A bal-mama w innym kącie
Rozpoczęła zbiórki akcję
Licząc ile sobie ściągnie -
Przecież po to ma fundację;
Wódka szampan szumią w głowach
Wypełniając je odwagą
Wtedy goście mówią słowa
W których widać prawdę nagą;
"Niech no który mnie pokaże
Kiedym dzieciom banknot rzucił
Zyskam łatwo na Pi-aRze
Szef to w premii potem zwróci."
"Słuchaj - żonę ci zostawiam
Biorę nową zmieniam firmę
Konkurencji takie prawa
Będę gwiazdą w stacji innej;
Poopluwam dawną pracę
Aż z powrotem mnie odkupi
Potem szybko pamięć stracę
Kto pamięta ten jest głupi;
Czym - do ch...a - jest lojalność
Czym uczciwość zawodowa? -
Idę tam gdzie więcej płacą
Na nazwisko zapracować."
"Bracie - nie chcesz być złapany -
'Łap złodzieja' krzyczeć trzeba
A że głos donośny mamy
Uda nam się swego nie dać -
Żeby koszty uzyskania
Pozostały wyjątkowe
Wskaż rządzącym do zabrania
Przywileje mundurowe;
Fiskus biednym niech zabiera
Comiesięczny groszy haracz
Nam nie sięga do portfela
Po tysięcy tyle naraz."
2011
inspiracja: Julian Tuwim
"Lasciate ogni speranza, voi ch'entrate"
„Okręt mój płynie dalej – pod prąd,
Serce, choć popękane, bić chce,
Nie ma cię i nie było – jest noc,
Nie ma mnie i nie było – jest dzień”
parafraza: KAT
wtorek, 15 marca 2011
poniedziałek, 14 marca 2011
Bal - cz. 2.
Tylu pięknych w jednej chwili -
Oto jest narodu przyszłość!
Na twarz uśmiech nakleili
Wiele spod skalpela wyszło;
Tańczą zgodnie - jeleń z chartem
I lisica z kurą tłustą
Jutro rzucą się do gardeł
Tocząc jadów wojnę pustą;
Dawne związki i romanse
Alimenty - wszystko płynie
Kto by patrzył na niuanse
Kiedy dzieje się w rodzinie;
Zajechała oto władza
Pod eskortą ochroniarzy
Żeby zębów blask pokazać
W towarzystwie dziennikarzy;
Arcywładca kroczy pierwszy
Z dopełnieniem grubej Berty
Tłum lizusów do nich spieszy
Obślinionych i przejętych;
Władca - widząc ich w zachwytach -
Dumny że jest wydarzeniem
Choć nikt o nic go nie pyta
Rozpoczyna bajdurzenie:
"Gdy pytają mnie wprost z mostu -
Skąd ja jestem - sprawa prosta -
Ja z więzienia ja z etosu
Nie z Obornik nie z Otwocka
Z Litwy - szlachty polskiej losu;
Choć żem z dworku a nie z roli
Krzywda ludzi mnie też boli
W końcu jestem tu z ich woli
Władcą - królem żyrandoli."
"Tak - tyś z tych co tak się bardzo
Przejmowali robotnikiem
Że by chronić go przed pracą
Zrujnowali mu fabrykę;
Wiemy - jesteś z "solidarnych" -
Uczyć o was będą dzieci
Gdyby wakat w kancelarii
Chcielibyśmy się polecić."
"Och, ja marzę o lataniu
Na drzwiach choćby od stodoły -
(Dziad raniony był w powstaniu) -
Byle pas nie był zamglony."
"Świetnie wiemy co tam robić -
Strzec układów prezydenta
Ułaskawiać ludzi swoich
Gdy spytają - nie pamiętać."
Choćby zginął z własnej winy
Arcywładca - z nim: dziesiątki -
Będzie kasa dla rodziny
A dla niego stanie pomnik.
2011
inspiracja: Julian Tuwim
Oto jest narodu przyszłość!
Na twarz uśmiech nakleili
Wiele spod skalpela wyszło;
Tańczą zgodnie - jeleń z chartem
I lisica z kurą tłustą
Jutro rzucą się do gardeł
Tocząc jadów wojnę pustą;
Dawne związki i romanse
Alimenty - wszystko płynie
Kto by patrzył na niuanse
Kiedy dzieje się w rodzinie;
Zajechała oto władza
Pod eskortą ochroniarzy
Żeby zębów blask pokazać
W towarzystwie dziennikarzy;
Arcywładca kroczy pierwszy
Z dopełnieniem grubej Berty
Tłum lizusów do nich spieszy
Obślinionych i przejętych;
Władca - widząc ich w zachwytach -
Dumny że jest wydarzeniem
Choć nikt o nic go nie pyta
Rozpoczyna bajdurzenie:
"Gdy pytają mnie wprost z mostu -
Skąd ja jestem - sprawa prosta -
Ja z więzienia ja z etosu
Nie z Obornik nie z Otwocka
Z Litwy - szlachty polskiej losu;
Choć żem z dworku a nie z roli
Krzywda ludzi mnie też boli
W końcu jestem tu z ich woli
Władcą - królem żyrandoli."
"Tak - tyś z tych co tak się bardzo
Przejmowali robotnikiem
Że by chronić go przed pracą
Zrujnowali mu fabrykę;
Wiemy - jesteś z "solidarnych" -
Uczyć o was będą dzieci
Gdyby wakat w kancelarii
Chcielibyśmy się polecić."
"Och, ja marzę o lataniu
Na drzwiach choćby od stodoły -
(Dziad raniony był w powstaniu) -
Byle pas nie był zamglony."
"Świetnie wiemy co tam robić -
Strzec układów prezydenta
Ułaskawiać ludzi swoich
Gdy spytają - nie pamiętać."
Choćby zginął z własnej winy
Arcywładca - z nim: dziesiątki -
Będzie kasa dla rodziny
A dla niego stanie pomnik.
2011
inspiracja: Julian Tuwim
niedziela, 13 marca 2011
Bal - cz. 1.
Dzisiaj wielki bal fundacji
Na sierotki zbierającej -
Jest okazja do libacji
Przed kamerą dać pieniądze;
Arcywładca bal zaszczyci
Polityków szczere twarze
Biznesmeni celebryci
Kwiat artystów dziennikarze;
Tu się liczy samo wejście
Zaistnienie w blasku fleszy
Za ode łba złotych dwieście
Żrąc i pijąc można grzeszyć;
Nie istniejesz gdy nie piszą -
Frak uprasuj but wyglancuj
Kremu z kremów osób tysiąc -
Oto świetny czas do lansu;
Trzeba pomóc biednym dzieciom
Za komuny wygłodzonym
Niech ochłapem się najedzą
Z pańskiej łaski im rzuconym;
Więc wpychają brzuchy w gajer
U fryzjerów miejsca grzeją
By zobaczył tępy frajer
Kogo los ubogich przejął
Zajeżdżają limuzyną -
Droga wolna życia królom -
Wzdłuż chodnika z karmazynu
Paparazzi pokrzykują;
Raz prowadzi para znana
Z telewizji komercyjnej
Raz z publicznej - taka zmiana
Żeby było atrakcyjnie;
Śpiewać będzie dawna gwiazda
Bóstwo sceny dekad pięciu
Taką wielbi władza każda -
Niech zarobi na przyjęciu;
Grafik ten i ów obrazów
Na cel szczytny oddał garstkę -
Kosztem paru bohomazów
Znowu zaistnieć ma okazję;
2011
inspiracja: Julian Tuwim
Na sierotki zbierającej -
Jest okazja do libacji
Przed kamerą dać pieniądze;
Arcywładca bal zaszczyci
Polityków szczere twarze
Biznesmeni celebryci
Kwiat artystów dziennikarze;
Tu się liczy samo wejście
Zaistnienie w blasku fleszy
Za ode łba złotych dwieście
Żrąc i pijąc można grzeszyć;
Nie istniejesz gdy nie piszą -
Frak uprasuj but wyglancuj
Kremu z kremów osób tysiąc -
Oto świetny czas do lansu;
Trzeba pomóc biednym dzieciom
Za komuny wygłodzonym
Niech ochłapem się najedzą
Z pańskiej łaski im rzuconym;
Więc wpychają brzuchy w gajer
U fryzjerów miejsca grzeją
By zobaczył tępy frajer
Kogo los ubogich przejął
Zajeżdżają limuzyną -
Droga wolna życia królom -
Wzdłuż chodnika z karmazynu
Paparazzi pokrzykują;
Raz prowadzi para znana
Z telewizji komercyjnej
Raz z publicznej - taka zmiana
Żeby było atrakcyjnie;
Śpiewać będzie dawna gwiazda
Bóstwo sceny dekad pięciu
Taką wielbi władza każda -
Niech zarobi na przyjęciu;
Grafik ten i ów obrazów
Na cel szczytny oddał garstkę -
Kosztem paru bohomazów
Znowu zaistnieć ma okazję;
2011
inspiracja: Julian Tuwim
sobota, 12 marca 2011
Testament
Wyrósł guz gdzieś w środku moim
W duszy glebie piekieł ziarno
Nie wiem skąd odziedziczony
Rak obrasta chorą tkanką
Czasem wcale go nie czuję
Myślę wtedy, że nie istniał
Ze zwiększonym wraca bólem
Kiedy kończy się remisja
Zatruł sobą całe ciało
Wrósł w uczucia, myśli spaczył
Nic mnie z czasów nie zostało
W których mogłem żyć inaczej
Już nie umiem na świat spojrzeć
Tak, jak inni patrzą ludzie
Złym go widzą oczy chore
Że się zmieni - nie mam złudzeń
Nie potrafię kochać więcej
Dobra we mnie nikt nie znajdzie
Chowam tylko to w pamięci
Przez co cierpię jeszcze bardziej
Tego, co mi z siebie dałaś
Wielu mogłoby zazdrościć
Gdybyś nagle tu umarła
Pewnie łzy bym nie uronił
Zapisując duszę diabłu
Inni wielki skarb dostają
Mojej już mnie czart pozbawił
W zamian za nią nic nie dając
Spalcie moje nędzne szczątki
Niech płomienie zło wyniszczą
Chciałbym patrząc dzieciom w oczy
Wierzyć, że go nie dziedziczą
2011
W duszy glebie piekieł ziarno
Nie wiem skąd odziedziczony
Rak obrasta chorą tkanką
Czasem wcale go nie czuję
Myślę wtedy, że nie istniał
Ze zwiększonym wraca bólem
Kiedy kończy się remisja
Zatruł sobą całe ciało
Wrósł w uczucia, myśli spaczył
Nic mnie z czasów nie zostało
W których mogłem żyć inaczej
Już nie umiem na świat spojrzeć
Tak, jak inni patrzą ludzie
Złym go widzą oczy chore
Że się zmieni - nie mam złudzeń
Nie potrafię kochać więcej
Dobra we mnie nikt nie znajdzie
Chowam tylko to w pamięci
Przez co cierpię jeszcze bardziej
Tego, co mi z siebie dałaś
Wielu mogłoby zazdrościć
Gdybyś nagle tu umarła
Pewnie łzy bym nie uronił
Zapisując duszę diabłu
Inni wielki skarb dostają
Mojej już mnie czart pozbawił
W zamian za nią nic nie dając
Spalcie moje nędzne szczątki
Niech płomienie zło wyniszczą
Chciałbym patrząc dzieciom w oczy
Wierzyć, że go nie dziedziczą
2011
piątek, 11 marca 2011
Wędrówka
Zgubiłem się w uczuć lesie
Zamknąłem oczy na światło
W noc wołanie echo niesie
Znaleźć drogę nie jest łatwo
Wciąż krainy mijam nowe
Coraz większy mrok w nich widzę
Każda krótko mami głowę
W niewiadomą przyszłość idę
Wiele miałem już kochanek
Noc niejedną przepłakałem
W dziwnych miejscach nocowałem
By wstać, westchnąć i pójść dalej
Byłem z tą o oczach szklanych
Łąką brnąłem mgieł zielonych
Szedłem skrajem świata zmarłych
I doliną potępionych
Kiedy czasem się obejrzę
Słysząc głos ginący w drzewach
Przypomina śmiech szyderczy
Że zawrócić już się nie da
Chociaż zostawiłem ciebie
Na początku mojej drogi
Wiem, że idąc wciąż przed siebie
W końcu wrócę w twoje progi
2011
Zamknąłem oczy na światło
W noc wołanie echo niesie
Znaleźć drogę nie jest łatwo
Wciąż krainy mijam nowe
Coraz większy mrok w nich widzę
Każda krótko mami głowę
W niewiadomą przyszłość idę
Wiele miałem już kochanek
Noc niejedną przepłakałem
W dziwnych miejscach nocowałem
By wstać, westchnąć i pójść dalej
Byłem z tą o oczach szklanych
Łąką brnąłem mgieł zielonych
Szedłem skrajem świata zmarłych
I doliną potępionych
Kiedy czasem się obejrzę
Słysząc głos ginący w drzewach
Przypomina śmiech szyderczy
Że zawrócić już się nie da
Chociaż zostawiłem ciebie
Na początku mojej drogi
Wiem, że idąc wciąż przed siebie
W końcu wrócę w twoje progi
2011
czwartek, 10 marca 2011
Zmieniłem się w kamień
Gdy się wczoraj urodziłem
Troski były stąd o mile
Już nie dzwonią przyjaciele ...
Wszystko wtedy lepsze było
Wciąż pamiętam czas, gdy przyszłość
Była dla mnie jasnym celem
Więc się w kamień zamieniłem
Gdy poznawać już umiałem
Teraz w samotności żyję
Odkąd się zmieniłem w kamień
Przeminęło mi dni wiele
Na celebrze słońca w niebie
Wciąż pomocnej dłoni nie mam ...
Że przyjaciół znam, myślałem
Dzisiaj mam odmienne zdanie
Widzę prawdę o nich teraz ...
Troski były stąd o mile
Już nie dzwonią przyjaciele ...
Wszystko wtedy lepsze było
Wciąż pamiętam czas, gdy przyszłość
Była dla mnie jasnym celem
Więc się w kamień zamieniłem
Gdy poznawać już umiałem
Teraz w samotności żyję
Odkąd się zmieniłem w kamień
Przeminęło mi dni wiele
Na celebrze słońca w niebie
Wciąż pomocnej dłoni nie mam ...
Że przyjaciół znam, myślałem
Dzisiaj mam odmienne zdanie
Widzę prawdę o nich teraz ...
Więc się w kamień zamieniłem
Gdy poznawać już umiałem
Teraz w samotności żyję
Odkąd się zmieniłem w kamień
Gdy się wczoraj urodziłem
Troski były stąd o mile ...
2011
tłumaczenie z: Budgie
środa, 9 marca 2011
Dół
Kiedy jest mi źle
Kiedy lecę w dół
Myślę sobie że
Jesteś ze mną tu
Że gdzie indziej jestem
W całkiem inny czas
Co było nie będzie
Nie ma nic prócz nas
Mówić nic nie muszę
Czujesz to co ja
Bez słów mnie rozumiesz
Nie mam się co bać
Wiem że mnie nie skrzywdzisz
Nie odwrócisz się
Chociaż jestem inny
Wiesz że kocham cię
Tylko tobie ufam
Nie zawiodę się
Kiedy przy mnie czuwasz
Nie znam smaku łez
Nie wiesz czym jest kłamstwo
I nie zdradzisz mnie
Taką doskonałą
Wymyśliłem cię
Los wśród tylu kobiet
Nie dał szczęścia mi
Więc wmówiłem sobie
Że dasz mi je ty
Kiedy jest mi źle
Kiedy lecę w dół
Oczy pełne łez
Bo sam jestem tu ...
2011
Kiedy lecę w dół
Myślę sobie że
Jesteś ze mną tu
Że gdzie indziej jestem
W całkiem inny czas
Co było nie będzie
Nie ma nic prócz nas
Mówić nic nie muszę
Czujesz to co ja
Bez słów mnie rozumiesz
Nie mam się co bać
Wiem że mnie nie skrzywdzisz
Nie odwrócisz się
Chociaż jestem inny
Wiesz że kocham cię
Tylko tobie ufam
Nie zawiodę się
Kiedy przy mnie czuwasz
Nie znam smaku łez
Nie wiesz czym jest kłamstwo
I nie zdradzisz mnie
Taką doskonałą
Wymyśliłem cię
Los wśród tylu kobiet
Nie dał szczęścia mi
Więc wmówiłem sobie
Że dasz mi je ty
Kiedy jest mi źle
Kiedy lecę w dół
Oczy pełne łez
Bo sam jestem tu ...
2011
wtorek, 8 marca 2011
Śmierć nadchodzi (Noc poślubna)
Chłód w ramionach, w łóżku moim
Gdy uchodzi życie z ciebie
Tulę cię wbrew rozumowi
Skórę grzejąc swoim ciepłem
I przymykam oczy bardziej
Kryjąc łzy, z którymi walczę
Zostań ze mną, ukochana
Tutaj zostań ze mną
Nie mam celu, gdy cię nie ma
Przyrzekłaś mi wieczność
Ty jesteś miłością
Tobą życie moje
A teraz odchodząc
Gasisz we mnie płomień
Moje usta na twej skórze
Która zda się obca
Głaz się poddał wbrew naturze
I miękkim się ostał
Kocham ciebie bardziej jeszcze
Gdy cię nie ma w życiu moim
Nie opuszczę nigdy ciebie
W chłodną noc, co się nie kończy
Niby jedno trwamy dwoje
Ciepło ze mnie w ciebie wpływa
Nie wiem nawet, gdzie się kończę
A gdzie ty zaczynasz
W tobie topiąc się rozpadam
Na czerwonych prześcieradłach
Z serca twego płynie na nie
Cudowne oddanie
Chociaż śpisz daleko
Od tego pokoju
Wiem, że wkrótce będę
Już na zawsze twoim
Skarbie, nie czuj bólu więcej
Z aniołami odpoczywaj
Zbudź się, gdy zawołam ciebie
I do mnie przybywaj
2011
tłumaczenie z: Inkubus Sukkubus
Gdy uchodzi życie z ciebie
Tulę cię wbrew rozumowi
Skórę grzejąc swoim ciepłem
I przymykam oczy bardziej
Kryjąc łzy, z którymi walczę
Zostań ze mną, ukochana
Tutaj zostań ze mną
Nie mam celu, gdy cię nie ma
Przyrzekłaś mi wieczność
Ty jesteś miłością
Tobą życie moje
A teraz odchodząc
Gasisz we mnie płomień
Moje usta na twej skórze
Która zda się obca
Głaz się poddał wbrew naturze
I miękkim się ostał
Kocham ciebie bardziej jeszcze
Gdy cię nie ma w życiu moim
Nie opuszczę nigdy ciebie
W chłodną noc, co się nie kończy
Niby jedno trwamy dwoje
Ciepło ze mnie w ciebie wpływa
Nie wiem nawet, gdzie się kończę
A gdzie ty zaczynasz
W tobie topiąc się rozpadam
Na czerwonych prześcieradłach
Z serca twego płynie na nie
Cudowne oddanie
Chociaż śpisz daleko
Od tego pokoju
Wiem, że wkrótce będę
Już na zawsze twoim
Skarbie, nie czuj bólu więcej
Z aniołami odpoczywaj
Zbudź się, gdy zawołam ciebie
I do mnie przybywaj
2011
tłumaczenie z: Inkubus Sukkubus
poniedziałek, 7 marca 2011
Usłyszcie mój krzyk
Ryszardowi Siwcowi -
w 102. rocznicę urodzin
Wielki bochen, złote kłosy
Czołgi stalą rwą granice
Młodzież w pląsach ręce wznosiAsfalt miażdżą gąsienice
Jak tu z twarzy wstyd wymazać
Przerwać ludzi zgubny letarg
Wyrwać z chocholego tańca
Gdzie nic ludzkiej twarzy nie ma?
