Nowoczesnej służbie nowy
Krój munduru co dwa lata
By ci biznes zrobić mogli
Którym układ się opłaca
Potem służba nowoczesna
Najdzie kogoś pomyłkowo
Pogruchocze panu żebra
Pani grzmotnie o próg głową
2012
"Lasciate ogni speranza, voi ch'entrate"
„Okręt mój płynie dalej – pod prąd,
Serce, choć popękane, bić chce,
Nie ma cię i nie było – jest noc,
Nie ma mnie i nie było – jest dzień”
parafraza: KAT
sobota, 31 marca 2012
piątek, 30 marca 2012
NOTES 31 - Zdzisiu obiit
W kilka minut życie całe
Sceny gesty miny słowa
Które umysł w sejfie chował
Dziś nad urną wyjmowałem
Choć pobożny zbyt nie byłeś
Ksiądz pokropkiem i koronką
Wysłał cię do raju prosto
A ja z nim się pomodliłem
Tak nade mną staną kiedyś
Kto i kiedy tylko nie wiem
Co przypomną sobie wtedy
Niech nie jedna ksiądz mnie z niebem
Bo nie zmienią nic pogrzeby
Odpowiadać chcę za siebie
2012
Sceny gesty miny słowa
Które umysł w sejfie chował
Dziś nad urną wyjmowałem
Choć pobożny zbyt nie byłeś
Ksiądz pokropkiem i koronką
Wysłał cię do raju prosto
A ja z nim się pomodliłem
Tak nade mną staną kiedyś
Kto i kiedy tylko nie wiem
Co przypomną sobie wtedy
Niech nie jedna ksiądz mnie z niebem
Bo nie zmienią nic pogrzeby
Odpowiadać chcę za siebie
2012
czwartek, 29 marca 2012
Wolna Białoruś
Kiedy reżim się obali
Wolność przyjdzie na Białoruś
Szczęście wniesie kapitalizm
Demokracji wzór z zachodu
Pozamyka się kołchozy
I zakłady bez dochodu
Biznesmenów się namnoży
Od kręcenia niezłych lodów
Dysydenci wyjdą z więzień
By przewodnią stać się siłą
I pokażą masie biednej
Że się wichrzyć opłaciło
Za wolności erzac system
Ludziom godność poodbiera
Będą wolni mogli licznie
Szukać pracy i umierać
Naród wreszcie się doczeka
Do paszportów wszystkich prawa
By na zachód móc wyjechać
Na zmywaku się dorabiać
Złote góry świetną przyszłość
Naiwniakom się obieca
Potem każe pas zacisnąć
I poklepie ich po plecach
2012
Wolność przyjdzie na Białoruś
Szczęście wniesie kapitalizm
Demokracji wzór z zachodu
Pozamyka się kołchozy
I zakłady bez dochodu
Biznesmenów się namnoży
Od kręcenia niezłych lodów
Dysydenci wyjdą z więzień
By przewodnią stać się siłą
I pokażą masie biednej
Że się wichrzyć opłaciło
Za wolności erzac system
Ludziom godność poodbiera
Będą wolni mogli licznie
Szukać pracy i umierać
Naród wreszcie się doczeka
Do paszportów wszystkich prawa
By na zachód móc wyjechać
Na zmywaku się dorabiać
Złote góry świetną przyszłość
Naiwniakom się obieca
Potem każe pas zacisnąć
I poklepie ich po plecach
2012
środa, 28 marca 2012
Nowe mury
Chcieli wyrywać zęby krat
Zrywać kajdany zmieniać świat
Mury jak domek zburzyć z kart
Kiedy wolności zawiał wiatr
Pomnik obalić wyrwać bruk
Łatwiej niesiony falą mógł
Tłum niż utrzymać zgodny krok
I znów w niewoli popadł mrok
Dał się ogłupić chciwym psom
Kupczyć na rynkach własną krwią
Zapędzić na śmierć jak szczur w róg
Wmówić kto dobry a kto wróg
Ten który myśleć czelność miał
Nazwany głupcem został sam
Stojąc na boku dostrzec mógł
Łańcuch wiszący im u nóg
Widział jak nowych murów sto
Dzieląc ich z nimi dzieli zło
Na nowo rośnie gubiąc świat
Jak w organizmie chorym rak
Patrząc na nędzę wsi i miast
Pojął jak krótki jest ich czas
Gdy łańcuch wciąż tkwił u ich nóg
On już niewiele zrobić mógł
Czasem niemrawy tylko chór
Śpiewa że runie kiedyś mur
Lecz dawną wiarę zabrał czart
I śpiew ten nic już nie jest wart
2012
inspiracja / parafraza: J. Kaczmarski
Zrywać kajdany zmieniać świat
Mury jak domek zburzyć z kart
Kiedy wolności zawiał wiatr
Pomnik obalić wyrwać bruk
Łatwiej niesiony falą mógł
Tłum niż utrzymać zgodny krok
I znów w niewoli popadł mrok
Dał się ogłupić chciwym psom
Kupczyć na rynkach własną krwią
Zapędzić na śmierć jak szczur w róg
Wmówić kto dobry a kto wróg
Ten który myśleć czelność miał
Nazwany głupcem został sam
Stojąc na boku dostrzec mógł
Łańcuch wiszący im u nóg
Widział jak nowych murów sto
Dzieląc ich z nimi dzieli zło
Na nowo rośnie gubiąc świat
Jak w organizmie chorym rak
Patrząc na nędzę wsi i miast
Pojął jak krótki jest ich czas
Gdy łańcuch wciąż tkwił u ich nóg
On już niewiele zrobić mógł
Czasem niemrawy tylko chór
Śpiewa że runie kiedyś mur
Lecz dawną wiarę zabrał czart
I śpiew ten nic już nie jest wart
2012
inspiracja / parafraza: J. Kaczmarski
wtorek, 27 marca 2012
Arka w powodzi
Czułem że złego coś świat nasz spotka
Łódź w gotowości stała pod domem
A kiedy woda przyszła wysoka
Zabiłem konia i odpłynąłem
Z pagórka w lesie wilka zabrałem
Który od roku krążył w pobliżu
Nęcony końskim w stajni zapachem
Podchodził chatę pysk bury liżąc
Schronieniem była drzewa korona
Kotu nim wskoczył na pokład łodzi
Szczur pośród nocy dopłynął do nas
Stając się nowym członkiem załogi
Krukowi który strudzony lotem
Kiedy już przysiąść nie było na czym
Dojrzał z powietrza w łodzi załogę
Los wśród niej miejsce także przeznaczył
I tak jak w arce każdy się zmieścił
Jeden drugiemu krzywdy nie czyniąc
W obliczu świata w potopie śmierci
Jedną byliśmy sobie rodziną
I przekonania wkrótce nabrałem
Że nie ja Noem stałem się dla nich
Lecz że zwierzęta były wysłane
Przez kogoś żeby mnie ratowały
2012
Łódź w gotowości stała pod domem
A kiedy woda przyszła wysoka
Zabiłem konia i odpłynąłem
Z pagórka w lesie wilka zabrałem
Który od roku krążył w pobliżu
Nęcony końskim w stajni zapachem
Podchodził chatę pysk bury liżąc
Schronieniem była drzewa korona
Kotu nim wskoczył na pokład łodzi
Szczur pośród nocy dopłynął do nas
Stając się nowym członkiem załogi
Krukowi który strudzony lotem
Kiedy już przysiąść nie było na czym
Dojrzał z powietrza w łodzi załogę
Los wśród niej miejsce także przeznaczył
I tak jak w arce każdy się zmieścił
Jeden drugiemu krzywdy nie czyniąc
W obliczu świata w potopie śmierci
Jedną byliśmy sobie rodziną
I przekonania wkrótce nabrałem
Że nie ja Noem stałem się dla nich
Lecz że zwierzęta były wysłane
Przez kogoś żeby mnie ratowały
2012
poniedziałek, 26 marca 2012
Klasztorny loch
Jaka się kryje tu tajemnica
Jaką loch widział tragedię
Czas białą kością los twój zapisał
Ty wciąż w piwnicach tych jesteś
Jasny aniele jak kryształ czysty
Z młodością krzyżem strzaskaną
Gdzie wtedy byłeś jedyny Chryste
Gdy ją do lochu pojmano
Matko nie mogłaś słyszeć jej wołań
Ojcze nic zrobić nie mogłeś
Czarna wciągnęła dziecko wam otchłań
Żądze ponure i podłe
Omszałe ściany przeciągłe chłody
Strach i samotność wśród szczurów
Miska odpadków i kubek wody
W tęsknocie tyle lat bólu
Oczekiwanie czy zdoła zasnąć
I noc cichutko upłynie
Czy nie da żądza spokoju diabłom
I przyjdą skrzywdzić dziewczynę
Jak szmata brudna czy śmieć ostatni
Ofiara samczej rozpusty
Kruche stworzenie w okrutnej matni
Piekle na ziemi świństw ludzkich
Śmierci czekanie tam pod posadzką
Między orgiami płacz w ciszy
Na górze ojciec klęczący z matką
Pocieszający ich mnisi
Matko ty nie wiesz że babcią byłaś
Przez cudu króciutką chwilę
Jak ognik w lochu mrokach ta chwila
Przez moment żyją motyle
Już nie szukajcie córki rodzice
Domem zostanie jej ciemność
Zabrały lochy młodziutkie życie
Szczury wyżarły w nich piękno
Jaka się kryje tu tajemnica
Jaką loch widział tragedię
Czas białą kością los twój zapisał
Ty wciąż w piwnicach tych jesteś
2012
Jaką loch widział tragedię
Czas białą kością los twój zapisał
Ty wciąż w piwnicach tych jesteś
Jasny aniele jak kryształ czysty
Z młodością krzyżem strzaskaną
Gdzie wtedy byłeś jedyny Chryste
Gdy ją do lochu pojmano
Matko nie mogłaś słyszeć jej wołań
Ojcze nic zrobić nie mogłeś
Czarna wciągnęła dziecko wam otchłań
Żądze ponure i podłe
Omszałe ściany przeciągłe chłody
Strach i samotność wśród szczurów
Miska odpadków i kubek wody
W tęsknocie tyle lat bólu
Oczekiwanie czy zdoła zasnąć
I noc cichutko upłynie
Czy nie da żądza spokoju diabłom
I przyjdą skrzywdzić dziewczynę
Jak szmata brudna czy śmieć ostatni
Ofiara samczej rozpusty
Kruche stworzenie w okrutnej matni
Piekle na ziemi świństw ludzkich
Śmierci czekanie tam pod posadzką
Między orgiami płacz w ciszy
Na górze ojciec klęczący z matką
Pocieszający ich mnisi
Matko ty nie wiesz że babcią byłaś
Przez cudu króciutką chwilę
Jak ognik w lochu mrokach ta chwila
Przez moment żyją motyle
Już nie szukajcie córki rodzice
Domem zostanie jej ciemność
Zabrały lochy młodziutkie życie
Szczury wyżarły w nich piękno
Jaka się kryje tu tajemnica
Jaką loch widział tragedię
Czas białą kością los twój zapisał
Ty wciąż w piwnicach tych jesteś
2012
niedziela, 25 marca 2012
Jak długo jeszcze
Jestem synem i dziedzicem
Nieśmiałości
Karygodnie pospolitej
Tak właściwie to niczego
Synem jestem i następcą
I przymknij się
Nie mów mi że
Że do sprawy
Źle podchodzę
Chcę po prostu być kochany
Tak jak każdy inny człowiek
Jest taki klub gdzie możesz przyjść
I poznać kogoś kto cię pokocha
Więc idziesz tam
I stoisz sam
Wracasz i płaczesz i chciałbyś skonać
Kiedy mówisz że to teraz
To o jakie 'teraz' chodzi?
Zrozum że zbyt długo czekam
By nadzieję w sobie nosić
Tak jak człowiek przecież każdy
Też miłości chcę doświadczyć
2012
tłumaczenie z: The Smiths
Nieśmiałości
Karygodnie pospolitej
Tak właściwie to niczego
Synem jestem i następcą
I przymknij się
Nie mów mi że
Że do sprawy
Źle podchodzę
Chcę po prostu być kochany
Tak jak każdy inny człowiek
Jest taki klub gdzie możesz przyjść
I poznać kogoś kto cię pokocha
Więc idziesz tam
I stoisz sam
Wracasz i płaczesz i chciałbyś skonać
Kiedy mówisz że to teraz
To o jakie 'teraz' chodzi?
Zrozum że zbyt długo czekam
By nadzieję w sobie nosić
Tak jak człowiek przecież każdy
Też miłości chcę doświadczyć
2012
tłumaczenie z: The Smiths
sobota, 24 marca 2012
NOTES 30 - Dziad
Szedł dziad przez miasta i wioski małe
Ludzi spotykał słowem się dzielił
A choć go oni nie rozumieli
On niewzruszenie podążał dalej
Aż słowa jego się wypełniły
I że miał rację tłumy poznały
Zaczęli szukać po kraju całym
Lecz on do innej wszedł już krainy
Niech moja wiara będzie tak wielka
Żebym na przekór całej ludzkości
Wiernym był sobie choćby na mękach
Niech w sobie tyle mam roztropności
Bym choć mnie nosić mieli na rękach
Czuł słabość swoją wytrwał w skromności
2012
Ludzi spotykał słowem się dzielił
A choć go oni nie rozumieli
On niewzruszenie podążał dalej
Aż słowa jego się wypełniły
I że miał rację tłumy poznały
Zaczęli szukać po kraju całym
Lecz on do innej wszedł już krainy
Niech moja wiara będzie tak wielka
Żebym na przekór całej ludzkości
Wiernym był sobie choćby na mękach
Niech w sobie tyle mam roztropności
Bym choć mnie nosić mieli na rękach
Czuł słabość swoją wytrwał w skromności
2012
piątek, 23 marca 2012
Wadera
Do granic pustelni gdzie nikt nie dociera
Gdy księżyc jest w pełni noc niesie wołanie
Pod chatę podchodzi samotna wadera
Tęsknota ją prosi na tajne spotkanie
Łańcuchy zerwali tchórzliwi psi stróże
Szczekanie w oddali ucichło na polach
Nerwowym wierzganiem koń w stajni niedużej
Wnet rygle wyłamie i wyrwać się zdoła
Wyczuła zwierzyna drapieżcze podchody
Krew we mnie zaczyna przyspieszać krążenie
Spragniona łowczyni przybywa na gody
Los łaskę mi czyni pokątnym spełnieniem
Sierść srebrem się mieni pomiędzy drzewami
Blask kłów wśród czerwieni i ślina ocieka
Jak wiatr mech rozgarnia silnymi łapami
Księżyca latarnia zagląda jej w ślepia
Rysują pazury na desce żłobienia
Jak zdarzeń ponurych czas znaki na twarzy
Tak strzępek człowieka doczekał zbawienia
Niech to na co czekam się wreszcie wydarzy
Tężejąc drżą palce wczepione w puch sierści
Smak krwi na kłów tarce gdy dłoń tonie w szczęce
Szorstkością niech język chwil kilka popieści
Nim suka wyjęczy ostatnich drgnień szczęście
2012
Gdy księżyc jest w pełni noc niesie wołanie
Pod chatę podchodzi samotna wadera
Tęsknota ją prosi na tajne spotkanie
Łańcuchy zerwali tchórzliwi psi stróże
Szczekanie w oddali ucichło na polach
Nerwowym wierzganiem koń w stajni niedużej
Wnet rygle wyłamie i wyrwać się zdoła
Wyczuła zwierzyna drapieżcze podchody
Krew we mnie zaczyna przyspieszać krążenie
Spragniona łowczyni przybywa na gody
Los łaskę mi czyni pokątnym spełnieniem
Sierść srebrem się mieni pomiędzy drzewami
Blask kłów wśród czerwieni i ślina ocieka
Jak wiatr mech rozgarnia silnymi łapami
Księżyca latarnia zagląda jej w ślepia
Rysują pazury na desce żłobienia
Jak zdarzeń ponurych czas znaki na twarzy
Tak strzępek człowieka doczekał zbawienia
Niech to na co czekam się wreszcie wydarzy
Tężejąc drżą palce wczepione w puch sierści
Smak krwi na kłów tarce gdy dłoń tonie w szczęce
Szorstkością niech język chwil kilka popieści
Nim suka wyjęczy ostatnich drgnień szczęście
2012
czwartek, 22 marca 2012
Spowiedź
Spowiadam się bogu żal ceniącemu
I wam bracia i siostry
Że z własnej głupoty uległem złemu
Mój duch nie był dość mocny
Że sił nie miałem by się poświęcić
I żyć zacząłem dla siebie
Słomiany zapał pogrzebał chęci
Popadłem w starcze zgnuśnienie
Że uwierzyłem w kłamliwe hasła
By mieć używać kupować
Że moja czujność i wiara zgasła
Diabeł nade mną panował
Dałem się kupić wolność sprzedałem
Sam się poddając niewoli
Choć serce mocno mam już stwardniałe
To moja słabość wciąż boli
Dlatego błagam siły nieziemskie
I was bracia i siostry
Módlcie się abym wygrał z kurewstwem
Co kły na mnie złe ostrzy
2012
I wam bracia i siostry
Że z własnej głupoty uległem złemu
Mój duch nie był dość mocny
Że sił nie miałem by się poświęcić
I żyć zacząłem dla siebie
Słomiany zapał pogrzebał chęci
Popadłem w starcze zgnuśnienie
Że uwierzyłem w kłamliwe hasła
By mieć używać kupować
Że moja czujność i wiara zgasła
Diabeł nade mną panował
Dałem się kupić wolność sprzedałem
Sam się poddając niewoli
Choć serce mocno mam już stwardniałe
To moja słabość wciąż boli
Dlatego błagam siły nieziemskie
I was bracia i siostry
Módlcie się abym wygrał z kurewstwem
Co kły na mnie złe ostrzy
2012
środa, 21 marca 2012
Dziecko boże
Zawsze cichy był i szary
Matka piła nie znał ojca
Dzieci śmiały się z ofiary
Nieraz lanie od nich dostał
Nie nie śmiejcie się z biednego
Przecież to jest dziecko boże
W którym wiele jest dobrego
Trzeba tylko w nim to dojrzeć
Kochał jedną taką - wiecie -
Co sypiała z bogatymi
Ojciec szychą był w powiecie
Jego z pracy wyrzucili
Nie nie śmiejcie się z biednego
Przecież to jest dziecko boże
W którym wiele jest dobrego
Trzeba tylko w nim to dojrzeć
Nie wiem jak to zrobić zdołał
Skonstruował groźną bombę
Zaniósł paczkę do kościoła
Złożył bogu hekatombę
Nie nie śmiejcie się z biednego
Przecież to jest dziecko boże
W którym wiele jest dobrego
Trzeba tylko w nim to dojrzeć
2012
Matka piła nie znał ojca
Dzieci śmiały się z ofiary
Nieraz lanie od nich dostał
Nie nie śmiejcie się z biednego
Przecież to jest dziecko boże
W którym wiele jest dobrego
Trzeba tylko w nim to dojrzeć
Kochał jedną taką - wiecie -
Co sypiała z bogatymi
Ojciec szychą był w powiecie
Jego z pracy wyrzucili
Nie nie śmiejcie się z biednego
Przecież to jest dziecko boże
W którym wiele jest dobrego
Trzeba tylko w nim to dojrzeć
Nie wiem jak to zrobić zdołał
Skonstruował groźną bombę
Zaniósł paczkę do kościoła
Złożył bogu hekatombę
Nie nie śmiejcie się z biednego
Przecież to jest dziecko boże
W którym wiele jest dobrego
Trzeba tylko w nim to dojrzeć
2012
wtorek, 20 marca 2012
Sic transit gloria mundi
Całe życie dla ojczyzny
Przed prezesem chyląc czoła
Fotel w sejmie miał zaszczytny
Synem wiernym był kościoła
Za to wszystko śmierć gdzieś w lesie
Strzępy ciała w brzozy korze
U dwóch żon wypchana kieszeń
Autopsyjny stół i noże
2012
Przed prezesem chyląc czoła
Fotel w sejmie miał zaszczytny
Synem wiernym był kościoła
Za to wszystko śmierć gdzieś w lesie
Strzępy ciała w brzozy korze
U dwóch żon wypchana kieszeń
Autopsyjny stół i noże
2012
poniedziałek, 19 marca 2012
Wszyscy jesteśmy chytrusami
Kiedy trafię w lotto szóstkę
Swoim dzieciom kupię domy
Wokół świata się wypuszczę
I powiększę cycki żony
Ja znów kredyt spłacę najpierw
Kupię mieszkań nawet setkę
Zbiję krocie na wynajmie
Milion puszczę przez ruletkę
A ja hojnie dam rodzinie
I znajomym co w potrzebie
Szczęście znajdę w dobrym winie
Inwestował będę w siebie
Inny będzie biznesmenem
Który żywi się akcjami
Kupi miejsce w parlamencie
I porządzi z kurewkami
Oczywiście dobroczynnie
Ochłap rzuci się biedakom
Nie za dużo - w sam raz tyle
By nie parać już się pracą
I sprzedamy dusze nasze
Za wygraną w totolotku
Za srebrniki jak judasze
Dumni z siebie z pustką w środku
2012
Swoim dzieciom kupię domy
Wokół świata się wypuszczę
I powiększę cycki żony
Ja znów kredyt spłacę najpierw
Kupię mieszkań nawet setkę
Zbiję krocie na wynajmie
Milion puszczę przez ruletkę
A ja hojnie dam rodzinie
I znajomym co w potrzebie
Szczęście znajdę w dobrym winie
Inwestował będę w siebie
Inny będzie biznesmenem
Który żywi się akcjami
Kupi miejsce w parlamencie
I porządzi z kurewkami
Oczywiście dobroczynnie
Ochłap rzuci się biedakom
Nie za dużo - w sam raz tyle
By nie parać już się pracą
I sprzedamy dusze nasze
Za wygraną w totolotku
Za srebrniki jak judasze
Dumni z siebie z pustką w środku
2012
niedziela, 18 marca 2012
Zwierzęcy system
Oto czasy przyszły lepsze
W których zbrodnią maltretować
Poniewierać jest zwierzęciem
System dobrych ludzi chowa
Jednak z prawem jest tu zgodne
Okrucieństwo wobec ludzi
Można dręczyć morzyć głodem
Znęcać się poniżać łupić
Pies srać może w każdym miejscu
Ludzi system wciska w gówno
Więcej wolno w nim zwierzęciu
Chcieliście to macie równość
2012
W których zbrodnią maltretować
Poniewierać jest zwierzęciem
System dobrych ludzi chowa
Jednak z prawem jest tu zgodne
Okrucieństwo wobec ludzi
Można dręczyć morzyć głodem
Znęcać się poniżać łupić
Pies srać może w każdym miejscu
Ludzi system wciska w gówno
Więcej wolno w nim zwierzęciu
Chcieliście to macie równość
2012
sobota, 17 marca 2012
Już wiosna na działce
Przyleciały z ciepłem słońca
Patrzą kto się poddał zimie
Komu kości czas przetrąca
Posiwiały pióra czyje
Para nowa w gnieździe którym
Kto zdobywca a kto z niczym
Czy za płotem łabędź durny
Dalej sam do siebie syczy
Rozprawiają przy opłotkach
Co nowego sezon niesie
Co ich złego może spotkać
Gdy wciąż gorzej jest na świecie
Zbiorą trawy susz chrust osty
Żeby spalić je w ognisku
Ogrzać skrzydła w cieple wiosny
Przy kiełbasie i przy piwku
2012
Patrzą kto się poddał zimie
Komu kości czas przetrąca
Posiwiały pióra czyje
Para nowa w gnieździe którym
Kto zdobywca a kto z niczym
Czy za płotem łabędź durny
Dalej sam do siebie syczy
Rozprawiają przy opłotkach
Co nowego sezon niesie
Co ich złego może spotkać
Gdy wciąż gorzej jest na świecie
Zbiorą trawy susz chrust osty
Żeby spalić je w ognisku
Ogrzać skrzydła w cieple wiosny
Przy kiełbasie i przy piwku
2012
piątek, 16 marca 2012
Wasza krew
To spieniona wartko płynie
To zastyga w żyłach chłodnych
Rozcieńczana tanim winem
Otłuszczana żarciem podłym
Że otoczą mydlą oczy
Jak relikwię czcią przedwieczną
Nie pozwolą jej przetoczyć
By jehowie dać świadectwo
Wypełnienie niosą grobom
Żyły wasze z soku wyssą
I kaszankę z niego zrobią
By zagrychę mieć pod czystą
2012
To zastyga w żyłach chłodnych
Rozcieńczana tanim winem
Otłuszczana żarciem podłym
Że otoczą mydlą oczy
Jak relikwię czcią przedwieczną
Nie pozwolą jej przetoczyć
By jehowie dać świadectwo
Wypełnienie niosą grobom
Żyły wasze z soku wyssą
I kaszankę z niego zrobią
By zagrychę mieć pod czystą
2012
czwartek, 15 marca 2012
Bohemian slam
Wszedłem na scenę
Wyprułem żyły
Wnętrza skrzywienie
Wersy odkryły
Lęki koszmary
Ubrane w słowa
Ból nieskrywany
W każdym pulsował
Na ziemię spadło
Okrycie całe
Zupełnie nago
Przed nimi stałem
Z tamtego wiersza
Optymizm siła
Sekrety wnętrza
Mielizna kryła
Lecz towarzystwo
Znad kawki snobów
Sączące piwko
Orły salonów
Wybrali plewy
Miałkości stronę
Zabrałem perły
Wieprzom rzucone
2012
Wyprułem żyły
Wnętrza skrzywienie
Wersy odkryły
Lęki koszmary
Ubrane w słowa
Ból nieskrywany
W każdym pulsował
Na ziemię spadło
Okrycie całe
Zupełnie nago
Przed nimi stałem
Z tamtego wiersza
Optymizm siła
Sekrety wnętrza
Mielizna kryła
Lecz towarzystwo
Znad kawki snobów
Sączące piwko
Orły salonów
Wybrali plewy
Miałkości stronę
Zabrałem perły
Wieprzom rzucone
2012
środa, 14 marca 2012
Diler
Cierpliwości brak i siły
Coraz szybciej się starzeję
Chęci już mnie opuściły
I nie wierzę że się zmienię
Wciąż przegrywam z samym sobą
Ile razy upaść można
Szkodzę bliskim mi osobom
Zgaga męczy mnie potworna
Gdybym tylko mógł dla siebie
Żyć lub umrzeć - was uwolnić
Byście własnym tlen krwiobiegiem
Rozprowadzać byli zdolni
Wciąż ode mnie zależycie
Jak narkoman od dilera
Więc zatruwam wasze życie
Niebo z blasku gwiazd odzieram
2012
Coraz szybciej się starzeję
Chęci już mnie opuściły
I nie wierzę że się zmienię
Wciąż przegrywam z samym sobą
Ile razy upaść można
Szkodzę bliskim mi osobom
Zgaga męczy mnie potworna
Gdybym tylko mógł dla siebie
Żyć lub umrzeć - was uwolnić
Byście własnym tlen krwiobiegiem
Rozprowadzać byli zdolni
Wciąż ode mnie zależycie
Jak narkoman od dilera
Więc zatruwam wasze życie
Niebo z blasku gwiazd odzieram
2012
wtorek, 13 marca 2012
Chciwość
Po pierworodnym najpierwszy zaraz
Wśród siedmiu głównych najgorsza z zaraz
Wrzód który ropą ciało zatruwa
Rak zmieniający organizm w trupa
Co łapy skręca trwale ku sobie
Podłość tłumaczy rozgrzesza zbrodnie
Nienasycony krwią z ludzkiej nędzy
Kat niestrudzony od lat tysięcy
Już od dzieciństwa w mózgach się lęgnie
Czai się chytrze kusi podstępnie
Sprawdź ile ciebie ma już wyżarte
Im daje więcej tym toczy bardziej
Czy cię przemienił w próżnego zombi
Kolejny sukces mogąc odtrąbić
Stworzył wiernego sobie fagasa
Co tylko "kasa misiaczku kasa"
Czyś już podobny wodzom narodu
Na piedestale zgnilizny smrodu
A społeczeństwa tkanka wciąż żywa
Za cztery dychy tydzień przeżywa
Tu gdzie los dziecka jest przesądzony
Z móżdżkiem zbyt chorym by być świadomym
Choć uśmiechnięte tak życie kocha
Zdechnie gdy krezus szmal w kieszeń chowa
Kapłan poświęci ustrój od boga
Za kilka stówek trupa pochowa
I sypnie ludziom zatrutym ziarnem
Niech napychają dupy zachłanne
2012
Wśród siedmiu głównych najgorsza z zaraz
Wrzód który ropą ciało zatruwa
Rak zmieniający organizm w trupa
Co łapy skręca trwale ku sobie
Podłość tłumaczy rozgrzesza zbrodnie
Nienasycony krwią z ludzkiej nędzy
Kat niestrudzony od lat tysięcy
Już od dzieciństwa w mózgach się lęgnie
Czai się chytrze kusi podstępnie
Sprawdź ile ciebie ma już wyżarte
Im daje więcej tym toczy bardziej
Czy cię przemienił w próżnego zombi
Kolejny sukces mogąc odtrąbić
Stworzył wiernego sobie fagasa
Co tylko "kasa misiaczku kasa"
Czyś już podobny wodzom narodu
Na piedestale zgnilizny smrodu
A społeczeństwa tkanka wciąż żywa
Za cztery dychy tydzień przeżywa
Tu gdzie los dziecka jest przesądzony
Z móżdżkiem zbyt chorym by być świadomym
Choć uśmiechnięte tak życie kocha
Zdechnie gdy krezus szmal w kieszeń chowa
Kapłan poświęci ustrój od boga
Za kilka stówek trupa pochowa
I sypnie ludziom zatrutym ziarnem
Niech napychają dupy zachłanne
2012
poniedziałek, 12 marca 2012
Na eutanazję
Gdzie eutanazję zwykli piętnować
Że to bezbożnie i nieetycznie
Śmierć w ramach służby serwują zdrowia
Obowiązkowo i metodycznie
2012
Że to bezbożnie i nieetycznie
Śmierć w ramach służby serwują zdrowia
Obowiązkowo i metodycznie
2012
niedziela, 11 marca 2012
Zanim
Zanim betonem wszystko zaleją
Ziemię rozwiercą by skarb jej wyrwać
Lasy sprzedadzą deweloperom
Nuklearnego posadzą grzyba
Zdążymy jeszcze źródła odnaleźć
Z trawy wysokiej wypłoszyć czaplę
Złożyć pokłony dąbrowie starej
W noc jak wilk trzymać z księżycem wartę
Puścić w niepamięć miejskie mrowisko
Kochać się w chacie z piecem kamiennym
Zanim odebrać przyjdą nam wszystko
Spieszmy się minąć jak deszcz wiosenny
2012
Ziemię rozwiercą by skarb jej wyrwać
Lasy sprzedadzą deweloperom
Nuklearnego posadzą grzyba
Zdążymy jeszcze źródła odnaleźć
Z trawy wysokiej wypłoszyć czaplę
Złożyć pokłony dąbrowie starej
W noc jak wilk trzymać z księżycem wartę
Puścić w niepamięć miejskie mrowisko
Kochać się w chacie z piecem kamiennym
Zanim odebrać przyjdą nam wszystko
Spieszmy się minąć jak deszcz wiosenny
2012
sobota, 10 marca 2012
NOTES 29 - Pytania
Dłoń w dłoni, ciepło czyjejś bliskości
Wilgoć dotyku, włosów aromat
Pierwsza pieszczota drżenia świadoma
Raj, w którym człowiek za życia gości
I bezpieczeństwo, choćby pozorne
Wartości bogom równej poczucie
Pewność, że szczęście nie może uciec
Marne, co wiecznym stać się jest zdolne
Pustkę, tęsknotę - czy czuje bardziej
Ten co na wyspę rajską nie trafił
Czy ten co poznał tracąc na zawsze?
