Czyś był zazdrosny o jej urodę?
O szczęście które mogła mi przynieść?
Zgniotłeś uczucie jak zwierzę młode
Jak pączek zanim w kwiat się rozwinie
Dałeś mi Ewę wraz z jej potomstwem
Która wężowym sykom uległa
Widzę wciąż tamtej usta gorące
Bez niej jest raj twój gorszy od piekła
Ona powraca do mnie nocami
Z dzikością kotów pod skrzydłem sowy
Lubieżnie kusi śmierci wdziękami
Wbija paznokcie pod skórę głowy
A ja pilnuję Ewy drobiazgu
By tamta twoją zazdrością zdjęta
Nie podusiła go w luny blasku
O świcie nigdy nic nie pamiętam
Gdzie mogę znaleźć kobietę tamtą?
Jaki amulet mi ją przywróci?
Czyją jest teraz ona kochanką
Obiektem jego diabelskiej chuci?
Wolę knąbrnego z piekieł demona
Niźli uległość nawet wężowi
I złamać opór w męskich ramionach
Niż sukę wierną z żebra wydobyć
2012
"Lasciate ogni speranza, voi ch'entrate"
„Okręt mój płynie dalej – pod prąd,
Serce, choć popękane, bić chce,
Nie ma cię i nie było – jest noc,
Nie ma mnie i nie było – jest dzień”
parafraza: KAT
piątek, 26 października 2012
czwartek, 25 października 2012
Janek Wiśniewski padł ♫
Chłopcy z Grabówka chłopcy z Chyloni
Spójrzcie co z wami zrobili oni -
Nad waszym grzbietem ciemięzców bat
Janek Wiśniewski padł
Wyległy gnidy na Świętojańską
Pleni się w mieście burżujów draństwo
Stoczniowych rodzin zniszczyli świat
Janek Wiśniewski padł
Marzenia ojców w dzieciach zabito
Władzy się chciało chciwym bandytom
Za demokratę przebrał się kat
Janek Wiśniewski padł
Bieda się wkrada za mury miasta
Gdy szmal do miana bożka urasta
Nikt wam nie odda straconych lat
Janek Wiśniewski padł
Zapłaczcie matki - wszystko na darmo
Dawne idee w strzępy podarto
Ze skóry brata obdziera brat
Janek Wiśniewski padł
Stoczniowcy Gdyni Gdańska Szczecina
Oto się nowa walka.zaczyna
Walczcie z tyranem tak jak wasz dziad
Janek Wiśniewski padł
Za chleb i godność i równą Polskę
Stańcie znów wielkim protestu wojskiem
Nikt wam przyszłości nie będzie kradł
Janek Wiśniewski padł
2012
parafraza: K.Dowgiałło
♫ na melodię oryginału M.Cholewy
Spójrzcie co z wami zrobili oni -
Nad waszym grzbietem ciemięzców bat
Janek Wiśniewski padł
Wyległy gnidy na Świętojańską
Pleni się w mieście burżujów draństwo
Stoczniowych rodzin zniszczyli świat
Janek Wiśniewski padł
Marzenia ojców w dzieciach zabito
Władzy się chciało chciwym bandytom
Za demokratę przebrał się kat
Janek Wiśniewski padł
Bieda się wkrada za mury miasta
Gdy szmal do miana bożka urasta
Nikt wam nie odda straconych lat
Janek Wiśniewski padł
Zapłaczcie matki - wszystko na darmo
Dawne idee w strzępy podarto
Ze skóry brata obdziera brat
Janek Wiśniewski padł
Stoczniowcy Gdyni Gdańska Szczecina
Oto się nowa walka.zaczyna
Walczcie z tyranem tak jak wasz dziad
Janek Wiśniewski padł
Za chleb i godność i równą Polskę
Stańcie znów wielkim protestu wojskiem
Nikt wam przyszłości nie będzie kradł
Janek Wiśniewski padł
2012
parafraza: K.Dowgiałło
♫ na melodię oryginału M.Cholewy
środa, 24 października 2012
Katolicka odwaga
Ty który podziwiasz odwagę biskupa
Bo wyznał że w nałóg popijania upadł
Po tym jak wóz rozbił kompletnie pijany -
Czy o tej odwadze byłbyś przekonany
Gdyby kapłan skrzywdził któreś z twoich dzieci
Po czym rzekł skruszony że musi się leczyć?
2012
Bo wyznał że w nałóg popijania upadł
Po tym jak wóz rozbił kompletnie pijany -
Czy o tej odwadze byłbyś przekonany
Gdyby kapłan skrzywdził któreś z twoich dzieci
Po czym rzekł skruszony że musi się leczyć?
2012
wtorek, 23 października 2012
Nietoperz
Nielubiany wstrętny ryjek
Niczym diabeł albo wampir
Tajemnicę jakąś kryje
I przyprawia grzbiet o ciarki
Hibernuje by przeczekać
Przez chłód ziemi omijany
Trupią szatę przyobleka
Kryjąc głowę pod skrzydłami
Górą na dół odwrócony -
Wtedy ziemia mniej jest dziwną
Nocne chronią go zasłony
Jakby ludzi chciał uniknąć
Nie ma oczu aby tego
Świata brudu nie móc dostrzec
Sygnał śle by odbić echo
Mogły stwory mu podobne
Katem jest dla pasożytów
Które życie uprzykrzają
I pijących krew moskitów
Bezlitośnie je zwalczając
Nie wyrządzi krzywdy we śnie
I we włosy się nie wkręci
Ale może ci boleśnie
Zatruć umysł mimo chęci
2012
Niczym diabeł albo wampir
Tajemnicę jakąś kryje
I przyprawia grzbiet o ciarki
Hibernuje by przeczekać
Przez chłód ziemi omijany
Trupią szatę przyobleka
Kryjąc głowę pod skrzydłami
Górą na dół odwrócony -
Wtedy ziemia mniej jest dziwną
Nocne chronią go zasłony
Jakby ludzi chciał uniknąć
Nie ma oczu aby tego
Świata brudu nie móc dostrzec
Sygnał śle by odbić echo
Mogły stwory mu podobne
Katem jest dla pasożytów
Które życie uprzykrzają
I pijących krew moskitów
Bezlitośnie je zwalczając
Nie wyrządzi krzywdy we śnie
I we włosy się nie wkręci
Ale może ci boleśnie
Zatruć umysł mimo chęci
2012
poniedziałek, 22 października 2012
Nocny gość
Tylko to okno jest jasne
Wiesz dobrze kto siedzi pod nim
I że do świtu nie zasnę
Czuję już oddech twój chłodny
Widzę cię w każdym mrugnięciu
Świecy płomyka i cieniach
Słyszę w podłogi skrzypnięciu
Jak skradasz się z oddalenia
Twarz z której krew odpłynęła
Zanika w knota dymieniu
Strupów na rękach już nie masz
Marzę o rąk tych tuleniu
Lecz chociaż obok tuż stoisz
Jesteś tak bardzo odległa
Czy wiesz jak człowiek się boi
W otwarte bramy wejść piekła?
Dlaczego nie chcesz mnie dotknąć
Powiedzieć czegoś miłego?
Pozwalasz patrzeć mi w okno
Wzroku szukając twojego
Każ mi coś zrobić lub zabroń
Lecz nie patrz wzrokiem przejrzystym
Słyszałem ciebie tak dawno
Miej litość - jakiś znak wyślij
Czytać nie trzeba ci wcale
Słów tu przeze mnie pisanych
Bo wers znasz każdy na pamięć
Jakby z twych ust dyktowany
Pozwól mi skończyć to wszystko
Nie każ mi pisać już wierszy
Nic mi tak w życiu nie wyszło
Jak ty przez bramę do śmierci
Teraz wysączasz ból ze mnie
Jak krwawy z tętnic atrament
Trzymasz po stronie mnie ciemnej
Gdzie życie rani przegrane
Nocą przerywasz samotność
Nie chcąc zapomnieć pozwolić
Odchodząc patrzysz przez okno
W ciszy jak bardzo wciąż boli
Cóż wtedy mi pozostało?
Grać i udawać i czekać
Lub sznur napięty przez ciało
Krew co z przegubów wycieka
2012
inspiracja / parafraza: Władysław Broniewski
Wiesz dobrze kto siedzi pod nim
I że do świtu nie zasnę
Czuję już oddech twój chłodny
Widzę cię w każdym mrugnięciu
Świecy płomyka i cieniach
Słyszę w podłogi skrzypnięciu
Jak skradasz się z oddalenia
Twarz z której krew odpłynęła
Zanika w knota dymieniu
Strupów na rękach już nie masz
Marzę o rąk tych tuleniu
Lecz chociaż obok tuż stoisz
Jesteś tak bardzo odległa
Czy wiesz jak człowiek się boi
W otwarte bramy wejść piekła?
Dlaczego nie chcesz mnie dotknąć
Powiedzieć czegoś miłego?
Pozwalasz patrzeć mi w okno
Wzroku szukając twojego
Każ mi coś zrobić lub zabroń
Lecz nie patrz wzrokiem przejrzystym
Słyszałem ciebie tak dawno
Miej litość - jakiś znak wyślij
Czytać nie trzeba ci wcale
Słów tu przeze mnie pisanych
Bo wers znasz każdy na pamięć
Jakby z twych ust dyktowany
Pozwól mi skończyć to wszystko
Nie każ mi pisać już wierszy
Nic mi tak w życiu nie wyszło
Jak ty przez bramę do śmierci
Teraz wysączasz ból ze mnie
Jak krwawy z tętnic atrament
Trzymasz po stronie mnie ciemnej
Gdzie życie rani przegrane
Nocą przerywasz samotność
Nie chcąc zapomnieć pozwolić
Odchodząc patrzysz przez okno
W ciszy jak bardzo wciąż boli
Cóż wtedy mi pozostało?
Grać i udawać i czekać
Lub sznur napięty przez ciało
Krew co z przegubów wycieka
2012
inspiracja / parafraza: Władysław Broniewski
niedziela, 21 października 2012
Manifest władzy
Ci co się mają za władców
Żyją z ucisku poddanych
A władza dla nich to nadzór -
Nie tak ma być między wami
Kto z was by chciał się stać większym
Niech sługą waszym się stanie
Drogą by wśród was być pierwszym -
W niewolę wam się oddanie
Pasterz prowadzi nie po to
Aby służyło mu stado
Lecz służy stadu z ochotą
Choćby i umrzeć miał za to
2012
parafraza: Mk 10,42-45
Żyją z ucisku poddanych
A władza dla nich to nadzór -
Nie tak ma być między wami
Kto z was by chciał się stać większym
Niech sługą waszym się stanie
Drogą by wśród was być pierwszym -
W niewolę wam się oddanie
Pasterz prowadzi nie po to
Aby służyło mu stado
Lecz służy stadu z ochotą
Choćby i umrzeć miał za to
2012
parafraza: Mk 10,42-45
poniedziałek, 15 października 2012
Pomidor
Gardzisz miękkim pomidorem
Brzydzisz jego się czerwienią
Że źle znosi chłodu porę
I go wkrótce w keczup zmienią
Lecz ja dumny z tej czerwieni
I że kruchy taki jestem
Mojej barwy chcę dla ziemi
Ty zgnilizną przejdziesz przedtem
2012
Brzydzisz jego się czerwienią
Że źle znosi chłodu porę
I go wkrótce w keczup zmienią
Lecz ja dumny z tej czerwieni
I że kruchy taki jestem
Mojej barwy chcę dla ziemi
Ty zgnilizną przejdziesz przedtem
2012
niedziela, 14 października 2012
Lubię kiedy
Lubię gdy mnie przyciągniesz ramieniem ku sobie
Kiedy wokół jak kołnierz zamkniesz nogi obie
I gdy rytmem się ze mną poruszasz tym samym
Aż się zmieni stop w jedno z dwóch metali zlany
Lubię kiedy westchnienia w jęk cichutki rosną
Wybrzmieć dźwiękom spełnienia nie dając zbyt głośno
Poczuć twoją wilgotność i zwilżyć cię swoją
Gdy dwa ciała przez zgodność doznania podwoją
Lubię kiedy sam nie wiem kto panuje nad kim
Brać naiwnie uniesień szał za uczuć znaki
Gdy mniej ważny świat od tych chwil się nagle stanie
Nim kolejny narkotyk zakończy działanie
2012
inspiracja/parafraza: Kazimierz Przerwa-Tetmajer
Kiedy wokół jak kołnierz zamkniesz nogi obie
I gdy rytmem się ze mną poruszasz tym samym
Aż się zmieni stop w jedno z dwóch metali zlany
Lubię kiedy westchnienia w jęk cichutki rosną
Wybrzmieć dźwiękom spełnienia nie dając zbyt głośno
Poczuć twoją wilgotność i zwilżyć cię swoją
Gdy dwa ciała przez zgodność doznania podwoją
Lubię kiedy sam nie wiem kto panuje nad kim
Brać naiwnie uniesień szał za uczuć znaki
Gdy mniej ważny świat od tych chwil się nagle stanie
Nim kolejny narkotyk zakończy działanie
2012
inspiracja/parafraza: Kazimierz Przerwa-Tetmajer
sobota, 13 października 2012
Gruszki i miód
Letnie słońce na dni chłodne
Dzieciom swoim dało w bród -
Tobie - gruszki dwie dorodne
Zawiesisty dla mnie miód
Patrzę jak się mienią złotem
Kiedy kładziesz na nie dłoń
Wiesz że zjeść je mam ochotę
Ty do miodu czoło skłoń
Słodycz łączyć wnet nas będzie
Bo już całkiem nie wiem sam
Czy jej w twoich gruszkach więcej
Czy ja słodszy nektar mam
Wszakże barwa tych owoców
Stąd że promień na nie padł
Miód zawdzięcza także słońcu
Że go letni słodzi kwiat
A największa wtedy rozkosz
Kiedy miód na gruszkach lśni
A języków pary łączność
Dzieli słodycz w chłodne dni
2012
Dzieciom swoim dało w bród -
Tobie - gruszki dwie dorodne
Zawiesisty dla mnie miód
Patrzę jak się mienią złotem
Kiedy kładziesz na nie dłoń
Wiesz że zjeść je mam ochotę
Ty do miodu czoło skłoń
Słodycz łączyć wnet nas będzie
Bo już całkiem nie wiem sam
Czy jej w twoich gruszkach więcej
Czy ja słodszy nektar mam
Wszakże barwa tych owoców
Stąd że promień na nie padł
Miód zawdzięcza także słońcu
Że go letni słodzi kwiat
A największa wtedy rozkosz
Kiedy miód na gruszkach lśni
A języków pary łączność
Dzieli słodycz w chłodne dni
2012
piątek, 12 października 2012
Korona
Byłeś dumny ludu siłą
Wolność miałeś pod skrzydłami
Kiedy lot twój w słońcu ginął
Wiatrem tylko doganiany
Dzikość z bystrych biła oczu
Nad złowieszczym dzioba hakiem
Kto drapieżność szponów poczuł
Drżał ze strachu przed twym znakiem
Wzorem byłeś niedościgłym
Cnót honoru i godności
Nie sprzedałeś siebie nigdy
Okazując wstręt chciwości
Wszystkich kryłeś pod skrzydłami
Każdy z mocy mógł zaczerpnąć
Wspólny symbol pod chmurami
Wypisana w niebie jedność
Aż schwycili cię w niewolę
By dla siebie posiąść w pełni
I na głowę ci koronę
Na znak hańby wbili z cierni
2012
Wolność miałeś pod skrzydłami
Kiedy lot twój w słońcu ginął
Wiatrem tylko doganiany
Dzikość z bystrych biła oczu
Nad złowieszczym dzioba hakiem
Kto drapieżność szponów poczuł
Drżał ze strachu przed twym znakiem
Wzorem byłeś niedościgłym
Cnót honoru i godności
Nie sprzedałeś siebie nigdy
Okazując wstręt chciwości
Wszystkich kryłeś pod skrzydłami
Każdy z mocy mógł zaczerpnąć
Wspólny symbol pod chmurami
Wypisana w niebie jedność
Aż schwycili cię w niewolę
By dla siebie posiąść w pełni
I na głowę ci koronę
Na znak hańby wbili z cierni
2012
czwartek, 11 października 2012
Nagrody
Pisarz nagrodę dostał za słowa
Którymi ponoć serca ich wzruszył
On nimi łaskę możnych kupował
Los zaprzedając zwyczajnych ludzi
Politykowi dali za pokój
O który walcząc lat tyle stracił
Chociaż nienawiść zrodził w tych oku
Co wysysali krew swoich braci
Tym zaś - za pracę w służbie nauce
Bomby mnożące śmierć przez miliony
Szczury co gdyby zdołały uciec
Świat by zgubiły w kłach zadżumionych
Niech więc posiądą szczury tę ziemię
I kapitule wykopią groby
Ona jest sama jak szczurze plemię
I szczurów warte są jej nagrody
2012
Którymi ponoć serca ich wzruszył
On nimi łaskę możnych kupował
Los zaprzedając zwyczajnych ludzi
Politykowi dali za pokój
O który walcząc lat tyle stracił
Chociaż nienawiść zrodził w tych oku
Co wysysali krew swoich braci
Tym zaś - za pracę w służbie nauce
Bomby mnożące śmierć przez miliony
Szczury co gdyby zdołały uciec
Świat by zgubiły w kłach zadżumionych
Niech więc posiądą szczury tę ziemię
I kapitule wykopią groby
Ona jest sama jak szczurze plemię
I szczurów warte są jej nagrody
2012
środa, 10 października 2012
Nocny zjazd
znów się wkurwiłem
i rwie mi ramię
nerw mi rozrywa klatkę
wódka na chwilę
ciało okłamie
zbawienny jej charakter
kaleką jestem
i tak zostanie
póki mnie chuj nie weźmie
co jeszcze spieprzę
swoim wkurwianiem
co mogę spieprzyć jeszcze?
wtłaczam więc w gardło
ciecz zapomnienia
co haust to bardziej ciemno
nic to że rano
będę umierał
do twarzy mi ze śmiercią
wystukam jeszcze
hymn szalonego
muzykę wleję w uszy
wypnę się wreszcie
ze świata tego
by w twoją stronę ruszyć
ocean Kaszmir
będę kochanie
do stóp się twoich czołgał
po raz ostatni
Achilles stanie
w niebo wejdę po schodach
odkąd cię kocham
ma miłość cała
tobie dziękować będzie
chociaż się błąkam
i cię zostawiam
wrócę w śmierci momencie
2012
i rwie mi ramię
nerw mi rozrywa klatkę
wódka na chwilę
ciało okłamie
zbawienny jej charakter
kaleką jestem
i tak zostanie
póki mnie chuj nie weźmie
co jeszcze spieprzę
swoim wkurwianiem
co mogę spieprzyć jeszcze?