Śpiew, orkiestra, tańczą, klaszczą
"Cisza! Do was chcę dziś mówić"
Tłum wiruje nad przepaścią
"Stójcie! Pora się obudzić!"
Tu mazurki, polonezy
Tam benzyna, błysk, pochodnia
Nie przerywa nikt imprezy
Niech grzech zginie wasz od ognia
Drobna postać niknie w tłumie
"Wariat!" - krzyczą - "Wódka płonie!"
Nikt protestu nie rozumie
On w płomieniach trwa samotnie
Nie, nie gaście żaru tego
Dla was jego jest cierpienie
Przez was na śmierć skazanego
On narodu był sumieniem
* * *
"Ty, Marysiu, nie płacz po mnie
Dzieci dobrze nam wychowaj
Polec w walce musi żołnierz
By miliony uratować
Mnie już nikt, nic nie pomoże
Piszę w drodze, trochę krzywo
Czuję spokój, jest mi dobrze
Tylko... krzyk czy mój usłyszą?"
niedziela, 6 marca 2011
Zamurowany list
"Jeśli tę kartkę ktoś znajdzie po latach
Będzie inaczej na świecie już - kto wie?
Stanie na gruzach minionego świata
Mędrzec? Włóczęga? Zbłąkany wędrowiec?
Natura ludzka lubi tajemnice
Nas pośród żywych już pewno nie będzie
Może z tej wojny nikt nie wyjdzie żywcem
Która się zbliża i wkrótce nadejdzie
Choć „przyjaciele” przyszli w miejsce wrogów
Swoi też swoich traktują nieludzko
Nadal jest nędza, walczyć trzeba znowu
Nie pozwolimy rządzić nami głupcom
Nie wiem kim jesteś, lecz jeśliś jest Polak
Docenić umiesz prawdę, wolność, spokój
Gubimy szanse w bratobójczych bojach
Miej prawdę, wolność - w sercu, szczęście - w oku
Mamy po latach wreszcie Polskę wolną
Demokratyczną, silną, suwerenną
Tak jest na piśmie, w praktyce - niszczoną
Oszukiwaną, chorą, ciemną, biedną
Niby za pracę coraz lepiej płacą
Ale wiążemy ledwo koniec z końcem
Nic nas nie cieszy – wolność komu na co
W świecie, gdzie ważne są tylko pieniądze?
Wielu chce uciec tam, gdzie z nas się śmieją
Stąd gdzie krwi morze wciąż w pamięci żywe
Choć jest gdzieś łatwiej, trwamy tu z nadzieją
Że będzie mądrzej, zgodniej, sprawiedliwiej"
Skrawek historii ktoś w murze umieścił -
Po latach wyszedł głos przodków ze ściany
Czy gdyby daty nie podano w treści
Poznałbyś kiedy list był napisany?
2011
Na podstawie listu pracowników Huty Stalowa Wola z 1947 roku
sobota, 5 marca 2011
Śmierć tyrana
Muammarowi Kadafiemu -
ku przestrodze
Oddech męczy pierś tyrana,
Coraz bliżej końca chwila,
Krzywdą ludu krew zbrukana
Chory umysł zatopiła
W resztce światła w słabym oku
Dojrzał kat konając w łożu
Bladą panią pośród mroku,
Pochyloną na wezgłowiu
"Jak to? Wszak to być nie może,
W takie rzeczy ja nie wierzę,
Uroiło coś się w głowie -
Precz stąd! Ja tu władzę dzierżę!"
"Jam jest ta, o którejś myślał,
Kończy nosić cię ta ziemia,
Nocy tej po ciebie przyszłam,
Ty nade mną władzy nie masz"
"A więc czas mój dobiegł końca,
Do historii data przejdzie,
W noc tę lud utraci ojca,
Długo po mnie płakał będzie"
"Już marcowy dzień w pamięci
Jest za sprawą twoich zbrodni -
W nim wydałeś wyrok śmierci
Na tysiące jeńców swoich
Krew żołnierzy masz na rękach,
Którzy strzegli swego kraju,
Wdów i sierot łzom uległam -
Dzień ten na twą śmierć wybrałam"
Tyran krzyknąć chciał, lecz tylko
Uniósł rękę, westchnąć zdołał,
Przestrzelone czaszki widząc,
Padł bez siły, ducha oddał.
2011
ku przestrodze
Oddech męczy pierś tyrana,
Coraz bliżej końca chwila,
Krzywdą ludu krew zbrukana
Chory umysł zatopiła
W resztce światła w słabym oku
Dojrzał kat konając w łożu
Bladą panią pośród mroku,
Pochyloną na wezgłowiu
"Jak to? Wszak to być nie może,
W takie rzeczy ja nie wierzę,
Uroiło coś się w głowie -
Precz stąd! Ja tu władzę dzierżę!"
"Jam jest ta, o którejś myślał,
Kończy nosić cię ta ziemia,
Nocy tej po ciebie przyszłam,
Ty nade mną władzy nie masz"
"A więc czas mój dobiegł końca,
Do historii data przejdzie,
W noc tę lud utraci ojca,
Długo po mnie płakał będzie"
"Już marcowy dzień w pamięci
Jest za sprawą twoich zbrodni -
W nim wydałeś wyrok śmierci
Na tysiące jeńców swoich
Krew żołnierzy masz na rękach,
Którzy strzegli swego kraju,
Wdów i sierot łzom uległam -
Dzień ten na twą śmierć wybrałam"
Tyran krzyknąć chciał, lecz tylko
Uniósł rękę, westchnąć zdołał,
Przestrzelone czaszki widząc,
Padł bez siły, ducha oddał.
2011
piątek, 4 marca 2011
Brednie krytyka
Znany krytyk dzieł filmowych,
Zwoje prężąc w mądrej głowie,
Błysnął hasłem postępowym -
Wszystko dobre, co jest nowe
Przed stu laty już wizjoner
Zdołał ujrzeć to, co będzie -
Stare kino musi odejść,
Bez aktorów się obejdzie
Dobre są więc komputery,
Które mogą sztukę tworzyć -
Przecież człowiek dzierży stery
I komputer stworzył człowiek
Piękna jest muzyka z maszyn,
Świetny obraz i efekty,
Człowiek sięgnął szczytu marzeń,
Na wyżyny wszedł perfekcji
Wkrótce film powstanie cały,
Od pomysłu do premiery,
W procesorach mądrych maszyn -
Krytyk w zachwyt wpadnie szczery
Wnet filmowcy i krytycy
Na bruk będą wyrzuceni,
Gdy się sztuka zmieni w cyfry,
A komputer ją oceni
Drogi panie, raku mały,
Jest dziedziną taką sztuka,
Gdzie różnymi narzędziami
Przekazuje się uczucia
Umie od człowieka szybciej
Sztuczny mózg rachować liczby,
Może wkrótce będzie myśleć,
Ale czuł nie będzie nigdy
To, co serce ma stworzenie,
Tym się od maszyny różni,
Że wie, co to jest wzruszenie,
Krytyk mózg ma - i to próżny
2011
Zwoje prężąc w mądrej głowie,
Błysnął hasłem postępowym -
Wszystko dobre, co jest nowe
Przed stu laty już wizjoner
Zdołał ujrzeć to, co będzie -
Stare kino musi odejść,
Bez aktorów się obejdzie
Dobre są więc komputery,
Które mogą sztukę tworzyć -
Przecież człowiek dzierży stery
I komputer stworzył człowiek
Piękna jest muzyka z maszyn,
Świetny obraz i efekty,
Człowiek sięgnął szczytu marzeń,
Na wyżyny wszedł perfekcji
Wkrótce film powstanie cały,
Od pomysłu do premiery,
W procesorach mądrych maszyn -
Krytyk w zachwyt wpadnie szczery
Wnet filmowcy i krytycy
Na bruk będą wyrzuceni,
Gdy się sztuka zmieni w cyfry,
A komputer ją oceni
Drogi panie, raku mały,
Jest dziedziną taką sztuka,
Gdzie różnymi narzędziami
Przekazuje się uczucia
Umie od człowieka szybciej
Sztuczny mózg rachować liczby,
Może wkrótce będzie myśleć,
Ale czuł nie będzie nigdy
To, co serce ma stworzenie,
Tym się od maszyny różni,
Że wie, co to jest wzruszenie,
Krytyk mózg ma - i to próżny
2011
czwartek, 3 marca 2011
Żołnierze przeklęci
Historia zatacza koło
Wahadło z powrotem bieży -
Chylić przed chwałą masz czoło
Wyklętych niegdyś żołnierzy
Mężnie walczyło z nich wielu
Od wrogów ponosząc rany
Lecz im nie kuto orderów
Ale w katowniach kajdany
Po wojnie niby zwycięskiej
Ruszyła ślepa obława
I poczuł niejeden z nich klęskę
Gdy celem nagonki się stawał
Lecz krew na rękach niektórych -
Kobiet dzieci i starców
Wina za krwawe w noc łuny -
Własnego ludu oprawców
Dzisiaj nie wspomni nikt losu
Ofiar krwawego bezprawia
Prócz dzieci na grobach ojców
Gdy katom pomniki się stawia
Niech pomną ci którym przeszły
Czas zda się dziewką być płatną -
Historia koło zakreśli
Powróci czasu wahadło
2011
Wahadło z powrotem bieży -
Chylić przed chwałą masz czoło
Wyklętych niegdyś żołnierzy
Mężnie walczyło z nich wielu
Od wrogów ponosząc rany
Lecz im nie kuto orderów
Ale w katowniach kajdany
Po wojnie niby zwycięskiej
Ruszyła ślepa obława
I poczuł niejeden z nich klęskę
Gdy celem nagonki się stawał
Lecz krew na rękach niektórych -
Kobiet dzieci i starców
Wina za krwawe w noc łuny -
Własnego ludu oprawców
Dzisiaj nie wspomni nikt losu
Ofiar krwawego bezprawia
Prócz dzieci na grobach ojców
Gdy katom pomniki się stawia
Niech pomną ci którym przeszły
Czas zda się dziewką być płatną -
Historia koło zakreśli
Powróci czasu wahadło
2011
środa, 2 marca 2011
Kraj pod znakiem głupców
Przy symbolu ktoś religii
Jednej, inne też umieścił -
Skoro już coś musi widnieć,
Żaden niech nie będzie lepszy
Ludzi dzielić się nie godzi
I wyróżniać wśród nich grupy,
Bądźmy wolni od symboli -
Świat jest piękny, gdy się różni
Oburzyło się ciemniactwo -
Precz z innymi! Krzyż wystarczy,
Trzeba razem z miejską strażą
Bronić znaku świętej wiary
Pismak durny ze spraw ważnych
Robi sobie ciekawostkę -
Wybryk, cielę z dwoma łbami -
Głupio śmieje się pod nosem
Głupcy z gmachu okrągłego
Wykrzywiają błaznów gęby -
Komentować nie ma czego,
Nieznaczący nic happening
I tak długo będą sądzić,
Póki większość ich wyborców
Oczu swoich nie otworzy
I nie wyjrzy z ciemnogrodu
Wtedy staną się otwarci,
Europejscy, postępowi,
Byle nie przejęli władzy
Żydzi, przechrzty i jehowi
I pismaki się oburzą
Tym, że państwo świeckie nie jest,
Byle kasy było dużo -
W każdym dobrze im systemie
W kraju swobód, tolerancji,
Tyglu kultur europejskich
Rządzą dzisiaj ignoranci,
Nuworysze o łbach ciemnych
2011
Jednej, inne też umieścił -
Skoro już coś musi widnieć,
Żaden niech nie będzie lepszy
Ludzi dzielić się nie godzi
I wyróżniać wśród nich grupy,
Bądźmy wolni od symboli -
Świat jest piękny, gdy się różni
Oburzyło się ciemniactwo -
Precz z innymi! Krzyż wystarczy,
Trzeba razem z miejską strażą
Bronić znaku świętej wiary
Pismak durny ze spraw ważnych
Robi sobie ciekawostkę -
Wybryk, cielę z dwoma łbami -
Głupio śmieje się pod nosem
Głupcy z gmachu okrągłego
Wykrzywiają błaznów gęby -
Komentować nie ma czego,
Nieznaczący nic happening
I tak długo będą sądzić,
Póki większość ich wyborców
Oczu swoich nie otworzy
I nie wyjrzy z ciemnogrodu
Wtedy staną się otwarci,
Europejscy, postępowi,
Byle nie przejęli władzy
Żydzi, przechrzty i jehowi
I pismaki się oburzą
Tym, że państwo świeckie nie jest,
Byle kasy było dużo -
W każdym dobrze im systemie
W kraju swobód, tolerancji,
Tyglu kultur europejskich
Rządzą dzisiaj ignoranci,
Nuworysze o łbach ciemnych
2011
wtorek, 1 marca 2011
NOTES 13 - Chwast
Ja to chwast, co gdzieś przy drodze
Lub w uprawie, niepotrzebny
Nie wie po co, skąd się przebił
Jak stworzenie jest nieboże
Każdy szarpnie, zdepcze, plunie -
Innym wodę, tlen zabiera
Wynoś stąd się! Precz! Umieraj!
Nikt go nie chce, nie rozumie
Lecz chwast trwa, na przekór innym
Choć samotny i niechciany
Że wśród upraw - nie jest winny
Tu wbrew woli został wsiany
Jak przestroga, przetrwa silny -
Kwiatem być nie wszystkim dane
2011
Lub w uprawie, niepotrzebny
Nie wie po co, skąd się przebił
Jak stworzenie jest nieboże
Każdy szarpnie, zdepcze, plunie -
Innym wodę, tlen zabiera
Wynoś stąd się! Precz! Umieraj!
Nikt go nie chce, nie rozumie
Lecz chwast trwa, na przekór innym
Choć samotny i niechciany
Że wśród upraw - nie jest winny
Tu wbrew woli został wsiany
Jak przestroga, przetrwa silny -
Kwiatem być nie wszystkim dane
2011
poniedziałek, 28 lutego 2011
Spotkanie
Kolejny wieczór chłodny
Po dniu bez sensu przeszłym
Wygonił mnie na drogi
Gdzie śnił się sen o szczęściu
Zaklęcie zgubił stare
Mag wśród pożółkłych kartek
Przeszłości kart szukałem
Lecz dziś już ich nie znajdę
I wtedy - mówię prawdę -
W ciemności brnąc samotnie
Ujrzałem lica blade
Z otchłani dawnych wspomnień
Wnet zapomniałem wszystko
Że śmierć, że mrok, że omam
A ty szeptałaś cicho ...
Któż oprzeć ci się zdoła?
Więc przyszłaś tu cielesna
Zdołałaś mnie odnaleźć
Nim w mgły tumany weszłaś
Słów kilka wykrzyczałem
Tam pójść chcę, skąd ty idziesz
Oboje tak bezdomni
Pozwalasz mi się widzieć
Wpół żywy ja, ty - zombi
Ty jedna tylko możesz
Coś w życiu moim zmienić
Bo między światy dwoje
Dwa trwamy zawieszeni
2011
Po dniu bez sensu przeszłym
Wygonił mnie na drogi
Gdzie śnił się sen o szczęściu
Zaklęcie zgubił stare
Mag wśród pożółkłych kartek
Przeszłości kart szukałem
Lecz dziś już ich nie znajdę
I wtedy - mówię prawdę -
W ciemności brnąc samotnie
Ujrzałem lica blade
Z otchłani dawnych wspomnień
Wnet zapomniałem wszystko
Że śmierć, że mrok, że omam
A ty szeptałaś cicho ...
Któż oprzeć ci się zdoła?
Więc przyszłaś tu cielesna
Zdołałaś mnie odnaleźć
Nim w mgły tumany weszłaś
Słów kilka wykrzyczałem
Tam pójść chcę, skąd ty idziesz
Oboje tak bezdomni
Pozwalasz mi się widzieć
Wpół żywy ja, ty - zombi
Ty jedna tylko możesz
Coś w życiu moim zmienić
Bo między światy dwoje
Dwa trwamy zawieszeni
2011
niedziela, 27 lutego 2011
Dwór karmazynowego króla
Gdzie łańcuchy zardzewiałe
Więziennych księżyców
Są przez słońce potrzaskane
Oto drogą idę
Wciąż to inne horyzonty
Turniej właśnie ruszył
Grajek pieśń gra purpurowy
Chór łagodnie wtórzy
Kołysanki trzy w języku
Ludu pradawnego
Są dla króla z karmazynu
I dla dworu jego
Klucznik miejski sny zasłonił
Ja u drzwi pielgrzymich
Czekam tu z planami stojąc
Niedostatecznymi
Marsz żałobny śpiewa w czerni
Królowa i w dzwonach
Spiż spękany dzwonić będzie
Aby znów przywołać
Wiedźmę ognia - niech przybywa
Na dwór króla w karmazynach
Gdy ogrodnik sadzi krzaki
Depcze przy tym kwiaty
Ścigam wiatr pryzmatu statku
By znać życia smaki
Główny kuglarz rękę podniósł
Orkiestra zaczyna
Wolno mielą żarna dworu
Króla w karmazynach
Gdy w łagodne szare ranki
Wdowy łzy swe leją
Mędrcy mówią sobie żarty
Sami z nich się śmieją
Spieszę chwycić wróżby znaki
By się dowcip spełnił
Błazen w żółtym struny trąca
Lecz grania unika
Śmiejąc się z pajaców tańca
Dworu króla w karmazynach
2011
przekład z: King Crimson
Więziennych księżyców
Są przez słońce potrzaskane
Oto drogą idę
Wciąż to inne horyzonty
Turniej właśnie ruszył
Grajek pieśń gra purpurowy
Chór łagodnie wtórzy
Kołysanki trzy w języku
Ludu pradawnego
Są dla króla z karmazynu
I dla dworu jego
Klucznik miejski sny zasłonił
Ja u drzwi pielgrzymich
Czekam tu z planami stojąc
Niedostatecznymi
Marsz żałobny śpiewa w czerni
Królowa i w dzwonach
Spiż spękany dzwonić będzie
Aby znów przywołać
Wiedźmę ognia - niech przybywa
Na dwór króla w karmazynach
Gdy ogrodnik sadzi krzaki
Depcze przy tym kwiaty
Ścigam wiatr pryzmatu statku
By znać życia smaki
Główny kuglarz rękę podniósł
Orkiestra zaczyna
Wolno mielą żarna dworu
Króla w karmazynach
Gdy w łagodne szare ranki
Wdowy łzy swe leją
Mędrcy mówią sobie żarty
Sami z nich się śmieją
Spieszę chwycić wróżby znaki
By się dowcip spełnił
Błazen w żółtym struny trąca
Lecz grania unika
Śmiejąc się z pajaców tańca
Dworu króla w karmazynach
2011
przekład z: King Crimson
sobota, 26 lutego 2011
Kloszard
Srebrne iskry na śniegu
Księżyc sypie zza chmury
Tak, pamiętam, tamtego
Dnia wzrok wzniosłem do góry
Wdzięczny pokłon śląc gwiazdom
Że ty ze mną ... a teraz
Towarzyszem mym namiot
A w nim brudny materac
Mróz zatrzymał powietrze
Tak, jak ty czas przysięgą
Że będziemy trwać wiecznie
Kiedy kładłem cię miękko
Tak, jak wtedy, gdy z dziećmi
Szliśmy w parku objęci
W górze Wielki Wóz świeci
Staw od mrozu się zeszklił
Gdy poznałem chłód kłamstwa
Kiedy ścięła krew zdrada
Tak dziś we mnie ból wzrasta
I tak samo śnieg pada
Dzieci miłość zabrałaś
Czerniąc winą im ojca
Tylko zima została
I tęsknota bez końca
Nie mam dzisiaj już domu
Który tobie oddałem
Zostawiłem cię komuś
Mnie alkohol zostaje
Noclegownia nie dla mnie
Tam zapomnieć nie dadzą
Tonie pamięć gdzieś na dnie
Śmiało patrzę w twarz gwiazdom
Tutaj spokój i cisza
Trzeszczą kroki na śniegu
To ty do mnie dziś przyszłaś
Jak wieczora tamtego
Więc wróciłaś ... chłód ustał
Dłoni czuję już ciepło
Tają łzy w twoich ustach
Już skończyło się piekło ...