Czy swą oschłością miłość bym zabił
Gdyby mi niebo było łaskawsze
Czym oschły, bo mnie los jej pozbawił?
2012
Wilgoć dotyku, włosów aromat
Pierwsza pieszczota drżenia świadoma
Raj, w którym człowiek za życia gości
I bezpieczeństwo, choćby pozorne
Wartości bogom równej poczucie
Pewność, że szczęście nie może uciec
Marne, co wiecznym stać się jest zdolne
Pustkę, tęsknotę - czy czuje bardziej
Ten co na wyspę rajską nie trafił
Czy ten co poznał tracąc na zawsze?
Czy swą oschłością miłość bym zabił
Gdyby mi niebo było łaskawsze
Czym oschły, bo mnie los jej pozbawił?
2012
piątek, 9 marca 2012
Alzheimer
Już nie już dosyć
Podróż do wnętrza
W skorupie azyl
Kable zerwane
Zamglone oczy
Pamięci ciężar
Dawne obrazy
Świat za szlabanem
Ktoś szuka jeszcze
Zanim się zgubi
Potem już tylko
Czeka na koniec
A ja już nie chcę
Wracać do ludzi
We mnie jest wszystko
Dobrze chronione
Łza tylko czasem
Słowo cichutkie
Łączyć z daleka
Światy się zdaje
Stoję przed waszych
Dusz zbitym lustrem
W którym człowieka
Nie rozpoznaję
2012
Podróż do wnętrza
W skorupie azyl
Kable zerwane
Zamglone oczy
Pamięci ciężar
Dawne obrazy
Świat za szlabanem
Ktoś szuka jeszcze
Zanim się zgubi
Potem już tylko
Czeka na koniec
A ja już nie chcę
Wracać do ludzi
We mnie jest wszystko
Dobrze chronione
Łza tylko czasem
Słowo cichutkie
Łączyć z daleka
Światy się zdaje
Stoję przed waszych
Dusz zbitym lustrem
W którym człowieka
Nie rozpoznaję
2012
czwartek, 8 marca 2012
Robotnicze echa
W rocznicę marca 1968
Tych ze zdradzonych wsi
Tych z oszukanych miast
Nie broni dzisiaj zupełnie nikt
Dla lepszych nadszedł czas
Kiedyś w fabryce wiec
Plebs chciał elity bić
Były dysydent ustawił się
Pospólstwo nie ma nic
Dawnym warchołom zysk
Uczciwym z biedy śmierć
Śmieje się tłusty obłudny pysk
Dziś z robotniczych ech
Spójrz w spracowaną twarz
Zamiast naśmiewać się
Ciepłą posadkę i kasę masz
Z nich wielu jest na dnie
2012
Tych ze zdradzonych wsi
Tych z oszukanych miast
Nie broni dzisiaj zupełnie nikt
Dla lepszych nadszedł czas
Kiedyś w fabryce wiec
Plebs chciał elity bić
Były dysydent ustawił się
Pospólstwo nie ma nic
Dawnym warchołom zysk
Uczciwym z biedy śmierć
Śmieje się tłusty obłudny pysk
Dziś z robotniczych ech
Spójrz w spracowaną twarz
Zamiast naśmiewać się
Ciepłą posadkę i kasę masz
Z nich wielu jest na dnie
2012
środa, 7 marca 2012
NOTES 28 - Moja młodość
Los go przeoczył w zbiorach jesiennych
Został sadzeniak w ziemi samotny
Plon żeby z siebie dać wielokrotny
Młodość zachować w bulwach kolejnych
Już w korcu było, a spadło jeszcze
I mąki nie da, nie zginie w chlebie
Lecz nowe zrodzi, kiełkując w glebie
Obumierając - żyć będzie wiecznie
Może dni młode, te obolałe
Nie są bez sensu tak zmarnowane?
Może nie całkiem się zestarzałem?
Może więc nie są wykorzystane
Lecz drzemią we mnie, jak dzieci małe
A ja już młody zawsze zostanę?
2012
Został sadzeniak w ziemi samotny
Plon żeby z siebie dać wielokrotny
Młodość zachować w bulwach kolejnych
Już w korcu było, a spadło jeszcze
I mąki nie da, nie zginie w chlebie
Lecz nowe zrodzi, kiełkując w glebie
Obumierając - żyć będzie wiecznie
Może dni młode, te obolałe
Nie są bez sensu tak zmarnowane?
Może nie całkiem się zestarzałem?
Może więc nie są wykorzystane
Lecz drzemią we mnie, jak dzieci małe
A ja już młody zawsze zostanę?
2012
wtorek, 6 marca 2012
Na stoczniową bramę
Łatwiej przywrócić jest dawną bramę
I nawet imię zawiesić wrogie
Niż robotnicze spełnić żądanie
Czym solidarność przypomnieć sobie
Można jak wtedy postawić ołtarz
Na którym diabłu z braci ofiara
A postulaty w muzeum schować
By hipokryzja się nie wydała
Zbudować skansen szopkę kolejną
Żeby turystów ściągnąć do miasta
By zobaczyli bramę pamiętną
Skąd szła po władzę cwaniaków kasta
2012
I nawet imię zawiesić wrogie
Niż robotnicze spełnić żądanie
Czym solidarność przypomnieć sobie
Można jak wtedy postawić ołtarz
Na którym diabłu z braci ofiara
A postulaty w muzeum schować
By hipokryzja się nie wydała
Zbudować skansen szopkę kolejną
Żeby turystów ściągnąć do miasta
By zobaczyli bramę pamiętną
Skąd szła po władzę cwaniaków kasta
2012
poniedziałek, 5 marca 2012
Rozterki buty
Stojąc rozdarty między różami
Z zadrapaniami i krwią pokryty
Widzę nieżycie kukieł rozchwianych
Rozterek siecią gęstą spowitych
I chwalę siebie za to kim jestem
Krzyków frustracji niosą się echa
Gdy wśród szkieletów przeklętych idę
Poprzez upadku krocząc królestwa
Gdzie śladu szuka swojego życie
I chwalę siebie za to kim jestem
Spójrz jak się śmieję z wiatrem wysoko
Drogą przez siebie idąc wybraną
I bezlitośnie tych gniotąc nogą
Co na tej drodze ważą się stanąć
I chwalę siebie za to kim jestem
Jasnym żarząca światłem się gwiazda
Mruga pobłyskiem ledwie widocznym
Głęboko w kryptach w robaków miastach
W których przebiega życie w ciemności
Więc chwalę siebie za to kim jestem
To moje życie i mam w nim prawa
By się z osiągnięć dumą upijać
A mój intelekt wiodąc mnie sprawia
Że moje życie wciąż się rozwija
Więc chwalę siebie za to kim jestem
Czym jest buta
na świecie który kwitnie gdy gardzą?
i w miejscu które sprzyja wstydowi?
w świecie gdzie ślepcy innych prowadzą?
gdzie z abstynencji wyczyn się robi?
gdzie są najbardziej głupcy chwaleni?
dla boga w świecie upalowanych?
dla boga gdzie się siły nie ceni?
gdzie żałujących zalet się chwali?
2012
swobodne tłumaczenie z: Ordo Equilibrio
Z zadrapaniami i krwią pokryty
Widzę nieżycie kukieł rozchwianych
Rozterek siecią gęstą spowitych
I chwalę siebie za to kim jestem
Krzyków frustracji niosą się echa
Gdy wśród szkieletów przeklętych idę
Poprzez upadku krocząc królestwa
Gdzie śladu szuka swojego życie
I chwalę siebie za to kim jestem
Spójrz jak się śmieję z wiatrem wysoko
Drogą przez siebie idąc wybraną
I bezlitośnie tych gniotąc nogą
Co na tej drodze ważą się stanąć
I chwalę siebie za to kim jestem
Jasnym żarząca światłem się gwiazda
Mruga pobłyskiem ledwie widocznym
Głęboko w kryptach w robaków miastach
W których przebiega życie w ciemności
Więc chwalę siebie za to kim jestem
To moje życie i mam w nim prawa
By się z osiągnięć dumą upijać
A mój intelekt wiodąc mnie sprawia
Że moje życie wciąż się rozwija
Więc chwalę siebie za to kim jestem
Czym jest buta
na świecie który kwitnie gdy gardzą?
i w miejscu które sprzyja wstydowi?
w świecie gdzie ślepcy innych prowadzą?
gdzie z abstynencji wyczyn się robi?
gdzie są najbardziej głupcy chwaleni?
dla boga w świecie upalowanych?
dla boga gdzie się siły nie ceni?
gdzie żałujących zalet się chwali?
2012
swobodne tłumaczenie z: Ordo Equilibrio
niedziela, 4 marca 2012
Bo muszę
Jak nie pisać gdy się czuje
Kiedy oczy są i rozum?
Serca sobie nie usuniesz
Piszę wiersze więc znad grobu
Że zbyt często? Że o jednym?
Że grafoman o mnie mówią?
Całe życie wierszem wstrętnym
Który pisze się zbyt długo
Wątek główny kilka mniejszych
Co dzień nowy jest odcinek
Jak w serialu najpodlejszym
Który kręcę póki żyję
Wiem że dostać nobla można
Już od pięciu w roku wierszy
Wrażliwości wzorcem zostać
Chwaląc sąd za karę śmierci
Lecz nie można w sobie zgłuszyć
Tego co tak głośno wyje
Za terapię wiersz mi służy
Łudzi mnie że jeszcze żyję
I nie można stać spokojnie
Gdy się dźwięki słyszy takie
Nie da zmusić się zapomnieć
Noc w noc w winie tonąc nawet
Gdy na widok twarzy tamtej
Oczy same się łzawiły
Wszystko potem tak wydarte
Że trup został tylko zgniły
Wino umysł mi zamula
Puls przyspiesza krew rozcieńcza
Na stalówkę spływa pióra
I układa strofy wiersza
2012
Kiedy oczy są i rozum?
Serca sobie nie usuniesz
Piszę wiersze więc znad grobu
Że zbyt często? Że o jednym?
Że grafoman o mnie mówią?
Całe życie wierszem wstrętnym
Który pisze się zbyt długo
Wątek główny kilka mniejszych
Co dzień nowy jest odcinek
Jak w serialu najpodlejszym
Który kręcę póki żyję
Wiem że dostać nobla można
Już od pięciu w roku wierszy
Wrażliwości wzorcem zostać
Chwaląc sąd za karę śmierci
Lecz nie można w sobie zgłuszyć
Tego co tak głośno wyje
Za terapię wiersz mi służy
Łudzi mnie że jeszcze żyję
I nie można stać spokojnie
Gdy się dźwięki słyszy takie
Nie da zmusić się zapomnieć
Noc w noc w winie tonąc nawet
Gdy na widok twarzy tamtej
Oczy same się łzawiły
Wszystko potem tak wydarte
Że trup został tylko zgniły
Wino umysł mi zamula
Puls przyspiesza krew rozcieńcza
Na stalówkę spływa pióra
I układa strofy wiersza
2012
sobota, 3 marca 2012
Wędrowcy
Nikt cię nie zna jak mi dane
I nikt o mnie tyle nie wie
Dwie historie niespisane
Losy dwa a jakby jeden
Ile miałeś ja wiem tylko
Jak fortuna prysła cała
Gdyś prawicą rozdał wszystko
Lewa milczeć przykazała
Tyle zdobyć kiedyś mogłem
A tak wiele jest przegrane
Chociaż skrywam tamto w sobie
Ty wyczuwasz każdą ranę
Z siebie śmiejąc się dziewczyny
Wspominamy tylko czasem
Które życie nam zmieniły
A i tak nie były nasze
I patrzymy naprzód ciągle
Nic to że tam mniej niż w tyle
By ku światłu gnać na oślep
Jak ćmy bardziej niż motyle
Całą własność plecak mieści
W którym raczej bzdury same
Nasze losy wśród największych
Łzą i śmiechem zapisane
2012
I nikt o mnie tyle nie wie
Dwie historie niespisane
Losy dwa a jakby jeden
Ile miałeś ja wiem tylko
Jak fortuna prysła cała
Gdyś prawicą rozdał wszystko
Lewa milczeć przykazała
Tyle zdobyć kiedyś mogłem
A tak wiele jest przegrane
Chociaż skrywam tamto w sobie
Ty wyczuwasz każdą ranę
Z siebie śmiejąc się dziewczyny
Wspominamy tylko czasem
Które życie nam zmieniły
A i tak nie były nasze
I patrzymy naprzód ciągle
Nic to że tam mniej niż w tyle
By ku światłu gnać na oślep
Jak ćmy bardziej niż motyle
Całą własność plecak mieści
W którym raczej bzdury same
Nasze losy wśród największych
Łzą i śmiechem zapisane
2012
piątek, 2 marca 2012
Skarbie, opuszczam cię
Muszę cię opuścić, skarbie
Skarbie, przecież wiesz, że muszę
W letnim cię opuszczę czasie
Kiedy dni nadejdą dłuższe
Skarbie, wiesz, że odejść nie chcę
Nie żartuję, muszę w drogę
Skarbie, ja naprawdę wierzę
Że w bezruchu żyć nie mogę
Słyszę, jak do domu zew ten
Wzywa mnie, co wzywał przedtem
A więc cię opuszczę, skarbie
Wiesz, że muszę tak, naprawdę
Słyszę, woła mnie jak dawniej
Słyszysz to wołanie z wiatrem?
Nigdy ciebie nie porzucę
Jednak muszę stąd wybywać
Pozostawić ciebie muszę
Czy nie słyszysz, jak mnie wzywa?
Wiem jak dobrze jest, kochanie
Mieć cię znowu obok siebie
I wiem też, że to się stanie
Dnia pewnego, jestem pewien
Iść będziemy przez park razem
Dzień po dniu, tak już codziennie
Co się stać ma, niech się stanie
My już zawsze niepodzielnie
Byłaś dla mnie tak wspaniała
Szczerą prawdę tobie powiem
Co dzień szczęście mi dawałaś
Ale teraz ... muszę odejść
Tak jest ze mną, skarbie, bywaj!
Słyszę, że znów dom mnie wzywa
2012
swobodne tłumaczenie z: Led Zeppelin
Skarbie, przecież wiesz, że muszę
W letnim cię opuszczę czasie
Kiedy dni nadejdą dłuższe
Skarbie, wiesz, że odejść nie chcę
Nie żartuję, muszę w drogę
Skarbie, ja naprawdę wierzę
Że w bezruchu żyć nie mogę
Słyszę, jak do domu zew ten
Wzywa mnie, co wzywał przedtem
A więc cię opuszczę, skarbie
Wiesz, że muszę tak, naprawdę
Słyszę, woła mnie jak dawniej
Słyszysz to wołanie z wiatrem?
Nigdy ciebie nie porzucę
Jednak muszę stąd wybywać
Pozostawić ciebie muszę
Czy nie słyszysz, jak mnie wzywa?
Wiem jak dobrze jest, kochanie
Mieć cię znowu obok siebie
I wiem też, że to się stanie
Dnia pewnego, jestem pewien
Iść będziemy przez park razem
Dzień po dniu, tak już codziennie
Co się stać ma, niech się stanie
My już zawsze niepodzielnie
Byłaś dla mnie tak wspaniała
Szczerą prawdę tobie powiem
Co dzień szczęście mi dawałaś
Ale teraz ... muszę odejść
Tak jest ze mną, skarbie, bywaj!
Słyszę, że znów dom mnie wzywa
2012
swobodne tłumaczenie z: Led Zeppelin
czwartek, 1 marca 2012
Gorycz
Przez krzywdę jakąś dawną
Ból trwale w żyły wrosły
Istotą stał się marną
Kaleką uczuć oschłym
Gdy rana się zabliźnia
Krzepnące strupy zdziera
By solą ją posypać
Szkło drobne w oczy wcierać
Śmierć nie jest mu pisana
A leczyć się nie daje
Ropieje dawna rana
Zatruwa ciało całe
Dla świata gorycz sama
Jak wżer w oślepłych oczach
Do śmierci przykazana
Już nie potrafi kochać
2012
Ból trwale w żyły wrosły
Istotą stał się marną
Kaleką uczuć oschłym
Gdy rana się zabliźnia
Krzepnące strupy zdziera
By solą ją posypać
Szkło drobne w oczy wcierać
Śmierć nie jest mu pisana
A leczyć się nie daje
Ropieje dawna rana
Zatruwa ciało całe
Dla świata gorycz sama
Jak wżer w oślepłych oczach
Do śmierci przykazana
Już nie potrafi kochać
2012
środa, 29 lutego 2012
Furia
Z pozoru zdać się łagodnym mogę
Lecz jad ukrywam głęboko w ciele
Gdy mi przeciwnik zachodzi drogę
Bym stał się bestią nie trzeba wiele
Niby się cofam lecz w sobie zbieram
Jeszcze ma szansę żeby odstąpić
Złość mnie zalewa kiedy napiera
By gniewu płomień z piekła wystąpił
Krok za daleko lub zdanie zbędne
Już uniesiony jest jadu kolec
Teraz jak skorpion bezwzględny będę
Trafiam a wtedy musi zaboleć
Krótko na oślep z trucizny siłą
Diabłem się staję dla innych ludzi
W furii wybucham agresją zgniłą
Schamiałe bydlę we mnie się budzi
A ta toksyna w dwie strony działa
I mnie też truje i nie zwyciężam
Ból czuję każdym kawałkiem ciała
Kolejnej klęski wstydliwy ciężar
Lecz nie przeproszę - duma mi broni
W męskiej naturze cząstka skorpiona
Czas złość rozetrze w cierpliwej dłoni
Nim znów ktoś zbudzi we mnie demona
2012
Lecz jad ukrywam głęboko w ciele
Gdy mi przeciwnik zachodzi drogę
Bym stał się bestią nie trzeba wiele
Niby się cofam lecz w sobie zbieram
Jeszcze ma szansę żeby odstąpić
Złość mnie zalewa kiedy napiera
By gniewu płomień z piekła wystąpił
Krok za daleko lub zdanie zbędne
Już uniesiony jest jadu kolec
Teraz jak skorpion bezwzględny będę
Trafiam a wtedy musi zaboleć
Krótko na oślep z trucizny siłą
Diabłem się staję dla innych ludzi
W furii wybucham agresją zgniłą
Schamiałe bydlę we mnie się budzi
A ta toksyna w dwie strony działa
I mnie też truje i nie zwyciężam
Ból czuję każdym kawałkiem ciała
Kolejnej klęski wstydliwy ciężar
Lecz nie przeproszę - duma mi broni
W męskiej naturze cząstka skorpiona
Czas złość rozetrze w cierpliwej dłoni
Nim znów ktoś zbudzi we mnie demona
2012
wtorek, 28 lutego 2012
Poczujcie swój smród
Zobacz wspaniały świat w którym żyjesz
Gdzie do zdobycia jest ciągle tyle
Uwierz w ciągłego rozwoju bajkę
Że ten kto zechce szczęście w nim znajdzie
Zrozum że sukces awans kariera
Nie chcesz się zmienić musisz umierać
Bądź uśmiechnięty i pozytywny
Nie myśl zbyt dużo nie bądź naiwny
Skromność głupotą nie mów że nie wiesz
Mędrcem jest każdy kto wierzy w siebie
W tłumie konieczne są silne łokcie
Skórę miej grubą plecy szerokie
Nie bój się innym na karku stanąć
Wyżej stojący więcej dostaną
Świat z chęci zysku jest zbudowany
Tylko interes liczy się na nim
Komercja wszystkim religią wspólną
Szczury zagryzą tych co się różnią
Brać ile można choćby od diabła
Największa świętość - własność prywatna
Usprawiedliwi wszystko obłuda
To obiegowa tutaj waluta
Idź
Ja zostanę poza orbitą
Nie dam się uwieść samozachwytom
Wiem że możliwe jest inne życie
Choć wy uwierzyć nie potraficie
Można wśród ludzi żyć i żyć dla nich
Wspólnym marzeniem być powiązanym
Nie ja mój dla mnie sobie dla siebie
Ale dla wszystkich innym od siebie
Tu moje szczęście w sercu komuny
Precz zakłamane pazerne szczury!
Jeśli to tylko jest moja mrzonka
Jeśli podobnych sobie nie spotkam
Sam pozostanę z rojeniem swoim
Lecz nie pozwolę szczurom się zgnoić
Bo przekonanie w sobie mam silne
Że obrać drogi nie mogę innej
2012
Gdzie do zdobycia jest ciągle tyle
Uwierz w ciągłego rozwoju bajkę
Że ten kto zechce szczęście w nim znajdzie
Zrozum że sukces awans kariera
Nie chcesz się zmienić musisz umierać
Bądź uśmiechnięty i pozytywny
Nie myśl zbyt dużo nie bądź naiwny
Skromność głupotą nie mów że nie wiesz
Mędrcem jest każdy kto wierzy w siebie
W tłumie konieczne są silne łokcie
Skórę miej grubą plecy szerokie
Nie bój się innym na karku stanąć
Wyżej stojący więcej dostaną
Świat z chęci zysku jest zbudowany
Tylko interes liczy się na nim
Komercja wszystkim religią wspólną
Szczury zagryzą tych co się różnią
Brać ile można choćby od diabła
Największa świętość - własność prywatna
Usprawiedliwi wszystko obłuda
To obiegowa tutaj waluta
Idź
Ja zostanę poza orbitą
Nie dam się uwieść samozachwytom
Wiem że możliwe jest inne życie
Choć wy uwierzyć nie potraficie
Można wśród ludzi żyć i żyć dla nich
Wspólnym marzeniem być powiązanym
Nie ja mój dla mnie sobie dla siebie
Ale dla wszystkich innym od siebie
Tu moje szczęście w sercu komuny
Precz zakłamane pazerne szczury!
