Kolejny wieczór chłodny
Po dniu bez sensu przeszłym
Wygonił mnie na drogi
Gdzie śnił się sen o szczęściu
Zaklęcie zgubił stare
Mag wśród pożółkłych kartek
Przeszłości kart szukałem
Lecz dziś już ich nie znajdę
I wtedy - mówię prawdę -
W ciemności brnąc samotnie
Ujrzałem lica blade
Z otchłani dawnych wspomnień
Wnet zapomniałem wszystko
Że śmierć, że mrok, że omam
A ty szeptałaś cicho ...
Któż oprzeć ci się zdoła?
Więc przyszłaś tu cielesna
Zdołałaś mnie odnaleźć
Nim w mgły tumany weszłaś
Słów kilka wykrzyczałem
Tam pójść chcę, skąd ty idziesz
Oboje tak bezdomni
Pozwalasz mi się widzieć
Wpół żywy ja, ty - zombi
Ty jedna tylko możesz
Coś w życiu moim zmienić
Bo między światy dwoje
Dwa trwamy zawieszeni
2011
"Lasciate ogni speranza, voi ch'entrate"
„Okręt mój płynie dalej – pod prąd,
Serce, choć popękane, bić chce,
Nie ma cię i nie było – jest noc,
Nie ma mnie i nie było – jest dzień”
parafraza: KAT
poniedziałek, 28 lutego 2011
niedziela, 27 lutego 2011
Dwór karmazynowego króla
Gdzie łańcuchy zardzewiałe
Więziennych księżyców
Są przez słońce potrzaskane
Oto drogą idę
Wciąż to inne horyzonty
Turniej właśnie ruszył
Grajek pieśń gra purpurowy
Chór łagodnie wtórzy
Kołysanki trzy w języku
Ludu pradawnego
Są dla króla z karmazynu
I dla dworu jego
Klucznik miejski sny zasłonił
Ja u drzwi pielgrzymich
Czekam tu z planami stojąc
Niedostatecznymi
Marsz żałobny śpiewa w czerni
Królowa i w dzwonach
Spiż spękany dzwonić będzie
Aby znów przywołać
Wiedźmę ognia - niech przybywa
Na dwór króla w karmazynach
Gdy ogrodnik sadzi krzaki
Depcze przy tym kwiaty
Ścigam wiatr pryzmatu statku
By znać życia smaki
Główny kuglarz rękę podniósł
Orkiestra zaczyna
Wolno mielą żarna dworu
Króla w karmazynach
Gdy w łagodne szare ranki
Wdowy łzy swe leją
Mędrcy mówią sobie żarty
Sami z nich się śmieją
Spieszę chwycić wróżby znaki
By się dowcip spełnił
Błazen w żółtym struny trąca
Lecz grania unika
Śmiejąc się z pajaców tańca
Dworu króla w karmazynach
2011
przekład z: King Crimson
Więziennych księżyców
Są przez słońce potrzaskane
Oto drogą idę
Wciąż to inne horyzonty
Turniej właśnie ruszył
Grajek pieśń gra purpurowy
Chór łagodnie wtórzy
Kołysanki trzy w języku
Ludu pradawnego
Są dla króla z karmazynu
I dla dworu jego
Klucznik miejski sny zasłonił
Ja u drzwi pielgrzymich
Czekam tu z planami stojąc
Niedostatecznymi
Marsz żałobny śpiewa w czerni
Królowa i w dzwonach
Spiż spękany dzwonić będzie
Aby znów przywołać
Wiedźmę ognia - niech przybywa
Na dwór króla w karmazynach
Gdy ogrodnik sadzi krzaki
Depcze przy tym kwiaty
Ścigam wiatr pryzmatu statku
By znać życia smaki
Główny kuglarz rękę podniósł
Orkiestra zaczyna
Wolno mielą żarna dworu
Króla w karmazynach
Gdy w łagodne szare ranki
Wdowy łzy swe leją
Mędrcy mówią sobie żarty
Sami z nich się śmieją
Spieszę chwycić wróżby znaki
By się dowcip spełnił
Błazen w żółtym struny trąca
Lecz grania unika
Śmiejąc się z pajaców tańca
Dworu króla w karmazynach