wtłaczam więc w gardło
ciecz zapomnienia
co haust to bardziej ciemno
nic to że rano
będę umierał
do twarzy mi ze śmiercią
wystukam jeszcze
hymn szalonego
muzykę wleję w uszy
wypnę się wreszcie
ze świata tego
by w twoją stronę ruszyć
ocean Kaszmir
będę kochanie
do stóp się twoich czołgał
po raz ostatni
Achilles stanie
w niebo wejdę po schodach
odkąd cię kocham
ma miłość cała
tobie dziękować będzie
chociaż się błąkam
i cię zostawiam
wrócę w śmierci momencie
2012
wtorek, 9 października 2012
O czasie i czytaniu
Czy czas cały czytasz
Czy chcesz czczo ciecz cyckać
Czas ci cichcem czmycha
Czeluść czyha czyśćca
Czy cytat czci tyczy
Cnót trzystu cytrzystek
Czy cycatej chcicy
Czytaj co ci czystsze
2012
Czy chcesz czczo ciecz cyckać
Czas ci cichcem czmycha
Czeluść czyha czyśćca
Czy cytat czci tyczy
Cnót trzystu cytrzystek
Czy cycatej chcicy
Czytaj co ci czystsze
2012
poniedziałek, 8 października 2012
Źle
Urodzony pod złą gwiazdą
Pod złym wpływem i adresem
Złą wybrałem drogę własną
Która złe skłonności niesie
W miejscu złym i o złym czasie
Cel był zły i złe powody
W złym tygodniu dzień zły właśnie
Zła technika złej metody
Źle dziedzicznie obciążony
Końce złe przez złe sposoby
Genetyczny kod spaczony
Zły plan w rękach złej osoby
Do teorii złej zły człowiek
Do złych nagród złe wspinania
Zła też każda jest odpowiedź
Gdy zadane źle pytania
Marsz w złym rytmie wśród złych mętów
Wylewając złą energię
Złych używek i złych gestów
Natężenie złe zbyt we mnie
Ze złej książki złej stronicy
Źle wybrane źle przełożę
Pod złej nocy złym księżycem
Gram zły ton aż zabrzmi dobrze
2012
swobodne tłumaczenie z: Depeche Mode
Pod złym wpływem i adresem
Złą wybrałem drogę własną
Która złe skłonności niesie
W miejscu złym i o złym czasie
Cel był zły i złe powody
W złym tygodniu dzień zły właśnie
Zła technika złej metody
Źle dziedzicznie obciążony
Końce złe przez złe sposoby
Genetyczny kod spaczony
Zły plan w rękach złej osoby
Do teorii złej zły człowiek
Do złych nagród złe wspinania
Zła też każda jest odpowiedź
Gdy zadane źle pytania
Marsz w złym rytmie wśród złych mętów
Wylewając złą energię
Złych używek i złych gestów
Natężenie złe zbyt we mnie
Ze złej książki złej stronicy
Źle wybrane źle przełożę
Pod złej nocy złym księżycem
Gram zły ton aż zabrzmi dobrze
2012
swobodne tłumaczenie z: Depeche Mode
niedziela, 7 października 2012
Legenda o Złotej Kaczce
Na loterii "Złota Kaczka"
Wygrał Lutek los szczęśliwy
Długo zbyt na biedę patrzał
Nadto świat niesprawiedliwy
Wrażliwości pełne serce
Każe się za słabszym ująć
Lutek sam bogactwa nie chce
Odda tym co potrzebują
I poprawiać świat rozpoczął
Kupił wózek chorym nogom
Operację ślepym oczom
Niech się inni cieszyć mogą
Niech na zupę ma ubogi
Zoperują raka dziecku
Dla milionów świat za drogi
Zdziera skórę po zbójecku
Wielu ludziom Lutek pomógł
Wsparł pieniądzem ich w potrzebie
Z danych mu przez los milionów
Grosz ostatni wziął dla siebie
Wtedy prysnął czar wygranej
Stracił Lutek co miał wcześniej
Pracę zdrowie i mieszkanie
Los wykończył go boleśnie
Odtąd ktoś kto jest bogaty
I dla siebie ma bogactwo
A ubogim da ochłapy
Wzorem jest i świata zbawcą
2012
Wygrał Lutek los szczęśliwy
Długo zbyt na biedę patrzał
Nadto świat niesprawiedliwy
Wrażliwości pełne serce
Każe się za słabszym ująć
Lutek sam bogactwa nie chce
Odda tym co potrzebują
I poprawiać świat rozpoczął
Kupił wózek chorym nogom
Operację ślepym oczom
Niech się inni cieszyć mogą
Niech na zupę ma ubogi
Zoperują raka dziecku
Dla milionów świat za drogi
Zdziera skórę po zbójecku
Wielu ludziom Lutek pomógł
Wsparł pieniądzem ich w potrzebie
Z danych mu przez los milionów
Grosz ostatni wziął dla siebie
Wtedy prysnął czar wygranej
Stracił Lutek co miał wcześniej
Pracę zdrowie i mieszkanie
Los wykończył go boleśnie
Odtąd ktoś kto jest bogaty
I dla siebie ma bogactwo
A ubogim da ochłapy
Wzorem jest i świata zbawcą
2012
sobota, 6 października 2012
Spotkanie z królem
Szum sitowia na mokradłach
Las rozrywa wiatr na drzewach
Księżyc srebrzy wodę w bagnach
Rosy chłodem lęk mnie zlewa
Dwa księżyce w ślepiach twoich
Diament w kłach i na jęzorze
Czując strach mój sam się boisz
Wiesz kto zgubę przynieść może
Nie bój się wszak tyś tu władcą
Gdzie przed światem mam ukrycie
Pozwól trochę być dzierżawcą
I zapłacić tobie życiem
2012
Las rozrywa wiatr na drzewach
Księżyc srebrzy wodę w bagnach
Rosy chłodem lęk mnie zlewa
Dwa księżyce w ślepiach twoich
Diament w kłach i na jęzorze
Czując strach mój sam się boisz
Wiesz kto zgubę przynieść może
Nie bój się wszak tyś tu władcą
Gdzie przed światem mam ukrycie
Pozwól trochę być dzierżawcą
I zapłacić tobie życiem
2012
piątek, 5 października 2012
NOTES 35 - Im dalej tym bliżej
Słońce z ziemskiego ramion kochanka
Uszło by wznosząc się coraz wyżej
Zapomnieć czułość śródnocnych zbliżeń
Zajść znów i pieścić go do poranka
Tak też mijają pory ze słońcem
Obumierając od dnia nastania
Pośród przeszłości zapominania
By być powrotu bliżej wraz z końcem
I ja od tamtych dni dalszy coraz
Tracę blaknący ślad ich w pamięci
Czując jak moja przemija pora
A będąc w drodze pomimo chęci
Choć ciągle bliżej jestem wieczora
Wiem że czas łukiem ku tobie skręci
2012
Uszło by wznosząc się coraz wyżej
Zapomnieć czułość śródnocnych zbliżeń
Zajść znów i pieścić go do poranka
Tak też mijają pory ze słońcem
Obumierając od dnia nastania
Pośród przeszłości zapominania
By być powrotu bliżej wraz z końcem
I ja od tamtych dni dalszy coraz
Tracę blaknący ślad ich w pamięci
Czując jak moja przemija pora
A będąc w drodze pomimo chęci
Choć ciągle bliżej jestem wieczora
Wiem że czas łukiem ku tobie skręci
2012
czwartek, 4 października 2012
Natura stada
Gdy się dziwisz antylopom
Że rogate i bez liku
A obronić się nie mogą
Drżąc przed garstką drapieżników
Na rozumnych spójrz tłum braci
Mocy wielkiej nieświadomy
Jak nielicznym haracz płaci
Chociaż liczy się w miliony
2012
Że rogate i bez liku
A obronić się nie mogą
Drżąc przed garstką drapieżników
Na rozumnych spójrz tłum braci
Mocy wielkiej nieświadomy
Jak nielicznym haracz płaci
Chociaż liczy się w miliony
2012
środa, 3 października 2012
Obudź się Polsko
Na głos nasz obudź się Polsko
I wyrwij z kajdan kłamliwych
Unieś się dumą piastowską
Odetchnij tlenem prawdziwym
Mocnym i głośnym rusz krokiem
Z krzyżem i orłem w koronie
Niech wróg nasz wreszcie się dowie
Kto wkrótce zada mu koniec
Niech prawda w końcu zwycięży
Jedna i nasza bezsprzeczna
Pod wodzą ojców i księży
Wyrusza armia waleczna
Milczeć nam nikt nie nakaże
Dla tych co błądzą jest cisza
Każdy kto myśli inaczej
Wrogiem nam będzie od dzisiaj
Koniec z hańbiącym wyzyskiem
Precz z propagandą czerwoną
Zrobimy wreszcie tu czystkę
Pięścią i wodą święconą
Dla nas majątki i władza
Media i głos w każdym domu
Zdrajca się z nami nie zgadza
Służący wiemy już komu
Wzniesiemy wszędzie pomniki
Poległej w lesie elicie
Śledztwa podamy wyniki
Na dowód zdrady o świcie
Zwróć Polsko ojcom majątek
Jak córka wiernie oddana
Niech szerzą święty obrządek
Trzymając nas na kolanach
Musimy ulżyć biedakom
By pieniądz z płytkich kieszeni
Nie tamtym służył cwaniakom
Lecz w tłuste świnie nas zmienił
Zły kapitalizm gdy nie nasz
Święty i zacny gdy z nami
Po cichu rośnie w marzeniach
Dla świń równiejszych socjalizm
2012
I wyrwij z kajdan kłamliwych
Unieś się dumą piastowską
Odetchnij tlenem prawdziwym
Mocnym i głośnym rusz krokiem
Z krzyżem i orłem w koronie
Niech wróg nasz wreszcie się dowie
Kto wkrótce zada mu koniec
Niech prawda w końcu zwycięży
Jedna i nasza bezsprzeczna
Pod wodzą ojców i księży
Wyrusza armia waleczna
Milczeć nam nikt nie nakaże
Dla tych co błądzą jest cisza
Każdy kto myśli inaczej
Wrogiem nam będzie od dzisiaj
Koniec z hańbiącym wyzyskiem
Precz z propagandą czerwoną
Zrobimy wreszcie tu czystkę
Pięścią i wodą święconą
Dla nas majątki i władza
Media i głos w każdym domu
Zdrajca się z nami nie zgadza
Służący wiemy już komu
Wzniesiemy wszędzie pomniki
Poległej w lesie elicie
Śledztwa podamy wyniki
Na dowód zdrady o świcie
Zwróć Polsko ojcom majątek
Jak córka wiernie oddana
Niech szerzą święty obrządek
Trzymając nas na kolanach
Musimy ulżyć biedakom
By pieniądz z płytkich kieszeni
Nie tamtym służył cwaniakom
Lecz w tłuste świnie nas zmienił
Zły kapitalizm gdy nie nasz
Święty i zacny gdy z nami
Po cichu rośnie w marzeniach
Dla świń równiejszych socjalizm
2012
wtorek, 2 października 2012
Mucha
Sprawa to jest oczywista
Że płeć słaba chce być ładną
Ze wszystkiego więc korzysta
By się piękną stać i zgrabną
Stara się wypięknieć mucha
Talią równać pragnie z osą
I cudownych środków szuka
Które piękno jej przyniosą
Trochę wytnie sobie z brzucha
Wymasować każe udka
Czułki proste chce mieć mucha
Coś wstrzykuje do podbródka
Fałdy skórne ponaciąga
Wstawi tu i tam implanty
Nic że już jak z dziwoląga
Stroją sobie z muchy żarty
Jeszcze włoski pousuwa
Lampą skrzydła ponaświetla
Dietę która czyni cuda
Zastosuje w imię piękna
Jakieś kremy w siebie wetrze
Coś poleje w czymś namoczy
By coś mniejsze a coś większe
Było ciesząc przez to oczy
Tutaj zwęzi tam poszerzy
Uszczknie gdzieś by dodać obok
Uszkodzoną błonkę kiedyś
Obstaluje niby nową
I z urodą choć wciąż krucho
To nie mieści jej się w głowie
Że przestała już być muchą
Tracąc pyłek czas i zdrowie
A załatwić może sprawę
I posłużyć ku ozdobie
Zamiast wstrzyknięć cięć poprawek
Na poziomie olej w głowie
2012
zapożyczenie z: Jan Brzechwa
Że płeć słaba chce być ładną
Ze wszystkiego więc korzysta
By się piękną stać i zgrabną
Stara się wypięknieć mucha
Talią równać pragnie z osą
I cudownych środków szuka
Które piękno jej przyniosą
Trochę wytnie sobie z brzucha
Wymasować każe udka
Czułki proste chce mieć mucha
Coś wstrzykuje do podbródka
Fałdy skórne ponaciąga
Wstawi tu i tam implanty
Nic że już jak z dziwoląga
Stroją sobie z muchy żarty
Jeszcze włoski pousuwa
Lampą skrzydła ponaświetla
Dietę która czyni cuda
Zastosuje w imię piękna
Jakieś kremy w siebie wetrze
Coś poleje w czymś namoczy
By coś mniejsze a coś większe
Było ciesząc przez to oczy
Tutaj zwęzi tam poszerzy
Uszczknie gdzieś by dodać obok
Uszkodzoną błonkę kiedyś
Obstaluje niby nową
I z urodą choć wciąż krucho
To nie mieści jej się w głowie
Że przestała już być muchą
Tracąc pyłek czas i zdrowie
A załatwić może sprawę
I posłużyć ku ozdobie
Zamiast wstrzyknięć cięć poprawek
Na poziomie olej w głowie
2012
zapożyczenie z: Jan Brzechwa
niedziela, 30 września 2012
Człowiek 21. wieku
Nędzny grosz w kieszeni
I walizka w dłoni
Na tyle cię ceni
Świat za którym gonisz
Leć miastem na przełaj
Nad ziemią się unoś
Możesz wszystko niemal
Teraz jesteś górą
Chociaż na przyszłości
Poruszasz się kołach
To jednak wciąż błądzisz
Poprzez smutku pola
Bohater w dniu jednym
A w innym pajacyk
Nie ma nic pomiędzy
Oto twoje czasy
Miałeś żyć człowieku
W szczęściu i radości
Skąd więc w twoim wieku
Tyle samotności?
Ze snu przebudzenie
Z bezpowrotną stratą
Powróć z doświadczeniem
Uwielbią cię za to
Na nic plany wszystkie
Miało być inaczej
Grosz weź i walizkę
To nie twój czas raczej
Chociaż na przyszłości
Poruszasz się kołach
To jednak wciąż błądzisz
Poprzez smutku pola
2012
swobodne tłumaczenie z: Electric Light Orchestra
I walizka w dłoni
Na tyle cię ceni
Świat za którym gonisz
Leć miastem na przełaj
Nad ziemią się unoś
Możesz wszystko niemal
Teraz jesteś górą
Chociaż na przyszłości
Poruszasz się kołach
To jednak wciąż błądzisz
Poprzez smutku pola
Bohater w dniu jednym
A w innym pajacyk
Nie ma nic pomiędzy
Oto twoje czasy
Miałeś żyć człowieku
W szczęściu i radości
Skąd więc w twoim wieku
Tyle samotności?
Ze snu przebudzenie
Z bezpowrotną stratą
Powróć z doświadczeniem
Uwielbią cię za to
Na nic plany wszystkie
Miało być inaczej
Grosz weź i walizkę
To nie twój czas raczej
Chociaż na przyszłości
Poruszasz się kołach
To jednak wciąż błądzisz
Poprzez smutku pola
2012
swobodne tłumaczenie z: Electric Light Orchestra
czwartek, 27 września 2012
Ratujcie mojego męża
Mąż ostatnio wycofany
Nieobecny jakiś obcy
Martwią bardzo mnie te zmiany
Zmienił życia tryb na nocny
Pije wino przy księżycu
Aż do świtu świece pali
Jakby w jakimś innym życiu
Jakby znudził już się nami
Sam do siebie mówi ciągle
I nic mu się nie podoba
Cały świat stał mu się wrogiem
Jakąś zadrę w sobie chowa
Na krawędzi coraz bardziej
Za czymś obcym jakby gonił
Boję się że zło go znajdzie
Że mu każe użyć broni
Może wróg go wykorzysta
Kiedy wciąż z nim będzie gorzej
I się zrodzi terrorysta
Jeśli nikt mu nie pomoże
Chcę by taki był jak inni
Widział życie pozytywnie
Jak porządne żył lemingi
I złudzenia miał naiwne
Więc niech sprawdzą go agenci
Wywiad żądło z niego wyjmie
Za nim nas w kłopoty wpędzi
I do zdziry pójdzie innej
2012
Nieobecny jakiś obcy
Martwią bardzo mnie te zmiany
Zmienił życia tryb na nocny
Pije wino przy księżycu
Aż do świtu świece pali
Jakby w jakimś innym życiu
Jakby znudził już się nami
Sam do siebie mówi ciągle
I nic mu się nie podoba
Cały świat stał mu się wrogiem
Jakąś zadrę w sobie chowa
Na krawędzi coraz bardziej
Za czymś obcym jakby gonił
Boję się że zło go znajdzie
Że mu każe użyć broni
Może wróg go wykorzysta
Kiedy wciąż z nim będzie gorzej
I się zrodzi terrorysta
Jeśli nikt mu nie pomoże
Chcę by taki był jak inni
Widział życie pozytywnie
Jak porządne żył lemingi
I złudzenia miał naiwne
Więc niech sprawdzą go agenci
Wywiad żądło z niego wyjmie
Za nim nas w kłopoty wpędzi
I do zdziry pójdzie innej
2012
środa, 26 września 2012
Zdrada po śmierci
Ktoś mnie zdradził bladym świtem
I znów pośród nocnych knowań
Kiedy w skrzynki spiesznie zbite
Święte szczątki załadował
Płaszcz zaciągnął tajemnicy
Szydził patrząc na cierpienia
Z bólu więdli żałobnicy
A on trumny pozamieniał
Zamknął drogę mi do nieba
Łamiąc boskie ustalenie
Że nad bliskim stanąć trzeba
By zapewnić mu zbawienie
Każąc leżeć w obcej ziemi
W miejsce innej baby wpędził
Z tamtą rolą mnie zamienił
By mnie zdradził mąż po śmierci
2012
I znów pośród nocnych knowań
Kiedy w skrzynki spiesznie zbite
Święte szczątki załadował
Płaszcz zaciągnął tajemnicy
Szydził patrząc na cierpienia
Z bólu więdli żałobnicy
A on trumny pozamieniał
Zamknął drogę mi do nieba
Łamiąc boskie ustalenie
Że nad bliskim stanąć trzeba
By zapewnić mu zbawienie
Każąc leżeć w obcej ziemi
W miejsce innej baby wpędził
Z tamtą rolą mnie zamienił
By mnie zdradził mąż po śmierci
2012
niedziela, 23 września 2012
Moje co w ustach moich
Jeśli uważasz że w ustach
Moich wytarte są słowa
Których treść śmieszna i pusta
Bo podlec nimi szermował
Że wartość spadła ich mocno
Jak czasów słusznie minionych
I zamiast drogą iść prostą
Błądzę po polach zamglonych -
Odpowiem tobie - te słowa
Moje bo z serca mi płyną
Treścią jak krwią je na nowo
Tętnice uczuć zasilą
Nie puste to i nie śmieszne
Co krzywdą ludzką pisane
Minione wróci raz jeszcze
Jak koszmar dawny nad ranem
Że co w urodzaj jest tanie
Krocie kosztuje gdy bieda
Dobre bezdroży poznanie
Kiedy iść prosto się nie da
I spytam czy to że szuje
Mówią "kochamy" i "nigdy"
Użyć tych słów zakazuje
By język zmienić na inny
2012
Moich wytarte są słowa
Których treść śmieszna i pusta
Bo podlec nimi szermował
Że wartość spadła ich mocno
Jak czasów słusznie minionych
I zamiast drogą iść prostą
Błądzę po polach zamglonych -
Odpowiem tobie - te słowa
Moje bo z serca mi płyną
Treścią jak krwią je na nowo
Tętnice uczuć zasilą
Nie puste to i nie śmieszne
Co krzywdą ludzką pisane
Minione wróci raz jeszcze
Jak koszmar dawny nad ranem
Że co w urodzaj jest tanie
Krocie kosztuje gdy bieda
Dobre bezdroży poznanie
Kiedy iść prosto się nie da
I spytam czy to że szuje
Mówią "kochamy" i "nigdy"
Użyć tych słów zakazuje
By język zmienić na inny
2012
piątek, 21 września 2012
Mierniczowie
Dopóki losów naszych zależność
Od tych co wolność mierzą krzyżami
Krzyże nie tylko znaczą nam przeszłość
Lecz i krzyżowa przyszłość przed nami
2012
Od tych co wolność mierzą krzyżami
Krzyże nie tylko znaczą nam przeszłość
Lecz i krzyżowa przyszłość przed nami
2012
czwartek, 20 września 2012
Czarcie dary - cz. 3.
Świt noc przeganiał znad kołdry mglistej
Drżące powietrze kruk przeciął lotem
Muśnięty skrzydłem zdradził go listek
Łucznik namierzył śmiertelnym grotem
Lecz kruk powiada że jego władza
Sięga nad wszelkie możliwe światy
A on się między nimi przekrada
Przez niedostępne nikomu kraty
Wzrokiem ni słuchem nikt nie dosięgnął
I wyrzec tego nie może mowa
Co okrywane mocą tajemną
Przed śmiertelników wiedzą się chowa
Tego co pośród duchów przebywa
Niespotykanie wielka jest władza
I tylko taka głowa szczęśliwa
Którą on darem władzy nagradza
Nim się oddalił zostawił berło
Kruk przed łucznikiem na znak władania
By dalszą drogę uznał daremną
Bo władza wszystko inne przesłania
Tak do starości żył łucznik lekko
Pełen bogactwa władzy i sławy
Aż dawną lubą - młodą i piękną -
Podczas ostatniej ujrzał wyprawy
Panna mu mówi - nie trzeba czarów
By była nasza niezmienną postać
Każdy mógł zniszczyć cię z tamtych darów
Gdy ja wolałam człowiekiem zostać
2012
Drżące powietrze kruk przeciął lotem
Muśnięty skrzydłem zdradził go listek
Łucznik namierzył śmiertelnym grotem
Lecz kruk powiada że jego władza
Sięga nad wszelkie możliwe światy
A on się między nimi przekrada
Przez niedostępne nikomu kraty
Wzrokiem ni słuchem nikt nie dosięgnął
I wyrzec tego nie może mowa
Co okrywane mocą tajemną
Przed śmiertelników wiedzą się chowa
Tego co pośród duchów przebywa
Niespotykanie wielka jest władza
I tylko taka głowa szczęśliwa
Którą on darem władzy nagradza
Nim się oddalił zostawił berło
Kruk przed łucznikiem na znak władania
By dalszą drogę uznał daremną
Bo władza wszystko inne przesłania
Tak do starości żył łucznik lekko
Pełen bogactwa władzy i sławy
Aż dawną lubą - młodą i piękną -
Podczas ostatniej ujrzał wyprawy
Panna mu mówi - nie trzeba czarów
By była nasza niezmienną postać
Każdy mógł zniszczyć cię z tamtych darów
Gdy ja wolałam człowiekiem zostać
2012
środa, 19 września 2012
Czarcie dary - cz. 2.
Zaszedł raz łucznik w gęsty las nocą
Gdy blask księżyca chmur nie przenikał
Choć ciemność zdjęła oczy niemocą
Usłyszeć zdołał w górze puszczyka
Już miał wypuścić strzałę do celu
Gdy ptak ukryty przed strzelca okiem
Rzekł że jest królem rzeczy tych wielu
Które się chować zwykły przed wzrokiem
I że od puszczy nie jego miano
Ale że pusząc się w nocy woła
Bo w wielu miejscach o nim słyszano
Chociaż go spotkać mało kto zdołał
Pojmij że ważne - puszczyk powiada -
Kiedy się mówi dużo o tobie
Skarb mój bezcenny takim jest - sława
A najszczęśliwszym jest sławny człowiek
I gdy odleciał księżyc twarz blaskiem
Takim łucznika obdarzył jasnym
Że odtąd wszędzie miał być już zawsze
Z promiennej twarzy chłopak ten sławny
Tak zdobył łucznik to co widzialne
I o czym w ludzkiej mowie jest głośno
Choć nie zapomniał lubej bynajmniej
To już nie tęsknił za nią zbyt mocno
2012
Gdy blask księżyca chmur nie przenikał
Choć ciemność zdjęła oczy niemocą
Usłyszeć zdołał w górze puszczyka
Już miał wypuścić strzałę do celu
Gdy ptak ukryty przed strzelca okiem
Rzekł że jest królem rzeczy tych wielu
Które się chować zwykły przed wzrokiem
I że od puszczy nie jego miano
Ale że pusząc się w nocy woła
Bo w wielu miejscach o nim słyszano
Chociaż go spotkać mało kto zdołał
Pojmij że ważne - puszczyk powiada -
Kiedy się mówi dużo o tobie
Skarb mój bezcenny takim jest - sława
A najszczęśliwszym jest sławny człowiek
I gdy odleciał księżyc twarz blaskiem
Takim łucznika obdarzył jasnym
Że odtąd wszędzie miał być już zawsze
Z promiennej twarzy chłopak ten sławny
Tak zdobył łucznik to co widzialne
I o czym w ludzkiej mowie jest głośno
Choć nie zapomniał lubej bynajmniej
To już nie tęsknił za nią zbyt mocno
2012
wtorek, 18 września 2012
Czarcie dary - cz. 1.
Żył dzielny łucznik za dawnych czasów
Wiejska dziewczyna była mu lubą
Gdy zaginęła wśród gęstych lasów
Wyruszył chłopak za drogą zgubą
Długo wędrował jadając mało
Aż dnia pewnego w południa słońcu
Napiął cięciwę zabójczą strzałą
Dostrzegłszy orła na sosny końcu
Wtem ptak powiedział mu że jest władcą
Wszystkiego co jest zobaczyć w stanie
I że mu odda wielkie bogactwo
Za które wszystko w świecie dostanie
Zaniechał orła za worek złota
Który zostawił ptak przed odlotem
I zdała mu się mniejszą tęsknota
Gdy czego pragnął zdobywał złotem
Tylko raz kiedy zmierzch nocy szukał
I mgły na siwo ziemię barwiły
Ujrzał przez moment nad sobą kruka
I lęk ogarnął wnet go niemiły
2012
Wiejska dziewczyna była mu lubą
Gdy zaginęła wśród gęstych lasów
Wyruszył chłopak za drogą zgubą
Długo wędrował jadając mało
Aż dnia pewnego w południa słońcu
Napiął cięciwę zabójczą strzałą
Dostrzegłszy orła na sosny końcu
Wtem ptak powiedział mu że jest władcą
Wszystkiego co jest zobaczyć w stanie
I że mu odda wielkie bogactwo
Za które wszystko w świecie dostanie
Zaniechał orła za worek złota
Który zostawił ptak przed odlotem
I zdała mu się mniejszą tęsknota
Gdy czego pragnął zdobywał złotem
Tylko raz kiedy zmierzch nocy szukał
I mgły na siwo ziemię barwiły
Ujrzał przez moment nad sobą kruka
I lęk ogarnął wnet go niemiły
2012
poniedziałek, 17 września 2012
Noce żywych trupów
Cmentarne zagłębie
Noc w chorych umysłach
Światło skrył zupełnie
Czart i w czerń ich wysłał
Nad odkrytym grobem
Zgniłych szczątków darcie
Ludzie jeszcze trochę
Lecz hieny już bardziej
W trumnach żywi wiecznie
Trupy nad grobami
Aby przetrwać jeszcze
Żywieni szczątkami
2012
Noc w chorych umysłach
Światło skrył zupełnie
Czart i w czerń ich wysłał
Nad odkrytym grobem
Zgniłych szczątków darcie
Ludzie jeszcze trochę
Lecz hieny już bardziej
W trumnach żywi wiecznie
Trupy nad grobami
Aby przetrwać jeszcze
Żywieni szczątkami
2012
niedziela, 16 września 2012
Sen
Zamykam oczy i wszystko znika
Nie widzę smutku w zniszczonych oczach
Wiatr nie rwie ścierwa w martwych fabrykach
Szczęścia nie szuka nikt w brudnych koszach
W kanałach tylko ukryte rury
Przy drodze jeden podróżny czeka
Tylko gryzonie żyją jak szczury
Ludzie prowadzą życie człowieka
Nie widzę różnic i upodlenia
Krzywdy pogardy ni szklanych domów
Nikt innym mieszkań w nory nie zmienia
By lepiej było wiadomo komu
Nie widzę by kto nie mógł tu znaleźć
Tego co mają kraje dalekie
Godność na rynku się nie sprzedaje
Człowiek jest tylko i aż człowiekiem
Zatykam uszy - nie słyszę kłamstwa
Od propagandy uwalniam głowę
Jad nienawiści chciwość i draństwa
Depczą w kałuży buty gumowe
Nikt nie ma więcej niż mu potrzeba
I nie zarabia drugiego kosztem
Wszystkim wystarcza na kromkę chleba
Co niewidoczne sercu najdroższe
Widzę że ludzie znowu są razem
Słyszę że mówią jednym językiem
I cieszę oko takim obrazem
A ucho chłonie taką muzykę
Lecz kiedy tylko oczy otwieram
I kiedy uszy odtykam ledwie
Znów mi się bagno do wnętrza wdziera
I wszystko wokół w bagnie tym grzęźnie
Wtedy umiera sen razem z ciszą
A chciałbym przespać lat jeszcze tysiąc
Uszy otwarte lecz nic nie słyszą
Oczy choć patrzą to nic nie widzą
2012
Nie widzę smutku w zniszczonych oczach
Wiatr nie rwie ścierwa w martwych fabrykach
Szczęścia nie szuka nikt w brudnych koszach
W kanałach tylko ukryte rury
Przy drodze jeden podróżny czeka
Tylko gryzonie żyją jak szczury
Ludzie prowadzą życie człowieka
Nie widzę różnic i upodlenia
Krzywdy pogardy ni szklanych domów
Nikt innym mieszkań w nory nie zmienia
By lepiej było wiadomo komu
Nie widzę by kto nie mógł tu znaleźć
Tego co mają kraje dalekie
Godność na rynku się nie sprzedaje
Człowiek jest tylko i aż człowiekiem
Zatykam uszy - nie słyszę kłamstwa
Od propagandy uwalniam głowę
Jad nienawiści chciwość i draństwa
Depczą w kałuży buty gumowe
Nikt nie ma więcej niż mu potrzeba
I nie zarabia drugiego kosztem
Wszystkim wystarcza na kromkę chleba
Co niewidoczne sercu najdroższe
Widzę że ludzie znowu są razem
Słyszę że mówią jednym językiem
I cieszę oko takim obrazem
A ucho chłonie taką muzykę
Lecz kiedy tylko oczy otwieram
I kiedy uszy odtykam ledwie
Znów mi się bagno do wnętrza wdziera
I wszystko wokół w bagnie tym grzęźnie
Wtedy umiera sen razem z ciszą
A chciałbym przespać lat jeszcze tysiąc
Uszy otwarte lecz nic nie słyszą
Oczy choć patrzą to nic nie widzą
2012
sobota, 15 września 2012
Wrześniowe rocznice
Naszej szkoły lat czterdzieści
Bal spotkania wspominanie
A mi pamięć ciągle pieści
Inny wrzesień i spotkanie
To ćwierć wieku właśnie mija
Odkąd ciebie tu ujrzałem
Krótka jak twe życie chwila
Warto było być tu dla niej
Kim bym był bez tej jesieni?
Ile znaczyłbym bez ciebie?
Wszystko wtedy mi odmienił
Z lat czterdziestu wrzesień jeden
Pięć lat marzeń aż do września
Gdy zabrała szczęście jesień
Wrześniów przeszło choć dwadzieścia
Wciąż mnie boli tamten wrzesień
2012
Bal spotkania wspominanie
A mi pamięć ciągle pieści
Inny wrzesień i spotkanie
To ćwierć wieku właśnie mija
Odkąd ciebie tu ujrzałem
Krótka jak twe życie chwila
Warto było być tu dla niej
Kim bym był bez tej jesieni?
Ile znaczyłbym bez ciebie?
