione
Że dla zabawy kogoś pobiją
Razem z rozumem łby ogolone
I nie zdumiewa mnie w siłę wiara
Kiedy pod czaszką pustka bezdenna
I w boga wiara, że im pozwala
Dać nienawiścią siebie opętać
Lecz za bandami tępych wyrostków
Stoją uczeni wiedzy rycerze
Mężowie stanu, ojce narodu
Strażnicy prawa i dusz pasterze
Na nic szlachetne myśli zdobycze
Tradycje przodków, ducha wartości
Wieków przestrogi gwałtem wyryte -
Zło i ciemnota wciąż w ludziach gości
Lecz nie tłumaczy żadne alibi -
Czy to pod krzyżem, czy innym znakiem
Miarą są zawsze słowa i czyny -
Szuja jest szują, burak - burakiem
2011
Twarde podeszwy, pięści wzniesione
Że dla zabawy kogoś pobiją
Razem z rozumem łby ogolone
I nie zdumiewa mnie w siłę wiara
Kiedy pod czaszką pustka bezdenna
I w boga wiara, że im pozwala
Dać nienawiścią siebie opętać
Lecz za bandami tępych wyrostków
Stoją uczeni wiedzy rycerze
Mężowie stanu, ojce narodu
Strażnicy prawa i dusz pasterze
Na nic szlachetne myśli zdobycze
Tradycje przodków, ducha wartości
Wieków przestrogi gwałtem wyryte -
Zło i ciemnota wciąż w ludziach gości
Lecz nie tłumaczy żadne alibi -
Czy to pod krzyżem, czy innym znakiem
Miarą są zawsze słowa i czyny -
Szuja jest szują, burak - burakiem
2011
piątek, 25 listopada 2011
Drzwi
Rozkwitłaś świeżo w młodości pięknie
Kiedy przed tobą drzwi się otwarły
By mnie zostawić w rozpaczy wiecznej
A ciebie zamknąć pośród umarłych
Odtąd spoglądam na nie codziennie
I powolutku do nich się zbliżam
Lecz drzwi zamknięte dla mnie niezmiennie
Z tej strony - smutek, a z tamtej - cisza
Nocą, jak złodziej w mroku zuchwały
Wyrwać próbuję drzwiom tajemnicę -
Wpada szczeliną światła snop biały
Lecz nic po drugiej stronie nie widzę
Życie pod drzwiami nic nie jest warte
Więc przez nie wołam głosem zbolałym -
Skoro w pamięci nic nie zatarte
Otwórz drzwi, które ciebie zabrały
2011
inspiracja: T. Beksiński
Kiedy przed tobą drzwi się otwarły
By mnie zostawić w rozpaczy wiecznej
A ciebie zamknąć pośród umarłych
Odtąd spoglądam na nie codziennie
I powolutku do nich się zbliżam
Lecz drzwi zamknięte dla mnie niezmiennie
Z tej strony - smutek, a z tamtej - cisza
Nocą, jak złodziej w mroku zuchwały
Wyrwać próbuję drzwiom tajemnicę -
Wpada szczeliną światła snop biały
Lecz nic po drugiej stronie nie widzę
Życie pod drzwiami nic nie jest warte
Więc przez nie wołam głosem zbolałym -
Skoro w pamięci nic nie zatarte
Otwórz drzwi, które ciebie zabrały
2011
inspiracja: T. Beksiński
czwartek, 24 listopada 2011
Prowadź nas, hrabio
W szlachetnej trosce o przyszłość Polski
Pałac załatwił mu kiedyś Donek,
Więc teraz hrabia Bul-Komorowski
Wytrwale czyści w nim żyrandole
Niech się na kryzys składają biedni,
A kancelarii starczy na wszystko -
Hrabia zapragnął pałac oświetlić,
By mogła gawiedź mieć widowisko
Jak ograniczyć, już chce wymyślić,
Ludziom swobodę manifestacji -
Nikt nie odbierze w wolnej ojczyźnie
Z Polski i z siebie mu satysfakcji
Bieda i państwo niesprawiedliwe
Nie pobudzają go do działania -
Byle był naród cicho: pod krzyżem
I pod zakazem pedałowania.
