"Lasciate ogni speranza, voi ch'entrate"

„Okręt mój płynie dalej – pod prąd,

Serce, choć popękane, bić chce,

Nie ma cię i nie było – jest noc,

Nie ma mnie i nie było – jest dzień”

parafraza: KAT

sobota, 31 marca 2012

Nowoczesna służba

Nowoczesnej służbie nowy
Krój munduru co dwa lata
By ci biznes zrobić mogli
Którym układ się opłaca

Potem służba nowoczesna
Najdzie kogoś pomyłkowo
Pogruchocze panu żebra
Pani grzmotnie o próg głową

2012

piątek, 30 marca 2012

NOTES 31 - Zdzisiu obiit

W kilka minut życie całe
Sceny gesty miny słowa
Które umysł w sejfie chował
Dziś nad urną wyjmowałem

Choć pobożny zbyt nie byłeś
Ksiądz pokropkiem i koronką
Wysłał cię do raju prosto
A ja z nim się pomodliłem

Tak nade mną staną kiedyś
Kto i kiedy tylko nie wiem
Co przypomną sobie wtedy

Niech nie jedna ksiądz mnie z niebem
Bo nie zmienią nic pogrzeby
Odpowiadać chcę za siebie

2012

czwartek, 29 marca 2012

Wolna Białoruś

Kiedy reżim się obali
Wolność przyjdzie na Białoruś
Szczęście wniesie kapitalizm
Demokracji wzór z zachodu

Pozamyka się kołchozy
I zakłady bez dochodu
Biznesmenów się namnoży
Od kręcenia niezłych lodów

Dysydenci wyjdą z więzień
By przewodnią stać się siłą
I pokażą masie biednej
Że się wichrzyć opłaciło

Za wolności erzac system
Ludziom godność poodbiera
Będą wolni mogli licznie
Szukać pracy i umierać

Naród wreszcie się doczeka
Do paszportów wszystkich prawa
By na zachód móc wyjechać
Na zmywaku się dorabiać

Złote góry świetną przyszłość
Naiwniakom się obieca
Potem każe pas zacisnąć
I poklepie ich po plecach

2012

środa, 28 marca 2012

Nowe mury

Chcieli wyrywać zęby krat
Zrywać kajdany zmieniać świat
Mury jak domek zburzyć z kart
Kiedy wolności zawiał wiatr

Pomnik obalić wyrwać bruk
Łatwiej niesiony falą mógł
Tłum niż utrzymać zgodny krok
I znów w niewoli popadł mrok

Dał się ogłupić chciwym psom
Kupczyć na rynkach własną krwią
Zapędzić na śmierć jak szczur w róg
Wmówić kto dobry a kto wróg

Ten który myśleć czelność miał
Nazwany głupcem został sam
Stojąc na boku dostrzec mógł
Łańcuch wiszący im u nóg

Widział jak nowych murów sto
Dzieląc ich z nimi dzieli zło
Na nowo rośnie gubiąc świat
Jak w organizmie chorym rak

Patrząc na nędzę wsi i miast
Pojął jak krótki jest ich czas
Gdy łańcuch wciąż tkwił u ich nóg
On już niewiele zrobić mógł

Czasem niemrawy tylko chór
Śpiewa że runie kiedyś mur
Lecz dawną wiarę zabrał czart
I śpiew ten nic już nie jest wart

2012
inspiracja / parafraza: J. Kaczmarski

wtorek, 27 marca 2012

Arka w powodzi

Czułem że złego coś świat nasz spotka
Łódź w gotowości stała pod domem
A kiedy woda przyszła wysoka
Zabiłem konia i odpłynąłem

Z pagórka w lesie wilka zabrałem
Który od roku krążył w pobliżu
Nęcony końskim w stajni zapachem
Podchodził chatę pysk bury liżąc

Schronieniem była drzewa korona
Kotu nim wskoczył na pokład łodzi
Szczur pośród nocy dopłynął do nas
Stając się nowym członkiem załogi

Krukowi który strudzony lotem
Kiedy już przysiąść nie było na czym
Dojrzał z powietrza w łodzi załogę
Los wśród niej miejsce także przeznaczył

I tak jak w arce każdy się zmieścił
Jeden drugiemu krzywdy nie czyniąc
W obliczu świata w potopie śmierci
Jedną byliśmy sobie rodziną

I przekonania wkrótce nabrałem
Że nie ja Noem stałem się dla nich
Lecz że zwierzęta były wysłane
Przez kogoś żeby mnie ratowały

2012

poniedziałek, 26 marca 2012

Klasztorny loch

Jaka się kryje tu tajemnica
Jaką loch widział tragedię
Czas białą kością los twój zapisał
Ty wciąż w piwnicach tych jesteś

Jasny aniele jak kryształ czysty
Z młodością krzyżem strzaskaną
Gdzie wtedy byłeś jedyny Chryste
Gdy ją do lochu pojmano

Matko nie mogłaś słyszeć jej wołań
Ojcze nic zrobić nie mogłeś
Czarna wciągnęła dziecko wam otchłań
Żądze ponure i podłe

Omszałe ściany przeciągłe chłody
Strach i samotność wśród szczurów
Miska odpadków i kubek wody
W tęsknocie tyle lat bólu

Oczekiwanie czy zdoła zasnąć
I noc cichutko upłynie
Czy nie da żądza spokoju diabłom
I przyjdą skrzywdzić dziewczynę

Jak szmata brudna czy śmieć ostatni
Ofiara samczej rozpusty
Kruche stworzenie w okrutnej matni
Piekle na ziemi świństw ludzkich

Śmierci czekanie tam pod posadzką
Między orgiami płacz w ciszy
Na górze ojciec klęczący z matką
Pocieszający ich mnisi

Matko ty nie wiesz że babcią byłaś
Przez cudu króciutką chwilę
Jak ognik w lochu mrokach ta chwila
Przez moment żyją motyle

Już nie szukajcie córki rodzice
Domem zostanie jej ciemność
Zabrały lochy młodziutkie życie
Szczury wyżarły w nich piękno

Jaka się kryje tu tajemnica
Jaką loch widział tragedię
Czas białą kością los twój zapisał
Ty wciąż w piwnicach tych jesteś

2012

niedziela, 25 marca 2012

Jak długo jeszcze

Jestem synem i dziedzicem
Nieśmiałości
Karygodnie pospolitej
Tak właściwie to niczego
Synem jestem i następcą

I przymknij się
Nie mów mi że
Że do sprawy
Źle podchodzę
Chcę po prostu być kochany
Tak jak każdy inny człowiek

Jest taki klub gdzie możesz przyjść
I poznać kogoś kto cię pokocha
Więc idziesz tam
I stoisz sam
Wracasz i płaczesz i chciałbyś skonać

Kiedy mówisz że to teraz
To o jakie 'teraz' chodzi?
Zrozum że zbyt długo czekam
By nadzieję w sobie nosić

Tak jak człowiek przecież każdy
Też miłości chcę doświadczyć

2012
tłumaczenie z: The Smiths

sobota, 24 marca 2012

NOTES 30 - Dziad

Szedł dziad przez miasta i wioski małe
Ludzi spotykał słowem się dzielił
A choć go oni nie rozumieli
On niewzruszenie podążał dalej

Aż słowa jego się wypełniły
I że miał rację tłumy poznały
Zaczęli szukać po kraju całym
Lecz on do innej wszedł już krainy

Niech moja wiara będzie tak wielka
Żebym na przekór całej ludzkości
Wiernym był sobie choćby na mękach

Niech w sobie tyle mam roztropności
Bym choć mnie nosić mieli na rękach
Czuł słabość swoją wytrwał w skromności

2012

piątek, 23 marca 2012

Wadera

Do granic pustelni gdzie nikt nie dociera
Gdy księżyc jest w pełni noc niesie wołanie
Pod chatę podchodzi samotna wadera
Tęsknota ją prosi na tajne spotkanie

Łańcuchy zerwali tchórzliwi psi stróże
Szczekanie w oddali ucichło na polach
Nerwowym wierzganiem koń w stajni niedużej
Wnet rygle wyłamie i wyrwać się zdoła

Wyczuła zwierzyna drapieżcze podchody
Krew we mnie zaczyna przyspieszać krążenie
Spragniona łowczyni przybywa na gody
Los łaskę mi czyni pokątnym spełnieniem

Sierść srebrem się mieni pomiędzy drzewami
Blask kłów wśród czerwieni i ślina ocieka
Jak wiatr mech rozgarnia silnymi łapami
Księżyca latarnia zagląda jej w ślepia

Rysują pazury na desce żłobienia
Jak zdarzeń ponurych czas znaki na twarzy
Tak strzępek człowieka doczekał zbawienia
Niech to na co czekam się wreszcie wydarzy

Tężejąc drżą palce wczepione w puch sierści
Smak krwi na kłów tarce gdy dłoń tonie w szczęce
Szorstkością niech język chwil kilka popieści
Nim suka wyjęczy ostatnich drgnień szczęście

2012

czwartek, 22 marca 2012

Spowiedź

Spowiadam się bogu żal ceniącemu
I wam bracia i siostry
Że z własnej głupoty uległem złemu
Mój duch nie był dość mocny

Że sił nie miałem by się poświęcić
I żyć zacząłem dla siebie
Słomiany zapał pogrzebał chęci
Popadłem w starcze zgnuśnienie

Że uwierzyłem w kłamliwe hasła
By mieć używać kupować
Że moja czujność i wiara zgasła
Diabeł nade mną panował

Dałem się kupić wolność sprzedałem
Sam się poddając niewoli
Choć serce mocno mam już stwardniałe
To moja słabość wciąż boli

Dlatego błagam siły nieziemskie
I was bracia i siostry
Módlcie się abym wygrał z kurewstwem
Co kły na mnie złe ostrzy

2012

środa, 21 marca 2012

Dziecko boże

Zawsze cichy był i szary
Matka piła nie znał ojca
Dzieci śmiały się z ofiary
Nieraz lanie od nich dostał

Nie nie śmiejcie się z biednego
Przecież to jest dziecko boże
W którym wiele jest dobrego
Trzeba tylko w nim to dojrzeć

Kochał jedną taką - wiecie -
Co sypiała z bogatymi
Ojciec szychą był w powiecie
Jego z pracy wyrzucili

Nie nie śmiejcie się z biednego
Przecież to jest dziecko boże
W którym wiele jest dobrego
Trzeba tylko w nim to dojrzeć

Nie wiem jak to zrobić zdołał
Skonstruował groźną bombę
Zaniósł paczkę do kościoła
Złożył bogu hekatombę

Nie nie śmiejcie się z biednego
Przecież to jest dziecko boże
W którym wiele jest dobrego
Trzeba tylko w nim to dojrzeć

2012

wtorek, 20 marca 2012

Sic transit gloria mundi

Całe życie dla ojczyzny
Przed prezesem chyląc czoła
Fotel w sejmie miał zaszczytny
Synem wiernym był kościoła

Za to wszystko śmierć gdzieś w lesie
Strzępy ciała w brzozy korze
U dwóch żon wypchana kieszeń
Autopsyjny stół i noże

2012

poniedziałek, 19 marca 2012

Wszyscy jesteśmy chytrusami

Kiedy trafię w lotto szóstkę
Swoim dzieciom kupię domy
Wokół świata się wypuszczę
I powiększę cycki żony

Ja znów kredyt spłacę najpierw
Kupię mieszkań nawet setkę
Zbiję krocie na wynajmie
Milion puszczę przez ruletkę

A ja hojnie dam rodzinie
I znajomym co w potrzebie
Szczęście znajdę w dobrym winie
Inwestował będę w siebie

Inny będzie biznesmenem
Który żywi się akcjami
Kupi miejsce w parlamencie
I porządzi z kurewkami

Oczywiście dobroczynnie
Ochłap rzuci się biedakom
Nie za dużo - w sam raz tyle
By nie parać już się pracą

I sprzedamy dusze nasze
Za wygraną w totolotku
Za srebrniki jak judasze
Dumni z siebie z pustką w środku

2012

niedziela, 18 marca 2012

Zwierzęcy system

Oto czasy przyszły lepsze
W których zbrodnią maltretować
Poniewierać jest zwierzęciem
System dobrych ludzi chowa

Jednak z prawem jest tu zgodne
Okrucieństwo wobec ludzi
Można dręczyć morzyć głodem
Znęcać się poniżać łupić

Pies srać może w każdym miejscu
Ludzi system wciska w gówno
Więcej wolno w nim zwierzęciu
Chcieliście to macie równość

2012

sobota, 17 marca 2012

Już wiosna na działce

Przyleciały z ciepłem słońca
Patrzą kto się poddał zimie
Komu kości czas przetrąca
Posiwiały pióra czyje

Para nowa w gnieździe którym
Kto zdobywca a kto z niczym
Czy za płotem łabędź durny
Dalej sam do siebie syczy

Rozprawiają przy opłotkach
Co nowego sezon niesie
Co ich złego może spotkać
Gdy wciąż gorzej jest na świecie

Zbiorą trawy susz chrust osty
Żeby spalić je w ognisku
Ogrzać skrzydła w cieple wiosny
Przy kiełbasie i przy piwku

2012

piątek, 16 marca 2012

Wasza krew

To spieniona wartko płynie
To zastyga w żyłach chłodnych
Rozcieńczana tanim winem
Otłuszczana żarciem podłym

Że otoczą mydlą oczy
Jak relikwię czcią przedwieczną
Nie pozwolą jej przetoczyć
By jehowie dać świadectwo

Wypełnienie niosą grobom
Żyły wasze z soku wyssą
I kaszankę z niego zrobią
By zagrychę mieć pod czystą

2012

czwartek, 15 marca 2012

Bohemian slam

Wszedłem na scenę
Wyprułem żyły
Wnętrza skrzywienie
Wersy odkryły
Lęki koszmary
Ubrane w słowa
Ból nieskrywany
W każdym pulsował
Na ziemię spadło
Okrycie całe
Zupełnie nago
Przed nimi stałem

Z tamtego wiersza
Optymizm siła
Sekrety wnętrza
Mielizna kryła
Lecz towarzystwo
Znad kawki snobów
Sączące piwko
Orły salonów
Wybrali plewy
Miałkości stronę
Zabrałem perły
Wieprzom rzucone

2012

środa, 14 marca 2012

Diler

Cierpliwości brak i siły
Coraz szybciej się starzeję
Chęci już mnie opuściły
I nie wierzę że się zmienię