Jeśli to tylko jest moja mrzonka
Jeśli podobnych sobie nie spotkam
Sam pozostanę z rojeniem swoim
Lecz nie pozwolę szczurom się zgnoić
Bo przekonanie w sobie mam silne
Że obrać drogi nie mogę innej
2012
czwartek, 23 lutego 2012
Siekierezada
Ścielą się duchy nad rozlewiskiem
Szukają ciepła gdy zimna ziemia
Zginęła woda w mgły szubie niskiej
I żywej duszy wokoło nie ma
Przesieką wąską przez jodły drogie
Daleko poza życia obszary
Los mnie w kolejną posyła drogę
Siebie mam tylko i plecak stary
Nim na noc zajdę w izdebną celę
W gości przy pieca serdecznym żarze
Z leśnymi ludźmi bochen podzielę
Kartoflem z ognia palce poparzę
Wychylam szklankę by sen mnie dostrzegł
Żal w zamian gorzki z mroku się skrada
Dzień za dniem życie wycinam ostrzem
Z myśli słów wspomnień siekierezada
Może gdzieś czeka pociecha jakaś
Wierna Gałązka mojej Jabłoni
Może nie wszystko łupem robaka
Wierzę że kiedyś powrócę do niej
A teraz pustka i lasu cisza
W której mnie czasem coś gwizdem wzywa
Obym wiatr zawsze i ptaki słyszał
Czy to jest biała lokomotywa?
2012
inspiracja: E.Stachura
Szukają ciepła gdy zimna ziemia
Zginęła woda w mgły szubie niskiej
I żywej duszy wokoło nie ma
Przesieką wąską przez jodły drogie
Daleko poza życia obszary
Los mnie w kolejną posyła drogę
Siebie mam tylko i plecak stary
Nim na noc zajdę w izdebną celę
W gości przy pieca serdecznym żarze
Z leśnymi ludźmi bochen podzielę
Kartoflem z ognia palce poparzę
Wychylam szklankę by sen mnie dostrzegł
Żal w zamian gorzki z mroku się skrada
Dzień za dniem życie wycinam ostrzem
Z myśli słów wspomnień siekierezada
Może gdzieś czeka pociecha jakaś
Wierna Gałązka mojej Jabłoni
Może nie wszystko łupem robaka
Wierzę że kiedyś powrócę do niej
A teraz pustka i lasu cisza
W której mnie czasem coś gwizdem wzywa
Obym wiatr zawsze i ptaki słyszał
Czy to jest biała lokomotywa?
2012
inspiracja: E.Stachura
wtorek, 21 lutego 2012
Zaakceptuj siebie
Co dzień mówić musisz sobie
Jak się w swoim życiu czujesz
Ciężko znaleźć jest cokolwiek
Gdy się nie podnosi powiek
Kiedy się zaakceptujesz?
Chory, nudny i zwyczajny
Dać się życiu ponieść chciałbym
Jednak marzeń to jest cechą
Że się zwykle spełnić nie chcą
Czas jest moim przeciwnikiem
Co i kto jest temu winien?
Ciężko znaleźć jest cokolwiek
Gdy się nie podnosi powiek
Kiedy się zaakceptujesz?
Kiedy, no, na miłość boską?
Przecież ciężko się znajduje
Gdy się nie da patrzeć oczom
Dnia każdego musisz pytać
Jak ci się z przeszłością sypia
Mają inni miłość swoją
Ja uciekłem i w pokoju
Siedząc plan naszkicowałem
Zwykle jednak tak jest z planem
Że nic z niego nie wychodzi
A czas płynąc wciąż mi szkodzi
I już więcej nikt nie został
Kogo za to winić można?
Powiedz mi, no, powiedz kiedy
Ze swym życiem się pogodzisz
(Które łatwo tak niestety
Nienawidzić ci przychodzi)
Bowiem ciężko jest cokolwiek
Znaleźć nie podnosząc powiek
Musisz pytać siebie co dzień
Jak się w moich butach chodzi?
Tak niezręcznie w nich i prosto
A tak chciałbym z buta kropnąć
Raz marzenie jednak miałem
Choć się ono nie spełniło
Czas przeciwko mnie jest stale
A to wszystko moją winą
Ciężko znaleźć jest cokolwiek
Gdy się nie podnosi powiek
Ciężko znaleźć coś przychodzi
Kiedy z życiem się pogodzisz?
Ciężko jest, na miłość boską
Gdy się nie da patrzeć oczom
Kiedy zgodzisz się ze sobą?
2012
swobodne tłumaczenie z: The Smiths
Jak się w swoim życiu czujesz
Ciężko znaleźć jest cokolwiek
Gdy się nie podnosi powiek
Kiedy się zaakceptujesz?
Chory, nudny i zwyczajny
Dać się życiu ponieść chciałbym
Jednak marzeń to jest cechą
Że się zwykle spełnić nie chcą
Czas jest moim przeciwnikiem
Co i kto jest temu winien?
Ciężko znaleźć jest cokolwiek
Gdy się nie podnosi powiek
Kiedy się zaakceptujesz?
Kiedy, no, na miłość boską?
Przecież ciężko się znajduje
Gdy się nie da patrzeć oczom
Dnia każdego musisz pytać
Jak ci się z przeszłością sypia
Mają inni miłość swoją
Ja uciekłem i w pokoju
Siedząc plan naszkicowałem
Zwykle jednak tak jest z planem
Że nic z niego nie wychodzi
A czas płynąc wciąż mi szkodzi
I już więcej nikt nie został
Kogo za to winić można?
Powiedz mi, no, powiedz kiedy
Ze swym życiem się pogodzisz
(Które łatwo tak niestety
Nienawidzić ci przychodzi)
Bowiem ciężko jest cokolwiek
Znaleźć nie podnosząc powiek
Musisz pytać siebie co dzień
Jak się w moich butach chodzi?
Tak niezręcznie w nich i prosto
A tak chciałbym z buta kropnąć
Raz marzenie jednak miałem
Choć się ono nie spełniło
Czas przeciwko mnie jest stale
A to wszystko moją winą
Ciężko znaleźć jest cokolwiek
Gdy się nie podnosi powiek
Ciężko znaleźć coś przychodzi
Kiedy z życiem się pogodzisz?
Ciężko jest, na miłość boską
Gdy się nie da patrzeć oczom
Kiedy zgodzisz się ze sobą?
2012
swobodne tłumaczenie z: The Smiths
poniedziałek, 20 lutego 2012
Alison
W głowie słowa masz schowane
Które tobie powiedziałem
Zawsze będziesz je pamiętać
Kiedy płakać ci przychodzą
Zechciej wytrzeć łzy ich oczom
I ukoić smutek serca
Przecierając rano oczy
Dzień zaczynasz złym nastrojem
Nim godzina minąć zdąży
Jak kwiat z wolna się otworzysz
I uśmiechniesz oczy swoje
2012
swobodne tłumaczenie z: Budgie
Które tobie powiedziałem
Zawsze będziesz je pamiętać
Kiedy płakać ci przychodzą
Zechciej wytrzeć łzy ich oczom
I ukoić smutek serca
Przecierając rano oczy
Dzień zaczynasz złym nastrojem
Nim godzina minąć zdąży
Jak kwiat z wolna się otworzysz
I uśmiechniesz oczy swoje
2012
swobodne tłumaczenie z: Budgie
niedziela, 19 lutego 2012
Za sterem ♫
Obejmij ster
Prowadź jak chcesz
Na co masz chęć
Dziś twój dzień
A ja
Poddać się dzisiaj chcę
Oddaję się
Tobie a ty bierz
Tak
Zrozum to że
Czasem mam takie dni
Że nie chcę w nich być
Za sterem - zrób to ty
Chodź
I prowadź mnie
Nadaj rytm
Zrobię to co chcesz
Weź
Wiesz już że chcę
Żebyś ty
W ręce wzięła ster
Poprowadziła mnie
Jedź
Siebie ci dam
Więc rób to co chcesz
Ja ulgę mam
Ten raz
Ty dziś władzę masz
Ten raz
2012
♫ swobodne tłumaczenie z: Depeche Mode
Prowadź jak chcesz
Na co masz chęć
Dziś twój dzień
A ja
Poddać się dzisiaj chcę
Oddaję się
Tobie a ty bierz
Tak
Zrozum to że
Czasem mam takie dni
Że nie chcę w nich być
Za sterem - zrób to ty
Chodź
I prowadź mnie
Nadaj rytm
Zrobię to co chcesz
Weź
Wiesz już że chcę
Żebyś ty
W ręce wzięła ster
Poprowadziła mnie
Jedź
Siebie ci dam
Więc rób to co chcesz
Ja ulgę mam
Ten raz
Ty dziś władzę masz
Ten raz
2012
♫ swobodne tłumaczenie z: Depeche Mode
Etykiety:
♫ - do śpiewania,
depeche mode,
piosenki,
tłumaczenia
sobota, 18 lutego 2012
Bieg
Zawiała pola biel oczyszczenia
Jednym niewola w zimnych więzieniach
Innemu chata po komin w śniegu
Miejscem gdzie wraca po długim biegu
Noga za nogą silne odbicie
Zgubioną drogą w czerwieni świcie
Drążąc korytarz w białej pościeli
Po chwili znika w lasu gardzieli
Co rusz kopnięcie odbicie z kija
Mleczność dróg gniecie stal ostrą wbija
Lodu kryształki w powietrze wzrywa
Pęka w rytm walki śliska pokrywa
W lewo za świerkiem szron już na twarzy
Wilk czasem przemknie biegu towarzysz
To w prawo teraz pod wielką sosną
W płuca szadź zbiera zbitym szkłem ostrą
Lecz oto czeka bój go najsroższy
Złamać człowieka szczyt zęby ostrzy
W górę wciąż stromiej ciężko jodełką
Pulsują skronie narasta tętno
Wolą zwyciężyć po kres możności
Tlenu do mięśni siły dla kości
W pary tumanie czerwonoskóry
Lecz nie ustanie przed mocą góry
Zsunie się noga kolano ugnie
Siebie niż wroga pokonać trudniej
Brnie niszcząc ciszę w rzadsze powietrze
Im szczytu bliżej tym szczęście większe
A krew tlen niesie w żyły tętniące
Kwasi się mięsień z podbiegu końcem
Lecz jest! Szczyt wzięty Olimpu progi
Dotarł zawzięty gdzie bogów drogi
Z soplem pod nosem lodem na rzęsach
Zmrożonym głosem coś w las wyszeptał
Odbicie jeszcze kijki do boku
I tnie powietrze mkną drzewa wokół
Nogi ugięte w jajo skulony
Balans na skręcie po grzbiecie stromym
Mróz w twarz się wżyna oddech się zwalnia
Lecz puls wciąż trzyma z prędkością walka
Świszcze pod stopą rżnięta powłoka
Bruzdy się żłobią wraca moc w nogach
Bo znów równina płaska otwarta
Nowa zaczyna się z ciałem walka
To kopnąć siłą ramion się wesprzeć
Byle starczyło sił trochę jeszcze
Na samych rękach to nogą jedną
Ze sobą męka w niej tylko krzepnąć
A w górze słońce blade się wznosi
Całuje końce rzęs chcąc je zrosić
Lecz gwiazdy mniejsza siła tą porą
Niż w ludzkich mięśniach niż można wolą
Bo biciem serca łamie się mrozy
Mózg to morderca potwornej mocy
Rozdyma piersi by słabość zdusić
Mnoży stal mięśni okowy kruszy
Wróci ze szlaku biegacz do domu
Nie zdradzi smaku walki nikomu
Świadek jedyny też go nie zdradzi
Wilk - ludzkiej siły wierny towarzysz
2012
Jednym niewola w zimnych więzieniach
Innemu chata po komin w śniegu
Miejscem gdzie wraca po długim biegu
Noga za nogą silne odbicie
Zgubioną drogą w czerwieni świcie
Drążąc korytarz w białej pościeli
Po chwili znika w lasu gardzieli
Co rusz kopnięcie odbicie z kija
Mleczność dróg gniecie stal ostrą wbija
Lodu kryształki w powietrze wzrywa
Pęka w rytm walki śliska pokrywa
W lewo za świerkiem szron już na twarzy
Wilk czasem przemknie biegu towarzysz
To w prawo teraz pod wielką sosną
W płuca szadź zbiera zbitym szkłem ostrą
Lecz oto czeka bój go najsroższy
Złamać człowieka szczyt zęby ostrzy
W górę wciąż stromiej ciężko jodełką
Pulsują skronie narasta tętno
Wolą zwyciężyć po kres możności
Tlenu do mięśni siły dla kości
W pary tumanie czerwonoskóry
Lecz nie ustanie przed mocą góry
Zsunie się noga kolano ugnie
Siebie niż wroga pokonać trudniej
Brnie niszcząc ciszę w rzadsze powietrze
Im szczytu bliżej tym szczęście większe
A krew tlen niesie w żyły tętniące
Kwasi się mięsień z podbiegu końcem
Lecz jest! Szczyt wzięty Olimpu progi
Dotarł zawzięty gdzie bogów drogi
Z soplem pod nosem lodem na rzęsach
Zmrożonym głosem coś w las wyszeptał
Odbicie jeszcze kijki do boku
I tnie powietrze mkną drzewa wokół
Nogi ugięte w jajo skulony
Balans na skręcie po grzbiecie stromym
Mróz w twarz się wżyna oddech się zwalnia
Lecz puls wciąż trzyma z prędkością walka
Świszcze pod stopą rżnięta powłoka
Bruzdy się żłobią wraca moc w nogach
Bo znów równina płaska otwarta
Nowa zaczyna się z ciałem walka
To kopnąć siłą ramion się wesprzeć
Byle starczyło sił trochę jeszcze
Na samych rękach to nogą jedną
Ze sobą męka w niej tylko krzepnąć
A w górze słońce blade się wznosi
Całuje końce rzęs chcąc je zrosić
Lecz gwiazdy mniejsza siła tą porą
Niż w ludzkich mięśniach niż można wolą
Bo biciem serca łamie się mrozy
Mózg to morderca potwornej mocy
Rozdyma piersi by słabość zdusić
Mnoży stal mięśni okowy kruszy
Wróci ze szlaku biegacz do domu
Nie zdradzi smaku walki nikomu
Świadek jedyny też go nie zdradzi
Wilk - ludzkiej siły wierny towarzysz
2012
piątek, 17 lutego 2012
Schody do piekła
Roślina korzeniem
Gdy w glebę się wgryzie
Światłości zrządzeniem
Wyrasta wciąż wyżej
A ptak prężąc piersi
Tak dumny ze skrzydeł
Tym lot ma piękniejszy
Im nieba jest bliżej
I świnia parchata
Wyczuwa przez skórę
Że w gnój depcząc brata
Piąć może się w górę
Tak ja chciałem wznieść się
Do słońca ku górze
W niebieską wejść przestrzeń
I zostać na dłużej
Lecz z drogi ku szczytom
Zepchnięty zostałem
Mam czaszkę rozbitą
I kości złamane
Nie wejdę po schodach
Nie znajdę się w niebie
Zachodów mych szkoda
Nie dotrę do ciebie
Jak wieszcz się w naturę
Istoty zagłębię
W skorupę więc plunę
I zstąpię w jej głębię
Przez serce nie oko
Do sedna się zbliżę
Jak da się głęboko
Wciąć niżej i niżej
Miast wzwyż obrać drogę
Gdy schody zbyt strome
Odkryłem że mogę
W przeciwną iść stronę
Kalece jest łatwiej
Posuwać się niżej
Gdy potknie się nawet
To celu jest bliżej
Więc idę - sam nie wiem
Co znajdę na końcu
Rozstałem się z niebem
Nie pomnę o słońcu
Gdy czasem przystanę -
W ciemności nie łatwo -
Zza pleców nieznane
Przyświeca mi światło
2012
Gdy w glebę się wgryzie
Światłości zrządzeniem
Wyrasta wciąż wyżej
A ptak prężąc piersi
Tak dumny ze skrzydeł
Tym lot ma piękniejszy
Im nieba jest bliżej
I świnia parchata
Wyczuwa przez skórę
Że w gnój depcząc brata
Piąć może się w górę
Tak ja chciałem wznieść się
Do słońca ku górze
W niebieską wejść przestrzeń
I zostać na dłużej
Lecz z drogi ku szczytom
Zepchnięty zostałem
Mam czaszkę rozbitą
I kości złamane
Nie wejdę po schodach
Nie znajdę się w niebie
Zachodów mych szkoda
Nie dotrę do ciebie
Jak wieszcz się w naturę
Istoty zagłębię
W skorupę więc plunę
I zstąpię w jej głębię
Przez serce nie oko
Do sedna się zbliżę
Jak da się głęboko
Wciąć niżej i niżej
Miast wzwyż obrać drogę
Gdy schody zbyt strome
Odkryłem że mogę
W przeciwną iść stronę
Kalece jest łatwiej
Posuwać się niżej
Gdy potknie się nawet
To celu jest bliżej
Więc idę - sam nie wiem
Co znajdę na końcu
Rozstałem się z niebem
Nie pomnę o słońcu
Gdy czasem przystanę -
W ciemności nie łatwo -
Zza pleców nieznane
Przyświeca mi światło
2012
czwartek, 16 lutego 2012
Przesłuchanie ze snu
Budząc mnie kazał klawisz poranny
Spisać zeznanie ze snu przestępnych
Dał mi formularz na to specjalny
By sen do rubryk wcisnąć konkretnych
Tutaj osoby tu czas tu miejsce
Kolejność zdarzeń i przebieg rozmów
Groźba o karze za kłamstwo jeszcze
Że nic nie taję podpis i gotów
Promienie światła raziły oczy
Kazano każdy ujawnić szczegół
By wyrwać ze mnie wspomnienia nocy
Kat się do mózgu mojego przekuł
W sercu cię kryjąc nic nie wyznałem
Lecz wiedzieć wszystko musieli wcześniej
Skazali ciebie na śmierci karę
Ja dożywotnim więźniem tu jestem
2012
Spisać zeznanie ze snu przestępnych
Dał mi formularz na to specjalny
By sen do rubryk wcisnąć konkretnych
Tutaj osoby tu czas tu miejsce
Kolejność zdarzeń i przebieg rozmów
Groźba o karze za kłamstwo jeszcze
Że nic nie taję podpis i gotów
Promienie światła raziły oczy
Kazano każdy ujawnić szczegół
By wyrwać ze mnie wspomnienia nocy
Kat się do mózgu mojego przekuł
W sercu cię kryjąc nic nie wyznałem
Lecz wiedzieć wszystko musieli wcześniej
Skazali ciebie na śmierci karę
Ja dożywotnim więźniem tu jestem
2012
środa, 15 lutego 2012
Omnis moriar
Megalomani zarozumialcy
Tak im się marzy przejść do historii
Śnią o pomnikach od spiżu trwalszych
Życiu w pamięci wiecznym potomnych
O żałosności próżności święta!
Po co nie wszystek miałbym umierać?
Po co by ktoś miał o mnie pamiętać?
Niech wszystkie ślady czas pozaciera
Nie chcę by myli trupa mojego
Pchali w garnitur do trumny kładli
Miejsca w alei dzierżawionego
Nie potrzebuję i wspomnień żadnych
Marzę by w lesie odległym umrzeć
I żeby jakiś wilk mnie tam znalazł
By w jego paszczy skończyć nie w trumnie
Tak by najmniejsza kość nie została
A gdy się komuś wiersz mój spodoba
Na który trafi kiedyś wieczorem
Niech sobie wtedy pomyśli: szkoda
Że nie wiem nawet kto jest autorem
2012
Tak im się marzy przejść do historii
Śnią o pomnikach od spiżu trwalszych
Życiu w pamięci wiecznym potomnych
O żałosności próżności święta!
Po co nie wszystek miałbym umierać?
Po co by ktoś miał o mnie pamiętać?
Niech wszystkie ślady czas pozaciera
Nie chcę by myli trupa mojego
Pchali w garnitur do trumny kładli
Miejsca w alei dzierżawionego
Nie potrzebuję i wspomnień żadnych
Marzę by w lesie odległym umrzeć
I żeby jakiś wilk mnie tam znalazł
By w jego paszczy skończyć nie w trumnie
Tak by najmniejsza kość nie została
A gdy się komuś wiersz mój spodoba
Na który trafi kiedyś wieczorem
Niech sobie wtedy pomyśli: szkoda
Że nie wiem nawet kto jest autorem
2012
wtorek, 14 lutego 2012
Samotny wilk
Samotnikiem wilkiem jestem
Na swój wolę żyć rachunek
Choćby krótko zanim zdechnę
Niż w systemu przetrwać tłumie
Znaczę teren swój zapachem
Może mały lecz mój własny
I przeganiam stąd watahę
Której dla mnie krąg zbyt ciasny
Choć na stadnej dnie hierarchii
Jest osiągnąć sukces łatwiej
Nie chcę tylko tym się karmić
Co mi z innych woli wpadnie
Niech im samiec alfa rządzi
Jakieś ścierwo pozostawi
Mogą sobie o mnie sądzić
Że by walczyć byłem słaby
Sam wybrałem drogę własną
Wykluczyłem się ze stada
Lecz nim w śmierci przyjdzie zgasnąć
Chcę wolności poczuć zapach
2012
Na swój wolę żyć rachunek
Choćby krótko zanim zdechnę
Niż w systemu przetrwać tłumie
Znaczę teren swój zapachem
Może mały lecz mój własny
I przeganiam stąd watahę
Której dla mnie krąg zbyt ciasny
Choć na stadnej dnie hierarchii
Jest osiągnąć sukces łatwiej
Nie chcę tylko tym się karmić
Co mi z innych woli wpadnie
Niech im samiec alfa rządzi
Jakieś ścierwo pozostawi
Mogą sobie o mnie sądzić
Że by walczyć byłem słaby
Sam wybrałem drogę własną
Wykluczyłem się ze stada
Lecz nim w śmierci przyjdzie zgasnąć
Chcę wolności poczuć zapach
2012
poniedziałek, 13 lutego 2012
Modern talking
Oka rzut i już ma miejsce
Tłustym tyłkiem się rozsiada
Torbę z rybą rzuci jeszcze
I spokojnie może gadać
"Przynieś spodnie to poprawię
Wiem gdzie ciuchy mają świetne
Muszę zrobić mammografię
Przeziębiona chyba jestem
Na zakupach byłam właśnie
Ryba dziś na obiad będzie
Jeszcze jadę pomóc matce
Ufarbuję i zakręcę
Jeśli pytasz mnie o śledzie
To w biedronce zajebiste
W musztardowej są zalewie
Nic nie wchodzi tak przy czystej"
Sześć przystanków w autobusie
Przez telefon się wydziera
Nowocześnie żyją ludzie
Rybą śmierdzi jak cholera
2012
Tłustym tyłkiem się rozsiada
Torbę z rybą rzuci jeszcze
I spokojnie może gadać
"Przynieś spodnie to poprawię
Wiem gdzie ciuchy mają świetne
Muszę zrobić mammografię
Przeziębiona chyba jestem
Na zakupach byłam właśnie
Ryba dziś na obiad będzie
Jeszcze jadę pomóc matce
Ufarbuję i zakręcę
Jeśli pytasz mnie o śledzie
To w biedronce zajebiste
W musztardowej są zalewie
Nic nie wchodzi tak przy czystej"
Sześć przystanków w autobusie
Przez telefon się wydziera
Nowocześnie żyją ludzie
Rybą śmierdzi jak cholera
2012
niedziela, 12 lutego 2012
Śniadanie miszczuf
Z ust wybrańców spływa mądrość
Jak śmietanka z lury biednej
Narodowe oto jądro
Adoracji krąg wzajemnej
Wokół pewne siebie gwiazdy
Pełne swady intelektu
Wywyższone w getcie własnym
Nad pospólstwem z second handu
Prawda tu nie kłuje w oczy
Salon przed nią jest obroną
Nad świadomość nie przeskoczy
Własnym bytem wyznaczoną
2012
Jak śmietanka z lury biednej
Narodowe oto jądro
Adoracji krąg wzajemnej
Wokół pewne siebie gwiazdy
Pełne swady intelektu
Wywyższone w getcie własnym
Nad pospólstwem z second handu
Prawda tu nie kłuje w oczy
Salon przed nią jest obroną
Nad świadomość nie przeskoczy
Własnym bytem wyznaczoną
2012
sobota, 11 lutego 2012
Bałwochwalcy
Mlecznej krowie dostać wymion
Lwu silnemu skubnąć ścierwa
Jaj spod kwoki kilka wyjąć
Zawsze jest gromada chętna
Grzbiet swój ogrzać cudzym ogniem
Z jego światła uszczknąć wiązkę
Przydupasy biegną zgodnie
Z pasożytów obowiązkiem
Bałwanowi laury niosą
Jego świństwa głoszą cnotą
Czczą narcyza wielką skromność
Banał mienią myślą złotą
Taka lizidupów dola
Bez talentu z planem chytrym
Być podnóżkiem dla idola
Do koryta ich to wytrych
Gdy własnego blasku nie ma
Dobrze odbić choćby cudzy
We wszechświecie znany schemat
Powielają gwiazdy słudzy
2012
Lwu silnemu skubnąć ścierwa
Jaj spod kwoki kilka wyjąć
Zawsze jest gromada chętna
Grzbiet swój ogrzać cudzym ogniem
Z jego światła uszczknąć wiązkę
Przydupasy biegną zgodnie
Z pasożytów obowiązkiem
Bałwanowi laury niosą
Jego świństwa głoszą cnotą
Czczą narcyza wielką skromność
Banał mienią myślą złotą
Taka lizidupów dola
Bez talentu z planem chytrym
Być podnóżkiem dla idola
Do koryta ich to wytrych
Gdy własnego blasku nie ma
Dobrze odbić choćby cudzy
We wszechświecie znany schemat
Powielają gwiazdy słudzy
2012
piątek, 10 lutego 2012
Cudze życie
Nie płaczcie nade mną; płaczcie raczej nad sobą
i nad waszymi dziećmi! Oto bowiem przyjdą dni,
kiedy mówić będą: „Szczęśliwe niepłodne łona,
które nie rodziły, i piersi, które nie karmiły."
Łk (23,28-29)
By wyższości nabrać złudzeń
Zmniejszyć własnych przewin skalę
Napiętnujcie grzechy cudze
To wam zrobi doskonale
Winę w oczach odczytajcie
Ukrzyżujcie w swej opinii
Wy żyjecie w lepszej bajce
Gdzie się gardzi błądzącymi
Proście nieba dla duszyczek
Młodych zbyt by zła dokonać
Wszak za siebie nie musicie
Już wam świętość przeznaczona
2012
i nad waszymi dziećmi! Oto bowiem przyjdą dni,
kiedy mówić będą: „Szczęśliwe niepłodne łona,
które nie rodziły, i piersi, które nie karmiły."