2011
Pałac załatwił mu kiedyś Donek,
Więc teraz hrabia Bul-Komorowski
Wytrwale czyści w nim żyrandole
Niech się na kryzys składają biedni,
A kancelarii starczy na wszystko -
Hrabia zapragnął pałac oświetlić,
By mogła gawiedź mieć widowisko
Jak ograniczyć, już chce wymyślić,
Ludziom swobodę manifestacji -
Nikt nie odbierze w wolnej ojczyźnie
Z Polski i z siebie mu satysfakcji
Bieda i państwo niesprawiedliwe
Nie pobudzają go do działania -
Byle był naród cicho: pod krzyżem
I pod zakazem pedałowania.
2011
wtorek, 22 listopada 2011
Zakaz krzyżowania
To, w co wierzę, moją sprawą
I czym w życiu się kieruję,
Gdzieś mam tych, co jak buławą
Krzyżem siekąc, mnie prostują
Swoje mam autorytety,
Własne drogi i wybory
I chcę tutaj żyć, niestety,
Bo to mój kraj, chociaż chory
Też się czuję patriotą
I z tradycji czerpię naszych,
W których często zbyt dewotom
Pozwalano krzyżem straszyć
Kto rozumie mądrość krzyża,
Ten ją chroni w sercu swoim,
Innych ludzi nie poniża,
Nie firmuje nią głupoty
Grupka ludzi przerażonych,
Dewot krzyżem ich przegania,
Otok wokół nich czerwony -
Oto zakaz krzyżowania
2011
I czym w życiu się kieruję,
Gdzieś mam tych, co jak buławą
Krzyżem siekąc, mnie prostują
Swoje mam autorytety,
Własne drogi i wybory
I chcę tutaj żyć, niestety,
Bo to mój kraj, chociaż chory
Też się czuję patriotą
I z tradycji czerpię naszych,
W których często zbyt dewotom
Pozwalano krzyżem straszyć
Kto rozumie mądrość krzyża,
Ten ją chroni w sercu swoim,Innych ludzi nie poniża,
Nie firmuje nią głupoty
Grupka ludzi przerażonych,
Dewot krzyżem ich przegania,
Otok wokół nich czerwony -
Oto zakaz krzyżowania
2011
sobota, 19 listopada 2011
Stojąc w deszczu
Deszczowy dzień...
Stoję zlany deszczem
Czekam sam zupełnie
Zmęczony tak jestem
I za domem tęsknię
W strugach deszczu stoję
Moknę coraz bardziej
Choć robię, co mogę
Co w zamian dostaję?
Stoję w strugach deszczu
I przegrany jestem
Ludzie wokół spieszą
Nie słyszą mej pieśni
Stoję deszczem zlany
Potokami wody
Leje strumieniami
A ja chcę być wolny
W strugach deszczu stoję
Robię, co należy
Staram się jak mogę
Lecz co to przyniesie?
W strugach deszczu stoję
Moknę coraz bardziej
Choć robię, co mogę
Co w zamian dostaję?
Ból, intencje dobre
Toną w tej ulewie
Dobry być nie mogę
Stoję więc pod niebem
2011
swobodne tłumaczenie z: Electric Light Orchestra
Stoję zlany deszczem
Czekam sam zupełnie
Zmęczony tak jestem
I za domem tęsknię
W strugach deszczu stoję
Moknę coraz bardziej
Choć robię, co mogę
Co w zamian dostaję?
Stoję w strugach deszczu
I przegrany jestem
Ludzie wokół spieszą
Nie słyszą mej pieśni
Stoję deszczem zlany
Potokami wody
Leje strumieniami
A ja chcę być wolny
W strugach deszczu stoję
Robię, co należy
Staram się jak mogę
Lecz co to przyniesie?
W strugach deszczu stoję
Moknę coraz bardziej
Choć robię, co mogę
Co w zamian dostaję?