Wciąż przegrywam z samym sobą
Ile razy upaść można
Szkodzę bliskim mi osobom
Zgaga męczy mnie potworna

Gdybym tylko mógł dla siebie
Żyć lub umrzeć - was uwolnić
Byście własnym tlen krwiobiegiem
Rozprowadzać byli zdolni

Wciąż ode mnie zależycie
Jak narkoman od dilera
Więc zatruwam wasze życie
Niebo z blasku gwiazd odzieram

2012

wtorek, 13 marca 2012

Chciwość

Po pierworodnym najpierwszy zaraz
Wśród siedmiu głównych najgorsza z zaraz
Wrzód który ropą ciało zatruwa
Rak zmieniający organizm w trupa
Co łapy skręca trwale ku sobie
Podłość tłumaczy rozgrzesza zbrodnie
Nienasycony krwią z ludzkiej nędzy
Kat niestrudzony od lat tysięcy
Już od dzieciństwa w mózgach się lęgnie
Czai się chytrze kusi podstępnie

Sprawdź ile ciebie ma już wyżarte
Im daje więcej tym toczy bardziej
Czy cię przemienił w próżnego zombi
Kolejny sukces mogąc odtrąbić
Stworzył wiernego sobie fagasa
Co tylko "kasa misiaczku kasa"
Czyś już podobny wodzom narodu
Na piedestale zgnilizny smrodu

A społeczeństwa tkanka wciąż żywa
Za cztery dychy tydzień przeżywa
Tu gdzie los dziecka jest przesądzony
Z móżdżkiem zbyt chorym by być świadomym
Choć uśmiechnięte tak życie kocha
Zdechnie gdy krezus szmal w kieszeń chowa
Kapłan poświęci ustrój od boga
Za kilka stówek trupa pochowa
I sypnie ludziom zatrutym ziarnem
Niech napychają dupy zachłanne

2012

poniedziałek, 12 marca 2012

Na eutanazję

Gdzie eutanazję zwykli piętnować
Że to bezbożnie i nieetycznie
Śmierć w ramach służby serwują zdrowia
Obowiązkowo i metodycznie

2012

niedziela, 11 marca 2012

Zanim

Zanim betonem wszystko zaleją
Ziemię rozwiercą by skarb jej wyrwać
Lasy sprzedadzą deweloperom
Nuklearnego posadzą grzyba

Zdążymy jeszcze źródła odnaleźć
Z trawy wysokiej wypłoszyć czaplę
Złożyć pokłony dąbrowie starej
W noc jak wilk trzymać z księżycem wartę

Puścić w niepamięć miejskie mrowisko
Kochać się w chacie z piecem kamiennym
Zanim odebrać przyjdą nam wszystko
Spieszmy się minąć jak deszcz wiosenny

2012

sobota, 10 marca 2012

NOTES 29 - Pytania

Dłoń w dłoni, ciepło czyjejś bliskości
Wilgoć dotyku, włosów aromat
Pierwsza pieszczota drżenia świadoma
Raj, w którym człowiek za życia gości

I bezpieczeństwo, choćby pozorne
Wartości bogom równej poczucie
Pewność, że szczęście nie może uciec
Marne, co wiecznym stać się jest zdolne

Pustkę, tęsknotę - czy czuje bardziej
Ten co na wyspę rajską nie trafił
Czy ten co poznał tracąc na zawsze?

Czy swą oschłością miłość bym zabił
Gdyby mi niebo było łaskawsze
Czym oschły, bo mnie los jej pozbawił?

2012

piątek, 9 marca 2012

Alzheimer

Już nie już dosyć
Podróż do wnętrza
W skorupie azyl
Kable zerwane
Zamglone oczy
Pamięci ciężar
Dawne obrazy
Świat za szlabanem

Ktoś szuka jeszcze
Zanim się zgubi
Potem już tylko
Czeka na koniec
A ja już nie chcę
Wracać do ludzi
We mnie jest wszystko
Dobrze chronione

Łza tylko czasem
Słowo cichutkie
Łączyć z daleka
Światy się zdaje
Stoję przed waszych
Dusz zbitym lustrem
W którym człowieka
Nie rozpoznaję

2012

czwartek, 8 marca 2012

Robotnicze echa

                                              W rocznicę marca 1968
Tych ze zdradzonych wsi
Tych z oszukanych miast
Nie broni dzisiaj zupełnie nikt
Dla lepszych nadszedł czas

Kiedyś w fabryce wiec
Plebs chciał elity bić
Były dysydent ustawił się
Pospólstwo nie ma nic

Dawnym warchołom zysk
Uczciwym z biedy śmierć
Śmieje się tłusty obłudny pysk
Dziś z robotniczych ech

Spójrz w spracowaną twarz
Zamiast naśmiewać się
Ciepłą posadkę i kasę masz
Z nich wielu jest na dnie

2012

środa, 7 marca 2012

NOTES 28 - Moja młodość

Los go przeoczył w zbiorach jesiennych
Został sadzeniak w ziemi samotny
Plon żeby z siebie dać wielokrotny
Młodość zachować w bulwach kolejnych

Już w korcu było, a spadło jeszcze
I mąki nie da, nie zginie w chlebie
Lecz nowe zrodzi, kiełkując w glebie
Obumierając - żyć będzie wiecznie

Może dni młode, te obolałe
Nie są bez sensu tak zmarnowane?
Może nie całkiem się zestarzałem?

Może więc nie są wykorzystane
Lecz drzemią we mnie, jak dzieci małe
A ja już młody zawsze zostanę?

2012

wtorek, 6 marca 2012

Na stoczniową bramę

Łatwiej przywrócić jest dawną bramę
I nawet imię zawiesić wrogie
Niż robotnicze spełnić żądanie
Czym solidarność przypomnieć sobie

Można jak wtedy postawić ołtarz
Na którym diabłu z braci ofiara
A postulaty w muzeum schować
By hipokryzja się nie wydała

Zbudować skansen szopkę kolejną
Żeby turystów ściągnąć do miasta
By zobaczyli bramę pamiętną
Skąd szła po władzę cwaniaków kasta

2012

poniedziałek, 5 marca 2012

Rozterki buty

Stojąc rozdarty między różami
Z zadrapaniami i krwią pokryty
Widzę nieżycie kukieł rozchwianych
Rozterek siecią gęstą spowitych

I chwalę siebie za to kim jestem

Krzyków frustracji niosą się echa
Gdy wśród szkieletów przeklętych idę
Poprzez upadku krocząc królestwa
Gdzie śladu szuka swojego życie

I chwalę siebie za to kim jestem

Spójrz jak się śmieję z wiatrem wysoko
Drogą przez siebie idąc wybraną
I bezlitośnie tych gniotąc nogą
Co na tej drodze ważą się stanąć

I chwalę siebie za to kim jestem

Jasnym żarząca światłem się gwiazda
Mruga pobłyskiem ledwie widocznym
Głęboko w kryptach w robaków miastach
W których przebiega życie w ciemności

Więc chwalę siebie za to kim jestem

To moje życie i mam w nim prawa
By się z osiągnięć dumą upijać
A mój intelekt wiodąc mnie sprawia
Że moje życie wciąż się rozwija

Więc chwalę siebie za to kim jestem

Czym jest buta
na świecie który kwitnie gdy gardzą?
i w miejscu które sprzyja wstydowi?
w świecie gdzie ślepcy innych prowadzą?
gdzie z abstynencji wyczyn się robi?
gdzie są najbardziej głupcy chwaleni?
dla boga w świecie upalowanych?
dla boga gdzie się siły nie ceni?
gdzie żałujących zalet się chwali?

2012
swobodne tłumaczenie z: Ordo Equilibrio

niedziela, 4 marca 2012

Bo muszę

Jak nie pisać gdy się czuje
Kiedy oczy są i rozum?
Serca sobie nie usuniesz
Piszę wiersze więc znad grobu

Że zbyt często? Że o jednym?
Że grafoman o mnie mówią?
Całe życie wierszem wstrętnym
Który pisze się zbyt długo

Wątek główny kilka mniejszych
Co dzień nowy jest odcinek
Jak w serialu najpodlejszym
Który kręcę póki żyję

Wiem że dostać nobla można
Już od pięciu w roku wierszy
Wrażliwości wzorcem zostać
Chwaląc sąd za karę śmierci

Lecz nie można w sobie zgłuszyć
Tego co tak głośno wyje
Za terapię wiersz mi służy
Łudzi mnie że jeszcze żyję

I nie można stać spokojnie
Gdy się dźwięki słyszy takie
Nie da zmusić się zapomnieć
Noc w noc w winie tonąc nawet

Gdy na widok twarzy tamtej
Oczy same się łzawiły
Wszystko potem tak wydarte
Że trup został tylko zgniły

Wino umysł mi zamula
Puls przyspiesza krew rozcieńcza
Na stalówkę spływa pióra
I układa strofy wiersza

2012

sobota, 3 marca 2012

Wędrowcy

Nikt cię nie zna jak mi dane
I nikt o mnie tyle nie wie
Dwie historie niespisane
Losy dwa a jakby jeden

Ile miałeś ja wiem tylko
Jak fortuna prysła cała
Gdyś prawicą rozdał wszystko
Lewa milczeć przykazała

Tyle zdobyć kiedyś mogłem
A tak wiele jest przegrane
Chociaż skrywam tamto w sobie
Ty wyczuwasz każdą ranę

Z siebie śmiejąc się dziewczyny
Wspominamy tylko czasem
Które życie nam zmieniły
A i tak nie były nasze

I patrzymy naprzód ciągle
Nic to że tam mniej niż w tyle
By ku światłu gnać na oślep
Jak ćmy bardziej niż motyle

Całą własność plecak mieści
W którym raczej bzdury same
Nasze losy wśród największych
Łzą i śmiechem zapisane

2012

piątek, 2 marca 2012

Skarbie, opuszczam cię

Muszę cię opuścić, skarbie
Skarbie, przecież wiesz, że muszę
W letnim cię opuszczę czasie
Kiedy dni nadejdą dłuższe

Skarbie, wiesz, że odejść nie chcę
Nie żartuję, muszę w drogę
Skarbie, ja naprawdę wierzę
Że w bezruchu żyć nie mogę
Słyszę, jak do domu zew ten
Wzywa mnie, co wzywał przedtem

A więc cię opuszczę, skarbie
Wiesz, że muszę tak, naprawdę
Słyszę, woła mnie jak dawniej
Słyszysz to wołanie z wiatrem?

Nigdy ciebie nie porzucę
Jednak muszę stąd wybywać
Pozostawić ciebie muszę
Czy nie słyszysz, jak mnie wzywa?

Wiem jak dobrze jest, kochanie
Mieć cię znowu obok siebie
I wiem też, że to się stanie
Dnia pewnego, jestem pewien

Iść będziemy przez park razem
Dzień po dniu, tak już codziennie
Co się stać ma, niech się stanie
My już zawsze niepodzielnie

Byłaś dla mnie tak wspaniała
Szczerą prawdę tobie powiem
Co dzień szczęście mi dawałaś
Ale teraz ... muszę odejść

Tak jest ze mną, skarbie, bywaj!
Słyszę, że znów dom mnie wzywa

2012
swobodne tłumaczenie z: Led Zeppelin

czwartek, 1 marca 2012

Gorycz

Przez krzywdę jakąś dawną
Ból trwale w żyły wrosły
Istotą stał się marną
Kaleką uczuć oschłym

Gdy rana się zabliźnia
Krzepnące strupy zdziera
By solą ją posypać
Szkło drobne w oczy wcierać

Śmierć nie jest mu pisana
A leczyć się nie daje
Ropieje dawna rana
Zatruwa ciało całe

Dla świata gorycz sama
Jak wżer w oślepłych oczach
Do śmierci przykazana
Już nie potrafi kochać

2012

środa, 29 lutego 2012

Furia

Z pozoru zdać się łagodnym mogę
Lecz jad ukrywam głęboko w ciele
Gdy mi przeciwnik zachodzi drogę
Bym stał się bestią nie trzeba wiele

Niby się cofam lecz w sobie zbieram
Jeszcze ma szansę żeby odstąpić
Złość mnie zalewa kiedy napiera
By gniewu płomień z piekła wystąpił

Krok za daleko lub zdanie zbędne
Już uniesiony jest jadu kolec
Teraz jak skorpion bezwzględny będę
Trafiam a wtedy musi zaboleć

Krótko na oślep z trucizny siłą
Diabłem się staję dla innych ludzi
W furii wybucham agresją zgniłą
Schamiałe bydlę we mnie się budzi

A ta toksyna w dwie strony działa
I mnie też truje i nie zwyciężam
Ból czuję każdym kawałkiem ciała
Kolejnej klęski wstydliwy ciężar

Lecz nie przeproszę - duma mi broni
W męskiej naturze cząstka skorpiona
Czas złość rozetrze w cierpliwej dłoni
Nim znów ktoś zbudzi we mnie demona

2012

wtorek, 28 lutego 2012

Poczujcie swój smród

Zobacz wspaniały świat w którym żyjesz
Gdzie do zdobycia jest ciągle tyle
Uwierz w ciągłego rozwoju bajkę
Że ten kto zechce szczęście w nim znajdzie
Zrozum że sukces awans kariera
Nie chcesz się zmienić musisz umierać
Bądź uśmiechnięty i pozytywny
Nie myśl zbyt dużo nie bądź naiwny
Skromność głupotą nie mów że nie wiesz
Mędrcem jest każdy kto wierzy w siebie
W tłumie konieczne są silne łokcie
Skórę miej grubą plecy szerokie
Nie bój się innym na karku stanąć
Wyżej stojący więcej dostaną
Świat z chęci zysku jest zbudowany
Tylko interes liczy się na nim
Komercja wszystkim religią wspólną
Szczury zagryzą tych co się różnią
Brać ile można choćby od diabła
Największa świętość - własność prywatna
Usprawiedliwi wszystko obłuda
To obiegowa tutaj waluta

Idź
Ja zostanę poza orbitą
Nie dam się uwieść samozachwytom
Wiem że możliwe jest inne życie
Choć wy uwierzyć nie potraficie
Można wśród ludzi żyć i żyć dla nich
Wspólnym marzeniem być powiązanym
Nie ja mój dla mnie sobie dla siebie
Ale dla wszystkich innym od siebie
Tu moje szczęście w sercu komuny
Precz zakłamane pazerne szczury!

