Noc zawładnęła ziemią zupełnie,
Księżyc w srebrzystą roztył się pełnię,
A on wyruszył ku śmierci pieszo -
Za wieś, przez pola, na cmentarz ścieżką,
Lecz choć nóż błyszczał blaskiem księżyca,
Coś nie dawało pozbyć się życia
I gdy na przegub ostrze przykładał,
Czuł jak jest ciężko odejść ze świata.
Tak się u bramy śmierci wahając
Znalazł się nocą na wzgórza skraju.
I czy zapomniał przestróg w rozpaczy,
Czy postanowił umrzeć inaczej -
Ruszył pod górę, gdzie pośród pełni
Miał się rytuał spełniać tajemny.
Wszystko mu jedno już wtedy było -
Wierzył, że wkrótce odnajdzie miłość,
Lecz nim się przyjdzie pożegnać z życiem
Pozna ostatnią w nim tajemicę.
Ukrył się w krzakach, cicho czekając,
Czy się okaże, że rację mają
Ludzie mówiący, że tu się nocą
Zmarli misterium odprawiać schodzą.
2011
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz