Czekasz na mnie, ukochana
Jak nikt przedtem i po tobie
Ścieżka doskonale znana
Jedno mi dziś tylko w głowie
Wiem, gdzie znaleźć ciebie można -
Tylko tego jestem pewien
Ty mnie jedna nie zawiodłaś
Nikt nie pragnął mnie, prócz ciebie
Już znajduję cię w ciemności
Znam na pamięć każdy detal
Ty posłanie sobą mościsz
W którym czeka skrawek nieba
Tonę w fałdach oceanu
Gładząc krągłość szczytów miękkich
Spijam słodycz w nich wezbraną
Rozpoczynam podbój wielki
Zgłębiam sobą twoje piękno
Wnikam w każdy drżący skrawek
Tajemnicę kradnę wieczną
Ucztę bogów sobie sprawię
Daję tobie, czego pragniesz -
Lepką wilgoć cichych westchnień
Ramion silnych żądze samcze
Szorstką sztywność w mazi lepkiej
Jestem niczym bóg wszechmocny
Który tworzy wielką siłą
Wszechświat w martwej ciszy nocy -
Tyś tworzywem i boginią
Kiedy mi ulegasz wreszcie
Białą flagą w głuchych jękach
Królem i zdobywcą jestem
Soki życia w ciebie wlewam
Potem wznoszę się niechętnie
W nagłym zrywie z sił opadły
Ty mnie żegnasz obojętnie
Nie poruszasz mięśniem żadnym
Pozostawiam cię bez życia
W zimnej krypcie pośród grobów
Ciężką płytą twarz przykrywam
Wkrótce przyjdę tutaj znowu
2011
"Lasciate ogni speranza, voi ch'entrate"
„Okręt mój płynie dalej – pod prąd,
Serce, choć popękane, bić chce,
Nie ma cię i nie było – jest noc,
Nie ma mnie i nie było – jest dzień”
parafraza: KAT
wtorek, 12 lipca 2011
poniedziałek, 11 lipca 2011
Zmierzchnica
Noc przyzywa mnie do lotu
Skrzydła srebrzy blask księżyca
Mroki w chłodzie niosą spokój -
Nazywają mnie zmierzchnica
Lubię patrzeć jak dzień kona
W obojętnej ciszy zmierzchu
Nic mnie wtedy nie pokona
Śmierć mi siostrą, bratem - wieczór
Trupią główkę mam na grzbiecie
Która straszy ludzkie oczy -
Pamiętajcie, że zginiecie
Śmierć jak złodziej was zaskoczy
Z moją panią latam nocą
By ofiarę wskazać nową -
Ten upadnie pod jej kosą
Komu przemknę ponad głową
Kontroluję ludziom myśli
W serca wlewam im zwątpienie
Aż zatruję smutkiem wszystkich
I w koszmary sny zamienię
Chociaż uczuć się wyzbyłam
By nie zdradzić nocy nigdy
Jednak jasność serce wzywa
Nęci świecy płomyk nikły
Aż mnie zgubnym światłem zwiedzie
Ciepłych ranków obietnica
Wyrwie nocy nieśmiertelnej -
Spali w ogniu się zmierzchnica
2011
Skrzydła srebrzy blask księżyca
Mroki w chłodzie niosą spokój -
Nazywają mnie zmierzchnica
Lubię patrzeć jak dzień kona
W obojętnej ciszy zmierzchu
Nic mnie wtedy nie pokona
Śmierć mi siostrą, bratem - wieczór
Trupią główkę mam na grzbiecie
Która straszy ludzkie oczy -
Pamiętajcie, że zginiecie
Śmierć jak złodziej was zaskoczy
Z moją panią latam nocą
By ofiarę wskazać nową -
Ten upadnie pod jej kosą
Komu przemknę ponad głową
Kontroluję ludziom myśli
W serca wlewam im zwątpienie
Aż zatruję smutkiem wszystkich
I w koszmary sny zamienię
Chociaż uczuć się wyzbyłam
By nie zdradzić nocy nigdy
Jednak jasność serce wzywa
Nęci świecy płomyk nikły
Aż mnie zgubnym światłem zwiedzie
Ciepłych ranków obietnica
Wyrwie nocy nieśmiertelnej -
Spali w ogniu się zmierzchnica
2011
niedziela, 10 lipca 2011
Wymówki
Och, dlaczego tu przychodzisz
Wałęsając się wciąż tylko?
Tak okropnie jest mi przykro ...
No, dlaczego tu przychodzisz
Wiedząc, że to mnie krępuje?
Po co znów telefonujesz
I liściki ślesz mi głupie?
Och, jak bardzo ja żałuję ...
Więc dlaczego tu przychodzisz
I utrudniasz mi dlaczego
To, co trudne i bez tego?
Do pokoju mi się wkradłaś
By pamiętnik mój odnaleźć
I przeczytać, co wiedziałaś
Że o tobie napisałem
Uwieczniłem na obrazkach -
Czuję z tym się tak koszmarnie
Niesmak we mnie to zostawia
2011
swobodne tłumaczenie z: Morrissey
Wałęsając się wciąż tylko?
Tak okropnie jest mi przykro ...
No, dlaczego tu przychodzisz
Wiedząc, że to mnie krępuje?
Po co znów telefonujesz
I liściki ślesz mi głupie?
Och, jak bardzo ja żałuję ...
Więc dlaczego tu przychodzisz
I utrudniasz mi dlaczego
To, co trudne i bez tego?
Do pokoju mi się wkradłaś
By pamiętnik mój odnaleźć
I przeczytać, co wiedziałaś
Że o tobie napisałem
Uwieczniłem na obrazkach -
Czuję z tym się tak koszmarnie
Niesmak we mnie to zostawia
2011
swobodne tłumaczenie z: Morrissey
sobota, 9 lipca 2011
Nadzieja
Ona kobietą była ponętną
Skromną, milczącą i tajemniczą
Łamała serca chłopcom i mężom
Którzy budować chcieli z nią przyszłość
Raz ją poznawszy, byli straceni
Pozostawiała odcisk na zawsze
Do końca życia nie zapomnieli
Tkwiła ukryta pośród ich marzeń
Była im niczym talizman drogi
Graal zagubiony i kwiat paproci
Drogowskaz, opium, lek i przewodnik
Nasienie, które szczęściem obrodzi
On był uparty, miał w sobie siłę
Szybko dyskretny urok jej poznał
Znalazł ją, zdobył, by już na chwilę
Uciec od niego więcej nie mogła
Odtąd jej trzymał się jak rozbitek
Kawałka deski, gdy woda wokół
W sercu jak brylant nosił ukryty
Starał się mieć ją w zasięgu wzroku
Chociaż wyślizgnąć się próbowała
Już nie pozwolił na jej utratę
Jakby w niej świat swój cały bez mała
Zamknął, stawiając na jedną kartę
Jak tlen mu była, jak sens istnienia
Silnik, paliwo, cel i przyczyna,
Z nią - siebie nawet potrafił zmieniać
Bronił jej, chronił, walczył - wytrzymał
Lecz przed tym, z innym los ją połączył -
Ten też jej szukał, znalazł, posiadał
Starczyło tylko spojrzeć mu w oczy
By - że z nim była - pewności nabrać
Jednak, choć strzegł jej niby źrenicy
Życie okrutne się okazało -
Broniąc jej mężnie, jak damy rycerz
Czuł, że powoli traci ją całą
Kolejne razy zbierał od losu
Walczył, aż w końcu utracił wszystko
Zrozumiał - dalej bić się nie sposób
Rana mu po niej została tylko
I sam tak będąc - bez sensu, celu
Bez wiary, że znów wróci do życia
Poległ na wieki, jak wcześniej wielu
Szczęścia dla siebie bez niej nie widział
Bo to okrutna była kobieta
Przez którą życie tylu straciło -
Mógł mieć ją każdy, kto tylko zechciał
Komu umknęła - ze szczętem ginął
2011
Skromną, milczącą i tajemniczą
Łamała serca chłopcom i mężom
Którzy budować chcieli z nią przyszłość
Raz ją poznawszy, byli straceni
Pozostawiała odcisk na zawsze
Do końca życia nie zapomnieli
Tkwiła ukryta pośród ich marzeń
Była im niczym talizman drogi
Graal zagubiony i kwiat paproci
Drogowskaz, opium, lek i przewodnik
Nasienie, które szczęściem obrodzi
On był uparty, miał w sobie siłę
Szybko dyskretny urok jej poznał
Znalazł ją, zdobył, by już na chwilę
Uciec od niego więcej nie mogła
Odtąd jej trzymał się jak rozbitek
Kawałka deski, gdy woda wokół
W sercu jak brylant nosił ukryty
Starał się mieć ją w zasięgu wzroku
Chociaż wyślizgnąć się próbowała
Już nie pozwolił na jej utratę
Jakby w niej świat swój cały bez mała
Zamknął, stawiając na jedną kartę
Jak tlen mu była, jak sens istnienia
Silnik, paliwo, cel i przyczyna,
Z nią - siebie nawet potrafił zmieniać
Bronił jej, chronił, walczył - wytrzymał
Lecz przed tym, z innym los ją połączył -
Ten też jej szukał, znalazł, posiadał
Starczyło tylko spojrzeć mu w oczy
By - że z nim była - pewności nabrać
Jednak, choć strzegł jej niby źrenicy
Życie okrutne się okazało -
Broniąc jej mężnie, jak damy rycerz
Czuł, że powoli traci ją całą
Kolejne razy zbierał od losu
Walczył, aż w końcu utracił wszystko
Zrozumiał - dalej bić się nie sposób
Rana mu po niej została tylko
I sam tak będąc - bez sensu, celu
Bez wiary, że znów wróci do życia
Poległ na wieki, jak wcześniej wielu
Szczęścia dla siebie bez niej nie widział
Bo to okrutna była kobieta
Przez którą życie tylu straciło -
Mógł mieć ją każdy, kto tylko zechciał
Komu umknęła - ze szczętem ginął
2011
piątek, 8 lipca 2011
Tabliczka ouija
Czy mi pomożesz, tabliczko ouija
Z mą przyjaciółką dawną się spotkać?
Zrobisz to dla mnie, tabliczko ouija?
Muszę koniecznie do niej się dostać
Ona odeszła z nieszczęsnej ziemi
Od mięsożerców i niszczycieli
Czy mi pomożesz, tabliczko ouija
Bo wciąż tak strasznie samotny jestem?
Zrobisz to dla mnie, tabliczko ouija?
Znaleźć nie mogę się na tym świecie
Ona odeszła z nieszczęsnej ziemi
Od mięsożerców i niszczycieli
Usłysz mnie, proszę, och, proszę, usłysz ...
Stół nagle zadrżał, kieliszek ruszył
Nie, ja tym razem nie popychałem
Widzę swe imię literowane ...
Stół nagle zadrżał, kieliszek ruszył
Nie, ja tym razem nie pomagałem
Już literujesz mi pożegnanie ...
2011
swobodne tłumaczenie z: Morrissey
Z mą przyjaciółką dawną się spotkać?
Zrobisz to dla mnie, tabliczko ouija?
Muszę koniecznie do niej się dostać
Ona odeszła z nieszczęsnej ziemi
Od mięsożerców i niszczycieli
Czy mi pomożesz, tabliczko ouija
Bo wciąż tak strasznie samotny jestem?
Zrobisz to dla mnie, tabliczko ouija?
Znaleźć nie mogę się na tym świecie
Ona odeszła z nieszczęsnej ziemi
Od mięsożerców i niszczycieli
Usłysz mnie, proszę, och, proszę, usłysz ...
Stół nagle zadrżał, kieliszek ruszył
Nie, ja tym razem nie popychałem
Widzę swe imię literowane ...
Stół nagle zadrżał, kieliszek ruszył
Nie, ja tym razem nie pomagałem
Już literujesz mi pożegnanie ...
2011
swobodne tłumaczenie z: Morrissey
czwartek, 7 lipca 2011
Mary - cz. 4.
Ostatni knot dogasł, ostatni blask światła
Ciemność nieprzebrana wśrod nocy zapadła
Kiedy mary w bieli, zacieśniając pierścień
Podeszły pod same chaty mojej wejście
Stanąłem na progu, prosząc gości bliżej
Koń raz jeszcze wierzgnął, przerywając ciszę
Duchy w izbę weszły, usiadły po kątach
Wino w kielich wlałem, by język rozplątać
To w okno patrzyłem, to na ciemne ściany -
Czerep - prosto w gości, kruk też - okiem szklanym
Chłód izbę wypełnił, jakby śmierci powiew
Usta otworzyłem, by zacząć opowieść
Lecz kiedy spojrzałem w twarze moich gości
W każdej odnalazłem ślady samotności
Zrozumiałem wtedy, że czują to samo
I moja historia jest im dobrze znaną
Nieszczęśni za życia, zdradzeni, niechciani
Po śmierci wracają z cierpienia otchłani
By samotność, w której przez ludzi zginęli
Z równie im samotnym człowiekiem podzielić
I trwać tak w skupieniu na niemej rozmowie
W której duch z zaświatów czuje tak jak człowiek ...
Wtedy wszyscy w jednej izbie zgromadzeni
Stali się wspólnotą i przyjaciół mieli
Koń zarżał za ścianą długo i przeciągle
Głowę ociężałą ze stołu uniosłem
Spojrzałem przez okno - opadły tumany
Pierwszy promień świtu rychły wieścił ranek
W chacie całkiem ciemnej sam byłem przy stole
Na nim - kielich pusty, świece wypalone
Tylko czerep wlepiał we mnie oczu dziury
I kruk okiem szklanym wpatrywał się z góry -
Ci świadkowie niemi zdarzeń z wiejskiej chaty
W której spotykały nocą się dwa światy
1811
Ciemność nieprzebrana wśrod nocy zapadła
Kiedy mary w bieli, zacieśniając pierścień
Podeszły pod same chaty mojej wejście
Stanąłem na progu, prosząc gości bliżej
Koń raz jeszcze wierzgnął, przerywając ciszę
Duchy w izbę weszły, usiadły po kątach
Wino w kielich wlałem, by język rozplątać
To w okno patrzyłem, to na ciemne ściany -
Czerep - prosto w gości, kruk też - okiem szklanym
Chłód izbę wypełnił, jakby śmierci powiew
Usta otworzyłem, by zacząć opowieść
Lecz kiedy spojrzałem w twarze moich gości
W każdej odnalazłem ślady samotności
Zrozumiałem wtedy, że czują to samo
I moja historia jest im dobrze znaną
Nieszczęśni za życia, zdradzeni, niechciani
Po śmierci wracają z cierpienia otchłani
By samotność, w której przez ludzi zginęli
Z równie im samotnym człowiekiem podzielić
I trwać tak w skupieniu na niemej rozmowie
W której duch z zaświatów czuje tak jak człowiek ...
Wtedy wszyscy w jednej izbie zgromadzeni
Stali się wspólnotą i przyjaciół mieli
Koń zarżał za ścianą długo i przeciągle
Głowę ociężałą ze stołu uniosłem
Spojrzałem przez okno - opadły tumany
Pierwszy promień świtu rychły wieścił ranek
W chacie całkiem ciemnej sam byłem przy stole
Na nim - kielich pusty, świece wypalone
Tylko czerep wlepiał we mnie oczu dziury
I kruk okiem szklanym wpatrywał się z góry -
Ci świadkowie niemi zdarzeń z wiejskiej chaty
W której spotykały nocą się dwa światy
1811
środa, 6 lipca 2011
Mary - cz. 3.
Pociemniało w chacie - drugiej świecy koniec
Jakby mgła, gęstniejąc, zadusiła płomień
Mleko się rozlało wokół mego domu
Nie ma mi z odsieczą przybyć nocą komu
Umilkły zwierzęta - cisza jak przed walką
Wszystko w noc piekielną stworzenie zamarło
Chociaż widok cały we mgle się zatracił
Stoję, wypatrując nieziemskich postaci
Plamy jak śnieg białe w wilgotnym powietrzu
Płyną, by się spotkać w umówionym miejscu
Coraz wyraźniejsze widać w nich postacie -
Idą na spotkanie w samotnika chacie
Który uciekając tu przed ludzi światem
Dla duchów otwartą pozostawił chatę
Tak człowiek i mary, przez światy wyklęci
Na ich końcach bramy przekraczają śmierci
1811
Jakby mgła, gęstniejąc, zadusiła płomień
Mleko się rozlało wokół mego domu
Nie ma mi z odsieczą przybyć nocą komu
Umilkły zwierzęta - cisza jak przed walką
Wszystko w noc piekielną stworzenie zamarło
Chociaż widok cały we mgle się zatracił
Stoję, wypatrując nieziemskich postaci
Plamy jak śnieg białe w wilgotnym powietrzu
Płyną, by się spotkać w umówionym miejscu
Coraz wyraźniejsze widać w nich postacie -
Idą na spotkanie w samotnika chacie
Który uciekając tu przed ludzi światem
Dla duchów otwartą pozostawił chatę
Tak człowiek i mary, przez światy wyklęci
Na ich końcach bramy przekraczają śmierci
1811
wtorek, 5 lipca 2011
Mary - cz. 2.
Chmur ciężkich na niebie rozlał się atrament
Księżyc się utopił i gwiazdy zalane
Mgła się tylko siwa nad łąkami wznosi
Mieniąc się na trawach w kryształkach wilgoci
Od leśnych mokradeł wiatr niesie zgniliznę
Stoję, patrząc w okno, lecz jeszcze nie widzę
Wycie słychać w borze, puchacza hukanie
Gaśnie jedna świeca, znika cień na ścianie
Ciemność po horyzont za oknem zaległa
Otwierając drogę wysłannikom piekła
Koń w stajni nerwowo rżąc się nagle wzdrygnął
Jakby wyczuwając atmosferę dziwną
Zgęstniały tumany na polach pod lasem
Tak, oto nadchodzą, zbierają się razem
1811
Księżyc się utopił i gwiazdy zalane
Mgła się tylko siwa nad łąkami wznosi
Mieniąc się na trawach w kryształkach wilgoci
Od leśnych mokradeł wiatr niesie zgniliznę
Stoję, patrząc w okno, lecz jeszcze nie widzę
Wycie słychać w borze, puchacza hukanie
Gaśnie jedna świeca, znika cień na ścianie
Ciemność po horyzont za oknem zaległa
Otwierając drogę wysłannikom piekła
Koń w stajni nerwowo rżąc się nagle wzdrygnął
Jakby wyczuwając atmosferę dziwną
Zgęstniały tumany na polach pod lasem
Tak, oto nadchodzą, zbierają się razem
1811
poniedziałek, 4 lipca 2011
Mary - cz. 1.
Moja chata stoi pośród pól, pod lasem
Zaszyłem się tutaj wraz ze swoim czasem
Innym niż czas ludzi żyjących dokoła
Aby nikt mnie znaleźć w miejscu tym nie zdołał
Tylko ptaki widzę i leśne zwierzęta
Mało który z ludzi jeszcze mnie pamięta
Z rzadka zając polny zbliżyć się odważy
Jako najwierniejszy chaty mojej strażnik
Staw już prawie wysechł i zarósł zielenią -
Deszcz go i łzy moje napełnią jesienią
Że ktoś prócz mnie żyje jeszcze w tej samotni
Koń mi głuchym rżeniem czasami przypomni
Noc znowu zapadła, stoję w chaty oknie
Cienie w kątach izby patrzą świecom w ognie
Kurz w nich książki srebrzy, niczym mrozu zimnem
Płyn zamknięty w czarze mieni się rubinem
Pająk sieć opuścił, by przebiec po stole
Nowe lokum znalazł w czaszki oczodole
Jakby się obawiał, że go kruk wypchany
Dojrzeć w świetle zdoła, patrząc okiem szklanym
1811
Zaszyłem się tutaj wraz ze swoim czasem
Innym niż czas ludzi żyjących dokoła
Aby nikt mnie znaleźć w miejscu tym nie zdołał
Tylko ptaki widzę i leśne zwierzęta
Mało który z ludzi jeszcze mnie pamięta
Z rzadka zając polny zbliżyć się odważy
Jako najwierniejszy chaty mojej strażnik
Staw już prawie wysechł i zarósł zielenią -
Deszcz go i łzy moje napełnią jesienią
Że ktoś prócz mnie żyje jeszcze w tej samotni
Koń mi głuchym rżeniem czasami przypomni
Noc znowu zapadła, stoję w chaty oknie
Cienie w kątach izby patrzą świecom w ognie
Kurz w nich książki srebrzy, niczym mrozu zimnem
Płyn zamknięty w czarze mieni się rubinem
Pająk sieć opuścił, by przebiec po stole
Nowe lokum znalazł w czaszki oczodole
Jakby się obawiał, że go kruk wypchany
Dojrzeć w świetle zdoła, patrząc okiem szklanym
1811
niedziela, 3 lipca 2011
Nigdy nikogo nie miałem
Rośliśmy obok, na tych ulicach
Po których teraz chodzić mi ciężko
Nie znałem ciebie przez większość życia
Gdy się zjawiłaś, odeszłaś prędko
Gdy lat dwadzieścia, siedem miesięcy
Dwadzieścia dziewięć dni tu przeżyłem
Straciłem ciebie i w sen przeklęty
Zapadłem, w którym samotnię żyję
Czasami zbłądzę pod dom twój pusty
Sam żyć wciąż muszę, umrzeć nie mogąc
Czułem, że zawsze byłem intruzem
Nigdy nie miałem w życiu nikogo
Jestem sam, całkiem sam, zawsze sam
I nigdy nikogo nie miałem
Żyjąc samotnie we śnie wciąż trwam
I śnię, że ciebie w nim miałem
2011
inspiracja/ parafraza: The Smiths
Po których teraz chodzić mi ciężko
Nie znałem ciebie przez większość życia
Gdy się zjawiłaś, odeszłaś prędko
Gdy lat dwadzieścia, siedem miesięcy
Dwadzieścia dziewięć dni tu przeżyłem
Straciłem ciebie i w sen przeklęty
Zapadłem, w którym samotnię żyję
Czasami zbłądzę pod dom twój pusty
Sam żyć wciąż muszę, umrzeć nie mogąc
Czułem, że zawsze byłem intruzem
Nigdy nie miałem w życiu nikogo
Jestem sam, całkiem sam, zawsze sam
I nigdy nikogo nie miałem
Żyjąc samotnie we śnie wciąż trwam
I śnię, że ciebie w nim miałem
2011
inspiracja/ parafraza: The Smiths
sobota, 2 lipca 2011
Kto żyw
Dlaczego ciągle tkwić tutaj muszę
Mimo, że dawno już stąd odeszłaś?
Dlaczego obcy zdają się ludzie
Nikt moich uczuć z nich nie podziela?
Nie słyszą, kiedy chcę mówić do nich
Nie widzą, kiedy stoję przed nimi
Nie czują tego, co mnie tak boli
Są istotami całkiem innymi
Zadaje się, jakbym był przezroczysty
Jakby patrzyli na wskroś przeze mnie
A może martwi są oni wszyscy -
Trupami, które zdobyły ziemię?
Zobaczcie, jestem żywym człowiekiem
Mam serce, które wciąż jeszcze bije
Choć czasem nie chcę, jednym z was jestem
Sprawcie, bym poczuł, że jeszcze żyję
Chcę wam powiedzieć o innym świecie
Który istnieje obok waszego
Można w nim znaleźć prawdziwe szczęście
Wystarczy przenieść życie do niego
Ludzie się śmieją, żyją jak żyli
Jakbym był nikim, liściem na wietrze
Ach, już rozumiem - oni są żywi
A ja w ich świecie umarły jestem ...
2011
Mimo, że dawno już stąd odeszłaś?
Dlaczego obcy zdają się ludzie
Nikt moich uczuć z nich nie podziela?
Nie słyszą, kiedy chcę mówić do nich
Nie widzą, kiedy stoję przed nimi
Nie czują tego, co mnie tak boli
Są istotami całkiem innymi
Czy to dlatego, że cię wspominam
Że mi tak bardzo ciebie brakuje
Oni skreślili mnie już za życia
Czekając, kiedy w ślady twe pójdę?Zadaje się, jakbym był przezroczysty
Jakby patrzyli na wskroś przeze mnie
A może martwi są oni wszyscy -
Trupami, które zdobyły ziemię?
Zobaczcie, jestem żywym człowiekiem
Mam serce, które wciąż jeszcze bije
Choć czasem nie chcę, jednym z was jestem
Sprawcie, bym poczuł, że jeszcze żyję
Chcę wam powiedzieć o innym świecie
Który istnieje obok waszego
Można w nim znaleźć prawdziwe szczęście
Wystarczy przenieść życie do niego
Ludzie się śmieją, żyją jak żyli
Jakbym był nikim, liściem na wietrze
Ach, już rozumiem - oni są żywi
A ja w ich świecie umarły jestem ...
