Wyżej! Szybciej! Mocniej!
Usłyszał turysta
Tak rzekła miernocie
Profesjonalistka
2012
"Lasciate ogni speranza, voi ch'entrate"
„Okręt mój płynie dalej – pod prąd,
Serce, choć popękane, bić chce,
Nie ma cię i nie było – jest noc,
Nie ma mnie i nie było – jest dzień”
parafraza: KAT
niedziela, 29 lipca 2012
sobota, 28 lipca 2012
Sen nocy letniej
Gdy dzień mnie zbudził świat był cudowny
Sen nocy letniej mnie zauroczył
Śniłem że ona w deszcz patrzy w nocy
Krople odarły ze snu jej oczy
Opowiedziała mi o tym pięknie
Które w ukryciu schowane głowy
I powiedziała że to co szpetne
Wolimy w zamian na wierzch wydobyć
O tym czy kiedy błąd popełniamy
Uczymy czegoś się z naszych cierpień
Mówiła patrząc na deszcz czas cały
Tak mój wyglądał sen nocy letniej
Z kolejnym drinkiem już o północy
Ku memu uchu zgięła się nisko
Przesiedzieliśmy jeszcze pół nocy
Zaczęła mówić po co to wszystko
Kiedy w fotelu się obudziłem
W zupełnie innym była już miejscu
Samego tutaj mnie zostawiła
Bym siedział patrząc na krople deszczu
Nie wiele z tego teraz pamiętam
Tylko jej słowa jak echo w głowie
Snem odurzyła mnie noc ta letnia
Nim się zbudziłem z niego ponownie
Może nie spotkam jej nigdy więcej
Może odeszła stąd już na zawsze
Może tak zawsze siedzieć tu będę
I na pogodę wciąż tylko patrzeć
Pewne jest tylko że mi pomogła
Ułożyć sobie jakoś to wszystko
Że między bramą zła oraz dobra
Odnaleźć można treść jeszcze inną
Więc jeśli nie śpisz wciąż o północy
Do ucha schylę tobie się nisko
Gdy przesiedzimy razem z pół nocy
Zacznę ci mówić po co to wszystko
Ze snu się budzę i dzień jest piękny
A świat cudowny mi się wydaje
Czuję że jeszcze snu nocy letniej
Nie zeszło ze mnie oczarowanie
2012
Swobodne tłumaczenie / parafraza: The Stranglers
Sen nocy letniej mnie zauroczył
Śniłem że ona w deszcz patrzy w nocy
Krople odarły ze snu jej oczy
Opowiedziała mi o tym pięknie
Które w ukryciu schowane głowy
I powiedziała że to co szpetne
Wolimy w zamian na wierzch wydobyć
O tym czy kiedy błąd popełniamy
Uczymy czegoś się z naszych cierpień
Mówiła patrząc na deszcz czas cały
Tak mój wyglądał sen nocy letniej
Z kolejnym drinkiem już o północy
Ku memu uchu zgięła się nisko
Przesiedzieliśmy jeszcze pół nocy
Zaczęła mówić po co to wszystko
Kiedy w fotelu się obudziłem
W zupełnie innym była już miejscu
Samego tutaj mnie zostawiła
Bym siedział patrząc na krople deszczu
Nie wiele z tego teraz pamiętam
Tylko jej słowa jak echo w głowie
Snem odurzyła mnie noc ta letnia
Nim się zbudziłem z niego ponownie
Może nie spotkam jej nigdy więcej
Może odeszła stąd już na zawsze
Może tak zawsze siedzieć tu będę
I na pogodę wciąż tylko patrzeć
Pewne jest tylko że mi pomogła
Ułożyć sobie jakoś to wszystko
Że między bramą zła oraz dobra
Odnaleźć można treść jeszcze inną
Więc jeśli nie śpisz wciąż o północy
Do ucha schylę tobie się nisko
Gdy przesiedzimy razem z pół nocy
Zacznę ci mówić po co to wszystko
Ze snu się budzę i dzień jest piękny
A świat cudowny mi się wydaje
Czuję że jeszcze snu nocy letniej
Nie zeszło ze mnie oczarowanie
2012
Swobodne tłumaczenie / parafraza: The Stranglers
wtorek, 24 lipca 2012
Anarchia
Wreszcie rajem nasza ziemia
Demokracja cuda czyni
Władza w świnie już nie zmienia
Jedna biednych z bogatymi
Czas zakończyć wszelkie spory
Państwo naszym przyjacielem
Nie powstania lecz wybory
Wspólne szczęście wszystkich celem
Już nie walka ruch oporu
Opozycji dysydentów -
Zgraja karłów i warchołów
W wolnym kraju chce fermentu
Nie ma dziś co kontestować
Punk to teraz tylko folklor
Goguś w szkiełku skonstatował
Mamy przecież w końcu wolność
Wczoraj ta dziś inna kasta
Wciąż systemy tworzą nowe
Każdy jeden trzeba zwalczać
Żeby skończyć z babilonem
2012
Demokracja cuda czyni
Władza w świnie już nie zmienia
Jedna biednych z bogatymi
Czas zakończyć wszelkie spory
Państwo naszym przyjacielem
Nie powstania lecz wybory
Wspólne szczęście wszystkich celem
Już nie walka ruch oporu
Opozycji dysydentów -
Zgraja karłów i warchołów
W wolnym kraju chce fermentu
Nie ma dziś co kontestować
Punk to teraz tylko folklor
Goguś w szkiełku skonstatował
Mamy przecież w końcu wolność
Wczoraj ta dziś inna kasta
Wciąż systemy tworzą nowe
Każdy jeden trzeba zwalczać
Żeby skończyć z babilonem
2012
poniedziałek, 23 lipca 2012
Bilet na księżyc
Pamiętasz lata osiemdziesiąte
Gdy każda sprawa była tak prosta?
Chciałbym móc wrócić do nich ponownie
By wszystko mogło takie pozostać
Bilet na księżyc mam i już wkrótce
Miejsce w wybranym dniu to opuszczę
Bilet na księżyc mam lecz bym wolał
Oczy twe widzieć w świtu kolorach
Bilet na księżyc mam i nad ziemię
Wkrótce uniosę się już wysoko
Łez które w krople deszczu zamienię
Nie poznasz kiedy zroszą twe okno
Wzbiję się poprzez niebo wzburzone
Do lśniącej jasno gdzieś ziemi nowej
Lecąc szaleńczo w tajemnic stronę
Wysoko w smutku się zastanowię
Czy przeszłe drogi mojego losu
Mogą zawrócić i mi pozwolić
Zobaczyć ciebie na dróg tych końcu
Jak oczekując ciągle tam stoisz
Bilet na księżyc - dziś stąd wylecę
Minuty płyną - co robić teraz?
Już zapłacone - cóż mam powiedzieć?
W jedną się stronę tylko wybieram
2012
swobodne tłumaczenie z: Electric Light Orchestra
Gdy każda sprawa była tak prosta?
Chciałbym móc wrócić do nich ponownie
By wszystko mogło takie pozostać
Bilet na księżyc mam i już wkrótce
Miejsce w wybranym dniu to opuszczę
Bilet na księżyc mam lecz bym wolał
Oczy twe widzieć w świtu kolorach
Bilet na księżyc mam i nad ziemię
Wkrótce uniosę się już wysoko
Łez które w krople deszczu zamienię
Nie poznasz kiedy zroszą twe okno
Wzbiję się poprzez niebo wzburzone
Do lśniącej jasno gdzieś ziemi nowej
Lecąc szaleńczo w tajemnic stronę
Wysoko w smutku się zastanowię
Czy przeszłe drogi mojego losu
Mogą zawrócić i mi pozwolić
Zobaczyć ciebie na dróg tych końcu
Jak oczekując ciągle tam stoisz
Bilet na księżyc - dziś stąd wylecę
Minuty płyną - co robić teraz?
Już zapłacone - cóż mam powiedzieć?
W jedną się stronę tylko wybieram
2012
swobodne tłumaczenie z: Electric Light Orchestra
niedziela, 22 lipca 2012
Ćma
Pęka kokon - larwa młoda
Wkrótce zmieni się w motyla
Miłość tęczy barw jej doda
Gdy przemiany przyjdzie chwila
Lub okaże ćmą się zwykłą
Miłość złudnym zaś ogarkiem
Który sparzy ogniem skrzydło
By nadzieję zabrać całkiem
2012
Wkrótce zmieni się w motyla
Miłość tęczy barw jej doda
Gdy przemiany przyjdzie chwila
Lub okaże ćmą się zwykłą
Miłość złudnym zaś ogarkiem
Który sparzy ogniem skrzydło
By nadzieję zabrać całkiem
2012
sobota, 21 lipca 2012
Jak powininno wyglądać życie
Wiele przebyłem by się tu znaleźć
Gdzie zostawiłem przed laty ciebie
Miejsce tak obce chociaż tak znane
Co mam powiedzieć i robić - nie wiem
Zda się że obcym jedynym jestem
Kiedy na obce twarze spoglądam
I zastanawiam się tylko jeszcze
Czy tak powinno życie wyglądać
Choć to dzień jeden odkąd stąd wzięto
I tu zwrócono mnie w zadziwieniu
Ziemia jest może tą samą jedną
Lecz co mi znane leży pod ziemią
I kiedy widzę co uczynili
Z miejsca co kiedyś domem nam było
Wstyd mi i wiedzieć chcę w jednej chwili
Czy tak wyglądać życie powinno
Jak mówią - próżno szaty rozdzierać
Za późno dla nas jest już, kolego
Tyle przebyłeś - wiesz wszystko teraz
Popatrz na cuda świata naszego
Kiedy w ruinach miasta się włóczę
Gdzie ludzie mówić boją się głośno
Patrząc na przepych i kwiaty sztuczne
Chciałbym do dawnych lat móc się cofnąć
Widzieć twarz twoją pragnę bo znaczy
Więcej to dla mnie niż tutaj bycie
I zastanawiam się tylko nad tym
Czy tak powinno wyglądać życie
2012
swobodne tłumaczenie z: Electric Light Orchestra
Gdzie zostawiłem przed laty ciebie
Miejsce tak obce chociaż tak znane
Co mam powiedzieć i robić - nie wiem
Zda się że obcym jedynym jestem
Kiedy na obce twarze spoglądam
I zastanawiam się tylko jeszcze
Czy tak powinno życie wyglądać
Choć to dzień jeden odkąd stąd wzięto
I tu zwrócono mnie w zadziwieniu
Ziemia jest może tą samą jedną
Lecz co mi znane leży pod ziemią
I kiedy widzę co uczynili
Z miejsca co kiedyś domem nam było
Wstyd mi i wiedzieć chcę w jednej chwili
Czy tak wyglądać życie powinno
Jak mówią - próżno szaty rozdzierać
Za późno dla nas jest już, kolego
Tyle przebyłeś - wiesz wszystko teraz
Popatrz na cuda świata naszego
Kiedy w ruinach miasta się włóczę
Gdzie ludzie mówić boją się głośno
Patrząc na przepych i kwiaty sztuczne
Chciałbym do dawnych lat móc się cofnąć
Widzieć twarz twoją pragnę bo znaczy
Więcej to dla mnie niż tutaj bycie
I zastanawiam się tylko nad tym
Czy tak powinno wyglądać życie
2012
swobodne tłumaczenie z: Electric Light Orchestra
czwartek, 19 lipca 2012
Inteligenci
"(...) Tak zwany szpagatowy inteligent (...) uważa, że wszystko
co jest na świecie to do niego należy, że on tylko jest najważniejszy
na świecie. A najgorsze to te dezertery od pługa, co to teraz robią
w mieście za inteligencję. (...) Tylko życie zatruwają porządnym
ludziom. (...) A już najgorsze to te niedorżnięte arystokratki
za dychę, pochodzące z głębokiej prowincji. Niech się cieszą,
że władza ludowa ich nauczyła czytać i pisać. (...)
Żebym wiedział, że z takimi gnojami będę tu mieszkał ... "
Jerzy Grzymkowski
co jest na świecie to do niego należy, że on tylko jest najważniejszy
na świecie. A najgorsze to te dezertery od pługa, co to teraz robią
w mieście za inteligencję. (...) Tylko życie zatruwają porządnym
ludziom. (...) A już najgorsze to te niedorżnięte arystokratki
za dychę, pochodzące z głębokiej prowincji. Niech się cieszą,
że władza ludowa ich nauczyła czytać i pisać. (...)
Żebym wiedział, że z takimi gnojami będę tu mieszkał ... "
Jerzy Grzymkowski
wtorek, 17 lipca 2012
Postęp trwa
Złe to co kiedyś co było
Na ziemi każdy dzień lepszy
Tych co poddaną ją czynią
I w twarz dniom śmieją się przeszłym
W kabzy napycha szmal grube
Prześmiewca nowoszlachetny
Herbu Ogórek czy Wróbel
A głupi może być biedny
Chłopie z ryżowej prowincji
Wasalu z kraju nad Wisłą -
Soki pijawki z was wszystkich
Z równości mitem wraz wyssą
Chciwców zastępy wciąż głodnych
Kolejne skubią miliony
Dziecko sprzedaje jagody
By książki kupić do szkoły
Nażreć by mogli się forsą
Lecz nie chcą trawić jej kiszki
Przecież gdy mówi się wolność
To chciwość ma się na myśli
2012
Na ziemi każdy dzień lepszy
Tych co poddaną ją czynią
I w twarz dniom śmieją się przeszłym
W kabzy napycha szmal grube
Prześmiewca nowoszlachetny
Herbu Ogórek czy Wróbel
A głupi może być biedny
Chłopie z ryżowej prowincji
Wasalu z kraju nad Wisłą -
Soki pijawki z was wszystkich
Z równości mitem wraz wyssą
Chciwców zastępy wciąż głodnych
Kolejne skubią miliony
Dziecko sprzedaje jagody
By książki kupić do szkoły
Nażreć by mogli się forsą
Lecz nie chcą trawić jej kiszki
Przecież gdy mówi się wolność
To chciwość ma się na myśli
2012
poniedziałek, 16 lipca 2012
Na odsłonięcie pomnika spiskowców
Gdy robotnicy zwalczą komunizm
Krew kapitalizm z nich powysysa -
Pan w garniturze po cichu mówi
Tak by pan w bieli tylko go słyszał
Zgoda o ile kościoła władza
Cała z majątkiem wraz się zachowa -
Tamten po cichu mu odpowiada -
Prorocze były spiskowców słowa
2012
Krew kapitalizm z nich powysysa -
Pan w garniturze po cichu mówi
Tak by pan w bieli tylko go słyszał
Zgoda o ile kościoła władza
Cała z majątkiem wraz się zachowa -
Tamten po cichu mu odpowiada -
Prorocze były spiskowców słowa
2012
niedziela, 15 lipca 2012
Na misia
Miś się spalił - już szukają
Sprawców jego podpalenia
Miś się wstydząc ogniem zajął
Nic nie mając do robienia
Dziś potrzebom odpowiada
Krzyczy w oczy niedowiarkom
Możliwości autostrada
Na sił naszych skalę stadion
Lecz gdy wolność wszystkim morze
Możliwości rozpościera
Zwykły człowiek wciąż mniej może
Wskaźnik skali blisko zera
2012
Sprawców jego podpalenia
Miś się wstydząc ogniem zajął
Nic nie mając do robienia
Dziś potrzebom odpowiada
Krzyczy w oczy niedowiarkom
Możliwości autostrada
Na sił naszych skalę stadion
Lecz gdy wolność wszystkim morze
Możliwości rozpościera
Zwykły człowiek wciąż mniej może
Wskaźnik skali blisko zera
2012
czwartek, 5 lipca 2012
Boska cząstka
Boską cząstką to nazwano
Co nadaje ciałom masę
Jednak nosić takie miano
Winno to co ciała nasze
Mas pozbawia i od ziemi
Nas odrywa ku przestworzom
Cóż - nie znajdą tej uczeni
Cząstki i nie nazwą bożą
Masą ktoś mnie tu przygwoździł
I przy ziemskim życiu trzyma
Lecz więzieniem są mi kości
A ja spoza nich oczyma
Duszy patrząc w otwór wąski
W którym widzę co mi bliskie
Czekam boga który cząstki
Moje w boskie zmieni wszystkie
2012
Co nadaje ciałom masę
Jednak nosić takie miano
Winno to co ciała nasze
Mas pozbawia i od ziemi
Nas odrywa ku przestworzom
Cóż - nie znajdą tej uczeni
Cząstki i nie nazwą bożą
Masą ktoś mnie tu przygwoździł
I przy ziemskim życiu trzyma
Lecz więzieniem są mi kości
A ja spoza nich oczyma
Duszy patrząc w otwór wąski
W którym widzę co mi bliskie
Czekam boga który cząstki
Moje w boskie zmieni wszystkie
2012
środa, 4 lipca 2012
Spoza
Los unosi ich bezwolnie
Konsumują świat bezzębnie
Czy bunt - myślę - musi dojrzeć
Czy obumarł w nich zupełnie
Gdy się młodość nie sprzeciwia
Starość unieść rękę musi
Kiedy milczy tkanka żywa
Bunt materię może ruszy
Skoro masy jak kukiełki
Niech jednostka zerwie sznurek
Gdy nie ryczą głosem wielkim
Niech poeta krzyczeć umie
2012
Konsumują świat bezzębnie
Czy bunt - myślę - musi dojrzeć
Czy obumarł w nich zupełnie
Gdy się młodość nie sprzeciwia
Starość unieść rękę musi
Kiedy milczy tkanka żywa
Bunt materię może ruszy
Skoro masy jak kukiełki
Niech jednostka zerwie sznurek
Gdy nie ryczą głosem wielkim
Niech poeta krzyczeć umie
2012
wtorek, 3 lipca 2012
Serce
- Ja tam skłamałam, na ławce, że mam kogoś. Miałam.
Krótko mówiąc - nie ma go już. Po prostu nie żyje.
A ja jestem mu wierna. Bo jeżeli coś w ogóle ma sens...
Wiesz... Rozumiesz mnie?
- Tak, tak. Myślę, że rozumiem.
- No właśnie. To już tak daleko ode mnie. Tyle lat...
Powinnam się zmienić, co?
- Ciężko ci samej.
- Tak.
- Chciałem cię pocieszyć, bo... Bo mnie też. Strasznie.
Zbigniew Kamiński, Radosław Piwowarski
Krótko mówiąc - nie ma go już. Po prostu nie żyje.
A ja jestem mu wierna. Bo jeżeli coś w ogóle ma sens...
Wiesz... Rozumiesz mnie?
- Tak, tak. Myślę, że rozumiem.
- No właśnie. To już tak daleko ode mnie. Tyle lat...
Powinnam się zmienić, co?
- Ciężko ci samej.
- Tak.
- Chciałem cię pocieszyć, bo... Bo mnie też. Strasznie.
Zbigniew Kamiński, Radosław Piwowarski
poniedziałek, 2 lipca 2012
Piekło gdzie serce twoje
Gdybym zimny był jak kamień
Żyłbym lekko tak jak inni
Niepotrzebnych pełen zalet
Niby anioł z sercem zimnym
Czego nie miałbym naprawdę
Sobie wmówiłbym i innym
Do słabości czuł pogardę
I przeliczał okiem zimnym
Jednak ogień bije we mnie
I rozpala wieczne piekło
Może w chłodzie jest przyjemniej
Lecz ja wolę kiedy ciepło
Żar mnie trawi niestygnący
I tak dobrze jest mi właśnie
Słodko uczuć ból gorących
Cierpieć - niech więc nie zagaśnie
To co jednym zda się głupie
Ktoś jak rzecz najświętszą chowa
Im - zapomnieć, im - to lubię
On pamięta i on kocha
Jeśli wulkan serca lawę
Tłoczy w tętnic twych przekroje
Nie na rajską licz wyprawę -
W piekle uczuć miejsce twoje
1812
Żyłbym lekko tak jak inni
Niepotrzebnych pełen zalet
Niby anioł z sercem zimnym
Czego nie miałbym naprawdę
Sobie wmówiłbym i innym
Do słabości czuł pogardę
I przeliczał okiem zimnym
Jednak ogień bije we mnie
I rozpala wieczne piekło
Może w chłodzie jest przyjemniej
Lecz ja wolę kiedy ciepło
Żar mnie trawi niestygnący
I tak dobrze jest mi właśnie
Słodko uczuć ból gorących
Cierpieć - niech więc nie zagaśnie
To co jednym zda się głupie
Ktoś jak rzecz najświętszą chowa
Im - zapomnieć, im - to lubię
On pamięta i on kocha
Jeśli wulkan serca lawę
Tłoczy w tętnic twych przekroje
Nie na rajską licz wyprawę -
W piekle uczuć miejsce twoje
1812
niedziela, 1 lipca 2012
Nocne łowy
Ledwie ścięło dzień z nóg zmierzchem
Wyruszyli nocni łowcy
Nie wiedziałaś wtedy jeszcze
Że myśliwym jest nocnym
Rozpocząłem ze słowikiem
Nastrojowo delikatnie
Umrzeć chciałaś w drgawkach z krzykiem
Lecz to byłoby zbyt łatwe
Ponowiłem śmierci taniec
Przywracając cię do życia
Z żab jedynie w stawach graniem
Kiedy puszczyk tylko widział
Dłużej teraz podchodziłem
Bez emocji a wytrwale
Intensywnych doznań chwile
W spokój wodza zamieniałem
Zwierz i łowca osłabieni
Zmitrężyli kilka godzin
Świt już ziemię opromienił
Gdy ostatni bój nadchodził
Lot skowronka w górze zamarł
Błysnął sztylet w blasku słońca
Nie broniła się ofiara
Gdy ją dobił nocny łowca
2012
Wyruszyli nocni łowcy
Nie wiedziałaś wtedy jeszcze
Że myśliwym jest nocnym
Rozpocząłem ze słowikiem
Nastrojowo delikatnie
Umrzeć chciałaś w drgawkach z krzykiem
Lecz to byłoby zbyt łatwe
Ponowiłem śmierci taniec
Przywracając cię do życia
Z żab jedynie w stawach graniem
Kiedy puszczyk tylko widział
Dłużej teraz podchodziłem
Bez emocji a wytrwale
Intensywnych doznań chwile
W spokój wodza zamieniałem
Zwierz i łowca osłabieni
Zmitrężyli kilka godzin
Świt już ziemię opromienił
Gdy ostatni bój nadchodził
Lot skowronka w górze zamarł
Błysnął sztylet w blasku słońca
Nie broniła się ofiara
Gdy ją dobił nocny łowca
2012
sobota, 30 czerwca 2012
W rozszerzeniu
W ołowianych lochach strachu
Z wolna gwoździe wbija w czaszkę
Szepcze klątwy końca czasu
Noc zasnuwa śmierci płaszczem
W przyczajeniu wiatrem dyszy
Z każdej strony łypie okiem
Nie stanowię już o niczym
I sam z siebie nic nie mogę
Czas się zebrać i wyruszyć
Głos ucichnie ból ustanie
Wiem że lepiej tam być musi
Czas i miejsce już wybrane
Śpią spokojnie nieświadomi
Przez zaoczny sąd skazani
Przed złem muszę ich ochronić
Nie poradzą sobie sami
Cicho - we śnie nie zaboli
Kiedy będę was przemycał
Świadomości śladem swoim
Na bezpieczną stronę życia
2012
Z wolna gwoździe wbija w czaszkę
Szepcze klątwy końca czasu
Noc zasnuwa śmierci płaszczem
W przyczajeniu wiatrem dyszy
Z każdej strony łypie okiem
Nie stanowię już o niczym
I sam z siebie nic nie mogę
Czas się zebrać i wyruszyć
Głos ucichnie ból ustanie
Wiem że lepiej tam być musi
Czas i miejsce już wybrane
Śpią spokojnie nieświadomi
Przez zaoczny sąd skazani
Przed złem muszę ich ochronić
Nie poradzą sobie sami
Cicho - we śnie nie zaboli
Kiedy będę was przemycał
Świadomości śladem swoim
Na bezpieczną stronę życia
2012
piątek, 29 czerwca 2012
Szpony precz od ogrodów
Już się zleciały sępy nad ciałem
Choć jeszcze życia krążą w nim soki
Plany podziału snują wspaniałe
Tłustej przyszłości karmią widokiem
Judzą drapieżców bezbronnym łupem
Aby śmiertelne zadali rany
Wspólnie się nażrą zdobycznym trupem
W gardłach pomieścić mogąc świat cały
Bestie chciwością karmione dziką
Dla których wszystko może być żerem
Obyście dławiąc się słabych krzywdą
Zdechli w boleściach z waszym portfelem
Z betonem w mózgach jak zalewacie
Ziemię betonem niech w beton wsadzą
Nędzną padlinę bo zwłoki wasze
Byłyby w matce ziemi obrazą
2012
Choć jeszcze życia krążą w nim soki
Plany podziału snują wspaniałe
Tłustej przyszłości karmią widokiem
Judzą drapieżców bezbronnym łupem
Aby śmiertelne zadali rany
Wspólnie się nażrą zdobycznym trupem
W gardłach pomieścić mogąc świat cały
Bestie chciwością karmione dziką
Dla których wszystko może być żerem
Obyście dławiąc się słabych krzywdą
Zdechli w boleściach z waszym portfelem
Z betonem w mózgach jak zalewacie
Ziemię betonem niech w beton wsadzą
Nędzną padlinę bo zwłoki wasze
Byłyby w matce ziemi obrazą
2012
czwartek, 28 czerwca 2012
Niczego mi nie żal ♫
Nie, nie żal mi
Nie, obcy mi wszelki żal
Dobrych lat ani złych
Nie żal dni
Które los przeżyć dał
Nie, nie żal mi
Nie, obcy mi wszelki żal
Rzeki łez smutku dni
Marzeń mgły
W niepamięci już mam
Zapomnienie jak stos
Wrzucam w ogień więc drwa
Przyjemności i trosk
Wcale nie jest mi żal
I wymiatam jak kurz
Dawną miłość za drzwi
Niegojący się ból
Znowu czysto ma być
Nie, nie żal mi
Nie, obcy mi wszelki żal
Dobrych lat ani złych
Nie żal dni
Które los przeżyć dał
Nie, nie żal mi
Nie, obcy mi wszelki żal
Ale gdy ciebie brak
Świat by żyć
Na nim nie jest już wart
2012
swobodna interpretacja / parafraza: Edith Piaf
♫ na melodię: Non je ne regrette rien
Nie, obcy mi wszelki żal
Dobrych lat ani złych
Nie żal dni
Które los przeżyć dał
Nie, nie żal mi
Nie, obcy mi wszelki żal
Rzeki łez smutku dni
Marzeń mgły
W niepamięci już mam
Zapomnienie jak stos
Wrzucam w ogień więc drwa
Przyjemności i trosk
Wcale nie jest mi żal
I wymiatam jak kurz
Dawną miłość za drzwi
Niegojący się ból
Znowu czysto ma być
Nie, nie żal mi
Nie, obcy mi wszelki żal
Dobrych lat ani złych
Nie żal dni
Które los przeżyć dał
Nie, nie żal mi
Nie, obcy mi wszelki żal
Ale gdy ciebie brak
Świat by żyć
Na nim nie jest już wart
2012
swobodna interpretacja / parafraza: Edith Piaf
♫ na melodię: Non je ne regrette rien
środa, 27 czerwca 2012
Legenda o gdyńskim potopie
Przed wielu laty na szczycie świętym
Gdzie rzeka w źródle skrywa zaczęcie
Rybacy czcili w drewnie wycięty
Posąg chroniący ich przed nieszczęściem
Lecz przybył zastęp zbrojnych najeźdźców
I zniszczył morskich plemion relikwię
Po czym postawił krzyż w świętym miejscu
Nowemu bogu niosąc modlitwę
Gdy wróg ściął głowy kapłanom starym
I wiernych dawnym kultom przegonił
Fale wzniesione jakby przez czary
Wieś pogrążyły w Bałtyku toni
Zginęli mieczem szerzący wiarę
Wierni ich bogu wyznawcy nowi
Wygnańcy tylko przeżyli karę
W lasach niechętni krzyża kultowi
Na wyższych wzgórzach od brzegu z dala
Okrzyki nieśli braciom w topieli
Lecz krzyż jedynie uniosła fala
Gdy oni ludzi ratować chcieli
Na nic się zdało 'k nam, k nam' wołanie
Znaczące 'do nas' ginące w falach
Od czego Donas wzgórza nazwanie
Na którym garstka pogan przetrwała
Nie ma posągu na Świętej Górze
Bo chciwość bożkiem jest teraz ludzi
I pozostanie z nimi na dłużej
Dopóki dobra kult nie powróci
2012
Gdzie rzeka w źródle skrywa zaczęcie
Rybacy czcili w drewnie wycięty
Posąg chroniący ich przed nieszczęściem
Lecz przybył zastęp zbrojnych najeźdźców
I zniszczył morskich plemion relikwię
Po czym postawił krzyż w świętym miejscu
Nowemu bogu niosąc modlitwę
Gdy wróg ściął głowy kapłanom starym
I wiernych dawnym kultom przegonił
Fale wzniesione jakby przez czary
Wieś pogrążyły w Bałtyku toni
Zginęli mieczem szerzący wiarę
Wierni ich bogu wyznawcy nowi
Wygnańcy tylko przeżyli karę
W lasach niechętni krzyża kultowi
Na wyższych wzgórzach od brzegu z dala
Okrzyki nieśli braciom w topieli
Lecz krzyż jedynie uniosła fala
Gdy oni ludzi ratować chcieli
Na nic się zdało 'k nam, k nam' wołanie
Znaczące 'do nas' ginące w falach
Od czego Donas wzgórza nazwanie
Na którym garstka pogan przetrwała
Nie ma posągu na Świętej Górze
Bo chciwość bożkiem jest teraz ludzi
I pozostanie z nimi na dłużej
Dopóki dobra kult nie powróci
2012
wtorek, 26 czerwca 2012
Do samobójcy
Mówią że byłeś ich przyjacielem
Że żal i strata - tęsknią za tobą
Jednak zbyt trudne jest zrozumienie
Z twoim wyborem się nie pogodzą
Bo cię nie znali nie czuli z tobą
Nie żyli w świecie w którym ty żyłeś
Co im pasuje tylko wybiorą
Zostawią mroczne trudne i zgniłe
Rodzynki palcem same by chcieli
Wydłubać z tortu ty byłeś którym
Przecież się nie da tego rozdzielić
Koniec jest częścią twojej natury
Znam tamtej strony mgły granitowe
Wiem co na światów dwóch żyć krawędzi
I jak samotny może być człowiek
Któremu duszę czart w mroki wpędzi
Gdy ty wybrałeś bliższą ci stronę
Ja balansując cierpię na skraju
Który nieszczęsny jest bardziej człowiek -
Martwy czy tkwiący na styku światów?