2011
Księżyc sypie zza chmury
Tak, pamiętam, tamtego
Dnia wzrok wzniosłem do góry
Wdzięczny pokłon śląc gwiazdom
Że ty ze mną ... a teraz
Towarzyszem mym namiot
A w nim brudny materac
Mróz zatrzymał powietrze
Tak, jak ty czas przysięgą
Że będziemy trwać wiecznie
Kiedy kładłem cię miękko
Tak, jak wtedy, gdy z dziećmi
Szliśmy w parku objęci
W górze Wielki Wóz świeci
Staw od mrozu się zeszklił
Gdy poznałem chłód kłamstwa
Kiedy ścięła krew zdrada
Tak dziś we mnie ból wzrasta
I tak samo śnieg pada
Dzieci miłość zabrałaś
Czerniąc winą im ojca
Tylko zima została
I tęsknota bez końca
Nie mam dzisiaj już domu
Który tobie oddałem
Zostawiłem cię komuś
Mnie alkohol zostaje
Noclegownia nie dla mnie
Tam zapomnieć nie dadzą
Tonie pamięć gdzieś na dnie
Śmiało patrzę w twarz gwiazdom
Tutaj spokój i cisza
Trzeszczą kroki na śniegu
To ty do mnie dziś przyszłaś
Jak wieczora tamtego
Więc wróciłaś ... chłód ustał
Dłoni czuję już ciepło
Tają łzy w twoich ustach
Już skończyło się piekło ...
2011
piątek, 25 lutego 2011
NOTES 12 - Człowiek o dwóch twarzach
Nocą w przeszłość zanurzony
Ból istnienia ma w źrenicach
Umysł znaczy wpływ księżyca
Wita gości z tamtej strony
W dzień po ziemi twardo stąpa
Zwykły ojciec, mąż, kolega
Nic mu nie brak, nie dolega
Co ma w środku, nikt nie pozna
Nie wiem, która twarz prawdziwa
I świat który w nim zwycięży
Gdy już dłużej nie wytrzyma
Czy się duszy sprzeniewierzy
I zostanie, gdzie rodzina
Czy odejdzie, tam gdzie księżyc ...
2011
Ból istnienia ma w źrenicach
Umysł znaczy wpływ księżyca
Wita gości z tamtej strony
W dzień po ziemi twardo stąpa
Zwykły ojciec, mąż, kolega
Nic mu nie brak, nie dolega
Co ma w środku, nikt nie pozna
Nie wiem, która twarz prawdziwa
I świat który w nim zwycięży
Gdy już dłużej nie wytrzyma
Czy się duszy sprzeniewierzy
I zostanie, gdzie rodzina
Czy odejdzie, tam gdzie księżyc ...
2011
czwartek, 24 lutego 2011
Błędy mojej drogi
Jaki dzień był, nie miałem pojęcia
Czułem, jakbym do modlitwy klękał
Widząc siebie, jedno miałem w głowie
"Chyba widzę błędy w mojej drodze"
Coś w szkle było - wzrok zdołało złapać
Choć próbuję wzdychając nie płakać
Tu gdzie jestem, jedno stwierdzić mogę
Że się przyjrzę błędom w mojej drodze
Nie mam kogoś, kto by przetrwać pomógł
Chciałbym o tym móc powiedzieć komuś
Robię wszystko, by nie być kim byłem
Wtedy błędy z mojej drogi zginą
2011
tłumaczenie z: Wishbone Ash
Czułem, jakbym do modlitwy klękał
Widząc siebie, jedno miałem w głowie
"Chyba widzę błędy w mojej drodze"
Coś w szkle było - wzrok zdołało złapać
Choć próbuję wzdychając nie płakać
Tu gdzie jestem, jedno stwierdzić mogę
Że się przyjrzę błędom w mojej drodze
Nie mam kogoś, kto by przetrwać pomógł
Chciałbym o tym móc powiedzieć komuś
Robię wszystko, by nie być kim byłem
Wtedy błędy z mojej drogi zginą
2011
tłumaczenie z: Wishbone Ash
środa, 23 lutego 2011
Skorpion
Jestem skorpion - obrzydlistwo
Z morderczego jadu kolcem,
Tym, co znajdą się zbyt blisko,
Śmierć w truciźnie w serce sączę
I nieważne, że to bliski,
Że kochany - też bynajmniej,
Cierpkim jadem raczę wszystkich,
Bliskich kąsać jest najłatwiej
Gdy nadeszły ciężkie chwile,
Skończyć duszy męki chciałem,
Kolec w sobie zatopiłem -
Odtąd jad mam we krwi stale
2011
Z morderczego jadu kolcem,
Tym, co znajdą się zbyt blisko,
Śmierć w truciźnie w serce sączę
I nieważne, że to bliski,
Że kochany - też bynajmniej,
Cierpkim jadem raczę wszystkich,
Bliskich kąsać jest najłatwiej
Gdy nadeszły ciężkie chwile,
Skończyć duszy męki chciałem,
Kolec w sobie zatopiłem -
Odtąd jad mam we krwi stale
2011
wtorek, 22 lutego 2011
Noce w białej satynie
Noce w białej satynie, niemające końca,
Listy, z których wysłany żaden nie miał zostać,
Piękno, oczy którego nie dostrzegły wcześniej -
Czym jest prawda - rozstrzygnąć już niezdolny jestem
Bo kocham ciebie,
Tak, kocham ciebie,
Och, tak kocham ciebie
Widzę w dłoniach niektórych, innych ludzi dłonie,
Oni tego nie pojmą, przez co ja przechodzę,
Myśli wmówić chcą, których bronić nie są w stanie,
Tym, czym być chcesz tak bardzo, na końcu się staniesz
2011
przekład z: The Moody Blues
Listy, z których wysłany żaden nie miał zostać,
Piękno, oczy którego nie dostrzegły wcześniej -
Czym jest prawda - rozstrzygnąć już niezdolny jestem
Bo kocham ciebie,
Tak, kocham ciebie,
Och, tak kocham ciebie
Widzę w dłoniach niektórych, innych ludzi dłonie,
Oni tego nie pojmą, przez co ja przechodzę,
Myśli wmówić chcą, których bronić nie są w stanie,
Tym, czym być chcesz tak bardzo, na końcu się staniesz
Bo kocham ciebie,
Tak, kocham ciebie,
Och, tak kocham ciebie ...
Wchłoń w płuca głęboko wzbierającą ciemność,
Patrz, jak światła słabną w każdym jednym miejscu,
Ludzie z kawalerek patrzą wstecz i płaczą,
Znów dzień, gdy energię bez pożytku tracą
Namiętnych kochanków objęcia jednoczą,
Kto nie ma nikogo, płacze za miłością,
Młoda matka syna do piersi podnosi,
A starcy żałują, że już nie są młodzi
Zimnoserca kula, która rządzi nocą,
Usuwa kolory sprzed naszego wzroku,
Czerwony jest szary, żółty w biel płowieje -
My decydujemy - prawda, czy złudzenie
2011
przekład z: The Moody Blues
poniedziałek, 21 lutego 2011
Ptasznik śmierci
Pająk tułów swój kosmaty
Chowa sprytnie pod konarem
Kryje pośród nóg włochatych
Kły jadowe na ofiarę
Kiedyś jad swój wpuścił we mnie
Potem się pod liściem schował
Wysysałem krew daremnie
Pająk czekał kiedy skonam
Ciało wyżarł mi do czysta
Kości teraz jego gniazdem
Z których szpiku resztki wyssał
Jad ukrywa w mojej czaszce
2011
Chowa sprytnie pod konarem
Kryje pośród nóg włochatych
Kły jadowe na ofiarę
Kiedyś jad swój wpuścił we mnie
Potem się pod liściem schował
Wysysałem krew daremnie
Pająk czekał kiedy skonam
Ciało wyżarł mi do czysta
Kości teraz jego gniazdem
Z których szpiku resztki wyssał
Jad ukrywa w mojej czaszce
2011
niedziela, 20 lutego 2011
Sen we śnie
Usta na twym czole składam
Na naszego znak rozstania,
Tak więc dziś się z tobą zgadzam -
Mówiąc, prawdy jesteś blisko,
Że to śniło mi się wszystko;
Gdy nadzieja odpłynęła,
To, czy dzień, czy noc ją wzięła,
W oczach mych, czy poza nimi -
To naprawdę nic nie zmieni.
Czy coś jest, czy mi się zdaje,
Tylko we śnie snem zostaje ...
Stoję pośród huku fali,
Co przybojem o brzeg wali,
Trzymam w dłoni piasku ziarnka,
Między palce wnika miarka -
Tak ich mało! Toną... patrzę...
Boże! Widzę to i płaczę!
Czy bym nie dał im się wymknąć,
Gdybym palce mocniej ścisnął?
Boże, czy choć bym ocalił
Jedno z bezlitosnej fali?
Czy to, co jest lub się zdaje,
Tylko we śnie snem zostaje?
2011
przekład z: Edgar Allan Poe
Na naszego znak rozstania,
Tak więc dziś się z tobą zgadzam -
Mówiąc, prawdy jesteś blisko,
Że to śniło mi się wszystko;
Gdy nadzieja odpłynęła,
To, czy dzień, czy noc ją wzięła,
W oczach mych, czy poza nimi -
To naprawdę nic nie zmieni.
Czy coś jest, czy mi się zdaje,
Tylko we śnie snem zostaje ...
Stoję pośród huku fali,
Co przybojem o brzeg wali,
Trzymam w dłoni piasku ziarnka,
Między palce wnika miarka -
Tak ich mało! Toną... patrzę...
Boże! Widzę to i płaczę!
Czy bym nie dał im się wymknąć,
Gdybym palce mocniej ścisnął?
Boże, czy choć bym ocalił
Jedno z bezlitosnej fali?
Czy to, co jest lub się zdaje,
Tylko we śnie snem zostaje?
2011
przekład z: Edgar Allan Poe
sobota, 19 lutego 2011
Dorianie
Cóż za czasów dożyć przyszło -
Kult marności ludzkich powłok,
Dusza niczym, wszystkim wygląd,
Cielcem złotym wieczna młodość
Przekupują diabła duszą,
By botoksem, silikonem
Zaspokoić swoją próżność -
Drogi głupców niezgłębione
Zachowują ciało młodym,
Obraz w sercu zatrzymany
Blizn pokrywa się nalotem -
Biada, biada wam, dorianie!
Człowiek psuć się zwykł po śmierci,
Wy za życia już gnijecie,
Dorian Gray w was mocno siedzi,
Marnie, tak jak on, zginiecie
Przyjdzie kiedyś czas, Dorianie,
Dojrzysz blizny w swym sumieniu,
Wtedy tylko śmierć zostanie
W bólu i osamotnieniu
2011
Kult marności ludzkich powłok,
Dusza niczym, wszystkim wygląd,
Cielcem złotym wieczna młodość
Przekupują diabła duszą,
By botoksem, silikonem
Zaspokoić swoją próżność -
Drogi głupców niezgłębione
Zachowują ciało młodym,
Obraz w sercu zatrzymany
Blizn pokrywa się nalotem -
Biada, biada wam, dorianie!
Człowiek psuć się zwykł po śmierci,
Wy za życia już gnijecie,
Dorian Gray w was mocno siedzi,
Marnie, tak jak on, zginiecie
Przyjdzie kiedyś czas, Dorianie,
Dojrzysz blizny w swym sumieniu,
Wtedy tylko śmierć zostanie
W bólu i osamotnieniu
2011
piątek, 18 lutego 2011
Zmień to w czerń ♫
Patrzę w drzwi czerwień, chciałbym czarne widzieć je
Kolorów żadnych, niech na czarne zmienią się
Ubiory letnie dziewcząt przyciągają wzrok
Odwrócić muszę głowę, aż mnie minie mrok
Rząd samochodów widzę, kolor ich to czerń
Z miłością moją kwiaty już nie wrócą, nie
Widzę setki obcych spojrzeń i szybko patrzę w dal
Niczym nowo narodzony - tak każdego dnia
Spoglądam w siebie, serce moje czarne jest
W drzwi chętnie spojrzę, gdy na czarne zmienię je
Może wtedy zniknę, by nie drażnił już żaden fakt
Ciężko czoło stawić im, gdy czarny jest twój świat
Nigdy mi zieleń mórz nie stanie modrą się
Nie mogłem wiedzieć, cóż, co później spotka cię
Gdy mocno wpatrzę się w zachodu słońca blask
Śmiać miłość będzie też się ze mną, aż po brzask
Patrzę w drzwi czerwień, chciałbym czarne widzieć je
Kolorów żadnych, niech na czarne zmienią się
Ubiory letnie dziewcząt przyciągają wzrok
Odwrócić muszę głowę, aż mnie minie mrok
Chcę widzieć wszystko w czerni, w czerni chcę!
Nocy chcę, węgla barw!
I słońce widzieć chcę starte precz z nieba tła!
Chcę wszystko widzieć czarne, czarne, czarne, czarne chcę!
Tak!
2011
♫ przekład z: Rolling Stones
Kolorów żadnych, niech na czarne zmienią się
Ubiory letnie dziewcząt przyciągają wzrok
Odwrócić muszę głowę, aż mnie minie mrok
Rząd samochodów widzę, kolor ich to czerń
Z miłością moją kwiaty już nie wrócą, nie
Widzę setki obcych spojrzeń i szybko patrzę w dal
Niczym nowo narodzony - tak każdego dnia
Spoglądam w siebie, serce moje czarne jest
W drzwi chętnie spojrzę, gdy na czarne zmienię je
Może wtedy zniknę, by nie drażnił już żaden fakt
Ciężko czoło stawić im, gdy czarny jest twój świat
Nigdy mi zieleń mórz nie stanie modrą się
Nie mogłem wiedzieć, cóż, co później spotka cię
Gdy mocno wpatrzę się w zachodu słońca blask
Śmiać miłość będzie też się ze mną, aż po brzask
Patrzę w drzwi czerwień, chciałbym czarne widzieć je
Kolorów żadnych, niech na czarne zmienią się
Ubiory letnie dziewcząt przyciągają wzrok
Odwrócić muszę głowę, aż mnie minie mrok
Chcę widzieć wszystko w czerni, w czerni chcę!
Nocy chcę, węgla barw!
I słońce widzieć chcę starte precz z nieba tła!
Chcę wszystko widzieć czarne, czarne, czarne, czarne chcę!
Tak!
2011
♫ przekład z: Rolling Stones
Etykiety:
♫ - do śpiewania,
piosenki,
rolling stones,
tłumaczenia
czwartek, 17 lutego 2011
Ręce precz od kosmosu
już łaziki sondy cuda
teleskopów oczy szklane -
może wodę znaleźć uda
się lub życie gdzieś nieznane
może tam osiedlić da się
obcy ląd skolonizować
i planetę mieć w zapasie -
przyda nam się ziemia nowa
jeśli jacyś zaś miejscowi
wyszliby nam na spotkanie
Ziemian sztab się nad tym głowi
jak ich zdobyć zaufanie
a gdy już ich podejdziemy
dla przyszłości lepszej świata
pozbawimy własnej ziemi
i zamkniemy w rezerwatach
jeszcze tu na globie naszym
nie zniszczone do cna wszystko
już świat inny nam się marzy
świeżej krwi pić hienim pyskom
przed zagładą umknąć w porę
tylnym wyjściem oto sposób -
ja zaklinam ludzką sforę:
łapy z dala od kosmosu!
gnijcie w jednym bagnie razem
uczynionym z matki Ziemi -
zamiast topić w mrzonkach kasę
czas jest jeszcze by coś zmienić
lat dziesiątki miną całe
nim stworzycie gdzieś kolonie
wcześniej z waszym świat udziałem
ten osiągnie marny koniec
* * *
gdy nadejdzie koniec świata
to nic na to nie poradzę
ale chciałbym by ta data
mnie zastała z tobą razem...
2011
środa, 16 lutego 2011
Opuszczone ogrody
Gdzie się podziały radości wczorajsze,
Szczęście i śmiechy dzielone ze sobą?
Znikły z dzieciństwem dążeń, wierzeń, marzeń -
Czas-złodziej przyniósł śmierć naszym ogrodom,
Niszcząc sadzonki, depcząc kwiaty, drzewa
Łamiąc, sok roślin pijąc, wysuszając
Ziarno; w półmroku świecy doświadczenia
Kolory blakną, zieleń wpada w szarość ...
Czas w pojedynkę wymorduje kwiaty,
Choć wciąż jest jeszcze czas, by się podzielić
Swoją parcelą - tym, co zda się 'naszym'.
O ile gorzej na innych potrzeby
Zamknąć się, w swoim ogrodzie się zaszyć?
Chłód mnie ogarnia, wiatr i deszcz mnie ranią,
Wstecz patrząc widzę przyjaciół straconych,
Ogień dogasa, popioły rozgarniam,
Ręce mam brudne, umysł uśmierzony.
Oto są koszty, gdy na 'JA' się stawia:
Muszę iść dalej, ogród sam uprawiać,
Ciebie zapomnieć, nie czas już przepraszać
Widzę, że ogród, który uprawiałem,
Niczym nie różni się od pozostałych,
Dzielą nas płoty, które chronić miały ...
Widzę zniszczenie, trawę zrujnowaną -
Wierzy ktoś jeszcze, że utrzyma ogród?
Zachowa w czasie nędzną swoją własność?
Jaka przyjemność, gdy samotny rozwój?
Przyjdź, zobacz ogród mój, jeżeli zechcesz -
Niech ktoś tam wejdzie, póki żyje jeszcze,
Czas, by otworzyć innym swoje serce -
I zburzyć mury, nim zbyt późno będzie!