Wszystko wtedy mi odmienił
Z lat czterdziestu wrzesień jeden
Pięć lat marzeń aż do września
Gdy zabrała szczęście jesień
Wrześniów przeszło choć dwadzieścia
Wciąż mnie boli tamten wrzesień
2012
piątek, 14 września 2012
Miasto z marzeń
Poznaj historię mojego miasta
Gdzie słońce z morza idzie na zachód
Ono nie z pracy ludzi wyrasta
Lecz z płytkich marzeń garstki cwaniaków
Kto port chciał wznosić nie znalazł pracy
Mógł tylko morzem na zachód ruszyć
Szansę tu mieli sprytni cwaniacy
Bo czas był dobry dla parweniuszy
Tupet znajomość pieniądze taty
I szczęścia uśmiech zawsze pomoże
Dobry ożenek czyni bogatym
Gdy teść ma ziemię nad samym morzem
Niech głupi szczęścia szuka bez celu
Niech worki nosi za grosik marny
Sprytny przepija do inżynierów
I kapelana ogrywa w karty
Tu jest marzeniem dom i samochód
Działka w śródmieściu na górze z krzyżem
Przez lata ciągły ku szczytom pochód
Prowadzi ślepców niżej i niżej
Kiedyś był przemysł stocznia i praca
Dzisiaj została tylko legenda
Dobrze do przeszłych lat jest powracać
Trzeba je tylko dobrze pamiętać
2012
Gdzie słońce z morza idzie na zachód
Ono nie z pracy ludzi wyrasta
Lecz z płytkich marzeń garstki cwaniaków
Kto port chciał wznosić nie znalazł pracy
Mógł tylko morzem na zachód ruszyć
Szansę tu mieli sprytni cwaniacy
Bo czas był dobry dla parweniuszy
Tupet znajomość pieniądze taty
I szczęścia uśmiech zawsze pomoże
Dobry ożenek czyni bogatym
Gdy teść ma ziemię nad samym morzem
Niech głupi szczęścia szuka bez celu
Niech worki nosi za grosik marny
Sprytny przepija do inżynierów
I kapelana ogrywa w karty
Tu jest marzeniem dom i samochód
Działka w śródmieściu na górze z krzyżem
Przez lata ciągły ku szczytom pochód
Prowadzi ślepców niżej i niżej
Kiedyś był przemysł stocznia i praca
Dzisiaj została tylko legenda
Dobrze do przeszłych lat jest powracać
Trzeba je tylko dobrze pamiętać
2012
środa, 12 września 2012
Wyobraź sobie
Wyobraź sobie królestwo boże
Na całej ziemi wśród wszystkich ludzi
Czy wyobrazić sobie to możesz
Że jednej wiary świt cię obudzi?
Wyobraź sobie niewiernych w piekle
I raj dla wszystkich w boga wierzących
'Marzyciel' o mnie pomyślisz pewnie
Jednak podobnie myślą tysiące
Wyobraź sobie że da się wszelkie
Herezje w gardła bluźniercom wepchnąć
I że nie będzie trzeba już wielkiej
Wojny prowadzić o sprawę świętą
Wyobraź sobie że uczuć świętych
Nikt już obrazić się nie odważy
Bo świat się cały ludźmi wypełni
O fanatycznie zaciętej twarzy
2012
Zapożyczenie z / parafraza: John Lennon
Na całej ziemi wśród wszystkich ludzi
Czy wyobrazić sobie to możesz
Że jednej wiary świt cię obudzi?
Wyobraź sobie niewiernych w piekle
I raj dla wszystkich w boga wierzących
'Marzyciel' o mnie pomyślisz pewnie
Jednak podobnie myślą tysiące
Wyobraź sobie że da się wszelkie
Herezje w gardła bluźniercom wepchnąć
I że nie będzie trzeba już wielkiej
Wojny prowadzić o sprawę świętą
Wyobraź sobie że uczuć świętych
Nikt już obrazić się nie odważy
Bo świat się cały ludźmi wypełni
O fanatycznie zaciętej twarzy
2012
Zapożyczenie z / parafraza: John Lennon
wtorek, 11 września 2012
Naród wybrany
Na co narodem zostać wybranym?
By za Mojżeszem musieć podążać?
W pustyni błądzić za nim latami
Gdy prostą drogą szybciej dojść można?
Czy być nie lepiej Mojżeszem sobie?
Zamiast go słuchać gdy ciężko sercu
By kiedy lepiej zrobi się trochę
W złotym radości znajdować cielcu
Czy kto wybrany sam wybrać może
Czy wziąć tablice z przykazaniami?
A może sam je napisał Mojżesz
A nie boskimi są nakazami?
Niech nikt mi morza wód nie rozsuwa
I na pustkowiu manną nie karmi
Może samemu przejść mi się uda
Lub zginę ale wolny przynajmniej
Skoro wybranym jestem przez boga
Sam pokierować mogę swym losem
Niech błędna będzie lecz własna droga
Niech źle coś powiem lecz swoim głosem
2012
By za Mojżeszem musieć podążać?
W pustyni błądzić za nim latami
Gdy prostą drogą szybciej dojść można?
Czy być nie lepiej Mojżeszem sobie?
Zamiast go słuchać gdy ciężko sercu
By kiedy lepiej zrobi się trochę
W złotym radości znajdować cielcu
Czy kto wybrany sam wybrać może
Czy wziąć tablice z przykazaniami?
A może sam je napisał Mojżesz
A nie boskimi są nakazami?
Niech nikt mi morza wód nie rozsuwa
I na pustkowiu manną nie karmi
Może samemu przejść mi się uda
Lub zginę ale wolny przynajmniej
Skoro wybranym jestem przez boga
Sam pokierować mogę swym losem
Niech błędna będzie lecz własna droga
Niech źle coś powiem lecz swoim głosem
2012
niedziela, 9 września 2012
Paradoks sumienia
Im zasobniejsze sklepy są w towar
Tym jest sumienia większy deficyt
A im ktoś bogactw więcej skosztował
Że stać go na nie tym trudniej liczyć
2012
Tym jest sumienia większy deficyt
A im ktoś bogactw więcej skosztował
Że stać go na nie tym trudniej liczyć
2012
sobota, 8 września 2012
Stadion Narodowy im. Natalii S.
W rocznicę samospalenia
Gdzie zaduszono protestu płomień
Jego w umysłach bezmyślnej masy
Tam imienniczki biust silikonem
Na sztorc postawił tłuszczy kutasy
2012
Gdzie zaduszono protestu płomień
Jego w umysłach bezmyślnej masy
Tam imienniczki biust silikonem
Na sztorc postawił tłuszczy kutasy
2012
wtorek, 4 września 2012
Jantarowozłoci
Czemu - gdy na słabych krzywdę
Co się dzieje w prawa świetle
Uszy wasze głuche zwykle
Oczy dziwnie są oślepłe -
Żądzą zysków owładniętych
Los uwagę waszą skupił? -
Nie trafiło wszak na biednych
Lecz na chciwych i na głupich
2012
Co się dzieje w prawa świetle
Uszy wasze głuche zwykle
Oczy dziwnie są oślepłe -
Żądzą zysków owładniętych
Los uwagę waszą skupił? -
Nie trafiło wszak na biednych
Lecz na chciwych i na głupich
2012
poniedziałek, 3 września 2012
Szaleni militaryści
Mało im z flinty do zwierząt mierzyć
I politycznych planów kampanii
Zbroić się trzeba - pułków, żołnierzy
Krwi przelewanej w obronie granic
Armię wzmacniają w wojskowe święto
W rocznicę wojny z milionów śmiercią
Gdy po wakacjach uczyć zaczęto
Planów ich przyszłych armatnie mięso
Nic im kryzysy, deficyt, bieda
Zawsze pieniądze znajdą na armię
Kiedy żyć ludziom pomóc się nie da
Władza pomoże umrzeć przynajmniej
Chłopcy w wojenkę chętnie się bawią
Choć ich do służby pęd całkiem marny
Na rzeź prowadzą baranów stado
Pod sztandarami ze skór im zdartych
2012
I politycznych planów kampanii
Zbroić się trzeba - pułków, żołnierzy
Krwi przelewanej w obronie granic
Armię wzmacniają w wojskowe święto
W rocznicę wojny z milionów śmiercią
Gdy po wakacjach uczyć zaczęto
Planów ich przyszłych armatnie mięso
Nic im kryzysy, deficyt, bieda
Zawsze pieniądze znajdą na armię
Kiedy żyć ludziom pomóc się nie da
Władza pomoże umrzeć przynajmniej
Chłopcy w wojenkę chętnie się bawią
Choć ich do służby pęd całkiem marny
Na rzeź prowadzą baranów stado
Pod sztandarami ze skór im zdartych
2012
piątek, 31 sierpnia 2012
NOTES 34 - Krąg
Wciąż tu z innymi na ludzkich brzegach
Gdzie sad i drogi i wspólne łoże
Patrzę i myślę jak tam być może
Skąd krzyk żurawi tylko dobiega
Tam powiew wolny gra w dzikich trzcinach
Ptaki przed wzrokiem skryte niegodnym
Przestwór rozdziela dwa brzegi wodny
Księżyc przewoźnik srebrem je spina
Nie wiem czy zdołam przepłynąć wody
Lęki zostawić na ludzi stronie
Wsłuchany tylko w żurawi gody
Czy płonnych marzeń znów nie dogonię
I nie dostrzegłszy ratunku kłody
W mrocznej głębinie odnajdę koniec

2012
Gdzie sad i drogi i wspólne łoże
Patrzę i myślę jak tam być może
Skąd krzyk żurawi tylko dobiega
Tam powiew wolny gra w dzikich trzcinach
Ptaki przed wzrokiem skryte niegodnym
Przestwór rozdziela dwa brzegi wodny
Księżyc przewoźnik srebrem je spina
Nie wiem czy zdołam przepłynąć wody
Lęki zostawić na ludzi stronie
Wsłuchany tylko w żurawi gody
Czy płonnych marzeń znów nie dogonię
I nie dostrzegłszy ratunku kłody
W mrocznej głębinie odnajdę koniec
2012
poniedziałek, 20 sierpnia 2012
Przepis na obłudników
Najpierw zgrywać oburzonych
Że gdzieś łamią wolność słowa
I więzionych dziewcząt bronić
By do innych doszlusować
Potem przyjąć z honorami
Popa co je ma za diabły
W dniu gdy sąd pod kapturami
Za pokutę da im łagry
2012
Że gdzieś łamią wolność słowa
I więzionych dziewcząt bronić
By do innych doszlusować
Potem przyjąć z honorami
Popa co je ma za diabły
W dniu gdy sąd pod kapturami
Za pokutę da im łagry
2012
czwartek, 16 sierpnia 2012
Do I***
Trwajmy w swojej tajemnicy
Niech nikt obcy jej nie pozna
Nie pozwolą zawistnicy
Szczęśliwymi innym zostać
Dam ci czego zawsze chciałaś
Choćbym stracić miał część siebie
Ty pozwolisz przeżyć w zamian
Krótkie chwile w szczęścia niebie
Pragnę spijać z gładkiej szyi
Poziomkowy grzechu nektar
Zamknąć życie w czas motyli
I konając w tobie szeptać
Ja sekretu tak dochowam
Że nie dowiesz ty się nawet
Prawdy ile jest w tych słowach
Ile marzeń w nich na jawie
2012
Niech nikt obcy jej nie pozna
Nie pozwolą zawistnicy
Szczęśliwymi innym zostać
Dam ci czego zawsze chciałaś
Choćbym stracić miał część siebie
Ty pozwolisz przeżyć w zamian
Krótkie chwile w szczęścia niebie
Pragnę spijać z gładkiej szyi
Poziomkowy grzechu nektar
Zamknąć życie w czas motyli
I konając w tobie szeptać
Ja sekretu tak dochowam
Że nie dowiesz ty się nawet
Prawdy ile jest w tych słowach
Ile marzeń w nich na jawie
2012
piątek, 10 sierpnia 2012
Dziewczyna z bagien - cz. 2.
I wtem ją spostrzegłeś
W srebrzystej sukience
Jak światło odległe
Gdy zwątpić ma serce
Jak córkę księżyca
Co złu moc wytrąca
Jasnością oblicza
Zesłaną przez ojca
Nadzieja wróciła
Na miejsce zwątpienia
Grzęznących nóg siła
I sprawność ramienia
Wyrwany z trzęsawisk
Ruszyłeś jej śladem
By życie ocalić
Nie wracać do bagien
Lecz panna ta z ojcem
Mieszkała na bagnach
Tu ciemne ją moce
Więziły od dawna
I tak noce dzielić
Pragnęła z kimś smutne
Że wszyscy ginęli
Z rąk panny okrutnej
2012
W srebrzystej sukience
Jak światło odległe
Gdy zwątpić ma serce
Jak córkę księżyca
Co złu moc wytrąca
Jasnością oblicza
Zesłaną przez ojca
Nadzieja wróciła
Na miejsce zwątpienia
Grzęznących nóg siła
I sprawność ramienia
Wyrwany z trzęsawisk
Ruszyłeś jej śladem
By życie ocalić
Nie wracać do bagien
Lecz panna ta z ojcem
Mieszkała na bagnach
Tu ciemne ją moce
Więziły od dawna
I tak noce dzielić
Pragnęła z kimś smutne
Że wszyscy ginęli
Z rąk panny okrutnej
2012
czwartek, 9 sierpnia 2012
Dziewczyna z bagien - cz. 1.
Zbłądziłeś na bagnach
I mroki nastały
Strach skacze do gardła
Jak wilk wygłodniały
Bo chmur atramenty
Blask skradły księżyca
I nie wiesz którędy
Powrócić do życia
Odpychasz złowieszcze
Szuwarów uściski
I czujesz że grzęźniesz
W czeluściach błotnistych
Lęk czai się w myślach
I zmysły zatruwa
Byś widział i słyszał
Co niesie ułuda
Gdy wszystko co przeszło
Przez mózg wartko płynie
Gdy każdy krok w ciemność
Śmierć może ci przynieść
Bezradnie pomocy
Od kogoś wyglądasz
Lecz nikt pośród nocy
Tu nie chce zaglądać
2012
I mroki nastały
Strach skacze do gardła
Jak wilk wygłodniały
Bo chmur atramenty
Blask skradły księżyca
I nie wiesz którędy
Powrócić do życia
Odpychasz złowieszcze
Szuwarów uściski
I czujesz że grzęźniesz
W czeluściach błotnistych
Lęk czai się w myślach
I zmysły zatruwa
Byś widział i słyszał
Co niesie ułuda
Gdy wszystko co przeszło
Przez mózg wartko płynie
Śmierć może ci przynieść
Bezradnie pomocy
Od kogoś wyglądasz
Lecz nikt pośród nocy
Tu nie chce zaglądać
2012
niedziela, 5 sierpnia 2012
Polish Riot
Boże przegoń pieczeniarzy
Upasionych lekkim chlebem
Skoro nikt się nie odważył
Wsparcie niech się znajdzie w niebie
Przegoń podłych plutokratów
Których smycz burżujów trzyma
Okaż siłę swoją światu
Tłuste karki ponaginaj
I kapłanów ich obłudy
Wygoń biczem ze świątyni
Własnych owiec nędzą grubych
Jak skarbonki w kształcie świni
Głos prostaczków racz usłyszeć
Niech twa wszechmoc się pokaże
Zanim krzyk nasz przerwie ciszę
I się wedrze na ołtarze
I koterii zanim zmowa
Za obrazę nas pochwyci
By sądami zakneblować
Mówiąc żeśmy są bandyci
Patrzeć będziesz jak nam klika
Która sama ma cię za nic
Usta kratą pozamyka
Czy pokażesz żeś jest z nami?
2012
Upasionych lekkim chlebem
Skoro nikt się nie odważył
Wsparcie niech się znajdzie w niebie
Przegoń podłych plutokratów
Których smycz burżujów trzyma
Okaż siłę swoją światu
Tłuste karki ponaginaj
I kapłanów ich obłudy
Wygoń biczem ze świątyni
Własnych owiec nędzą grubych
Jak skarbonki w kształcie świni
Głos prostaczków racz usłyszeć
Niech twa wszechmoc się pokaże
Zanim krzyk nasz przerwie ciszę
I się wedrze na ołtarze
I koterii zanim zmowa
Za obrazę nas pochwyci
By sądami zakneblować
Mówiąc żeśmy są bandyci
Patrzeć będziesz jak nam klika
Która sama ma cię za nic
Usta kratą pozamyka
Czy pokażesz żeś jest z nami?
2012
środa, 1 sierpnia 2012
Pieśń dla zwycięzcy
Naprzód! Do boju!
Czas się wypełnił
Po latach w znoju
Szczytów dosięgnij
Krok trzymaj pewny
W sercu nadzieję
Bariery przerwij
Strach nie istnieje!
Pewność napręża
W mięśniach stal chłodną
Ten już zwycięża
Kto walkę podjął
Szybciej! Jak światło
Świt niosąc ziemi
Wzięte niełatwo
Bardziej się ceni
Unieś się! Wyżej!
Ponad przegranych
Hart solą liże
Walecznych rany
Mocniej! Niech rywal
Smak klęski pozna
I że wygrywać
Z tobą nie można
Walcz! I nie przegraj
Walki o honor
Co w żyłach wezbrał
Barwą czerwoną
Kto nie da woli
Nadwątlić w sercu
Ten się wyzwoli
Z niemocy więzów
I choćby uległ
Siłom potężnym
Życia jest królem -
Siebie zwyciężył
2012
Czas się wypełnił
Po latach w znoju
Szczytów dosięgnij
Krok trzymaj pewny
W sercu nadzieję
Bariery przerwij
Strach nie istnieje!
Pewność napręża
W mięśniach stal chłodną
Ten już zwycięża
Kto walkę podjął
Szybciej! Jak światło
Świt niosąc ziemi
Wzięte niełatwo
Bardziej się ceni
Unieś się! Wyżej!
Ponad przegranych
Hart solą liże
Walecznych rany
Mocniej! Niech rywal
Smak klęski pozna
I że wygrywać
Z tobą nie można
Walcz! I nie przegraj
Walki o honor
Co w żyłach wezbrał
Barwą czerwoną
Kto nie da woli
Nadwątlić w sercu
Ten się wyzwoli
Z niemocy więzów
I choćby uległ
Siłom potężnym
Życia jest królem -
Siebie zwyciężył
2012
niedziela, 29 lipca 2012
Scenka olimpijska
Wyżej! Szybciej! Mocniej!
Usłyszał turysta
Tak rzekła miernocie
Profesjonalistka
2012
Usłyszał turysta
Tak rzekła miernocie
Profesjonalistka
2012
sobota, 28 lipca 2012
Sen nocy letniej
Gdy dzień mnie zbudził świat był cudowny
Sen nocy letniej mnie zauroczył
Śniłem że ona w deszcz patrzy w nocy
Krople odarły ze snu jej oczy
Opowiedziała mi o tym pięknie
Które w ukryciu schowane głowy
I powiedziała że to co szpetne
Wolimy w zamian na wierzch wydobyć
O tym czy kiedy błąd popełniamy
Uczymy czegoś się z naszych cierpień
Mówiła patrząc na deszcz czas cały
Tak mój wyglądał sen nocy letniej
Z kolejnym drinkiem już o północy
Ku memu uchu zgięła się nisko
Przesiedzieliśmy jeszcze pół nocy
Zaczęła mówić po co to wszystko
Kiedy w fotelu się obudziłem
W zupełnie innym była już miejscu
Samego tutaj mnie zostawiła
Bym siedział patrząc na krople deszczu
Nie wiele z tego teraz pamiętam
Tylko jej słowa jak echo w głowie
Snem odurzyła mnie noc ta letnia
Nim się zbudziłem z niego ponownie
Może nie spotkam jej nigdy więcej
Może odeszła stąd już na zawsze
Może tak zawsze siedzieć tu będę
I na pogodę wciąż tylko patrzeć
Pewne jest tylko że mi pomogła
Ułożyć sobie jakoś to wszystko
Że między bramą zła oraz dobra
Odnaleźć można treść jeszcze inną
Więc jeśli nie śpisz wciąż o północy
Do ucha schylę tobie się nisko
Gdy przesiedzimy razem z pół nocy
Zacznę ci mówić po co to wszystko
Ze snu się budzę i dzień jest piękny
A świat cudowny mi się wydaje
Czuję że jeszcze snu nocy letniej
Nie zeszło ze mnie oczarowanie
2012
Swobodne tłumaczenie / parafraza: The Stranglers
Sen nocy letniej mnie zauroczył
Śniłem że ona w deszcz patrzy w nocy
Krople odarły ze snu jej oczy
Opowiedziała mi o tym pięknie
Które w ukryciu schowane głowy
I powiedziała że to co szpetne
Wolimy w zamian na wierzch wydobyć
O tym czy kiedy błąd popełniamy
Uczymy czegoś się z naszych cierpień
Mówiła patrząc na deszcz czas cały
Tak mój wyglądał sen nocy letniej
Z kolejnym drinkiem już o północy
Ku memu uchu zgięła się nisko
Przesiedzieliśmy jeszcze pół nocy
Zaczęła mówić po co to wszystko
Kiedy w fotelu się obudziłem
W zupełnie innym była już miejscu
Samego tutaj mnie zostawiła
Bym siedział patrząc na krople deszczu
Nie wiele z tego teraz pamiętam
Tylko jej słowa jak echo w głowie
Snem odurzyła mnie noc ta letnia
Nim się zbudziłem z niego ponownie
Może nie spotkam jej nigdy więcej
Może odeszła stąd już na zawsze
Może tak zawsze siedzieć tu będę
I na pogodę wciąż tylko patrzeć
Pewne jest tylko że mi pomogła
Ułożyć sobie jakoś to wszystko
Że między bramą zła oraz dobra
Odnaleźć można treść jeszcze inną
Więc jeśli nie śpisz wciąż o północy
Do ucha schylę tobie się nisko
Gdy przesiedzimy razem z pół nocy
Zacznę ci mówić po co to wszystko
Ze snu się budzę i dzień jest piękny
A świat cudowny mi się wydaje
Czuję że jeszcze snu nocy letniej
Nie zeszło ze mnie oczarowanie
2012
Swobodne tłumaczenie / parafraza: The Stranglers
wtorek, 24 lipca 2012
Anarchia
Wreszcie rajem nasza ziemia
Demokracja cuda czyni
Władza w świnie już nie zmienia
Jedna biednych z bogatymi
Czas zakończyć wszelkie spory
Państwo naszym przyjacielem
Nie powstania lecz wybory
Wspólne szczęście wszystkich celem
Już nie walka ruch oporu
Opozycji dysydentów -
Zgraja karłów i warchołów
W wolnym kraju chce fermentu
Nie ma dziś co kontestować
Punk to teraz tylko folklor
Goguś w szkiełku skonstatował
Mamy przecież w końcu wolność
Wczoraj ta dziś inna kasta
Wciąż systemy tworzą nowe
Każdy jeden trzeba zwalczać
Żeby skończyć z babilonem
2012
Demokracja cuda czyni
Władza w świnie już nie zmienia
Jedna biednych z bogatymi
Czas zakończyć wszelkie spory
Państwo naszym przyjacielem
Nie powstania lecz wybory
Wspólne szczęście wszystkich celem
Już nie walka ruch oporu
Opozycji dysydentów -
Zgraja karłów i warchołów
W wolnym kraju chce fermentu
Nie ma dziś co kontestować
Punk to teraz tylko folklor
Goguś w szkiełku skonstatował
Mamy przecież w końcu wolność
Wczoraj ta dziś inna kasta
Wciąż systemy tworzą nowe
Każdy jeden trzeba zwalczać
Żeby skończyć z babilonem
2012
poniedziałek, 23 lipca 2012
Bilet na księżyc
Pamiętasz lata osiemdziesiąte
Gdy każda sprawa była tak prosta?
Chciałbym móc wrócić do nich ponownie
By wszystko mogło takie pozostać
Bilet na księżyc mam i już wkrótce
Miejsce w wybranym dniu to opuszczę
Bilet na księżyc mam lecz bym wolał
Oczy twe widzieć w świtu kolorach
Bilet na księżyc mam i nad ziemię
Wkrótce uniosę się już wysoko
Łez które w krople deszczu zamienię
Nie poznasz kiedy zroszą twe okno
Wzbiję się poprzez niebo wzburzone
Do lśniącej jasno gdzieś ziemi nowej
Lecąc szaleńczo w tajemnic stronę
Wysoko w smutku się zastanowię
Czy przeszłe drogi mojego losu
Mogą zawrócić i mi pozwolić
Zobaczyć ciebie na dróg tych końcu
Jak oczekując ciągle tam stoisz
Bilet na księżyc - dziś stąd wylecę
Minuty płyną - co robić teraz?
Już zapłacone - cóż mam powiedzieć?
W jedną się stronę tylko wybieram
2012
swobodne tłumaczenie z: Electric Light Orchestra
Gdy każda sprawa była tak prosta?
Chciałbym móc wrócić do nich ponownie
By wszystko mogło takie pozostać
Bilet na księżyc mam i już wkrótce
Miejsce w wybranym dniu to opuszczę
Bilet na księżyc mam lecz bym wolał
Oczy twe widzieć w świtu kolorach
Bilet na księżyc mam i nad ziemię
Wkrótce uniosę się już wysoko
Łez które w krople deszczu zamienię
Nie poznasz kiedy zroszą twe okno
Wzbiję się poprzez niebo wzburzone
Do lśniącej jasno gdzieś ziemi nowej
Lecąc szaleńczo w tajemnic stronę
Wysoko w smutku się zastanowię
Czy przeszłe drogi mojego losu
Mogą zawrócić i mi pozwolić
Zobaczyć ciebie na dróg tych końcu
Jak oczekując ciągle tam stoisz
Bilet na księżyc - dziś stąd wylecę
Minuty płyną - co robić teraz?
