"Lasciate ogni speranza, voi ch'entrate"

„Okręt mój płynie dalej – pod prąd,

Serce, choć popękane, bić chce,

Nie ma cię i nie było – jest noc,

Nie ma mnie i nie było – jest dzień”

parafraza: KAT

wtorek, 29 maja 2012

Szlachcic polski

My są z dworków my z folwarków
Stara dobra szlachta polska
W pysk czerwonym tylko napluć
I znów solą ziemi zostać

Pamiętamy przodków włości
My ziemianie i ziemianki
Bóg i honor w sercu gości
Tylko koni żal ułańskich

Lecz na włościach dziad włościanin
To pańszczyznę szedł odrabiać
Żył w ziemiance a pan na nim
Stawał gdy na konia wsiadał

2012

poniedziałek, 28 maja 2012

Zgnuśniałym

Już nie marzą już nie walczą
Każdy patrzy tylko swego
Zadusili solidarność
Dla spokoju mniemanego

Głupcom dali się podzielić
Którzy cuda im wmówili
Snem Midasa zachłysnęli
Dla radości żyjąc chwili

Gnuśne ludy i ospałe -
Kamień widząc takich ludzi
Pozostawi matkę skałę
I do buntu sam się rzuci

2012

niedziela, 27 maja 2012

Jeździec

Co w myślach się skrada
Nie próbuj odgadnąć
Tam kryje się zdrada
Nas dwojga już dawno
W nich kobiet katalog
Ma tajne schowanie
Skąd na twoje ciało
Ich wkładam przebranie

I nie złość się na mnie
Gdy patrzę na inną
Tak wiele pięknych jest dziewcząt
Lecz ty jesteś właśnie
Tą jedną jedyną
Ty jesteś tą najpiękniejszą

Zrządzeniem przeznaczeń
Kosmiczną alchemią
Jest tak nie inaczej
I łzy nic nie zmienią
Choć koni tak wiele
Dosiadłem w marzeniach
To niesie mnie jeden
Którego nie zmieniam

Więc nie złość się na mnie
Gdy patrzę na inną
Tak wiele pięknych jest dziewcząt
Lecz ty jesteś właśnie
Tą jedną jedyną
Ty jesteś tą najpiękniejszą

Poniosło mnie nieraz
W nieznane krainy
A ból tak doskwierał
Gdy konie wróciły
Lecz w stajni klacz stoi
Poznana i wierna
Źrebaki mi poi
Ta moja ta jedna

Więc nie złość się na mnie
Gdy patrzę na inną
Tak wiele pięknych jest dziewcząt
A ty jesteś właśnie
Tą jedną jedyną
Ty jesteś tą najpiękniejszą

2012

sobota, 26 maja 2012

Piesek

Jadł nieboszczce z rąk jak trzeba
Tuczył się bez obrzydzenia
Z niej nie z siebie się naśmiewał
I podgryzał od niechcenia

Gdy umarła w nowej misie
Tłustym pyskiem zasmakował
Właścicielom ręce liże
Dawnym lejąc mocz na grobach

2012

piątek, 25 maja 2012

Dzień bez sztuki

Kiedyś serce ducha rwanie
Ból tęsknota melancholia
Prawdy z tętnic utaczanie
Z trzewi krzyk fantasmagoria

Dzisiaj pieniądz jest za wszystko
Kupić sprzedać się należy
Sztuczność szmira kasa szybko
Głupi tylko w prawdę wierzy

W czas cwaniaków na dorobku
Najważniejszym 'mieć' jest z bogów
Chór artystów z pustką w środku
Żąda gaż dla obiboków

Geniusz nędzę miał za żonę
Gdzieś w przytułku z którą zdychał
Dziś pacykarz to milioner
Co tragedią to nazywa

2012

czwartek, 24 maja 2012

Jeszcze na to nie zasłużyłeś

Jeśli dziwisz się dlaczego
Miłość której wyczekujesz
Wyślizguje wciąż się rękom
Szorstcy są dla ciebie ludzie

Oto powiem ci dlaczego -
Jeszcze skarbie na to nie czas
Zasłuż na to wpierw kolego
Cierp i popłacz jeszcze nieraz

Jeśli wiedzieć chcesz dlaczego
Gdy nie chciałem nic prócz sławy
I starałem się do tego
To nie tak mi poszły sprawy

Nie uwierzysz lecz ci powiem -
Jeszcze skarbie na to nie czas
Zasłuż na to najpierw sobie
Cierp i popłacz jeszcze nieraz

Wciąż pamiętam czas ten dzisiaj
Gdy chwycili mnie by cofnąć
Oskubali z piór mi skrzydła
Powiedzieli w twarz mi prosto

Trzeba skarbie wpierw zasłużyć
Zasłuż na to wpierw kolego
W samotności pobyć musisz
Przez czas dłuższy jeszcze nieco

2012
swobodne tłumaczenie z: The Smiths

środa, 23 maja 2012

NOTES 33 - Epitafium dla ogrodnika

Lat ogrodnik ziemię tyle
Pracą czynił swą poddaną
Jakby mu na zawsze dano
To gdzie gościł tylko chwilę

Kopał spulchniał i nawoził
Niestrudzenie niszczył chwasty
Śmiertelnego znojem władcy
Nad tą której śmierć nie grozi

Nadszedł czas i owoc zbiera
Pani z którą idzie człowiek
I o której myślał nieraz

W ziemi dół mu się wykopie
On nawozem będzie teraz
Chwast na jego wzejdzie grobie

2012

wtorek, 22 maja 2012

Nie na sprzedaż

Nie, nie mogę sprzedać ciebie
Za srebrniki i uznanie
Tu, gdzie przyszedł dziś niejeden
Z przyjaciółmi na spotkanie
Przy krokietach, kuflu piwa
W gwarze rozmów, drzwi skrzypieniu
Stukiem szklanek gdzie przerywa
Barman myślom trwać w skupieniu

Nie, to miejsce nie jest dla nas
To jest bazar, nie świątynia
Tu przychodzi się pokazać
Wolę sobie cię zatrzymać

Nie pozwolę ciebie poznać
Płaczkom dawnej ziemiańskości
Których wywiał wiatr za morza
Dziś wracają, by ich gościć
Z rozrzewnieniem łezkę ronią
Za dzieciństwem utraconym
Nim opluli ziemię swoją
W dolarowe frunąc strony

Nie potrzebne mi oklaski
Nadambitnych samochwałów
Do katakumb wracam ciasnych
Dalej konać w nich pomału
Świeczka w kąty mrok rozgoni
Cisza z nocą w rzędzie pierwszym
Będę wiersze czytał do nich
Tych słuchaczy najwierniejszych

2012

poniedziałek, 21 maja 2012

Cisza i ja

Gdybym wykrzyczał swoje cierpienie
I tajemnice które poznałem
Znalazłbym myśli uspokojenie
Kogoś obdzielił swoim ciężarem

Ale nie wydam z siebie ni słowa
Bo z pnia jednego my - ja i cisza
Musimy sprawy przedyskutować
Tak by nikt inny o nich nie słyszał
Rozwiąże problem spokojna głowa
Bo z pnia jednego my - ja i cisza

Dzieci się śmiały a ja się zawsze
Bałem uśmiechu klowna dlatego
Zamykam oczy aż światło zgaśnie
I się od dźwięku chronię wszelkiego

Bo z pnia jednego my - ja i cisza
Musimy sprawy przedyskutować
Tak by nikt inny o nich nie słyszał
Rozwiąże problem spokojna głowa
Bo z pnia jednego my - ja i cisza

Słyszę płacz liścia gdy spada z drzewa
Echa wołanie gdy ludzi nie ma

Bo z pnia jednego my - ja i cisza
Musimy sprawy przedyskutować
Tak by nikt inny o nich nie słyszał
Rozwiąże problem spokojna głowa
Bo z pnia jednego my - ja i cisza

2012
swobodne tłumaczenie z: Alan Parsons Project

niedziela, 20 maja 2012

Dwaj poeci

W panteonie mistrzów słowa
Lizusostwa wielki guru
Nieskalanie święta krowa
Dla wypranych z mózgów ciurów
Źródło prawdy i sentencji
Sama skromność w nimbie chwały
Idol ćwierćinteligencji
Zmora uczniów przymuszanych
Wróg laurek i peanów
Budujący pomnik sobie
Kasą z nagród w kieszeń pchaną
By mu gołąb srał na głowie

Lepiej mistrzem być dla siebie
Bez poklasku tępej tłuszczy
Jak z milionów innych jeden
Nie paw śmieszny ale puszczyk
Nie stać się pochlebców dziwką
Nawet błądzić w lotach nocnych
Bo poetą taki tylko
Który wolny i samotny
Na nic kanon i lektury
I pomników zimne gładzie
Starczy choćby jeden który
Wiersz przeczyta i zapłacze

2012

sobota, 19 maja 2012

Majowy deszcz

Spocona skóra w promieniach słońca
Niczym w kopalni soli stalaktyt
Szorstki się na niej osad wytrąca
Gdy żar ją suszy i ciepłe wiatry

Z grzeszności myta niebiańską wodą
Liżącą nagie ciało lubieżnie
Aż się zasoli jak z oczu potok
Łez albo morze martwe i ciepłe

W ukryciu cieni przed chłodnym deszczem
By się osuszyć po przejściu chmury
Spleciona z drugą w słonawy precel
Rozkoszy lukry zaschły na którym

W dłoniach natury miękko się mości
W cielesnych soków przybrana wilgoć
Dusząc bezbronną świeżość czystości
Słoną i lepką uniesień przylgą

2012

piątek, 18 maja 2012

Gęba ♫

Skarbie, skarbie tylko żartowałem
Mówiąc że bym chciał ci
Wybić wszystkie zęby twe
Skarbie, skarbie tylko żartowałem
Mówiąc że ktoś miał by
W łóżku pałą zatłuc cię

Jak czuła się Joanna d'Arc wiem
Teraz już jak czuła się wiem
Gdy płonął stos
Aż po rzymski nos
A jej walkman topił już się

Gęba, gęba atakuje znów
I już nie mam praw
Już nie mam szans
By być jednym z was

Jak czuła się Joanna d'Arc wiem
Teraz już jak czuła się wiem
Gdy płonął stos
Aż po rzymski nos
Implant w uchu jej topił już się

Gęba, gęba atakuje znów
I już nie mam praw
Już nie mam szans
By być jednym z was

2012
♫ tłumaczenie z: The Smiths

czwartek, 17 maja 2012

Apel krakowski 2012

My wolności miłośnicy
I w pokoju współistnienia
Terroryzmu przeciwnicy
Który świat nasz w piekło zmienia
Bez litości potępiamy
Zdrajców wrogich dla ojczyzny
Z innych krajów opłacanych
Chcących szczęście ludu zniszczyć
Którzy knując zamach krwawy
Wznoszą z bombą dłoń zbrodniczą
W imię chorej podłej sprawy
Kres niewinnym niosą życiom;
I dlatego popieramy
Wodza bratniej Białorusi
Że w odwadze nieprzebrany
Terror niczym szczury dusi
Kulą w czaszkę karze zbrodnię
Zakopuje zwłoki w lesie
Łaskawości wbrew zachodniej
Co zgniliznę tylko niesie;
Zobowiązać się pragniemy
Być w twórczości wojowniczy
Podejmować w niej problemy
I terroryzm piórem niszczyć.

Wynagrodzą nam łajdactwo
Ceniąc piękne mocne słowo
Nobla premią literacką
Albo nawet pokojową

2012

środa, 16 maja 2012

Modlitwa trenera

Słuchaj młody piłkokopie
Wiem że płacą ci tak mało
Że wieszają psy na tobie
Choć ojczyzny jesteś chwałą
Że brakuje alkoholu
I w pokojach chętnych kobiet
Każą biegać ci po polu
Jeszcze nogę skręcisz sobie -
Powołałem oto ciebie
Byś krytykom zamknął gębę
Jak trenować wprawdzie nie wiem
Lecz o cud się modlić będę
Jeśli orzeł ci nie starcza
I miliony na kontrakcie
To że możesz się pokazać
Opłacone mieć wakacje
Że w luksusach mieszkać będziesz
I przez jakiś czas gwiazdorzyć
Że nasz naród wierzy święcie
Że zbawienia wreszcie dożył -
Oto ja cię bardzo proszę
I uklęknąć gotów jestem
Szansę swoją zechciej dostrzec
Nie uciekaj przed sukcesem
Biegać nie bój się i walczyć
Zrób to chociaż dla trenera
On jest mistrzem motywacji
Spójrz jak ręce składa teraz
W szatni flagę tylko klepnij
Którą w darze dał prezydent
Ona sukces nam zapewni
Na pobożnych miarę życzeń

2012

wtorek, 15 maja 2012

Starością mądry

Jak daleko sięgam wzrokiem
Zewsząd cienie mnie nachodzą
Więc słuchajcie co wam powiem
Nim sam pójdę dalej drogą -
Wam to zawsze powierzałem
Najtajniejsze moje myśli
Byście idąc moim śladem
Do krainy mojej przyszli

Gdy się mądrze zestarzeję
Gorzkie słowa za nic mając
Wiatr jesienny mnie przewieje
We mgle czasu gdy spytają
Czy was znałem to z uśmiechem
Że przyjaciół - powiem - miałem
Smutek z oczu moich zetrę
Gdy się starym mądrze stanę

Jak daleko sięgam wzrokiem
Zewsząd cienie otaczają
Więc słuchajcie to co powiem
Do tych którzy tu zostają -
Podzielałem najczarniejsze
Z moich godzin zawsze z wami
I brakować mi was będzie
Gdy zostawię was tu samych

Gdy się mądrze zestarzeję
Słowa które mną wstrząsały
Jak jesienny wiatr przewieją
We mgle czasu zapytani
Czy wam byłem kiedyś znany
Pamiętajcie wtedy właśnie
Że się przyjaźniłem z wami
A śmierć oczy mi zatrzaśnie

Gdy się starym mądrze stanę ...