Łk (23,28-29)
By wyższości nabrać złudzeń
Zmniejszyć własnych przewin skalę
Napiętnujcie grzechy cudze
To wam zrobi doskonale
Winę w oczach odczytajcie
Ukrzyżujcie w swej opinii
Wy żyjecie w lepszej bajce
Gdzie się gardzi błądzącymi
Proście nieba dla duszyczek
Młodych zbyt by zła dokonać
Wszak za siebie nie musicie
Już wam świętość przeznaczona
2012
czwartek, 9 lutego 2012
Pogrzeb
Truchło moje złóżcie w ziemi
W ciszy i bez świadków zbędnych
Mało teraz mam przestrzeni
Więc zbyteczne tłuste sępy
Córka przyjdzie może w myślach
Wypierając dobrem winy
Ten co mnie przy świecach czytał
Już bez pręg na skórze sinych
I ci którzy ślad mój opluć
Tu ostatni pragnąć będą
Byle mieli szczerość w oku
A nie fałszu maskę wstrętną
Nie chcę mistrza ceremonii
Hien pazernych obłudników
Niech ich ręka boska broni
Grać przed wami żałobników
Niech postawią moje zdjęcie
Gdzieś gdzie wolne są przestrzenie
I oddają kult zawzięcie
Skoro takie ich życzenie
Z moich źródeł niech nie czerpią
Ordynarne próżne żłoby
Bo mi pańskie gesty śmierdzą
I drwię sobie z ich żałoby
2012
W ciszy i bez świadków zbędnych
Mało teraz mam przestrzeni
Więc zbyteczne tłuste sępy
Córka przyjdzie może w myślach
Wypierając dobrem winy
Ten co mnie przy świecach czytał
Już bez pręg na skórze sinych
I ci którzy ślad mój opluć
Tu ostatni pragnąć będą
Byle mieli szczerość w oku
A nie fałszu maskę wstrętną
Nie chcę mistrza ceremonii
Hien pazernych obłudników
Niech ich ręka boska broni
Grać przed wami żałobników
Niech postawią moje zdjęcie
Gdzieś gdzie wolne są przestrzenie
I oddają kult zawzięcie
Skoro takie ich życzenie
Z moich źródeł niech nie czerpią
Ordynarne próżne żłoby
Bo mi pańskie gesty śmierdzą
I drwię sobie z ich żałoby
2012
poniedziałek, 6 lutego 2012
Wylew
Pękło w mózgu mi naczynko
Krew rozlała się po głowie
Wymieszało w niej się wszystko
Prawda z kłamstwem po połowie
Teraz mogę jednocześnie
Dobrem świat i złem uraczyć
W tej półkuli mieszka pierwsze
W drugiej diabeł się rozkraczył
To pół twarzy uśmiechnięte
Nie wiem - spryt to czy głupota
Po tej stronie łzy zaschnięte
Kącik ust bez fajki opadł
Tu mam maskę Arlekina
Kryjąc walkę nieba z czartem
Tu Pierrota rządzi mina
Los komedią mój dell'arte
2012
Krew rozlała się po głowie
Wymieszało w niej się wszystko
Prawda z kłamstwem po połowie
Teraz mogę jednocześnie
Dobrem świat i złem uraczyć
W tej półkuli mieszka pierwsze
W drugiej diabeł się rozkraczył
To pół twarzy uśmiechnięte
Nie wiem - spryt to czy głupota
Po tej stronie łzy zaschnięte
Kącik ust bez fajki opadł
Tu mam maskę Arlekina
Kryjąc walkę nieba z czartem
Tu Pierrota rządzi mina
Los komedią mój dell'arte
2012
niedziela, 5 lutego 2012
Odurzeni
Cóż że pracy dla nich nie ma
Że z nich żyją cwane gady
Że ich trud i wyrzeczenia
A dla swoich są posady
Nic że przyjdzie życie całe
Pewno żyć pod dachem cudzym
Że kto państwu jest ciężarem
Jak najszybciej zdechnąć musi
Godzą się na wyścig szczurów
Bez finiszu i bez sensu
Aż ich złapią w gąszczu murów
I łaskawie łeb ukręcą
Nic że truje im umysły
Propaganda zakłamana
Z własnej woli niewolnicy
Wybierają sobie pana
Mogą wyrzec się przyszłości
Żyć bez prawdy bez nadziei
Pozbyć marzeń o wolności
Nic w nich buntu nie ośmieli
Lecz zabawki niech im ruszą
Hasłem jakimś ktoś podkupi
A zagrożą rewolucją
Pęd ich porwie owiec głupich
2012
Że z nich żyją cwane gady
Że ich trud i wyrzeczenia
A dla swoich są posady
Nic że przyjdzie życie całe
Pewno żyć pod dachem cudzym
Że kto państwu jest ciężarem
Jak najszybciej zdechnąć musi
Godzą się na wyścig szczurów
Bez finiszu i bez sensu
Aż ich złapią w gąszczu murów
I łaskawie łeb ukręcą
Nic że truje im umysły
Propaganda zakłamana
Z własnej woli niewolnicy
Wybierają sobie pana
Mogą wyrzec się przyszłości
Żyć bez prawdy bez nadziei
Pozbyć marzeń o wolności
Nic w nich buntu nie ośmieli
Lecz zabawki niech im ruszą
Hasłem jakimś ktoś podkupi
A zagrożą rewolucją
Pęd ich porwie owiec głupich
2012
czwartek, 2 lutego 2012
Śmierć konformisty
Świat maleńki jak rozumek
Którym jest ograniczony
Jądrem czyni z siebie dumę
Wokół pieski-elektrony
Cieszy suczka się i w zamian
Za ordery liże rękę
Wnet lizusów krąg się zjawia
Aby łechtać ją pod pępkiem
Każdy z gruntu bunt nieszczery
Świata syf nie moja sprawa
Zgrabny liczy się limeryk
Mój papieros moja kawa
A po śmierci boże nie daj
Zdusić mnie pod niepamięcią
No bo skoro ciebie nie ma
Diabli wezmą nieśmiertelność
2012
Którym jest ograniczony
Jądrem czyni z siebie dumę
Wokół pieski-elektrony
Cieszy suczka się i w zamian
Za ordery liże rękę
Wnet lizusów krąg się zjawia
Aby łechtać ją pod pępkiem
Każdy z gruntu bunt nieszczery
Świata syf nie moja sprawa
Zgrabny liczy się limeryk
Mój papieros moja kawa
A po śmierci boże nie daj
Zdusić mnie pod niepamięcią
No bo skoro ciebie nie ma
Diabli wezmą nieśmiertelność
2012
środa, 1 lutego 2012
NOTES 27 - Nad przeręblem
W grób przerębla ciebie składam
Sejf ochroni świętość chłodem
Ginie droga twarz pod lodem
Zgasłe światło w głębię wpada
W kryształ pragnę się zamienić
W lodowatej spocząć wodzie
Metabolizm zwalniam w sobie
Nikt czy żyję nie oceni
Skute lodem twoje ciało
Lecz uśpione wewnątrz serce
Jeszcze ogrzać by zdołało
Ja choć żywy ciągle jestem
Noszę w piersi bryłkę małą
Lodu kryształ i nic więcej
2012
Sejf ochroni świętość chłodem
Ginie droga twarz pod lodem
Zgasłe światło w głębię wpada
W kryształ pragnę się zamienić
W lodowatej spocząć wodzie
Metabolizm zwalniam w sobie
Nikt czy żyję nie oceni
Skute lodem twoje ciało
Lecz uśpione wewnątrz serce
Jeszcze ogrzać by zdołało
Ja choć żywy ciągle jestem
Noszę w piersi bryłkę małą
Lodu kryształ i nic więcej
2012
niedziela, 29 stycznia 2012
Czego nigdy nie widziałem
Aniołowie opuścili
Ludzkie drogi niegościnne
Te i tak od dłuższej chwili
Biegły raczej w strony inne
Zbędna pomoc jest z niebiosów
Skoro dobrze tak się dzieje
Każdy panem swego losu
I w zapasie ma nadzieję
Wciąż istota jednak jakaś
Świat skrzydlata cicho bada
Pisze przyszłość w tajnych znakach
Co powstało - kiedyś pada
A ich głowy pozbawiony
Jeździec błędną drogą wiedzie
Maszerują w grzechu strony
Cielec złotem gra na przedzie
Moje miejsce w domu małym
Na jałowych ziem rubieży
Ja nic nie chcę - nie wahałem
Się z najwyższej skoczyć wieży
Ptak najmniejszy - niewidziane
Dane temu co uwierzył
2012
inspiracja: Armia
Ludzkie drogi niegościnne
Te i tak od dłuższej chwili
Biegły raczej w strony inne
Zbędna pomoc jest z niebiosów
Skoro dobrze tak się dzieje
Każdy panem swego losu
I w zapasie ma nadzieję
Wciąż istota jednak jakaś
Świat skrzydlata cicho bada
Pisze przyszłość w tajnych znakach
Co powstało - kiedyś pada
A ich głowy pozbawiony
Jeździec błędną drogą wiedzie
Maszerują w grzechu strony
Cielec złotem gra na przedzie
Moje miejsce w domu małym
Na jałowych ziem rubieży
Ja nic nie chcę - nie wahałem
Się z najwyższej skoczyć wieży
Ptak najmniejszy - niewidziane
Dane temu co uwierzył
2012
inspiracja: Armia
piątek, 27 stycznia 2012
Dziwak
Gdy cię miałem blisko siebie
Spojrzeć w oczy ci nie śmiałem
Niby anioł dla mnie jesteś
W skórze zgoła doskonałej
Tak jak piórko się unosisz
W nierealnie pięknym świecie
Też bym chciał być wyjątkowy
Tak jak ty cholernie jesteś
Lecz dziwakiem, świrem jestem
Diabli wiedzą co tu robię
Świat jest dla mnie obcym miejscem
Przystosować się nie mogę
Bólu się nie boję wcale
I to zrobić w końcu muszę
Chcę mieć ciało doskonałe
Idealną chcę mieć duszę
Chcę byś mogła zauważyć
Opuszczone po mnie miejsce
Wyjątkowy też być chciałbym
Tak jak ty cholernie jesteś
Bo dziwakiem, świrem jestem
Diabli wiedzą co tu robię
Świat jest dla mnie obcym miejscem
Przystosować się nie mogę
Powstrzymywać to daremnie
Drzwi otwarte - droga wolna
Co by mogło przynieść szczęście
Czego tylko pragnąć można
Wyjątkowa - ty: cholernie
Ja - nie jestem, wielka szkoda
Bo dziwakiem, świrem jestem
Diabli wiedzą co tu robię
Świat jest dla mnie obcym miejscem
Przystosować się nie mogę
2012
swobodne tłumaczenie z: Radiohead
Spojrzeć w oczy ci nie śmiałem
Niby anioł dla mnie jesteś
W skórze zgoła doskonałej
Tak jak piórko się unosisz
W nierealnie pięknym świecie
Też bym chciał być wyjątkowy
Tak jak ty cholernie jesteś
Lecz dziwakiem, świrem jestem
Diabli wiedzą co tu robię
Świat jest dla mnie obcym miejscem
Przystosować się nie mogę
Bólu się nie boję wcale
I to zrobić w końcu muszę
Chcę mieć ciało doskonałe
Idealną chcę mieć duszę
Chcę byś mogła zauważyć
Opuszczone po mnie miejsce
Wyjątkowy też być chciałbym
Tak jak ty cholernie jesteś
Bo dziwakiem, świrem jestem
Diabli wiedzą co tu robię
Świat jest dla mnie obcym miejscem
Przystosować się nie mogę
Powstrzymywać to daremnie
Drzwi otwarte - droga wolna
Co by mogło przynieść szczęście
Czego tylko pragnąć można
Wyjątkowa - ty: cholernie
Ja - nie jestem, wielka szkoda
Bo dziwakiem, świrem jestem
Diabli wiedzą co tu robię
Świat jest dla mnie obcym miejscem
Przystosować się nie mogę
2012
swobodne tłumaczenie z: Radiohead
poniedziałek, 23 stycznia 2012
Władza
W ognistej wykuta przez zło czeluści
Pokusa ku zgubie głupcom wydana
Kto uległ jej łatwo z rąk nie wypuści
Okazji by z chama zmienić się w pana
Przyjaciół poróżni mędrca ogłupi
Szlachetność zaślepi złem błyśnie w oku
Jak wódką nią można samą się upić
I błądzić żałośnie w kłamstw własnych mroku
To ona jest zdolna ogniem świat zalać
Gdy wieże ciemności tego zapragną
Ten tylko ją zwalczy w kim wielka wiara
Że skarb nosi w sobie... reszta to marność
I choćby istotą był niepozorną
To zło może przecież w niwecz obrócić
Na zawsze pozbawi sił mroczny Mordor
Gdy w krater wulkanu twór jego wrzuci
2012
inspiracja i zapożyczenie: J.R.R. Tolkien
Pokusa ku zgubie głupcom wydana
Kto uległ jej łatwo z rąk nie wypuści
Okazji by z chama zmienić się w pana
Przyjaciół poróżni mędrca ogłupi
Szlachetność zaślepi złem błyśnie w oku
Jak wódką nią można samą się upić
I błądzić żałośnie w kłamstw własnych mroku
To ona jest zdolna ogniem świat zalać
Gdy wieże ciemności tego zapragną
Ten tylko ją zwalczy w kim wielka wiara
Że skarb nosi w sobie... reszta to marność
I choćby istotą był niepozorną
To zło może przecież w niwecz obrócić
Na zawsze pozbawi sił mroczny Mordor
Gdy w krater wulkanu twór jego wrzuci
2012
inspiracja i zapożyczenie: J.R.R. Tolkien
środa, 18 stycznia 2012
Północny wiatr
Na wzgórz szczycie wiatrak stoi
Belial skrzydła mu obraca
Miele mąkę sługów swoich
Północnego wiatru praca
Wycie wichru niesie w pola
Tłumiąc ciche ludu łkanie
Komu zbrzydła jego dola
Sznur obciąża na polanie
Młynarz bilans krwią zamyka
Cudzą krzywdą rok owocny
Za zbiór dobry pomocnika
Złotem spłaci starzec mroczny
Szumi wicher w łąk gęstwinach
Nieznających ostrza kosy
Dla brylantów w pajęczynach
Zrywa trawom kolie rosy
Słona wolność z chłodem morza
Przyniesiona z tak daleka
Pod skrzydłami albatrosa
Z końcem nocy w sen ucieka
2012
Belial skrzydła mu obraca
Miele mąkę sługów swoich
Północnego wiatru praca
Wycie wichru niesie w pola
Tłumiąc ciche ludu łkanie
Komu zbrzydła jego dola
Sznur obciąża na polanie
Młynarz bilans krwią zamyka
Cudzą krzywdą rok owocny
Za zbiór dobry pomocnika
Złotem spłaci starzec mroczny
Szumi wicher w łąk gęstwinach
Nieznających ostrza kosy
Dla brylantów w pajęczynach
Zrywa trawom kolie rosy
Słona wolność z chłodem morza
Przyniesiona z tak daleka
Pod skrzydłami albatrosa
Z końcem nocy w sen ucieka
2012
wtorek, 17 stycznia 2012
Znad przepaści
Już stracony jestem dla nich
Poza nawias wyrzucony
W mrocznej nurzam się otchłani
I w obłędu wpadłem szpony
Litościwie patrzą jedni
Inni śmieją się szyderczo
Los żałosny mój i nędzny
Przy mnie wierzą w swoją wielkość
Ponoć w twojej mocy jestem
Zaprzedałem duszę własną
Sam przyniosłem sobie klęskę
Zamiast ufać w przyszłość jasną
Lecz mnie różni tylko jedno -
Że wśród ludzi ciebie widzę
I tych głupców zgraję biedną
Która w łapy twoje idzie
2012
Poza nawias wyrzucony
W mrocznej nurzam się otchłani
I w obłędu wpadłem szpony
Litościwie patrzą jedni
Inni śmieją się szyderczo
Los żałosny mój i nędzny
Przy mnie wierzą w swoją wielkość
Ponoć w twojej mocy jestem
Zaprzedałem duszę własną
Sam przyniosłem sobie klęskę
Zamiast ufać w przyszłość jasną
Lecz mnie różni tylko jedno -
Że wśród ludzi ciebie widzę
I tych głupców zgraję biedną
Która w łapy twoje idzie
2012
poniedziałek, 16 stycznia 2012
Unabomber
Stąd do ludzi tak daleko
Nikt tu ze wsi nie dociera
Czas opływa dom mój rzeką
Czarcie pole świat oddziela
Tam, gdzie bagna zapomnienia
Okalają las umarłych
Jak bóg losy ludzi zmieniam
Z resztek ludzkich cech odarty
Śmierć wytwarzam niczym towar
I zamykam ją w pudełkach
By ją żywym eksportować
Którzy lubią się rozerwać
Nie, nie jestem zwyrodnialcem
Chcącym zniszczyć ludzkość całą
Lecz podzielić wielkim skarbem
Nic mi więcej nie zostało
To jest bój o stawkę dużą
Której wy nie rozumiecie
Muszę śmierć dostarczyć ludziom
Zanim świat mi ją przyniesie
2012
Nikt tu ze wsi nie dociera
Czas opływa dom mój rzeką
Czarcie pole świat oddziela
Tam, gdzie bagna zapomnienia
Okalają las umarłych
Jak bóg losy ludzi zmieniam
Z resztek ludzkich cech odarty
Śmierć wytwarzam niczym towar
I zamykam ją w pudełkach
By ją żywym eksportować
Którzy lubią się rozerwać
Nie, nie jestem zwyrodnialcem
Chcącym zniszczyć ludzkość całą
Lecz podzielić wielkim skarbem
Nic mi więcej nie zostało
To jest bój o stawkę dużą
Której wy nie rozumiecie
Muszę śmierć dostarczyć ludziom
Zanim świat mi ją przyniesie
2012
niedziela, 15 stycznia 2012
NOTES 26 - Płomyk
Ostatnia świeczka w pokoju kona
Wątłym płomykiem z ciemnością walczy
Z mroku przedmiotów wyłania kształty
Nim czas jej światło zdoła pokonać
Drobny ogarek nikłe światełko
A jednak rzeczy zdolne ożywić
I noc potężna nawet się dziwi
Widząc do kątów wpędzoną ciemność
I w moim wnętrzu wciąż ognik płonie
Świat mój zawdzięcza kształt jego światłu
Choć wokół mroczne i wrogie tonie
Lecz wkrótce w mroku nie znajdę kształtów
Gdy ciemność całkiem płomyk pochłonie
Uwolni z kątów zastępy czartów
2012
Wątłym płomykiem z ciemnością walczy
Z mroku przedmiotów wyłania kształty
Nim czas jej światło zdoła pokonać
Drobny ogarek nikłe światełko
A jednak rzeczy zdolne ożywić
I noc potężna nawet się dziwi
Widząc do kątów wpędzoną ciemność
I w moim wnętrzu wciąż ognik płonie
Świat mój zawdzięcza kształt jego światłu
Choć wokół mroczne i wrogie tonie
Lecz wkrótce w mroku nie znajdę kształtów
Gdy ciemność całkiem płomyk pochłonie
Uwolni z kątów zastępy czartów
2012
piątek, 13 stycznia 2012
Próżność
Mówisz: jednostka liczy się wreszcie
Zdobywać można życie garściami
Własnej wartości świadomy jesteś
Świat wokół krzyczy możliwościami
Któż ci zabroni? Wolno każdemu
Tak się starałeś, więc się należy
Człowiek być może bogu samemu
Równy, gdy tylko w siebie uwierzy
Lecz kto ma wiarę w siebie jedynie
Swoją jednostkę ceni nad inne
Nie wiedząc nawet, za życia ginie
Roztacza wokół odory gnilne
Próżność największą ludzką przewiną
Miłość do siebie - z bluźnierstw największe
Marne zdobycze twoje przeminą
Zanim raz zdołasz wstecz się obejrzeć
2012
Zdobywać można życie garściami
Własnej wartości świadomy jesteś
Świat wokół krzyczy możliwościami
Któż ci zabroni? Wolno każdemu
Tak się starałeś, więc się należy
Człowiek być może bogu samemu
Równy, gdy tylko w siebie uwierzy
Lecz kto ma wiarę w siebie jedynie
Swoją jednostkę ceni nad inne
Nie wiedząc nawet, za życia ginie
Roztacza wokół odory gnilne
Próżność największą ludzką przewiną
Miłość do siebie - z bluźnierstw największe
Marne zdobycze twoje przeminą
Zanim raz zdołasz wstecz się obejrzeć
2012
środa, 11 stycznia 2012
Królowa nocy
Szeleszcząc w martwym suszu sitowia
Skrada się chyłkiem nocny dusz łowca
W gąszcz przed księżyca blaskiem się chowa
Zwierciadłu rzeki nieznana postać
Gwiżdże wśród trzciny, w mokradłach grzęźnie
Straszy krzyczące w trwodze żurawie
By mnie osaczyć, uczynić więźniem
Wiedząc, że martwy jestem już prawie
Srebrnego lustra z nieba poświata
Bielą pościeli kaleczy oczy
Gdy w niej księżyców kule rozgniatam
Zimnej kochanki, królowej nocy
Już wiem - nie skradnie mi łowca duszy
Daremnie noce w szuwarach traci
Ona władczyni jedynej służy
Ciał tych niebieskich pary bliźniaczych
Z nieznanej strony poznać mi dane
Pełnią księżyców nacieszyć ciało
Gdy inni nowiu fragmenty małe
Na sukni nieba krawędzi znają
1812
Skrada się chyłkiem nocny dusz łowca
W gąszcz przed księżyca blaskiem się chowa
Zwierciadłu rzeki nieznana postać
Gwiżdże wśród trzciny, w mokradłach grzęźnie
Straszy krzyczące w trwodze żurawie
By mnie osaczyć, uczynić więźniem
Wiedząc, że martwy jestem już prawie
Srebrnego lustra z nieba poświata
Bielą pościeli kaleczy oczy
Gdy w niej księżyców kule rozgniatam
Zimnej kochanki, królowej nocy
Już wiem - nie skradnie mi łowca duszy
Daremnie noce w szuwarach traci
Ona władczyni jedynej służy
Ciał tych niebieskich pary bliźniaczych
Z nieznanej strony poznać mi dane
Pełnią księżyców nacieszyć ciało
Gdy inni nowiu fragmenty małe
Na sukni nieba krawędzi znają
1812
poniedziałek, 26 grudnia 2011
Droga, prawda i życie
Zdało się mi, że byłaś
To sen
Zimna noc mnie mamiła
Już wiem
Wyssał czas ze mnie miłość
Na śmierć
Nie ma cię i nie było
Jest dzień
Nie mam szans i nie żyję
Choć chcę
Drogę gdzieś pomyliłem
I brnę
Myśli złe w czaszce gniją
Gdzie mrok
Nie ma mnie i nie było
Jest noc
Czuję cię całym sobą
Od lat
Celem ty, sensem, drogą
Więc trwam
W każdym tchu ciebie wdycham
Jak tlen
Nie ma cię, ale byłaś
To wiem
2011
inspiracja i zapożyczenie: KAT
To sen
Zimna noc mnie mamiła
Już wiem
Wyssał czas ze mnie miłość
Na śmierć
Nie ma cię i nie było
Jest dzień
Nie mam szans i nie żyję
Choć chcę
Drogę gdzieś pomyliłem
I brnę
Myśli złe w czaszce gniją
Gdzie mrok
Nie ma mnie i nie było
Jest noc
Czuję cię całym sobą
Od lat
Celem ty, sensem, drogą
Więc trwam
W każdym tchu ciebie wdycham
Jak tlen
Nie ma cię, ale byłaś
To wiem
2011
inspiracja i zapożyczenie: KAT
sobota, 24 grudnia 2011
Tylko ciebie chcę na święta
Nie chcę wiele dostać w święta
Jednej rzeczy pragnę tylko
I nie myślę o prezentach
Które leżą pod choinką
Chcę, byś była razem ze mną
Bardzo tak, że brak pojęcia
Niech się raz marzenia spełnią
Tylko ciebie chcę na święta
Próżno jest skarpetka moja
Zawieszona nad kominkiem
Nie da szczęścia mi Mikołaj
Żadnym cennym upominkiem
Chcę, byś była razem ze mną
Bardzo tak, że brak pojęcia
Niech się raz marzenia spełnią
Tylko ciebie chcę na święta
O tak mało proszę w święta
Może śniegu nie być wkoło
Pragnę tylko stać i czekać
Wciąż na ciebie pod jemiołą
Nic na biegun słać nie będę
Gdzie z czerwonym nosem zwierzę
Inni kupią tę legendę
Ja jedynie w ciebie wierzę
Tylko ciebie chcę tej nocy
Czuć i tulić w swych objęciach
Nic poza tym w mojej mocy
Tylko ciebie chcę na święta
Chociaż wszędzie lśnią światełka
Śmiech dziecięcy mąci ciszę
Choć powietrze śpiew wypełnia
Ja przy saniach dzwonki słyszę
Mikołaju, czy przez ciemność
Z tą jedyną do mnie dotrzesz?
Czy marzenie spełnisz jedno
O osobie mi najdroższej?
Nie chcę wiele dostać w święta
Proszę tylko o to, by
Tak po prostu, ona jedna
Mogła stanąć u mych drzwi
Chcę, by była razem ze mną
Bardzo tak, że brak pojęcia
Niech się raz marzenia spełnią
Tylko ciebie chcę na święta
2011
swobodne tłumaczenie z: Mariah Carey
Jednej rzeczy pragnę tylko
I nie myślę o prezentach
Które leżą pod choinką
Chcę, byś była razem ze mną
Bardzo tak, że brak pojęcia
Niech się raz marzenia spełnią
Tylko ciebie chcę na święta
Próżno jest skarpetka moja
Zawieszona nad kominkiem
Nie da szczęścia mi Mikołaj
Żadnym cennym upominkiem
Chcę, byś była razem ze mną
Bardzo tak, że brak pojęcia
Niech się raz marzenia spełnią
Tylko ciebie chcę na święta
O tak mało proszę w święta
Może śniegu nie być wkoło
Pragnę tylko stać i czekać
Wciąż na ciebie pod jemiołą
Nic na biegun słać nie będę
Gdzie z czerwonym nosem zwierzę
Inni kupią tę legendę
Ja jedynie w ciebie wierzę
Tylko ciebie chcę tej nocy
Czuć i tulić w swych objęciach
Nic poza tym w mojej mocy
Tylko ciebie chcę na święta
Chociaż wszędzie lśnią światełka
Śmiech dziecięcy mąci ciszę
Choć powietrze śpiew wypełnia
Ja przy saniach dzwonki słyszę
Mikołaju, czy przez ciemność
Z tą jedyną do mnie dotrzesz?
Czy marzenie spełnisz jedno
O osobie mi najdroższej?