Już zapłacone - cóż mam powiedzieć?
W jedną się stronę tylko wybieram
2012
swobodne tłumaczenie z: Electric Light Orchestra
niedziela, 22 lipca 2012
Ćma
Pęka kokon - larwa młoda
Wkrótce zmieni się w motyla
Miłość tęczy barw jej doda
Gdy przemiany przyjdzie chwila
Lub okaże ćmą się zwykłą
Miłość złudnym zaś ogarkiem
Który sparzy ogniem skrzydło
By nadzieję zabrać całkiem
2012
Wkrótce zmieni się w motyla
Miłość tęczy barw jej doda
Gdy przemiany przyjdzie chwila
Lub okaże ćmą się zwykłą
Miłość złudnym zaś ogarkiem
Który sparzy ogniem skrzydło
By nadzieję zabrać całkiem
2012
sobota, 21 lipca 2012
Jak powininno wyglądać życie
Wiele przebyłem by się tu znaleźć
Gdzie zostawiłem przed laty ciebie
Miejsce tak obce chociaż tak znane
Co mam powiedzieć i robić - nie wiem
Zda się że obcym jedynym jestem
Kiedy na obce twarze spoglądam
I zastanawiam się tylko jeszcze
Czy tak powinno życie wyglądać
Choć to dzień jeden odkąd stąd wzięto
I tu zwrócono mnie w zadziwieniu
Ziemia jest może tą samą jedną
Lecz co mi znane leży pod ziemią
I kiedy widzę co uczynili
Z miejsca co kiedyś domem nam było
Wstyd mi i wiedzieć chcę w jednej chwili
Czy tak wyglądać życie powinno
Jak mówią - próżno szaty rozdzierać
Za późno dla nas jest już, kolego
Tyle przebyłeś - wiesz wszystko teraz
Popatrz na cuda świata naszego
Kiedy w ruinach miasta się włóczę
Gdzie ludzie mówić boją się głośno
Patrząc na przepych i kwiaty sztuczne
Chciałbym do dawnych lat móc się cofnąć
Widzieć twarz twoją pragnę bo znaczy
Więcej to dla mnie niż tutaj bycie
I zastanawiam się tylko nad tym
Czy tak powinno wyglądać życie
2012
swobodne tłumaczenie z: Electric Light Orchestra
Gdzie zostawiłem przed laty ciebie
Miejsce tak obce chociaż tak znane
Co mam powiedzieć i robić - nie wiem
Zda się że obcym jedynym jestem
Kiedy na obce twarze spoglądam
I zastanawiam się tylko jeszcze
Czy tak powinno życie wyglądać
Choć to dzień jeden odkąd stąd wzięto
I tu zwrócono mnie w zadziwieniu
Ziemia jest może tą samą jedną
Lecz co mi znane leży pod ziemią
I kiedy widzę co uczynili
Z miejsca co kiedyś domem nam było
Wstyd mi i wiedzieć chcę w jednej chwili
Czy tak wyglądać życie powinno
Jak mówią - próżno szaty rozdzierać
Za późno dla nas jest już, kolego
Tyle przebyłeś - wiesz wszystko teraz
Popatrz na cuda świata naszego
Kiedy w ruinach miasta się włóczę
Gdzie ludzie mówić boją się głośno
Patrząc na przepych i kwiaty sztuczne
Chciałbym do dawnych lat móc się cofnąć
Widzieć twarz twoją pragnę bo znaczy
Więcej to dla mnie niż tutaj bycie
I zastanawiam się tylko nad tym
Czy tak powinno wyglądać życie
2012
swobodne tłumaczenie z: Electric Light Orchestra
czwartek, 19 lipca 2012
Inteligenci
"(...) Tak zwany szpagatowy inteligent (...) uważa, że wszystko
co jest na świecie to do niego należy, że on tylko jest najważniejszy
na świecie. A najgorsze to te dezertery od pługa, co to teraz robią
w mieście za inteligencję. (...) Tylko życie zatruwają porządnym
ludziom. (...) A już najgorsze to te niedorżnięte arystokratki
za dychę, pochodzące z głębokiej prowincji. Niech się cieszą,
że władza ludowa ich nauczyła czytać i pisać. (...)
Żebym wiedział, że z takimi gnojami będę tu mieszkał ... "
Jerzy Grzymkowski
co jest na świecie to do niego należy, że on tylko jest najważniejszy
na świecie. A najgorsze to te dezertery od pługa, co to teraz robią
w mieście za inteligencję. (...) Tylko życie zatruwają porządnym
ludziom. (...) A już najgorsze to te niedorżnięte arystokratki
za dychę, pochodzące z głębokiej prowincji. Niech się cieszą,
że władza ludowa ich nauczyła czytać i pisać. (...)
Żebym wiedział, że z takimi gnojami będę tu mieszkał ... "
Jerzy Grzymkowski
wtorek, 17 lipca 2012
Postęp trwa
Złe to co kiedyś co było
Na ziemi każdy dzień lepszy
Tych co poddaną ją czynią
I w twarz dniom śmieją się przeszłym
W kabzy napycha szmal grube
Prześmiewca nowoszlachetny
Herbu Ogórek czy Wróbel
A głupi może być biedny
Chłopie z ryżowej prowincji
Wasalu z kraju nad Wisłą -
Soki pijawki z was wszystkich
Z równości mitem wraz wyssą
Chciwców zastępy wciąż głodnych
Kolejne skubią miliony
Dziecko sprzedaje jagody
By książki kupić do szkoły
Nażreć by mogli się forsą
Lecz nie chcą trawić jej kiszki
Przecież gdy mówi się wolność
To chciwość ma się na myśli
2012
Na ziemi każdy dzień lepszy
Tych co poddaną ją czynią
I w twarz dniom śmieją się przeszłym
W kabzy napycha szmal grube
Prześmiewca nowoszlachetny
Herbu Ogórek czy Wróbel
A głupi może być biedny
Chłopie z ryżowej prowincji
Wasalu z kraju nad Wisłą -
Soki pijawki z was wszystkich
Z równości mitem wraz wyssą
Chciwców zastępy wciąż głodnych
Kolejne skubią miliony
Dziecko sprzedaje jagody
By książki kupić do szkoły
Nażreć by mogli się forsą
Lecz nie chcą trawić jej kiszki
Przecież gdy mówi się wolność
To chciwość ma się na myśli
2012
poniedziałek, 16 lipca 2012
Na odsłonięcie pomnika spiskowców
Gdy robotnicy zwalczą komunizm
Krew kapitalizm z nich powysysa -
Pan w garniturze po cichu mówi
Tak by pan w bieli tylko go słyszał
Zgoda o ile kościoła władza
Cała z majątkiem wraz się zachowa -
Tamten po cichu mu odpowiada -
Prorocze były spiskowców słowa
2012
Krew kapitalizm z nich powysysa -
Pan w garniturze po cichu mówi
Tak by pan w bieli tylko go słyszał
Zgoda o ile kościoła władza
Cała z majątkiem wraz się zachowa -
Tamten po cichu mu odpowiada -
Prorocze były spiskowców słowa
2012
niedziela, 15 lipca 2012
Na misia
Miś się spalił - już szukają
Sprawców jego podpalenia
Miś się wstydząc ogniem zajął
Nic nie mając do robienia
Dziś potrzebom odpowiada
Krzyczy w oczy niedowiarkom
Możliwości autostrada
Na sił naszych skalę stadion
Lecz gdy wolność wszystkim morze
Możliwości rozpościera
Zwykły człowiek wciąż mniej może
Wskaźnik skali blisko zera
2012
Sprawców jego podpalenia
Miś się wstydząc ogniem zajął
Nic nie mając do robienia
Dziś potrzebom odpowiada
Krzyczy w oczy niedowiarkom
Możliwości autostrada
Na sił naszych skalę stadion
Lecz gdy wolność wszystkim morze
Możliwości rozpościera
Zwykły człowiek wciąż mniej może
Wskaźnik skali blisko zera
2012
czwartek, 5 lipca 2012
Boska cząstka
Boską cząstką to nazwano
Co nadaje ciałom masę
Jednak nosić takie miano
Winno to co ciała nasze
Mas pozbawia i od ziemi
Nas odrywa ku przestworzom
Cóż - nie znajdą tej uczeni
Cząstki i nie nazwą bożą
Masą ktoś mnie tu przygwoździł
I przy ziemskim życiu trzyma
Lecz więzieniem są mi kości
A ja spoza nich oczyma
Duszy patrząc w otwór wąski
W którym widzę co mi bliskie
Czekam boga który cząstki
Moje w boskie zmieni wszystkie
2012
Co nadaje ciałom masę
Jednak nosić takie miano
Winno to co ciała nasze
Mas pozbawia i od ziemi
Nas odrywa ku przestworzom
Cóż - nie znajdą tej uczeni
Cząstki i nie nazwą bożą
Masą ktoś mnie tu przygwoździł
I przy ziemskim życiu trzyma
Lecz więzieniem są mi kości
A ja spoza nich oczyma
Duszy patrząc w otwór wąski
W którym widzę co mi bliskie
Czekam boga który cząstki
Moje w boskie zmieni wszystkie
2012
środa, 4 lipca 2012
Spoza
Los unosi ich bezwolnie
Konsumują świat bezzębnie
Czy bunt - myślę - musi dojrzeć
Czy obumarł w nich zupełnie
Gdy się młodość nie sprzeciwia
Starość unieść rękę musi
Kiedy milczy tkanka żywa
Bunt materię może ruszy
Skoro masy jak kukiełki
Niech jednostka zerwie sznurek
Gdy nie ryczą głosem wielkim
Niech poeta krzyczeć umie
2012
Konsumują świat bezzębnie
Czy bunt - myślę - musi dojrzeć
Czy obumarł w nich zupełnie
Gdy się młodość nie sprzeciwia
Starość unieść rękę musi
Kiedy milczy tkanka żywa
Bunt materię może ruszy
Skoro masy jak kukiełki
Niech jednostka zerwie sznurek
Gdy nie ryczą głosem wielkim
Niech poeta krzyczeć umie
2012
wtorek, 3 lipca 2012
Serce
- Ja tam skłamałam, na ławce, że mam kogoś. Miałam.
Krótko mówiąc - nie ma go już. Po prostu nie żyje.
A ja jestem mu wierna. Bo jeżeli coś w ogóle ma sens...
Wiesz... Rozumiesz mnie?
- Tak, tak. Myślę, że rozumiem.
- No właśnie. To już tak daleko ode mnie. Tyle lat...
Powinnam się zmienić, co?
- Ciężko ci samej.
- Tak.
- Chciałem cię pocieszyć, bo... Bo mnie też. Strasznie.
Zbigniew Kamiński, Radosław Piwowarski
Krótko mówiąc - nie ma go już. Po prostu nie żyje.
A ja jestem mu wierna. Bo jeżeli coś w ogóle ma sens...
Wiesz... Rozumiesz mnie?
- Tak, tak. Myślę, że rozumiem.
- No właśnie. To już tak daleko ode mnie. Tyle lat...
Powinnam się zmienić, co?
- Ciężko ci samej.
- Tak.
- Chciałem cię pocieszyć, bo... Bo mnie też. Strasznie.
Zbigniew Kamiński, Radosław Piwowarski
poniedziałek, 2 lipca 2012
Piekło gdzie serce twoje
Gdybym zimny był jak kamień
Żyłbym lekko tak jak inni
Niepotrzebnych pełen zalet
Niby anioł z sercem zimnym
Czego nie miałbym naprawdę
Sobie wmówiłbym i innym
Do słabości czuł pogardę
I przeliczał okiem zimnym
Jednak ogień bije we mnie
I rozpala wieczne piekło
Może w chłodzie jest przyjemniej
Lecz ja wolę kiedy ciepło
Żar mnie trawi niestygnący
I tak dobrze jest mi właśnie
Słodko uczuć ból gorących
Cierpieć - niech więc nie zagaśnie
To co jednym zda się głupie
Ktoś jak rzecz najświętszą chowa
Im - zapomnieć, im - to lubię
On pamięta i on kocha
Jeśli wulkan serca lawę
Tłoczy w tętnic twych przekroje
Nie na rajską licz wyprawę -
W piekle uczuć miejsce twoje
1812
Żyłbym lekko tak jak inni
Niepotrzebnych pełen zalet
Niby anioł z sercem zimnym
Czego nie miałbym naprawdę
Sobie wmówiłbym i innym
Do słabości czuł pogardę
I przeliczał okiem zimnym
Jednak ogień bije we mnie
I rozpala wieczne piekło
Może w chłodzie jest przyjemniej
Lecz ja wolę kiedy ciepło
Żar mnie trawi niestygnący
I tak dobrze jest mi właśnie
Słodko uczuć ból gorących
Cierpieć - niech więc nie zagaśnie
To co jednym zda się głupie
Ktoś jak rzecz najświętszą chowa
Im - zapomnieć, im - to lubię
On pamięta i on kocha
Jeśli wulkan serca lawę
Tłoczy w tętnic twych przekroje
Nie na rajską licz wyprawę -
W piekle uczuć miejsce twoje
1812
niedziela, 1 lipca 2012
Nocne łowy
Ledwie ścięło dzień z nóg zmierzchem
Wyruszyli nocni łowcy
Nie wiedziałaś wtedy jeszcze
Że myśliwym jest nocnym
Rozpocząłem ze słowikiem
Nastrojowo delikatnie
Umrzeć chciałaś w drgawkach z krzykiem
Lecz to byłoby zbyt łatwe
Ponowiłem śmierci taniec
Przywracając cię do życia
Z żab jedynie w stawach graniem
Kiedy puszczyk tylko widział
Dłużej teraz podchodziłem
Bez emocji a wytrwale
Intensywnych doznań chwile
W spokój wodza zamieniałem
Zwierz i łowca osłabieni
Zmitrężyli kilka godzin
Świt już ziemię opromienił
Gdy ostatni bój nadchodził
Lot skowronka w górze zamarł
Błysnął sztylet w blasku słońca
Nie broniła się ofiara
Gdy ją dobił nocny łowca
2012
Wyruszyli nocni łowcy
Nie wiedziałaś wtedy jeszcze
Że myśliwym jest nocnym
Rozpocząłem ze słowikiem
Nastrojowo delikatnie
Umrzeć chciałaś w drgawkach z krzykiem
Lecz to byłoby zbyt łatwe
Ponowiłem śmierci taniec
Przywracając cię do życia
Z żab jedynie w stawach graniem
Kiedy puszczyk tylko widział
Dłużej teraz podchodziłem
Bez emocji a wytrwale
Intensywnych doznań chwile
W spokój wodza zamieniałem
Zwierz i łowca osłabieni
Zmitrężyli kilka godzin
Świt już ziemię opromienił
Gdy ostatni bój nadchodził
Lot skowronka w górze zamarł
Błysnął sztylet w blasku słońca
Nie broniła się ofiara
Gdy ją dobił nocny łowca
2012
sobota, 30 czerwca 2012
W rozszerzeniu
W ołowianych lochach strachu
Z wolna gwoździe wbija w czaszkę
Szepcze klątwy końca czasu
Noc zasnuwa śmierci płaszczem
W przyczajeniu wiatrem dyszy
Z każdej strony łypie okiem
Nie stanowię już o niczym
I sam z siebie nic nie mogę
Czas się zebrać i wyruszyć
Głos ucichnie ból ustanie
Wiem że lepiej tam być musi
Czas i miejsce już wybrane
Śpią spokojnie nieświadomi
Przez zaoczny sąd skazani
Przed złem muszę ich ochronić
Nie poradzą sobie sami
Cicho - we śnie nie zaboli
Kiedy będę was przemycał
Świadomości śladem swoim
Na bezpieczną stronę życia
2012
Z wolna gwoździe wbija w czaszkę
Szepcze klątwy końca czasu
Noc zasnuwa śmierci płaszczem
W przyczajeniu wiatrem dyszy
Z każdej strony łypie okiem
Nie stanowię już o niczym
I sam z siebie nic nie mogę
Czas się zebrać i wyruszyć
Głos ucichnie ból ustanie
Wiem że lepiej tam być musi
Czas i miejsce już wybrane
Śpią spokojnie nieświadomi
Przez zaoczny sąd skazani
Przed złem muszę ich ochronić
Nie poradzą sobie sami
Cicho - we śnie nie zaboli
Kiedy będę was przemycał
Świadomości śladem swoim
Na bezpieczną stronę życia
2012
piątek, 29 czerwca 2012
Szpony precz od ogrodów
Już się zleciały sępy nad ciałem
Choć jeszcze życia krążą w nim soki
Plany podziału snują wspaniałe
Tłustej przyszłości karmią widokiem
Judzą drapieżców bezbronnym łupem
Aby śmiertelne zadali rany
Wspólnie się nażrą zdobycznym trupem
W gardłach pomieścić mogąc świat cały
Bestie chciwością karmione dziką
Dla których wszystko może być żerem
Obyście dławiąc się słabych krzywdą
Zdechli w boleściach z waszym portfelem
Z betonem w mózgach jak zalewacie
Ziemię betonem niech w beton wsadzą
Nędzną padlinę bo zwłoki wasze
Byłyby w matce ziemi obrazą
2012
Choć jeszcze życia krążą w nim soki
Plany podziału snują wspaniałe
Tłustej przyszłości karmią widokiem
Judzą drapieżców bezbronnym łupem
Aby śmiertelne zadali rany
Wspólnie się nażrą zdobycznym trupem
W gardłach pomieścić mogąc świat cały
Bestie chciwością karmione dziką
Dla których wszystko może być żerem
Obyście dławiąc się słabych krzywdą
Zdechli w boleściach z waszym portfelem
Z betonem w mózgach jak zalewacie
Ziemię betonem niech w beton wsadzą
Nędzną padlinę bo zwłoki wasze
Byłyby w matce ziemi obrazą
2012
czwartek, 28 czerwca 2012
Niczego mi nie żal ♫
Nie, nie żal mi
Nie, obcy mi wszelki żal
Dobrych lat ani złych
Nie żal dni
Które los przeżyć dał
Nie, nie żal mi
Nie, obcy mi wszelki żal
Rzeki łez smutku dni
Marzeń mgły
W niepamięci już mam
Zapomnienie jak stos
Wrzucam w ogień więc drwa
Przyjemności i trosk
Wcale nie jest mi żal
I wymiatam jak kurz
Dawną miłość za drzwi
Niegojący się ból
Znowu czysto ma być
Nie, nie żal mi
Nie, obcy mi wszelki żal
Dobrych lat ani złych
Nie żal dni
Które los przeżyć dał
Nie, nie żal mi
Nie, obcy mi wszelki żal
Ale gdy ciebie brak
Świat by żyć
Na nim nie jest już wart
2012
swobodna interpretacja / parafraza: Edith Piaf
♫ na melodię: Non je ne regrette rien
Nie, obcy mi wszelki żal
Dobrych lat ani złych
Nie żal dni
Które los przeżyć dał
Nie, nie żal mi
Nie, obcy mi wszelki żal
Rzeki łez smutku dni
Marzeń mgły
W niepamięci już mam
Zapomnienie jak stos
Wrzucam w ogień więc drwa
Przyjemności i trosk
Wcale nie jest mi żal
I wymiatam jak kurz
Dawną miłość za drzwi
Niegojący się ból
Znowu czysto ma być
Nie, nie żal mi
Nie, obcy mi wszelki żal
Dobrych lat ani złych
Nie żal dni
Które los przeżyć dał
Nie, nie żal mi
Nie, obcy mi wszelki żal
Ale gdy ciebie brak
Świat by żyć
Na nim nie jest już wart
2012
swobodna interpretacja / parafraza: Edith Piaf
♫ na melodię: Non je ne regrette rien
środa, 27 czerwca 2012
Legenda o gdyńskim potopie
Przed wielu laty na szczycie świętym
Gdzie rzeka w źródle skrywa zaczęcie
Rybacy czcili w drewnie wycięty
Posąg chroniący ich przed nieszczęściem
Lecz przybył zastęp zbrojnych najeźdźców
I zniszczył morskich plemion relikwię
Po czym postawił krzyż w świętym miejscu
Nowemu bogu niosąc modlitwę
Gdy wróg ściął głowy kapłanom starym
I wiernych dawnym kultom przegonił
Fale wzniesione jakby przez czary
Wieś pogrążyły w Bałtyku toni
Zginęli mieczem szerzący wiarę
Wierni ich bogu wyznawcy nowi
Wygnańcy tylko przeżyli karę
W lasach niechętni krzyża kultowi
Na wyższych wzgórzach od brzegu z dala
Okrzyki nieśli braciom w topieli
Lecz krzyż jedynie uniosła fala
Gdy oni ludzi ratować chcieli
Na nic się zdało 'k nam, k nam' wołanie
Znaczące 'do nas' ginące w falach
Od czego Donas wzgórza nazwanie
Na którym garstka pogan przetrwała
Nie ma posągu na Świętej Górze
Bo chciwość bożkiem jest teraz ludzi
I pozostanie z nimi na dłużej
Dopóki dobra kult nie powróci
2012
Gdzie rzeka w źródle skrywa zaczęcie
Rybacy czcili w drewnie wycięty
Posąg chroniący ich przed nieszczęściem
Lecz przybył zastęp zbrojnych najeźdźców
I zniszczył morskich plemion relikwię
Po czym postawił krzyż w świętym miejscu
Nowemu bogu niosąc modlitwę
Gdy wróg ściął głowy kapłanom starym
I wiernych dawnym kultom przegonił
Fale wzniesione jakby przez czary
Wieś pogrążyły w Bałtyku toni
Zginęli mieczem szerzący wiarę
Wierni ich bogu wyznawcy nowi
Wygnańcy tylko przeżyli karę
W lasach niechętni krzyża kultowi
Na wyższych wzgórzach od brzegu z dala
Okrzyki nieśli braciom w topieli
Lecz krzyż jedynie uniosła fala
Gdy oni ludzi ratować chcieli
Na nic się zdało 'k nam, k nam' wołanie
Znaczące 'do nas' ginące w falach
Od czego Donas wzgórza nazwanie
Na którym garstka pogan przetrwała
Nie ma posągu na Świętej Górze
Bo chciwość bożkiem jest teraz ludzi
I pozostanie z nimi na dłużej
Dopóki dobra kult nie powróci
2012
wtorek, 26 czerwca 2012
Do samobójcy
Mówią że byłeś ich przyjacielem
Że żal i strata - tęsknią za tobą
Jednak zbyt trudne jest zrozumienie
Z twoim wyborem się nie pogodzą
Bo cię nie znali nie czuli z tobą
Nie żyli w świecie w którym ty żyłeś
Co im pasuje tylko wybiorą
Zostawią mroczne trudne i zgniłe
Rodzynki palcem same by chcieli
Wydłubać z tortu ty byłeś którym
Przecież się nie da tego rozdzielić
Koniec jest częścią twojej natury
Znam tamtej strony mgły granitowe
Wiem co na światów dwóch żyć krawędzi
I jak samotny może być człowiek
Któremu duszę czart w mroki wpędzi
Gdy ty wybrałeś bliższą ci stronę
Ja balansując cierpię na skraju
Który nieszczęsny jest bardziej człowiek -
Martwy czy tkwiący na styku światów?
Więc cię rozumiem i akceptuję
Jak przed ołtarzem biorę w całości
Z odejściem twoim zgodzić się umiem
Słysząc bolesną skargę inności
2012
Że żal i strata - tęsknią za tobą
Jednak zbyt trudne jest zrozumienie
Z twoim wyborem się nie pogodzą
Bo cię nie znali nie czuli z tobą
Nie żyli w świecie w którym ty żyłeś
Co im pasuje tylko wybiorą
Zostawią mroczne trudne i zgniłe
Rodzynki palcem same by chcieli
Wydłubać z tortu ty byłeś którym
Przecież się nie da tego rozdzielić
Koniec jest częścią twojej natury
Znam tamtej strony mgły granitowe
Wiem co na światów dwóch żyć krawędzi
I jak samotny może być człowiek
Któremu duszę czart w mroki wpędzi
Gdy ty wybrałeś bliższą ci stronę
Ja balansując cierpię na skraju
Który nieszczęsny jest bardziej człowiek -
Martwy czy tkwiący na styku światów?