Ból, intencje dobre
Toną w tej ulewie
Dobry być nie mogę
Stoję więc pod niebem
2011
swobodne tłumaczenie z: Electric Light Orchestra
piątek, 11 listopada 2011
Anarchista
Widzą we mnie antychrysta,
A ja jestem anarchista -
Nie wiem dobrze, czego chcę,
Ale widzę, co jest złe;
Nie, nie jestem wrogiem wszystkich,
Tylko system pragnę zniszczyć
Możesz nazwać to anarchią,
Lecz chcę przerwać ciszę martwą,
Wyrwać cię z wyścigu szczurów
I z komercji biernych ciurów,
Do umysłu wyzwolenia
Z Babilonu zniewolenia
Wybierz drogę, którą chcesz
Aby złu nie poddać się,
Byle nie być jednym z nich,
Choćbyś wrogiem dla nich był;
Żaden dogmat, żadna partia -
Liczy tylko się anarchia
Czy to NSDAP,
PiS, PO, czy SLD,
ONR, NKWD,
Nie dbam która to RP;
Czy to w Unii, czy w komunie -
Od anarchii system runie
Chcę wolności anarchisty -
Pewnie wiesz, co mam na myśli,
Będę dla nich antychrystem,
Kiedy ich wysiłki zniszczę.
2011
inspiracja: Sex Pistols
A ja jestem anarchista -
Nie wiem dobrze, czego chcę,
Ale widzę, co jest złe;
Nie, nie jestem wrogiem wszystkich,
Tylko system pragnę zniszczyć
Możesz nazwać to anarchią,
Lecz chcę przerwać ciszę martwą,
Wyrwać cię z wyścigu szczurów
I z komercji biernych ciurów,
Do umysłu wyzwolenia
Z Babilonu zniewolenia
Wybierz drogę, którą chcesz
Aby złu nie poddać się,
Byle nie być jednym z nich,
Choćbyś wrogiem dla nich był;
Żaden dogmat, żadna partia -
Liczy tylko się anarchia
Czy to NSDAP,
PiS, PO, czy SLD,
ONR, NKWD,
Nie dbam która to RP;
Czy to w Unii, czy w komunie -
Od anarchii system runie
Chcę wolności anarchisty -
Pewnie wiesz, co mam na myśli,
Będę dla nich antychrystem,
Kiedy ich wysiłki zniszczę.
2011
inspiracja: Sex Pistols
czwartek, 10 listopada 2011
Bunt
Jak ziarno chwastu, intrygą czarcią
Podstępnie w boską rzucone rolę,
Kiełkuje - tłumiąc zbiorów wydajność -
Bunt i podsyca oporu wolę
Na glebie myśli wyhodowany,
Z chmur krytycyzmu zroszony deszczem,
Przekreśla chciwych rolników plany,
Co dzielą, zanim zebrali jeszcze
Nic, że wyplewić chcą go naiwni -
Przetrwa ich spiski, najgorszą suszę,
Bo jest silniejszy od roślin innych,
Długim korzeniem wczepił się w duszę
2011
Podstępnie w boską rzucone rolę,
Kiełkuje - tłumiąc zbiorów wydajność -
Bunt i podsyca oporu wolę
Na glebie myśli wyhodowany,
Z chmur krytycyzmu zroszony deszczem,
Przekreśla chciwych rolników plany,
Co dzielą, zanim zebrali jeszcze
Nic, że wyplewić chcą go naiwni -
Przetrwa ich spiski, najgorszą suszę,
Bo jest silniejszy od roślin innych,
Długim korzeniem wczepił się w duszę
2011
środa, 9 listopada 2011
Listopadowe dziecię
Z wycia wiatru, mgieł wilgoci
Z liści gnicia, w śmierci chłodzie
Z dróg wiodących w świat umarłych
Ze snującej sieć nostalgii
Ze złowieszczych sił księżyca
Który duchom sił użycza
Zrodził mnie listopad zimny
Znacząc piętnem bycia innym
Wbrew natury świętym prawom
I odwiecznym pór nakazom
W czas, gdy kresy śmierć wytycza
Powołano mnie do życia
Dziwolągiem tkwię w sprzeczności
W leprozorium odmienności
I gdy wszystko lgnie do życia
Ja przed śmiercią głowę zniżam
Dymem zniczy okadzony
Smutkiem w liściach wypalonym
Martwy, kiedy inni żyją