2011
przekład z: King Crimson
sobota, 26 lutego 2011
Kloszard
Srebrne iskry na śniegu
Księżyc sypie zza chmury
Tak, pamiętam, tamtego
Dnia wzrok wzniosłem do góry
Wdzięczny pokłon śląc gwiazdom
Że ty ze mną ... a teraz
Towarzyszem mym namiot
A w nim brudny materac
Mróz zatrzymał powietrze
Tak, jak ty czas przysięgą
Że będziemy trwać wiecznie
Kiedy kładłem cię miękko
Tak, jak wtedy, gdy z dziećmi
Szliśmy w parku objęci
W górze Wielki Wóz świeci
Staw od mrozu się zeszklił
Gdy poznałem chłód kłamstwa
Kiedy ścięła krew zdrada
Tak dziś we mnie ból wzrasta
I tak samo śnieg pada
Dzieci miłość zabrałaś
Czerniąc winą im ojca
Tylko zima została
I tęsknota bez końca
Nie mam dzisiaj już domu
Który tobie oddałem
Zostawiłem cię komuś
Mnie alkohol zostaje
Noclegownia nie dla mnie
Tam zapomnieć nie dadzą
Tonie pamięć gdzieś na dnie
Śmiało patrzę w twarz gwiazdom
Tutaj spokój i cisza
Trzeszczą kroki na śniegu
To ty do mnie dziś przyszłaś
Jak wieczora tamtego
Więc wróciłaś ... chłód ustał
Dłoni czuję już ciepło
Tają łzy w twoich ustach
Już skończyło się piekło ...
2011
Księżyc sypie zza chmury
Tak, pamiętam, tamtego
Dnia wzrok wzniosłem do góry
Wdzięczny pokłon śląc gwiazdom
Że ty ze mną ... a teraz
Towarzyszem mym namiot
A w nim brudny materac
Mróz zatrzymał powietrze
Tak, jak ty czas przysięgą
Że będziemy trwać wiecznie
Kiedy kładłem cię miękko
Tak, jak wtedy, gdy z dziećmi
Szliśmy w parku objęci
W górze Wielki Wóz świeci
Staw od mrozu się zeszklił
Gdy poznałem chłód kłamstwa
Kiedy ścięła krew zdrada
Tak dziś we mnie ból wzrasta
I tak samo śnieg pada
Dzieci miłość zabrałaś
Czerniąc winą im ojca
Tylko zima została
I tęsknota bez końca
Nie mam dzisiaj już domu
Który tobie oddałem
Zostawiłem cię komuś
Mnie alkohol zostaje
Noclegownia nie dla mnie
Tam zapomnieć nie dadzą
Tonie pamięć gdzieś na dnie
Śmiało patrzę w twarz gwiazdom
Tutaj spokój i cisza
Trzeszczą kroki na śniegu
To ty do mnie dziś przyszłaś
Jak wieczora tamtego
Więc wróciłaś ... chłód ustał
Dłoni czuję już ciepło
Tają łzy w twoich ustach
Już skończyło się piekło ...
2011
piątek, 25 lutego 2011
NOTES 12 - Człowiek o dwóch twarzach
Nocą w przeszłość zanurzony
Ból istnienia ma w źrenicach
Umysł znaczy wpływ księżyca
Wita gości z tamtej strony
W dzień po ziemi twardo stąpa
Zwykły ojciec, mąż, kolega
Nic mu nie brak, nie dolega
Co ma w środku, nikt nie pozna
Nie wiem, która twarz prawdziwa
I świat który w nim zwycięży
Gdy już dłużej nie wytrzyma
Czy się duszy sprzeniewierzy
I zostanie, gdzie rodzina
Czy odejdzie, tam gdzie księżyc ...
2011
Ból istnienia ma w źrenicach
Umysł znaczy wpływ księżyca
Wita gości z tamtej strony
W dzień po ziemi twardo stąpa
Zwykły ojciec, mąż, kolega
Nic mu nie brak, nie dolega
Co ma w środku, nikt nie pozna
Nie wiem, która twarz prawdziwa
I świat który w nim zwycięży
Gdy już dłużej nie wytrzyma
Czy się duszy sprzeniewierzy
I zostanie, gdzie rodzina
Czy odejdzie, tam gdzie księżyc ...
