Lustro mojej twarzy
Marszczy czasu wicher
Z chłodnym zmierzchem każdym
Jestem ciebie bliżej
W rzadkim życia pięknie
Dla mnie jest nauka -
Wierzę, że w nim jesteś
Niezmiennie cię szukam
Chociaż cię straciłem
Wciąż ci w oczy patrzę
Wiem, że póki żyję
Szukał będę zawsze
W smutku i szaleństwie
Czuję twą obecność
Jakże blisko jesteś ...
Tylko skąd ta pewność?
2011
"Lasciate ogni speranza, voi ch'entrate"
„Okręt mój płynie dalej – pod prąd,
Serce, choć popękane, bić chce,
Nie ma cię i nie było – jest noc,
Nie ma mnie i nie było – jest dzień”
parafraza: KAT
poniedziałek, 11 kwietnia 2011
niedziela, 10 kwietnia 2011
Pomóż babci kupić zbawienie
Kiedyś odpusty sprzedawali
By - pasąc kościół - ten co grzeszy
Wyczyścić swoje mógł sumienie -
Dziś spośród wiernych tych się chwali
Co ślą cwaniakom esemesy
Kupując w sposób ten zbawienie -
Zysk ma skarb państwa, operator
Kościół, co w mediach akcją kręci
Zrobią naiwnym portret z papą
Na którym wszyscy będą święci
2011
By - pasąc kościół - ten co grzeszy
Wyczyścić swoje mógł sumienie -
Dziś spośród wiernych tych się chwali
Co ślą cwaniakom esemesy
Kupując w sposób ten zbawienie -
Zysk ma skarb państwa, operator
Kościół, co w mediach akcją kręci
Zrobią naiwnym portret z papą
Na którym wszyscy będą święci
2011
sobota, 9 kwietnia 2011
Piekło i niebo
Oto miejsce jest przeklętych
W którym próżno słońca czekać
Nikt od innych nie jest lepszy
Każdy równy grzech człowieka
Wokół sami potępieni -
Samobójcy, anarchiści
Kochankowie i uczeni -
Bóg opuścił dawno wszystkich
Nie ma ufnych, ślepo wiernych
Uśmiechniętych i szczęśliwych
Całujących pierścień wielkich
Sług etosu spolegliwych
Wszyscy smutni, zamyśleni
Rasy ludzkiej są zakałą
Karku nie chcą zgiąć do ziemi
Wolność w dumnych oczach mają
Siedzą w mroku, grzechu chłodzie
W zapomnieniu i pogardzie
W bólu, ciszy i tęsknocie
Ale serca ich są harde
* * *
W górze radość niesłychana
Wielbią pana boże dzieci
Tańczą przed nim na kolanach
Słońce mu na chwałę świeci
Święci pańscy w rzędzie pierwszym
Wywyższeni już na ziemi
Wzorem innym są najlepszym
Jak pokorę niebo ceni
Papież, premier i prezydent
Pośród dawnych swych poddanych
Co za szczęście znów ich widzieć
Hołd móc oddać niekłamany
Nie ma hardych, ponuraków
Zagubionych, szukających
Chwała wodzom i bogaczom
Śmierć dla słabych i wątpiących
Tańczą w wierze, boskim świetle
W uwielbieniu, bezmyślności
Łasce, zgiełku, słońca cieple
W odzyskanej niewinności
* * *
Wiesz, co w górze, co na dole
Pomyśl, z kim ci jest po drodze
Masz, człowieku, wolną wolę
Wybierz, póki wybrać możesz
2011
W którym próżno słońca czekać
Nikt od innych nie jest lepszy
Każdy równy grzech człowieka
Wokół sami potępieni -
Samobójcy, anarchiści
Kochankowie i uczeni -
Bóg opuścił dawno wszystkich
Nie ma ufnych, ślepo wiernych
Uśmiechniętych i szczęśliwych
Całujących pierścień wielkich
Sług etosu spolegliwych
Wszyscy smutni, zamyśleni
Rasy ludzkiej są zakałą
Karku nie chcą zgiąć do ziemi
Wolność w dumnych oczach mają
Siedzą w mroku, grzechu chłodzie
W zapomnieniu i pogardzie
W bólu, ciszy i tęsknocie
Ale serca ich są harde
* * *
W górze radość niesłychana
Wielbią pana boże dzieci
Tańczą przed nim na kolanach
Słońce mu na chwałę świeci
Święci pańscy w rzędzie pierwszym
Wywyższeni już na ziemi
Wzorem innym są najlepszym
Jak pokorę niebo ceni
Papież, premier i prezydent
Pośród dawnych swych poddanych
Co za szczęście znów ich widzieć
Hołd móc oddać niekłamany
Nie ma hardych, ponuraków
Zagubionych, szukających
Chwała wodzom i bogaczom
Śmierć dla słabych i wątpiących
Tańczą w wierze, boskim świetle
W uwielbieniu, bezmyślności
Łasce, zgiełku, słońca cieple
W odzyskanej niewinności
* * *
Wiesz, co w górze, co na dole
Pomyśl, z kim ci jest po drodze
Masz, człowieku, wolną wolę
Wybierz, póki wybrać możesz
2011
piątek, 8 kwietnia 2011
Inny świat
Spójrz, nie jesteś jednym z nich
Nie chcesz tak, jak oni żyć
Odejdź ze mną, dłoń mi daj
Zostaw ich parszywy świat
Niech się gonią, cieszą, rżną
Dorabiają, spieszą, żrą
Niech w obłudzie wiecznej tkwią
Wytłumaczą każde zło
Zobacz, tu jest inny świat
Nie musimy żyć już tak
Nie przeraża żaden mrok
Szczęście blisko jest o krok
Wystarczymy - ty i ja
Nie ma nam się czego bać
Dla nich straszna zwykła śmierć
Która siostrą naszą jest
Pustą kieszeń możesz mieć
Pieniądz tyle wart, co śmieć
Tu prawdziwe wszystko jest -
Miłość, przyjaźń, mądrość, śmierć
Zostawiamy stary ląd
Inny serc jest naszych ton
Żyć będziemy teraz tu
Skończy się ten ciągły ból
2011
Nie chcesz tak, jak oni żyć
Odejdź ze mną, dłoń mi daj
Zostaw ich parszywy świat
Niech się gonią, cieszą, rżną
Dorabiają, spieszą, żrą
Niech w obłudzie wiecznej tkwią
Wytłumaczą każde zło
Zobacz, tu jest inny świat
Nie musimy żyć już tak
Nie przeraża żaden mrok
Szczęście blisko jest o krok
Wystarczymy - ty i ja
Nie ma nam się czego bać
Dla nich straszna zwykła śmierć
Która siostrą naszą jest
Pustą kieszeń możesz mieć
Pieniądz tyle wart, co śmieć
Tu prawdziwe wszystko jest -
Miłość, przyjaźń, mądrość, śmierć
Zostawiamy stary ląd
Inny serc jest naszych ton
Żyć będziemy teraz tu
Skończy się ten ciągły ból
2011
czwartek, 7 kwietnia 2011
Nowe szaty cesarza
Wychowamy polskie dzieci
Na lojalnych i uczciwych
Niech nasz dobry przykład świeci
W szkolnej sali, na religii
Przerobimy mundurowych
Ręką naszych kapelanów
Będą grzeczni i gotowi
Lizać dłonie nowych panów
Zbudujemy świątyń tysiąc
Zagonimy naród w kruchtę
I każemy na krzyż przysiąc
Nie zagrażać władzy buntem
Wywyższymy świętych nowych
Biednym grosz oddamy wdowi
I wmówimy Polakowi
Że jest wielki, wyjątkowy
Nakażemy mu się mnożyć
Chociaż żyć by nie miał za co
By się system nie rozłożył -
Niech się cieszy samą pracą
Będą wierzyć, wielbić ciebie
Tylko zapłać nam, cesarzu
Kamienice daj i ziemię
A przychylność kupisz naszą
I oszustów towar kupił
Cesarz, zamiast łeb utrącić
By nie poznał nikt, że głupi
Że nie umie państwem rządzić
Przyklasnęła jego świta
Każdy boi się odezwać
On im krzyże w klapy wpina -
Jest oszustów siła wielka
Szarak swoją drogą kroczy
Prawdy mówić się nie boi
Wierzy w to, co widzą oczy
A w nich cesarz nagi stoi
2011
środa, 6 kwietnia 2011
Kaszmir ♫
Och, słońce niechaj praży moją twarz
Wypełnią gwiazdy sny
Jestem w podróży poprzez przestrzeń, czas
Bym tam, gdzie byłem był
Pośród starszyzny - jej szlachetny stan
Rzadki na świecie tym -
Która rozmawia oczekując dnia
Co da poznanie im
Wdzięk słów i pieśni melodyjny tak
Że pieścił uszy mi
Choć nic powtórzyć z tego nie mam szans
To sens ich jasny był
Och, skarbie, spójrz jak lecę
Nie! Nie da się temu zaprzeczyć
Och, tak! Spójrz jak lecę
Nie da się temu zaprzeczyć
Wszystko w brąz zmienia się
Słońce grunt spalić chce
W oczach mych czuję piach
Patrząc na ginący świat
Znaleźć chcąc ...
Znaleźć chcąc, gdzieżem był
Po przewodniku burzy ginie ślad
Jak myśl, która się śni
Ukrył mi ścieżkę, co w to miejsce szła -
Pustynny, żółty żwir
Pod letni księżyc, w moje Shangri-La
Powrócę znowu, wiem
Gdzie się unosi w czerwcu kurzu mgła
Gdy poprzez Kaszmir brnę
Och, ojcze wiatrów czterech, w żagle dmij
Bym przebył morze lat
Cieśniny strachu, gdy prowiantem mym
Jedynym - w górze twarz
Kiedy cel... Kiedy cel już mam...
Widzę go... Kiedy widzę go, stań!
O, tak, gdy zjazd mam...
O, tak, gdy dół wciąż ten sam
Pozwól, skarbie,
Pozwól, skarbie, zabrać ciebie tam
O, tak!
Zabrać ciebie tam ...
2011
♫ swobodny przekład z: Led Zeppelin
Wypełnią gwiazdy sny
Jestem w podróży poprzez przestrzeń, czas
Bym tam, gdzie byłem był
Pośród starszyzny - jej szlachetny stan
Rzadki na świecie tym -
Która rozmawia oczekując dnia
Co da poznanie im
Wdzięk słów i pieśni melodyjny tak
Że pieścił uszy mi
Choć nic powtórzyć z tego nie mam szans
To sens ich jasny był
Och, skarbie, spójrz jak lecę
Nie! Nie da się temu zaprzeczyć
Och, tak! Spójrz jak lecę
Nie da się temu zaprzeczyć
Wszystko w brąz zmienia się
Słońce grunt spalić chce
W oczach mych czuję piach
Patrząc na ginący świat
Znaleźć chcąc ...
Znaleźć chcąc, gdzieżem był
Po przewodniku burzy ginie ślad
Jak myśl, która się śni
Ukrył mi ścieżkę, co w to miejsce szła -
Pustynny, żółty żwir
Pod letni księżyc, w moje Shangri-La
Powrócę znowu, wiem
Gdzie się unosi w czerwcu kurzu mgła
Gdy poprzez Kaszmir brnę
Och, ojcze wiatrów czterech, w żagle dmij
Bym przebył morze lat
Cieśniny strachu, gdy prowiantem mym
Jedynym - w górze twarz
Kiedy cel... Kiedy cel już mam...
Widzę go... Kiedy widzę go, stań!
O, tak, gdy zjazd mam...
O, tak, gdy dół wciąż ten sam
Pozwól, skarbie,
Pozwól, skarbie, zabrać ciebie tam
O, tak!
Zabrać ciebie tam ...
2011
♫ swobodny przekład z: Led Zeppelin
Etykiety:
♫ - do śpiewania,
led zeppelin / plant,
piosenki,
tłumaczenia
wtorek, 5 kwietnia 2011
Apokalipsa
Przyszłe lata świat odmienią
Gdy nadejdą z nowym ładem
Ważny będzie tylko pieniądz -
On przyniesie wam zagładę
Wpierw żelaznych skrzydła ptaków
Zburzą domy w wielkim mieście
To rozpocznie wojnę światów -
Znaków będzie więcej jeszcze
Ludzie siebie niszczyć będą
Krew przelewać, trzebić ziemię
Śmierć roślinom i zwierzętom
Z rąk swych zada ludzkie plemię
Chciwość - bóg co wiecznie żyje
Do koryta ludzkość zgoni
Świnie padną w żłobie ryjem
Gdy się czart upomni o nie
Plując jadem, do mamony
Słudzy boży wzniosą modły
Dzieci wasze dorwą w szpony
Trzos wypchają złotem podłym
Gleba wam przestanie rodzić -
Wyschnie, to znów w wodzie stanie
Wichry, burze, susze, mrozy -
Na nic zda się już błaganie
Przyjdą wstrząsy ziemi wtedy
Wielkie fale w ląd bijące
Człowiek nadal będzie ślepy
Choć na plażach ciał tysiące
Wód, powietrza, ziem skażenia
Śnięte ryby, ptaki martwe
Nadchodzący kres istnienia
Pszczoły w ulach swych wymarłe
Znaki dając coraz częściej
Świat wasz w śmierci się pogrąży
Kto dostrzeże los swój wcześnie
Może życie zmienić zdąży
2011
Gdy nadejdą z nowym ładem
Ważny będzie tylko pieniądz -
On przyniesie wam zagładę
Wpierw żelaznych skrzydła ptaków
Zburzą domy w wielkim mieście
To rozpocznie wojnę światów -
Znaków będzie więcej jeszcze
Ludzie siebie niszczyć będą
Krew przelewać, trzebić ziemię
Śmierć roślinom i zwierzętom
Z rąk swych zada ludzkie plemię
Chciwość - bóg co wiecznie żyje
Do koryta ludzkość zgoni
Świnie padną w żłobie ryjem
Gdy się czart upomni o nie
Plując jadem, do mamony
Słudzy boży wzniosą modły
Dzieci wasze dorwą w szpony
Trzos wypchają złotem podłym
Gleba wam przestanie rodzić -
Wyschnie, to znów w wodzie stanie
Wichry, burze, susze, mrozy -
Na nic zda się już błaganie
Przyjdą wstrząsy ziemi wtedy
Wielkie fale w ląd bijące
Człowiek nadal będzie ślepy
Choć na plażach ciał tysiące
Wód, powietrza, ziem skażenia
Śnięte ryby, ptaki martwe
Nadchodzący kres istnienia
Pszczoły w ulach swych wymarłe
Znaki dając coraz częściej
Świat wasz w śmierci się pogrąży
Kto dostrzeże los swój wcześnie
Może życie zmienić zdąży
2011
poniedziałek, 4 kwietnia 2011
Pierwsze ostrzeżenie
Powód błahy - wstyd się przyznać
Głównie takie są ostatnio
Coraz częściej tak się ciskam
Panowanie tracę łatwo
Lecz tym razem - ostre rwanie
Kłucie, które dech zapiera
Z lewej strony, pod żebrami
Ból płynący do ramienia
A więc dzwoni pierwszy dzwonek -
Pętla szyi jest już blisko
Sam w nią wpycham durną głowę
Wkrótce przyjdzie mi zawisnąć
Może trochę będzie szkoda
Może ktoś zatęskni czasem
Chyba lepiej walkę poddać
Niż przysparzać wciąż porażek
Nie wiem co się z wami stanie
I kto miejsce zajmie po mnie
Lecz już bólu wam nie sprawię
Ciszej będzie i spokojniej
2011
Głównie takie są ostatnio
Coraz częściej tak się ciskam
Panowanie tracę łatwo
Lecz tym razem - ostre rwanie
Kłucie, które dech zapiera
Z lewej strony, pod żebrami
Ból płynący do ramienia
A więc dzwoni pierwszy dzwonek -
Pętla szyi jest już blisko
Sam w nią wpycham durną głowę
Wkrótce przyjdzie mi zawisnąć
Może trochę będzie szkoda
Może ktoś zatęskni czasem
Chyba lepiej walkę poddać
Niż przysparzać wciąż porażek
Nie wiem co się z wami stanie
I kto miejsce zajmie po mnie
Lecz już bólu wam nie sprawię
Ciszej będzie i spokojniej
2011
niedziela, 3 kwietnia 2011
Orzechowa dziewczyna
Orzechowe pukle błyszczące nad twarzą
Delikatna cera, śniadooliwkowa
Leszczynowe oczy smutno w szybę patrzą
Jak królowa jesień - złotawobrązowa
Futerkiem obszyty kożuszek brunatny
Po skończonej zimie jeszcze ci pozostał
Nogi grzeją szare, wysokie kozaczki
Jakbyś nie spostrzegła, że nadeszła wiosna
Piękną mi się zdałaś w autobusie wczesnym
Dlaczego musiałaś z życia mego wysiąść?
Szkoda, żem nie zdążył słów tych szybko skreślić
Dłoni musnąć miękkiej, by ci w drzwiach je wcisnąć
2011
Delikatna cera, śniadooliwkowa
Leszczynowe oczy smutno w szybę patrzą
Jak królowa jesień - złotawobrązowa
Futerkiem obszyty kożuszek brunatny
Po skończonej zimie jeszcze ci pozostał
Nogi grzeją szare, wysokie kozaczki
Jakbyś nie spostrzegła, że nadeszła wiosna
Piękną mi się zdałaś w autobusie wczesnym
Dlaczego musiałaś z życia mego wysiąść?
Szkoda, żem nie zdążył słów tych szybko skreślić
Dłoni musnąć miękkiej, by ci w drzwiach je wcisnąć
2011
sobota, 2 kwietnia 2011
Ostatni bis
Słowa gasną
Długie pożegnania
Łzy i kłamstwa
Gdy zmierzch dzień wygania
Noc z wolna nadchodzi
I szaleństwa deszcze
Księżyc sny przywodzi
Opada napięcie
Bis to już ostatni
Ostatnie z pożegnań
Żegnaj, wyobraźni!
Nastrój w dal uleciał
2011
swobodne tłumaczenie z: Camel
Długie pożegnania
Łzy i kłamstwa
Gdy zmierzch dzień wygania
Noc z wolna nadchodzi
I szaleństwa deszcze
Księżyc sny przywodzi
Opada napięcie
Bis to już ostatni
Ostatnie z pożegnań
Żegnaj, wyobraźni!
Nastrój w dal uleciał
2011
swobodne tłumaczenie z: Camel
piątek, 1 kwietnia 2011
Płatny zabójca
Wiem kim jesteś i gdzie bywasz
Mam twój los w zasięgu ręki
Wiem, że jesteś nieszczęśliwa
Znam marzenia, myśli, lęki
Patrzę co dzień w twoje oczy
Choć nie możesz wiedzieć o tym
Wiem co lubisz i gdy w nocy
W sny uciekniesz - poznam o czym
Wciąż się wkradam w serce twoje
Czytam wszystko co napiszesz
Kiedy grasz i nucisz sobie
Tylko ja cię mogę słyszeć
Zaufałaś złej osobie
Dałaś wydrzeć sobie wszystko
Już obmyślam co ci zrobię
Gdy się znajdę ciebie blisko
Wkrótce skończy się cierpienie
Znajdą martwą cię o świcie
Sama dałaś mi zlecenie
Zapłaciłaś własnym życiem
2011
Mam twój los w zasięgu ręki
Wiem, że jesteś nieszczęśliwa
Znam marzenia, myśli, lęki
Patrzę co dzień w twoje oczy
Choć nie możesz wiedzieć o tym
Wiem co lubisz i gdy w nocy
W sny uciekniesz - poznam o czym
Wciąż się wkradam w serce twoje
Czytam wszystko co napiszesz
Kiedy grasz i nucisz sobie
Tylko ja cię mogę słyszeć
Zaufałaś złej osobie
Dałaś wydrzeć sobie wszystko
Już obmyślam co ci zrobię
Gdy się znajdę ciebie blisko
Wkrótce skończy się cierpienie
Znajdą martwą cię o świcie
Sama dałaś mi zlecenie
Zapłaciłaś własnym życiem
2011
czwartek, 31 marca 2011
Powiedziała
Powiedziała -
"Choć, bądź ze mną, tu zostaniesz,
Z dala od tych, których znamy,
Wieść możemy życie razem -
Szczęście zawsze będzie z nami"
Zawsze ją będę kochał
I wszystkim będzie mi,
Zawsze ją będę kochał ...