Tyle jest smutku w naszym ludzkim świecie,
Pustki i bólu, i serc połamanych,
W złą drogę kiedyś musieliśmy skręcić -
Jak tę właściwą teraz znaleźć mamy?
W bólu, zmartwieniu, naszym kwiatom trzeba,
By je wzajemnie deszczem serc podlewać ...
2011
tłumaczenie z: Peter Hammill
Szczęście i śmiechy dzielone ze sobą?
Znikły z dzieciństwem dążeń, wierzeń, marzeń -
Czas-złodziej przyniósł śmierć naszym ogrodom,
Niszcząc sadzonki, depcząc kwiaty, drzewa
Łamiąc, sok roślin pijąc, wysuszając
Ziarno; w półmroku świecy doświadczenia
Kolory blakną, zieleń wpada w szarość ...
Czas w pojedynkę wymorduje kwiaty,
Choć wciąż jest jeszcze czas, by się podzielić
Swoją parcelą - tym, co zda się 'naszym'.
O ile gorzej na innych potrzeby
Zamknąć się, w swoim ogrodzie się zaszyć?
Chłód mnie ogarnia, wiatr i deszcz mnie ranią,
Wstecz patrząc widzę przyjaciół straconych,
Ogień dogasa, popioły rozgarniam,
Ręce mam brudne, umysł uśmierzony.
Oto są koszty, gdy na 'JA' się stawia:
Muszę iść dalej, ogród sam uprawiać,
Ciebie zapomnieć, nie czas już przepraszać
Widzę, że ogród, który uprawiałem,
Niczym nie różni się od pozostałych,
Dzielą nas płoty, które chronić miały ...
Widzę zniszczenie, trawę zrujnowaną -
Wierzy ktoś jeszcze, że utrzyma ogród?
Zachowa w czasie nędzną swoją własność?
Jaka przyjemność, gdy samotny rozwój?
Przyjdź, zobacz ogród mój, jeżeli zechcesz -
Niech ktoś tam wejdzie, póki żyje jeszcze,
Czas, by otworzyć innym swoje serce -
I zburzyć mury, nim zbyt późno będzie!
Tyle jest smutku w naszym ludzkim świecie,
Pustki i bólu, i serc połamanych,
W złą drogę kiedyś musieliśmy skręcić -
Jak tę właściwą teraz znaleźć mamy?
W bólu, zmartwieniu, naszym kwiatom trzeba,
By je wzajemnie deszczem serc podlewać ...
2011
tłumaczenie z: Peter Hammill
wtorek, 15 lutego 2011
Dwaj panowie B.
Od zawsze swoją zdążałeś drogą
Wcześnie poczułeś, że jesteś inny
Nigdy nie miałeś bliskiego kogoś
Wilk - bez przyjaciół i bez rodziny
Szybko poznałeś kielich goryczy
Z gron egoizmu, zdrady i wzgardy
Skryłeś się światu w zamku wampirzym
Za płyt i filmów pancerzem twardym
Chronić się pragnąc w cynizmu mury
Bez wiary w boga, miłość i ludzi
W zgorzknienie popadł Werter ponury
Abstynent nałóg życia porzucił
Ty zaś od dziecka wierzyłeś w miłość
Choć dzieckiem przez nią zdradzonym byłeś
Życie ci w synach wynagrodziło
A w miłość wierząc żyć miałeś siłę
Bóg ten, któremu zawsze ufałeś
Zesłał optymizm i talent złoty
Ogromne serce i wielką wiarę
Głos i gitarę, byś śpiewał o tym
Życie kochając piłeś je ostro
Nic ci co ludzkie nie było obce
Trwałeś w nadzieję wczepiony mocno
Aż cię zdradziła w godzinie nocnej
Obaj pragnęli miłość odnaleźć
Życie odcięło wiary paliwo
Niosąc cierpienie niezrozumiałe
Dla ludzi, którym obca wrażliwość
W muzykę obaj marzyli uciec
Lecz świat okrutny dopaść ich zdołał
Ulegli cienia lat swoich smudze
Żaden z przyjaciół nie słyszał wołań
Wiek romantyków już się zakończył
Dobrego grania nikt dziś nie ceni
Nie ma wampirów, kochanków nocy -
Do mrocznej pustki są wypędzeni
2011
Wcześnie poczułeś, że jesteś inny
Nigdy nie miałeś bliskiego kogoś
Wilk - bez przyjaciół i bez rodziny
Szybko poznałeś kielich goryczy
Z gron egoizmu, zdrady i wzgardy
Skryłeś się światu w zamku wampirzym
Za płyt i filmów pancerzem twardym
Chronić się pragnąc w cynizmu mury
Bez wiary w boga, miłość i ludzi
W zgorzknienie popadł Werter ponury
Abstynent nałóg życia porzucił
Ty zaś od dziecka wierzyłeś w miłość
Choć dzieckiem przez nią zdradzonym byłeś
Życie ci w synach wynagrodziło
A w miłość wierząc żyć miałeś siłę
Bóg ten, któremu zawsze ufałeś
Zesłał optymizm i talent złoty
Ogromne serce i wielką wiarę
Głos i gitarę, byś śpiewał o tym
Życie kochając piłeś je ostro
Nic ci co ludzkie nie było obce
Trwałeś w nadzieję wczepiony mocno
Aż cię zdradziła w godzinie nocnej
Obaj pragnęli miłość odnaleźć
Życie odcięło wiary paliwo
Niosąc cierpienie niezrozumiałe
Dla ludzi, którym obca wrażliwość
W muzykę obaj marzyli uciec
Lecz świat okrutny dopaść ich zdołał
Ulegli cienia lat swoich smudze
Żaden z przyjaciół nie słyszał wołań
Wiek romantyków już się zakończył
Dobrego grania nikt dziś nie ceni
Nie ma wampirów, kochanków nocy -
Do mrocznej pustki są wypędzeni
2011
poniedziałek, 14 lutego 2011
Śmierć i dziewica
Przyjdź i weź mnie pośród żyta
Weź gdym młoda, niezużyta
Dni zbyt krótkie wieją chłodem
Przyjdź i weź me ciało młode
Niech dłoń twoja serce strwoży
Weź w ramiona, złóż mnie w łożu
Czas nie czeka, zwlekać szkoda
Przyjdź i weź mnie, pókim młoda
Weź mnie w wiośnie mego piękna
Weź, gdy pierś jest jeszcze jędrna
Kiedy oczy błyszczą jeszcze
Kiedy żądz obiektem jestem
Pół kobieta, pół dziewczyna
Weź, gdy w łóżku śpię niewinna
Gdy włos czarny, weź gdy zechcesz
Gdy miłości pełne serce
Czas jak podmuch się unosi
Przyjdź i weź mnie w mej młodości
Weź gdym młoda, niezużyta
Dni zbyt krótkie wieją chłodem
Przyjdź i weź me ciało młode
Niech dłoń twoja serce strwoży
Weź w ramiona, złóż mnie w łożu
Czas nie czeka, zwlekać szkoda
Przyjdź i weź mnie, pókim młoda
Weź mnie w wiośnie mego piękna
Weź, gdy pierś jest jeszcze jędrna
Kiedy oczy błyszczą jeszcze
Kiedy żądz obiektem jestem
Pół kobieta, pół dziewczyna
Weź, gdy w łóżku śpię niewinna
Gdy włos czarny, weź gdy zechcesz
Gdy miłości pełne serce
Czas jak podmuch się unosi
Przyjdź i weź mnie w mej młodości
Weź mnie w wiośnie mego piękna
Weź, gdy pierś jest jeszcze jędrna
Kiedy oczy błyszczą jeszcze
Kiedy żądz obiektem jestem
Pół kobietą, a pół dzieckiem
2011
tłumaczenie z: Inkubus Sukkubus
niedziela, 13 lutego 2011
Kaleka
Urodziłem się bez dłoni,
Wszystko umiem zrobić jedną,
Ortopedów w diabły gonię -
Niech wypchają się protezą
Oczy moje nic nie widzą,
Lecz nie czuję się kaleką,
Wyrzuciłem telewizor -
Duszy sięga wzrok daleko
Przeszczep? Nie chcę! Ja bez serca,
Monstrum dziwnym będąc, żyję -
Wolę uczuć poniewierkę,
Niż mieć serce byle czyje
Urodziłem się bez głowy,
Tak, to także jest możliwe,
Można tego być świadomym,
Tak jak mózg mieć i nie myśleć
2011
Wszystko umiem zrobić jedną,
Ortopedów w diabły gonię -
Niech wypchają się protezą
Oczy moje nic nie widzą,
Lecz nie czuję się kaleką,
Wyrzuciłem telewizor -
Duszy sięga wzrok daleko
Przeszczep? Nie chcę! Ja bez serca,
Monstrum dziwnym będąc, żyję -
Wolę uczuć poniewierkę,
Niż mieć serce byle czyje
Urodziłem się bez głowy,
Tak, to także jest możliwe,
Można tego być świadomym,
Tak jak mózg mieć i nie myśleć
2011
sobota, 12 lutego 2011
Po tej stronie lustra
Gwiazdy na niebie świecą wciąż nade mną
Gdybyś tu była, widziałbym ich piękno
Jednak na drugą przeszłaś lustra stronę
Noce samotnie spędzać mi sądzone
Zostałem niemy, ślepy, zagubiony
Pijany smutkiem, w obłęd zanurzony
Fala przytłacza, lustro mnie odpycha
Śmiech przez zwierciadło twój echem przenika
A ja sam jestem - bez ulgi, przyszłości
Domu, przyjaźni - niewolnik przeszłości
Byłaś jedyną znaną mi miłością
Jestem bez ciebie pustką i nicością
Ciszą w zadumie nad tym, co straciła
Zbyt wcześnie wymknąć ci się pozwoliła
Czy mnie usłyszysz? Słuchaj mojej pieśni
Oto umieram, kiedy ty odeszłaś
Słowa nie starczą, by zbawić mą duszę
One drwią sobie tylko ze mnie w lustrze
Zimno mi, tęsknię, wiesz dobrze, że płonę,
Oczy od światła są odzwyczajone
Jak pies bezpański, wśród nocy zgubiony
Samotnie będę wlókł się w swoją stronę
Tworzymy przyszłość, lecz moja przepadła
Wciąż czekam cudu, który się nie zdarza ...
Gwiazda, nim spadnie, smutno w górze błyszczy
Bez ciebie, dla mnie każda z nich jest niczym
2011
tłumaczenie z: Peter Hammill
Gdybyś tu była, widziałbym ich piękno
Jednak na drugą przeszłaś lustra stronę
Noce samotnie spędzać mi sądzone
Zostałem niemy, ślepy, zagubiony
Pijany smutkiem, w obłęd zanurzony
Fala przytłacza, lustro mnie odpycha
Śmiech przez zwierciadło twój echem przenika
A ja sam jestem - bez ulgi, przyszłości
Domu, przyjaźni - niewolnik przeszłości
Byłaś jedyną znaną mi miłością
Jestem bez ciebie pustką i nicością
Ciszą w zadumie nad tym, co straciła
Zbyt wcześnie wymknąć ci się pozwoliła
Czy mnie usłyszysz? Słuchaj mojej pieśni
Oto umieram, kiedy ty odeszłaś
Słowa nie starczą, by zbawić mą duszę
One drwią sobie tylko ze mnie w lustrze
Zimno mi, tęsknię, wiesz dobrze, że płonę,
Oczy od światła są odzwyczajone
Jak pies bezpański, wśród nocy zgubiony
Samotnie będę wlókł się w swoją stronę
Tworzymy przyszłość, lecz moja przepadła
Wciąż czekam cudu, który się nie zdarza ...
Gwiazda, nim spadnie, smutno w górze błyszczy
Bez ciebie, dla mnie każda z nich jest niczym
2011
tłumaczenie z: Peter Hammill
piątek, 11 lutego 2011
Niewolnikom
Czasem ciężko kochać kogoś,
Nijak zmusić do kochania,
Można jednak znaleźć wolność -
Ona wszystkim jest nam dana
Choć ją każdy kiedyś dostał,
Razem z sercem i rozumem,
Łatwo jest ją innym oddać,
Kiedy strzec się jej nie umie
Kto to światło czuje w sobie,
Jego siły jest świadomy,
Nieci święty myśli ogień -
Nigdy nie da się zniewolić
Miej więc umysł swój otwarty,
Co nikczemne - sercem oceń,
Wobec głupców bądź uparty,
Kieruj się sumienia głosem
Poszerz myśli horyzonty,
Nie wstydź serca się uniesień,
A zrozumiesz, co jest dobrym,
A co w czyimś interesie
Żadna władza, czy potęga,
Z tego, czy z innego świata,
Nie jest w stanie z twego wnętrza
Wyrwać tego, co w nim składasz
Nie ulegaj obietnicy,
Kłamstwu, klątwie, wizji chorej,
Wykrzyczanej na mównicy,
Ni głoszonej na ambonie
Nie czcij nigdy ludzi innych,
Choćby z nich robili świętych -
Lepiej być dla tłuszczy nikim,
Niż w niewolę przez nią wzięty
Nic, że nazwą ciebie karłem,
Z wysokości piedestałów -
Tyś wolnością jest mocarny,
Im kajdany z nóg zwisają
2011
Nijak zmusić do kochania,
Można jednak znaleźć wolność -
Ona wszystkim jest nam dana
Choć ją każdy kiedyś dostał,
Razem z sercem i rozumem,
Łatwo jest ją innym oddać,
Kiedy strzec się jej nie umie
Kto to światło czuje w sobie,
Jego siły jest świadomy,
Nieci święty myśli ogień -
Nigdy nie da się zniewolić
Miej więc umysł swój otwarty,
Co nikczemne - sercem oceń,
Wobec głupców bądź uparty,
Kieruj się sumienia głosem
Poszerz myśli horyzonty,
Nie wstydź serca się uniesień,
A zrozumiesz, co jest dobrym,
A co w czyimś interesie
Żadna władza, czy potęga,
Z tego, czy z innego świata,
Nie jest w stanie z twego wnętrza
Wyrwać tego, co w nim składasz
Nie ulegaj obietnicy,
Kłamstwu, klątwie, wizji chorej,
Wykrzyczanej na mównicy,
Ni głoszonej na ambonie
Nie czcij nigdy ludzi innych,
Choćby z nich robili świętych -
Lepiej być dla tłuszczy nikim,
Niż w niewolę przez nią wzięty
Nic, że nazwą ciebie karłem,
Z wysokości piedestałów -
Tyś wolnością jest mocarny,
Im kajdany z nóg zwisają
2011
czwartek, 10 lutego 2011
Epitafium
Mur proroczych przepowiedni
Pęka na spoinach
W słońcu lśnią narzędzia śmierci
Sny w koszmarach giną
Ludzie wewnątrz są rozdarci
I wieńców laurowych
Kiedy cisza krzyki zwalczy
Nie dostąpią głowy
Droga trudna jest i kręta
Chaos mi nagrobkiem
Gdy przetrwamy, śmiać się będę
Lecz jutra się boję
Bo do łez powodów więcej
Tak, do łez powodów więcej
Między losu grube bramy
Ziarna czasu wsiane
Podlewane uczynkami
Wiedzących i znanych
Wiedza może bardzo szkodzić
Gdy nikt reguł nie zna
Widzę, że ludzkości losy
Leżą w głupców rękach
Pęka na spoinach
W słońcu lśnią narzędzia śmierci
Sny w koszmarach giną
Ludzie wewnątrz są rozdarci
I wieńców laurowych
Kiedy cisza krzyki zwalczy
Nie dostąpią głowy
Droga trudna jest i kręta
Chaos mi nagrobkiem
Gdy przetrwamy, śmiać się będę
Lecz jutra się boję
Bo do łez powodów więcej
Tak, do łez powodów więcej
Między losu grube bramy
Ziarna czasu wsiane
Podlewane uczynkami
Wiedzących i znanych
Wiedza może bardzo szkodzić
Gdy nikt reguł nie zna
Widzę, że ludzkości losy
Leżą w głupców rękach
Droga trudna jest i kręta
Chaos mi nagrobkiem
Gdy przetrwamy, śmiać się będę
Lecz jutra się boję
Bo do łez powodów więcej
Tak, do łez powodów więcej
2011
tłumaczenie z: King Crimson
środa, 9 lutego 2011
Bożek prędkości
Synu Hermesa, walki herosie
Nie krew - benzyna tętni ci w żyłach
Masz zamiast serca cylindrów osiem
Prędkość cię co dzień na asfalt wzywa
Niczym pieniądze i wielka sława!
Jednością jesteś z auta silnikiem
Wyzwania nowe wciąż sobie stawiasz
Żyjesz ściganiem, motoru rykiem
Nie dbasz co inni o tobie mówią
Ty jesteś bożkiem, niech tobie służą
Czujesz maszynę, inni to czują
Rywale słabi przegrywać muszą
Pedał, manetka, ruch kierownicą
Tego zabronić tobie nie mogą
Lecz tylko patrząc ulec zachwytom
Jak kradniesz ogień prędkości bogom
I kiedy suniesz wąskim asfaltem
Śmierć ciebie w stanie nie jest dopędzić
Chociaż roztrzaskasz się swoim autem
To znów powrócisz i ją zwyciężysz
Feniks z popiołów w sile powstaniesz
Bo nie ma władzy śmierć nad bogami
A może z diabłem układ zawarłeś
Który benzyną jest podpisany?
2011
Nie krew - benzyna tętni ci w żyłach
Masz zamiast serca cylindrów osiem
Prędkość cię co dzień na asfalt wzywa
Niczym pieniądze i wielka sława!
Jednością jesteś z auta silnikiem
Wyzwania nowe wciąż sobie stawiasz
Żyjesz ściganiem, motoru rykiem
Nie dbasz co inni o tobie mówią
Ty jesteś bożkiem, niech tobie służą
Czujesz maszynę, inni to czują
Rywale słabi przegrywać muszą
Pedał, manetka, ruch kierownicą
Tego zabronić tobie nie mogą
Lecz tylko patrząc ulec zachwytom
Jak kradniesz ogień prędkości bogom
I kiedy suniesz wąskim asfaltem
Śmierć ciebie w stanie nie jest dopędzić
Chociaż roztrzaskasz się swoim autem
To znów powrócisz i ją zwyciężysz
Feniks z popiołów w sile powstaniesz
Bo nie ma władzy śmierć nad bogami
A może z diabłem układ zawarłeś
Który benzyną jest podpisany?