Jeśli to tylko jest moja mrzonka
Jeśli podobnych sobie nie spotkam
Sam pozostanę z rojeniem swoim
Lecz nie pozwolę szczurom się zgnoić
Bo przekonanie w sobie mam silne
Że obrać drogi nie mogę innej

2012

czwartek, 23 lutego 2012

Siekierezada

Ścielą się duchy nad rozlewiskiem
Szukają ciepła gdy zimna ziemia
Zginęła woda w mgły szubie niskiej
I żywej duszy wokoło nie ma

Przesieką wąską przez jodły drogie
Daleko poza życia obszary
Los mnie w kolejną posyła drogę
Siebie mam tylko i plecak stary

Nim na noc zajdę w izdebną celę
W gości przy pieca serdecznym żarze
Z leśnymi ludźmi bochen podzielę
Kartoflem z ognia palce poparzę

Wychylam szklankę by sen mnie dostrzegł
Żal w zamian gorzki z mroku się skrada
Dzień za dniem życie wycinam ostrzem
Z myśli słów wspomnień siekierezada

Może gdzieś czeka pociecha jakaś
Wierna Gałązka mojej Jabłoni
Może nie wszystko łupem robaka
Wierzę że kiedyś powrócę do niej

A teraz pustka i lasu cisza
W której mnie czasem coś gwizdem wzywa
Obym wiatr zawsze i ptaki słyszał
Czy to jest biała lokomotywa?

2012
inspiracja:  E.Stachura

wtorek, 21 lutego 2012

Zaakceptuj siebie

Co dzień mówić musisz sobie
Jak się w swoim życiu czujesz
Ciężko znaleźć jest cokolwiek
Gdy się nie podnosi powiek
Kiedy się zaakceptujesz?

Chory, nudny i zwyczajny
Dać się życiu ponieść chciałbym
Jednak marzeń to jest cechą
Że się zwykle spełnić nie chcą
Czas jest moim przeciwnikiem
Co i kto jest temu winien?

Ciężko znaleźć jest cokolwiek
Gdy się nie podnosi powiek
Kiedy się zaakceptujesz?
Kiedy, no, na miłość boską?
Przecież ciężko się znajduje
Gdy się nie da patrzeć oczom

Dnia każdego musisz pytać
Jak ci się z przeszłością sypia
Mają inni miłość swoją
Ja uciekłem i w pokoju
Siedząc plan naszkicowałem
Zwykle jednak tak jest z planem
Że nic z niego nie wychodzi
A czas płynąc wciąż mi szkodzi
I już więcej nikt nie został
Kogo za to winić można?

Powiedz mi, no, powiedz kiedy
Ze swym życiem się pogodzisz
(Które łatwo tak niestety
Nienawidzić ci przychodzi)
Bowiem ciężko jest cokolwiek
Znaleźć nie podnosząc powiek

Musisz pytać siebie co dzień
Jak się w moich butach chodzi?
Tak niezręcznie w nich i prosto
A tak chciałbym z buta kropnąć
Raz marzenie jednak miałem
Choć się ono nie spełniło
Czas przeciwko mnie jest stale
A to wszystko moją winą

Ciężko znaleźć jest cokolwiek
Gdy się nie podnosi powiek
Ciężko znaleźć coś przychodzi
Kiedy z życiem się pogodzisz?
Ciężko jest, na miłość boską
Gdy się nie da patrzeć oczom
Kiedy zgodzisz się ze sobą?

2012
swobodne tłumaczenie z: The Smiths

poniedziałek, 20 lutego 2012

Alison

W głowie słowa masz schowane
Które tobie powiedziałem
Zawsze będziesz je pamiętać

Kiedy płakać ci przychodzą
Zechciej wytrzeć łzy ich oczom
I ukoić smutek serca

Przecierając rano oczy
Dzień zaczynasz złym nastrojem
Nim godzina minąć zdąży
Jak kwiat z wolna się otworzysz
I uśmiechniesz oczy swoje

2012
swobodne tłumaczenie z: Budgie

niedziela, 19 lutego 2012

Za sterem ♫

Obejmij ster
Prowadź jak chcesz
Na co masz chęć
Dziś twój dzień
A ja
Poddać się dzisiaj chcę
Oddaję się
Tobie a ty bierz
Tak

Zrozum to że
Czasem mam takie dni
Że nie chcę w nich być
Za sterem - zrób to ty
Chodź
I prowadź mnie
Nadaj rytm
Zrobię to co chcesz
Weź

Wiesz już że chcę
Żebyś ty
W ręce wzięła ster
Poprowadziła mnie
Jedź
Siebie ci dam
Więc rób to co chcesz
Ja ulgę mam
Ten raz

Ty dziś władzę masz
Ten raz

2012
♫ swobodne tłumaczenie z: Depeche Mode

sobota, 18 lutego 2012

Bieg

Zawiała pola biel oczyszczenia
Jednym niewola w zimnych więzieniach
Innemu chata po komin w śniegu
Miejscem gdzie wraca po długim biegu
Noga za nogą silne odbicie
Zgubioną drogą w czerwieni świcie
Drążąc korytarz w białej pościeli
Po chwili znika w lasu gardzieli
Co rusz kopnięcie odbicie z kija
Mleczność dróg gniecie stal ostrą wbija
Lodu kryształki w powietrze wzrywa
Pęka w rytm walki śliska pokrywa
W lewo za świerkiem szron już na twarzy
Wilk czasem przemknie biegu towarzysz
To w prawo teraz pod wielką sosną
W płuca szadź zbiera zbitym szkłem ostrą
Lecz oto czeka bój go najsroższy
Złamać człowieka szczyt zęby ostrzy
W górę wciąż stromiej ciężko jodełką
Pulsują skronie narasta tętno
Wolą zwyciężyć po kres możności
Tlenu do mięśni siły dla kości
W pary tumanie czerwonoskóry
Lecz nie ustanie przed mocą góry
Zsunie się noga kolano ugnie
Siebie niż wroga pokonać trudniej
Brnie niszcząc ciszę w rzadsze powietrze
Im szczytu bliżej tym szczęście większe
A krew tlen niesie w żyły tętniące
Kwasi się mięsień z podbiegu końcem
Lecz jest! Szczyt wzięty Olimpu progi
Dotarł zawzięty gdzie bogów drogi
Z soplem pod nosem lodem na rzęsach
Zmrożonym głosem coś w las wyszeptał
Odbicie jeszcze kijki do boku
I tnie powietrze mkną drzewa wokół
Nogi ugięte w jajo skulony
Balans na skręcie po grzbiecie stromym
Mróz w twarz się wżyna oddech się zwalnia
Lecz puls wciąż trzyma z prędkością walka
Świszcze pod stopą rżnięta powłoka
Bruzdy się żłobią wraca moc w nogach
Bo znów równina płaska otwarta
Nowa zaczyna się z ciałem walka
To kopnąć siłą ramion się wesprzeć
Byle starczyło sił trochę jeszcze
Na samych rękach to nogą jedną
Ze sobą męka w niej tylko krzepnąć
A w górze słońce blade się wznosi
Całuje końce rzęs chcąc je zrosić
Lecz gwiazdy mniejsza siła tą porą
Niż w ludzkich mięśniach niż można wolą
Bo biciem serca łamie się mrozy
Mózg to morderca potwornej mocy
Rozdyma piersi by słabość zdusić
Mnoży stal mięśni okowy kruszy
Wróci ze szlaku biegacz do domu
Nie zdradzi smaku walki nikomu
Świadek jedyny też go nie zdradzi
Wilk - ludzkiej siły wierny towarzysz

2012

piątek, 17 lutego 2012

Schody do piekła

Roślina korzeniem
Gdy w glebę się wgryzie
Światłości zrządzeniem
Wyrasta wciąż wyżej
A ptak prężąc piersi
Tak dumny ze skrzydeł
Tym lot ma piękniejszy
Im nieba jest bliżej
I świnia parchata
Wyczuwa przez skórę
Że w gnój depcząc brata
Piąć może się w górę

Tak ja chciałem wznieść się
Do słońca ku górze
W niebieską wejść przestrzeń
I zostać na dłużej

Lecz z drogi ku szczytom
Zepchnięty zostałem
Mam czaszkę rozbitą
I kości złamane
Nie wejdę po schodach
Nie znajdę się w niebie
Zachodów mych szkoda
Nie dotrę do ciebie

Jak wieszcz się w naturę
Istoty zagłębię
W skorupę więc plunę
I zstąpię w jej głębię
Przez serce nie oko
Do sedna się zbliżę
Jak da się głęboko
Wciąć niżej i niżej

Miast wzwyż obrać drogę
Gdy schody zbyt strome
Odkryłem że mogę
W przeciwną iść stronę
Kalece jest łatwiej
Posuwać się niżej
Gdy potknie się nawet
To celu jest bliżej

Więc idę - sam nie wiem
Co znajdę na końcu
Rozstałem się z niebem
Nie pomnę o słońcu
Gdy czasem przystanę -
W ciemności nie łatwo -
Zza pleców nieznane
Przyświeca mi światło

2012

czwartek, 16 lutego 2012

Przesłuchanie ze snu

Budząc mnie kazał klawisz poranny
Spisać zeznanie ze snu przestępnych
Dał mi formularz na to specjalny
By sen do rubryk wcisnąć konkretnych

Tutaj osoby tu czas tu miejsce
Kolejność zdarzeń i przebieg rozmów
Groźba o karze za kłamstwo jeszcze
Że nic nie taję podpis i gotów

Promienie światła raziły oczy
Kazano każdy ujawnić szczegół
By wyrwać ze mnie wspomnienia nocy
Kat się do mózgu mojego przekuł

W sercu cię kryjąc nic nie wyznałem
Lecz wiedzieć wszystko musieli wcześniej
Skazali ciebie na śmierci karę
Ja dożywotnim więźniem tu jestem

2012

środa, 15 lutego 2012

Omnis moriar

Megalomani zarozumialcy
Tak im się marzy przejść do historii
Śnią o pomnikach od spiżu trwalszych
Życiu w pamięci wiecznym potomnych

O żałosności próżności święta!
Po co nie wszystek miałbym umierać?
Po co by ktoś miał o mnie pamiętać?
Niech wszystkie ślady czas pozaciera

Nie chcę by myli trupa mojego
Pchali w garnitur do trumny kładli
Miejsca w alei dzierżawionego
Nie potrzebuję i wspomnień żadnych

Marzę by w lesie odległym umrzeć
I żeby jakiś wilk mnie tam znalazł
By w jego paszczy skończyć nie w trumnie
Tak by najmniejsza kość nie została

A gdy się komuś wiersz mój spodoba
Na który trafi kiedyś wieczorem
Niech sobie wtedy pomyśli: szkoda
Że nie wiem nawet kto jest autorem

2012

wtorek, 14 lutego 2012

Samotny wilk

Samotnikiem wilkiem jestem
Na swój wolę żyć rachunek
Choćby krótko zanim zdechnę
Niż w systemu przetrwać tłumie

Znaczę teren swój zapachem
Może mały lecz mój własny
I przeganiam stąd watahę
Której dla mnie krąg zbyt ciasny

Choć na stadnej dnie hierarchii
Jest osiągnąć sukces łatwiej
Nie chcę tylko tym się karmić
Co mi z innych woli wpadnie

Niech im samiec alfa rządzi
Jakieś ścierwo pozostawi
Mogą sobie o mnie sądzić
Że by walczyć byłem słaby

Sam wybrałem drogę własną
Wykluczyłem się ze stada
Lecz nim w śmierci przyjdzie zgasnąć
Chcę wolności poczuć zapach

2012

poniedziałek, 13 lutego 2012

Modern talking

Oka rzut i już ma miejsce
Tłustym tyłkiem się rozsiada
Torbę z rybą rzuci jeszcze
I spokojnie może gadać

"Przynieś spodnie to poprawię
Wiem gdzie ciuchy mają świetne
Muszę zrobić mammografię
Przeziębiona chyba jestem

Na zakupach byłam właśnie
Ryba dziś na obiad będzie
Jeszcze jadę pomóc matce
Ufarbuję i zakręcę

Jeśli pytasz mnie o śledzie
To w biedronce zajebiste
W musztardowej są zalewie
Nic nie wchodzi tak przy czystej"

Sześć przystanków w autobusie
Przez telefon się wydziera
Nowocześnie żyją ludzie
Rybą śmierdzi jak cholera

2012

niedziela, 12 lutego 2012

Śniadanie miszczuf

Z ust wybrańców spływa mądrość
Jak śmietanka z lury biednej
Narodowe oto jądro
Adoracji krąg wzajemnej

Wokół pewne siebie gwiazdy
Pełne swady intelektu
Wywyższone w getcie własnym
Nad pospólstwem z second handu

Prawda tu nie kłuje w oczy
Salon przed nią jest obroną
Nad świadomość nie przeskoczy
Własnym bytem wyznaczoną

2012

sobota, 11 lutego 2012

Bałwochwalcy

Mlecznej krowie dostać wymion
Lwu silnemu skubnąć ścierwa
Jaj spod kwoki kilka wyjąć
Zawsze jest gromada chętna

Grzbiet swój ogrzać cudzym ogniem
Z jego światła uszczknąć wiązkę
Przydupasy biegną zgodnie
Z pasożytów obowiązkiem

Bałwanowi laury niosą
Jego świństwa głoszą cnotą
Czczą narcyza wielką skromność
Banał mienią myślą złotą

Taka lizidupów dola
Bez talentu z planem chytrym
Być podnóżkiem dla idola
Do koryta ich to wytrych

Gdy własnego blasku nie ma
Dobrze odbić choćby cudzy
We wszechświecie znany schemat
Powielają gwiazdy słudzy

2012

piątek, 10 lutego 2012

Cudze życie

                            Nie płaczcie nade mną; płaczcie raczej nad sobą
                            i nad waszymi dziećmi! Oto bowiem przyjdą dni,
                            kiedy mówić będą: „Szczęśliwe niepłodne łona,
                            które nie rodziły, i piersi, które nie karmiły."
                                                                                 Łk (23,28-29)

By wyższości nabrać złudzeń
Zmniejszyć własnych przewin skalę
Napiętnujcie grzechy cudze
To wam zrobi doskonale

Winę w oczach odczytajcie
Ukrzyżujcie w swej opinii
Wy żyjecie w lepszej bajce
Gdzie się gardzi błądzącymi

Proście nieba dla duszyczek
Młodych zbyt by zła dokonać
Wszak za siebie nie musicie
Już wam świętość przeznaczona