Już wkrótce mną się znużyła
I życiem, którym żyć chciała,
Miłością,
Którą w dzieciństwie wzgardziła,
Wszystkim,
Co jej się zdało, że znała
Lecz wciąż ją będę kochał
I wszystkim będzie mi,
Zawsze ją będę kochał ...
2011
tłumaczenie z: Barclay James Harvest
"Choć, bądź ze mną, tu zostaniesz,
Z dala od tych, których znamy,
Wieść możemy życie razem -
Szczęście zawsze będzie z nami"
Zawsze ją będę kochał
I wszystkim będzie mi,
Zawsze ją będę kochał ...
Już wkrótce mną się znużyła
I życiem, którym żyć chciała,
Miłością,
Którą w dzieciństwie wzgardziła,
Wszystkim,
Co jej się zdało, że znała
Lecz wciąż ją będę kochał
I wszystkim będzie mi,
Zawsze ją będę kochał ...
2011
tłumaczenie z: Barclay James Harvest
środa, 30 marca 2011
Cios
Chwila złości, zapomnienia
Wściekłość, wybuch, podszept diabła
Lęk ofiary, błysk ramienia
Dłoń na drobną twarz upadła
Siła katem niewinności
Jeszcze chwilę amok trzyma
Metalowy znak miłości
Pozostawił krwawy siniak
Potem wstyd i złość na siebie
Żal i strach, i przeprosiny
Lecz pamiętać ona będzie
Dla niej będzie już kimś innym ...
2011
Wściekłość, wybuch, podszept diabła
Lęk ofiary, błysk ramienia
Dłoń na drobną twarz upadła
Siła katem niewinności
Jeszcze chwilę amok trzyma
Metalowy znak miłości
Pozostawił krwawy siniak
Potem wstyd i złość na siebie
Żal i strach, i przeprosiny
Lecz pamiętać ona będzie
Dla niej będzie już kimś innym ...
2011
wtorek, 29 marca 2011
Liść i strumień
Znalazłem się nad strumieniem
Pustych myśli,
Jak liść upadły na ziemię,
Jak liście
Niesiony nurtem ku snowi,
Twym brzmieniem tylko budzony
Tą drogą sam przez lat tyle
Zdążałem,
Wiatru, co woła me imię
Słuchałem,
Przeszłości drzewa płaczące -
Ich wygląd taki żałosny,
Czekają przyjścia ponownie
Twojego oddechu wiosny
Gdzie niebo spotyka ziemię,
Daleko poza wzgórzami,
Jak dłoń otwarta są cienie -
Panują nad sekretami
Nieodkrytymi przeze mnie,
Zdumione światłem powstały ...
2011
tłumaczenie z: Wishbone Ash
Pustych myśli,
Jak liść upadły na ziemię,
Jak liście
Niesiony nurtem ku snowi,
Twym brzmieniem tylko budzony
Tą drogą sam przez lat tyle
Zdążałem,
Wiatru, co woła me imię
Słuchałem,
Przeszłości drzewa płaczące -
Ich wygląd taki żałosny,
Czekają przyjścia ponownie
Twojego oddechu wiosny
Gdzie niebo spotyka ziemię,
Daleko poza wzgórzami,
Jak dłoń otwarta są cienie -
Panują nad sekretami
Nieodkrytymi przeze mnie,
Zdumione światłem powstały ...
2011
tłumaczenie z: Wishbone Ash
poniedziałek, 28 marca 2011
NOTES 15 - Ostatni prorok
Na gruzach zasad religii wszelkich
U schyłku biegu ludzkiego czasu
Wśród ślepców, którzy nie widzą znaków
Mały następca proroków wielkich
Zobaczył, o czym mówiły księgi -
Na resztkach murów po ziemi wstrząsie
Napisał słowa koniec wieszczące
By zapis dawnych proroctw wypełnić
Jeszcze zostawił płomyk nadziei
Tym, co u kresu będąc podróży
Podejmą walkę, by życie zmienić
I odszedł pośród drwin tępej tłuszczy
Nie patrząc w oczy ginącej ziemi -
Głos jego zginął, krzycząc na puszczy
2011
U schyłku biegu ludzkiego czasu
Wśród ślepców, którzy nie widzą znaków
Mały następca proroków wielkich
Zobaczył, o czym mówiły księgi -
Na resztkach murów po ziemi wstrząsie
Napisał słowa koniec wieszczące
By zapis dawnych proroctw wypełnić
Jeszcze zostawił płomyk nadziei
Tym, co u kresu będąc podróży
Podejmą walkę, by życie zmienić
I odszedł pośród drwin tępej tłuszczy
Nie patrząc w oczy ginącej ziemi -
Głos jego zginął, krzycząc na puszczy
2011
niedziela, 27 marca 2011
Moody Blues dla ubogich ♫
W każdą noc, gdy tęskniłem
W niekończącą się noc
Chciałem być z przyjacielem
I wołałem cię w głos
Piękno blasku w twych oczach
Dawno nie dla mnie jest
Prawdą jest, że cię kocham
Nic mi więcej już rzec
Bo cię pragnę
Potrzebuję
Kocham ciebie
Kiedy patrzę przez okno
Tam, gdzie został twój ślad
Wiem - nie mogę iść z tobą
Ciemnym widzę ten świat
Przyjaciołom nie wierzę
Chociaż ty bronisz ich
Choć chcą serca rozdzielić
Koniec nasz musi być
Bo cię pragnę
Potrzebuję
Kocham ciebie
2011
♫ tłumaczenie z: Barclay James Harvest
W niekończącą się noc
Chciałem być z przyjacielem
I wołałem cię w głos
Piękno blasku w twych oczach
Dawno nie dla mnie jest
Prawdą jest, że cię kocham
Nic mi więcej już rzec
Bo cię pragnę
Potrzebuję
Kocham ciebie
Kiedy patrzę przez okno
Tam, gdzie został twój ślad
Wiem - nie mogę iść z tobą
Ciemnym widzę ten świat
Przyjaciołom nie wierzę
Chociaż ty bronisz ich
Choć chcą serca rozdzielić
Koniec nasz musi być
Bo cię pragnę
Potrzebuję
Kocham ciebie
2011
♫ tłumaczenie z: Barclay James Harvest
Etykiety:
♫ - do śpiewania,
b.j. harvest,
piosenki,
tłumaczenia
sobota, 26 marca 2011
Bohaterka
Herb twój - błogość, z bólem walka
Ekstatycznie pierś wytężasz
Rudą strugę z żył wytaczasz
Oczy mdlisz, źrenice zwężasz
Inną tworzysz rzeczywistość ...
Niesiesz zgubę i zwyciężasz
Aby potem zabrać wszystko
2011
Ekstatycznie pierś wytężasz
Rudą strugę z żył wytaczasz
Oczy mdlisz, źrenice zwężasz
Inną tworzysz rzeczywistość ...
Niesiesz zgubę i zwyciężasz
Aby potem zabrać wszystko
2011
piątek, 25 marca 2011
Ludzie są obcy ♫
Obcy są ludzie
Gdy dziwny jesteś
Twarze paskudne
Gdy jesteś sam
Kobiety podłe
Kiedy cię nie chcą
Nierówny chodnik
Gdy dołek masz
Tak to jest -
Dziwnym śle złe
Twarze deszcz
Tak to jest -
Obce im twe
Imię jest
Tak to jest, tak to jest
Tak to jest ...
2011
♫ parafraza / swobodne tłumaczenie z: The Doors
Gdy dziwny jesteś
Twarze paskudne
Gdy jesteś sam
Kobiety podłe
Kiedy cię nie chcą
Nierówny chodnik
Gdy dołek masz
Tak to jest -
Dziwnym śle złe
Twarze deszcz
Tak to jest -
Obce im twe
Imię jest
Tak to jest, tak to jest
Tak to jest ...
2011
♫ parafraza / swobodne tłumaczenie z: The Doors
czwartek, 24 marca 2011
Lot
Wreszcie się odważył
Oderwał od ziemi
Ruszył w stronę marzeń
Rozległej przestrzeni
Rozpostarł w bok ręce
Przeciął wskroś powietrze
Wiatr mu skrzydła niesie -
Nieś go w górę, wietrze!
Upaja go prędkość
Tnie sztyletem przestwór
Nigdy dotąd lekko
Tak jak ptak się nie czuł
Niebo nad nim płynie
W dole sunie ziemia -
W rozpaczy dolinie
W której długo cierpiał
W ziemski kierat patrzy
Jemu wolność bliska
Czy to wiatr mu aby
Z oczu łzy wyciska?
Pożegna się jeszcze
Cień na ludzi rzuci
Wybrał swoje szczęście
Wie już, że nie wróci
Chociaż ziemia w końcu
Ściągnie go do siebie
Wcześniej zginie w słońcu
Znajdzie miejsce w niebie
Odbił się do lotu
Z krawędzi urwiska
Runął w przepaść głową
Zostawiając wszystko ...
2011
Oderwał od ziemi
Ruszył w stronę marzeń
Rozległej przestrzeni
Rozpostarł w bok ręce
Przeciął wskroś powietrze
Wiatr mu skrzydła niesie -
Nieś go w górę, wietrze!
Upaja go prędkość
Tnie sztyletem przestwór
Nigdy dotąd lekko
Tak jak ptak się nie czuł
Niebo nad nim płynie
W dole sunie ziemia -
W rozpaczy dolinie
W której długo cierpiał
W ziemski kierat patrzy
Jemu wolność bliska
Czy to wiatr mu aby
Z oczu łzy wyciska?
Pożegna się jeszcze
Cień na ludzi rzuci
Wybrał swoje szczęście
Wie już, że nie wróci
Chociaż ziemia w końcu
Ściągnie go do siebie
Wcześniej zginie w słońcu
Znajdzie miejsce w niebie
Odbił się do lotu
Z krawędzi urwiska
Runął w przepaść głową
Zostawiając wszystko ...
2011
środa, 23 marca 2011
Nadejdzie król
Król nadejdzie z płomieniami,
Dudziarz, bębny, gromów grzmoty,
Zła synowie, najechani,
Liczą grzechy - sąd nadchodzi
Szachownica dni i nocy -
Temu umrzeć, temu przeżyć,
Niebu upaść, ziemi modły
W dniu, gdy sąd się ma dopełnić
W swojej dłoni na kamieniu
Prorok ma wyryte hasło -
Zatrutego objawienie
Pióra, zwykły znak na piasku
2011
tłumaczenie z: Wishbone Ash
Dudziarz, bębny, gromów grzmoty,
Zła synowie, najechani,
Liczą grzechy - sąd nadchodzi
Szachownica dni i nocy -
Temu umrzeć, temu przeżyć,
Niebu upaść, ziemi modły
W dniu, gdy sąd się ma dopełnić
W swojej dłoni na kamieniu
Prorok ma wyryte hasło -
Zatrutego objawienie
Pióra, zwykły znak na piasku
2011
tłumaczenie z: Wishbone Ash
wtorek, 22 marca 2011
Współczesnemu
Słyszysz coś? Jeszcze nic?
On już puka w twoje drzwi,
Coraz bliżej ciebie jest -
Otwórz oczy, obudź się!
Z każdym dniem głośniejszy krok
Słychać tam, skąd spływa mrok -
Łatwo dojrzy jego znak,
Kto otwarty umysł ma
Człowiek głupim woli być,
Nieświadomym swoich dni;
Kurczy się wciąż czasu krąg,
Lecz nieliczni widzą to
Znów symptomów krwawa noc,
Twój świat ślepy jest na zło
I z przestrogi sobie drwi -
Durny jest, jak durnym był
Dzisiaj mnie za głupca masz,
Ja się śmieję tobie w twarz -
Gdy ze strachu będziesz wył,
Wspomnisz, co mówiłem ci
2011
On już puka w twoje drzwi,
Coraz bliżej ciebie jest -
Otwórz oczy, obudź się!
Z każdym dniem głośniejszy krok
Słychać tam, skąd spływa mrok -
Łatwo dojrzy jego znak,
Kto otwarty umysł ma
Człowiek głupim woli być,
Nieświadomym swoich dni;
Kurczy się wciąż czasu krąg,
Lecz nieliczni widzą to
Znów symptomów krwawa noc,
Twój świat ślepy jest na zło
I z przestrogi sobie drwi -
Durny jest, jak durnym był
Dzisiaj mnie za głupca masz,
Ja się śmieję tobie w twarz -
Gdy ze strachu będziesz wył,
Wspomnisz, co mówiłem ci
2011
poniedziałek, 21 marca 2011
Wojownik
Odchodzę szukać czegoś nowego
Zostawiam wszystko, co dotąd znałem
Nie nauczyło sto lat mnie tego
W promieniach słońca, co wiedzieć miałem
W dolinie razem się zgromadzimy
W zrezygnowaniu bezsilni naszym
Pług wczoraj - jutro w miecz zamienimy -
W niebezpieczeństwie silni się stańmy
Czas minie strzegąc tajemnic naszych
Kiedyś powrócę, by znowu walczyć
Musiałem zbroję przywdziać
Nie mogłem żyć w niewoli
Jak żołnierz i zdobywca
Walczący, by być wolnym
2011
tłumaczenie z: Wishbone Ash
Zostawiam wszystko, co dotąd znałem
Nie nauczyło sto lat mnie tego
W promieniach słońca, co wiedzieć miałem
W dolinie razem się zgromadzimy
W zrezygnowaniu bezsilni naszym
Pług wczoraj - jutro w miecz zamienimy -
W niebezpieczeństwie silni się stańmy
Czas minie strzegąc tajemnic naszych
Kiedyś powrócę, by znowu walczyć
Musiałem zbroję przywdziać
Nie mogłem żyć w niewoli
Jak żołnierz i zdobywca
Walczący, by być wolnym
2011
tłumaczenie z: Wishbone Ash
niedziela, 20 marca 2011
Katoguwernantki
Świeckie państwo i uczelnia,
Na niej - wydział teologii,
Grosz publiczny trzos wypełnia
W koloratce dziekanowi
Choć ze wspólnej bierze kasy,
Głównie kosztem biednych ludzi,
To wymyślił klecha właśnie,
Jak bogatym lepiej służyć
Gdy nuworysz ma już wszystko,
Oprócz czasu dla swych dzieci,
Wtedy szuka, biedaczysko,
Kogoś dla nich do opieki
Będzie katoguwernantki
Kształcił wydział teologii -
Pośle klecha misjonarki,
Dzieciom wodę z mózgu robić
Psalmów ich nauczą, modlitw,
Że na tacę dać jest warto,
I że łatwiej wielbłądowi
Być zbawionym, niż biedakom
Głoduj, choruj, wykształć dziecko,
Poświęć wszystko, by się odbił -
Będzie dobrze robić klechom,
Uczyć dzieci bogaczowi
2011
Na niej - wydział teologii,
Grosz publiczny trzos wypełnia
W koloratce dziekanowi
Choć ze wspólnej bierze kasy,
Głównie kosztem biednych ludzi,
To wymyślił klecha właśnie,
Jak bogatym lepiej służyć
Gdy nuworysz ma już wszystko,
Oprócz czasu dla swych dzieci,
Wtedy szuka, biedaczysko,
Kogoś dla nich do opieki
Będzie katoguwernantki
Kształcił wydział teologii -
Pośle klecha misjonarki,
Dzieciom wodę z mózgu robić
Psalmów ich nauczą, modlitw,
Że na tacę dać jest warto,
I że łatwiej wielbłądowi
Być zbawionym, niż biedakom
Głoduj, choruj, wykształć dziecko,
Poświęć wszystko, by się odbił -
Będzie dobrze robić klechom,
Uczyć dzieci bogaczowi
2011
sobota, 19 marca 2011
Na Bronka
Zamiast z flintą w ślad za lisem,
Gdyby z książką spędzał dzionek,
Wiedziałby jak 'ból' się pisze -
Proste to, jak szpadla trzonek
2011
Gdyby z książką spędzał dzionek,
Wiedziałby jak 'ból' się pisze -
Proste to, jak szpadla trzonek
2011
piątek, 18 marca 2011
NOTES 14 - Czterdziesta zima
W cień uciekły białe plamy
Staw odsłania kaczkom głębię
Pod skorupą ziemia mięknie
Kret już nowe wzniósł wulkany
Nocą mróz się broni jeszcze
Słabnąc, żegna w oknie świecę
Przy niej ktoś, kto zasnąć nie chce
O minionym myśli cieple
Były kiedyś zimy takie
Gdy się żar nie kończył w sercu -
Teraz chłód w nim nawet latem
Patrzę w okno w nowym miejscu
Jak umiera na wzór marzeń
Ta ostatnia z zim czterdziestu
2011
Staw odsłania kaczkom głębię
Pod skorupą ziemia mięknie
Kret już nowe wzniósł wulkany
Nocą mróz się broni jeszcze
Słabnąc, żegna w oknie świecę
Przy niej ktoś, kto zasnąć nie chce
O minionym myśli cieple
Były kiedyś zimy takie
Gdy się żar nie kończył w sercu -
Teraz chłód w nim nawet latem
Patrzę w okno w nowym miejscu
Jak umiera na wzór marzeń
Ta ostatnia z zim czterdziestu
2011
czwartek, 17 marca 2011
Bal - cz. 5.
"Polej Rysiu mój ty pysku
Jutro się zetniemy w sejmie
Niech ma tłuszcza widowisko
Dziś nam pije się przyjemnie."
We wsi mrok zamknięto szkołę
Przez komunę zbudowaną
By poprawić biednych dolę -
Żywicielkę-kozę dano;
W mieście noc i fabryk nie ma
Gdzie w komunie pracowano
Zniknął dawny strajków temat
Za to wolność jest wygraną;
W mieście bal - tu panów klasa
Bawi się zbierając datki
Nędzne resztki dla pariasa -
Jutro dalej będą kradli;
Archiwładcy ktoś wykłada
Jak na Wawel wynieść prochy
Jak to zrobić - taka rada -
Bez potrzeby katastrofy;
Niech swiat królów salonowych
Jeszcze się naświni trochę
A sprowadzi nam na głowy
Narodową katastrofę;
"My - elita i śmietanka" -
To o sobie ich opinia
Motłoch wie że wierzchem garnka
Zawsze pływa szumowina.
2011
inspiracja: Julian Tuwim
Jutro się zetniemy w sejmie
Niech ma tłuszcza widowisko
Dziś nam pije się przyjemnie."
We wsi mrok zamknięto szkołę
Przez komunę zbudowaną
By poprawić biednych dolę -
Żywicielkę-kozę dano;
W mieście noc i fabryk nie ma
Gdzie w komunie pracowano
Zniknął dawny strajków temat
Za to wolność jest wygraną;
W mieście bal - tu panów klasa
Bawi się zbierając datki
Nędzne resztki dla pariasa -
Jutro dalej będą kradli;
Archiwładcy ktoś wykłada
Jak na Wawel wynieść prochy
Jak to zrobić - taka rada -
Bez potrzeby katastrofy;
Niech swiat królów salonowych
Jeszcze się naświni trochę
A sprowadzi nam na głowy
Narodową katastrofę;
"My - elita i śmietanka" -
To o sobie ich opinia
Motłoch wie że wierzchem garnka
Zawsze pływa szumowina.
2011
inspiracja: Julian Tuwim
środa, 16 marca 2011
Bal - cz. 4.
Gdy popije już szampanem
Pismak kawior przy stoliku
Pieskiem biegnie w ślad za panem
Lizać ręce politykom;
Mówi premier-mądra głowa:
"Och nie róbmy polityki
My jesteśmy by budować
Budujemy więc... orliki."
Z tyłu młody szef lewicy
Agituje z miną błogą:
"Z partii dwóch się politycy
Kłócą - pójdźcie naszą drogą."
"Jaki program? 'Tak' aborcji?
Co z kościoła w państwie rolą?"
"Gdy dwie kłócą się - wyborcy -
Trzecią partię niech wybiorą."
I na wszystkie tak pytania
Odpowiada szczerząc buzię
Wnet pokaże gębę drania
Gdy się nabrać dadzą ludzie;
"Czy pan nadal - tak jak śpiewał -
Nie chce wierzyć politykom?"
"Wierzę - komuś służyć trzeba
Byle płacić chcieli tylko."
Gwiazdka seksu i skandali
Wciska w kadry wielkie cycki
Błyszczy dziś z politykami
I uwagę skupia wszystkich;
"Nowe buty redaktorko?
Czwarte w tym tygodniu chyba?
Tak zazdroszczę w studiu stołkom
Gdy przed nimi nogą gibasz;
Kto jest jutro na tapecie?
Komu przyśni się blond grzywa?