2011
wtorek, 8 lutego 2011
Trupista
Niegdyś przedmiot pożądania,
Właściciela starań wielu,
Moc umysłu w nim schowana,
Skarby duszy, jak w kasztelu
Cenny klejnot w skrytce marnej -
Obraz boga w słabym ciele,
Gdy ktoś skarb ze skarbca skradnie,
Rzuca skrytkę - niech rdzewieje
Tak po śmierci trafia w ziemię
Najwspanialsza z powłok świata,
Tam ją szczurze niszczy plemię,
Rozkład piękno w proch obraca
Święcie wierzę, że ty jedna,
Siłą mojej resztki życia,
Wiary, walki, swego piękna,
Nie podlegasz prawom gnicia
Ciemna trumna, czaszka goła,
Robak toczy śluz oślizgły,
Gniazdo mając w oczodołach -
Oto koszmar jest trupisty
2011
Właściciela starań wielu,
Moc umysłu w nim schowana,
Skarby duszy, jak w kasztelu
Cenny klejnot w skrytce marnej -
Obraz boga w słabym ciele,
Gdy ktoś skarb ze skarbca skradnie,
Rzuca skrytkę - niech rdzewieje
Tak po śmierci trafia w ziemię
Najwspanialsza z powłok świata,
Tam ją szczurze niszczy plemię,
Rozkład piękno w proch obraca
Święcie wierzę, że ty jedna,
Siłą mojej resztki życia,
Wiary, walki, swego piękna,
Nie podlegasz prawom gnicia
Ciemna trumna, czaszka goła,
Robak toczy śluz oślizgły,
Gniazdo mając w oczodołach -
Oto koszmar jest trupisty
2011
poniedziałek, 7 lutego 2011
Piętnastolatka ♫
Piętnaście lat -
Czy pomożesz jej
Zapomnieć świat
Nim cię zmieni w swą część
I gdybyś wóz miał
Mógłbyś wywieźć ją gdzieś
Gdzieś do szczęśliwszych miejsc
Gdzie szczęśliwszy jest dzień
Ty to w uśmiechu masz
I w głowie swej
Mogłaby skryć się
Na chwile dwie
Piętnaście lat ...
Piętnaście lat -
Po co utrudniać to
Gdy dobrze jest
Oby dalej tak szło
Ona to wie
Żeś nie zbratał się
Jeszcze ze świata złem
Nie wpadł w podłości sieć
Czy rozumiesz to?
Czy wiesz co siedzi w niej?
Gdy wpadasz w mrok
I widzisz świat wzrokiem jej -
Już wiesz ...
Piętnaście lat ...
Piętnaście lat -
Czemu kazano jej
Uczucia kryć swe
Udawać że
Życie nie jest jej
Przepaścią pod liną
Teraz tylko chce
By się jej spełniło
By widzieć w twych oczach świat
By twoim śmiechem się śmiać
Otrzymać jakiś dar
Chociaż co jakiś czas
Piętnaście lat ...
2010
♫ przekład z: Depeche Mode
Czy pomożesz jej
Zapomnieć świat
Nim cię zmieni w swą część
I gdybyś wóz miał
Mógłbyś wywieźć ją gdzieś
Gdzieś do szczęśliwszych miejsc
Gdzie szczęśliwszy jest dzień
Ty to w uśmiechu masz
I w głowie swej
Mogłaby skryć się
Na chwile dwie
Piętnaście lat ...
Piętnaście lat -
Po co utrudniać to
Gdy dobrze jest
Oby dalej tak szło
Ona to wie
Żeś nie zbratał się
Jeszcze ze świata złem
Nie wpadł w podłości sieć
Czy rozumiesz to?
Czy wiesz co siedzi w niej?
Gdy wpadasz w mrok
I widzisz świat wzrokiem jej -
Już wiesz ...
Piętnaście lat ...
Piętnaście lat -
Czemu kazano jej
Uczucia kryć swe
Udawać że
Życie nie jest jej
Przepaścią pod liną
Teraz tylko chce
By się jej spełniło
By widzieć w twych oczach świat
By twoim śmiechem się śmiać
Otrzymać jakiś dar
Chociaż co jakiś czas
Piętnaście lat ...
2010
♫ przekład z: Depeche Mode
Etykiety:
♫ - do śpiewania,
depeche mode,
piosenki,
tłumaczenia
niedziela, 6 lutego 2011
NOTES 11 - Cmentarz
Krzywe tafle płyt kamiennych
Ziemię swoim tną ciężarem,
Ta je wsysa w dół za karę,
Jak szkielety w grób podziemny
Dziką trawą porastają,
Coraz cichszym głosem krzycząc
Ścierających się napisów -
Spotka was, co nas spotkało
Czasem przyjdzie człowiek wierząc,
Że ma szczęście być wciąż żywym,
Gdy ci biedni w dole leżą
Zmarli stanem swym szczęśliwi,
Z góry wzrokiem smutnym mierzą
Cmentarz naszych złud fałszywych
2011
Ziemię swoim tną ciężarem,
Ta je wsysa w dół za karę,
Jak szkielety w grób podziemny
Dziką trawą porastają,
Coraz cichszym głosem krzycząc
Ścierających się napisów -
Spotka was, co nas spotkało
Czasem przyjdzie człowiek wierząc,
Że ma szczęście być wciąż żywym,
Gdy ci biedni w dole leżą
Zmarli stanem swym szczęśliwi,
Z góry wzrokiem smutnym mierzą
Cmentarz naszych złud fałszywych
2011
sobota, 5 lutego 2011
Bluźniercze plotki ♫
Szesnaście lat, przed sobą życia szmat,
Żyły tnie, już dosyć ma,
Nie dali jej, łaska twa
Wielka, boże
Matka tłumiąc łzy, pożegnalny czyta tekst,
W myślach ma szesnaście świec,
Obwinia się, tak zawsze jest,
Na kolanach modli się
Jakżebym mógł
Siać bluźnierstwa wśród tłumu,
Lecz myślę, że bóg
Ma popaprany humor,
Ze śmierci mej, myślę że się też ucieszy
Osiemnaście lat, kochać chciała cały świat,
Jezus żyć jej kazał tak,
Zderzaka trzask, finał miał
Miejsce następnego dnia
W letni dzień, pożegnała nas,
Na niebie letnim śpiewał ptak,
I nadszedł deszcz, kolejny raz
Z jej matki oka spadła łza
Jakżebym mógł
Siać bluźnierstwa wśród tłumu,
Lecz myślę, że bóg
Ma popaprany humor,
Ze śmierci mej, myślę że się też ucieszy
2011
♫ przekład z: Depeche Mode
Żyły tnie, już dosyć ma,
Nie dali jej, łaska twa
Wielka, boże
Matka tłumiąc łzy, pożegnalny czyta tekst,
W myślach ma szesnaście świec,
Obwinia się, tak zawsze jest,
Na kolanach modli się
Jakżebym mógł
Siać bluźnierstwa wśród tłumu,
Lecz myślę, że bóg
Ma popaprany humor,
Ze śmierci mej, myślę że się też ucieszy
Osiemnaście lat, kochać chciała cały świat,
Jezus żyć jej kazał tak,
Zderzaka trzask, finał miał
Miejsce następnego dnia
W letni dzień, pożegnała nas,
Na niebie letnim śpiewał ptak,
I nadszedł deszcz, kolejny raz
Z jej matki oka spadła łza
Jakżebym mógł
Siać bluźnierstwa wśród tłumu,
Lecz myślę, że bóg
Ma popaprany humor,
Ze śmierci mej, myślę że się też ucieszy
2011
♫ przekład z: Depeche Mode
Etykiety:
♫ - do śpiewania,
depeche mode,
piosenki,
tłumaczenia
piątek, 4 lutego 2011
NOTES 10 - Katharsis
"Czasem płaczę, bo chce mi się płakać,
Wtedy czuję, że uchodzi ze mnie zło."
Dżem
Ściskam ścianki świecy miękkość,
Knot pod lustrem wosku tonie,
Ledwie tli się jego koniec,
Wkrótce zgaśnie - wygra ciemność

Nagle pęka mdły naskórek,
Wosk wypływa cienką strugą,
Knot wyciąga szyję długą,
Płomień kopcąc strzela w górę
Ból do wnętrza serca chowam,
Tłumiąc pod nim uczuć płomień -
Serce pęka w łez potokach
Wtedy czyszczę się ze wspomnień,
Czuję, że znów mogę kochać -
Łzo-katharsis, duszę odmień!
2011
Wtedy czuję, że uchodzi ze mnie zło."
Dżem
Ściskam ścianki świecy miękkość,
Knot pod lustrem wosku tonie,
Ledwie tli się jego koniec,
Wkrótce zgaśnie - wygra ciemność
Nagle pęka mdły naskórek,
Wosk wypływa cienką strugą,
Knot wyciąga szyję długą,
Płomień kopcąc strzela w górę
Ból do wnętrza serca chowam,
Tłumiąc pod nim uczuć płomień -
Serce pęka w łez potokach
Wtedy czyszczę się ze wspomnień,
Czuję, że znów mogę kochać -
Łzo-katharsis, duszę odmień!
2011
czwartek, 3 lutego 2011
Mglisty odcień zimy ♫
Czas, czas, czas - spójrz co zrobiłeś mi ...
Gdy szukałem jak żyć mam i kim mam być,
Nie mogłem wybrać nic
Popatrz w krąg,
Liści brąz,
W chmurach wciąż
Mglisty odcień zimy
Patrz jak zbawienia armia gra
Tam, gdzie brzeg rzeka ma,
Szykuje ci się lepszy zjazd
Niż zakładał plan,
Opróżnij kubek do dna
Popatrz w krąg,
Liści brąz,
Trzymaj się nadziei swej -
Łatwo tak powiedzieć jest,
Lecz gdybyś nie miał znaleźć jej,
Tak prosto grać, że
Nadzieja znajdzie się gdzieś
Spójrz na świat -
Zieleń traw,
Dojrzały łan -
To najlepszy w życiu czas
Och, pory roku mkną wokół nas,
I w gobelin wplatają czas,
Czy przystaniesz i wspomnisz nas?
Gdy tylko ochotę masz
Pamięć mi - to śmieszne jest -
Wymyka się, gdy czytam tekst -
W szufladzie mej wiersz ...
Zanim ten drink zetnie mnie
Popatrz w krąg,
Liści brąz,
Gdy szukałem jak żyć mam i kim mam być,
Nie mogłem wybrać nic
Popatrz w krąg,
Liści brąz,
W chmurach wciąż
Mglisty odcień zimy
Patrz jak zbawienia armia gra
Tam, gdzie brzeg rzeka ma,
Szykuje ci się lepszy zjazd
Niż zakładał plan,
Opróżnij kubek do dna
Popatrz w krąg,
Liści brąz,
W chmurach wciąż
Mglisty odcień zimy
Mglisty odcień zimy
Łatwo tak powiedzieć jest,
Lecz gdybyś nie miał znaleźć jej,
Tak prosto grać, że
Nadzieja znajdzie się gdzieś
Spójrz na świat -
Zieleń traw,
Dojrzały łan -
To najlepszy w życiu czas
Och, pory roku mkną wokół nas,
I w gobelin wplatają czas,
Czy przystaniesz i wspomnisz nas?
Gdy tylko ochotę masz
Pamięć mi - to śmieszne jest -
Wymyka się, gdy czytam tekst -
W szufladzie mej wiersz ...
Zanim ten drink zetnie mnie
Popatrz w krąg,
Liści brąz,
W chmurach wciąż
Mglisty odcień zimy,
Mglisty odcień zimy,
Popatrz w krąg,
Liści brąz,
Liści brąz,
Skrawek śniegu na ziemi wciąż ...
2011
♫ przekład z: Simon&Garfunkel
2011
♫ przekład z: Simon&Garfunkel
Etykiety:
♫ - do śpiewania,
piosenki,
simon garfunkel,
tłumaczenia
środa, 2 lutego 2011
NOTES 9 - Do Beksy
Najmroczniejsze dzieło ojca,
Pierwszy wampir pośród ludzi,
Że świat zmieni wciąż się łudził -
Świat był sprawcą jego końca
Nocy naszych przewodniku,
Dawco wzruszeń romantycznych,
Tyś kapłanem był muzycznym
Przy łkającym odbiorniku
Wąż-kobieta ciebie wzięła,
Gdy zwątpiłeś w świata piękno,
Piękna też już z nami nie ma
Stanowiłeś z pięknem jedno,
Świat dziś własny ogon zżera,
Wkrótce z tobą nam odetchnąć
2011
Pierwszy wampir pośród ludzi,
Że świat zmieni wciąż się łudził -
Świat był sprawcą jego końca
Nocy naszych przewodniku,
Dawco wzruszeń romantycznych,
Tyś kapłanem był muzycznym
Przy łkającym odbiorniku
Wąż-kobieta ciebie wzięła,
Gdy zwątpiłeś w świata piękno,
Piękna też już z nami nie ma
Stanowiłeś z pięknem jedno,
Świat dziś własny ogon zżera,
Wkrótce z tobą nam odetchnąć
2011
wtorek, 1 lutego 2011
Zielone liście
Napisałem to przed chwilą,
Tak sądziłem - rok już minął -
Czas się spieszy jak szalony ...
Liść zielony się brązowi,
Schnie na wietrze, pęka w dłoni
Sercem moim zawładnęła,
Choć jej strzegłem, noc ją wzięła -
Jak poemat nieskończony ...
Tak sądziłem - rok już minął -
Czas się spieszy jak szalony ...
Liść zielony się brązowi,
Schnie na wietrze, pęka w dłoni
Sercem moim zawładnęła,
Choć jej strzegłem, noc ją wzięła -
Jak poemat nieskończony ...
Liść zielony się brązowi,
Schnie na wietrze, pęka w dłoni
Wrzucam kamyk do potoku,
Fale się rozchodzą wokół -
Bezszelestnie umierają ...
Liść zielony się brązowi,
Schnie na wietrze, pęka w dłoni
Witaj, witaj, witaj, żegnaj,
Żegnaj, żegnaj, żegnaj, żegnaj -
Oto nasze życie całe ...
Liść zielony się brązowi,
Schnie na wietrze, pęka w dłoni
2011
swobodny przekład z: Simon&Garfunkel
poniedziałek, 31 stycznia 2011
Myśl
Zrodziłaś się we mnie
Pomiędzy bzdurami,
Drogi masz tajemne,
Rodzice - nieznani,
Zabierasz mi spokój,
Drążysz dziurę w czaszce,
Rośniesz jak nowotwór,
Co ma życie własne,
Chciałbym cię uwolnić
I światu cię oddać,
Lecz umysł niezdolny,
By nadać ci postać,
Wiem, że ciężkim grzechem
Zatruć cię słowami,
Które zwykle celem
Pierwej niż środkami,
Bieg twój jest zbyt prędki,
Zbyt zawiła postać,
Żeby język giętki
Mógł twej mocy sprostać,
Słowo tylko skrzeczy,
Gdy ty śpiewasz we mnie,
Żadne twojej rzeczy
Nie jest odpowiednie
Zabić cię najlepiej!
W sobie cię zaduszę -
Za duszę, co cierpi,
Za tę chorą duszę!
Przekuję cię w medal
Na szyi przegranych,
Lecz zgwałcić cię nie dam
Marnymi słowami
A potem usiądę,
Sam na sam z myślami,
Brnąc w nierówną wojnę
Z mściwymi siostrami,
Za tę, co zabiłem,
Chcąc siebie ocalić,
Teraz marnie zginę,
Bijąc się z myślami,
Że jej nie umiałem
W słowach uwydatnić,
Będę cierpiał karę
Aż do dni ostatnich,
Ból myśli następnych
Skrywając nocami,
Nastrój ich posępny
Wypłakując łzami,
Dźwiękami głuszenie
Zda się wtedy na nic
I próżne topienie
Na dnie wina szklanic
Gdy pójdę ku zmarłym,
Myśli tak to sprawią -
Wydrgam je nerwami,
Żyły je wykrwawią
2011
Pomiędzy bzdurami,
Drogi masz tajemne,
Rodzice - nieznani,
Zabierasz mi spokój,
Drążysz dziurę w czaszce,
Rośniesz jak nowotwór,
Co ma życie własne,
Chciałbym cię uwolnić
I światu cię oddać,
Lecz umysł niezdolny,
By nadać ci postać,
Wiem, że ciężkim grzechem
Zatruć cię słowami,
Które zwykle celem
Pierwej niż środkami,
Bieg twój jest zbyt prędki,
Zbyt zawiła postać,
Żeby język giętki
Mógł twej mocy sprostać,
Słowo tylko skrzeczy,
Gdy ty śpiewasz we mnie,
Żadne twojej rzeczy
Nie jest odpowiednie
Zabić cię najlepiej!
W sobie cię zaduszę -
Za duszę, co cierpi,
Za tę chorą duszę!
Przekuję cię w medal
Na szyi przegranych,
Lecz zgwałcić cię nie dam
Marnymi słowami
A potem usiądę,
Sam na sam z myślami,
Brnąc w nierówną wojnę
Z mściwymi siostrami,
Za tę, co zabiłem,
Chcąc siebie ocalić,
Teraz marnie zginę,
Bijąc się z myślami,
Że jej nie umiałem
W słowach uwydatnić,
Będę cierpiał karę
Aż do dni ostatnich,
Ból myśli następnych
Skrywając nocami,
Nastrój ich posępny
Wypłakując łzami,
Dźwiękami głuszenie
Zda się wtedy na nic
I próżne topienie
Na dnie wina szklanic
Gdy pójdę ku zmarłym,
Myśli tak to sprawią -
Wydrgam je nerwami,
Żyły je wykrwawią
2011
niedziela, 30 stycznia 2011
Kobieta i wiersze
Wielu mężczyzn miałaś -
Cóż ci oni dali?
W próg twojego ciała
Weszli z buciorami,
Świat marzeń dziecięcych,
Cud śniony nocami,
Brudnymi pieniędzmi
Na zawsze przegnali,
Jak zabawkę starą
Rzucili na śmietnik,
Uciekając rano
Do innej kobiety,
Byłaś sportem dla nich,
Kolejnym motylem,
Który pięknem bawi
Tylko krótką chwilę
Bądź moją boginią,
Ja ci cześć okażę,
Uczynię religią,
Wzniosę ci ołtarze,
Do umarłych marzeń
Przy mnie znów powrócisz,
Ja ci świat pokażę
Nieznany przez ludzi,
Prócz ciała odkryję
W tobie duszy piękno,
Bogu skradnę imię,
Dam ci nieśmiertelność;
Pytasz, jak to zrobię -
- Piszę wiersze, pani.
Krótką masz odpowiedź -
- Gardzę poetami
2011
Cóż ci oni dali?
W próg twojego ciała
Weszli z buciorami,
Świat marzeń dziecięcych,
Cud śniony nocami,
Brudnymi pieniędzmi
Na zawsze przegnali,
Jak zabawkę starą
Rzucili na śmietnik,
Uciekając rano
Do innej kobiety,
Byłaś sportem dla nich,
Kolejnym motylem,
Który pięknem bawi
Tylko krótką chwilę
Bądź moją boginią,
Ja ci cześć okażę,
Uczynię religią,
Wzniosę ci ołtarze,
Do umarłych marzeń
Przy mnie znów powrócisz,
Ja ci świat pokażę
Nieznany przez ludzi,
Prócz ciała odkryję
W tobie duszy piękno,
Bogu skradnę imię,
Dam ci nieśmiertelność;
Pytasz, jak to zrobię -
- Piszę wiersze, pani.