Więc cię rozumiem i akceptuję
Jak przed ołtarzem biorę w całości
Z odejściem twoim zgodzić się umiem
Słysząc bolesną skargę inności
2012
Że żal i strata - tęsknią za tobą
Jednak zbyt trudne jest zrozumienie
Z twoim wyborem się nie pogodzą
Bo cię nie znali nie czuli z tobą
Nie żyli w świecie w którym ty żyłeś
Co im pasuje tylko wybiorą
Zostawią mroczne trudne i zgniłe
Rodzynki palcem same by chcieli
Wydłubać z tortu ty byłeś którym
Przecież się nie da tego rozdzielić
Koniec jest częścią twojej natury
Znam tamtej strony mgły granitowe
Wiem co na światów dwóch żyć krawędzi
I jak samotny może być człowiek
Któremu duszę czart w mroki wpędzi
Gdy ty wybrałeś bliższą ci stronę
Ja balansując cierpię na skraju
Który nieszczęsny jest bardziej człowiek -
Martwy czy tkwiący na styku światów?
Więc cię rozumiem i akceptuję
Jak przed ołtarzem biorę w całości
Z odejściem twoim zgodzić się umiem
Słysząc bolesną skargę inności
2012
poniedziałek, 25 czerwca 2012
Dzień wolności podatkowej
Tym co skarżą się najgłośniej
Że ich fiskus zbytnio skubie
Podatkowej dzień wolności
Winien przypaść w późny grudzień
2012
Że ich fiskus zbytnio skubie
Podatkowej dzień wolności
Winien przypaść w późny grudzień
2012
niedziela, 24 czerwca 2012
Nadaję ci imię
Sławy imię to nie wróży
Łudzi ona tylko próżnych
Ale sław nim ducha Słowian
W którym ród nasz się kształtował
Kochaj w naszej się przyrodzie
Odpór dając zgniłej modzie
2012
Łudzi ona tylko próżnych
Ale sław nim ducha Słowian
W którym ród nasz się kształtował
Kochaj w naszej się przyrodzie
Odpór dając zgniłej modzie
2012
sobota, 23 czerwca 2012
Taniec ducha
Kraj nasz zniszczony przez chciwców ręce
Złamane słowa skarby skradzione
Już nie możemy oddać im więcej
Złu przeciwstawić trzeba obronę
Czas taniec ducha rozpocząć bracia
W transie oczyścić się od demonów
Co utracone niech do nas wraca
Wiara pradawna stada bizonów
Żyjmy w pokoju czyniąc co dobre
Aż bez zachłannych nadejdzie przyszłość
Chyba że taniec stanie się wrogiem
I nas nad brzegiem Wounded Knee wyrżną
Gdy na co stać ich pokażą znowu
Krew przelewając dzieci i kobiet
Wtedy umrzemy - nadejdzie pokój
Wojownikowi z honorem odejść
Lecz nie pozwólmy kupić się bracia
Żmijom polityk sadzawka zgniła
Niechaj wojownik na prerię wraca
Nigdy do cyrku Buffalo Billa
2012
Złamane słowa skarby skradzione
Już nie możemy oddać im więcej
Złu przeciwstawić trzeba obronę
Czas taniec ducha rozpocząć bracia
W transie oczyścić się od demonów
Co utracone niech do nas wraca
Wiara pradawna stada bizonów
Żyjmy w pokoju czyniąc co dobre
Aż bez zachłannych nadejdzie przyszłość
Chyba że taniec stanie się wrogiem
I nas nad brzegiem Wounded Knee wyrżną
Gdy na co stać ich pokażą znowu
Krew przelewając dzieci i kobiet
Wtedy umrzemy - nadejdzie pokój
Wojownikowi z honorem odejść
Lecz nie pozwólmy kupić się bracia
Żmijom polityk sadzawka zgniła
Niechaj wojownik na prerię wraca
Nigdy do cyrku Buffalo Billa
2012
piątek, 22 czerwca 2012
Rodzącemu się - cz. 3.
Że gdy świat się coraz szybciej
Stacza aby nędznie zginąć
Ten co jemu pod prąd idzie
Kroczy drogą ku wyżynom
Abyś tworząc dzieło każde
Ku wawrzynom się nie skłaniał
Bo mieć cichą satysfakcję
Jest cenniejsze od uznania
Kiedy inni chcą wciąż więcej
A od siebie dają mało
Ty bądź gotów do poświęceń
Choćby nic ci to nie dało
Że śmierć nie jest znakiem końca
I że miłość sięga dalej
Ale martwym stać się można
Choć się żywym być wydaje
Że być warto wiernym sobie
Przyjąć smutek i cierpienie
Bo dla serca to dowodem
Że nie stało się kamieniem
Że jakkolwiek się wydaje
Dobrym ufać mądrzejszemu
Wtedy można dać mu wiarę
Kiedy sprawdzi się samemu
2012
Stacza aby nędznie zginąć
Ten co jemu pod prąd idzie
Kroczy drogą ku wyżynom
Abyś tworząc dzieło każde
Ku wawrzynom się nie skłaniał
Bo mieć cichą satysfakcję
Jest cenniejsze od uznania
Kiedy inni chcą wciąż więcej
A od siebie dają mało
Ty bądź gotów do poświęceń
Choćby nic ci to nie dało
Że śmierć nie jest znakiem końca
I że miłość sięga dalej
Ale martwym stać się można
Choć się żywym być wydaje
Że być warto wiernym sobie
Przyjąć smutek i cierpienie
Bo dla serca to dowodem
Że nie stało się kamieniem
Że jakkolwiek się wydaje
Dobrym ufać mądrzejszemu
Wtedy można dać mu wiarę
Kiedy sprawdzi się samemu
2012
czwartek, 21 czerwca 2012
Rodzącemu się - cz. 2.
Większość rzadko miewa rację
I odwagę się sprzeciwić
Ślepa wiara w demokrację
Do koryta wabi chciwych
Że do skromnych świat należy
W sobie nosisz skarb najskrytszy
Byś bogatym nie zawierzył
I tym których wielbią wszyscy
Że na dwoje możesz liczyć
Wiernych zawsze ci przyjaciół -
W pierwszym żyją wolne myśli
W drugim skryty wzruszeń zasób
Że na czele stoją stada -
Choć najtęższe - to barany
I że w nurcie łajna kawał
Zawsze na wierzch jest wypchany
To że cudza krzywda boli
Prawe serce i że słabszych
Nawet wtedy trzeba bronić
Kiedy nie są tego warci
2012
I odwagę się sprzeciwić
Ślepa wiara w demokrację
Do koryta wabi chciwych
Że do skromnych świat należy
W sobie nosisz skarb najskrytszy
Byś bogatym nie zawierzył
I tym których wielbią wszyscy
Że na dwoje możesz liczyć
Wiernych zawsze ci przyjaciół -
W pierwszym żyją wolne myśli
W drugim skryty wzruszeń zasób
Że na czele stoją stada -
Choć najtęższe - to barany
I że w nurcie łajna kawał
Zawsze na wierzch jest wypchany
To że cudza krzywda boli
Prawe serce i że słabszych
Nawet wtedy trzeba bronić
Kiedy nie są tego warci
2012
środa, 20 czerwca 2012
Rodzącemu się - cz. 1.
Cóż ci powiem o tym świecie
W próg którego wchodzisz właśnie
Skoro nie wiem jaki będzie
Gdy do walki staniesz własnej?
Co powiedzieć ma świtowi
Słońce o tym co poznało
Kiedy wkrótce ma zachodzić
A rozumie wciąż tak mało?
Wiem że warto mieć korzenie
Soków duszy stały dopływ
W niezmienności utwierdzenie
Kiedy wieje wicher podły
Że iść lepiej swoją drogą
Chociaż wąska i samotna
Wydeptana własną nogą
Niż po cudzych śladach stąpać
Kto nie myśli - szuka wzorca
Kto sił nie ma - wsparcia stada
Lepiej własnym mistrzem zostać
Niż do chóru głos dokładać
2012
W próg którego wchodzisz właśnie
Skoro nie wiem jaki będzie
Gdy do walki staniesz własnej?
Co powiedzieć ma świtowi
Słońce o tym co poznało
Kiedy wkrótce ma zachodzić
A rozumie wciąż tak mało?
Wiem że warto mieć korzenie
Soków duszy stały dopływ
W niezmienności utwierdzenie
Kiedy wieje wicher podły
Że iść lepiej swoją drogą
Chociaż wąska i samotna
Wydeptana własną nogą
Niż po cudzych śladach stąpać
Kto nie myśli - szuka wzorca
Kto sił nie ma - wsparcia stada
Lepiej własnym mistrzem zostać
Niż do chóru głos dokładać
2012
wtorek, 19 czerwca 2012
Wiosna ludów
Jak ziarno w ziemi skryte głęboko
Gdy wiosną ciepło poczuje słońca
I ożywione deszczu wilgocią
Pęd puszcza znakiem drzemania końca
Tak oni kciukiem możnych przybici
Strzelają w górę w czasie dojrzali
I wznoszą buntem kiełkując wici
Aż żarem serc ich świat się zapali
Lecz czy wiedzeni natury siłą
Przebiją beton i but depczący
Karmiąc się przeszłych lat ściółką zgniłą
Zaryzykują ze świat się skończy
Czy też się wzrostów wystraszą własnych
Zgnieciony zwiędnie słabością zapał
I z braku wiary zduszą ich chwasty
Aż bez nich koniec nadejdzie świata?
2012
Gdy wiosną ciepło poczuje słońca
I ożywione deszczu wilgocią
Pęd puszcza znakiem drzemania końca
Tak oni kciukiem możnych przybici
Strzelają w górę w czasie dojrzali
I wznoszą buntem kiełkując wici
Aż żarem serc ich świat się zapali
Lecz czy wiedzeni natury siłą
Przebiją beton i but depczący
Karmiąc się przeszłych lat ściółką zgniłą
Zaryzykują ze świat się skończy
Czy też się wzrostów wystraszą własnych
Zgnieciony zwiędnie słabością zapał
I z braku wiary zduszą ich chwasty
Aż bez nich koniec nadejdzie świata?
2012
poniedziałek, 18 czerwca 2012
Cuda nad Wisłą
Pyta Iwan z Janem
Jak to może dziać się
Że im dają lanie
Dużo mniejsze nacje
Niech słowa prawdziwe
Znają wasze kraje -
Razem niemożliwe
Możliwym się staje
2012
Jak to może dziać się
Że im dają lanie
Dużo mniejsze nacje
Niech słowa prawdziwe
Znają wasze kraje -
Razem niemożliwe
Możliwym się staje
2012
niedziela, 17 czerwca 2012
Na bezskrzydłe orły
Niech w przegranych duch nie gaśnie -
Kiedy słabi w grze jesteście
W pięściach siłę swą pokażcie
Bo w tym szansę macie jeszcze
Przez los dana wam z ironią
Oto prawda oczywista -
Gdzie się jeden z drugim gonią
Trzeci z czwartym tam korzysta
2012
Kiedy słabi w grze jesteście
W pięściach siłę swą pokażcie
Bo w tym szansę macie jeszcze
Przez los dana wam z ironią
Oto prawda oczywista -
Gdzie się jeden z drugim gonią
Trzeci z czwartym tam korzysta
2012
sobota, 16 czerwca 2012
Wielkie nadzieje
Z czym do gości naiwniacy?
Skąd nadzieje płonne wasze?
Morze potu lata pracy
I pokora zamiast haseł
Spójrzcie jak to inni robią
Lekcje weźcie należycie
Pewność siebie jest ozdobą
Gdy w wynikach ma pokrycie
Można krzyczeć i się puszyć
Niby balon dmuchać dumę
Mocny ledwie pazur ruszy
A przebije próżną kulę
Żyjcie sobie w złudzeń świecie
Mamcie w głupców masie ciemnej
Gdy przegrani się ockniecie
Śmiech mój spotka łzy daremne
Tak wam sukces napsuł w mózgach
Że w pijanym brniecie widzie
Gdy ten bożek was oszuka
Sami sobie go wmówicie
2012
Skąd nadzieje płonne wasze?
Morze potu lata pracy
I pokora zamiast haseł
Spójrzcie jak to inni robią
Lekcje weźcie należycie
Pewność siebie jest ozdobą
Gdy w wynikach ma pokrycie
Można krzyczeć i się puszyć
Niby balon dmuchać dumę
Mocny ledwie pazur ruszy
A przebije próżną kulę
Żyjcie sobie w złudzeń świecie
Mamcie w głupców masie ciemnej
Gdy przegrani się ockniecie
Śmiech mój spotka łzy daremne
Tak wam sukces napsuł w mózgach
Że w pijanym brniecie widzie
Gdy ten bożek was oszuka
Sami sobie go wmówicie
2012
piątek, 15 czerwca 2012
Człowiek zapomina
Jak skały skruszone
Marszczą lustro stawu
Jak pieszczotę płomień
Paląc niesie ciału
Tego co przez wieczność
W urojonym piekle
I jak róże więdną
W niezmienności wiecznej
Człowiek zapomina
Że tak jest zrządzone
Tak chce wieczna siła
Prawa ustalone
To samo co słabych
Dzieli od siłaczy
W działaniu niesprawnych
Od zdolnych działaczy
Odsiewa przemyślnych
Od ograniczonych
Wynosi wybitnych
Nad głupców skończonych
Wieczna jest ta pewność
Nie zawodzi nigdy
Zostaje niezmienną
Dla martwych i żywych
To prawo natury
Istnienia porządku
Żyje zgodnie z którym
Wszystko bez wyjątku
Wyjątek stanowi
Myślenie człowieka
Natury rządowi
Że on nie podlega
Co niechybnie musi
W końcu doprowadzić
Dumny rodzaj ludzki
Do samozagłady
Jak krew płynąc stróżką
Z żył w przegubie ciętych
Śmiałych samobójców
Jak gwiazdy blask piękny
Migocząc o zmierzchu
Gaśnie i umiera
I jak odsiecz deszczu
Z pochmurnego nieba
Gdy się kończy susza
I świata pragnienie
Z ratunkiem wyrusza
Niosąc wybawienie
Człowiek zapomina ...
2012
swobodne tłumaczenie z: Ordo Equilibrio
Marszczą lustro stawu
Jak pieszczotę płomień
Paląc niesie ciału
Tego co przez wieczność
W urojonym piekle
I jak róże więdną
W niezmienności wiecznej
Człowiek zapomina
Że tak jest zrządzone
Tak chce wieczna siła
Prawa ustalone
To samo co słabych
Dzieli od siłaczy
W działaniu niesprawnych
Od zdolnych działaczy
Odsiewa przemyślnych
Od ograniczonych
Wynosi wybitnych
Nad głupców skończonych
Wieczna jest ta pewność
Nie zawodzi nigdy
Zostaje niezmienną
Dla martwych i żywych
To prawo natury
Istnienia porządku
Żyje zgodnie z którym
Wszystko bez wyjątku
Wyjątek stanowi
Myślenie człowieka
Natury rządowi
Że on nie podlega
Co niechybnie musi
W końcu doprowadzić
Dumny rodzaj ludzki
Do samozagłady
Jak krew płynąc stróżką
Z żył w przegubie ciętych
Śmiałych samobójców
Jak gwiazdy blask piękny
Migocząc o zmierzchu
Gaśnie i umiera
I jak odsiecz deszczu
Z pochmurnego nieba
Gdy się kończy susza
I świata pragnienie
Z ratunkiem wyrusza
Niosąc wybawienie
Człowiek zapomina ...
2012
swobodne tłumaczenie z: Ordo Equilibrio
czwartek, 14 czerwca 2012
Yuppie nightmare
Od ambicji pozbawionych
Dla wyzutych z krytycyzmu
Pasztet blichtrem okraszony
I wpychany do umysłów
By wyzwolić od myślenia
Niczym glinę w rękach gniecie
Przez koszmarnie głupi serial
O koszmarnie pustym świecie
Sukces - oto runo złote
Na odważnych czekające
Mit dla głupców i idiotek
Sława władza i pieniądze
Wybieg w światy idealne
Antidotum na codzienność
Stado tępe i banalne
Oto chodzi mózgożercom
Myśl swobodna oby tylko
Drogą dla nich złą nie poszła
Zgubę niosąc chciwym tyłkom
Rewolucji krwawy koszmar
2012
Dla wyzutych z krytycyzmu
Pasztet blichtrem okraszony
I wpychany do umysłów
By wyzwolić od myślenia
Niczym glinę w rękach gniecie
Przez koszmarnie głupi serial
O koszmarnie pustym świecie
Sukces - oto runo złote
Na odważnych czekające
Mit dla głupców i idiotek
Sława władza i pieniądze
Wybieg w światy idealne
Antidotum na codzienność
Stado tępe i banalne
Oto chodzi mózgożercom
Myśl swobodna oby tylko
Drogą dla nich złą nie poszła
Zgubę niosąc chciwym tyłkom
Rewolucji krwawy koszmar
2012
środa, 13 czerwca 2012
Błędny rycerz
W grotach porażki katem jest cisza
Skulona w chłodzie sklepień wilgotnych
Wierci skazańcom natręctwem w myślach
Wiążąc na szyjach powróz konopny
Chociaż się błąkam w grotach tych nieraz
Znosząc w ciemnościach ciche tortury
Siła mi jakaś broni umierać
I wyprowadza z komnat ponurych
Umiera który żyje dla siebie
I na którego nikt już nie czeka
Przetrwa kto powód ma choćby jeden
Coś dla drugiego znaczy człowieka
Nie chce się przyznać mocarny rycerz
Który ma stalą być i opoką
Że takie kruche jest jego życie
Kruche istoty zbawić go mogą
2012
Skulona w chłodzie sklepień wilgotnych
Wierci skazańcom natręctwem w myślach
Wiążąc na szyjach powróz konopny
Chociaż się błąkam w grotach tych nieraz
Znosząc w ciemnościach ciche tortury
Siła mi jakaś broni umierać
I wyprowadza z komnat ponurych
Umiera który żyje dla siebie
I na którego nikt już nie czeka
Przetrwa kto powód ma choćby jeden
Coś dla drugiego znaczy człowieka
Nie chce się przyznać mocarny rycerz
Który ma stalą być i opoką
Że takie kruche jest jego życie
Kruche istoty zbawić go mogą
2012
wtorek, 12 czerwca 2012
Oszołomstwu
Radość duma wspólne święto
Czas w napięciu odliczany
Sukces zapał szał szaleństwo
Wiarą w cuda pojednani
Zamiast igrzysk ktoś chce chleba -
Krótko cicho napomknięto -
Ekstremistów nie potrzeba
Damy odpór malkontentom
Gdzieś mignęło że brak lekarstw
Matki kalek pragną wsparcia
Lecz narzekać teraz nie czas
Nakaz igrzysk ma wystarczać
W górę skrzydła orły nasze
Wrzód kompleksów leczcie w boju
Babcie nawet dały na msze
By krezusom pan bóg pomógł
Dalej - potok świętowania
I zabawy na ulicach
Kto się wspierać sprawy wzbrania
Ten oszołom i banita
Stado siłą ślepe pędzi
Pewne siebie słabych depcząc
Gdy dobiegnie do krawędzi
Jedni drugich w przepaść wepchną
2012
Czas w napięciu odliczany
Sukces zapał szał szaleństwo
Wiarą w cuda pojednani
Zamiast igrzysk ktoś chce chleba -
Krótko cicho napomknięto -
Ekstremistów nie potrzeba
Damy odpór malkontentom
Gdzieś mignęło że brak lekarstw
Matki kalek pragną wsparcia
Lecz narzekać teraz nie czas
Nakaz igrzysk ma wystarczać
W górę skrzydła orły nasze
Wrzód kompleksów leczcie w boju
Babcie nawet dały na msze
By krezusom pan bóg pomógł
Dalej - potok świętowania
I zabawy na ulicach
Kto się wspierać sprawy wzbrania
Ten oszołom i banita
Stado siłą ślepe pędzi
Pewne siebie słabych depcząc
Gdy dobiegnie do krawędzi
Jedni drugich w przepaść wepchną
2012
poniedziałek, 11 czerwca 2012
Portret bez głowy
Widzę siedzi tak
Że mu głowy brak
Bark i drugi bark
Nisko zgięty kark
Głowa wpadła w dół
Z koszmarnego snu
Mózgu rwący ból
Rtęcią ciąży mu
Twarz schowana w cień
Nie drży żaden nerw
Zdawać może się
Że mu ścięto łeb
Krew ze wszystkich żył
Spływa chcąc by żył
Nie poradzi nic
Musi dalej żyć
2012
Że mu głowy brak
Bark i drugi bark
Nisko zgięty kark
Głowa wpadła w dół
Z koszmarnego snu
Mózgu rwący ból
Rtęcią ciąży mu
Twarz schowana w cień
Nie drży żaden nerw
Zdawać może się
Że mu ścięto łeb
Krew ze wszystkich żył
Spływa chcąc by żył
Nie poradzi nic
Musi dalej żyć
2012
niedziela, 10 czerwca 2012
Rock'n'troll
Malowana twarz pawiana wdzięk
We łbie całkiem pstro lecz dobrze jest
Pusta czara ma donośny dźwięk
Krzyczy 'rock'n'troll' - to sprzeda się
Zdaje się że śnię - żałosny czas
Świat osiągnął dno i dalej brnie
Ja nie skamlę nie - ja pluję w twarz
Jestem śmieszny czort więc śmieję się
Kiedyś duszę miał lecz sprzedał się
Lekką śmiercią zmarł by martwym żyć
Sława blichtr i szmal marzeniem jest
Zdobyć co się da i więcej nic
Zdaje się że śnię - żałosny czas
Świat osiągnął dno i dalej brnie
Ja nie skamlę nie - ja pluję w twarz
Jestem śmieszny czort więc śmieję się
Obrzydliwy troll podbija świat
Poszukując braw ośmiesza się
Smutny prawdy los w obłudy czas
A ja trolla mam głęboko gdzieś
Zdaje się że śnię - żałosny czas
Świat osiągnął dno i dalej brnie
Ja nie skamlę nie - ja pluję w twarz
Jestem śmieszny czort więc śmieję się
Anioł skrzydła ma i lekki los
Więc jak anioł proś nie rzucaj się
Którym dumy brak być tacy chcą
Mnie pieściło zło i chrzciło mnie
Zdaje się że śnię - żałosny czas
Świat osiągnął dno i dalej brnie
Ja nie skamlę nie - ja pluję w twarz
Jestem śmieszny czort więc śmieję się
2012
zapożyczenie z: KAT
We łbie całkiem pstro lecz dobrze jest
Pusta czara ma donośny dźwięk
Krzyczy 'rock'n'troll' - to sprzeda się
Zdaje się że śnię - żałosny czas
Świat osiągnął dno i dalej brnie
Ja nie skamlę nie - ja pluję w twarz
Jestem śmieszny czort więc śmieję się
Kiedyś duszę miał lecz sprzedał się
Lekką śmiercią zmarł by martwym żyć
Sława blichtr i szmal marzeniem jest
Zdobyć co się da i więcej nic
Zdaje się że śnię - żałosny czas
Świat osiągnął dno i dalej brnie
Ja nie skamlę nie - ja pluję w twarz
Jestem śmieszny czort więc śmieję się
Obrzydliwy troll podbija świat
Poszukując braw ośmiesza się
Smutny prawdy los w obłudy czas
A ja trolla mam głęboko gdzieś
Zdaje się że śnię - żałosny czas
Świat osiągnął dno i dalej brnie
Ja nie skamlę nie - ja pluję w twarz
Jestem śmieszny czort więc śmieję się
Anioł skrzydła ma i lekki los
Więc jak anioł proś nie rzucaj się
Którym dumy brak być tacy chcą
Mnie pieściło zło i chrzciło mnie
Zdaje się że śnię - żałosny czas
Świat osiągnął dno i dalej brnie
Ja nie skamlę nie - ja pluję w twarz
Jestem śmieszny czort więc śmieję się
2012
zapożyczenie z: KAT
sobota, 9 czerwca 2012
Arceo profanum vulgus
Arceo profanum vulgus
Nie lubię bydlęcych spędów
Ciemnego unikam tłumu
Uciekam z owczego pędu
Wybieram nieznane ścieżki
Odludne i ciche miejsca
Znużony hałasem miejskim
Podążam za biciem serca
Sterować nie daję sobą
Nie słucham zapewnień głupców
Klienta ze mnie nie zrobią
Zastępy pazernych kupców
Rozrywki mnie mierżą plebsu
Drwię z komercyjnych mamideł
Gdy biegną ja stoję w miejscu
Lub w stronę przeciwną idę
2012
Nie lubię bydlęcych spędów
Ciemnego unikam tłumu
Uciekam z owczego pędu
Wybieram nieznane ścieżki
Odludne i ciche miejsca
Znużony hałasem miejskim
Podążam za biciem serca
Sterować nie daję sobą
Nie słucham zapewnień głupców
Klienta ze mnie nie zrobią
Zastępy pazernych kupców
Rozrywki mnie mierżą plebsu
Drwię z komercyjnych mamideł
Gdy biegną ja stoję w miejscu
Lub w stronę przeciwną idę
2012
piątek, 8 czerwca 2012
Śmierć na stadionie
W dniu wielkiego w mieście święta
Uwieńczenia ciężkiej pracy
Na trybunach tłum się zebrał
Dygnitarze szczytów władzy
Rozpoczęto fetę huczną
Feerię igrzysk na stadionie
Celebrują radość sztuczną
Między nimi człowiek płonie
O co chodzi szaleńcowi?