Kto się wijąc pocił będzie
Gdy się na nim powyżywasz?"
"Jutro będę spolegliwa
I bez krzty napastliwości
Pobłażliwa powściągliwa
Bo biskupa program gości
Miód z ust jego będę wchłaniać
Niech mądrości głosi własne
Innym wchodzić będę w zdania
Dziennikarstwa zgrywać gwiazdę;
Rano w radiu zrobić wywiad
Wieczór u was mam popsuty
Och zarobić ciężko bywa
Żeby kupić nowe buty."
2011
inspiracja: Julian Tuwim
Pismak kawior przy stoliku
Pieskiem biegnie w ślad za panem
Lizać ręce politykom;
Mówi premier-mądra głowa:
"Och nie róbmy polityki
My jesteśmy by budować
Budujemy więc... orliki."
Z tyłu młody szef lewicy
Agituje z miną błogą:
"Z partii dwóch się politycy
Kłócą - pójdźcie naszą drogą."
"Jaki program? 'Tak' aborcji?
Co z kościoła w państwie rolą?"
"Gdy dwie kłócą się - wyborcy -
Trzecią partię niech wybiorą."
I na wszystkie tak pytania
Odpowiada szczerząc buzię
Wnet pokaże gębę drania
Gdy się nabrać dadzą ludzie;
"Czy pan nadal - tak jak śpiewał -
Nie chce wierzyć politykom?"
"Wierzę - komuś służyć trzeba
Byle płacić chcieli tylko."
Gwiazdka seksu i skandali
Wciska w kadry wielkie cycki
Błyszczy dziś z politykami
I uwagę skupia wszystkich;
"Nowe buty redaktorko?
Czwarte w tym tygodniu chyba?
Tak zazdroszczę w studiu stołkom
Gdy przed nimi nogą gibasz;
Kto jest jutro na tapecie?
Komu przyśni się blond grzywa?
Kto się wijąc pocił będzie
Gdy się na nim powyżywasz?"
"Jutro będę spolegliwa
I bez krzty napastliwości
Pobłażliwa powściągliwa
Bo biskupa program gości
Miód z ust jego będę wchłaniać
Niech mądrości głosi własne
Innym wchodzić będę w zdania
Dziennikarstwa zgrywać gwiazdę;
Rano w radiu zrobić wywiad
Wieczór u was mam popsuty
Och zarobić ciężko bywa
Żeby kupić nowe buty."
2011
inspiracja: Julian Tuwim
wtorek, 15 marca 2011
Bal - cz. 3.
A bal-mama w innym kącie
Rozpoczęła zbiórki akcję
Licząc ile sobie ściągnie -
Przecież po to ma fundację;
Wódka szampan szumią w głowach
Wypełniając je odwagą
Wtedy goście mówią słowa
W których widać prawdę nagą;
"Niech no który mnie pokaże
Kiedym dzieciom banknot rzucił
Zyskam łatwo na Pi-aRze
Szef to w premii potem zwróci."
"Słuchaj - żonę ci zostawiam
Biorę nową zmieniam firmę
Konkurencji takie prawa
Będę gwiazdą w stacji innej;
Poopluwam dawną pracę
Aż z powrotem mnie odkupi
Potem szybko pamięć stracę
Kto pamięta ten jest głupi;
Czym - do ch...a - jest lojalność
Czym uczciwość zawodowa? -
Idę tam gdzie więcej płacą
Na nazwisko zapracować."
"Bracie - nie chcesz być złapany -
'Łap złodzieja' krzyczeć trzeba
A że głos donośny mamy
Uda nam się swego nie dać -
Żeby koszty uzyskania
Pozostały wyjątkowe
Wskaż rządzącym do zabrania
Przywileje mundurowe;
Fiskus biednym niech zabiera
Comiesięczny groszy haracz
Nam nie sięga do portfela
Po tysięcy tyle naraz."
2011
inspiracja: Julian Tuwim
Rozpoczęła zbiórki akcję
Licząc ile sobie ściągnie -
Przecież po to ma fundację;
Wódka szampan szumią w głowach
Wypełniając je odwagą
Wtedy goście mówią słowa
W których widać prawdę nagą;
"Niech no który mnie pokaże
Kiedym dzieciom banknot rzucił
Zyskam łatwo na Pi-aRze
Szef to w premii potem zwróci."
"Słuchaj - żonę ci zostawiam
Biorę nową zmieniam firmę
Konkurencji takie prawa
Będę gwiazdą w stacji innej;
Poopluwam dawną pracę
Aż z powrotem mnie odkupi
Potem szybko pamięć stracę
Kto pamięta ten jest głupi;
Czym - do ch...a - jest lojalność
Czym uczciwość zawodowa? -
Idę tam gdzie więcej płacą
Na nazwisko zapracować."
"Bracie - nie chcesz być złapany -
'Łap złodzieja' krzyczeć trzeba
A że głos donośny mamy
Uda nam się swego nie dać -
Żeby koszty uzyskania
Pozostały wyjątkowe
Wskaż rządzącym do zabrania
Przywileje mundurowe;
Fiskus biednym niech zabiera
Comiesięczny groszy haracz
Nam nie sięga do portfela
Po tysięcy tyle naraz."
2011
inspiracja: Julian Tuwim
poniedziałek, 14 marca 2011
Bal - cz. 2.
Tylu pięknych w jednej chwili -
Oto jest narodu przyszłość!
Na twarz uśmiech nakleili
Wiele spod skalpela wyszło;
Tańczą zgodnie - jeleń z chartem
I lisica z kurą tłustą
Jutro rzucą się do gardeł
Tocząc jadów wojnę pustą;
Dawne związki i romanse
Alimenty - wszystko płynie
Kto by patrzył na niuanse
Kiedy dzieje się w rodzinie;
Zajechała oto władza
Pod eskortą ochroniarzy
Żeby zębów blask pokazać
W towarzystwie dziennikarzy;
Arcywładca kroczy pierwszy
Z dopełnieniem grubej Berty
Tłum lizusów do nich spieszy
Obślinionych i przejętych;
Władca - widząc ich w zachwytach -
Dumny że jest wydarzeniem
Choć nikt o nic go nie pyta
Rozpoczyna bajdurzenie:
"Gdy pytają mnie wprost z mostu -
Skąd ja jestem - sprawa prosta -
Ja z więzienia ja z etosu
Nie z Obornik nie z Otwocka
Z Litwy - szlachty polskiej losu;
Choć żem z dworku a nie z roli
Krzywda ludzi mnie też boli
W końcu jestem tu z ich woli
Władcą - królem żyrandoli."
"Tak - tyś z tych co tak się bardzo
Przejmowali robotnikiem
Że by chronić go przed pracą
Zrujnowali mu fabrykę;
Wiemy - jesteś z "solidarnych" -
Uczyć o was będą dzieci
Gdyby wakat w kancelarii
Chcielibyśmy się polecić."
"Och, ja marzę o lataniu
Na drzwiach choćby od stodoły -
(Dziad raniony był w powstaniu) -
Byle pas nie był zamglony."
"Świetnie wiemy co tam robić -
Strzec układów prezydenta
Ułaskawiać ludzi swoich
Gdy spytają - nie pamiętać."
Choćby zginął z własnej winy
Arcywładca - z nim: dziesiątki -
Będzie kasa dla rodziny
A dla niego stanie pomnik.
2011
inspiracja: Julian Tuwim
Oto jest narodu przyszłość!
Na twarz uśmiech nakleili
Wiele spod skalpela wyszło;
Tańczą zgodnie - jeleń z chartem
I lisica z kurą tłustą
Jutro rzucą się do gardeł
Tocząc jadów wojnę pustą;
Dawne związki i romanse
Alimenty - wszystko płynie
Kto by patrzył na niuanse
Kiedy dzieje się w rodzinie;
Zajechała oto władza
Pod eskortą ochroniarzy
Żeby zębów blask pokazać
W towarzystwie dziennikarzy;
Arcywładca kroczy pierwszy
Z dopełnieniem grubej Berty
Tłum lizusów do nich spieszy
Obślinionych i przejętych;
Władca - widząc ich w zachwytach -
Dumny że jest wydarzeniem
Choć nikt o nic go nie pyta
Rozpoczyna bajdurzenie:
"Gdy pytają mnie wprost z mostu -
Skąd ja jestem - sprawa prosta -
Ja z więzienia ja z etosu
Nie z Obornik nie z Otwocka
Z Litwy - szlachty polskiej losu;
Choć żem z dworku a nie z roli
Krzywda ludzi mnie też boli
W końcu jestem tu z ich woli
Władcą - królem żyrandoli."
"Tak - tyś z tych co tak się bardzo
Przejmowali robotnikiem
Że by chronić go przed pracą
Zrujnowali mu fabrykę;
Wiemy - jesteś z "solidarnych" -
Uczyć o was będą dzieci
Gdyby wakat w kancelarii
Chcielibyśmy się polecić."
"Och, ja marzę o lataniu
Na drzwiach choćby od stodoły -
(Dziad raniony był w powstaniu) -
Byle pas nie był zamglony."
"Świetnie wiemy co tam robić -
Strzec układów prezydenta
Ułaskawiać ludzi swoich
Gdy spytają - nie pamiętać."
Choćby zginął z własnej winy
Arcywładca - z nim: dziesiątki -
Będzie kasa dla rodziny
A dla niego stanie pomnik.
2011
inspiracja: Julian Tuwim
niedziela, 13 marca 2011
Bal - cz. 1.
Dzisiaj wielki bal fundacji
Na sierotki zbierającej -
Jest okazja do libacji
Przed kamerą dać pieniądze;
Arcywładca bal zaszczyci
Polityków szczere twarze
Biznesmeni celebryci
Kwiat artystów dziennikarze;
Tu się liczy samo wejście
Zaistnienie w blasku fleszy
Za ode łba złotych dwieście
Żrąc i pijąc można grzeszyć;
Nie istniejesz gdy nie piszą -
Frak uprasuj but wyglancuj
Kremu z kremów osób tysiąc -
Oto świetny czas do lansu;
Trzeba pomóc biednym dzieciom
Za komuny wygłodzonym
Niech ochłapem się najedzą
Z pańskiej łaski im rzuconym;
Więc wpychają brzuchy w gajer
U fryzjerów miejsca grzeją
By zobaczył tępy frajer
Kogo los ubogich przejął
Zajeżdżają limuzyną -
Droga wolna życia królom -
Wzdłuż chodnika z karmazynu
Paparazzi pokrzykują;
Raz prowadzi para znana
Z telewizji komercyjnej
Raz z publicznej - taka zmiana
Żeby było atrakcyjnie;
Śpiewać będzie dawna gwiazda
Bóstwo sceny dekad pięciu
Taką wielbi władza każda -
Niech zarobi na przyjęciu;
Grafik ten i ów obrazów
Na cel szczytny oddał garstkę -
Kosztem paru bohomazów
Znowu zaistnieć ma okazję;
2011
inspiracja: Julian Tuwim
Na sierotki zbierającej -
Jest okazja do libacji
Przed kamerą dać pieniądze;
Arcywładca bal zaszczyci
Polityków szczere twarze
Biznesmeni celebryci
Kwiat artystów dziennikarze;
Tu się liczy samo wejście
Zaistnienie w blasku fleszy
Za ode łba złotych dwieście
Żrąc i pijąc można grzeszyć;
Nie istniejesz gdy nie piszą -
Frak uprasuj but wyglancuj
Kremu z kremów osób tysiąc -
Oto świetny czas do lansu;
Trzeba pomóc biednym dzieciom
Za komuny wygłodzonym
Niech ochłapem się najedzą
Z pańskiej łaski im rzuconym;
Więc wpychają brzuchy w gajer
U fryzjerów miejsca grzeją
By zobaczył tępy frajer
Kogo los ubogich przejął
Zajeżdżają limuzyną -
Droga wolna życia królom -
Wzdłuż chodnika z karmazynu
Paparazzi pokrzykują;
Raz prowadzi para znana
Z telewizji komercyjnej
Raz z publicznej - taka zmiana
Żeby było atrakcyjnie;
Śpiewać będzie dawna gwiazda
Bóstwo sceny dekad pięciu
Taką wielbi władza każda -
Niech zarobi na przyjęciu;
Grafik ten i ów obrazów
Na cel szczytny oddał garstkę -
Kosztem paru bohomazów
Znowu zaistnieć ma okazję;
2011
inspiracja: Julian Tuwim
sobota, 12 marca 2011
Testament
Wyrósł guz gdzieś w środku moim
W duszy glebie piekieł ziarno
Nie wiem skąd odziedziczony
Rak obrasta chorą tkanką
Czasem wcale go nie czuję
Myślę wtedy, że nie istniał
Ze zwiększonym wraca bólem
Kiedy kończy się remisja
Zatruł sobą całe ciało
Wrósł w uczucia, myśli spaczył
Nic mnie z czasów nie zostało
W których mogłem żyć inaczej
Już nie umiem na świat spojrzeć
Tak, jak inni patrzą ludzie
Złym go widzą oczy chore
Że się zmieni - nie mam złudzeń
Nie potrafię kochać więcej
Dobra we mnie nikt nie znajdzie
Chowam tylko to w pamięci
Przez co cierpię jeszcze bardziej
Tego, co mi z siebie dałaś
Wielu mogłoby zazdrościć
Gdybyś nagle tu umarła
Pewnie łzy bym nie uronił
Zapisując duszę diabłu
Inni wielki skarb dostają
Mojej już mnie czart pozbawił
W zamian za nią nic nie dając
Spalcie moje nędzne szczątki
Niech płomienie zło wyniszczą
Chciałbym patrząc dzieciom w oczy
Wierzyć, że go nie dziedziczą
2011
W duszy glebie piekieł ziarno
Nie wiem skąd odziedziczony
Rak obrasta chorą tkanką
Czasem wcale go nie czuję
Myślę wtedy, że nie istniał
Ze zwiększonym wraca bólem
Kiedy kończy się remisja
Zatruł sobą całe ciało
Wrósł w uczucia, myśli spaczył
Nic mnie z czasów nie zostało
W których mogłem żyć inaczej
Już nie umiem na świat spojrzeć
Tak, jak inni patrzą ludzie
Złym go widzą oczy chore
Że się zmieni - nie mam złudzeń
Nie potrafię kochać więcej
Dobra we mnie nikt nie znajdzie
Chowam tylko to w pamięci
Przez co cierpię jeszcze bardziej
Tego, co mi z siebie dałaś
Wielu mogłoby zazdrościć
Gdybyś nagle tu umarła
Pewnie łzy bym nie uronił
Zapisując duszę diabłu
Inni wielki skarb dostają
Mojej już mnie czart pozbawił
W zamian za nią nic nie dając
Spalcie moje nędzne szczątki
Niech płomienie zło wyniszczą
Chciałbym patrząc dzieciom w oczy
Wierzyć, że go nie dziedziczą
2011
piątek, 11 marca 2011
Wędrówka
Zgubiłem się w uczuć lesie
Zamknąłem oczy na światło
W noc wołanie echo niesie
Znaleźć drogę nie jest łatwo
Wciąż krainy mijam nowe
Coraz większy mrok w nich widzę
Każda krótko mami głowę
W niewiadomą przyszłość idę
Wiele miałem już kochanek
Noc niejedną przepłakałem
W dziwnych miejscach nocowałem
By wstać, westchnąć i pójść dalej
Byłem z tą o oczach szklanych
Łąką brnąłem mgieł zielonych
Szedłem skrajem świata zmarłych
I doliną potępionych
Kiedy czasem się obejrzę
Słysząc głos ginący w drzewach
Przypomina śmiech szyderczy
Że zawrócić już się nie da
Chociaż zostawiłem ciebie
Na początku mojej drogi
Wiem, że idąc wciąż przed siebie
W końcu wrócę w twoje progi
2011
Zamknąłem oczy na światło
W noc wołanie echo niesie
Znaleźć drogę nie jest łatwo
Wciąż krainy mijam nowe
Coraz większy mrok w nich widzę
Każda krótko mami głowę
W niewiadomą przyszłość idę
Wiele miałem już kochanek
Noc niejedną przepłakałem
W dziwnych miejscach nocowałem
By wstać, westchnąć i pójść dalej
Byłem z tą o oczach szklanych
Łąką brnąłem mgieł zielonych
Szedłem skrajem świata zmarłych
I doliną potępionych
Kiedy czasem się obejrzę
Słysząc głos ginący w drzewach
Przypomina śmiech szyderczy
Że zawrócić już się nie da
Chociaż zostawiłem ciebie
Na początku mojej drogi
Wiem, że idąc wciąż przed siebie
W końcu wrócę w twoje progi
2011
czwartek, 10 marca 2011
Zmieniłem się w kamień
Gdy się wczoraj urodziłem
Troski były stąd o mile
Już nie dzwonią przyjaciele ...
Wszystko wtedy lepsze było
Wciąż pamiętam czas, gdy przyszłość
Była dla mnie jasnym celem
Więc się w kamień zamieniłem
Gdy poznawać już umiałem
Teraz w samotności żyję
Odkąd się zmieniłem w kamień
Przeminęło mi dni wiele
Na celebrze słońca w niebie
Wciąż pomocnej dłoni nie mam ...
Że przyjaciół znam, myślałem
Dzisiaj mam odmienne zdanie
Widzę prawdę o nich teraz ...
Troski były stąd o mile
Już nie dzwonią przyjaciele ...
Wszystko wtedy lepsze było
Wciąż pamiętam czas, gdy przyszłość
Była dla mnie jasnym celem
Więc się w kamień zamieniłem
Gdy poznawać już umiałem
Teraz w samotności żyję
Odkąd się zmieniłem w kamień
Przeminęło mi dni wiele
Na celebrze słońca w niebie
Wciąż pomocnej dłoni nie mam ...
Że przyjaciół znam, myślałem
Dzisiaj mam odmienne zdanie
Widzę prawdę o nich teraz ...
Więc się w kamień zamieniłem
Gdy poznawać już umiałem
Teraz w samotności żyję
Odkąd się zmieniłem w kamień
Gdy się wczoraj urodziłem
Troski były stąd o mile ...
2011
tłumaczenie z: Budgie
środa, 9 marca 2011
Dół
Kiedy jest mi źle
Kiedy lecę w dół
Myślę sobie że
Jesteś ze mną tu
Że gdzie indziej jestem
W całkiem inny czas
Co było nie będzie
Nie ma nic prócz nas
Mówić nic nie muszę
Czujesz to co ja
Bez słów mnie rozumiesz
Nie mam się co bać
Wiem że mnie nie skrzywdzisz
Nie odwrócisz się
Chociaż jestem inny
Wiesz że kocham cię
Tylko tobie ufam
Nie zawiodę się
Kiedy przy mnie czuwasz
Nie znam smaku łez
Nie wiesz czym jest kłamstwo
I nie zdradzisz mnie
Taką doskonałą
Wymyśliłem cię
Los wśród tylu kobiet
Nie dał szczęścia mi
Więc wmówiłem sobie
Że dasz mi je ty
Kiedy jest mi źle
Kiedy lecę w dół
Oczy pełne łez
Bo sam jestem tu ...
2011
Kiedy lecę w dół
Myślę sobie że
Jesteś ze mną tu
Że gdzie indziej jestem
W całkiem inny czas
Co było nie będzie
Nie ma nic prócz nas
Mówić nic nie muszę
Czujesz to co ja
Bez słów mnie rozumiesz
Nie mam się co bać
Wiem że mnie nie skrzywdzisz
Nie odwrócisz się
Chociaż jestem inny
Wiesz że kocham cię
Tylko tobie ufam
Nie zawiodę się
Kiedy przy mnie czuwasz
Nie znam smaku łez
Nie wiesz czym jest kłamstwo
I nie zdradzisz mnie
Taką doskonałą
Wymyśliłem cię
Los wśród tylu kobiet
Nie dał szczęścia mi
Więc wmówiłem sobie
Że dasz mi je ty
Kiedy jest mi źle
Kiedy lecę w dół
Oczy pełne łez
Bo sam jestem tu ...