Krótką masz odpowiedź -
- Gardzę poetami
2011
sobota, 29 stycznia 2011
Miłość i Śmierć
W dróg ludzkich sieci mętnych kolorów,
W trudnych decyzji ciasnej gardzieli,
Pośród dręczących duszę wyborów,
Spotkać się przyszło dwóm pannom w bieli
Pierwsza - wysmukła, z wydatną piersią,
Blaskiem na twarzy, płomieniem oczu,
Włosem rozwianym, czystością wieczną,
Naręczą świeżych wiosny owoców
Druga - strasząca szkieletem długim,
Wionąca chłodem, wonią przebrzydłą,
Budząca grozę czerepem trupim
I kosą z plamą krwawo zastygłą
Pierwsza tak rzecze - Ustąp mi drogi,
Beze mnie życie ludzkie jest marne,
Wszak ze mnie każdy człowiek się rodzi
I mnie jedynej każdy z nich pragnie
Ja im rozświetlam mroki ich doli,
Daję sens życia, losy ich łączę,
Przy mnie spotkanie z tobą mniej boli,
Jestem początkiem i chcę być końcem
Na to szczękami druga zgrzytnęła,
W śmiechu szyderczym szczerząc zgryz trupi -
Choć życie z ciebie bierze się nieraz,
To zawsze we mnie kończyć się musi
Może i życie bez ciebie marne,
Lecz z tobą często tak mocno boli,
Że z nas dwóch człowiek mnie bardziej pragnie,
Ze mną, nie z tobą, odejść stąd woli
Sprawiasz, że cierpią ci, których mijasz,
A jeśli innych połączyć zdołasz,
Wystarczy, żebym jedno zabiła,
A już to drugie samo mnie woła
Ty życie ludzi w mroki wprowadzasz,
Spokój zamieniasz w złudną nadzieję,
Przez ciebie bolą ze mną spotkania -
Ja jestem łaską i ukojeniem
2011
W trudnych decyzji ciasnej gardzieli,
Pośród dręczących duszę wyborów,
Spotkać się przyszło dwóm pannom w bieli
Pierwsza - wysmukła, z wydatną piersią,
Blaskiem na twarzy, płomieniem oczu,
Włosem rozwianym, czystością wieczną,
Naręczą świeżych wiosny owoców
Druga - strasząca szkieletem długim,
Wionąca chłodem, wonią przebrzydłą,
Budząca grozę czerepem trupim
I kosą z plamą krwawo zastygłą
Pierwsza tak rzecze - Ustąp mi drogi,
Beze mnie życie ludzkie jest marne,
Wszak ze mnie każdy człowiek się rodzi
I mnie jedynej każdy z nich pragnie
Ja im rozświetlam mroki ich doli,
Daję sens życia, losy ich łączę,
Przy mnie spotkanie z tobą mniej boli,
Jestem początkiem i chcę być końcem
Na to szczękami druga zgrzytnęła,
W śmiechu szyderczym szczerząc zgryz trupi -
Choć życie z ciebie bierze się nieraz,
To zawsze we mnie kończyć się musi
Może i życie bez ciebie marne,
Lecz z tobą często tak mocno boli,
Że z nas dwóch człowiek mnie bardziej pragnie,
Ze mną, nie z tobą, odejść stąd woli
Sprawiasz, że cierpią ci, których mijasz,
A jeśli innych połączyć zdołasz,
Wystarczy, żebym jedno zabiła,
A już to drugie samo mnie woła
Ty życie ludzi w mroki wprowadzasz,
Spokój zamieniasz w złudną nadzieję,
Przez ciebie bolą ze mną spotkania -
Ja jestem łaską i ukojeniem
2011
piątek, 28 stycznia 2011
Gdybym był
Czy gdybym był lepszy -
Innym w serca bym się wkradał?
Gdybym był silniejszy,
By znieść ile los wymaga -
Czy tym bym ją zdobył?
(Nie czyniąc jej szkody)
Gdy byłem żołnierzem -
Broń składałem u stóp twoich,
Gdy byłem żeglarzem -
Byłaś cichym portem moim
Gdybym był mądrzejszy -
Innym stałbym się podobny?
Gdybym był życzliwszy,
Świat miłością karmiąc głodny -
Czy bym ją ubłagał?
(Chcąc wciąż jej dogadzać)
Gdybym był malarzem -
Świat mych barw by jej nie splamił,
Gdybym był jak Mojżesz -
Manną z nieba bym ją karmił,
Gdybym był poetą -
Płomień byłby w moich słowach,
Gdybym był kochankiem -
Oczy bym jej wycałował
Więc, skarbie, tu przybądź,
Już mi cię nie wezmą,
Bezpiecznie i cicho
Zostaniesz już ze mną
Zawsze
Chodź do mnie, mój skarbie,
Tu cię nie dosięgną,
Świat miłością głodny karmię -
Czy tym cię zdobędę?
(Dogadzać ci będę)
Innym w serca bym się wkradał?
Gdybym był silniejszy,
By znieść ile los wymaga -
Czy tym bym ją zdobył?
(Nie czyniąc jej szkody)
Gdy byłem żołnierzem -
Broń składałem u stóp twoich,
Gdy byłem żeglarzem -
Byłaś cichym portem moim
Gdybym był mądrzejszy -
Innym stałbym się podobny?
Gdybym był życzliwszy,
Świat miłością karmiąc głodny -
Czy bym ją ubłagał?
(Chcąc wciąż jej dogadzać)
Gdybym był malarzem -
Świat mych barw by jej nie splamił,
Gdybym był jak Mojżesz -
Manną z nieba bym ją karmił,
Gdybym był poetą -
Płomień byłby w moich słowach,
Gdybym był kochankiem -
Oczy bym jej wycałował
Więc, skarbie, tu przybądź,
Już mi cię nie wezmą,
Bezpiecznie i cicho
Zostaniesz już ze mną
Zawsze
Chodź do mnie, mój skarbie,
Tu cię nie dosięgną,
Świat miłością głodny karmię -
Czy tym cię zdobędę?
(Dogadzać ci będę)
Gdy byłem żołnierzem -
Broń składałem u stóp twoich,
Gdy byłem żeglarzem -
Byłaś cichym portem moim,
Gdybym był malarzem -
Świat mych barw by cię nie splamił,
Gdybym był jak Mojżesz -
Manną z nieba bym cię karmił,
Gdybym był poetą...
Czy wyraziłbym słowami?
2011
parafraza/swobodny przekład z: Ultravox
czwartek, 27 stycznia 2011
Przestroga
Prosił boga, by go słuchał,
Modlitwami czas zaprzątał,
W końcu pan nadstawił ucha -
Dał mu więcej niźli żądał
W sercu uczuć miał niemało
I stąd ból czuł w nim niezmiennie,
Bo się panu spodobało
W zamian zmiażdżyć go cierpieniem
Więcej czuł niż inni mogli,
Stąd się obcy stał dla świata,
Więc się jeszcze mocniej modlił,
By bóg cząstkę serca zabrał
I pozbawił go pan części
Serca - prośbę tak zrozumiał -
Tej, co szczęście w sobie mieści,
I bez której żyć nie umiał
Poddał walkę w mrocznej chwili,
Nie wiem, czy mu bóg wybaczy,
Ludzie już go potępili -
Biada tym, co chcą inaczej
Wiedź więc życie swoje marne,
Bogom głowy nie zawracaj,
Bo a nuż ci będzie dane
Doznać losu ich wybrańca
2011
Modlitwami czas zaprzątał,
W końcu pan nadstawił ucha -
Dał mu więcej niźli żądał
W sercu uczuć miał niemało
I stąd ból czuł w nim niezmiennie,
Bo się panu spodobało
W zamian zmiażdżyć go cierpieniem
Więcej czuł niż inni mogli,
Stąd się obcy stał dla świata,
Więc się jeszcze mocniej modlił,
By bóg cząstkę serca zabrał
I pozbawił go pan części
Serca - prośbę tak zrozumiał -
Tej, co szczęście w sobie mieści,
I bez której żyć nie umiał
Poddał walkę w mrocznej chwili,
Nie wiem, czy mu bóg wybaczy,
Ludzie już go potępili -
Biada tym, co chcą inaczej
Wiedź więc życie swoje marne,
Bogom głowy nie zawracaj,
Bo a nuż ci będzie dane
Doznać losu ich wybrańca
2011
środa, 26 stycznia 2011
Pamiętam (śmierć w popołudnie)
Co mnie śmieszy? Skąd ta mina?
Nie wiem - telewizor gaszę,
Piję wino i wspominam
Dobrze znane, stare czasy,
Dziwny smutek na mnie spływa
Z kilku dawnych fotografii -
Tak ze wspomnieniami bywa,
Że się zwykle kończą łzami
Jak pamiętać i nie smutnieć
Śmierć tamtego popołudnia?
Kiedy pokój mój wypełnia
Cisza ciężka i bolesna,
Cierpkim winem toast spełniam
Za czas, który istnieć przestał,
I choć nigdy nie powróci,
Tak się koszmar w pamięć wessał,
Że nie zdołam już mu uciec
Jak pamiętać i nie smutnieć
Nie wiem - telewizor gaszę,
Piję wino i wspominam
Dobrze znane, stare czasy,
Dziwny smutek na mnie spływa
Z kilku dawnych fotografii -
Tak ze wspomnieniami bywa,
Że się zwykle kończą łzami
Jak pamiętać i nie smutnieć
Śmierć tamtego popołudnia?
Kiedy pokój mój wypełnia
Cisza ciężka i bolesna,
Cierpkim winem toast spełniam
Za czas, który istnieć przestał,
I choć nigdy nie powróci,
Tak się koszmar w pamięć wessał,
Że nie zdołam już mu uciec
Jak pamiętać i nie smutnieć
Śmierć tamtego popołudnia?
2011
parafraza: Ultravox
wtorek, 25 stycznia 2011
NOTES 8 - Temat i tło
Księżyc za chmurą i szelest wiatru,
Traw aromaty, refleks na wodzie,
Drozda śpiewanie, kamień przy drodze,
Czasem spostrzegam, z rzadka z nich nastrój
Cóż to jest dla nas? - tło bez znaczenia -
Muchy z milionów much lot natrętnej,
Komara kłucie nim cios śmiertelny,
My się liczymy - nasz los to temat
A przecież były - wiatr, księżyc, kamień -
Tłem nieznaczącym przeszłym tematom
I po nas takież tło pozostanie
Więc może temat to wszystko tamto,
Tłem - nasze nędzne tu bytowanie,
Jak muchy przelot lub komar w lato
2011
Traw aromaty, refleks na wodzie,
Drozda śpiewanie, kamień przy drodze,
Czasem spostrzegam, z rzadka z nich nastrój
Cóż to jest dla nas? - tło bez znaczenia -
Muchy z milionów much lot natrętnej,
Komara kłucie nim cios śmiertelny,
My się liczymy - nasz los to temat
A przecież były - wiatr, księżyc, kamień -
Tłem nieznaczącym przeszłym tematom
I po nas takież tło pozostanie
Więc może temat to wszystko tamto,
Tłem - nasze nędzne tu bytowanie,
Jak muchy przelot lub komar w lato
2011
poniedziałek, 24 stycznia 2011
NOTES 7 - Spotkanie z pięknem
Ranek srebrzy łzy zakrzepłe
Noc zbyt krótka nawet w zimie
Śnieg w odwilży błocie ginie
Dłoń w dłoń spacer z dziecka ciepłem
Oczu głębia, włosów gęstość
Pół wyniosła, pół łagodna
Mijam, nie chcąc - w tył spoglądam -
Jest na ziemi jeszcze piękno
Kochankowie - młodość z pięknem
W sile wiecznej odradzania
Gardzą tym, co jest śmiertelne
Obydwoje w śmierć zabrałaś ...
Młodość przeszła, nic po pięknie
Tylko śmierć mi pozostała
2011
Noc zbyt krótka nawet w zimie
Śnieg w odwilży błocie ginie
Dłoń w dłoń spacer z dziecka ciepłem
Oczu głębia, włosów gęstość
Pół wyniosła, pół łagodna
Mijam, nie chcąc - w tył spoglądam -
Jest na ziemi jeszcze piękno
Kochankowie - młodość z pięknem
W sile wiecznej odradzania
Gardzą tym, co jest śmiertelne
Obydwoje w śmierć zabrałaś ...
Młodość przeszła, nic po pięknie
Tylko śmierć mi pozostała
2011
niedziela, 23 stycznia 2011
Maryśka
Mierzwię pukli długie fale
Absorbuję oczu zieleń
Rozkosz w błogim aromacie
Intensywnie wchłaniam w siebie
Hipnotycznym doznań pięknem
Uzależniam zmysły moje
Arytmicznie bije serce
Nie pamiętam co mnie boli
Ale wiem że żyję jeszcze
(choć to życie nie jest moim)
2011
Absorbuję oczu zieleń
Rozkosz w błogim aromacie
Intensywnie wchłaniam w siebie
Hipnotycznym doznań pięknem
Uzależniam zmysły moje
Arytmicznie bije serce
Nie pamiętam co mnie boli
Ale wiem że żyję jeszcze
(choć to życie nie jest moim)
2011
sobota, 22 stycznia 2011
Smuga cienia
Dawny dźwięk, obraz w pamięci -
Lat szczenięcych przywołanie,
Słodka woń zachwytów pierwszych -
Życie jak na tacy dane
Wiara w przyszłe dni szczęśliwe,
W świat leżący u stóp moich,
W to, że wszystko jest możliwe,
W boską siłę własnej woli
W drodze czas mi wszytko zabrał,
W zamian srebrem pokrył włosy,
Za plecami życia kawał,
Coraz bliżej drogi koniec
Nie wiem, czy tak trzeba gubić
I dlaczego tak się dzieje,
W szkole chemik nic nie mówił,
Że rozpuszcza czas nadzieję
Czasem tylko jakiś moment
Wrócić w tamten czas pozwoli
I uśmiechnąć się do wspomnień,
Zanim w środku coś zaboli ...
2011
Lat szczenięcych przywołanie,
Słodka woń zachwytów pierwszych -
Życie jak na tacy dane
Wiara w przyszłe dni szczęśliwe,
W świat leżący u stóp moich,
W to, że wszystko jest możliwe,
W boską siłę własnej woli
W drodze czas mi wszytko zabrał,
W zamian srebrem pokrył włosy,
Za plecami życia kawał,
Coraz bliżej drogi koniec
Nie wiem, czy tak trzeba gubić
I dlaczego tak się dzieje,
W szkole chemik nic nie mówił,
Że rozpuszcza czas nadzieję
Czasem tylko jakiś moment
Wrócić w tamten czas pozwoli
I uśmiechnąć się do wspomnień,
Zanim w środku coś zaboli ...
2011
piątek, 21 stycznia 2011
Strażakowi prawdziwemu
Pomoc niósł ludziom młody ratownik
Nogi w wypadku utracił
Czuł, że tak musi, chociaż ochotnik -
Teraz pozostał bez pracy
Żona i dziecko na utrzymaniu
Lecz wierzy w przyszłość kaleka
Zwierzęca w ciele siła przetrwania
Serce i dusza człowieka
I kiedy tylko dadzą protezy
Wróci, by służbę znów pełnić
Bo młody strażak mocno w to wierzy
Że będzie ludziom potrzebny
Popatrz na niego i pochyl głowę
Ty, co na wszystko narzekasz
On bohaterem i gladiatorem
Który z was dwóch to kaleka?
Łatwo nad sobą jest się rozczulić
I do dobrego przywyknąć
Niektórzy godni są miana ludzi
Ze wstydu muszę zamilknąć ...
2011
Nogi w wypadku utracił
Czuł, że tak musi, chociaż ochotnik -
Teraz pozostał bez pracy
Żona i dziecko na utrzymaniu
Lecz wierzy w przyszłość kaleka
Zwierzęca w ciele siła przetrwania
Serce i dusza człowieka
I kiedy tylko dadzą protezy
Wróci, by służbę znów pełnić
Bo młody strażak mocno w to wierzy
Że będzie ludziom potrzebny
Popatrz na niego i pochyl głowę
Ty, co na wszystko narzekasz
On bohaterem i gladiatorem
Który z was dwóch to kaleka?
Łatwo nad sobą jest się rozczulić
I do dobrego przywyknąć
Niektórzy godni są miana ludzi
Ze wstydu muszę zamilknąć ...
2011
czwartek, 20 stycznia 2011
Bluźnierca
Rozciągnięty tkwisz na desce
Przymykając na wpół oczy
Rozłożone na bok ręce
Gwoździe wbite w każdą z kończyn
Miłość to największa - mówisz -
Życie oddać za przyjaciół -
Ile bardziej kochać musi
Kto za wroga życie traci?
Oddal kielich ten ode mnie -
Tak prosiłeś przerażony
A niejeden na cierpienie
Idzie z czołem podniesionym
Kilka godzin twoich cierpień
Oto przykład ludziom dany
Gotowości do poświęceń
I bestialstwa wielkiej miary
Dla tych, którzy w mrozie stali
Przez noc wodą polewani
Bici w celach miesiącami
Z zerwanymi paznokciami
Dla tych, których całe życie
Jest cierpieniem - niczym innym
Czynią im największą krzywdę
Ci, co kochać ich powinni
Jestem oto tym żołnierzem
Który końcem ostrej włóczni
Przebił bok i męki skrócił
Patrzysz z góry na frustrata
Co u twoich stóp się mądrzy
Wkrótce przyjdzie koniec świata
Wtedy mądrze mnie osądzisz
2011
środa, 19 stycznia 2011
Szukającym
Przychodzicie z pytaniami
Wyrytymi w waszych ciałach
Pokłutymi ramionami
Blizn śladami na nadgarstkach
Sine bruzdy szyje szpecą
Oczy mętne od szukania -
Czy coś moje wam powiedzą?
Na ich dnie ... tylko pytania
Precz stąd, zmory! Z moich myśli
Same sobie jakoś radźcie
Idźcie tam, skąd żeście przyszły
Ja już szukał będę zawsze
Choć odpowiedź się nie znajdzie
Mimo nowej próby co dzień
To - kto szuka, ten ma rację
A w pytaniu jest odpowiedź
2011
Wyrytymi w waszych ciałach
Pokłutymi ramionami
Blizn śladami na nadgarstkach
Sine bruzdy szyje szpecą
Oczy mętne od szukania -
Czy coś moje wam powiedzą?
Na ich dnie ... tylko pytania
Precz stąd, zmory! Z moich myśli
Same sobie jakoś radźcie
Idźcie tam, skąd żeście przyszły
Ja już szukał będę zawsze
Choć odpowiedź się nie znajdzie
Mimo nowej próby co dzień
To - kto szuka, ten ma rację
A w pytaniu jest odpowiedź
2011
wtorek, 18 stycznia 2011
Chłopiec z małego miasta
Znikasz z domu wczesnym ranem
Wszystko mieścisz w torbie małej
Sam zupełnie na peronie
Wiatr i deszcz na twarzy twojej
Matce pojąć nie jest dane
Czemu uciec stąd musiałeś
Odpowiedzi tak szukanej
Nigdy tu byś nie mógł znaleźć
I miłością jakiej pragniesz
W domu nie byłbyś kochany
Znikaj więc, szukaj więc ...
Popychany i kopany
Wciąż samotny tutaj byłeś
Przez nich wszystkich poniżany
Tylko o tym tu mówili
Choć tak bardzo próbowali
Zranić cię - do płaczu zmusić
Nigdy przy nich nie płakałeś
Tylko wewnątrz swojej duszy
Znikaj więc, szukaj więc .... i płacz ...