2012
swobodne tłumaczenie z: Alan Parsons Project

poniedziałek, 14 maja 2012

NOTES 32 - Stokrotki i mlecze

Zmieszane ze sobą
Upstrzyły mi ścieżkę -
Stokrotki - ozdobą
Mlecze - ni troszeczkę

Rozdzielenie chwastów
Zbyt duży wysiłek -
Chcąc nie mieć dmuchawców
Stokrotki skosiłem

Byłem mleczem w glebie
Ty zaś jak stokrotka
Wrastaliśmy w siebie

Kosy błysk cię spotkał
Mnie tylko bez ciebie
Dmuchawcem pozostać

2012

niedziela, 13 maja 2012

Boży gniew

Czy pochwaliłbyś interes
Żyłowanie wziął za cnotę
Czy stół kopnął przed bankierem
Bicz ze sznurków skręcił sobie?

2012

sobota, 12 maja 2012

Południca

Słońca pali żywy ogień
Zatrzymało się powietrze
W taki upał legnę sobie
Bezczynnością się napieszczę

Wyjałowi żar mi myśli
Powycina ból skalpelem
Tłuszcz przeszłości z żył wyczyści
Choć na godzin tych niewiele

Bym na suchy wiór nie usechł
Wleję w siebie napój zimny
Ten raz jeden nic nie muszę
Ogień z nieba temu winny

Obraz z drżeniem muska ziemię
W ciszy z niej uchodzi dusza
Wirem wpada w uniesienie
Jakby ktoś do tańca ruszał

Czego chce tu ta kobieta?
O co pyta ta dziewczyna?
Resztki myśli w głowie pęta
Ostrze które w dłoni trzyma

Proszę oszczędź tortur długich
Przecież życie jest udręką
I nie kalecz po raz drugi
Kalekiego - zabij prędko

Chcę tam z tobą gdzie bez końca
Niestygnący żar słoneczny
Żebym dość nie mając słońca
Od udaru był bezpieczny

1812

piątek, 11 maja 2012

Czarci młyn

Na pagórku nad polami
Młyn wyrasta na żniw chwałę
Jak świat dzielą widać z dali
Dwa ramiona skrzyżowane

W starodrzewia głuszy gęstej
Stara chata chyli ściany
W środku ciemno jest i biednie
Czas przystanął zapomniany

Czart we młynie srebrne ziarno
Jak alchemik w złoto zmienia
W chacie ktoś nad pajdą czarną
Spija kielich zapomnienia

Bój o mąkę toczą szczury
Krwią przeżarta spływa gardziel
W chacie niesie mysz do dziury
Okruch który czasem znajdzie

2012

czwartek, 10 maja 2012

Drinking Time

Czemu dręczyć mnie przychodzisz
Przerywając czas pijaństwa?
Widzisz jak się woda sączy
Gdy cię karmię stekiem kłamstwa

Wymagania stawiasz duże
Lecz spokojna twoja głowa
Trzymać starasz się ją w górze
Nie dasz życia nam zmarnować

Czemu robię to chcesz wiedzieć
Są łatwiejsze drogi śmierci
(To co moim jest nieszczęściem
Bólem wryte mam w pamięci)

Może ciebie źle oceniam
I potrzebne objawienie
Bym twojego urzeczenia
Nie nazywał zaślepieniem

Ja przywiodłem tutaj ciebie
Teraz ty chcesz mnie nauczyć
Jak zobaczyć że jest piękne
Co odrazę we mnie budzi

Czemu robię to chcesz wiedzieć
Są łatwiejsze drogi śmierci
(To co moim jest nieszczęściem
Bólem wryte mam w pamięci)

2012
swobodne tłumaczenie (+bonus) / parafraza: Durutti Column

środa, 9 maja 2012

Boże chroń prezia

Boże chroń prezia
I jego klikę
Naszego szczęścia
Jest on strażnikiem

Prezia godności
Racz strzec przed plebsem
Choć brak przyszłości
W jego królestwie

Niech nikt nie mówi
Czego nam trzeba
Wie każdy głupi -
Perspektyw nie ma

Chroń boże prezia
Bo go kochamy
Tak że go trzeba
Chronić przed nami

Choć lud ubogi
Na prezia damy
On taki drogi
Jest dla poddanych

Zapisz w historii
Wśród świętych wszystkich
Przyszłość zapomni
O hipokryzji

Nie ma przyszłości
Więc grzechu nie ma
Śmietnik historii
Już nas pogrzebał

Chroń boże prezia
Bo go kochamy
Tak że go trzeba
Chronić przed nami

Boże chroń prezia
Ciebie prosimy
Przyszłości nie ma
Sny się skończyły

Nie ma jej dla mnie
Dla ciebie nie ma
W rękach twych panie
Los pokolenia

2012
inspiracja / parafraza: Sex Pistols

wtorek, 8 maja 2012

Nocnica

Wiem że odejść stąd nie możesz
Wieczna twoja jest tułaczka
Lecz dlaczego właśnie do mnie
Chodząc noce wciąż zawłaszczasz?

Że kochałem przecież czułaś
I że byłaś moim światłem
Razem z tobą świat mój umarł
Odtąd serce mam rozdarte

Czy to tego jestem winny
Że nie miałem dość śmiałości?
Czy to zemsta że ktoś inny
W moim sercu jeszcze gościł?

Czy dlatego że nie dane
Było poznać ci kochania
Mnie wybrałaś na ofiarę
I szczęśliwym być zabraniasz?

Budzisz płaczem moje dzieci
Których mieć nie mogłaś sama
We śnie siadasz mi na piersi
Każąc męczyć się do rana

Więc już wcale się nie kładę
Tylko czuwam długo w nocy
Mózg trucizny toczę jadem
Wbijam w ciemność senne oczy

Czasem tak mnie mocno zmorzy
Że cię prawie poczuć można
Lecz ty tylko tak mnie zwodzisz
Wyprowadzasz na bezdroża

Na manowcach zabłąkany
Chyba wrócić już nie zdołam
Bo rzuciłaś na mnie czary
I co noc do siebie wołasz

Ciągle młoda wciąż tak piękna
Kusisz nagim martwym łonem
Dłoń wyciągam lecz nie sięgam
Nasze światy rozdzielone

Kiedy przysnę przed świtaniem
Śnię że koszmar ten pokonam
Wtedy chwytasz mnie za ramię
Zrywam się ... to tylko żona

1812

poniedziałek, 7 maja 2012

Smutny fakt ♫

Spójrz, jam twój los
Ten co cię tutaj wiedzie
Spójrz, jam twój los
I zależy mi
Cóż, zdradzą cię
Na mnie się nie zawiedziesz
Znów zdradzą cię
Możesz ufać mi

Zmieniam sen w jawę sam
Jam twój wzrok gdy musisz kraść
Jam twój ból gdy zimna twarz
Smutny fakt

Marzeń twych wolny ptak
Jam twój wzrok gdy ciebie brak
Jam twój ból gdy oddać masz
Wiesz że to smutny fakt
Smutny fakt

Tyś maską mą
Schronem moim, osłoną
Tyś maską mą
Która winna jest
Byś robił to
Grzechy wziął na swe konto
I za to zło
Winić będą cię

Zmieniam sen w jawę sam
Jam twój wzrok gdy musisz kraść
Jam twój ból gdy zimna twarz
Smutny fakt

Marzeń twych wolny ptak
Jam twój wzrok gdy ciebie brak
Jam twój ból gdy oddać masz
Wiesz że to smutny fakt
Smutny fakt

Jam twój sen
Jam twój wzrok
Jam twój ból
Wiesz że to smutny fakt

Wstręt, jam twój wstręt
Kiedy ty chcesz miłości
Płać, teraz płać
Choć niedobrze jest
Hej, jam twój los
Ten co cię tutaj wodził
Tak, jam twój los
I już mam ciebie gdzieś

Zmieniam sen w jawę sam
Jam twój wzrok gdy musisz kraść
Jam twój ból gdy zimna twarz
Smutny fakt

Prawda ma kłamstwa smak
I wymówki wszelkie zna
W tobie tam to jestem ja
Tak tak
Smutny fakt

2012
♫ swobodny przekład z: Metallica

niedziela, 6 maja 2012

Dwaj pasterze

Zgrzebna szata sznur na biodrach
Pusta kieszeń i sandały
Słowem darzył kogo spotkał
Dobrym; czasem chleb mu dali
Domu nie miał i miał wszędzie
Gdzie mu kąta użyczyli
Głosił miłość i żył święcie
Radość czując z każdej chwili

Dom bogaty i brzuch syty
Złoty łańcuch portfel pełny
Kochał możnych i zaszczyty
Bez skrupułów skubiąc biednych
Gdy parafia jego rękę
Z karkiem zgiętym całowała
Ta dziewczynka tylko z lękiem
Odwróciła głowę mała

Na nic miłość życie święte -
Gdy zło ważył się piętnować
Porzucili go ze wstrętem
Śmierć spotkała go głodowa (krzyżowa?)

Że bogaczy łechtał słowem
Zapłacili złotem szczerym
By się mógł okupić potem
Gdy za kark go chwycić chcieli

2012

sobota, 5 maja 2012

Gnojareczka

Z obrzydliwości rodzi się piękno
Jak kwiat wspaniały na ściółce gnoju
Wystarczy dojrzeć i sięgnąć ręką
Pośród zgnilizny po różę swoją

Róża w wysokich stała kaloszach
Kusa spódniczka koszula biała
Pełna i smukła była jej postać
Kiedy widłami gnój przerzucała

Niczym bogini w stajni wierzejach
Czynem szlachetna i mięśni siłą
Co Heraklesa pracę przejęła
By się pochylić nad słomą zgniłą

Napięte członki zroszone skronie
Zaokrąglone biodra szeroko
Co rusz z koszuli zaciekawione
Mięsistej piersi wyjrzało oko

Przerwała pracę i tak spojrzała
Że w jednej chwili pojąłem wszystko
Stajnia i słoma i ona sama -
W żyłach pieniące krew dziewuszysko

Prysła koszula z bielą jej razem
Obrus splamiony przez odchód zwierząt
Gdy miękkość piersi w dłoniach znalazłem
Wespół z gnojarką w słomie się prężąc

Łąką wiosenną gnój był pod nami
Najsłodszą wonią odór zgnilizny
Kiedy dzikimi płonąc zmysłami
Rozum zapomniał nagle o wszystkim

Spadły kalosze spódniczka kusa
Stopy i dłonie wbiły się w wilgoć
W gnoju ciał dwojga splot się poruszał
Jakby je zlepił na wspólną przyszłość

Cuchnące palce wplotłem w jej włosy
Brunatną dłonią mazałem ciało
Nieokiełznanej chłonąc rozkoszy
Oznaki ciche że wciąż jej mało

I tylko konie będąc świadkami
W gnijącej słomie uniesień jedni
Rżeniem oznajmić nie omieszkały
O swym zgorszeniu z boksów sąsiednich

2012

piątek, 4 maja 2012

Wspaniały

Gdzieś wewnątrz pewny
Gdzieś tam bezpieczny
Świat w którym żyjesz
Gdzie szansa uszła
Zmarła nadzieja
W świecie się kryjesz
Gdzie nie ma jutra
I dzisiaj nie ma

Ty - wspaniały taki jesteś
Przyćmij gwiazdy najjaśniejsze
Zbyt dalekie
Zbyt odległe
Ty - legenda w sercu na dnie
Wypierana tak starannie

Wyjdź spoza maski
Za którą zwlekasz
Żądzy żar straszny
Może oślepiać
Czas przystopować
Presja cię zżera
Schować się schować
Nie jutro - teraz

Ty - wspaniały taki jesteś
Przyćmij gwiazdy najjaśniejsze
Zbyt dalekie
Zbyt odległe
Ty - legenda w sercu na dnie
Wypierana tak starannie

2012
swobodne tłumaczenie z: Ultravox

czwartek, 3 maja 2012

Preambuła

My arcyhrabia z bożej łaski
Pomorski, śląski, wielkopolski
Łódzki, mazurski i podlaski
Też mazowiecki, małopolski
Nadto litewski i smoleński
Z woli narodu nim obrany
Aby uchronić lud od klęski
Przez posiadaczy wsparty stany
Wypaczeń pomny, dawnych braków
Gdy wokół wilków sfora liczna
A celem dobro jest rodaków
I egzystencja polityczna
Mimo wszystkiego co nas dzieli
O potomności wdzięczność dbając
Chce byście gęby swe zamknęli
A słowa nasze świętość mają

Wolność dajemy wam na tacy
I ustalamy jej granice
Tym do wyzysku tym do pracy
Dla tych są prawa zwykłym picem
Kładąc na pyski wam kaganiec
Mamy ojczyzny los na względzie
Jeśli okoniem naród stanie
Oto mówimy wam co będzie

Kiedy zbuntują się ulice
I naszej władzy wam się zachce
Wtedy poprzemy targowicę
Chociaż jest śmierć za apostazję
To arcyhrabii wolno wszystko
Nawet się skumać z okupantem
Bo władza przecież tylko dziwką
Którą raz dyma ten raz tamten

2012

środa, 2 maja 2012

Majówka z Polską

W wolnym kraju szczęśliwości
W którym mleko z miodem płyną
Na majówkę sprasza gości
Pierwszy hrabia wraz z hrabiną

Do pałacu przyjdźcie bracia
I okażcie władzy podziw
Jak owocna jest jej praca
Wszystkim świetnie się powodzi

Dumni bądźcie z konstytucji
Której nigdy nikt nie wcielił
Przyjdźcie mądrość przodków uczcić
Co na szyi sznur już mieli

Zróbcie sobie kotylionik
Wróci orzeł na koszulkę
Kancelaria da miliony
By czerwienią świecił burdel

Wata z cukru kupi dzieci
By zrozumieć mogły wcześnie
Że przykładem władza świeci
I obdarza wszystkich szczęściem

Bo nieważny jest dobrobyt
Sprawiedliwość równość postęp
Lecz na kijku dwa kolory
Krok marszowy dętych orkiestr

2012

wtorek, 1 maja 2012

Wyklętym

W robotnicze wasze święto
Zacni ludzie PRL-u
Wypalone krwawo piętno
Czczę wbrew woli szujów wielu

Wy w codziennym dziele pracy
Silni skromni i uczciwi
Uświęceni trudem waszym
I wyśmiani przez złośliwych

Nie dla zysku nie dla nagród
I w niczyim interesie
Na wygiętym waszym karku
Czego Atlas nie uniesie

Za sumienny znój przez lata
Oszukani i zdradzeni
Plugawego nawóz świata
Sól jałowej z wierzchu ziemi

Pozbawieni dziś godności
Bez szacunku praw i chleba
W sercach których gorycz gości
Że was młodym nie potrzeba

Hołd styranym składam rękom
Krzywym plecom oczom zgasłym
Słabym głosom - waszą wielkość
Sławię słów pomnikiem własnych

Kiedy krew ktoś w szmal zamienił
Zawłaszczono święto wasze
Na majówkę i happening
Wynoszenie na ołtarze

To co czyste niech się święci
Zło zysk może swój podwajać
Mogą sobie drwić przeklęci
Niech się święci pierwszy maja!