Będę żyć, gdy wszyscy zginą
2011
Z liści gnicia, w śmierci chłodzie
Z dróg wiodących w świat umarłych
Ze snującej sieć nostalgii
Ze złowieszczych sił księżyca
Który duchom sił użycza
Zrodził mnie listopad zimny
Znacząc piętnem bycia innym
Wbrew natury świętym prawom
I odwiecznym pór nakazom
W czas, gdy kresy śmierć wytycza
Powołano mnie do życia
Dziwolągiem tkwię w sprzeczności
W leprozorium odmienności
I gdy wszystko lgnie do życia
Ja przed śmiercią głowę zniżam
Dymem zniczy okadzony
Smutkiem w liściach wypalonym
Martwy, kiedy inni żyją
Będę żyć, gdy wszyscy zginą
2011
wtorek, 8 listopada 2011
Najemnik
Często ci opowiadałem
Dni, spędzone na włóczędze
Kiedy na dzień ten czekałem
Gdy za rękę ciebie wezmę
I zdobędę cię piosenką
A ty powiesz wtedy może
Połóż się i kochaj ze mną
I z pewnością bym nie odszedł
Czuję, że się już starzeję
A śpiewane w dawnych czasach
Pieśni w dali dźwięczą echem
Jak młyn, który wiatr obraca
I już zawsze - jak się zdaje -
Najemnikiem pozostanę
Często w podróż wyruszałem
Aby znaleźć coś nowego
W chłodne noce się tułałem
Sam, bez ciebie, tak daleko
Wtedy oczy pewne były
Że cię widzą przy mnie obok
W zaślepieniu mnie zwodziły
Bowiem już nie jestem z tobą
Czuję, że się już starzeję
A śpiewane w dawnych czasach
Pieśni w dali dźwięczą echem
Jak młyn, który wiatr obraca
I już zawsze - jak się zdaje -
Najemnikiem pozostanę
Dni, spędzone na włóczędze
Kiedy na dzień ten czekałem
Gdy za rękę ciebie wezmę
I zdobędę cię piosenką
A ty powiesz wtedy może
Połóż się i kochaj ze mną
I z pewnością bym nie odszedł
Czuję, że się już starzeję
A śpiewane w dawnych czasach
Pieśni w dali dźwięczą echem
Jak młyn, który wiatr obraca
I już zawsze - jak się zdaje -
Najemnikiem pozostanę
Często w podróż wyruszałem
Aby znaleźć coś nowego
W chłodne noce się tułałem
Sam, bez ciebie, tak daleko
Wtedy oczy pewne były
Że cię widzą przy mnie obok
W zaślepieniu mnie zwodziły
Bowiem już nie jestem z tobą
Czuję, że się już starzeję
A śpiewane w dawnych czasach
Pieśni w dali dźwięczą echem
Jak młyn, który wiatr obraca
I już zawsze - jak się zdaje -
Najemnikiem pozostanę
Tak, już słyszę to wyraźnie
Jak się młyn obraca z wiatrem
I już zawsze - jak się zdaje -
Najemnikiem pozostanę
2011
tłumaczenie z: Deep Purple
Najemnikiem pozostanę
2011
tłumaczenie z: Deep Purple
poniedziałek, 7 listopada 2011
Moja pieśń
Chcę zaśpiewać ci piosenkę
Która się nie kończy nigdy
Cały dzień ją śpiewać będę
Tak wyrażę wszystkie myśli
Coś mnie kiedyś tak zmieniło
Że świat w różny widzę sposób
Jak powiedzieć ci, że miłość
Może przynieść zmianę losu?
Miłość świat odmienić może
Może zmienić twoje życie
Rób, co daje szczęście tobie
Co uważasz za właściwe
I pokochaj całym sercem
Nim za późno na to będzie
Coś się w moim wnętrzu pali
Nie wiem skąd te słowa biorę
Może mogą inne światy
Pomóc ludziom znaleźć drogę
Mam nadzieję, że będziemy
Żyli kiedyś w pełnej zgodzie
Głos popłynie jeden z ziemi
Wtedy wszystkie myśli powiem
Chcę zaśpiewać ci piosenkę
Która się nie kończy nigdy
Cały dzień ją śpiewać będę
Tak wyrażę wszystkie myśli
Chcę zaśpiewać ci piosenkę
Która się nie kończy nigdy...