2011
piątek, 1 lipca 2011
Słowa na wiatr
Gdzie się podziewam - pytają ludzie -
Kiedy nie jestem wśród nich obecny -
To tutaj bywam, to bywam ówdzie
To czasem także w tym, co pomiędzy
Mówię do siebie
Z wiatrem jak gdyby
Wiatr słowa niesie
Lecz mnie nie słyszy
Mówiąc do siebie
Przerywam ciszę
Nie słyszysz, wietrze
Nie możesz słyszeć
Patrzę do środka, będąc na zewnątrz
Na próżno rzucam na wietrze słowa
Rozczarowanie widzę, niepewność
Pomieścić tego nie może głowa
Chcąc mnie omotać, zaimponować
Możesz mnie wybić z rytmu jedynie
I nie pouczaj mnie, i nie prowadź
Bo tylko czas mój cenny zabijesz
Kiedy nie jestem wśród nich obecny -
To tutaj bywam, to bywam ówdzie
To czasem także w tym, co pomiędzy
Mówię do siebie
Z wiatrem jak gdyby
Wiatr słowa niesie
Lecz mnie nie słyszy
Mówiąc do siebie
Przerywam ciszę
Nie słyszysz, wietrze
Nie możesz słyszeć
Patrzę do środka, będąc na zewnątrz
Na próżno rzucam na wietrze słowa
Rozczarowanie widzę, niepewność
Pomieścić tego nie może głowa
Chcąc mnie omotać, zaimponować
Możesz mnie wybić z rytmu jedynie
I nie pouczaj mnie, i nie prowadź
Bo tylko czas mój cenny zabijesz
Mówię do siebie
Z wiatrem jak gdyby
Wiatr słowa niesie
Lecz mnie nie słyszy
Mówiąc do siebie
Przerywam ciszę
Nie słyszysz, wietrze
Nie możesz słyszeć ...
2011
inspiracja/ parafraza: King Crimson
czwartek, 30 czerwca 2011
Środa, trzecia rano
Słyszę oddech spokojny
Ukochanej dziewczyny
Kiedy śpiąc pośród nocy
Leży blisko - tuż przy mnie
Delikatne jej włosy
Po poduszce spływają
Blask księżyca zimowy
Srebrną mgłą odbijając
Ciepła tak, delikatna
I łagodnie tak pierś jej
Wznosi się, to opada
Lecz ja serce mam ciężkie
Bo wiem, że ją opuszczę
Z pierwszym świtu promieniem
A ta noc zostać musi
Mi jedynie wspomnieniem
(...)
Życie - tak nierealne
Czyny - tylko iluzje
Sceny źle napisane
Zdają się, grać w nich muszę
Jednak wiem, gdy dziewczynę
Widzę obok kochaną
Że do rana mi przy niej
Kilka godzin zostało
2011
swobodny przekład z: Simon&Garfunkel
Ukochanej dziewczyny
Kiedy śpiąc pośród nocy
Leży blisko - tuż przy mnie
Delikatne jej włosy
Po poduszce spływają
Blask księżyca zimowy
Srebrną mgłą odbijając
Ciepła tak, delikatna
I łagodnie tak pierś jej
Wznosi się, to opada
Lecz ja serce mam ciężkie
Bo wiem, że ją opuszczę
Z pierwszym świtu promieniem
A ta noc zostać musi
Mi jedynie wspomnieniem
(...)
Życie - tak nierealne
Czyny - tylko iluzje
Sceny źle napisane
Zdają się, grać w nich muszę
Jednak wiem, gdy dziewczynę
Widzę obok kochaną
Że do rana mi przy niej
Kilka godzin zostało
2011
swobodny przekład z: Simon&Garfunkel
środa, 29 czerwca 2011
Dwie siostry
Poznałem kiedyś piękną dziewczynę
Wesoła była i wciąż się śmiała
W oczy figlarne patrzeć lubiłem
Jakby w magiczne szczęścia zwierciadła
Jak powiew wiatru zdała się lekką
Uśmiech zalotny z ust jej nie schodził
Czułem, że mógłbym być z nią po wieczność
Zostalibyśmy na zawsze młodzi
Lecz pod powłoką pięknego ciała
Za roześmianej kotarą twarzy
Podła natura się ukrywała
Oślizgły potwór, co jadem parzy
Próżność zamknęła się w skrzyni złotej
Zdrada w ogrodzie róż przycupnęła
Choć się zdawała szczęścia klejnotem
Wlała do serca gorycz cierpienia
Siostra jej miała urodę skromną
A w oczach wieczny czaił się smutek
Nie sposób było w duszę zaglądnąć
Pannie tajemnym mrokiem zasnutej
Kryła coś w sobie, co ból sprawiało
Jakby źle czuła się na tym świecie
Jakby zamknięta w dziewczyny ciało
Miała na zawsze samotnie cierpieć
Jednak w niej właśnie drzemało ciepło
I słodycz większa niż w tamtej oczach
Przykryte szorstką smutku powierzchnią
Szczęście dla tego, co ją pokocha
Ona wierności była ostoją
Umiała czekać po świt cierpliwie
Za dnia - przystanią w sztormie spokojną
Nocą - demonem w skórze niewinnej
Kto patrzy sercem, nie okiem ślepym
Poznał ukryte w pięknie cierpienie -
Wie, że Miłości nie można wierzyć
Że tylko w Śmierci znajdzie spełnienie
2011
Wesoła była i wciąż się śmiała
W oczy figlarne patrzeć lubiłem
Jakby w magiczne szczęścia zwierciadła
Jak powiew wiatru zdała się lekką
Uśmiech zalotny z ust jej nie schodził
Czułem, że mógłbym być z nią po wieczność
Zostalibyśmy na zawsze młodzi
Lecz pod powłoką pięknego ciała
Za roześmianej kotarą twarzy
Podła natura się ukrywała
Oślizgły potwór, co jadem parzy
Próżność zamknęła się w skrzyni złotej
Zdrada w ogrodzie róż przycupnęła
Choć się zdawała szczęścia klejnotem
Wlała do serca gorycz cierpienia
Siostra jej miała urodę skromną
A w oczach wieczny czaił się smutek
Nie sposób było w duszę zaglądnąć
Pannie tajemnym mrokiem zasnutej
Kryła coś w sobie, co ból sprawiało
Jakby źle czuła się na tym świecie
Jakby zamknięta w dziewczyny ciało
Miała na zawsze samotnie cierpieć
Jednak w niej właśnie drzemało ciepło
I słodycz większa niż w tamtej oczach
Przykryte szorstką smutku powierzchnią
Szczęście dla tego, co ją pokocha
Ona wierności była ostoją
Umiała czekać po świt cierpliwie
Za dnia - przystanią w sztormie spokojną
Nocą - demonem w skórze niewinnej
Kto patrzy sercem, nie okiem ślepym
Poznał ukryte w pięknie cierpienie -
Wie, że Miłości nie można wierzyć
Że tylko w Śmierci znajdzie spełnienie
2011
wtorek, 28 czerwca 2011
Jest światło, które nigdy nie gaśnie
Weź mnie ze sobą gdzieś dziś wieczorem
Gdzie gra muzyka i gdzie są ludzie
Pełni młodości i żywi ciągle
Gdy twoim autem jadę, to czuję
Że już do domu nigdy nie wrócę -
Domem go więcej nazwać nie mogę
Weź mnie ze sobą gdzieś dziś wieczorem
Chcę widzieć życie i spotkać ludzi
Gdy twoim autem jadę, to proszę
Żebym do domu nie musiał wrócić
Który nie moim, lecz ich jest domem
I gdzie nikt nie chce widzieć mnie dłużej
A jeśli dane nam z autobusem
Zderzyć się nagle piętrowym będzie -
Umrzeć przy tobie bosko być musi
I ciężarówka, co ma ton dziesięć
Jeśli w wypadku śmierć nam przyniesie
Sprawi przyjemność samotnej duszy
Weź mnie ze sobą gdzieś dziś wieczorem
I dokąd - nie dbam, gdzie chcesz, gdziekolwiek
A gdy w tunelu nieoświetlonym
Myślałem: "Szansę mam wreszcie, Boże"
Strach mnie pochwycił niewyjaśniony
I - najzwyczajniej - spytać nie mogłem
Weź mnie ze sobą gdzieś dziś wieczorem
I dokąd - nie dbam, gdzie chcesz, gdziekolwiek
Gdy twoim autem jadę, to czuję
Że już do domu nigdy nie wrócę -
Bo nie mam miejsca, co jest mi domem ...
Jest takie światło, które nie gaśnie
Jest światło, które nigdy nie gaśnie ...
2011
swobodny przekład z : The Smiths
Gdzie gra muzyka i gdzie są ludzie
Pełni młodości i żywi ciągle
Gdy twoim autem jadę, to czuję
Że już do domu nigdy nie wrócę -
Domem go więcej nazwać nie mogę
Weź mnie ze sobą gdzieś dziś wieczorem
Chcę widzieć życie i spotkać ludzi
Gdy twoim autem jadę, to proszę
Żebym do domu nie musiał wrócić
Który nie moim, lecz ich jest domem
I gdzie nikt nie chce widzieć mnie dłużej
A jeśli dane nam z autobusem
Zderzyć się nagle piętrowym będzie -
Umrzeć przy tobie bosko być musi
I ciężarówka, co ma ton dziesięć
Jeśli w wypadku śmierć nam przyniesie
Sprawi przyjemność samotnej duszy
Weź mnie ze sobą gdzieś dziś wieczorem
I dokąd - nie dbam, gdzie chcesz, gdziekolwiek
A gdy w tunelu nieoświetlonym
Myślałem: "Szansę mam wreszcie, Boże"
Strach mnie pochwycił niewyjaśniony
I - najzwyczajniej - spytać nie mogłem
Weź mnie ze sobą gdzieś dziś wieczorem
I dokąd - nie dbam, gdzie chcesz, gdziekolwiek
Gdy twoim autem jadę, to czuję
Że już do domu nigdy nie wrócę -
Bo nie mam miejsca, co jest mi domem ...
Jest takie światło, które nie gaśnie
Jest światło, które nigdy nie gaśnie ...
2011
swobodny przekład z : The Smiths
poniedziałek, 27 czerwca 2011
Bardzo dziwny człowiek
Dziwaczny bardzo był z niego człowiek
Jego sąsiadka zaręcza słowem
Mieszkała nad nim, więc wiedzieć może
Że bardzo dziwny był z niego człowiek
Dziwaczny bardzo był z niego człowiek
Mieszkał sam na sam ze swoim domem
Z pokojem swoim i sam ze sobą
Tak, bardzo dziwną był on osobą
Nie miał przyjaciół i mówił mało
Innym z nim też się mówić nie chciało
Bo nie dbał o to i nie był miły
I od nich wszystkich był całkiem inny
Tak, człowiek z niego był bardzo dziwny
Dziwak ostatniej umarł soboty
Gaz odkręciwszy, spać się położył
Już się nie zbudził - okna zamknięte -
W małym pokoju, milczącym świecie
Sąsiadka mówi, że miał gdzieś brata -
Wiadomość trzeba jemu przekazać
Wszyscy stwierdzili, że szkoda wielka
Chociaż był dziwak z tego człowieka
2011
tłumaczenie z: Simon&Garfunkel
Jego sąsiadka zaręcza słowem
Mieszkała nad nim, więc wiedzieć może
Że bardzo dziwny był z niego człowiek
Dziwaczny bardzo był z niego człowiek
Mieszkał sam na sam ze swoim domem
Z pokojem swoim i sam ze sobą
Tak, bardzo dziwną był on osobą
Nie miał przyjaciół i mówił mało
Innym z nim też się mówić nie chciało
Bo nie dbał o to i nie był miły
I od nich wszystkich był całkiem inny
Tak, człowiek z niego był bardzo dziwny
Dziwak ostatniej umarł soboty
Gaz odkręciwszy, spać się położył
Już się nie zbudził - okna zamknięte -
W małym pokoju, milczącym świecie
Sąsiadka mówi, że miał gdzieś brata -
Wiadomość trzeba jemu przekazać
Wszyscy stwierdzili, że szkoda wielka
Chociaż był dziwak z tego człowieka
2011
tłumaczenie z: Simon&Garfunkel
niedziela, 26 czerwca 2011
Śniąc
Do snu mnie kołysz
Do snu mnie kołysz
Bo jestem zmęczony
Chcę się położyć
Do snu mnie kołysz
A wtedy zostaw mnie
Nie budź, gdy przyjdzie dzień
Bo ja oddalę się
Nie smuć przeze mnie się
Bo musisz wiedzieć, że
Głęboko w sercu gdzieś
Odejście cieszy mnie
Zaśpiewaj jeszcze mi
Do snu mnie kołysz
Bo jestem zmęczony
Chcę się położyć
Do snu mnie kołysz
A wtedy zostaw mnie
Nie budź, gdy przyjdzie dzień
Bo ja oddalę się
Nie smuć przeze mnie się
Bo musisz wiedzieć, że
Głęboko w sercu gdzieś
Odejście cieszy mnie
Zaśpiewaj jeszcze mi
Zaśpiewaj jeszcze mi
Nie chcę w tym miejscu żyć
Samotny nie chcę być
Jest przecież lepszy świat
Musi być ...
2011
swobodny przekład z: The Smiths
sobota, 25 czerwca 2011
Rzeka niezmienności
Niesie mnie rzeka nurtem ze sobą
Gości życzliwie milczącą wodą
Trwa tak niezmiennie, nie chcąc się zmieniać
Jakby się chroniąc od zapomnienia
Bym mógł tu zawsze uciec przed życiem
I poczuć łączność z tym, co przeżyte
Abym uwierzył, że w zmiennym świecie
Jest coś, co stałość ze sobą niesie
Od lat to samo koryto żłobiąc
Rzeźbiąc kamienie z jednaką mocą
Tym samym łąkom przynosząc wodę
W lasach tych samych czerpiąc ochłodę
Od wierzb zmurszałych biorąc pokłony
Dając w sitowiu ptakom się schronić
Gdzie płaz wszelaki szuka zwilżenia
Bóbr niestrudzenie stawia żeremia
Czapla nogami cienkimi brodzi
By ostrym dziobem rybę ugodzić
I na owada czai się karaś
Gdy się do wody zbliży ofiara
Płoć stara umknąć się przed szczupakiem
Rak przed jaszczurką cofa się rakiem
Na brzegu bocian norniki łapie
W trawach nasiona skubią żurawie
Wydra wykrada jaja z gniazd ptakom
Bacząc, by z z góry nie runął jastrząb;
A woda wąskim korytem płynie
To się rozlewa w płytkiej dolinie
To się w meandrach leniwie toczy
To znów z hałasem kaskadą skoczy
Raz minie mostek, raz konar zmoczy
Drzewa, co stało kiedyś na zboczu
Brzeg ma błotnisty, pełen pijawek
To znów go zmienia w plażowy piasek
To płynąc w trzcinach, to pod urwiskiem
A czasem wierzchem równiny łysej
Wije się cicho przez bory gęste
Skrada najdzikszym puszczy ostępem
Oplata wężem pól i łąk kępy
Zamyka bagna w zakola wstęgi
Czasem rozleje się za zakrętem
By znów do rynny wrócić zagłębień;
I choć, że płynie wszystko się zdaje
I że ulega ciągłej przemianie
Mimo, że rzeka niesie mnie prądem
Wciąż zaskakując innym wyglądem
To w niej nie widzę żadnej przyszłości
A tylko stałość w swojej zmienności
Bo chociaż zmienia się moje życie
Rzeka trwa ciągle w swoim korycie
W miejscu tym samym mogę ją znaleźć
Taką, jak dawno temu poznałem -
Będąc od zawsze w niezmiennych ruchu
Dla mnie stałością jest w swoim duchu
I w żadne panta rhei nie chcę wierzyć
Nad stałą rzeką wśród zmiennych przeżyć
2011
Gości życzliwie milczącą wodą
Trwa tak niezmiennie, nie chcąc się zmieniać
Jakby się chroniąc od zapomnienia
Bym mógł tu zawsze uciec przed życiem
I poczuć łączność z tym, co przeżyte
Abym uwierzył, że w zmiennym świecie
Jest coś, co stałość ze sobą niesie
Od lat to samo koryto żłobiąc
Rzeźbiąc kamienie z jednaką mocą
Tym samym łąkom przynosząc wodę
W lasach tych samych czerpiąc ochłodę
Od wierzb zmurszałych biorąc pokłony
Dając w sitowiu ptakom się schronić
Gdzie płaz wszelaki szuka zwilżenia
Bóbr niestrudzenie stawia żeremia
Czapla nogami cienkimi brodzi
By ostrym dziobem rybę ugodzić
I na owada czai się karaś
Gdy się do wody zbliży ofiara
Płoć stara umknąć się przed szczupakiem
Rak przed jaszczurką cofa się rakiem
Na brzegu bocian norniki łapie
W trawach nasiona skubią żurawie
Wydra wykrada jaja z gniazd ptakom
Bacząc, by z z góry nie runął jastrząb;
A woda wąskim korytem płynie
To się rozlewa w płytkiej dolinie
To się w meandrach leniwie toczy
To znów z hałasem kaskadą skoczy
Raz minie mostek, raz konar zmoczy
Drzewa, co stało kiedyś na zboczu
Brzeg ma błotnisty, pełen pijawek
To znów go zmienia w plażowy piasek
To płynąc w trzcinach, to pod urwiskiem
A czasem wierzchem równiny łysej
Wije się cicho przez bory gęste
Skrada najdzikszym puszczy ostępem
Oplata wężem pól i łąk kępy
Zamyka bagna w zakola wstęgi
Czasem rozleje się za zakrętem
By znów do rynny wrócić zagłębień;
I choć, że płynie wszystko się zdaje
I że ulega ciągłej przemianie
Mimo, że rzeka niesie mnie prądem
Wciąż zaskakując innym wyglądem
To w niej nie widzę żadnej przyszłości
A tylko stałość w swojej zmienności
Bo chociaż zmienia się moje życie
Rzeka trwa ciągle w swoim korycie
W miejscu tym samym mogę ją znaleźć
Taką, jak dawno temu poznałem -
Będąc od zawsze w niezmiennych ruchu
Dla mnie stałością jest w swoim duchu
I w żadne panta rhei nie chcę wierzyć
Nad stałą rzeką wśród zmiennych przeżyć
piątek, 24 czerwca 2011
Zamek
Spójrz, to jest brama mojego świata
I nie pozwolę innym tam wkraczać
Plugawy język stoi przy bramie
Zatruty umysł w sukurs mu staje
Przed waszym wzrokiem chronią mnie mury
Zza nich spoglądam na świat wasz z góry
Swoje uczucia chowam w podziemiach
Własnymi łzami fosę wypełniam
Z okruchów serca bruk ułożyłem
Wspomnienia w skarbcu zamknąłem w skrzynie
(Wchodzę tam każdą nocą samotną
By móc w księżyca blasku ich dotknąć)
Komnaty wzniosłem z cegieł i myśli
Słowa - dworzanie moi najbliżsi
Gotowi bronić są mnie do śmierci
Walce i wierszom życie poświęcić
Co kryją baszty i co w nich robię
Tego nikt nigdy z was się nie dowie ...
Nie wkraczam w waszych światów podwoje
A wy zostawcie w spokoju moje
2011
I nie pozwolę innym tam wkraczać
Plugawy język stoi przy bramie
Zatruty umysł w sukurs mu staje
Przed waszym wzrokiem chronią mnie mury
Zza nich spoglądam na świat wasz z góry
Swoje uczucia chowam w podziemiach
Własnymi łzami fosę wypełniam
Z okruchów serca bruk ułożyłem
Wspomnienia w skarbcu zamknąłem w skrzynie
(Wchodzę tam każdą nocą samotną
By móc w księżyca blasku ich dotknąć)
Komnaty wzniosłem z cegieł i myśli
Słowa - dworzanie moi najbliżsi
Gotowi bronić są mnie do śmierci
Walce i wierszom życie poświęcić
Co kryją baszty i co w nich robię
Tego nikt nigdy z was się nie dowie ...
Nie wkraczam w waszych światów podwoje
A wy zostawcie w spokoju moje
2011
czwartek, 23 czerwca 2011
Tej nocy śniłem, że ktoś mnie kocha
Tej nocy śniłem, że ktoś mnie kocha -
Żadnej nadziei i krzywda żadna
Ot, jeszcze jeden fałszywy alarm
Tej nocy czułem czyjeś ramiona -
Żadnej nadziei i krzywda żadna
Ot, jeszcze jeden fałszywy alarm
Tej nocy czułem czyjeś ramiona -
Żadnej nadziei i krzywda żadna
Ot, jeszcze jeden fałszywy alarm
Powiedz mi tylko, jak długo jeszcze
Zanim ostatni alarm nadejdzie
I powiedz tylko, jak długo jeszcze
Zanim właściwy jeden to będzie
Wiem, że to cząstka długiej historii
Lecz ta historia nie chce się skończyć
Wiem, że to cząstka długiej historii
Lecz ta historia nie chce się skończyć
Nie chce się skończyć i wciąż się toczy
I wciąż się toczy ...
2011
swobodny przekład z: The Smiths
środa, 22 czerwca 2011
Noc kupały - cz. 2.
Cóż było czynić - schowałem wianek
Spojrzałem w ognisk gasnący popiół
I w las przed siebie powędrowałem
Serca na zawsze straciwszy spokój
Niczym mi były ciemne mokradła
Niczym ostępy i bagna grząskie
Gdzie już niejedna dusza przepadła
Zgubnie wiedziona przez złe utopce
Już mi nic zrobić nie mogły duchy
Bo żywy byłem tylko w połowie
Źle mi wypadły kupalne wróżby -
Przeklęły zioła, woda i ogień
I tak zaszedłem na mroczne wzgórze
Gdzie pośród chaszczy wyły potwory
Ofiarę widząc w nocnym intruzie
Co dla sił złego nie miał pokory
Chociaż krzyczały, kąsały strzygi
Skowyt piekielny krew w żyłach mroził
Dojrzałem ognik na szczycie nikły -
Tak, to kwiat nocą zakwitł paproci
Sięgnąć po niego ręką starczyło
By zdobyć mądrość, władzę, bogactwo
I obdarzony Peruna siłą
Duszami ludzi innych zawładnąć
Lecz cóż by z tego wszystkiego przyszło
Skoro przy sobie nie miałem ciebie?
Zdeptałem ziele, co próżno kwitło -
Umilkło wszystko, świt stał na niebie ...
2011
Spojrzałem w ognisk gasnący popiół
I w las przed siebie powędrowałem
Serca na zawsze straciwszy spokój
Niczym mi były ciemne mokradła
Niczym ostępy i bagna grząskie
Gdzie już niejedna dusza przepadła
Zgubnie wiedziona przez złe utopce
Już mi nic zrobić nie mogły duchy
Bo żywy byłem tylko w połowie
Źle mi wypadły kupalne wróżby -
Przeklęły zioła, woda i ogień
I tak zaszedłem na mroczne wzgórze
Gdzie pośród chaszczy wyły potwory
Ofiarę widząc w nocnym intruzie
Co dla sił złego nie miał pokory
Chociaż krzyczały, kąsały strzygi
Skowyt piekielny krew w żyłach mroził
Dojrzałem ognik na szczycie nikły -
Tak, to kwiat nocą zakwitł paproci
Sięgnąć po niego ręką starczyło
By zdobyć mądrość, władzę, bogactwo
I obdarzony Peruna siłą
Duszami ludzi innych zawładnąć
Lecz cóż by z tego wszystkiego przyszło
Skoro przy sobie nie miałem ciebie?
Zdeptałem ziele, co próżno kwitło -
Umilkło wszystko, świt stał na niebie ...
2011
wtorek, 21 czerwca 2011
Noc kupały - cz. 1.