Nie chcę wiele dostać w święta
Proszę tylko o to, by
Tak po prostu, ona jedna
Mogła stanąć u mych drzwi
Chcę, by była razem ze mną
Bardzo tak, że brak pojęcia
Niech się raz marzenia spełnią
Tylko ciebie chcę na święta
2011
swobodne tłumaczenie z: Mariah Carey
piątek, 23 grudnia 2011
Dziwny jest świat ten
Dziwny jest świat ten, gdzie żołnierz ginie
Zamiast przywozić z wojny dolary
Dziwne, że gdzieś tam, w dzikiej krainie
Śmierdzą miejscowym obce koszary
Dziwne, że bomba może zabijać
I że w innego wierzyć coś można
Przecież nic, tylko miłość i przyjaźń
Żołnierzy w strony tamte zawiodła
Dziwne, że umrzeć może bohater
Nie tylko dzieci giną niewinne
Że łza w wigilię zmiękczy opłatek
Na myśl o krewnym w sosnowej skrzynce
2011
Zamiast przywozić z wojny dolary
Dziwne, że gdzieś tam, w dzikiej krainie
Śmierdzą miejscowym obce koszary
Dziwne, że bomba może zabijać
I że w innego wierzyć coś można
Przecież nic, tylko miłość i przyjaźń
Żołnierzy w strony tamte zawiodła
Dziwne, że umrzeć może bohater
Nie tylko dzieci giną niewinne
Że łza w wigilię zmiękczy opłatek
Na myśl o krewnym w sosnowej skrzynce
2011
czwartek, 22 grudnia 2011
Hrabia w Chinach
Wielki bojownik o prawa ludzi
Wcale nie przybył tam, aby żebrać
Tylko przyjaciół żółtych pouczyć
Że godność ludzką szanować trzeba
Że bardzo ważna jest wolność słowa
(Ale dolary jeszcze ważniejsze}
Ważne, by więźniów dobrze traktować
(Lecz władzę trzeba utrzymać jeszcze)
I bardzo ważny jest Tybet wolny
(Ale pokonać kryzys musimy)
Ważne, by w kraju nikt nie był głodny
(Lecz wzorem dla nas mogą być Chiny)
Więc niech się kształcić gromadą liczną
Chińczyk w uczelniach naszych przybywa
Polak wymiera i biedny zbytnio
Choć wybudował, to nie utrzyma
Wstyd - sprzedajemy jedną dziesiątą
(Nic to, że mniej nas trzydziestokrotnie)
Przehandlujemy choćby i wolność
Nie Tybet - rynki muszą być wolne
I poklepuje katów po plecach
Obłudny hrabia Bul-Komorowski
Bo z bogatymi liczyć się trzeba
Wójtom z globalnej, lecz biednej wioski
Może zbuduje tu drugie Chiny
Byśmy podróbę tłukli tandetną
W zamian by możni nam pozwolili
Na miskę ryżu i dziecko jedno
2011
Wcale nie przybył tam, aby żebrać
Tylko przyjaciół żółtych pouczyć
Że godność ludzką szanować trzeba
Że bardzo ważna jest wolność słowa
(Ale dolary jeszcze ważniejsze}
Ważne, by więźniów dobrze traktować
(Lecz władzę trzeba utrzymać jeszcze)
I bardzo ważny jest Tybet wolny
(Ale pokonać kryzys musimy)
Ważne, by w kraju nikt nie był głodny
(Lecz wzorem dla nas mogą być Chiny)
Więc niech się kształcić gromadą liczną
Chińczyk w uczelniach naszych przybywa
Polak wymiera i biedny zbytnio
Choć wybudował, to nie utrzyma
Wstyd - sprzedajemy jedną dziesiątą
(Nic to, że mniej nas trzydziestokrotnie)
Przehandlujemy choćby i wolność
Nie Tybet - rynki muszą być wolne
I poklepuje katów po plecach
Obłudny hrabia Bul-Komorowski
Bo z bogatymi liczyć się trzeba
Wójtom z globalnej, lecz biednej wioski
Może zbuduje tu drugie Chiny
Byśmy podróbę tłukli tandetną
W zamian by możni nam pozwolili
Na miskę ryżu i dziecko jedno
2011
środa, 21 grudnia 2011
Nadzorcy myśli
Trumna z przywódcą w centrum stolicy
Pokłon niosących rodaków mrowie
Czy szczere leją łzy żałobnicy
Czy to konformizm - ekspert ci powie
Tam żal prawdziwy, gdzie słuszny pogląd
Gdzie szmal pcha w kieszeń kapitalista
A krokodyle łzy w strachu ronią
Gdzie naród gnębił zły komunista
A ja nadzorcom myśli nie wierzę
Śmieję się z kultów mędrców wszelakich
Interes cwanych z daleka wietrzę
I na lep głupcom nie dam się zwabić
2011
Pokłon niosących rodaków mrowie
Czy szczere leją łzy żałobnicy
Czy to konformizm - ekspert ci powie
Tam żal prawdziwy, gdzie słuszny pogląd
Gdzie szmal pcha w kieszeń kapitalista
A krokodyle łzy w strachu ronią
Gdzie naród gnębił zły komunista
A ja nadzorcom myśli nie wierzę
Śmieję się z kultów mędrców wszelakich
Interes cwanych z daleka wietrzę
I na lep głupcom nie dam się zwabić
2011
wtorek, 20 grudnia 2011
Władza z ludem, gdy lud z władzą
Jestem sędzią sprawiedliwym
Wedle zasług moja kara -
Sprawca możny - wyrok niski
Lub gdy z gminu jest ofiara
Szybciej zwolnię zwyrodnialca
Niechaj dalej innym szkodzi
Lecz ofiarą gdy jest władza
Dożywocie dam dziadkowi
Weźcie sobie Barabasza
Żeby waszą krew przelewał
Ale władza ma być nasza
Rękę przeciw obciąć trzeba
Macie wiedzieć kto tu rządzi
I kto czuwa nad korytem
Bać się buntu, wara błądzić
Piłat ręce ma umyte
2011
Wedle zasług moja kara -
Sprawca możny - wyrok niski
Lub gdy z gminu jest ofiara
Szybciej zwolnię zwyrodnialca
Niechaj dalej innym szkodzi
Lecz ofiarą gdy jest władza
Dożywocie dam dziadkowi
Weźcie sobie Barabasza
Żeby waszą krew przelewał
Ale władza ma być nasza
Rękę przeciw obciąć trzeba
Macie wiedzieć kto tu rządzi
I kto czuwa nad korytem
Bać się buntu, wara błądzić
Piłat ręce ma umyte
2011
środa, 14 grudnia 2011
Na telewizję
Kiedyś, w czas dziennika, w bezsilnym proteście:
W okno telewizor i spacer po mieście,
Dziś, całkiem by trzeba przestać skrzynkę włączać,
Z domu wyjść w proteście, na spacer bez końca.
2011
W okno telewizor i spacer po mieście,
Dziś, całkiem by trzeba przestać skrzynkę włączać,
Z domu wyjść w proteście, na spacer bez końca.
2011
wtorek, 13 grudnia 2011
Diabłu ogarek
Za robotników, dartych z nadziei
Czule tulonej na styropianie
Za sprawiedliwość, co w sercach mieli
Za postulaty, bankom sprzedane
Za mordowanych i bitych pałą
Przez katów, którym świetnie się wiedzie
Za ludzką godność, hienom wydaną
Za wolność naszą, gnojoną w biedzie
Za spokój, fałszem kupiony tanio
Za prawdę, którą dziwką zrobiono
Za naród, co jak psów dzikich stado
Pogryzł się wzajem o kość rzuconą
By lud swój ująć wspaniałym gestem
I noc rozjaśnić pamięci ogniem
Przed kamerami wystawił świeczkę
Bronek wraz z Brombą w pałacu oknie
2011
Czule tulonej na styropianie
Za sprawiedliwość, co w sercach mieli
Za postulaty, bankom sprzedane
Za mordowanych i bitych pałą
Przez katów, którym świetnie się wiedzie
Za ludzką godność, hienom wydaną
Za wolność naszą, gnojoną w biedzie
Za spokój, fałszem kupiony tanio
Za prawdę, którą dziwką zrobiono
Za naród, co jak psów dzikich stado
Pogryzł się wzajem o kość rzuconą
By lud swój ująć wspaniałym gestem
I noc rozjaśnić pamięci ogniem
Przed kamerami wystawił świeczkę
Bronek wraz z Brombą w pałacu oknie
2011
poniedziałek, 12 grudnia 2011
Ojczyzna lotników
Tam, gdzie piloci wspaniali
Na drzwiach stodoły szybują,
Tego herosem uznali,
Co się nie rozbił lądując.
2011
Na drzwiach stodoły szybują,
Tego herosem uznali,
Co się nie rozbił lądując.
2011
poniedziałek, 5 grudnia 2011
Znaszli?
Znaszli ten kraj, gdzie jest skandalem
Znaczka na stroju brak u piłkarza,
Lecz nie przeszkadza niemalże wcale,
Gdy sąd zatwierdza znak, co obraża?
2011
Znaczka na stroju brak u piłkarza,
Lecz nie przeszkadza niemalże wcale,
Gdy sąd zatwierdza znak, co obraża?
2011
piątek, 2 grudnia 2011
Biała dama
Stromy pagórek nad strugą wyschłą
W pokrzyw zaroślach i drzew gęstwinie
Księżyc w puszczyka źrenicy błysnął
Który straż trzyma w mrocznej ruinie
Przysiadł na resztek zamku ptak szczycie
W czarny po oknie otwór wzrok wlepił
Czekając chwili, gdy ona przyjdzie
Srebrzystą suknią ciemność rozświetli
To blask cień rzuci na stare mury
To zniknie w krzakach, między drzewami
Kiedy wyrusza w obchód ponury
W złowieszczej ciszy upiorna pani
Biada tym, których spotka na drodze
Którzy zmącili jej spokój nocny
Ludzkie uczucia dziewczynie obce
Okrutność wielka i gniew tak mocny
Lecz mnie uwielbia ona jednego
W szczupłych ramionach tuli jak dziecko
Jakby żegnała ukochanego
Kiedy z gałęzi zwisam wisielczo
1811
W pokrzyw zaroślach i drzew gęstwinie
Księżyc w puszczyka źrenicy błysnął
Który straż trzyma w mrocznej ruinie
Przysiadł na resztek zamku ptak szczycie
W czarny po oknie otwór wzrok wlepił
Czekając chwili, gdy ona przyjdzie
Srebrzystą suknią ciemność rozświetli
To blask cień rzuci na stare mury
To zniknie w krzakach, między drzewami
Kiedy wyrusza w obchód ponury
W złowieszczej ciszy upiorna pani
Biada tym, których spotka na drodze
Którzy zmącili jej spokój nocny
Ludzkie uczucia dziewczynie obce
Okrutność wielka i gniew tak mocny
Lecz mnie uwielbia ona jednego
W szczupłych ramionach tuli jak dziecko
Jakby żegnała ukochanego
Kiedy z gałęzi zwisam wisielczo
1811
czwartek, 1 grudnia 2011
W pamiętniku A.
Ojciec na pamiątkę wpisuje te słowa
Córeczce malutkiej z brzuszkiem okrąglusim -
By mogła wędrując po życiowych drogach
Z tęsknotą myślami w świat dziecka powrócić
Niech główka jej dobrych chwil wspomnienia chowa
A ojca słabości w niepamięć wyrzuci
2011
Córeczce malutkiej z brzuszkiem okrąglusim -
By mogła wędrując po życiowych drogach
Z tęsknotą myślami w świat dziecka powrócić
Niech główka jej dobrych chwil wspomnienia chowa
A ojca słabości w niepamięć wyrzuci
2011
środa, 30 listopada 2011
Bez ciebie
Dzień mnie obudził, nie było ciebie
Jakbym się cofnął o pokolenie
Jak to się stało, do dzisiaj nie wiem
Lecz wciąż pamiętam to zalęknienie
Mogłem być wolny, jak inni ludzie
Śmiać się i wierzyć - nie czułem bólu
Wypełnić pustkę ładunkiem złudzeń
Udawać szczęście wśród reszty tłumu
Lecz już nie chciałem, było zbyt późno
Nie da się żywym powrócić z grobu
Oszukać siebie - próbować próżno
Z głową pod kołdrą zasnąłem znowu...
2011
Jakbym się cofnął o pokolenie
Jak to się stało, do dzisiaj nie wiem
Lecz wciąż pamiętam to zalęknienie
Mogłem być wolny, jak inni ludzie
Śmiać się i wierzyć - nie czułem bólu
Wypełnić pustkę ładunkiem złudzeń
Udawać szczęście wśród reszty tłumu
Lecz już nie chciałem, było zbyt późno
Nie da się żywym powrócić z grobu
Oszukać siebie - próbować próżno
Z głową pod kołdrą zasnąłem znowu...
2011
wtorek, 29 listopada 2011
Kolejny powód by żyć
Jak kleszcz wczepiony w ciało ofiary
Tym głębiej wniknąć pod skórę dąży
Im jest usilniej z niej wyrywany
Tak mnie tym więcej z żywymi wiąże
Im bardziej jestem wyobcowany
Jakby w obawie przed przeświadczeniem
Że całkiem kontakt ze światem stracę
W dotąd nieznane krocząc przestrzenie
Następną w życiu kotwicę haczę
Głębiej zapuszczam w glebie korzenie
Może gdy będę czuł się potrzebny
Gdy ktoś ode mnie będzie zależał
Nie dam pochłonąć się światom ciemnym
Zdołam wytrzymać cierpienia ciężar
2011
Tym głębiej wniknąć pod skórę dąży
Im jest usilniej z niej wyrywany
Tak mnie tym więcej z żywymi wiąże
Im bardziej jestem wyobcowany
Jakby w obawie przed przeświadczeniem
Że całkiem kontakt ze światem stracę
W dotąd nieznane krocząc przestrzenie
Następną w życiu kotwicę haczę
Głębiej zapuszczam w glebie korzenie
Może gdy będę czuł się potrzebny
Gdy ktoś ode mnie będzie zależał
Nie dam pochłonąć się światom ciemnym
Zdołam wytrzymać cierpienia ciężar
2011
sobota, 26 listopada 2011
Na pohybel buractwu
Falangi głupców wcale nie dziwią
Twarde podeszwy, pięści wzniesione
Że dla zabawy kogoś pobiją
Razem z rozumem łby ogolone
I nie zdumiewa mnie w siłę wiara
Kiedy pod czaszką pustka bezdenna
I w boga wiara, że im pozwala
Dać nienawiścią siebie opętać
Lecz za bandami tępych wyrostków
Stoją uczeni wiedzy rycerze
Mężowie stanu, ojce narodu
Strażnicy prawa i dusz pasterze
Na nic szlachetne myśli zdobycze
Tradycje przodków, ducha wartości
Wieków przestrogi gwałtem wyryte -
Zło i ciemnota wciąż w ludziach gości
Lecz nie tłumaczy żadne alibi -
Czy to pod krzyżem, czy innym znakiem
Miarą są zawsze słowa i czyny -
Szuja jest szują, burak - burakiem
2011
Twarde podeszwy, pięści wzniesione
Że dla zabawy kogoś pobiją
Razem z rozumem łby ogolone
I nie zdumiewa mnie w siłę wiara
Kiedy pod czaszką pustka bezdenna
I w boga wiara, że im pozwala
Dać nienawiścią siebie opętać
Lecz za bandami tępych wyrostków
Stoją uczeni wiedzy rycerze
Mężowie stanu, ojce narodu
Strażnicy prawa i dusz pasterze
Na nic szlachetne myśli zdobycze
Tradycje przodków, ducha wartości
Wieków przestrogi gwałtem wyryte -
Zło i ciemnota wciąż w ludziach gości
Lecz nie tłumaczy żadne alibi -
Czy to pod krzyżem, czy innym znakiem
Miarą są zawsze słowa i czyny -
Szuja jest szują, burak - burakiem
2011
piątek, 25 listopada 2011
Drzwi
Rozkwitłaś świeżo w młodości pięknie
Kiedy przed tobą drzwi się otwarły
By mnie zostawić w rozpaczy wiecznej
A ciebie zamknąć pośród umarłych
Odtąd spoglądam na nie codziennie
I powolutku do nich się zbliżam
Lecz drzwi zamknięte dla mnie niezmiennie
Z tej strony - smutek, a z tamtej - cisza
Nocą, jak złodziej w mroku zuchwały
Wyrwać próbuję drzwiom tajemnicę -
Wpada szczeliną światła snop biały
Lecz nic po drugiej stronie nie widzę
Życie pod drzwiami nic nie jest warte
Więc przez nie wołam głosem zbolałym -
Skoro w pamięci nic nie zatarte
Otwórz drzwi, które ciebie zabrały
2011
inspiracja: T. Beksiński
Kiedy przed tobą drzwi się otwarły
By mnie zostawić w rozpaczy wiecznej
A ciebie zamknąć pośród umarłych
Odtąd spoglądam na nie codziennie
I powolutku do nich się zbliżam
Lecz drzwi zamknięte dla mnie niezmiennie
Z tej strony - smutek, a z tamtej - cisza
Nocą, jak złodziej w mroku zuchwały
Wyrwać próbuję drzwiom tajemnicę -
Wpada szczeliną światła snop biały
Lecz nic po drugiej stronie nie widzę
Życie pod drzwiami nic nie jest warte
Więc przez nie wołam głosem zbolałym -
Skoro w pamięci nic nie zatarte
Otwórz drzwi, które ciebie zabrały
2011
inspiracja: T. Beksiński
czwartek, 24 listopada 2011
Prowadź nas, hrabio
W szlachetnej trosce o przyszłość Polski
Pałac załatwił mu kiedyś Donek,
Więc teraz hrabia Bul-Komorowski
Wytrwale czyści w nim żyrandole
Niech się na kryzys składają biedni,
A kancelarii starczy na wszystko -
Hrabia zapragnął pałac oświetlić,
By mogła gawiedź mieć widowisko
Jak ograniczyć, już chce wymyślić,
Ludziom swobodę manifestacji -
Nikt nie odbierze w wolnej ojczyźnie
Z Polski i z siebie mu satysfakcji
Bieda i państwo niesprawiedliwe
Nie pobudzają go do działania -
Byle był naród cicho: pod krzyżem
I pod zakazem pedałowania.
2011
Pałac załatwił mu kiedyś Donek,
Więc teraz hrabia Bul-Komorowski
Wytrwale czyści w nim żyrandole
Niech się na kryzys składają biedni,
A kancelarii starczy na wszystko -
Hrabia zapragnął pałac oświetlić,
By mogła gawiedź mieć widowisko
Jak ograniczyć, już chce wymyślić,
Ludziom swobodę manifestacji -
Nikt nie odbierze w wolnej ojczyźnie
Z Polski i z siebie mu satysfakcji
Bieda i państwo niesprawiedliwe
Nie pobudzają go do działania -
Byle był naród cicho: pod krzyżem
I pod zakazem pedałowania.
2011
wtorek, 22 listopada 2011
Zakaz krzyżowania
To, w co wierzę, moją sprawą
I czym w życiu się kieruję,
Gdzieś mam tych, co jak buławą
Krzyżem siekąc, mnie prostują
Swoje mam autorytety,
Własne drogi i wybory
I chcę tutaj żyć, niestety,
Bo to mój kraj, chociaż chory
Też się czuję patriotą
I z tradycji czerpię naszych,
W których często zbyt dewotom
Pozwalano krzyżem straszyć
Kto rozumie mądrość krzyża,
Ten ją chroni w sercu swoim,
Innych ludzi nie poniża,
Nie firmuje nią głupoty
Grupka ludzi przerażonych,
Dewot krzyżem ich przegania,
Otok wokół nich czerwony -
Oto zakaz krzyżowania
2011
I czym w życiu się kieruję,
Gdzieś mam tych, co jak buławą
Krzyżem siekąc, mnie prostują
Swoje mam autorytety,
Własne drogi i wybory
I chcę tutaj żyć, niestety,
Bo to mój kraj, chociaż chory
Też się czuję patriotą
I z tradycji czerpię naszych,
W których często zbyt dewotom
Pozwalano krzyżem straszyć
Kto rozumie mądrość krzyża,
Ten ją chroni w sercu swoim,Innych ludzi nie poniża,
Nie firmuje nią głupoty
Grupka ludzi przerażonych,
Dewot krzyżem ich przegania,
Otok wokół nich czerwony -
Oto zakaz krzyżowania
2011
sobota, 19 listopada 2011
Stojąc w deszczu
Deszczowy dzień...
Stoję zlany deszczem
Czekam sam zupełnie
Zmęczony tak jestem
I za domem tęsknię
W strugach deszczu stoję
Moknę coraz bardziej
Choć robię, co mogę
Co w zamian dostaję?
Stoję w strugach deszczu
I przegrany jestem
Ludzie wokół spieszą
Nie słyszą mej pieśni
Stoję deszczem zlany
Potokami wody
Leje strumieniami
A ja chcę być wolny
W strugach deszczu stoję
Robię, co należy
Staram się jak mogę
Lecz co to przyniesie?
W strugach deszczu stoję
Moknę coraz bardziej
Choć robię, co mogę
Co w zamian dostaję?
Ból, intencje dobre
Toną w tej ulewie
Dobry być nie mogę
Stoję więc pod niebem
2011
swobodne tłumaczenie z: Electric Light Orchestra
Stoję zlany deszczem
Czekam sam zupełnie
Zmęczony tak jestem
I za domem tęsknię
W strugach deszczu stoję
Moknę coraz bardziej
Choć robię, co mogę
Co w zamian dostaję?
Stoję w strugach deszczu
I przegrany jestem
Ludzie wokół spieszą
Nie słyszą mej pieśni
Stoję deszczem zlany
Potokami wody
Leje strumieniami
A ja chcę być wolny
W strugach deszczu stoję
Robię, co należy
Staram się jak mogę
Lecz co to przyniesie?
W strugach deszczu stoję
Moknę coraz bardziej
Choć robię, co mogę
Co w zamian dostaję?
Ból, intencje dobre
Toną w tej ulewie
Dobry być nie mogę
Stoję więc pod niebem
2011
swobodne tłumaczenie z: Electric Light Orchestra
piątek, 11 listopada 2011
Anarchista
Widzą we mnie antychrysta,
A ja jestem anarchista -
Nie wiem dobrze, czego chcę,
Ale widzę, co jest złe;
Nie, nie jestem wrogiem wszystkich,
Tylko system pragnę zniszczyć
Możesz nazwać to anarchią,
Lecz chcę przerwać ciszę martwą,
Wyrwać cię z wyścigu szczurów
I z komercji biernych ciurów,
Do umysłu wyzwolenia
Z Babilonu zniewolenia
Wybierz drogę, którą chcesz
Aby złu nie poddać się,
Byle nie być jednym z nich,
Choćbyś wrogiem dla nich był;
Żaden dogmat, żadna partia -
Liczy tylko się anarchia
Czy to NSDAP,
PiS, PO, czy SLD,
ONR, NKWD,
Nie dbam która to RP;
Czy to w Unii, czy w komunie -
Od anarchii system runie
Chcę wolności anarchisty -
Pewnie wiesz, co mam na myśli,
Będę dla nich antychrystem,
Kiedy ich wysiłki zniszczę.
2011
inspiracja: Sex Pistols
A ja jestem anarchista -
Nie wiem dobrze, czego chcę,
Ale widzę, co jest złe;
Nie, nie jestem wrogiem wszystkich,
Tylko system pragnę zniszczyć
Możesz nazwać to anarchią,
Lecz chcę przerwać ciszę martwą,
Wyrwać cię z wyścigu szczurów
I z komercji biernych ciurów,
Do umysłu wyzwolenia
Z Babilonu zniewolenia
Wybierz drogę, którą chcesz
Aby złu nie poddać się,
Byle nie być jednym z nich,
Choćbyś wrogiem dla nich był;
Żaden dogmat, żadna partia -
Liczy tylko się anarchia
Czy to NSDAP,
PiS, PO, czy SLD,
ONR, NKWD,
Nie dbam która to RP;
Czy to w Unii, czy w komunie -
Od anarchii system runie
Chcę wolności anarchisty -
Pewnie wiesz, co mam na myśli,
Będę dla nich antychrystem,
Kiedy ich wysiłki zniszczę.
2011
inspiracja: Sex Pistols
czwartek, 10 listopada 2011
Bunt
Jak ziarno chwastu, intrygą czarcią
Podstępnie w boską rzucone rolę,
Kiełkuje - tłumiąc zbiorów wydajność -
Bunt i podsyca oporu wolę
Na glebie myśli wyhodowany,
Z chmur krytycyzmu zroszony deszczem,
Przekreśla chciwych rolników plany,
Co dzielą, zanim zebrali jeszcze
Nic, że wyplewić chcą go naiwni -
Przetrwa ich spiski, najgorszą suszę,
Bo jest silniejszy od roślin innych,
Długim korzeniem wczepił się w duszę
2011
Podstępnie w boską rzucone rolę,
Kiełkuje - tłumiąc zbiorów wydajność -
Bunt i podsyca oporu wolę
Na glebie myśli wyhodowany,
Z chmur krytycyzmu zroszony deszczem,
Przekreśla chciwych rolników plany,
Co dzielą, zanim zebrali jeszcze
Nic, że wyplewić chcą go naiwni -
Przetrwa ich spiski, najgorszą suszę,
Bo jest silniejszy od roślin innych,
Długim korzeniem wczepił się w duszę
2011
środa, 9 listopada 2011
Listopadowe dziecię
Z wycia wiatru, mgieł wilgoci
Z liści gnicia, w śmierci chłodzie
Z dróg wiodących w świat umarłych
Ze snującej sieć nostalgii
Ze złowieszczych sił księżyca
Który duchom sił użycza
Zrodził mnie listopad zimny
Znacząc piętnem bycia innym
Wbrew natury świętym prawom
I odwiecznym pór nakazom
W czas, gdy kresy śmierć wytycza
Powołano mnie do życia
Dziwolągiem tkwię w sprzeczności
W leprozorium odmienności
I gdy wszystko lgnie do życia
Ja przed śmiercią głowę zniżam
Dymem zniczy okadzony
Smutkiem w liściach wypalonym
Martwy, kiedy inni żyją
Będę żyć, gdy wszyscy zginą
2011
Z liści gnicia, w śmierci chłodzie
Z dróg wiodących w świat umarłych
Ze snującej sieć nostalgii
Ze złowieszczych sił księżyca
Który duchom sił użycza
Zrodził mnie listopad zimny
Znacząc piętnem bycia innym
Wbrew natury świętym prawom
I odwiecznym pór nakazom
W czas, gdy kresy śmierć wytycza
Powołano mnie do życia
Dziwolągiem tkwię w sprzeczności
W leprozorium odmienności
I gdy wszystko lgnie do życia
Ja przed śmiercią głowę zniżam
Dymem zniczy okadzony
Smutkiem w liściach wypalonym
Martwy, kiedy inni żyją
Będę żyć, gdy wszyscy zginą
2011
wtorek, 8 listopada 2011
Najemnik
Często ci opowiadałem
Dni, spędzone na włóczędze
Kiedy na dzień ten czekałem
Gdy za rękę ciebie wezmę
I zdobędę cię piosenką
A ty powiesz wtedy może
Połóż się i kochaj ze mną
I z pewnością bym nie odszedł
Czuję, że się już starzeję
A śpiewane w dawnych czasach
Pieśni w dali dźwięczą echem
Jak młyn, który wiatr obraca
I już zawsze - jak się zdaje -
Najemnikiem pozostanę
Często w podróż wyruszałem
Aby znaleźć coś nowego
W chłodne noce się tułałem
Sam, bez ciebie, tak daleko
Wtedy oczy pewne były
Że cię widzą przy mnie obok
W zaślepieniu mnie zwodziły
Bowiem już nie jestem z tobą
Czuję, że się już starzeję
A śpiewane w dawnych czasach
Pieśni w dali dźwięczą echem
Jak młyn, który wiatr obraca
I już zawsze - jak się zdaje -
Najemnikiem pozostanę
Dni, spędzone na włóczędze
Kiedy na dzień ten czekałem
Gdy za rękę ciebie wezmę
I zdobędę cię piosenką
A ty powiesz wtedy może
Połóż się i kochaj ze mną
I z pewnością bym nie odszedł
Czuję, że się już starzeję
A śpiewane w dawnych czasach
Pieśni w dali dźwięczą echem
Jak młyn, który wiatr obraca
I już zawsze - jak się zdaje -
Najemnikiem pozostanę
Często w podróż wyruszałem
Aby znaleźć coś nowego
W chłodne noce się tułałem
Sam, bez ciebie, tak daleko
Wtedy oczy pewne były
Że cię widzą przy mnie obok
W zaślepieniu mnie zwodziły
Bowiem już nie jestem z tobą
Czuję, że się już starzeję
A śpiewane w dawnych czasach
Pieśni w dali dźwięczą echem
Jak młyn, który wiatr obraca
I już zawsze - jak się zdaje -
Najemnikiem pozostanę
Tak, już słyszę to wyraźnie
Jak się młyn obraca z wiatrem
I już zawsze - jak się zdaje -
Najemnikiem pozostanę
2011
tłumaczenie z: Deep Purple
Najemnikiem pozostanę
2011
tłumaczenie z: Deep Purple
poniedziałek, 7 listopada 2011
Moja pieśń
Chcę zaśpiewać ci piosenkę
Która się nie kończy nigdy
Cały dzień ją śpiewać będę
Tak wyrażę wszystkie myśli
Coś mnie kiedyś tak zmieniło
Że świat w różny widzę sposób
Jak powiedzieć ci, że miłość
Może przynieść zmianę losu?