2012

poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Piosenka na Euro2012

Kosztowne stadiony
Gdy na leki nie ma
W lotniskach miliony
Mieszkań nie potrzeba
Podróbką autostrad
Nigdzie nie dojadą
Cwanym szmal się dostał
A głupiemu radość

Dla władzy splendory
Igrzyska dla plebsu
W korporacjach zbiory
Zyski czuć w powietrzu
Próżniak szuka flesza
Premie dla kolesi
Pismak w główkach miesza
A głupi się cieszy

Rodzimej drużynie
Co gra dla milionów
Noga się powinie
Trzy gry i do domu
Z dziwkami w hotelu
Bal na pożegnanie
Z rozpaczy głupiemu
Upić się zostanie

Hej biało-czerwoni
Frajer wszystko kupi
Szmal zarobią oni
Odchorują głupi
Że święto wam mówią
Jednak dla tych tylko
Co zarobią dupą
Lub na waszym tyłku

2012

niedziela, 29 kwietnia 2012

Krzykiem żurawi

Patrzę ci w oczy
Nic o miłości
Tobie nie mówię
Długo już
Deszczem ci nocnym
Opowiem o tym
Ty liści szumem
Do mnie mów

Kluczem wołam
Ci żurawi -
Kocham cię
Wiatr od czoła
Mnie poprawi -
Kocham cię

Jak kwiatów wiośnie
Słów nie brak wcale
Lecz wypowiedzieć
Nie ma jak
Że wśród błyskotek
Które kochałem
Księżyca lśnienie
Ma twój blask

Kluczem wołam
Ci żurawi -
Kocham cię
Wiatr od czoła
Mnie poprawi -
Kocham cię

Niech wiatry deszcze
Krzyk stad nad głową
Miłosną będzie
Naszą rozmową

2012
swobodne tłumaczenie z: Vitas

sobota, 28 kwietnia 2012

Mandatum novum

Żadnych nagród rąk uścisków
Zero blichtru póz gwiazdorskich
Krygowania fleszy błysków
Podziękowań i sztuczności

Precz z kółkami adoracji
Kolesiostwem i poklaskiem
Tłustym ryjom nie dać szansy
By jaśnieli cudzym blaskiem

Szlaban samouwielbieniu
Złudnej sławy nimbom próżnym
Być trybikiem jednym z wielu
Który wspólnej sprawie służy

Kiedy wokół świństwa wiele
Nie posiada zwykle ojca
Trzeba istnieć w swoim dziele
Samym w cieniu zaś pozostać

2012

piątek, 27 kwietnia 2012

Chińskim przyjaciołom

Pod sztandarem robotniczym
Wyzysk nowej burżuazji
Prawa ludzi dla was niczym
Demokracja rodem z Azji
Uśmiech który nic nie znaczy
Bo szmal tylko ma znaczenie
Zysk chociażby był łajdaczy
Jest najlepszym przyjacielem

My byliśmy solidarni
Dziś bogaci się nieliczny
Los milionów też jest marny
I nikt z nimi się nie liczy
Więcej łączy nas niż dzieli
Naszym wspólnym bogiem pieniądz
Pora zewrzeć więc szeregi
Niech kapitał rządzi ziemią

W interesów imię wspólnych
Niech obłuda nas prowadzi
Biały z żółtym będzie równy
Jeśli geszeft się opłaci
Nie okupant nie ciemięzca
A przyjaciel wielki z Azji
Prawdy złotu równy ciężar
Cóż tam Tybet teraz znaczy

Obyś żył w ciekawych czasach
Właśnie takie teraz przyszły
Z wszystkich krajów tego świata
Łączcie się kapitaliści

2012

czwartek, 26 kwietnia 2012

Powrót mordercy cz. 2

I rozmawiali po świt nad lasem
Jakby się znali - szczerze i miło
Aż pomyślała dziewczyna z czasem
Że z tym odmieńcem dobrze jej było

Kiedy przysnęła z nadmiaru wrażeń
On bezpieczeństwa snu jej pilnował
Gdy sen zawładnął też gospodarzem
Dziewczyna wstała wyszła bez słowa

Zakryła zorzę dłoń mgły porannej
Drogi spowiła oparem gęstym
Znikąd wychynął cień straszny nagle
Szukającego ofiar mordercy

Cudem zdołała umknąć dziewczyna
Nie wiedząc nawet jak to się stało
Do puszczy więcej nie powróciła
A o zabójcy już nie słyszano

                 *      *      *

Kiedy się zbudził jej już nie było
Gotów był uznać za sen ją nawet
Jednak popędził w ślad za dziewczyną
Czując że spotkał z nią się na jawie

Dobiegł gdy miała umrzeć za moment
W dosięgających ją chorych łapach
Szybszy był ... wkrótce członki rzucone
W las wilki zjadły wciągnęły bagna

Próżno przed sobą w głuszę uciekał
Naiwnie widział się wyleczonym
Los wszędzie znaleźć umie człowieka
Zbudzić uśpione kiedyś demony

2012

środa, 25 kwietnia 2012

Powrót mordercy cz. 1

Dlaczego w głuszę od wszystkich uciekł
Wśród lasów ukrył się w samotności?
Czym tak boleśnie skrzywdzili ludzie
Że go ustronie leczy z przeszłości?

Kiedy ktoś znalazł w pobliżu ciało
Kiedy zniknęło kilku bez wieści
Gdy ktoś znów umknął przed cieniem cało
Straszne się po wsiach słuchy rozeszły

Dziewczyna która zabójstwa nocne
Wiązała z jego się pojawieniem
Że serce miała odwagą mocne
W las sama poszła po wyjaśnienie

Kluczyła cicho między drzewami
W archipelagu kęp olsu grzęzła
Aż księżyc nocną wartę wystawił
Wiodąc dziewczynę w nieznane miejsca

Złowrogie sowy pohukiwanie
Wróciło pamięć o mateczniku
Gdzie wielki niedźwiedź jest puszczy panem
A wilk poluje na nieszczęśników

Lęk młode serce drżeniem nawiedził
Kiedy ujrzała kryjówkę mroczną
Wtem zbieg ponury stanął naprzeciw
Do swojej chaty dziewczynę prosząc

Nie wiedząc czego bardziej się lęka -
Czy zwierząt dzikich czy rąk zabójcy
Zemdlała - on ją poniósł na rękach
Położył w chacie po czym ocucił

2012

wtorek, 24 kwietnia 2012

Mgła na oczeretach

Dzień umiera na mokradłach
Uwalniając siwą duszę
Woda jemu ciepło skradła
Wieczór chłodem tnie podbrzusze
Oczy gasną ginie obraz
Rozmazane wokół wszystko
Tylko śmierć tu można spotkać
Chmury spadły w trzęsawisko

Walczę z bagnem po omacku
Próżno dłonią wkoło macam
Nie doczekam słońca blasku
Lecz za późno już by wracać
Zło od świata mnie odcina
Rozpyloną wszędzie wodą
Pora mi się tu zatrzymać
Tak bym chciał umierać z tobą

Odebrała najpierw ciebie
Teraz całą świata postać
Niebo ziemia gdzie są - nie wiem
Sam tak muszę już pozostać
I rozpoznać nie potrafię
Krzyku w lepkim jej tumanie
Czy wzywają noc żurawie
Czy to twoje jest wołanie

2012

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Duszpasterz wielbłądów

Nic się nie bój biznesmenie
Że już smoły wrą piekielne
Ksiądz załatwi odkupienie
Zwiększy ucho ci igielne

Gdy cię gryzie coś od środka
Gdy się zbiera na rzyganie
Z duszpasterzem swym się spotkaj
Niezawodny lek dostaniesz

Jakiś ochłap biednym rzucisz
I poczujesz wnet się lepiej
Dobry nastrój szybko wróci
Ksiądz po plecach cię poklepie

Chciwość on usprawiedliwi
Kreatywnym chęcią bycia
Tylko komuch napastliwy
W pomaganiu fałsz by widział

Takim wielkim widzi siebie
Ksiądz jałmużny rozdawaniem
Jakby miejsce kupił w niebie
Ziemskich nagród pragnąc za nie

Bo ubogim rzucił kostkę
Aby wdzięczni ją obgryźli
Chciałby być lewicy wodzem
By się chamstwu bunt nie przyśnił

Z walki klas kler zysku nie ma
I z bogatych odchudzania
Stąd by biednym dawać ściema
Byle tylko szmal naganiać

Niech się pajac śmieszny chełpi
Że z systemu uszczknąć zdoła
Lecz naprawdę ten jest wielki
Kto wbrew wiatrom w puszczy woła

2012

niedziela, 22 kwietnia 2012

Wichrowe wzgórze

Dni spokoju dawno przeszły
Cichy ogród u stóp skarpy
Osłonięty od stron wietrznych
Skrawek słońca w pamięć wtarty

Tutaj zawsze wichry wieją
Wymieniając tylko strony
Komin wyje beznadzieją
Ludziom wiecznie przygnębionym

Chłód obrzydza wszystkie pory
Krok osłabia, kuli postać
Nawet zdrowy tu jest chory
Byle w domu dłużej zostać

Ten co zmarszczki na staw kładzie
Piaskiem oczu łzawość zmienia
Siłę ma by zmarszczyć twarze
Przywiewając ból wspomnienia

2012

sobota, 21 kwietnia 2012

Niezachłanni

Na co ziemi nam tej skarby
Na co włości i majątki
Nie możemy być zachłanni
Lecz w ubóstwie w pełni wolni

Niech nas żywi własna praca
Doskonalmy się w modlitwie
Pan od chciwych się odwraca
Każąc przejść przez ucho w igle

Ci co widzą tu majątki
Jako świętość niezbywalną
Niech popatrzą na początki
Kiedy lud się do nas garnął

My nie chcemy nic od państwa
Starczy ludu nam jałmużna
Boska władza nie cesarska
Nas nagradzać tylko słuszna

Nie z tej ziemi jest królestwo
Które kiedyś naszym będzie
Skarb więc też niech będzie nie stąd
Lecz ukryty tam gdzie serce

Nie nam prawo tu ustalać
Mieszać w sprawy się tej ziemi
Przy kim prawda mądrość stała
Nieomylny sąd oceni

Może nas zachłannych kasta
Napiętnować za herezję
Dusze czyści kontemplacja
Tylko boskie słowa święte

Choćby umrzeć przyszło nawet
I na ziemi nas wyklęto
Ci co życie stracą w sprawie
Już na zawsze żywi będą

2012

piątek, 20 kwietnia 2012

W dół rzeki

Weź mnie z nurtem moja rzeko
Spław krętymi meandrami
Ile możesz w dół daleko
Pozostańmy całkiem sami

Zostaw w tyle pomyleńców
Z pochodniami w oczach krwawych
Zanim innym stryczki skręcą
W niedostępne nieś moczary

Od trucizny mnie oddzielaj
Pieczeniarzy zakłamanych
Gdzie cwaniaka cwaniak wspiera
Swój przez swego nagradzany

Szumem zagłusz głos proroków
Którzy stado kijem pędzą
Z diabłem w sercu belką w oku
Szatach tkanych owiec nędzą

Unoś w dzikie mnie ostępy
Gdzie najzdrowsze jest powietrze
W wolnych myśli gęste kępy
Których świat nie zatruł jeszcze

Zostaw świniom ich koryta
Wściekłym kundlom ścierwo zgniłe
Mnie daj w czystej toni pływać
Póki nurt mnie nie zabije

2012

czwartek, 19 kwietnia 2012

Polownie na czarownice

Niemrawe światło - oczy zamglone -
Zza szyb dobiega mnie zagrożenie -
Setka sylwetek skrytych pod domem
Przed siostry mojej - Luny - promieniem

Wraca przytomność - chwytam okrycie
Muszę się wymknąć skryć w nocy ciemnej
Kiedy już pójdą wstanę o świcie
Dzień da wytchnienie w słonecznym świetle

Ulatuj siostro w objęcia nocy
Niech ona blask twój mrokiem otoczy

Uciekam z domu w nocne powietrze
O słodka Luno - nie wydaj siostry
Przez pola - nawet się nie obejrzę
Muszą być blisko bo gwar tak głośny

Daleko dokąd nogi poniosą
Szybko jak wicher - jak zając polny
Kotem być - nie drżeć ze strachu nocą
Ludzie go błądząc złapać niezdolni

Tchu tak zaczerpnąć by nie słyszeli
Choć serca łomot niemal ogłusza
Krzyczą - leżącą widząc na ziemi
Więc wstaję znowu do biegu ruszam

Gnam przez gałęzie ciernie jeżyny
Sowa beztrosko za wiatrem goni
Co tutaj robię zamiast być przy nim
A nie uciekać jak chcieli oni

2012
swobodne tłumaczenie z: Inkubus Sukkubus

środa, 18 kwietnia 2012

Powrót z zaświatów

Szarość domu ciepło żony
Swojsko znanie i bezpiecznie
W zależnościach zawieszony
Póki całkiem coś nie pęknie

Ból zielarka leczy duszy
Czasem w progach skromnej chaty
Dzikim dreszczem ciało kusi
Kursem ponad martwe daty

Dwie kobiety jak dwa życia
Dopełnienie namiętności
Żywioł z ciszą się przenika
Zagłuszenie samotności

Ani jedna ani druga
Nie wygoi dawnej blizny
Rana tak jak życie długa
Wyżłobieniem krzyczy krwistym

Między łona dwa rozpięcie
W pamięć wryty cierpki ciężar
Skończył ostrym losu cięciem
Kiedy znów na świat ten przeszłaś

Nocą światów przemieszania
Odebrałaś łup bez walki
Wyrok śmierci wykonałaś
Pokonując dwie rywalki

I niech żalu nikt nie nosi
Bo od losu sporo dostał
Czasem to o co się prosi
Zgoła inną miewa postać

2012

wtorek, 17 kwietnia 2012

Piękno o poranku

Jasna gołąbko o ślicznych oczach
Wielkich i czarnych węgielkach nocy
Na minut kilka przysiadłaś chociaż
Stając się źródłem krótkiej rozkoszy

Dokąd leciałaś wśród mgieł porannych
Rankiem niedzielnym w kwietniowym chłodzie
Promyczku światła w tunelu czarnym
Gdy nam przez chwilę było po drodze?