Słońce nie chciało zajść za horyzont
Na godzin kilka nocy ustąpić
Lecz kiedy promień ostatni zginął
Panny nad rzekę wianki zaniosły
Ognie spłynęły z nurtem wśród kwiecia
Niepokój w ciemność niosąc serc młodych
Z nimi płonęła chłopców nadzieja
Że im się uda wianki wyłowić
Zdobycze pannom przynieśli chłopcy
Chwycili drżące dłonie dziewczynom
Sam pozostałem, szukając w nocy
Twojego wianka, co w trzcinie zginął
I chociaż kilku chciało go znaleźć
Wkrótce wrócili do innych dziewcząt
Ja się w staraniach nie poddawałem
Bo tylko z tobą mogę być jedną
Minęła północ, zabawy ścichły
Już patrzeć łuny na wschodzie jasnej
Przybiegłem wianek niosąc, szczęśliwy
Ale nad rzeką cię nie znalazłem
2011
Na godzin kilka nocy ustąpić
Lecz kiedy promień ostatni zginął
Panny nad rzekę wianki zaniosły
Ognie spłynęły z nurtem wśród kwiecia
Niepokój w ciemność niosąc serc młodych
Z nimi płonęła chłopców nadzieja
Że im się uda wianki wyłowić
Zdobycze pannom przynieśli chłopcy
Chwycili drżące dłonie dziewczynom
Sam pozostałem, szukając w nocy
Twojego wianka, co w trzcinie zginął
I chociaż kilku chciało go znaleźć
Wkrótce wrócili do innych dziewcząt
Ja się w staraniach nie poddawałem
Bo tylko z tobą mogę być jedną
Minęła północ, zabawy ścichły
Już patrzeć łuny na wschodzie jasnej
Przybiegłem wianek niosąc, szczęśliwy
Ale nad rzeką cię nie znalazłem
2011
poniedziałek, 20 czerwca 2011
Żegnaj, wiosno
Żegnaj, wiosno, chociaż młoda
I niewinna jeszcze jesteś
Hartowana w marca chłodach
Przeganiana śniegiem z deszczem
Broniąc strzępów ciepła w sobie
Zasłaniałaś się przed wiatrem
Kradłaś słońcu każdy promień
W zimnej walce o przetrwanie
Pierś dziewczęcą miałaś jędrną
Dzikość w ustach, w udach twardość
Wygłodniała pierwszych pieszczot
Kryłaś oczu niedojrzałość
Z nowym rankiem rosłaś w siłę
Płacąc za to gorączkami
To się deszczem zanosiłaś
To miotałaś się burzami
Byłaś, pani moja, zmienna
Neurotyczna i drażliwa
Jeszcze dobrze nie okrzepłaś
Już w upałach się rozpływasz
Teraz tłuste lato przyjdzie
W dojrzałości rozpasane
Delikatność w słońcu zniknie
Obfitością pierś opadnie
Tyle zawsze czekać trzeba
Nim się coś pięknego trafi
Odrobinę zazna ciepła
Żeby zaraz wszystko stracić ...
Żegnaj, wiosno moja słodka
Przez śmierć wzięta w kwiecie wieku
Może kiedyś znów cię spotkam
Żegnaj, w wiośnie życia swego
2010
I niewinna jeszcze jesteś
Hartowana w marca chłodach
Przeganiana śniegiem z deszczem
Broniąc strzępów ciepła w sobie
Zasłaniałaś się przed wiatrem
Kradłaś słońcu każdy promień
W zimnej walce o przetrwanie
Pierś dziewczęcą miałaś jędrną
Dzikość w ustach, w udach twardość
Wygłodniała pierwszych pieszczot
Kryłaś oczu niedojrzałość
Z nowym rankiem rosłaś w siłę
Płacąc za to gorączkami
To się deszczem zanosiłaś
To miotałaś się burzami
Byłaś, pani moja, zmienna
Neurotyczna i drażliwa
Jeszcze dobrze nie okrzepłaś
Już w upałach się rozpływasz
Teraz tłuste lato przyjdzie
W dojrzałości rozpasane
Delikatność w słońcu zniknie
Obfitością pierś opadnie
Tyle zawsze czekać trzeba
Nim się coś pięknego trafi
Odrobinę zazna ciepła
Żeby zaraz wszystko stracić ...
Żegnaj, wiosno moja słodka
Przez śmierć wzięta w kwiecie wieku
Może kiedyś znów cię spotkam
Żegnaj, w wiośnie życia swego
2010
niedziela, 19 czerwca 2011
Umarli tańczą - cz. 5.
Lecz oto jeszcze inna dziewczyna
Władać zaczęła jego oczyma
I szczęście poczuł widząc tę postać,
Jakby z kochanką miał wnet się spotkać.
Tak niemożliwe się wypełniło -
Znalazł straconą przed laty miłość!
Jak dawno temu, tak przed nim stała,
W blasku księżyca i w szatach biała,
Uśmiech anielski miała na twarzy -
O niczym więcej nie mógł zamarzyć.
W niepamięć poszły wszystkie cierpienia,
Wróciły stare szczęścia wspomnienia.
Zrozumiał w jednej euforii chwili,
Że jego miejsce między zmarłymi,
Że tak, jak oni chce tańczyć w szczęściu,
W tym najwspanialszym ze wszystkich miejscu.
Kiedy odnalazł straconą miłość,
Los mu jej żadną nie wydrze siłą -
I na umarłych wkroczył polanę,
Aby dołączyć do ukochanej,
W tańcu radosnym wziąć ją w ramiona,
Wiedząc, że śmierć już ich nie pokona ...
Rankiem znaleźli mężczyzny ciało -
Nożem przecięte przeguby miało,
Lecz nie zastygła twarz w przerażeniu,
A zamiast śladów w niej po cierpieniu -
Uśmiech, którego zgon nie wymazał,
W oczach zamglonych szczęścia ekstaza ...
2011
Władać zaczęła jego oczyma
I szczęście poczuł widząc tę postać,
Jakby z kochanką miał wnet się spotkać.
Tak niemożliwe się wypełniło -
Znalazł straconą przed laty miłość!
Jak dawno temu, tak przed nim stała,
W blasku księżyca i w szatach biała,
Uśmiech anielski miała na twarzy -
O niczym więcej nie mógł zamarzyć.
W niepamięć poszły wszystkie cierpienia,
Wróciły stare szczęścia wspomnienia.
Zrozumiał w jednej euforii chwili,
Że jego miejsce między zmarłymi,
Że tak, jak oni chce tańczyć w szczęściu,
W tym najwspanialszym ze wszystkich miejscu.
Kiedy odnalazł straconą miłość,
Los mu jej żadną nie wydrze siłą -
I na umarłych wkroczył polanę,
Aby dołączyć do ukochanej,
W tańcu radosnym wziąć ją w ramiona,
Wiedząc, że śmierć już ich nie pokona ...
Rankiem znaleźli mężczyzny ciało -
Nożem przecięte przeguby miało,
Lecz nie zastygła twarz w przerażeniu,
A zamiast śladów w niej po cierpieniu -
Uśmiech, którego zgon nie wymazał,
W oczach zamglonych szczęścia ekstaza ...
2011
sobota, 18 czerwca 2011
Umarli tańczą - cz. 4.
Ujrzał przed sobą polanę jasną
Jakby ukradła blask wszystkim gwiazdom,
Na której księżyc światłem oplatał
Postacie w bielszych od śniegu szatach.
Spokój ogarnął nagle go błogi,
Czuł, jak do ziemi przyrosły nogi.
A oni lekko pląsali w bieli
Jakby nad trawą nisko płynęli
I szczęście mieli na młodych twarzach,
Które po śmierci czas poodmładzał.
Radość z ich oczu biła niebieska -
Poczuł, że pragnie z nimi zamieszkać,
Odzyskać spokój, który mu ziemia
Skradła, nurzając w rzece cierpienia,
Śląc los, co kąsał, niczym zwierz wściekły -
A wtedy z oczu łzy mu pociekły.
I ujrzał poprzez oczy zaszklone
Twarze umarłych dziwnie znajome.
Nie, musi umysł mamić zamglony -
Oto rozpoznał przez śmierć straconych!
Babcia - dzieciństwa wróżka wspaniała -
Ona go tylko z kobiet kochała
I zamieniła gorącym sercem
W baśni krainę lata dziecięce.
Uśmiech tak czuły miała jak dawniej,
Na pięknej twarzy zaś zmarszczki żadnej.
Wróciła szczęście dziecka polana -
Weź mnie ze sobą, babciu kochana!
Lecz oto inna kobieta w pląsach -
Zda się znajoma, choć wpierw nie poznał.
Tak, w twarz na zdjęciu patrzył tę samą -
W końcu spotkałem cię, moja mamo!
Jeszcze piękniejsza jesteś tej nocy,
Jakby los śmiercią cię nie zaskoczył.
Chociaż odeszłaś z moim nadejściem,
Czułem cię długo przy sobie jeszcze,
Aż gdzieś znękany bólem dalece
Przestałem wierzyć twojej opiece.
Tyle przeżyłem, ciebie nie znając -
Chcę już być z tobą, najdroższa mamo!
2011
Jakby ukradła blask wszystkim gwiazdom,
Na której księżyc światłem oplatał
Postacie w bielszych od śniegu szatach.
Spokój ogarnął nagle go błogi,
Czuł, jak do ziemi przyrosły nogi.
A oni lekko pląsali w bieli
Jakby nad trawą nisko płynęli
I szczęście mieli na młodych twarzach,
Które po śmierci czas poodmładzał.
Radość z ich oczu biła niebieska -
Poczuł, że pragnie z nimi zamieszkać,
Odzyskać spokój, który mu ziemia
Skradła, nurzając w rzece cierpienia,
Śląc los, co kąsał, niczym zwierz wściekły -
A wtedy z oczu łzy mu pociekły.
I ujrzał poprzez oczy zaszklone
Twarze umarłych dziwnie znajome.
Nie, musi umysł mamić zamglony -
Oto rozpoznał przez śmierć straconych!
Babcia - dzieciństwa wróżka wspaniała -
Ona go tylko z kobiet kochała
I zamieniła gorącym sercem
W baśni krainę lata dziecięce.
Uśmiech tak czuły miała jak dawniej,
Na pięknej twarzy zaś zmarszczki żadnej.
Wróciła szczęście dziecka polana -
Weź mnie ze sobą, babciu kochana!
Lecz oto inna kobieta w pląsach -
Zda się znajoma, choć wpierw nie poznał.
Tak, w twarz na zdjęciu patrzył tę samą -
W końcu spotkałem cię, moja mamo!
Jeszcze piękniejsza jesteś tej nocy,
Jakby los śmiercią cię nie zaskoczył.
Chociaż odeszłaś z moim nadejściem,
Czułem cię długo przy sobie jeszcze,
Aż gdzieś znękany bólem dalece
Przestałem wierzyć twojej opiece.
Tyle przeżyłem, ciebie nie znając -
Chcę już być z tobą, najdroższa mamo!
2011
piątek, 17 czerwca 2011
Umarli tańczą - cz. 3.
Noc zawładnęła ziemią zupełnie,
Księżyc w srebrzystą roztył się pełnię,
A on wyruszył ku śmierci pieszo -
Za wieś, przez pola, na cmentarz ścieżką,
Lecz choć nóż błyszczał blaskiem księżyca,
Coś nie dawało pozbyć się życia
I gdy na przegub ostrze przykładał,
Czuł jak jest ciężko odejść ze świata.
Tak się u bramy śmierci wahając
Znalazł się nocą na wzgórza skraju.
I czy zapomniał przestróg w rozpaczy,
Czy postanowił umrzeć inaczej -
Ruszył pod górę, gdzie pośród pełni
Miał się rytuał spełniać tajemny.
Wszystko mu jedno już wtedy było -
Wierzył, że wkrótce odnajdzie miłość,
Lecz nim się przyjdzie pożegnać z życiem
Pozna ostatnią w nim tajemicę.
Ukrył się w krzakach, cicho czekając,
Czy się okaże, że rację mają
Ludzie mówiący, że tu się nocą
Zmarli misterium odprawiać schodzą.
2011
Księżyc w srebrzystą roztył się pełnię,
A on wyruszył ku śmierci pieszo -
Za wieś, przez pola, na cmentarz ścieżką,
Lecz choć nóż błyszczał blaskiem księżyca,
Coś nie dawało pozbyć się życia
I gdy na przegub ostrze przykładał,
Czuł jak jest ciężko odejść ze świata.
Tak się u bramy śmierci wahając
Znalazł się nocą na wzgórza skraju.
I czy zapomniał przestróg w rozpaczy,
Czy postanowił umrzeć inaczej -
Ruszył pod górę, gdzie pośród pełni
Miał się rytuał spełniać tajemny.
Wszystko mu jedno już wtedy było -
Wierzył, że wkrótce odnajdzie miłość,
Lecz nim się przyjdzie pożegnać z życiem
Pozna ostatnią w nim tajemicę.
Ukrył się w krzakach, cicho czekając,
Czy się okaże, że rację mają
Ludzie mówiący, że tu się nocą
Zmarli misterium odprawiać schodzą.
2011
czwartek, 16 czerwca 2011
Umarli tańczą - cz. 2.
Był też mężczyzna, który za młodu
Złożyć najdroższą musiał do grobu
I choć utracił wszystko, co kochał,
Los go na ziemskich zostawił drogach.
Cierpiał samotnie przez lata długie,
Aż szansę dostał na życie drugie -
Związał się wtedy z inną dziewczyną,
Bo wstecz wciąż patrząc, z tęsknoty ginął.
Łudził się, biedak, że znajdzie szczęście
I były takie lata ich pierwsze,
Choć nie zapomniał pierwszej miłości,
Nocą wędrując ścieżką przeszłości.
A gdy go gorycz zdrady dotknęła,
Zrozumiał - jeden raz się umiera,
Miłość raz jeden żyje, jak człowiek -
Kiedy odchodzi, też trzeba odejść.
Więc postanowił, że świat opuści -
Gdzieś ta jedyna przecież być musi,
Skoro odeszła do świata zmarłych,
Trzeba też znaleźć się w świecie tamtym.
Wypił butelkę wina wieczorem,
By mieć odwagę na drugą stronę
Przejść i bolesną zakończyć drogę,
Nóż chwycił ostry i w ciemność pobiegł.
2011
Złożyć najdroższą musiał do grobu
I choć utracił wszystko, co kochał,
Los go na ziemskich zostawił drogach.
Cierpiał samotnie przez lata długie,
Aż szansę dostał na życie drugie -
Związał się wtedy z inną dziewczyną,
Bo wstecz wciąż patrząc, z tęsknoty ginął.
Łudził się, biedak, że znajdzie szczęście
I były takie lata ich pierwsze,
Choć nie zapomniał pierwszej miłości,
Nocą wędrując ścieżką przeszłości.
A gdy go gorycz zdrady dotknęła,
Zrozumiał - jeden raz się umiera,
Miłość raz jeden żyje, jak człowiek -
Kiedy odchodzi, też trzeba odejść.
Więc postanowił, że świat opuści -
Gdzieś ta jedyna przecież być musi,
Skoro odeszła do świata zmarłych,
Trzeba też znaleźć się w świecie tamtym.
Wypił butelkę wina wieczorem,
By mieć odwagę na drugą stronę
Przejść i bolesną zakończyć drogę,
Nóż chwycił ostry i w ciemność pobiegł.
2011
środa, 15 czerwca 2011
Umarli tańczą - cz. 1.
Na skraju lasu, gdzie ścieżka kręta,
Wiedzie wśród chaszczy na stary cmentarz,
Daleko za wsią - jest pewne wzgórze -
Nocą się boją chodzić tam ludzie.
Na wzgórzu - mówią - ucztują zmarli,
Zabłąkanego los wtedy marny -
Ponoć, kto świadkiem był ich zebrania,
Nigdy nie dotrwał żywy do rana,
Zwłoki leżące rankiem wśród krzaków
Twarz wykrzywioną miały ze strachu,
I w przerażeniu rozwarte oczy,
Jakby ujrzały diabła po nocy.
Kto zaś w pobliżu przechodził wzgórza,
Patrząc tam, jeśli cokolwiek ujrzał,
Biegiem, w popłochu wracał do domu
I nic powiedzieć nie mógł nikomu,
Jakby mu pamięć całkiem odjęto
I w noc tę siwy stawał się jedną.
Tylko niektórzy dawali słowo,
Że gdy z daleka w noc księżycową
Patrzeli w stronę wzgórza pod lasem,
Gdzieś w krzakach postać mignęła czasem,
A wtedy nagle strach krew im mroził,
Że aż odwrócić musieli oczy.
Tak tkwią w domysłach zlęknieni ludzie,
A wciąż zagadką jest dla nich wzgórze.
2011
Wiedzie wśród chaszczy na stary cmentarz,
Daleko za wsią - jest pewne wzgórze -
Nocą się boją chodzić tam ludzie.
Na wzgórzu - mówią - ucztują zmarli,
Zabłąkanego los wtedy marny -
Ponoć, kto świadkiem był ich zebrania,
Nigdy nie dotrwał żywy do rana,
Zwłoki leżące rankiem wśród krzaków
Twarz wykrzywioną miały ze strachu,
I w przerażeniu rozwarte oczy,
Jakby ujrzały diabła po nocy.
Kto zaś w pobliżu przechodził wzgórza,
Patrząc tam, jeśli cokolwiek ujrzał,
Biegiem, w popłochu wracał do domu
I nic powiedzieć nie mógł nikomu,
Jakby mu pamięć całkiem odjęto
I w noc tę siwy stawał się jedną.
Tylko niektórzy dawali słowo,
Że gdy z daleka w noc księżycową
Patrzeli w stronę wzgórza pod lasem,
Gdzieś w krzakach postać mignęła czasem,
A wtedy nagle strach krew im mroził,
Że aż odwrócić musieli oczy.
Tak tkwią w domysłach zlęknieni ludzie,
A wciąż zagadką jest dla nich wzgórze.
2011
wtorek, 14 czerwca 2011
NOTES 23 - Żółw
Jestem żółwiem nieborakiem
Żyję nudno i ospale
Nie mam innych zwierząt zalet
Kto by chciał być gadem takim?
Żebra w pancerz mi się zrosły
Który ciąży mi okrutnie
Żółw ma takie oczy smutne
Kryty łuską, szorstki, oschły
Lecz ja szybkim być nie muszę -
Pancerz chroni doskonale
Żyję z wszystkich was najdłużej
Świetnie się przystosowałem
Będę żył, gdy wymrą ludzie
I reliktem pozostanę
2011
Żyję nudno i ospale
Nie mam innych zwierząt zalet
Kto by chciał być gadem takim?
Żebra w pancerz mi się zrosły
Który ciąży mi okrutnie
Żółw ma takie oczy smutne
Kryty łuską, szorstki, oschły
Lecz ja szybkim być nie muszę -
Pancerz chroni doskonale
Żyję z wszystkich was najdłużej
Świetnie się przystosowałem
Będę żył, gdy wymrą ludzie
I reliktem pozostanę
2011
poniedziałek, 13 czerwca 2011
NOTES 22 - Córki
Pierwsza - bojaźliwa nieco
Rozgadana i nerwowa
Lubi tańczyć i matkować
Przytulana być jak dziecko
Druga to iskierka żywa
Łobuz, łasuch i chłopczyca
Uśmiech zwykle ma w źrenicach
Chociaż czasem jest złośliwa
Nieraz myślę, że by łatwiej
Was nie mając żyć mi było
I opuścić waszą matkę
Może dawno już bym zginął
Lub na dnie gdzieś został wrakiem
Gdyby nie ta wasza miłość ...
2011
Rozgadana i nerwowa
Lubi tańczyć i matkować
Przytulana być jak dziecko
Druga to iskierka żywa
Łobuz, łasuch i chłopczyca
Uśmiech zwykle ma w źrenicach
Chociaż czasem jest złośliwa
Nieraz myślę, że by łatwiej
Was nie mając żyć mi było
I opuścić waszą matkę
Może dawno już bym zginął
Lub na dnie gdzieś został wrakiem
Gdyby nie ta wasza miłość ...
2011
niedziela, 12 czerwca 2011
Aleja samobójców - cz. 2.
Tu - zraniony chłopak
Przez próżność dziewczyny
Nie chciał więcej kochać
Podciął sobie żyły
Ktoś ją za lat kilka
Rzucił z dzieckiem razem
Udusiwszy synka
Otruła się gazem
Po latach mu żonę
Los rakiem naznaczył
Leki znalezione
Połknęła w rozpaczy
Córka ich jedyna
Przez księdza skrzywdzona
Świat ten opuściła
Skacząc do jeziora
Zagryzła mąk zmora
Ojca bez rodziny
Kładąc się na torach
Poszedł w ślad za nimi
Z diabłem w lędźwiach swoich
Ksiądz w walce przegrany
W klęski zabił dzwony
Kiedy zawisł na nich
Przeklęty poeta
Z pijacką historią
Serce bólem przetarł
Wyskoczył przez okno
* * * *
Złamani cierpieniem
Wyzuci z nadziei
Znaleźli schronienie
W przeklętej alei
Ciało tak przy ciele
Na cmentarza skraju
Chwast im groby ściele
Skowronki śpiewają
Pod jeżyną dziką
Krzakiem bzu, w pokrzywach
Ścieżka bez pomników
Tajemnice skrywa ...
2011
Przez próżność dziewczyny
Nie chciał więcej kochać
Podciął sobie żyły
Ktoś ją za lat kilka
Rzucił z dzieckiem razem
Udusiwszy synka
Otruła się gazem
Po latach mu żonę
Los rakiem naznaczył
Leki znalezione
Połknęła w rozpaczy
Córka ich jedyna
Przez księdza skrzywdzona
Świat ten opuściła
Skacząc do jeziora
Zagryzła mąk zmora
Ojca bez rodziny
Kładąc się na torach
Poszedł w ślad za nimi
Z diabłem w lędźwiach swoich
Ksiądz w walce przegrany
W klęski zabił dzwony
Kiedy zawisł na nich
Przeklęty poeta
Z pijacką historią
Serce bólem przetarł
Wyskoczył przez okno
* * * *
Złamani cierpieniem
Wyzuci z nadziei
Znaleźli schronienie
W przeklętej alei
Ciało tak przy ciele
Na cmentarza skraju
Chwast im groby ściele
Skowronki śpiewają
Pod jeżyną dziką
Krzakiem bzu, w pokrzywach
Ścieżka bez pomników
Tajemnice skrywa ...
2011
sobota, 11 czerwca 2011
Aleja samobójców - cz. 1.
Pod jeżyną dziką
Krzakiem bzu, w pokrzywach
Ścieżka bez pomników
Tajemnice skrywa
Gdzie cmentarne płoty
Kończą bieg w zaroślach
Nie ma liter złotych
Błyszczących od słońca
Studnia z martwym wałem
Bluszczem opleciona
I krzyże spróchniałe
Z pająkiem w ramionach
Wśród zwiędłych irysów
I wygasłych zniczy
Rdzewiejący Chrystus
Kona jeszcze ciszej
Gaśnie blask nadziei
Dla skłóconych z życiem
W ostatniej alei
Złożonych we wstydzie
* * * *
2011
Krzakiem bzu, w pokrzywach
Ścieżka bez pomników
Tajemnice skrywa
Gdzie cmentarne płoty
Kończą bieg w zaroślach
Nie ma liter złotych
Błyszczących od słońca
Studnia z martwym wałem
Bluszczem opleciona
I krzyże spróchniałe
Z pająkiem w ramionach
Wśród zwiędłych irysów
I wygasłych zniczy
Rdzewiejący Chrystus
Kona jeszcze ciszej
Gaśnie blask nadziei
Dla skłóconych z życiem
W ostatniej alei
Złożonych we wstydzie
* * * *
2011
piątek, 10 czerwca 2011
Dziwki zmieniają rewiry
Zanim niosąc gruby portfel
Klient przyjdzie wybrać towar
Trzeba znaleźć miejsce nowe
Starą gębę przypudrować
Rośnie wokół konkurencja -
Tamtych nie chcą, u tych branie
Gdy się dobre zajmie miejsca
Można łowy mieć udane
Klient łatwo się pogubi
Sprytnym dziwkom da zarobić
Nie wie bowiem, frajer głupi
Że jest ważne, gdzie się stoi
Kiedyś jedna z lewej stała
Mając po tej stronie serce
By uboższym taniej dawać -
Dziś półdarmo robić nie chce
Liberalna się zrobiła -
Takie teraz przyszły mody -
Z bogatymi gdy się trzyma
Można niezłe kręcić lody
Wśród spraw ważnych drugiej dziwki
Jedna była najważniejsza ...
Łatwo się przekonań wyzbyć
Gdy dobrego chce się miejsca
Spadły grupy notowania
W której dotąd była hersztem
A że dalej chce być brana
To znalazła nowe miejsce
Wzięcie mają te z paltformy
Więc się dobrze wepchnąć na nią
Byle dostać rewir dobry
I pozycję dobrą zająć
I nie ważne, gdzie się było
Co się chciało robić kiedyś -
Gdy się toczy gra o przyszłość
Wtedy ważni są klienci
Tak się dziwki wymieniają -
Tępy klient wszystko kupi
By się jego kasą zająć
Trzeba najpierw dawać dupy
2011
Klient przyjdzie wybrać towar
Trzeba znaleźć miejsce nowe
Starą gębę przypudrować
Rośnie wokół konkurencja -
Tamtych nie chcą, u tych branie
Gdy się dobre zajmie miejsca
Można łowy mieć udane
Klient łatwo się pogubi
Sprytnym dziwkom da zarobić
Nie wie bowiem, frajer głupi
Że jest ważne, gdzie się stoi
Kiedyś jedna z lewej stała
Mając po tej stronie serce
By uboższym taniej dawać -
Dziś półdarmo robić nie chce
Liberalna się zrobiła -
Takie teraz przyszły mody -
Z bogatymi gdy się trzyma
Można niezłe kręcić lody
Wśród spraw ważnych drugiej dziwki
Jedna była najważniejsza ...