Co w zabawie widzi złego?
Psuje dumę narodowi
Z osiągnięcia wspaniałego
Gdy się cieszy garść wybrańców
Tłum błądzący w mroku jeszcze
On w agonii kona tańcu
Dając sygnał zmian w proteście
Na nic sukces dla nielicznych
Radość która łzy wyciska
Kiedy chleba brak dla wszystkich
Niepotrzebne są igrzyska
Imię ryte na tablicy
Tego który życie oddał
Na stadionie ciżba krzyczy
Między nimi duch się błąka
2012
Uwieńczenia ciężkiej pracy
Na trybunach tłum się zebrał
Dygnitarze szczytów władzy
Rozpoczęto fetę huczną
Feerię igrzysk na stadionie
Celebrują radość sztuczną
Między nimi człowiek płonie
O co chodzi szaleńcowi?
Co w zabawie widzi złego?
Psuje dumę narodowi
Z osiągnięcia wspaniałego
Gdy się cieszy garść wybrańców
Tłum błądzący w mroku jeszcze
On w agonii kona tańcu
Dając sygnał zmian w proteście
Na nic sukces dla nielicznych
Radość która łzy wyciska
Kiedy chleba brak dla wszystkich
Niepotrzebne są igrzyska
Imię ryte na tablicy
Tego który życie oddał
Na stadionie ciżba krzyczy
Między nimi duch się błąka
2012
czwartek, 7 czerwca 2012
Rozmowa z Horacym
"Invitum qui servat,
idem facit occidenti"
Na co płynie moja stróżka
Skoro wyschło jej źródełko
I omija wszystkie ujścia
By móc własnym nurtem biegnąć?
Trwa bez celu w samotności
Gdy z innymi nie po drodze
I z natury złośliwości
Wsiąknąć w ziemię też nie może
A tam w głębi jest ukryte
Co stracone i szukane
Lecz powyżej skały lite
Postawiły szczelną tamę
Toczą wody się cierpliwie
Odgadując przeznaczenie
Los okrutnym jest wodnikiem
My zaś prochem tylko cieniem
Chciałbym płynąć w miejscu innym
Gdzie 'sapere aude' raczej
Niż 'niczemu się nie dziwić'
Lubowanie się w dogmacie
Jednak ktoś mnie tu przytwierdził
Obserwując niczym pawia
Ten najgorszy rodzaj śmierci
Co przy życiu pozostawia
2012
idem facit occidenti"
Na co płynie moja stróżka
Skoro wyschło jej źródełko
I omija wszystkie ujścia
By móc własnym nurtem biegnąć?
Trwa bez celu w samotności
Gdy z innymi nie po drodze
I z natury złośliwości
Wsiąknąć w ziemię też nie może
A tam w głębi jest ukryte
Co stracone i szukane
Lecz powyżej skały lite
Postawiły szczelną tamę
Toczą wody się cierpliwie
Odgadując przeznaczenie
Los okrutnym jest wodnikiem
My zaś prochem tylko cieniem
Chciałbym płynąć w miejscu innym
Gdzie 'sapere aude' raczej
Niż 'niczemu się nie dziwić'
Lubowanie się w dogmacie
Jednak ktoś mnie tu przytwierdził
Obserwując niczym pawia
Ten najgorszy rodzaj śmierci
Co przy życiu pozostawia
2012
środa, 6 czerwca 2012
Trzej wąsacze
Tak miłował wolność pierwszy
Że do sejmu z wojskiem przyszedł
Tych co jemu w drogę weszli
Dekorował śmierci krzyżem
Naśladowca jego - drugi
Sejm popiera zaś gorąco
I pałować chciałby ludzi
Których kiedyś był obrońcą
Popychadłem trzeci będąc
Też sen przyśnił o potędze
Od kolesiów dostał berło
Żeby cwaniak szmal pchał w ręce
Genialnością puchnąc własną
Ideały porzucili
Poróżnili swoje gniazdo
Tak jak tajny agent czyni
Kiedy stacja 'wolność' służy
Zakłamanym zamordystom
Do tramwaju wsiąść i ruszyć
W sprawiedliwą pora przyszłość
2012
Że do sejmu z wojskiem przyszedł
Tych co jemu w drogę weszli
Dekorował śmierci krzyżem
Naśladowca jego - drugi
Sejm popiera zaś gorąco
I pałować chciałby ludzi
Których kiedyś był obrońcą
Popychadłem trzeci będąc
Też sen przyśnił o potędze
Od kolesiów dostał berło
Żeby cwaniak szmal pchał w ręce
Ideały porzucili
Poróżnili swoje gniazdo
Tak jak tajny agent czyni
Kiedy stacja 'wolność' służy
Zakłamanym zamordystom
Do tramwaju wsiąść i ruszyć
W sprawiedliwą pora przyszłość
2012
wtorek, 5 czerwca 2012
Faszystowski jubileusz
Boże strzeż tron
Faszystów chroń
Za tyle lat
Niszczony świat
Rocznica znów
Okrągłych słów
Igrzyska w krąg
Z wyzysku rąk
Szopka dla mas
Stracony czas
Pismaków szał
Każdy by chciał
Do ziemi kark
Składka na bank
Wydarty szmal
Wielmożom bal
Święty czy kat
Są za pan brat
Mnożenie zer
Z wysokich sfer
Zebrał się klub
Gnijący trup
Rządzącym spiż
Biedocie krzyż
Wyśniony sen
Pazernych hien
Tańcz na ich znak
Gdy jutra brak
Czy to Big Ben
Czy Wisły brzeg
Na wspólny zew
Ssą naszą krew
2012
Faszystów chroń
Za tyle lat
Niszczony świat
Rocznica znów
Okrągłych słów
Igrzyska w krąg
Z wyzysku rąk
Szopka dla mas
Stracony czas
Pismaków szał
Każdy by chciał
Do ziemi kark
Składka na bank
Wydarty szmal
Wielmożom bal
Święty czy kat
Są za pan brat
Mnożenie zer
Z wysokich sfer
Zebrał się klub
Gnijący trup
Rządzącym spiż
Biedocie krzyż
Wyśniony sen
Pazernych hienTańcz na ich znak
Gdy jutra brak
Czy to Big Ben
Czy Wisły brzeg
Na wspólny zew
Ssą naszą krew
2012
poniedziałek, 4 czerwca 2012
Rodowód hrabiego
Ród z magnatów swój wywodzi
Z Litwą trzysta lat związanych
Lecz w komunie się urodził
I na ziemiach odzyskanych
2012
Z Litwą trzysta lat związanych
Lecz w komunie się urodził
I na ziemiach odzyskanych
2012
niedziela, 3 czerwca 2012
Para na wyżynach
Już nie strzela - nie wypada
Zepsuć można wizerunek
Więc balonem niech polata
I zwierzątka podpatruje
Piękny prezent od rodziny
Sfinansują podatnicy
Balon górą w urodziny
Dołem jadą borowicy
Nie poznali jeszcze prawdy
Że spaść może co wysoko
Nie potrafią ciągle sprawdzić
Czym hrabiowie latać mogą
Po co skarb nasz tak narażać
Aranżując lot podniebny?
Tak nadęty przecież hrabia
Że mu balon niepotrzebny
Lot odbyła też hrabina
Z wroną co bez skrzydeł lata
Do przyjaciół naszych w Chinach
Kursem w nowe strony świata
Gdy podbiją już Manilę
I kolonią zrobią chińską
Ci co liżą Pekin w tyłek
Bekną czkawką filipińską
2012
Zepsuć można wizerunek
Więc balonem niech polata
I zwierzątka podpatruje
Piękny prezent od rodziny
Sfinansują podatnicy
Balon górą w urodziny
Dołem jadą borowicy
Nie poznali jeszcze prawdy
Że spaść może co wysoko
Nie potrafią ciągle sprawdzić
Czym hrabiowie latać mogą
Po co skarb nasz tak narażać
Aranżując lot podniebny?
Tak nadęty przecież hrabia
Że mu balon niepotrzebny
Lot odbyła też hrabina
Z wroną co bez skrzydeł lata
Do przyjaciół naszych w Chinach
Kursem w nowe strony świata
Gdy podbiją już Manilę
I kolonią zrobią chińską
Ci co liżą Pekin w tyłek
Bekną czkawką filipińską
2012
sobota, 2 czerwca 2012
Solidarność im. Lenina
Obalili system dawny
By utrwalać go w pamięci
Wieczny Lenin patrzy z bramy
I turystów ma zachęcić
Czemu innych więc zniszczono?
W czym przeszkadzał rodak Felek
Co w stolicy sercu stojąc
Mógł zarobić dla nas wiele?
Gonią w piętkę w schizofrenii
Chcąc odtwarzać co zwalczali
W hipokryzji zagubieni
Czego chcieli niszczą sami
Dziś gdy nie ma władzy ludu
Broni lud solidarności
Dzięki której jest na bruku
Przy korycie szuja gości
2012
By utrwalać go w pamięci
Wieczny Lenin patrzy z bramy
I turystów ma zachęcić
Czemu innych więc zniszczono?
W czym przeszkadzał rodak Felek
Co w stolicy sercu stojąc
Mógł zarobić dla nas wiele?
Gonią w piętkę w schizofrenii
Chcąc odtwarzać co zwalczali
W hipokryzji zagubieni
Czego chcieli niszczą sami
Dziś gdy nie ma władzy ludu
Broni lud solidarności
Dzięki której jest na bruku
Przy korycie szuja gości
2012
piątek, 1 czerwca 2012
Trochę pokory
Po co się zmieniać, szukać dziur w całym?
Po co wymagać od siebie czegoś?
Po co się kajać atakowanym,
Pozwolić znaleźć w sobie coś złego?
Lepiej samemu zaatakować,
Na upomnienie obruszyć dumnie
Zabronić trzeba, karać za słowa
Nie nasze winy, lecz ich kalumnie
Można stłuc lustro, gdy gęba wredna
Żeby nie utyć - wyrzucić wagę
Kiedy gorączka - termometr zdeptać
Chwalić ubiorem, gdy ciało nagie
Lecz sobie tylko tak się zaszkodzi
I śmiesznym bardziej wyda dla ludzi
I mędrzec czasem złą ścieżką chodzi
Żałośnie głupi kto z niej nie wróci
2012
Po co wymagać od siebie czegoś?
Po co się kajać atakowanym,
Pozwolić znaleźć w sobie coś złego?
Lepiej samemu zaatakować,
Na upomnienie obruszyć dumnie
Zabronić trzeba, karać za słowa
Nie nasze winy, lecz ich kalumnie
Można stłuc lustro, gdy gęba wredna
Żeby nie utyć - wyrzucić wagę
Kiedy gorączka - termometr zdeptać
Chwalić ubiorem, gdy ciało nagie
Lecz sobie tylko tak się zaszkodzi
I śmiesznym bardziej wyda dla ludzi
I mędrzec czasem złą ścieżką chodzi
Żałośnie głupi kto z niej nie wróci
2012
czwartek, 31 maja 2012
Do Jana K.
Nie wiedzieli? Nie wierzyli?
Zrobić nic nie byli w stanie?
Może w złej przybyłeś chwili
Żeby przerwać mordowanie?
Może jednak w interesie
Pomoc ich nie była wtedy
Jak zdarzało się już wcześniej
I wciąż dzieje się niestety?
Może tacy są na świecie
Którzy milion istnień ludzkich
Mogą sprzedać tak jak śledzie
Cudzą krew jak flaszkę wódki?
Przecież nieraz to widziałeś
Mijał czas i nowe wojny
Wciąż narody sprzedawane
Są na świata rynku wolnym
Kto mocarstwu się narazi?
Kto dla innych się poświęci
Gdy interes niewyraźny
I kosztowne przedsięwzięcie?
Jeden pytał cię o konie
Ty nudziłeś o komorach
Przehandlował w Jałcie koniec
Kiedy przyszła targów pora
Drugi dał na łez otarcie
Medal z plamą w mowie wielką
Bo historii na Harvardzie
Liczbę lekcji mu obcięto
2012
Zrobić nic nie byli w stanie?
Może w złej przybyłeś chwili
Żeby przerwać mordowanie?
Może jednak w interesie
Pomoc ich nie była wtedy
Jak zdarzało się już wcześniej
I wciąż dzieje się niestety?
Może tacy są na świecie
Którzy milion istnień ludzkich
Mogą sprzedać tak jak śledzie
Cudzą krew jak flaszkę wódki?
Przecież nieraz to widziałeś
Mijał czas i nowe wojny
Wciąż narody sprzedawane
Są na świata rynku wolnym
Kto mocarstwu się narazi?
Kto dla innych się poświęci
Gdy interes niewyraźny
I kosztowne przedsięwzięcie?
Jeden pytał cię o konie
Ty nudziłeś o komorach
Przehandlował w Jałcie koniec
Kiedy przyszła targów pora
Drugi dał na łez otarcie
Medal z plamą w mowie wielką
Bo historii na Harvardzie
Liczbę lekcji mu obcięto
2012
środa, 30 maja 2012
Od morza do morza
Naród czysty nasz jak łza
Cierpiał wieki tyle zła
Nie napadał chociaż mógł
Nie pozwalał honor bóg
I nie czynił nigdy źle
Zawsze tylko bronił się
Obcy mógł podbijać świat
Lecz naszego wara brać
Profesorek ślini się -
Wilno polskim miastem jest
I odwiecznie polski Lwów
Zaporoże Wiaźma Psków
Ukrainiec łże jak pies
Nie my - on najeźdźcą jest
Już nasz Piast miał zamki tam
Teraz w twarz nam pluje cham
Szczecin także polski jest
I z Olsztynem Wrocław też
Tylko jakiś dziwny traf
Że na żadnej z dawnych map
Nie uświadczysz w Polsce wraz
Wszystkich wymienionych miast
Kto powiedzieć może - wiem
Które polskie są z tych ziem -
Śląsk gdy kresów było brak?
Wschód a Niemcom zachód dać?
No a może zrobić tak
By zsumować Polskę z map?
Krzywdy już nagrodzić czas
Pozbawionym wszelkich skaz
Nim ojczyznę zwiększą nam
Przypomnienie jeszcze dam
Że był taki długi czas
Gdy nie było wcale nas
2012
Cierpiał wieki tyle zła
Nie napadał chociaż mógł
Nie pozwalał honor bóg
I nie czynił nigdy źle
Zawsze tylko bronił się
Obcy mógł podbijać świat
Lecz naszego wara brać
Profesorek ślini się -
Wilno polskim miastem jest
I odwiecznie polski Lwów
Zaporoże Wiaźma Psków
Ukrainiec łże jak pies
Nie my - on najeźdźcą jest
Już nasz Piast miał zamki tam
Teraz w twarz nam pluje cham
Szczecin także polski jest
I z Olsztynem Wrocław też
Tylko jakiś dziwny traf
Że na żadnej z dawnych map
Nie uświadczysz w Polsce wraz
Wszystkich wymienionych miast
Kto powiedzieć może - wiem
Które polskie są z tych ziem -
Śląsk gdy kresów było brak?
Wschód a Niemcom zachód dać?
No a może zrobić tak
By zsumować Polskę z map?