Więc cię rozumiem i akceptuję
Jak przed ołtarzem biorę w całości
Z odejściem twoim zgodzić się umiem
Słysząc bolesną skargę inności
2012
poniedziałek, 25 czerwca 2012
Dzień wolności podatkowej
Tym co skarżą się najgłośniej
Że ich fiskus zbytnio skubie
Podatkowej dzień wolności
Winien przypaść w późny grudzień
2012
Że ich fiskus zbytnio skubie
Podatkowej dzień wolności
Winien przypaść w późny grudzień
2012
niedziela, 24 czerwca 2012
Nadaję ci imię
Sławy imię to nie wróży
Łudzi ona tylko próżnych
Ale sław nim ducha Słowian
W którym ród nasz się kształtował
Kochaj w naszej się przyrodzie
Odpór dając zgniłej modzie
2012
Łudzi ona tylko próżnych
Ale sław nim ducha Słowian
W którym ród nasz się kształtował
Kochaj w naszej się przyrodzie
Odpór dając zgniłej modzie
2012
sobota, 23 czerwca 2012
Taniec ducha
Kraj nasz zniszczony przez chciwców ręce
Złamane słowa skarby skradzione
Już nie możemy oddać im więcej
Złu przeciwstawić trzeba obronę
Czas taniec ducha rozpocząć bracia
W transie oczyścić się od demonów
Co utracone niech do nas wraca
Wiara pradawna stada bizonów
Żyjmy w pokoju czyniąc co dobre
Aż bez zachłannych nadejdzie przyszłość
Chyba że taniec stanie się wrogiem
I nas nad brzegiem Wounded Knee wyrżną
Gdy na co stać ich pokażą znowu
Krew przelewając dzieci i kobiet
Wtedy umrzemy - nadejdzie pokój
Wojownikowi z honorem odejść
Lecz nie pozwólmy kupić się bracia
Żmijom polityk sadzawka zgniła
Niechaj wojownik na prerię wraca
Nigdy do cyrku Buffalo Billa
2012
Złamane słowa skarby skradzione
Już nie możemy oddać im więcej
Złu przeciwstawić trzeba obronę
Czas taniec ducha rozpocząć bracia
W transie oczyścić się od demonów
Co utracone niech do nas wraca
Wiara pradawna stada bizonów
Żyjmy w pokoju czyniąc co dobre
Aż bez zachłannych nadejdzie przyszłość
Chyba że taniec stanie się wrogiem
I nas nad brzegiem Wounded Knee wyrżną
Gdy na co stać ich pokażą znowu
Krew przelewając dzieci i kobiet
Wtedy umrzemy - nadejdzie pokój
Wojownikowi z honorem odejść
Lecz nie pozwólmy kupić się bracia
Żmijom polityk sadzawka zgniła
Niechaj wojownik na prerię wraca
Nigdy do cyrku Buffalo Billa
2012
piątek, 22 czerwca 2012
Rodzącemu się - cz. 3.
Że gdy świat się coraz szybciej
Stacza aby nędznie zginąć
Ten co jemu pod prąd idzie
Kroczy drogą ku wyżynom
Abyś tworząc dzieło każde
Ku wawrzynom się nie skłaniał
Bo mieć cichą satysfakcję
Jest cenniejsze od uznania
Kiedy inni chcą wciąż więcej
A od siebie dają mało
Ty bądź gotów do poświęceń
Choćby nic ci to nie dało
Że śmierć nie jest znakiem końca
I że miłość sięga dalej
Ale martwym stać się można
Choć się żywym być wydaje
Że być warto wiernym sobie
Przyjąć smutek i cierpienie
Bo dla serca to dowodem
Że nie stało się kamieniem
Że jakkolwiek się wydaje
Dobrym ufać mądrzejszemu
Wtedy można dać mu wiarę
Kiedy sprawdzi się samemu
2012
Stacza aby nędznie zginąć
Ten co jemu pod prąd idzie
Kroczy drogą ku wyżynom
Abyś tworząc dzieło każde
Ku wawrzynom się nie skłaniał
Bo mieć cichą satysfakcję
Jest cenniejsze od uznania
Kiedy inni chcą wciąż więcej
A od siebie dają mało
Ty bądź gotów do poświęceń
Choćby nic ci to nie dało
Że śmierć nie jest znakiem końca
I że miłość sięga dalej
Ale martwym stać się można
Choć się żywym być wydaje
Że być warto wiernym sobie
Przyjąć smutek i cierpienie
Bo dla serca to dowodem
Że nie stało się kamieniem
Że jakkolwiek się wydaje
Dobrym ufać mądrzejszemu
Wtedy można dać mu wiarę
Kiedy sprawdzi się samemu
2012
czwartek, 21 czerwca 2012
Rodzącemu się - cz. 2.
Większość rzadko miewa rację
I odwagę się sprzeciwić
Ślepa wiara w demokrację
Do koryta wabi chciwych
Że do skromnych świat należy
W sobie nosisz skarb najskrytszy
Byś bogatym nie zawierzył
I tym których wielbią wszyscy
Że na dwoje możesz liczyć
Wiernych zawsze ci przyjaciół -
W pierwszym żyją wolne myśli
W drugim skryty wzruszeń zasób
Że na czele stoją stada -
Choć najtęższe - to barany
I że w nurcie łajna kawał
Zawsze na wierzch jest wypchany
To że cudza krzywda boli
Prawe serce i że słabszych
Nawet wtedy trzeba bronić
Kiedy nie są tego warci
2012
I odwagę się sprzeciwić
Ślepa wiara w demokrację
Do koryta wabi chciwych
Że do skromnych świat należy
W sobie nosisz skarb najskrytszy
Byś bogatym nie zawierzył
I tym których wielbią wszyscy
Że na dwoje możesz liczyć
Wiernych zawsze ci przyjaciół -
W pierwszym żyją wolne myśli
W drugim skryty wzruszeń zasób
Że na czele stoją stada -
Choć najtęższe - to barany
I że w nurcie łajna kawał
Zawsze na wierzch jest wypchany
To że cudza krzywda boli
Prawe serce i że słabszych
Nawet wtedy trzeba bronić
Kiedy nie są tego warci
2012
środa, 20 czerwca 2012
Rodzącemu się - cz. 1.
Cóż ci powiem o tym świecie
W próg którego wchodzisz właśnie
Skoro nie wiem jaki będzie
Gdy do walki staniesz własnej?
Co powiedzieć ma świtowi
Słońce o tym co poznało
Kiedy wkrótce ma zachodzić
A rozumie wciąż tak mało?
Wiem że warto mieć korzenie
Soków duszy stały dopływ
W niezmienności utwierdzenie
Kiedy wieje wicher podły
Że iść lepiej swoją drogą
Chociaż wąska i samotna
Wydeptana własną nogą
Niż po cudzych śladach stąpać
Kto nie myśli - szuka wzorca
Kto sił nie ma - wsparcia stada
Lepiej własnym mistrzem zostać
Niż do chóru głos dokładać
2012
W próg którego wchodzisz właśnie
Skoro nie wiem jaki będzie
Gdy do walki staniesz własnej?
Co powiedzieć ma świtowi
Słońce o tym co poznało
Kiedy wkrótce ma zachodzić
A rozumie wciąż tak mało?
Wiem że warto mieć korzenie
Soków duszy stały dopływ
W niezmienności utwierdzenie
Kiedy wieje wicher podły
Że iść lepiej swoją drogą
Chociaż wąska i samotna
Wydeptana własną nogą
Niż po cudzych śladach stąpać
Kto nie myśli - szuka wzorca
Kto sił nie ma - wsparcia stada
Lepiej własnym mistrzem zostać
Niż do chóru głos dokładać
2012
wtorek, 19 czerwca 2012
Wiosna ludów
Jak ziarno w ziemi skryte głęboko
Gdy wiosną ciepło poczuje słońca
I ożywione deszczu wilgocią
Pęd puszcza znakiem drzemania końca
Tak oni kciukiem możnych przybici
Strzelają w górę w czasie dojrzali
I wznoszą buntem kiełkując wici
Aż żarem serc ich świat się zapali
Lecz czy wiedzeni natury siłą
Przebiją beton i but depczący
Karmiąc się przeszłych lat ściółką zgniłą
Zaryzykują ze świat się skończy
Czy też się wzrostów wystraszą własnych
Zgnieciony zwiędnie słabością zapał
I z braku wiary zduszą ich chwasty
Aż bez nich koniec nadejdzie świata?
2012
Gdy wiosną ciepło poczuje słońca
I ożywione deszczu wilgocią
Pęd puszcza znakiem drzemania końca
Tak oni kciukiem możnych przybici
Strzelają w górę w czasie dojrzali
I wznoszą buntem kiełkując wici
Aż żarem serc ich świat się zapali
Lecz czy wiedzeni natury siłą
Przebiją beton i but depczący
Karmiąc się przeszłych lat ściółką zgniłą
Zaryzykują ze świat się skończy
Czy też się wzrostów wystraszą własnych
Zgnieciony zwiędnie słabością zapał
I z braku wiary zduszą ich chwasty
Aż bez nich koniec nadejdzie świata?
2012
poniedziałek, 18 czerwca 2012
Cuda nad Wisłą
Pyta Iwan z Janem
Jak to może dziać się
Że im dają lanie
Dużo mniejsze nacje
Niech słowa prawdziwe
Znają wasze kraje -
Razem niemożliwe
Możliwym się staje
2012
Jak to może dziać się
Że im dają lanie
Dużo mniejsze nacje
Niech słowa prawdziwe
Znają wasze kraje -
Razem niemożliwe
Możliwym się staje
2012
niedziela, 17 czerwca 2012
Na bezskrzydłe orły
Niech w przegranych duch nie gaśnie -
Kiedy słabi w grze jesteście
W pięściach siłę swą pokażcie
Bo w tym szansę macie jeszcze
Przez los dana wam z ironią
Oto prawda oczywista -
Gdzie się jeden z drugim gonią
Trzeci z czwartym tam korzysta
2012
Kiedy słabi w grze jesteście
W pięściach siłę swą pokażcie
Bo w tym szansę macie jeszcze
Przez los dana wam z ironią
Oto prawda oczywista -
Gdzie się jeden z drugim gonią
Trzeci z czwartym tam korzysta
2012
sobota, 16 czerwca 2012
Wielkie nadzieje
Z czym do gości naiwniacy?
Skąd nadzieje płonne wasze?
Morze potu lata pracy
I pokora zamiast haseł
Spójrzcie jak to inni robią
Lekcje weźcie należycie
Pewność siebie jest ozdobą
Gdy w wynikach ma pokrycie
Można krzyczeć i się puszyć
Niby balon dmuchać dumę
Mocny ledwie pazur ruszy
A przebije próżną kulę
Żyjcie sobie w złudzeń świecie
Mamcie w głupców masie ciemnej
Gdy przegrani się ockniecie
Śmiech mój spotka łzy daremne
Tak wam sukces napsuł w mózgach
Że w pijanym brniecie widzie
Gdy ten bożek was oszuka
Sami sobie go wmówicie
2012
Skąd nadzieje płonne wasze?
Morze potu lata pracy
I pokora zamiast haseł
Spójrzcie jak to inni robią
Lekcje weźcie należycie
Pewność siebie jest ozdobą
Gdy w wynikach ma pokrycie
Można krzyczeć i się puszyć
Niby balon dmuchać dumę
Mocny ledwie pazur ruszy
A przebije próżną kulę
Żyjcie sobie w złudzeń świecie
Mamcie w głupców masie ciemnej
Gdy przegrani się ockniecie
Śmiech mój spotka łzy daremne
Tak wam sukces napsuł w mózgach
Że w pijanym brniecie widzie
Gdy ten bożek was oszuka
Sami sobie go wmówicie
2012
piątek, 15 czerwca 2012
Człowiek zapomina
Jak skały skruszone
Marszczą lustro stawu
Jak pieszczotę płomień
Paląc niesie ciału
Tego co przez wieczność
W urojonym piekle
I jak róże więdną
W niezmienności wiecznej
Człowiek zapomina
Że tak jest zrządzone
Tak chce wieczna siła
Prawa ustalone
To samo co słabych
Dzieli od siłaczy
W działaniu niesprawnych
Od zdolnych działaczy
Odsiewa przemyślnych
Od ograniczonych
Wynosi wybitnych
Nad głupców skończonych
Wieczna jest ta pewność
Nie zawodzi nigdy
Zostaje niezmienną
Dla martwych i żywych
To prawo natury
Istnienia porządku
Żyje zgodnie z którym
Wszystko bez wyjątku
Wyjątek stanowi
Myślenie człowieka
Natury rządowi
Że on nie podlega
Co niechybnie musi
W końcu doprowadzić
Dumny rodzaj ludzki
Do samozagłady
Jak krew płynąc stróżką
Z żył w przegubie ciętych
Śmiałych samobójców
Jak gwiazdy blask piękny
Migocząc o zmierzchu
Gaśnie i umiera
I jak odsiecz deszczu
Z pochmurnego nieba
Gdy się kończy susza
I świata pragnienie
Z ratunkiem wyrusza
Niosąc wybawienie
Człowiek zapomina ...
2012
swobodne tłumaczenie z: Ordo Equilibrio
Marszczą lustro stawu
Jak pieszczotę płomień
Paląc niesie ciału
Tego co przez wieczność
W urojonym piekle
I jak róże więdną
W niezmienności wiecznej
Człowiek zapomina
Że tak jest zrządzone
Tak chce wieczna siła
Prawa ustalone
To samo co słabych
Dzieli od siłaczy
W działaniu niesprawnych
Od zdolnych działaczy
Odsiewa przemyślnych
Od ograniczonych
Wynosi wybitnych
Nad głupców skończonych
Wieczna jest ta pewność
Nie zawodzi nigdy
Zostaje niezmienną
Dla martwych i żywych
To prawo natury
Istnienia porządku
Żyje zgodnie z którym
Wszystko bez wyjątku
Wyjątek stanowi
Myślenie człowieka
Natury rządowi
Że on nie podlega
Co niechybnie musi
W końcu doprowadzić
Dumny rodzaj ludzki
Do samozagłady
Jak krew płynąc stróżką
Z żył w przegubie ciętych
Śmiałych samobójców
Jak gwiazdy blask piękny
Migocząc o zmierzchu
Gaśnie i umiera
I jak odsiecz deszczu
Z pochmurnego nieba
Gdy się kończy susza
I świata pragnienie
Z ratunkiem wyrusza
Niosąc wybawienie
Człowiek zapomina ...
2012
swobodne tłumaczenie z: Ordo Equilibrio
czwartek, 14 czerwca 2012
Yuppie nightmare
Od ambicji pozbawionych
Dla wyzutych z krytycyzmu
Pasztet blichtrem okraszony
I wpychany do umysłów
By wyzwolić od myślenia
Niczym glinę w rękach gniecie
Przez koszmarnie głupi serial
O koszmarnie pustym świecie
Sukces - oto runo złote
Na odważnych czekające
Mit dla głupców i idiotek
Sława władza i pieniądze
Wybieg w światy idealne
Antidotum na codzienność
Stado tępe i banalne
Oto chodzi mózgożercom
Myśl swobodna oby tylko
Drogą dla nich złą nie poszła
Zgubę niosąc chciwym tyłkom
Rewolucji krwawy koszmar
2012
Dla wyzutych z krytycyzmu
Pasztet blichtrem okraszony
I wpychany do umysłów
By wyzwolić od myślenia
Niczym glinę w rękach gniecie
Przez koszmarnie głupi serial
O koszmarnie pustym świecie
Sukces - oto runo złote
Na odważnych czekające
Mit dla głupców i idiotek
Sława władza i pieniądze
Wybieg w światy idealne
Antidotum na codzienność
Stado tępe i banalne
Oto chodzi mózgożercom
Myśl swobodna oby tylko
Drogą dla nich złą nie poszła
Zgubę niosąc chciwym tyłkom
Rewolucji krwawy koszmar
2012
środa, 13 czerwca 2012
Błędny rycerz
W grotach porażki katem jest cisza
Skulona w chłodzie sklepień wilgotnych
Wierci skazańcom natręctwem w myślach
Wiążąc na szyjach powróz konopny
Chociaż się błąkam w grotach tych nieraz
Znosząc w ciemnościach ciche tortury
Siła mi jakaś broni umierać
I wyprowadza z komnat ponurych
Umiera który żyje dla siebie
I na którego nikt już nie czeka
Przetrwa kto powód ma choćby jeden
Coś dla drugiego znaczy człowieka
Nie chce się przyznać mocarny rycerz
Który ma stalą być i opoką
Że takie kruche jest jego życie
Kruche istoty zbawić go mogą
2012
Skulona w chłodzie sklepień wilgotnych
Wierci skazańcom natręctwem w myślach
Wiążąc na szyjach powróz konopny
Chociaż się błąkam w grotach tych nieraz
Znosząc w ciemnościach ciche tortury
Siła mi jakaś broni umierać
I wyprowadza z komnat ponurych
Umiera który żyje dla siebie
I na którego nikt już nie czeka
Przetrwa kto powód ma choćby jeden
Coś dla drugiego znaczy człowieka
Nie chce się przyznać mocarny rycerz
Który ma stalą być i opoką
Że takie kruche jest jego życie
Kruche istoty zbawić go mogą
2012
wtorek, 12 czerwca 2012
Oszołomstwu
Radość duma wspólne święto
Czas w napięciu odliczany
Sukces zapał szał szaleństwo
Wiarą w cuda pojednani
Zamiast igrzysk ktoś chce chleba -
Krótko cicho napomknięto -
Ekstremistów nie potrzeba
Damy odpór malkontentom
Gdzieś mignęło że brak lekarstw
Matki kalek pragną wsparcia
Lecz narzekać teraz nie czas
Nakaz igrzysk ma wystarczać
W górę skrzydła orły nasze
Wrzód kompleksów leczcie w boju
Babcie nawet dały na msze
By krezusom pan bóg pomógł
Dalej - potok świętowania
I zabawy na ulicach
Kto się wspierać sprawy wzbrania
Ten oszołom i banita
Stado siłą ślepe pędzi
Pewne siebie słabych depcząc
Gdy dobiegnie do krawędzi
Jedni drugich w przepaść wepchną
2012
Czas w napięciu odliczany
Sukces zapał szał szaleństwo
Wiarą w cuda pojednani
Zamiast igrzysk ktoś chce chleba -
Krótko cicho napomknięto -
Ekstremistów nie potrzeba
Damy odpór malkontentom
Gdzieś mignęło że brak lekarstw
Matki kalek pragną wsparcia
Lecz narzekać teraz nie czas
Nakaz igrzysk ma wystarczać
W górę skrzydła orły nasze
Wrzód kompleksów leczcie w boju
Babcie nawet dały na msze
By krezusom pan bóg pomógł
Dalej - potok świętowania
I zabawy na ulicach
Kto się wspierać sprawy wzbrania
Ten oszołom i banita
Stado siłą ślepe pędzi
Pewne siebie słabych depcząc
Gdy dobiegnie do krawędzi
Jedni drugich w przepaść wepchną
2012
poniedziałek, 11 czerwca 2012
Portret bez głowy
Widzę siedzi tak
Że mu głowy brak
Bark i drugi bark
Nisko zgięty kark
Głowa wpadła w dół
Z koszmarnego snu
Mózgu rwący ból
Rtęcią ciąży mu
Twarz schowana w cień
Nie drży żaden nerw
Zdawać może się
Że mu ścięto łeb
Krew ze wszystkich żył
Spływa chcąc by żył
Nie poradzi nic
Musi dalej żyć
2012
Że mu głowy brak
Bark i drugi bark
Nisko zgięty kark
Głowa wpadła w dół
Z koszmarnego snu
Mózgu rwący ból
Rtęcią ciąży mu
Twarz schowana w cień
Nie drży żaden nerw
Zdawać może się
Że mu ścięto łeb
Krew ze wszystkich żył
Spływa chcąc by żył
Nie poradzi nic
Musi dalej żyć
2012
niedziela, 10 czerwca 2012
Rock'n'troll
Malowana twarz pawiana wdzięk
We łbie całkiem pstro lecz dobrze jest
Pusta czara ma donośny dźwięk
Krzyczy 'rock'n'troll' - to sprzeda się
Zdaje się że śnię - żałosny czas
Świat osiągnął dno i dalej brnie
Ja nie skamlę nie - ja pluję w twarz
Jestem śmieszny czort więc śmieję się
Kiedyś duszę miał lecz sprzedał się
Lekką śmiercią zmarł by martwym żyć
Sława blichtr i szmal marzeniem jest
Zdobyć co się da i więcej nic
Zdaje się że śnię - żałosny czas
Świat osiągnął dno i dalej brnie
Ja nie skamlę nie - ja pluję w twarz
Jestem śmieszny czort więc śmieję się
Obrzydliwy troll podbija świat
Poszukując braw ośmiesza się
Smutny prawdy los w obłudy czas
A ja trolla mam głęboko gdzieś
Zdaje się że śnię - żałosny czas
Świat osiągnął dno i dalej brnie
Ja nie skamlę nie - ja pluję w twarz
Jestem śmieszny czort więc śmieję się
Anioł skrzydła ma i lekki los
Więc jak anioł proś nie rzucaj się
Którym dumy brak być tacy chcą
Mnie pieściło zło i chrzciło mnie
Zdaje się że śnię - żałosny czas
Świat osiągnął dno i dalej brnie
Ja nie skamlę nie - ja pluję w twarz
Jestem śmieszny czort więc śmieję się
2012
zapożyczenie z: KAT
We łbie całkiem pstro lecz dobrze jest
Pusta czara ma donośny dźwięk
Krzyczy 'rock'n'troll' - to sprzeda się
Zdaje się że śnię - żałosny czas
Świat osiągnął dno i dalej brnie
Ja nie skamlę nie - ja pluję w twarz
Jestem śmieszny czort więc śmieję się
Kiedyś duszę miał lecz sprzedał się
Lekką śmiercią zmarł by martwym żyć
Sława blichtr i szmal marzeniem jest
Zdobyć co się da i więcej nic
Zdaje się że śnię - żałosny czas
Świat osiągnął dno i dalej brnie
Ja nie skamlę nie - ja pluję w twarz
Jestem śmieszny czort więc śmieję się
Obrzydliwy troll podbija świat
Poszukując braw ośmiesza się
Smutny prawdy los w obłudy czas
A ja trolla mam głęboko gdzieś
Zdaje się że śnię - żałosny czas
Świat osiągnął dno i dalej brnie
Ja nie skamlę nie - ja pluję w twarz
Jestem śmieszny czort więc śmieję się
Anioł skrzydła ma i lekki los
Więc jak anioł proś nie rzucaj się
Którym dumy brak być tacy chcą
Mnie pieściło zło i chrzciło mnie
Zdaje się że śnię - żałosny czas
Świat osiągnął dno i dalej brnie
Ja nie skamlę nie - ja pluję w twarz
Jestem śmieszny czort więc śmieję się
2012
zapożyczenie z: KAT
sobota, 9 czerwca 2012
Arceo profanum vulgus
Arceo profanum vulgus
Nie lubię bydlęcych spędów
Ciemnego unikam tłumu
Uciekam z owczego pędu
Wybieram nieznane ścieżki
Odludne i ciche miejsca
Znużony hałasem miejskim
Podążam za biciem serca
Sterować nie daję sobą
Nie słucham zapewnień głupców
Klienta ze mnie nie zrobią
Zastępy pazernych kupców
Rozrywki mnie mierżą plebsu
Drwię z komercyjnych mamideł
Gdy biegną ja stoję w miejscu
Lub w stronę przeciwną idę
2012
Nie lubię bydlęcych spędów
Ciemnego unikam tłumu
Uciekam z owczego pędu
Wybieram nieznane ścieżki
Odludne i ciche miejsca
Znużony hałasem miejskim
Podążam za biciem serca
Sterować nie daję sobą
Nie słucham zapewnień głupców
Klienta ze mnie nie zrobią
Zastępy pazernych kupców
Rozrywki mnie mierżą plebsu
Drwię z komercyjnych mamideł
Gdy biegną ja stoję w miejscu
Lub w stronę przeciwną idę
2012
piątek, 8 czerwca 2012
Śmierć na stadionie
W dniu wielkiego w mieście święta
Uwieńczenia ciężkiej pracy
Na trybunach tłum się zebrał
Dygnitarze szczytów władzy
Rozpoczęto fetę huczną
Feerię igrzysk na stadionie
Celebrują radość sztuczną
Między nimi człowiek płonie
O co chodzi szaleńcowi?
Co w zabawie widzi złego?
Psuje dumę narodowi
Z osiągnięcia wspaniałego
Gdy się cieszy garść wybrańców
Tłum błądzący w mroku jeszcze
On w agonii kona tańcu
Dając sygnał zmian w proteście
Na nic sukces dla nielicznych
Radość która łzy wyciska
Kiedy chleba brak dla wszystkich
Niepotrzebne są igrzyska
Imię ryte na tablicy
Tego który życie oddał
Na stadionie ciżba krzyczy
Między nimi duch się błąka
2012
Uwieńczenia ciężkiej pracy
Na trybunach tłum się zebrał
Dygnitarze szczytów władzy
Rozpoczęto fetę huczną
Feerię igrzysk na stadionie
Celebrują radość sztuczną
Między nimi człowiek płonie
O co chodzi szaleńcowi?
Co w zabawie widzi złego?
Psuje dumę narodowi
Z osiągnięcia wspaniałego
Gdy się cieszy garść wybrańców
Tłum błądzący w mroku jeszcze
On w agonii kona tańcu
Dając sygnał zmian w proteście
Na nic sukces dla nielicznych
Radość która łzy wyciska
Kiedy chleba brak dla wszystkich
Niepotrzebne są igrzyska
Imię ryte na tablicy
Tego który życie oddał
Na stadionie ciżba krzyczy
Między nimi duch się błąka
2012
czwartek, 7 czerwca 2012
Rozmowa z Horacym
"Invitum qui servat,
idem facit occidenti"
Na co płynie moja stróżka
Skoro wyschło jej źródełko
I omija wszystkie ujścia
By móc własnym nurtem biegnąć?
Trwa bez celu w samotności
Gdy z innymi nie po drodze
I z natury złośliwości
Wsiąknąć w ziemię też nie może
A tam w głębi jest ukryte
Co stracone i szukane
Lecz powyżej skały lite
Postawiły szczelną tamę
Toczą wody się cierpliwie
Odgadując przeznaczenie
Los okrutnym jest wodnikiem
My zaś prochem tylko cieniem
Chciałbym płynąć w miejscu innym
Gdzie 'sapere aude' raczej
Niż 'niczemu się nie dziwić'
Lubowanie się w dogmacie
Jednak ktoś mnie tu przytwierdził
Obserwując niczym pawia
Ten najgorszy rodzaj śmierci
Co przy życiu pozostawia
2012
idem facit occidenti"
Na co płynie moja stróżka
Skoro wyschło jej źródełko
I omija wszystkie ujścia
By móc własnym nurtem biegnąć?