Kanonie piękna w drobniutkim ciele
Wenus wcielona pięć stóp wysoka
Czy jeszcze kiedyś słodki aniele
Zobaczę niebo w głębokich oczach?

2012

poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Gravida

Pulchny cudzie kobiecości
Obarczony głazem życia
Gromadzący miód mleczności
Co pokoleń czas wytyczasz

Pełnych kształtów twych pożądam
Tak jak dotąd nigdy jeszcze
Posiadania zwiększam obszar
Wzbierające ciało chłepczę

Wzór krągłości bierze pełnia
Z bioder obłych sutych piersi
Ich obfitość dłoń wypełnia
Gdy pozwalasz mi się pieścić

Obolałym łydkom skórze
Podrażnionej naprężeniem
Plecom brzemię gdy zbyt duże
Niosę w palcach ukojenie

Teraz widzę cię boginią
Panią życia i płodności
W której moje soki płyną
Żywy ślad dla potomności

              *    *    *

[Oprzyj dłonie łokcie klęknij
Pokłon pani złóż naturze
Pozwól poczuć mleczność piersi
Kiedy w tobie się zanurzę

Niech przycisnę twoje łono
Oczy wbiję w bioder pełnię
W wilgoć nisko opuszczoną
Sobą z drżeniem się zagłębię

I opadnę zamroczony
Na napięty pas startowy
Lędźwi w dole rozpłaszczonych
Umrzeć w chwili tej gotowy

Akt mój spełnił się z boginią
Panią życia i płodności
W której moje soki płyną
Żywy ślad dla potomności]

2012

niedziela, 15 kwietnia 2012

Teologia wyzwolenia

Nie wart nic mesjasz każący milczeć
Karki przyginać całować dłonie
Na sprawiedliwość czekać aż przyjdzie
Przez całe życie cierpiąc niewole

Wierzę że takim jest wyzwoliciel
Co lęku nie zna w czynie i w mowie
Który o boju by sprawiedliwiej
Było na ziemi że grzech nie powie

Ten co czci godność prawdę i skromność
Gardząc chciwością pychą i butą
Doceni upór w walce o wolność
Z faryzeuszy podłą obłudą

Prowadź więc zbawco na barykady
Przeciw tchórzliwych szczurów głupocie
Niech wolność nasza tym się objawi
Że sami prawdy możemy dociec

A gdyby błędna była ta ścieżka
Gdzie jest niegodnym łeb w piasek chować
Pomnij że innych chcieliśmy szczęścia
Tak rozumiejąc mesjasza słowa

2012

sobota, 14 kwietnia 2012

Jaga rusza w świat

Inna wrażliwsza wyobcowana
Pod kloszem z książek świata własnego
W dżinsach bez szpilek pod bluzką rana
Ambitne butne dziewczęce ego

Z jasnością dążeń marzeń kompasem
Różańcem zasad w tajnym dzienniku
W przyszłość lękliwym spojrzeniem czasem
W gitary dźwiękach smutnym wierszyku

Koniec dzieciństwa czas w świat wyruszyć
Choć taki wredny wyzwać go pora
Że sobą będzie jeszcze się łudzi
Przed jego młynem ustrzec się zdoła

W tyle zostają cztery litery
Prowincjonalnej bezpiecznej dziury
Na szlak po pierwszy stopień kariery
W pogoń pomiędzy zgłodniałe szczury

Kupiona będzie nim się spostrzeże
Ze swoim buntem ideałami
Świata posłusznym szarym żołnierzem
Zmielą kruszynkę żarna ze stali

Nie tak naiwna by świat chcieć zmienić
Lecz że on zmienia ją nieświadoma
Niezłomność swoją niezwykle ceni
Ten co bez walki dał się pokonać

2012

piątek, 13 kwietnia 2012

Kontrrewolucjonistom

Wy - dumni  z siebie że lud bezkrwawo
Wwiedliście w wolny dom Izraela
Mojżesze próżną okryci sławą
Przez siebie samych - obłudne zera
Z solidarności dziwkę zrobiwszy
By ją porzucić gdy się wysłuży
Grający panów najsprawiedliwszych
Złotego cielca pazerni słudzy

Słuchajcie - własną karmieni hucpą -
Co wam się zdaje cudem bezkrwawym
Było kłamliwą kontrrewolucją
Wam nie pomniki lecz hańba zdrady
Nie wolność dobro wspólny dobrobyt
Nie siła godność perspektyw ogrom
Lecz wielkie morze ludzi ubogich
Garść hien żłopiących krew narodową

Sprzedawcy cudzych ziem obiecanych
Cwanym kolesiom z sumień zanikiem
Razem z kast dawnych pogrobowcami
Tworzący chciwą padalców klikę
Wiedzcie że wasza tajemna zmowa
W której bezkrwawość święcie wierzycie
Krew oszukanych w pazurach chowa
Dramat bezsilność spaprane życie

Choćbyście kłamstwo ludziom wmówili
Poeta wasze świństwa spamięta
W cokół wam wpisze niegodne czyny
Lepsza już gałąź pod truchłem zgięta

2012
zapożyczenie z: Czesław Miłosz

czwartek, 12 kwietnia 2012

Muzeum Titanica

Z żądzy zysku pychy marnej
Ten co nie da się zatopić
Pierwszy rejs i spoczął na dnie
By symbolem być głupoty

Po stu latach tam gdzie powstał
Zysk osiągną z dawnej śmierci
Spadkobiercy cech po ojcach
Nic od przodków nie mądrzejsi

2012

środa, 11 kwietnia 2012

Drugie życie

Nie byłem szczery
Tak być musiało
Prawda zbyt dzieli
Gdy czasu mało
Dobrze nam było
Chcieliśmy tego
Z wiarą naiwną
Że nie ma złego
Mogłaś odczytać
Że coś jest nie tak
W oczu kącikach
Nie chciałaś jednak
Biedak znalazłszy
Monety złote
Je i nie patrzy
Co będzie potem

Tak - umierałem
Gniłem od wewnątrz
Z ciebie ofiarę
Złożyłem lękom
Chciałem uwierzyć
W kolejną drogę
Nie byłem szczery
Teraz już mogę
Byłaś mi szansą
Na drugie życie
Nim słońce zaszło
Następnym świtem
Raz się umiera
Tego nie zmienię
Zapłacę teraz
Podwójną cenę

2012

wtorek, 10 kwietnia 2012

Wyładowanie

Uznany winnym
Lecz nie w porządku
Za mnie ktoś inny
Decyzję podjął
Czuć zapach śmierci
Siedzę na krześle
Pas mnie przytwierdził
Nie wierzę jeszcze
Kto ciebie bogiem
Zrobił byś mówił
"Spójrz - oto mogę
Zabijać ludzi"

W oczach jasny blask
Śmierci nadszedł czas
Ogień objął mózg
Płomień czuję już

Czeka na sygnał
Śmierci przełącznik
Po kilku chwilach
Wszystko się skończy
Śmierć potu zimnem
W oczy zajrzała
Świadomość przy mnie
Została sama
Strach dłoniom zgina
Kurczowo palce
Jak się u licha
Tutaj znalazłem

W oczach jasny blask
Śmierci nadszedł czas
Ogień objął mózg
Przejmujący ból

Niech mi jeden
Z was pomoże
Błagam ciebie
Pomóż boże
Stracić wszystko
Muszę teraz
Nie chcę szybko
Tak umierać

Minuta każda
Jest jak godzina
Widzę ostatnia
Spada kurtyna
Czy to jest prawda?
Małe znaczenie
A jeśli nawet
Niech się już dzieje
Bo wybudzony
Krzykiem potwornym
Jestem już wolny
Od snów upiornych

2012
swobodne tłumaczenie z: Metallica

poniedziałek, 9 kwietnia 2012

Cicerone

Czy to zawsze tak być musi
Że się z nikim nie udaje?
Miłość nadziejami kusi
A zawody wciąż te same

Piękny ból niewzajemności
Gdy się skończy i zabliźni
Kiedy stale w sercu gości
Najmroczniejsze wabi myśli

Starczy - zbyt to długo trwało
Już nie będzie co być mogło
Ślepa wiara to zbyt mało
Ta ostatnią była wojną

Pada słaby punkt oporu
Lecz do końca wolny jestem
Śmierć ratunkiem dla honoru
Martwym będę lecz nie jeńcem

               *    *    *

Skąd się wzięłaś wtedy właśnie
Kiedy los się miał dopełnić?
Zamieniałaś noce w baśnie
Sens wróciłaś gestem jednym

Wyleczone myśli chore
Broń złożona u stóp twoich
Sam oddaję się w niewolę
Tej co blizny sobą goi

Nierealnie jakże piękna
Mgła poranna ponad łąką
Już niczego się nie lękam
Kiedy mogę ciebie dotknąć

W tobie siebie sam wypełniam
Ty spełnieniem jesteś samym
Zastąpiła pustkę pełnia
Z dwojga jeden jest organizm

W szorstkość twardokrawędzistą
Wniosłaś pulchność miękkomleczną
Już nie śmierć lecz wspólna przyszłość
Nie kres marny ale wieczność

                *    *    *

Jeszcze jedna szczęścia chwila
Konwulsyjny szczyt uniesień
Gdzieś się złuda zagubiła
Z żywej wiosny - późna jesień

Chory umysł stygnie z wolna
Krew tężeje w zimnych żyłach
Pora odejść - nikt nie woła
A przed chwilą jeszcze była

Dzięki pani ci najsłodsza
Za łaskawy gest litości
Że w przeprawie mi pomogłaś
Tym złudzeniem realności

1812

niedziela, 8 kwietnia 2012

Skłot

Oto jego jest siedlisko
Pośród bagien i traw dzikich
Azyl erem uroczysko
Tutaj szczęściem jest być nikim

Opuszczona kiedyś chata
Dziś samotnia i kaplica
Skłot ukryty w gęstych lasach
Który przejął eremita

Komin krzywy dach omszały
Poprzez deski wiatr przenika
Wokół zamknął się świat cały
Dla biednego pustelnika

Wąską szybką księżyc wścibski
Wpycha w kąty srebrne duchy
Gospodarza gości wszystkich
Nocą śle na pogaduchy

Ciepłem świecy oddychanie
Pajęczyny wprawia w drżenie
Wnet pustelnik z miejsca wstanie
Zerwie z podłóg kurz szaleniec

Resztka wina niknie w szklance
Od wszystkiego uwolniony
Kręci się derwisza tańcem
Zanim padnie zamroczony

Nic nie mając posiadł wszystko
By móc odkryć boskie szczęście
Mantrę mruczy w noc mistyczną
"Czuję cię i wiem że jesteś"

Wiatr nie zdradzi tajemnicy
Kryjąc ją w paproci szumie
Przebudzony żuraw krzyczy
Jednak nikt go nie rozumie

2012

sobota, 7 kwietnia 2012

Wiem że się zdarzy

Kochanie moje
Gdziekolwiek jesteś
Jesteś czymkolwiek
Ufne miej serce
Wiem że to wreszcie
Zdarzy się tobie
Poczekaj jeszcze
Wiarę miej w sobie

Mówisz że dzień ten
Wciąż się nie zdarza
Nigdy odleglej
Się nie wydawał
Lecz pewne dla mnie
Jest że nadejdzie
Zachowaj wiarę
Poczekaj jeszcze

2012
swobodne tłumaczenie z: Morrissey

piątek, 6 kwietnia 2012

Cross country

Tu jego drzewca ciężkie ramiona
Błędów i cierpień wieczne brzemiona
Utrapień ludzkich zła mieszanina
Karki do ziemi co dzień przygina

Tutaj krzyżówka pluskwy i hieny
Żąda od brata wysokiej ceny
Dróg skrzyżowanie najrozmaitszych
Wiatrów przeciwnych zbieg niepomyślny

Kot zawsze czarny przebiegnie drogę
Biada takiemu co chciałby w poprzek
Zirytowanych gniewne ataki
Łatwo postawią krzyżyk na takim

Jak miecze w walce krzyżują słowa
Znakiem magicznym klną się na boga
Lecz i krzyżowców hordy w tym kraju
Z prawdą obłudnie się rozmijają