2011
swobodny przekład z: The Moody Blues
Która się nie kończy nigdy
Cały dzień ją śpiewać będę
Tak wyrażę wszystkie myśli
Coś mnie kiedyś tak zmieniło
Że świat w różny widzę sposób
Jak powiedzieć ci, że miłość
Może przynieść zmianę losu?
Miłość świat odmienić może
Może zmienić twoje życie
Rób, co daje szczęście tobie
Co uważasz za właściwe
I pokochaj całym sercem
Nim za późno na to będzie
Coś się w moim wnętrzu pali
Nie wiem skąd te słowa biorę
Może mogą inne światy
Pomóc ludziom znaleźć drogę
Mam nadzieję, że będziemy
Żyli kiedyś w pełnej zgodzie
Głos popłynie jeden z ziemi
Wtedy wszystkie myśli powiem
Chcę zaśpiewać ci piosenkę
Która się nie kończy nigdy
Cały dzień ją śpiewać będę
Tak wyrażę wszystkie myśli
Chcę zaśpiewać ci piosenkę
Która się nie kończy nigdy...
2011
swobodny przekład z: The Moody Blues
niedziela, 6 listopada 2011
Z kolejnym kamieniem
Ponoć wiek to tylko liczba
Którą liczy się umownie
Nie powinien ograniczać
Ni myślącej ciążyć głowie
Lecz te liczby to kamienie
Które w życia drodze mijam
Znak, że rośnie oddalenie
Od początku, kres się zbliża
Chciałbym wierzyć, że choć trochę
Wiek przynosi dojrzałości
Coś od siebie daje kosztem
Ukradzionej mi młodości
I pocieszyć tak się staram
Widząc nowe wciąż kamienie
Że im bardziej się oddalam
To tym bliżej jestem ciebie
2011
Którą liczy się umownie
Nie powinien ograniczać
Ni myślącej ciążyć głowie
Lecz te liczby to kamienie
Które w życia drodze mijam
Znak, że rośnie oddalenie
Od początku, kres się zbliża
Chciałbym wierzyć, że choć trochę
Wiek przynosi dojrzałości
Coś od siebie daje kosztem
Ukradzionej mi młodości
I pocieszyć tak się staram
Widząc nowe wciąż kamienie
Że im bardziej się oddalam
To tym bliżej jestem ciebie
2011
sobota, 5 listopada 2011
NOTES 25 - Pieskie życie
Pan zostawił psa wiernego
Pies w to samo wraca miejsce
I pogodzić się z tym nie chce
Że ktoś zdradził miłość jego
Pies ma nowych właścicieli
Lecz wciąż czeka na tamtego
Nie pojmują ludzie tego
Którzy sami zapomnieli
Może pies był w życiu tamtym
Kimś kto stracił swoje szczęście
Może los mój z psiej jest karmy
Bo psu bliższy bardziej jestem
W ludzkim świecie - cieniem marnym
Który wiedzie życie pieskie
2011
Pies w to samo wraca miejsce
I pogodzić się z tym nie chce
Że ktoś zdradził miłość jego
Pies ma nowych właścicieli
Lecz wciąż czeka na tamtego
Nie pojmują ludzie tego
Którzy sami zapomnieli
Może pies był w życiu tamtym
Kimś kto stracił swoje szczęście
Może los mój z psiej jest karmy
Bo psu bliższy bardziej jestem
W ludzkim świecie - cieniem marnym
Który wiedzie życie pieskie
2011
piątek, 4 listopada 2011
Wywiad z przegranym
Na śmierć T.B.