Znikasz z domu wczesnym ranem
Wszystko mieścisz w torbie małej
Sam zupełnie na peronie
Wiatr i deszcz na twarzy twojej
2011
tłumaczenie z: Bronski Beat
Wszystko mieścisz w torbie małej
Sam zupełnie na peronie
Wiatr i deszcz na twarzy twojej
Matce pojąć nie jest dane
Czemu uciec stąd musiałeś
Odpowiedzi tak szukanej
Nigdy tu byś nie mógł znaleźć
I miłością jakiej pragniesz
W domu nie byłbyś kochany
Znikaj więc, szukaj więc ...
Popychany i kopany
Wciąż samotny tutaj byłeś
Przez nich wszystkich poniżany
Tylko o tym tu mówili
Choć tak bardzo próbowali
Zranić cię - do płaczu zmusić
Nigdy przy nich nie płakałeś
Tylko wewnątrz swojej duszy
Znikaj więc, szukaj więc .... i płacz ...
Znikasz z domu wczesnym ranem
Wszystko mieścisz w torbie małej
Sam zupełnie na peronie
Wiatr i deszcz na twarzy twojej
2011
tłumaczenie z: Bronski Beat
poniedziałek, 17 stycznia 2011
W piwnicy
Cicho na dół schodzi do niej,
W górze świecznik trzyma w dłoni,
Szuka schodów wzrokiem zimnym,
Płomień spala pajęczyny
Ona w kącie składa ręce,
Strach wypełnia młode serce -
Wie, jak będzie to bolało,
Kiedy cielsko zwali na nią
Pod paznokciem połamanym
Chowa wilgoć brudnej ściany,
Nazbyt długo w oknie krata
Dzieli ją od reszty świata
Jak co wieczór schodzi bestia
Ulżyć wstrętnym żądzom cielska,
W niemym mroku do piwnicy -
Świadka strasznej tajemnicy
Wkrótce ona mu się znudzi,
Znajdzie wtedy ją ktoś z ludzi
W płytkim dole, gdzieś pod krzakiem,
On ofiarę nową złapie
2011
W górze świecznik trzyma w dłoni,
Szuka schodów wzrokiem zimnym,
Płomień spala pajęczyny
Ona w kącie składa ręce,
Strach wypełnia młode serce -
Wie, jak będzie to bolało,
Kiedy cielsko zwali na nią
Pod paznokciem połamanym
Chowa wilgoć brudnej ściany,
Nazbyt długo w oknie krata
Dzieli ją od reszty świata
Jak co wieczór schodzi bestia
Ulżyć wstrętnym żądzom cielska,
W niemym mroku do piwnicy -
Świadka strasznej tajemnicy
Wkrótce ona mu się znudzi,
Znajdzie wtedy ją ktoś z ludzi
W płytkim dole, gdzieś pod krzakiem,
On ofiarę nową złapie
2011
niedziela, 16 stycznia 2011
Nowotwór
Ból ją zniszczył jak nowotwór
Zanim ktoś lekarstwo odkrył
Przyszedł znikąd, rósł pod czaszką
Nie pozwalał długo zasnąć
Zamknął myśli w świecie ciasnym
Ludzi zmienił w obcych Marsjan
Nie chciał chemii, ni naświetlań
Szans jej nie dał, żeby przetrwać
Tamten chłopak dałby wszystko
Lek wynalazł chorym myślom
Gdyby tylko go widziała
A morfina już nie działa ...
Nie odczuje świat jej braku -
Ścięta róża w morzu kwiatów
Niech jej ziemia będzie lekką -
Sama ścięła się żyletką ...
Lecz w przyrodzie nic nie ginie
Ból pozostał po dziewczynie
Choć jej nie ma, od tej pory
Chłopak walczy z nowotworem
2011
Zanim ktoś lekarstwo odkrył
Przyszedł znikąd, rósł pod czaszką
Nie pozwalał długo zasnąć
Zamknął myśli w świecie ciasnym
Ludzi zmienił w obcych Marsjan
Nie chciał chemii, ni naświetlań
Szans jej nie dał, żeby przetrwać
Tamten chłopak dałby wszystko
Lek wynalazł chorym myślom
Gdyby tylko go widziała
A morfina już nie działa ...
Nie odczuje świat jej braku -
Ścięta róża w morzu kwiatów
Niech jej ziemia będzie lekką -
Sama ścięła się żyletką ...
Lecz w przyrodzie nic nie ginie
Ból pozostał po dziewczynie
Choć jej nie ma, od tej pory
Chłopak walczy z nowotworem
2011
sobota, 15 stycznia 2011
Suka Olafa
Piękne szczenię Olaf kupił,
Do polowań je przyuczył,
Węchem świetnym suczka mała
Wszystkich wokół zadziwiała
Na jej oczach psa powiesił
Kochanego sąsiad ze wsi,
Bo mu pogryzł kozę dojną -
Suka wie, że tak nie wolno
Tak straciła przyjaciela,
Co jej jeden rad udzielał,
Nim się dzieci jej zrodziły,
Ojca swego już straciły
Suka szczęścia nie pamięta -
Odebrano jej szczenięta
O szlachetnym powonieniu,
Matka cierpieć ma w milczeniu
Olaf, w lesie, wkrótce po tym,
Znalazł wilcze dwie sieroty,
Zaniósł suce je wychować -
Znowu miała kogo kochać
Miał sam Olaf córcię śliczną,
Co kochała się w króliczku,
Jeden z wilczków, gdy już podrósł,
Ulubieńca w strzępy rozniósł
Gniew Olafa serce zmienił -
Winowajcę wnet zastrzelił,
Siostrę także śmierć spotkała,
Choć ją suka ukryć chciała
Na nic prośby, na nic siła -
Suka w budzie się skuliła,
Zdjęta bólem jeść nie chciała,
Polowania odmawiała
Zawodzenie słysząc żony,
Z lasu Olaf biegł strwożony,
W drodze z suką się rozminął,
W polu po niej ślad zaginął ...
Żona wisi pod powałą,
We krwi leży drobne ciało,
Suka córkę ci zagryzła -
Tak, Olafie, szczęście pryska ...
2011
Do polowań je przyuczył,
Węchem świetnym suczka mała
Wszystkich wokół zadziwiała
Na jej oczach psa powiesił
Kochanego sąsiad ze wsi,
Bo mu pogryzł kozę dojną -
Suka wie, że tak nie wolno
Tak straciła przyjaciela,
Co jej jeden rad udzielał,
Nim się dzieci jej zrodziły,
Ojca swego już straciły
Suka szczęścia nie pamięta -
Odebrano jej szczenięta
O szlachetnym powonieniu,
Matka cierpieć ma w milczeniu
Olaf, w lesie, wkrótce po tym,
Znalazł wilcze dwie sieroty,
Zaniósł suce je wychować -
Znowu miała kogo kochać
Miał sam Olaf córcię śliczną,
Co kochała się w króliczku,
Jeden z wilczków, gdy już podrósł,
Ulubieńca w strzępy rozniósł
Gniew Olafa serce zmienił -
Winowajcę wnet zastrzelił,
Siostrę także śmierć spotkała,
Choć ją suka ukryć chciała
Na nic prośby, na nic siła -
Suka w budzie się skuliła,
Zdjęta bólem jeść nie chciała,
Polowania odmawiała
Zawodzenie słysząc żony,
Z lasu Olaf biegł strwożony,
W drodze z suką się rozminął,
W polu po niej ślad zaginął ...
Żona wisi pod powałą,
We krwi leży drobne ciało,
Suka córkę ci zagryzła -
Tak, Olafie, szczęście pryska ...
2011
piątek, 14 stycznia 2011
Blues umarlaka
W tyle daleko zostawiam tam
Z czym porachunki od dawna mam
Nie będę garba za sobą niósł
Zaśpiewam ducha przemiany blues
Nie jest mnie w stanie zatrzymać nic
Gdy serce wprawię w miarowy rytm
I niepotrzebny alkohol mi -
Czystego bluesa wlewam do krwi
Mój blues w przydrożnym zajeździe brzmi
Gra go fachowiec od tylnych drzwi
O, weź go, skarbie, takim jak jest
I po raz drugi pokochaj mnie
O, dalej, dalej dotykaj mnie
Czemu szaleńczo nie kocham cię?
Pozwól znów burzy dosiadać mi
Czekać na słońce aż po sam świt
Na drugą stroną przebijmy się
Tam na jednego przypada pięć
Gdzieś w whisky barze wysączmy gin
Niech nam zaśpiewa Maggie M'Gill
Zbuduję tobie w hiacyntach dom
Blues oraz Chopin zasiedlą go
"Ulica Miłość" adres niech brzmi
Nie, nie zagoszczą tam dziwne dni
W odosobnienia ogród mnie weź
Ducha zaśpiewam ci w zamian pieśń
I jak noc długa rozkołysz mnie
Choć ponoć diabłem kobieta jest
Czemu w mych myślach nie widzę cię?
Gdzie mi, dziewczynko, zgubiłaś się?
Lato już prawie odeszło w cień
Niech choć to babie ogrzeje mnie
Tak oto kończy się nasza noc
Ludzie są dziwni - pamiętaj to
Kiedy muzyka przestanie brzmieć
Przyjaciel-koniec zabierze mnie
2011
inspiracja / zapożyczenia z: The Doors
Z czym porachunki od dawna mam
Nie będę garba za sobą niósł
Zaśpiewam ducha przemiany blues
Nie jest mnie w stanie zatrzymać nic
Gdy serce wprawię w miarowy rytm
I niepotrzebny alkohol mi -
Czystego bluesa wlewam do krwi
Mój blues w przydrożnym zajeździe brzmi
Gra go fachowiec od tylnych drzwi
O, weź go, skarbie, takim jak jest
I po raz drugi pokochaj mnie
O, dalej, dalej dotykaj mnie
Czemu szaleńczo nie kocham cię?
Pozwól znów burzy dosiadać mi
Czekać na słońce aż po sam świt
Na drugą stroną przebijmy się
Tam na jednego przypada pięć
Gdzieś w whisky barze wysączmy gin
Niech nam zaśpiewa Maggie M'Gill
Zbuduję tobie w hiacyntach dom
Blues oraz Chopin zasiedlą go
"Ulica Miłość" adres niech brzmi
Nie, nie zagoszczą tam dziwne dni
W odosobnienia ogród mnie weź
Ducha zaśpiewam ci w zamian pieśń
I jak noc długa rozkołysz mnie
Choć ponoć diabłem kobieta jest
Czemu w mych myślach nie widzę cię?
Gdzie mi, dziewczynko, zgubiłaś się?
Lato już prawie odeszło w cień
Niech choć to babie ogrzeje mnie
Tak oto kończy się nasza noc
Ludzie są dziwni - pamiętaj to
Kiedy muzyka przestanie brzmieć
Przyjaciel-koniec zabierze mnie
2011
inspiracja / zapożyczenia z: The Doors
czwartek, 13 stycznia 2011
Ostatnia misja majora Toma
Majorze Tom, misja nowa -
Trzeba w przyszłość wystartować,
Niepokoi nas to bardzo,
Że nie wiemy, czy jest warto
Inwestować, kopać ropę,
Coś planować, zacząć wojnę,
Płodzić dzieci, walczyć z głodem,
Wylansować nową modę
Leć więc w przyszłość, bohaterze,
N.A.S.A. miejsce ci wybierze,
Małe w czasie oddalenie -
Tylko jedno pokolenie,
Sprawdź, jak żyją nasze dzieci,
Potem znowu tu przylecisz,
Powiesz nam, co mamy zmienić -
To dla ciebie wyróżnienie
Leci w lot samotny major,
Sprawdzić, jak się rzeczy mają,
Wylądować już powinien,
Patrzy w szybę - niemożliwe ...
"Houston, chyba mamy problem,
Nic już więcej wam nie powiem,
Tracę łączność" - major zamilkł,
Żeby prawdy nie poznali ...
Tom dryfuje w mrok kosmiczny,
Nie przejmuje już się niczym,
W ziemię patrzy wstecz niebieską,
Gdzie została jego przeszłość,
Raz ostatni cicho nuci,
Wie, że nie ma dokąd wrócić ...
2011
Trzeba w przyszłość wystartować,
Niepokoi nas to bardzo,
Że nie wiemy, czy jest warto
Inwestować, kopać ropę,
Coś planować, zacząć wojnę,
Płodzić dzieci, walczyć z głodem,
Wylansować nową modę
Leć więc w przyszłość, bohaterze,
N.A.S.A. miejsce ci wybierze,
Małe w czasie oddalenie -
Tylko jedno pokolenie,
Sprawdź, jak żyją nasze dzieci,
Potem znowu tu przylecisz,
Powiesz nam, co mamy zmienić -
To dla ciebie wyróżnienie
Leci w lot samotny major,
Sprawdzić, jak się rzeczy mają,
Wylądować już powinien,
Patrzy w szybę - niemożliwe ...
"Houston, chyba mamy problem,
Nic już więcej wam nie powiem,
Tracę łączność" - major zamilkł,
Żeby prawdy nie poznali ...
Tom dryfuje w mrok kosmiczny,
Nie przejmuje już się niczym,
W ziemię patrzy wstecz niebieską,
Gdzie została jego przeszłość,
Raz ostatni cicho nuci,
Wie, że nie ma dokąd wrócić ...
2011
środa, 12 stycznia 2011
Kosmiczny cudak
"Kontrola lotu tu major Tom,
Statek na miejscu, opuszczam go,
Dziwnie w powietrzu jest pływać tak,
I gwiazdy inny dziś mają blask...
Tu zawinięty siedzę w blachę,
Daleko ponad naszym światem,
Patrzę ku ziemi tak niebieskiej,
Nie mogę zrobić już nic więcej
Choć przeleciałem tysiące mil,
Spokój zachować nietrudno mi,
Myślę, że statek jak wrócić wie,
Że żonę kocham, powiedzcie jej,
Ona to wie"
"Halo, majorze, wzywamy cię,
Tracimy łączność, coś poszło źle,
Halo, majorze, czy słyszysz mnie?
Halo, majorze, czy słyszysz mnie?
Halo, majorze..."
"Dryfuję wokół rakiety blach,
Daleko w dole księżyca blask,
Patrzę ku ziemi tak niebieskiej,
Nie mogę zrobić już nic więcej..."
2011
swobodny przekład z: David Bowie
Statek na miejscu, opuszczam go,
Dziwnie w powietrzu jest pływać tak,
I gwiazdy inny dziś mają blask...
Tu zawinięty siedzę w blachę,
Daleko ponad naszym światem,
Patrzę ku ziemi tak niebieskiej,
Nie mogę zrobić już nic więcej
Choć przeleciałem tysiące mil,
Spokój zachować nietrudno mi,
Myślę, że statek jak wrócić wie,
Że żonę kocham, powiedzcie jej,
Ona to wie"
"Halo, majorze, wzywamy cię,
Tracimy łączność, coś poszło źle,
Halo, majorze, czy słyszysz mnie?
Halo, majorze, czy słyszysz mnie?
Halo, majorze..."
"Dryfuję wokół rakiety blach,
Daleko w dole księżyca blask,
Patrzę ku ziemi tak niebieskiej,
Nie mogę zrobić już nic więcej..."
2011
swobodny przekład z: David Bowie
wtorek, 11 stycznia 2011
Moja śmierć
Śmierć mnie czeka jak lubieżnik,
Że się zgodzę pójść z nim pewny -
Gwizdnę na niego i czas, co płynie ...
Czeka śmierć jak księdza słowa,
Gdy mą młodość będą chować -
Zapłaczę po niej, nim czas mój minie ...
Czeka śmierć jak duch w ciemności,
Pewny jestem jak miłości -
Nie myślmy o tym, choć czas nasz ginie ...
Nie dbam o to, co za drzwiami,
Z aniołami, czy z diabłami,
W piekle będę, czy też w niebie,
Bo przed drzwiami widzę ciebie
Czeka śmierć jak ślepiec biedny,
Świat dla niego zawsze ciemny -
Grosz jemu rzucę za czas, co płynie ...
W twoich udach czeka na mnie,
Choć ty moje oczy zamkniesz -
Pomyślmy o tym, nim czas nasz minie ...
Zwleka, żeby wam pozwolić
Się zabawić, potem koniec -
Wypijmy za to i czas, nim zginie ...
Nie dbam o to, co za drzwiami,
Że się zgodzę pójść z nim pewny -
Gwizdnę na niego i czas, co płynie ...
Czeka śmierć jak księdza słowa,
Gdy mą młodość będą chować -
Zapłaczę po niej, nim czas mój minie ...
Czeka śmierć jak duch w ciemności,
Pewny jestem jak miłości -
Nie myślmy o tym, choć czas nasz ginie ...
Nie dbam o to, co za drzwiami,
Z aniołami, czy z diabłami,
W piekle będę, czy też w niebie,
Bo przed drzwiami widzę ciebie
Czeka śmierć jak ślepiec biedny,
Świat dla niego zawsze ciemny -
Grosz jemu rzucę za czas, co płynie ...
W twoich udach czeka na mnie,
Choć ty moje oczy zamkniesz -
Pomyślmy o tym, nim czas nasz minie ...
Zwleka, żeby wam pozwolić
Się zabawić, potem koniec -
Wypijmy za to i czas, nim zginie ...
Nie dbam o to, co za drzwiami,
Z aniołami, czy z diabłami,
W piekle będę, czy też w niebie,
Bo przed drzwiami widzę ciebie
Śmierć się chowa w liści barwie,
Magik trzyma ją w rękawie -
Psy z nią, króliki i czas, co płynie ...
Śmierć mnie czeka pod kwiatami,
Z ukrytymi tam cieniami -
Bzu nazrywajmy za czas, nim minie ...
W naszym łóżku śmierć się czai,
Zapomnieniem głowę mami -
Koc naciągnijmy na czas, co ginie ...
Nie dbam o to, co za drzwiami,
Z aniołami, czy z diabłami,
W piekle będę, czy też w niebie,
Bo przed drzwiami widzę ciebie
2011
tłumaczenie z: David Bowie
poniedziałek, 10 stycznia 2011
Zwycięzcy
Naprzód! Ku górze!
Na życia szczyt!
Walcz wbrew naturze,
Do kresu sił!
Po stromym zboczu,
Gdzie marzeń cel,
Na przekór bogom
Wzrok w chmury wznieś
Samotnych zmagań
Nie widzi nikt,
Gdy mistrz dorasta
Do chwały dni
Z goryczy klęski,
Przez ducha hart,
Do dni zwycięskich -
Pokonać świat!
Zgnieć pod stopami
Słabość i ból,
Dziś dzień wygranej,
Po łez dniach stu
Choć drwił i śmiał się
Zawistny świat,
Że ty masz rację,
Pokazał czas
2011
Na życia szczyt!
Walcz wbrew naturze,
Do kresu sił!
Po stromym zboczu,
Gdzie marzeń cel,
Na przekór bogom
Wzrok w chmury wznieś
Samotnych zmagań
Nie widzi nikt,
Gdy mistrz dorasta
Do chwały dni
Z goryczy klęski,
Przez ducha hart,
Do dni zwycięskich -
Pokonać świat!