Łatwo się przekonań wyzbyć
Gdy dobrego chce się miejsca
Spadły grupy notowania
W której dotąd była hersztem
A że dalej chce być brana
To znalazła nowe miejsce
Wzięcie mają te z paltformy
Więc się dobrze wepchnąć na nią
Byle dostać rewir dobry
I pozycję dobrą zająć
I nie ważne, gdzie się było
Co się chciało robić kiedyś -
Gdy się toczy gra o przyszłość
Wtedy ważni są klienci
Tak się dziwki wymieniają -
Tępy klient wszystko kupi
By się jego kasą zająć
Trzeba najpierw dawać dupy
2011
czwartek, 9 czerwca 2011
Piosenka Kasi
Słyszę deszcz, gdy lekko kapie
Spada wraz ze wspomnieniami
Miękko, ciepło i wytrwale
Puka w dach i moje ściany
I ze schronu myśli moich
Poprzez okna oczu patrzę
Za ulice mokre - w strony
Gdzie zostanie serce zawsze
Umysł mój jest rozproszony
Myśli mile stąd szybują
Leżą z tobą, gdyś uśpiona
Na dzień dobry cię całują
Próżno się z piosenką mierzę
Nie wiem, po co czas marnuję
Pisząc to, w co sam nie wierzę
Słowa drą się, nie rymują
Widzisz więc, zwątpienie moje
W to, co prawdą było wcześniej
Bez przekonań, sam tu stoję
Tylko ty mi prawdą jesteś
Patrząc, jak swe ścieżki krople
Plotą, nim strudzone spłyną
Jestem jak ten deszcz za oknem -
Za twój wdzięk gotowy zginąć
2011
swobodne tłumaczenie z: Simon&Garfunkel
Spada wraz ze wspomnieniami
Miękko, ciepło i wytrwale
Puka w dach i moje ściany
I ze schronu myśli moich
Poprzez okna oczu patrzę
Za ulice mokre - w strony
Gdzie zostanie serce zawsze
Umysł mój jest rozproszony
Myśli mile stąd szybują
Leżą z tobą, gdyś uśpiona
Na dzień dobry cię całują
Próżno się z piosenką mierzę
Nie wiem, po co czas marnuję
Pisząc to, w co sam nie wierzę
Słowa drą się, nie rymują
Widzisz więc, zwątpienie moje
W to, co prawdą było wcześniej
Bez przekonań, sam tu stoję
Tylko ty mi prawdą jesteś
Patrząc, jak swe ścieżki krople
Plotą, nim strudzone spłyną
Jestem jak ten deszcz za oknem -
Za twój wdzięk gotowy zginąć
2011
swobodne tłumaczenie z: Simon&Garfunkel
środa, 8 czerwca 2011
Przyjdzie w kwietniu
W kwietniu przyjdzie niespodzianie
Gdy wypełni deszcz strumienie
W maju ze mną pozostanie
Znów dam z ramion jej schronienie
W czerwcu nastrój swój odmieni
Krążąc w nocy niespokojnie
W lipcu nagle w dal odleci
Nawet mnie nie powiadomi
Umrzeć musi ona w sierpniu
Jesień przyda chłodu wiatrom
Wspomnę miłość tę we wrześniu
Niegdyś młodą, teraz starą
2011
tłumaczenie z: Simon&Garfunkel
Gdy wypełni deszcz strumienie
W maju ze mną pozostanie
Znów dam z ramion jej schronienie
W czerwcu nastrój swój odmieni
Krążąc w nocy niespokojnie
W lipcu nagle w dal odleci
Nawet mnie nie powiadomi
Umrzeć musi ona w sierpniu
Jesień przyda chłodu wiatrom
Wspomnę miłość tę we wrześniu
Niegdyś młodą, teraz starą
2011
tłumaczenie z: Simon&Garfunkel
wtorek, 7 czerwca 2011
Credo - cz. 3.
Miłość mi nie dała szczęścia
Lecz ja wierzę w obie panie -
Pamięć pierwszej mnie napędza
Drugą - tamtej jest spotkanie
Wierzę w uczuć swoich siłę
W to co boli krew mi burzy
Wierzę że jak mgła przeminę
By nie męczyć oczu dłużej
Wierzę w obraz jej w pamięci
Że mnie może widzieć słyszeć
Wierzę że jest blisko szczęście
Niedaleko - coraz bliżej ...
Wierzę w gwiazdy w noc spokojną
Z ukrytymi w nich myślami
W siłę którą ma samotność
Kiedy chroni mnie przed wami
2011
Lecz ja wierzę w obie panie -
Pamięć pierwszej mnie napędza
Drugą - tamtej jest spotkanie
Wierzę w uczuć swoich siłę
W to co boli krew mi burzy
Wierzę że jak mgła przeminę
By nie męczyć oczu dłużej
Wierzę w obraz jej w pamięci
Że mnie może widzieć słyszeć
Wierzę że jest blisko szczęście
Niedaleko - coraz bliżej ...
Wierzę w gwiazdy w noc spokojną
Z ukrytymi w nich myślami
W siłę którą ma samotność
Kiedy chroni mnie przed wami
2011
poniedziałek, 6 czerwca 2011
Credo - cz. 2.
Wierzę w kogoś kto w takiego
Się zamienić mi pozwolił
Że zabawką w rękach jego
Jestem - chociaż wbrew mej woli
Mocna we mnie wiara w ludzi
Beznadziejny pęd ku zgubie
Że bezmyślność wielu łudzi
Mózg jest zbędny tłuszczy głupiej
Wierzę w świata zagubienie
W samobójczą siebie pewność
W niepotrzebne mu sumienie
Wierzę że nadejdzie piekło
Wierzę - mimo pustki wokół -
Że iść warto swoją drogą
Słyszeć siebie w każdym kroku
I za wolność płacić drogo
2011
Się zamienić mi pozwolił
Że zabawką w rękach jego
Jestem - chociaż wbrew mej woli
Mocna we mnie wiara w ludzi
Beznadziejny pęd ku zgubie
Że bezmyślność wielu łudzi
Mózg jest zbędny tłuszczy głupiej
Wierzę w świata zagubienie
W samobójczą siebie pewność
W niepotrzebne mu sumienie
Wierzę że nadejdzie piekło
Wierzę - mimo pustki wokół -
Że iść warto swoją drogą
Słyszeć siebie w każdym kroku
I za wolność płacić drogo
2011
niedziela, 5 czerwca 2011
Credo - cz. 1.
Więc wyzbyty wiary jestem?
W czarnowidztwie pogrążony
Skreślam boga jednym gestem
Mroczne zwiedzam życia strony
Utraciłem wiarę w życie
W miłość szczęście słowa proste
W to że świat wie dokąd idzie
I że jakiś sens ma postęp
Więc wątpicie w moją wiarę -
Jestem słaby i żałosny
Gdzieś nadzieję postradałem
W czerń się kryjąc godzin nocnych
Wielką wiarę w sobie trzymam -
Przez nią tylko żyję jeszcze
Na świat patrzę jej oczyma
Nie zostało mi nic więcej
2011
W czarnowidztwie pogrążony
Skreślam boga jednym gestem
Mroczne zwiedzam życia strony
Utraciłem wiarę w życie
W miłość szczęście słowa proste
W to że świat wie dokąd idzie
I że jakiś sens ma postęp
Więc wątpicie w moją wiarę -
Jestem słaby i żałosny
Gdzieś nadzieję postradałem
W czerń się kryjąc godzin nocnych
Wielką wiarę w sobie trzymam -
Przez nią tylko żyję jeszcze
Na świat patrzę jej oczyma
Nie zostało mi nic więcej
2011
sobota, 4 czerwca 2011
Przylądek strachu
W jezioro mroku wdarty skrawek ziemi
Od reszty świata odciął go las śmierci
Miejsce to wszyscy bogowie przeklęli
By w nim ginęli przez bogów przeklęci
Piekielne wichry wstrząsają przylądkiem
W huku piorunów brzegi szarpie fala
Strzygi żarłoczne mrużą ślepia wąskie
Złowrogi księżyc przygląda się z dala
Łódź dnem do góry butwieje w szuwarach
Przegniłe deski szczerzą kły w pomoście
Ruina chaty w pokrzywach schowana
Dawnych mieszkańców bieleją w niej kości
Przeraża serce mroczne uroczysko
Zimnego potu spływa kropla z czoła
Otwieram oczy - rozpływa się wszystko
Tylko głos jakiś z przylądku wciąż woła ...
2011
Od reszty świata odciął go las śmierci
Miejsce to wszyscy bogowie przeklęli
By w nim ginęli przez bogów przeklęci
Piekielne wichry wstrząsają przylądkiem
W huku piorunów brzegi szarpie fala
Strzygi żarłoczne mrużą ślepia wąskie
Złowrogi księżyc przygląda się z dala
Łódź dnem do góry butwieje w szuwarach
Przegniłe deski szczerzą kły w pomoście
Ruina chaty w pokrzywach schowana
Dawnych mieszkańców bieleją w niej kości
Przeraża serce mroczne uroczysko
Zimnego potu spływa kropla z czoła
Otwieram oczy - rozpływa się wszystko
Tylko głos jakiś z przylądku wciąż woła ...
2011
piątek, 3 czerwca 2011
Wirus
Mówią że nie znałem ciebie tak naprawdę
I wyobrażenie uwielbiałem tylko
Byłaś myśli moich fałszywym zwierciadłem
Marzeń nieśmiałego chłopaka boginką
Wszystkie namiętności młodzieńcze pragnienia
Duszy niespokojnej szalone porywy
Oprawiłem w ramy twojego imienia
W twej wepchnąłem kształty cielesnej pokrywy
Jednak wiem że wielkim to co czułem było
Nie każdy tak umie płonąć nieprzytomnie
Co chcą mogą mówić - wierzę że to miłość
I że będziesz zawsze należeć już do mnie
Kilka lat szczenięcych wzajemności miraż -
Mówili - wyrośniesz z choroby dziecięcej -
Żadna mnie kobieta z niej nie wyleczyła
Wirus wam niegroźny - ja wciąż chory jestem
2011
I wyobrażenie uwielbiałem tylko
Byłaś myśli moich fałszywym zwierciadłem
Marzeń nieśmiałego chłopaka boginką
Wszystkie namiętności młodzieńcze pragnienia
Duszy niespokojnej szalone porywy
Oprawiłem w ramy twojego imienia
W twej wepchnąłem kształty cielesnej pokrywy
Jednak wiem że wielkim to co czułem było
Nie każdy tak umie płonąć nieprzytomnie
Co chcą mogą mówić - wierzę że to miłość
I że będziesz zawsze należeć już do mnie
Kilka lat szczenięcych wzajemności miraż -
Mówili - wyrośniesz z choroby dziecięcej -
Żadna mnie kobieta z niej nie wyleczyła
Wirus wam niegroźny - ja wciąż chory jestem
2011
czwartek, 2 czerwca 2011
Studnia
Lubiłem często, dzieckiem jeszcze będąc
Świat swój budować nad studni krawędzią -
To spoglądałem w twarz na wody lustrze
Żeby ze strony tamtej kogoś ujrzeć
(Wtedy myślałem, że głęboko, na dnie
Jest siła jakaś, która życie kradnie
I że po ciemnej stronie wody tafli
Jest inne życie, którym żyją zmarli)
To znów krzyczałem, wsłuchując się w echo
I przerażała mnie głęboka ciemność
A innym razem, w dół ciskałem kamień
Patrząc jak tonąc, odchodzi w nieznane
Dzisiaj po świecie tamtym moim małym
Tylko wspomnienia niewinne zostały -
Wiem już, że mogę w tafli wody widzieć
Tylko własnego oblicza odbicie
Że jedne echo na mój krzyk odpowie
I nikt mi stamtąd znaku nie da słowem
I że nie znika w innym świecie kamień
Ale spoczywa gdzieś głęboko na dnie
Wciąż jednak studnię z lat dzieciństwa widzę
Czuję, że skrywa jakąś tajemnicę
Wierzę, że patrząc długo w ciemną wodę
Zobaczyć oczy twoje w toni mogę
I że gdy krzyknę, odpowiedzieć może
Czeluść ponura twoim ciepłym głosem
A gdy się rzucę w zimną studni otchłań
Po drugiej stronie żywą ciebie spotkam
Czasem myśl mroczna w chorej głowie dudni
Jak dawny kamień, wrzucony do studni ...
2011
Świat swój budować nad studni krawędzią -
To spoglądałem w twarz na wody lustrze
Żeby ze strony tamtej kogoś ujrzeć
(Wtedy myślałem, że głęboko, na dnie
Jest siła jakaś, która życie kradnie
I że po ciemnej stronie wody tafli
Jest inne życie, którym żyją zmarli)
To znów krzyczałem, wsłuchując się w echo
I przerażała mnie głęboka ciemność
A innym razem, w dół ciskałem kamień
Patrząc jak tonąc, odchodzi w nieznane
Dzisiaj po świecie tamtym moim małym
Tylko wspomnienia niewinne zostały -
Wiem już, że mogę w tafli wody widzieć
Tylko własnego oblicza odbicie
Że jedne echo na mój krzyk odpowie
I nikt mi stamtąd znaku nie da słowem
I że nie znika w innym świecie kamień
Ale spoczywa gdzieś głęboko na dnie
Wciąż jednak studnię z lat dzieciństwa widzę
Czuję, że skrywa jakąś tajemnicę
Wierzę, że patrząc długo w ciemną wodę
Zobaczyć oczy twoje w toni mogę
I że gdy krzyknę, odpowiedzieć może
Czeluść ponura twoim ciepłym głosem
A gdy się rzucę w zimną studni otchłań
Po drugiej stronie żywą ciebie spotkam
Czasem myśl mroczna w chorej głowie dudni
Jak dawny kamień, wrzucony do studni ...
2011
środa, 1 czerwca 2011
Kiedy znowu będę dzieckiem
Kiedy znowu będę dzieckiem
Na złe słowa zamknę serce
Śmiać się będę znacznie częściej
Nie zapłaczę nigdy więcej
Kiedy znowu będę dzieckiem
Być nim dłużej jeszcze zechcę
Chwytać życie w małe ręce
Księciem w szczęścia być królestwie
Kiedy znowu będę dzieckiem
Nie dorosnę nigdy więcej
Przed kochaniem skryję serce
Wbrew czasowi wstecz ucieknę
Ciebie też nie spotkam więcej
Żadna noc nie minie w męce
Zanim stanę się młodzieńcem
Sam na szyję powróz skręcę
2011
Na złe słowa zamknę serce
Śmiać się będę znacznie częściej
Nie zapłaczę nigdy więcej
Kiedy znowu będę dzieckiem
Być nim dłużej jeszcze zechcę
Chwytać życie w małe ręce
Księciem w szczęścia być królestwie
Kiedy znowu będę dzieckiem
Nie dorosnę nigdy więcej
Przed kochaniem skryję serce
Wbrew czasowi wstecz ucieknę
Ciebie też nie spotkam więcej
Żadna noc nie minie w męce
Zanim stanę się młodzieńcem
Sam na szyję powróz skręcę
2011
wtorek, 31 maja 2011
Dźwięk ciszy
Witaj, ciemności, kompanko dawna
Znowu przyszedłem z tobą pogadać
Jakieś widzenie, cicho się czając
We śnie nasiona we mnie zasiało
I obraz, który wrósł w moje myśli
Już tam pozostał, wraz z dźwiękiem ciszy
W snach niespokojnych szedłem samotnie
Przez brukowane ulice wąskie
Pod aureolą lampy uliczną
Podniosłem kołnierz na chłód i wilgoć
Oczy przeszyło neonu lśnienie
Noc rozdzierając i ciszy brzmienie
W odkrytym świetle, dziesięć tysięcy
Ujrzałem ludzi, być może więcej
I rozmawiali, nie mówiąc wcale
I się słyszeli, choć nie słuchali
Pisali pieśni, co nikt nie śpiewa -
Nikt dźwięku ciszy zakłócić nie śmiał
I rzekłem: "Głupcy, nikt z was nie słyszał
Że jak nowotwór rośnie w nas cisza?
Usłyszcie głos mój - uczyć was będę
Chwyćcie ramiona, a was dosięgnę"
Lecz słowa deszczem spadały cichym
I w studniach ciszy po chwili milkły
A oni nieśli modły w pokłonach
Wielbiąc swojego z neonu boga
I znak wypalił im ostrzeżenie
Ze słów formując to objawienie:
Słowa proroków są napisane
Na klatkach bloków, na dworca ścianie
I w dźwiękach ciszy są wyszeptane
2011
przekład z: Simon and Garfunkel
Znowu przyszedłem z tobą pogadać
Jakieś widzenie, cicho się czając
We śnie nasiona we mnie zasiało
I obraz, który wrósł w moje myśli
Już tam pozostał, wraz z dźwiękiem ciszy
W snach niespokojnych szedłem samotnie
Przez brukowane ulice wąskie
Pod aureolą lampy uliczną
Podniosłem kołnierz na chłód i wilgoć
Oczy przeszyło neonu lśnienie
Noc rozdzierając i ciszy brzmienie
W odkrytym świetle, dziesięć tysięcy
Ujrzałem ludzi, być może więcej
I rozmawiali, nie mówiąc wcale
I się słyszeli, choć nie słuchali
Pisali pieśni, co nikt nie śpiewa -
Nikt dźwięku ciszy zakłócić nie śmiał
I rzekłem: "Głupcy, nikt z was nie słyszał
Że jak nowotwór rośnie w nas cisza?
Usłyszcie głos mój - uczyć was będę
Chwyćcie ramiona, a was dosięgnę"
Lecz słowa deszczem spadały cichym
I w studniach ciszy po chwili milkły
A oni nieśli modły w pokłonach
Wielbiąc swojego z neonu boga
I znak wypalił im ostrzeżenie
Ze słów formując to objawienie:
Słowa proroków są napisane
Na klatkach bloków, na dworca ścianie
I w dźwiękach ciszy są wyszeptane
2011
przekład z: Simon and Garfunkel
poniedziałek, 30 maja 2011
Przed burzą
Gdzieś się podział, ciepły wietrze?
Zatrzymało się powietrze
Ledwo drży nad ziemią jeszcze
Żyje jednak - pachnie deszczem
Gra skowronków się urwała
Zieleń w strachu skamieniała
Oczyszczenia idzie fala
Wyczekuje ziemia cała
Już pociemniał błękit w górze
Coś się czai, kryje w chmurze
Nie wytrzyma wiele dłużej
Czuć napięcie, czuć gdzieś burzę
Ziemia sucha, umęczona
Nad nią - gniewu ciemne grona
Wojna jest już przesądzona
Głucho mruczą armat koła
Siedzę, czekam salwy pierwszej
Kiedy niebo się rozewrze
Kiedy runie ciężkim deszczem
I ozonem się orzeźwię
Wstanę, ręce w górę wzniosę
Ogłuszony grzmotów głosem
Pojednany ze swym losem
Dzikim szlochem się zaniosę
2011
Zatrzymało się powietrze
Ledwo drży nad ziemią jeszcze
Żyje jednak - pachnie deszczem
Gra skowronków się urwała
Zieleń w strachu skamieniała
Oczyszczenia idzie fala
Wyczekuje ziemia cała
Już pociemniał błękit w górze
Coś się czai, kryje w chmurze
Nie wytrzyma wiele dłużej
Czuć napięcie, czuć gdzieś burzę
Ziemia sucha, umęczona
Nad nią - gniewu ciemne grona
Wojna jest już przesądzona
Głucho mruczą armat koła
Siedzę, czekam salwy pierwszej
Kiedy niebo się rozewrze
Kiedy runie ciężkim deszczem
I ozonem się orzeźwię
Wstanę, ręce w górę wzniosę
Ogłuszony grzmotów głosem
Pojednany ze swym losem
Dzikim szlochem się zaniosę
2011
niedziela, 29 maja 2011
Nektar
Rozchyl, proszę, miękkie płatki
Pozwól poczuć smak nektaru
Co tam inne świata smaki
Ty ten jeden mi podaruj
Daj zanurzyć mi się w sobie
I zapomnieć wszystko inne
Rozpal w starym piecu ogień
On tak długo zionął zimnem
Schroń w kielichu mnie bezpiecznie
Może później śmierć zaprosi
Wehikułem czasu jesteś
Przenoszącym do młodości
Delikatność twoją skradnę
Nurzać będę się do woli
Potem z sił opadnę na dnie
Nie dam poznać, co mnie boli
2011
Pozwól poczuć smak nektaru
Co tam inne świata smaki
Ty ten jeden mi podaruj
Daj zanurzyć mi się w sobie
I zapomnieć wszystko inne
Rozpal w starym piecu ogień
On tak długo zionął zimnem
Schroń w kielichu mnie bezpiecznie
Może później śmierć zaprosi
Wehikułem czasu jesteś
Przenoszącym do młodości
Delikatność twoją skradnę
Nurzać będę się do woli
Potem z sił opadnę na dnie
Nie dam poznać, co mnie boli
2011
sobota, 28 maja 2011
NOTES 21 - Czarno pisane
Wiem, poezją nie jest życie
Ale prozą, zwykle marną
Trudno tym, co patrzą czarno
Piękno warte wierszy widzieć
Wiem, dolewam sosu smutku
Do talerza gorzkiej strawy
Żółć i jad mam za przyprawy
Truję nimi powolutku
Dla czujących wszak są wiersze -
Ja ból, złość, rozczarowanie
I tęsknotę czuję jeszcze
A na prozy odtruwanie
Swoją czarną mam poezję
W gorzkie rymy przebieranie
2011
Ale prozą, zwykle marną
Trudno tym, co patrzą czarno
Piękno warte wierszy widzieć
Wiem, dolewam sosu smutku
Do talerza gorzkiej strawy
Żółć i jad mam za przyprawy
Truję nimi powolutku
Dla czujących wszak są wiersze -
Ja ból, złość, rozczarowanie
I tęsknotę czuję jeszcze
A na prozy odtruwanie
Swoją czarną mam poezję
W gorzkie rymy przebieranie
2011
piątek, 27 maja 2011
Złodziejski system
Państwo mówi: chcesz żyć godnie
W dniach starości? - Nie licz na nas -
Sam na przyszłość odłóż sobie -
System składki twoje zjada
Ty masz karmić świętą krowę;
Płać na fundusz zdrowia haracz
Jeśli jednak cenisz zdrowie
To prywatnie za nie zapłać;
Marzysz, by zarabiać dobrze?
O swój biznes się postaraj -
Że upadnie, to być może
Lecz nie będziesz się użalał
Że ci płacą psie pieniądze;
Państwo uczyć się pozwala
I za darmo można zmądrzeć
Jednak rzecz ogólnie znana -
Biedny niedaleko dojdzie
Niech mi jakiś więc mądrala
Na co takie państwo, powie
Poza tym, by nas okradać
I cwaniakom robić dobrze
2011
W dniach starości? - Nie licz na nas -
Sam na przyszłość odłóż sobie -
System składki twoje zjada
Ty masz karmić świętą krowę;
Płać na fundusz zdrowia haracz
Jeśli jednak cenisz zdrowie
To prywatnie za nie zapłać;
Marzysz, by zarabiać dobrze?
O swój biznes się postaraj -
Że upadnie, to być może
Lecz nie będziesz się użalał
Że ci płacą psie pieniądze;
Państwo uczyć się pozwala
I za darmo można zmądrzeć
Jednak rzecz ogólnie znana -
Biedny niedaleko dojdzie
Niech mi jakiś więc mądrala
Na co takie państwo, powie
Poza tym, by nas okradać
I cwaniakom robić dobrze
2011
czwartek, 26 maja 2011
Na oborniku
W warzywniku cię znalazłem
Czarnoziemem pomazaną
Znak ci dałem tajnym hasłem
Wreszcie mam cię całkiem samą
Pośród krzewów, na zagonie
Przycisnąłem cię do ziemi
Zatopiłem w nawóz dłonie -
Niechaj życie nas wypełni
Fetor uniósł się nad nami
Pikanterię w scenę wnosząc
Wszak jesteśmy zwierzętami
Które w gnoju się tarmoszą
Nie przeszkadza woń zgnilizny
Kiedy zew natury woła -
Świat od zawsze śmiercią żyzny
Nowe życie daje rozkład
Nim wypełnisz swoją rolę
W uniesieniu jeszcze patrzę
W oczodoły puste twoje
W białą w ziemi czarnej czaszkę
2011
Czarnoziemem pomazaną
Znak ci dałem tajnym hasłem
Wreszcie mam cię całkiem samą
Pośród krzewów, na zagonie
Przycisnąłem cię do ziemi
Zatopiłem w nawóz dłonie -
Niechaj życie nas wypełni
Fetor uniósł się nad nami
Pikanterię w scenę wnosząc
Wszak jesteśmy zwierzętami
Które w gnoju się tarmoszą
Nie przeszkadza woń zgnilizny
Kiedy zew natury woła -
Świat od zawsze śmiercią żyzny
Nowe życie daje rozkład
Nim wypełnisz swoją rolę
W uniesieniu jeszcze patrzę
W oczodoły puste twoje
W białą w ziemi czarnej czaszkę
2011
środa, 25 maja 2011
Precz z końcem świata
Na równi pochyłej niewiele się zmienia
Świat pieje z zachwytu, że sunie wciąż naprzód
Jednak coraz szybciej obraca się ziemia
Nikt nie chce zobaczyć, że toczy się na dół
Śmieją się z proroków, których sami tworzą
Cieszą, że kolejny koniec ich ominął
Niby pewni siebie, czego więc się boją?