2012

czwartek, 9 lutego 2012

Pogrzeb

Truchło moje złóżcie w ziemi
W ciszy i bez świadków zbędnych
Mało teraz mam przestrzeni
Więc zbyteczne tłuste sępy

Córka przyjdzie może w myślach
Wypierając dobrem winy
Ten co mnie przy świecach czytał
Już bez pręg na skórze sinych

I ci którzy ślad mój opluć
Tu ostatni pragnąć będą
Byle mieli szczerość w oku
A nie fałszu maskę wstrętną

Nie chcę mistrza ceremonii
Hien pazernych obłudników
Niech ich ręka boska broni
Grać przed wami żałobników

Niech postawią moje zdjęcie
Gdzieś gdzie wolne są przestrzenie
I oddają kult zawzięcie
Skoro takie ich życzenie

Z moich źródeł niech nie czerpią
Ordynarne próżne żłoby
Bo mi pańskie gesty śmierdzą
I drwię sobie z ich żałoby

2012

poniedziałek, 6 lutego 2012

Wylew

Pękło w mózgu mi naczynko
Krew rozlała się po głowie
Wymieszało w niej się wszystko
Prawda z kłamstwem po połowie

Teraz mogę jednocześnie
Dobrem świat i złem uraczyć
W tej półkuli mieszka pierwsze
W drugiej diabeł się rozkraczył

To pół twarzy uśmiechnięte
Nie wiem - spryt to czy głupota
Po tej stronie łzy zaschnięte
Kącik ust bez fajki opadł

Tu mam maskę Arlekina
Kryjąc walkę nieba z czartem
Tu Pierrota rządzi mina
Los komedią mój dell'arte

2012

niedziela, 5 lutego 2012

Odurzeni

Cóż że pracy dla nich nie ma
Że z nich żyją cwane gady
Że ich trud i wyrzeczenia
A dla swoich są posady

Nic że przyjdzie życie całe
Pewno żyć pod dachem cudzym
Że kto państwu jest ciężarem
Jak najszybciej zdechnąć musi

Godzą się na wyścig szczurów
Bez finiszu i bez sensu
Aż ich złapią w gąszczu murów
I łaskawie łeb ukręcą

Nic że truje im umysły
Propaganda zakłamana
Z własnej woli niewolnicy
Wybierają sobie pana

Mogą wyrzec się przyszłości
Żyć bez prawdy bez nadziei
Pozbyć marzeń o wolności
Nic w nich buntu nie ośmieli

Lecz zabawki niech im ruszą
Hasłem jakimś ktoś podkupi
A zagrożą rewolucją
Pęd ich porwie owiec głupich

2012

czwartek, 2 lutego 2012

Śmierć konformisty

Świat maleńki jak rozumek
Którym jest ograniczony
Jądrem czyni z siebie dumę
Wokół pieski-elektrony

Cieszy suczka się i w zamian
Za ordery liże rękę
Wnet lizusów krąg się zjawia
Aby łechtać ją pod pępkiem

Każdy z gruntu bunt nieszczery
Świata syf nie moja sprawa
Zgrabny liczy się limeryk
Mój papieros moja kawa

A po śmierci boże nie daj
Zdusić mnie pod niepamięcią
No bo skoro ciebie nie ma
Diabli wezmą nieśmiertelność

2012

środa, 1 lutego 2012

NOTES 27 - Nad przeręblem

W grób przerębla ciebie składam
Sejf ochroni świętość chłodem
Ginie droga twarz pod lodem
Zgasłe światło w głębię wpada

W kryształ pragnę się zamienić
W lodowatej spocząć wodzie
Metabolizm zwalniam w sobie
Nikt czy żyję nie oceni

Skute lodem twoje ciało
Lecz uśpione wewnątrz serce
Jeszcze ogrzać by zdołało

Ja choć żywy ciągle jestem
Noszę w piersi bryłkę małą
Lodu kryształ i nic więcej

2012

niedziela, 29 stycznia 2012

Czego nigdy nie widziałem

Aniołowie opuścili
Ludzkie drogi niegościnne
Te i tak od dłuższej chwili
Biegły raczej w strony inne

Zbędna pomoc jest z niebiosów
Skoro dobrze tak się dzieje
Każdy panem swego losu
I w zapasie ma nadzieję

Wciąż istota jednak jakaś
Świat skrzydlata cicho bada
Pisze przyszłość w tajnych znakach
Co powstało - kiedyś pada

A ich głowy pozbawiony
Jeździec błędną drogą wiedzie
Maszerują w grzechu strony
Cielec złotem gra na przedzie

Moje miejsce w domu małym
Na jałowych ziem rubieży
Ja nic nie chcę - nie wahałem
Się z najwyższej skoczyć wieży
Ptak najmniejszy - niewidziane
Dane temu co uwierzył

2012
inspiracja: Armia

piątek, 27 stycznia 2012

Dziwak

Gdy cię miałem blisko siebie
Spojrzeć w oczy ci nie śmiałem
Niby anioł dla mnie jesteś
W skórze zgoła doskonałej

Tak jak piórko się unosisz
W nierealnie pięknym świecie
Też bym chciał być wyjątkowy
Tak jak ty cholernie jesteś

Lecz dziwakiem, świrem jestem
Diabli wiedzą co tu robię
Świat jest dla mnie obcym miejscem
Przystosować się nie mogę

Bólu się nie boję wcale
I to zrobić w końcu muszę
Chcę mieć ciało doskonałe
Idealną chcę mieć duszę

Chcę byś mogła zauważyć
Opuszczone po mnie miejsce
Wyjątkowy też być chciałbym
Tak jak ty cholernie jesteś

Bo dziwakiem, świrem jestem
Diabli wiedzą co tu robię
Świat jest dla mnie obcym miejscem
Przystosować się nie mogę

Powstrzymywać to daremnie
Drzwi otwarte - droga wolna
Co by mogło przynieść szczęście
Czego tylko pragnąć można
Wyjątkowa - ty: cholernie
Ja - nie jestem, wielka szkoda

Bo dziwakiem, świrem jestem
Diabli wiedzą co tu robię
Świat jest dla mnie obcym miejscem
Przystosować się nie mogę

2012
swobodne tłumaczenie z: Radiohead

poniedziałek, 23 stycznia 2012

Władza

W ognistej wykuta przez zło czeluści
Pokusa ku zgubie głupcom wydana
Kto uległ jej łatwo z rąk nie wypuści
Okazji by z chama zmienić się w pana

Przyjaciół poróżni mędrca ogłupi
Szlachetność zaślepi złem błyśnie w oku
Jak wódką nią można samą się upić
I błądzić żałośnie w kłamstw własnych mroku

To ona jest zdolna ogniem świat zalać
Gdy wieże ciemności tego zapragną
Ten tylko ją zwalczy w kim wielka wiara
Że skarb nosi w sobie... reszta to marność

I choćby istotą był niepozorną
To zło może przecież w niwecz obrócić
Na zawsze pozbawi sił mroczny Mordor
Gdy w krater wulkanu twór jego wrzuci

2012
inspiracja i zapożyczenie: J.R.R. Tolkien

środa, 18 stycznia 2012

Północny wiatr

Na wzgórz szczycie wiatrak stoi
Belial skrzydła mu obraca
Miele mąkę sługów swoich
Północnego wiatru praca

Wycie wichru niesie w pola
Tłumiąc ciche ludu łkanie
Komu zbrzydła jego dola
Sznur obciąża na polanie

Młynarz bilans krwią zamyka
Cudzą krzywdą rok owocny
Za zbiór dobry pomocnika
Złotem spłaci starzec mroczny

Szumi wicher w łąk gęstwinach
Nieznających ostrza kosy
Dla brylantów w pajęczynach
Zrywa trawom kolie rosy

Słona wolność z chłodem morza
Przyniesiona z tak daleka
Pod skrzydłami albatrosa
Z końcem nocy w sen ucieka

2012

wtorek, 17 stycznia 2012

Znad przepaści

Już stracony jestem dla nich
Poza nawias wyrzucony
W mrocznej nurzam się otchłani
I w obłędu wpadłem szpony

Litościwie patrzą jedni
Inni śmieją się szyderczo
Los żałosny mój i nędzny
Przy mnie wierzą w swoją wielkość

Ponoć w twojej mocy jestem
Zaprzedałem duszę własną
Sam przyniosłem sobie klęskę
Zamiast ufać w przyszłość jasną

Lecz mnie różni tylko jedno -
Że wśród ludzi ciebie widzę
I tych głupców zgraję biedną
Która w łapy twoje idzie

2012

poniedziałek, 16 stycznia 2012

Unabomber

Stąd do ludzi tak daleko
Nikt tu ze wsi nie dociera
Czas opływa dom mój rzeką
Czarcie pole świat oddziela

Tam, gdzie bagna zapomnienia
Okalają las umarłych
Jak bóg losy ludzi zmieniam
Z resztek ludzkich cech odarty

Śmierć wytwarzam niczym towar
I zamykam ją w pudełkach
By ją żywym eksportować
Którzy lubią się rozerwać

Nie, nie jestem zwyrodnialcem
Chcącym zniszczyć ludzkość całą
Lecz podzielić wielkim skarbem
Nic mi więcej nie zostało

To jest bój o stawkę dużą
Której wy nie rozumiecie
Muszę śmierć dostarczyć ludziom
Zanim świat mi ją przyniesie

2012

niedziela, 15 stycznia 2012

NOTES 26 - Płomyk

Ostatnia świeczka w pokoju kona
Wątłym płomykiem z ciemnością walczy
Z mroku przedmiotów wyłania kształty
Nim czas jej światło zdoła pokonać

Drobny ogarek nikłe światełko
A jednak rzeczy zdolne ożywić
I noc potężna nawet się dziwi
Widząc do kątów wpędzoną ciemność

I w moim wnętrzu wciąż ognik płonie
Świat mój zawdzięcza kształt jego światłu
Choć wokół mroczne i wrogie tonie

Lecz wkrótce w mroku nie znajdę kształtów
Gdy ciemność całkiem płomyk pochłonie
Uwolni z kątów zastępy czartów

2012

piątek, 13 stycznia 2012

Próżność

Mówisz: jednostka liczy się wreszcie
Zdobywać można życie garściami
Własnej wartości świadomy jesteś
Świat wokół krzyczy możliwościami

Któż ci zabroni? Wolno każdemu
Tak się starałeś, więc się należy
Człowiek być może bogu samemu
Równy, gdy tylko w siebie uwierzy

Lecz kto ma wiarę w siebie jedynie
Swoją jednostkę ceni nad inne
Nie wiedząc nawet, za życia ginie
Roztacza wokół odory gnilne

Próżność największą ludzką przewiną
Miłość do siebie - z bluźnierstw największe
Marne zdobycze twoje przeminą
Zanim raz zdołasz wstecz się obejrzeć

2012

środa, 11 stycznia 2012

Królowa nocy

Szeleszcząc w martwym suszu sitowia
Skrada się chyłkiem nocny dusz łowca
W gąszcz przed księżyca blaskiem się chowa
Zwierciadłu rzeki nieznana postać

Gwiżdże wśród trzciny, w mokradłach grzęźnie
Straszy krzyczące w trwodze żurawie
By mnie osaczyć, uczynić więźniem
Wiedząc, że martwy jestem już prawie

Srebrnego lustra z nieba poświata
Bielą pościeli kaleczy oczy
Gdy w niej księżyców kule rozgniatam
Zimnej kochanki, królowej nocy

Już wiem - nie skradnie mi łowca duszy
Daremnie noce w szuwarach traci
Ona władczyni jedynej służy
Ciał tych niebieskich pary bliźniaczych

Z nieznanej strony poznać mi dane
Pełnią księżyców nacieszyć ciało
Gdy inni nowiu fragmenty małe
Na sukni nieba krawędzi znają

1812

poniedziałek, 26 grudnia 2011

Droga, prawda i życie

Zdało się mi, że byłaś
To sen
Zimna noc mnie mamiła
Już wiem
Wyssał czas ze mnie miłość
Na śmierć
Nie ma cię i nie było
Jest dzień

Nie mam szans i nie żyję
Choć chcę
Drogę gdzieś pomyliłem
I brnę
Myśli złe w czaszce gniją
Gdzie mrok
Nie ma mnie i nie było
Jest noc

Czuję cię całym sobą
Od lat
Celem ty, sensem, drogą
Więc trwam
W każdym tchu ciebie wdycham
Jak tlen
Nie ma cię, ale byłaś
To wiem

2011
inspiracja i zapożyczenie: KAT

sobota, 24 grudnia 2011

Tylko ciebie chcę na święta

Nie chcę wiele dostać w święta
Jednej rzeczy pragnę tylko
I nie myślę o prezentach
Które leżą pod choinką
Chcę, byś była razem ze mną
Bardzo tak, że brak pojęcia
Niech się raz marzenia spełnią
Tylko ciebie chcę na święta

Próżno jest skarpetka moja
Zawieszona nad kominkiem
Nie da szczęścia mi Mikołaj
Żadnym cennym upominkiem
Chcę, byś była razem ze mną
Bardzo tak, że brak pojęcia
Niech się raz marzenia spełnią
Tylko ciebie chcę na święta

O tak mało proszę w święta
Może śniegu nie być wkoło
Pragnę tylko stać i czekać
Wciąż na ciebie pod jemiołą

Nic na biegun słać nie będę
Gdzie z czerwonym nosem zwierzę
Inni kupią tę legendę
Ja jedynie w ciebie wierzę

Tylko ciebie chcę tej nocy
Czuć i tulić w swych objęciach
Nic poza tym w mojej mocy
Tylko ciebie chcę na święta

Chociaż wszędzie lśnią światełka
Śmiech dziecięcy mąci ciszę
Choć powietrze śpiew wypełnia
Ja przy saniach dzwonki słyszę
Mikołaju, czy przez ciemność
Z tą jedyną do mnie dotrzesz?
Czy marzenie spełnisz jedno
O osobie mi najdroższej?