Miłość świat odmienić może
Może zmienić twoje życie
Rób, co daje szczęście tobie
Co uważasz za właściwe
I pokochaj całym sercem
Nim za późno na to będzie
Coś się w moim wnętrzu pali
Nie wiem skąd te słowa biorę
Może mogą inne światy
Pomóc ludziom znaleźć drogę
Mam nadzieję, że będziemy
Żyli kiedyś w pełnej zgodzie
Głos popłynie jeden z ziemi
Wtedy wszystkie myśli powiem
Chcę zaśpiewać ci piosenkę
Która się nie kończy nigdy
Cały dzień ją śpiewać będę
Tak wyrażę wszystkie myśli
Chcę zaśpiewać ci piosenkę
Która się nie kończy nigdy...
2011
swobodny przekład z: The Moody Blues
Która się nie kończy nigdy
Cały dzień ją śpiewać będę
Tak wyrażę wszystkie myśli
Coś mnie kiedyś tak zmieniło
Że świat w różny widzę sposób
Jak powiedzieć ci, że miłość
Może przynieść zmianę losu?
Miłość świat odmienić może
Może zmienić twoje życie
Rób, co daje szczęście tobie
Co uważasz za właściwe
I pokochaj całym sercem
Nim za późno na to będzie
Coś się w moim wnętrzu pali
Nie wiem skąd te słowa biorę
Może mogą inne światy
Pomóc ludziom znaleźć drogę
Mam nadzieję, że będziemy
Żyli kiedyś w pełnej zgodzie
Głos popłynie jeden z ziemi
Wtedy wszystkie myśli powiem
Chcę zaśpiewać ci piosenkę
Która się nie kończy nigdy
Cały dzień ją śpiewać będę
Tak wyrażę wszystkie myśli
Chcę zaśpiewać ci piosenkę
Która się nie kończy nigdy...
2011
swobodny przekład z: The Moody Blues
niedziela, 6 listopada 2011
Z kolejnym kamieniem
Ponoć wiek to tylko liczba
Którą liczy się umownie
Nie powinien ograniczać
Ni myślącej ciążyć głowie
Lecz te liczby to kamienie
Które w życia drodze mijam
Znak, że rośnie oddalenie
Od początku, kres się zbliża
Chciałbym wierzyć, że choć trochę
Wiek przynosi dojrzałości
Coś od siebie daje kosztem
Ukradzionej mi młodości
I pocieszyć tak się staram
Widząc nowe wciąż kamienie
Że im bardziej się oddalam
To tym bliżej jestem ciebie
2011
Którą liczy się umownie
Nie powinien ograniczać
Ni myślącej ciążyć głowie
Lecz te liczby to kamienie
Które w życia drodze mijam
Znak, że rośnie oddalenie
Od początku, kres się zbliża
Chciałbym wierzyć, że choć trochę
Wiek przynosi dojrzałości
Coś od siebie daje kosztem
Ukradzionej mi młodości
I pocieszyć tak się staram
Widząc nowe wciąż kamienie
Że im bardziej się oddalam
To tym bliżej jestem ciebie
2011
sobota, 5 listopada 2011
NOTES 25 - Pieskie życie
Pan zostawił psa wiernego
Pies w to samo wraca miejsce
I pogodzić się z tym nie chce
Że ktoś zdradził miłość jego
Pies ma nowych właścicieli
Lecz wciąż czeka na tamtego
Nie pojmują ludzie tego
Którzy sami zapomnieli
Może pies był w życiu tamtym
Kimś kto stracił swoje szczęście
Może los mój z psiej jest karmy
Bo psu bliższy bardziej jestem
W ludzkim świecie - cieniem marnym
Który wiedzie życie pieskie
2011
Pies w to samo wraca miejsce
I pogodzić się z tym nie chce
Że ktoś zdradził miłość jego
Pies ma nowych właścicieli
Lecz wciąż czeka na tamtego
Nie pojmują ludzie tego
Którzy sami zapomnieli
Może pies był w życiu tamtym
Kimś kto stracił swoje szczęście
Może los mój z psiej jest karmy
Bo psu bliższy bardziej jestem
W ludzkim świecie - cieniem marnym
Który wiedzie życie pieskie
2011
piątek, 4 listopada 2011
Wywiad z przegranym
Na śmierć T.B.
Śmieszny, wzgardzony
A jestem jeszcze
Z przegranej strony
Wdycham powietrze
Stracony dla was
Ja wciąż zwyciężam
Większy niż Atlas
Dźwigając ciężar
Choć świat mnie nie chce
Mam swoje plany
Nim on je zdepcze
Życia butami
Umiem się cieszyć
Iskierką małą
Której ci lepsi
Nie dostrzegają
Nic mi nie zrobią
Spojrzenia wasze
Bo od was sobą
Gardziłem bardziej
Dla was być mogę
Zamkniętą kartą
Lecz teraz swoją
Dostrzegam wartość
Patrząc na życie
Po wielkiej klęsce
Dopiero widzę
Jakie jest piękne
2011
Śmieszny, wzgardzony
A jestem jeszcze
Z przegranej strony
Wdycham powietrze
Stracony dla was
Ja wciąż zwyciężam
Większy niż Atlas
Dźwigając ciężar
Choć świat mnie nie chce
Mam swoje plany
Nim on je zdepcze
Życia butami
Umiem się cieszyć
Iskierką małą
Której ci lepsi
Nie dostrzegają
Nic mi nie zrobią
Spojrzenia wasze
Bo od was sobą
Gardziłem bardziej
Dla was być mogę
Zamkniętą kartą
Lecz teraz swoją
Dostrzegam wartość
Patrząc na życie
Po wielkiej klęsce
Dopiero widzę
Jakie jest piękne
2011
czwartek, 3 listopada 2011
Na zawsze jesień
Rok się starzeje i słabnie słońce
Dni się zbliżają coraz ciemniejsze
Nadchodzą wiatry chłodem wionące
A ciebie nie ma - daleko jesteś
Widziałem ptaki - ruszyły w drogę
Jeden po drugim ginąc na niebie
Szkoda, że z nimi lecieć nie mogę
Uciec daleko od miejsc bez ciebie
Przybyłaś do mnie jak pieśń przez drzewa
Jak liść zostałaś przez wiatr zdmuchnięta
Zwykliśmy chodzić w złotej jesieni
Zawsze kochałaś tę roku porę
Opadłe liście leżą na ziemi
Odkąd cię nie ma - nienaruszone
Przybyłaś do mnie jak pieśń przez drzewa
Jak liść zostałaś przez wiatr zdmuchnięta
Deszcz miękko zwilża oczy znużone
Jakby samotną łzę skryć zamierzał
Po kres swój będzie już życie moje
Wieczną jesienią, bo ciebie nie ma
2011
Tłumaczenie z: The Moody Blues
Dni się zbliżają coraz ciemniejsze
Nadchodzą wiatry chłodem wionące
A ciebie nie ma - daleko jesteś
Widziałem ptaki - ruszyły w drogę
Jeden po drugim ginąc na niebie
Szkoda, że z nimi lecieć nie mogę
Uciec daleko od miejsc bez ciebie
Przybyłaś do mnie jak pieśń przez drzewa
Jak liść zostałaś przez wiatr zdmuchnięta
Zwykliśmy chodzić w złotej jesieni
Zawsze kochałaś tę roku porę
Opadłe liście leżą na ziemi
Odkąd cię nie ma - nienaruszone
Przybyłaś do mnie jak pieśń przez drzewa
Jak liść zostałaś przez wiatr zdmuchnięta
Deszcz miękko zwilża oczy znużone
Jakby samotną łzę skryć zamierzał
Po kres swój będzie już życie moje
Wieczną jesienią, bo ciebie nie ma
2011
Tłumaczenie z: The Moody Blues
środa, 2 listopada 2011
Za-duszno
Czyś boga znalazł, czy wciąż go szukasz,
Czy może nie masz już w nim ufności,
Życie to droga cierpienia długa
Dla tych, co czują do szpiku kości
Choć pośród tłumów, sam ciągle jesteś,
Ból ukrywając swojej inności,
Bo w małej klatce serce zbyt wielkie
Pęka z powodu nadwrażliwości
Czyś miły, grzeczny, czyś skandalistą,
Śmierć równo wszystkich traktuje gości,
Ona zaczyna na nowo wszystko
Na rurze w klatce, na plaży w Ostii
2011
Czy może nie masz już w nim ufności,
Życie to droga cierpienia długa
Dla tych, co czują do szpiku kości
Choć pośród tłumów, sam ciągle jesteś,
Ból ukrywając swojej inności,
Bo w małej klatce serce zbyt wielkie
Pęka z powodu nadwrażliwości
Czyś miły, grzeczny, czyś skandalistą,
Śmierć równo wszystkich traktuje gości,
Ona zaczyna na nowo wszystko
Na rurze w klatce, na plaży w Ostii
2011
wtorek, 1 listopada 2011
Umarłym uczuciom
Wątły świecy płomyk
W serca kloszu szklanym
Ogrzać nie jest zdolny
Granitowej ściany
Śródnocne przymrozki
Zwiastujące zimę
Oszroniły włosy
Myśli liście zgniłe
Brnę przez głuchy cmentarz
Uczuć i nadziei
W noc umarłych święta
W pustki serca bieli
2011
W serca kloszu szklanym
Ogrzać nie jest zdolny
Granitowej ściany
Śródnocne przymrozki
Zwiastujące zimę
Oszroniły włosy
Myśli liście zgniłe
Brnę przez głuchy cmentarz
Uczuć i nadziei
W noc umarłych święta
W pustki serca bieli
2011
poniedziałek, 19 września 2011
Kochaj Albo Tnij
To nieprawda, że cię słyszę
Stamtąd głosy nie dochodzą
To jest tylko wiatru wycie
Przejmujące umysł grozą
Jaki sens jest krzyczeć w ciemność?
Co powiedzieć, spytać o co?
Między nami cała wieczność -
Może jedna chwila nocą?
Czy ktoś kocha mnie? - być może
Chociaż staram się zniechęcić
Czy ja kocham? - z tym jest gorzej -
Nie potrafię - proszę, wierz mi
Samotności tam nie czujesz?
Ból już całkiem pokonany?
Czy na twojej gładkiej skórze
Poginęły sine plamy?
Przeczekuję tak do rana
Dzień jak wicher mknie ku nocy -
Ta należy do szatana
Atakują jego głosy
Czyjeś łkanie tnie wskroś ciszę
Niczym brzytwa tkankę miękką
Zdaje się, że ciebie słyszę -
Znów mnie wzywasz - tak, na pewno...
2011
Stamtąd głosy nie dochodzą
To jest tylko wiatru wycie
Przejmujące umysł grozą
Jaki sens jest krzyczeć w ciemność?
Co powiedzieć, spytać o co?
Między nami cała wieczność -
Może jedna chwila nocą?
Czy ktoś kocha mnie? - być może
Chociaż staram się zniechęcić
Czy ja kocham? - z tym jest gorzej -
Nie potrafię - proszę, wierz mi
Samotności tam nie czujesz?
Ból już całkiem pokonany?
Czy na twojej gładkiej skórze
Poginęły sine plamy?
Przeczekuję tak do rana
Dzień jak wicher mknie ku nocy -
Ta należy do szatana
Atakują jego głosy
Czyjeś łkanie tnie wskroś ciszę
Niczym brzytwa tkankę miękką
Zdaje się, że ciebie słyszę -
Znów mnie wzywasz - tak, na pewno...
2011
piątek, 16 września 2011
Ona wie
Ona wie, więc się uśmiecha
Gdy bezwstydnie się rozbiera
Uspokaja błękit nieba
I pod tobą piach ogrzewa
Ona wie i w swej mądrości
Widzi twoje wątpliwości
Więc przynosi w czasie letnim
Długo słońce, krótko księżyc
Wokół palca świat okręca
Byś był świadkiem tego piękna
Jeśliś dobrze pojął lekcję
Już nie doda wiele więcej
Jeszcze jedna jej pieszczota
Czas na jesień się gotować...
2011
swobodny przekład z / parafraza: Barbra Streisand
Gdy bezwstydnie się rozbiera
Uspokaja błękit nieba
I pod tobą piach ogrzewa
Ona wie i w swej mądrości
Widzi twoje wątpliwości
Więc przynosi w czasie letnim
Długo słońce, krótko księżyc
Wokół palca świat okręca
Byś był świadkiem tego piękna
Jeśliś dobrze pojął lekcję
Już nie doda wiele więcej
Jeszcze jedna jej pieszczota
Czas na jesień się gotować...
2011
swobodny przekład z / parafraza: Barbra Streisand
czwartek, 15 września 2011
Noc demonów
Gdzie podziała się ta cisza,
W którą uciec tutaj chciałem?
Czy sprytniejszy ktoś od lisa,
Mój grobowiec zdołał znaleźć?
Deszcze sieką, wicher wieje,
Szepcze diabeł przyczajony:
"Koniec złudzeń, rzuć nadzieję,
Któryś przybył w moje strony"
Nawałnica wyje dziko,
Kąsa strzechę złości zębem
Jak na pogrzeb dzwoni szybą
Przeszywając wnętrze lękiem
Skrawek nieba nie wychynął
Zza chmur czarnych parawanów,
Jakby tylko kłamstwem było
Wymyślonym przez kapłanów
Wicher targa sierścią pola
Chłoszcze ściany biczem deszczu
W stare drewno wnika woda
Słyszę już jak one trzeszczą
I te gwizdy przeraźliwe
W wydrążonych dziurach w deskach
Jakby duchy nieszczęśliwe
Chciały ze mną tu zamieszkać
Płomyk chwieje się trwożliwie
Świeca walczy z ciemnościami
Wnet ją zdmuchnie wiatr-złośliwiec
Przegram walkę z demonami...
2011
W którą uciec tutaj chciałem?
Czy sprytniejszy ktoś od lisa,
Mój grobowiec zdołał znaleźć?
Deszcze sieką, wicher wieje,
Szepcze diabeł przyczajony:
"Koniec złudzeń, rzuć nadzieję,
Któryś przybył w moje strony"
Nawałnica wyje dziko,
Kąsa strzechę złości zębem
Jak na pogrzeb dzwoni szybą
Przeszywając wnętrze lękiem
Skrawek nieba nie wychynął
Zza chmur czarnych parawanów,
Jakby tylko kłamstwem było
Wymyślonym przez kapłanów
Wicher targa sierścią pola
Chłoszcze ściany biczem deszczu
W stare drewno wnika woda
Słyszę już jak one trzeszczą
I te gwizdy przeraźliwe
W wydrążonych dziurach w deskach
Jakby duchy nieszczęśliwe
Chciały ze mną tu zamieszkać
Płomyk chwieje się trwożliwie
Świeca walczy z ciemnościami
Wnet ją zdmuchnie wiatr-złośliwiec
Przegram walkę z demonami...
2011
środa, 14 września 2011
Kuchisake-onna
Co dzień stajesz mi na drodze
Oszpecona w chorych oczach
Chcesz, bym piękno widział w tobie
I bym zawsze ciebie kochał
Jeśli powiem, żeś mi obca,
Wszystko stracę w chwili jednej
Kiedy skłamię, że cię kocham
Będę cierpiał życia resztę
Gdy pokażę ci brzydotę
Straszną wewnątrz duszy mojej
Ty się wtedy zakłopoczesz
Sama mi pozwolisz odejść
2011
Oszpecona w chorych oczach
Chcesz, bym piękno widział w tobie
I bym zawsze ciebie kochał
Jeśli powiem, żeś mi obca,
Wszystko stracę w chwili jednej
Kiedy skłamię, że cię kocham
Będę cierpiał życia resztę
Gdy pokażę ci brzydotę
Straszną wewnątrz duszy mojej
Ty się wtedy zakłopoczesz
Sama mi pozwolisz odejść
2011
wtorek, 13 września 2011
NOTES 24 - BJC
Ja sam przy stole więc zapytałaś -
Ona się spóźnia? - szczerząc się wdzięcznie -
Przyjdzie na pewno choć niekoniecznie
Dzisiaj - ja na to - nie zrozumiałaś
Później opasły z szerokim karkiem
Żyd mnie wyprosił bo nie zamawiam
Gdy przed nos innym piwo podstawiał
Resztę wieczoru stałem przed barkiem
Knajpiany Bachus nie moim bogiem
Wolę za mroku sam stać obrzeżem
Niż z tępakami krzyżować drogę
Niech mnie samotność w objęcia bierze
Jak tylko długo wytrzymać mogę
Aż czas i miejsce sama wybierzesz
2011
Ona się spóźnia? - szczerząc się wdzięcznie -
Przyjdzie na pewno choć niekoniecznie
Dzisiaj - ja na to - nie zrozumiałaś
Później opasły z szerokim karkiem
Żyd mnie wyprosił bo nie zamawiam
Gdy przed nos innym piwo podstawiał
Resztę wieczoru stałem przed barkiem
Knajpiany Bachus nie moim bogiem
Wolę za mroku sam stać obrzeżem
Niż z tępakami krzyżować drogę
Niech mnie samotność w objęcia bierze
Jak tylko długo wytrzymać mogę
Aż czas i miejsce sama wybierzesz
2011
poniedziałek, 12 września 2011
Żyjąc sam
Załamania bliski czasem
Jestem i chce mi się ryczeć
Nie wiem co mam zrobić z czasem
Celu drogi swej nie widzę;
Samotności dosyć mam
Żyjąc tutaj całkiem sam
Czasem czuję jakbym zawsze
Nazbyt szybko się przemieszczał
Wtedy wszystko spada na mnie
Doprowadza do szaleństwa;
Tak, szaleństwo w duszy mam
Żyjąc tutaj całkiem sam
Nie mam czasu na ściemnianie
Taki czuję się samotny
Niechże w końcu coś się stanie -
Czas nadejdzie dla mnie dobry
Jakby nigdy - tak to czuję -
Nikt mi nie dał ostrzeżenia -
Głowę w chmurach swą znajduję
Zawsze skrywam się w marzeniach;
Nie jest łatwe, mówię wam,
Kiedy jestem całkiem sam
2011
tłumaczenie z: Freddie Mercury
Jestem i chce mi się ryczeć
Nie wiem co mam zrobić z czasem
Celu drogi swej nie widzę;
Samotności dosyć mam
Żyjąc tutaj całkiem sam
Czasem czuję jakbym zawsze
Nazbyt szybko się przemieszczał
Wtedy wszystko spada na mnie
Doprowadza do szaleństwa;
Tak, szaleństwo w duszy mam
Żyjąc tutaj całkiem sam
Nie mam czasu na ściemnianie
Taki czuję się samotny
Niechże w końcu coś się stanie -
Czas nadejdzie dla mnie dobry
Jakby nigdy - tak to czuję -
Nikt mi nie dał ostrzeżenia -
Głowę w chmurach swą znajduję
Zawsze skrywam się w marzeniach;
Nie jest łatwe, mówię wam,
Kiedy jestem całkiem sam
2011
tłumaczenie z: Freddie Mercury
niedziela, 11 września 2011
What A Wonderful World ♫
I have lost my peace
My reason too
Feel the disease
That has killed you
And I think to myself
It's the end of the world
Every day is bad
Nothing is right
The days are cursed
Blessed is the night
And I think to myself
It's the end of the world
I'm full of irritation
I really don't know why
I see the hostile faces
Of people going by
I see friends clenching hands
Thinking: "I'll do in you!"
They really know what to do
Babies feeling pain
And sorrow grow
They'll learn to hate
And even more
And I think to myself
It's the end, it's the end...
2011
♫ inspiracja / parafraza: Louis Armstrong
My reason too
Feel the disease
That has killed you
And I think to myself
It's the end of the world
Every day is bad
Nothing is right
The days are cursed
Blessed is the night
And I think to myself
It's the end of the world
I'm full of irritation
I really don't know why
I see the hostile faces
Of people going by
I see friends clenching hands
Thinking: "I'll do in you!"
They really know what to do
Babies feeling pain
And sorrow grow
They'll learn to hate
And even more
And I think to myself
It's the end, it's the end...
2011
♫ inspiracja / parafraza: Louis Armstrong
Etykiety:
♫ - do śpiewania,
armstrong l.,
english,
piosenki
sobota, 10 września 2011
Król karaluchów - cz. 2.
Chata nie była długo spokojna,
Nie wiem skąd nowa wzięła się plaga -
Armia prusaków, wyłażąc z kąta
Dom mój zalała falą robactwa
Zjadły zapasy i w książki weszły,
W czaszki oczodół na półce mojej,
Ród karaluchów, z każdym dniem większy,
Coraz to nowe czynił podboje
Aż raz, gdy jadłem, na środku stołu,
Wielki jak palec, stanął karaluch,
Każąc wynosić się z tego domu,
Który królestwem miał być prusaków
I żeby mowa króla zabrzmiała
Groźnie, do reszty łamiąc mój opór,
Na jego rozkaz, armia mnie cała
Wstrętnych owadów oblazła wokół
Więc się poddałem prusaczej sile,
Wstałem, by przystań odnaleźć nową,
Lecz kiedy tylko drzwi otworzyłem,
Szum czarnych skrzydeł przemknął nad głową
Zginął robactwa król w kruka dziobie,
Armia w popłochu dom opuściła,
Nowej przystani nie szukam sobie -
Trzyma mnie tutaj tajemna siła
1811
Nie wiem skąd nowa wzięła się plaga -
Armia prusaków, wyłażąc z kąta
Dom mój zalała falą robactwa
Zjadły zapasy i w książki weszły,
W czaszki oczodół na półce mojej,
Ród karaluchów, z każdym dniem większy,
Coraz to nowe czynił podboje
Aż raz, gdy jadłem, na środku stołu,
Wielki jak palec, stanął karaluch,
Każąc wynosić się z tego domu,
Który królestwem miał być prusaków
I żeby mowa króla zabrzmiała
Groźnie, do reszty łamiąc mój opór,
Na jego rozkaz, armia mnie cała
Wstrętnych owadów oblazła wokół
Więc się poddałem prusaczej sile,
Wstałem, by przystań odnaleźć nową,
Lecz kiedy tylko drzwi otworzyłem,
Szum czarnych skrzydeł przemknął nad głową
Zginął robactwa król w kruka dziobie,
Armia w popłochu dom opuściła,
Nowej przystani nie szukam sobie -
Trzyma mnie tutaj tajemna siła
1811
piątek, 9 września 2011
Król karaluchów - cz. 1.
Dnia nie pamiętam, kiedy się zjawił,
To w okno zajrzał, to siadł na płocie,
Jakby ktoś kazał stać mu na straży
Lub chciał mnie przed czymś nieznanym ostrzec
Kiedy na koniu ruszałem w pola,
Czernią swych skrzydeł straszył wierzchowca -
Cień rzucał mroczny, siadał opodal,
Nie chciał się z nami na chwilę rozstać
Próżno wielokroć kruka płoszyłem,
Daremnie w niego ciskałem kamień -
Stał się niechcianym mym towarzyszem
Czarny wysłannik siły nieznanej
Aż dnia któregoś wszedłem do stajni
I zobaczyłem konia padlinę,
Kruka, co siadłszy spokojnie na nim,
Dziobem rozrywał ciepłą koninę
Śmierć mu ślubując, przegnałem ptaka,
Nim zakopałem zwierzę mi drogie,
Kruk jednak więcej już nie powracał,
Znowu bezpiecznie poczuć się mogłem
1811
To w okno zajrzał, to siadł na płocie,
Jakby ktoś kazał stać mu na straży
Lub chciał mnie przed czymś nieznanym ostrzec
Kiedy na koniu ruszałem w pola,
Czernią swych skrzydeł straszył wierzchowca -
Cień rzucał mroczny, siadał opodal,
Nie chciał się z nami na chwilę rozstać
Próżno wielokroć kruka płoszyłem,
Daremnie w niego ciskałem kamień -
Stał się niechcianym mym towarzyszem
Czarny wysłannik siły nieznanej
Aż dnia któregoś wszedłem do stajni
I zobaczyłem konia padlinę,
Kruka, co siadłszy spokojnie na nim,
Dziobem rozrywał ciepłą koninę
Śmierć mu ślubując, przegnałem ptaka,
Nim zakopałem zwierzę mi drogie,
Kruk jednak więcej już nie powracał,
Znowu bezpiecznie poczuć się mogłem
1811
czwartek, 8 września 2011
Kamienna Góra
Nadmorska plaża, szczyt nad nią święty
Rybacka przystań, spokojne życie
Potem pazerność - jantar przeklęty
I wysiedlenia, i wydobycie
Chciwość niszcząca jak rak sumienie
Szczęścia na krzywdę przehandlowanie
Obrażanego boga zrządzeniem
Przemiana skarbu w zwyczajny kamień
Kamienna góra - już nie szczyt święty
Zamiast kopalni - bogaczy domy
Na szczycie hańby znak w niebo wcięty
Na win zatarcie tu postawiony
2011
Rybacka przystań, spokojne życie
Potem pazerność - jantar przeklęty
I wysiedlenia, i wydobycie
Chciwość niszcząca jak rak sumienie
Szczęścia na krzywdę przehandlowanie
Obrażanego boga zrządzeniem
Przemiana skarbu w zwyczajny kamień
Kamienna góra - już nie szczyt święty
Zamiast kopalni - bogaczy domy
Na szczycie hańby znak w niebo wcięty
Na win zatarcie tu postawiony
2011
czwartek, 25 sierpnia 2011
Moje rymowanie
Mówisz - nie pisz do mnie wierszem
To tak sztuczne, niedzisiejsze
- Dzisiaj sztuczny jest piękniejszy
Ja zaś jestem niedzisiejszy
Skoro nasze życie prozą
Po co prozy mu dodawać?