Krzywdy już nagrodzić czas
Pozbawionym wszelkich skaz
Nim ojczyznę zwiększą nam
Przypomnienie jeszcze dam
Że był taki długi czas
Gdy nie było wcale nas
2012
wtorek, 29 maja 2012
Szlachcic polski
My są z dworków my z folwarków
Stara dobra szlachta polska
W pysk czerwonym tylko napluć
I znów solą ziemi zostać
Pamiętamy przodków włości
My ziemianie i ziemianki
Bóg i honor w sercu gości
Tylko koni żal ułańskich
Lecz na włościach dziad włościanin
To pańszczyznę szedł odrabiać
Żył w ziemiance a pan na nim
Stawał gdy na konia wsiadał
2012
Stara dobra szlachta polska
W pysk czerwonym tylko napluć
I znów solą ziemi zostać
Pamiętamy przodków włości
My ziemianie i ziemianki
Bóg i honor w sercu gości
Tylko koni żal ułańskich
Lecz na włościach dziad włościanin
To pańszczyznę szedł odrabiać
Żył w ziemiance a pan na nim
Stawał gdy na konia wsiadał
2012
poniedziałek, 28 maja 2012
Zgnuśniałym
Już nie marzą już nie walczą
Każdy patrzy tylko swego
Zadusili solidarność
Dla spokoju mniemanego
Głupcom dali się podzielić
Którzy cuda im wmówili
Snem Midasa zachłysnęli
Dla radości żyjąc chwili
Gnuśne ludy i ospałe -
Kamień widząc takich ludzi
Pozostawi matkę skałę
I do buntu sam się rzuci
2012
Każdy patrzy tylko swego
Zadusili solidarność
Dla spokoju mniemanego
Głupcom dali się podzielić
Którzy cuda im wmówili
Snem Midasa zachłysnęli
Dla radości żyjąc chwili
Gnuśne ludy i ospałe -
Kamień widząc takich ludzi
Pozostawi matkę skałę
I do buntu sam się rzuci
2012
niedziela, 27 maja 2012
Jeździec
Co w myślach się skrada
Nie próbuj odgadnąć
Tam kryje się zdrada
Nas dwojga już dawno
W nich kobiet katalog
Ma tajne schowanie
Skąd na twoje ciało
Ich wkładam przebranie
I nie złość się na mnie
Gdy patrzę na inną
Tak wiele pięknych jest dziewcząt
Lecz ty jesteś właśnie
Tą jedną jedyną
Ty jesteś tą najpiękniejszą
Zrządzeniem przeznaczeń
Kosmiczną alchemią
Jest tak nie inaczej
I łzy nic nie zmienią
Choć koni tak wiele
Dosiadłem w marzeniach
To niesie mnie jeden
Którego nie zmieniam
Więc nie złość się na mnie
Gdy patrzę na inną
Tak wiele pięknych jest dziewcząt
Lecz ty jesteś właśnie
Tą jedną jedyną
Ty jesteś tą najpiękniejszą
Poniosło mnie nieraz
W nieznane krainy
A ból tak doskwierał
Gdy konie wróciły
Lecz w stajni klacz stoi
Poznana i wierna
Źrebaki mi poi
Ta moja ta jedna
Więc nie złość się na mnie
Gdy patrzę na inną
Tak wiele pięknych jest dziewcząt
A ty jesteś właśnie
Tą jedną jedyną
Ty jesteś tą najpiękniejszą
2012
Nie próbuj odgadnąć
Tam kryje się zdrada
Nas dwojga już dawno
W nich kobiet katalog
Ma tajne schowanie
Skąd na twoje ciało
Ich wkładam przebranie
I nie złość się na mnie
Gdy patrzę na inną
Tak wiele pięknych jest dziewcząt
Lecz ty jesteś właśnie
Tą jedną jedyną
Ty jesteś tą najpiękniejszą
Zrządzeniem przeznaczeń
Kosmiczną alchemią
Jest tak nie inaczej
I łzy nic nie zmienią
Choć koni tak wiele
Dosiadłem w marzeniach
To niesie mnie jeden
Którego nie zmieniam
Więc nie złość się na mnie
Gdy patrzę na inną
Tak wiele pięknych jest dziewcząt
Lecz ty jesteś właśnie
Tą jedną jedyną
Ty jesteś tą najpiękniejszą
Poniosło mnie nieraz
W nieznane krainy
A ból tak doskwierał
Gdy konie wróciły
Lecz w stajni klacz stoi
Poznana i wierna
Źrebaki mi poi
Ta moja ta jedna
Więc nie złość się na mnie
Gdy patrzę na inną
Tak wiele pięknych jest dziewcząt
A ty jesteś właśnie
Tą jedną jedyną
Ty jesteś tą najpiękniejszą
2012
sobota, 26 maja 2012
Piesek
Jadł nieboszczce z rąk jak trzeba
Tuczył się bez obrzydzenia
Z niej nie z siebie się naśmiewał
I podgryzał od niechcenia
Gdy umarła w nowej misie
Tłustym pyskiem zasmakował
Właścicielom ręce liże
Dawnym lejąc mocz na grobach
2012
Tuczył się bez obrzydzenia
Z niej nie z siebie się naśmiewał
I podgryzał od niechcenia
Gdy umarła w nowej misie
Tłustym pyskiem zasmakował
Właścicielom ręce liże
Dawnym lejąc mocz na grobach
2012
piątek, 25 maja 2012
Dzień bez sztuki
Kiedyś serce ducha rwanie
Ból tęsknota melancholia
Prawdy z tętnic utaczanie
Z trzewi krzyk fantasmagoria
Dzisiaj pieniądz jest za wszystko
Kupić sprzedać się należy
Sztuczność szmira kasa szybko
Głupi tylko w prawdę wierzy
W czas cwaniaków na dorobku
Najważniejszym 'mieć' jest z bogów
Chór artystów z pustką w środku
Żąda gaż dla obiboków
Geniusz nędzę miał za żonę
Gdzieś w przytułku z którą zdychał
Dziś pacykarz to milioner
Co tragedią to nazywa
2012
Ból tęsknota melancholia
Prawdy z tętnic utaczanie
Z trzewi krzyk fantasmagoria
Dzisiaj pieniądz jest za wszystko
Kupić sprzedać się należy
Sztuczność szmira kasa szybko
Głupi tylko w prawdę wierzy
W czas cwaniaków na dorobku
Najważniejszym 'mieć' jest z bogów
Chór artystów z pustką w środku
Żąda gaż dla obiboków
Geniusz nędzę miał za żonę
Gdzieś w przytułku z którą zdychał
Dziś pacykarz to milioner
Co tragedią to nazywa
2012
czwartek, 24 maja 2012
Jeszcze na to nie zasłużyłeś
Jeśli dziwisz się dlaczego
Miłość której wyczekujesz
Wyślizguje wciąż się rękom
Szorstcy są dla ciebie ludzie
Oto powiem ci dlaczego -
Jeszcze skarbie na to nie czas
Zasłuż na to wpierw kolego
Cierp i popłacz jeszcze nieraz
Jeśli wiedzieć chcesz dlaczego
Gdy nie chciałem nic prócz sławy
I starałem się do tego
To nie tak mi poszły sprawy
Nie uwierzysz lecz ci powiem -
Jeszcze skarbie na to nie czas
Zasłuż na to najpierw sobie
Cierp i popłacz jeszcze nieraz
Wciąż pamiętam czas ten dzisiaj
Gdy chwycili mnie by cofnąć
Oskubali z piór mi skrzydła
Powiedzieli w twarz mi prosto
Trzeba skarbie wpierw zasłużyć
Zasłuż na to wpierw kolego
W samotności pobyć musisz
Przez czas dłuższy jeszcze nieco
2012
swobodne tłumaczenie z: The Smiths
Miłość której wyczekujesz
Wyślizguje wciąż się rękom
Szorstcy są dla ciebie ludzie
Oto powiem ci dlaczego -
Jeszcze skarbie na to nie czas
Zasłuż na to wpierw kolego
Cierp i popłacz jeszcze nieraz
Jeśli wiedzieć chcesz dlaczego
Gdy nie chciałem nic prócz sławy
I starałem się do tego
To nie tak mi poszły sprawy
Nie uwierzysz lecz ci powiem -
Jeszcze skarbie na to nie czas
Zasłuż na to najpierw sobie
Cierp i popłacz jeszcze nieraz
Wciąż pamiętam czas ten dzisiaj
Gdy chwycili mnie by cofnąć
Oskubali z piór mi skrzydła
Powiedzieli w twarz mi prosto
Trzeba skarbie wpierw zasłużyć
Zasłuż na to wpierw kolego
W samotności pobyć musisz
Przez czas dłuższy jeszcze nieco
2012
swobodne tłumaczenie z: The Smiths
środa, 23 maja 2012
NOTES 33 - Epitafium dla ogrodnika
Lat ogrodnik ziemię tyle
Pracą czynił swą poddaną
Jakby mu na zawsze dano
To gdzie gościł tylko chwilę
Kopał spulchniał i nawoził
Niestrudzenie niszczył chwasty
Śmiertelnego znojem władcy
Nad tą której śmierć nie grozi
Nadszedł czas i owoc zbiera
Pani z którą idzie człowiek
I o której myślał nieraz
W ziemi dół mu się wykopie
On nawozem będzie teraz
Chwast na jego wzejdzie grobie
2012
Pracą czynił swą poddaną
Jakby mu na zawsze dano
To gdzie gościł tylko chwilę
Kopał spulchniał i nawoził
Niestrudzenie niszczył chwasty
Śmiertelnego znojem władcy
Nad tą której śmierć nie grozi
Nadszedł czas i owoc zbiera
Pani z którą idzie człowiek
I o której myślał nieraz
W ziemi dół mu się wykopie
On nawozem będzie teraz
Chwast na jego wzejdzie grobie
2012
wtorek, 22 maja 2012
Nie na sprzedaż
Nie, nie mogę sprzedać ciebie
Za srebrniki i uznanie
Tu, gdzie przyszedł dziś niejeden
Z przyjaciółmi na spotkanie
Przy krokietach, kuflu piwa
W gwarze rozmów, drzwi skrzypieniu
Stukiem szklanek gdzie przerywa
Barman myślom trwać w skupieniu
Nie, to miejsce nie jest dla nas
To jest bazar, nie świątynia
Tu przychodzi się pokazać
Wolę sobie cię zatrzymać
Nie pozwolę ciebie poznać
Płaczkom dawnej ziemiańskości
Których wywiał wiatr za morza
Dziś wracają, by ich gościć
Z rozrzewnieniem łezkę ronią
Za dzieciństwem utraconym
Nim opluli ziemię swoją
W dolarowe frunąc strony
Nie potrzebne mi oklaski
Nadambitnych samochwałów
Do katakumb wracam ciasnych
Dalej konać w nich pomału
Świeczka w kąty mrok rozgoni
Cisza z nocą w rzędzie pierwszym
Będę wiersze czytał do nich
Tych słuchaczy najwierniejszych
2012
Za srebrniki i uznanie
Tu, gdzie przyszedł dziś niejeden
Z przyjaciółmi na spotkanie
Przy krokietach, kuflu piwa
W gwarze rozmów, drzwi skrzypieniu
Stukiem szklanek gdzie przerywa
Barman myślom trwać w skupieniu
Nie, to miejsce nie jest dla nas
To jest bazar, nie świątynia
Tu przychodzi się pokazać
Wolę sobie cię zatrzymać
Nie pozwolę ciebie poznać
Płaczkom dawnej ziemiańskości
Których wywiał wiatr za morza
Dziś wracają, by ich gościć
Z rozrzewnieniem łezkę ronią
Za dzieciństwem utraconym
Nim opluli ziemię swoją
W dolarowe frunąc strony
Nie potrzebne mi oklaski
Nadambitnych samochwałów
Do katakumb wracam ciasnych
Dalej konać w nich pomału
Świeczka w kąty mrok rozgoni
Cisza z nocą w rzędzie pierwszym
Będę wiersze czytał do nich
Tych słuchaczy najwierniejszych
2012
poniedziałek, 21 maja 2012
Cisza i ja
Gdybym wykrzyczał swoje cierpienie
I tajemnice które poznałem
Znalazłbym myśli uspokojenie
Kogoś obdzielił swoim ciężarem
Ale nie wydam z siebie ni słowa
Bo z pnia jednego my - ja i cisza
Musimy sprawy przedyskutować
Tak by nikt inny o nich nie słyszał
Rozwiąże problem spokojna głowa
Bo z pnia jednego my - ja i cisza
Dzieci się śmiały a ja się zawsze
Bałem uśmiechu klowna dlatego
Zamykam oczy aż światło zgaśnie
I się od dźwięku chronię wszelkiego
Bo z pnia jednego my - ja i cisza
Musimy sprawy przedyskutować
Tak by nikt inny o nich nie słyszał
Rozwiąże problem spokojna głowa
Bo z pnia jednego my - ja i cisza
Słyszę płacz liścia gdy spada z drzewa
Echa wołanie gdy ludzi nie ma
Bo z pnia jednego my - ja i cisza
Musimy sprawy przedyskutować
Tak by nikt inny o nich nie słyszał
Rozwiąże problem spokojna głowa
Bo z pnia jednego my - ja i cisza
2012
swobodne tłumaczenie z: Alan Parsons Project
I tajemnice które poznałem
Znalazłbym myśli uspokojenie
Kogoś obdzielił swoim ciężarem
Ale nie wydam z siebie ni słowa
Bo z pnia jednego my - ja i cisza
Musimy sprawy przedyskutować
Tak by nikt inny o nich nie słyszał
Rozwiąże problem spokojna głowa
Bo z pnia jednego my - ja i cisza
Dzieci się śmiały a ja się zawsze
Bałem uśmiechu klowna dlatego
Zamykam oczy aż światło zgaśnie
I się od dźwięku chronię wszelkiego
Bo z pnia jednego my - ja i cisza
Musimy sprawy przedyskutować
Tak by nikt inny o nich nie słyszał
Rozwiąże problem spokojna głowa
Bo z pnia jednego my - ja i cisza
Słyszę płacz liścia gdy spada z drzewa
Echa wołanie gdy ludzi nie ma
Bo z pnia jednego my - ja i cisza
Musimy sprawy przedyskutować
Tak by nikt inny o nich nie słyszał
Rozwiąże problem spokojna głowa
Bo z pnia jednego my - ja i cisza
2012
swobodne tłumaczenie z: Alan Parsons Project
niedziela, 20 maja 2012
Dwaj poeci
W panteonie mistrzów słowa
Lizusostwa wielki guru
Nieskalanie święta krowa
Dla wypranych z mózgów ciurów
Źródło prawdy i sentencji
Sama skromność w nimbie chwały
Idol ćwierćinteligencji
Zmora uczniów przymuszanych
Wróg laurek i peanów
Budujący pomnik sobie
Kasą z nagród w kieszeń pchaną
By mu gołąb srał na głowie
Lepiej mistrzem być dla siebie
Bez poklasku tępej tłuszczy
Jak z milionów innych jeden
Nie paw śmieszny ale puszczyk
Nie stać się pochlebców dziwką
Nawet błądzić w lotach nocnych
Bo poetą taki tylko
Który wolny i samotny
Na nic kanon i lektury
I pomników zimne gładzie
Starczy choćby jeden który
Wiersz przeczyta i zapłacze
2012
Lizusostwa wielki guru
Nieskalanie święta krowa
Dla wypranych z mózgów ciurów
Źródło prawdy i sentencji
Sama skromność w nimbie chwały
Idol ćwierćinteligencji
Zmora uczniów przymuszanych
Wróg laurek i peanów
Budujący pomnik sobie
Kasą z nagród w kieszeń pchaną
By mu gołąb srał na głowie
Lepiej mistrzem być dla siebie
Bez poklasku tępej tłuszczy
Jak z milionów innych jeden
Nie paw śmieszny ale puszczyk
Nie stać się pochlebców dziwką
Nawet błądzić w lotach nocnych
Bo poetą taki tylko
Który wolny i samotny
Na nic kanon i lektury
I pomników zimne gładzie
Starczy choćby jeden który
Wiersz przeczyta i zapłacze
2012
sobota, 19 maja 2012
Majowy deszcz
Spocona skóra w promieniach słońca
Niczym w kopalni soli stalaktyt
Szorstki się na niej osad wytrąca
Gdy żar ją suszy i ciepłe wiatry
Z grzeszności myta niebiańską wodą
Liżącą nagie ciało lubieżnie
Aż się zasoli jak z oczu potok
Łez albo morze martwe i ciepłe
W ukryciu cieni przed chłodnym deszczem
By się osuszyć po przejściu chmury
Spleciona z drugą w słonawy precel
Rozkoszy lukry zaschły na którym
W dłoniach natury miękko się mości
W cielesnych soków przybrana wilgoć
Dusząc bezbronną świeżość czystości
Słoną i lepką uniesień przylgą
2012
Niczym w kopalni soli stalaktyt
Szorstki się na niej osad wytrąca
Gdy żar ją suszy i ciepłe wiatry
Z grzeszności myta niebiańską wodą
Liżącą nagie ciało lubieżnie
Aż się zasoli jak z oczu potok
Łez albo morze martwe i ciepłe
W ukryciu cieni przed chłodnym deszczem
By się osuszyć po przejściu chmury
Spleciona z drugą w słonawy precel
Rozkoszy lukry zaschły na którym
W dłoniach natury miękko się mości
W cielesnych soków przybrana wilgoć
Dusząc bezbronną świeżość czystości
Słoną i lepką uniesień przylgą
2012
piątek, 18 maja 2012
Gęba ♫
Skarbie, skarbie tylko żartowałem
Mówiąc że bym chciał ci
Wybić wszystkie zęby twe
Skarbie, skarbie tylko żartowałem
Mówiąc że ktoś miał by
W łóżku pałą zatłuc cię
Jak czuła się Joanna d'Arc wiem
Teraz już jak czuła się wiem
Gdy płonął stos
Aż po rzymski nos
A jej walkman topił już się
Gęba, gęba atakuje znów
I już nie mam praw
Już nie mam szans
By być jednym z was
Jak czuła się Joanna d'Arc wiem
Teraz już jak czuła się wiem
Gdy płonął stos
Aż po rzymski nos
Implant w uchu jej topił już się
Gęba, gęba atakuje znów
I już nie mam praw
Już nie mam szans
By być jednym z was
2012
♫ tłumaczenie z: The Smiths
Mówiąc że bym chciał ci
Wybić wszystkie zęby twe
Skarbie, skarbie tylko żartowałem
Mówiąc że ktoś miał by
W łóżku pałą zatłuc cię
Jak czuła się Joanna d'Arc wiem
Teraz już jak czuła się wiem
Gdy płonął stos
Aż po rzymski nos
A jej walkman topił już się
Gęba, gęba atakuje znów
I już nie mam praw
Już nie mam szans
By być jednym z was
Jak czuła się Joanna d'Arc wiem
Teraz już jak czuła się wiem
Gdy płonął stos
Aż po rzymski nos
Implant w uchu jej topił już się
Gęba, gęba atakuje znów
I już nie mam praw
Już nie mam szans
By być jednym z was
2012
♫ tłumaczenie z: The Smiths
Etykiety:
♫ - do śpiewania,
piosenki,
smiths / mozz,
tłumaczenia
czwartek, 17 maja 2012
Apel krakowski 2012
My wolności miłośnicy
I w pokoju współistnienia
Terroryzmu przeciwnicy
Który świat nasz w piekło zmienia
Bez litości potępiamy
Zdrajców wrogich dla ojczyzny
Z innych krajów opłacanych
Chcących szczęście ludu zniszczyć
Którzy knując zamach krwawy
Wznoszą z bombą dłoń zbrodniczą
W imię chorej podłej sprawy
Kres niewinnym niosą życiom;
I dlatego popieramy
Wodza bratniej Białorusi
Że w odwadze nieprzebrany
Terror niczym szczury dusi
Kulą w czaszkę karze zbrodnię
Zakopuje zwłoki w lesie
Łaskawości wbrew zachodniej
Co zgniliznę tylko niesie;
Zobowiązać się pragniemy
Być w twórczości wojowniczy
Podejmować w niej problemy
I terroryzm piórem niszczyć.
Wynagrodzą nam łajdactwo
Ceniąc piękne mocne słowo
Nobla premią literacką
Albo nawet pokojową
2012
I w pokoju współistnienia
Terroryzmu przeciwnicy
Który świat nasz w piekło zmienia
Bez litości potępiamy
Zdrajców wrogich dla ojczyzny
Z innych krajów opłacanych
Chcących szczęście ludu zniszczyć
Którzy knując zamach krwawy
Wznoszą z bombą dłoń zbrodniczą
W imię chorej podłej sprawy
Kres niewinnym niosą życiom;
I dlatego popieramy
Wodza bratniej Białorusi
Że w odwadze nieprzebrany
Terror niczym szczury dusi
Kulą w czaszkę karze zbrodnię
Zakopuje zwłoki w lesie
Łaskawości wbrew zachodniej
Co zgniliznę tylko niesie;
Zobowiązać się pragniemy
Być w twórczości wojowniczy
Podejmować w niej problemy
I terroryzm piórem niszczyć.
Wynagrodzą nam łajdactwo
Ceniąc piękne mocne słowo
Nobla premią literacką
Albo nawet pokojową
2012
środa, 16 maja 2012
Modlitwa trenera
Słuchaj młody piłkokopie
Wiem że płacą ci tak mało
Że wieszają psy na tobie
Choć ojczyzny jesteś chwałą
Że brakuje alkoholu
I w pokojach chętnych kobiet
Każą biegać ci po polu
Jeszcze nogę skręcisz sobie -
Powołałem oto ciebie
Byś krytykom zamknął gębę
Jak trenować wprawdzie nie wiem
Lecz o cud się modlić będę
Jeśli orzeł ci nie starcza
I miliony na kontrakcie
To że możesz się pokazać
Opłacone mieć wakacje
Że w luksusach mieszkać będziesz
I przez jakiś czas gwiazdorzyć
Że nasz naród wierzy święcie
Że zbawienia wreszcie dożył -
Oto ja cię bardzo proszę
I uklęknąć gotów jestem
Szansę swoją zechciej dostrzec
Nie uciekaj przed sukcesem
Biegać nie bój się i walczyć
Zrób to chociaż dla trenera
On jest mistrzem motywacji
Spójrz jak ręce składa teraz
W szatni flagę tylko klepnij
Którą w darze dał prezydent
Ona sukces nam zapewni
Na pobożnych miarę życzeń
2012
Wiem że płacą ci tak mało
Że wieszają psy na tobie
Choć ojczyzny jesteś chwałą
Że brakuje alkoholu
I w pokojach chętnych kobiet
Każą biegać ci po polu
Jeszcze nogę skręcisz sobie -
Powołałem oto ciebie
Byś krytykom zamknął gębę
Jak trenować wprawdzie nie wiem
Lecz o cud się modlić będę
Jeśli orzeł ci nie starcza
I miliony na kontrakcie
To że możesz się pokazać
Opłacone mieć wakacje
Że w luksusach mieszkać będziesz
I przez jakiś czas gwiazdorzyć
Że nasz naród wierzy święcie
Że zbawienia wreszcie dożył -
Oto ja cię bardzo proszę
I uklęknąć gotów jestem
Szansę swoją zechciej dostrzec
Nie uciekaj przed sukcesem
Biegać nie bój się i walczyć
Zrób to chociaż dla trenera
On jest mistrzem motywacji
Spójrz jak ręce składa teraz
W szatni flagę tylko klepnij
Którą w darze dał prezydent
Ona sukces nam zapewni
Na pobożnych miarę życzeń
2012
wtorek, 15 maja 2012
Starością mądry
Jak daleko sięgam wzrokiem
Zewsząd cienie mnie nachodzą
Więc słuchajcie co wam powiem
Nim sam pójdę dalej drogą -
Wam to zawsze powierzałem
Najtajniejsze moje myśli
Byście idąc moim śladem
Do krainy mojej przyszli
Gdy się mądrze zestarzeję
Gorzkie słowa za nic mając
Wiatr jesienny mnie przewieje
We mgle czasu gdy spytają
Czy was znałem to z uśmiechem
Że przyjaciół - powiem - miałem
Smutek z oczu moich zetrę
Gdy się starym mądrze stanę
Jak daleko sięgam wzrokiem
Zewsząd cienie otaczają
Więc słuchajcie to co powiem
Do tych którzy tu zostają -
Podzielałem najczarniejsze
Z moich godzin zawsze z wami
I brakować mi was będzie
Gdy zostawię was tu samych
Gdy się mądrze zestarzeję
Słowa które mną wstrząsały
Jak jesienny wiatr przewieją
We mgle czasu zapytani
Czy wam byłem kiedyś znany
Pamiętajcie wtedy właśnie
Że się przyjaźniłem z wami
A śmierć oczy mi zatrzaśnie
Gdy się starym mądrze stanę ...
2012
swobodne tłumaczenie z: Alan Parsons Project
Zewsząd cienie mnie nachodzą
Więc słuchajcie co wam powiem
Nim sam pójdę dalej drogą -
Wam to zawsze powierzałem
Najtajniejsze moje myśli
Byście idąc moim śladem
Do krainy mojej przyszli
Gdy się mądrze zestarzeję
Gorzkie słowa za nic mając
Wiatr jesienny mnie przewieje
We mgle czasu gdy spytają
Czy was znałem to z uśmiechem
Że przyjaciół - powiem - miałem
Smutek z oczu moich zetrę
Gdy się starym mądrze stanę
Jak daleko sięgam wzrokiem
Zewsząd cienie otaczają
Więc słuchajcie to co powiem
Do tych którzy tu zostają -
Podzielałem najczarniejsze
Z moich godzin zawsze z wami
I brakować mi was będzie
Gdy zostawię was tu samych
Gdy się mądrze zestarzeję
Słowa które mną wstrząsały
Jak jesienny wiatr przewieją
We mgle czasu zapytani
Czy wam byłem kiedyś znany
Pamiętajcie wtedy właśnie
Że się przyjaźniłem z wami
A śmierć oczy mi zatrzaśnie
Gdy się starym mądrze stanę ...
2012
swobodne tłumaczenie z: Alan Parsons Project
poniedziałek, 14 maja 2012
NOTES 32 - Stokrotki i mlecze
Zmieszane ze sobą
Upstrzyły mi ścieżkę -
Stokrotki - ozdobą
Mlecze - ni troszeczkę
Rozdzielenie chwastów
Zbyt duży wysiłek -
Chcąc nie mieć dmuchawców
Stokrotki skosiłem
Byłem mleczem w glebie
Ty zaś jak stokrotka
Wrastaliśmy w siebie
Kosy błysk cię spotkał
Mnie tylko bez ciebie
Dmuchawcem pozostać
2012
Upstrzyły mi ścieżkę -
Stokrotki - ozdobą
Mlecze - ni troszeczkę
Rozdzielenie chwastów
Zbyt duży wysiłek -
Chcąc nie mieć dmuchawców
Stokrotki skosiłem
Byłem mleczem w glebie
Ty zaś jak stokrotka
Wrastaliśmy w siebie
Kosy błysk cię spotkał
Mnie tylko bez ciebie
Dmuchawcem pozostać
2012
niedziela, 13 maja 2012
Boży gniew
Czy pochwaliłbyś interes
Żyłowanie wziął za cnotę
Czy stół kopnął przed bankierem
Bicz ze sznurków skręcił sobie?
2012
Żyłowanie wziął za cnotę
Czy stół kopnął przed bankierem
Bicz ze sznurków skręcił sobie?
2012
sobota, 12 maja 2012
Południca
Słońca pali żywy ogień
Zatrzymało się powietrze
W taki upał legnę sobie
Bezczynnością się napieszczę
Wyjałowi żar mi myśli
Powycina ból skalpelem
Tłuszcz przeszłości z żył wyczyści
Choć na godzin tych niewiele
Bym na suchy wiór nie usechł
Wleję w siebie napój zimny
Ten raz jeden nic nie muszę
Ogień z nieba temu winny
Obraz z drżeniem muska ziemię
W ciszy z niej uchodzi dusza
Wirem wpada w uniesienie
Jakby ktoś do tańca ruszał
Czego chce tu ta kobieta?
O co pyta ta dziewczyna?
Resztki myśli w głowie pęta
Ostrze które w dłoni trzyma
Proszę oszczędź tortur długich
Przecież życie jest udręką
I nie kalecz po raz drugi
Kalekiego - zabij prędko
Chcę tam z tobą gdzie bez końca
Niestygnący żar słoneczny
Żebym dość nie mając słońca
Od udaru był bezpieczny
1812
Zatrzymało się powietrze
W taki upał legnę sobie
Bezczynnością się napieszczę
Wyjałowi żar mi myśli
Powycina ból skalpelem
Tłuszcz przeszłości z żył wyczyści
Choć na godzin tych niewiele
Bym na suchy wiór nie usechł
Wleję w siebie napój zimny
Ten raz jeden nic nie muszę
Ogień z nieba temu winny
Obraz z drżeniem muska ziemię
W ciszy z niej uchodzi dusza
Wirem wpada w uniesienie
Jakby ktoś do tańca ruszał
Czego chce tu ta kobieta?
O co pyta ta dziewczyna?
Resztki myśli w głowie pęta
Ostrze które w dłoni trzyma
Proszę oszczędź tortur długich
Przecież życie jest udręką
I nie kalecz po raz drugi
Kalekiego - zabij prędko
Chcę tam z tobą gdzie bez końca
Niestygnący żar słoneczny
Żebym dość nie mając słońca
Od udaru był bezpieczny
1812
piątek, 11 maja 2012
Czarci młyn
Na pagórku nad polami
Młyn wyrasta na żniw chwałę
Jak świat dzielą widać z dali
Dwa ramiona skrzyżowane
W starodrzewia głuszy gęstej
Stara chata chyli ściany
W środku ciemno jest i biednie
Czas przystanął zapomniany
Czart we młynie srebrne ziarno
Jak alchemik w złoto zmienia
W chacie ktoś nad pajdą czarną
Spija kielich zapomnienia
Bój o mąkę toczą szczury
Krwią przeżarta spływa gardziel
W chacie niesie mysz do dziury
Okruch który czasem znajdzie
2012
Młyn wyrasta na żniw chwałę
Jak świat dzielą widać z dali
Dwa ramiona skrzyżowane
W starodrzewia głuszy gęstej
Stara chata chyli ściany
W środku ciemno jest i biednie
Czas przystanął zapomniany
Czart we młynie srebrne ziarno
Jak alchemik w złoto zmienia
W chacie ktoś nad pajdą czarną
Spija kielich zapomnienia
Bój o mąkę toczą szczury
Krwią przeżarta spływa gardziel
W chacie niesie mysz do dziury
Okruch który czasem znajdzie
2012
czwartek, 10 maja 2012
Drinking Time
Czemu dręczyć mnie przychodzisz
Przerywając czas pijaństwa?
Widzisz jak się woda sączy
Gdy cię karmię stekiem kłamstwa
Wymagania stawiasz duże
Lecz spokojna twoja głowa
Trzymać starasz się ją w górze
Nie dasz życia nam zmarnować
Czemu robię to chcesz wiedzieć
Są łatwiejsze drogi śmierci
(To co moim jest nieszczęściem
Bólem wryte mam w pamięci)
Może ciebie źle oceniam
I potrzebne objawienie
Bym twojego urzeczenia
Nie nazywał zaślepieniem
Ja przywiodłem tutaj ciebie
Teraz ty chcesz mnie nauczyć
Jak zobaczyć że jest piękne
Co odrazę we mnie budzi
Czemu robię to chcesz wiedzieć
Są łatwiejsze drogi śmierci
(To co moim jest nieszczęściem
Bólem wryte mam w pamięci)
2012
swobodne tłumaczenie (+bonus) / parafraza: Durutti Column
Przerywając czas pijaństwa?