Czyżby przeczuwali, że już wkrótce zginą?
2011
Świat pieje z zachwytu, że sunie wciąż naprzód
Jednak coraz szybciej obraca się ziemia
Nikt nie chce zobaczyć, że toczy się na dół
Śmieją się z proroków, których sami tworzą
Cieszą, że kolejny koniec ich ominął
Niby pewni siebie, czego więc się boją?
Czyżby przeczuwali, że już wkrótce zginą?
2011
wtorek, 24 maja 2011
Niechciani
Tak pięknie mnie kochał i nie bał się mówić
Świat przy nim łagodniał, a ja damą byłam
Oddałabym wszystko, byleby powrócił
Podzieliła z inną, chwilą się cieszyła
Co dać tylko chciałby, wszystko bym przyjęła
Zabrać mógł świat cały, byle razem ze mną
Nie żyłam, nim przyszedł, gdy odszedł - umieram
Na nic już nie liczę, poza śmiercią jedną
Myślałam, że będziesz marzeń mu spełnieniem
Nie mogłam dać więcej, by mieć go przy sobie
Dlaczego nas nie chciał, synu, tego nie wiem
Dlaczego uciekał, pewno się nie dowiem
Czy wybaczysz - proszę - że ciebie oddałam?
Patrząc w twoje oczy, wciąż widziałam jego
Gdy wrócił do żony, rozpadłam się cała
Skarbie utracony, sama winnam tego
Zanim czas mnie skaże za twoje cierpienie
O tym tylko marzę, by ciebie odnaleźć
Chociaż wiem na pewno, że twoje spojrzenie
Przypomni mi jego i rozdrapie ranę
2011
Świat przy nim łagodniał, a ja damą byłam
Oddałabym wszystko, byleby powrócił
Podzieliła z inną, chwilą się cieszyła
Co dać tylko chciałby, wszystko bym przyjęła
Zabrać mógł świat cały, byle razem ze mną
Nie żyłam, nim przyszedł, gdy odszedł - umieram
Na nic już nie liczę, poza śmiercią jedną
Myślałam, że będziesz marzeń mu spełnieniem
Nie mogłam dać więcej, by mieć go przy sobie
Dlaczego nas nie chciał, synu, tego nie wiem
Dlaczego uciekał, pewno się nie dowiem
Czy wybaczysz - proszę - że ciebie oddałam?
Patrząc w twoje oczy, wciąż widziałam jego
Gdy wrócił do żony, rozpadłam się cała
Skarbie utracony, sama winnam tego
Zanim czas mnie skaże za twoje cierpienie
O tym tylko marzę, by ciebie odnaleźć
Chociaż wiem na pewno, że twoje spojrzenie
Przypomni mi jego i rozdrapie ranę
2011
poniedziałek, 23 maja 2011
Niechcianemu
Tęsknię za tobą, synu niepoznany
Cierniem w sumienia resztkach krwawym jesteś
Tęsknię za matki twojej ramionami
W których przeżyłem chwile najpiękniejsze
Zawsze mieć ciebie chciałem, ją kochałem
Lecz sił mi brakło, żeby zostać z wami
Wybrałem (odtąd życie mam złamane)
Żonę, z nią dzieci ... zostaliście sami ...
Lat przeszło tyle, wracaliście we śnie
I ból się po was nie zakończył nigdy
Powiedz mi, synu, jaki teraz jesteś
Zdołasz wybaczyć sprawcy twojej krzywdy?
Jak twoja matka? Czy długo płakała?
Czy ktoś jej szczęście dał w moim zastępstwie?
Czy ktoś ojcowską miłość ci okazał
Zwrócił wam wiarę, zabraną przeze mnie?
Chciałbym czas cofnąć, by wziąć cię na ręce
Patrzeć, jak rośniesz, przykład dawać tobie
Dumnym być z chłopca, cieszyć się młodzieńcem
Zniszczyłem wszytko ... czasu nikt nie cofnie ...
Wybacz egoizm, tchórzostwo i zdradę
Ja, marnotrawny ojciec, błagam ciebie
Zanim mi w piekle wymierzą zapłatę
Wybacz mi, synu, gdziekolwiek dziś jesteś
2011
Cierniem w sumienia resztkach krwawym jesteś
Tęsknię za matki twojej ramionami
W których przeżyłem chwile najpiękniejsze
Zawsze mieć ciebie chciałem, ją kochałem
Lecz sił mi brakło, żeby zostać z wami
Wybrałem (odtąd życie mam złamane)
Żonę, z nią dzieci ... zostaliście sami ...
Lat przeszło tyle, wracaliście we śnie
I ból się po was nie zakończył nigdy
Powiedz mi, synu, jaki teraz jesteś
Zdołasz wybaczyć sprawcy twojej krzywdy?
Jak twoja matka? Czy długo płakała?
Czy ktoś jej szczęście dał w moim zastępstwie?
Czy ktoś ojcowską miłość ci okazał
Zwrócił wam wiarę, zabraną przeze mnie?
Chciałbym czas cofnąć, by wziąć cię na ręce
Patrzeć, jak rośniesz, przykład dawać tobie
Dumnym być z chłopca, cieszyć się młodzieńcem
Zniszczyłem wszytko ... czasu nikt nie cofnie ...
Wybacz egoizm, tchórzostwo i zdradę
Ja, marnotrawny ojciec, błagam ciebie
Zanim mi w piekle wymierzą zapłatę
Wybacz mi, synu, gdziekolwiek dziś jesteś
2011
niedziela, 22 maja 2011
Wolnomyśliciel
Cesarz to ma życie klawe -
Może ćwokiem być i błaznem
To chronionym jednak prawem
Gęba w kubeł! - wszystko jasne;
Nawet, jeśli sam nie każe
Ścigać tych, co ujadają
Zaraz któryś się wykaże
Z gończych psów, co fach swój znają -
Odszukają delikwenta
Zapukają wcześnie rano -
Nie obrażaj prezydenta!
Z woli ludu go wybrano;
Będzie mógł bajdurzyć dalej
Że są wszyscy w kraju wolni
Który ćwokom władzę daje
I półgłówków prawem chroni
2011
Może ćwokiem być i błaznem
To chronionym jednak prawem
Gęba w kubeł! - wszystko jasne;
Nawet, jeśli sam nie każe
Ścigać tych, co ujadają
Zaraz któryś się wykaże
Z gończych psów, co fach swój znają -
Odszukają delikwenta
Zapukają wcześnie rano -
Nie obrażaj prezydenta!
Z woli ludu go wybrano;
Będzie mógł bajdurzyć dalej
Że są wszyscy w kraju wolni
Który ćwokom władzę daje
I półgłówków prawem chroni
2011
sobota, 21 maja 2011
Dziewczyna i deszcz
Czy też ją widziałeś w sukience tej kusej
Pod którą bezwstydnie niczego nie miała
Gdy kwiat z woli słońca we włosach jej usechł
Pot zwiedzał cudowne wgłębienia jej ciała?
Musiałeś, boś rzucił się na nią spragniony
Gdy żądza wyrwała cię z chmur niespodzianie
I lizać zacząłeś od każdej ją strony
Przemocą się wdzierać pod mokre ubranie
I nim się ukryła przed wzrokiem lubieżnym
Sukienka przywarła do ciała krągłości
Zdradzając pod sobą sekret najtajniejszy
Bez żadnej dla wstydu panny łaskawości
Ach, oczu nie mogłem od kul - sióstr syjamskich
Oderwać, gdy drżące prężyły się w strugach
A woda - w dół - kradła kolejny skarb damski
Na próżno dziewczyna skrywała go w udach
(I mnie chuć porwała, deszcz jej nie ostudził
Zerwałem sukienkę z ofiary zmokniętej
Tak, czasem przypadek demona obudzi
I niż się planuje, wydarzy się więcej)
O, deszczu bezwstydny, wiem teraz, że jesteś
Też samcem w niewoli zmysłowych rozkoszy
Nikomu nie mówmy o naszym sekrecie -
Niech on nas - jak tamta przygoda - połączy
2011
Pod którą bezwstydnie niczego nie miała
Gdy kwiat z woli słońca we włosach jej usechł
Pot zwiedzał cudowne wgłębienia jej ciała?
Musiałeś, boś rzucił się na nią spragniony
Gdy żądza wyrwała cię z chmur niespodzianie
I lizać zacząłeś od każdej ją strony
Przemocą się wdzierać pod mokre ubranie
I nim się ukryła przed wzrokiem lubieżnym
Sukienka przywarła do ciała krągłości
Zdradzając pod sobą sekret najtajniejszy
Bez żadnej dla wstydu panny łaskawości
Ach, oczu nie mogłem od kul - sióstr syjamskich
Oderwać, gdy drżące prężyły się w strugach
A woda - w dół - kradła kolejny skarb damski
Na próżno dziewczyna skrywała go w udach
(I mnie chuć porwała, deszcz jej nie ostudził
Zerwałem sukienkę z ofiary zmokniętej
Tak, czasem przypadek demona obudzi
I niż się planuje, wydarzy się więcej)
O, deszczu bezwstydny, wiem teraz, że jesteś
Też samcem w niewoli zmysłowych rozkoszy
Nikomu nie mówmy o naszym sekrecie -
Niech on nas - jak tamta przygoda - połączy
2011
piątek, 20 maja 2011
Żar ♫
Na niebie błękit resztki bieli zmył
Powietrze ani drgnie
Słońce w zenicie nie żałuje sił
Płomienie ziemi śle
Spękana bryła wnętrzem pustych żył
O litość błaga deszcz
Osiada w ustach wyprażony pył
Palący biorę wdech
Na sztywnych rzęsach solą osiadł pot
Ostatni umilkł ptak
Nad martwą ziemią rozpoczynam lot
Wolno i nisko tak
Wiem już, wiem, że lecę
Tak! Czuję to, wrócić nie chcę
O, tak, wiem, że lecę
Czuję i wrócić nie chcę
Wszędzie wkrąg widzę śmierć
Wszystko w proch zmienia się
W oczach schnie słona łza
Co mi tam - niech skona świat
Wracam tam ...
Wracam tam, gdzie bym chciał
Po wszelkim bólu ginie w sercu ślad
Usycha w skrzepach krwi
Zostawiam w tyle, co dręczyło tak -
Zaczynam wreszcie żyć
W od świadomości oderwania stan
Bezwiednie wkradam się
Zostać po świecie może kurzu mgła
Gdy poprzez niebyt brnę
Gwiazdo zniszczenia, wyrwij wilgoć z wód
Niech parą niesie mnie
By się cofnięcia czasu ziścił cud
W twój promień zmieniam się
Wreszcie jest jak ... Wreszcie jest jak chcę...
Proszę cię... Proszę, zostać tu chciej!
O, tak, jestem sam, sam ...
O, tak, skazę tę wciąż mam
W podróż życia,
W podróż śmierci ze mną wybierz się
O, tak!
Wybierz ze mną się ...
2011
inspiracja: Led Zeppelin
♫ na melodię: Kashmir
Powietrze ani drgnie
Słońce w zenicie nie żałuje sił
Płomienie ziemi śle
Spękana bryła wnętrzem pustych żył
O litość błaga deszcz
Osiada w ustach wyprażony pył
Palący biorę wdech
Na sztywnych rzęsach solą osiadł pot
Ostatni umilkł ptak
Nad martwą ziemią rozpoczynam lot
Wolno i nisko tak
Wiem już, wiem, że lecę
Tak! Czuję to, wrócić nie chcę
O, tak, wiem, że lecę
Czuję i wrócić nie chcę
Wszędzie wkrąg widzę śmierć
Wszystko w proch zmienia się
W oczach schnie słona łza
Co mi tam - niech skona świat
Wracam tam ...
Wracam tam, gdzie bym chciał
Po wszelkim bólu ginie w sercu ślad
Usycha w skrzepach krwi
Zostawiam w tyle, co dręczyło tak -
Zaczynam wreszcie żyć
W od świadomości oderwania stan
Bezwiednie wkradam się
Zostać po świecie może kurzu mgła
Gdy poprzez niebyt brnę
Gwiazdo zniszczenia, wyrwij wilgoć z wód
Niech parą niesie mnie
By się cofnięcia czasu ziścił cud
W twój promień zmieniam się
Wreszcie jest jak ... Wreszcie jest jak chcę...
Proszę cię... Proszę, zostać tu chciej!
O, tak, jestem sam, sam ...
O, tak, skazę tę wciąż mam
W podróż życia,
W podróż śmierci ze mną wybierz się
O, tak!
Wybierz ze mną się ...
2011
inspiracja: Led Zeppelin
♫ na melodię: Kashmir
czwartek, 19 maja 2011
Grotołaz
Złowrogi spokój zamkniętej przestrzeni
Głębia skostniała w podziemnym jeziorze
Zduszony oddech w lodowatej sieni
Sufit zębami sopli ciemność orze
Brnę po omacku, drżąc topieli chłodem
Stygnące nogi gruntu są stęsknione
Kolejny syfon - sufit zapadł w wodę
Ostatni oddech po tej życia stronie
I tylko kropla gdzieś opada z pluskiem
Jedynym dźwiękiem umarłego świata
A mógłbym przysiąc - słyszę głosy ludzkie
Nie, tlenu resztką mózg mi figle płata
Zapadam w letarg, zatrzymuję serce
Opadam na dno - walka zakończona
Już pierś powietrza nie zaczerpnie więcej
Dławi mnie głębia, z dala od was konam
2011
Głębia skostniała w podziemnym jeziorze
Zduszony oddech w lodowatej sieni
Sufit zębami sopli ciemność orze
Brnę po omacku, drżąc topieli chłodem
Stygnące nogi gruntu są stęsknione
Kolejny syfon - sufit zapadł w wodę
Ostatni oddech po tej życia stronie
I tylko kropla gdzieś opada z pluskiem
Jedynym dźwiękiem umarłego świata
A mógłbym przysiąc - słyszę głosy ludzkie
Nie, tlenu resztką mózg mi figle płata
Zapadam w letarg, zatrzymuję serce
Opadam na dno - walka zakończona
Już pierś powietrza nie zaczerpnie więcej
Dławi mnie głębia, z dala od was konam
2011
środa, 18 maja 2011
NOTES 20 - Persefona
Już cię wypuścił Hades z objęcia
Byś powróciła na ziemi łono
Uradowała matkę stęsknioną
I świat, co czekał wiosny nadejścia
Wybuchła ziemia kwieciem z radości
Lecz tam po tobie smutek w Hadesie
Bo żal się zmarłych w ciemności niesie
Gdy ich bogini wśród żywych gości
Już cię tu czeka Adonis miły
By spijać słodycz twojego ciała
By pośród kwiatów dni wam schodziły
Lecz moja miłość odeszła cała
Więc błagam, byś mnie z nadejściem zimy
Do niej w Hadesu mroki zabrała
2011
inspiracja: Dead Can Dance
Byś powróciła na ziemi łono
Uradowała matkę stęsknioną
I świat, co czekał wiosny nadejścia
Wybuchła ziemia kwieciem z radości
Lecz tam po tobie smutek w Hadesie
Bo żal się zmarłych w ciemności niesie
Gdy ich bogini wśród żywych gości
Już cię tu czeka Adonis miły
By spijać słodycz twojego ciała
By pośród kwiatów dni wam schodziły
Lecz moja miłość odeszła cała
Więc błagam, byś mnie z nadejściem zimy
Do niej w Hadesu mroki zabrała
2011
inspiracja: Dead Can Dance
wtorek, 17 maja 2011
Przyjdzie taki dzień
Przyjdzie dzień taki - nic nie napiszę
Listy zostaną bez odpowiedzi
Telefon zmilknie, zapadnę w ciszę
Zerwie się nitka w pajęczej sieci
Nie trudź się wtedy, by mnie odnaleźć
I więcej wiedzieć nie chciej niczego
Wiedz, że już jestem o niebo dalej
Że wszystko dobrze - pragnąłem tego
Gdziekolwiek trafię, cokolwiek będzie
To wiele bólu uda się pozbyć
Pomyśl, że może być tylko lepiej
I się uśmiechnij, kiedy mnie wspomnisz ...
2011
Listy zostaną bez odpowiedzi
Telefon zmilknie, zapadnę w ciszę
Zerwie się nitka w pajęczej sieci
Nie trudź się wtedy, by mnie odnaleźć
I więcej wiedzieć nie chciej niczego
Wiedz, że już jestem o niebo dalej
Że wszystko dobrze - pragnąłem tego
Gdziekolwiek trafię, cokolwiek będzie
To wiele bólu uda się pozbyć
Pomyśl, że może być tylko lepiej
I się uśmiechnij, kiedy mnie wspomnisz ...
2011
poniedziałek, 16 maja 2011
Cis
Na skraju lasu, nad brzegiem rzeki
Rośnie samotnie cis na wzniesieniu
A jego igły są - długie wieki -
Przed napastnikiem schronem każdemu
Małym zwierzętom - przed drapieżnikiem
I drapieżnikom - przed polowaniem -
Kryli się tutaj przed obcym krzyżem
Ogniem i mieczem dawni poganie
Przed Tatarami skrył się w gałęziach
Po wielu latach też chrześcijanin -
Później pod stosem ogień rozniecał
Dziewczynę z cisem tańczącą spalił
Dał cis schronienie chłopom przed panem
Złym i okrutnym, co tu się kryli
Przed kozakami - panu w powstanie
Nim go rannego chłopi dobili
I Żyd-sierota, co uciekł z getta
Mieszkał pod cisem, gdy świat się palił
I ten, co w wojnę do wroga strzelał
By 'swój' go potem zakuł w kajdany
Cis mnie przygarnął, kiedy odeszłaś
Zatruł mi serce igieł trucizną
Dzieje tysiąca lat opowiedział
Co spamiętałem, spisałem wszystko
Ja też z tej ziemi wkrótce odejdę
Zostanie po mnie słów tylko kilka
Cis na wzniesieniu trwał jednak będzie
Nowe ofiary w igłach ukrywał
2011
Rośnie samotnie cis na wzniesieniu
A jego igły są - długie wieki -
Przed napastnikiem schronem każdemu
Małym zwierzętom - przed drapieżnikiem
I drapieżnikom - przed polowaniem -
Kryli się tutaj przed obcym krzyżem
Ogniem i mieczem dawni poganie
Przed Tatarami skrył się w gałęziach
Po wielu latach też chrześcijanin -
Później pod stosem ogień rozniecał
Dziewczynę z cisem tańczącą spalił
Dał cis schronienie chłopom przed panem
Złym i okrutnym, co tu się kryli
Przed kozakami - panu w powstanie
Nim go rannego chłopi dobili
I Żyd-sierota, co uciekł z getta
Mieszkał pod cisem, gdy świat się palił
I ten, co w wojnę do wroga strzelał
By 'swój' go potem zakuł w kajdany
Cis mnie przygarnął, kiedy odeszłaś
Zatruł mi serce igieł trucizną
Dzieje tysiąca lat opowiedział
Co spamiętałem, spisałem wszystko
Ja też z tej ziemi wkrótce odejdę
Zostanie po mnie słów tylko kilka
Cis na wzniesieniu trwał jednak będzie
Nowe ofiary w igłach ukrywał
2011
niedziela, 15 maja 2011
Żona rybaka
Wciąż mi mówisz o marzeniach
Lecz gdy tylko spełnię któreś
Nie dziękujesz, nie doceniasz
Wnet mnie nowym zaskakujesz
A ja jedno mam marzenie -
Byś marzyła tylko o mnie
Abym wszystkim był dla ciebie -
Może wtedy bym nie odszedł ...
2011
Lecz gdy tylko spełnię któreś
Nie dziękujesz, nie doceniasz
Wnet mnie nowym zaskakujesz
A ja jedno mam marzenie -
Byś marzyła tylko o mnie
Abym wszystkim był dla ciebie -
Może wtedy bym nie odszedł ...
2011
sobota, 14 maja 2011
Młoda łania i stary jeleń
Jesteś iskrą w życiu moim
Antidotum na mój smutek
Gdybym znowu mógł być młodym ...
Ach, zapomnieć o tym muszę
Raz - jak córkę ciebie widzę
Której życia uczyć nijak
A raz inny - kochanicę
Rozkosz z piersi młodych spijam ...
2011
Antidotum na mój smutek
Gdybym znowu mógł być młodym ...
Ach, zapomnieć o tym muszę
Raz - jak córkę ciebie widzę
Której życia uczyć nijak
A raz inny - kochanicę
Rozkosz z piersi młodych spijam ...
2011
piątek, 13 maja 2011
Nocna schadzka
Srebro z nieba mrok rozświetla
By po nocy drogę znaleźć
Ja na przyjście twoje czekam
Ty mi jedna szczęście dajesz
Ludzie stają nam na drodze
Mówią, że nie jesteś dla mnie
Dla nich - słońca blask i czosnek
Dla nas - w płatkach róż zjednanie
Nie pozwolę nas rozłączyć
Bo nie wiedzą, ile cierpi
Kto jest inny i samotny
Kto miłości nie zna pełni
Byś przychodzić mogła do mnie
I kąsała czule szyję
Od przekleństwa cię uwolnię
Osikowy wyjmę kijek
2011
By po nocy drogę znaleźć
Ja na przyjście twoje czekam
Ty mi jedna szczęście dajesz
Ludzie stają nam na drodze
Mówią, że nie jesteś dla mnie
Dla nich - słońca blask i czosnek
Dla nas - w płatkach róż zjednanie
Nie pozwolę nas rozłączyć
Bo nie wiedzą, ile cierpi
Kto jest inny i samotny
Kto miłości nie zna pełni
Byś przychodzić mogła do mnie
I kąsała czule szyję
Od przekleństwa cię uwolnię
Osikowy wyjmę kijek
2011
czwartek, 12 maja 2011
NOTES 19 - Magnolia
Rozchylasz płatki ze wstydu pąsem
Jak długie rzęsy skulone w kielich
Na dnie którego źrenica drzemie
Aż się przebudzi i spojrzy w słońce
Otrząsasz rosę po nocnym chłodzie
Drżąc przed zabójcą - mrozem majowym
By się bezwstydnie roznegliżować
I wzbudzić zawiść kwiatów w ogrodzie
Pozwól, magnolio, bym do kielicha
Wniknął, bezpiecznie w płatkach się schował
Nektarem twoim tylko oddychał
Zabierz, gdzie zacznę życie od nowa
I nie odczuję już nigdy zimna
Gdzie znajdę kogoś, kto mnie pokocha ...

2011
Jak długie rzęsy skulone w kielich
Na dnie którego źrenica drzemie
Aż się przebudzi i spojrzy w słońce
Otrząsasz rosę po nocnym chłodzie
Drżąc przed zabójcą - mrozem majowym
By się bezwstydnie roznegliżować
I wzbudzić zawiść kwiatów w ogrodzie
Pozwól, magnolio, bym do kielicha
Wniknął, bezpiecznie w płatkach się schował
Nektarem twoim tylko oddychał
Zabierz, gdzie zacznę życie od nowa
I nie odczuję już nigdy zimna
Gdzie znajdę kogoś, kto mnie pokocha ...