Przejdę za tobą na druga stronę
Przekroczę rzeki dotąd bronione
Tylko przeżegnam się nim odejdę
I trzymać kciuki za siebie będę

2012

czwartek, 5 kwietnia 2012

W ogrójcu

Tak tu krótko byłem panie
A już oddać wszystko każesz
Mniej nade mną zmiłowanie
Kielich ten od ust mi zabierz

Chciałem by mnie pokochano
I kochałem sam daremnie
Przed śmiertelną błagam bramą
Odsuń kielich ten ode mnie

Spójrz - osoba tak żałosna
Misji twojej nie jest godna
Więc w spokoju mnie pozostaw
Ulżyj mi i kielich oddal

Dłonie w które chleb wkładałem
Zaciskają teraz pięści
Jutro w hańbę zmienią chwałę
Tak się bardzo boję śmierci

Cierpię bo samotny jestem
Wiem że ziemia ta nie dla mnie
I że zmienić mogę miejsce
Jednak przejście zbyt jest straszne

Śmierć daremna będzie moja
Tu się nigdy nic nie zmieni
Pot ocieram zimny z czoła
Gorzki dla mnie zbyt ten kielich

Strach mnie przejął tak okrutny
Co tam teraz zmartwychwstanie
Słucham jednak nikt nie mówi ...
Niech się wola twoja stanie

2012

środa, 4 kwietnia 2012

Na zakupy czyli filozofia materialistyczna

                                  / zasłyszane /
Robisz zawzięcie
Zakupy mrówko
A i tak będziesz
Mieć z tego gówno

2012

wtorek, 3 kwietnia 2012

Dom oczu i uszu

Domu mój rodzinny
Wdzięczny jestem tobie
Że po latach zimnych
Pod dach mnie przyjąłeś
Że dałeś mi wolność
I bezpieczne noce
A myśli tu mogą
Przed głupotą dotrzeć

Lecz dlaczego chronisz
Mnie przed sobą samym
Tajne mikrofony
Wbudowując w ściany?
Kąty twoje cztery
Patrzą nawet nocą
Ciekawskiej kamery
Spać nie dając oczom

Za nie takie słowo
Lub znak zabroniony
Kiedyś mi nad głową
Złe zakraczą wrony
Zrozumiem że ściany
Dach twój i podłoga
To dla mnie kajdany
Na rękach i nogach
Że jesteś więzieniem
O ostrym rygorze
Gdzie krzyk i myślenie
Przebić się nie może

2012

poniedziałek, 2 kwietnia 2012

Drugie śniadanie miszczuf

Zrozum teraz robotniku
Że fornalem zwykłym jesteś
I otrzymać możesz tylko
Co ci pan da hojnym gestem

O nic pytać cię nie musi
Bo chcesz więcej niż ci trzeba
Ty się pana łaską tuczysz
I bez jego zdechniesz chleba

Złapie się na plewy pańskie
Wróbel stary kiedy głupi
Wie że w twoim jest poddaństwie
Jego szansa pana łupić

Na krwi twojej i wyzysku
Rosną wokół pasożyty
Tobie z gardła wyrwą wszystko
Im awanse i zaszczyty

Wmówią ci żeś jest pazerny
Choć z pańszczyzny żyją cudzej
Niedobity stan szlachetny
Z dwojgiem lewych rąk nadludzie

Uwierz szwaczko i spawaczu
Że harować możesz więcej
Dla kariery i awansu
Praca jest błogosławieństwem

Kiedyś gdzieś to już słyszałeś
Że rząd sam się żywić może
Dzisiaj znowu gnidy cwane
Że cię karmią mówią tobie

Nie daj gnębić się oszustom
Powstań z kolan robotniku
Pluń na elit mowę pustą
Nowych panów popleczników

2012

niedziela, 1 kwietnia 2012

Bruk

Już ochronny okres minął
Nieczekana przyszła wiosna
Właściciela patrzeć z gliną
I w rynsztoku nam pozostać

Za parszywe nasze życie
Los rachunek przysłał słony
Złodziej bierze kamienicę
Dla nas bruk jest przeznaczony

Czas przywróci głos ulicom
Kostkę z bruku wyrwą twardą
W łeb pazerny bestii cisną
Pluną szujom w pysk z pogardą

2012

sobota, 31 marca 2012

Nowoczesna służba

Nowoczesnej służbie nowy
Krój munduru co dwa lata
By ci biznes zrobić mogli
Którym układ się opłaca

Potem służba nowoczesna
Najdzie kogoś pomyłkowo
Pogruchocze panu żebra
Pani grzmotnie o próg głową

2012

piątek, 30 marca 2012

NOTES 31 - Zdzisiu obiit

W kilka minut życie całe
Sceny gesty miny słowa
Które umysł w sejfie chował
Dziś nad urną wyjmowałem

Choć pobożny zbyt nie byłeś
Ksiądz pokropkiem i koronką
Wysłał cię do raju prosto
A ja z nim się pomodliłem

Tak nade mną staną kiedyś
Kto i kiedy tylko nie wiem
Co przypomną sobie wtedy

Niech nie jedna ksiądz mnie z niebem
Bo nie zmienią nic pogrzeby
Odpowiadać chcę za siebie

2012

czwartek, 29 marca 2012

Wolna Białoruś

Kiedy reżim się obali
Wolność przyjdzie na Białoruś
Szczęście wniesie kapitalizm
Demokracji wzór z zachodu

Pozamyka się kołchozy
I zakłady bez dochodu
Biznesmenów się namnoży
Od kręcenia niezłych lodów

Dysydenci wyjdą z więzień
By przewodnią stać się siłą
I pokażą masie biednej
Że się wichrzyć opłaciło

Za wolności erzac system
Ludziom godność poodbiera
Będą wolni mogli licznie
Szukać pracy i umierać

Naród wreszcie się doczeka
Do paszportów wszystkich prawa
By na zachód móc wyjechać
Na zmywaku się dorabiać

Złote góry świetną przyszłość
Naiwniakom się obieca
Potem każe pas zacisnąć
I poklepie ich po plecach

2012

środa, 28 marca 2012

Nowe mury

Chcieli wyrywać zęby krat
Zrywać kajdany zmieniać świat
Mury jak domek zburzyć z kart
Kiedy wolności zawiał wiatr

Pomnik obalić wyrwać bruk
Łatwiej niesiony falą mógł
Tłum niż utrzymać zgodny krok
I znów w niewoli popadł mrok

Dał się ogłupić chciwym psom
Kupczyć na rynkach własną krwią
Zapędzić na śmierć jak szczur w róg
Wmówić kto dobry a kto wróg

Ten który myśleć czelność miał
Nazwany głupcem został sam
Stojąc na boku dostrzec mógł
Łańcuch wiszący im u nóg

Widział jak nowych murów sto
Dzieląc ich z nimi dzieli zło
Na nowo rośnie gubiąc świat
Jak w organizmie chorym rak

Patrząc na nędzę wsi i miast
Pojął jak krótki jest ich czas
Gdy łańcuch wciąż tkwił u ich nóg
On już niewiele zrobić mógł

Czasem niemrawy tylko chór
Śpiewa że runie kiedyś mur
Lecz dawną wiarę zabrał czart
I śpiew ten nic już nie jest wart

2012
inspiracja / parafraza: J. Kaczmarski

wtorek, 27 marca 2012

Arka w powodzi

Czułem że złego coś świat nasz spotka
Łódź w gotowości stała pod domem
A kiedy woda przyszła wysoka
Zabiłem konia i odpłynąłem

Z pagórka w lesie wilka zabrałem
Który od roku krążył w pobliżu
Nęcony końskim w stajni zapachem
Podchodził chatę pysk bury liżąc

Schronieniem była drzewa korona
Kotu nim wskoczył na pokład łodzi
Szczur pośród nocy dopłynął do nas
Stając się nowym członkiem załogi

Krukowi który strudzony lotem
Kiedy już przysiąść nie było na czym
Dojrzał z powietrza w łodzi załogę
Los wśród niej miejsce także przeznaczył

I tak jak w arce każdy się zmieścił
Jeden drugiemu krzywdy nie czyniąc
W obliczu świata w potopie śmierci
Jedną byliśmy sobie rodziną

I przekonania wkrótce nabrałem
Że nie ja Noem stałem się dla nich
Lecz że zwierzęta były wysłane
Przez kogoś żeby mnie ratowały

2012

poniedziałek, 26 marca 2012

Klasztorny loch

Jaka się kryje tu tajemnica
Jaką loch widział tragedię
Czas białą kością los twój zapisał
Ty wciąż w piwnicach tych jesteś

Jasny aniele jak kryształ czysty
Z młodością krzyżem strzaskaną
Gdzie wtedy byłeś jedyny Chryste
Gdy ją do lochu pojmano

Matko nie mogłaś słyszeć jej wołań
Ojcze nic zrobić nie mogłeś
Czarna wciągnęła dziecko wam otchłań
Żądze ponure i podłe

Omszałe ściany przeciągłe chłody
Strach i samotność wśród szczurów
Miska odpadków i kubek wody
W tęsknocie tyle lat bólu

Oczekiwanie czy zdoła zasnąć
I noc cichutko upłynie
Czy nie da żądza spokoju diabłom
I przyjdą skrzywdzić dziewczynę

Jak szmata brudna czy śmieć ostatni
Ofiara samczej rozpusty
Kruche stworzenie w okrutnej matni
Piekle na ziemi świństw ludzkich

Śmierci czekanie tam pod posadzką
Między orgiami płacz w ciszy
Na górze ojciec klęczący z matką
Pocieszający ich mnisi

Matko ty nie wiesz że babcią byłaś
Przez cudu króciutką chwilę
Jak ognik w lochu mrokach ta chwila
Przez moment żyją motyle

Już nie szukajcie córki rodzice
Domem zostanie jej ciemność
Zabrały lochy młodziutkie życie
Szczury wyżarły w nich piękno

Jaka się kryje tu tajemnica
Jaką loch widział tragedię
Czas białą kością los twój zapisał
Ty wciąż w piwnicach tych jesteś

2012

niedziela, 25 marca 2012

Jak długo jeszcze

Jestem synem i dziedzicem
Nieśmiałości
Karygodnie pospolitej
Tak właściwie to niczego
Synem jestem i następcą

I przymknij się
Nie mów mi że
Że do sprawy
Źle podchodzę
Chcę po prostu być kochany
Tak jak każdy inny człowiek

Jest taki klub gdzie możesz przyjść
I poznać kogoś kto cię pokocha
Więc idziesz tam
I stoisz sam
Wracasz i płaczesz i chciałbyś skonać

Kiedy mówisz że to teraz
To o jakie 'teraz' chodzi?
Zrozum że zbyt długo czekam
By nadzieję w sobie nosić

Tak jak człowiek przecież każdy
Też miłości chcę doświadczyć

2012
tłumaczenie z: The Smiths

sobota, 24 marca 2012

NOTES 30 - Dziad

Szedł dziad przez miasta i wioski małe
Ludzi spotykał słowem się dzielił
A choć go oni nie rozumieli
On niewzruszenie podążał dalej

Aż słowa jego się wypełniły
I że miał rację tłumy poznały
Zaczęli szukać po kraju całym
Lecz on do innej wszedł już krainy

Niech moja wiara będzie tak wielka
Żebym na przekór całej ludzkości
Wiernym był sobie choćby na mękach

Niech w sobie tyle mam roztropności
Bym choć mnie nosić mieli na rękach
Czuł słabość swoją wytrwał w skromności

2012

piątek, 23 marca 2012

Wadera

Do granic pustelni gdzie nikt nie dociera
Gdy księżyc jest w pełni noc niesie wołanie
Pod chatę podchodzi samotna wadera
Tęsknota ją prosi na tajne spotkanie

Łańcuchy zerwali tchórzliwi psi stróże
Szczekanie w oddali ucichło na polach
Nerwowym wierzganiem koń w stajni niedużej
Wnet rygle wyłamie i wyrwać się zdoła

Wyczuła zwierzyna drapieżcze podchody
Krew we mnie zaczyna przyspieszać krążenie
Spragniona łowczyni przybywa na gody
Los łaskę mi czyni pokątnym spełnieniem

Sierść srebrem się mieni pomiędzy drzewami
Blask kłów wśród czerwieni i ślina ocieka
Jak wiatr mech rozgarnia silnymi łapami
Księżyca latarnia zagląda jej w ślepia

Rysują pazury na desce żłobienia
Jak zdarzeń ponurych czas znaki na twarzy
Tak strzępek człowieka doczekał zbawienia
Niech to na co czekam się wreszcie wydarzy

Tężejąc drżą palce wczepione w puch sierści
Smak krwi na kłów tarce gdy dłoń tonie w szczęce
Szorstkością niech język chwil kilka popieści
Nim suka wyjęczy ostatnich drgnień szczęście

2012

czwartek, 22 marca 2012

Spowiedź

Spowiadam się bogu żal ceniącemu
I wam bracia i siostry
Że z własnej głupoty uległem złemu
Mój duch nie był dość mocny

Że sił nie miałem by się poświęcić
I żyć zacząłem dla siebie
Słomiany zapał pogrzebał chęci
Popadłem w starcze zgnuśnienie

Że uwierzyłem w kłamliwe hasła
By mieć używać kupować
Że moja czujność i wiara zgasła
Diabeł nade mną panował

Dałem się kupić wolność sprzedałem
Sam się poddając niewoli
Choć serce mocno mam już stwardniałe
To moja słabość wciąż boli

Dlatego błagam siły nieziemskie
I was bracia i siostry
Módlcie się abym wygrał z kurewstwem
Co kły na mnie złe ostrzy

2012

środa, 21 marca 2012

Dziecko boże

Zawsze cichy był i szary
Matka piła nie znał ojca
Dzieci śmiały się z ofiary
Nieraz lanie od nich dostał

Nie nie śmiejcie się z biednego
Przecież to jest dziecko boże
W którym wiele jest dobrego
Trzeba tylko w nim to dojrzeć