Śmieszny, wzgardzony
A jestem jeszcze
Z przegranej strony
Wdycham powietrze
Stracony dla was
Ja wciąż zwyciężam
Większy niż Atlas
Dźwigając ciężar
Choć świat mnie nie chce
Mam swoje plany
Nim on je zdepcze
Życia butami
Umiem się cieszyć
Iskierką małą
Której ci lepsi
Nie dostrzegają
Nic mi nie zrobią
Spojrzenia wasze
Bo od was sobą
Gardziłem bardziej
Dla was być mogę
Zamkniętą kartą
Lecz teraz swoją
Dostrzegam wartość
Patrząc na życie
Po wielkiej klęsce
Dopiero widzę
Jakie jest piękne
2011
Śmieszny, wzgardzony
A jestem jeszcze
Z przegranej strony
Wdycham powietrze
Stracony dla was
Ja wciąż zwyciężam
Większy niż Atlas
Dźwigając ciężar
Choć świat mnie nie chce
Mam swoje plany
Nim on je zdepcze
Życia butami
Umiem się cieszyć
Iskierką małą
Której ci lepsi
Nie dostrzegają
Nic mi nie zrobią
Spojrzenia wasze
Bo od was sobą
Gardziłem bardziej
Dla was być mogę
Zamkniętą kartą
Lecz teraz swoją
Dostrzegam wartość
Patrząc na życie
Po wielkiej klęsce
Dopiero widzę
Jakie jest piękne
2011
czwartek, 3 listopada 2011
Na zawsze jesień
Rok się starzeje i słabnie słońce
Dni się zbliżają coraz ciemniejsze
Nadchodzą wiatry chłodem wionące
A ciebie nie ma - daleko jesteś
Widziałem ptaki - ruszyły w drogę
Jeden po drugim ginąc na niebie
Szkoda, że z nimi lecieć nie mogę
Uciec daleko od miejsc bez ciebie
Przybyłaś do mnie jak pieśń przez drzewa
Jak liść zostałaś przez wiatr zdmuchnięta
Zwykliśmy chodzić w złotej jesieni
Zawsze kochałaś tę roku porę
Opadłe liście leżą na ziemi
Odkąd cię nie ma - nienaruszone
Przybyłaś do mnie jak pieśń przez drzewa
Jak liść zostałaś przez wiatr zdmuchnięta
Deszcz miękko zwilża oczy znużone
Jakby samotną łzę skryć zamierzał
Po kres swój będzie już życie moje
Wieczną jesienią, bo ciebie nie ma
2011
Tłumaczenie z: The Moody Blues
Dni się zbliżają coraz ciemniejsze
Nadchodzą wiatry chłodem wionące
A ciebie nie ma - daleko jesteś
Widziałem ptaki - ruszyły w drogę
Jeden po drugim ginąc na niebie
Szkoda, że z nimi lecieć nie mogę
Uciec daleko od miejsc bez ciebie
Przybyłaś do mnie jak pieśń przez drzewa
Jak liść zostałaś przez wiatr zdmuchnięta
Zwykliśmy chodzić w złotej jesieni
Zawsze kochałaś tę roku porę
Opadłe liście leżą na ziemi
Odkąd cię nie ma - nienaruszone
Przybyłaś do mnie jak pieśń przez drzewa
Jak liść zostałaś przez wiatr zdmuchnięta
Deszcz miękko zwilża oczy znużone
Jakby samotną łzę skryć zamierzał
Po kres swój będzie już życie moje
Wieczną jesienią, bo ciebie nie ma
2011
Tłumaczenie z: The Moody Blues
środa, 2 listopada 2011
Za-duszno
Czyś boga znalazł, czy wciąż go szukasz,
Czy może nie masz już w nim ufności,
Życie to droga cierpienia długa
Dla tych, co czują do szpiku kości
Choć pośród tłumów, sam ciągle jesteś,
Ból ukrywając swojej inności,
Bo w małej klatce serce zbyt wielkie
Pęka z powodu nadwrażliwości
Czyś miły, grzeczny, czyś skandalistą,
Śmierć równo wszystkich traktuje gości,
Ona zaczyna na nowo wszystko
Na rurze w klatce, na plaży w Ostii
2011
Czy może nie masz już w nim ufności,
Życie to droga cierpienia długa
Dla tych, co czują do szpiku kości
Choć pośród tłumów, sam ciągle jesteś,
Ból ukrywając swojej inności,
Bo w małej klatce serce zbyt wielkie
Pęka z powodu nadwrażliwości
Czyś miły, grzeczny, czyś skandalistą,
Śmierć równo wszystkich traktuje gości,
Ona zaczyna na nowo wszystko
Na rurze w klatce, na plaży w Ostii
2011
wtorek, 1 listopada 2011
Umarłym uczuciom
Wątły świecy płomyk
W serca kloszu szklanym
Ogrzać nie jest zdolny
Granitowej ściany
Śródnocne przymrozki
Zwiastujące zimę
Oszroniły włosy
Myśli liście zgniłe
Brnę przez głuchy cmentarz
Uczuć i nadziei
W noc umarłych święta
W pustki serca bieli
2011
W serca kloszu szklanym
Ogrzać nie jest zdolny
Granitowej ściany
Śródnocne przymrozki
Zwiastujące zimę
Oszroniły włosy
Myśli liście zgniłe
Brnę przez głuchy cmentarz
Uczuć i nadziei
W noc umarłych święta
W pustki serca bieli
2011
poniedziałek, 19 września 2011
Kochaj Albo Tnij
To nieprawda, że cię słyszę
Stamtąd głosy nie dochodzą
To jest tylko wiatru wycie
Przejmujące umysł grozą
Jaki sens jest krzyczeć w ciemność?