2011
środa, 11 maja 2011
Bieg szaleńca
Jestem głupcem, co życie pospiesza
Jakby szybciej chciał ujrzeć swój koniec
Nie wiem tylko, czy przed czymś uciekam
Czy też rzecz jest, za którą wciąż gonię
Wszystko jedno, bo jeśli nie stanę
To gdy spojrzę za siebie nim umrę
Wtedy pojmę, szaleńczo zdyszany
Że tak biegnąc, co miałem, zepsułem
2011
Jakby szybciej chciał ujrzeć swój koniec
Nie wiem tylko, czy przed czymś uciekam
Czy też rzecz jest, za którą wciąż gonię
Wszystko jedno, bo jeśli nie stanę
To gdy spojrzę za siebie nim umrę
Wtedy pojmę, szaleńczo zdyszany
Że tak biegnąc, co miałem, zepsułem
2011
wtorek, 10 maja 2011
Ecce homo
Skrzyżowanie, miasta środek
Rzeka ludzi na chodnikach
Na jej brzegu siedzi człowiek
Łowi grosze do koszyka
Dłoń mu liże wierne psisko -
Im jedynie jest nie spieszno
Człowiek stracił w życiu wszystko
Poza psem i dolą pieską
O czym marzył, kim był kiedyś -
Wzrok zaszklony zdradzić nie chce
Ile zaznał bólu, biedy
Popękane skrywa serce
I odczytać nikt nie pragnie
Tych tajemnic mu spod powiek
Wierzyć chcę, że bóg przynajmniej
Powie o nim: "oto człowiek"
2011
Rzeka ludzi na chodnikach
Na jej brzegu siedzi człowiek
Łowi grosze do koszyka
Dłoń mu liże wierne psisko -
Im jedynie jest nie spieszno
Człowiek stracił w życiu wszystko
Poza psem i dolą pieską
O czym marzył, kim był kiedyś -
Wzrok zaszklony zdradzić nie chce
Ile zaznał bólu, biedy
Popękane skrywa serce
I odczytać nikt nie pragnie
Tych tajemnic mu spod powiek
Wierzyć chcę, że bóg przynajmniej
Powie o nim: "oto człowiek"
2011
poniedziałek, 9 maja 2011
Tajemnicza choroba
Jak długo to potrwa
I na co choruję?
Od kiedy cię kocham
I kochać nie umiem
Czy później się stało -
Gdy ciebie straciłem?
Czy się wykluwało
Czy stało się w chwilę?
Związku z tym żadnego
I cieszyć się trzeba
Że nie widzisz tego?
Może taki byłem
Siedziało to we mnie
A teraz przyczynę
Chcę znaleźć daremnie?
Jakkolwiek nazywa
Się moja choroba
Nie ważna przyczyna -
Do śmierci w niej dotrwam
Nie widzę lekarstwa
Objawów przybywa
Stan wciąż się pogarsza
Czy jest zaraźliwa?
Wielką mam nadzieję
Że czytając wiersze
Nie złapie ode mnie
Nikt francy niniejszej
Lecz sam chory może
Pomyśli czytając
Że dziwne choroby
Także inni mają
2011
I na co choruję?
Od kiedy cię kocham
I kochać nie umiem
Czy później się stało -
Gdy ciebie straciłem?
Czy się wykluwało
Czy stało się w chwilę?
Czy kochać nie umiem
Przez chorobę dziwną
Czy ona to skutek
A tamto przyczyną?
A może też nie maZwiązku z tym żadnego
I cieszyć się trzeba
Że nie widzisz tego?
Może taki byłem
Siedziało to we mnie
A teraz przyczynę
Chcę znaleźć daremnie?
Jakkolwiek nazywa
Się moja choroba
Nie ważna przyczyna -
Do śmierci w niej dotrwam
Nie widzę lekarstwa
Objawów przybywa
Stan wciąż się pogarsza
Czy jest zaraźliwa?
Wielką mam nadzieję
Że czytając wiersze
Nie złapie ode mnie
Nikt francy niniejszej
Lecz sam chory może
Pomyśli czytając
Że dziwne choroby
Także inni mają
2011
niedziela, 8 maja 2011
Dzieci rewolucji
Ten, co oddał zdrowie w walce
Pałką bity, bał się w nocy
Który każdą tracił pracę
Co go esbek gończy tropił
Co dla chleba się narażał
Swoich dzieci i ojczyzny
(A zyskała cwana banda -
Czystej krwi oportuniści) -
Dziś dożywa z lichą rentą
Kupić leków nie jest w stanie
Wstyd mu z wyciągniętą ręką
Prosić o coś przed sądami
Tylko czasem coś w nim pęka
Że tak sam i zapomniany
Kiedy ci, przez których cierpiał
Dobrze się poustawiali
Że go wciąż szerokim łukiem
Podle mija sprawiedliwość -
Cicho klnie na rewolucje
Że się dziećmi swymi żywią
Tucząc hieny szczwane przy tym
Co na władzę ostrzą zęby
Robiąc pieniądz z obietnicy
I frazesów pełnej gęby
Za poległych druhów niegdyś
Grosze dadzą po dekadach
Słono płacąc za kolesi
Co rozbili się gdzieś w krzakach
2011
Pałką bity, bał się w nocy
Który każdą tracił pracę
Co go esbek gończy tropił
Co dla chleba się narażał
Swoich dzieci i ojczyzny
(A zyskała cwana banda -
Czystej krwi oportuniści) -
Dziś dożywa z lichą rentą
Kupić leków nie jest w stanie
Wstyd mu z wyciągniętą ręką
Prosić o coś przed sądami
Tylko czasem coś w nim pęka
Że tak sam i zapomniany
Kiedy ci, przez których cierpiał
Dobrze się poustawiali
Że go wciąż szerokim łukiem
Podle mija sprawiedliwość -
Cicho klnie na rewolucje
Że się dziećmi swymi żywią
Tucząc hieny szczwane przy tym
Co na władzę ostrzą zęby
Robiąc pieniądz z obietnicy
I frazesów pełnej gęby
Za poległych druhów niegdyś
Grosze dadzą po dekadach
Słono płacąc za kolesi
Co rozbili się gdzieś w krzakach
2011
sobota, 7 maja 2011
Nie chcę emigrować - cz. 2.
Bo ten kraj jest naszym domem -
Tu nam mieszkać i pracować,
Kto nie umie rządzić dobrze,
Tego za drzwi i wynocha!
To ojczyzna robotników -
Kolejarzy i stoczniowców,
Szwaczek, prządek i górników,
Metalurgów i pocztowców;
To jest ziemia-żywicielka
Dla hodowców i rolników,
Biedujących w P.G.R.-ach,
Dla rybaków, cukrowników;
To jest miejsce wykluczonych,
Emerytów zubożałych,
Bezrobotnych i bezdomnych
Chorych, słabych, oszukanych;
Pozbawionych przez was wiary,
Wyprzedanych i zdradzonych,
Wyszydzonych, okłamanych,
Na fryzjerów psich uczonych;
Z kopalń, stoczni, hut, przędzalni -
Zrujnowanych i zamkniętych,
Przez was w łapach poniżanych
Obcych, chciwych i bezwzględnych;
Weźcie banki i biznesy,
Korporacje, spółki, akcje -
Inny kraj uczyńcie lepszym,
Ten - w spokoju nam zostawcie.
2011
Tu nam mieszkać i pracować,
Kto nie umie rządzić dobrze,
Tego za drzwi i wynocha!
To ojczyzna robotników -
Kolejarzy i stoczniowców,
Szwaczek, prządek i górników,
Metalurgów i pocztowców;
To jest ziemia-żywicielka
Dla hodowców i rolników,
Biedujących w P.G.R.-ach,
Dla rybaków, cukrowników;
To jest miejsce wykluczonych,
Emerytów zubożałych,
Bezrobotnych i bezdomnych
Chorych, słabych, oszukanych;
Pozbawionych przez was wiary,
Wyprzedanych i zdradzonych,
Wyszydzonych, okłamanych,
Na fryzjerów psich uczonych;
Z kopalń, stoczni, hut, przędzalni -
Zrujnowanych i zamkniętych,
Przez was w łapach poniżanych
Obcych, chciwych i bezwzględnych;
Weźcie banki i biznesy,
Korporacje, spółki, akcje -
Inny kraj uczyńcie lepszym,
Ten - w spokoju nam zostawcie.
2011
piątek, 6 maja 2011
Nie chcę emigrować - cz. 1.
Wy, co krajem tym rządzicie,
Jak folwarkiem swoim szlachcic,
Zmieniać chcecie nasze życie,
Robiąc dobrze tyłkom własnym;
Co na mądrość macie patent
I skuteczne rozwiązania,
By utrzymać w rękach władzę,
Potraficie się sprzedawać;
Co pławicie się w obłudzie,
To, co nasze, rozkradając
I z kieszeni biorąc cudzej,
Bo wam ciągle jest za mało;
O, narodu zbawiciele,
Z bożej łaski pomazańcy,
Dzięki wam, obywatele
Maja pracę w obcym państwie;
Sami tam, gdzie chcecie jedźcie
Szukać sobie dobrej pracy
I pokazać, jak umiecie
Kombinować i cwaniaczyć;
Sprawdźcie kompetencje wasze,
Waszą wiedzę, spryt, języki -
Tylko wracać się nie ważcie
Gdy się wyda, żeście nikim;
2011
Jak folwarkiem swoim szlachcic,
Zmieniać chcecie nasze życie,
Robiąc dobrze tyłkom własnym;
Co na mądrość macie patent
I skuteczne rozwiązania,
By utrzymać w rękach władzę,
Potraficie się sprzedawać;
Co pławicie się w obłudzie,
To, co nasze, rozkradając
I z kieszeni biorąc cudzej,
Bo wam ciągle jest za mało;
O, narodu zbawiciele,
Z bożej łaski pomazańcy,
Dzięki wam, obywatele
Maja pracę w obcym państwie;
Sami tam, gdzie chcecie jedźcie
Szukać sobie dobrej pracy
I pokazać, jak umiecie
Kombinować i cwaniaczyć;
Sprawdźcie kompetencje wasze,
Waszą wiedzę, spryt, języki -
Tylko wracać się nie ważcie
Gdy się wyda, żeście nikim;
2011
czwartek, 5 maja 2011
Nie szargać symboli
Od tych, co widzą rzeczywistość inną
I co nie wierzą, w co my im każemy,
Tych, co z innymi w hołdzie się nie ślinią
I w domu własnym chcieliby coś zmienić,
Tych, co próbują szukać dziury w całym,
I się nie cieszą, chociaż my tak chcemy,
Co czarne - czarnym widzą, białe - białym,
Wstyd sobą niosą dla ojczystej ziemi,
Co nie śpiewają na melodię naszą
Słów, co akurat nam się podobają,
Co krok nasz śledzą i na ręce patrzą,
I wolność mają nie tę przez nas daną,
Od tych co mówią, a milczeć by mogli,
Co wciąż tu siedzą, kiedy uciec można,
Co nie pilnują wytyczonej drogi,
Gdy nasza słuszna jedynie jest droga,
Co się większości dyktatom nie dają,
Plują na trendy, racje i sojusze,
Tych, co być nie chcą przewodników klaką,
Co mroczne mają, niepokorne dusze,
Którym nie leży wdzięczna szczurów rola,
W systemie, co jest ze wszystkich najlepszy,
Którzy śmią rękę panów swoich kąsać,
I się nie godzą na równiejszość wieprzy,
Od tych, co roją sobie gdzieś tam w głowie
Inne od naszych idei marzenie,
Od tych, co myślą nie tylko o sobie
I na myślenie ważą się bezczelnie -
Przed twe ołtarze zanosim błaganie -
Ojczyznę wolną pobłogosław, panie
2011
I co nie wierzą, w co my im każemy,
Tych, co z innymi w hołdzie się nie ślinią
I w domu własnym chcieliby coś zmienić,
Tych, co próbują szukać dziury w całym,
I się nie cieszą, chociaż my tak chcemy,
Co czarne - czarnym widzą, białe - białym,
Wstyd sobą niosą dla ojczystej ziemi,
Co nie śpiewają na melodię naszą
Słów, co akurat nam się podobają,
Co krok nasz śledzą i na ręce patrzą,
I wolność mają nie tę przez nas daną,
Od tych co mówią, a milczeć by mogli,
Co wciąż tu siedzą, kiedy uciec można,
Co nie pilnują wytyczonej drogi,
Gdy nasza słuszna jedynie jest droga,
Co się większości dyktatom nie dają,
Plują na trendy, racje i sojusze,
Tych, co być nie chcą przewodników klaką,
Co mroczne mają, niepokorne dusze,
Którym nie leży wdzięczna szczurów rola,
W systemie, co jest ze wszystkich najlepszy,
Którzy śmią rękę panów swoich kąsać,
I się nie godzą na równiejszość wieprzy,
Od tych, co roją sobie gdzieś tam w głowie
Inne od naszych idei marzenie,
Od tych, co myślą nie tylko o sobie
I na myślenie ważą się bezczelnie -
Przed twe ołtarze zanosim błaganie -
Ojczyznę wolną pobłogosław, panie
2011
środa, 4 maja 2011
Gloria victis
Kto zrozumie ten naród
Świętowanych porażek
Mogił, krzyży, kurhanów
Krwi daremnie przelanej
Powstań krwawo tłumionych
Bitew próżno wygranych
I pokojów, co wojny
Zwyciężone przegrały
Gdzie bohater, kto poległ
Na wolności ołtarzach
Ze straconych pokoleń
Sól się w ziemi pomnaża
Który wieki miał złote
Gdy na rękach kajdany
I co zrzucał niewole
By być w nowe pojmany
Gdzie co mądre i światłe
Przychodziło zbyt późno
A co miało nieść zmianę
Na papierze pożółkło
Co podnosi lat tysiąc
Obrócony dom w gruzy
Po czym robi sam wszystko
By go w gruzy obrócić?
2011
Świętowanych porażek
Mogił, krzyży, kurhanów
Krwi daremnie przelanej
Powstań krwawo tłumionych
Bitew próżno wygranych
I pokojów, co wojny
Zwyciężone przegrały
Gdzie bohater, kto poległ
Na wolności ołtarzach
Ze straconych pokoleń
Sól się w ziemi pomnaża
Który wieki miał złote
Gdy na rękach kajdany
I co zrzucał niewole
By być w nowe pojmany
Gdzie co mądre i światłe
Przychodziło zbyt późno
A co miało nieść zmianę
Na papierze pożółkło
Co podnosi lat tysiąc
Obrócony dom w gruzy
Po czym robi sam wszystko
By go w gruzy obrócić?
2011
wtorek, 3 maja 2011
Hymn do ziemi
Na twoim łonie się rodzimy
Ucząc się stawiać pierwsze kroki
Zawsze nas w uścisk swój matczyny
Przyjmiesz, gdy splączą nam się nogi
Jedni po tobie kroczą hardo
Inni - myślami są w obłokach
Ty nam opoką, matko, twardą
I wszystkie dzieci swoje kochasz
Pragnienie gasisz łzami ludzi
Pot nasz dla ciebie jest ochłodą
Kiedy śmierć kogoś w ciebie rzuci -
Wtedy krew jego chłoniesz sobą
Ciebie szukali podróżnicy
Niejeden marzył, by cię zdobyć
Byłaś najczęstszą z wojen przyczyn
Bo wielkie bogactw masz zasoby
Jak każda matka wiesz, jak boli
Gdy dziecko wbija sztylet w serce
Człowiek cię kopie, truje, kroi
Brud wpycha w każde wolne miejsce
Lecz jeśli lekko spulchni tylko
I w ziemi bruzdy wsieje ziarno
Nawilży wody odrobinką
Ty mu stokrotną oddasz miarką
Chociaż niejeden z nas się łudzi
Że sam staraniem się wyżywi
Matka obficie karmi ludzi
Bo póty błądzą póki żywi
Człowiek, ten syn twój marnotrawny,
Gdy mu rodzinne zbrzydną strony
Opuszcza matkę krokiem sprawnym
By zawsze wrócić tu skruszonym
A gdy do kresu dojdzie drogi
Wędrowiec w domu matki-ziemi
Ta, w swoim łonie miejsce zrobi
Gdzie jego szczątki w prochy zmieni
2011
Ucząc się stawiać pierwsze kroki
Zawsze nas w uścisk swój matczyny
Przyjmiesz, gdy splączą nam się nogi
Jedni po tobie kroczą hardo
Inni - myślami są w obłokach
Ty nam opoką, matko, twardą
I wszystkie dzieci swoje kochasz
Pragnienie gasisz łzami ludzi
Pot nasz dla ciebie jest ochłodą
Kiedy śmierć kogoś w ciebie rzuci -
Wtedy krew jego chłoniesz sobą
Ciebie szukali podróżnicy
Niejeden marzył, by cię zdobyć
Byłaś najczęstszą z wojen przyczyn
Bo wielkie bogactw masz zasoby
Jak każda matka wiesz, jak boli
Gdy dziecko wbija sztylet w serce
Człowiek cię kopie, truje, kroi
Brud wpycha w każde wolne miejsce
Lecz jeśli lekko spulchni tylko
I w ziemi bruzdy wsieje ziarno
Nawilży wody odrobinką
Ty mu stokrotną oddasz miarką
Chociaż niejeden z nas się łudzi
Że sam staraniem się wyżywi
Matka obficie karmi ludzi
Bo póty błądzą póki żywi
Człowiek, ten syn twój marnotrawny,
Gdy mu rodzinne zbrzydną strony
Opuszcza matkę krokiem sprawnym
By zawsze wrócić tu skruszonym
A gdy do kresu dojdzie drogi
Wędrowiec w domu matki-ziemi
Ta, w swoim łonie miejsce zrobi
Gdzie jego szczątki w prochy zmieni
2011
poniedziałek, 2 maja 2011
Kult jednostki
Podziw, wiara, bezkrytyczność
Przewodnika trzeba stadu
Pęd, histeria i bezmyślność
Wieniec mu na skronie kładą
Obłęd w oczach, zapatrzenie
Kult, dewocja, spiż i granit
Umysłowe zniewolenie
Przeciw nam jest, kto nie z nami
Na cokoły wynieść trzeba
Hołdy składać na wyścigi
Kiedy idol sięgnie nieba
Z nim staniemy się świętymi
Co uczynił, to szlachetne
Miód dla uszu w jego słowach
Jednak stado nie jest lepsze
Widząc winę w czarnych owcach
Nim źdźbło w oku znajdziesz czyimś
Najpierw belkę dostrzeż w swoim
Z otępienia umysł wyrwij
I z głupoty wyjdź niewoli
2011
Przewodnika trzeba stadu
Pęd, histeria i bezmyślność
Wieniec mu na skronie kładą
Obłęd w oczach, zapatrzenie
Kult, dewocja, spiż i granit
Umysłowe zniewolenie
Przeciw nam jest, kto nie z nami
Na cokoły wynieść trzeba
Hołdy składać na wyścigi
Kiedy idol sięgnie nieba
Z nim staniemy się świętymi
Co uczynił, to szlachetne
Miód dla uszu w jego słowach
Jednak stado nie jest lepsze
Widząc winę w czarnych owcach
Nim źdźbło w oku znajdziesz czyimś
Najpierw belkę dostrzeż w swoim
Z otępienia umysł wyrwij
I z głupoty wyjdź niewoli
2011
niedziela, 1 maja 2011
Wiwat 1 maj!
Nie ma już pochodów
Zbędne są protesty
Walczyć nie ma o co -
Majówka i festyn
Nie ma trosk, wyzysku
Powszechna szczęśliwość
Nie ma robotników
Jest - santo subito
2011
Zbędne są protesty
Walczyć nie ma o co -
Majówka i festyn
Nie ma trosk, wyzysku
Powszechna szczęśliwość
Nie ma robotników
Jest - santo subito
2011
sobota, 30 kwietnia 2011
NOTES 18 - Zdrajca i zdradzony
Gdzieś ich drogi się spotkały
Odtąd w jedną idą stronę
Jakby było im sądzone
Razem zostać już czas cały
Gdzieś potknięcie, krok niebaczny
Kłamstwo lub milczenie może
I we wspólną idą drogę
Jakby krok ten nic nie znaczył
Idzie zdrajca wystraszony -
Czy się dowie, czy wybaczy ...
Czasem tylko wzrok przeszklony
Wije się w domysłów kaźni
Przeczuwając coś zdradzony -
Też się boi wszystko stracić ...
2011
Odtąd w jedną idą stronę
Jakby było im sądzone
Razem zostać już czas cały
Gdzieś potknięcie, krok niebaczny
Kłamstwo lub milczenie może
I we wspólną idą drogę
Jakby krok ten nic nie znaczył
Idzie zdrajca wystraszony -
Czy się dowie, czy wybaczy ...
Czasem tylko wzrok przeszklony
Wije się w domysłów kaźni
Przeczuwając coś zdradzony -
Też się boi wszystko stracić ...
2011
piątek, 29 kwietnia 2011
Hymn do słońca
Chwała tobie, słońce
Najgorętsza gwiazdo
Za śmierć przynoszące
Mrokom duszy światło
W twych promieniach ginie
To, co nocą boli
Dzięki tobie żyję
Gloria, gloria soli!
Wypal słabość moją
Odkupienia ogniem
Tych, co żyć się boją
Z bólu serca podnieś
W samotności płonąc
Wiesz, jak stan ten boli
Bądź mi, słońce, żoną
Vae, vae soli!
2011
Najgorętsza gwiazdo
Za śmierć przynoszące
Mrokom duszy światło
W twych promieniach ginie
To, co nocą boli
Dzięki tobie żyję
Gloria, gloria soli!
Wypal słabość moją
Odkupienia ogniem
Tych, co żyć się boją
Z bólu serca podnieś
W samotności płonąc
Wiesz, jak stan ten boli
Bądź mi, słońce, żoną
Vae, vae soli!
2011
czwartek, 28 kwietnia 2011
Rzym płonie - cz. 3.
Mają wierzyć w to, co każę
I radością w oczach błyskać
Chylić karki, kochać władzę
Która daje im igrzyska
Wolni są, więc - jeśli wola -
Niechaj jadą w świat daleko
W innym chlebie zasmakować
Choć wolności Rzym kolebką
Doskonały jest nasz system
I od lat się świetnie sprawdza
Bo zasady ma przejrzyste -
Wolność, pieniądz, nasza władza
Dziś naprawię dawne błędy
Nowy wzniosę ład na zgliszczach
Tak dokonam rzeczy wielkich
By w historii się zapisać
A Petroniusz milczy patrząc
W płonącego Rzymu stronę
Wie, że zginie, jak to miasto
Z rąk tyranii zaślepionej
2011
I radością w oczach błyskać
Chylić karki, kochać władzę
Która daje im igrzyska
Wolni są, więc - jeśli wola -
Niechaj jadą w świat daleko
W innym chlebie zasmakować
Choć wolności Rzym kolebką
Doskonały jest nasz system
I od lat się świetnie sprawdza
Bo zasady ma przejrzyste -
Wolność, pieniądz, nasza władza
Dziś naprawię dawne błędy
Nowy wzniosę ład na zgliszczach
Tak dokonam rzeczy wielkich
By w historii się zapisać
A Petroniusz milczy patrząc
W płonącego Rzymu stronę
Wie, że zginie, jak to miasto
Z rąk tyranii zaślepionej
2011
środa, 27 kwietnia 2011
Rzym płonie - cz. 2.
- Petroniuszu, co ty mówisz?
Żyją przecież w wolnym kraju
Wszystko robię dla tych ludzi
Czego tylko chcą - dostają
Mają banki i kredyty
Jeśli zechcą, pracę znajdą
Nie dogodzę nigdy wszystkim
Biedni są nierobów bandą
Darmo żyć się nigdzie nie da
Chcą mieć dobrze - niechaj płacą
W świecie zawsze była bieda -
Wyjść z niej można tylko pracą
Miasto wzniosę tu bogate -
Tylko to, co się opłaca
Tak to z biedą się rozprawię
Na bogactwo ponawracam
Lud nie czuje się bezpieczny?
Przecież silną armię mamy
Pretorianów setki mieczy
Pałacowej strzegą bramy
2011
Żyją przecież w wolnym kraju
Wszystko robię dla tych ludzi
Czego tylko chcą - dostają
Mają banki i kredyty
Jeśli zechcą, pracę znajdą
Nie dogodzę nigdy wszystkim
Biedni są nierobów bandą
Darmo żyć się nigdzie nie da
Chcą mieć dobrze - niechaj płacą
W świecie zawsze była bieda -
Wyjść z niej można tylko pracą
Miasto wzniosę tu bogate -
Tylko to, co się opłaca
Tak to z biedą się rozprawię
Na bogactwo ponawracam
Lud nie czuje się bezpieczny?
Przecież silną armię mamy
Pretorianów setki mieczy
Pałacowej strzegą bramy
2011
wtorek, 26 kwietnia 2011
Rzym płonie - cz. 1.