2011
czwartek, 24 lutego 2011
Błędy mojej drogi
Jaki dzień był, nie miałem pojęcia
Czułem, jakbym do modlitwy klękał
Widząc siebie, jedno miałem w głowie
"Chyba widzę błędy w mojej drodze"
Coś w szkle było - wzrok zdołało złapać
Choć próbuję wzdychając nie płakać
Tu gdzie jestem, jedno stwierdzić mogę
Że się przyjrzę błędom w mojej drodze
Nie mam kogoś, kto by przetrwać pomógł
Chciałbym o tym móc powiedzieć komuś
Robię wszystko, by nie być kim byłem
Wtedy błędy z mojej drogi zginą
2011
tłumaczenie z: Wishbone Ash
Czułem, jakbym do modlitwy klękał
Widząc siebie, jedno miałem w głowie
"Chyba widzę błędy w mojej drodze"
Coś w szkle było - wzrok zdołało złapać
Choć próbuję wzdychając nie płakać
Tu gdzie jestem, jedno stwierdzić mogę
Że się przyjrzę błędom w mojej drodze
Nie mam kogoś, kto by przetrwać pomógł
Chciałbym o tym móc powiedzieć komuś
Robię wszystko, by nie być kim byłem
Wtedy błędy z mojej drogi zginą
2011
tłumaczenie z: Wishbone Ash
środa, 23 lutego 2011
Skorpion
Jestem skorpion - obrzydlistwo
Z morderczego jadu kolcem,
Tym, co znajdą się zbyt blisko,
Śmierć w truciźnie w serce sączę
I nieważne, że to bliski,
Że kochany - też bynajmniej,
Cierpkim jadem raczę wszystkich,
Bliskich kąsać jest najłatwiej
Gdy nadeszły ciężkie chwile,
Skończyć duszy męki chciałem,
Kolec w sobie zatopiłem -
Odtąd jad mam we krwi stale
2011
Z morderczego jadu kolcem,
Tym, co znajdą się zbyt blisko,
Śmierć w truciźnie w serce sączę
I nieważne, że to bliski,
Że kochany - też bynajmniej,
Cierpkim jadem raczę wszystkich,
Bliskich kąsać jest najłatwiej
Gdy nadeszły ciężkie chwile,
Skończyć duszy męki chciałem,
Kolec w sobie zatopiłem -
Odtąd jad mam we krwi stale
2011
wtorek, 22 lutego 2011
Noce w białej satynie
Noce w białej satynie, niemające końca,
Listy, z których wysłany żaden nie miał zostać,
Piękno, oczy którego nie dostrzegły wcześniej -
Czym jest prawda - rozstrzygnąć już niezdolny jestem
Bo kocham ciebie,
Tak, kocham ciebie,
Och, tak kocham ciebie
Widzę w dłoniach niektórych, innych ludzi dłonie,
Oni tego nie pojmą, przez co ja przechodzę,
Myśli wmówić chcą, których bronić nie są w stanie,
Tym, czym być chcesz tak bardzo, na końcu się staniesz
2011
przekład z: The Moody Blues
Listy, z których wysłany żaden nie miał zostać,
Piękno, oczy którego nie dostrzegły wcześniej -
Czym jest prawda - rozstrzygnąć już niezdolny jestem
Bo kocham ciebie,
Tak, kocham ciebie,
Och, tak kocham ciebie
Widzę w dłoniach niektórych, innych ludzi dłonie,
Oni tego nie pojmą, przez co ja przechodzę,
Myśli wmówić chcą, których bronić nie są w stanie,
Tym, czym być chcesz tak bardzo, na końcu się staniesz
Bo kocham ciebie,
Tak, kocham ciebie,
Och, tak kocham ciebie ...