Co powiedzieć, spytać o co?
Między nami cała wieczność -
Może jedna chwila nocą?
Czy ktoś kocha mnie? - być może
Chociaż staram się zniechęcić
Czy ja kocham? - z tym jest gorzej -
Nie potrafię - proszę, wierz mi
Samotności tam nie czujesz?
Ból już całkiem pokonany?
Czy na twojej gładkiej skórze
Poginęły sine plamy?
Przeczekuję tak do rana
Dzień jak wicher mknie ku nocy -
Ta należy do szatana
Atakują jego głosy
Czyjeś łkanie tnie wskroś ciszę
Niczym brzytwa tkankę miękką
Zdaje się, że ciebie słyszę -
Znów mnie wzywasz - tak, na pewno...
2011
Stamtąd głosy nie dochodzą
To jest tylko wiatru wycie
Przejmujące umysł grozą
Jaki sens jest krzyczeć w ciemność?
Co powiedzieć, spytać o co?
Między nami cała wieczność -
Może jedna chwila nocą?
Czy ktoś kocha mnie? - być może
Chociaż staram się zniechęcić
Czy ja kocham? - z tym jest gorzej -
Nie potrafię - proszę, wierz mi
Samotności tam nie czujesz?
Ból już całkiem pokonany?
Czy na twojej gładkiej skórze
Poginęły sine plamy?
Przeczekuję tak do rana
Dzień jak wicher mknie ku nocy -
Ta należy do szatana
Atakują jego głosy
Czyjeś łkanie tnie wskroś ciszę
Niczym brzytwa tkankę miękką
Zdaje się, że ciebie słyszę -
Znów mnie wzywasz - tak, na pewno...
2011
piątek, 16 września 2011
Ona wie
Ona wie, więc się uśmiecha
Gdy bezwstydnie się rozbiera
Uspokaja błękit nieba
I pod tobą piach ogrzewa
Ona wie i w swej mądrości
Widzi twoje wątpliwości
Więc przynosi w czasie letnim
Długo słońce, krótko księżyc
Wokół palca świat okręca
Byś był świadkiem tego piękna
Jeśliś dobrze pojął lekcję
Już nie doda wiele więcej
Jeszcze jedna jej pieszczota
Czas na jesień się gotować...
2011
swobodny przekład z / parafraza: Barbra Streisand
Gdy bezwstydnie się rozbiera
Uspokaja błękit nieba
I pod tobą piach ogrzewa
Ona wie i w swej mądrości
Widzi twoje wątpliwości
Więc przynosi w czasie letnim
Długo słońce, krótko księżyc
Wokół palca świat okręca
Byś był świadkiem tego piękna
Jeśliś dobrze pojął lekcję
Już nie doda wiele więcej
Jeszcze jedna jej pieszczota
Czas na jesień się gotować...
2011
swobodny przekład z / parafraza: Barbra Streisand
czwartek, 15 września 2011
Noc demonów
Gdzie podziała się ta cisza,
W którą uciec tutaj chciałem?
Czy sprytniejszy ktoś od lisa,
Mój grobowiec zdołał znaleźć?