Kochał jedną taką - wiecie -
Co sypiała z bogatymi
Ojciec szychą był w powiecie
Jego z pracy wyrzucili

Nie nie śmiejcie się z biednego
Przecież to jest dziecko boże
W którym wiele jest dobrego
Trzeba tylko w nim to dojrzeć

Nie wiem jak to zrobić zdołał
Skonstruował groźną bombę
Zaniósł paczkę do kościoła
Złożył bogu hekatombę

Nie nie śmiejcie się z biednego
Przecież to jest dziecko boże
W którym wiele jest dobrego
Trzeba tylko w nim to dojrzeć

2012

wtorek, 20 marca 2012

Sic transit gloria mundi

Całe życie dla ojczyzny
Przed prezesem chyląc czoła
Fotel w sejmie miał zaszczytny
Synem wiernym był kościoła

Za to wszystko śmierć gdzieś w lesie
Strzępy ciała w brzozy korze
U dwóch żon wypchana kieszeń
Autopsyjny stół i noże

2012

poniedziałek, 19 marca 2012

Wszyscy jesteśmy chytrusami

Kiedy trafię w lotto szóstkę
Swoim dzieciom kupię domy
Wokół świata się wypuszczę
I powiększę cycki żony

Ja znów kredyt spłacę najpierw
Kupię mieszkań nawet setkę
Zbiję krocie na wynajmie
Milion puszczę przez ruletkę

A ja hojnie dam rodzinie
I znajomym co w potrzebie
Szczęście znajdę w dobrym winie
Inwestował będę w siebie

Inny będzie biznesmenem
Który żywi się akcjami
Kupi miejsce w parlamencie
I porządzi z kurewkami

Oczywiście dobroczynnie
Ochłap rzuci się biedakom
Nie za dużo - w sam raz tyle
By nie parać już się pracą

I sprzedamy dusze nasze
Za wygraną w totolotku
Za srebrniki jak judasze
Dumni z siebie z pustką w środku

2012

niedziela, 18 marca 2012

Zwierzęcy system

Oto czasy przyszły lepsze
W których zbrodnią maltretować
Poniewierać jest zwierzęciem
System dobrych ludzi chowa

Jednak z prawem jest tu zgodne
Okrucieństwo wobec ludzi
Można dręczyć morzyć głodem
Znęcać się poniżać łupić

Pies srać może w każdym miejscu
Ludzi system wciska w gówno
Więcej wolno w nim zwierzęciu
Chcieliście to macie równość

2012

sobota, 17 marca 2012

Już wiosna na działce

Przyleciały z ciepłem słońca
Patrzą kto się poddał zimie
Komu kości czas przetrąca
Posiwiały pióra czyje

Para nowa w gnieździe którym
Kto zdobywca a kto z niczym
Czy za płotem łabędź durny
Dalej sam do siebie syczy

Rozprawiają przy opłotkach
Co nowego sezon niesie
Co ich złego może spotkać
Gdy wciąż gorzej jest na świecie

Zbiorą trawy susz chrust osty
Żeby spalić je w ognisku
Ogrzać skrzydła w cieple wiosny
Przy kiełbasie i przy piwku

2012

piątek, 16 marca 2012

Wasza krew

To spieniona wartko płynie
To zastyga w żyłach chłodnych
Rozcieńczana tanim winem
Otłuszczana żarciem podłym

Że otoczą mydlą oczy
Jak relikwię czcią przedwieczną
Nie pozwolą jej przetoczyć
By jehowie dać świadectwo

Wypełnienie niosą grobom
Żyły wasze z soku wyssą
I kaszankę z niego zrobią
By zagrychę mieć pod czystą

2012

czwartek, 15 marca 2012

Bohemian slam

Wszedłem na scenę
Wyprułem żyły
Wnętrza skrzywienie
Wersy odkryły
Lęki koszmary
Ubrane w słowa
Ból nieskrywany
W każdym pulsował
Na ziemię spadło
Okrycie całe
Zupełnie nago
Przed nimi stałem

Z tamtego wiersza
Optymizm siła
Sekrety wnętrza
Mielizna kryła
Lecz towarzystwo
Znad kawki snobów
Sączące piwko
Orły salonów
Wybrali plewy
Miałkości stronę
Zabrałem perły
Wieprzom rzucone

2012

środa, 14 marca 2012

Diler

Cierpliwości brak i siły
Coraz szybciej się starzeję
Chęci już mnie opuściły
I nie wierzę że się zmienię

Wciąż przegrywam z samym sobą
Ile razy upaść można
Szkodzę bliskim mi osobom
Zgaga męczy mnie potworna

Gdybym tylko mógł dla siebie
Żyć lub umrzeć - was uwolnić
Byście własnym tlen krwiobiegiem
Rozprowadzać byli zdolni

Wciąż ode mnie zależycie
Jak narkoman od dilera
Więc zatruwam wasze życie
Niebo z blasku gwiazd odzieram

2012

wtorek, 13 marca 2012

Chciwość

Po pierworodnym najpierwszy zaraz
Wśród siedmiu głównych najgorsza z zaraz
Wrzód który ropą ciało zatruwa
Rak zmieniający organizm w trupa
Co łapy skręca trwale ku sobie
Podłość tłumaczy rozgrzesza zbrodnie
Nienasycony krwią z ludzkiej nędzy
Kat niestrudzony od lat tysięcy
Już od dzieciństwa w mózgach się lęgnie
Czai się chytrze kusi podstępnie

Sprawdź ile ciebie ma już wyżarte
Im daje więcej tym toczy bardziej
Czy cię przemienił w próżnego zombi
Kolejny sukces mogąc odtrąbić
Stworzył wiernego sobie fagasa
Co tylko "kasa misiaczku kasa"
Czyś już podobny wodzom narodu
Na piedestale zgnilizny smrodu

A społeczeństwa tkanka wciąż żywa
Za cztery dychy tydzień przeżywa
Tu gdzie los dziecka jest przesądzony
Z móżdżkiem zbyt chorym by być świadomym
Choć uśmiechnięte tak życie kocha
Zdechnie gdy krezus szmal w kieszeń chowa
Kapłan poświęci ustrój od boga
Za kilka stówek trupa pochowa
I sypnie ludziom zatrutym ziarnem
Niech napychają dupy zachłanne

2012

poniedziałek, 12 marca 2012

Na eutanazję

Gdzie eutanazję zwykli piętnować
Że to bezbożnie i nieetycznie
Śmierć w ramach służby serwują zdrowia
Obowiązkowo i metodycznie

2012

niedziela, 11 marca 2012

Zanim

Zanim betonem wszystko zaleją
Ziemię rozwiercą by skarb jej wyrwać
Lasy sprzedadzą deweloperom
Nuklearnego posadzą grzyba

Zdążymy jeszcze źródła odnaleźć
Z trawy wysokiej wypłoszyć czaplę
Złożyć pokłony dąbrowie starej
W noc jak wilk trzymać z księżycem wartę

Puścić w niepamięć miejskie mrowisko
Kochać się w chacie z piecem kamiennym
Zanim odebrać przyjdą nam wszystko
Spieszmy się minąć jak deszcz wiosenny

2012

sobota, 10 marca 2012

NOTES 29 - Pytania

Dłoń w dłoni, ciepło czyjejś bliskości
Wilgoć dotyku, włosów aromat
Pierwsza pieszczota drżenia świadoma
Raj, w którym człowiek za życia gości

I bezpieczeństwo, choćby pozorne
Wartości bogom równej poczucie
Pewność, że szczęście nie może uciec
Marne, co wiecznym stać się jest zdolne

Pustkę, tęsknotę - czy czuje bardziej
Ten co na wyspę rajską nie trafił
Czy ten co poznał tracąc na zawsze?

Czy swą oschłością miłość bym zabił
Gdyby mi niebo było łaskawsze
Czym oschły, bo mnie los jej pozbawił?

2012

piątek, 9 marca 2012

Alzheimer

Już nie już dosyć
Podróż do wnętrza
W skorupie azyl
Kable zerwane
Zamglone oczy
Pamięci ciężar
Dawne obrazy
Świat za szlabanem

Ktoś szuka jeszcze
Zanim się zgubi
Potem już tylko
Czeka na koniec
A ja już nie chcę
Wracać do ludzi
We mnie jest wszystko
Dobrze chronione

Łza tylko czasem
Słowo cichutkie
Łączyć z daleka
Światy się zdaje
Stoję przed waszych
Dusz zbitym lustrem
W którym człowieka
Nie rozpoznaję

2012

czwartek, 8 marca 2012

Robotnicze echa

                                              W rocznicę marca 1968
Tych ze zdradzonych wsi
Tych z oszukanych miast
Nie broni dzisiaj zupełnie nikt
Dla lepszych nadszedł czas

Kiedyś w fabryce wiec
Plebs chciał elity bić
Były dysydent ustawił się
Pospólstwo nie ma nic

Dawnym warchołom zysk
Uczciwym z biedy śmierć
Śmieje się tłusty obłudny pysk
Dziś z robotniczych ech

Spójrz w spracowaną twarz
Zamiast naśmiewać się
Ciepłą posadkę i kasę masz
Z nich wielu jest na dnie

2012

środa, 7 marca 2012

NOTES 28 - Moja młodość

Los go przeoczył w zbiorach jesiennych
Został sadzeniak w ziemi samotny
Plon żeby z siebie dać wielokrotny
Młodość zachować w bulwach kolejnych

Już w korcu było, a spadło jeszcze
I mąki nie da, nie zginie w chlebie
Lecz nowe zrodzi, kiełkując w glebie
Obumierając - żyć będzie wiecznie

Może dni młode, te obolałe
Nie są bez sensu tak zmarnowane?
Może nie całkiem się zestarzałem?

Może więc nie są wykorzystane
Lecz drzemią we mnie, jak dzieci małe
A ja już młody zawsze zostanę?

2012

wtorek, 6 marca 2012

Na stoczniową bramę

Łatwiej przywrócić jest dawną bramę
I nawet imię zawiesić wrogie
Niż robotnicze spełnić żądanie
Czym solidarność przypomnieć sobie

Można jak wtedy postawić ołtarz
Na którym diabłu z braci ofiara
A postulaty w muzeum schować
By hipokryzja się nie wydała

Zbudować skansen szopkę kolejną
Żeby turystów ściągnąć do miasta
By zobaczyli bramę pamiętną
Skąd szła po władzę cwaniaków kasta

2012

poniedziałek, 5 marca 2012

Rozterki buty

Stojąc rozdarty między różami
Z zadrapaniami i krwią pokryty
Widzę nieżycie kukieł rozchwianych
Rozterek siecią gęstą spowitych

I chwalę siebie za to kim jestem

Krzyków frustracji niosą się echa
Gdy wśród szkieletów przeklętych idę
Poprzez upadku krocząc królestwa
Gdzie śladu szuka swojego życie

I chwalę siebie za to kim jestem

Spójrz jak się śmieję z wiatrem wysoko
Drogą przez siebie idąc wybraną
I bezlitośnie tych gniotąc nogą
Co na tej drodze ważą się stanąć

I chwalę siebie za to kim jestem

Jasnym żarząca światłem się gwiazda
Mruga pobłyskiem ledwie widocznym
Głęboko w kryptach w robaków miastach
W których przebiega życie w ciemności

Więc chwalę siebie za to kim jestem

To moje życie i mam w nim prawa
By się z osiągnięć dumą upijać
A mój intelekt wiodąc mnie sprawia
Że moje życie wciąż się rozwija

Więc chwalę siebie za to kim jestem

Czym jest buta
na świecie który kwitnie gdy gardzą?
i w miejscu które sprzyja wstydowi?
w świecie gdzie ślepcy innych prowadzą?
gdzie z abstynencji wyczyn się robi?
gdzie są najbardziej głupcy chwaleni?
dla boga w świecie upalowanych?
dla boga gdzie się siły nie ceni?
gdzie żałujących zalet się chwali?

2012
swobodne tłumaczenie z: Ordo Equilibrio

niedziela, 4 marca 2012

Bo muszę

Jak nie pisać gdy się czuje
Kiedy oczy są i rozum?
Serca sobie nie usuniesz
Piszę wiersze więc znad grobu

Że zbyt często? Że o jednym?
Że grafoman o mnie mówią?
Całe życie wierszem wstrętnym
Który pisze się zbyt długo

Wątek główny kilka mniejszych
Co dzień nowy jest odcinek
Jak w serialu najpodlejszym
Który kręcę póki żyję

Wiem że dostać nobla można
Już od pięciu w roku wierszy
Wrażliwości wzorcem zostać
Chwaląc sąd za karę śmierci

Lecz nie można w sobie zgłuszyć
Tego co tak głośno wyje
Za terapię wiersz mi służy
Łudzi mnie że jeszcze żyję

I nie można stać spokojnie
Gdy się dźwięki słyszy takie
Nie da zmusić się zapomnieć
Noc w noc w winie tonąc nawet

Gdy na widok twarzy tamtej
Oczy same się łzawiły
Wszystko potem tak wydarte
Że trup został tylko zgniły

Wino umysł mi zamula
Puls przyspiesza krew rozcieńcza
Na stalówkę spływa pióra
I układa strofy wiersza

2012

sobota, 3 marca 2012

Wędrowcy

Nikt cię nie zna jak mi dane
I nikt o mnie tyle nie wie
Dwie historie niespisane
Losy dwa a jakby jeden

Ile miałeś ja wiem tylko
Jak fortuna prysła cała
Gdyś prawicą rozdał wszystko
Lewa milczeć przykazała

Tyle zdobyć kiedyś mogłem
A tak wiele jest przegrane
Chociaż skrywam tamto w sobie
Ty wyczuwasz każdą ranę

Z siebie śmiejąc się dziewczyny
Wspominamy tylko czasem
Które życie nam zmieniły
A i tak nie były nasze

I patrzymy naprzód ciągle
Nic to że tam mniej niż w tyle
By ku światłu gnać na oślep
Jak ćmy bardziej niż motyle

Całą własność plecak mieści
W którym raczej bzdury same
Nasze losy wśród największych
Łzą i śmiechem zapisane

2012

piątek, 2 marca 2012

Skarbie, opuszczam cię

Muszę cię opuścić, skarbie
Skarbie, przecież wiesz, że muszę
W letnim cię opuszczę czasie
Kiedy dni nadejdą dłuższe

Skarbie, wiesz, że odejść nie chcę
Nie żartuję, muszę w drogę
Skarbie, ja naprawdę wierzę
Że w bezruchu żyć nie mogę
Słyszę, jak do domu zew ten
Wzywa mnie, co wzywał przedtem

A więc cię opuszczę, skarbie
Wiesz, że muszę tak, naprawdę
Słyszę, woła mnie jak dawniej
Słyszysz to wołanie z wiatrem?