Wiersze w gwiazdy mnie uniosą
Prozę innym pozostawiam
To jest bunt mój, walka z tłumem
Miłośników wierszy białych
W rymach tych wyrazić umiem
Wszystkie myśli, ból mój cały
Widzą mnie przez prozę życia
Rym i rytm gdzieś w środku żyje
Wiersz - nieznana twarz księżyca
Zrozum go, to mnie odkryjesz
2011
To tak sztuczne, niedzisiejsze
- Dzisiaj sztuczny jest piękniejszy
Ja zaś jestem niedzisiejszy
Skoro nasze życie prozą
Po co prozy mu dodawać?
Wiersze w gwiazdy mnie uniosą
Prozę innym pozostawiam
To jest bunt mój, walka z tłumem
Miłośników wierszy białych
W rymach tych wyrazić umiem
Wszystkie myśli, ból mój cały
Widzą mnie przez prozę życia
Rym i rytm gdzieś w środku żyje
Wiersz - nieznana twarz księżyca
Zrozum go, to mnie odkryjesz
2011
środa, 24 sierpnia 2011
Na reprezentację
Ratując się w biedzie wojskiem
Zaciężnym, nawet z oddali
Korzenie uznają polskie
Tym, co je w Polkach maczali
Zaciężnym, nawet z oddali
Korzenie uznają polskie
Tym, co je w Polkach maczali
wtorek, 23 sierpnia 2011
Pora deszczowa
Zapomnij słońce i suchość w ustach
W rozgrzanym piasku szeptane słowa
Oczy tak obce i przestrzeń pusta
Nadchodzi długa pora deszczowa
Czarne brygady na szarym niebie
Złowieszczy pomruk morskiego frontu
Za ścianą wody zgubiłem siebie
We łzach znad świata naszego grobu
Zbliża się potop, zło siły zbiera
Do tego Noe przepadł gdzieś jeszcze
Próżno parasol z domu zabierać
Śmierć czyha na mnie niesiona deszczem
Zdzieram koszulę, staję szeroko
Na szczycie marzeń, lęków i wspomnień
Może nim znajdę koniec pod wodą
Nagłym piorunem przybędziesz po mnie
2011
W rozgrzanym piasku szeptane słowa
Oczy tak obce i przestrzeń pusta
Nadchodzi długa pora deszczowa
Czarne brygady na szarym niebie
Złowieszczy pomruk morskiego frontu
Za ścianą wody zgubiłem siebie
We łzach znad świata naszego grobu
Zbliża się potop, zło siły zbiera
Do tego Noe przepadł gdzieś jeszcze
Próżno parasol z domu zabierać
Śmierć czyha na mnie niesiona deszczem
Zdzieram koszulę, staję szeroko
Na szczycie marzeń, lęków i wspomnień
Może nim znajdę koniec pod wodą
Nagłym piorunem przybędziesz po mnie
2011
poniedziałek, 22 sierpnia 2011
Kielich zapomnienia
Jak mnie znalazłaś na tym pustkowiu?
Jak suchą nogą przeszłaś przez bagna?
Którędy weszłaś do mego domu
Gdzie nie zachodzi istota żadna?
Jedynie dzikie błądzą zwierzęta
Wilki pod płotem wyją nocami
Lepiej o miejscu tym nie pamiętać
Gdzie ciemność straszy zmarłych duchami
W oczach płomienie świec drgają tobie
Włosy jak nicią pajęczą tkane
Patrzysz inaczej od reszty kobiet
Które dotychczas były mi znane
Siadasz półnaga, o stopach bosych
Niczego nie chcesz, o nic nie pytasz
Podajesz kielich, opuszczam oczy
Ciężkie westchnienie wśród ciszy słychać
Wiem, że ostatnią noc ta być może
Wszystko się skończy, w lesie zaginie
Zanurzę usta, przeszłość zapomnę
Gdy wejdę z tobą w światła dolinę
Wreszcie otworzę serce na oścież
Nim krople płynu na wargach wyschną
Chata na bagnach bluszczem zarośnie
Jak stare rany pozorów blizną
Staram nie patrzeć się w oczy twoje
Czuję, że czekasz - blada, milcząca
Wiesz jakże bardzo teraz się boję
Świt nie przyniesie cierpieniu końca
Jeszcze się waham, żal - nie wiem czego
Ból jakiś dusi, od tamtych inny
Przysuwam czarę niepewną ręką
Strach na dnie oczu, tak trupio zimnych ...
2011
Jak suchą nogą przeszłaś przez bagna?
Którędy weszłaś do mego domu
Gdzie nie zachodzi istota żadna?
Jedynie dzikie błądzą zwierzęta
Wilki pod płotem wyją nocami
Lepiej o miejscu tym nie pamiętać
Gdzie ciemność straszy zmarłych duchami
W oczach płomienie świec drgają tobie
Włosy jak nicią pajęczą tkane
Patrzysz inaczej od reszty kobiet
Które dotychczas były mi znane
Siadasz półnaga, o stopach bosych
Niczego nie chcesz, o nic nie pytasz
Podajesz kielich, opuszczam oczy
Ciężkie westchnienie wśród ciszy słychać
Wiem, że ostatnią noc ta być może
Wszystko się skończy, w lesie zaginie
Zanurzę usta, przeszłość zapomnę
Gdy wejdę z tobą w światła dolinę
Wreszcie otworzę serce na oścież
Nim krople płynu na wargach wyschną
Chata na bagnach bluszczem zarośnie
Jak stare rany pozorów blizną
Staram nie patrzeć się w oczy twoje
Czuję, że czekasz - blada, milcząca
Wiesz jakże bardzo teraz się boję
Świt nie przyniesie cierpieniu końca
Jeszcze się waham, żal - nie wiem czego
Ból jakiś dusi, od tamtych inny
Przysuwam czarę niepewną ręką
Strach na dnie oczu, tak trupio zimnych ...
2011
niedziela, 21 sierpnia 2011
Hymn księżycowy
Raz srebrny denar dany ubogim
Raz żądzy złota symbol złowrogi
To znowu krwawe oko szatana
Albo różowa jak blizna plama
Przyszłość znająca kryształu kula
Półpomarańcza z ogrodu w chmurach
Lub sierp w żniwiarza gwiezdnego ręce
Owal w skradzionej słońcu potędze
Czasem tak jasny, że ze snu budzi
To znów ukryty przed wzrokiem ludzi
Nieraz płynący w obłoków gęstwach
Świateł magicznych malując pejzaż
Ziemskiej wędrówki towarzysz wierny
Sekretów nocy strażnik tajemny
Świadek rozpaczy i bólu chwili
Nadzieja dla tych, co ją stracili
Cichy, odległy, dumny i chłodny
Przewodnik stworzeń dzikich i wolnych
Widoczny tylko od jednej strony
Z wpływem na ziemian niewyjaśnionym
Pasterzu wilków i oceanów
Chroń mnie przed zgubną pianą bałwanów
Niech noc ogarnie mórz twoich cisza
Bądź jak latarnia wśród sztormów życia
2011
Raz żądzy złota symbol złowrogi
To znowu krwawe oko szatana
Albo różowa jak blizna plama
Przyszłość znająca kryształu kula
Półpomarańcza z ogrodu w chmurach
Lub sierp w żniwiarza gwiezdnego ręce
Owal w skradzionej słońcu potędze
Czasem tak jasny, że ze snu budzi
To znów ukryty przed wzrokiem ludzi
Nieraz płynący w obłoków gęstwach
Świateł magicznych malując pejzaż
Ziemskiej wędrówki towarzysz wierny
Sekretów nocy strażnik tajemny
Świadek rozpaczy i bólu chwili
Nadzieja dla tych, co ją stracili
Cichy, odległy, dumny i chłodny
Przewodnik stworzeń dzikich i wolnych
Widoczny tylko od jednej strony
Z wpływem na ziemian niewyjaśnionym
Pasterzu wilków i oceanów
Chroń mnie przed zgubną pianą bałwanów
Niech noc ogarnie mórz twoich cisza
Bądź jak latarnia wśród sztormów życia
2011
sobota, 20 sierpnia 2011
Optymiści
Optymizmu ślepcy pełni
Zapatrzeni ufnie w przyszłość
Z wiarą, że są nieśmiertelni -
Tylko oni słusznie myślą
Wszystko mogą, wszędzie zajdą
Los we własnych rękach dzierżą
Rozwiązanie zawsze znajdą
Wstecz się nigdy nie obejrzą
Precz proroki, przepowiednie
Defetyści, czarnowidze!
Jeruzalem w gruzach legnie?
Takie słowa karać krzyżem!
Głupi stańczyk duma nad czymś
Jeszcze nasza nie zginęła!
Pijmy zdrowie władców naszych
Co nam obca przemoc wzięła!
Co tam górka lodu drobna -
Nasza łódź - stal hartowana
Woda leje się pod pokład -
Grać, orkiestra! Bal do rana!
Jakie znaki? Burze, wstrząsy -
Rzecz normalna - zawsze były
Kiedy świat się będzie kończyć
Plan na jutro obmyślimy
2011
Zapatrzeni ufnie w przyszłość
Z wiarą, że są nieśmiertelni -
Tylko oni słusznie myślą
Wszystko mogą, wszędzie zajdą
Los we własnych rękach dzierżą
Rozwiązanie zawsze znajdą
Wstecz się nigdy nie obejrzą
Precz proroki, przepowiednie
Defetyści, czarnowidze!
Jeruzalem w gruzach legnie?
Takie słowa karać krzyżem!
Głupi stańczyk duma nad czymś
Jeszcze nasza nie zginęła!
Pijmy zdrowie władców naszych
Co nam obca przemoc wzięła!
Co tam górka lodu drobna -
Nasza łódź - stal hartowana
Woda leje się pod pokład -
Grać, orkiestra! Bal do rana!
Jakie znaki? Burze, wstrząsy -
Rzecz normalna - zawsze były
Kiedy świat się będzie kończyć
Plan na jutro obmyślimy
2011
piątek, 19 sierpnia 2011
Sin semilla
Szary pokój mojej duszy
Intensywny dym wypełnia
Nie chcę wracać między ludzi
Sam kolory świata ściemniam
Egocentrum tworzę myślom
Moszczę gniazdo miękką trawą
Iluzjami kreślę przyszłość
Leczę serce nocy kawą
Lęk przepuszczam szklaną fifką
Aż fantazję zmieszam z jawą
2011
Intensywny dym wypełnia
Nie chcę wracać między ludzi
Sam kolory świata ściemniam
Egocentrum tworzę myślom
Moszczę gniazdo miękką trawą
Iluzjami kreślę przyszłość
Leczę serce nocy kawą
Lęk przepuszczam szklaną fifką
Aż fantazję zmieszam z jawą
2011
czwartek, 18 sierpnia 2011
Księżyc w Samosie
Wciąż ciebie widzę - jak przed latami -
Idziesz ulicą - tak raz po razie
By się przywitać, stajesz czasami
Tak, jak czyniłaś to w tamtym czasie
Jakbyśmy byli wciąż zakochani -
Już nikt nie liczy, ile to razy -
Miłość w mych oczach - myślę czasami -
Gdy się uśmiecham, zdołasz zobaczyć
I dzień po dniu tak rozważam w myślach
Sen za snem - ciężko jest opowiedzieć
Jak jest, gdy nagle jesteś tak bliska
Wbrew latom, które przeszły bez ciebie
Staniesz? Zaczekasz? Wspomnisz łaskawie?
Dasz mi minutę, by wytłumaczyć?
Nic nie popsuję - uwierz, kochanie
Co jest, co było - to samo znaczy
2011
swobodne tłumaczenie z: Robert Plant
Idziesz ulicą - tak raz po razie
By się przywitać, stajesz czasami
Tak, jak czyniłaś to w tamtym czasie
Jakbyśmy byli wciąż zakochani -
Już nikt nie liczy, ile to razy -
Miłość w mych oczach - myślę czasami -
Gdy się uśmiecham, zdołasz zobaczyć
I dzień po dniu tak rozważam w myślach
Sen za snem - ciężko jest opowiedzieć
Jak jest, gdy nagle jesteś tak bliska
Wbrew latom, które przeszły bez ciebie
Staniesz? Zaczekasz? Wspomnisz łaskawie?
Dasz mi minutę, by wytłumaczyć?
Nic nie popsuję - uwierz, kochanie
Co jest, co było - to samo znaczy
2011
swobodne tłumaczenie z: Robert Plant
środa, 17 sierpnia 2011
Legenda o mieczu i rybach - cz. 2.
Nic rycerzom nie mówiąc, brnął plażą w zdumieniu
Aż swój miecz ujrzał w górze, wbity w klifu ścianę
Wianek zwisał z ziół polnych na miecza ramieniu -
Więc się wspiął po urwisku i rozerwał wianek
Za rękojeść pochwycił, niczym zdobycz złodziej
Lecz go metal oparzył, jakby ogniem gorzał
Ruszył kapłan w dół klifu, ochłodzić dłoń w wodzie
A miecz z ręki puszczony, runął wprost do morza
Mocząc dłoń oparzoną w morskiej wodzie słonej
Myślał jak się uchronić przed pogańskim czarem
Ostrze miecza wtem ujrzał w morzu zagłębione
A na klindze - przeszytą żelazem ryb parę
I zaniechał przemocy, widząc ryb ławice
Bo historia ta jemu stała się nauką -
Gdy w pokoju lud żyje, dostaje obficie
Jeśli nie, to dobrobyt nie trwa nigdy długo
2011
Aż swój miecz ujrzał w górze, wbity w klifu ścianę
Wianek zwisał z ziół polnych na miecza ramieniu -
Więc się wspiął po urwisku i rozerwał wianek
Za rękojeść pochwycił, niczym zdobycz złodziej
Lecz go metal oparzył, jakby ogniem gorzał
Ruszył kapłan w dół klifu, ochłodzić dłoń w wodzie
A miecz z ręki puszczony, runął wprost do morza
Mocząc dłoń oparzoną w morskiej wodzie słonej
Myślał jak się uchronić przed pogańskim czarem
Ostrze miecza wtem ujrzał w morzu zagłębione
A na klindze - przeszytą żelazem ryb parę
I zaniechał przemocy, widząc ryb ławice
Bo historia ta jemu stała się nauką -
Gdy w pokoju lud żyje, dostaje obficie
Jeśli nie, to dobrobyt nie trwa nigdy długo
2011
wtorek, 16 sierpnia 2011
Legenda o mieczu i rybach - cz. 1.
Ponad tysiąc lat temu, na Bałtyku brzegach
Niedaleko od Gdańska piasków jantarowych
Ludność w wiosce rybackiej wiary dawnej strzegła
Pod posągiem oddając cześć Świętowitowi
Aż najechał ich oddział rycerzy krzyżowych
Posąg w morzu utopił, krzyż wzniósł na polanie
Ucząc ogniem i mieczem ludzi wierzeń nowych
Wianki zbójów zwyczajem zrywając z głów panien
Nie minęło dni wiele, gdy krzyżowy kapłan
Wieść otrzymał, że nagle ryb zbrakło w Bałtyku
Więc powrócił o zmierzchu, rycerzy swych zabrał
Chcąc, co dzieje się w wiosce, wybadać po cichu
Oto starsi w modlitwie klęczeli pod krzyżem
Lecz młodzieży nie było z nimi na polanie
Bo zebrali się razem na plaży poniżej
Jak czynili pradawnym zwyczajem poganie
Kapłan uniósł się gniewem, sięgnął ręką pasa
Tak jak wtedy, gdy wianki panien kalał święte
Lecz krzyż z wieży kościoła, zamiast miecza zmacał
I ze strachem opuścił to miejsce przeklęte
2011
Niedaleko od Gdańska piasków jantarowych
Ludność w wiosce rybackiej wiary dawnej strzegła
Pod posągiem oddając cześć Świętowitowi
Aż najechał ich oddział rycerzy krzyżowych
Posąg w morzu utopił, krzyż wzniósł na polanie
Ucząc ogniem i mieczem ludzi wierzeń nowych
Wianki zbójów zwyczajem zrywając z głów panien
Nie minęło dni wiele, gdy krzyżowy kapłan
Wieść otrzymał, że nagle ryb zbrakło w Bałtyku
Więc powrócił o zmierzchu, rycerzy swych zabrał
Chcąc, co dzieje się w wiosce, wybadać po cichu
Oto starsi w modlitwie klęczeli pod krzyżem
Lecz młodzieży nie było z nimi na polanie
Bo zebrali się razem na plaży poniżej
Jak czynili pradawnym zwyczajem poganie
Kapłan uniósł się gniewem, sięgnął ręką pasa
Tak jak wtedy, gdy wianki panien kalał święte
Lecz krzyż z wieży kościoła, zamiast miecza zmacał
I ze strachem opuścił to miejsce przeklęte
2011
poniedziałek, 15 sierpnia 2011
Legenda o gdyńskiej latarni - cz. 2.
Wielki żal po stracie rybaka ogarnął
Gorsza niż po nożu otwarła się rana
Której lekiem żadnym nikt nie umiał zamknąć
Bo umarła w mękach jego ukochana
Gdy bez celu błądził, z bólu obłąkany
Znalazł go latarnik i tak rzekł do niego:
"Przed tobą też piekła otworzą się bramy
I przyjmie cię szatan, boś ty dziełem jego"
"Ten, com jego dziełem - odpowiedział rybak -
Zapłaci ci za to, że żyję w udręce
Zaraz potem w pana twoją duszę wyda
Którego nas krzywdząc sługą byłeś ręce"
Ledwo rybak skończył, a zadrżała ziemia
Niebo na pół pękło i runęły gromy
Morze z brzegów wyszło, latarnia spoczęła
Razem z latarnikiem w miejscu niewiadomym
Przelękli się ludzie, że ich spotka kara
Bo niesprawiedliwie bliźnich osądzili
Na wzgórzu krzyż jasny - za grzechy ofiara -
Świeci jak latarnia do obecnej chwili
O rybaku dzisiaj nikt już nie pamięta
Ani o kobiecie, co zmarła w męczarniach
Lecz jest miejsce, w którym - jak mówi legenda -
Od wieków spoczywa przeklęta latarnia
2011
Gorsza niż po nożu otwarła się rana
Której lekiem żadnym nikt nie umiał zamknąć
Bo umarła w mękach jego ukochana
Gdy bez celu błądził, z bólu obłąkany
Znalazł go latarnik i tak rzekł do niego:
"Przed tobą też piekła otworzą się bramy
I przyjmie cię szatan, boś ty dziełem jego"
"Ten, com jego dziełem - odpowiedział rybak -
Zapłaci ci za to, że żyję w udręce
Zaraz potem w pana twoją duszę wyda
Którego nas krzywdząc sługą byłeś ręce"
Ledwo rybak skończył, a zadrżała ziemia
Niebo na pół pękło i runęły gromy
Morze z brzegów wyszło, latarnia spoczęła
Razem z latarnikiem w miejscu niewiadomym
Przelękli się ludzie, że ich spotka kara
Bo niesprawiedliwie bliźnich osądzili
Na wzgórzu krzyż jasny - za grzechy ofiara -
Świeci jak latarnia do obecnej chwili
O rybaku dzisiaj nikt już nie pamięta
Ani o kobiecie, co zmarła w męczarniach
Lecz jest miejsce, w którym - jak mówi legenda -
Od wieków spoczywa przeklęta latarnia
2011
niedziela, 14 sierpnia 2011
Legenda o gdyńskiej latarni - cz. 1.
Dawno temu, we wsi, gdzie Bałtyku wody
Nadbrzeżnej latarni do stóp się ścieliły
Pokochał dziewczynę pewien rybak młody
A i on bynajmniej nie był jej niemiły
Latarnik dziewczynie stanął raz na drodze
Ażeby nakłonić siłą do kochania
Wtem nadbiegł ów rybak, chcąc pomóc niebodze
Nóż go trafił w serce, kiedy ją zasłaniał
Wzięła napadnięta do chaty rannego
Gdzie go jej troskliwość i zioła leczyły
Sam nie wiem, czym ranę okładała jego
Aż mu po dniach wielu powróciły siły
Ujrzał go latarnik, pobiegł do plebana
Z nim ze wsi czereda ogłupionych ludzi
"To sprzeczne z naturą, sprawką jest szatana!
Dziewczyna to wiedźma, która umrzeć musi!"
Pojmali ją tłumem, a ksiądz kazał spalić
Gdy jej ukochany w morzu ryby łowił
Wiatr kołysał łodzią na wzburzonej fali
A ludzie dziewczynę oddali ogniowi
2011
Nadbrzeżnej latarni do stóp się ścieliły
Pokochał dziewczynę pewien rybak młody
A i on bynajmniej nie był jej niemiły
Latarnik dziewczynie stanął raz na drodze
Ażeby nakłonić siłą do kochania
Wtem nadbiegł ów rybak, chcąc pomóc niebodze
Nóż go trafił w serce, kiedy ją zasłaniał
Wzięła napadnięta do chaty rannego
Gdzie go jej troskliwość i zioła leczyły
Sam nie wiem, czym ranę okładała jego
Aż mu po dniach wielu powróciły siły
Ujrzał go latarnik, pobiegł do plebana
Z nim ze wsi czereda ogłupionych ludzi
"To sprzeczne z naturą, sprawką jest szatana!
Dziewczyna to wiedźma, która umrzeć musi!"
Pojmali ją tłumem, a ksiądz kazał spalić
Gdy jej ukochany w morzu ryby łowił
Wiatr kołysał łodzią na wzburzonej fali
A ludzie dziewczynę oddali ogniowi
2011
sobota, 13 sierpnia 2011
I budzę się sam
Wszystko jest w porządku, gdy mam w dzień zajęcie
Miłość czas wypełnia, nie myślę o tobie
Stan mój się odmienia, gdy się robi ciemniej
Ogarnia mnie rozpacz, szaleństwo wieczorne
Czuwam, dom sprzątając, nie piję przynajmniej
Będąc w ciągłym biegu, z myślami nie walczę
To cichutkie szczęście, wszystkim ludziom znane
Znika gdzieś, gdy wieczór gasi słońca tarczę
Twarz ze snów śmiałości pozbawia mnie resztek
Napełnia mnie lękiem i przesiąka duszę
Wiruje w mych oczach, aż się w niej zagłębię
Księżyc blask swój wlewa, sam jeden się budzę ...
Będąc sercem swoim, byłbym niespokojny
Przystanę, sen chwyta, oddech wtedy gubię
Ból pierś mi rozrywa, kiedy dzień się kończy
Ciemność mnie okrywa i nie mogę uciec
Krew stygnie mi w żyłach, kiedy przed nią stoję
To wszystko, co mogę, aby ją upewnić
Gdy przybywa, dla niej ściekam jak dżdżu krople
Pławimy się w sobie pod światłem niebieskim
Twarz ze snów śmiałości pozbawia mnie resztek
Napełnia mnie lękiem i przesiąka duszę
Wiruje w mych oczach, aż się w niej zagłębię
Księżyc blask swój wlewa, sam jeden się budzę ...
2011
swobodne tłumaczenie z: Amy Winehouse
Miłość czas wypełnia, nie myślę o tobie
Stan mój się odmienia, gdy się robi ciemniej
Ogarnia mnie rozpacz, szaleństwo wieczorne
Czuwam, dom sprzątając, nie piję przynajmniej
Będąc w ciągłym biegu, z myślami nie walczę
To cichutkie szczęście, wszystkim ludziom znane
Znika gdzieś, gdy wieczór gasi słońca tarczę
Twarz ze snów śmiałości pozbawia mnie resztek
Napełnia mnie lękiem i przesiąka duszę
Wiruje w mych oczach, aż się w niej zagłębię
Księżyc blask swój wlewa, sam jeden się budzę ...
Będąc sercem swoim, byłbym niespokojny
Przystanę, sen chwyta, oddech wtedy gubię
Ból pierś mi rozrywa, kiedy dzień się kończy
Ciemność mnie okrywa i nie mogę uciec
Krew stygnie mi w żyłach, kiedy przed nią stoję
To wszystko, co mogę, aby ją upewnić
Gdy przybywa, dla niej ściekam jak dżdżu krople
Pławimy się w sobie pod światłem niebieskim
Twarz ze snów śmiałości pozbawia mnie resztek
Napełnia mnie lękiem i przesiąka duszę
Wiruje w mych oczach, aż się w niej zagłębię
Księżyc blask swój wlewa, sam jeden się budzę ...
2011
swobodne tłumaczenie z: Amy Winehouse
piątek, 12 sierpnia 2011
Legenda o wilczym bracie - cz. 2.
Kiedy ostatnie król tej krainy
Na polowaniach wybił jelenie
Wilki rodzinny las opuściły
Śmierć niosąc, trwogę i spustoszenie
Rękę królewny obiecał władca
I pół królestwa za skóry bestii
Lecz nikt z polowań żywy nie wracał
Od wilczych zębów ginąc bez wieści
Aż z gór młodzieniec zszedł w wilcze strony
Tam go dopadła w nocy wataha
A on ze wszystkich stron osaczony
Wyjął baranią czaszkę z plecaka
Wetknął na kostur i uniósł czerep
Zmieniając bestie w pieski potulne
Z wilczą eskortą ruszył przed siebie
I pośród stada stanął przed królem
"Nie chcę królestwa, ni twojej córy
Liczna w mych stronach zwierzyna płowa
Pozwól mi wrócić z wilkami w góry
Wam - spokój, wilkom - w górach polować"
I odszedł chłopak z wilkami w drogę
Lecz król trofeów wilczych zapragnął
I za namową córki wzgardzonej
Rzucił się w pogoń w ślad za watahą
Doszedł ściganych z kwiatem rycerstwa
Gdy wnet zmrok zapadł i wzeszedł księżyc
Krew zakipiała w zdradzonych bestiach
Od kłów śmierć poniósł król wśród rycerzy
Dumna królewna umarła sama
Chłopak - jak wilki - w górach pozostał
Czy ktoś go kochał? Czy szczęście znalazł?