Deszcze sieką, wicher wieje,
Szepcze diabeł przyczajony:
"Koniec złudzeń, rzuć nadzieję,
Któryś przybył w moje strony"
Nawałnica wyje dziko,
Kąsa strzechę złości zębem
Jak na pogrzeb dzwoni szybą
Przeszywając wnętrze lękiem
Skrawek nieba nie wychynął
Zza chmur czarnych parawanów,
Jakby tylko kłamstwem było
Wymyślonym przez kapłanów
Wicher targa sierścią pola
Chłoszcze ściany biczem deszczu
W stare drewno wnika woda
Słyszę już jak one trzeszczą
I te gwizdy przeraźliwe
W wydrążonych dziurach w deskach
Jakby duchy nieszczęśliwe
Chciały ze mną tu zamieszkać
Płomyk chwieje się trwożliwie
Świeca walczy z ciemnościami
Wnet ją zdmuchnie wiatr-złośliwiec
Przegram walkę z demonami...
2011
W którą uciec tutaj chciałem?
Czy sprytniejszy ktoś od lisa,
Mój grobowiec zdołał znaleźć?
Deszcze sieką, wicher wieje,
Szepcze diabeł przyczajony:
"Koniec złudzeń, rzuć nadzieję,
Któryś przybył w moje strony"
Nawałnica wyje dziko,
Kąsa strzechę złości zębem
Jak na pogrzeb dzwoni szybą
Przeszywając wnętrze lękiem
Skrawek nieba nie wychynął
Zza chmur czarnych parawanów,
Jakby tylko kłamstwem było
Wymyślonym przez kapłanów
Wicher targa sierścią pola
Chłoszcze ściany biczem deszczu
W stare drewno wnika woda
Słyszę już jak one trzeszczą
I te gwizdy przeraźliwe
W wydrążonych dziurach w deskach
Jakby duchy nieszczęśliwe
Chciały ze mną tu zamieszkać
Płomyk chwieje się trwożliwie
Świeca walczy z ciemnościami
Wnet ją zdmuchnie wiatr-złośliwiec
Przegram walkę z demonami...
2011
środa, 14 września 2011
Kuchisake-onna
Co dzień stajesz mi na drodze
Oszpecona w chorych oczach
Chcesz, bym piękno widział w tobie
I bym zawsze ciebie kochał
Jeśli powiem, żeś mi obca,
Wszystko stracę w chwili jednej
Kiedy skłamię, że cię kocham
Będę cierpiał życia resztę
Gdy pokażę ci brzydotę
Straszną wewnątrz duszy mojej
Ty się wtedy zakłopoczesz
Sama mi pozwolisz odejść
2011
Oszpecona w chorych oczach
Chcesz, bym piękno widział w tobie
I bym zawsze ciebie kochał
Jeśli powiem, żeś mi obca,
Wszystko stracę w chwili jednej
Kiedy skłamię, że cię kocham
Będę cierpiał życia resztę
Gdy pokażę ci brzydotę
Straszną wewnątrz duszy mojej
Ty się wtedy zakłopoczesz
Sama mi pozwolisz odejść
2011
wtorek, 13 września 2011
NOTES 24 - BJC
Ja sam przy stole więc zapytałaś -
Ona się spóźnia? - szczerząc się wdzięcznie -
Przyjdzie na pewno choć niekoniecznie
Dzisiaj - ja na to - nie zrozumiałaś
Później opasły z szerokim karkiem
Żyd mnie wyprosił bo nie zamawiam
Gdy przed nos innym piwo podstawiał
Resztę wieczoru stałem przed barkiem
Knajpiany Bachus nie moim bogiem
Wolę za mroku sam stać obrzeżem
Niż z tępakami krzyżować drogę
Niech mnie samotność w objęcia bierze
Jak tylko długo wytrzymać mogę
Aż czas i miejsce sama wybierzesz
2011
Ona się spóźnia? - szczerząc się wdzięcznie -
Przyjdzie na pewno choć niekoniecznie
Dzisiaj - ja na to - nie zrozumiałaś
Później opasły z szerokim karkiem
Żyd mnie wyprosił bo nie zamawiam
Gdy przed nos innym piwo podstawiał
Resztę wieczoru stałem przed barkiem
Knajpiany Bachus nie moim bogiem
Wolę za mroku sam stać obrzeżem
Niż z tępakami krzyżować drogę
Niech mnie samotność w objęcia bierze
Jak tylko długo wytrzymać mogę
Aż czas i miejsce sama wybierzesz
2011
Subskrybuj:
Posty (Atom)