Wchłoń w płuca głęboko wzbierającą ciemność,
Patrz, jak światła słabną w każdym jednym miejscu,
Ludzie z kawalerek patrzą wstecz i płaczą,
Znów dzień, gdy energię bez pożytku tracą
Namiętnych kochanków objęcia jednoczą,
Kto nie ma nikogo, płacze za miłością,
Młoda matka syna do piersi podnosi,
A starcy żałują, że już nie są młodzi
Zimnoserca kula, która rządzi nocą,
Usuwa kolory sprzed naszego wzroku,
Czerwony jest szary, żółty w biel płowieje -
My decydujemy - prawda, czy złudzenie
2011
przekład z: The Moody Blues
poniedziałek, 21 lutego 2011
Ptasznik śmierci
Pająk tułów swój kosmaty
Chowa sprytnie pod konarem
Kryje pośród nóg włochatych
Kły jadowe na ofiarę
Kiedyś jad swój wpuścił we mnie
Potem się pod liściem schował
Wysysałem krew daremnie
Pająk czekał kiedy skonam
Ciało wyżarł mi do czysta
Kości teraz jego gniazdem
Z których szpiku resztki wyssał
Jad ukrywa w mojej czaszce
2011
Chowa sprytnie pod konarem
Kryje pośród nóg włochatych
Kły jadowe na ofiarę
Kiedyś jad swój wpuścił we mnie
Potem się pod liściem schował
Wysysałem krew daremnie
Pająk czekał kiedy skonam
Ciało wyżarł mi do czysta
Kości teraz jego gniazdem
Z których szpiku resztki wyssał
Jad ukrywa w mojej czaszce
2011
niedziela, 20 lutego 2011
Sen we śnie
Usta na twym czole składam
Na naszego znak rozstania,
Tak więc dziś się z tobą zgadzam -
Mówiąc, prawdy jesteś blisko,
Że to śniło mi się wszystko;
Gdy nadzieja odpłynęła,
To, czy dzień, czy noc ją wzięła,
W oczach mych, czy poza nimi -
To naprawdę nic nie zmieni.
Czy coś jest, czy mi się zdaje,
Tylko we śnie snem zostaje ...
Stoję pośród huku fali,
Co przybojem o brzeg wali,
Trzymam w dłoni piasku ziarnka,
Między palce wnika miarka -
Tak ich mało! Toną... patrzę...
Boże! Widzę to i płaczę!
Czy bym nie dał im się wymknąć,
Gdybym palce mocniej ścisnął?
Boże, czy choć bym ocalił
Jedno z bezlitosnej fali?
Czy to, co jest lub się zdaje,
Tylko we śnie snem zostaje?
2011
przekład z: Edgar Allan Poe
Na naszego znak rozstania,
Tak więc dziś się z tobą zgadzam -
Mówiąc, prawdy jesteś blisko,
Że to śniło mi się wszystko;
Gdy nadzieja odpłynęła,
To, czy dzień, czy noc ją wzięła,
W oczach mych, czy poza nimi -
To naprawdę nic nie zmieni.
Czy coś jest, czy mi się zdaje,
Tylko we śnie snem zostaje ...
Stoję pośród huku fali,
Co przybojem o brzeg wali,
Trzymam w dłoni piasku ziarnka,
Między palce wnika miarka -
Tak ich mało! Toną... patrzę...
Boże! Widzę to i płaczę!
Czy bym nie dał im się wymknąć,
Gdybym palce mocniej ścisnął?
Boże, czy choć bym ocalił
Jedno z bezlitosnej fali?
Czy to, co jest lub się zdaje,
Tylko we śnie snem zostaje?
2011
przekład z: Edgar Allan Poe
sobota, 19 lutego 2011
Dorianie
Cóż za czasów dożyć przyszło -
Kult marności ludzkich powłok,
Dusza niczym, wszystkim wygląd,
Cielcem złotym wieczna młodość
Przekupują diabła duszą,
By botoksem, silikonem
Zaspokoić swoją próżność -
Drogi głupców niezgłębione
Zachowują ciało młodym,
Obraz w sercu zatrzymany
Blizn pokrywa się nalotem -
Biada, biada wam, dorianie!