Stoi wieczny Rzym w płomieniach
W ogniu biednych ludzi domy
Gdy ich świat się w popiół zmienia
Neron patrzy niewzruszony
- Petroniuszu, spójrz, kochany
Jak się tworzy wielkie dzieła
Cesarz wielbi swych poddanych
Właśnie hymnu znalazł temat
Ginie miasto z głupca woli
Budowane od pokoleń -
A Petroniusz się nie boi
Co na sercu ma, to powie
- Oni tracą swe dobytki
Miejsca pracy i nadzieję
Kiedy bunt ogarnie wszystkich
Hymn twój nie zda się na wiele
Jesteś tutaj dla tych ludzi
Jak ich wiara tylko silny
Kiedy od nich się odwrócisz
Zginiesz ty i twoje hymny
Daj im uczyć się i leczyć
Pozwól wszystkim dom tu znaleźć
Spraw, by czuli się bezpieczni
Mieli pracę, przyszłość, wiarę
2011
W ogniu biednych ludzi domy
Gdy ich świat się w popiół zmienia
Neron patrzy niewzruszony
- Petroniuszu, spójrz, kochany
Jak się tworzy wielkie dzieła
Cesarz wielbi swych poddanych
Właśnie hymnu znalazł temat
Ginie miasto z głupca woli
Budowane od pokoleń -
A Petroniusz się nie boi
Co na sercu ma, to powie
- Oni tracą swe dobytki
Miejsca pracy i nadzieję
Kiedy bunt ogarnie wszystkich
Hymn twój nie zda się na wiele
Jesteś tutaj dla tych ludzi
Jak ich wiara tylko silny
Kiedy od nich się odwrócisz
Zginiesz ty i twoje hymny
Daj im uczyć się i leczyć
Pozwól wszystkim dom tu znaleźć
Spraw, by czuli się bezpieczni
Mieli pracę, przyszłość, wiarę
2011
poniedziałek, 25 kwietnia 2011
Polska Wielkanoc
Na Seszelach kumpel pływa
Brat na nartach w Alpach bawi
Szef dla jaj Hurghadę wybrał
Teść na żółtkach jest w Tajlandii
Nam wystarczy trochę trawy
Grill, kiełbasa, wódek parę
Grono chętne do zabawy
I startuje świętowanie
Sąsiad flaszkę ciągnie z gwinta
Zamiast drinki sączyć grzecznie
Zawsze pierwszy musi rzygać
I imprezę skończyć wcześnie
Szwagier na bratową mruga
Której tłuszcz na dekolt kapie
I jajeczkiem się z nią stuka
Międląc szynkę w tłustej łapie
Wujek toast za toastem
Spełnia pijąc pod święconkę
Przeplatając babkę chrzanem
Śledzie - żurkiem i szczypiorkiem
Kuzyn żarty opowiada
Pod pijanej siostry rechot
Dama w śmiechu się pokłada
Grubym tyłkiem łamiąc krzesło
Stryjek wódkę nam dowiezie
Bo najmniej ze wszystkich pije
Gdy mu patrol kwit zabierze
Dalej będzie jeździł stryjek
Odniósł szwagier już sąsiada
Wraz z sąsiadką, gdy ów zasnął
I pisanki jej pokazał
Poczęstował ją kiełbasą
Świętowanie kończy w trawie
Towarzystwo leżąc zwałem
Jutro jeszcze się poprawi
Bo to lany poniedziałek
2011
Brat na nartach w Alpach bawi
Szef dla jaj Hurghadę wybrał
Teść na żółtkach jest w Tajlandii
Nam wystarczy trochę trawy
Grill, kiełbasa, wódek parę
Grono chętne do zabawy
I startuje świętowanie
Sąsiad flaszkę ciągnie z gwinta
Zamiast drinki sączyć grzecznie
Zawsze pierwszy musi rzygać
I imprezę skończyć wcześnie
Szwagier na bratową mruga
Której tłuszcz na dekolt kapie
I jajeczkiem się z nią stuka
Międląc szynkę w tłustej łapie
Wujek toast za toastem
Spełnia pijąc pod święconkę
Przeplatając babkę chrzanem
Śledzie - żurkiem i szczypiorkiem
Kuzyn żarty opowiada
Pod pijanej siostry rechot
Dama w śmiechu się pokłada
Grubym tyłkiem łamiąc krzesło
Stryjek wódkę nam dowiezie
Bo najmniej ze wszystkich pije
Gdy mu patrol kwit zabierze
Dalej będzie jeździł stryjek
Odniósł szwagier już sąsiada
Wraz z sąsiadką, gdy ów zasnął
I pisanki jej pokazał
Poczęstował ją kiełbasą
Świętowanie kończy w trawie
Towarzystwo leżąc zwałem
Jutro jeszcze się poprawi
Bo to lany poniedziałek
2011
niedziela, 24 kwietnia 2011
Twoje zmartwychwstanie
Wpierw był strach twój i zwątpienie
Żal do boga, że cię wybrał
Że wlał w kielich twój cierpienie
W mgły nadzieja się rozprysła
Niekończące się modlitwy
I samotna walka z bólem
Nie dla ciebie gaj oliwny
Lecz świadomość, że czas umrzeć
Wreszcie śmierć w osamotnieniu
Mimo tylu wokół ludzi
Choćby miał przyjaciół wielu
Każdy sam swój krzyż nieść musi
Ciężką płytą grób przykryli
I zamknęli cię jak w sejfie
Lecz ja wiem, że w tej mogile
Tak naprawdę nie ma ciebie
2011
Żal do boga, że cię wybrał
Że wlał w kielich twój cierpienie
W mgły nadzieja się rozprysła
Niekończące się modlitwy
I samotna walka z bólem
Nie dla ciebie gaj oliwny
Lecz świadomość, że czas umrzeć
Wreszcie śmierć w osamotnieniu
Mimo tylu wokół ludzi
Choćby miał przyjaciół wielu
Każdy sam swój krzyż nieść musi
Ciężką płytą grób przykryli
I zamknęli cię jak w sejfie
Lecz ja wiem, że w tej mogile
Tak naprawdę nie ma ciebie
2011
sobota, 23 kwietnia 2011
Do prostego wyborcy
Gdy znów gdzie tylko da się wszędzie
Przylepiać zaczną gęby głupie,
Gdy najważniejszy dla nich będziesz,
Zanim cię będą mieli w dupie;
Nim naród gnany owczym pędem
Naiwnie w kłamstwo wieczne wierząc,
Że głosowanie prawo święte,
Przyszłość powierzy swą szalbierzom;
Gdy zaczną na tysięczną modłę
Ojczyznę szarpać deklinacją
I łudzić kolorowym godłem,
I judzić "historyczną racją",
O prawdzie, wierze i przyszłości,
O ojcach, dziadach i sztandarach,
Gdy najważniejszy dla nich będziesz,
Zanim cię będą mieli w dupie;
Nim naród gnany owczym pędem
Naiwnie w kłamstwo wieczne wierząc,
Że głosowanie prawo święte,
Przyszłość powierzy swą szalbierzom;
Gdy zaczną na tysięczną modłę
Ojczyznę szarpać deklinacją
I łudzić kolorowym godłem,
I judzić "historyczną racją",
O prawdzie, wierze i przyszłości,
O ojcach, dziadach i sztandarach,
O odnowieniu moralności,
O bohaterach i ofiarach,
O bohaterach i ofiarach,
O spadkobiercach i tradycjach,
O dobrobycie i godności,
O osiągnięciach i ambicjach,
I o społecznej wrażliwości;
O robotnikach i etosie,
O wolnym kraju i postępie,
O sojuszników gotowości
I o rodzinie ojczyzn wielkiej;
Gdy komu głos swój oddać trzeba
Z ambon wyłożą dusz suflerzy,
Bo im sam pan bóg szepnął z nieba,
Jak o interes dbać należy;
Gdy polemika się rozchami
Do obrzucania innych gnojem,
Gdy straszyć będą się sądami,
Wzajem wywloką brudy swoje.
- O, przyjacielu mój ty biedny,
Pluń w gęby w duchu z ciebie drwiące!
Wiedz, że twój głos jest im potrzebny,
By zdobyć władzę i pieniądze;
Wiedz, że to bujda w podłych pyskach,
Gdy ci wołają: "To dla ciebie!",
Że w ciszy dzielą stanowiska,
By tylko im się żyło lepiej;
Że chociaż chcą być elitami,
Splendory marzą im się wielkie,
To tak, jak gówno muchy mami,
Władza przyciąga męty wszelkie.
Nie daj cwaniakom rżnąć się głupim,
Niech ich jest fałsz, a twoja prawda,
Krzyknij, gdy głos twój przyjdą kupić:
"Bujać - to my, panowie szlachta!"
Z ambon wyłożą dusz suflerzy,
Bo im sam pan bóg szepnął z nieba,
Jak o interes dbać należy;
Gdy polemika się rozchami
Do obrzucania innych gnojem,
Gdy straszyć będą się sądami,
Wzajem wywloką brudy swoje.
- O, przyjacielu mój ty biedny,
Pluń w gęby w duchu z ciebie drwiące!
Wiedz, że twój głos jest im potrzebny,
By zdobyć władzę i pieniądze;
Wiedz, że to bujda w podłych pyskach,
Gdy ci wołają: "To dla ciebie!",
Że w ciszy dzielą stanowiska,
By tylko im się żyło lepiej;
Że chociaż chcą być elitami,
Splendory marzą im się wielkie,
To tak, jak gówno muchy mami,
Władza przyciąga męty wszelkie.
Nie daj cwaniakom rżnąć się głupim,
Niech ich jest fałsz, a twoja prawda,
Krzyknij, gdy głos twój przyjdą kupić:
"Bujać - to my, panowie szlachta!"
2011
inspiracja / parafraza: Julian Tuwim
piątek, 22 kwietnia 2011
Wielki tydzień
Spójrz, stoimy w domu twoim
I krzyczymy ci - Hosanna!
Palmy ścieląc pod twe nogi -
Tu i teraz tyś jest pan nasz
Lecz, gdy stąd wyjdziemy tylko
Zażądamy twojej głowy
Zapomnimy wszystko szybko
I wydamy Herodowi
Lepszych mamy tutaj bożków
Własne prawo i zwyczaje
Świat tworzymy na swój sposób
Ty się do nas nie nadajesz
Więc jedź sobie na osiołku
W swym ubóstwie i z palmami
Nam pozostaw święty spokój
Sobie - krzyż i zmartwychwstanie
2011
I krzyczymy ci - Hosanna!
Palmy ścieląc pod twe nogi -
Tu i teraz tyś jest pan nasz
Lecz, gdy stąd wyjdziemy tylko
Zażądamy twojej głowy
Zapomnimy wszystko szybko
I wydamy Herodowi
Lepszych mamy tutaj bożków
Własne prawo i zwyczaje
Świat tworzymy na swój sposób
Ty się do nas nie nadajesz
Więc jedź sobie na osiołku
W swym ubóstwie i z palmami
Nam pozostaw święty spokój
Sobie - krzyż i zmartwychwstanie
2011
czwartek, 21 kwietnia 2011
Żona rośliny
Przy mym boku co dzień jesteś
Karmisz, myjesz, czuwasz, sprzątasz
Ja wciąż jestem twoim mężem
Sok twój piję, jak jemioła
Choć pożytku ze mnie nie masz
Obowiązki dzielnie pełnisz
Czujesz pewnie, że tak trzeba
Nie opuścisz mnie do śmierci
A ja myślę w dzień i w nocy
(Tylko tyle mi zostało)
Czy już posiadł cię ktoś obcy
Czy dla siebie mam cię całą
I jak długo tak wytrzymasz
Odmawiając sobie szczęścia?
Wolę uschnąć jak roślina
Niż wciąż żyć w domysłów mękach
Patrząc niemo w twoje oczy
Krzyczę - Odejdź! Tlen mi wyłącz!
Cierpię zawsze, gdy wychodzisz
Nie chce dłużej być rośliną
2011
Karmisz, myjesz, czuwasz, sprzątasz
Ja wciąż jestem twoim mężem
Sok twój piję, jak jemioła
Choć pożytku ze mnie nie masz
Obowiązki dzielnie pełnisz
Czujesz pewnie, że tak trzeba
Nie opuścisz mnie do śmierci
A ja myślę w dzień i w nocy
(Tylko tyle mi zostało)
Czy już posiadł cię ktoś obcy
Czy dla siebie mam cię całą
I jak długo tak wytrzymasz
Odmawiając sobie szczęścia?
Wolę uschnąć jak roślina
Niż wciąż żyć w domysłów mękach
Patrząc niemo w twoje oczy
Krzyczę - Odejdź! Tlen mi wyłącz!
Cierpię zawsze, gdy wychodzisz
Nie chce dłużej być rośliną
2011
środa, 20 kwietnia 2011
Na rządzących
Widząc, co się wokół dzieje
Czym pysznicie się zawzięcie
Nieodparte mam wrażenie
Że jedynym osiągnięciem
Lat dwudziestu rządów waszych
Są paszporty w naszych rękach
By korzystał Polak z szansy -
W obcych krajach szukał szczęścia
2011
Czym pysznicie się zawzięcie
Nieodparte mam wrażenie
Że jedynym osiągnięciem
Lat dwudziestu rządów waszych
Są paszporty w naszych rękach
By korzystał Polak z szansy -
W obcych krajach szukał szczęścia
2011
wtorek, 19 kwietnia 2011
Aluzja
Póki niebo ze słońcem, na pustyni piaski
Póki morza falują, by o brzegi trzasnąć
Póki wiatr dmie, lśni tęcza i błyszczą w noc gwiazdy
Aż po dzień, gdy się góry w równiny rozpadną
Wciąż stąpać będziemy
Po cienkiej krawędzi
I nie ustaniemy
By życie wypełnić
Kiedy ważna jest rasa, twój kolor, wyznanie
Rządzi ślepe szaleństwo i chciwości żądze
Gdzie zabobon, tradycja, religii kłamanie
I tak zawsze, po wieczność i ciągle, i ciągle
Wciąż stąpać będziemy
Po cienkiej krawędzi
I nie ustaniemy
Aż się czas wypełni
Poprzez nasz smutek
Wraz z naszą chwałą
Niech te aluzje
Nie obrażają
Kimkolwiek zechcesz
Możesz nim być
Po prostu zmień się
Spełnij swe sny
Żyj w swoim tempie
Wolnym się stań
Zrzeknij się siebie
Byś wolność miał
Jeśli jest gdzieś jakiś bóg, sprawiedliwość jakaś
Jakiś cel lub przyczyna jest, by żyć lub umrzeć
Odpowiedź na pytania, które człowiek stawia -
Pokaż się! Zniszcz w nas lęki! Maskę z twarzy unieś!
Wciąż stąpać będziemy
Po cienkiej krawędzi
Nie spochmurniejemy -
Co będzie, to będzie
I nie ustaniemy
Aż się czas wypełni
2011
przekład z: Queen
Póki morza falują, by o brzegi trzasnąć
Póki wiatr dmie, lśni tęcza i błyszczą w noc gwiazdy
Aż po dzień, gdy się góry w równiny rozpadną
Wciąż stąpać będziemy
Po cienkiej krawędzi
I nie ustaniemy
By życie wypełnić
Kiedy ważna jest rasa, twój kolor, wyznanie
Rządzi ślepe szaleństwo i chciwości żądze
Gdzie zabobon, tradycja, religii kłamanie
I tak zawsze, po wieczność i ciągle, i ciągle
Wciąż stąpać będziemy
Po cienkiej krawędzi
I nie ustaniemy
Aż się czas wypełni
Poprzez nasz smutek
Wraz z naszą chwałą
Niech te aluzje
Nie obrażają
Kimkolwiek zechcesz
Możesz nim być
Po prostu zmień się
Spełnij swe sny
Żyj w swoim tempie
Wolnym się stań
Zrzeknij się siebie
Byś wolność miał
Jeśli jest gdzieś jakiś bóg, sprawiedliwość jakaś
Jakiś cel lub przyczyna jest, by żyć lub umrzeć
Odpowiedź na pytania, które człowiek stawia -
Pokaż się! Zniszcz w nas lęki! Maskę z twarzy unieś!
Wciąż stąpać będziemy
Po cienkiej krawędzi
Nie spochmurniejemy -
Co będzie, to będzie
I nie ustaniemy
Aż się czas wypełni
2011
przekład z: Queen
poniedziałek, 18 kwietnia 2011
NOTES 17 - Zgubiona rękawiczka
Czas nie czeka i nie patrzy
Na zgubione i bez pary -
Wiosna goni chłód w świt szary
By na dworze słońca tańczyć
Rękawiczka upuszczona
Ciepłą kieszeń porzuciła
Zapomniana, tak jak zima
Na chodniku sama kona
Nikt jej z brudu nie podniesie
Bo samotna, bez wartości
Już nie dla niej chłodna jesień
I niech drugiej nie zazdrości -
Nieparzystej, między śmieci
Wyrzucanej bez litości
2011
Na zgubione i bez pary -
Wiosna goni chłód w świt szary
By na dworze słońca tańczyć
Rękawiczka upuszczona
Ciepłą kieszeń porzuciła
Zapomniana, tak jak zima
Na chodniku sama kona
Nikt jej z brudu nie podniesie
Bo samotna, bez wartości
Już nie dla niej chłodna jesień
I niech drugiej nie zazdrości -
Nieparzystej, między śmieci
Wyrzucanej bez litości
2011
niedziela, 17 kwietnia 2011
Marna zapłata
Ona zmienia się o świcie
Głos jej barwę swoją traci
Rwanych kartek strzęp w zeszycie
Marnie mi za wszystko płaci
Nigdy jej nie okłamałem
Jednak odejść sił nie miałem
Niszczę kartki, listy od niej
Aby udać, że nie była
Lecz najciężej jest zapomnieć
By się dusza uleczyła
Nigdy jej nie okłamałem
Jednak odejść sił nie miałem
2011
tłumaczenie z: Barclay James Harvest
Głos jej barwę swoją traci
Rwanych kartek strzęp w zeszycie
Marnie mi za wszystko płaci
Nigdy jej nie okłamałem
Jednak odejść sił nie miałem
Niszczę kartki, listy od niej
Aby udać, że nie była
Lecz najciężej jest zapomnieć
By się dusza uleczyła
Nigdy jej nie okłamałem
Jednak odejść sił nie miałem
tłumaczenie z: Barclay James Harvest
sobota, 16 kwietnia 2011
NOTES 16 - Sen o K***
Wróciłaś do mnie na chwilę we śnie
Z dziećmi i mężem, starsza dwukrotnie
Twarz chociaż miałaś kobiety obcej
Wciąż zachwycałaś mnie swoim pięknem
I byłaś taka, jak znałem ciebie -
Tak racjonalna, zwyczajna, prosta
Ciepła dla bliskich, a dla mnie oschła
Dobrze mi było - Dlaczego? Nie wiem
Ty nie wspominasz czasu wspólnego
Dla ciebie tamto znaczenia nie ma
A mnie pamiętasz - natarczywego
Lecz dla mnie przeszłość - otwarty temat
I chwilę we śnie u boku twego
Pragnę zachować od zapomnienia
2011
Z dziećmi i mężem, starsza dwukrotnie
Twarz chociaż miałaś kobiety obcej
Wciąż zachwycałaś mnie swoim pięknem
I byłaś taka, jak znałem ciebie -
Tak racjonalna, zwyczajna, prosta
Ciepła dla bliskich, a dla mnie oschła
Dobrze mi było - Dlaczego? Nie wiem
Ty nie wspominasz czasu wspólnego
Dla ciebie tamto znaczenia nie ma
A mnie pamiętasz - natarczywego
Lecz dla mnie przeszłość - otwarty temat
I chwilę we śnie u boku twego
Pragnę zachować od zapomnienia
2011
piątek, 15 kwietnia 2011
Cygańska rapsodia
Ledwo żyć zacząłem, mamo
A już los mój koniec orzekł
Nie chcę widzieć cię spłakaną
Lecz, gdy jutro o tej porze
Mnie nie będzie, żyj jak gdyby
Nic nie było ważne nigdy
Czuję na mych plecach ciarki
Zbyt jest późno, czas mój nadszedł
Ciało w bólu nieustannym
Muszę odejść, wiec żegnajcie
Pozostawiam cię tu samą
Trzeba prawdzie spojrzeć w oczy
Chociaż umrzeć nie chcę, mamo
Lepiej bym się nie urodził
* * *
Biedne me życie
Nikt mnie nie kocha
Czy oszczędzicie
Mi okropności?
Czy pozwolicie
O, mamo droga
Abym mógł odejść
I diabła spotkać?
Myślisz więc, że kamienować
Prawo masz, opluwać mnie
Sądzisz, że mnie możesz kochać
Pozwalając mi na śmierć
Och, skarbie, nie rób mi tego
Nie rób mi tego i wiej
Uciec stąd musisz daleko
Pozostawić samym mnie
Wszystko bez znaczenia
Każdy widzi, że
Nic znaczenia nie ma
Nie obchodzi mnie ...
2011
inspiracja/swobodny przekład z: Queen (fragmenty)
A już los mój koniec orzekł
Nie chcę widzieć cię spłakaną
Lecz, gdy jutro o tej porze
Mnie nie będzie, żyj jak gdyby
Nic nie było ważne nigdy
Czuję na mych plecach ciarki
Zbyt jest późno, czas mój nadszedł
Ciało w bólu nieustannym
Muszę odejść, wiec żegnajcie
Pozostawiam cię tu samą
Trzeba prawdzie spojrzeć w oczy
Chociaż umrzeć nie chcę, mamo
Lepiej bym się nie urodził
* * *
Biedne me życie
Nikt mnie nie kocha
Czy oszczędzicie
Mi okropności?
Czy pozwolicie
O, mamo droga
Abym mógł odejść
I diabła spotkać?
Myślisz więc, że kamienować
Prawo masz, opluwać mnie
Sądzisz, że mnie możesz kochać
Pozwalając mi na śmierć
Och, skarbie, nie rób mi tego
Nie rób mi tego i wiej
Uciec stąd musisz daleko
Pozostawić samym mnie
Wszystko bez znaczenia
Każdy widzi, że
Nic znaczenia nie ma
Nie obchodzi mnie ...
2011
inspiracja/swobodny przekład z: Queen (fragmenty)
czwartek, 14 kwietnia 2011
Jestem Polakiem
Jestem Polakiem -
Czuję to co dzień
Mądrość inaczej
Zawiści ogień
Krzyże, symbole
Próżność, cwaniactwo
Żałosne spory
Chamstwo, pieniactwo
Marsze, pochodnie
I święte racje
Spiżowy pomnik
Mrzonki, fantazje
Wiara, religia
Wieńce, mogiły
Sztandar, relikwia
Zaścianek zgniły
Króle, rycerze
Zbroje, ryngrafy
Szable, puklerze
Konie, husarzy
Powstania, kosy
Hymny i pieśni
Bohaterowie
Ofiary, święci
Brud i warcholstwo
Ciepłe posady
Najświętsza polskość
Ciche układy
Prawda, moralność
Rycerskie cnoty
Zdrada, zaprzaństwo
I patriotyzm
Duma, szlacheckość
Zgięte kolana
Miłość bliźniego
Stosy podpala
Sumienia czyste
Śmieci dokoła
Wolność jest mitem
W mózgach niewola
Chwała bądź bogu
Monecie złotej
Matce narodu -
Pani głupocie
Brzemię historii
Na kark wrzucone
Nawet orłowi
Dźwigać koronę
Tradycja wieczna
Wartości scheda -
Ból, beznadzieja
Bezsens i bieda
Jestem Polakiem
Spośród was jednym
Z wzniesionym karkiem
Dumnym i wielkim
Małym, złośliwym
Głupim i brudnym
Chytrym, leniwym
Śmiesznym i smutnym
Polakiem jestem -
Myślę inaczej
Zmienić się nie chcę
Patrzę i płaczę ...
2011
Czuję to co dzień
Mądrość inaczej
Zawiści ogień
Krzyże, symbole
Próżność, cwaniactwo
Żałosne spory
Chamstwo, pieniactwo
Marsze, pochodnie
I święte racje
Spiżowy pomnik
Mrzonki, fantazje
Wiara, religia
Wieńce, mogiły
Sztandar, relikwia
Zaścianek zgniły
Króle, rycerze
Zbroje, ryngrafy
Szable, puklerze
Konie, husarzy
Powstania, kosy
Hymny i pieśni
Bohaterowie
Ofiary, święci
Brud i warcholstwo
Ciepłe posady
Najświętsza polskość
Ciche układy
Prawda, moralność
Rycerskie cnoty
Zdrada, zaprzaństwo
I patriotyzm
Duma, szlacheckość
Zgięte kolana
Miłość bliźniego
Stosy podpala
Sumienia czyste
Śmieci dokoła
Wolność jest mitem
W mózgach niewola
Chwała bądź bogu
Monecie złotej
Matce narodu -
Pani głupocie
Brzemię historii
Na kark wrzucone
Nawet orłowi
Dźwigać koronę
Tradycja wieczna
Wartości scheda -
Ból, beznadzieja
Bezsens i bieda
Jestem Polakiem
Spośród was jednym
Z wzniesionym karkiem
Dumnym i wielkim
Małym, złośliwym
Głupim i brudnym
Chytrym, leniwym
Śmiesznym i smutnym
Polakiem jestem -
Myślę inaczej
Zmienić się nie chcę
Patrzę i płaczę ...