Nie chcę wiele dostać w święta
Proszę tylko o to, by
Tak po prostu, ona jedna
Mogła stanąć u mych drzwi
Chcę, by była razem ze mną
Bardzo tak, że brak pojęcia
Niech się raz marzenia spełnią
Tylko ciebie chcę na święta

2011
swobodne tłumaczenie z: Mariah Carey

piątek, 23 grudnia 2011

Dziwny jest świat ten

Dziwny jest świat ten, gdzie żołnierz ginie
Zamiast przywozić z wojny dolary
Dziwne, że gdzieś tam, w dzikiej krainie
Śmierdzą miejscowym obce koszary

Dziwne, że bomba może zabijać
I że w innego wierzyć coś można
Przecież nic, tylko miłość i przyjaźń
Żołnierzy w strony tamte zawiodła

Dziwne, że umrzeć może bohater
Nie tylko dzieci giną niewinne
Że łza w wigilię zmiękczy opłatek
Na myśl o krewnym w sosnowej skrzynce

2011

czwartek, 22 grudnia 2011

Hrabia w Chinach

Wielki bojownik o prawa ludzi
Wcale nie przybył tam, aby żebrać
Tylko przyjaciół żółtych pouczyć
Że godność ludzką szanować trzeba

Że bardzo ważna jest wolność słowa
(Ale dolary jeszcze ważniejsze}
Ważne, by więźniów dobrze traktować
(Lecz władzę trzeba utrzymać jeszcze)

I bardzo ważny jest Tybet wolny
(Ale pokonać kryzys musimy)
Ważne, by w kraju nikt nie był głodny
(Lecz wzorem dla nas mogą być Chiny)

Więc niech się kształcić gromadą liczną
Chińczyk w uczelniach naszych przybywa
Polak wymiera i biedny zbytnio
Choć wybudował, to nie utrzyma

Wstyd - sprzedajemy jedną dziesiątą
(Nic to, że mniej nas trzydziestokrotnie)
Przehandlujemy choćby i wolność
Nie Tybet - rynki muszą być wolne

I poklepuje katów po plecach
Obłudny hrabia Bul-Komorowski
Bo z bogatymi liczyć się trzeba
Wójtom z globalnej, lecz biednej wioski

Może zbuduje tu drugie Chiny
Byśmy podróbę tłukli tandetną
W zamian by możni nam pozwolili
Na miskę ryżu i dziecko jedno

2011

środa, 21 grudnia 2011

Nadzorcy myśli

Trumna z przywódcą w centrum stolicy
Pokłon niosących rodaków mrowie
Czy szczere leją łzy żałobnicy
Czy to konformizm - ekspert ci powie

Tam żal prawdziwy, gdzie słuszny pogląd
Gdzie szmal pcha w kieszeń kapitalista
A krokodyle łzy w strachu ronią
Gdzie naród gnębił zły komunista

A ja nadzorcom myśli nie wierzę
Śmieję się z kultów mędrców wszelakich
Interes cwanych z daleka wietrzę
I na lep głupcom nie dam się zwabić

2011

wtorek, 20 grudnia 2011

Władza z ludem, gdy lud z władzą

Jestem sędzią sprawiedliwym
Wedle zasług moja kara -
Sprawca możny - wyrok niski
Lub gdy z gminu jest ofiara

Szybciej zwolnię zwyrodnialca
Niechaj dalej innym szkodzi
Lecz ofiarą gdy jest władza
Dożywocie dam dziadkowi

Weźcie sobie Barabasza
Żeby waszą krew przelewał
Ale władza ma być nasza
Rękę przeciw obciąć trzeba

Macie wiedzieć kto tu rządzi
I kto czuwa nad korytem
Bać się buntu, wara błądzić
Piłat ręce ma umyte

2011

środa, 14 grudnia 2011

Na telewizję

Kiedyś, w czas dziennika, w bezsilnym proteście:
W okno telewizor i spacer po mieście,
Dziś, całkiem by trzeba przestać skrzynkę włączać,
Z domu wyjść w proteście, na spacer bez końca.

2011

wtorek, 13 grudnia 2011

Diabłu ogarek

Za robotników, dartych z nadziei
Czule tulonej na styropianie
Za sprawiedliwość, co w sercach mieli
Za postulaty, bankom sprzedane

Za mordowanych i bitych pałą
Przez katów, którym świetnie się wiedzie
Za ludzką godność, hienom wydaną
Za wolność naszą, gnojoną w biedzie

Za spokój, fałszem kupiony tanio
Za prawdę, którą dziwką zrobiono
Za naród, co jak psów dzikich stado
Pogryzł się wzajem o kość rzuconą

By lud swój ująć wspaniałym gestem
I noc rozjaśnić pamięci ogniem
Przed kamerami wystawił świeczkę
Bronek wraz z Brombą w pałacu oknie

2011

poniedziałek, 12 grudnia 2011

Ojczyzna lotników

Tam, gdzie piloci wspaniali
Na drzwiach stodoły szybują,
Tego herosem uznali,
Co się nie rozbił lądując.

2011

poniedziałek, 5 grudnia 2011

Znaszli?

Znaszli ten kraj, gdzie jest skandalem
Znaczka na stroju brak u piłkarza,
Lecz nie przeszkadza niemalże wcale,
Gdy sąd zatwierdza znak, co obraża?

2011

piątek, 2 grudnia 2011

Biała dama

Stromy pagórek nad strugą wyschłą
W pokrzyw zaroślach i drzew gęstwinie
Księżyc w puszczyka źrenicy błysnął
Który straż trzyma w mrocznej ruinie

Przysiadł na resztek zamku ptak szczycie
W czarny po oknie otwór wzrok wlepił
Czekając chwili, gdy ona przyjdzie
Srebrzystą suknią ciemność rozświetli

To blask cień rzuci na stare mury
To zniknie w krzakach, między drzewami
Kiedy wyrusza w obchód ponury
W złowieszczej ciszy upiorna pani

Biada tym, których spotka na drodze
Którzy zmącili jej spokój nocny
Ludzkie uczucia dziewczynie obce
Okrutność wielka i gniew tak mocny

Lecz mnie uwielbia ona jednego
W szczupłych ramionach tuli jak dziecko
Jakby żegnała ukochanego
Kiedy z gałęzi zwisam wisielczo

1811

czwartek, 1 grudnia 2011

W pamiętniku A.

Ojciec na pamiątkę wpisuje te słowa
Córeczce malutkiej z brzuszkiem okrąglusim -
By mogła wędrując po życiowych drogach
Z tęsknotą myślami w świat dziecka powrócić
Niech główka jej dobrych chwil wspomnienia chowa
A ojca słabości w niepamięć wyrzuci

2011

środa, 30 listopada 2011

Bez ciebie

Dzień mnie obudził, nie było ciebie
Jakbym się cofnął o pokolenie
Jak to się stało, do dzisiaj nie wiem
Lecz wciąż pamiętam to zalęknienie

Mogłem być wolny, jak inni ludzie
Śmiać się i wierzyć - nie czułem bólu
Wypełnić pustkę ładunkiem złudzeń
Udawać szczęście wśród reszty tłumu

Lecz już nie chciałem, było zbyt późno
Nie da się żywym powrócić z grobu
Oszukać siebie - próbować próżno
Z głową pod kołdrą zasnąłem znowu...

2011

wtorek, 29 listopada 2011

Kolejny powód by żyć

Jak kleszcz wczepiony w ciało ofiary
Tym głębiej wniknąć pod skórę dąży
Im jest usilniej z niej wyrywany
Tak mnie tym więcej z żywymi wiąże
Im bardziej jestem wyobcowany

Jakby w obawie przed przeświadczeniem
Że całkiem kontakt ze światem stracę
W dotąd nieznane krocząc przestrzenie
Następną w życiu kotwicę haczę
Głębiej zapuszczam w glebie korzenie

Może gdy będę czuł się potrzebny
Gdy ktoś ode mnie będzie zależał
Nie dam pochłonąć się światom ciemnym
Zdołam wytrzymać cierpienia ciężar

2011

sobota, 26 listopada 2011

Na pohybel buractwu

Falangi głupców wcale nie dziwią
Twarde podeszwy, pięści wzniesione
Że dla zabawy kogoś pobiją
Razem z rozumem łby ogolone

I nie zdumiewa mnie w siłę wiara
Kiedy pod czaszką pustka bezdenna
I w boga wiara, że im pozwala
Dać nienawiścią siebie opętać

Lecz za bandami tępych wyrostków
Stoją uczeni wiedzy rycerze
Mężowie stanu, ojce narodu
Strażnicy prawa i dusz pasterze

Na nic szlachetne myśli zdobycze
Tradycje przodków, ducha wartości
Wieków przestrogi gwałtem wyryte -
Zło i ciemnota wciąż w ludziach gości

Lecz nie tłumaczy żadne alibi -
Czy to pod krzyżem, czy innym znakiem
Miarą są zawsze słowa i czyny -
Szuja jest szują, burak - burakiem

2011

piątek, 25 listopada 2011

Drzwi

Rozkwitłaś świeżo w młodości pięknie
Kiedy przed tobą drzwi się otwarły
By mnie zostawić w rozpaczy wiecznej
A ciebie zamknąć pośród umarłych

Odtąd spoglądam na nie codziennie
I powolutku do nich się zbliżam
Lecz drzwi zamknięte dla mnie niezmiennie
Z tej strony - smutek, a z tamtej - cisza

Nocą, jak złodziej w mroku zuchwały
Wyrwać próbuję drzwiom tajemnicę -
Wpada szczeliną światła snop biały
Lecz nic po drugiej stronie nie widzę

Życie pod drzwiami nic nie jest warte
Więc przez nie wołam głosem zbolałym -
Skoro w pamięci nic nie zatarte
Otwórz drzwi, które ciebie zabrały

2011
inspiracja: T. Beksiński

czwartek, 24 listopada 2011

Prowadź nas, hrabio

W szlachetnej trosce o przyszłość Polski
Pałac załatwił mu kiedyś Donek,
Więc teraz hrabia Bul-Komorowski
Wytrwale czyści w nim żyrandole

Niech się na kryzys składają biedni,
A kancelarii starczy na wszystko -
Hrabia zapragnął pałac oświetlić,
By mogła gawiedź mieć widowisko

Jak ograniczyć, już chce wymyślić,
Ludziom swobodę manifestacji -
Nikt nie odbierze w wolnej ojczyźnie
Z Polski i z siebie mu satysfakcji

Bieda i państwo niesprawiedliwe
Nie pobudzają go do działania -
Byle był naród cicho: pod krzyżem
I pod zakazem pedałowania.

2011

wtorek, 22 listopada 2011

Zakaz krzyżowania

To, w co wierzę, moją sprawą
I czym w życiu się kieruję,
Gdzieś mam tych, co jak buławą
Krzyżem siekąc, mnie prostują

Swoje mam autorytety,
Własne drogi i wybory
I chcę tutaj żyć, niestety,
Bo to mój kraj, chociaż chory

Też się czuję patriotą
I z tradycji czerpię naszych,
W których często zbyt dewotom
Pozwalano krzyżem straszyć

Kto rozumie mądrość krzyża,
Ten ją chroni w sercu swoim,
Innych ludzi nie poniża,
Nie firmuje nią głupoty

Grupka ludzi przerażonych,
Dewot krzyżem ich przegania,
Otok wokół nich czerwony -
Oto zakaz krzyżowania

2011

sobota, 19 listopada 2011

Stojąc w deszczu

Deszczowy dzień...

Stoję zlany deszczem
Czekam sam zupełnie
Zmęczony tak jestem
I za domem tęsknię

W strugach deszczu stoję
Moknę coraz bardziej
Choć robię, co mogę
Co w zamian dostaję?

Stoję w strugach deszczu
I przegrany jestem
Ludzie wokół spieszą
Nie słyszą mej pieśni

Stoję deszczem zlany
Potokami wody
Leje strumieniami
A ja chcę być wolny

W strugach deszczu stoję
Robię, co należy
Staram się jak mogę
Lecz co to przyniesie?

W strugach deszczu stoję
Moknę coraz bardziej
Choć robię, co mogę
Co w zamian dostaję?

Ból, intencje dobre
Toną w tej ulewie
Dobry być nie mogę
Stoję więc pod niebem

2011
swobodne tłumaczenie z: Electric Light Orchestra

piątek, 11 listopada 2011

Anarchista

Widzą we mnie antychrysta,
A ja jestem anarchista -
Nie wiem dobrze, czego chcę,
Ale widzę, co jest złe;
Nie, nie jestem wrogiem wszystkich,
Tylko system pragnę zniszczyć

Możesz nazwać to anarchią,
Lecz chcę przerwać ciszę martwą,
Wyrwać cię z wyścigu szczurów
I z komercji biernych ciurów,
Do umysłu wyzwolenia
Z Babilonu zniewolenia

Wybierz drogę, którą chcesz
Aby złu nie poddać się,
Byle nie być jednym z nich,
Choćbyś wrogiem dla nich był;
Żaden dogmat, żadna partia -
Liczy tylko się anarchia

Czy to NSDAP,
PiS, PO, czy SLD,
ONR, NKWD,
Nie dbam która to RP;
Czy to w Unii, czy w komunie -
Od anarchii system runie

Chcę wolności anarchisty -
Pewnie wiesz, co mam na myśli,
Będę dla nich antychrystem,
Kiedy ich wysiłki zniszczę.