To już zupełnie inna historia ...
2011
Na polowaniach wybił jelenie
Wilki rodzinny las opuściły
Śmierć niosąc, trwogę i spustoszenie
Rękę królewny obiecał władca
I pół królestwa za skóry bestii
Lecz nikt z polowań żywy nie wracał
Od wilczych zębów ginąc bez wieści
Aż z gór młodzieniec zszedł w wilcze strony
Tam go dopadła w nocy wataha
A on ze wszystkich stron osaczony
Wyjął baranią czaszkę z plecaka
Wetknął na kostur i uniósł czerep
Zmieniając bestie w pieski potulne
Z wilczą eskortą ruszył przed siebie
I pośród stada stanął przed królem
"Nie chcę królestwa, ni twojej córy
Liczna w mych stronach zwierzyna płowa
Pozwól mi wrócić z wilkami w góry
Wam - spokój, wilkom - w górach polować"
I odszedł chłopak z wilkami w drogę
Lecz król trofeów wilczych zapragnął
I za namową córki wzgardzonej
Rzucił się w pogoń w ślad za watahą
Doszedł ściganych z kwiatem rycerstwa
Gdy wnet zmrok zapadł i wzeszedł księżyc
Krew zakipiała w zdradzonych bestiach
Od kłów śmierć poniósł król wśród rycerzy
Dumna królewna umarła sama
Chłopak - jak wilki - w górach pozostał
Czy ktoś go kochał? Czy szczęście znalazł?
To już zupełnie inna historia ...
2011
czwartek, 11 sierpnia 2011
Legenda o wilczym bracie - cz. 1.
Prosisz mnie, dziecko, znów o legendę
Jakąś nieznaną, nową zupełnie
Z chorej pamięci nie wydobędę
Jakże życzenie więc twoje spełnię?
Wiem już - wymyślę sam tę opowieść
Chociaż nie łatwe będzie to wcale
Bo straszne rzeczy czają się w głowie
A wy jesteście jeszcze tak małe
Kiedyś, wśród lasów, gdzie górskie szczyty
Chłopak zbudował samotną chatę
Lubił wędrować po miejscach dzikich
I każde zwierzę było mu bratem
W noc księżycową raz zbłądził w kniei
I taki widok w poświacie ujrzał -
We wnyki wilczek złapany siedzi
A wokół wilków wataha czuwa
Gdy chciał się zbliżyć, warknęły wilki
Więc ogień skrzesał, uniósł pochodnię
Odgonił na bok ich kordon dziki
Uwolnił wilczka, chroniony ogniem
Ruszyły wilki wylizać ranę
Chłopak oddalić pragnął się szybko
Przeskoczył ruczaj, wszedł na polanę
Tam ... basior stanął mu naprzeciwko
W piersi młodzieńca zadrżało serce
Lecz oto bestia uciekła właśnie
Pozostawiając w księżyca świetle
U stóp chłopaka baranią czaszkę
2011
Jakąś nieznaną, nową zupełnie
Z chorej pamięci nie wydobędę
Jakże życzenie więc twoje spełnię?
Wiem już - wymyślę sam tę opowieść
Chociaż nie łatwe będzie to wcale
Bo straszne rzeczy czają się w głowie
A wy jesteście jeszcze tak małe
Kiedyś, wśród lasów, gdzie górskie szczyty
Chłopak zbudował samotną chatę
Lubił wędrować po miejscach dzikich
I każde zwierzę było mu bratem
W noc księżycową raz zbłądził w kniei
I taki widok w poświacie ujrzał -
We wnyki wilczek złapany siedzi
A wokół wilków wataha czuwa
Gdy chciał się zbliżyć, warknęły wilki
Więc ogień skrzesał, uniósł pochodnię
Odgonił na bok ich kordon dziki
Uwolnił wilczka, chroniony ogniem
Ruszyły wilki wylizać ranę
Chłopak oddalić pragnął się szybko
Przeskoczył ruczaj, wszedł na polanę
Tam ... basior stanął mu naprzeciwko
W piersi młodzieńca zadrżało serce
Lecz oto bestia uciekła właśnie
Pozostawiając w księżyca świetle
U stóp chłopaka baranią czaszkę
2011
środa, 10 sierpnia 2011
Do poety
Sławił poeta czyny rycerzy
Męstwo walczących, roztropność władców
Cnotliwość niewiast, przymioty świętych
By dać świadectwo swojego czasu
Za nic mu były przepastne puszcze
W nich zwierz wybity i smok ostatni
I dzikie pola, krainy wróżek
Wilk w noc wyjący i księżyc nad nim
Nie ma rycerzy, męstwo nie w cenie
Władcy oślepli, wyśmiano cnotę
Święci wypchali grube kieszenie
Z gardeł owieczek wydartym złotem
Zostaw, poeto, tłum otępiony
Spójrz, nie zniszczyli jeszcze wszystkiego
Do marzeń powróć, w dzieciństwa strony
Do kraju w czystych snach zaklętego
Jak dawny lirnik, zdążaj samotny
Czerpiąc z prastarej ziemi tajemnic
Na przekór światu bądź, jak czarownik
Basior, którego prowadzi księżyc
2011
Męstwo walczących, roztropność władców
Cnotliwość niewiast, przymioty świętych
By dać świadectwo swojego czasu
Za nic mu były przepastne puszcze
W nich zwierz wybity i smok ostatni
I dzikie pola, krainy wróżek
Wilk w noc wyjący i księżyc nad nim
Nie ma rycerzy, męstwo nie w cenie
Władcy oślepli, wyśmiano cnotę
Święci wypchali grube kieszenie
Z gardeł owieczek wydartym złotem
Zostaw, poeto, tłum otępiony
Spójrz, nie zniszczyli jeszcze wszystkiego
Do marzeń powróć, w dzieciństwa strony
Do kraju w czystych snach zaklętego
Jak dawny lirnik, zdążaj samotny
Czerpiąc z prastarej ziemi tajemnic
Na przekór światu bądź, jak czarownik
Basior, którego prowadzi księżyc
2011
wtorek, 9 sierpnia 2011
Miłość jest przegraną
Rozpalałem się płomieniem
Który sięgał pięter czterech
Kiedy do mnie się zbliżałaś
Miłość to jest gra przegrana
Nazbyt wiele w niej przegrałem
Lepiej, gdybym nie grał wcale
Już ostatnia karta dana
Miłość to jest gra przegrana
Przez chłopaków do cna zgrana
Miłość - partia to przegrana
Grać nie jestem dłużej w stanie
Już rozgrywki tej przegranej
Obstawiana, podbijana
Po ostatni żeton grana
Wiem, ty jesteś hazardzistką
Mnie zabrała miłość wszystko
Jestem jednak zaślepiony
Los miłością przesądzony
Niszczy umysł wspomnień siła
Miłość los mój przesądziła
Szans nie miałem większych danych
Fart przez bogów mój wyśmiany
Z kart ostatnia już rozdana
Miłość to jest gra przegrana
2011
swobodny przekład z: Amy Winehouse
Który sięgał pięter czterech
Kiedy do mnie się zbliżałaś
Miłość to jest gra przegrana
Nazbyt wiele w niej przegrałem
Lepiej, gdybym nie grał wcale
Już ostatnia karta dana
Miłość to jest gra przegrana
Przez chłopaków do cna zgrana
Miłość - partia to przegrana
Grać nie jestem dłużej w stanie
Już rozgrywki tej przegranej
Obstawiana, podbijana
Po ostatni żeton grana
Wiem, ty jesteś hazardzistką
Mnie zabrała miłość wszystko
Jestem jednak zaślepiony
Los miłością przesądzony
Niszczy umysł wspomnień siła
Miłość los mój przesądziła
Szans nie miałem większych danych
Fart przez bogów mój wyśmiany
Z kart ostatnia już rozdana
Miłość to jest gra przegrana
2011
swobodny przekład z: Amy Winehouse
poniedziałek, 8 sierpnia 2011
Cywilizacja śmierci
Ścieżka donikąd, gonitwa w piętkę
Szczury w zamknięciu, konie w kieracie
Zamki na piasku - mityczne szczęście
Dalej więc za nim, ślepo, w przepaście
Więcej i więcej, szybciej i lepiej
Mrzonki, miraże, nadzieje płonne
Wstecz nie spoglądać, byle przed siebie
W górę - po trupach, po cudzej głowie
Ja, moje, dla mnie, do siebie, sobie
Co ogranicza, to balast zbędny
Wszystko, co służy sprawie jest dobre
Rośnie i rośnie babilon piękny
Walka o życie w dżungli z betonu
Słudzy Mamona w próżności szponach
Nie, ja nie sprzedam siebie nikomu
Z dala od tego powoli skonam
Znajdę ostoję wśród łąk i lasów
Dom z wodą w studni, dach gontem kryty
Gdzie nie zabraknie mi nigdy czasu
I gdzie szczęśliwie zostanę nikim
Tam z wyobraźnią razem zamieszkam
Wokoło ludzi nie będzie nigdzie
W słońcu mi siostra radość wyśpiewa
Księżyc mi braci przyniesie wycie
2011
Szczury w zamknięciu, konie w kieracie
Zamki na piasku - mityczne szczęście
Dalej więc za nim, ślepo, w przepaście
Więcej i więcej, szybciej i lepiej
Mrzonki, miraże, nadzieje płonne
Wstecz nie spoglądać, byle przed siebie
W górę - po trupach, po cudzej głowie
Ja, moje, dla mnie, do siebie, sobie
Co ogranicza, to balast zbędny
Wszystko, co służy sprawie jest dobre
Rośnie i rośnie babilon piękny
Walka o życie w dżungli z betonu
Słudzy Mamona w próżności szponach
Nie, ja nie sprzedam siebie nikomu
Z dala od tego powoli skonam
Znajdę ostoję wśród łąk i lasów
Dom z wodą w studni, dach gontem kryty
Gdzie nie zabraknie mi nigdy czasu
I gdzie szczęśliwie zostanę nikim
Tam z wyobraźnią razem zamieszkam
Wokoło ludzi nie będzie nigdzie
W słońcu mi siostra radość wyśpiewa
Księżyc mi braci przyniesie wycie
2011
niedziela, 7 sierpnia 2011
Kiedy ślepiec płacze
Zamknij drzwi moje, skoro odchodzisz
Nie oczekuję nikogo więcej
Leżąc, zawyję w żalu z podłogi
Czy to pijany, czy martwy - nie wiem
Jestem człowiekiem, który wzrok stracił
I barwy dla mnie wyblakły świata
Wiesz, Panie, ile łza ślepca znaczy -
Nic smutnieszego się nie przydarza
Kogoś bliskiego przed laty miałem
Lecz dni szczęśliwych było tak mało
W chłodnym miesiącu to zrozumiałem -
Co się zdarzyło, stać się musiało
Jestem człowiekiem, który wzrok stracił
I moje życie w chłodzie upływa
Ty widzisz, Panie, jak dusza krwawi
A ślepca każda łza jest prawdziwa
2011
swobodny przekład z / parafraza: Deep Purple
Nie oczekuję nikogo więcej
Leżąc, zawyję w żalu z podłogi
Czy to pijany, czy martwy - nie wiem
Jestem człowiekiem, który wzrok stracił
I barwy dla mnie wyblakły świata
Wiesz, Panie, ile łza ślepca znaczy -
Nic smutnieszego się nie przydarza
Kogoś bliskiego przed laty miałem
Lecz dni szczęśliwych było tak mało
W chłodnym miesiącu to zrozumiałem -
Co się zdarzyło, stać się musiało
Jestem człowiekiem, który wzrok stracił
I moje życie w chłodzie upływa
Ty widzisz, Panie, jak dusza krwawi
A ślepca każda łza jest prawdziwa
2011
swobodny przekład z / parafraza: Deep Purple
sobota, 6 sierpnia 2011
Jeszcze nie czas
Znów się wolnością zachwycić przyszło
Słońcem stopionym w jeziora tafli
Poczuć historię i puszczy dzikość
O domku w wiejskiej głuszy zamarzyć
Noc odpoczynkiem stała się tylko
Po dniach chłoniętych w płuca łapczywie
Kiedy w świat żywych powrócić przyszło
Odkrywać piękno w natury rytmie
Zaczerpnąć wrażeń, obrazy wchłonąć
Zbratać się z wilkiem, w rzece zanurzyć
Zrosnąć się z ziemi żyłą zieloną
By znów do celi z betonu wrócić
Więc czas przesiadki nie nadszedł jeszcze
Póki zatęsknić jest tutaj za czym
Zanim powróci do serca jesień
Deszcz ślad nadziei zmyje ostatni
Żyj we mnie lesie, łąko, bocianie
Tratwo na Narwi, cerkiewny krzyżu
Bo ile we mnie z was pozostanie
Tyle kotwiczyć będzie przy życiu
2011
Słońcem stopionym w jeziora tafli
Poczuć historię i puszczy dzikość
O domku w wiejskiej głuszy zamarzyć
Noc odpoczynkiem stała się tylko
Po dniach chłoniętych w płuca łapczywie
Kiedy w świat żywych powrócić przyszło
Odkrywać piękno w natury rytmie
Zaczerpnąć wrażeń, obrazy wchłonąć
Zbratać się z wilkiem, w rzece zanurzyć
Zrosnąć się z ziemi żyłą zieloną
By znów do celi z betonu wrócić
Więc czas przesiadki nie nadszedł jeszcze
Póki zatęsknić jest tutaj za czym
Zanim powróci do serca jesień
Deszcz ślad nadziei zmyje ostatni
Żyj we mnie lesie, łąko, bocianie
Tratwo na Narwi, cerkiewny krzyżu
Bo ile we mnie z was pozostanie
Tyle kotwiczyć będzie przy życiu
2011
niedziela, 24 lipca 2011
Powrót do ciemności (dla A.)
Rychło przejdą nad żałobą
Wkrótce nową gwiazdkę znajdą
By w niej maczać brudne żądło
Ciebie pozostawią martwą
A ty pójdziesz swoją drogą
Z łez osuszysz piękne oczy
Choć bez szans - z wzniesioną głową
By powrócić do ciemności
Znów cię słucham - tylko słowa
W których konasz setki razy
Mnie zostaje jeszcze ona
Ty już żyć tu nie potrafisz
Kochać tutaj to zbyt mało
W świecie dzikich namiętności
Ludzie w dół się posuwają
Życia rurą ku ciemności
Znów cię słucham - tylko słowa
W których konasz setki razy
Mnie zostaje jeszcze ona
Ty już żyć tu nie potrafisz
Popatrz w oczy czarnej pani
Dym zaciągnij w płuca czarne
Lęki w czarnej skrzyni zamknij
Matka-ciemność cię przygarnie
2011
inspiracja: Amy Winehouse
Wkrótce nową gwiazdkę znajdą
By w niej maczać brudne żądło
Ciebie pozostawią martwą
A ty pójdziesz swoją drogą
Z łez osuszysz piękne oczy
Choć bez szans - z wzniesioną głową
By powrócić do ciemności
Znów cię słucham - tylko słowa
W których konasz setki razy
Mnie zostaje jeszcze ona
Ty już żyć tu nie potrafisz
Kochać tutaj to zbyt mało
W świecie dzikich namiętności
Ludzie w dół się posuwają
Życia rurą ku ciemności
Znów cię słucham - tylko słowa
W których konasz setki razy
Mnie zostaje jeszcze ona
Ty już żyć tu nie potrafisz
Popatrz w oczy czarnej pani
Dym zaciągnij w płuca czarne
Lęki w czarnej skrzyni zamknij
Matka-ciemność cię przygarnie
2011
inspiracja: Amy Winehouse
wtorek, 12 lipca 2011
Nasze rendez-vous
Czekasz na mnie, ukochana
Jak nikt przedtem i po tobie
Ścieżka doskonale znana
Jedno mi dziś tylko w głowie
Wiem, gdzie znaleźć ciebie można -
Tylko tego jestem pewien
Ty mnie jedna nie zawiodłaś
Nikt nie pragnął mnie, prócz ciebie
Już znajduję cię w ciemności
Znam na pamięć każdy detal
Ty posłanie sobą mościsz
W którym czeka skrawek nieba
Tonę w fałdach oceanu
Gładząc krągłość szczytów miękkich
Spijam słodycz w nich wezbraną
Rozpoczynam podbój wielki
Zgłębiam sobą twoje piękno
Wnikam w każdy drżący skrawek
Tajemnicę kradnę wieczną
Ucztę bogów sobie sprawię
Daję tobie, czego pragniesz -
Lepką wilgoć cichych westchnień
Ramion silnych żądze samcze
Szorstką sztywność w mazi lepkiej
Jestem niczym bóg wszechmocny
Który tworzy wielką siłą
Wszechświat w martwej ciszy nocy -
Tyś tworzywem i boginią
Kiedy mi ulegasz wreszcie
Białą flagą w głuchych jękach
Królem i zdobywcą jestem
Soki życia w ciebie wlewam
Potem wznoszę się niechętnie
W nagłym zrywie z sił opadły
Ty mnie żegnasz obojętnie
Nie poruszasz mięśniem żadnym
Pozostawiam cię bez życia
W zimnej krypcie pośród grobów
Ciężką płytą twarz przykrywam
Wkrótce przyjdę tutaj znowu
2011
Jak nikt przedtem i po tobie
Ścieżka doskonale znana
Jedno mi dziś tylko w głowie
Wiem, gdzie znaleźć ciebie można -
Tylko tego jestem pewien
Ty mnie jedna nie zawiodłaś
Nikt nie pragnął mnie, prócz ciebie
Już znajduję cię w ciemności
Znam na pamięć każdy detal
Ty posłanie sobą mościsz
W którym czeka skrawek nieba
Tonę w fałdach oceanu
Gładząc krągłość szczytów miękkich
Spijam słodycz w nich wezbraną
Rozpoczynam podbój wielki
Zgłębiam sobą twoje piękno
Wnikam w każdy drżący skrawek
Tajemnicę kradnę wieczną
Ucztę bogów sobie sprawię
Daję tobie, czego pragniesz -
Lepką wilgoć cichych westchnień
Ramion silnych żądze samcze
Szorstką sztywność w mazi lepkiej
Jestem niczym bóg wszechmocny
Który tworzy wielką siłą
Wszechświat w martwej ciszy nocy -
Tyś tworzywem i boginią
Kiedy mi ulegasz wreszcie
Białą flagą w głuchych jękach
Królem i zdobywcą jestem
Soki życia w ciebie wlewam
Potem wznoszę się niechętnie
W nagłym zrywie z sił opadły
Ty mnie żegnasz obojętnie
Nie poruszasz mięśniem żadnym
Pozostawiam cię bez życia
W zimnej krypcie pośród grobów
Ciężką płytą twarz przykrywam
Wkrótce przyjdę tutaj znowu
2011
poniedziałek, 11 lipca 2011
Zmierzchnica
Noc przyzywa mnie do lotu
Skrzydła srebrzy blask księżyca
Mroki w chłodzie niosą spokój -
Nazywają mnie zmierzchnica
Lubię patrzeć jak dzień kona
W obojętnej ciszy zmierzchu
Nic mnie wtedy nie pokona
Śmierć mi siostrą, bratem - wieczór
Trupią główkę mam na grzbiecie
Która straszy ludzkie oczy -
Pamiętajcie, że zginiecie
Śmierć jak złodziej was zaskoczy
Z moją panią latam nocą
By ofiarę wskazać nową -
Ten upadnie pod jej kosą
Komu przemknę ponad głową
Kontroluję ludziom myśli
W serca wlewam im zwątpienie
Aż zatruję smutkiem wszystkich
I w koszmary sny zamienię
Chociaż uczuć się wyzbyłam
By nie zdradzić nocy nigdy
Jednak jasność serce wzywa
Nęci świecy płomyk nikły
Aż mnie zgubnym światłem zwiedzie
Ciepłych ranków obietnica
Wyrwie nocy nieśmiertelnej -
Spali w ogniu się zmierzchnica
2011
Skrzydła srebrzy blask księżyca
Mroki w chłodzie niosą spokój -
Nazywają mnie zmierzchnica
Lubię patrzeć jak dzień kona
W obojętnej ciszy zmierzchu
Nic mnie wtedy nie pokona
Śmierć mi siostrą, bratem - wieczór
Trupią główkę mam na grzbiecie
Która straszy ludzkie oczy -
Pamiętajcie, że zginiecie
Śmierć jak złodziej was zaskoczy
Z moją panią latam nocą
By ofiarę wskazać nową -
Ten upadnie pod jej kosą
Komu przemknę ponad głową
Kontroluję ludziom myśli
W serca wlewam im zwątpienie
Aż zatruję smutkiem wszystkich
I w koszmary sny zamienię
Chociaż uczuć się wyzbyłam
By nie zdradzić nocy nigdy
Jednak jasność serce wzywa
Nęci świecy płomyk nikły
Aż mnie zgubnym światłem zwiedzie
Ciepłych ranków obietnica
Wyrwie nocy nieśmiertelnej -
Spali w ogniu się zmierzchnica
2011
niedziela, 10 lipca 2011
Wymówki
Och, dlaczego tu przychodzisz
Wałęsając się wciąż tylko?
Tak okropnie jest mi przykro ...
No, dlaczego tu przychodzisz
Wiedząc, że to mnie krępuje?
Po co znów telefonujesz
I liściki ślesz mi głupie?
Och, jak bardzo ja żałuję ...
Więc dlaczego tu przychodzisz
I utrudniasz mi dlaczego
To, co trudne i bez tego?
Do pokoju mi się wkradłaś
By pamiętnik mój odnaleźć
I przeczytać, co wiedziałaś
Że o tobie napisałem
Uwieczniłem na obrazkach -
Czuję z tym się tak koszmarnie
Niesmak we mnie to zostawia
2011
swobodne tłumaczenie z: Morrissey
Wałęsając się wciąż tylko?
Tak okropnie jest mi przykro ...
No, dlaczego tu przychodzisz
Wiedząc, że to mnie krępuje?
Po co znów telefonujesz
I liściki ślesz mi głupie?
Och, jak bardzo ja żałuję ...
Więc dlaczego tu przychodzisz
I utrudniasz mi dlaczego
To, co trudne i bez tego?
Do pokoju mi się wkradłaś
By pamiętnik mój odnaleźć
I przeczytać, co wiedziałaś
Że o tobie napisałem
Uwieczniłem na obrazkach -
Czuję z tym się tak koszmarnie
Niesmak we mnie to zostawia
2011
swobodne tłumaczenie z: Morrissey
sobota, 9 lipca 2011
Nadzieja
Ona kobietą była ponętną
Skromną, milczącą i tajemniczą
Łamała serca chłopcom i mężom
Którzy budować chcieli z nią przyszłość
Raz ją poznawszy, byli straceni
Pozostawiała odcisk na zawsze
Do końca życia nie zapomnieli
Tkwiła ukryta pośród ich marzeń
Była im niczym talizman drogi
Graal zagubiony i kwiat paproci
Drogowskaz, opium, lek i przewodnik
Nasienie, które szczęściem obrodzi
On był uparty, miał w sobie siłę
Szybko dyskretny urok jej poznał
Znalazł ją, zdobył, by już na chwilę
Uciec od niego więcej nie mogła
Odtąd jej trzymał się jak rozbitek
Kawałka deski, gdy woda wokół
W sercu jak brylant nosił ukryty
Starał się mieć ją w zasięgu wzroku
Chociaż wyślizgnąć się próbowała
Już nie pozwolił na jej utratę
Jakby w niej świat swój cały bez mała
Zamknął, stawiając na jedną kartę
Jak tlen mu była, jak sens istnienia
Silnik, paliwo, cel i przyczyna,
Z nią - siebie nawet potrafił zmieniać
Bronił jej, chronił, walczył - wytrzymał
Lecz przed tym, z innym los ją połączył -
Ten też jej szukał, znalazł, posiadał
Starczyło tylko spojrzeć mu w oczy
By - że z nim była - pewności nabrać
Jednak, choć strzegł jej niby źrenicy
Życie okrutne się okazało -
Broniąc jej mężnie, jak damy rycerz
Czuł, że powoli traci ją całą
Kolejne razy zbierał od losu
Walczył, aż w końcu utracił wszystko
Zrozumiał - dalej bić się nie sposób
Rana mu po niej została tylko
I sam tak będąc - bez sensu, celu
Bez wiary, że znów wróci do życia
Poległ na wieki, jak wcześniej wielu
Szczęścia dla siebie bez niej nie widział
Bo to okrutna była kobieta
Przez którą życie tylu straciło -
Mógł mieć ją każdy, kto tylko zechciał
Komu umknęła - ze szczętem ginął
2011
Skromną, milczącą i tajemniczą
Łamała serca chłopcom i mężom
Którzy budować chcieli z nią przyszłość
Raz ją poznawszy, byli straceni
Pozostawiała odcisk na zawsze
Do końca życia nie zapomnieli
Tkwiła ukryta pośród ich marzeń
Była im niczym talizman drogi
Graal zagubiony i kwiat paproci
Drogowskaz, opium, lek i przewodnik
Nasienie, które szczęściem obrodzi
On był uparty, miał w sobie siłę
Szybko dyskretny urok jej poznał
Znalazł ją, zdobył, by już na chwilę
Uciec od niego więcej nie mogła
Odtąd jej trzymał się jak rozbitek
Kawałka deski, gdy woda wokół
W sercu jak brylant nosił ukryty
Starał się mieć ją w zasięgu wzroku
Chociaż wyślizgnąć się próbowała
Już nie pozwolił na jej utratę
Jakby w niej świat swój cały bez mała
Zamknął, stawiając na jedną kartę
Jak tlen mu była, jak sens istnienia
Silnik, paliwo, cel i przyczyna,
Z nią - siebie nawet potrafił zmieniać
Bronił jej, chronił, walczył - wytrzymał
Lecz przed tym, z innym los ją połączył -
Ten też jej szukał, znalazł, posiadał
Starczyło tylko spojrzeć mu w oczy
By - że z nim była - pewności nabrać
Jednak, choć strzegł jej niby źrenicy
Życie okrutne się okazało -
Broniąc jej mężnie, jak damy rycerz
Czuł, że powoli traci ją całą
Kolejne razy zbierał od losu
Walczył, aż w końcu utracił wszystko
Zrozumiał - dalej bić się nie sposób
Rana mu po niej została tylko
I sam tak będąc - bez sensu, celu
Bez wiary, że znów wróci do życia
Poległ na wieki, jak wcześniej wielu
Szczęścia dla siebie bez niej nie widział
Bo to okrutna była kobieta
Przez którą życie tylu straciło -
Mógł mieć ją każdy, kto tylko zechciał
Komu umknęła - ze szczętem ginął
2011
Subskrybuj:
Posty (Atom)