2011
wtorek, 8 marca 2011
Śmierć nadchodzi (Noc poślubna)
Chłód w ramionach, w łóżku moim
Gdy uchodzi życie z ciebie
Tulę cię wbrew rozumowi
Skórę grzejąc swoim ciepłem
I przymykam oczy bardziej
Kryjąc łzy, z którymi walczę
Zostań ze mną, ukochana
Tutaj zostań ze mną
Nie mam celu, gdy cię nie ma
Przyrzekłaś mi wieczność
Ty jesteś miłością
Tobą życie moje
A teraz odchodząc
Gasisz we mnie płomień
Moje usta na twej skórze
Która zda się obca
Głaz się poddał wbrew naturze
I miękkim się ostał
Kocham ciebie bardziej jeszcze
Gdy cię nie ma w życiu moim
Nie opuszczę nigdy ciebie
W chłodną noc, co się nie kończy
Niby jedno trwamy dwoje
Ciepło ze mnie w ciebie wpływa
Nie wiem nawet, gdzie się kończę
A gdzie ty zaczynasz
W tobie topiąc się rozpadam
Na czerwonych prześcieradłach
Z serca twego płynie na nie
Cudowne oddanie
Chociaż śpisz daleko
Od tego pokoju
Wiem, że wkrótce będę
Już na zawsze twoim
Skarbie, nie czuj bólu więcej
Z aniołami odpoczywaj
Zbudź się, gdy zawołam ciebie
I do mnie przybywaj
2011
tłumaczenie z: Inkubus Sukkubus
Gdy uchodzi życie z ciebie
Tulę cię wbrew rozumowi
Skórę grzejąc swoim ciepłem
I przymykam oczy bardziej
Kryjąc łzy, z którymi walczę
Zostań ze mną, ukochana
Tutaj zostań ze mną
Nie mam celu, gdy cię nie ma
Przyrzekłaś mi wieczność
Ty jesteś miłością
Tobą życie moje
A teraz odchodząc
Gasisz we mnie płomień
Moje usta na twej skórze
Która zda się obca
Głaz się poddał wbrew naturze
I miękkim się ostał
Kocham ciebie bardziej jeszcze
Gdy cię nie ma w życiu moim
Nie opuszczę nigdy ciebie
W chłodną noc, co się nie kończy
Niby jedno trwamy dwoje
Ciepło ze mnie w ciebie wpływa
Nie wiem nawet, gdzie się kończę
A gdzie ty zaczynasz
W tobie topiąc się rozpadam
Na czerwonych prześcieradłach
Z serca twego płynie na nie
Cudowne oddanie
Chociaż śpisz daleko
Od tego pokoju
Wiem, że wkrótce będę
Już na zawsze twoim
Skarbie, nie czuj bólu więcej
Z aniołami odpoczywaj
Zbudź się, gdy zawołam ciebie
I do mnie przybywaj
2011
tłumaczenie z: Inkubus Sukkubus
poniedziałek, 7 marca 2011
Usłyszcie mój krzyk
Ryszardowi Siwcowi -
w 102. rocznicę urodzin
Wielki bochen, złote kłosy
Czołgi stalą rwą granice
Młodzież w pląsach ręce wznosiAsfalt miażdżą gąsienice
Jak tu z twarzy wstyd wymazać
Przerwać ludzi zgubny letarg
Wyrwać z chocholego tańca
Gdzie nic ludzkiej twarzy nie ma?
Śpiew, orkiestra, tańczą, klaszczą
"Cisza! Do was chcę dziś mówić"
Tłum wiruje nad przepaścią
"Stójcie! Pora się obudzić!"
Tu mazurki, polonezy
Tam benzyna, błysk, pochodnia
Nie przerywa nikt imprezy
Niech grzech zginie wasz od ognia
Drobna postać niknie w tłumie
"Wariat!" - krzyczą - "Wódka płonie!"
Nikt protestu nie rozumie
On w płomieniach trwa samotnie
Nie, nie gaście żaru tego
Dla was jego jest cierpienie
Przez was na śmierć skazanego
On narodu był sumieniem
* * *
"Ty, Marysiu, nie płacz po mnie
Dzieci dobrze nam wychowaj
Polec w walce musi żołnierz
By miliony uratować
Mnie już nikt, nic nie pomoże
Piszę w drodze, trochę krzywo
Czuję spokój, jest mi dobrze
Tylko... krzyk czy mój usłyszą?"
niedziela, 6 marca 2011
Zamurowany list
"Jeśli tę kartkę ktoś znajdzie po latach
Będzie inaczej na świecie już - kto wie?
Stanie na gruzach minionego świata
Mędrzec? Włóczęga? Zbłąkany wędrowiec?
Natura ludzka lubi tajemnice
Nas pośród żywych już pewno nie będzie
Może z tej wojny nikt nie wyjdzie żywcem
Która się zbliża i wkrótce nadejdzie
Choć „przyjaciele” przyszli w miejsce wrogów
Swoi też swoich traktują nieludzko
Nadal jest nędza, walczyć trzeba znowu
Nie pozwolimy rządzić nami głupcom
Nie wiem kim jesteś, lecz jeśliś jest Polak
Docenić umiesz prawdę, wolność, spokój
Gubimy szanse w bratobójczych bojach
Miej prawdę, wolność - w sercu, szczęście - w oku
Mamy po latach wreszcie Polskę wolną
Demokratyczną, silną, suwerenną
Tak jest na piśmie, w praktyce - niszczoną
Oszukiwaną, chorą, ciemną, biedną
Niby za pracę coraz lepiej płacą
Ale wiążemy ledwo koniec z końcem
Nic nas nie cieszy – wolność komu na co
W świecie, gdzie ważne są tylko pieniądze?
Wielu chce uciec tam, gdzie z nas się śmieją
Stąd gdzie krwi morze wciąż w pamięci żywe
Choć jest gdzieś łatwiej, trwamy tu z nadzieją
Że będzie mądrzej, zgodniej, sprawiedliwiej"
Skrawek historii ktoś w murze umieścił -
Po latach wyszedł głos przodków ze ściany
Czy gdyby daty nie podano w treści
Poznałbyś kiedy list był napisany?
2011
Na podstawie listu pracowników Huty Stalowa Wola z 1947 roku
sobota, 5 marca 2011
Śmierć tyrana
Muammarowi Kadafiemu -
ku przestrodze
Oddech męczy pierś tyrana,
Coraz bliżej końca chwila,
Krzywdą ludu krew zbrukana
Chory umysł zatopiła
W resztce światła w słabym oku
Dojrzał kat konając w łożu
Bladą panią pośród mroku,
Pochyloną na wezgłowiu
"Jak to? Wszak to być nie może,
W takie rzeczy ja nie wierzę,
Uroiło coś się w głowie -
Precz stąd! Ja tu władzę dzierżę!"
"Jam jest ta, o którejś myślał,
Kończy nosić cię ta ziemia,
Nocy tej po ciebie przyszłam,
Ty nade mną władzy nie masz"
"A więc czas mój dobiegł końca,
Do historii data przejdzie,
W noc tę lud utraci ojca,
Długo po mnie płakał będzie"
"Już marcowy dzień w pamięci
Jest za sprawą twoich zbrodni -
W nim wydałeś wyrok śmierci
Na tysiące jeńców swoich
Krew żołnierzy masz na rękach,
Którzy strzegli swego kraju,
Wdów i sierot łzom uległam -
Dzień ten na twą śmierć wybrałam"
Tyran krzyknąć chciał, lecz tylko
Uniósł rękę, westchnąć zdołał,
Przestrzelone czaszki widząc,
Padł bez siły, ducha oddał.
2011
ku przestrodze
Oddech męczy pierś tyrana,
Coraz bliżej końca chwila,
Krzywdą ludu krew zbrukana
Chory umysł zatopiła
W resztce światła w słabym oku
Dojrzał kat konając w łożu
Bladą panią pośród mroku,
Pochyloną na wezgłowiu
"Jak to? Wszak to być nie może,
W takie rzeczy ja nie wierzę,
Uroiło coś się w głowie -
Precz stąd! Ja tu władzę dzierżę!"
"Jam jest ta, o którejś myślał,
Kończy nosić cię ta ziemia,
Nocy tej po ciebie przyszłam,
Ty nade mną władzy nie masz"
"A więc czas mój dobiegł końca,
Do historii data przejdzie,
W noc tę lud utraci ojca,
Długo po mnie płakał będzie"
"Już marcowy dzień w pamięci
Jest za sprawą twoich zbrodni -
W nim wydałeś wyrok śmierci
Na tysiące jeńców swoich
Krew żołnierzy masz na rękach,
Którzy strzegli swego kraju,
Wdów i sierot łzom uległam -
Dzień ten na twą śmierć wybrałam"
Tyran krzyknąć chciał, lecz tylko
Uniósł rękę, westchnąć zdołał,
Przestrzelone czaszki widząc,
Padł bez siły, ducha oddał.
2011
piątek, 4 marca 2011
Brednie krytyka
Znany krytyk dzieł filmowych,
Zwoje prężąc w mądrej głowie,
Błysnął hasłem postępowym -
Wszystko dobre, co jest nowe
Przed stu laty już wizjoner
Zdołał ujrzeć to, co będzie -
Stare kino musi odejść,
Bez aktorów się obejdzie
Dobre są więc komputery,
Które mogą sztukę tworzyć -
Przecież człowiek dzierży stery
I komputer stworzył człowiek
Piękna jest muzyka z maszyn,
Świetny obraz i efekty,
Człowiek sięgnął szczytu marzeń,
Na wyżyny wszedł perfekcji
Wkrótce film powstanie cały,
Od pomysłu do premiery,
W procesorach mądrych maszyn -
Krytyk w zachwyt wpadnie szczery
Wnet filmowcy i krytycy
Na bruk będą wyrzuceni,
Gdy się sztuka zmieni w cyfry,
A komputer ją oceni
Drogi panie, raku mały,
Jest dziedziną taką sztuka,
Gdzie różnymi narzędziami
Przekazuje się uczucia
Umie od człowieka szybciej
Sztuczny mózg rachować liczby,
Może wkrótce będzie myśleć,
Ale czuł nie będzie nigdy
To, co serce ma stworzenie,
Tym się od maszyny różni,
Że wie, co to jest wzruszenie,
Krytyk mózg ma - i to próżny
2011
Zwoje prężąc w mądrej głowie,
Błysnął hasłem postępowym -
Wszystko dobre, co jest nowe
Przed stu laty już wizjoner
Zdołał ujrzeć to, co będzie -
Stare kino musi odejść,
Bez aktorów się obejdzie
Dobre są więc komputery,
Które mogą sztukę tworzyć -
Przecież człowiek dzierży stery
I komputer stworzył człowiek
Piękna jest muzyka z maszyn,
Świetny obraz i efekty,
Człowiek sięgnął szczytu marzeń,
Na wyżyny wszedł perfekcji
Wkrótce film powstanie cały,
Od pomysłu do premiery,
W procesorach mądrych maszyn -
Krytyk w zachwyt wpadnie szczery
Wnet filmowcy i krytycy
Na bruk będą wyrzuceni,
Gdy się sztuka zmieni w cyfry,
A komputer ją oceni
Drogi panie, raku mały,
Jest dziedziną taką sztuka,
Gdzie różnymi narzędziami
Przekazuje się uczucia
Umie od człowieka szybciej
Sztuczny mózg rachować liczby,
Może wkrótce będzie myśleć,
Ale czuł nie będzie nigdy
To, co serce ma stworzenie,
Tym się od maszyny różni,
Że wie, co to jest wzruszenie,
Krytyk mózg ma - i to próżny
2011
czwartek, 3 marca 2011
Żołnierze przeklęci
Historia zatacza koło
Wahadło z powrotem bieży -
Chylić przed chwałą masz czoło
Wyklętych niegdyś żołnierzy
Mężnie walczyło z nich wielu
Od wrogów ponosząc rany
Lecz im nie kuto orderów
Ale w katowniach kajdany
Po wojnie niby zwycięskiej
Ruszyła ślepa obława
I poczuł niejeden z nich klęskę
Gdy celem nagonki się stawał
Lecz krew na rękach niektórych -
Kobiet dzieci i starców
Wina za krwawe w noc łuny -
Własnego ludu oprawców
Dzisiaj nie wspomni nikt losu
Ofiar krwawego bezprawia
Prócz dzieci na grobach ojców
Gdy katom pomniki się stawia
Niech pomną ci którym przeszły
Czas zda się dziewką być płatną -
Historia koło zakreśli
Powróci czasu wahadło
2011
Wahadło z powrotem bieży -
Chylić przed chwałą masz czoło
Wyklętych niegdyś żołnierzy
Mężnie walczyło z nich wielu
Od wrogów ponosząc rany
Lecz im nie kuto orderów
Ale w katowniach kajdany
Po wojnie niby zwycięskiej
Ruszyła ślepa obława
I poczuł niejeden z nich klęskę
Gdy celem nagonki się stawał
Lecz krew na rękach niektórych -
Kobiet dzieci i starców
Wina za krwawe w noc łuny -
Własnego ludu oprawców
Dzisiaj nie wspomni nikt losu
Ofiar krwawego bezprawia
Prócz dzieci na grobach ojców
Gdy katom pomniki się stawia
Niech pomną ci którym przeszły
Czas zda się dziewką być płatną -
Historia koło zakreśli
Powróci czasu wahadło
2011
środa, 2 marca 2011
Kraj pod znakiem głupców
Przy symbolu ktoś religii
Jednej, inne też umieścił -
Skoro już coś musi widnieć,
Żaden niech nie będzie lepszy
Ludzi dzielić się nie godzi
I wyróżniać wśród nich grupy,
Bądźmy wolni od symboli -
Świat jest piękny, gdy się różni
Oburzyło się ciemniactwo -
Precz z innymi! Krzyż wystarczy,
Trzeba razem z miejską strażą
Bronić znaku świętej wiary
Pismak durny ze spraw ważnych
Robi sobie ciekawostkę -
Wybryk, cielę z dwoma łbami -
Głupio śmieje się pod nosem
Głupcy z gmachu okrągłego
Wykrzywiają błaznów gęby -
Komentować nie ma czego,
Nieznaczący nic happening
I tak długo będą sądzić,
Póki większość ich wyborców
Oczu swoich nie otworzy
I nie wyjrzy z ciemnogrodu
Wtedy staną się otwarci,
Europejscy, postępowi,
Byle nie przejęli władzy
Żydzi, przechrzty i jehowi
I pismaki się oburzą
Tym, że państwo świeckie nie jest,
Byle kasy było dużo -
W każdym dobrze im systemie
W kraju swobód, tolerancji,
Tyglu kultur europejskich
Rządzą dzisiaj ignoranci,
Nuworysze o łbach ciemnych
2011
Jednej, inne też umieścił -
Skoro już coś musi widnieć,
Żaden niech nie będzie lepszy
Ludzi dzielić się nie godzi
I wyróżniać wśród nich grupy,
Bądźmy wolni od symboli -
Świat jest piękny, gdy się różni
Oburzyło się ciemniactwo -
Precz z innymi! Krzyż wystarczy,
Trzeba razem z miejską strażą
Bronić znaku świętej wiary
Pismak durny ze spraw ważnych
Robi sobie ciekawostkę -
Wybryk, cielę z dwoma łbami -
Głupio śmieje się pod nosem
Głupcy z gmachu okrągłego
Wykrzywiają błaznów gęby -
Komentować nie ma czego,
Nieznaczący nic happening
I tak długo będą sądzić,
Póki większość ich wyborców
Oczu swoich nie otworzy
I nie wyjrzy z ciemnogrodu
Wtedy staną się otwarci,
Europejscy, postępowi,
Byle nie przejęli władzy
Żydzi, przechrzty i jehowi
I pismaki się oburzą
Tym, że państwo świeckie nie jest,
Byle kasy było dużo -
W każdym dobrze im systemie
W kraju swobód, tolerancji,
Tyglu kultur europejskich
Rządzą dzisiaj ignoranci,
Nuworysze o łbach ciemnych
2011
wtorek, 1 marca 2011
NOTES 13 - Chwast
Ja to chwast, co gdzieś przy drodze
Lub w uprawie, niepotrzebny
Nie wie po co, skąd się przebił
Jak stworzenie jest nieboże
Każdy szarpnie, zdepcze, plunie -
Innym wodę, tlen zabiera
Wynoś stąd się! Precz! Umieraj!
Nikt go nie chce, nie rozumie
Lecz chwast trwa, na przekór innym
Choć samotny i niechciany
Że wśród upraw - nie jest winny
Tu wbrew woli został wsiany
Jak przestroga, przetrwa silny -
Kwiatem być nie wszystkim dane
2011
Lub w uprawie, niepotrzebny
Nie wie po co, skąd się przebił
Jak stworzenie jest nieboże
Każdy szarpnie, zdepcze, plunie -
Innym wodę, tlen zabiera
Wynoś stąd się! Precz! Umieraj!
Nikt go nie chce, nie rozumie
Lecz chwast trwa, na przekór innym
Choć samotny i niechciany
Że wśród upraw - nie jest winny
Tu wbrew woli został wsiany
Jak przestroga, przetrwa silny -
Kwiatem być nie wszystkim dane
2011
poniedziałek, 28 lutego 2011
Spotkanie
Kolejny wieczór chłodny
Po dniu bez sensu przeszłym
Wygonił mnie na drogi
Gdzie śnił się sen o szczęściu
Zaklęcie zgubił stare
Mag wśród pożółkłych kartek
Przeszłości kart szukałem
Lecz dziś już ich nie znajdę
I wtedy - mówię prawdę -
W ciemności brnąc samotnie
Ujrzałem lica blade
Z otchłani dawnych wspomnień
Wnet zapomniałem wszystko
Że śmierć, że mrok, że omam
A ty szeptałaś cicho ...
Któż oprzeć ci się zdoła?
Więc przyszłaś tu cielesna
Zdołałaś mnie odnaleźć
Nim w mgły tumany weszłaś
Słów kilka wykrzyczałem
Tam pójść chcę, skąd ty idziesz
Oboje tak bezdomni
Pozwalasz mi się widzieć
Wpół żywy ja, ty - zombi
Ty jedna tylko możesz
Coś w życiu moim zmienić
Bo między światy dwoje
Dwa trwamy zawieszeni
2011
Po dniu bez sensu przeszłym
Wygonił mnie na drogi
Gdzie śnił się sen o szczęściu
Zaklęcie zgubił stare
Mag wśród pożółkłych kartek
Przeszłości kart szukałem
Lecz dziś już ich nie znajdę
I wtedy - mówię prawdę -
W ciemności brnąc samotnie
Ujrzałem lica blade
Z otchłani dawnych wspomnień
Wnet zapomniałem wszystko
Że śmierć, że mrok, że omam
A ty szeptałaś cicho ...
Któż oprzeć ci się zdoła?