Trwa bez celu w samotności
Gdy z innymi nie po drodze
I z natury złośliwości
Wsiąknąć w ziemię też nie może
A tam w głębi jest ukryte
Co stracone i szukane
Lecz powyżej skały lite
Postawiły szczelną tamę
Toczą wody się cierpliwie
Odgadując przeznaczenie
Los okrutnym jest wodnikiem
My zaś prochem tylko cieniem
Chciałbym płynąć w miejscu innym
Gdzie 'sapere aude' raczej
Niż 'niczemu się nie dziwić'
Lubowanie się w dogmacie
Jednak ktoś mnie tu przytwierdził
Obserwując niczym pawia
Ten najgorszy rodzaj śmierci
Co przy życiu pozostawia
2012
środa, 6 czerwca 2012
Trzej wąsacze
Tak miłował wolność pierwszy
Że do sejmu z wojskiem przyszedł
Tych co jemu w drogę weszli
Dekorował śmierci krzyżem
Naśladowca jego - drugi
Sejm popiera zaś gorąco
I pałować chciałby ludzi
Których kiedyś był obrońcą
Popychadłem trzeci będąc
Też sen przyśnił o potędze
Od kolesiów dostał berło
Żeby cwaniak szmal pchał w ręce
Genialnością puchnąc własną
Ideały porzucili
Poróżnili swoje gniazdo
Tak jak tajny agent czyni
Kiedy stacja 'wolność' służy
Zakłamanym zamordystom
Do tramwaju wsiąść i ruszyć
W sprawiedliwą pora przyszłość
2012
Że do sejmu z wojskiem przyszedł
Tych co jemu w drogę weszli
Dekorował śmierci krzyżem
Naśladowca jego - drugi
Sejm popiera zaś gorąco
I pałować chciałby ludzi
Których kiedyś był obrońcą
Popychadłem trzeci będąc
Też sen przyśnił o potędze
Od kolesiów dostał berło
Żeby cwaniak szmal pchał w ręce
Ideały porzucili
Poróżnili swoje gniazdo
Tak jak tajny agent czyni
Kiedy stacja 'wolność' służy
Zakłamanym zamordystom
Do tramwaju wsiąść i ruszyć
W sprawiedliwą pora przyszłość
2012
wtorek, 5 czerwca 2012
Faszystowski jubileusz
Boże strzeż tron
Faszystów chroń
Za tyle lat
Niszczony świat
Rocznica znów
Okrągłych słów
Igrzyska w krąg
Z wyzysku rąk
Szopka dla mas
Stracony czas
Pismaków szał
Każdy by chciał
Do ziemi kark
Składka na bank
Wydarty szmal
Wielmożom bal
Święty czy kat
Są za pan brat
Mnożenie zer
Z wysokich sfer
Zebrał się klub
Gnijący trup
Rządzącym spiż
Biedocie krzyż
Wyśniony sen
Pazernych hien
Tańcz na ich znak
Gdy jutra brak
Czy to Big Ben
Czy Wisły brzeg
Na wspólny zew
Ssą naszą krew
2012
Faszystów chroń
Za tyle lat
Niszczony świat
Rocznica znów
Okrągłych słów
Igrzyska w krąg
Z wyzysku rąk
Szopka dla mas
Stracony czas
Pismaków szał
Każdy by chciał
Do ziemi kark
Składka na bank
Wydarty szmal
Wielmożom bal
Święty czy kat
Są za pan brat
Mnożenie zer
Z wysokich sfer
Zebrał się klub
Gnijący trup
Rządzącym spiż
Biedocie krzyż
Wyśniony sen
Pazernych hienTańcz na ich znak
Gdy jutra brak
Czy to Big Ben
Czy Wisły brzeg
Na wspólny zew
Ssą naszą krew
2012
poniedziałek, 4 czerwca 2012
Rodowód hrabiego
Ród z magnatów swój wywodzi
Z Litwą trzysta lat związanych
Lecz w komunie się urodził
I na ziemiach odzyskanych
2012
Z Litwą trzysta lat związanych
Lecz w komunie się urodził
I na ziemiach odzyskanych
2012
niedziela, 3 czerwca 2012
Para na wyżynach
Już nie strzela - nie wypada
Zepsuć można wizerunek
Więc balonem niech polata
I zwierzątka podpatruje
Piękny prezent od rodziny
Sfinansują podatnicy
Balon górą w urodziny
Dołem jadą borowicy
Nie poznali jeszcze prawdy
Że spaść może co wysoko
Nie potrafią ciągle sprawdzić
Czym hrabiowie latać mogą
Po co skarb nasz tak narażać
Aranżując lot podniebny?
Tak nadęty przecież hrabia
Że mu balon niepotrzebny
Lot odbyła też hrabina
Z wroną co bez skrzydeł lata
Do przyjaciół naszych w Chinach
Kursem w nowe strony świata
Gdy podbiją już Manilę
I kolonią zrobią chińską
Ci co liżą Pekin w tyłek
Bekną czkawką filipińską
2012
Zepsuć można wizerunek
Więc balonem niech polata
I zwierzątka podpatruje
Piękny prezent od rodziny
Sfinansują podatnicy
Balon górą w urodziny
Dołem jadą borowicy
Nie poznali jeszcze prawdy
Że spaść może co wysoko
Nie potrafią ciągle sprawdzić
Czym hrabiowie latać mogą
Po co skarb nasz tak narażać
Aranżując lot podniebny?
Tak nadęty przecież hrabia
Że mu balon niepotrzebny
Lot odbyła też hrabina
Z wroną co bez skrzydeł lata
Do przyjaciół naszych w Chinach
Kursem w nowe strony świata
Gdy podbiją już Manilę
I kolonią zrobią chińską
Ci co liżą Pekin w tyłek
Bekną czkawką filipińską
2012
sobota, 2 czerwca 2012
Solidarność im. Lenina
Obalili system dawny
By utrwalać go w pamięci
Wieczny Lenin patrzy z bramy
I turystów ma zachęcić
Czemu innych więc zniszczono?
W czym przeszkadzał rodak Felek
Co w stolicy sercu stojąc
Mógł zarobić dla nas wiele?
Gonią w piętkę w schizofrenii
Chcąc odtwarzać co zwalczali
W hipokryzji zagubieni
Czego chcieli niszczą sami
Dziś gdy nie ma władzy ludu
Broni lud solidarności
Dzięki której jest na bruku
Przy korycie szuja gości
2012
By utrwalać go w pamięci
Wieczny Lenin patrzy z bramy
I turystów ma zachęcić
Czemu innych więc zniszczono?
W czym przeszkadzał rodak Felek
Co w stolicy sercu stojąc
Mógł zarobić dla nas wiele?
Gonią w piętkę w schizofrenii
Chcąc odtwarzać co zwalczali
W hipokryzji zagubieni
Czego chcieli niszczą sami
Dziś gdy nie ma władzy ludu
Broni lud solidarności
Dzięki której jest na bruku
Przy korycie szuja gości
2012
piątek, 1 czerwca 2012
Trochę pokory
Po co się zmieniać, szukać dziur w całym?
Po co wymagać od siebie czegoś?
Po co się kajać atakowanym,
Pozwolić znaleźć w sobie coś złego?
Lepiej samemu zaatakować,
Na upomnienie obruszyć dumnie
Zabronić trzeba, karać za słowa
Nie nasze winy, lecz ich kalumnie
Można stłuc lustro, gdy gęba wredna
Żeby nie utyć - wyrzucić wagę
Kiedy gorączka - termometr zdeptać
Chwalić ubiorem, gdy ciało nagie
Lecz sobie tylko tak się zaszkodzi
I śmiesznym bardziej wyda dla ludzi
I mędrzec czasem złą ścieżką chodzi
Żałośnie głupi kto z niej nie wróci
2012
Po co wymagać od siebie czegoś?
Po co się kajać atakowanym,
Pozwolić znaleźć w sobie coś złego?
Lepiej samemu zaatakować,
Na upomnienie obruszyć dumnie
Zabronić trzeba, karać za słowa
Nie nasze winy, lecz ich kalumnie
Można stłuc lustro, gdy gęba wredna
Żeby nie utyć - wyrzucić wagę
Kiedy gorączka - termometr zdeptać
Chwalić ubiorem, gdy ciało nagie
Lecz sobie tylko tak się zaszkodzi
I śmiesznym bardziej wyda dla ludzi
I mędrzec czasem złą ścieżką chodzi
Żałośnie głupi kto z niej nie wróci
2012
czwartek, 31 maja 2012
Do Jana K.
Nie wiedzieli? Nie wierzyli?
Zrobić nic nie byli w stanie?
Może w złej przybyłeś chwili
Żeby przerwać mordowanie?
Może jednak w interesie
Pomoc ich nie była wtedy
Jak zdarzało się już wcześniej
I wciąż dzieje się niestety?
Może tacy są na świecie
Którzy milion istnień ludzkich
Mogą sprzedać tak jak śledzie
Cudzą krew jak flaszkę wódki?
Przecież nieraz to widziałeś
Mijał czas i nowe wojny
Wciąż narody sprzedawane
Są na świata rynku wolnym
Kto mocarstwu się narazi?
Kto dla innych się poświęci
Gdy interes niewyraźny
I kosztowne przedsięwzięcie?
Jeden pytał cię o konie
Ty nudziłeś o komorach
Przehandlował w Jałcie koniec
Kiedy przyszła targów pora
Drugi dał na łez otarcie
Medal z plamą w mowie wielką
Bo historii na Harvardzie
Liczbę lekcji mu obcięto
2012
Zrobić nic nie byli w stanie?
Może w złej przybyłeś chwili
Żeby przerwać mordowanie?
Może jednak w interesie
Pomoc ich nie była wtedy
Jak zdarzało się już wcześniej
I wciąż dzieje się niestety?
Może tacy są na świecie
Którzy milion istnień ludzkich
Mogą sprzedać tak jak śledzie
Cudzą krew jak flaszkę wódki?
Przecież nieraz to widziałeś
Mijał czas i nowe wojny
Wciąż narody sprzedawane
Są na świata rynku wolnym
Kto mocarstwu się narazi?
Kto dla innych się poświęci
Gdy interes niewyraźny
I kosztowne przedsięwzięcie?
Jeden pytał cię o konie
Ty nudziłeś o komorach
Przehandlował w Jałcie koniec
Kiedy przyszła targów pora
Drugi dał na łez otarcie
Medal z plamą w mowie wielką
Bo historii na Harvardzie
Liczbę lekcji mu obcięto
2012
środa, 30 maja 2012
Od morza do morza
Naród czysty nasz jak łza
Cierpiał wieki tyle zła
Nie napadał chociaż mógł
Nie pozwalał honor bóg
I nie czynił nigdy źle
Zawsze tylko bronił się
Obcy mógł podbijać świat
Lecz naszego wara brać
Profesorek ślini się -
Wilno polskim miastem jest
I odwiecznie polski Lwów
Zaporoże Wiaźma Psków
Ukrainiec łże jak pies
Nie my - on najeźdźcą jest
Już nasz Piast miał zamki tam
Teraz w twarz nam pluje cham
Szczecin także polski jest
I z Olsztynem Wrocław też
Tylko jakiś dziwny traf
Że na żadnej z dawnych map
Nie uświadczysz w Polsce wraz
Wszystkich wymienionych miast
Kto powiedzieć może - wiem
Które polskie są z tych ziem -
Śląsk gdy kresów było brak?
Wschód a Niemcom zachód dać?
No a może zrobić tak
By zsumować Polskę z map?
Krzywdy już nagrodzić czas
Pozbawionym wszelkich skaz
Nim ojczyznę zwiększą nam
Przypomnienie jeszcze dam
Że był taki długi czas
Gdy nie było wcale nas
2012
Cierpiał wieki tyle zła
Nie napadał chociaż mógł
Nie pozwalał honor bóg
I nie czynił nigdy źle
Zawsze tylko bronił się
Obcy mógł podbijać świat
Lecz naszego wara brać
Profesorek ślini się -
Wilno polskim miastem jest
I odwiecznie polski Lwów
Zaporoże Wiaźma Psków
Ukrainiec łże jak pies
Nie my - on najeźdźcą jest
Już nasz Piast miał zamki tam
Teraz w twarz nam pluje cham
Szczecin także polski jest
I z Olsztynem Wrocław też
Tylko jakiś dziwny traf
Że na żadnej z dawnych map
Nie uświadczysz w Polsce wraz
Wszystkich wymienionych miast
Kto powiedzieć może - wiem
Które polskie są z tych ziem -
Śląsk gdy kresów było brak?
Wschód a Niemcom zachód dać?
No a może zrobić tak
By zsumować Polskę z map?
Krzywdy już nagrodzić czas
Pozbawionym wszelkich skaz
Nim ojczyznę zwiększą nam
Przypomnienie jeszcze dam
Że był taki długi czas
Gdy nie było wcale nas
2012
wtorek, 29 maja 2012
Szlachcic polski
My są z dworków my z folwarków
Stara dobra szlachta polska
W pysk czerwonym tylko napluć
I znów solą ziemi zostać
Pamiętamy przodków włości
My ziemianie i ziemianki
Bóg i honor w sercu gości
Tylko koni żal ułańskich
Lecz na włościach dziad włościanin
To pańszczyznę szedł odrabiać
Żył w ziemiance a pan na nim
Stawał gdy na konia wsiadał
2012
Stara dobra szlachta polska
W pysk czerwonym tylko napluć
I znów solą ziemi zostać
Pamiętamy przodków włości
My ziemianie i ziemianki
Bóg i honor w sercu gości
Tylko koni żal ułańskich
Lecz na włościach dziad włościanin
To pańszczyznę szedł odrabiać
Żył w ziemiance a pan na nim
Stawał gdy na konia wsiadał
2012
poniedziałek, 28 maja 2012
Zgnuśniałym
Już nie marzą już nie walczą
Każdy patrzy tylko swego
Zadusili solidarność
Dla spokoju mniemanego
Głupcom dali się podzielić
Którzy cuda im wmówili
Snem Midasa zachłysnęli
Dla radości żyjąc chwili
Gnuśne ludy i ospałe -
Kamień widząc takich ludzi
Pozostawi matkę skałę
I do buntu sam się rzuci
2012
Każdy patrzy tylko swego
Zadusili solidarność
Dla spokoju mniemanego
Głupcom dali się podzielić
Którzy cuda im wmówili
Snem Midasa zachłysnęli
Dla radości żyjąc chwili
Gnuśne ludy i ospałe -
Kamień widząc takich ludzi
Pozostawi matkę skałę
I do buntu sam się rzuci
2012
niedziela, 27 maja 2012
Jeździec
Co w myślach się skrada
Nie próbuj odgadnąć
Tam kryje się zdrada
Nas dwojga już dawno
W nich kobiet katalog
Ma tajne schowanie
Skąd na twoje ciało
Ich wkładam przebranie
I nie złość się na mnie
Gdy patrzę na inną
Tak wiele pięknych jest dziewcząt
Lecz ty jesteś właśnie
Tą jedną jedyną
Ty jesteś tą najpiękniejszą
Zrządzeniem przeznaczeń
Kosmiczną alchemią
Jest tak nie inaczej
I łzy nic nie zmienią
Choć koni tak wiele
Dosiadłem w marzeniach
To niesie mnie jeden
Którego nie zmieniam
Więc nie złość się na mnie
Gdy patrzę na inną
Tak wiele pięknych jest dziewcząt
Lecz ty jesteś właśnie
Tą jedną jedyną
Ty jesteś tą najpiękniejszą
Poniosło mnie nieraz
W nieznane krainy
A ból tak doskwierał
Gdy konie wróciły
Lecz w stajni klacz stoi
Poznana i wierna
Źrebaki mi poi
Ta moja ta jedna
Więc nie złość się na mnie
Gdy patrzę na inną
Tak wiele pięknych jest dziewcząt
A ty jesteś właśnie
Tą jedną jedyną
Ty jesteś tą najpiękniejszą
2012
Nie próbuj odgadnąć
Tam kryje się zdrada
Nas dwojga już dawno
W nich kobiet katalog
Ma tajne schowanie
Skąd na twoje ciało
Ich wkładam przebranie
I nie złość się na mnie
Gdy patrzę na inną
Tak wiele pięknych jest dziewcząt
Lecz ty jesteś właśnie
Tą jedną jedyną
Ty jesteś tą najpiękniejszą
Zrządzeniem przeznaczeń
Kosmiczną alchemią
Jest tak nie inaczej
I łzy nic nie zmienią
Choć koni tak wiele
Dosiadłem w marzeniach
To niesie mnie jeden
Którego nie zmieniam
Więc nie złość się na mnie
Gdy patrzę na inną
Tak wiele pięknych jest dziewcząt
Lecz ty jesteś właśnie
Tą jedną jedyną
Ty jesteś tą najpiękniejszą
Poniosło mnie nieraz
W nieznane krainy
A ból tak doskwierał
Gdy konie wróciły
Lecz w stajni klacz stoi
Poznana i wierna
Źrebaki mi poi
Ta moja ta jedna
Więc nie złość się na mnie
Gdy patrzę na inną
Tak wiele pięknych jest dziewcząt
A ty jesteś właśnie
Tą jedną jedyną
Ty jesteś tą najpiękniejszą
2012
sobota, 26 maja 2012
Piesek
Jadł nieboszczce z rąk jak trzeba
Tuczył się bez obrzydzenia
Z niej nie z siebie się naśmiewał
I podgryzał od niechcenia
Gdy umarła w nowej misie
Tłustym pyskiem zasmakował
Właścicielom ręce liże
Dawnym lejąc mocz na grobach
2012
Tuczył się bez obrzydzenia
Z niej nie z siebie się naśmiewał
I podgryzał od niechcenia
Gdy umarła w nowej misie
Tłustym pyskiem zasmakował
Właścicielom ręce liże
Dawnym lejąc mocz na grobach
2012
piątek, 25 maja 2012
Dzień bez sztuki
Kiedyś serce ducha rwanie
Ból tęsknota melancholia
Prawdy z tętnic utaczanie
Z trzewi krzyk fantasmagoria
Dzisiaj pieniądz jest za wszystko
Kupić sprzedać się należy
Sztuczność szmira kasa szybko
Głupi tylko w prawdę wierzy
W czas cwaniaków na dorobku
Najważniejszym 'mieć' jest z bogów
Chór artystów z pustką w środku
Żąda gaż dla obiboków
Geniusz nędzę miał za żonę
Gdzieś w przytułku z którą zdychał
Dziś pacykarz to milioner
Co tragedią to nazywa
2012
Ból tęsknota melancholia
Prawdy z tętnic utaczanie
Z trzewi krzyk fantasmagoria
Dzisiaj pieniądz jest za wszystko
Kupić sprzedać się należy
Sztuczność szmira kasa szybko
Głupi tylko w prawdę wierzy
W czas cwaniaków na dorobku
Najważniejszym 'mieć' jest z bogów
Chór artystów z pustką w środku
Żąda gaż dla obiboków
Geniusz nędzę miał za żonę
Gdzieś w przytułku z którą zdychał
Dziś pacykarz to milioner
Co tragedią to nazywa
2012
czwartek, 24 maja 2012
Jeszcze na to nie zasłużyłeś
Jeśli dziwisz się dlaczego
Miłość której wyczekujesz
Wyślizguje wciąż się rękom
Szorstcy są dla ciebie ludzie
Oto powiem ci dlaczego -
Jeszcze skarbie na to nie czas
Zasłuż na to wpierw kolego
Cierp i popłacz jeszcze nieraz
Jeśli wiedzieć chcesz dlaczego
Gdy nie chciałem nic prócz sławy
I starałem się do tego
To nie tak mi poszły sprawy
Nie uwierzysz lecz ci powiem -
Jeszcze skarbie na to nie czas
Zasłuż na to najpierw sobie
Cierp i popłacz jeszcze nieraz
Wciąż pamiętam czas ten dzisiaj
Gdy chwycili mnie by cofnąć
Oskubali z piór mi skrzydła
Powiedzieli w twarz mi prosto
Trzeba skarbie wpierw zasłużyć
Zasłuż na to wpierw kolego
W samotności pobyć musisz
Przez czas dłuższy jeszcze nieco
2012
swobodne tłumaczenie z: The Smiths
Miłość której wyczekujesz
Wyślizguje wciąż się rękom
Szorstcy są dla ciebie ludzie
Oto powiem ci dlaczego -
Jeszcze skarbie na to nie czas
Zasłuż na to wpierw kolego
Cierp i popłacz jeszcze nieraz
Jeśli wiedzieć chcesz dlaczego
Gdy nie chciałem nic prócz sławy
I starałem się do tego
To nie tak mi poszły sprawy
Nie uwierzysz lecz ci powiem -
Jeszcze skarbie na to nie czas
Zasłuż na to najpierw sobie
Cierp i popłacz jeszcze nieraz
Wciąż pamiętam czas ten dzisiaj
Gdy chwycili mnie by cofnąć
Oskubali z piór mi skrzydła
Powiedzieli w twarz mi prosto
Trzeba skarbie wpierw zasłużyć
Zasłuż na to wpierw kolego
W samotności pobyć musisz
Przez czas dłuższy jeszcze nieco
2012
swobodne tłumaczenie z: The Smiths
środa, 23 maja 2012
NOTES 33 - Epitafium dla ogrodnika
Lat ogrodnik ziemię tyle
Pracą czynił swą poddaną
Jakby mu na zawsze dano
To gdzie gościł tylko chwilę
Kopał spulchniał i nawoził
Niestrudzenie niszczył chwasty
Śmiertelnego znojem władcy
Nad tą której śmierć nie grozi
Nadszedł czas i owoc zbiera
Pani z którą idzie człowiek
I o której myślał nieraz
W ziemi dół mu się wykopie
On nawozem będzie teraz
Chwast na jego wzejdzie grobie
2012
Pracą czynił swą poddaną
Jakby mu na zawsze dano
To gdzie gościł tylko chwilę
Kopał spulchniał i nawoził
Niestrudzenie niszczył chwasty
Śmiertelnego znojem władcy
Nad tą której śmierć nie grozi
Nadszedł czas i owoc zbiera
Pani z którą idzie człowiek
I o której myślał nieraz
W ziemi dół mu się wykopie
On nawozem będzie teraz
Chwast na jego wzejdzie grobie
2012
wtorek, 22 maja 2012
Nie na sprzedaż
Nie, nie mogę sprzedać ciebie
Za srebrniki i uznanie
Tu, gdzie przyszedł dziś niejeden
Z przyjaciółmi na spotkanie
Przy krokietach, kuflu piwa
W gwarze rozmów, drzwi skrzypieniu
Stukiem szklanek gdzie przerywa
Barman myślom trwać w skupieniu
Nie, to miejsce nie jest dla nas
To jest bazar, nie świątynia
Tu przychodzi się pokazać
Wolę sobie cię zatrzymać
Nie pozwolę ciebie poznać
Płaczkom dawnej ziemiańskości
Których wywiał wiatr za morza
Dziś wracają, by ich gościć
Z rozrzewnieniem łezkę ronią
Za dzieciństwem utraconym
Nim opluli ziemię swoją
W dolarowe frunąc strony
Nie potrzebne mi oklaski
Nadambitnych samochwałów
Do katakumb wracam ciasnych
Dalej konać w nich pomału
Świeczka w kąty mrok rozgoni
Cisza z nocą w rzędzie pierwszym
Będę wiersze czytał do nich
Tych słuchaczy najwierniejszych
2012
Za srebrniki i uznanie
Tu, gdzie przyszedł dziś niejeden
Z przyjaciółmi na spotkanie
Przy krokietach, kuflu piwa
W gwarze rozmów, drzwi skrzypieniu
Stukiem szklanek gdzie przerywa
Barman myślom trwać w skupieniu
Nie, to miejsce nie jest dla nas
To jest bazar, nie świątynia
Tu przychodzi się pokazać
Wolę sobie cię zatrzymać
Nie pozwolę ciebie poznać
Płaczkom dawnej ziemiańskości
Których wywiał wiatr za morza
Dziś wracają, by ich gościć
Z rozrzewnieniem łezkę ronią
Za dzieciństwem utraconym
Nim opluli ziemię swoją
W dolarowe frunąc strony
Nie potrzebne mi oklaski
Nadambitnych samochwałów
Do katakumb wracam ciasnych
Dalej konać w nich pomału
Świeczka w kąty mrok rozgoni
Cisza z nocą w rzędzie pierwszym
Będę wiersze czytał do nich
Tych słuchaczy najwierniejszych
2012
poniedziałek, 21 maja 2012
Cisza i ja
Gdybym wykrzyczał swoje cierpienie
I tajemnice które poznałem
Znalazłbym myśli uspokojenie
Kogoś obdzielił swoim ciężarem
Ale nie wydam z siebie ni słowa
Bo z pnia jednego my - ja i cisza
Musimy sprawy przedyskutować
Tak by nikt inny o nich nie słyszał
Rozwiąże problem spokojna głowa
Bo z pnia jednego my - ja i cisza
Dzieci się śmiały a ja się zawsze
Bałem uśmiechu klowna dlatego
Zamykam oczy aż światło zgaśnie
I się od dźwięku chronię wszelkiego
Bo z pnia jednego my - ja i cisza
Musimy sprawy przedyskutować
Tak by nikt inny o nich nie słyszał
Rozwiąże problem spokojna głowa
Bo z pnia jednego my - ja i cisza
Słyszę płacz liścia gdy spada z drzewa
Echa wołanie gdy ludzi nie ma
Bo z pnia jednego my - ja i cisza
Musimy sprawy przedyskutować
Tak by nikt inny o nich nie słyszał
Rozwiąże problem spokojna głowa
Bo z pnia jednego my - ja i cisza
2012
swobodne tłumaczenie z: Alan Parsons Project
I tajemnice które poznałem
Znalazłbym myśli uspokojenie
Kogoś obdzielił swoim ciężarem
Ale nie wydam z siebie ni słowa
Bo z pnia jednego my - ja i cisza
Musimy sprawy przedyskutować
Tak by nikt inny o nich nie słyszał
Rozwiąże problem spokojna głowa
Bo z pnia jednego my - ja i cisza
Dzieci się śmiały a ja się zawsze
Bałem uśmiechu klowna dlatego
Zamykam oczy aż światło zgaśnie
I się od dźwięku chronię wszelkiego
Bo z pnia jednego my - ja i cisza
Musimy sprawy przedyskutować
Tak by nikt inny o nich nie słyszał
Rozwiąże problem spokojna głowa
Bo z pnia jednego my - ja i cisza
Słyszę płacz liścia gdy spada z drzewa
Echa wołanie gdy ludzi nie ma
Bo z pnia jednego my - ja i cisza
Musimy sprawy przedyskutować
Tak by nikt inny o nich nie słyszał
Rozwiąże problem spokojna głowa
Bo z pnia jednego my - ja i cisza
2012
swobodne tłumaczenie z: Alan Parsons Project
niedziela, 20 maja 2012
Dwaj poeci
W panteonie mistrzów słowa
Lizusostwa wielki guru
Nieskalanie święta krowa
Dla wypranych z mózgów ciurów
Źródło prawdy i sentencji
Sama skromność w nimbie chwały
Idol ćwierćinteligencji
Zmora uczniów przymuszanych
Wróg laurek i peanów
Budujący pomnik sobie
Kasą z nagród w kieszeń pchaną
By mu gołąb srał na głowie
Lepiej mistrzem być dla siebie
Bez poklasku tępej tłuszczy
Jak z milionów innych jeden
Nie paw śmieszny ale puszczyk
Nie stać się pochlebców dziwką
Nawet błądzić w lotach nocnych
Bo poetą taki tylko
Który wolny i samotny
Na nic kanon i lektury
I pomników zimne gładzie
Starczy choćby jeden który
Wiersz przeczyta i zapłacze
2012
Lizusostwa wielki guru
Nieskalanie święta krowa
Dla wypranych z mózgów ciurów
Źródło prawdy i sentencji
Sama skromność w nimbie chwały
Idol ćwierćinteligencji
Zmora uczniów przymuszanych
Wróg laurek i peanów
Budujący pomnik sobie
Kasą z nagród w kieszeń pchaną
By mu gołąb srał na głowie
Lepiej mistrzem być dla siebie
Bez poklasku tępej tłuszczy
Jak z milionów innych jeden
Nie paw śmieszny ale puszczyk
Nie stać się pochlebców dziwką
Nawet błądzić w lotach nocnych
Bo poetą taki tylko
Który wolny i samotny
Na nic kanon i lektury
I pomników zimne gładzie
Starczy choćby jeden który
Wiersz przeczyta i zapłacze
2012
sobota, 19 maja 2012
Majowy deszcz
Spocona skóra w promieniach słońca
Niczym w kopalni soli stalaktyt
Szorstki się na niej osad wytrąca
Gdy żar ją suszy i ciepłe wiatry
Z grzeszności myta niebiańską wodą
Liżącą nagie ciało lubieżnie
Aż się zasoli jak z oczu potok
Łez albo morze martwe i ciepłe
W ukryciu cieni przed chłodnym deszczem
By się osuszyć po przejściu chmury
Spleciona z drugą w słonawy precel
Rozkoszy lukry zaschły na którym
W dłoniach natury miękko się mości
W cielesnych soków przybrana wilgoć
Dusząc bezbronną świeżość czystości
Słoną i lepką uniesień przylgą
2012
Niczym w kopalni soli stalaktyt
Szorstki się na niej osad wytrąca
Gdy żar ją suszy i ciepłe wiatry
Z grzeszności myta niebiańską wodą
Liżącą nagie ciało lubieżnie
Aż się zasoli jak z oczu potok
Łez albo morze martwe i ciepłe
W ukryciu cieni przed chłodnym deszczem
By się osuszyć po przejściu chmury
Spleciona z drugą w słonawy precel
Rozkoszy lukry zaschły na którym
W dłoniach natury miękko się mości
W cielesnych soków przybrana wilgoć
Dusząc bezbronną świeżość czystości
Słoną i lepką uniesień przylgą
2012
piątek, 18 maja 2012
Gęba ♫
Skarbie, skarbie tylko żartowałem
Mówiąc że bym chciał ci
Wybić wszystkie zęby twe
Skarbie, skarbie tylko żartowałem
Mówiąc że ktoś miał by
W łóżku pałą zatłuc cię
Jak czuła się Joanna d'Arc wiem
Teraz już jak czuła się wiem
Gdy płonął stos
Aż po rzymski nos
A jej walkman topił już się
Gęba, gęba atakuje znów
I już nie mam praw
Już nie mam szans
By być jednym z was
Jak czuła się Joanna d'Arc wiem
Teraz już jak czuła się wiem
Gdy płonął stos
Aż po rzymski nos
Implant w uchu jej topił już się
Gęba, gęba atakuje znów
I już nie mam praw
Już nie mam szans
By być jednym z was
2012
♫ tłumaczenie z: The Smiths
Mówiąc że bym chciał ci
Wybić wszystkie zęby twe
Skarbie, skarbie tylko żartowałem
Mówiąc że ktoś miał by
W łóżku pałą zatłuc cię
Jak czuła się Joanna d'Arc wiem
Teraz już jak czuła się wiem
Gdy płonął stos
Aż po rzymski nos
A jej walkman topił już się
Gęba, gęba atakuje znów
I już nie mam praw
Już nie mam szans
By być jednym z was
Jak czuła się Joanna d'Arc wiem
Teraz już jak czuła się wiem
Gdy płonął stos
Aż po rzymski nos
Implant w uchu jej topił już się
Gęba, gęba atakuje znów
I już nie mam praw
Już nie mam szans
By być jednym z was
2012
♫ tłumaczenie z: The Smiths
Etykiety:
♫ - do śpiewania,
piosenki,
smiths / mozz,
tłumaczenia
czwartek, 17 maja 2012
Apel krakowski 2012
My wolności miłośnicy
I w pokoju współistnienia
Terroryzmu przeciwnicy
Który świat nasz w piekło zmienia
Bez litości potępiamy
Zdrajców wrogich dla ojczyzny
Z innych krajów opłacanych
Chcących szczęście ludu zniszczyć
Którzy knując zamach krwawy
Wznoszą z bombą dłoń zbrodniczą
W imię chorej podłej sprawy
Kres niewinnym niosą życiom;
I dlatego popieramy
Wodza bratniej Białorusi
Że w odwadze nieprzebrany
Terror niczym szczury dusi
Kulą w czaszkę karze zbrodnię
Zakopuje zwłoki w lesie
Łaskawości wbrew zachodniej
Co zgniliznę tylko niesie;
Zobowiązać się pragniemy
Być w twórczości wojowniczy
Podejmować w niej problemy
I terroryzm piórem niszczyć.