2011
inspiracja: Sex Pistols

czwartek, 10 listopada 2011

Bunt

Jak ziarno chwastu, intrygą czarcią
Podstępnie w boską rzucone rolę,
Kiełkuje - tłumiąc zbiorów wydajność -
Bunt i podsyca oporu wolę

Na glebie myśli wyhodowany,
Z chmur krytycyzmu zroszony deszczem,
Przekreśla chciwych rolników plany,
Co dzielą, zanim zebrali jeszcze

Nic, że wyplewić chcą go naiwni -
Przetrwa ich spiski, najgorszą suszę,
Bo jest silniejszy od roślin innych,
Długim korzeniem wczepił się w duszę

2011

środa, 9 listopada 2011

Listopadowe dziecię

Z wycia wiatru, mgieł wilgoci
Z liści gnicia, w śmierci chłodzie
Z dróg wiodących w świat umarłych
Ze snującej sieć nostalgii
Ze złowieszczych sił księżyca
Który duchom sił użycza
Zrodził mnie listopad zimny
Znacząc piętnem bycia innym

Wbrew natury świętym prawom
I odwiecznym pór nakazom
W czas, gdy kresy śmierć wytycza
Powołano mnie do życia

Dziwolągiem tkwię w sprzeczności
W leprozorium odmienności
I gdy wszystko lgnie do życia
Ja przed śmiercią głowę zniżam

Dymem zniczy okadzony
Smutkiem w liściach wypalonym
Martwy, kiedy inni żyją
Będę żyć, gdy wszyscy zginą

2011

wtorek, 8 listopada 2011

Najemnik

Często ci opowiadałem
Dni, spędzone na włóczędze
Kiedy na dzień ten czekałem
Gdy za rękę ciebie wezmę
I zdobędę cię piosenką
A ty powiesz wtedy może
Połóż się i kochaj ze mną
I z pewnością bym nie odszedł

Czuję, że się już starzeję
A śpiewane w dawnych czasach
Pieśni w dali dźwięczą echem
Jak młyn, który wiatr obraca
I już zawsze - jak się zdaje -
Najemnikiem pozostanę

Często w podróż wyruszałem
Aby znaleźć coś nowego
W chłodne noce się tułałem
Sam, bez ciebie, tak daleko
Wtedy oczy pewne były
Że cię widzą przy mnie obok
W zaślepieniu mnie zwodziły
Bowiem już nie jestem z tobą

Czuję, że się już starzeję
A śpiewane w dawnych czasach
Pieśni w dali dźwięczą echem
Jak młyn, który wiatr obraca
I już zawsze - jak się zdaje -
Najemnikiem pozostanę
Tak, już słyszę to wyraźnie
Jak się młyn obraca z wiatrem
I już zawsze - jak się zdaje -
Najemnikiem pozostanę

2011
tłumaczenie z: Deep Purple

poniedziałek, 7 listopada 2011

Moja pieśń

Chcę zaśpiewać ci piosenkę
Która się nie kończy nigdy
Cały dzień ją śpiewać będę
Tak wyrażę wszystkie myśli

Coś mnie kiedyś tak zmieniło
Że świat w różny widzę sposób
Jak powiedzieć ci, że miłość
Może przynieść zmianę losu?

Miłość świat odmienić może
Może zmienić twoje życie
Rób, co daje szczęście tobie
Co uważasz za właściwe
I pokochaj całym sercem
Nim za późno na to będzie

Coś się w moim wnętrzu pali
Nie wiem skąd te słowa biorę
Może mogą inne światy
Pomóc ludziom znaleźć drogę

Mam nadzieję, że będziemy
Żyli kiedyś w pełnej zgodzie
Głos popłynie jeden z ziemi
Wtedy wszystkie myśli powiem

Chcę zaśpiewać ci piosenkę
Która się nie kończy nigdy
Cały dzień ją śpiewać będę
Tak wyrażę wszystkie myśli

Chcę zaśpiewać ci piosenkę
Która się nie kończy nigdy...

2011
swobodny przekład z: The Moody Blues

niedziela, 6 listopada 2011

Z kolejnym kamieniem

Ponoć wiek to tylko liczba
Którą liczy się umownie
Nie powinien ograniczać
Ni myślącej ciążyć głowie

Lecz te liczby to kamienie
Które w życia drodze mijam
Znak, że rośnie oddalenie
Od początku, kres się zbliża

Chciałbym wierzyć, że choć trochę
Wiek przynosi dojrzałości
Coś od siebie daje kosztem
Ukradzionej mi młodości

I pocieszyć tak się staram
Widząc nowe wciąż kamienie
Że im bardziej się oddalam
To tym bliżej jestem ciebie

2011

sobota, 5 listopada 2011

NOTES 25 - Pieskie życie

Pan zostawił psa wiernego
Pies w to samo wraca miejsce
I pogodzić się z tym nie chce
Że ktoś zdradził miłość jego

Pies ma nowych właścicieli
Lecz wciąż czeka na tamtego
Nie pojmują ludzie tego
Którzy sami zapomnieli

Może pies był w życiu tamtym
Kimś kto stracił swoje szczęście
Może los mój z psiej jest karmy

Bo psu bliższy bardziej jestem
W ludzkim świecie - cieniem marnym
Który wiedzie życie pieskie

2011

piątek, 4 listopada 2011

Wywiad z przegranym

                                    Na śmierć T.B.
Śmieszny, wzgardzony
A jestem jeszcze
Z przegranej strony
Wdycham powietrze

Stracony dla was
Ja wciąż zwyciężam
Większy niż Atlas
Dźwigając ciężar

Choć świat mnie nie chce
Mam swoje plany
Nim on je zdepcze
Życia butami

Umiem się cieszyć
Iskierką małą
Której ci lepsi
Nie dostrzegają

Nic mi nie zrobią
Spojrzenia wasze
Bo od was sobą
Gardziłem bardziej

Dla was być mogę
Zamkniętą kartą
Lecz teraz swoją
Dostrzegam wartość

Patrząc na życie
Po wielkiej klęsce
Dopiero widzę
Jakie jest piękne

2011

czwartek, 3 listopada 2011

Na zawsze jesień

Rok się starzeje i słabnie słońce
Dni się zbliżają coraz ciemniejsze
Nadchodzą wiatry chłodem wionące
A ciebie nie ma - daleko jesteś

Widziałem ptaki - ruszyły w drogę
Jeden po drugim ginąc na niebie
Szkoda, że z nimi lecieć nie mogę
Uciec daleko od miejsc bez ciebie

Przybyłaś do mnie jak pieśń przez drzewa
Jak liść zostałaś przez wiatr zdmuchnięta

Zwykliśmy chodzić w złotej jesieni
Zawsze kochałaś tę roku porę
Opadłe liście leżą na ziemi
Odkąd cię nie ma - nienaruszone

Przybyłaś do mnie jak pieśń przez drzewa
Jak liść zostałaś przez wiatr zdmuchnięta

Deszcz miękko zwilża oczy znużone
Jakby samotną łzę skryć zamierzał
Po kres swój będzie już życie moje
Wieczną jesienią, bo ciebie nie ma

2011
Tłumaczenie z: The Moody Blues

środa, 2 listopada 2011

Za-duszno

Czyś boga znalazł, czy wciąż go szukasz,
Czy może nie masz już w nim ufności,
Życie to droga cierpienia długa
Dla tych, co czują do szpiku kości

Choć pośród tłumów, sam ciągle jesteś,
Ból ukrywając swojej inności,
Bo w małej klatce serce zbyt wielkie
Pęka z powodu nadwrażliwości

Czyś miły, grzeczny, czyś skandalistą,
Śmierć równo wszystkich traktuje gości,
Ona zaczyna na nowo wszystko
Na rurze w klatce, na plaży w Ostii

2011

wtorek, 1 listopada 2011

Umarłym uczuciom

Wątły świecy płomyk
W serca kloszu szklanym
Ogrzać nie jest zdolny
Granitowej ściany

Śródnocne przymrozki
Zwiastujące zimę
Oszroniły włosy
Myśli liście zgniłe

Brnę przez głuchy cmentarz
Uczuć i nadziei
W noc umarłych święta
W pustki serca bieli

2011

poniedziałek, 19 września 2011

Kochaj Albo Tnij

To nieprawda, że cię słyszę
Stamtąd głosy nie dochodzą
To jest tylko wiatru wycie
Przejmujące umysł grozą

Jaki sens jest krzyczeć w ciemność?
Co powiedzieć, spytać o co?
Między nami cała wieczność -
Może jedna chwila nocą?

Czy ktoś kocha mnie? - być może
Chociaż staram się zniechęcić
Czy ja kocham? - z tym jest gorzej -
Nie potrafię - proszę, wierz mi

Samotności tam nie czujesz?
Ból już całkiem pokonany?
Czy na twojej gładkiej skórze
Poginęły sine plamy?

Przeczekuję tak do rana
Dzień jak wicher mknie ku nocy -
Ta należy do szatana
Atakują jego głosy

Czyjeś łkanie tnie wskroś ciszę
Niczym brzytwa tkankę miękką
Zdaje się, że ciebie słyszę -
Znów mnie wzywasz - tak, na pewno...

2011

piątek, 16 września 2011

Ona wie

Ona wie, więc się uśmiecha
Gdy bezwstydnie się rozbiera
Uspokaja błękit nieba
I pod tobą piach ogrzewa

Ona wie i w swej mądrości
Widzi twoje wątpliwości
Więc przynosi w czasie letnim
Długo słońce, krótko księżyc
Wokół palca świat okręca
Byś był świadkiem tego piękna

Jeśliś dobrze pojął lekcję
Już nie doda wiele więcej
Jeszcze jedna jej pieszczota
Czas na jesień się gotować...

2011
swobodny przekład z / parafraza: Barbra Streisand

czwartek, 15 września 2011

Noc demonów

Gdzie podziała się ta cisza,
W którą uciec tutaj chciałem?
Czy sprytniejszy ktoś od lisa,
Mój grobowiec zdołał znaleźć?

Deszcze sieką, wicher wieje,
Szepcze diabeł przyczajony:
"Koniec złudzeń, rzuć nadzieję,
Któryś przybył w moje strony"

Nawałnica wyje dziko,
Kąsa strzechę złości zębem
Jak na pogrzeb dzwoni szybą
Przeszywając wnętrze lękiem

Skrawek nieba nie wychynął
Zza chmur czarnych parawanów,
Jakby tylko kłamstwem było
Wymyślonym przez kapłanów

Wicher targa sierścią pola
Chłoszcze ściany biczem deszczu
W stare drewno wnika woda
Słyszę już jak one trzeszczą

I te gwizdy przeraźliwe
W wydrążonych dziurach w deskach
Jakby duchy nieszczęśliwe
Chciały ze mną tu zamieszkać

Płomyk chwieje się trwożliwie
Świeca walczy z ciemnościami
Wnet ją zdmuchnie wiatr-złośliwiec
Przegram walkę z demonami...

2011

środa, 14 września 2011

Kuchisake-onna

Co dzień stajesz mi na drodze
Oszpecona w chorych oczach
Chcesz, bym piękno widział w tobie
I bym zawsze ciebie kochał

Jeśli powiem, żeś mi obca,
Wszystko stracę w chwili jednej
Kiedy skłamię, że cię kocham
Będę cierpiał życia resztę

Gdy pokażę ci brzydotę
Straszną wewnątrz duszy mojej
Ty się wtedy zakłopoczesz
Sama mi pozwolisz odejść

2011

wtorek, 13 września 2011

NOTES 24 - BJC

Ja sam przy stole więc zapytałaś -
Ona się spóźnia? - szczerząc się wdzięcznie -
Przyjdzie na pewno choć niekoniecznie
Dzisiaj - ja na to - nie zrozumiałaś

Później opasły z szerokim karkiem
Żyd mnie wyprosił bo nie zamawiam
Gdy przed nos innym piwo podstawiał
Resztę wieczoru stałem przed barkiem

Knajpiany Bachus nie moim bogiem
Wolę za mroku sam stać obrzeżem
Niż z tępakami krzyżować drogę

Niech mnie samotność w objęcia bierze
Jak tylko długo wytrzymać mogę
Aż czas i miejsce sama wybierzesz

2011

poniedziałek, 12 września 2011

Żyjąc sam

Załamania bliski czasem
Jestem i chce mi się ryczeć
Nie wiem co mam zrobić z czasem
Celu drogi swej nie widzę;
Samotności dosyć mam
Żyjąc tutaj całkiem sam

Czasem czuję jakbym zawsze
Nazbyt szybko się przemieszczał
Wtedy wszystko spada na mnie
Doprowadza do szaleństwa;
Tak, szaleństwo w duszy mam
Żyjąc tutaj całkiem sam

Nie mam czasu na ściemnianie
Taki czuję się samotny
Niechże w końcu coś się stanie -
Czas nadejdzie dla mnie dobry

Jakby nigdy - tak to czuję -
Nikt mi nie dał ostrzeżenia -
Głowę w chmurach swą znajduję
Zawsze skrywam się w marzeniach;
Nie jest łatwe, mówię wam,
Kiedy jestem całkiem sam

2011
tłumaczenie z: Freddie Mercury

niedziela, 11 września 2011

What A Wonderful World ♫

I have lost my peace
My reason too
Feel the disease
That has killed you
And I think to myself
It's the end of the world

Every day is bad
Nothing is right
The days are cursed
Blessed is the night
And I think to myself
It's the end of the world

I'm full of irritation
I really don't know why
I see the hostile faces
Of people going by
I see friends clenching hands
Thinking: "I'll do in you!"
They really know what to do

Babies feeling pain
And sorrow grow
They'll learn to hate
And even more
And I think to myself
It's the end, it's the end...

2011
♫ inspiracja / parafraza: Louis Armstrong

sobota, 10 września 2011

Król karaluchów - cz. 2.

Chata nie była długo spokojna,
Nie wiem skąd nowa wzięła się plaga -
Armia prusaków, wyłażąc z kąta
Dom mój zalała falą robactwa

Zjadły zapasy i w książki weszły,
W czaszki oczodół na półce mojej,
Ród karaluchów, z każdym dniem większy,
Coraz to nowe czynił podboje

Aż raz, gdy jadłem, na środku stołu,
Wielki jak palec, stanął karaluch,
Każąc wynosić się z tego domu,
Który królestwem miał być prusaków

I żeby mowa króla zabrzmiała
Groźnie, do reszty łamiąc mój opór,
Na jego rozkaz, armia mnie cała
Wstrętnych owadów oblazła wokół

Więc się poddałem prusaczej sile,
Wstałem, by przystań odnaleźć nową,
Lecz kiedy tylko drzwi otworzyłem,
Szum czarnych skrzydeł przemknął nad głową

Zginął robactwa król w kruka dziobie,
Armia w popłochu dom opuściła,
Nowej przystani nie szukam sobie -
Trzyma mnie tutaj tajemna siła

1811

piątek, 9 września 2011

Król karaluchów - cz. 1.