Więc przyszłaś tu cielesna
Zdołałaś mnie odnaleźć
Nim w mgły tumany weszłaś
Słów kilka wykrzyczałem
Tam pójść chcę, skąd ty idziesz
Oboje tak bezdomni
Pozwalasz mi się widzieć
Wpół żywy ja, ty - zombi
Ty jedna tylko możesz
Coś w życiu moim zmienić
Bo między światy dwoje
Dwa trwamy zawieszeni
2011
niedziela, 27 lutego 2011
Dwór karmazynowego króla
Gdzie łańcuchy zardzewiałe
Więziennych księżyców
Są przez słońce potrzaskane
Oto drogą idę
Wciąż to inne horyzonty
Turniej właśnie ruszył
Grajek pieśń gra purpurowy
Chór łagodnie wtórzy
Kołysanki trzy w języku
Ludu pradawnego
Są dla króla z karmazynu
I dla dworu jego
Klucznik miejski sny zasłonił
Ja u drzwi pielgrzymich
Czekam tu z planami stojąc
Niedostatecznymi
Marsz żałobny śpiewa w czerni
Królowa i w dzwonach
Spiż spękany dzwonić będzie
Aby znów przywołać
Wiedźmę ognia - niech przybywa
Na dwór króla w karmazynach
Gdy ogrodnik sadzi krzaki
Depcze przy tym kwiaty
Ścigam wiatr pryzmatu statku
By znać życia smaki
Główny kuglarz rękę podniósł
Orkiestra zaczyna
Wolno mielą żarna dworu
Króla w karmazynach
Gdy w łagodne szare ranki
Wdowy łzy swe leją
Mędrcy mówią sobie żarty
Sami z nich się śmieją
Spieszę chwycić wróżby znaki
By się dowcip spełnił
Błazen w żółtym struny trąca
Lecz grania unika
Śmiejąc się z pajaców tańca
Dworu króla w karmazynach
2011
przekład z: King Crimson
Więziennych księżyców
Są przez słońce potrzaskane
Oto drogą idę
Wciąż to inne horyzonty
Turniej właśnie ruszył
Grajek pieśń gra purpurowy
Chór łagodnie wtórzy
Kołysanki trzy w języku
Ludu pradawnego
Są dla króla z karmazynu
I dla dworu jego
Klucznik miejski sny zasłonił
Ja u drzwi pielgrzymich
Czekam tu z planami stojąc
Niedostatecznymi
Marsz żałobny śpiewa w czerni
Królowa i w dzwonach
Spiż spękany dzwonić będzie
Aby znów przywołać
Wiedźmę ognia - niech przybywa
Na dwór króla w karmazynach
Gdy ogrodnik sadzi krzaki
Depcze przy tym kwiaty
Ścigam wiatr pryzmatu statku
By znać życia smaki
Główny kuglarz rękę podniósł
Orkiestra zaczyna
Wolno mielą żarna dworu
Króla w karmazynach
Gdy w łagodne szare ranki
Wdowy łzy swe leją
Mędrcy mówią sobie żarty
Sami z nich się śmieją
Spieszę chwycić wróżby znaki
By się dowcip spełnił
Błazen w żółtym struny trąca
Lecz grania unika
Śmiejąc się z pajaców tańca
Dworu króla w karmazynach
2011
przekład z: King Crimson
sobota, 26 lutego 2011
Kloszard
Srebrne iskry na śniegu
Księżyc sypie zza chmury
Tak, pamiętam, tamtego
Dnia wzrok wzniosłem do góry
Wdzięczny pokłon śląc gwiazdom
Że ty ze mną ... a teraz
Towarzyszem mym namiot
A w nim brudny materac
Mróz zatrzymał powietrze
Tak, jak ty czas przysięgą
Że będziemy trwać wiecznie
Kiedy kładłem cię miękko
Tak, jak wtedy, gdy z dziećmi
Szliśmy w parku objęci
W górze Wielki Wóz świeci
Staw od mrozu się zeszklił
Gdy poznałem chłód kłamstwa
Kiedy ścięła krew zdrada
Tak dziś we mnie ból wzrasta
I tak samo śnieg pada
Dzieci miłość zabrałaś
Czerniąc winą im ojca
Tylko zima została
I tęsknota bez końca
Nie mam dzisiaj już domu
Który tobie oddałem
Zostawiłem cię komuś
Mnie alkohol zostaje
Noclegownia nie dla mnie
Tam zapomnieć nie dadzą
Tonie pamięć gdzieś na dnie
Śmiało patrzę w twarz gwiazdom
Tutaj spokój i cisza
Trzeszczą kroki na śniegu
To ty do mnie dziś przyszłaś
Jak wieczora tamtego
Więc wróciłaś ... chłód ustał
Dłoni czuję już ciepło
Tają łzy w twoich ustach
Już skończyło się piekło ...
2011
Księżyc sypie zza chmury
Tak, pamiętam, tamtego
Dnia wzrok wzniosłem do góry
Wdzięczny pokłon śląc gwiazdom
Że ty ze mną ... a teraz
Towarzyszem mym namiot
A w nim brudny materac
Mróz zatrzymał powietrze
Tak, jak ty czas przysięgą
Że będziemy trwać wiecznie
Kiedy kładłem cię miękko
Tak, jak wtedy, gdy z dziećmi
Szliśmy w parku objęci
W górze Wielki Wóz świeci
Staw od mrozu się zeszklił
Gdy poznałem chłód kłamstwa
Kiedy ścięła krew zdrada
Tak dziś we mnie ból wzrasta
I tak samo śnieg pada
Dzieci miłość zabrałaś
Czerniąc winą im ojca
Tylko zima została
I tęsknota bez końca
Nie mam dzisiaj już domu
Który tobie oddałem
Zostawiłem cię komuś
Mnie alkohol zostaje
Noclegownia nie dla mnie
Tam zapomnieć nie dadzą
Tonie pamięć gdzieś na dnie
Śmiało patrzę w twarz gwiazdom
Tutaj spokój i cisza
Trzeszczą kroki na śniegu
To ty do mnie dziś przyszłaś
Jak wieczora tamtego
Więc wróciłaś ... chłód ustał
Dłoni czuję już ciepło
Tają łzy w twoich ustach
Już skończyło się piekło ...
2011
piątek, 25 lutego 2011
NOTES 12 - Człowiek o dwóch twarzach
Nocą w przeszłość zanurzony
Ból istnienia ma w źrenicach
Umysł znaczy wpływ księżyca
Wita gości z tamtej strony
W dzień po ziemi twardo stąpa
Zwykły ojciec, mąż, kolega
Nic mu nie brak, nie dolega
Co ma w środku, nikt nie pozna
Nie wiem, która twarz prawdziwa
I świat który w nim zwycięży
Gdy już dłużej nie wytrzyma
Czy się duszy sprzeniewierzy
I zostanie, gdzie rodzina
Czy odejdzie, tam gdzie księżyc ...
2011
Ból istnienia ma w źrenicach
Umysł znaczy wpływ księżyca
Wita gości z tamtej strony
W dzień po ziemi twardo stąpa
Zwykły ojciec, mąż, kolega
Nic mu nie brak, nie dolega
Co ma w środku, nikt nie pozna
Nie wiem, która twarz prawdziwa
I świat który w nim zwycięży
Gdy już dłużej nie wytrzyma
Czy się duszy sprzeniewierzy
I zostanie, gdzie rodzina
Czy odejdzie, tam gdzie księżyc ...
2011
czwartek, 24 lutego 2011
Błędy mojej drogi
Jaki dzień był, nie miałem pojęcia
Czułem, jakbym do modlitwy klękał
Widząc siebie, jedno miałem w głowie
"Chyba widzę błędy w mojej drodze"
Coś w szkle było - wzrok zdołało złapać
Choć próbuję wzdychając nie płakać
Tu gdzie jestem, jedno stwierdzić mogę
Że się przyjrzę błędom w mojej drodze
Nie mam kogoś, kto by przetrwać pomógł
Chciałbym o tym móc powiedzieć komuś
Robię wszystko, by nie być kim byłem
Wtedy błędy z mojej drogi zginą
2011
tłumaczenie z: Wishbone Ash
Czułem, jakbym do modlitwy klękał
Widząc siebie, jedno miałem w głowie
"Chyba widzę błędy w mojej drodze"
Coś w szkle było - wzrok zdołało złapać
Choć próbuję wzdychając nie płakać
Tu gdzie jestem, jedno stwierdzić mogę
Że się przyjrzę błędom w mojej drodze
Nie mam kogoś, kto by przetrwać pomógł
Chciałbym o tym móc powiedzieć komuś
Robię wszystko, by nie być kim byłem
Wtedy błędy z mojej drogi zginą
2011
tłumaczenie z: Wishbone Ash
środa, 23 lutego 2011
Skorpion
Jestem skorpion - obrzydlistwo
Z morderczego jadu kolcem,
Tym, co znajdą się zbyt blisko,
Śmierć w truciźnie w serce sączę
I nieważne, że to bliski,
Że kochany - też bynajmniej,
Cierpkim jadem raczę wszystkich,
Bliskich kąsać jest najłatwiej
Gdy nadeszły ciężkie chwile,
Skończyć duszy męki chciałem,
Kolec w sobie zatopiłem -
Odtąd jad mam we krwi stale
2011
Z morderczego jadu kolcem,
Tym, co znajdą się zbyt blisko,
Śmierć w truciźnie w serce sączę
I nieważne, że to bliski,
Że kochany - też bynajmniej,
Cierpkim jadem raczę wszystkich,
Bliskich kąsać jest najłatwiej
Gdy nadeszły ciężkie chwile,
Skończyć duszy męki chciałem,
Kolec w sobie zatopiłem -
Odtąd jad mam we krwi stale
2011
wtorek, 22 lutego 2011
Noce w białej satynie
Noce w białej satynie, niemające końca,
Listy, z których wysłany żaden nie miał zostać,
Piękno, oczy którego nie dostrzegły wcześniej -
Czym jest prawda - rozstrzygnąć już niezdolny jestem
Bo kocham ciebie,
Tak, kocham ciebie,
Och, tak kocham ciebie
Widzę w dłoniach niektórych, innych ludzi dłonie,
Oni tego nie pojmą, przez co ja przechodzę,
Myśli wmówić chcą, których bronić nie są w stanie,
Tym, czym być chcesz tak bardzo, na końcu się staniesz
2011
przekład z: The Moody Blues
Listy, z których wysłany żaden nie miał zostać,
Piękno, oczy którego nie dostrzegły wcześniej -
Czym jest prawda - rozstrzygnąć już niezdolny jestem
Bo kocham ciebie,
Tak, kocham ciebie,
Och, tak kocham ciebie
Widzę w dłoniach niektórych, innych ludzi dłonie,
Oni tego nie pojmą, przez co ja przechodzę,
Myśli wmówić chcą, których bronić nie są w stanie,
Tym, czym być chcesz tak bardzo, na końcu się staniesz
Bo kocham ciebie,
Tak, kocham ciebie,
Och, tak kocham ciebie ...
Wchłoń w płuca głęboko wzbierającą ciemność,
Patrz, jak światła słabną w każdym jednym miejscu,
Ludzie z kawalerek patrzą wstecz i płaczą,
Znów dzień, gdy energię bez pożytku tracą
Namiętnych kochanków objęcia jednoczą,
Kto nie ma nikogo, płacze za miłością,
Młoda matka syna do piersi podnosi,
A starcy żałują, że już nie są młodzi
Zimnoserca kula, która rządzi nocą,
Usuwa kolory sprzed naszego wzroku,
Czerwony jest szary, żółty w biel płowieje -
My decydujemy - prawda, czy złudzenie
2011
przekład z: The Moody Blues
poniedziałek, 21 lutego 2011
Ptasznik śmierci
Pająk tułów swój kosmaty
Chowa sprytnie pod konarem
Kryje pośród nóg włochatych
Kły jadowe na ofiarę
Kiedyś jad swój wpuścił we mnie
Potem się pod liściem schował
Wysysałem krew daremnie
Pająk czekał kiedy skonam
Ciało wyżarł mi do czysta
Kości teraz jego gniazdem
Z których szpiku resztki wyssał
Jad ukrywa w mojej czaszce
2011
Chowa sprytnie pod konarem
Kryje pośród nóg włochatych
Kły jadowe na ofiarę
Kiedyś jad swój wpuścił we mnie
Potem się pod liściem schował
Wysysałem krew daremnie
Pająk czekał kiedy skonam
Ciało wyżarł mi do czysta
Kości teraz jego gniazdem
Z których szpiku resztki wyssał
Jad ukrywa w mojej czaszce
2011
niedziela, 20 lutego 2011
Sen we śnie
Usta na twym czole składam
Na naszego znak rozstania,
Tak więc dziś się z tobą zgadzam -
Mówiąc, prawdy jesteś blisko,
Że to śniło mi się wszystko;
Gdy nadzieja odpłynęła,
To, czy dzień, czy noc ją wzięła,
W oczach mych, czy poza nimi -
To naprawdę nic nie zmieni.
Czy coś jest, czy mi się zdaje,
Tylko we śnie snem zostaje ...
Stoję pośród huku fali,
Co przybojem o brzeg wali,
Trzymam w dłoni piasku ziarnka,
Między palce wnika miarka -
Tak ich mało! Toną... patrzę...
Boże! Widzę to i płaczę!
Czy bym nie dał im się wymknąć,
Gdybym palce mocniej ścisnął?
Boże, czy choć bym ocalił
Jedno z bezlitosnej fali?
Czy to, co jest lub się zdaje,
Tylko we śnie snem zostaje?
2011
przekład z: Edgar Allan Poe
Na naszego znak rozstania,
Tak więc dziś się z tobą zgadzam -
Mówiąc, prawdy jesteś blisko,
Że to śniło mi się wszystko;
Gdy nadzieja odpłynęła,
To, czy dzień, czy noc ją wzięła,
W oczach mych, czy poza nimi -
To naprawdę nic nie zmieni.
Czy coś jest, czy mi się zdaje,
Tylko we śnie snem zostaje ...
Stoję pośród huku fali,
Co przybojem o brzeg wali,
Trzymam w dłoni piasku ziarnka,
Między palce wnika miarka -
Tak ich mało! Toną... patrzę...
Boże! Widzę to i płaczę!
Czy bym nie dał im się wymknąć,
Gdybym palce mocniej ścisnął?
Boże, czy choć bym ocalił
Jedno z bezlitosnej fali?
Czy to, co jest lub się zdaje,
Tylko we śnie snem zostaje?
2011
przekład z: Edgar Allan Poe
sobota, 19 lutego 2011
Dorianie
Cóż za czasów dożyć przyszło -
Kult marności ludzkich powłok,
Dusza niczym, wszystkim wygląd,
Cielcem złotym wieczna młodość
Przekupują diabła duszą,
By botoksem, silikonem
Zaspokoić swoją próżność -
Drogi głupców niezgłębione
Zachowują ciało młodym,
Obraz w sercu zatrzymany
Blizn pokrywa się nalotem -
Biada, biada wam, dorianie!
Człowiek psuć się zwykł po śmierci,
Wy za życia już gnijecie,
Dorian Gray w was mocno siedzi,
Marnie, tak jak on, zginiecie
Przyjdzie kiedyś czas, Dorianie,
Dojrzysz blizny w swym sumieniu,
Wtedy tylko śmierć zostanie
W bólu i osamotnieniu
2011
Kult marności ludzkich powłok,
Dusza niczym, wszystkim wygląd,
Cielcem złotym wieczna młodość
Przekupują diabła duszą,
By botoksem, silikonem
Zaspokoić swoją próżność -
Drogi głupców niezgłębione
Zachowują ciało młodym,
Obraz w sercu zatrzymany
Blizn pokrywa się nalotem -
Biada, biada wam, dorianie!
Człowiek psuć się zwykł po śmierci,
Wy za życia już gnijecie,
Dorian Gray w was mocno siedzi,
Marnie, tak jak on, zginiecie
Przyjdzie kiedyś czas, Dorianie,
Dojrzysz blizny w swym sumieniu,
Wtedy tylko śmierć zostanie
W bólu i osamotnieniu
2011
piątek, 18 lutego 2011
Zmień to w czerń ♫
Patrzę w drzwi czerwień, chciałbym czarne widzieć je
Kolorów żadnych, niech na czarne zmienią się
Ubiory letnie dziewcząt przyciągają wzrok
Odwrócić muszę głowę, aż mnie minie mrok
Rząd samochodów widzę, kolor ich to czerń
Z miłością moją kwiaty już nie wrócą, nie
Widzę setki obcych spojrzeń i szybko patrzę w dal
Niczym nowo narodzony - tak każdego dnia
Spoglądam w siebie, serce moje czarne jest
W drzwi chętnie spojrzę, gdy na czarne zmienię je
Może wtedy zniknę, by nie drażnił już żaden fakt
Ciężko czoło stawić im, gdy czarny jest twój świat
Nigdy mi zieleń mórz nie stanie modrą się
Nie mogłem wiedzieć, cóż, co później spotka cię
Gdy mocno wpatrzę się w zachodu słońca blask
Śmiać miłość będzie też się ze mną, aż po brzask
Patrzę w drzwi czerwień, chciałbym czarne widzieć je
Kolorów żadnych, niech na czarne zmienią się
Ubiory letnie dziewcząt przyciągają wzrok
Odwrócić muszę głowę, aż mnie minie mrok
Chcę widzieć wszystko w czerni, w czerni chcę!
Nocy chcę, węgla barw!
I słońce widzieć chcę starte precz z nieba tła!
Chcę wszystko widzieć czarne, czarne, czarne, czarne chcę!
Tak!
2011
♫ przekład z: Rolling Stones
Kolorów żadnych, niech na czarne zmienią się
Ubiory letnie dziewcząt przyciągają wzrok
Odwrócić muszę głowę, aż mnie minie mrok
Rząd samochodów widzę, kolor ich to czerń
Z miłością moją kwiaty już nie wrócą, nie
Widzę setki obcych spojrzeń i szybko patrzę w dal
Niczym nowo narodzony - tak każdego dnia
Spoglądam w siebie, serce moje czarne jest
W drzwi chętnie spojrzę, gdy na czarne zmienię je
Może wtedy zniknę, by nie drażnił już żaden fakt
Ciężko czoło stawić im, gdy czarny jest twój świat
Nigdy mi zieleń mórz nie stanie modrą się
Nie mogłem wiedzieć, cóż, co później spotka cię
Gdy mocno wpatrzę się w zachodu słońca blask
Śmiać miłość będzie też się ze mną, aż po brzask
Patrzę w drzwi czerwień, chciałbym czarne widzieć je
Kolorów żadnych, niech na czarne zmienią się
Ubiory letnie dziewcząt przyciągają wzrok
Odwrócić muszę głowę, aż mnie minie mrok
Chcę widzieć wszystko w czerni, w czerni chcę!
Nocy chcę, węgla barw!
I słońce widzieć chcę starte precz z nieba tła!
Chcę wszystko widzieć czarne, czarne, czarne, czarne chcę!
Tak!
2011
♫ przekład z: Rolling Stones
Etykiety:
♫ - do śpiewania,
piosenki,
rolling stones,
tłumaczenia
czwartek, 17 lutego 2011
Ręce precz od kosmosu
już łaziki sondy cuda
teleskopów oczy szklane -
może wodę znaleźć uda
się lub życie gdzieś nieznane
może tam osiedlić da się
obcy ląd skolonizować
i planetę mieć w zapasie -
przyda nam się ziemia nowa
jeśli jacyś zaś miejscowi
wyszliby nam na spotkanie
Ziemian sztab się nad tym głowi
jak ich zdobyć zaufanie
a gdy już ich podejdziemy
dla przyszłości lepszej świata
pozbawimy własnej ziemi
i zamkniemy w rezerwatach
jeszcze tu na globie naszym
nie zniszczone do cna wszystko
już świat inny nam się marzy
świeżej krwi pić hienim pyskom
przed zagładą umknąć w porę
tylnym wyjściem oto sposób -
ja zaklinam ludzką sforę:
łapy z dala od kosmosu!
gnijcie w jednym bagnie razem
uczynionym z matki Ziemi -
zamiast topić w mrzonkach kasę
czas jest jeszcze by coś zmienić
lat dziesiątki miną całe
nim stworzycie gdzieś kolonie
wcześniej z waszym świat udziałem
ten osiągnie marny koniec
* * *
gdy nadejdzie koniec świata
to nic na to nie poradzę
ale chciałbym by ta data
mnie zastała z tobą razem...
2011
środa, 16 lutego 2011
Opuszczone ogrody
Gdzie się podziały radości wczorajsze,
Szczęście i śmiechy dzielone ze sobą?
Znikły z dzieciństwem dążeń, wierzeń, marzeń -
Czas-złodziej przyniósł śmierć naszym ogrodom,
Niszcząc sadzonki, depcząc kwiaty, drzewa
Łamiąc, sok roślin pijąc, wysuszając
Ziarno; w półmroku świecy doświadczenia
Kolory blakną, zieleń wpada w szarość ...
Czas w pojedynkę wymorduje kwiaty,
Choć wciąż jest jeszcze czas, by się podzielić
Swoją parcelą - tym, co zda się 'naszym'.
O ile gorzej na innych potrzeby
Zamknąć się, w swoim ogrodzie się zaszyć?
Chłód mnie ogarnia, wiatr i deszcz mnie ranią,
Wstecz patrząc widzę przyjaciół straconych,
Ogień dogasa, popioły rozgarniam,
Ręce mam brudne, umysł uśmierzony.
Oto są koszty, gdy na 'JA' się stawia:
Muszę iść dalej, ogród sam uprawiać,
Ciebie zapomnieć, nie czas już przepraszać
Widzę, że ogród, który uprawiałem,
Niczym nie różni się od pozostałych,
Dzielą nas płoty, które chronić miały ...
Widzę zniszczenie, trawę zrujnowaną -
Wierzy ktoś jeszcze, że utrzyma ogród?
Zachowa w czasie nędzną swoją własność?
Jaka przyjemność, gdy samotny rozwój?
Przyjdź, zobacz ogród mój, jeżeli zechcesz -
Niech ktoś tam wejdzie, póki żyje jeszcze,
Czas, by otworzyć innym swoje serce -
I zburzyć mury, nim zbyt późno będzie!
Tyle jest smutku w naszym ludzkim świecie,
Pustki i bólu, i serc połamanych,
W złą drogę kiedyś musieliśmy skręcić -
Jak tę właściwą teraz znaleźć mamy?
W bólu, zmartwieniu, naszym kwiatom trzeba,
By je wzajemnie deszczem serc podlewać ...
2011
tłumaczenie z: Peter Hammill
Szczęście i śmiechy dzielone ze sobą?