Widzisz jak się woda sączy
Gdy cię karmię stekiem kłamstwa
Wymagania stawiasz duże
Lecz spokojna twoja głowa
Trzymać starasz się ją w górze
Nie dasz życia nam zmarnować
Czemu robię to chcesz wiedzieć
Są łatwiejsze drogi śmierci
(To co moim jest nieszczęściem
Bólem wryte mam w pamięci)
Może ciebie źle oceniam
I potrzebne objawienie
Bym twojego urzeczenia
Nie nazywał zaślepieniem
Ja przywiodłem tutaj ciebie
Teraz ty chcesz mnie nauczyć
Jak zobaczyć że jest piękne
Co odrazę we mnie budzi
Czemu robię to chcesz wiedzieć
Są łatwiejsze drogi śmierci
(To co moim jest nieszczęściem
Bólem wryte mam w pamięci)
2012
swobodne tłumaczenie (+bonus) / parafraza: Durutti Column
środa, 9 maja 2012
Boże chroń prezia
Boże chroń prezia
I jego klikę
Naszego szczęścia
Jest on strażnikiem
Prezia godności
Racz strzec przed plebsem
Choć brak przyszłości
W jego królestwie
Niech nikt nie mówi
Czego nam trzeba
Wie każdy głupi -
Perspektyw nie ma
Chroń boże prezia
Bo go kochamy
Tak że go trzeba
Chronić przed nami
Choć lud ubogi
Na prezia damy
On taki drogi
Jest dla poddanych
Zapisz w historii
Wśród świętych wszystkich
Przyszłość zapomni
O hipokryzji
Nie ma przyszłości
Więc grzechu nie ma
Śmietnik historii
Już nas pogrzebał
Chroń boże prezia
Bo go kochamy
Tak że go trzeba
Chronić przed nami
Boże chroń prezia
Ciebie prosimy
Przyszłości nie ma
Sny się skończyły
Nie ma jej dla mnie
Dla ciebie nie ma
W rękach twych panie
Los pokolenia
2012
inspiracja / parafraza: Sex Pistols
I jego klikę
Naszego szczęścia
Jest on strażnikiem
Prezia godności
Racz strzec przed plebsem
Choć brak przyszłości
W jego królestwie
Niech nikt nie mówi
Czego nam trzeba
Wie każdy głupi -
Perspektyw nie ma
Chroń boże prezia
Bo go kochamy
Tak że go trzeba
Chronić przed nami
Choć lud ubogi
Na prezia damy
On taki drogi
Jest dla poddanych
Zapisz w historii
Wśród świętych wszystkich
Przyszłość zapomni
O hipokryzji
Nie ma przyszłości
Więc grzechu nie ma
Śmietnik historii
Już nas pogrzebał
Chroń boże prezia
Bo go kochamy
Tak że go trzeba
Chronić przed nami
Boże chroń prezia
Ciebie prosimy
Przyszłości nie ma
Sny się skończyły
Nie ma jej dla mnie
Dla ciebie nie ma
W rękach twych panie
Los pokolenia
2012
inspiracja / parafraza: Sex Pistols
wtorek, 8 maja 2012
Nocnica
Wiem że odejść stąd nie możesz
Wieczna twoja jest tułaczka
Lecz dlaczego właśnie do mnie
Chodząc noce wciąż zawłaszczasz?
Że kochałem przecież czułaś
I że byłaś moim światłem
Razem z tobą świat mój umarł
Odtąd serce mam rozdarte
Czy to tego jestem winny
Że nie miałem dość śmiałości?
Czy to zemsta że ktoś inny
W moim sercu jeszcze gościł?
Czy dlatego że nie dane
Było poznać ci kochania
Mnie wybrałaś na ofiarę
I szczęśliwym być zabraniasz?
Budzisz płaczem moje dzieci
Których mieć nie mogłaś sama
We śnie siadasz mi na piersi
Każąc męczyć się do rana
Więc już wcale się nie kładę
Tylko czuwam długo w nocy
Mózg trucizny toczę jadem
Wbijam w ciemność senne oczy
Czasem tak mnie mocno zmorzy
Że cię prawie poczuć można
Lecz ty tylko tak mnie zwodzisz
Wyprowadzasz na bezdroża
Na manowcach zabłąkany
Chyba wrócić już nie zdołam
Bo rzuciłaś na mnie czary
I co noc do siebie wołasz
Ciągle młoda wciąż tak piękna
Kusisz nagim martwym łonem
Dłoń wyciągam lecz nie sięgam
Nasze światy rozdzielone
Kiedy przysnę przed świtaniem
Śnię że koszmar ten pokonam
Wtedy chwytasz mnie za ramię
Zrywam się ... to tylko żona
1812
Wieczna twoja jest tułaczka
Lecz dlaczego właśnie do mnie
Chodząc noce wciąż zawłaszczasz?
Że kochałem przecież czułaś
I że byłaś moim światłem
Razem z tobą świat mój umarł
Odtąd serce mam rozdarte
Czy to tego jestem winny
Że nie miałem dość śmiałości?
Czy to zemsta że ktoś inny
W moim sercu jeszcze gościł?
Czy dlatego że nie dane
Było poznać ci kochania
Mnie wybrałaś na ofiarę
I szczęśliwym być zabraniasz?
Budzisz płaczem moje dzieci
Których mieć nie mogłaś sama
We śnie siadasz mi na piersi
Każąc męczyć się do rana
Więc już wcale się nie kładę
Tylko czuwam długo w nocy
Mózg trucizny toczę jadem
Wbijam w ciemność senne oczy
Czasem tak mnie mocno zmorzy
Że cię prawie poczuć można
Lecz ty tylko tak mnie zwodzisz
Wyprowadzasz na bezdroża
Na manowcach zabłąkany
Chyba wrócić już nie zdołam
Bo rzuciłaś na mnie czary
I co noc do siebie wołasz
Ciągle młoda wciąż tak piękna
Kusisz nagim martwym łonem
Dłoń wyciągam lecz nie sięgam
Nasze światy rozdzielone
Kiedy przysnę przed świtaniem
Śnię że koszmar ten pokonam
Wtedy chwytasz mnie za ramię
Zrywam się ... to tylko żona
1812
poniedziałek, 7 maja 2012
Smutny fakt ♫
Spójrz, jam twój los
Ten co cię tutaj wiedzie
Spójrz, jam twój los
I zależy mi
Cóż, zdradzą cię
Na mnie się nie zawiedziesz
Znów zdradzą cię
Możesz ufać mi
Zmieniam sen w jawę sam
Jam twój wzrok gdy musisz kraść
Jam twój ból gdy zimna twarz
Smutny fakt
Marzeń twych wolny ptak
Jam twój wzrok gdy ciebie brak
Jam twój ból gdy oddać masz
Wiesz że to smutny fakt
Smutny fakt
Tyś maską mą
Schronem moim, osłoną
Tyś maską mą
Która winna jest
Byś robił to
Grzechy wziął na swe konto
I za to zło
Winić będą cię
Zmieniam sen w jawę sam
Jam twój wzrok gdy musisz kraść
Jam twój ból gdy zimna twarz
Smutny fakt
Marzeń twych wolny ptak
Jam twój wzrok gdy ciebie brak
Jam twój ból gdy oddać masz
Wiesz że to smutny fakt
Smutny fakt
Jam twój sen
Jam twój wzrok
Jam twój ból
Wiesz że to smutny fakt
Wstręt, jam twój wstręt
Kiedy ty chcesz miłości
Płać, teraz płać
Choć niedobrze jest
Hej, jam twój los
Ten co cię tutaj wodził
Tak, jam twój los
I już mam ciebie gdzieś
Zmieniam sen w jawę sam
Jam twój wzrok gdy musisz kraść
Jam twój ból gdy zimna twarz
Smutny fakt
Prawda ma kłamstwa smak
I wymówki wszelkie zna
W tobie tam to jestem ja
Tak tak
Smutny fakt
2012
♫ swobodny przekład z: Metallica
Ten co cię tutaj wiedzie
Spójrz, jam twój los
I zależy mi
Cóż, zdradzą cię
Na mnie się nie zawiedziesz
Znów zdradzą cię
Możesz ufać mi
Zmieniam sen w jawę sam
Jam twój wzrok gdy musisz kraść
Jam twój ból gdy zimna twarz
Smutny fakt
Marzeń twych wolny ptak
Jam twój wzrok gdy ciebie brak
Jam twój ból gdy oddać masz
Wiesz że to smutny fakt
Smutny fakt
Tyś maską mą
Schronem moim, osłoną
Tyś maską mą
Która winna jest
Byś robił to
Grzechy wziął na swe konto
I za to zło
Winić będą cię
Zmieniam sen w jawę sam
Jam twój wzrok gdy musisz kraść
Jam twój ból gdy zimna twarz
Smutny fakt
Marzeń twych wolny ptak
Jam twój wzrok gdy ciebie brak
Jam twój ból gdy oddać masz
Wiesz że to smutny fakt
Smutny fakt
Jam twój sen
Jam twój wzrok
Jam twój ból
Wiesz że to smutny fakt
Wstręt, jam twój wstręt
Kiedy ty chcesz miłości
Płać, teraz płać
Choć niedobrze jest
Hej, jam twój los
Ten co cię tutaj wodził
Tak, jam twój los
I już mam ciebie gdzieś
Zmieniam sen w jawę sam
Jam twój wzrok gdy musisz kraść
Jam twój ból gdy zimna twarz
Smutny fakt
Prawda ma kłamstwa smak
I wymówki wszelkie zna
W tobie tam to jestem ja
Tak tak
Smutny fakt
2012
♫ swobodny przekład z: Metallica
Etykiety:
♫ - do śpiewania,
metallica,
piosenki,
tłumaczenia
niedziela, 6 maja 2012
Dwaj pasterze
Zgrzebna szata sznur na biodrach
Pusta kieszeń i sandały
Słowem darzył kogo spotkał
Dobrym; czasem chleb mu dali
Domu nie miał i miał wszędzie
Gdzie mu kąta użyczyli
Głosił miłość i żył święcie
Radość czując z każdej chwili
Dom bogaty i brzuch syty
Złoty łańcuch portfel pełny
Kochał możnych i zaszczyty
Bez skrupułów skubiąc biednych
Gdy parafia jego rękę
Z karkiem zgiętym całowała
Ta dziewczynka tylko z lękiem
Odwróciła głowę mała
Na nic miłość życie święte -
Gdy zło ważył się piętnować
Porzucili go ze wstrętem
Śmierć spotkała go głodowa (krzyżowa?)
Że bogaczy łechtał słowem
Zapłacili złotem szczerym
By się mógł okupić potem
Gdy za kark go chwycić chcieli
2012
Pusta kieszeń i sandały
Słowem darzył kogo spotkał
Dobrym; czasem chleb mu dali
Domu nie miał i miał wszędzie
Gdzie mu kąta użyczyli
Głosił miłość i żył święcie
Radość czując z każdej chwili
Dom bogaty i brzuch syty
Złoty łańcuch portfel pełny
Kochał możnych i zaszczyty
Bez skrupułów skubiąc biednych
Gdy parafia jego rękę
Z karkiem zgiętym całowała
Ta dziewczynka tylko z lękiem
Odwróciła głowę mała
Na nic miłość życie święte -
Gdy zło ważył się piętnować
Porzucili go ze wstrętem
Śmierć spotkała go głodowa (krzyżowa?)
Że bogaczy łechtał słowem
Zapłacili złotem szczerym
By się mógł okupić potem
Gdy za kark go chwycić chcieli
2012
sobota, 5 maja 2012
Gnojareczka
Z obrzydliwości rodzi się piękno
Jak kwiat wspaniały na ściółce gnoju
Wystarczy dojrzeć i sięgnąć ręką
Pośród zgnilizny po różę swoją
Róża w wysokich stała kaloszach
Kusa spódniczka koszula biała
Pełna i smukła była jej postać
Kiedy widłami gnój przerzucała
Niczym bogini w stajni wierzejach
Czynem szlachetna i mięśni siłą
Co Heraklesa pracę przejęła
By się pochylić nad słomą zgniłą
Napięte członki zroszone skronie
Zaokrąglone biodra szeroko
Co rusz z koszuli zaciekawione
Mięsistej piersi wyjrzało oko
Przerwała pracę i tak spojrzała
Że w jednej chwili pojąłem wszystko
Stajnia i słoma i ona sama -
W żyłach pieniące krew dziewuszysko
Prysła koszula z bielą jej razem
Obrus splamiony przez odchód zwierząt
Gdy miękkość piersi w dłoniach znalazłem
Wespół z gnojarką w słomie się prężąc
Łąką wiosenną gnój był pod nami
Najsłodszą wonią odór zgnilizny
Kiedy dzikimi płonąc zmysłami
Rozum zapomniał nagle o wszystkim
Spadły kalosze spódniczka kusa
Stopy i dłonie wbiły się w wilgoć
W gnoju ciał dwojga splot się poruszał
Jakby je zlepił na wspólną przyszłość
Cuchnące palce wplotłem w jej włosy
Brunatną dłonią mazałem ciało
Nieokiełznanej chłonąc rozkoszy
Oznaki ciche że wciąż jej mało
I tylko konie będąc świadkami
W gnijącej słomie uniesień jedni
Rżeniem oznajmić nie omieszkały
O swym zgorszeniu z boksów sąsiednich
2012
Jak kwiat wspaniały na ściółce gnoju
Wystarczy dojrzeć i sięgnąć ręką
Pośród zgnilizny po różę swoją
Róża w wysokich stała kaloszach
Kusa spódniczka koszula biała
Pełna i smukła była jej postać
Kiedy widłami gnój przerzucała
Niczym bogini w stajni wierzejach
Czynem szlachetna i mięśni siłą
Co Heraklesa pracę przejęła
By się pochylić nad słomą zgniłą
Napięte członki zroszone skronie
Zaokrąglone biodra szeroko
Co rusz z koszuli zaciekawione
Mięsistej piersi wyjrzało oko
Przerwała pracę i tak spojrzała
Że w jednej chwili pojąłem wszystko
Stajnia i słoma i ona sama -
W żyłach pieniące krew dziewuszysko
Prysła koszula z bielą jej razem
Obrus splamiony przez odchód zwierząt
Gdy miękkość piersi w dłoniach znalazłem
Wespół z gnojarką w słomie się prężąc
Łąką wiosenną gnój był pod nami
Najsłodszą wonią odór zgnilizny
Kiedy dzikimi płonąc zmysłami
Rozum zapomniał nagle o wszystkim
Spadły kalosze spódniczka kusa
Stopy i dłonie wbiły się w wilgoć
W gnoju ciał dwojga splot się poruszał
Jakby je zlepił na wspólną przyszłość
Cuchnące palce wplotłem w jej włosy
Brunatną dłonią mazałem ciało
Nieokiełznanej chłonąc rozkoszy
Oznaki ciche że wciąż jej mało
I tylko konie będąc świadkami
W gnijącej słomie uniesień jedni
Rżeniem oznajmić nie omieszkały
O swym zgorszeniu z boksów sąsiednich
2012
piątek, 4 maja 2012
Wspaniały
Gdzieś wewnątrz pewny
Gdzieś tam bezpieczny
Świat w którym żyjesz
Gdzie szansa uszła
Zmarła nadzieja
W świecie się kryjesz
Gdzie nie ma jutra
I dzisiaj nie ma
Ty - wspaniały taki jesteś
Przyćmij gwiazdy najjaśniejsze
Zbyt dalekie
Zbyt odległe
Ty - legenda w sercu na dnie
Wypierana tak starannie
Wyjdź spoza maski
Za którą zwlekasz
Żądzy żar straszny
Może oślepiać
Czas przystopować
Presja cię zżera
Schować się schować
Nie jutro - teraz
Ty - wspaniały taki jesteś
Przyćmij gwiazdy najjaśniejsze
Zbyt dalekie
Zbyt odległe
Ty - legenda w sercu na dnie
Wypierana tak starannie
2012
swobodne tłumaczenie z: Ultravox
Gdzieś tam bezpieczny
Świat w którym żyjesz
Gdzie szansa uszła
Zmarła nadzieja
W świecie się kryjesz
Gdzie nie ma jutra
I dzisiaj nie ma
Ty - wspaniały taki jesteś
Przyćmij gwiazdy najjaśniejsze
Zbyt dalekie
Zbyt odległe
Ty - legenda w sercu na dnie
Wypierana tak starannie
Wyjdź spoza maski
Za którą zwlekasz
Żądzy żar straszny
Może oślepiać
Czas przystopować
Presja cię zżera
Schować się schować
Nie jutro - teraz
Ty - wspaniały taki jesteś
Przyćmij gwiazdy najjaśniejsze
Zbyt dalekie
Zbyt odległe
Ty - legenda w sercu na dnie
Wypierana tak starannie
2012
swobodne tłumaczenie z: Ultravox
czwartek, 3 maja 2012
Preambuła
My arcyhrabia z bożej łaski
Pomorski, śląski, wielkopolski
Łódzki, mazurski i podlaski
Też mazowiecki, małopolski
Nadto litewski i smoleński
Z woli narodu nim obrany
Aby uchronić lud od klęski
Przez posiadaczy wsparty stany
Wypaczeń pomny, dawnych braków
Gdy wokół wilków sfora liczna
A celem dobro jest rodaków
I egzystencja polityczna
Mimo wszystkiego co nas dzieli
O potomności wdzięczność dbając
Chce byście gęby swe zamknęli
A słowa nasze świętość mają
Wolność dajemy wam na tacy
I ustalamy jej granice
Tym do wyzysku tym do pracy
Dla tych są prawa zwykłym picem
Kładąc na pyski wam kaganiec
Mamy ojczyzny los na względzie
Jeśli okoniem naród stanie
Oto mówimy wam co będzie
Kiedy zbuntują się ulice
I naszej władzy wam się zachce
Wtedy poprzemy targowicę
Chociaż jest śmierć za apostazję
To arcyhrabii wolno wszystko
Nawet się skumać z okupantem
Bo władza przecież tylko dziwką
Którą raz dyma ten raz tamten
2012
Pomorski, śląski, wielkopolski
Łódzki, mazurski i podlaski
Też mazowiecki, małopolski
Nadto litewski i smoleński
Z woli narodu nim obrany
Aby uchronić lud od klęski
Przez posiadaczy wsparty stany
Wypaczeń pomny, dawnych braków
Gdy wokół wilków sfora liczna
A celem dobro jest rodaków
I egzystencja polityczna
Mimo wszystkiego co nas dzieli
O potomności wdzięczność dbając
Chce byście gęby swe zamknęli
A słowa nasze świętość mają
Wolność dajemy wam na tacy
I ustalamy jej granice
Tym do wyzysku tym do pracy
Dla tych są prawa zwykłym picem
Kładąc na pyski wam kaganiec
Mamy ojczyzny los na względzie
Jeśli okoniem naród stanie
Oto mówimy wam co będzie
Kiedy zbuntują się ulice
I naszej władzy wam się zachce
Wtedy poprzemy targowicę
Chociaż jest śmierć za apostazję
To arcyhrabii wolno wszystko
Nawet się skumać z okupantem
Bo władza przecież tylko dziwką
Którą raz dyma ten raz tamten
2012
środa, 2 maja 2012
Majówka z Polską
W wolnym kraju szczęśliwości
W którym mleko z miodem płyną
Na majówkę sprasza gości
Pierwszy hrabia wraz z hrabiną
Do pałacu przyjdźcie bracia
I okażcie władzy podziw
Jak owocna jest jej praca
Wszystkim świetnie się powodzi
Dumni bądźcie z konstytucji
Której nigdy nikt nie wcielił
Przyjdźcie mądrość przodków uczcić
Co na szyi sznur już mieli
Zróbcie sobie kotylionik
Wróci orzeł na koszulkę
Kancelaria da miliony
By czerwienią świecił burdel
Wata z cukru kupi dzieci
By zrozumieć mogły wcześnie
Że przykładem władza świeci
I obdarza wszystkich szczęściem
Bo nieważny jest dobrobyt
Sprawiedliwość równość postęp
Lecz na kijku dwa kolory
Krok marszowy dętych orkiestr
2012
W którym mleko z miodem płyną
Na majówkę sprasza gości
Pierwszy hrabia wraz z hrabiną
Do pałacu przyjdźcie bracia
I okażcie władzy podziw
Jak owocna jest jej praca
Wszystkim świetnie się powodzi
Dumni bądźcie z konstytucji
Której nigdy nikt nie wcielił
Przyjdźcie mądrość przodków uczcić
Co na szyi sznur już mieli
Zróbcie sobie kotylionik
Wróci orzeł na koszulkę
Kancelaria da miliony
By czerwienią świecił burdel
Wata z cukru kupi dzieci
By zrozumieć mogły wcześnie
Że przykładem władza świeci
I obdarza wszystkich szczęściem
Bo nieważny jest dobrobyt
Sprawiedliwość równość postęp
Lecz na kijku dwa kolory
Krok marszowy dętych orkiestr
2012
wtorek, 1 maja 2012
Wyklętym
W robotnicze wasze święto
Zacni ludzie PRL-u
Wypalone krwawo piętno
Czczę wbrew woli szujów wielu
Wy w codziennym dziele pracy
Silni skromni i uczciwi
Uświęceni trudem waszym
I wyśmiani przez złośliwych
Nie dla zysku nie dla nagród
I w niczyim interesie
Na wygiętym waszym karku
Czego Atlas nie uniesie
Za sumienny znój przez lata
Oszukani i zdradzeni
Plugawego nawóz świata
Sól jałowej z wierzchu ziemi
Pozbawieni dziś godności
Bez szacunku praw i chleba
W sercach których gorycz gości
Że was młodym nie potrzeba
Hołd styranym składam rękom
Krzywym plecom oczom zgasłym
Słabym głosom - waszą wielkość
Sławię słów pomnikiem własnych
Kiedy krew ktoś w szmal zamienił
Zawłaszczono święto wasze
Na majówkę i happening
Wynoszenie na ołtarze
To co czyste niech się święci
Zło zysk może swój podwajać
Mogą sobie drwić przeklęci
Niech się święci pierwszy maja!
2012
Zacni ludzie PRL-u
Wypalone krwawo piętno
Czczę wbrew woli szujów wielu
Wy w codziennym dziele pracy
Silni skromni i uczciwi
Uświęceni trudem waszym
I wyśmiani przez złośliwych
Nie dla zysku nie dla nagród
I w niczyim interesie
Na wygiętym waszym karku
Czego Atlas nie uniesie
Za sumienny znój przez lata
Oszukani i zdradzeni
Plugawego nawóz świata
Sól jałowej z wierzchu ziemi
Pozbawieni dziś godności
Bez szacunku praw i chleba
W sercach których gorycz gości
Że was młodym nie potrzeba
Hołd styranym składam rękom
Krzywym plecom oczom zgasłym
Słabym głosom - waszą wielkość
Sławię słów pomnikiem własnych
Kiedy krew ktoś w szmal zamienił
Zawłaszczono święto wasze
Na majówkę i happening
Wynoszenie na ołtarze
To co czyste niech się święci
Zło zysk może swój podwajać
Mogą sobie drwić przeklęci
Niech się święci pierwszy maja!