Człowiek psuć się zwykł po śmierci,
Wy za życia już gnijecie,
Dorian Gray w was mocno siedzi,
Marnie, tak jak on, zginiecie
Przyjdzie kiedyś czas, Dorianie,
Dojrzysz blizny w swym sumieniu,
Wtedy tylko śmierć zostanie
W bólu i osamotnieniu
2011
Kult marności ludzkich powłok,
Dusza niczym, wszystkim wygląd,
Cielcem złotym wieczna młodość
Przekupują diabła duszą,
By botoksem, silikonem
Zaspokoić swoją próżność -
Drogi głupców niezgłębione
Zachowują ciało młodym,
Obraz w sercu zatrzymany
Blizn pokrywa się nalotem -
Biada, biada wam, dorianie!
Człowiek psuć się zwykł po śmierci,
Wy za życia już gnijecie,
Dorian Gray w was mocno siedzi,
Marnie, tak jak on, zginiecie
Przyjdzie kiedyś czas, Dorianie,
Dojrzysz blizny w swym sumieniu,
Wtedy tylko śmierć zostanie
W bólu i osamotnieniu
2011
piątek, 18 lutego 2011
Zmień to w czerń ♫
Patrzę w drzwi czerwień, chciałbym czarne widzieć je
Kolorów żadnych, niech na czarne zmienią się
Ubiory letnie dziewcząt przyciągają wzrok
Odwrócić muszę głowę, aż mnie minie mrok
Rząd samochodów widzę, kolor ich to czerń
Z miłością moją kwiaty już nie wrócą, nie
Widzę setki obcych spojrzeń i szybko patrzę w dal
Niczym nowo narodzony - tak każdego dnia
Spoglądam w siebie, serce moje czarne jest
W drzwi chętnie spojrzę, gdy na czarne zmienię je
Może wtedy zniknę, by nie drażnił już żaden fakt
Ciężko czoło stawić im, gdy czarny jest twój świat
Nigdy mi zieleń mórz nie stanie modrą się
Nie mogłem wiedzieć, cóż, co później spotka cię
Gdy mocno wpatrzę się w zachodu słońca blask
Śmiać miłość będzie też się ze mną, aż po brzask
Patrzę w drzwi czerwień, chciałbym czarne widzieć je
Kolorów żadnych, niech na czarne zmienią się
Ubiory letnie dziewcząt przyciągają wzrok
Odwrócić muszę głowę, aż mnie minie mrok
Chcę widzieć wszystko w czerni, w czerni chcę!
Nocy chcę, węgla barw!
I słońce widzieć chcę starte precz z nieba tła!
Chcę wszystko widzieć czarne, czarne, czarne, czarne chcę!
Tak!
2011
♫ przekład z: Rolling Stones
Kolorów żadnych, niech na czarne zmienią się
Ubiory letnie dziewcząt przyciągają wzrok
Odwrócić muszę głowę, aż mnie minie mrok
Rząd samochodów widzę, kolor ich to czerń
Z miłością moją kwiaty już nie wrócą, nie
Widzę setki obcych spojrzeń i szybko patrzę w dal
Niczym nowo narodzony - tak każdego dnia
Spoglądam w siebie, serce moje czarne jest
W drzwi chętnie spojrzę, gdy na czarne zmienię je
Może wtedy zniknę, by nie drażnił już żaden fakt
Ciężko czoło stawić im, gdy czarny jest twój świat
Nigdy mi zieleń mórz nie stanie modrą się
Nie mogłem wiedzieć, cóż, co później spotka cię
Gdy mocno wpatrzę się w zachodu słońca blask
Śmiać miłość będzie też się ze mną, aż po brzask
Patrzę w drzwi czerwień, chciałbym czarne widzieć je
Kolorów żadnych, niech na czarne zmienią się
Ubiory letnie dziewcząt przyciągają wzrok
Odwrócić muszę głowę, aż mnie minie mrok
Chcę widzieć wszystko w czerni, w czerni chcę!
Nocy chcę, węgla barw!
I słońce widzieć chcę starte precz z nieba tła!
Chcę wszystko widzieć czarne, czarne, czarne, czarne chcę!
Tak!