Znikły z dzieciństwem dążeń, wierzeń, marzeń -
Czas-złodziej przyniósł śmierć naszym ogrodom,
Niszcząc sadzonki, depcząc kwiaty, drzewa
Łamiąc, sok roślin pijąc, wysuszając
Ziarno; w półmroku świecy doświadczenia
Kolory blakną, zieleń wpada w szarość ...
Czas w pojedynkę wymorduje kwiaty,
Choć wciąż jest jeszcze czas, by się podzielić
Swoją parcelą - tym, co zda się 'naszym'.
O ile gorzej na innych potrzeby
Zamknąć się, w swoim ogrodzie się zaszyć?
Chłód mnie ogarnia, wiatr i deszcz mnie ranią,
Wstecz patrząc widzę przyjaciół straconych,
Ogień dogasa, popioły rozgarniam,
Ręce mam brudne, umysł uśmierzony.
Oto są koszty, gdy na 'JA' się stawia:
Muszę iść dalej, ogród sam uprawiać,
Ciebie zapomnieć, nie czas już przepraszać
Widzę, że ogród, który uprawiałem,
Niczym nie różni się od pozostałych,
Dzielą nas płoty, które chronić miały ...
Widzę zniszczenie, trawę zrujnowaną -
Wierzy ktoś jeszcze, że utrzyma ogród?
Zachowa w czasie nędzną swoją własność?
Jaka przyjemność, gdy samotny rozwój?
Przyjdź, zobacz ogród mój, jeżeli zechcesz -
Niech ktoś tam wejdzie, póki żyje jeszcze,
Czas, by otworzyć innym swoje serce -
I zburzyć mury, nim zbyt późno będzie!
Tyle jest smutku w naszym ludzkim świecie,
Pustki i bólu, i serc połamanych,
W złą drogę kiedyś musieliśmy skręcić -
Jak tę właściwą teraz znaleźć mamy?
W bólu, zmartwieniu, naszym kwiatom trzeba,
By je wzajemnie deszczem serc podlewać ...
2011
tłumaczenie z: Peter Hammill
wtorek, 15 lutego 2011
Dwaj panowie B.
Od zawsze swoją zdążałeś drogą
Wcześnie poczułeś, że jesteś inny
Nigdy nie miałeś bliskiego kogoś
Wilk - bez przyjaciół i bez rodziny
Szybko poznałeś kielich goryczy
Z gron egoizmu, zdrady i wzgardy
Skryłeś się światu w zamku wampirzym
Za płyt i filmów pancerzem twardym
Chronić się pragnąc w cynizmu mury
Bez wiary w boga, miłość i ludzi
W zgorzknienie popadł Werter ponury
Abstynent nałóg życia porzucił
Ty zaś od dziecka wierzyłeś w miłość
Choć dzieckiem przez nią zdradzonym byłeś
Życie ci w synach wynagrodziło
A w miłość wierząc żyć miałeś siłę
Bóg ten, któremu zawsze ufałeś
Zesłał optymizm i talent złoty
Ogromne serce i wielką wiarę
Głos i gitarę, byś śpiewał o tym
Życie kochając piłeś je ostro
Nic ci co ludzkie nie było obce
Trwałeś w nadzieję wczepiony mocno
Aż cię zdradziła w godzinie nocnej
Obaj pragnęli miłość odnaleźć
Życie odcięło wiary paliwo
Niosąc cierpienie niezrozumiałe
Dla ludzi, którym obca wrażliwość
W muzykę obaj marzyli uciec
Lecz świat okrutny dopaść ich zdołał
Ulegli cienia lat swoich smudze
Żaden z przyjaciół nie słyszał wołań
Wiek romantyków już się zakończył
Dobrego grania nikt dziś nie ceni
Nie ma wampirów, kochanków nocy -
Do mrocznej pustki są wypędzeni
2011
Wcześnie poczułeś, że jesteś inny
Nigdy nie miałeś bliskiego kogoś
Wilk - bez przyjaciół i bez rodziny
Szybko poznałeś kielich goryczy
Z gron egoizmu, zdrady i wzgardy
Skryłeś się światu w zamku wampirzym
Za płyt i filmów pancerzem twardym
Chronić się pragnąc w cynizmu mury
Bez wiary w boga, miłość i ludzi
W zgorzknienie popadł Werter ponury
Abstynent nałóg życia porzucił
Ty zaś od dziecka wierzyłeś w miłość
Choć dzieckiem przez nią zdradzonym byłeś
Życie ci w synach wynagrodziło
A w miłość wierząc żyć miałeś siłę
Bóg ten, któremu zawsze ufałeś
Zesłał optymizm i talent złoty
Ogromne serce i wielką wiarę
Głos i gitarę, byś śpiewał o tym
Życie kochając piłeś je ostro
Nic ci co ludzkie nie było obce
Trwałeś w nadzieję wczepiony mocno
Aż cię zdradziła w godzinie nocnej
Obaj pragnęli miłość odnaleźć
Życie odcięło wiary paliwo
Niosąc cierpienie niezrozumiałe
Dla ludzi, którym obca wrażliwość
W muzykę obaj marzyli uciec
Lecz świat okrutny dopaść ich zdołał
Ulegli cienia lat swoich smudze
Żaden z przyjaciół nie słyszał wołań
Wiek romantyków już się zakończył
Dobrego grania nikt dziś nie ceni
Nie ma wampirów, kochanków nocy -
Do mrocznej pustki są wypędzeni
2011
poniedziałek, 14 lutego 2011
Śmierć i dziewica
Przyjdź i weź mnie pośród żyta
Weź gdym młoda, niezużyta
Dni zbyt krótkie wieją chłodem
Przyjdź i weź me ciało młode
Niech dłoń twoja serce strwoży
Weź w ramiona, złóż mnie w łożu
Czas nie czeka, zwlekać szkoda
Przyjdź i weź mnie, pókim młoda
Weź mnie w wiośnie mego piękna
Weź, gdy pierś jest jeszcze jędrna
Kiedy oczy błyszczą jeszcze
Kiedy żądz obiektem jestem
Pół kobieta, pół dziewczyna
Weź, gdy w łóżku śpię niewinna
Gdy włos czarny, weź gdy zechcesz
Gdy miłości pełne serce
Czas jak podmuch się unosi
Przyjdź i weź mnie w mej młodości
Weź gdym młoda, niezużyta
Dni zbyt krótkie wieją chłodem
Przyjdź i weź me ciało młode
Niech dłoń twoja serce strwoży
Weź w ramiona, złóż mnie w łożu
Czas nie czeka, zwlekać szkoda
Przyjdź i weź mnie, pókim młoda
Weź mnie w wiośnie mego piękna
Weź, gdy pierś jest jeszcze jędrna
Kiedy oczy błyszczą jeszcze
Kiedy żądz obiektem jestem
Pół kobieta, pół dziewczyna
Weź, gdy w łóżku śpię niewinna
Gdy włos czarny, weź gdy zechcesz
Gdy miłości pełne serce
Czas jak podmuch się unosi
Przyjdź i weź mnie w mej młodości
Weź mnie w wiośnie mego piękna
Weź, gdy pierś jest jeszcze jędrna
Kiedy oczy błyszczą jeszcze
Kiedy żądz obiektem jestem
Pół kobietą, a pół dzieckiem
2011
tłumaczenie z: Inkubus Sukkubus
niedziela, 13 lutego 2011
Kaleka
Urodziłem się bez dłoni,
Wszystko umiem zrobić jedną,
Ortopedów w diabły gonię -
Niech wypchają się protezą
Oczy moje nic nie widzą,
Lecz nie czuję się kaleką,
Wyrzuciłem telewizor -
Duszy sięga wzrok daleko
Przeszczep? Nie chcę! Ja bez serca,
Monstrum dziwnym będąc, żyję -
Wolę uczuć poniewierkę,
Niż mieć serce byle czyje
Urodziłem się bez głowy,
Tak, to także jest możliwe,
Można tego być świadomym,
Tak jak mózg mieć i nie myśleć
2011
Wszystko umiem zrobić jedną,
Ortopedów w diabły gonię -
Niech wypchają się protezą
Oczy moje nic nie widzą,
Lecz nie czuję się kaleką,
Wyrzuciłem telewizor -
Duszy sięga wzrok daleko
Przeszczep? Nie chcę! Ja bez serca,
Monstrum dziwnym będąc, żyję -
Wolę uczuć poniewierkę,
Niż mieć serce byle czyje
Urodziłem się bez głowy,
Tak, to także jest możliwe,
Można tego być świadomym,
Tak jak mózg mieć i nie myśleć
2011
sobota, 12 lutego 2011
Po tej stronie lustra
Gwiazdy na niebie świecą wciąż nade mną
Gdybyś tu była, widziałbym ich piękno
Jednak na drugą przeszłaś lustra stronę
Noce samotnie spędzać mi sądzone
Zostałem niemy, ślepy, zagubiony
Pijany smutkiem, w obłęd zanurzony
Fala przytłacza, lustro mnie odpycha
Śmiech przez zwierciadło twój echem przenika
A ja sam jestem - bez ulgi, przyszłości
Domu, przyjaźni - niewolnik przeszłości
Byłaś jedyną znaną mi miłością
Jestem bez ciebie pustką i nicością
Ciszą w zadumie nad tym, co straciła
Zbyt wcześnie wymknąć ci się pozwoliła
Czy mnie usłyszysz? Słuchaj mojej pieśni
Oto umieram, kiedy ty odeszłaś
Słowa nie starczą, by zbawić mą duszę
One drwią sobie tylko ze mnie w lustrze
Zimno mi, tęsknię, wiesz dobrze, że płonę,
Oczy od światła są odzwyczajone
Jak pies bezpański, wśród nocy zgubiony
Samotnie będę wlókł się w swoją stronę
Tworzymy przyszłość, lecz moja przepadła
Wciąż czekam cudu, który się nie zdarza ...
Gwiazda, nim spadnie, smutno w górze błyszczy
Bez ciebie, dla mnie każda z nich jest niczym
2011
tłumaczenie z: Peter Hammill
Gdybyś tu była, widziałbym ich piękno
Jednak na drugą przeszłaś lustra stronę
Noce samotnie spędzać mi sądzone
Zostałem niemy, ślepy, zagubiony
Pijany smutkiem, w obłęd zanurzony
Fala przytłacza, lustro mnie odpycha
Śmiech przez zwierciadło twój echem przenika
A ja sam jestem - bez ulgi, przyszłości
Domu, przyjaźni - niewolnik przeszłości
Byłaś jedyną znaną mi miłością
Jestem bez ciebie pustką i nicością
Ciszą w zadumie nad tym, co straciła
Zbyt wcześnie wymknąć ci się pozwoliła
Czy mnie usłyszysz? Słuchaj mojej pieśni
Oto umieram, kiedy ty odeszłaś
Słowa nie starczą, by zbawić mą duszę
One drwią sobie tylko ze mnie w lustrze
Zimno mi, tęsknię, wiesz dobrze, że płonę,
Oczy od światła są odzwyczajone
Jak pies bezpański, wśród nocy zgubiony
Samotnie będę wlókł się w swoją stronę
Tworzymy przyszłość, lecz moja przepadła
Wciąż czekam cudu, który się nie zdarza ...
Gwiazda, nim spadnie, smutno w górze błyszczy
Bez ciebie, dla mnie każda z nich jest niczym
2011
tłumaczenie z: Peter Hammill
piątek, 11 lutego 2011
Niewolnikom
Czasem ciężko kochać kogoś,
Nijak zmusić do kochania,
Można jednak znaleźć wolność -
Ona wszystkim jest nam dana
Choć ją każdy kiedyś dostał,
Razem z sercem i rozumem,
Łatwo jest ją innym oddać,
Kiedy strzec się jej nie umie
Kto to światło czuje w sobie,
Jego siły jest świadomy,
Nieci święty myśli ogień -
Nigdy nie da się zniewolić
Miej więc umysł swój otwarty,
Co nikczemne - sercem oceń,
Wobec głupców bądź uparty,
Kieruj się sumienia głosem
Poszerz myśli horyzonty,
Nie wstydź serca się uniesień,
A zrozumiesz, co jest dobrym,
A co w czyimś interesie
Żadna władza, czy potęga,
Z tego, czy z innego świata,
Nie jest w stanie z twego wnętrza
Wyrwać tego, co w nim składasz
Nie ulegaj obietnicy,
Kłamstwu, klątwie, wizji chorej,
Wykrzyczanej na mównicy,
Ni głoszonej na ambonie
Nie czcij nigdy ludzi innych,
Choćby z nich robili świętych -
Lepiej być dla tłuszczy nikim,
Niż w niewolę przez nią wzięty
Nic, że nazwą ciebie karłem,
Z wysokości piedestałów -
Tyś wolnością jest mocarny,
Im kajdany z nóg zwisają
2011
Nijak zmusić do kochania,
Można jednak znaleźć wolność -
Ona wszystkim jest nam dana
Choć ją każdy kiedyś dostał,
Razem z sercem i rozumem,
Łatwo jest ją innym oddać,
Kiedy strzec się jej nie umie
Kto to światło czuje w sobie,
Jego siły jest świadomy,
Nieci święty myśli ogień -
Nigdy nie da się zniewolić
Miej więc umysł swój otwarty,
Co nikczemne - sercem oceń,
Wobec głupców bądź uparty,
Kieruj się sumienia głosem
Poszerz myśli horyzonty,
Nie wstydź serca się uniesień,
A zrozumiesz, co jest dobrym,
A co w czyimś interesie
Żadna władza, czy potęga,
Z tego, czy z innego świata,
Nie jest w stanie z twego wnętrza
Wyrwać tego, co w nim składasz
Nie ulegaj obietnicy,
Kłamstwu, klątwie, wizji chorej,
Wykrzyczanej na mównicy,
Ni głoszonej na ambonie
Nie czcij nigdy ludzi innych,
Choćby z nich robili świętych -
Lepiej być dla tłuszczy nikim,
Niż w niewolę przez nią wzięty
Nic, że nazwą ciebie karłem,
Z wysokości piedestałów -
Tyś wolnością jest mocarny,
Im kajdany z nóg zwisają
2011
czwartek, 10 lutego 2011
Epitafium
Mur proroczych przepowiedni
Pęka na spoinach
W słońcu lśnią narzędzia śmierci
Sny w koszmarach giną
Ludzie wewnątrz są rozdarci
I wieńców laurowych
Kiedy cisza krzyki zwalczy
Nie dostąpią głowy
Droga trudna jest i kręta
Chaos mi nagrobkiem
Gdy przetrwamy, śmiać się będę
Lecz jutra się boję
Bo do łez powodów więcej
Tak, do łez powodów więcej
Między losu grube bramy
Ziarna czasu wsiane
Podlewane uczynkami
Wiedzących i znanych
Wiedza może bardzo szkodzić
Gdy nikt reguł nie zna
Widzę, że ludzkości losy
Leżą w głupców rękach
Pęka na spoinach
W słońcu lśnią narzędzia śmierci
Sny w koszmarach giną
Ludzie wewnątrz są rozdarci
I wieńców laurowych
Kiedy cisza krzyki zwalczy
Nie dostąpią głowy
Droga trudna jest i kręta
Chaos mi nagrobkiem
Gdy przetrwamy, śmiać się będę
Lecz jutra się boję
Bo do łez powodów więcej
Tak, do łez powodów więcej
Między losu grube bramy
Ziarna czasu wsiane
Podlewane uczynkami
Wiedzących i znanych
Wiedza może bardzo szkodzić
Gdy nikt reguł nie zna
Widzę, że ludzkości losy
Leżą w głupców rękach
Droga trudna jest i kręta
Chaos mi nagrobkiem
Gdy przetrwamy, śmiać się będę
Lecz jutra się boję
Bo do łez powodów więcej
Tak, do łez powodów więcej
2011
tłumaczenie z: King Crimson
środa, 9 lutego 2011
Bożek prędkości
Synu Hermesa, walki herosie
Nie krew - benzyna tętni ci w żyłach
Masz zamiast serca cylindrów osiem
Prędkość cię co dzień na asfalt wzywa
Niczym pieniądze i wielka sława!
Jednością jesteś z auta silnikiem
Wyzwania nowe wciąż sobie stawiasz
Żyjesz ściganiem, motoru rykiem
Nie dbasz co inni o tobie mówią
Ty jesteś bożkiem, niech tobie służą
Czujesz maszynę, inni to czują
Rywale słabi przegrywać muszą
Pedał, manetka, ruch kierownicą
Tego zabronić tobie nie mogą
Lecz tylko patrząc ulec zachwytom
Jak kradniesz ogień prędkości bogom
I kiedy suniesz wąskim asfaltem
Śmierć ciebie w stanie nie jest dopędzić
Chociaż roztrzaskasz się swoim autem
To znów powrócisz i ją zwyciężysz
Feniks z popiołów w sile powstaniesz
Bo nie ma władzy śmierć nad bogami
A może z diabłem układ zawarłeś
Który benzyną jest podpisany?
2011
Nie krew - benzyna tętni ci w żyłach
Masz zamiast serca cylindrów osiem
Prędkość cię co dzień na asfalt wzywa
Niczym pieniądze i wielka sława!
Jednością jesteś z auta silnikiem
Wyzwania nowe wciąż sobie stawiasz
Żyjesz ściganiem, motoru rykiem
Nie dbasz co inni o tobie mówią
Ty jesteś bożkiem, niech tobie służą
Czujesz maszynę, inni to czują
Rywale słabi przegrywać muszą
Pedał, manetka, ruch kierownicą
Tego zabronić tobie nie mogą
Lecz tylko patrząc ulec zachwytom
Jak kradniesz ogień prędkości bogom
I kiedy suniesz wąskim asfaltem
Śmierć ciebie w stanie nie jest dopędzić
Chociaż roztrzaskasz się swoim autem
To znów powrócisz i ją zwyciężysz
Feniks z popiołów w sile powstaniesz
Bo nie ma władzy śmierć nad bogami
A może z diabłem układ zawarłeś
Który benzyną jest podpisany?
2011
wtorek, 8 lutego 2011
Trupista
Niegdyś przedmiot pożądania,
Właściciela starań wielu,
Moc umysłu w nim schowana,
Skarby duszy, jak w kasztelu
Cenny klejnot w skrytce marnej -
Obraz boga w słabym ciele,
Gdy ktoś skarb ze skarbca skradnie,
Rzuca skrytkę - niech rdzewieje
Tak po śmierci trafia w ziemię
Najwspanialsza z powłok świata,
Tam ją szczurze niszczy plemię,
Rozkład piękno w proch obraca
Święcie wierzę, że ty jedna,
Siłą mojej resztki życia,
Wiary, walki, swego piękna,
Nie podlegasz prawom gnicia
Ciemna trumna, czaszka goła,
Robak toczy śluz oślizgły,
Gniazdo mając w oczodołach -
Oto koszmar jest trupisty
2011
Właściciela starań wielu,
Moc umysłu w nim schowana,
Skarby duszy, jak w kasztelu
Cenny klejnot w skrytce marnej -
Obraz boga w słabym ciele,
Gdy ktoś skarb ze skarbca skradnie,
Rzuca skrytkę - niech rdzewieje
Tak po śmierci trafia w ziemię
Najwspanialsza z powłok świata,
Tam ją szczurze niszczy plemię,
Rozkład piękno w proch obraca
Święcie wierzę, że ty jedna,
Siłą mojej resztki życia,
Wiary, walki, swego piękna,
Nie podlegasz prawom gnicia
Ciemna trumna, czaszka goła,
Robak toczy śluz oślizgły,
Gniazdo mając w oczodołach -
Oto koszmar jest trupisty
2011
poniedziałek, 7 lutego 2011
Piętnastolatka ♫
Piętnaście lat -
Czy pomożesz jej
Zapomnieć świat
Nim cię zmieni w swą część
I gdybyś wóz miał
Mógłbyś wywieźć ją gdzieś
Gdzieś do szczęśliwszych miejsc
Gdzie szczęśliwszy jest dzień
Ty to w uśmiechu masz
I w głowie swej
Mogłaby skryć się
Na chwile dwie
Piętnaście lat ...
Piętnaście lat -
Po co utrudniać to
Gdy dobrze jest
Oby dalej tak szło
Ona to wie
Żeś nie zbratał się
Jeszcze ze świata złem
Nie wpadł w podłości sieć
Czy rozumiesz to?
Czy wiesz co siedzi w niej?
Gdy wpadasz w mrok
I widzisz świat wzrokiem jej -
Już wiesz ...
Piętnaście lat ...