2012
poniedziałek, 30 kwietnia 2012
Piosenka na Euro2012
Kosztowne stadiony
Gdy na leki nie ma
W lotniskach miliony
Mieszkań nie potrzeba
Podróbką autostrad
Nigdzie nie dojadą
Cwanym szmal się dostał
A głupiemu radość
Dla władzy splendory
Igrzyska dla plebsu
W korporacjach zbiory
Zyski czuć w powietrzu
Próżniak szuka flesza
Premie dla kolesi
Pismak w główkach miesza
A głupi się cieszy
Rodzimej drużynie
Co gra dla milionów
Noga się powinie
Trzy gry i do domu
Z dziwkami w hotelu
Bal na pożegnanie
Z rozpaczy głupiemu
Upić się zostanie
Hej biało-czerwoni
Frajer wszystko kupi
Szmal zarobią oni
Odchorują głupi
Że święto wam mówią
Jednak dla tych tylko
Co zarobią dupą
Lub na waszym tyłku
2012
Gdy na leki nie ma
W lotniskach miliony
Mieszkań nie potrzeba
Podróbką autostrad
Nigdzie nie dojadą
Cwanym szmal się dostał
A głupiemu radość
Dla władzy splendory
Igrzyska dla plebsu
W korporacjach zbiory
Zyski czuć w powietrzu
Próżniak szuka flesza
Premie dla kolesi
Pismak w główkach miesza
A głupi się cieszy
Rodzimej drużynie
Co gra dla milionów
Noga się powinie
Trzy gry i do domu
Z dziwkami w hotelu
Bal na pożegnanie
Z rozpaczy głupiemu
Upić się zostanie
Hej biało-czerwoni
Frajer wszystko kupi
Szmal zarobią oni
Odchorują głupi
Że święto wam mówią
Jednak dla tych tylko
Co zarobią dupą
Lub na waszym tyłku
2012
niedziela, 29 kwietnia 2012
Krzykiem żurawi
Patrzę ci w oczy
Nic o miłości
Tobie nie mówię
Długo już
Deszczem ci nocnym
Opowiem o tym
Ty liści szumem
Do mnie mów
Kluczem wołam
Ci żurawi -
Kocham cię
Wiatr od czoła
Mnie poprawi -
Kocham cię
Jak kwiatów wiośnie
Słów nie brak wcale
Lecz wypowiedzieć
Nie ma jak
Że wśród błyskotek
Które kochałem
Księżyca lśnienie
Ma twój blask
Kluczem wołam
Ci żurawi -
Kocham cię
Wiatr od czoła
Mnie poprawi -
Kocham cię
Niech wiatry deszcze
Krzyk stad nad głową
Miłosną będzie
Naszą rozmową
2012
swobodne tłumaczenie z: Vitas
Nic o miłości
Tobie nie mówię
Długo już
Deszczem ci nocnym
Opowiem o tym
Ty liści szumem
Do mnie mów
Kluczem wołam
Ci żurawi -
Kocham cię
Wiatr od czoła
Mnie poprawi -
Kocham cię
Jak kwiatów wiośnie
Słów nie brak wcale
Lecz wypowiedzieć
Nie ma jak
Że wśród błyskotek
Które kochałem
Księżyca lśnienie
Ma twój blask
Kluczem wołam
Ci żurawi -
Kocham cię
Wiatr od czoła
Mnie poprawi -
Kocham cię
Niech wiatry deszcze
Krzyk stad nad głową
Miłosną będzie
Naszą rozmową
2012
swobodne tłumaczenie z: Vitas
sobota, 28 kwietnia 2012
Mandatum novum
Żadnych nagród rąk uścisków
Zero blichtru póz gwiazdorskich
Krygowania fleszy błysków
Podziękowań i sztuczności
Precz z kółkami adoracji
Kolesiostwem i poklaskiem
Tłustym ryjom nie dać szansy
By jaśnieli cudzym blaskiem
Szlaban samouwielbieniu
Złudnej sławy nimbom próżnym
Być trybikiem jednym z wielu
Który wspólnej sprawie służy
Kiedy wokół świństwa wiele
Nie posiada zwykle ojca
Trzeba istnieć w swoim dziele
Samym w cieniu zaś pozostać
2012
Zero blichtru póz gwiazdorskich
Krygowania fleszy błysków
Podziękowań i sztuczności
Precz z kółkami adoracji
Kolesiostwem i poklaskiem
Tłustym ryjom nie dać szansy
By jaśnieli cudzym blaskiem
Szlaban samouwielbieniu
Złudnej sławy nimbom próżnym
Być trybikiem jednym z wielu
Który wspólnej sprawie służy
Kiedy wokół świństwa wiele
Nie posiada zwykle ojca
Trzeba istnieć w swoim dziele
Samym w cieniu zaś pozostać
2012
piątek, 27 kwietnia 2012
Chińskim przyjaciołom
Pod sztandarem robotniczym
Wyzysk nowej burżuazji
Prawa ludzi dla was niczym
Demokracja rodem z Azji
Uśmiech który nic nie znaczy
Bo szmal tylko ma znaczenie
Zysk chociażby był łajdaczy
Jest najlepszym przyjacielem
My byliśmy solidarni
Dziś bogaci się nieliczny
Los milionów też jest marny
I nikt z nimi się nie liczy
Więcej łączy nas niż dzieli
Naszym wspólnym bogiem pieniądz
Pora zewrzeć więc szeregi
Niech kapitał rządzi ziemią
W interesów imię wspólnych
Niech obłuda nas prowadzi
Biały z żółtym będzie równy
Jeśli geszeft się opłaci
Nie okupant nie ciemięzca
A przyjaciel wielki z Azji
Prawdy złotu równy ciężar
Cóż tam Tybet teraz znaczy
Obyś żył w ciekawych czasach
Właśnie takie teraz przyszły
Z wszystkich krajów tego świata
Łączcie się kapitaliści
2012
Wyzysk nowej burżuazji
Prawa ludzi dla was niczym
Demokracja rodem z Azji
Uśmiech który nic nie znaczy
Bo szmal tylko ma znaczenie
Zysk chociażby był łajdaczy
Jest najlepszym przyjacielem
My byliśmy solidarni
Dziś bogaci się nieliczny
Los milionów też jest marny
I nikt z nimi się nie liczy
Więcej łączy nas niż dzieli
Naszym wspólnym bogiem pieniądz
Pora zewrzeć więc szeregi
Niech kapitał rządzi ziemią
W interesów imię wspólnych
Niech obłuda nas prowadzi
Biały z żółtym będzie równy
Jeśli geszeft się opłaci
Nie okupant nie ciemięzca
A przyjaciel wielki z Azji
Prawdy złotu równy ciężar
Cóż tam Tybet teraz znaczy
Obyś żył w ciekawych czasach
Właśnie takie teraz przyszły
Z wszystkich krajów tego świata
Łączcie się kapitaliści
2012
czwartek, 26 kwietnia 2012
Powrót mordercy cz. 2
I rozmawiali po świt nad lasem
Jakby się znali - szczerze i miło
Aż pomyślała dziewczyna z czasem
Że z tym odmieńcem dobrze jej było
Kiedy przysnęła z nadmiaru wrażeń
On bezpieczeństwa snu jej pilnował
Gdy sen zawładnął też gospodarzem
Dziewczyna wstała wyszła bez słowa
Zakryła zorzę dłoń mgły porannej
Drogi spowiła oparem gęstym
Znikąd wychynął cień straszny nagle
Szukającego ofiar mordercy
Cudem zdołała umknąć dziewczyna
Nie wiedząc nawet jak to się stało
Do puszczy więcej nie powróciła
A o zabójcy już nie słyszano
* * *
Kiedy się zbudził jej już nie było
Gotów był uznać za sen ją nawet
Jednak popędził w ślad za dziewczyną
Czując że spotkał z nią się na jawie
Dobiegł gdy miała umrzeć za moment
W dosięgających ją chorych łapach
Szybszy był ... wkrótce członki rzucone
W las wilki zjadły wciągnęły bagna
Próżno przed sobą w głuszę uciekał
Naiwnie widział się wyleczonym
Los wszędzie znaleźć umie człowieka
Zbudzić uśpione kiedyś demony
2012
Jakby się znali - szczerze i miło
Aż pomyślała dziewczyna z czasem
Że z tym odmieńcem dobrze jej było
Kiedy przysnęła z nadmiaru wrażeń
On bezpieczeństwa snu jej pilnował
Gdy sen zawładnął też gospodarzem
Dziewczyna wstała wyszła bez słowa
Zakryła zorzę dłoń mgły porannej
Drogi spowiła oparem gęstym
Znikąd wychynął cień straszny nagle
Szukającego ofiar mordercy
Cudem zdołała umknąć dziewczyna
Nie wiedząc nawet jak to się stało
Do puszczy więcej nie powróciła
A o zabójcy już nie słyszano
* * *
Kiedy się zbudził jej już nie było
Gotów był uznać za sen ją nawet
Jednak popędził w ślad za dziewczyną
Czując że spotkał z nią się na jawie
Dobiegł gdy miała umrzeć za moment
W dosięgających ją chorych łapach
Szybszy był ... wkrótce członki rzucone
W las wilki zjadły wciągnęły bagna
Próżno przed sobą w głuszę uciekał
Naiwnie widział się wyleczonym
Los wszędzie znaleźć umie człowieka
Zbudzić uśpione kiedyś demony
2012
środa, 25 kwietnia 2012
Powrót mordercy cz. 1
Dlaczego w głuszę od wszystkich uciekł
Wśród lasów ukrył się w samotności?
Czym tak boleśnie skrzywdzili ludzie
Że go ustronie leczy z przeszłości?
Kiedy ktoś znalazł w pobliżu ciało
Kiedy zniknęło kilku bez wieści
Gdy ktoś znów umknął przed cieniem cało
Straszne się po wsiach słuchy rozeszły
Dziewczyna która zabójstwa nocne
Wiązała z jego się pojawieniem
Że serce miała odwagą mocne
W las sama poszła po wyjaśnienie
Kluczyła cicho między drzewami
W archipelagu kęp olsu grzęzła
Aż księżyc nocną wartę wystawił
Wiodąc dziewczynę w nieznane miejsca
Złowrogie sowy pohukiwanie
Wróciło pamięć o mateczniku
Gdzie wielki niedźwiedź jest puszczy panem
A wilk poluje na nieszczęśników
Lęk młode serce drżeniem nawiedził
Kiedy ujrzała kryjówkę mroczną
Wtem zbieg ponury stanął naprzeciw
Do swojej chaty dziewczynę prosząc
Nie wiedząc czego bardziej się lęka -
Czy zwierząt dzikich czy rąk zabójcy
Zemdlała - on ją poniósł na rękach
Położył w chacie po czym ocucił
2012
Wśród lasów ukrył się w samotności?
Czym tak boleśnie skrzywdzili ludzie
Że go ustronie leczy z przeszłości?
Kiedy ktoś znalazł w pobliżu ciało
Kiedy zniknęło kilku bez wieści
Gdy ktoś znów umknął przed cieniem cało
Straszne się po wsiach słuchy rozeszły
Dziewczyna która zabójstwa nocne
Wiązała z jego się pojawieniem
Że serce miała odwagą mocne
W las sama poszła po wyjaśnienie
Kluczyła cicho między drzewami
W archipelagu kęp olsu grzęzła
Aż księżyc nocną wartę wystawił
Wiodąc dziewczynę w nieznane miejsca
Złowrogie sowy pohukiwanie
Wróciło pamięć o mateczniku
Gdzie wielki niedźwiedź jest puszczy panem
A wilk poluje na nieszczęśników
Lęk młode serce drżeniem nawiedził
Kiedy ujrzała kryjówkę mroczną
Wtem zbieg ponury stanął naprzeciw
Do swojej chaty dziewczynę prosząc
Nie wiedząc czego bardziej się lęka -
Czy zwierząt dzikich czy rąk zabójcy
Zemdlała - on ją poniósł na rękach
Położył w chacie po czym ocucił
2012
wtorek, 24 kwietnia 2012
Mgła na oczeretach
Dzień umiera na mokradłach
Uwalniając siwą duszę
Woda jemu ciepło skradła
Wieczór chłodem tnie podbrzusze
Oczy gasną ginie obraz
Rozmazane wokół wszystko
Tylko śmierć tu można spotkać
Chmury spadły w trzęsawisko
Walczę z bagnem po omacku
Próżno dłonią wkoło macam
Nie doczekam słońca blasku
Lecz za późno już by wracać
Zło od świata mnie odcina
Rozpyloną wszędzie wodą
Pora mi się tu zatrzymać
Tak bym chciał umierać z tobą
Odebrała najpierw ciebie
Teraz całą świata postać
Niebo ziemia gdzie są - nie wiem
Sam tak muszę już pozostać
I rozpoznać nie potrafię
Krzyku w lepkim jej tumanie
Czy wzywają noc żurawie
Czy to twoje jest wołanie
2012
Uwalniając siwą duszę
Woda jemu ciepło skradła
Wieczór chłodem tnie podbrzusze
Oczy gasną ginie obraz
Rozmazane wokół wszystko
Tylko śmierć tu można spotkać
Chmury spadły w trzęsawisko
Walczę z bagnem po omacku
Próżno dłonią wkoło macam
Nie doczekam słońca blasku
Lecz za późno już by wracać
Zło od świata mnie odcina
Rozpyloną wszędzie wodą
Pora mi się tu zatrzymać
Tak bym chciał umierać z tobą
Odebrała najpierw ciebie
Teraz całą świata postać
Niebo ziemia gdzie są - nie wiem
Sam tak muszę już pozostać
I rozpoznać nie potrafię
Krzyku w lepkim jej tumanie
Czy wzywają noc żurawie
Czy to twoje jest wołanie
2012
poniedziałek, 23 kwietnia 2012
Duszpasterz wielbłądów
Nic się nie bój biznesmenie
Że już smoły wrą piekielne
Ksiądz załatwi odkupienie
Zwiększy ucho ci igielne
Gdy cię gryzie coś od środka
Gdy się zbiera na rzyganie
Z duszpasterzem swym się spotkaj
Niezawodny lek dostaniesz
Jakiś ochłap biednym rzucisz
I poczujesz wnet się lepiej
Dobry nastrój szybko wróci
Ksiądz po plecach cię poklepie
Chciwość on usprawiedliwi
Kreatywnym chęcią bycia
Tylko komuch napastliwy
W pomaganiu fałsz by widział
Takim wielkim widzi siebie
Ksiądz jałmużny rozdawaniem
Jakby miejsce kupił w niebie
Ziemskich nagród pragnąc za nie
Bo ubogim rzucił kostkę
Aby wdzięczni ją obgryźli
Chciałby być lewicy wodzem
By się chamstwu bunt nie przyśnił
Z walki klas kler zysku nie ma
I z bogatych odchudzania
Stąd by biednym dawać ściema
Byle tylko szmal naganiać
Niech się pajac śmieszny chełpi
Że z systemu uszczknąć zdoła
Lecz naprawdę ten jest wielki
Kto wbrew wiatrom w puszczy woła
2012
Że już smoły wrą piekielne
Ksiądz załatwi odkupienie
Zwiększy ucho ci igielne
Gdy cię gryzie coś od środka
Gdy się zbiera na rzyganie
Z duszpasterzem swym się spotkaj
Niezawodny lek dostaniesz
Jakiś ochłap biednym rzucisz
I poczujesz wnet się lepiej
Dobry nastrój szybko wróci
Ksiądz po plecach cię poklepie
Chciwość on usprawiedliwi
Kreatywnym chęcią bycia
Tylko komuch napastliwy
W pomaganiu fałsz by widział
Takim wielkim widzi siebie
Ksiądz jałmużny rozdawaniem
Jakby miejsce kupił w niebie
Ziemskich nagród pragnąc za nie
Bo ubogim rzucił kostkę
Aby wdzięczni ją obgryźli
Chciałby być lewicy wodzem
By się chamstwu bunt nie przyśnił
Z walki klas kler zysku nie ma
I z bogatych odchudzania
Stąd by biednym dawać ściema
Byle tylko szmal naganiać
Niech się pajac śmieszny chełpi
Że z systemu uszczknąć zdoła
Lecz naprawdę ten jest wielki
Kto wbrew wiatrom w puszczy woła
2012
niedziela, 22 kwietnia 2012
Wichrowe wzgórze
Dni spokoju dawno przeszły
Cichy ogród u stóp skarpy
Osłonięty od stron wietrznych
Skrawek słońca w pamięć wtarty
Tutaj zawsze wichry wieją
Wymieniając tylko strony
Komin wyje beznadzieją
Ludziom wiecznie przygnębionym
Chłód obrzydza wszystkie pory
Krok osłabia, kuli postać
Nawet zdrowy tu jest chory
Byle w domu dłużej zostać
Ten co zmarszczki na staw kładzie
Piaskiem oczu łzawość zmienia
Siłę ma by zmarszczyć twarze
Przywiewając ból wspomnienia
2012
Cichy ogród u stóp skarpy
Osłonięty od stron wietrznych
Skrawek słońca w pamięć wtarty
Tutaj zawsze wichry wieją
Wymieniając tylko strony
Komin wyje beznadzieją
Ludziom wiecznie przygnębionym
Chłód obrzydza wszystkie pory
Krok osłabia, kuli postać
Nawet zdrowy tu jest chory
Byle w domu dłużej zostać
Ten co zmarszczki na staw kładzie
Piaskiem oczu łzawość zmienia
Siłę ma by zmarszczyć twarze
Przywiewając ból wspomnienia
2012
sobota, 21 kwietnia 2012
Niezachłanni
Na co ziemi nam tej skarby
Na co włości i majątki
Nie możemy być zachłanni
Lecz w ubóstwie w pełni wolni
Niech nas żywi własna praca
Doskonalmy się w modlitwie
Pan od chciwych się odwraca
Każąc przejść przez ucho w igle
Ci co widzą tu majątki
Jako świętość niezbywalną
Niech popatrzą na początki
Kiedy lud się do nas garnął
My nie chcemy nic od państwa
Starczy ludu nam jałmużna
Boska władza nie cesarska
Nas nagradzać tylko słuszna
Nie z tej ziemi jest królestwo
Które kiedyś naszym będzie
Skarb więc też niech będzie nie stąd
Lecz ukryty tam gdzie serce
Nie nam prawo tu ustalać
Mieszać w sprawy się tej ziemi
Przy kim prawda mądrość stała
Nieomylny sąd oceni
Może nas zachłannych kasta
Napiętnować za herezję
Dusze czyści kontemplacja
Tylko boskie słowa święte
Choćby umrzeć przyszło nawet
I na ziemi nas wyklęto
Ci co życie stracą w sprawie
Już na zawsze żywi będą
2012
Na co włości i majątki
Nie możemy być zachłanni
Lecz w ubóstwie w pełni wolni
Niech nas żywi własna praca
Doskonalmy się w modlitwie
Pan od chciwych się odwraca
Każąc przejść przez ucho w igle
Ci co widzą tu majątki
Jako świętość niezbywalną
Niech popatrzą na początki
Kiedy lud się do nas garnął
My nie chcemy nic od państwa
Starczy ludu nam jałmużna
Boska władza nie cesarska
Nas nagradzać tylko słuszna
Nie z tej ziemi jest królestwo
Które kiedyś naszym będzie
Skarb więc też niech będzie nie stąd
Lecz ukryty tam gdzie serce
Nie nam prawo tu ustalać
Mieszać w sprawy się tej ziemi
Przy kim prawda mądrość stała
Nieomylny sąd oceni
Może nas zachłannych kasta
Napiętnować za herezję
Dusze czyści kontemplacja
Tylko boskie słowa święte
Choćby umrzeć przyszło nawet
I na ziemi nas wyklęto
Ci co życie stracą w sprawie
Już na zawsze żywi będą
2012
piątek, 20 kwietnia 2012
W dół rzeki
Weź mnie z nurtem moja rzeko
Spław krętymi meandrami
Ile możesz w dół daleko
Pozostańmy całkiem sami
Zostaw w tyle pomyleńców
Z pochodniami w oczach krwawych
Zanim innym stryczki skręcą
W niedostępne nieś moczary
Od trucizny mnie oddzielaj
Pieczeniarzy zakłamanych
Gdzie cwaniaka cwaniak wspiera
Swój przez swego nagradzany
Szumem zagłusz głos proroków
Którzy stado kijem pędzą
Z diabłem w sercu belką w oku
Szatach tkanych owiec nędzą
Unoś w dzikie mnie ostępy
Gdzie najzdrowsze jest powietrze
W wolnych myśli gęste kępy
Których świat nie zatruł jeszcze
Zostaw świniom ich koryta
Wściekłym kundlom ścierwo zgniłe
Mnie daj w czystej toni pływać
Póki nurt mnie nie zabije
2012
Spław krętymi meandrami
Ile możesz w dół daleko
Pozostańmy całkiem sami
Zostaw w tyle pomyleńców
Z pochodniami w oczach krwawych
Zanim innym stryczki skręcą
W niedostępne nieś moczary
Od trucizny mnie oddzielaj
Pieczeniarzy zakłamanych
Gdzie cwaniaka cwaniak wspiera
Swój przez swego nagradzany
Szumem zagłusz głos proroków
Którzy stado kijem pędzą
Z diabłem w sercu belką w oku
Szatach tkanych owiec nędzą
Unoś w dzikie mnie ostępy
Gdzie najzdrowsze jest powietrze
W wolnych myśli gęste kępy
Których świat nie zatruł jeszcze
Zostaw świniom ich koryta
Wściekłym kundlom ścierwo zgniłe
Mnie daj w czystej toni pływać
Póki nurt mnie nie zabije
2012
czwartek, 19 kwietnia 2012
Polownie na czarownice
Niemrawe światło - oczy zamglone -
Zza szyb dobiega mnie zagrożenie -
Setka sylwetek skrytych pod domem
Przed siostry mojej - Luny - promieniem
Wraca przytomność - chwytam okrycie
Muszę się wymknąć skryć w nocy ciemnej
Kiedy już pójdą wstanę o świcie
Dzień da wytchnienie w słonecznym świetle
Ulatuj siostro w objęcia nocy
Niech ona blask twój mrokiem otoczy
Uciekam z domu w nocne powietrze
O słodka Luno - nie wydaj siostry
Przez pola - nawet się nie obejrzę
Muszą być blisko bo gwar tak głośny
Daleko dokąd nogi poniosą
Szybko jak wicher - jak zając polny
Kotem być - nie drżeć ze strachu nocą
Ludzie go błądząc złapać niezdolni
Tchu tak zaczerpnąć by nie słyszeli
Choć serca łomot niemal ogłusza
Krzyczą - leżącą widząc na ziemi
Więc wstaję znowu do biegu ruszam
Gnam przez gałęzie ciernie jeżyny
Sowa beztrosko za wiatrem goni
Co tutaj robię zamiast być przy nim
A nie uciekać jak chcieli oni
2012
swobodne tłumaczenie z: Inkubus Sukkubus
Zza szyb dobiega mnie zagrożenie -
Setka sylwetek skrytych pod domem
Przed siostry mojej - Luny - promieniem
Wraca przytomność - chwytam okrycie
Muszę się wymknąć skryć w nocy ciemnej
Kiedy już pójdą wstanę o świcie
Dzień da wytchnienie w słonecznym świetle
Ulatuj siostro w objęcia nocy
Niech ona blask twój mrokiem otoczy
Uciekam z domu w nocne powietrze
O słodka Luno - nie wydaj siostry
Przez pola - nawet się nie obejrzę
Muszą być blisko bo gwar tak głośny
Daleko dokąd nogi poniosą
Szybko jak wicher - jak zając polny
Kotem być - nie drżeć ze strachu nocą
Ludzie go błądząc złapać niezdolni
Tchu tak zaczerpnąć by nie słyszeli
Choć serca łomot niemal ogłusza
Krzyczą - leżącą widząc na ziemi
Więc wstaję znowu do biegu ruszam
Gnam przez gałęzie ciernie jeżyny
Sowa beztrosko za wiatrem goni
Co tutaj robię zamiast być przy nim
A nie uciekać jak chcieli oni
2012
swobodne tłumaczenie z: Inkubus Sukkubus
środa, 18 kwietnia 2012
Powrót z zaświatów
Szarość domu ciepło żony
Swojsko znanie i bezpiecznie
W zależnościach zawieszony
Póki całkiem coś nie pęknie
Ból zielarka leczy duszy
Czasem w progach skromnej chaty
Dzikim dreszczem ciało kusi
Kursem ponad martwe daty
Dwie kobiety jak dwa życia
Dopełnienie namiętności
Żywioł z ciszą się przenika
Zagłuszenie samotności
Ani jedna ani druga
Nie wygoi dawnej blizny
Rana tak jak życie długa
Wyżłobieniem krzyczy krwistym
Między łona dwa rozpięcie
W pamięć wryty cierpki ciężar
Skończył ostrym losu cięciem
Kiedy znów na świat ten przeszłaś
Nocą światów przemieszania
Odebrałaś łup bez walki
Wyrok śmierci wykonałaś
Pokonując dwie rywalki
I niech żalu nikt nie nosi
Bo od losu sporo dostał
Czasem to o co się prosi
Zgoła inną miewa postać
2012
Swojsko znanie i bezpiecznie
W zależnościach zawieszony
Póki całkiem coś nie pęknie
Ból zielarka leczy duszy
Czasem w progach skromnej chaty
Dzikim dreszczem ciało kusi
Kursem ponad martwe daty
Dwie kobiety jak dwa życia
Dopełnienie namiętności
Żywioł z ciszą się przenika
Zagłuszenie samotności
Ani jedna ani druga
Nie wygoi dawnej blizny
Rana tak jak życie długa
Wyżłobieniem krzyczy krwistym
Między łona dwa rozpięcie
W pamięć wryty cierpki ciężar
Skończył ostrym losu cięciem
Kiedy znów na świat ten przeszłaś
Nocą światów przemieszania
Odebrałaś łup bez walki
Wyrok śmierci wykonałaś
Pokonując dwie rywalki
I niech żalu nikt nie nosi
Bo od losu sporo dostał
Czasem to o co się prosi
Zgoła inną miewa postać
2012
wtorek, 17 kwietnia 2012
Piękno o poranku
Jasna gołąbko o ślicznych oczach
Wielkich i czarnych węgielkach nocy
Na minut kilka przysiadłaś chociaż
Stając się źródłem krótkiej rozkoszy
Dokąd leciałaś wśród mgieł porannych
Rankiem niedzielnym w kwietniowym chłodzie
Promyczku światła w tunelu czarnym
Gdy nam przez chwilę było po drodze?
Kanonie piękna w drobniutkim ciele
Wenus wcielona pięć stóp wysoka
Czy jeszcze kiedyś słodki aniele
Zobaczę niebo w głębokich oczach?
2012
Wielkich i czarnych węgielkach nocy
Na minut kilka przysiadłaś chociaż
Stając się źródłem krótkiej rozkoszy
Dokąd leciałaś wśród mgieł porannych
Rankiem niedzielnym w kwietniowym chłodzie
Promyczku światła w tunelu czarnym
Gdy nam przez chwilę było po drodze?
Kanonie piękna w drobniutkim ciele
Wenus wcielona pięć stóp wysoka
Czy jeszcze kiedyś słodki aniele
Zobaczę niebo w głębokich oczach?