2011
środa, 13 kwietnia 2011
Bohaterowie
Ja - królem mogę być
Królową będziesz ty
Chociaż nic ich nie przepędzi
To możemy raz zwyciężyć
Bohaterami
Być w dniu tym jednym
I ty podła możesz być
A ja - na okrągło pić
Bo się kochamy -
Fakty są takie
My się kochamy -
Tyle w temacie
Choć nas się nie da
Razem utrzymać
Spędźmy dzień jeden
W skradzionych chwilach
Na wieków wieki
Bohaterowie
Tak, być możemy
Co na to powiesz?
Chciałbym, abyś mogła pływać
Jak delfiny w mórz głębinach
Choć nas się nie da
Razem utrzymać
Wygrać możemy
Na wieków wieki
Bohaterowie
W dniu tylko jednym
Zapamiętałem
Nas przy tej ścianie
Oni strzelali
Ponad głowami
Ja całowałem
Ciebie jak gdyby
Nie mogło stać się
Złego nam nigdy
Oni zostali
Okryci wstydem
Wygrać możemy
Wiem, że wygramy
Na wieków wieki
Bohaterami
W dniu tylko jednym
Byśmy się stali
Niczym jesteśmy
I tak zostanie
Może kłamiemy
Więc nie ustawaj
Stać się możemy
Bezpieczni bardziej
W dniu tylko jednym
Bohaterami
2011
tłumaczenie z: David Bowie
Królową będziesz ty
Chociaż nic ich nie przepędzi
To możemy raz zwyciężyć
Bohaterami
Być w dniu tym jednym
I ty podła możesz być
A ja - na okrągło pić
Bo się kochamy -
Fakty są takie
My się kochamy -
Tyle w temacie
Choć nas się nie da
Razem utrzymać
Spędźmy dzień jeden
W skradzionych chwilach
Na wieków wieki
Bohaterowie
Tak, być możemy
Co na to powiesz?
Chciałbym, abyś mogła pływać
Jak delfiny w mórz głębinach
Choć nas się nie da
Razem utrzymać
Wygrać możemy
Na wieków wieki
Bohaterowie
W dniu tylko jednym
Zapamiętałem
Nas przy tej ścianie
Oni strzelali
Ponad głowami
Ja całowałem
Ciebie jak gdyby
Nie mogło stać się
Złego nam nigdy
Oni zostali
Okryci wstydem
Wygrać możemy
Wiem, że wygramy
Na wieków wieki
Bohaterami
W dniu tylko jednym
Byśmy się stali
Niczym jesteśmy
I tak zostanie
Może kłamiemy
Więc nie ustawaj
Stać się możemy
Bezpieczni bardziej
W dniu tylko jednym
Bohaterami
2011
tłumaczenie z: David Bowie
wtorek, 12 kwietnia 2011
Kto by chciał żyć wiecznie?
Czasu dla nas nie ma
Ni miejsca wspólnego
Co nam tka marzenia
Tak nieuchwytnego?
Kto by chciał żyć wiecznie?
Kto umierać nie chce?
Szansy nam nie dano
Ustalono wszystko
Jeden słodki moment
Zostawiono tylko
Kto by chciał żyć wiecznie?
Kto umierać nie chce -
Kochać się ośmiela
Gdy miłość umiera?
Lecz muśnij łez moich
Swoimi wargami
Świata mego dotknij
Palców opuszkami
I nie mamy końca
Wciąż możemy kochać
Wieczność dziś już mamy
Kto by chciał żyć wiecznie?
Kto umierać nie chce
Gdy już wieczność mamy?
Czy zna ktoś człowieka
Który wiecznie czeka?
2011
tłumaczenie z: Queen
Ni miejsca wspólnego
Co nam tka marzenia
Tak nieuchwytnego?
Kto by chciał żyć wiecznie?
Kto umierać nie chce?
Szansy nam nie dano
Ustalono wszystko
Jeden słodki moment
Zostawiono tylko
Kto by chciał żyć wiecznie?
Kto umierać nie chce -
Kochać się ośmiela
Gdy miłość umiera?
Lecz muśnij łez moich
Swoimi wargami
Świata mego dotknij
Palców opuszkami
I nie mamy końca
Wciąż możemy kochać
Wieczność dziś już mamy
Kto by chciał żyć wiecznie?
Kto umierać nie chce
Gdy już wieczność mamy?
Czy zna ktoś człowieka
Który wiecznie czeka?
2011
tłumaczenie z: Queen
poniedziałek, 11 kwietnia 2011
Do kogo?
Lustro mojej twarzy
Marszczy czasu wicher
Z chłodnym zmierzchem każdym
Jestem ciebie bliżej
W rzadkim życia pięknie
Dla mnie jest nauka -
Wierzę, że w nim jesteś
Niezmiennie cię szukam
Chociaż cię straciłem
Wciąż ci w oczy patrzę
Wiem, że póki żyję
Szukał będę zawsze
W smutku i szaleństwie
Czuję twą obecność
Jakże blisko jesteś ...
Tylko skąd ta pewność?
2011
Marszczy czasu wicher
Z chłodnym zmierzchem każdym
Jestem ciebie bliżej
W rzadkim życia pięknie
Dla mnie jest nauka -
Wierzę, że w nim jesteś
Niezmiennie cię szukam
Chociaż cię straciłem
Wciąż ci w oczy patrzę
Wiem, że póki żyję
Szukał będę zawsze
W smutku i szaleństwie
Czuję twą obecność
Jakże blisko jesteś ...
Tylko skąd ta pewność?
2011
niedziela, 10 kwietnia 2011
Pomóż babci kupić zbawienie
Kiedyś odpusty sprzedawali
By - pasąc kościół - ten co grzeszy
Wyczyścić swoje mógł sumienie -
Dziś spośród wiernych tych się chwali
Co ślą cwaniakom esemesy
Kupując w sposób ten zbawienie -
Zysk ma skarb państwa, operator
Kościół, co w mediach akcją kręci
Zrobią naiwnym portret z papą
Na którym wszyscy będą święci
2011
By - pasąc kościół - ten co grzeszy
Wyczyścić swoje mógł sumienie -
Dziś spośród wiernych tych się chwali
Co ślą cwaniakom esemesy
Kupując w sposób ten zbawienie -
Zysk ma skarb państwa, operator
Kościół, co w mediach akcją kręci
Zrobią naiwnym portret z papą
Na którym wszyscy będą święci
2011
sobota, 9 kwietnia 2011
Piekło i niebo
Oto miejsce jest przeklętych
W którym próżno słońca czekać
Nikt od innych nie jest lepszy
Każdy równy grzech człowieka
Wokół sami potępieni -
Samobójcy, anarchiści
Kochankowie i uczeni -
Bóg opuścił dawno wszystkich
Nie ma ufnych, ślepo wiernych
Uśmiechniętych i szczęśliwych
Całujących pierścień wielkich
Sług etosu spolegliwych
Wszyscy smutni, zamyśleni
Rasy ludzkiej są zakałą
Karku nie chcą zgiąć do ziemi
Wolność w dumnych oczach mają
Siedzą w mroku, grzechu chłodzie
W zapomnieniu i pogardzie
W bólu, ciszy i tęsknocie
Ale serca ich są harde
* * *
W górze radość niesłychana
Wielbią pana boże dzieci
Tańczą przed nim na kolanach
Słońce mu na chwałę świeci
Święci pańscy w rzędzie pierwszym
Wywyższeni już na ziemi
Wzorem innym są najlepszym
Jak pokorę niebo ceni
Papież, premier i prezydent
Pośród dawnych swych poddanych
Co za szczęście znów ich widzieć
Hołd móc oddać niekłamany
Nie ma hardych, ponuraków
Zagubionych, szukających
Chwała wodzom i bogaczom
Śmierć dla słabych i wątpiących
Tańczą w wierze, boskim świetle
W uwielbieniu, bezmyślności
Łasce, zgiełku, słońca cieple
W odzyskanej niewinności
* * *
Wiesz, co w górze, co na dole
Pomyśl, z kim ci jest po drodze
Masz, człowieku, wolną wolę
Wybierz, póki wybrać możesz
2011
W którym próżno słońca czekać
Nikt od innych nie jest lepszy
Każdy równy grzech człowieka
Wokół sami potępieni -
Samobójcy, anarchiści
Kochankowie i uczeni -
Bóg opuścił dawno wszystkich
Nie ma ufnych, ślepo wiernych
Uśmiechniętych i szczęśliwych
Całujących pierścień wielkich
Sług etosu spolegliwych
Wszyscy smutni, zamyśleni
Rasy ludzkiej są zakałą
Karku nie chcą zgiąć do ziemi
Wolność w dumnych oczach mają
Siedzą w mroku, grzechu chłodzie
W zapomnieniu i pogardzie
W bólu, ciszy i tęsknocie
Ale serca ich są harde
* * *
W górze radość niesłychana
Wielbią pana boże dzieci
Tańczą przed nim na kolanach
Słońce mu na chwałę świeci
Święci pańscy w rzędzie pierwszym
Wywyższeni już na ziemi
Wzorem innym są najlepszym
Jak pokorę niebo ceni
Papież, premier i prezydent
Pośród dawnych swych poddanych
Co za szczęście znów ich widzieć
Hołd móc oddać niekłamany
Nie ma hardych, ponuraków
Zagubionych, szukających
Chwała wodzom i bogaczom
Śmierć dla słabych i wątpiących
Tańczą w wierze, boskim świetle
W uwielbieniu, bezmyślności
Łasce, zgiełku, słońca cieple
W odzyskanej niewinności
* * *
Wiesz, co w górze, co na dole
Pomyśl, z kim ci jest po drodze
Masz, człowieku, wolną wolę
Wybierz, póki wybrać możesz
2011
piątek, 8 kwietnia 2011
Inny świat
Spójrz, nie jesteś jednym z nich
Nie chcesz tak, jak oni żyć
Odejdź ze mną, dłoń mi daj
Zostaw ich parszywy świat
Niech się gonią, cieszą, rżną
Dorabiają, spieszą, żrą
Niech w obłudzie wiecznej tkwią
Wytłumaczą każde zło
Zobacz, tu jest inny świat
Nie musimy żyć już tak
Nie przeraża żaden mrok
Szczęście blisko jest o krok
Wystarczymy - ty i ja
Nie ma nam się czego bać
Dla nich straszna zwykła śmierć
Która siostrą naszą jest
Pustą kieszeń możesz mieć
Pieniądz tyle wart, co śmieć
Tu prawdziwe wszystko jest -
Miłość, przyjaźń, mądrość, śmierć
Zostawiamy stary ląd
Inny serc jest naszych ton
Żyć będziemy teraz tu
Skończy się ten ciągły ból
2011
Nie chcesz tak, jak oni żyć
Odejdź ze mną, dłoń mi daj
Zostaw ich parszywy świat
Niech się gonią, cieszą, rżną
Dorabiają, spieszą, żrą
Niech w obłudzie wiecznej tkwią
Wytłumaczą każde zło
Zobacz, tu jest inny świat
Nie musimy żyć już tak
Nie przeraża żaden mrok
Szczęście blisko jest o krok
Wystarczymy - ty i ja
Nie ma nam się czego bać
Dla nich straszna zwykła śmierć
Która siostrą naszą jest
Pustą kieszeń możesz mieć
Pieniądz tyle wart, co śmieć
Tu prawdziwe wszystko jest -
Miłość, przyjaźń, mądrość, śmierć
Zostawiamy stary ląd
Inny serc jest naszych ton
Żyć będziemy teraz tu
Skończy się ten ciągły ból
2011
czwartek, 7 kwietnia 2011
Nowe szaty cesarza
Wychowamy polskie dzieci
Na lojalnych i uczciwych
Niech nasz dobry przykład świeci
W szkolnej sali, na religii
Przerobimy mundurowych
Ręką naszych kapelanów
Będą grzeczni i gotowi
Lizać dłonie nowych panów
Zbudujemy świątyń tysiąc
Zagonimy naród w kruchtę
I każemy na krzyż przysiąc
Nie zagrażać władzy buntem
Wywyższymy świętych nowych
Biednym grosz oddamy wdowi
I wmówimy Polakowi
Że jest wielki, wyjątkowy
Nakażemy mu się mnożyć
Chociaż żyć by nie miał za co
By się system nie rozłożył -
Niech się cieszy samą pracą
Będą wierzyć, wielbić ciebie
Tylko zapłać nam, cesarzu
Kamienice daj i ziemię
A przychylność kupisz naszą
I oszustów towar kupił
Cesarz, zamiast łeb utrącić
By nie poznał nikt, że głupi
Że nie umie państwem rządzić
Przyklasnęła jego świta
Każdy boi się odezwać
On im krzyże w klapy wpina -
Jest oszustów siła wielka
Szarak swoją drogą kroczy
Prawdy mówić się nie boi
Wierzy w to, co widzą oczy
A w nich cesarz nagi stoi
2011
środa, 6 kwietnia 2011
Kaszmir ♫
Och, słońce niechaj praży moją twarz
Wypełnią gwiazdy sny
Jestem w podróży poprzez przestrzeń, czas
Bym tam, gdzie byłem był
Pośród starszyzny - jej szlachetny stan
Rzadki na świecie tym -
Która rozmawia oczekując dnia
Co da poznanie im
Wdzięk słów i pieśni melodyjny tak
Że pieścił uszy mi
Choć nic powtórzyć z tego nie mam szans
To sens ich jasny był
Och, skarbie, spójrz jak lecę
Nie! Nie da się temu zaprzeczyć
Och, tak! Spójrz jak lecę
Nie da się temu zaprzeczyć
Wszystko w brąz zmienia się
Słońce grunt spalić chce
W oczach mych czuję piach
Patrząc na ginący świat
Znaleźć chcąc ...
Znaleźć chcąc, gdzieżem był
Po przewodniku burzy ginie ślad
Jak myśl, która się śni
Ukrył mi ścieżkę, co w to miejsce szła -
Pustynny, żółty żwir
Pod letni księżyc, w moje Shangri-La
Powrócę znowu, wiem
Gdzie się unosi w czerwcu kurzu mgła
Gdy poprzez Kaszmir brnę
Och, ojcze wiatrów czterech, w żagle dmij
Bym przebył morze lat
Cieśniny strachu, gdy prowiantem mym
Jedynym - w górze twarz
Kiedy cel... Kiedy cel już mam...
Widzę go... Kiedy widzę go, stań!
O, tak, gdy zjazd mam...
O, tak, gdy dół wciąż ten sam
Pozwól, skarbie,
Pozwól, skarbie, zabrać ciebie tam
O, tak!
Zabrać ciebie tam ...
2011
♫ swobodny przekład z: Led Zeppelin
Wypełnią gwiazdy sny
Jestem w podróży poprzez przestrzeń, czas
Bym tam, gdzie byłem był
Pośród starszyzny - jej szlachetny stan
Rzadki na świecie tym -
Która rozmawia oczekując dnia
Co da poznanie im
Wdzięk słów i pieśni melodyjny tak
Że pieścił uszy mi
Choć nic powtórzyć z tego nie mam szans
To sens ich jasny był
Och, skarbie, spójrz jak lecę
Nie! Nie da się temu zaprzeczyć
Och, tak! Spójrz jak lecę
Nie da się temu zaprzeczyć
Wszystko w brąz zmienia się
Słońce grunt spalić chce
W oczach mych czuję piach
Patrząc na ginący świat
Znaleźć chcąc ...
Znaleźć chcąc, gdzieżem był
Po przewodniku burzy ginie ślad
Jak myśl, która się śni
Ukrył mi ścieżkę, co w to miejsce szła -
Pustynny, żółty żwir
Pod letni księżyc, w moje Shangri-La
Powrócę znowu, wiem
Gdzie się unosi w czerwcu kurzu mgła
Gdy poprzez Kaszmir brnę
Och, ojcze wiatrów czterech, w żagle dmij
Bym przebył morze lat
Cieśniny strachu, gdy prowiantem mym
Jedynym - w górze twarz
Kiedy cel... Kiedy cel już mam...
Widzę go... Kiedy widzę go, stań!
O, tak, gdy zjazd mam...
O, tak, gdy dół wciąż ten sam
Pozwól, skarbie,
Pozwól, skarbie, zabrać ciebie tam
O, tak!
Zabrać ciebie tam ...
2011
♫ swobodny przekład z: Led Zeppelin
Etykiety:
♫ - do śpiewania,
led zeppelin / plant,
piosenki,
tłumaczenia
wtorek, 5 kwietnia 2011
Apokalipsa
Przyszłe lata świat odmienią
Gdy nadejdą z nowym ładem
Ważny będzie tylko pieniądz -
On przyniesie wam zagładę
Wpierw żelaznych skrzydła ptaków
Zburzą domy w wielkim mieście
To rozpocznie wojnę światów -
Znaków będzie więcej jeszcze
Ludzie siebie niszczyć będą
Krew przelewać, trzebić ziemię
Śmierć roślinom i zwierzętom
Z rąk swych zada ludzkie plemię
Chciwość - bóg co wiecznie żyje
Do koryta ludzkość zgoni
Świnie padną w żłobie ryjem
Gdy się czart upomni o nie
Plując jadem, do mamony
Słudzy boży wzniosą modły
Dzieci wasze dorwą w szpony
Trzos wypchają złotem podłym
Gleba wam przestanie rodzić -
Wyschnie, to znów w wodzie stanie
Wichry, burze, susze, mrozy -
Na nic zda się już błaganie
Przyjdą wstrząsy ziemi wtedy
Wielkie fale w ląd bijące
Człowiek nadal będzie ślepy
Choć na plażach ciał tysiące
Wód, powietrza, ziem skażenia
Śnięte ryby, ptaki martwe
Nadchodzący kres istnienia
Pszczoły w ulach swych wymarłe
Znaki dając coraz częściej
Świat wasz w śmierci się pogrąży
Kto dostrzeże los swój wcześnie
Może życie zmienić zdąży
2011
Gdy nadejdą z nowym ładem
Ważny będzie tylko pieniądz -
On przyniesie wam zagładę
Wpierw żelaznych skrzydła ptaków
Zburzą domy w wielkim mieście
To rozpocznie wojnę światów -
Znaków będzie więcej jeszcze
Ludzie siebie niszczyć będą
Krew przelewać, trzebić ziemię
Śmierć roślinom i zwierzętom
Z rąk swych zada ludzkie plemię
Chciwość - bóg co wiecznie żyje
Do koryta ludzkość zgoni
Świnie padną w żłobie ryjem
Gdy się czart upomni o nie
Plując jadem, do mamony
Słudzy boży wzniosą modły
Dzieci wasze dorwą w szpony
Trzos wypchają złotem podłym
Gleba wam przestanie rodzić -
Wyschnie, to znów w wodzie stanie
Wichry, burze, susze, mrozy -
Na nic zda się już błaganie
Przyjdą wstrząsy ziemi wtedy
Wielkie fale w ląd bijące
Człowiek nadal będzie ślepy
Choć na plażach ciał tysiące
Wód, powietrza, ziem skażenia
Śnięte ryby, ptaki martwe
Nadchodzący kres istnienia
Pszczoły w ulach swych wymarłe
Znaki dając coraz częściej
Świat wasz w śmierci się pogrąży
Kto dostrzeże los swój wcześnie
Może życie zmienić zdąży
2011
poniedziałek, 4 kwietnia 2011
Pierwsze ostrzeżenie
Powód błahy - wstyd się przyznać
Głównie takie są ostatnio
Coraz częściej tak się ciskam
Panowanie tracę łatwo
Lecz tym razem - ostre rwanie
Kłucie, które dech zapiera
Z lewej strony, pod żebrami
Ból płynący do ramienia
A więc dzwoni pierwszy dzwonek -
Pętla szyi jest już blisko
Sam w nią wpycham durną głowę
Wkrótce przyjdzie mi zawisnąć
Może trochę będzie szkoda
Może ktoś zatęskni czasem
Chyba lepiej walkę poddać
Niż przysparzać wciąż porażek
Nie wiem co się z wami stanie
I kto miejsce zajmie po mnie
Lecz już bólu wam nie sprawię
Ciszej będzie i spokojniej
2011
Głównie takie są ostatnio
Coraz częściej tak się ciskam
Panowanie tracę łatwo
Lecz tym razem - ostre rwanie
Kłucie, które dech zapiera
Z lewej strony, pod żebrami
Ból płynący do ramienia
A więc dzwoni pierwszy dzwonek -
Pętla szyi jest już blisko
Sam w nią wpycham durną głowę
Wkrótce przyjdzie mi zawisnąć
Może trochę będzie szkoda
Może ktoś zatęskni czasem
Chyba lepiej walkę poddać
Niż przysparzać wciąż porażek
Nie wiem co się z wami stanie
I kto miejsce zajmie po mnie
Lecz już bólu wam nie sprawię
Ciszej będzie i spokojniej
2011
niedziela, 3 kwietnia 2011
Orzechowa dziewczyna
Orzechowe pukle błyszczące nad twarzą
Delikatna cera, śniadooliwkowa
Leszczynowe oczy smutno w szybę patrzą
Jak królowa jesień - złotawobrązowa
Futerkiem obszyty kożuszek brunatny
Po skończonej zimie jeszcze ci pozostał
Nogi grzeją szare, wysokie kozaczki
Jakbyś nie spostrzegła, że nadeszła wiosna
Piękną mi się zdałaś w autobusie wczesnym
Dlaczego musiałaś z życia mego wysiąść?
Szkoda, żem nie zdążył słów tych szybko skreślić
Dłoni musnąć miękkiej, by ci w drzwiach je wcisnąć
2011
Delikatna cera, śniadooliwkowa
Leszczynowe oczy smutno w szybę patrzą
Jak królowa jesień - złotawobrązowa
Futerkiem obszyty kożuszek brunatny
Po skończonej zimie jeszcze ci pozostał
Nogi grzeją szare, wysokie kozaczki
Jakbyś nie spostrzegła, że nadeszła wiosna
Piękną mi się zdałaś w autobusie wczesnym
Dlaczego musiałaś z życia mego wysiąść?
Szkoda, żem nie zdążył słów tych szybko skreślić
Dłoni musnąć miękkiej, by ci w drzwiach je wcisnąć
2011
sobota, 2 kwietnia 2011
Ostatni bis
Słowa gasną
Długie pożegnania
Łzy i kłamstwa
Gdy zmierzch dzień wygania
Noc z wolna nadchodzi
I szaleństwa deszcze
Księżyc sny przywodzi
Opada napięcie
Bis to już ostatni
Ostatnie z pożegnań
Żegnaj, wyobraźni!
Nastrój w dal uleciał
2011
swobodne tłumaczenie z: Camel
Długie pożegnania
Łzy i kłamstwa
Gdy zmierzch dzień wygania
Noc z wolna nadchodzi
I szaleństwa deszcze
Księżyc sny przywodzi
Opada napięcie
Bis to już ostatni
Ostatnie z pożegnań
Żegnaj, wyobraźni!
Nastrój w dal uleciał
2011
swobodne tłumaczenie z: Camel
piątek, 1 kwietnia 2011
Płatny zabójca
Wiem kim jesteś i gdzie bywasz
Mam twój los w zasięgu ręki
Wiem, że jesteś nieszczęśliwa
Znam marzenia, myśli, lęki
Patrzę co dzień w twoje oczy
Choć nie możesz wiedzieć o tym
Wiem co lubisz i gdy w nocy
W sny uciekniesz - poznam o czym
Wciąż się wkradam w serce twoje
Czytam wszystko co napiszesz
Kiedy grasz i nucisz sobie
Tylko ja cię mogę słyszeć
Zaufałaś złej osobie
Dałaś wydrzeć sobie wszystko
Już obmyślam co ci zrobię
Gdy się znajdę ciebie blisko
Wkrótce skończy się cierpienie
Znajdą martwą cię o świcie
Sama dałaś mi zlecenie
Zapłaciłaś własnym życiem
2011
Mam twój los w zasięgu ręki
Wiem, że jesteś nieszczęśliwa
Znam marzenia, myśli, lęki
Patrzę co dzień w twoje oczy
Choć nie możesz wiedzieć o tym
Wiem co lubisz i gdy w nocy
W sny uciekniesz - poznam o czym
Wciąż się wkradam w serce twoje
Czytam wszystko co napiszesz
Kiedy grasz i nucisz sobie
Tylko ja cię mogę słyszeć
Zaufałaś złej osobie
Dałaś wydrzeć sobie wszystko
Już obmyślam co ci zrobię
Gdy się znajdę ciebie blisko
Wkrótce skończy się cierpienie
Znajdą martwą cię o świcie
Sama dałaś mi zlecenie
Zapłaciłaś własnym życiem
2011
Subskrybuj:
Posty (Atom)