Piętnaście lat -
Czemu kazano jej
Uczucia kryć swe
Udawać że
Życie nie jest jej
Przepaścią pod liną
Teraz tylko chce
By się jej spełniło
By widzieć w twych oczach świat
By twoim śmiechem się śmiać
Otrzymać jakiś dar
Chociaż co jakiś czas
Piętnaście lat ...
2010
♫ przekład z: Depeche Mode
Czy pomożesz jej
Zapomnieć świat
Nim cię zmieni w swą część
I gdybyś wóz miał
Mógłbyś wywieźć ją gdzieś
Gdzieś do szczęśliwszych miejsc
Gdzie szczęśliwszy jest dzień
Ty to w uśmiechu masz
I w głowie swej
Mogłaby skryć się
Na chwile dwie
Piętnaście lat ...
Piętnaście lat -
Po co utrudniać to
Gdy dobrze jest
Oby dalej tak szło
Ona to wie
Żeś nie zbratał się
Jeszcze ze świata złem
Nie wpadł w podłości sieć
Czy rozumiesz to?
Czy wiesz co siedzi w niej?
Gdy wpadasz w mrok
I widzisz świat wzrokiem jej -
Już wiesz ...
Piętnaście lat ...
Piętnaście lat -
Czemu kazano jej
Uczucia kryć swe
Udawać że
Życie nie jest jej
Przepaścią pod liną
Teraz tylko chce
By się jej spełniło
By widzieć w twych oczach świat
By twoim śmiechem się śmiać
Otrzymać jakiś dar
Chociaż co jakiś czas
Piętnaście lat ...
2010
♫ przekład z: Depeche Mode
Etykiety:
♫ - do śpiewania,
depeche mode,
piosenki,
tłumaczenia
niedziela, 6 lutego 2011
NOTES 11 - Cmentarz
Krzywe tafle płyt kamiennych
Ziemię swoim tną ciężarem,
Ta je wsysa w dół za karę,
Jak szkielety w grób podziemny
Dziką trawą porastają,
Coraz cichszym głosem krzycząc
Ścierających się napisów -
Spotka was, co nas spotkało
Czasem przyjdzie człowiek wierząc,
Że ma szczęście być wciąż żywym,
Gdy ci biedni w dole leżą
Zmarli stanem swym szczęśliwi,
Z góry wzrokiem smutnym mierzą
Cmentarz naszych złud fałszywych
2011
Ziemię swoim tną ciężarem,
Ta je wsysa w dół za karę,
Jak szkielety w grób podziemny
Dziką trawą porastają,
Coraz cichszym głosem krzycząc
Ścierających się napisów -
Spotka was, co nas spotkało
Czasem przyjdzie człowiek wierząc,
Że ma szczęście być wciąż żywym,
Gdy ci biedni w dole leżą
Zmarli stanem swym szczęśliwi,
Z góry wzrokiem smutnym mierzą
Cmentarz naszych złud fałszywych
2011
sobota, 5 lutego 2011
Bluźniercze plotki ♫
Szesnaście lat, przed sobą życia szmat,
Żyły tnie, już dosyć ma,
Nie dali jej, łaska twa
Wielka, boże
Matka tłumiąc łzy, pożegnalny czyta tekst,
W myślach ma szesnaście świec,
Obwinia się, tak zawsze jest,
Na kolanach modli się
Jakżebym mógł
Siać bluźnierstwa wśród tłumu,
Lecz myślę, że bóg
Ma popaprany humor,
Ze śmierci mej, myślę że się też ucieszy
Osiemnaście lat, kochać chciała cały świat,
Jezus żyć jej kazał tak,
Zderzaka trzask, finał miał
Miejsce następnego dnia
W letni dzień, pożegnała nas,
Na niebie letnim śpiewał ptak,
I nadszedł deszcz, kolejny raz
Z jej matki oka spadła łza
Jakżebym mógł
Siać bluźnierstwa wśród tłumu,
Lecz myślę, że bóg
Ma popaprany humor,
Ze śmierci mej, myślę że się też ucieszy
2011
♫ przekład z: Depeche Mode
Żyły tnie, już dosyć ma,
Nie dali jej, łaska twa
Wielka, boże
Matka tłumiąc łzy, pożegnalny czyta tekst,
W myślach ma szesnaście świec,
Obwinia się, tak zawsze jest,
Na kolanach modli się
Jakżebym mógł
Siać bluźnierstwa wśród tłumu,
Lecz myślę, że bóg
Ma popaprany humor,
Ze śmierci mej, myślę że się też ucieszy
Osiemnaście lat, kochać chciała cały świat,
Jezus żyć jej kazał tak,
Zderzaka trzask, finał miał
Miejsce następnego dnia
W letni dzień, pożegnała nas,
Na niebie letnim śpiewał ptak,
I nadszedł deszcz, kolejny raz
Z jej matki oka spadła łza
Jakżebym mógł
Siać bluźnierstwa wśród tłumu,
Lecz myślę, że bóg
Ma popaprany humor,
Ze śmierci mej, myślę że się też ucieszy
2011
♫ przekład z: Depeche Mode
Etykiety:
♫ - do śpiewania,
depeche mode,
piosenki,
tłumaczenia
piątek, 4 lutego 2011
NOTES 10 - Katharsis
"Czasem płaczę, bo chce mi się płakać,
Wtedy czuję, że uchodzi ze mnie zło."
Dżem
Ściskam ścianki świecy miękkość,
Knot pod lustrem wosku tonie,
Ledwie tli się jego koniec,
Wkrótce zgaśnie - wygra ciemność

Nagle pęka mdły naskórek,
Wosk wypływa cienką strugą,
Knot wyciąga szyję długą,
Płomień kopcąc strzela w górę
Ból do wnętrza serca chowam,
Tłumiąc pod nim uczuć płomień -
Serce pęka w łez potokach
Wtedy czyszczę się ze wspomnień,
Czuję, że znów mogę kochać -
Łzo-katharsis, duszę odmień!
2011
Wtedy czuję, że uchodzi ze mnie zło."
Dżem
Ściskam ścianki świecy miękkość,
Knot pod lustrem wosku tonie,
Ledwie tli się jego koniec,
Wkrótce zgaśnie - wygra ciemność
Nagle pęka mdły naskórek,
Wosk wypływa cienką strugą,
Knot wyciąga szyję długą,
Płomień kopcąc strzela w górę
Ból do wnętrza serca chowam,
Tłumiąc pod nim uczuć płomień -
Serce pęka w łez potokach
Wtedy czyszczę się ze wspomnień,
Czuję, że znów mogę kochać -
Łzo-katharsis, duszę odmień!
2011
czwartek, 3 lutego 2011
Mglisty odcień zimy ♫
Czas, czas, czas - spójrz co zrobiłeś mi ...
Gdy szukałem jak żyć mam i kim mam być,
Nie mogłem wybrać nic
Popatrz w krąg,
Liści brąz,
W chmurach wciąż
Mglisty odcień zimy
Patrz jak zbawienia armia gra
Tam, gdzie brzeg rzeka ma,
Szykuje ci się lepszy zjazd
Niż zakładał plan,
Opróżnij kubek do dna
Popatrz w krąg,
Liści brąz,
Trzymaj się nadziei swej -
Łatwo tak powiedzieć jest,
Lecz gdybyś nie miał znaleźć jej,
Tak prosto grać, że
Nadzieja znajdzie się gdzieś
Spójrz na świat -
Zieleń traw,
Dojrzały łan -
To najlepszy w życiu czas
Och, pory roku mkną wokół nas,
I w gobelin wplatają czas,
Czy przystaniesz i wspomnisz nas?
Gdy tylko ochotę masz
Pamięć mi - to śmieszne jest -
Wymyka się, gdy czytam tekst -
W szufladzie mej wiersz ...
Zanim ten drink zetnie mnie
Popatrz w krąg,
Liści brąz,
Gdy szukałem jak żyć mam i kim mam być,
Nie mogłem wybrać nic
Popatrz w krąg,
Liści brąz,
W chmurach wciąż
Mglisty odcień zimy
Patrz jak zbawienia armia gra
Tam, gdzie brzeg rzeka ma,
Szykuje ci się lepszy zjazd
Niż zakładał plan,
Opróżnij kubek do dna
Popatrz w krąg,
Liści brąz,
W chmurach wciąż
Mglisty odcień zimy
Mglisty odcień zimy
Łatwo tak powiedzieć jest,
Lecz gdybyś nie miał znaleźć jej,
Tak prosto grać, że
Nadzieja znajdzie się gdzieś
Spójrz na świat -
Zieleń traw,
Dojrzały łan -
To najlepszy w życiu czas
Och, pory roku mkną wokół nas,
I w gobelin wplatają czas,
Czy przystaniesz i wspomnisz nas?
Gdy tylko ochotę masz
Pamięć mi - to śmieszne jest -
Wymyka się, gdy czytam tekst -
W szufladzie mej wiersz ...
Zanim ten drink zetnie mnie
Popatrz w krąg,
Liści brąz,
W chmurach wciąż
Mglisty odcień zimy,
Mglisty odcień zimy,
Popatrz w krąg,
Liści brąz,
Liści brąz,
Skrawek śniegu na ziemi wciąż ...
2011
♫ przekład z: Simon&Garfunkel
2011
♫ przekład z: Simon&Garfunkel
Etykiety:
♫ - do śpiewania,
piosenki,
simon garfunkel,
tłumaczenia
środa, 2 lutego 2011
NOTES 9 - Do Beksy
Najmroczniejsze dzieło ojca,
Pierwszy wampir pośród ludzi,
Że świat zmieni wciąż się łudził -
Świat był sprawcą jego końca
Nocy naszych przewodniku,
Dawco wzruszeń romantycznych,
Tyś kapłanem był muzycznym
Przy łkającym odbiorniku
Wąż-kobieta ciebie wzięła,
Gdy zwątpiłeś w świata piękno,
Piękna też już z nami nie ma
Stanowiłeś z pięknem jedno,
Świat dziś własny ogon zżera,
Wkrótce z tobą nam odetchnąć
2011
Pierwszy wampir pośród ludzi,
Że świat zmieni wciąż się łudził -
Świat był sprawcą jego końca
Nocy naszych przewodniku,
Dawco wzruszeń romantycznych,
Tyś kapłanem był muzycznym
Przy łkającym odbiorniku
Wąż-kobieta ciebie wzięła,
Gdy zwątpiłeś w świata piękno,
Piękna też już z nami nie ma
Stanowiłeś z pięknem jedno,
Świat dziś własny ogon zżera,
Wkrótce z tobą nam odetchnąć
2011
wtorek, 1 lutego 2011
Zielone liście
Napisałem to przed chwilą,
Tak sądziłem - rok już minął -
Czas się spieszy jak szalony ...
Liść zielony się brązowi,
Schnie na wietrze, pęka w dłoni
Sercem moim zawładnęła,
Choć jej strzegłem, noc ją wzięła -
Jak poemat nieskończony ...
Tak sądziłem - rok już minął -
Czas się spieszy jak szalony ...
Liść zielony się brązowi,
Schnie na wietrze, pęka w dłoni
Sercem moim zawładnęła,
Choć jej strzegłem, noc ją wzięła -
Jak poemat nieskończony ...
Liść zielony się brązowi,
Schnie na wietrze, pęka w dłoni
Wrzucam kamyk do potoku,
Fale się rozchodzą wokół -
Bezszelestnie umierają ...
Liść zielony się brązowi,
Schnie na wietrze, pęka w dłoni
Witaj, witaj, witaj, żegnaj,
Żegnaj, żegnaj, żegnaj, żegnaj -
Oto nasze życie całe ...
Liść zielony się brązowi,
Schnie na wietrze, pęka w dłoni
2011
swobodny przekład z: Simon&Garfunkel
poniedziałek, 31 stycznia 2011
Myśl
Zrodziłaś się we mnie
Pomiędzy bzdurami,
Drogi masz tajemne,
Rodzice - nieznani,
Zabierasz mi spokój,
Drążysz dziurę w czaszce,
Rośniesz jak nowotwór,
Co ma życie własne,
Chciałbym cię uwolnić
I światu cię oddać,
Lecz umysł niezdolny,
By nadać ci postać,
Wiem, że ciężkim grzechem
Zatruć cię słowami,
Które zwykle celem
Pierwej niż środkami,
Bieg twój jest zbyt prędki,
Zbyt zawiła postać,
Żeby język giętki
Mógł twej mocy sprostać,
Słowo tylko skrzeczy,
Gdy ty śpiewasz we mnie,
Żadne twojej rzeczy
Nie jest odpowiednie
Zabić cię najlepiej!
W sobie cię zaduszę -
Za duszę, co cierpi,
Za tę chorą duszę!
Przekuję cię w medal
Na szyi przegranych,
Lecz zgwałcić cię nie dam
Marnymi słowami
A potem usiądę,
Sam na sam z myślami,
Brnąc w nierówną wojnę
Z mściwymi siostrami,
Za tę, co zabiłem,
Chcąc siebie ocalić,
Teraz marnie zginę,
Bijąc się z myślami,
Że jej nie umiałem
W słowach uwydatnić,
Będę cierpiał karę
Aż do dni ostatnich,
Ból myśli następnych
Skrywając nocami,
Nastrój ich posępny
Wypłakując łzami,
Dźwiękami głuszenie
Zda się wtedy na nic
I próżne topienie
Na dnie wina szklanic
Gdy pójdę ku zmarłym,
Myśli tak to sprawią -
Wydrgam je nerwami,
Żyły je wykrwawią
2011
Pomiędzy bzdurami,
Drogi masz tajemne,
Rodzice - nieznani,
Zabierasz mi spokój,
Drążysz dziurę w czaszce,
Rośniesz jak nowotwór,
Co ma życie własne,
Chciałbym cię uwolnić
I światu cię oddać,
Lecz umysł niezdolny,
By nadać ci postać,
Wiem, że ciężkim grzechem
Zatruć cię słowami,
Które zwykle celem
Pierwej niż środkami,
Bieg twój jest zbyt prędki,
Zbyt zawiła postać,
Żeby język giętki
Mógł twej mocy sprostać,
Słowo tylko skrzeczy,
Gdy ty śpiewasz we mnie,
Żadne twojej rzeczy
Nie jest odpowiednie
Zabić cię najlepiej!
W sobie cię zaduszę -
Za duszę, co cierpi,
Za tę chorą duszę!
Przekuję cię w medal
Na szyi przegranych,
Lecz zgwałcić cię nie dam
Marnymi słowami
A potem usiądę,
Sam na sam z myślami,
Brnąc w nierówną wojnę
Z mściwymi siostrami,
Za tę, co zabiłem,
Chcąc siebie ocalić,
Teraz marnie zginę,
Bijąc się z myślami,
Że jej nie umiałem
W słowach uwydatnić,
Będę cierpiał karę
Aż do dni ostatnich,
Ból myśli następnych
Skrywając nocami,
Nastrój ich posępny
Wypłakując łzami,
Dźwiękami głuszenie
Zda się wtedy na nic
I próżne topienie
Na dnie wina szklanic
Gdy pójdę ku zmarłym,
Myśli tak to sprawią -
Wydrgam je nerwami,
Żyły je wykrwawią
2011
niedziela, 30 stycznia 2011
Kobieta i wiersze
Wielu mężczyzn miałaś -
Cóż ci oni dali?
W próg twojego ciała
Weszli z buciorami,
Świat marzeń dziecięcych,
Cud śniony nocami,
Brudnymi pieniędzmi
Na zawsze przegnali,
Jak zabawkę starą
Rzucili na śmietnik,
Uciekając rano
Do innej kobiety,
Byłaś sportem dla nich,
Kolejnym motylem,
Który pięknem bawi
Tylko krótką chwilę
Bądź moją boginią,
Ja ci cześć okażę,
Uczynię religią,
Wzniosę ci ołtarze,
Do umarłych marzeń
Przy mnie znów powrócisz,
Ja ci świat pokażę
Nieznany przez ludzi,
Prócz ciała odkryję
W tobie duszy piękno,
Bogu skradnę imię,
Dam ci nieśmiertelność;
Pytasz, jak to zrobię -
- Piszę wiersze, pani.
Krótką masz odpowiedź -
- Gardzę poetami
2011
Cóż ci oni dali?
W próg twojego ciała
Weszli z buciorami,
Świat marzeń dziecięcych,
Cud śniony nocami,
Brudnymi pieniędzmi
Na zawsze przegnali,
Jak zabawkę starą
Rzucili na śmietnik,
Uciekając rano
Do innej kobiety,
Byłaś sportem dla nich,
Kolejnym motylem,
Który pięknem bawi
Tylko krótką chwilę
Bądź moją boginią,
Ja ci cześć okażę,
Uczynię religią,
Wzniosę ci ołtarze,
Do umarłych marzeń
Przy mnie znów powrócisz,
Ja ci świat pokażę
Nieznany przez ludzi,
Prócz ciała odkryję
W tobie duszy piękno,
Bogu skradnę imię,
Dam ci nieśmiertelność;
Pytasz, jak to zrobię -
- Piszę wiersze, pani.
Krótką masz odpowiedź -
- Gardzę poetami
2011
sobota, 29 stycznia 2011
Miłość i Śmierć
W dróg ludzkich sieci mętnych kolorów,
W trudnych decyzji ciasnej gardzieli,
Pośród dręczących duszę wyborów,
Spotkać się przyszło dwóm pannom w bieli
Pierwsza - wysmukła, z wydatną piersią,
Blaskiem na twarzy, płomieniem oczu,
Włosem rozwianym, czystością wieczną,
Naręczą świeżych wiosny owoców
Druga - strasząca szkieletem długim,
Wionąca chłodem, wonią przebrzydłą,
Budząca grozę czerepem trupim
I kosą z plamą krwawo zastygłą
Pierwsza tak rzecze - Ustąp mi drogi,
Beze mnie życie ludzkie jest marne,
Wszak ze mnie każdy człowiek się rodzi
I mnie jedynej każdy z nich pragnie
Ja im rozświetlam mroki ich doli,
Daję sens życia, losy ich łączę,
Przy mnie spotkanie z tobą mniej boli,
Jestem początkiem i chcę być końcem
Na to szczękami druga zgrzytnęła,
W śmiechu szyderczym szczerząc zgryz trupi -
Choć życie z ciebie bierze się nieraz,
To zawsze we mnie kończyć się musi
Może i życie bez ciebie marne,
Lecz z tobą często tak mocno boli,
Że z nas dwóch człowiek mnie bardziej pragnie,
Ze mną, nie z tobą, odejść stąd woli
Sprawiasz, że cierpią ci, których mijasz,
A jeśli innych połączyć zdołasz,
Wystarczy, żebym jedno zabiła,
A już to drugie samo mnie woła
Ty życie ludzi w mroki wprowadzasz,
Spokój zamieniasz w złudną nadzieję,
Przez ciebie bolą ze mną spotkania -
Ja jestem łaską i ukojeniem
2011
W trudnych decyzji ciasnej gardzieli,
Pośród dręczących duszę wyborów,
Spotkać się przyszło dwóm pannom w bieli
Pierwsza - wysmukła, z wydatną piersią,
Blaskiem na twarzy, płomieniem oczu,
Włosem rozwianym, czystością wieczną,
Naręczą świeżych wiosny owoców
Druga - strasząca szkieletem długim,
Wionąca chłodem, wonią przebrzydłą,
Budząca grozę czerepem trupim
I kosą z plamą krwawo zastygłą
Pierwsza tak rzecze - Ustąp mi drogi,
Beze mnie życie ludzkie jest marne,
Wszak ze mnie każdy człowiek się rodzi
I mnie jedynej każdy z nich pragnie
Ja im rozświetlam mroki ich doli,
Daję sens życia, losy ich łączę,
Przy mnie spotkanie z tobą mniej boli,
Jestem początkiem i chcę być końcem
Na to szczękami druga zgrzytnęła,
W śmiechu szyderczym szczerząc zgryz trupi -
Choć życie z ciebie bierze się nieraz,
To zawsze we mnie kończyć się musi
Może i życie bez ciebie marne,
Lecz z tobą często tak mocno boli,
Że z nas dwóch człowiek mnie bardziej pragnie,
Ze mną, nie z tobą, odejść stąd woli
Sprawiasz, że cierpią ci, których mijasz,
A jeśli innych połączyć zdołasz,
Wystarczy, żebym jedno zabiła,
A już to drugie samo mnie woła
Ty życie ludzi w mroki wprowadzasz,
Spokój zamieniasz w złudną nadzieję,
Przez ciebie bolą ze mną spotkania -
Ja jestem łaską i ukojeniem
2011
piątek, 28 stycznia 2011
Gdybym był
Czy gdybym był lepszy -
Innym w serca bym się wkradał?