2012
poniedziałek, 16 kwietnia 2012
Gravida
Pulchny cudzie kobiecości
Obarczony głazem życia
Gromadzący miód mleczności
Co pokoleń czas wytyczasz
Pełnych kształtów twych pożądam
Tak jak dotąd nigdy jeszcze
Posiadania zwiększam obszar
Wzbierające ciało chłepczę
Wzór krągłości bierze pełnia
Z bioder obłych sutych piersi
Ich obfitość dłoń wypełnia
Gdy pozwalasz mi się pieścić
Obolałym łydkom skórze
Podrażnionej naprężeniem
Plecom brzemię gdy zbyt duże
Niosę w palcach ukojenie
Teraz widzę cię boginią
Panią życia i płodności
W której moje soki płyną
Żywy ślad dla potomności
* * *
[Oprzyj dłonie łokcie klęknij
Pokłon pani złóż naturze
Pozwól poczuć mleczność piersi
Kiedy w tobie się zanurzę
Niech przycisnę twoje łono
Oczy wbiję w bioder pełnię
W wilgoć nisko opuszczoną
Sobą z drżeniem się zagłębię
I opadnę zamroczony
Na napięty pas startowy
Lędźwi w dole rozpłaszczonych
Umrzeć w chwili tej gotowy
Akt mój spełnił się z boginią
Panią życia i płodności
W której moje soki płyną
Żywy ślad dla potomności]
2012
Obarczony głazem życia
Gromadzący miód mleczności
Co pokoleń czas wytyczasz
Pełnych kształtów twych pożądam
Tak jak dotąd nigdy jeszcze
Posiadania zwiększam obszar
Wzbierające ciało chłepczę
Wzór krągłości bierze pełnia
Z bioder obłych sutych piersi
Ich obfitość dłoń wypełnia
Gdy pozwalasz mi się pieścić
Obolałym łydkom skórze
Podrażnionej naprężeniem
Plecom brzemię gdy zbyt duże
Niosę w palcach ukojenie
Teraz widzę cię boginią
Panią życia i płodności
W której moje soki płyną
Żywy ślad dla potomności
* * *
[Oprzyj dłonie łokcie klęknij
Pokłon pani złóż naturze
Pozwól poczuć mleczność piersi
Kiedy w tobie się zanurzę
Niech przycisnę twoje łono
Oczy wbiję w bioder pełnię
W wilgoć nisko opuszczoną
Sobą z drżeniem się zagłębię
I opadnę zamroczony
Na napięty pas startowy
Lędźwi w dole rozpłaszczonych
Umrzeć w chwili tej gotowy
Akt mój spełnił się z boginią
Panią życia i płodności
W której moje soki płyną
Żywy ślad dla potomności]
2012
niedziela, 15 kwietnia 2012
Teologia wyzwolenia
Nie wart nic mesjasz każący milczeć
Karki przyginać całować dłonie
Na sprawiedliwość czekać aż przyjdzie
Przez całe życie cierpiąc niewole
Wierzę że takim jest wyzwoliciel
Co lęku nie zna w czynie i w mowie
Który o boju by sprawiedliwiej
Było na ziemi że grzech nie powie
Ten co czci godność prawdę i skromność
Gardząc chciwością pychą i butą
Doceni upór w walce o wolność
Z faryzeuszy podłą obłudą
Prowadź więc zbawco na barykady
Przeciw tchórzliwych szczurów głupocie
Niech wolność nasza tym się objawi
Że sami prawdy możemy dociec
A gdyby błędna była ta ścieżka
Gdzie jest niegodnym łeb w piasek chować
Pomnij że innych chcieliśmy szczęścia
Tak rozumiejąc mesjasza słowa
2012
Karki przyginać całować dłonie
Na sprawiedliwość czekać aż przyjdzie
Przez całe życie cierpiąc niewole
Wierzę że takim jest wyzwoliciel
Co lęku nie zna w czynie i w mowie
Który o boju by sprawiedliwiej
Było na ziemi że grzech nie powie
Ten co czci godność prawdę i skromność
Gardząc chciwością pychą i butą
Doceni upór w walce o wolność
Z faryzeuszy podłą obłudą
Prowadź więc zbawco na barykady
Przeciw tchórzliwych szczurów głupocie
Niech wolność nasza tym się objawi
Że sami prawdy możemy dociec
A gdyby błędna była ta ścieżka
Gdzie jest niegodnym łeb w piasek chować
Pomnij że innych chcieliśmy szczęścia
Tak rozumiejąc mesjasza słowa
2012
sobota, 14 kwietnia 2012
Jaga rusza w świat
Inna wrażliwsza wyobcowana
Pod kloszem z książek świata własnego
W dżinsach bez szpilek pod bluzką rana
Ambitne butne dziewczęce ego
Z jasnością dążeń marzeń kompasem
Różańcem zasad w tajnym dzienniku
W przyszłość lękliwym spojrzeniem czasem
W gitary dźwiękach smutnym wierszyku
Koniec dzieciństwa czas w świat wyruszyć
Choć taki wredny wyzwać go pora
Że sobą będzie jeszcze się łudzi
Przed jego młynem ustrzec się zdoła
W tyle zostają cztery litery
Prowincjonalnej bezpiecznej dziury
Na szlak po pierwszy stopień kariery
W pogoń pomiędzy zgłodniałe szczury
Kupiona będzie nim się spostrzeże
Ze swoim buntem ideałami
Świata posłusznym szarym żołnierzem
Zmielą kruszynkę żarna ze stali
Nie tak naiwna by świat chcieć zmienić
Lecz że on zmienia ją nieświadoma
Niezłomność swoją niezwykle ceni
Ten co bez walki dał się pokonać
2012
Pod kloszem z książek świata własnego
W dżinsach bez szpilek pod bluzką rana
Ambitne butne dziewczęce ego
Z jasnością dążeń marzeń kompasem
Różańcem zasad w tajnym dzienniku
W przyszłość lękliwym spojrzeniem czasem
W gitary dźwiękach smutnym wierszyku
Koniec dzieciństwa czas w świat wyruszyć
Choć taki wredny wyzwać go pora
Że sobą będzie jeszcze się łudzi
Przed jego młynem ustrzec się zdoła
W tyle zostają cztery litery
Prowincjonalnej bezpiecznej dziury
Na szlak po pierwszy stopień kariery
W pogoń pomiędzy zgłodniałe szczury
Kupiona będzie nim się spostrzeże
Ze swoim buntem ideałami
Świata posłusznym szarym żołnierzem
Zmielą kruszynkę żarna ze stali
Nie tak naiwna by świat chcieć zmienić
Lecz że on zmienia ją nieświadoma
Niezłomność swoją niezwykle ceni
Ten co bez walki dał się pokonać
2012
piątek, 13 kwietnia 2012
Kontrrewolucjonistom
Wy - dumni z siebie że lud bezkrwawo
Wwiedliście w wolny dom Izraela
Mojżesze próżną okryci sławą
Przez siebie samych - obłudne zera
Z solidarności dziwkę zrobiwszy
By ją porzucić gdy się wysłuży
Grający panów najsprawiedliwszych
Złotego cielca pazerni słudzy
Słuchajcie - własną karmieni hucpą -
Co wam się zdaje cudem bezkrwawym
Było kłamliwą kontrrewolucją
Wam nie pomniki lecz hańba zdrady
Nie wolność dobro wspólny dobrobyt
Nie siła godność perspektyw ogrom
Lecz wielkie morze ludzi ubogich
Garść hien żłopiących krew narodową
Sprzedawcy cudzych ziem obiecanych
Cwanym kolesiom z sumień zanikiem
Razem z kast dawnych pogrobowcami
Tworzący chciwą padalców klikę
Wiedzcie że wasza tajemna zmowa
W której bezkrwawość święcie wierzycie
Krew oszukanych w pazurach chowa
Dramat bezsilność spaprane życie
Choćbyście kłamstwo ludziom wmówili
Poeta wasze świństwa spamięta
W cokół wam wpisze niegodne czyny
Lepsza już gałąź pod truchłem zgięta
2012
zapożyczenie z: Czesław Miłosz
Wwiedliście w wolny dom Izraela
Mojżesze próżną okryci sławą
Przez siebie samych - obłudne zera
Z solidarności dziwkę zrobiwszy
By ją porzucić gdy się wysłuży
Grający panów najsprawiedliwszych
Złotego cielca pazerni słudzy
Słuchajcie - własną karmieni hucpą -
Co wam się zdaje cudem bezkrwawym
Było kłamliwą kontrrewolucją
Wam nie pomniki lecz hańba zdrady
Nie wolność dobro wspólny dobrobyt
Nie siła godność perspektyw ogrom
Lecz wielkie morze ludzi ubogich
Garść hien żłopiących krew narodową
Sprzedawcy cudzych ziem obiecanych
Cwanym kolesiom z sumień zanikiem
Razem z kast dawnych pogrobowcami
Tworzący chciwą padalców klikę
Wiedzcie że wasza tajemna zmowa
W której bezkrwawość święcie wierzycie
Krew oszukanych w pazurach chowa
Dramat bezsilność spaprane życie
Choćbyście kłamstwo ludziom wmówili
Poeta wasze świństwa spamięta
W cokół wam wpisze niegodne czyny
Lepsza już gałąź pod truchłem zgięta
2012
zapożyczenie z: Czesław Miłosz
czwartek, 12 kwietnia 2012
Muzeum Titanica
Z żądzy zysku pychy marnej
Ten co nie da się zatopić
Pierwszy rejs i spoczął na dnie
By symbolem być głupoty
Po stu latach tam gdzie powstał
Zysk osiągną z dawnej śmierci
Spadkobiercy cech po ojcach
Nic od przodków nie mądrzejsi
2012
Ten co nie da się zatopić
Pierwszy rejs i spoczął na dnie
By symbolem być głupoty
Po stu latach tam gdzie powstał
Zysk osiągną z dawnej śmierci
Spadkobiercy cech po ojcach
Nic od przodków nie mądrzejsi
2012
środa, 11 kwietnia 2012
Drugie życie
Nie byłem szczery
Tak być musiało
Prawda zbyt dzieli
Gdy czasu mało
Dobrze nam było
Chcieliśmy tego
Z wiarą naiwną
Że nie ma złego
Mogłaś odczytać
Że coś jest nie tak
W oczu kącikach
Nie chciałaś jednak
Biedak znalazłszy
Monety złote
Je i nie patrzy
Co będzie potem
Tak - umierałem
Gniłem od wewnątrz
Z ciebie ofiarę
Złożyłem lękom
Chciałem uwierzyć
W kolejną drogę
Nie byłem szczery
Teraz już mogę
Byłaś mi szansą
Na drugie życie
Nim słońce zaszło
Następnym świtem
Raz się umiera
Tego nie zmienię
Zapłacę teraz
Podwójną cenę
2012
Tak być musiało
Prawda zbyt dzieli
Gdy czasu mało
Dobrze nam było
Chcieliśmy tego
Z wiarą naiwną
Że nie ma złego
Mogłaś odczytać
Że coś jest nie tak
W oczu kącikach
Nie chciałaś jednak
Biedak znalazłszy
Monety złote
Je i nie patrzy
Co będzie potem
Tak - umierałem
Gniłem od wewnątrz
Z ciebie ofiarę
Złożyłem lękom
Chciałem uwierzyć
W kolejną drogę
Nie byłem szczery
Teraz już mogę
Byłaś mi szansą
Na drugie życie
Nim słońce zaszło
Następnym świtem
Raz się umiera
Tego nie zmienię
Zapłacę teraz
Podwójną cenę
2012
wtorek, 10 kwietnia 2012
Wyładowanie
Uznany winnym
Lecz nie w porządku
Za mnie ktoś inny
Decyzję podjął
Czuć zapach śmierci
Siedzę na krześle
Pas mnie przytwierdził
Nie wierzę jeszcze
Kto ciebie bogiem
Zrobił byś mówił
"Spójrz - oto mogę
Zabijać ludzi"
W oczach jasny blask
Śmierci nadszedł czas
Ogień objął mózg
Płomień czuję już
Czeka na sygnał
Śmierci przełącznik
Po kilku chwilach
Wszystko się skończy
Śmierć potu zimnem
W oczy zajrzała
Świadomość przy mnie
Została sama
Strach dłoniom zgina
Kurczowo palce
Jak się u licha
Tutaj znalazłem
W oczach jasny blask
Śmierci nadszedł czas
Ogień objął mózg
Przejmujący ból
Niech mi jeden
Z was pomoże
Błagam ciebie
Pomóż boże
Stracić wszystko
Muszę teraz
Nie chcę szybko
Tak umierać
Minuta każda
Jest jak godzina
Widzę ostatnia
Spada kurtyna
Czy to jest prawda?
Małe znaczenie
A jeśli nawet
Niech się już dzieje
Bo wybudzony
Krzykiem potwornym
Jestem już wolny
Od snów upiornych
2012
swobodne tłumaczenie z: Metallica
Lecz nie w porządku
Za mnie ktoś inny
Decyzję podjął
Czuć zapach śmierci
Siedzę na krześle
Pas mnie przytwierdził
Nie wierzę jeszcze
Kto ciebie bogiem
Zrobił byś mówił
"Spójrz - oto mogę
Zabijać ludzi"
W oczach jasny blask
Śmierci nadszedł czas
Ogień objął mózg
Płomień czuję już
Czeka na sygnał
Śmierci przełącznik
Po kilku chwilach
Wszystko się skończy
Śmierć potu zimnem
W oczy zajrzała
Świadomość przy mnie
Została sama
Strach dłoniom zgina
Kurczowo palce
Jak się u licha
Tutaj znalazłem
W oczach jasny blask
Śmierci nadszedł czas
Ogień objął mózg
Przejmujący ból
Niech mi jeden
Z was pomoże
Błagam ciebie
Pomóż boże
Stracić wszystko
Muszę teraz
Nie chcę szybko
Tak umierać
Minuta każda
Jest jak godzina
Widzę ostatnia
Spada kurtyna
Czy to jest prawda?
Małe znaczenie
A jeśli nawet
Niech się już dzieje
Bo wybudzony
Krzykiem potwornym
Jestem już wolny
Od snów upiornych
2012
swobodne tłumaczenie z: Metallica
poniedziałek, 9 kwietnia 2012
Cicerone
Czy to zawsze tak być musi
Że się z nikim nie udaje?
Miłość nadziejami kusi
A zawody wciąż te same
Piękny ból niewzajemności
Gdy się skończy i zabliźni
Kiedy stale w sercu gości
Najmroczniejsze wabi myśli
Starczy - zbyt to długo trwało
Już nie będzie co być mogło
Ślepa wiara to zbyt mało
Ta ostatnią była wojną
Pada słaby punkt oporu
Lecz do końca wolny jestem
Śmierć ratunkiem dla honoru
Martwym będę lecz nie jeńcem
* * *
Skąd się wzięłaś wtedy właśnie
Kiedy los się miał dopełnić?
Zamieniałaś noce w baśnie
Sens wróciłaś gestem jednym
Wyleczone myśli chore
Broń złożona u stóp twoich
Sam oddaję się w niewolę
Tej co blizny sobą goi
Nierealnie jakże piękna
Mgła poranna ponad łąką
Już niczego się nie lękam
Kiedy mogę ciebie dotknąć
W tobie siebie sam wypełniam
Ty spełnieniem jesteś samym
Zastąpiła pustkę pełnia
Z dwojga jeden jest organizm
W szorstkość twardokrawędzistą
Wniosłaś pulchność miękkomleczną
Już nie śmierć lecz wspólna przyszłość
Nie kres marny ale wieczność
* * *
Jeszcze jedna szczęścia chwila
Konwulsyjny szczyt uniesień
Gdzieś się złuda zagubiła
Z żywej wiosny - późna jesień
Chory umysł stygnie z wolna
Krew tężeje w zimnych żyłach
Pora odejść - nikt nie woła
A przed chwilą jeszcze była
Dzięki pani ci najsłodsza
Za łaskawy gest litości
Że w przeprawie mi pomogłaś
Tym złudzeniem realności
1812
Że się z nikim nie udaje?
Miłość nadziejami kusi
A zawody wciąż te same
Piękny ból niewzajemności
Gdy się skończy i zabliźni
Kiedy stale w sercu gości
Najmroczniejsze wabi myśli
Starczy - zbyt to długo trwało
Już nie będzie co być mogło
Ślepa wiara to zbyt mało
Ta ostatnią była wojną
Pada słaby punkt oporu
Lecz do końca wolny jestem
Śmierć ratunkiem dla honoru
Martwym będę lecz nie jeńcem
* * *
Skąd się wzięłaś wtedy właśnie
Kiedy los się miał dopełnić?
Zamieniałaś noce w baśnie
Sens wróciłaś gestem jednym
Wyleczone myśli chore
Broń złożona u stóp twoich
Sam oddaję się w niewolę
Tej co blizny sobą goi
Nierealnie jakże piękna
Mgła poranna ponad łąką
Już niczego się nie lękam
Kiedy mogę ciebie dotknąć
W tobie siebie sam wypełniam
Ty spełnieniem jesteś samym
Zastąpiła pustkę pełnia
Z dwojga jeden jest organizm
W szorstkość twardokrawędzistą
Wniosłaś pulchność miękkomleczną
Już nie śmierć lecz wspólna przyszłość
Nie kres marny ale wieczność
* * *
Jeszcze jedna szczęścia chwila
Konwulsyjny szczyt uniesień
Gdzieś się złuda zagubiła
Z żywej wiosny - późna jesień
Chory umysł stygnie z wolna
Krew tężeje w zimnych żyłach
Pora odejść - nikt nie woła
A przed chwilą jeszcze była
Dzięki pani ci najsłodsza
Za łaskawy gest litości
Że w przeprawie mi pomogłaś
Tym złudzeniem realności
1812
niedziela, 8 kwietnia 2012
Skłot
Oto jego jest siedlisko
Pośród bagien i traw dzikich
Azyl erem uroczysko
Tutaj szczęściem jest być nikim
Opuszczona kiedyś chata
Dziś samotnia i kaplica
Skłot ukryty w gęstych lasach
Który przejął eremita
Komin krzywy dach omszały
Poprzez deski wiatr przenika
Wokół zamknął się świat cały
Dla biednego pustelnika
Wąską szybką księżyc wścibski
Wpycha w kąty srebrne duchy
Gospodarza gości wszystkich
Nocą śle na pogaduchy
Ciepłem świecy oddychanie
Pajęczyny wprawia w drżenie
Wnet pustelnik z miejsca wstanie
Zerwie z podłóg kurz szaleniec
Resztka wina niknie w szklance
Od wszystkiego uwolniony
Kręci się derwisza tańcem
Zanim padnie zamroczony
Nic nie mając posiadł wszystko
By móc odkryć boskie szczęście
Mantrę mruczy w noc mistyczną
"Czuję cię i wiem że jesteś"
Wiatr nie zdradzi tajemnicy
Kryjąc ją w paproci szumie
Przebudzony żuraw krzyczy
Jednak nikt go nie rozumie
2012
Pośród bagien i traw dzikich
Azyl erem uroczysko
Tutaj szczęściem jest być nikim
Opuszczona kiedyś chata
Dziś samotnia i kaplica
Skłot ukryty w gęstych lasach
Który przejął eremita
Komin krzywy dach omszały
Poprzez deski wiatr przenika
Wokół zamknął się świat cały
Dla biednego pustelnika
Wąską szybką księżyc wścibski
Wpycha w kąty srebrne duchy
Gospodarza gości wszystkich
Nocą śle na pogaduchy
Ciepłem świecy oddychanie
Pajęczyny wprawia w drżenie
Wnet pustelnik z miejsca wstanie
Zerwie z podłóg kurz szaleniec
Resztka wina niknie w szklance
Od wszystkiego uwolniony
Kręci się derwisza tańcem
Zanim padnie zamroczony
Nic nie mając posiadł wszystko
By móc odkryć boskie szczęście
Mantrę mruczy w noc mistyczną
"Czuję cię i wiem że jesteś"
Wiatr nie zdradzi tajemnicy
Kryjąc ją w paproci szumie
Przebudzony żuraw krzyczy
Jednak nikt go nie rozumie
2012
sobota, 7 kwietnia 2012
Wiem że się zdarzy
Kochanie moje
Gdziekolwiek jesteś
Jesteś czymkolwiek
Ufne miej serce
Wiem że to wreszcie
Zdarzy się tobie
Poczekaj jeszcze
Wiarę miej w sobie
Mówisz że dzień ten
Wciąż się nie zdarza
Nigdy odleglej
Się nie wydawał
Lecz pewne dla mnie
Jest że nadejdzie
Zachowaj wiarę
Poczekaj jeszcze
2012
swobodne tłumaczenie z: Morrissey
Gdziekolwiek jesteś
Jesteś czymkolwiek
Ufne miej serce
Wiem że to wreszcie
Zdarzy się tobie
Poczekaj jeszcze
Wiarę miej w sobie
Mówisz że dzień ten
Wciąż się nie zdarza
Nigdy odleglej
Się nie wydawał
Lecz pewne dla mnie
Jest że nadejdzie
Zachowaj wiarę
Poczekaj jeszcze
2012
swobodne tłumaczenie z: Morrissey
piątek, 6 kwietnia 2012
Cross country
Tu jego drzewca ciężkie ramiona
Błędów i cierpień wieczne brzemiona
Utrapień ludzkich zła mieszanina
Karki do ziemi co dzień przygina
Tutaj krzyżówka pluskwy i hieny
Żąda od brata wysokiej ceny
Dróg skrzyżowanie najrozmaitszych
Wiatrów przeciwnych zbieg niepomyślny
Kot zawsze czarny przebiegnie drogę
Biada takiemu co chciałby w poprzek
Zirytowanych gniewne ataki
Łatwo postawią krzyżyk na takim
Jak miecze w walce krzyżują słowa
Znakiem magicznym klną się na boga
Lecz i krzyżowców hordy w tym kraju
Z prawdą obłudnie się rozmijają
Przejdę za tobą na druga stronę
Przekroczę rzeki dotąd bronione
Tylko przeżegnam się nim odejdę
I trzymać kciuki za siebie będę
2012
Błędów i cierpień wieczne brzemiona
Utrapień ludzkich zła mieszanina
Karki do ziemi co dzień przygina
Tutaj krzyżówka pluskwy i hieny
Żąda od brata wysokiej ceny
Dróg skrzyżowanie najrozmaitszych
Wiatrów przeciwnych zbieg niepomyślny
Kot zawsze czarny przebiegnie drogę
Biada takiemu co chciałby w poprzek
Zirytowanych gniewne ataki
Łatwo postawią krzyżyk na takim
Jak miecze w walce krzyżują słowa
Znakiem magicznym klną się na boga
Lecz i krzyżowców hordy w tym kraju
Z prawdą obłudnie się rozmijają
Przejdę za tobą na druga stronę
Przekroczę rzeki dotąd bronione
Tylko przeżegnam się nim odejdę
I trzymać kciuki za siebie będę
2012
czwartek, 5 kwietnia 2012
W ogrójcu
Tak tu krótko byłem panie
A już oddać wszystko każesz
Mniej nade mną zmiłowanie
Kielich ten od ust mi zabierz
Chciałem by mnie pokochano
I kochałem sam daremnie
Przed śmiertelną błagam bramą
Odsuń kielich ten ode mnie
Spójrz - osoba tak żałosna
Misji twojej nie jest godna
Więc w spokoju mnie pozostaw
Ulżyj mi i kielich oddal
Dłonie w które chleb wkładałem
Zaciskają teraz pięści
Jutro w hańbę zmienią chwałę
Tak się bardzo boję śmierci
Cierpię bo samotny jestem
Wiem że ziemia ta nie dla mnie
I że zmienić mogę miejsce
Jednak przejście zbyt jest straszne
Śmierć daremna będzie moja
Tu się nigdy nic nie zmieni
Pot ocieram zimny z czoła
Gorzki dla mnie zbyt ten kielich
Strach mnie przejął tak okrutny
Co tam teraz zmartwychwstanie
Słucham jednak nikt nie mówi ...
Niech się wola twoja stanie
2012
A już oddać wszystko każesz
Mniej nade mną zmiłowanie
Kielich ten od ust mi zabierz
Chciałem by mnie pokochano
I kochałem sam daremnie
Przed śmiertelną błagam bramą
Odsuń kielich ten ode mnie
Spójrz - osoba tak żałosna
Misji twojej nie jest godna
Więc w spokoju mnie pozostaw
Ulżyj mi i kielich oddal
Dłonie w które chleb wkładałem
Zaciskają teraz pięści
Jutro w hańbę zmienią chwałę
Tak się bardzo boję śmierci
Cierpię bo samotny jestem
Wiem że ziemia ta nie dla mnie
I że zmienić mogę miejsce
Jednak przejście zbyt jest straszne
Śmierć daremna będzie moja
Tu się nigdy nic nie zmieni
Pot ocieram zimny z czoła
Gorzki dla mnie zbyt ten kielich
Strach mnie przejął tak okrutny
Co tam teraz zmartwychwstanie
Słucham jednak nikt nie mówi ...
Niech się wola twoja stanie
2012
środa, 4 kwietnia 2012
Na zakupy czyli filozofia materialistyczna
/ zasłyszane /
Robisz zawzięcie
Zakupy mrówko
A i tak będziesz
Mieć z tego gówno
2012
Robisz zawzięcie
Zakupy mrówko
A i tak będziesz
Mieć z tego gówno
2012
wtorek, 3 kwietnia 2012
Dom oczu i uszu
Domu mój rodzinny
Wdzięczny jestem tobie
Że po latach zimnych
Pod dach mnie przyjąłeś
Że dałeś mi wolność
I bezpieczne noce
A myśli tu mogą
Przed głupotą dotrzeć
Lecz dlaczego chronisz
Mnie przed sobą samym
Tajne mikrofony
Wbudowując w ściany?
Kąty twoje cztery
Patrzą nawet nocą
Ciekawskiej kamery
Spać nie dając oczom
Za nie takie słowo
Lub znak zabroniony
Kiedyś mi nad głową
Złe zakraczą wrony
Zrozumiem że ściany
Dach twój i podłoga
To dla mnie kajdany
Na rękach i nogach
Że jesteś więzieniem
O ostrym rygorze
Gdzie krzyk i myślenie
Przebić się nie może
2012
Wdzięczny jestem tobie
Że po latach zimnych
Pod dach mnie przyjąłeś
Że dałeś mi wolność
I bezpieczne noce
A myśli tu mogą
Przed głupotą dotrzeć
Lecz dlaczego chronisz
Mnie przed sobą samym
Tajne mikrofony
Wbudowując w ściany?