Wynagrodzą nam łajdactwo
Ceniąc piękne mocne słowo
Nobla premią literacką
Albo nawet pokojową
2012
I w pokoju współistnienia
Terroryzmu przeciwnicy
Który świat nasz w piekło zmienia
Bez litości potępiamy
Zdrajców wrogich dla ojczyzny
Z innych krajów opłacanych
Chcących szczęście ludu zniszczyć
Którzy knując zamach krwawy
Wznoszą z bombą dłoń zbrodniczą
W imię chorej podłej sprawy
Kres niewinnym niosą życiom;
I dlatego popieramy
Wodza bratniej Białorusi
Że w odwadze nieprzebrany
Terror niczym szczury dusi
Kulą w czaszkę karze zbrodnię
Zakopuje zwłoki w lesie
Łaskawości wbrew zachodniej
Co zgniliznę tylko niesie;
Zobowiązać się pragniemy
Być w twórczości wojowniczy
Podejmować w niej problemy
I terroryzm piórem niszczyć.
Wynagrodzą nam łajdactwo
Ceniąc piękne mocne słowo
Nobla premią literacką
Albo nawet pokojową
2012
środa, 16 maja 2012
Modlitwa trenera
Słuchaj młody piłkokopie
Wiem że płacą ci tak mało
Że wieszają psy na tobie
Choć ojczyzny jesteś chwałą
Że brakuje alkoholu
I w pokojach chętnych kobiet
Każą biegać ci po polu
Jeszcze nogę skręcisz sobie -
Powołałem oto ciebie
Byś krytykom zamknął gębę
Jak trenować wprawdzie nie wiem
Lecz o cud się modlić będę
Jeśli orzeł ci nie starcza
I miliony na kontrakcie
To że możesz się pokazać
Opłacone mieć wakacje
Że w luksusach mieszkać będziesz
I przez jakiś czas gwiazdorzyć
Że nasz naród wierzy święcie
Że zbawienia wreszcie dożył -
Oto ja cię bardzo proszę
I uklęknąć gotów jestem
Szansę swoją zechciej dostrzec
Nie uciekaj przed sukcesem
Biegać nie bój się i walczyć
Zrób to chociaż dla trenera
On jest mistrzem motywacji
Spójrz jak ręce składa teraz
W szatni flagę tylko klepnij
Którą w darze dał prezydent
Ona sukces nam zapewni
Na pobożnych miarę życzeń
2012
Wiem że płacą ci tak mało
Że wieszają psy na tobie
Choć ojczyzny jesteś chwałą
Że brakuje alkoholu
I w pokojach chętnych kobiet
Każą biegać ci po polu
Jeszcze nogę skręcisz sobie -
Powołałem oto ciebie
Byś krytykom zamknął gębę
Jak trenować wprawdzie nie wiem
Lecz o cud się modlić będę
Jeśli orzeł ci nie starcza
I miliony na kontrakcie
To że możesz się pokazać
Opłacone mieć wakacje
Że w luksusach mieszkać będziesz
I przez jakiś czas gwiazdorzyć
Że nasz naród wierzy święcie
Że zbawienia wreszcie dożył -
Oto ja cię bardzo proszę
I uklęknąć gotów jestem
Szansę swoją zechciej dostrzec
Nie uciekaj przed sukcesem
Biegać nie bój się i walczyć
Zrób to chociaż dla trenera
On jest mistrzem motywacji
Spójrz jak ręce składa teraz
W szatni flagę tylko klepnij
Którą w darze dał prezydent
Ona sukces nam zapewni
Na pobożnych miarę życzeń
2012
wtorek, 15 maja 2012
Starością mądry
Jak daleko sięgam wzrokiem
Zewsząd cienie mnie nachodzą
Więc słuchajcie co wam powiem
Nim sam pójdę dalej drogą -
Wam to zawsze powierzałem
Najtajniejsze moje myśli
Byście idąc moim śladem
Do krainy mojej przyszli
Gdy się mądrze zestarzeję
Gorzkie słowa za nic mając
Wiatr jesienny mnie przewieje
We mgle czasu gdy spytają
Czy was znałem to z uśmiechem
Że przyjaciół - powiem - miałem
Smutek z oczu moich zetrę
Gdy się starym mądrze stanę
Jak daleko sięgam wzrokiem
Zewsząd cienie otaczają
Więc słuchajcie to co powiem
Do tych którzy tu zostają -
Podzielałem najczarniejsze
Z moich godzin zawsze z wami
I brakować mi was będzie
Gdy zostawię was tu samych
Gdy się mądrze zestarzeję
Słowa które mną wstrząsały
Jak jesienny wiatr przewieją
We mgle czasu zapytani
Czy wam byłem kiedyś znany
Pamiętajcie wtedy właśnie
Że się przyjaźniłem z wami
A śmierć oczy mi zatrzaśnie
Gdy się starym mądrze stanę ...
2012
swobodne tłumaczenie z: Alan Parsons Project
Zewsząd cienie mnie nachodzą
Więc słuchajcie co wam powiem
Nim sam pójdę dalej drogą -
Wam to zawsze powierzałem
Najtajniejsze moje myśli
Byście idąc moim śladem
Do krainy mojej przyszli
Gdy się mądrze zestarzeję
Gorzkie słowa za nic mając
Wiatr jesienny mnie przewieje
We mgle czasu gdy spytają
Czy was znałem to z uśmiechem
Że przyjaciół - powiem - miałem
Smutek z oczu moich zetrę
Gdy się starym mądrze stanę
Jak daleko sięgam wzrokiem
Zewsząd cienie otaczają
Więc słuchajcie to co powiem
Do tych którzy tu zostają -
Podzielałem najczarniejsze
Z moich godzin zawsze z wami
I brakować mi was będzie
Gdy zostawię was tu samych
Gdy się mądrze zestarzeję
Słowa które mną wstrząsały
Jak jesienny wiatr przewieją
We mgle czasu zapytani
Czy wam byłem kiedyś znany
Pamiętajcie wtedy właśnie
Że się przyjaźniłem z wami
A śmierć oczy mi zatrzaśnie
Gdy się starym mądrze stanę ...
2012
swobodne tłumaczenie z: Alan Parsons Project
poniedziałek, 14 maja 2012
NOTES 32 - Stokrotki i mlecze
Zmieszane ze sobą
Upstrzyły mi ścieżkę -
Stokrotki - ozdobą
Mlecze - ni troszeczkę
Rozdzielenie chwastów
Zbyt duży wysiłek -
Chcąc nie mieć dmuchawców
Stokrotki skosiłem
Byłem mleczem w glebie
Ty zaś jak stokrotka
Wrastaliśmy w siebie
Kosy błysk cię spotkał
Mnie tylko bez ciebie
Dmuchawcem pozostać
2012
Upstrzyły mi ścieżkę -
Stokrotki - ozdobą
Mlecze - ni troszeczkę
Rozdzielenie chwastów
Zbyt duży wysiłek -
Chcąc nie mieć dmuchawców
Stokrotki skosiłem
Byłem mleczem w glebie
Ty zaś jak stokrotka
Wrastaliśmy w siebie
Kosy błysk cię spotkał
Mnie tylko bez ciebie
Dmuchawcem pozostać
2012
niedziela, 13 maja 2012
Boży gniew
Czy pochwaliłbyś interes
Żyłowanie wziął za cnotę
Czy stół kopnął przed bankierem
Bicz ze sznurków skręcił sobie?
2012
Żyłowanie wziął za cnotę
Czy stół kopnął przed bankierem
Bicz ze sznurków skręcił sobie?
2012
sobota, 12 maja 2012
Południca
Słońca pali żywy ogień
Zatrzymało się powietrze
W taki upał legnę sobie
Bezczynnością się napieszczę
Wyjałowi żar mi myśli
Powycina ból skalpelem
Tłuszcz przeszłości z żył wyczyści
Choć na godzin tych niewiele
Bym na suchy wiór nie usechł
Wleję w siebie napój zimny
Ten raz jeden nic nie muszę
Ogień z nieba temu winny
Obraz z drżeniem muska ziemię
W ciszy z niej uchodzi dusza
Wirem wpada w uniesienie
Jakby ktoś do tańca ruszał
Czego chce tu ta kobieta?
O co pyta ta dziewczyna?
Resztki myśli w głowie pęta
Ostrze które w dłoni trzyma
Proszę oszczędź tortur długich
Przecież życie jest udręką
I nie kalecz po raz drugi
Kalekiego - zabij prędko
Chcę tam z tobą gdzie bez końca
Niestygnący żar słoneczny
Żebym dość nie mając słońca
Od udaru był bezpieczny
1812
Zatrzymało się powietrze
W taki upał legnę sobie
Bezczynnością się napieszczę
Wyjałowi żar mi myśli
Powycina ból skalpelem
Tłuszcz przeszłości z żył wyczyści
Choć na godzin tych niewiele
Bym na suchy wiór nie usechł
Wleję w siebie napój zimny
Ten raz jeden nic nie muszę
Ogień z nieba temu winny
Obraz z drżeniem muska ziemię
W ciszy z niej uchodzi dusza
Wirem wpada w uniesienie
Jakby ktoś do tańca ruszał
Czego chce tu ta kobieta?
O co pyta ta dziewczyna?
Resztki myśli w głowie pęta
Ostrze które w dłoni trzyma
Proszę oszczędź tortur długich
Przecież życie jest udręką
I nie kalecz po raz drugi
Kalekiego - zabij prędko
Chcę tam z tobą gdzie bez końca
Niestygnący żar słoneczny
Żebym dość nie mając słońca
Od udaru był bezpieczny
1812
piątek, 11 maja 2012
Czarci młyn
Na pagórku nad polami
Młyn wyrasta na żniw chwałę
Jak świat dzielą widać z dali
Dwa ramiona skrzyżowane
W starodrzewia głuszy gęstej
Stara chata chyli ściany
W środku ciemno jest i biednie
Czas przystanął zapomniany
Czart we młynie srebrne ziarno
Jak alchemik w złoto zmienia
W chacie ktoś nad pajdą czarną
Spija kielich zapomnienia
Bój o mąkę toczą szczury
Krwią przeżarta spływa gardziel
W chacie niesie mysz do dziury
Okruch który czasem znajdzie
2012
Młyn wyrasta na żniw chwałę
Jak świat dzielą widać z dali
Dwa ramiona skrzyżowane
W starodrzewia głuszy gęstej
Stara chata chyli ściany
W środku ciemno jest i biednie
Czas przystanął zapomniany
Czart we młynie srebrne ziarno
Jak alchemik w złoto zmienia
W chacie ktoś nad pajdą czarną
Spija kielich zapomnienia
Bój o mąkę toczą szczury
Krwią przeżarta spływa gardziel
W chacie niesie mysz do dziury
Okruch który czasem znajdzie
2012
czwartek, 10 maja 2012
Drinking Time
Czemu dręczyć mnie przychodzisz
Przerywając czas pijaństwa?
Widzisz jak się woda sączy
Gdy cię karmię stekiem kłamstwa
Wymagania stawiasz duże
Lecz spokojna twoja głowa
Trzymać starasz się ją w górze
Nie dasz życia nam zmarnować
Czemu robię to chcesz wiedzieć
Są łatwiejsze drogi śmierci
(To co moim jest nieszczęściem
Bólem wryte mam w pamięci)
Może ciebie źle oceniam
I potrzebne objawienie
Bym twojego urzeczenia
Nie nazywał zaślepieniem
Ja przywiodłem tutaj ciebie
Teraz ty chcesz mnie nauczyć
Jak zobaczyć że jest piękne
Co odrazę we mnie budzi
Czemu robię to chcesz wiedzieć
Są łatwiejsze drogi śmierci
(To co moim jest nieszczęściem
Bólem wryte mam w pamięci)
2012
swobodne tłumaczenie (+bonus) / parafraza: Durutti Column
Przerywając czas pijaństwa?
Widzisz jak się woda sączy
Gdy cię karmię stekiem kłamstwa
Wymagania stawiasz duże
Lecz spokojna twoja głowa
Trzymać starasz się ją w górze
Nie dasz życia nam zmarnować
Czemu robię to chcesz wiedzieć
Są łatwiejsze drogi śmierci
(To co moim jest nieszczęściem
Bólem wryte mam w pamięci)
Może ciebie źle oceniam
I potrzebne objawienie
Bym twojego urzeczenia
Nie nazywał zaślepieniem
Ja przywiodłem tutaj ciebie
Teraz ty chcesz mnie nauczyć
Jak zobaczyć że jest piękne
Co odrazę we mnie budzi
Czemu robię to chcesz wiedzieć
Są łatwiejsze drogi śmierci
(To co moim jest nieszczęściem
Bólem wryte mam w pamięci)
2012
swobodne tłumaczenie (+bonus) / parafraza: Durutti Column
środa, 9 maja 2012
Boże chroń prezia
Boże chroń prezia
I jego klikę
Naszego szczęścia
Jest on strażnikiem
Prezia godności
Racz strzec przed plebsem
Choć brak przyszłości
W jego królestwie
Niech nikt nie mówi
Czego nam trzeba
Wie każdy głupi -
Perspektyw nie ma
Chroń boże prezia
Bo go kochamy
Tak że go trzeba
Chronić przed nami
Choć lud ubogi
Na prezia damy
On taki drogi
Jest dla poddanych
Zapisz w historii
Wśród świętych wszystkich
Przyszłość zapomni
O hipokryzji
Nie ma przyszłości
Więc grzechu nie ma
Śmietnik historii
Już nas pogrzebał
Chroń boże prezia
Bo go kochamy
Tak że go trzeba
Chronić przed nami
Boże chroń prezia
Ciebie prosimy
Przyszłości nie ma
Sny się skończyły
Nie ma jej dla mnie
Dla ciebie nie ma
W rękach twych panie
Los pokolenia
2012
inspiracja / parafraza: Sex Pistols
I jego klikę
Naszego szczęścia
Jest on strażnikiem
Prezia godności
Racz strzec przed plebsem
Choć brak przyszłości
W jego królestwie
Niech nikt nie mówi
Czego nam trzeba
Wie każdy głupi -
Perspektyw nie ma
Chroń boże prezia
Bo go kochamy
Tak że go trzeba
Chronić przed nami
Choć lud ubogi
Na prezia damy
On taki drogi
Jest dla poddanych
Zapisz w historii
Wśród świętych wszystkich
Przyszłość zapomni
O hipokryzji
Nie ma przyszłości
Więc grzechu nie ma
Śmietnik historii
Już nas pogrzebał
Chroń boże prezia
Bo go kochamy
Tak że go trzeba
Chronić przed nami
Boże chroń prezia
Ciebie prosimy
Przyszłości nie ma
Sny się skończyły
Nie ma jej dla mnie
Dla ciebie nie ma
W rękach twych panie
Los pokolenia
2012
inspiracja / parafraza: Sex Pistols
wtorek, 8 maja 2012
Nocnica
Wiem że odejść stąd nie możesz
Wieczna twoja jest tułaczka
Lecz dlaczego właśnie do mnie
Chodząc noce wciąż zawłaszczasz?
Że kochałem przecież czułaś
I że byłaś moim światłem
Razem z tobą świat mój umarł
Odtąd serce mam rozdarte
Czy to tego jestem winny
Że nie miałem dość śmiałości?
Czy to zemsta że ktoś inny
W moim sercu jeszcze gościł?
Czy dlatego że nie dane
Było poznać ci kochania
Mnie wybrałaś na ofiarę
I szczęśliwym być zabraniasz?
Budzisz płaczem moje dzieci
Których mieć nie mogłaś sama
We śnie siadasz mi na piersi
Każąc męczyć się do rana
Więc już wcale się nie kładę
Tylko czuwam długo w nocy
Mózg trucizny toczę jadem
Wbijam w ciemność senne oczy
Czasem tak mnie mocno zmorzy
Że cię prawie poczuć można
Lecz ty tylko tak mnie zwodzisz
Wyprowadzasz na bezdroża
Na manowcach zabłąkany
Chyba wrócić już nie zdołam
Bo rzuciłaś na mnie czary
I co noc do siebie wołasz
Ciągle młoda wciąż tak piękna
Kusisz nagim martwym łonem
Dłoń wyciągam lecz nie sięgam
Nasze światy rozdzielone
Kiedy przysnę przed świtaniem
Śnię że koszmar ten pokonam
Wtedy chwytasz mnie za ramię
Zrywam się ... to tylko żona
1812
Wieczna twoja jest tułaczka
Lecz dlaczego właśnie do mnie
Chodząc noce wciąż zawłaszczasz?
Że kochałem przecież czułaś
I że byłaś moim światłem
Razem z tobą świat mój umarł
Odtąd serce mam rozdarte
Czy to tego jestem winny
Że nie miałem dość śmiałości?
Czy to zemsta że ktoś inny
W moim sercu jeszcze gościł?
Czy dlatego że nie dane
Było poznać ci kochania
Mnie wybrałaś na ofiarę
I szczęśliwym być zabraniasz?