Gdybym był silniejszy,
By znieść ile los wymaga -
Czy tym bym ją zdobył?
(Nie czyniąc jej szkody)
Gdy byłem żołnierzem -
Broń składałem u stóp twoich,
Gdy byłem żeglarzem -
Byłaś cichym portem moim
Gdybym był mądrzejszy -
Innym stałbym się podobny?
Gdybym był życzliwszy,
Świat miłością karmiąc głodny -
Czy bym ją ubłagał?
(Chcąc wciąż jej dogadzać)
Gdybym był malarzem -
Świat mych barw by jej nie splamił,
Gdybym był jak Mojżesz -
Manną z nieba bym ją karmił,
Gdybym był poetą -
Płomień byłby w moich słowach,
Gdybym był kochankiem -
Oczy bym jej wycałował
Więc, skarbie, tu przybądź,
Już mi cię nie wezmą,
Bezpiecznie i cicho
Zostaniesz już ze mną
Zawsze
Chodź do mnie, mój skarbie,
Tu cię nie dosięgną,
Świat miłością głodny karmię -
Czy tym cię zdobędę?
(Dogadzać ci będę)
Innym w serca bym się wkradał?
Gdybym był silniejszy,
By znieść ile los wymaga -
Czy tym bym ją zdobył?
(Nie czyniąc jej szkody)
Gdy byłem żołnierzem -
Broń składałem u stóp twoich,
Gdy byłem żeglarzem -
Byłaś cichym portem moim
Gdybym był mądrzejszy -
Innym stałbym się podobny?
Gdybym był życzliwszy,
Świat miłością karmiąc głodny -
Czy bym ją ubłagał?
(Chcąc wciąż jej dogadzać)
Gdybym był malarzem -
Świat mych barw by jej nie splamił,
Gdybym był jak Mojżesz -
Manną z nieba bym ją karmił,
Gdybym był poetą -
Płomień byłby w moich słowach,
Gdybym był kochankiem -
Oczy bym jej wycałował
Więc, skarbie, tu przybądź,
Już mi cię nie wezmą,
Bezpiecznie i cicho
Zostaniesz już ze mną
Zawsze
Chodź do mnie, mój skarbie,
Tu cię nie dosięgną,
Świat miłością głodny karmię -
Czy tym cię zdobędę?
(Dogadzać ci będę)
Gdy byłem żołnierzem -
Broń składałem u stóp twoich,
Gdy byłem żeglarzem -
Byłaś cichym portem moim,
Gdybym był malarzem -
Świat mych barw by cię nie splamił,
Gdybym był jak Mojżesz -
Manną z nieba bym cię karmił,
Gdybym był poetą...
Czy wyraziłbym słowami?
2011
parafraza/swobodny przekład z: Ultravox
czwartek, 27 stycznia 2011
Przestroga
Prosił boga, by go słuchał,
Modlitwami czas zaprzątał,
W końcu pan nadstawił ucha -
Dał mu więcej niźli żądał
W sercu uczuć miał niemało
I stąd ból czuł w nim niezmiennie,
Bo się panu spodobało
W zamian zmiażdżyć go cierpieniem
Więcej czuł niż inni mogli,
Stąd się obcy stał dla świata,
Więc się jeszcze mocniej modlił,
By bóg cząstkę serca zabrał
I pozbawił go pan części
Serca - prośbę tak zrozumiał -
Tej, co szczęście w sobie mieści,
I bez której żyć nie umiał
Poddał walkę w mrocznej chwili,
Nie wiem, czy mu bóg wybaczy,
Ludzie już go potępili -
Biada tym, co chcą inaczej
Wiedź więc życie swoje marne,
Bogom głowy nie zawracaj,
Bo a nuż ci będzie dane
Doznać losu ich wybrańca
2011
Modlitwami czas zaprzątał,
W końcu pan nadstawił ucha -
Dał mu więcej niźli żądał
W sercu uczuć miał niemało
I stąd ból czuł w nim niezmiennie,
Bo się panu spodobało
W zamian zmiażdżyć go cierpieniem
Więcej czuł niż inni mogli,
Stąd się obcy stał dla świata,
Więc się jeszcze mocniej modlił,
By bóg cząstkę serca zabrał
I pozbawił go pan części
Serca - prośbę tak zrozumiał -
Tej, co szczęście w sobie mieści,
I bez której żyć nie umiał
Poddał walkę w mrocznej chwili,
Nie wiem, czy mu bóg wybaczy,
Ludzie już go potępili -
Biada tym, co chcą inaczej
Wiedź więc życie swoje marne,
Bogom głowy nie zawracaj,
Bo a nuż ci będzie dane
Doznać losu ich wybrańca
2011
środa, 26 stycznia 2011
Pamiętam (śmierć w popołudnie)
Co mnie śmieszy? Skąd ta mina?
Nie wiem - telewizor gaszę,
Piję wino i wspominam
Dobrze znane, stare czasy,
Dziwny smutek na mnie spływa
Z kilku dawnych fotografii -
Tak ze wspomnieniami bywa,
Że się zwykle kończą łzami
Jak pamiętać i nie smutnieć
Śmierć tamtego popołudnia?
Kiedy pokój mój wypełnia
Cisza ciężka i bolesna,
Cierpkim winem toast spełniam
Za czas, który istnieć przestał,
I choć nigdy nie powróci,
Tak się koszmar w pamięć wessał,
Że nie zdołam już mu uciec
Jak pamiętać i nie smutnieć
Nie wiem - telewizor gaszę,
Piję wino i wspominam
Dobrze znane, stare czasy,
Dziwny smutek na mnie spływa
Z kilku dawnych fotografii -
Tak ze wspomnieniami bywa,
Że się zwykle kończą łzami
Jak pamiętać i nie smutnieć
Śmierć tamtego popołudnia?
Kiedy pokój mój wypełnia
Cisza ciężka i bolesna,
Cierpkim winem toast spełniam
Za czas, który istnieć przestał,
I choć nigdy nie powróci,
Tak się koszmar w pamięć wessał,
Że nie zdołam już mu uciec
Jak pamiętać i nie smutnieć
Śmierć tamtego popołudnia?
2011
parafraza: Ultravox
wtorek, 25 stycznia 2011
NOTES 8 - Temat i tło
Księżyc za chmurą i szelest wiatru,
Traw aromaty, refleks na wodzie,
Drozda śpiewanie, kamień przy drodze,
Czasem spostrzegam, z rzadka z nich nastrój
Cóż to jest dla nas? - tło bez znaczenia -
Muchy z milionów much lot natrętnej,
Komara kłucie nim cios śmiertelny,
My się liczymy - nasz los to temat
A przecież były - wiatr, księżyc, kamień -
Tłem nieznaczącym przeszłym tematom
I po nas takież tło pozostanie
Więc może temat to wszystko tamto,
Tłem - nasze nędzne tu bytowanie,
Jak muchy przelot lub komar w lato
2011
Traw aromaty, refleks na wodzie,
Drozda śpiewanie, kamień przy drodze,
Czasem spostrzegam, z rzadka z nich nastrój
Cóż to jest dla nas? - tło bez znaczenia -
Muchy z milionów much lot natrętnej,
Komara kłucie nim cios śmiertelny,
My się liczymy - nasz los to temat
A przecież były - wiatr, księżyc, kamień -
Tłem nieznaczącym przeszłym tematom
I po nas takież tło pozostanie
Więc może temat to wszystko tamto,
Tłem - nasze nędzne tu bytowanie,
Jak muchy przelot lub komar w lato
2011
poniedziałek, 24 stycznia 2011
NOTES 7 - Spotkanie z pięknem
Ranek srebrzy łzy zakrzepłe
Noc zbyt krótka nawet w zimie
Śnieg w odwilży błocie ginie
Dłoń w dłoń spacer z dziecka ciepłem
Oczu głębia, włosów gęstość
Pół wyniosła, pół łagodna
Mijam, nie chcąc - w tył spoglądam -
Jest na ziemi jeszcze piękno
Kochankowie - młodość z pięknem
W sile wiecznej odradzania
Gardzą tym, co jest śmiertelne
Obydwoje w śmierć zabrałaś ...
Młodość przeszła, nic po pięknie
Tylko śmierć mi pozostała
2011
Noc zbyt krótka nawet w zimie
Śnieg w odwilży błocie ginie
Dłoń w dłoń spacer z dziecka ciepłem
Oczu głębia, włosów gęstość
Pół wyniosła, pół łagodna
Mijam, nie chcąc - w tył spoglądam -
Jest na ziemi jeszcze piękno
Kochankowie - młodość z pięknem
W sile wiecznej odradzania
Gardzą tym, co jest śmiertelne
Obydwoje w śmierć zabrałaś ...
Młodość przeszła, nic po pięknie
Tylko śmierć mi pozostała
2011
niedziela, 23 stycznia 2011
Maryśka
Mierzwię pukli długie fale
Absorbuję oczu zieleń
Rozkosz w błogim aromacie
Intensywnie wchłaniam w siebie
Hipnotycznym doznań pięknem
Uzależniam zmysły moje
Arytmicznie bije serce
Nie pamiętam co mnie boli
Ale wiem że żyję jeszcze
(choć to życie nie jest moim)
2011
Absorbuję oczu zieleń
Rozkosz w błogim aromacie
Intensywnie wchłaniam w siebie
Hipnotycznym doznań pięknem
Uzależniam zmysły moje
Arytmicznie bije serce
Nie pamiętam co mnie boli
Ale wiem że żyję jeszcze
(choć to życie nie jest moim)
2011
sobota, 22 stycznia 2011
Smuga cienia
Dawny dźwięk, obraz w pamięci -
Lat szczenięcych przywołanie,
Słodka woń zachwytów pierwszych -
Życie jak na tacy dane
Wiara w przyszłe dni szczęśliwe,
W świat leżący u stóp moich,
W to, że wszystko jest możliwe,
W boską siłę własnej woli
W drodze czas mi wszytko zabrał,
W zamian srebrem pokrył włosy,
Za plecami życia kawał,
Coraz bliżej drogi koniec
Nie wiem, czy tak trzeba gubić
I dlaczego tak się dzieje,
W szkole chemik nic nie mówił,
Że rozpuszcza czas nadzieję
Czasem tylko jakiś moment
Wrócić w tamten czas pozwoli
I uśmiechnąć się do wspomnień,
Zanim w środku coś zaboli ...
2011
Lat szczenięcych przywołanie,
Słodka woń zachwytów pierwszych -
Życie jak na tacy dane
Wiara w przyszłe dni szczęśliwe,
W świat leżący u stóp moich,
W to, że wszystko jest możliwe,
W boską siłę własnej woli
W drodze czas mi wszytko zabrał,
W zamian srebrem pokrył włosy,
Za plecami życia kawał,
Coraz bliżej drogi koniec
Nie wiem, czy tak trzeba gubić
I dlaczego tak się dzieje,
W szkole chemik nic nie mówił,
Że rozpuszcza czas nadzieję
Czasem tylko jakiś moment
Wrócić w tamten czas pozwoli
I uśmiechnąć się do wspomnień,
Zanim w środku coś zaboli ...
2011
piątek, 21 stycznia 2011
Strażakowi prawdziwemu
Pomoc niósł ludziom młody ratownik
Nogi w wypadku utracił
Czuł, że tak musi, chociaż ochotnik -
Teraz pozostał bez pracy
Żona i dziecko na utrzymaniu
Lecz wierzy w przyszłość kaleka
Zwierzęca w ciele siła przetrwania
Serce i dusza człowieka
I kiedy tylko dadzą protezy
Wróci, by służbę znów pełnić
Bo młody strażak mocno w to wierzy
Że będzie ludziom potrzebny
Popatrz na niego i pochyl głowę
Ty, co na wszystko narzekasz
On bohaterem i gladiatorem
Który z was dwóch to kaleka?
Łatwo nad sobą jest się rozczulić
I do dobrego przywyknąć
Niektórzy godni są miana ludzi
Ze wstydu muszę zamilknąć ...
2011
Nogi w wypadku utracił
Czuł, że tak musi, chociaż ochotnik -
Teraz pozostał bez pracy
Żona i dziecko na utrzymaniu
Lecz wierzy w przyszłość kaleka
Zwierzęca w ciele siła przetrwania
Serce i dusza człowieka
I kiedy tylko dadzą protezy
Wróci, by służbę znów pełnić
Bo młody strażak mocno w to wierzy
Że będzie ludziom potrzebny
Popatrz na niego i pochyl głowę
Ty, co na wszystko narzekasz
On bohaterem i gladiatorem
Który z was dwóch to kaleka?
Łatwo nad sobą jest się rozczulić
I do dobrego przywyknąć
Niektórzy godni są miana ludzi
Ze wstydu muszę zamilknąć ...
2011
czwartek, 20 stycznia 2011
Bluźnierca
Rozciągnięty tkwisz na desce
Przymykając na wpół oczy
Rozłożone na bok ręce
Gwoździe wbite w każdą z kończyn
Miłość to największa - mówisz -
Życie oddać za przyjaciół -
Ile bardziej kochać musi
Kto za wroga życie traci?
Oddal kielich ten ode mnie -
Tak prosiłeś przerażony
A niejeden na cierpienie
Idzie z czołem podniesionym
Kilka godzin twoich cierpień
Oto przykład ludziom dany
Gotowości do poświęceń
I bestialstwa wielkiej miary
Dla tych, którzy w mrozie stali
Przez noc wodą polewani
Bici w celach miesiącami
Z zerwanymi paznokciami
Dla tych, których całe życie
Jest cierpieniem - niczym innym
Czynią im największą krzywdę
Ci, co kochać ich powinni
Jestem oto tym żołnierzem
Który końcem ostrej włóczni
Przebił bok i męki skrócił
Patrzysz z góry na frustrata
Co u twoich stóp się mądrzy
Wkrótce przyjdzie koniec świata
Wtedy mądrze mnie osądzisz
2011
środa, 19 stycznia 2011
Szukającym
Przychodzicie z pytaniami
Wyrytymi w waszych ciałach
Pokłutymi ramionami
Blizn śladami na nadgarstkach
Sine bruzdy szyje szpecą
Oczy mętne od szukania -
Czy coś moje wam powiedzą?
Na ich dnie ... tylko pytania
Precz stąd, zmory! Z moich myśli
Same sobie jakoś radźcie
Idźcie tam, skąd żeście przyszły
Ja już szukał będę zawsze
Choć odpowiedź się nie znajdzie
Mimo nowej próby co dzień
To - kto szuka, ten ma rację
A w pytaniu jest odpowiedź
2011
Wyrytymi w waszych ciałach
Pokłutymi ramionami
Blizn śladami na nadgarstkach
Sine bruzdy szyje szpecą
Oczy mętne od szukania -
Czy coś moje wam powiedzą?
Na ich dnie ... tylko pytania
Precz stąd, zmory! Z moich myśli
Same sobie jakoś radźcie
Idźcie tam, skąd żeście przyszły
Ja już szukał będę zawsze
Choć odpowiedź się nie znajdzie
Mimo nowej próby co dzień
To - kto szuka, ten ma rację
A w pytaniu jest odpowiedź
2011
wtorek, 18 stycznia 2011
Chłopiec z małego miasta
Znikasz z domu wczesnym ranem
Wszystko mieścisz w torbie małej
Sam zupełnie na peronie
Wiatr i deszcz na twarzy twojej
Matce pojąć nie jest dane
Czemu uciec stąd musiałeś
Odpowiedzi tak szukanej
Nigdy tu byś nie mógł znaleźć
I miłością jakiej pragniesz
W domu nie byłbyś kochany
Znikaj więc, szukaj więc ...
Popychany i kopany
Wciąż samotny tutaj byłeś
Przez nich wszystkich poniżany
Tylko o tym tu mówili
Choć tak bardzo próbowali
Zranić cię - do płaczu zmusić
Nigdy przy nich nie płakałeś
Tylko wewnątrz swojej duszy
Znikaj więc, szukaj więc .... i płacz ...
Znikasz z domu wczesnym ranem
Wszystko mieścisz w torbie małej
Sam zupełnie na peronie
Wiatr i deszcz na twarzy twojej
2011
tłumaczenie z: Bronski Beat
Wszystko mieścisz w torbie małej
Sam zupełnie na peronie
Wiatr i deszcz na twarzy twojej
Matce pojąć nie jest dane
Czemu uciec stąd musiałeś
Odpowiedzi tak szukanej
Nigdy tu byś nie mógł znaleźć
I miłością jakiej pragniesz
W domu nie byłbyś kochany
Znikaj więc, szukaj więc ...
Popychany i kopany
Wciąż samotny tutaj byłeś
Przez nich wszystkich poniżany
Tylko o tym tu mówili
Choć tak bardzo próbowali
Zranić cię - do płaczu zmusić
Nigdy przy nich nie płakałeś
Tylko wewnątrz swojej duszy
Znikaj więc, szukaj więc .... i płacz ...
Znikasz z domu wczesnym ranem
Wszystko mieścisz w torbie małej
Sam zupełnie na peronie
Wiatr i deszcz na twarzy twojej
2011
tłumaczenie z: Bronski Beat
poniedziałek, 17 stycznia 2011
W piwnicy
Cicho na dół schodzi do niej,
W górze świecznik trzyma w dłoni,
Szuka schodów wzrokiem zimnym,
Płomień spala pajęczyny
Ona w kącie składa ręce,
Strach wypełnia młode serce -
Wie, jak będzie to bolało,
Kiedy cielsko zwali na nią
Pod paznokciem połamanym
Chowa wilgoć brudnej ściany,
Nazbyt długo w oknie krata
Dzieli ją od reszty świata
Jak co wieczór schodzi bestia
Ulżyć wstrętnym żądzom cielska,
W niemym mroku do piwnicy -
Świadka strasznej tajemnicy
Wkrótce ona mu się znudzi,
Znajdzie wtedy ją ktoś z ludzi
W płytkim dole, gdzieś pod krzakiem,
On ofiarę nową złapie
2011
W górze świecznik trzyma w dłoni,
Szuka schodów wzrokiem zimnym,
Płomień spala pajęczyny
Ona w kącie składa ręce,
Strach wypełnia młode serce -
Wie, jak będzie to bolało,
Kiedy cielsko zwali na nią
Pod paznokciem połamanym
Chowa wilgoć brudnej ściany,
Nazbyt długo w oknie krata
Dzieli ją od reszty świata
Jak co wieczór schodzi bestia
Ulżyć wstrętnym żądzom cielska,
W niemym mroku do piwnicy -
Świadka strasznej tajemnicy
Wkrótce ona mu się znudzi,
Znajdzie wtedy ją ktoś z ludzi
W płytkim dole, gdzieś pod krzakiem,
On ofiarę nową złapie
2011
niedziela, 16 stycznia 2011
Nowotwór
Ból ją zniszczył jak nowotwór
Zanim ktoś lekarstwo odkrył
Przyszedł znikąd, rósł pod czaszką
Nie pozwalał długo zasnąć
Zamknął myśli w świecie ciasnym
Ludzi zmienił w obcych Marsjan
Nie chciał chemii, ni naświetlań
Szans jej nie dał, żeby przetrwać
Tamten chłopak dałby wszystko
Lek wynalazł chorym myślom
Gdyby tylko go widziała
A morfina już nie działa ...
Nie odczuje świat jej braku -
Ścięta róża w morzu kwiatów
Niech jej ziemia będzie lekką -
Sama ścięła się żyletką ...
Lecz w przyrodzie nic nie ginie
Ból pozostał po dziewczynie
Choć jej nie ma, od tej pory
Chłopak walczy z nowotworem
2011
Zanim ktoś lekarstwo odkrył
Przyszedł znikąd, rósł pod czaszką
Nie pozwalał długo zasnąć
Zamknął myśli w świecie ciasnym
Ludzi zmienił w obcych Marsjan
Nie chciał chemii, ni naświetlań
Szans jej nie dał, żeby przetrwać
Tamten chłopak dałby wszystko
Lek wynalazł chorym myślom
Gdyby tylko go widziała
A morfina już nie działa ...
Nie odczuje świat jej braku -
Ścięta róża w morzu kwiatów
Niech jej ziemia będzie lekką -
Sama ścięła się żyletką ...
Lecz w przyrodzie nic nie ginie
Ból pozostał po dziewczynie
Choć jej nie ma, od tej pory
Chłopak walczy z nowotworem
2011
Subskrybuj:
Posty (Atom)