Kąty twoje cztery
Patrzą nawet nocą
Ciekawskiej kamery
Spać nie dając oczom
Za nie takie słowo
Lub znak zabroniony
Kiedyś mi nad głową
Złe zakraczą wrony
Zrozumiem że ściany
Dach twój i podłoga
To dla mnie kajdany
Na rękach i nogach
Że jesteś więzieniem
O ostrym rygorze
Gdzie krzyk i myślenie
Przebić się nie może
2012
poniedziałek, 2 kwietnia 2012
Drugie śniadanie miszczuf
Zrozum teraz robotniku
Że fornalem zwykłym jesteś
I otrzymać możesz tylko
Co ci pan da hojnym gestem
O nic pytać cię nie musi
Bo chcesz więcej niż ci trzeba
Ty się pana łaską tuczysz
I bez jego zdechniesz chleba
Złapie się na plewy pańskie
Wróbel stary kiedy głupi
Wie że w twoim jest poddaństwie
Jego szansa pana łupić
Na krwi twojej i wyzysku
Rosną wokół pasożyty
Tobie z gardła wyrwą wszystko
Im awanse i zaszczyty
Wmówią ci żeś jest pazerny
Choć z pańszczyzny żyją cudzej
Niedobity stan szlachetny
Z dwojgiem lewych rąk nadludzie
Uwierz szwaczko i spawaczu
Że harować możesz więcej
Dla kariery i awansu
Praca jest błogosławieństwem
Kiedyś gdzieś to już słyszałeś
Że rząd sam się żywić może
Dzisiaj znowu gnidy cwane
Że cię karmią mówią tobie
Nie daj gnębić się oszustom
Powstań z kolan robotniku
Pluń na elit mowę pustą
Nowych panów popleczników
2012
Że fornalem zwykłym jesteś
I otrzymać możesz tylko
Co ci pan da hojnym gestem
O nic pytać cię nie musi
Bo chcesz więcej niż ci trzeba
Ty się pana łaską tuczysz
I bez jego zdechniesz chleba
Złapie się na plewy pańskie
Wróbel stary kiedy głupi
Wie że w twoim jest poddaństwie
Jego szansa pana łupić
Na krwi twojej i wyzysku
Rosną wokół pasożyty
Tobie z gardła wyrwą wszystko
Im awanse i zaszczyty
Wmówią ci żeś jest pazerny
Choć z pańszczyzny żyją cudzej
Niedobity stan szlachetny
Z dwojgiem lewych rąk nadludzie
Uwierz szwaczko i spawaczu
Że harować możesz więcej
Dla kariery i awansu
Praca jest błogosławieństwem
Kiedyś gdzieś to już słyszałeś
Że rząd sam się żywić może
Dzisiaj znowu gnidy cwane
Że cię karmią mówią tobie
Nie daj gnębić się oszustom
Powstań z kolan robotniku
Pluń na elit mowę pustą
Nowych panów popleczników
2012
niedziela, 1 kwietnia 2012
Bruk
Już ochronny okres minął
Nieczekana przyszła wiosna
Właściciela patrzeć z gliną
I w rynsztoku nam pozostać
Za parszywe nasze życie
Los rachunek przysłał słony
Złodziej bierze kamienicę
Dla nas bruk jest przeznaczony
Czas przywróci głos ulicom
Kostkę z bruku wyrwą twardą
W łeb pazerny bestii cisną
Pluną szujom w pysk z pogardą
2012
Nieczekana przyszła wiosna
Właściciela patrzeć z gliną
I w rynsztoku nam pozostać
Za parszywe nasze życie
Los rachunek przysłał słony
Złodziej bierze kamienicę
Dla nas bruk jest przeznaczony
Czas przywróci głos ulicom
Kostkę z bruku wyrwą twardą
W łeb pazerny bestii cisną
Pluną szujom w pysk z pogardą
2012
sobota, 31 marca 2012
Nowoczesna służba
Nowoczesnej służbie nowy
Krój munduru co dwa lata
By ci biznes zrobić mogli
Którym układ się opłaca
Potem służba nowoczesna
Najdzie kogoś pomyłkowo
Pogruchocze panu żebra
Pani grzmotnie o próg głową
2012
Krój munduru co dwa lata
By ci biznes zrobić mogli
Którym układ się opłaca
Potem służba nowoczesna
Najdzie kogoś pomyłkowo
Pogruchocze panu żebra
Pani grzmotnie o próg głową
2012
piątek, 30 marca 2012
NOTES 31 - Zdzisiu obiit
W kilka minut życie całe
Sceny gesty miny słowa
Które umysł w sejfie chował
Dziś nad urną wyjmowałem
Choć pobożny zbyt nie byłeś
Ksiądz pokropkiem i koronką
Wysłał cię do raju prosto
A ja z nim się pomodliłem
Tak nade mną staną kiedyś
Kto i kiedy tylko nie wiem
Co przypomną sobie wtedy
Niech nie jedna ksiądz mnie z niebem
Bo nie zmienią nic pogrzeby
Odpowiadać chcę za siebie
2012
Sceny gesty miny słowa
Które umysł w sejfie chował
Dziś nad urną wyjmowałem
Choć pobożny zbyt nie byłeś
Ksiądz pokropkiem i koronką
Wysłał cię do raju prosto
A ja z nim się pomodliłem
Tak nade mną staną kiedyś
Kto i kiedy tylko nie wiem
Co przypomną sobie wtedy
Niech nie jedna ksiądz mnie z niebem
Bo nie zmienią nic pogrzeby
Odpowiadać chcę za siebie
2012
czwartek, 29 marca 2012
Wolna Białoruś
Kiedy reżim się obali
Wolność przyjdzie na Białoruś
Szczęście wniesie kapitalizm
Demokracji wzór z zachodu
Pozamyka się kołchozy
I zakłady bez dochodu
Biznesmenów się namnoży
Od kręcenia niezłych lodów
Dysydenci wyjdą z więzień
By przewodnią stać się siłą
I pokażą masie biednej
Że się wichrzyć opłaciło
Za wolności erzac system
Ludziom godność poodbiera
Będą wolni mogli licznie
Szukać pracy i umierać
Naród wreszcie się doczeka
Do paszportów wszystkich prawa
By na zachód móc wyjechać
Na zmywaku się dorabiać
Złote góry świetną przyszłość
Naiwniakom się obieca
Potem każe pas zacisnąć
I poklepie ich po plecach
2012
Wolność przyjdzie na Białoruś
Szczęście wniesie kapitalizm
Demokracji wzór z zachodu
Pozamyka się kołchozy
I zakłady bez dochodu
Biznesmenów się namnoży
Od kręcenia niezłych lodów
Dysydenci wyjdą z więzień
By przewodnią stać się siłą
I pokażą masie biednej
Że się wichrzyć opłaciło
Za wolności erzac system
Ludziom godność poodbiera
Będą wolni mogli licznie
Szukać pracy i umierać
Naród wreszcie się doczeka
Do paszportów wszystkich prawa
By na zachód móc wyjechać
Na zmywaku się dorabiać
Złote góry świetną przyszłość
Naiwniakom się obieca
Potem każe pas zacisnąć
I poklepie ich po plecach
2012
środa, 28 marca 2012
Nowe mury
Chcieli wyrywać zęby krat
Zrywać kajdany zmieniać świat
Mury jak domek zburzyć z kart
Kiedy wolności zawiał wiatr
Pomnik obalić wyrwać bruk
Łatwiej niesiony falą mógł
Tłum niż utrzymać zgodny krok
I znów w niewoli popadł mrok
Dał się ogłupić chciwym psom
Kupczyć na rynkach własną krwią
Zapędzić na śmierć jak szczur w róg
Wmówić kto dobry a kto wróg
Ten który myśleć czelność miał
Nazwany głupcem został sam
Stojąc na boku dostrzec mógł
Łańcuch wiszący im u nóg
Widział jak nowych murów sto
Dzieląc ich z nimi dzieli zło
Na nowo rośnie gubiąc świat
Jak w organizmie chorym rak
Patrząc na nędzę wsi i miast
Pojął jak krótki jest ich czas
Gdy łańcuch wciąż tkwił u ich nóg
On już niewiele zrobić mógł
Czasem niemrawy tylko chór
Śpiewa że runie kiedyś mur
Lecz dawną wiarę zabrał czart
I śpiew ten nic już nie jest wart
2012
inspiracja / parafraza: J. Kaczmarski
Zrywać kajdany zmieniać świat
Mury jak domek zburzyć z kart
Kiedy wolności zawiał wiatr
Pomnik obalić wyrwać bruk
Łatwiej niesiony falą mógł
Tłum niż utrzymać zgodny krok
I znów w niewoli popadł mrok
Dał się ogłupić chciwym psom
Kupczyć na rynkach własną krwią
Zapędzić na śmierć jak szczur w róg
Wmówić kto dobry a kto wróg
Ten który myśleć czelność miał
Nazwany głupcem został sam
Stojąc na boku dostrzec mógł
Łańcuch wiszący im u nóg
Widział jak nowych murów sto
Dzieląc ich z nimi dzieli zło
Na nowo rośnie gubiąc świat
Jak w organizmie chorym rak
Patrząc na nędzę wsi i miast
Pojął jak krótki jest ich czas
Gdy łańcuch wciąż tkwił u ich nóg
On już niewiele zrobić mógł
Czasem niemrawy tylko chór
Śpiewa że runie kiedyś mur
Lecz dawną wiarę zabrał czart
I śpiew ten nic już nie jest wart
2012
inspiracja / parafraza: J. Kaczmarski
wtorek, 27 marca 2012
Arka w powodzi
Czułem że złego coś świat nasz spotka
Łódź w gotowości stała pod domem
A kiedy woda przyszła wysoka
Zabiłem konia i odpłynąłem
Z pagórka w lesie wilka zabrałem
Który od roku krążył w pobliżu
Nęcony końskim w stajni zapachem
Podchodził chatę pysk bury liżąc
Schronieniem była drzewa korona
Kotu nim wskoczył na pokład łodzi
Szczur pośród nocy dopłynął do nas
Stając się nowym członkiem załogi
Krukowi który strudzony lotem
Kiedy już przysiąść nie było na czym
Dojrzał z powietrza w łodzi załogę
Los wśród niej miejsce także przeznaczył
I tak jak w arce każdy się zmieścił
Jeden drugiemu krzywdy nie czyniąc
W obliczu świata w potopie śmierci
Jedną byliśmy sobie rodziną
I przekonania wkrótce nabrałem
Że nie ja Noem stałem się dla nich
Lecz że zwierzęta były wysłane
Przez kogoś żeby mnie ratowały
2012
Łódź w gotowości stała pod domem
A kiedy woda przyszła wysoka
Zabiłem konia i odpłynąłem
Z pagórka w lesie wilka zabrałem
Który od roku krążył w pobliżu
Nęcony końskim w stajni zapachem
Podchodził chatę pysk bury liżąc
Schronieniem była drzewa korona
Kotu nim wskoczył na pokład łodzi
Szczur pośród nocy dopłynął do nas
Stając się nowym członkiem załogi
Krukowi który strudzony lotem
Kiedy już przysiąść nie było na czym
Dojrzał z powietrza w łodzi załogę
Los wśród niej miejsce także przeznaczył
I tak jak w arce każdy się zmieścił
Jeden drugiemu krzywdy nie czyniąc
W obliczu świata w potopie śmierci
Jedną byliśmy sobie rodziną
I przekonania wkrótce nabrałem
Że nie ja Noem stałem się dla nich
Lecz że zwierzęta były wysłane
Przez kogoś żeby mnie ratowały
2012
poniedziałek, 26 marca 2012
Klasztorny loch
Jaka się kryje tu tajemnica
Jaką loch widział tragedię
Czas białą kością los twój zapisał
Ty wciąż w piwnicach tych jesteś
Jasny aniele jak kryształ czysty
Z młodością krzyżem strzaskaną
Gdzie wtedy byłeś jedyny Chryste
Gdy ją do lochu pojmano
Matko nie mogłaś słyszeć jej wołań
Ojcze nic zrobić nie mogłeś
Czarna wciągnęła dziecko wam otchłań
Żądze ponure i podłe
Omszałe ściany przeciągłe chłody
Strach i samotność wśród szczurów
Miska odpadków i kubek wody
W tęsknocie tyle lat bólu
Oczekiwanie czy zdoła zasnąć
I noc cichutko upłynie
Czy nie da żądza spokoju diabłom
I przyjdą skrzywdzić dziewczynę
Jak szmata brudna czy śmieć ostatni
Ofiara samczej rozpusty
Kruche stworzenie w okrutnej matni
Piekle na ziemi świństw ludzkich
Śmierci czekanie tam pod posadzką
Między orgiami płacz w ciszy
Na górze ojciec klęczący z matką
Pocieszający ich mnisi
Matko ty nie wiesz że babcią byłaś
Przez cudu króciutką chwilę
Jak ognik w lochu mrokach ta chwila
Przez moment żyją motyle
Już nie szukajcie córki rodzice
Domem zostanie jej ciemność
Zabrały lochy młodziutkie życie
Szczury wyżarły w nich piękno
Jaka się kryje tu tajemnica
Jaką loch widział tragedię
Czas białą kością los twój zapisał
Ty wciąż w piwnicach tych jesteś
2012
Jaką loch widział tragedię
Czas białą kością los twój zapisał
Ty wciąż w piwnicach tych jesteś
Jasny aniele jak kryształ czysty
Z młodością krzyżem strzaskaną
Gdzie wtedy byłeś jedyny Chryste
Gdy ją do lochu pojmano
Matko nie mogłaś słyszeć jej wołań
Ojcze nic zrobić nie mogłeś
Czarna wciągnęła dziecko wam otchłań
Żądze ponure i podłe
Omszałe ściany przeciągłe chłody
Strach i samotność wśród szczurów
Miska odpadków i kubek wody
W tęsknocie tyle lat bólu
Oczekiwanie czy zdoła zasnąć
I noc cichutko upłynie
Czy nie da żądza spokoju diabłom
I przyjdą skrzywdzić dziewczynę
Jak szmata brudna czy śmieć ostatni
Ofiara samczej rozpusty
Kruche stworzenie w okrutnej matni
Piekle na ziemi świństw ludzkich
Śmierci czekanie tam pod posadzką
Między orgiami płacz w ciszy
Na górze ojciec klęczący z matką
Pocieszający ich mnisi
Matko ty nie wiesz że babcią byłaś
Przez cudu króciutką chwilę
Jak ognik w lochu mrokach ta chwila
Przez moment żyją motyle
Już nie szukajcie córki rodzice
Domem zostanie jej ciemność
Zabrały lochy młodziutkie życie
Szczury wyżarły w nich piękno
Jaka się kryje tu tajemnica
Jaką loch widział tragedię
Czas białą kością los twój zapisał
Ty wciąż w piwnicach tych jesteś
2012
niedziela, 25 marca 2012
Jak długo jeszcze
Jestem synem i dziedzicem
Nieśmiałości
Karygodnie pospolitej
Tak właściwie to niczego
Synem jestem i następcą
I przymknij się
Nie mów mi że
Że do sprawy
Źle podchodzę
Chcę po prostu być kochany
Tak jak każdy inny człowiek
Jest taki klub gdzie możesz przyjść
I poznać kogoś kto cię pokocha
Więc idziesz tam
I stoisz sam
Wracasz i płaczesz i chciałbyś skonać
Kiedy mówisz że to teraz
To o jakie 'teraz' chodzi?
Zrozum że zbyt długo czekam
By nadzieję w sobie nosić
Tak jak człowiek przecież każdy
Też miłości chcę doświadczyć
2012
tłumaczenie z: The Smiths
Nieśmiałości
Karygodnie pospolitej
Tak właściwie to niczego
Synem jestem i następcą
I przymknij się
Nie mów mi że
Że do sprawy
Źle podchodzę
Chcę po prostu być kochany
Tak jak każdy inny człowiek
Jest taki klub gdzie możesz przyjść
I poznać kogoś kto cię pokocha
Więc idziesz tam
I stoisz sam
Wracasz i płaczesz i chciałbyś skonać
Kiedy mówisz że to teraz
To o jakie 'teraz' chodzi?
Zrozum że zbyt długo czekam
By nadzieję w sobie nosić
Tak jak człowiek przecież każdy
Też miłości chcę doświadczyć
2012
tłumaczenie z: The Smiths
sobota, 24 marca 2012
NOTES 30 - Dziad
Szedł dziad przez miasta i wioski małe
Ludzi spotykał słowem się dzielił
A choć go oni nie rozumieli
On niewzruszenie podążał dalej
Aż słowa jego się wypełniły
I że miał rację tłumy poznały
Zaczęli szukać po kraju całym
Lecz on do innej wszedł już krainy
Niech moja wiara będzie tak wielka
Żebym na przekór całej ludzkości
Wiernym był sobie choćby na mękach
Niech w sobie tyle mam roztropności
Bym choć mnie nosić mieli na rękach
Czuł słabość swoją wytrwał w skromności
2012
Ludzi spotykał słowem się dzielił
A choć go oni nie rozumieli
On niewzruszenie podążał dalej
Aż słowa jego się wypełniły
I że miał rację tłumy poznały
Zaczęli szukać po kraju całym
Lecz on do innej wszedł już krainy
Niech moja wiara będzie tak wielka
Żebym na przekór całej ludzkości
Wiernym był sobie choćby na mękach
Niech w sobie tyle mam roztropności
Bym choć mnie nosić mieli na rękach
Czuł słabość swoją wytrwał w skromności
2012
piątek, 23 marca 2012
Wadera
Do granic pustelni gdzie nikt nie dociera
Gdy księżyc jest w pełni noc niesie wołanie
Pod chatę podchodzi samotna wadera
Tęsknota ją prosi na tajne spotkanie
Łańcuchy zerwali tchórzliwi psi stróże
Szczekanie w oddali ucichło na polach
Nerwowym wierzganiem koń w stajni niedużej
Wnet rygle wyłamie i wyrwać się zdoła
Wyczuła zwierzyna drapieżcze podchody
Krew we mnie zaczyna przyspieszać krążenie
Spragniona łowczyni przybywa na gody
Los łaskę mi czyni pokątnym spełnieniem
Sierść srebrem się mieni pomiędzy drzewami
Blask kłów wśród czerwieni i ślina ocieka
Jak wiatr mech rozgarnia silnymi łapami
Księżyca latarnia zagląda jej w ślepia
Rysują pazury na desce żłobienia
Jak zdarzeń ponurych czas znaki na twarzy
Tak strzępek człowieka doczekał zbawienia
Niech to na co czekam się wreszcie wydarzy
Tężejąc drżą palce wczepione w puch sierści
Smak krwi na kłów tarce gdy dłoń tonie w szczęce
Szorstkością niech język chwil kilka popieści
Nim suka wyjęczy ostatnich drgnień szczęście
2012
Gdy księżyc jest w pełni noc niesie wołanie
Pod chatę podchodzi samotna wadera
Tęsknota ją prosi na tajne spotkanie
Łańcuchy zerwali tchórzliwi psi stróże
Szczekanie w oddali ucichło na polach
Nerwowym wierzganiem koń w stajni niedużej
Wnet rygle wyłamie i wyrwać się zdoła
Wyczuła zwierzyna drapieżcze podchody
Krew we mnie zaczyna przyspieszać krążenie
Spragniona łowczyni przybywa na gody
Los łaskę mi czyni pokątnym spełnieniem
Sierść srebrem się mieni pomiędzy drzewami
Blask kłów wśród czerwieni i ślina ocieka
Jak wiatr mech rozgarnia silnymi łapami
Księżyca latarnia zagląda jej w ślepia
Rysują pazury na desce żłobienia
Jak zdarzeń ponurych czas znaki na twarzy
Tak strzępek człowieka doczekał zbawienia
Niech to na co czekam się wreszcie wydarzy
Tężejąc drżą palce wczepione w puch sierści
Smak krwi na kłów tarce gdy dłoń tonie w szczęce
Szorstkością niech język chwil kilka popieści
Nim suka wyjęczy ostatnich drgnień szczęście
2012
czwartek, 22 marca 2012
Spowiedź
Spowiadam się bogu żal ceniącemu
I wam bracia i siostry
Że z własnej głupoty uległem złemu
Mój duch nie był dość mocny
Że sił nie miałem by się poświęcić
I żyć zacząłem dla siebie
Słomiany zapał pogrzebał chęci
Popadłem w starcze zgnuśnienie
Że uwierzyłem w kłamliwe hasła
By mieć używać kupować
Że moja czujność i wiara zgasła
Diabeł nade mną panował
Dałem się kupić wolność sprzedałem
Sam się poddając niewoli
Choć serce mocno mam już stwardniałe
To moja słabość wciąż boli
Dlatego błagam siły nieziemskie
I was bracia i siostry
Módlcie się abym wygrał z kurewstwem
Co kły na mnie złe ostrzy
2012
I wam bracia i siostry
Że z własnej głupoty uległem złemu
Mój duch nie był dość mocny
Że sił nie miałem by się poświęcić
I żyć zacząłem dla siebie
Słomiany zapał pogrzebał chęci
Popadłem w starcze zgnuśnienie
Że uwierzyłem w kłamliwe hasła
By mieć używać kupować
Że moja czujność i wiara zgasła
Diabeł nade mną panował
Dałem się kupić wolność sprzedałem
Sam się poddając niewoli
Choć serce mocno mam już stwardniałe
To moja słabość wciąż boli
Dlatego błagam siły nieziemskie
I was bracia i siostry
Módlcie się abym wygrał z kurewstwem
Co kły na mnie złe ostrzy
2012
środa, 21 marca 2012
Dziecko boże
Zawsze cichy był i szary
Matka piła nie znał ojca
Dzieci śmiały się z ofiary
Nieraz lanie od nich dostał
Nie nie śmiejcie się z biednego
Przecież to jest dziecko boże
W którym wiele jest dobrego
Trzeba tylko w nim to dojrzeć
Kochał jedną taką - wiecie -
Co sypiała z bogatymi
Ojciec szychą był w powiecie
Jego z pracy wyrzucili
Nie nie śmiejcie się z biednego
Przecież to jest dziecko boże
W którym wiele jest dobrego
Trzeba tylko w nim to dojrzeć
Nie wiem jak to zrobić zdołał
Skonstruował groźną bombę
Zaniósł paczkę do kościoła
Złożył bogu hekatombę
Nie nie śmiejcie się z biednego
Przecież to jest dziecko boże
W którym wiele jest dobrego
Trzeba tylko w nim to dojrzeć
2012
Matka piła nie znał ojca
Dzieci śmiały się z ofiary
Nieraz lanie od nich dostał
Nie nie śmiejcie się z biednego
Przecież to jest dziecko boże
W którym wiele jest dobrego
Trzeba tylko w nim to dojrzeć
Kochał jedną taką - wiecie -
Co sypiała z bogatymi
Ojciec szychą był w powiecie
Jego z pracy wyrzucili
Nie nie śmiejcie się z biednego
Przecież to jest dziecko boże
W którym wiele jest dobrego
Trzeba tylko w nim to dojrzeć
Nie wiem jak to zrobić zdołał
Skonstruował groźną bombę
Zaniósł paczkę do kościoła
Złożył bogu hekatombę
Nie nie śmiejcie się z biednego
Przecież to jest dziecko boże
W którym wiele jest dobrego
Trzeba tylko w nim to dojrzeć
2012
wtorek, 20 marca 2012
Sic transit gloria mundi
Całe życie dla ojczyzny
Przed prezesem chyląc czoła
Fotel w sejmie miał zaszczytny
Synem wiernym był kościoła
Za to wszystko śmierć gdzieś w lesie
Strzępy ciała w brzozy korze
U dwóch żon wypchana kieszeń
Autopsyjny stół i noże
2012
Przed prezesem chyląc czoła
Fotel w sejmie miał zaszczytny
Synem wiernym był kościoła
Za to wszystko śmierć gdzieś w lesie
Strzępy ciała w brzozy korze
U dwóch żon wypchana kieszeń
Autopsyjny stół i noże
2012
poniedziałek, 19 marca 2012
Wszyscy jesteśmy chytrusami
Kiedy trafię w lotto szóstkę
Swoim dzieciom kupię domy
Wokół świata się wypuszczę
I powiększę cycki żony
Ja znów kredyt spłacę najpierw
Kupię mieszkań nawet setkę
Zbiję krocie na wynajmie
Milion puszczę przez ruletkę
A ja hojnie dam rodzinie
I znajomym co w potrzebie
Szczęście znajdę w dobrym winie
Inwestował będę w siebie
Inny będzie biznesmenem
Który żywi się akcjami
Kupi miejsce w parlamencie
I porządzi z kurewkami
Oczywiście dobroczynnie
Ochłap rzuci się biedakom
Nie za dużo - w sam raz tyle
By nie parać już się pracą
I sprzedamy dusze nasze
Za wygraną w totolotku
Za srebrniki jak judasze
Dumni z siebie z pustką w środku
2012
Swoim dzieciom kupię domy
Wokół świata się wypuszczę
I powiększę cycki żony
Ja znów kredyt spłacę najpierw
Kupię mieszkań nawet setkę
Zbiję krocie na wynajmie
Milion puszczę przez ruletkę
A ja hojnie dam rodzinie
I znajomym co w potrzebie
Szczęście znajdę w dobrym winie
Inwestował będę w siebie
Inny będzie biznesmenem
Który żywi się akcjami
Kupi miejsce w parlamencie
I porządzi z kurewkami
Oczywiście dobroczynnie
Ochłap rzuci się biedakom
Nie za dużo - w sam raz tyle
By nie parać już się pracą
I sprzedamy dusze nasze
Za wygraną w totolotku
Za srebrniki jak judasze
Dumni z siebie z pustką w środku
2012
niedziela, 18 marca 2012
Zwierzęcy system
Oto czasy przyszły lepsze
W których zbrodnią maltretować
Poniewierać jest zwierzęciem
System dobrych ludzi chowa
Jednak z prawem jest tu zgodne
Okrucieństwo wobec ludzi
Można dręczyć morzyć głodem
Znęcać się poniżać łupić
Pies srać może w każdym miejscu
Ludzi system wciska w gówno
Więcej wolno w nim zwierzęciu
Chcieliście to macie równość
2012
W których zbrodnią maltretować
Poniewierać jest zwierzęciem
System dobrych ludzi chowa
Jednak z prawem jest tu zgodne
Okrucieństwo wobec ludzi
Można dręczyć morzyć głodem
Znęcać się poniżać łupić
Pies srać może w każdym miejscu
Ludzi system wciska w gówno
Więcej wolno w nim zwierzęciu
Chcieliście to macie równość
2012
sobota, 17 marca 2012
Już wiosna na działce
Przyleciały z ciepłem słońca
Patrzą kto się poddał zimie
Komu kości czas przetrąca
Posiwiały pióra czyje
Para nowa w gnieździe którym
Kto zdobywca a kto z niczym
Czy za płotem łabędź durny
Dalej sam do siebie syczy
Rozprawiają przy opłotkach
Co nowego sezon niesie
Co ich złego może spotkać
Gdy wciąż gorzej jest na świecie
Zbiorą trawy susz chrust osty
Żeby spalić je w ognisku
Ogrzać skrzydła w cieple wiosny
Przy kiełbasie i przy piwku
2012
Patrzą kto się poddał zimie
Komu kości czas przetrąca
Posiwiały pióra czyje
Para nowa w gnieździe którym
Kto zdobywca a kto z niczym
Czy za płotem łabędź durny
Dalej sam do siebie syczy
Rozprawiają przy opłotkach
Co nowego sezon niesie
Co ich złego może spotkać
Gdy wciąż gorzej jest na świecie
Zbiorą trawy susz chrust osty
Żeby spalić je w ognisku
Ogrzać skrzydła w cieple wiosny
Przy kiełbasie i przy piwku
2012
Subskrybuj:
Posty (Atom)