Nigdy ciebie nie porzucę
Jednak muszę stąd wybywać
Pozostawić ciebie muszę
Czy nie słyszysz, jak mnie wzywa?

Wiem jak dobrze jest, kochanie
Mieć cię znowu obok siebie
I wiem też, że to się stanie
Dnia pewnego, jestem pewien

Iść będziemy przez park razem
Dzień po dniu, tak już codziennie
Co się stać ma, niech się stanie
My już zawsze niepodzielnie

Byłaś dla mnie tak wspaniała
Szczerą prawdę tobie powiem
Co dzień szczęście mi dawałaś
Ale teraz ... muszę odejść

Tak jest ze mną, skarbie, bywaj!
Słyszę, że znów dom mnie wzywa

2012
swobodne tłumaczenie z: Led Zeppelin

czwartek, 1 marca 2012

Gorycz

Przez krzywdę jakąś dawną
Ból trwale w żyły wrosły
Istotą stał się marną
Kaleką uczuć oschłym

Gdy rana się zabliźnia
Krzepnące strupy zdziera
By solą ją posypać
Szkło drobne w oczy wcierać

Śmierć nie jest mu pisana
A leczyć się nie daje
Ropieje dawna rana
Zatruwa ciało całe

Dla świata gorycz sama
Jak wżer w oślepłych oczach
Do śmierci przykazana
Już nie potrafi kochać

2012

środa, 29 lutego 2012

Furia

Z pozoru zdać się łagodnym mogę
Lecz jad ukrywam głęboko w ciele
Gdy mi przeciwnik zachodzi drogę
Bym stał się bestią nie trzeba wiele

Niby się cofam lecz w sobie zbieram
Jeszcze ma szansę żeby odstąpić
Złość mnie zalewa kiedy napiera
By gniewu płomień z piekła wystąpił

Krok za daleko lub zdanie zbędne
Już uniesiony jest jadu kolec
Teraz jak skorpion bezwzględny będę
Trafiam a wtedy musi zaboleć

Krótko na oślep z trucizny siłą
Diabłem się staję dla innych ludzi
W furii wybucham agresją zgniłą
Schamiałe bydlę we mnie się budzi

A ta toksyna w dwie strony działa
I mnie też truje i nie zwyciężam
Ból czuję każdym kawałkiem ciała
Kolejnej klęski wstydliwy ciężar

Lecz nie przeproszę - duma mi broni
W męskiej naturze cząstka skorpiona
Czas złość rozetrze w cierpliwej dłoni
Nim znów ktoś zbudzi we mnie demona

2012

wtorek, 28 lutego 2012

Poczujcie swój smród

Zobacz wspaniały świat w którym żyjesz
Gdzie do zdobycia jest ciągle tyle
Uwierz w ciągłego rozwoju bajkę
Że ten kto zechce szczęście w nim znajdzie
Zrozum że sukces awans kariera
Nie chcesz się zmienić musisz umierać
Bądź uśmiechnięty i pozytywny
Nie myśl zbyt dużo nie bądź naiwny
Skromność głupotą nie mów że nie wiesz
Mędrcem jest każdy kto wierzy w siebie
W tłumie konieczne są silne łokcie
Skórę miej grubą plecy szerokie
Nie bój się innym na karku stanąć
Wyżej stojący więcej dostaną
Świat z chęci zysku jest zbudowany
Tylko interes liczy się na nim
Komercja wszystkim religią wspólną
Szczury zagryzą tych co się różnią
Brać ile można choćby od diabła
Największa świętość - własność prywatna
Usprawiedliwi wszystko obłuda
To obiegowa tutaj waluta

Idź
Ja zostanę poza orbitą
Nie dam się uwieść samozachwytom
Wiem że możliwe jest inne życie
Choć wy uwierzyć nie potraficie
Można wśród ludzi żyć i żyć dla nich
Wspólnym marzeniem być powiązanym
Nie ja mój dla mnie sobie dla siebie
Ale dla wszystkich innym od siebie
Tu moje szczęście w sercu komuny
Precz zakłamane pazerne szczury!

Jeśli to tylko jest moja mrzonka
Jeśli podobnych sobie nie spotkam
Sam pozostanę z rojeniem swoim
Lecz nie pozwolę szczurom się zgnoić
Bo przekonanie w sobie mam silne
Że obrać drogi nie mogę innej

2012

czwartek, 23 lutego 2012

Siekierezada

Ścielą się duchy nad rozlewiskiem
Szukają ciepła gdy zimna ziemia
Zginęła woda w mgły szubie niskiej
I żywej duszy wokoło nie ma

Przesieką wąską przez jodły drogie
Daleko poza życia obszary
Los mnie w kolejną posyła drogę
Siebie mam tylko i plecak stary

Nim na noc zajdę w izdebną celę
W gości przy pieca serdecznym żarze
Z leśnymi ludźmi bochen podzielę
Kartoflem z ognia palce poparzę

Wychylam szklankę by sen mnie dostrzegł
Żal w zamian gorzki z mroku się skrada
Dzień za dniem życie wycinam ostrzem
Z myśli słów wspomnień siekierezada

Może gdzieś czeka pociecha jakaś
Wierna Gałązka mojej Jabłoni
Może nie wszystko łupem robaka
Wierzę że kiedyś powrócę do niej

A teraz pustka i lasu cisza
W której mnie czasem coś gwizdem wzywa
Obym wiatr zawsze i ptaki słyszał
Czy to jest biała lokomotywa?

2012
inspiracja:  E.Stachura

wtorek, 21 lutego 2012

Zaakceptuj siebie

Co dzień mówić musisz sobie
Jak się w swoim życiu czujesz
Ciężko znaleźć jest cokolwiek
Gdy się nie podnosi powiek
Kiedy się zaakceptujesz?

Chory, nudny i zwyczajny
Dać się życiu ponieść chciałbym
Jednak marzeń to jest cechą
Że się zwykle spełnić nie chcą
Czas jest moim przeciwnikiem
Co i kto jest temu winien?

Ciężko znaleźć jest cokolwiek
Gdy się nie podnosi powiek
Kiedy się zaakceptujesz?
Kiedy, no, na miłość boską?
Przecież ciężko się znajduje
Gdy się nie da patrzeć oczom

Dnia każdego musisz pytać
Jak ci się z przeszłością sypia
Mają inni miłość swoją
Ja uciekłem i w pokoju
Siedząc plan naszkicowałem
Zwykle jednak tak jest z planem
Że nic z niego nie wychodzi
A czas płynąc wciąż mi szkodzi
I już więcej nikt nie został
Kogo za to winić można?

Powiedz mi, no, powiedz kiedy
Ze swym życiem się pogodzisz
(Które łatwo tak niestety
Nienawidzić ci przychodzi)
Bowiem ciężko jest cokolwiek
Znaleźć nie podnosząc powiek

Musisz pytać siebie co dzień
Jak się w moich butach chodzi?
Tak niezręcznie w nich i prosto
A tak chciałbym z buta kropnąć
Raz marzenie jednak miałem
Choć się ono nie spełniło
Czas przeciwko mnie jest stale
A to wszystko moją winą

Ciężko znaleźć jest cokolwiek
Gdy się nie podnosi powiek
Ciężko znaleźć coś przychodzi
Kiedy z życiem się pogodzisz?
Ciężko jest, na miłość boską
Gdy się nie da patrzeć oczom
Kiedy zgodzisz się ze sobą?

2012
swobodne tłumaczenie z: The Smiths

poniedziałek, 20 lutego 2012

Alison

W głowie słowa masz schowane
Które tobie powiedziałem
Zawsze będziesz je pamiętać

Kiedy płakać ci przychodzą
Zechciej wytrzeć łzy ich oczom
I ukoić smutek serca

Przecierając rano oczy
Dzień zaczynasz złym nastrojem
Nim godzina minąć zdąży
Jak kwiat z wolna się otworzysz
I uśmiechniesz oczy swoje

2012
swobodne tłumaczenie z: Budgie

niedziela, 19 lutego 2012

Za sterem ♫

Obejmij ster
Prowadź jak chcesz
Na co masz chęć
Dziś twój dzień
A ja
Poddać się dzisiaj chcę
Oddaję się
Tobie a ty bierz
Tak

Zrozum to że
Czasem mam takie dni
Że nie chcę w nich być
Za sterem - zrób to ty
Chodź
I prowadź mnie
Nadaj rytm
Zrobię to co chcesz
Weź

Wiesz już że chcę
Żebyś ty
W ręce wzięła ster
Poprowadziła mnie
Jedź
Siebie ci dam
Więc rób to co chcesz
Ja ulgę mam
Ten raz

Ty dziś władzę masz
Ten raz

2012
♫ swobodne tłumaczenie z: Depeche Mode

sobota, 18 lutego 2012

Bieg

Zawiała pola biel oczyszczenia
Jednym niewola w zimnych więzieniach
Innemu chata po komin w śniegu
Miejscem gdzie wraca po długim biegu
Noga za nogą silne odbicie
Zgubioną drogą w czerwieni świcie
Drążąc korytarz w białej pościeli
Po chwili znika w lasu gardzieli
Co rusz kopnięcie odbicie z kija
Mleczność dróg gniecie stal ostrą wbija
Lodu kryształki w powietrze wzrywa
Pęka w rytm walki śliska pokrywa
W lewo za świerkiem szron już na twarzy
Wilk czasem przemknie biegu towarzysz
To w prawo teraz pod wielką sosną
W płuca szadź zbiera zbitym szkłem ostrą
Lecz oto czeka bój go najsroższy
Złamać człowieka szczyt zęby ostrzy
W górę wciąż stromiej ciężko jodełką
Pulsują skronie narasta tętno
Wolą zwyciężyć po kres możności
Tlenu do mięśni siły dla kości
W pary tumanie czerwonoskóry
Lecz nie ustanie przed mocą góry
Zsunie się noga kolano ugnie
Siebie niż wroga pokonać trudniej
Brnie niszcząc ciszę w rzadsze powietrze
Im szczytu bliżej tym szczęście większe
A krew tlen niesie w żyły tętniące
Kwasi się mięsień z podbiegu końcem
Lecz jest! Szczyt wzięty Olimpu progi
Dotarł zawzięty gdzie bogów drogi
Z soplem pod nosem lodem na rzęsach
Zmrożonym głosem coś w las wyszeptał
Odbicie jeszcze kijki do boku
I tnie powietrze mkną drzewa wokół
Nogi ugięte w jajo skulony
Balans na skręcie po grzbiecie stromym
Mróz w twarz się wżyna oddech się zwalnia
Lecz puls wciąż trzyma z prędkością walka
Świszcze pod stopą rżnięta powłoka
Bruzdy się żłobią wraca moc w nogach
Bo znów równina płaska otwarta
Nowa zaczyna się z ciałem walka
To kopnąć siłą ramion się wesprzeć
Byle starczyło sił trochę jeszcze
Na samych rękach to nogą jedną
Ze sobą męka w niej tylko krzepnąć
A w górze słońce blade się wznosi
Całuje końce rzęs chcąc je zrosić
Lecz gwiazdy mniejsza siła tą porą
Niż w ludzkich mięśniach niż można wolą
Bo biciem serca łamie się mrozy
Mózg to morderca potwornej mocy
Rozdyma piersi by słabość zdusić
Mnoży stal mięśni okowy kruszy
Wróci ze szlaku biegacz do domu
Nie zdradzi smaku walki nikomu
Świadek jedyny też go nie zdradzi
Wilk - ludzkiej siły wierny towarzysz

2012

piątek, 17 lutego 2012

Schody do piekła

Roślina korzeniem
Gdy w glebę się wgryzie
Światłości zrządzeniem
Wyrasta wciąż wyżej
A ptak prężąc piersi
Tak dumny ze skrzydeł
Tym lot ma piękniejszy
Im nieba jest bliżej
I świnia parchata
Wyczuwa przez skórę
Że w gnój depcząc brata
Piąć może się w górę

Tak ja chciałem wznieść się
Do słońca ku górze
W niebieską wejść przestrzeń
I zostać na dłużej

Lecz z drogi ku szczytom
Zepchnięty zostałem
Mam czaszkę rozbitą
I kości złamane
Nie wejdę po schodach
Nie znajdę się w niebie
Zachodów mych szkoda
Nie dotrę do ciebie

Jak wieszcz się w naturę
Istoty zagłębię
W skorupę więc plunę
I zstąpię w jej głębię
Przez serce nie oko
Do sedna się zbliżę
Jak da się głęboko
Wciąć niżej i niżej

Miast wzwyż obrać drogę
Gdy schody zbyt strome
Odkryłem że mogę
W przeciwną iść stronę
Kalece jest łatwiej
Posuwać się niżej
Gdy potknie się nawet
To celu jest bliżej

Więc idę - sam nie wiem
Co znajdę na końcu
Rozstałem się z niebem
Nie pomnę o słońcu
Gdy czasem przystanę -
W ciemności nie łatwo -
Zza pleców nieznane
Przyświeca mi światło