Budzisz płaczem moje dzieci
Których mieć nie mogłaś sama
We śnie siadasz mi na piersi
Każąc męczyć się do rana
Więc już wcale się nie kładę
Tylko czuwam długo w nocy
Mózg trucizny toczę jadem
Wbijam w ciemność senne oczy
Czasem tak mnie mocno zmorzy
Że cię prawie poczuć można
Lecz ty tylko tak mnie zwodzisz
Wyprowadzasz na bezdroża
Na manowcach zabłąkany
Chyba wrócić już nie zdołam
Bo rzuciłaś na mnie czary
I co noc do siebie wołasz
Ciągle młoda wciąż tak piękna
Kusisz nagim martwym łonem
Dłoń wyciągam lecz nie sięgam
Nasze światy rozdzielone
Kiedy przysnę przed świtaniem
Śnię że koszmar ten pokonam
Wtedy chwytasz mnie za ramię
Zrywam się ... to tylko żona
1812
poniedziałek, 7 maja 2012
Smutny fakt ♫
Spójrz, jam twój los
Ten co cię tutaj wiedzie
Spójrz, jam twój los
I zależy mi
Cóż, zdradzą cię
Na mnie się nie zawiedziesz
Znów zdradzą cię
Możesz ufać mi
Zmieniam sen w jawę sam
Jam twój wzrok gdy musisz kraść
Jam twój ból gdy zimna twarz
Smutny fakt
Marzeń twych wolny ptak
Jam twój wzrok gdy ciebie brak
Jam twój ból gdy oddać masz
Wiesz że to smutny fakt
Smutny fakt
Tyś maską mą
Schronem moim, osłoną
Tyś maską mą
Która winna jest
Byś robił to
Grzechy wziął na swe konto
I za to zło
Winić będą cię
Zmieniam sen w jawę sam
Jam twój wzrok gdy musisz kraść
Jam twój ból gdy zimna twarz
Smutny fakt
Marzeń twych wolny ptak
Jam twój wzrok gdy ciebie brak
Jam twój ból gdy oddać masz
Wiesz że to smutny fakt
Smutny fakt
Jam twój sen
Jam twój wzrok
Jam twój ból
Wiesz że to smutny fakt
Wstręt, jam twój wstręt
Kiedy ty chcesz miłości
Płać, teraz płać
Choć niedobrze jest
Hej, jam twój los
Ten co cię tutaj wodził
Tak, jam twój los
I już mam ciebie gdzieś
Zmieniam sen w jawę sam
Jam twój wzrok gdy musisz kraść
Jam twój ból gdy zimna twarz
Smutny fakt
Prawda ma kłamstwa smak
I wymówki wszelkie zna
W tobie tam to jestem ja
Tak tak
Smutny fakt
2012
♫ swobodny przekład z: Metallica
Ten co cię tutaj wiedzie
Spójrz, jam twój los
I zależy mi
Cóż, zdradzą cię
Na mnie się nie zawiedziesz
Znów zdradzą cię
Możesz ufać mi
Zmieniam sen w jawę sam
Jam twój wzrok gdy musisz kraść
Jam twój ból gdy zimna twarz
Smutny fakt
Marzeń twych wolny ptak
Jam twój wzrok gdy ciebie brak
Jam twój ból gdy oddać masz
Wiesz że to smutny fakt
Smutny fakt
Tyś maską mą
Schronem moim, osłoną
Tyś maską mą
Która winna jest
Byś robił to
Grzechy wziął na swe konto
I za to zło
Winić będą cię
Zmieniam sen w jawę sam
Jam twój wzrok gdy musisz kraść
Jam twój ból gdy zimna twarz
Smutny fakt
Marzeń twych wolny ptak
Jam twój wzrok gdy ciebie brak
Jam twój ból gdy oddać masz
Wiesz że to smutny fakt
Smutny fakt
Jam twój sen
Jam twój wzrok
Jam twój ból
Wiesz że to smutny fakt
Wstręt, jam twój wstręt
Kiedy ty chcesz miłości
Płać, teraz płać
Choć niedobrze jest
Hej, jam twój los
Ten co cię tutaj wodził
Tak, jam twój los
I już mam ciebie gdzieś
Zmieniam sen w jawę sam
Jam twój wzrok gdy musisz kraść
Jam twój ból gdy zimna twarz
Smutny fakt
Prawda ma kłamstwa smak
I wymówki wszelkie zna
W tobie tam to jestem ja
Tak tak
Smutny fakt
2012
♫ swobodny przekład z: Metallica
Etykiety:
♫ - do śpiewania,
metallica,
piosenki,
tłumaczenia
niedziela, 6 maja 2012
Dwaj pasterze
Zgrzebna szata sznur na biodrach
Pusta kieszeń i sandały
Słowem darzył kogo spotkał
Dobrym; czasem chleb mu dali
Domu nie miał i miał wszędzie
Gdzie mu kąta użyczyli
Głosił miłość i żył święcie
Radość czując z każdej chwili
Dom bogaty i brzuch syty
Złoty łańcuch portfel pełny
Kochał możnych i zaszczyty
Bez skrupułów skubiąc biednych
Gdy parafia jego rękę
Z karkiem zgiętym całowała
Ta dziewczynka tylko z lękiem
Odwróciła głowę mała
Na nic miłość życie święte -
Gdy zło ważył się piętnować
Porzucili go ze wstrętem
Śmierć spotkała go głodowa (krzyżowa?)
Że bogaczy łechtał słowem
Zapłacili złotem szczerym
By się mógł okupić potem
Gdy za kark go chwycić chcieli
2012
Pusta kieszeń i sandały
Słowem darzył kogo spotkał
Dobrym; czasem chleb mu dali
Domu nie miał i miał wszędzie
Gdzie mu kąta użyczyli
Głosił miłość i żył święcie
Radość czując z każdej chwili
Dom bogaty i brzuch syty
Złoty łańcuch portfel pełny
Kochał możnych i zaszczyty
Bez skrupułów skubiąc biednych
Gdy parafia jego rękę
Z karkiem zgiętym całowała
Ta dziewczynka tylko z lękiem
Odwróciła głowę mała
Na nic miłość życie święte -
Gdy zło ważył się piętnować
Porzucili go ze wstrętem
Śmierć spotkała go głodowa (krzyżowa?)
Że bogaczy łechtał słowem
Zapłacili złotem szczerym
By się mógł okupić potem
Gdy za kark go chwycić chcieli
2012
sobota, 5 maja 2012
Gnojareczka
Z obrzydliwości rodzi się piękno
Jak kwiat wspaniały na ściółce gnoju
Wystarczy dojrzeć i sięgnąć ręką
Pośród zgnilizny po różę swoją
Róża w wysokich stała kaloszach
Kusa spódniczka koszula biała
Pełna i smukła była jej postać
Kiedy widłami gnój przerzucała
Niczym bogini w stajni wierzejach
Czynem szlachetna i mięśni siłą
Co Heraklesa pracę przejęła
By się pochylić nad słomą zgniłą
Napięte członki zroszone skronie
Zaokrąglone biodra szeroko
Co rusz z koszuli zaciekawione
Mięsistej piersi wyjrzało oko
Przerwała pracę i tak spojrzała
Że w jednej chwili pojąłem wszystko
Stajnia i słoma i ona sama -
W żyłach pieniące krew dziewuszysko
Prysła koszula z bielą jej razem
Obrus splamiony przez odchód zwierząt
Gdy miękkość piersi w dłoniach znalazłem
Wespół z gnojarką w słomie się prężąc
Łąką wiosenną gnój był pod nami
Najsłodszą wonią odór zgnilizny
Kiedy dzikimi płonąc zmysłami
Rozum zapomniał nagle o wszystkim
Spadły kalosze spódniczka kusa
Stopy i dłonie wbiły się w wilgoć
W gnoju ciał dwojga splot się poruszał
Jakby je zlepił na wspólną przyszłość
Cuchnące palce wplotłem w jej włosy
Brunatną dłonią mazałem ciało
Nieokiełznanej chłonąc rozkoszy
Oznaki ciche że wciąż jej mało
I tylko konie będąc świadkami
W gnijącej słomie uniesień jedni
Rżeniem oznajmić nie omieszkały
O swym zgorszeniu z boksów sąsiednich
2012
Jak kwiat wspaniały na ściółce gnoju
Wystarczy dojrzeć i sięgnąć ręką
Pośród zgnilizny po różę swoją
Róża w wysokich stała kaloszach
Kusa spódniczka koszula biała
Pełna i smukła była jej postać
Kiedy widłami gnój przerzucała
Niczym bogini w stajni wierzejach
Czynem szlachetna i mięśni siłą
Co Heraklesa pracę przejęła
By się pochylić nad słomą zgniłą
Napięte członki zroszone skronie
Zaokrąglone biodra szeroko
Co rusz z koszuli zaciekawione
Mięsistej piersi wyjrzało oko
Przerwała pracę i tak spojrzała
Że w jednej chwili pojąłem wszystko
Stajnia i słoma i ona sama -
W żyłach pieniące krew dziewuszysko
Prysła koszula z bielą jej razem
Obrus splamiony przez odchód zwierząt
Gdy miękkość piersi w dłoniach znalazłem
Wespół z gnojarką w słomie się prężąc
Łąką wiosenną gnój był pod nami
Najsłodszą wonią odór zgnilizny
Kiedy dzikimi płonąc zmysłami
Rozum zapomniał nagle o wszystkim
Spadły kalosze spódniczka kusa
Stopy i dłonie wbiły się w wilgoć
W gnoju ciał dwojga splot się poruszał
Jakby je zlepił na wspólną przyszłość
Cuchnące palce wplotłem w jej włosy
Brunatną dłonią mazałem ciało
Nieokiełznanej chłonąc rozkoszy
Oznaki ciche że wciąż jej mało
I tylko konie będąc świadkami
W gnijącej słomie uniesień jedni
Rżeniem oznajmić nie omieszkały
O swym zgorszeniu z boksów sąsiednich
2012
piątek, 4 maja 2012
Wspaniały
Gdzieś wewnątrz pewny
Gdzieś tam bezpieczny
Świat w którym żyjesz
Gdzie szansa uszła
Zmarła nadzieja
W świecie się kryjesz
Gdzie nie ma jutra
I dzisiaj nie ma
Ty - wspaniały taki jesteś
Przyćmij gwiazdy najjaśniejsze
Zbyt dalekie
Zbyt odległe
Ty - legenda w sercu na dnie
Wypierana tak starannie
Wyjdź spoza maski
Za którą zwlekasz
Żądzy żar straszny
Może oślepiać
Czas przystopować
Presja cię zżera
Schować się schować
Nie jutro - teraz
Ty - wspaniały taki jesteś
Przyćmij gwiazdy najjaśniejsze
Zbyt dalekie
Zbyt odległe
Ty - legenda w sercu na dnie
Wypierana tak starannie
2012
swobodne tłumaczenie z: Ultravox
Gdzieś tam bezpieczny
Świat w którym żyjesz
Gdzie szansa uszła
Zmarła nadzieja
W świecie się kryjesz
Gdzie nie ma jutra
I dzisiaj nie ma
Ty - wspaniały taki jesteś
Przyćmij gwiazdy najjaśniejsze
Zbyt dalekie
Zbyt odległe
Ty - legenda w sercu na dnie
Wypierana tak starannie
Wyjdź spoza maski
Za którą zwlekasz
Żądzy żar straszny
Może oślepiać
Czas przystopować
Presja cię zżera
Schować się schować
Nie jutro - teraz
Ty - wspaniały taki jesteś
Przyćmij gwiazdy najjaśniejsze
Zbyt dalekie
Zbyt odległe
Ty - legenda w sercu na dnie
Wypierana tak starannie
2012
swobodne tłumaczenie z: Ultravox
czwartek, 3 maja 2012
Preambuła
My arcyhrabia z bożej łaski
Pomorski, śląski, wielkopolski
Łódzki, mazurski i podlaski
Też mazowiecki, małopolski
Nadto litewski i smoleński
Z woli narodu nim obrany
Aby uchronić lud od klęski
Przez posiadaczy wsparty stany
Wypaczeń pomny, dawnych braków
Gdy wokół wilków sfora liczna
A celem dobro jest rodaków
I egzystencja polityczna
Mimo wszystkiego co nas dzieli
O potomności wdzięczność dbając
Chce byście gęby swe zamknęli
A słowa nasze świętość mają
Wolność dajemy wam na tacy
I ustalamy jej granice
Tym do wyzysku tym do pracy
Dla tych są prawa zwykłym picem
Kładąc na pyski wam kaganiec
Mamy ojczyzny los na względzie
Jeśli okoniem naród stanie
Oto mówimy wam co będzie
Kiedy zbuntują się ulice
I naszej władzy wam się zachce
Wtedy poprzemy targowicę
Chociaż jest śmierć za apostazję
To arcyhrabii wolno wszystko
Nawet się skumać z okupantem
Bo władza przecież tylko dziwką
Którą raz dyma ten raz tamten
2012
Pomorski, śląski, wielkopolski
Łódzki, mazurski i podlaski
Też mazowiecki, małopolski
Nadto litewski i smoleński
Z woli narodu nim obrany
Aby uchronić lud od klęski
Przez posiadaczy wsparty stany
Wypaczeń pomny, dawnych braków
Gdy wokół wilków sfora liczna
A celem dobro jest rodaków
I egzystencja polityczna
Mimo wszystkiego co nas dzieli
O potomności wdzięczność dbając
Chce byście gęby swe zamknęli
A słowa nasze świętość mają
Wolność dajemy wam na tacy
I ustalamy jej granice
Tym do wyzysku tym do pracy
Dla tych są prawa zwykłym picem
Kładąc na pyski wam kaganiec
Mamy ojczyzny los na względzie
Jeśli okoniem naród stanie
Oto mówimy wam co będzie
Kiedy zbuntują się ulice
I naszej władzy wam się zachce
Wtedy poprzemy targowicę
Chociaż jest śmierć za apostazję
To arcyhrabii wolno wszystko
Nawet się skumać z okupantem
Bo władza przecież tylko dziwką
Którą raz dyma ten raz tamten
2012
środa, 2 maja 2012
Majówka z Polską
W wolnym kraju szczęśliwości
W którym mleko z miodem płyną
Na majówkę sprasza gości
Pierwszy hrabia wraz z hrabiną
Do pałacu przyjdźcie bracia
I okażcie władzy podziw
Jak owocna jest jej praca
Wszystkim świetnie się powodzi
Dumni bądźcie z konstytucji
Której nigdy nikt nie wcielił
Przyjdźcie mądrość przodków uczcić
Co na szyi sznur już mieli
Zróbcie sobie kotylionik
Wróci orzeł na koszulkę
Kancelaria da miliony
By czerwienią świecił burdel
Wata z cukru kupi dzieci
By zrozumieć mogły wcześnie
Że przykładem władza świeci
I obdarza wszystkich szczęściem
Bo nieważny jest dobrobyt
Sprawiedliwość równość postęp
Lecz na kijku dwa kolory
Krok marszowy dętych orkiestr
2012
W którym mleko z miodem płyną
Na majówkę sprasza gości
Pierwszy hrabia wraz z hrabiną
Do pałacu przyjdźcie bracia
I okażcie władzy podziw
Jak owocna jest jej praca
Wszystkim świetnie się powodzi
Dumni bądźcie z konstytucji
Której nigdy nikt nie wcielił
Przyjdźcie mądrość przodków uczcić
Co na szyi sznur już mieli
Zróbcie sobie kotylionik
Wróci orzeł na koszulkę
Kancelaria da miliony
By czerwienią świecił burdel
Wata z cukru kupi dzieci
By zrozumieć mogły wcześnie
Że przykładem władza świeci
I obdarza wszystkich szczęściem
Bo nieważny jest dobrobyt
Sprawiedliwość równość postęp
Lecz na kijku dwa kolory
Krok marszowy dętych orkiestr
2012
wtorek, 1 maja 2012
Wyklętym
W robotnicze wasze święto
Zacni ludzie PRL-u
Wypalone krwawo piętno
Czczę wbrew woli szujów wielu
Wy w codziennym dziele pracy
Silni skromni i uczciwi
Uświęceni trudem waszym
I wyśmiani przez złośliwych
Nie dla zysku nie dla nagród
I w niczyim interesie
Na wygiętym waszym karku
Czego Atlas nie uniesie
Za sumienny znój przez lata
Oszukani i zdradzeni
Plugawego nawóz świata
Sól jałowej z wierzchu ziemi
Pozbawieni dziś godności
Bez szacunku praw i chleba
W sercach których gorycz gości
Że was młodym nie potrzeba
Hołd styranym składam rękom
Krzywym plecom oczom zgasłym
Słabym głosom - waszą wielkość
Sławię słów pomnikiem własnych
Kiedy krew ktoś w szmal zamienił
Zawłaszczono święto wasze
Na majówkę i happening
Wynoszenie na ołtarze
To co czyste niech się święci
Zło zysk może swój podwajać
Mogą sobie drwić przeklęci
Niech się święci pierwszy maja!
2012
Zacni ludzie PRL-u
Wypalone krwawo piętno
Czczę wbrew woli szujów wielu
Wy w codziennym dziele pracy
Silni skromni i uczciwi
Uświęceni trudem waszym
I wyśmiani przez złośliwych
Nie dla zysku nie dla nagród
I w niczyim interesie
Na wygiętym waszym karku
Czego Atlas nie uniesie
Za sumienny znój przez lata
Oszukani i zdradzeni
Plugawego nawóz świata
Sól jałowej z wierzchu ziemi
Pozbawieni dziś godności
Bez szacunku praw i chleba
W sercach których gorycz gości
Że was młodym nie potrzeba
Hołd styranym składam rękom
Krzywym plecom oczom zgasłym
Słabym głosom - waszą wielkość
Sławię słów pomnikiem własnych
Kiedy krew ktoś w szmal zamienił
Zawłaszczono święto wasze
Na majówkę i happening
Wynoszenie na ołtarze
To co czyste niech się święci
Zło zysk może swój podwajać
Mogą sobie drwić przeklęci
Niech się święci pierwszy maja!
2012
poniedziałek, 30 kwietnia 2012
Piosenka na Euro2012
Kosztowne stadiony
Gdy na leki nie ma
W lotniskach miliony
Mieszkań nie potrzeba
Podróbką autostrad
Nigdzie nie dojadą
Cwanym szmal się dostał
A głupiemu radość
Dla władzy splendory
Igrzyska dla plebsu
W korporacjach zbiory
Zyski czuć w powietrzu
Próżniak szuka flesza
Premie dla kolesi
Pismak w główkach miesza
A głupi się cieszy
Rodzimej drużynie
Co gra dla milionów
Noga się powinie
Trzy gry i do domu
Z dziwkami w hotelu
Bal na pożegnanie
Z rozpaczy głupiemu
Upić się zostanie
Hej biało-czerwoni
Frajer wszystko kupi
Szmal zarobią oni
Odchorują głupi
Że święto wam mówią
Jednak dla tych tylko
Co zarobią dupą
Lub na waszym tyłku
2012
Gdy na leki nie ma
W lotniskach miliony
Mieszkań nie potrzeba
Podróbką autostrad
Nigdzie nie dojadą
Cwanym szmal się dostał
A głupiemu radość
Dla władzy splendory
Igrzyska dla plebsu
W korporacjach zbiory
Zyski czuć w powietrzu
Próżniak szuka flesza
Premie dla kolesi
Pismak w główkach miesza
A głupi się cieszy
Rodzimej drużynie
Co gra dla milionów
Noga się powinie
Trzy gry i do domu
Z dziwkami w hotelu
Bal na pożegnanie
Z rozpaczy głupiemu
Upić się zostanie
Hej biało-czerwoni
Frajer wszystko kupi
Szmal zarobią oni
Odchorują głupi
Że święto wam mówią
Jednak dla tych tylko
Co zarobią dupą
Lub na waszym tyłku
2012
niedziela, 29 kwietnia 2012
Krzykiem żurawi
Patrzę ci w oczy
Nic o miłości
Tobie nie mówię
Długo już
Deszczem ci nocnym
Opowiem o tym
Ty liści szumem
Do mnie mów
Kluczem wołam
Ci żurawi -
Kocham cię
Wiatr od czoła
Mnie poprawi -
Kocham cię
Jak kwiatów wiośnie
Słów nie brak wcale
Lecz wypowiedzieć
Nie ma jak
Że wśród błyskotek
Które kochałem
Księżyca lśnienie
Ma twój blask
Kluczem wołam
Ci żurawi -
Kocham cię
Wiatr od czoła
Mnie poprawi -
Kocham cię
Niech wiatry deszcze
Krzyk stad nad głową
Miłosną będzie
Naszą rozmową
2012
swobodne tłumaczenie z: Vitas
Nic o miłości
Tobie nie mówię
Długo już
Deszczem ci nocnym
Opowiem o tym
Ty liści szumem
Do mnie mów
Kluczem wołam
Ci żurawi -
Kocham cię
Wiatr od czoła
Mnie poprawi -
Kocham cię
Jak kwiatów wiośnie
Słów nie brak wcale
Lecz wypowiedzieć
Nie ma jak
Że wśród błyskotek
Które kochałem
Księżyca lśnienie
Ma twój blask
Kluczem wołam
Ci żurawi -
Kocham cię
Wiatr od czoła
Mnie poprawi -
Kocham cię
Niech wiatry deszcze
Krzyk stad nad głową
Miłosną będzie
Naszą rozmową
2012
swobodne tłumaczenie z: Vitas
sobota, 28 kwietnia 2012
Mandatum novum
Żadnych nagród rąk uścisków
Zero blichtru póz gwiazdorskich
Krygowania fleszy błysków
Podziękowań i sztuczności
Precz z kółkami adoracji
Kolesiostwem i poklaskiem
Tłustym ryjom nie dać szansy
By jaśnieli cudzym blaskiem
Szlaban samouwielbieniu
Złudnej sławy nimbom próżnym
Być trybikiem jednym z wielu
Który wspólnej sprawie służy
Kiedy wokół świństwa wiele
Nie posiada zwykle ojca
Trzeba istnieć w swoim dziele
Samym w cieniu zaś pozostać
2012
Zero blichtru póz gwiazdorskich
Krygowania fleszy błysków
Podziękowań i sztuczności
Precz z kółkami adoracji
Kolesiostwem i poklaskiem
Tłustym ryjom nie dać szansy
By jaśnieli cudzym blaskiem
Szlaban samouwielbieniu
Złudnej sławy nimbom próżnym
Być trybikiem jednym z wielu
Który wspólnej sprawie służy
Kiedy wokół świństwa wiele
Nie posiada zwykle ojca
Trzeba istnieć w swoim dziele
Samym w cieniu zaś pozostać
2012
piątek, 27 kwietnia 2012
Chińskim przyjaciołom
Pod sztandarem robotniczym
Wyzysk nowej burżuazji
Prawa ludzi dla was niczym
Demokracja rodem z Azji
Uśmiech który nic nie znaczy
Bo szmal tylko ma znaczenie
Zysk chociażby był łajdaczy
Jest najlepszym przyjacielem
My byliśmy solidarni
Dziś bogaci się nieliczny
Los milionów też jest marny
I nikt z nimi się nie liczy
Więcej łączy nas niż dzieli
Naszym wspólnym bogiem pieniądz
Pora zewrzeć więc szeregi
Niech kapitał rządzi ziemią
W interesów imię wspólnych
Niech obłuda nas prowadzi
Biały z żółtym będzie równy
Jeśli geszeft się opłaci
Nie okupant nie ciemięzca
A przyjaciel wielki z Azji
Prawdy złotu równy ciężar
Cóż tam Tybet teraz znaczy
Obyś żył w ciekawych czasach
Właśnie takie teraz przyszły
Z wszystkich krajów tego świata
Łączcie się kapitaliści
2012
Wyzysk nowej burżuazji
Prawa ludzi dla was niczym
Demokracja rodem z Azji
Uśmiech który nic nie znaczy
Bo szmal tylko ma znaczenie
Zysk chociażby był łajdaczy
Jest najlepszym przyjacielem
My byliśmy solidarni
Dziś bogaci się nieliczny
Los milionów też jest marny
I nikt z nimi się nie liczy
Więcej łączy nas niż dzieli
Naszym wspólnym bogiem pieniądz
Pora zewrzeć więc szeregi
Niech kapitał rządzi ziemią
W interesów imię wspólnych
Niech obłuda nas prowadzi
Biały z żółtym będzie równy
Jeśli geszeft się opłaci
Nie okupant nie ciemięzca
A przyjaciel wielki z Azji
Prawdy złotu równy ciężar
Cóż tam Tybet teraz znaczy
Obyś żył w ciekawych czasach
Właśnie takie teraz przyszły
Z wszystkich krajów tego świata
Łączcie się kapitaliści
2012
czwartek, 26 kwietnia 2012
Powrót mordercy cz. 2
I rozmawiali po świt nad lasem
Jakby się znali - szczerze i miło
Aż pomyślała dziewczyna z czasem
Że z tym odmieńcem dobrze jej było
Kiedy przysnęła z nadmiaru wrażeń
On bezpieczeństwa snu jej pilnował
Gdy sen zawładnął też gospodarzem
Dziewczyna wstała wyszła bez słowa
Zakryła zorzę dłoń mgły porannej
Drogi spowiła oparem gęstym
Znikąd wychynął cień straszny nagle
Szukającego ofiar mordercy
Cudem zdołała umknąć dziewczyna
Nie wiedząc nawet jak to się stało
Do puszczy więcej nie powróciła
A o zabójcy już nie słyszano
* * *
Kiedy się zbudził jej już nie było
Gotów był uznać za sen ją nawet
Jednak popędził w ślad za dziewczyną
Czując że spotkał z nią się na jawie
Dobiegł gdy miała umrzeć za moment
W dosięgających ją chorych łapach
Szybszy był ... wkrótce członki rzucone
W las wilki zjadły wciągnęły bagna
Próżno przed sobą w głuszę uciekał
Naiwnie widział się wyleczonym
Los wszędzie znaleźć umie człowieka
Zbudzić uśpione kiedyś demony
2012
Jakby się znali - szczerze i miło
Aż pomyślała dziewczyna z czasem
Że z tym odmieńcem dobrze jej było
Kiedy przysnęła z nadmiaru wrażeń
On bezpieczeństwa snu jej pilnował
Gdy sen zawładnął też gospodarzem
Dziewczyna wstała wyszła bez słowa
Zakryła zorzę dłoń mgły porannej
Drogi spowiła oparem gęstym
Znikąd wychynął cień straszny nagle
Szukającego ofiar mordercy
Cudem zdołała umknąć dziewczyna
Nie wiedząc nawet jak to się stało
Do puszczy więcej nie powróciła
A o zabójcy już nie słyszano
* * *
Kiedy się zbudził jej już nie było
Gotów był uznać za sen ją nawet
Jednak popędził w ślad za dziewczyną
Czując że spotkał z nią się na jawie
Dobiegł gdy miała umrzeć za moment
W dosięgających ją chorych łapach
Szybszy był ... wkrótce członki rzucone
W las wilki zjadły wciągnęły bagna
Próżno przed sobą w głuszę uciekał
Naiwnie widział się wyleczonym
Los wszędzie znaleźć umie człowieka
Zbudzić uśpione kiedyś demony
2012
Subskrybuj:
Posty (Atom)