Zgnieć pod stopami
Słabość i ból,
Dziś dzień wygranej,
Po łez dniach stu
Choć drwił i śmiał się
Zawistny świat,
Że ty masz rację,
Pokazał czas
2011
niedziela, 9 stycznia 2011
Tylnymi drzwiami
Rzucasz iskry mi spod powiek,
Dobrze czujesz, co mam w głowie,
Blisko ciebie wciąż się błąkam,
W twoje tylne drzwi spoglądam
Dam ci to, co - sama przyznasz -
Żaden nie dał ci mężczyzna,
Zrób tak, byśmy byli sami
I tylnymi wpuść mnie drzwiami
Tkanin drogich nie ubieraj,
Bym nie musiał ich rozdzierać,
Panem twoim dzisiaj będę,
Gdy tylnymi drzwiami wejdę
Uklękniemy na podłodze,
Ukradniemy bogom ogień,
Zatańczymy z aniołami,
Gdy tylnymi wejdę drzwiami
Pamięć o tym, co jest wokół,
Żądza spali w nas na popiół,
By zjednoczyć się ciałami,
Wśliznę się tylnymi drzwiami
2011
Dobrze czujesz, co mam w głowie,
Blisko ciebie wciąż się błąkam,
W twoje tylne drzwi spoglądam
Dam ci to, co - sama przyznasz -
Żaden nie dał ci mężczyzna,
Zrób tak, byśmy byli sami
I tylnymi wpuść mnie drzwiami
Tkanin drogich nie ubieraj,
Bym nie musiał ich rozdzierać,
Panem twoim dzisiaj będę,
Gdy tylnymi drzwiami wejdę
Uklękniemy na podłodze,
Ukradniemy bogom ogień,
Zatańczymy z aniołami,
Gdy tylnymi wejdę drzwiami
Pamięć o tym, co jest wokół,
Żądza spali w nas na popiół,
By zjednoczyć się ciałami,
Wśliznę się tylnymi drzwiami
2011
sobota, 8 stycznia 2011
Noc poety
Noc śmiertelników głuszy ciemnością,
Głowy w poduszki tulą z lubością,
Poeta nie śpi - ciemność go wzywa -
Obudź się, weno! W sukurs przybywaj!
Na stole świecznik płomieniem błyska,
Przy nim ołówek i kartka czysta,
Napój poetów szkli się w kielichu,
Demony czają gdzieś się po cichu
Alkohol szumi, migocze płomień,
Tak bym chciał dzisiaj uciec od wspomnień,
Lecz kiedy wszystko umarło piękno,
Serce bezwiednie ucieka w przeszłość
Pozwól mi, życie, tobą się cieszyć,
Coś wspaniałego - jak kiedyś - przeżyć,
W tobie, nie w winie, chcę się zatracić,
Zostawić przeszłość, zacząć inaczej
Muzo umarła przed tylu laty,
Żal mój po tobie leję na papier,
Czemu zmieniłaś tak moją duszę,
Że wciąż dni tamte wspominać muszę?
Nim świt nadejdzie, ogarek zgaśnie,
Wino się skończy, poeta zaśnie,
Wiersz pozostanie niedokończony,
Czmychną po kątach podłe demony
2011
Głowy w poduszki tulą z lubością,
Poeta nie śpi - ciemność go wzywa -
Obudź się, weno! W sukurs przybywaj!
Na stole świecznik płomieniem błyska,
Przy nim ołówek i kartka czysta,
Napój poetów szkli się w kielichu,
Demony czają gdzieś się po cichu
Alkohol szumi, migocze płomień,
Tak bym chciał dzisiaj uciec od wspomnień,
Lecz kiedy wszystko umarło piękno,
Serce bezwiednie ucieka w przeszłość
Pozwól mi, życie, tobą się cieszyć,
Coś wspaniałego - jak kiedyś - przeżyć,
W tobie, nie w winie, chcę się zatracić,
Zostawić przeszłość, zacząć inaczej
Muzo umarła przed tylu laty,
Żal mój po tobie leję na papier,
Czemu zmieniłaś tak moją duszę,
Że wciąż dni tamte wspominać muszę?
Nim świt nadejdzie, ogarek zgaśnie,
Wino się skończy, poeta zaśnie,
Wiersz pozostanie niedokończony,
Czmychną po kątach podłe demony
2011
piątek, 7 stycznia 2011
Trójca zła - cz. 2.
Topiło słońce śnieg coraz bardziej,
Rosły dokoła wyspy zielone,
Rzedniały puszczy gęstwiny czarne -
Poczuł wędrowiec podróży koniec
Nim gór i lasów grzbiet przygarbiony
Zmienił się w jezior, pól, łąk równinę,
Ostatnią nocną, piechur zdrożony,
Spędzić miał w puszczy dzikiej godzinę
Nogi zmęczone, a korzeń śliski,
Chciał słońce witać w polu szerokim,
Trudno być czujnym, gdy cel jest bliski -
W dół na niedźwiedzia wpadł wnet głęboki
Wkrótce się ocknął - nic się nie stało,
Wspiął się ku kępom trawy zielonej,
Lecz szybko w dziurę opuścił ciało -
Widokiem stada wilków strwożony
Chciał zebrać myśli, lecz się nie dało -
Pisk szczurów w jamach rozum zamącił,
Zrozumiał - mało czasu zostało,
Przyjdzie w pułapce życie zakończyć
By się pojednać z nieba bogami,
Spojrzał, szukając różowej zorzy,
Lecz chmura czarna kruków skrzydłami
Zakryła szczelnie przybytek boży
Nie! Zgnić nie może w dole jak zwierzę,
Trzeba mu walczyć do końca dzielnie -
Wyskoczył z jamy, ruszył przed siebie,
Potknął się w mroku i padł na ziemię
Kły wielki basior w szyi zatopił,
Zgłodniałe wilki ciało szarpały,
Krwi się niejeden szczur ciepłej opił,
Kruki do kości mięso zdrapały
Ludzie, szukając w dole niedźwiedzia,
Znaleźli w trawie czaszkę o świcie,
Na czaszce wielki, czarny kruk siedział,
Niczym wysłannik piekieł po życie
2011
Rosły dokoła wyspy zielone,
Rzedniały puszczy gęstwiny czarne -
Poczuł wędrowiec podróży koniec
Nim gór i lasów grzbiet przygarbiony
Zmienił się w jezior, pól, łąk równinę,
Ostatnią nocną, piechur zdrożony,
Spędzić miał w puszczy dzikiej godzinę
Nogi zmęczone, a korzeń śliski,
Chciał słońce witać w polu szerokim,
Trudno być czujnym, gdy cel jest bliski -
W dół na niedźwiedzia wpadł wnet głęboki
Wkrótce się ocknął - nic się nie stało,
Wspiął się ku kępom trawy zielonej,
Lecz szybko w dziurę opuścił ciało -
Widokiem stada wilków strwożony
Chciał zebrać myśli, lecz się nie dało -
Pisk szczurów w jamach rozum zamącił,
Zrozumiał - mało czasu zostało,
Przyjdzie w pułapce życie zakończyć
By się pojednać z nieba bogami,
Spojrzał, szukając różowej zorzy,
Lecz chmura czarna kruków skrzydłami
Zakryła szczelnie przybytek boży
Nie! Zgnić nie może w dole jak zwierzę,
Trzeba mu walczyć do końca dzielnie -
Wyskoczył z jamy, ruszył przed siebie,
Potknął się w mroku i padł na ziemię
Kły wielki basior w szyi zatopił,
Zgłodniałe wilki ciało szarpały,
Krwi się niejeden szczur ciepłej opił,
Kruki do kości mięso zdrapały
Ludzie, szukając w dole niedźwiedzia,
Znaleźli w trawie czaszkę o świcie,
Na czaszce wielki, czarny kruk siedział,
Niczym wysłannik piekieł po życie
2011
czwartek, 6 stycznia 2011
Trójca zła - cz. 1.
W wiosce, daleko gdzieś na północy,
Przed laty mieszkał dzielny młodzieniec,
Nie chciał wśród długiej polarnej nocy
Czekać z innymi na ocieplenie
Zebrał w plecaku co najważniejsze,
Pożegnał starą matkę i ojca,
Wyruszył tam, gdzie lądy cieplejsze,
Gdzie kwitnie ziemia potęgą słońca
Kiedy opuszczał wioskę, starszyzna
Dała mu tylko jedną przestrogę -
Idź tak, by szczura, kruka i wilka
Ślepia nie weszły nigdy ci w drogę
Wilk chce cię pożreć, zęby już ostrzy,
Szczur - wniknąć w myśli, rozum zamącić,
Kruk to wysłannik diabelskich mocy,
By duszę twoją do piekieł strącić
Długo wędrował przez śnieżną tundrę,
Przez dzikie lasy tajgi, młodzieniec,
Trzymając wiernie kurs na południe,
W sercu chowając jedno marzenie
Kiedyś, podchodząc jelenia w lesie,
Dostrzegł, że tropić wilk ich się śmieli,
Pomny przestrogi, nie dał mu resztek -
Strzelbę wymierzył, wilka ustrzelił
Raz, w starej chacie jedząc wieczerzę,
Zobaczył w dziurze szczura chudego,
Zdechło zjadając okruchy zwierzę -
Młodzieniec otruł kompana swego
Krukowi, który śledził go z góry,
Rzucił kawałek mięsa z haczykiem,
Gdy ptak to połknął, ciągnąc za sznurek,
Wyrwał mu trzewia wąskim przełykiem
2011
Przed laty mieszkał dzielny młodzieniec,
Nie chciał wśród długiej polarnej nocy
Czekać z innymi na ocieplenie
Zebrał w plecaku co najważniejsze,
Pożegnał starą matkę i ojca,
Wyruszył tam, gdzie lądy cieplejsze,
Gdzie kwitnie ziemia potęgą słońca
Kiedy opuszczał wioskę, starszyzna
Dała mu tylko jedną przestrogę -
Idź tak, by szczura, kruka i wilka
Ślepia nie weszły nigdy ci w drogę
Wilk chce cię pożreć, zęby już ostrzy,
Szczur - wniknąć w myśli, rozum zamącić,
Kruk to wysłannik diabelskich mocy,
By duszę twoją do piekieł strącić
Długo wędrował przez śnieżną tundrę,
Przez dzikie lasy tajgi, młodzieniec,
Trzymając wiernie kurs na południe,
W sercu chowając jedno marzenie
Kiedyś, podchodząc jelenia w lesie,
Dostrzegł, że tropić wilk ich się śmieli,
Pomny przestrogi, nie dał mu resztek -
Strzelbę wymierzył, wilka ustrzelił
Raz, w starej chacie jedząc wieczerzę,
Zobaczył w dziurze szczura chudego,
Zdechło zjadając okruchy zwierzę -
Młodzieniec otruł kompana swego
Krukowi, który śledził go z góry,
Rzucił kawałek mięsa z haczykiem,
Gdy ptak to połknął, ciągnąc za sznurek,
Wyrwał mu trzewia wąskim przełykiem
2011
środa, 5 stycznia 2011
Blisko, coraz bliżej
Gdy martwe ptaki z nieba spadną,
A śnięte ryby wyda woda,
Świat stanie cicho nad przepaścią,
Lecz człowiek tępy nic nie pozna
Szukając przyczyn gdzieś daleko,
Jak ślepiec z nogą w rozpadlinie,
Nie dojrzy końca czasu swego,
Zrodzony głupim - głupim zginie
Keep smiling, jutro będzie lepiej! -
Sukcesu hasło prowadzące
Zawyją wichry na pogrzebie,
Pamięci rasy odchodzącej
2011
A śnięte ryby wyda woda,
Świat stanie cicho nad przepaścią,
Lecz człowiek tępy nic nie pozna
Szukając przyczyn gdzieś daleko,
Jak ślepiec z nogą w rozpadlinie,
Nie dojrzy końca czasu swego,
Zrodzony głupim - głupim zginie
Keep smiling, jutro będzie lepiej! -
Sukcesu hasło prowadzące
Zawyją wichry na pogrzebie,
Pamięci rasy odchodzącej
2011
wtorek, 4 stycznia 2011
Kochankowie
W drodze swojej zagubieni,
Marzeniami zaślepieni,
Zakładnicy ciał i uczuć,
Z wiarą, że wciąż szukać muszą
Nie chcieliśmy - los to sprawił,
Na przeciwko nas postawił,
Wiedząc, że się nie oprzemy,
W zatracenie popłyniemy
Pożądliwych ciał pragnienia
Sączą wino zapomnienia,
Świat nieważny, nie ma innych,
Wiem, że grzeszę - chcę być winny!
Nie zostawię dziś cię samej,
W namiętności stanę bramie -
Zostaw światło zapalone,
Drzwi - gdy wyjdzie - uchylone
Wiesz dokładnie o czym marzę,
Jak dać rozkosz ci pokażę,
Spływaj rosą grzechu na mnie,
Bym zapomnieć mógł o tamtej
A gdy przyjdzie mi zapłacić,
Jak skazaniec, wszystko stracić,
Kiedy wspomnę swoją winę,
Będę wiedział za co ginę
2011
Marzeniami zaślepieni,
Zakładnicy ciał i uczuć,
Z wiarą, że wciąż szukać muszą
Nie chcieliśmy - los to sprawił,
Na przeciwko nas postawił,
Wiedząc, że się nie oprzemy,
W zatracenie popłyniemy
Pożądliwych ciał pragnienia
Sączą wino zapomnienia,
Świat nieważny, nie ma innych,
Wiem, że grzeszę - chcę być winny!
Nie zostawię dziś cię samej,
W namiętności stanę bramie -
Zostaw światło zapalone,
Drzwi - gdy wyjdzie - uchylone
Wiesz dokładnie o czym marzę,
Jak dać rozkosz ci pokażę,
Spływaj rosą grzechu na mnie,
Bym zapomnieć mógł o tamtej
A gdy przyjdzie mi zapłacić,
Jak skazaniec, wszystko stracić,
Kiedy wspomnę swoją winę,
Będę wiedział za co ginę
2011
poniedziałek, 3 stycznia 2011
Szczur
Przez otwór w rurze, gęsty muł,
Przez dziurę w murze, zgniły próg,
Pod zimnych schodów ciemny bieg,
Do domu pana swego wszedł
W piwnicy stęchłej znalazł róg,
Gdzie tylko on mieć gniazdo mógł,
Ciche schronienie, tani wikt,
Tak, by nie wiedział o nim nikt
Nocą wybiegał w domu głąb,
Cuchnący znacząc wszędzie trop,
Tu zaszeleścił, zniszczył tam -
Pan wiedział już, że nie jest sam
Skończył się błogi spokój snu,
Będzie miał wojnę, podły wróg -
Pułapki, trutki, koci spryt,
By zniszczyć nędzny, szczurzy byt
Lecz w gry nie takie grał już gość,
Sposobów znał by przeżyć dość,
Wiodła go tylko życia chęć,
Pan chciał wrogowi zadać śmierć
Im dłuższy wiódł ze szczurem bój,
Tym większy w piersi wzrastał ból,
Odebrał siły zmagań znój,
Pan spadł ze schodów głową w dół
Jeszcze w konwulsjach drgała brew,
A wróg już chłeptał jego krew,
Nim pan ostatni westchnął raz,
Szczur w jego czaszkę okiem wlazł
2011
Przez dziurę w murze, zgniły próg,
Pod zimnych schodów ciemny bieg,
Do domu pana swego wszedł
W piwnicy stęchłej znalazł róg,
Gdzie tylko on mieć gniazdo mógł,
Ciche schronienie, tani wikt,
Tak, by nie wiedział o nim nikt
Nocą wybiegał w domu głąb,
Cuchnący znacząc wszędzie trop,
Tu zaszeleścił, zniszczył tam -
Pan wiedział już, że nie jest sam
Skończył się błogi spokój snu,
Będzie miał wojnę, podły wróg -
Pułapki, trutki, koci spryt,
By zniszczyć nędzny, szczurzy byt
Lecz w gry nie takie grał już gość,
Sposobów znał by przeżyć dość,
Wiodła go tylko życia chęć,
Pan chciał wrogowi zadać śmierć
Im dłuższy wiódł ze szczurem bój,
Tym większy w piersi wzrastał ból,
Odebrał siły zmagań znój,
Pan spadł ze schodów głową w dół
Jeszcze w konwulsjach drgała brew,
A wróg już chłeptał jego krew,
Nim pan ostatni westchnął raz,
Szczur w jego czaszkę okiem wlazł
2011
niedziela, 2 stycznia 2011
Grobowiec tęsknoty
"Wszystkie poranki świata mijają bezpowrotnie"
Pascal Quignard
Cóż z maleńkich mi tych córek,
Kiedy ciebie nie ma ze mną?
Czego człowiek potrzebuje,
Krocząc ścieżką wiecznie ciemną?
Żagiew duszy los mi zdmuchnął,
W blasku której w szczęściu żyłem,
Wieczna żałość moją druhną,
Że cię wtedy opuściłem
Krwi ze świata żyłom nie dam
Toczyć w serce, co tak boli,
Bramę zamknę, konia sprzedam,
By cię szukać przy mej wioli
Uszy pełne wciąż słów twoich,
Słodkie ciało przed oczami,
Zamiast... smyczek trzymam w dłoni,
Wiolę ściskam kolanami
By wybrzmiała rozpacz cała,
Żyły moje w struny wplotę,
Odtąd wiecznie będzie grała
Wiola wiernie mą tęsknotę
Żem bez ciebie żył w grobowcu,
Dźwięk zaświadczy wioli o tym -
Weźmie dusze jak wędrowców
Do grobowca mej tęsknoty
2011
sobota, 1 stycznia 2011
Nowy Rok
Wszystko milczy w Nowym Roku,
Świat się śniegiem pokrył wokół,
W dzień, w noc jesteś w mych marzeniach -
W Nowy Rok nic się nie zmienia,
Wiem, że będę z tobą znowu
Kiedyś, może już w tym roku
Krwią na niebie szkarłat wezbrał,
Czarno-biały tłum się zebrał,
Spletli ręce, garść wybrana,
Tak gazeta napisała;
Przyznaj, przedrzeć się możemy,
Z dwojga - jednym znów będziemy
Raz na przeszłość swą popatrzę
I od nowa wszystko zacznę,
Może czas ten właśnie nadszedł
I już dzisiaj cię zobaczę,
Wiem, że będę z tobą znowu
Tak, na pewno będę z tobą
Ponoć żyję w wieku złotym,
A o złoto toczą wojny,
Snów o tobie chcę spełnienia -
W Nowy Rok nic się nie zmienia
2011
tłumaczenie z: U2
Świat się śniegiem pokrył wokół,
W dzień, w noc jesteś w mych marzeniach -
W Nowy Rok nic się nie zmienia,
Wiem, że będę z tobą znowu
Kiedyś, może już w tym roku
Krwią na niebie szkarłat wezbrał,
Czarno-biały tłum się zebrał,
Spletli ręce, garść wybrana,
Tak gazeta napisała;
Przyznaj, przedrzeć się możemy,
Z dwojga - jednym znów będziemy
Raz na przeszłość swą popatrzę
I od nowa wszystko zacznę,
Może czas ten właśnie nadszedł
I już dzisiaj cię zobaczę,
Wiem, że będę z tobą znowu
Tak, na pewno będę z tobą
Ponoć żyję w wieku złotym,
A o złoto toczą wojny,
Snów o tobie chcę spełnienia -
W Nowy Rok nic się nie zmienia
2011
tłumaczenie z: U2
Subskrybuj:
Posty (Atom)