2012

czwartek, 16 lutego 2012

Przesłuchanie ze snu

Budząc mnie kazał klawisz poranny
Spisać zeznanie ze snu przestępnych
Dał mi formularz na to specjalny
By sen do rubryk wcisnąć konkretnych

Tutaj osoby tu czas tu miejsce
Kolejność zdarzeń i przebieg rozmów
Groźba o karze za kłamstwo jeszcze
Że nic nie taję podpis i gotów

Promienie światła raziły oczy
Kazano każdy ujawnić szczegół
By wyrwać ze mnie wspomnienia nocy
Kat się do mózgu mojego przekuł

W sercu cię kryjąc nic nie wyznałem
Lecz wiedzieć wszystko musieli wcześniej
Skazali ciebie na śmierci karę
Ja dożywotnim więźniem tu jestem

2012

środa, 15 lutego 2012

Omnis moriar

Megalomani zarozumialcy
Tak im się marzy przejść do historii
Śnią o pomnikach od spiżu trwalszych
Życiu w pamięci wiecznym potomnych

O żałosności próżności święta!
Po co nie wszystek miałbym umierać?
Po co by ktoś miał o mnie pamiętać?
Niech wszystkie ślady czas pozaciera

Nie chcę by myli trupa mojego
Pchali w garnitur do trumny kładli
Miejsca w alei dzierżawionego
Nie potrzebuję i wspomnień żadnych

Marzę by w lesie odległym umrzeć
I żeby jakiś wilk mnie tam znalazł
By w jego paszczy skończyć nie w trumnie
Tak by najmniejsza kość nie została

A gdy się komuś wiersz mój spodoba
Na który trafi kiedyś wieczorem
Niech sobie wtedy pomyśli: szkoda
Że nie wiem nawet kto jest autorem

2012

wtorek, 14 lutego 2012

Samotny wilk

Samotnikiem wilkiem jestem
Na swój wolę żyć rachunek
Choćby krótko zanim zdechnę
Niż w systemu przetrwać tłumie

Znaczę teren swój zapachem
Może mały lecz mój własny
I przeganiam stąd watahę
Której dla mnie krąg zbyt ciasny

Choć na stadnej dnie hierarchii
Jest osiągnąć sukces łatwiej
Nie chcę tylko tym się karmić
Co mi z innych woli wpadnie

Niech im samiec alfa rządzi
Jakieś ścierwo pozostawi
Mogą sobie o mnie sądzić
Że by walczyć byłem słaby

Sam wybrałem drogę własną
Wykluczyłem się ze stada
Lecz nim w śmierci przyjdzie zgasnąć
Chcę wolności poczuć zapach

2012

poniedziałek, 13 lutego 2012

Modern talking

Oka rzut i już ma miejsce
Tłustym tyłkiem się rozsiada
Torbę z rybą rzuci jeszcze
I spokojnie może gadać

"Przynieś spodnie to poprawię
Wiem gdzie ciuchy mają świetne
Muszę zrobić mammografię
Przeziębiona chyba jestem

Na zakupach byłam właśnie
Ryba dziś na obiad będzie
Jeszcze jadę pomóc matce
Ufarbuję i zakręcę

Jeśli pytasz mnie o śledzie
To w biedronce zajebiste
W musztardowej są zalewie
Nic nie wchodzi tak przy czystej"

Sześć przystanków w autobusie
Przez telefon się wydziera
Nowocześnie żyją ludzie
Rybą śmierdzi jak cholera

2012

niedziela, 12 lutego 2012

Śniadanie miszczuf

Z ust wybrańców spływa mądrość
Jak śmietanka z lury biednej
Narodowe oto jądro
Adoracji krąg wzajemnej

Wokół pewne siebie gwiazdy
Pełne swady intelektu
Wywyższone w getcie własnym
Nad pospólstwem z second handu

Prawda tu nie kłuje w oczy
Salon przed nią jest obroną
Nad świadomość nie przeskoczy
Własnym bytem wyznaczoną

2012

sobota, 11 lutego 2012

Bałwochwalcy

Mlecznej krowie dostać wymion
Lwu silnemu skubnąć ścierwa
Jaj spod kwoki kilka wyjąć
Zawsze jest gromada chętna

Grzbiet swój ogrzać cudzym ogniem
Z jego światła uszczknąć wiązkę
Przydupasy biegną zgodnie
Z pasożytów obowiązkiem

Bałwanowi laury niosą
Jego świństwa głoszą cnotą
Czczą narcyza wielką skromność
Banał mienią myślą złotą

Taka lizidupów dola
Bez talentu z planem chytrym
Być podnóżkiem dla idola
Do koryta ich to wytrych

Gdy własnego blasku nie ma
Dobrze odbić choćby cudzy
We wszechświecie znany schemat
Powielają gwiazdy słudzy

2012

piątek, 10 lutego 2012

Cudze życie

                            Nie płaczcie nade mną; płaczcie raczej nad sobą
                            i nad waszymi dziećmi! Oto bowiem przyjdą dni,
                            kiedy mówić będą: „Szczęśliwe niepłodne łona,
                            które nie rodziły, i piersi, które nie karmiły."
                                                                                 Łk (23,28-29)

By wyższości nabrać złudzeń
Zmniejszyć własnych przewin skalę
Napiętnujcie grzechy cudze
To wam zrobi doskonale

Winę w oczach odczytajcie
Ukrzyżujcie w swej opinii
Wy żyjecie w lepszej bajce
Gdzie się gardzi błądzącymi

Proście nieba dla duszyczek
Młodych zbyt by zła dokonać
Wszak za siebie nie musicie
Już wam świętość przeznaczona

2012

czwartek, 9 lutego 2012

Pogrzeb

Truchło moje złóżcie w ziemi
W ciszy i bez świadków zbędnych
Mało teraz mam przestrzeni
Więc zbyteczne tłuste sępy

Córka przyjdzie może w myślach
Wypierając dobrem winy
Ten co mnie przy świecach czytał
Już bez pręg na skórze sinych

I ci którzy ślad mój opluć
Tu ostatni pragnąć będą
Byle mieli szczerość w oku
A nie fałszu maskę wstrętną

Nie chcę mistrza ceremonii
Hien pazernych obłudników
Niech ich ręka boska broni
Grać przed wami żałobników

Niech postawią moje zdjęcie
Gdzieś gdzie wolne są przestrzenie
I oddają kult zawzięcie
Skoro takie ich życzenie

Z moich źródeł niech nie czerpią
Ordynarne próżne żłoby
Bo mi pańskie gesty śmierdzą
I drwię sobie z ich żałoby

2012

poniedziałek, 6 lutego 2012

Wylew

Pękło w mózgu mi naczynko
Krew rozlała się po głowie
Wymieszało w niej się wszystko
Prawda z kłamstwem po połowie

Teraz mogę jednocześnie
Dobrem świat i złem uraczyć
W tej półkuli mieszka pierwsze
W drugiej diabeł się rozkraczył

To pół twarzy uśmiechnięte
Nie wiem - spryt to czy głupota
Po tej stronie łzy zaschnięte
Kącik ust bez fajki opadł

Tu mam maskę Arlekina
Kryjąc walkę nieba z czartem
Tu Pierrota rządzi mina
Los komedią mój dell'arte

2012

niedziela, 5 lutego 2012

Odurzeni

Cóż że pracy dla nich nie ma
Że z nich żyją cwane gady
Że ich trud i wyrzeczenia
A dla swoich są posady

Nic że przyjdzie życie całe
Pewno żyć pod dachem cudzym
Że kto państwu jest ciężarem
Jak najszybciej zdechnąć musi

Godzą się na wyścig szczurów
Bez finiszu i bez sensu
Aż ich złapią w gąszczu murów
I łaskawie łeb ukręcą

Nic że truje im umysły
Propaganda zakłamana
Z własnej woli niewolnicy
Wybierają sobie pana

Mogą wyrzec się przyszłości
Żyć bez prawdy bez nadziei
Pozbyć marzeń o wolności
Nic w nich buntu nie ośmieli

Lecz zabawki niech im ruszą
Hasłem jakimś ktoś podkupi
A zagrożą rewolucją
Pęd ich porwie owiec głupich

2012

czwartek, 2 lutego 2012

Śmierć konformisty

Świat maleńki jak rozumek
Którym jest ograniczony
Jądrem czyni z siebie dumę
Wokół pieski-elektrony

Cieszy suczka się i w zamian
Za ordery liże rękę
Wnet lizusów krąg się zjawia
Aby łechtać ją pod pępkiem

Każdy z gruntu bunt nieszczery
Świata syf nie moja sprawa
Zgrabny liczy się limeryk
Mój papieros moja kawa

A po śmierci boże nie daj
Zdusić mnie pod niepamięcią
No bo skoro ciebie nie ma
Diabli wezmą nieśmiertelność

2012

środa, 1 lutego 2012

NOTES 27 - Nad przeręblem

W grób przerębla ciebie składam
Sejf ochroni świętość chłodem
Ginie droga twarz pod lodem
Zgasłe światło w głębię wpada

W kryształ pragnę się zamienić
W lodowatej spocząć wodzie
Metabolizm zwalniam w sobie
Nikt czy żyję nie oceni

Skute lodem twoje ciało
Lecz uśpione wewnątrz serce
Jeszcze ogrzać by zdołało

Ja choć żywy ciągle jestem
Noszę w piersi bryłkę małą
Lodu kryształ i nic więcej

2012

niedziela, 29 stycznia 2012

Czego nigdy nie widziałem

Aniołowie opuścili
Ludzkie drogi niegościnne
Te i tak od dłuższej chwili
Biegły raczej w strony inne

Zbędna pomoc jest z niebiosów
Skoro dobrze tak się dzieje
Każdy panem swego losu
I w zapasie ma nadzieję

Wciąż istota jednak jakaś
Świat skrzydlata cicho bada
Pisze przyszłość w tajnych znakach
Co powstało - kiedyś pada

A ich głowy pozbawiony
Jeździec błędną drogą wiedzie
Maszerują w grzechu strony
Cielec złotem gra na przedzie

Moje miejsce w domu małym
Na jałowych ziem rubieży
Ja nic nie chcę - nie wahałem
Się z najwyższej skoczyć wieży
Ptak najmniejszy - niewidziane
Dane temu co uwierzył

2012
inspiracja: Armia

piątek, 27 stycznia 2012

Dziwak

Gdy cię miałem blisko siebie
Spojrzeć w oczy ci nie śmiałem
Niby anioł dla mnie jesteś
W skórze zgoła doskonałej

Tak jak piórko się unosisz
W nierealnie pięknym świecie
Też bym chciał być wyjątkowy
Tak jak ty cholernie jesteś

Lecz dziwakiem, świrem jestem
Diabli wiedzą co tu robię
Świat jest dla mnie obcym miejscem
Przystosować się nie mogę

Bólu się nie boję wcale
I to zrobić w końcu muszę
Chcę mieć ciało doskonałe
Idealną chcę mieć duszę

Chcę byś mogła zauważyć
Opuszczone po mnie miejsce
Wyjątkowy też być chciałbym
Tak jak ty cholernie jesteś

Bo dziwakiem, świrem jestem
Diabli wiedzą co tu robię
Świat jest dla mnie obcym miejscem
Przystosować się nie mogę

Powstrzymywać to daremnie
Drzwi otwarte - droga wolna
Co by mogło przynieść szczęście
Czego tylko pragnąć można
Wyjątkowa - ty: cholernie
Ja - nie jestem, wielka szkoda

Bo dziwakiem, świrem jestem
Diabli wiedzą co tu robię
Świat jest dla mnie obcym miejscem
Przystosować się nie mogę

2012
swobodne tłumaczenie z: Radiohead

poniedziałek, 23 stycznia 2012

Władza

W ognistej wykuta przez zło czeluści
Pokusa ku zgubie głupcom wydana
Kto uległ jej łatwo z rąk nie wypuści
Okazji by z chama zmienić się w pana

Przyjaciół poróżni mędrca ogłupi
Szlachetność zaślepi złem błyśnie w oku
Jak wódką nią można samą się upić
I błądzić żałośnie w kłamstw własnych mroku

To ona jest zdolna ogniem świat zalać
Gdy wieże ciemności tego zapragną
Ten tylko ją zwalczy w kim wielka wiara
Że skarb nosi w sobie... reszta to marność

I choćby istotą był niepozorną
To zło może przecież w niwecz obrócić
Na zawsze pozbawi sił mroczny Mordor
Gdy w krater wulkanu twór jego wrzuci

2012
inspiracja i zapożyczenie: J.R.R. Tolkien

środa, 18 stycznia 2012

Północny wiatr

Na wzgórz szczycie wiatrak stoi
Belial skrzydła mu obraca
Miele mąkę sługów swoich
Północnego wiatru praca

Wycie wichru niesie w pola
Tłumiąc ciche ludu łkanie
Komu zbrzydła jego dola
Sznur obciąża na polanie

Młynarz bilans krwią zamyka
Cudzą krzywdą rok owocny
Za zbiór dobry pomocnika
Złotem spłaci starzec mroczny

Szumi wicher w łąk gęstwinach
Nieznających ostrza kosy
Dla brylantów w pajęczynach
Zrywa trawom kolie rosy

Słona wolność z chłodem morza
Przyniesiona z tak daleka
Pod skrzydłami albatrosa
Z końcem nocy w sen ucieka

2012

wtorek, 17 stycznia 2012

Znad przepaści

Już stracony jestem dla nich
Poza nawias wyrzucony
W mrocznej nurzam się otchłani
I w obłędu wpadłem szpony

Litościwie patrzą jedni
Inni śmieją się szyderczo
Los żałosny mój i nędzny
Przy mnie wierzą w swoją wielkość

Ponoć w twojej mocy jestem
Zaprzedałem duszę własną
Sam przyniosłem sobie klęskę
Zamiast ufać w przyszłość jasną

Lecz mnie różni tylko jedno -
Że wśród ludzi ciebie widzę
I tych głupców zgraję biedną
Która w łapy twoje idzie

2012