Dnia nie pamiętam, kiedy się zjawił,
To w okno zajrzał, to siadł na płocie,
Jakby ktoś kazał stać mu na straży
Lub chciał mnie przed czymś nieznanym ostrzec

Kiedy na koniu ruszałem w pola,
Czernią swych skrzydeł straszył wierzchowca -
Cień rzucał mroczny, siadał opodal,
Nie chciał się z nami na chwilę rozstać

Próżno wielokroć kruka płoszyłem,
Daremnie w niego ciskałem kamień -
Stał się niechcianym mym towarzyszem
Czarny wysłannik siły nieznanej

Aż dnia któregoś wszedłem do stajni
I zobaczyłem konia padlinę,
Kruka, co siadłszy spokojnie na nim,
Dziobem rozrywał ciepłą koninę

Śmierć mu ślubując, przegnałem ptaka,
Nim zakopałem zwierzę mi drogie,
Kruk jednak więcej już nie powracał,
Znowu bezpiecznie poczuć się mogłem

1811

czwartek, 8 września 2011

Kamienna Góra

Nadmorska plaża, szczyt nad nią święty
Rybacka przystań, spokojne życie
Potem pazerność - jantar przeklęty
I wysiedlenia, i wydobycie

Chciwość niszcząca jak rak sumienie
Szczęścia na krzywdę przehandlowanie
Obrażanego boga zrządzeniem
Przemiana skarbu w zwyczajny kamień

Kamienna góra - już nie szczyt święty
Zamiast kopalni - bogaczy domy
Na szczycie hańby znak w niebo wcięty
Na win zatarcie tu postawiony

2011

czwartek, 25 sierpnia 2011

Moje rymowanie

Mówisz - nie pisz do mnie wierszem
To tak sztuczne, niedzisiejsze
- Dzisiaj sztuczny jest piękniejszy
Ja zaś jestem niedzisiejszy

Skoro nasze życie prozą
Po co prozy mu dodawać?
Wiersze w gwiazdy mnie uniosą
Prozę innym pozostawiam

To jest bunt mój, walka z tłumem
Miłośników wierszy białych
W rymach tych wyrazić umiem
Wszystkie myśli, ból mój cały

Widzą mnie przez prozę życia
Rym i rytm gdzieś w środku żyje
Wiersz - nieznana twarz księżyca
Zrozum go, to mnie odkryjesz

2011

środa, 24 sierpnia 2011

Na reprezentację

Ratując się w biedzie wojskiem
Zaciężnym, nawet z oddali
Korzenie uznają polskie
Tym, co je w Polkach maczali

wtorek, 23 sierpnia 2011

Pora deszczowa

Zapomnij słońce i suchość w ustach
W rozgrzanym piasku szeptane słowa
Oczy tak obce i przestrzeń pusta
Nadchodzi długa pora deszczowa

Czarne brygady na szarym niebie
Złowieszczy pomruk morskiego frontu
Za ścianą wody zgubiłem siebie
We łzach znad świata naszego grobu

Zbliża się potop, zło siły zbiera
Do tego Noe przepadł gdzieś jeszcze
Próżno parasol z domu zabierać
Śmierć czyha na mnie niesiona deszczem

Zdzieram koszulę, staję szeroko
Na szczycie marzeń, lęków i wspomnień
Może nim znajdę koniec pod wodą
Nagłym piorunem przybędziesz po mnie

2011

poniedziałek, 22 sierpnia 2011

Kielich zapomnienia

Jak mnie znalazłaś na tym pustkowiu?
Jak suchą nogą przeszłaś przez bagna?
Którędy weszłaś do mego domu
Gdzie nie zachodzi istota żadna?

Jedynie dzikie błądzą zwierzęta
Wilki pod płotem wyją nocami
Lepiej o miejscu tym nie pamiętać
Gdzie ciemność straszy zmarłych duchami

W oczach płomienie świec drgają tobie
Włosy jak nicią pajęczą tkane
Patrzysz inaczej od reszty kobiet
Które dotychczas były mi znane

Siadasz półnaga, o stopach bosych
Niczego nie chcesz, o nic nie pytasz
Podajesz kielich, opuszczam oczy
Ciężkie westchnienie wśród ciszy słychać

Wiem, że ostatnią noc ta być może
Wszystko się skończy, w lesie zaginie
Zanurzę usta, przeszłość zapomnę
Gdy wejdę z tobą w światła dolinę

Wreszcie otworzę serce na oścież
Nim krople płynu na wargach wyschną
Chata na bagnach bluszczem zarośnie
Jak stare rany pozorów blizną

Staram nie patrzeć się w oczy twoje
Czuję, że czekasz - blada, milcząca
Wiesz jakże bardzo teraz się boję
Świt nie przyniesie cierpieniu końca

Jeszcze się waham, żal - nie wiem czego
Ból jakiś dusi, od tamtych inny
Przysuwam czarę niepewną ręką
Strach na dnie oczu, tak trupio zimnych ...

2011

niedziela, 21 sierpnia 2011

Hymn księżycowy

Raz srebrny denar dany ubogim
Raz żądzy złota symbol złowrogi
To znowu krwawe oko szatana
Albo różowa jak blizna plama

Przyszłość znająca kryształu kula
Półpomarańcza z ogrodu w chmurach
Lub sierp w żniwiarza gwiezdnego ręce
Owal w skradzionej słońcu potędze

Czasem tak jasny, że ze snu budzi
To znów ukryty przed wzrokiem ludzi
Nieraz płynący w obłoków gęstwach
Świateł magicznych malując pejzaż

Ziemskiej wędrówki towarzysz wierny
Sekretów nocy strażnik tajemny
Świadek rozpaczy i bólu chwili
Nadzieja dla tych, co ją stracili

Cichy, odległy, dumny i chłodny
Przewodnik stworzeń dzikich i wolnych
Widoczny tylko od jednej strony
Z wpływem na ziemian niewyjaśnionym

Pasterzu wilków i oceanów
Chroń mnie przed zgubną pianą bałwanów
Niech noc ogarnie mórz twoich cisza
Bądź jak latarnia wśród sztormów życia

2011

sobota, 20 sierpnia 2011

Optymiści

Optymizmu ślepcy pełni
Zapatrzeni ufnie w przyszłość
Z wiarą, że są nieśmiertelni -
Tylko oni słusznie myślą

Wszystko mogą, wszędzie zajdą
Los we własnych rękach dzierżą
Rozwiązanie zawsze znajdą
Wstecz się nigdy nie obejrzą

Precz proroki, przepowiednie
Defetyści, czarnowidze!
Jeruzalem w gruzach legnie?
Takie słowa karać krzyżem!

Głupi stańczyk duma nad czymś
Jeszcze nasza nie zginęła!
Pijmy zdrowie władców naszych
Co nam obca przemoc wzięła!

Co tam górka lodu drobna -
Nasza łódź - stal hartowana
Woda leje się pod pokład -
Grać, orkiestra! Bal do rana!

Jakie znaki? Burze, wstrząsy -
Rzecz normalna - zawsze były
Kiedy świat się będzie kończyć
Plan na jutro obmyślimy

2011

piątek, 19 sierpnia 2011

Sin semilla

Szary pokój mojej duszy
Intensywny dym wypełnia
Nie chcę wracać między ludzi
Sam kolory świata ściemniam
Egocentrum tworzę myślom
Moszczę gniazdo miękką trawą
Iluzjami kreślę przyszłość
Leczę serce nocy kawą
Lęk przepuszczam szklaną fifką
Aż fantazję zmieszam z jawą

2011

czwartek, 18 sierpnia 2011

Księżyc w Samosie

Wciąż ciebie widzę - jak przed latami -
Idziesz ulicą - tak raz po razie
By się przywitać, stajesz czasami
Tak, jak czyniłaś to w tamtym czasie

Jakbyśmy byli wciąż zakochani -
Już nikt nie liczy, ile to razy -
Miłość w mych oczach - myślę czasami -
Gdy się uśmiecham, zdołasz zobaczyć

I dzień po dniu tak rozważam w myślach
Sen za snem - ciężko jest opowiedzieć
Jak jest, gdy nagle jesteś tak bliska
Wbrew latom, które przeszły bez ciebie

Staniesz? Zaczekasz? Wspomnisz łaskawie?
Dasz mi minutę, by wytłumaczyć?
Nic nie popsuję - uwierz, kochanie
Co jest, co było - to samo znaczy

2011
swobodne tłumaczenie z: Robert Plant

środa, 17 sierpnia 2011

Legenda o mieczu i rybach - cz. 2.

Nic rycerzom nie mówiąc, brnął plażą w zdumieniu
Aż swój miecz ujrzał w górze, wbity w klifu ścianę
Wianek zwisał z ziół polnych na miecza ramieniu -
Więc się wspiął po urwisku i rozerwał wianek

Za rękojeść pochwycił, niczym zdobycz złodziej
Lecz go metal oparzył, jakby ogniem gorzał
Ruszył kapłan w dół klifu, ochłodzić dłoń w wodzie
A miecz z ręki puszczony, runął wprost do morza

Mocząc dłoń oparzoną w morskiej wodzie słonej
Myślał jak się uchronić przed pogańskim czarem
Ostrze miecza wtem ujrzał w morzu zagłębione
A na klindze - przeszytą żelazem ryb parę

I zaniechał przemocy, widząc ryb ławice
Bo historia ta jemu stała się nauką -
Gdy w pokoju lud żyje, dostaje obficie
Jeśli nie, to dobrobyt nie trwa nigdy długo

2011

wtorek, 16 sierpnia 2011

Legenda o mieczu i rybach - cz. 1.

Ponad tysiąc lat temu, na Bałtyku brzegach
Niedaleko od Gdańska piasków jantarowych
Ludność w wiosce rybackiej wiary dawnej strzegła
Pod posągiem oddając cześć Świętowitowi

Aż najechał ich oddział rycerzy krzyżowych
Posąg w morzu utopił, krzyż wzniósł na polanie
Ucząc ogniem i mieczem ludzi wierzeń nowych
Wianki zbójów zwyczajem zrywając z głów panien

Nie minęło dni wiele, gdy krzyżowy kapłan
Wieść otrzymał, że nagle ryb zbrakło w Bałtyku
Więc powrócił o zmierzchu, rycerzy swych zabrał
Chcąc, co dzieje się w wiosce, wybadać po cichu

Oto starsi w modlitwie klęczeli pod krzyżem
Lecz młodzieży nie było z nimi na polanie
Bo zebrali się razem na plaży poniżej
Jak czynili pradawnym zwyczajem poganie

Kapłan uniósł się gniewem, sięgnął ręką pasa
Tak jak wtedy, gdy wianki panien kalał święte
Lecz krzyż z wieży kościoła, zamiast miecza zmacał
I ze strachem opuścił to miejsce przeklęte

2011

poniedziałek, 15 sierpnia 2011

Legenda o gdyńskiej latarni - cz. 2.

Wielki żal po stracie rybaka ogarnął
Gorsza niż po nożu otwarła się rana
Której lekiem żadnym nikt nie umiał zamknąć
Bo umarła w mękach jego ukochana

Gdy bez celu błądził, z bólu obłąkany
Znalazł go latarnik i tak rzekł do niego:
"Przed tobą też piekła otworzą się bramy
I przyjmie cię szatan, boś ty dziełem jego"

"Ten, com jego dziełem - odpowiedział rybak -
Zapłaci ci za to, że żyję w udręce
Zaraz potem w pana twoją duszę wyda
Którego nas krzywdząc sługą byłeś ręce"

Ledwo rybak skończył, a zadrżała ziemia
Niebo na pół pękło i runęły gromy
Morze z brzegów wyszło, latarnia spoczęła
Razem z latarnikiem w miejscu niewiadomym

Przelękli się ludzie, że ich spotka kara
Bo niesprawiedliwie bliźnich osądzili
Na wzgórzu krzyż jasny - za grzechy ofiara -
Świeci jak latarnia do obecnej chwili

O rybaku dzisiaj nikt już nie pamięta
Ani o kobiecie, co zmarła w męczarniach
Lecz jest miejsce, w którym - jak mówi legenda -
Od wieków spoczywa przeklęta latarnia

2011

niedziela, 14 sierpnia 2011

Legenda o gdyńskiej latarni - cz. 1.

Dawno temu, we wsi, gdzie Bałtyku wody
Nadbrzeżnej latarni do stóp się ścieliły
Pokochał dziewczynę pewien rybak młody
A i on bynajmniej nie był jej niemiły

Latarnik dziewczynie stanął raz na drodze
Ażeby nakłonić siłą do kochania
Wtem nadbiegł ów rybak, chcąc pomóc niebodze
Nóż go trafił w serce, kiedy ją zasłaniał

Wzięła napadnięta do chaty rannego
Gdzie go jej troskliwość i zioła leczyły
Sam nie wiem, czym ranę okładała jego
Aż mu po dniach wielu powróciły siły

Ujrzał go latarnik, pobiegł do plebana
Z nim ze wsi czereda ogłupionych ludzi
"To sprzeczne z naturą, sprawką jest szatana!
Dziewczyna to wiedźma, która umrzeć musi!"

Pojmali ją tłumem, a ksiądz kazał spalić
Gdy jej ukochany w morzu ryby łowił
Wiatr kołysał łodzią na wzburzonej fali
A ludzie dziewczynę oddali ogniowi

2011

sobota, 13 sierpnia 2011

I budzę się sam

Wszystko jest w porządku, gdy mam w dzień zajęcie
Miłość czas wypełnia, nie myślę o tobie
Stan mój się odmienia, gdy się robi ciemniej
Ogarnia mnie rozpacz, szaleństwo wieczorne

Czuwam, dom sprzątając, nie piję przynajmniej
Będąc w ciągłym biegu, z myślami nie walczę
To cichutkie szczęście, wszystkim ludziom znane
Znika gdzieś, gdy wieczór gasi słońca tarczę

Twarz ze snów śmiałości pozbawia mnie resztek
Napełnia mnie lękiem i przesiąka duszę
Wiruje w mych oczach, aż się w niej zagłębię
Księżyc blask swój wlewa, sam jeden się budzę ...

Będąc sercem swoim, byłbym niespokojny
Przystanę, sen chwyta, oddech wtedy gubię
Ból pierś mi rozrywa, kiedy dzień się kończy
Ciemność mnie okrywa i nie mogę uciec

Krew stygnie mi w żyłach, kiedy przed nią stoję
To wszystko, co mogę, aby ją upewnić
Gdy przybywa, dla niej ściekam jak dżdżu krople
Pławimy się w sobie pod światłem niebieskim

Twarz ze snów śmiałości pozbawia mnie resztek
Napełnia mnie lękiem i przesiąka duszę
Wiruje w mych oczach, aż się w niej zagłębię
Księżyc blask swój wlewa, sam jeden się budzę ...

2011
swobodne tłumaczenie z: Amy Winehouse

piątek, 12 sierpnia 2011

Legenda o wilczym bracie - cz. 2.

Kiedy ostatnie król tej krainy
Na polowaniach wybił jelenie
Wilki rodzinny las opuściły
Śmierć niosąc, trwogę i spustoszenie

Rękę królewny obiecał władca
I pół królestwa za skóry bestii
Lecz nikt z polowań żywy nie wracał
Od wilczych zębów ginąc bez wieści

Aż z gór młodzieniec zszedł w wilcze strony
Tam go dopadła w nocy wataha
A on ze wszystkich stron osaczony
Wyjął baranią czaszkę z plecaka

Wetknął na kostur i uniósł czerep
Zmieniając bestie w pieski potulne
Z wilczą eskortą ruszył przed siebie
I pośród stada stanął przed królem

"Nie chcę królestwa, ni twojej córy
Liczna w mych stronach zwierzyna płowa
Pozwól mi wrócić z wilkami w góry
Wam - spokój, wilkom - w górach polować"

I odszedł chłopak z wilkami w drogę
Lecz król trofeów wilczych zapragnął
I za namową córki wzgardzonej
Rzucił się w pogoń w ślad za watahą

Doszedł ściganych z kwiatem rycerstwa
Gdy wnet zmrok zapadł i wzeszedł księżyc
Krew zakipiała w zdradzonych bestiach
Od kłów śmierć poniósł król wśród rycerzy

Dumna królewna umarła sama
Chłopak - jak wilki - w górach pozostał
Czy ktoś go kochał? Czy szczęście znalazł?
To już zupełnie inna historia ...

2011

czwartek, 11 sierpnia 2011

Legenda o wilczym bracie - cz. 1.

Prosisz mnie, dziecko, znów o legendę
Jakąś nieznaną, nową zupełnie
Z chorej pamięci nie wydobędę
Jakże życzenie więc twoje spełnię?

Wiem już - wymyślę sam tę opowieść
Chociaż nie łatwe będzie to wcale
Bo straszne rzeczy czają się w głowie
A wy jesteście jeszcze tak małe

Kiedyś, wśród lasów, gdzie górskie szczyty
Chłopak zbudował samotną chatę
Lubił wędrować po miejscach dzikich
I każde zwierzę było mu bratem

W noc księżycową raz zbłądził w kniei
I taki widok w poświacie ujrzał -
We wnyki wilczek złapany siedzi
A wokół wilków wataha czuwa

Gdy chciał się zbliżyć, warknęły wilki
Więc ogień skrzesał, uniósł pochodnię
Odgonił na bok ich kordon dziki
Uwolnił wilczka, chroniony ogniem

Ruszyły wilki wylizać ranę
Chłopak oddalić pragnął się szybko
Przeskoczył ruczaj, wszedł na polanę
Tam ... basior stanął mu naprzeciwko

W piersi młodzieńca zadrżało serce
Lecz oto bestia uciekła właśnie
Pozostawiając w księżyca świetle
U stóp chłopaka baranią czaszkę

2011

środa, 10 sierpnia 2011

Do poety

Sławił poeta czyny rycerzy
Męstwo walczących, roztropność władców
Cnotliwość niewiast, przymioty świętych
By dać świadectwo swojego czasu

Za nic mu były przepastne puszcze
W nich zwierz wybity i smok ostatni
I dzikie pola, krainy wróżek
Wilk w noc wyjący i księżyc nad nim

Nie ma rycerzy, męstwo nie w cenie
Władcy oślepli, wyśmiano cnotę
Święci wypchali grube kieszenie
Z gardeł owieczek wydartym złotem

Zostaw, poeto, tłum otępiony
Spójrz, nie zniszczyli jeszcze wszystkiego
Do marzeń powróć, w dzieciństwa strony
Do kraju w czystych snach zaklętego

Jak dawny lirnik, zdążaj samotny
Czerpiąc z prastarej ziemi tajemnic
Na przekór światu bądź, jak czarownik
Basior, którego prowadzi księżyc

2011

wtorek, 9 sierpnia 2011

Miłość jest przegraną

Rozpalałem się płomieniem
Który sięgał pięter czterech
Kiedy do mnie się zbliżałaś
Miłość to jest gra przegrana

Nazbyt wiele w niej przegrałem
Lepiej, gdybym nie grał wcale
Już ostatnia karta dana
Miłość to jest gra przegrana

Przez chłopaków do cna zgrana
Miłość - partia to przegrana
Grać nie jestem dłużej w stanie
Już rozgrywki tej przegranej

Obstawiana, podbijana
Po ostatni żeton grana
Wiem, ty jesteś hazardzistką
Mnie zabrała miłość wszystko

Jestem jednak zaślepiony
Los miłością przesądzony
Niszczy umysł wspomnień siła
Miłość los mój przesądziła

Szans nie miałem większych danych
Fart przez bogów mój wyśmiany
Z kart ostatnia już rozdana
Miłość to jest gra przegrana

2011
swobodny przekład z: Amy Winehouse

poniedziałek, 8 sierpnia 2011

Cywilizacja śmierci

Ścieżka donikąd, gonitwa w piętkę
Szczury w zamknięciu, konie w kieracie
Zamki na piasku - mityczne szczęście
Dalej więc za nim, ślepo, w przepaście

Więcej i więcej, szybciej i lepiej
Mrzonki, miraże, nadzieje płonne
Wstecz nie spoglądać, byle przed siebie
W górę - po trupach, po cudzej głowie

Ja, moje, dla mnie, do siebie, sobie
Co ogranicza, to balast zbędny
Wszystko, co służy sprawie jest dobre
Rośnie i rośnie babilon piękny

Walka o życie w dżungli z betonu
Słudzy Mamona w próżności szponach
Nie, ja nie sprzedam siebie nikomu
Z dala od tego powoli skonam

Znajdę ostoję wśród łąk i lasów
Dom z wodą w studni, dach gontem kryty
Gdzie nie zabraknie mi nigdy czasu
I gdzie szczęśliwie zostanę nikim

Tam z wyobraźnią razem zamieszkam
Wokoło ludzi nie będzie nigdzie
W słońcu mi siostra radość wyśpiewa
Księżyc mi braci przyniesie wycie

2011

niedziela, 7 sierpnia 2011

Kiedy ślepiec płacze

Zamknij drzwi moje, skoro odchodzisz
Nie oczekuję nikogo więcej
Leżąc, zawyję w żalu z podłogi
Czy to pijany, czy martwy - nie wiem

Jestem człowiekiem, który wzrok stracił
I barwy dla mnie wyblakły świata
Wiesz, Panie, ile łza ślepca znaczy -
Nic smutnieszego się nie przydarza

Kogoś bliskiego przed laty miałem
Lecz dni szczęśliwych było tak mało
W chłodnym miesiącu to zrozumiałem -
Co się zdarzyło, stać się musiało

Jestem człowiekiem, który wzrok stracił
I moje życie w chłodzie upływa
Ty widzisz, Panie, jak dusza krwawi
A ślepca każda łza jest prawdziwa

2011
swobodny przekład z / parafraza: Deep Purple

sobota, 6 sierpnia 2011

Jeszcze nie czas

Znów się wolnością zachwycić przyszło
Słońcem stopionym w jeziora tafli
Poczuć historię i puszczy dzikość
O domku w wiejskiej głuszy zamarzyć

Noc odpoczynkiem stała się tylko
Po dniach chłoniętych w płuca łapczywie
Kiedy w świat żywych powrócić przyszło
Odkrywać piękno w natury rytmie

Zaczerpnąć wrażeń, obrazy wchłonąć
Zbratać się z wilkiem, w rzece zanurzyć
Zrosnąć się z ziemi żyłą zieloną
By znów do celi z betonu wrócić

Więc czas przesiadki nie nadszedł jeszcze
Póki zatęsknić jest tutaj za czym
Zanim powróci do serca jesień
Deszcz ślad nadziei zmyje ostatni

Żyj we mnie lesie, łąko, bocianie
Tratwo na Narwi, cerkiewny krzyżu
Bo ile we mnie z was pozostanie
Tyle kotwiczyć będzie przy życiu

2011

niedziela, 24 lipca 2011

Powrót do ciemności (dla A.)

Rychło przejdą nad żałobą
Wkrótce nową gwiazdkę znajdą
By w niej maczać brudne żądło
Ciebie pozostawią martwą

A ty pójdziesz swoją drogą
Z łez osuszysz piękne oczy
Choć bez szans - z wzniesioną głową
By powrócić do ciemności

Znów cię słucham - tylko słowa
W których konasz setki razy
Mnie zostaje jeszcze ona
Ty już żyć tu nie potrafisz

Kochać tutaj to zbyt mało
W świecie dzikich namiętności
Ludzie w dół się posuwają
Życia rurą ku ciemności

Znów cię słucham - tylko słowa
W których konasz setki razy
Mnie zostaje jeszcze ona
Ty już żyć tu nie potrafisz

Popatrz w oczy czarnej pani
Dym zaciągnij w płuca czarne
Lęki w czarnej skrzyni zamknij
Matka-ciemność cię przygarnie

2011
inspiracja: Amy Winehouse

wtorek, 12 lipca 2011

Nasze rendez-vous

Czekasz na mnie, ukochana
Jak nikt przedtem i po tobie
Ścieżka doskonale znana
Jedno mi dziś tylko w głowie

Wiem, gdzie znaleźć ciebie można -
Tylko tego jestem pewien
Ty mnie jedna nie zawiodłaś
Nikt nie pragnął mnie, prócz ciebie

Już znajduję cię w ciemności
Znam na pamięć każdy detal
Ty posłanie sobą mościsz
W którym czeka skrawek nieba

Tonę w fałdach oceanu
Gładząc krągłość szczytów miękkich
Spijam słodycz w nich wezbraną
Rozpoczynam podbój wielki

Zgłębiam sobą twoje piękno
Wnikam w każdy drżący skrawek
Tajemnicę kradnę wieczną
Ucztę bogów sobie sprawię

Daję tobie, czego pragniesz -
Lepką wilgoć cichych westchnień
Ramion silnych żądze samcze
Szorstką sztywność w mazi lepkiej

Jestem niczym bóg wszechmocny
Który tworzy wielką siłą
Wszechświat w martwej ciszy nocy -
Tyś tworzywem i boginią

Kiedy mi ulegasz wreszcie
Białą flagą w głuchych jękach
Królem i zdobywcą jestem
Soki życia w ciebie wlewam

Potem wznoszę się niechętnie
W nagłym zrywie z sił opadły
Ty mnie żegnasz obojętnie
Nie poruszasz mięśniem żadnym

Pozostawiam cię bez życia
W zimnej krypcie pośród grobów
Ciężką płytą twarz przykrywam
Wkrótce przyjdę tutaj znowu

2011

poniedziałek, 11 lipca 2011

Zmierzchnica

Noc przyzywa mnie do lotu
Skrzydła srebrzy blask księżyca
Mroki w chłodzie niosą spokój -
Nazywają mnie zmierzchnica

Lubię patrzeć jak dzień kona
W obojętnej ciszy zmierzchu
Nic mnie wtedy nie pokona
Śmierć mi siostrą, bratem - wieczór

Trupią główkę mam na grzbiecie
Która straszy ludzkie oczy -
Pamiętajcie, że zginiecie
Śmierć jak złodziej was zaskoczy

Z moją panią latam nocą
By ofiarę wskazać nową -
Ten upadnie pod jej kosą
Komu przemknę ponad głową

Kontroluję ludziom myśli
W serca wlewam im zwątpienie
Aż zatruję smutkiem wszystkich
I w koszmary sny zamienię

Chociaż uczuć się wyzbyłam
By nie zdradzić nocy nigdy
Jednak jasność serce wzywa
Nęci świecy płomyk nikły

Aż mnie zgubnym światłem zwiedzie
Ciepłych ranków obietnica
Wyrwie nocy nieśmiertelnej -
Spali w ogniu się zmierzchnica

2011

niedziela, 10 lipca 2011

Wymówki

Och, dlaczego tu przychodzisz
Wałęsając się wciąż tylko?
Tak okropnie jest mi przykro ...

No, dlaczego tu przychodzisz
Wiedząc, że to mnie krępuje?
Po co znów telefonujesz
I liściki ślesz mi głupie?
Och, jak bardzo ja żałuję ...

Więc dlaczego tu przychodzisz
I utrudniasz mi dlaczego
To, co trudne i bez tego?

Do pokoju mi się wkradłaś
By pamiętnik mój odnaleźć
I przeczytać, co wiedziałaś
Że o tobie napisałem
Uwieczniłem na obrazkach -
Czuję z tym się tak koszmarnie
Niesmak we mnie to zostawia

2011
swobodne tłumaczenie z: Morrissey

sobota, 9 lipca 2011

Nadzieja

Ona kobietą była ponętną
Skromną, milczącą i tajemniczą
Łamała serca chłopcom i mężom
Którzy budować chcieli z nią przyszłość
Raz ją poznawszy, byli straceni
Pozostawiała odcisk na zawsze
Do końca życia nie zapomnieli
Tkwiła ukryta pośród ich marzeń
Była im niczym talizman drogi
Graal zagubiony i kwiat paproci
Drogowskaz, opium, lek i przewodnik
Nasienie, które szczęściem obrodzi

On był uparty, miał w sobie siłę
Szybko dyskretny urok jej poznał
Znalazł ją, zdobył, by już na chwilę
Uciec od niego więcej nie mogła
Odtąd jej trzymał się jak rozbitek
Kawałka deski, gdy woda wokół
W sercu jak brylant nosił ukryty
Starał się mieć ją w zasięgu wzroku
Chociaż wyślizgnąć się próbowała
Już nie pozwolił na jej utratę
Jakby w niej świat swój cały bez mała
Zamknął, stawiając na jedną kartę
Jak tlen mu była, jak sens istnienia
Silnik, paliwo, cel i przyczyna,
Z nią - siebie nawet potrafił zmieniać
Bronił jej, chronił, walczył - wytrzymał

Lecz przed tym, z innym los ją połączył -
Ten też jej szukał, znalazł, posiadał
Starczyło tylko spojrzeć mu w oczy
By - że z nim była - pewności nabrać
Jednak, choć strzegł jej niby źrenicy
Życie okrutne się okazało -
Broniąc jej mężnie, jak damy rycerz
Czuł, że powoli traci ją całą
Kolejne razy zbierał od losu
Walczył, aż w końcu utracił wszystko
Zrozumiał - dalej bić się nie sposób
Rana mu po niej została tylko
I sam tak będąc - bez sensu, celu
Bez wiary, że znów wróci do życia
Poległ na wieki, jak wcześniej wielu
Szczęścia dla siebie bez niej nie widział

Bo to okrutna była kobieta
Przez którą życie tylu straciło -
Mógł mieć ją każdy, kto tylko zechciał
Komu umknęła - ze szczętem ginął

2011