2011
♫ przekład z: Rolling Stones
Etykiety:
♫ - do śpiewania,
piosenki,
rolling stones,
tłumaczenia
czwartek, 17 lutego 2011
Ręce precz od kosmosu
już łaziki sondy cuda
teleskopów oczy szklane -
może wodę znaleźć uda
się lub życie gdzieś nieznane
może tam osiedlić da się
obcy ląd skolonizować
i planetę mieć w zapasie -
przyda nam się ziemia nowa
jeśli jacyś zaś miejscowi
wyszliby nam na spotkanie
Ziemian sztab się nad tym głowi
jak ich zdobyć zaufanie
a gdy już ich podejdziemy
dla przyszłości lepszej świata
pozbawimy własnej ziemi
i zamkniemy w rezerwatach
jeszcze tu na globie naszym
nie zniszczone do cna wszystko
już świat inny nam się marzy
świeżej krwi pić hienim pyskom
przed zagładą umknąć w porę
tylnym wyjściem oto sposób -
ja zaklinam ludzką sforę:
łapy z dala od kosmosu!
gnijcie w jednym bagnie razem
uczynionym z matki Ziemi -
zamiast topić w mrzonkach kasę
czas jest jeszcze by coś zmienić
lat dziesiątki miną całe
nim stworzycie gdzieś kolonie
wcześniej z waszym świat udziałem
ten osiągnie marny koniec
* * *
gdy nadejdzie koniec świata
to nic na to nie poradzę
ale chciałbym by ta data
mnie zastała z tobą razem...
2011
środa, 16 lutego 2011
Opuszczone ogrody
Gdzie się podziały radości wczorajsze,
Szczęście i śmiechy dzielone ze sobą?
Znikły z dzieciństwem dążeń, wierzeń, marzeń -
Czas-złodziej przyniósł śmierć naszym ogrodom,
Niszcząc sadzonki, depcząc kwiaty, drzewa
Łamiąc, sok roślin pijąc, wysuszając
Ziarno; w półmroku świecy doświadczenia
Kolory blakną, zieleń wpada w szarość ...
Czas w pojedynkę wymorduje kwiaty,
Choć wciąż jest jeszcze czas, by się podzielić
Swoją parcelą - tym, co zda się 'naszym'.
O ile gorzej na innych potrzeby
Zamknąć się, w swoim ogrodzie się zaszyć?
Chłód mnie ogarnia, wiatr i deszcz mnie ranią,
Wstecz patrząc widzę przyjaciół straconych,
Ogień dogasa, popioły rozgarniam,
Ręce mam brudne, umysł uśmierzony.
Oto są koszty, gdy na 'JA' się stawia:
Muszę iść dalej, ogród sam uprawiać,
Ciebie zapomnieć, nie czas już przepraszać
Widzę, że ogród, który uprawiałem,
Niczym nie różni się od pozostałych,
Dzielą nas płoty, które chronić miały ...
Widzę zniszczenie, trawę zrujnowaną -
Wierzy ktoś jeszcze, że utrzyma ogród?
Zachowa w czasie nędzną swoją własność?
Jaka przyjemność, gdy samotny rozwój?
Przyjdź, zobacz ogród mój, jeżeli zechcesz -
Niech ktoś tam wejdzie, póki żyje jeszcze,
Czas, by otworzyć innym swoje serce -
I zburzyć mury, nim zbyt późno będzie!
Tyle jest smutku w naszym ludzkim świecie,
Pustki i bólu, i serc połamanych,
W złą drogę kiedyś musieliśmy skręcić -
Jak tę właściwą teraz znaleźć mamy?
W bólu, zmartwieniu, naszym kwiatom trzeba,
By je wzajemnie deszczem serc podlewać ...
2011
tłumaczenie z: Peter Hammill
Szczęście i śmiechy dzielone ze sobą?
Znikły z dzieciństwem dążeń, wierzeń, marzeń -
Czas-złodziej przyniósł śmierć naszym ogrodom,
Niszcząc sadzonki, depcząc kwiaty, drzewa
Łamiąc, sok roślin pijąc, wysuszając
Ziarno; w półmroku świecy doświadczenia
Kolory blakną, zieleń wpada w szarość ...
Czas w pojedynkę wymorduje kwiaty,
Choć wciąż jest jeszcze czas, by się podzielić
Swoją parcelą - tym, co zda się 'naszym'.
O ile gorzej na innych potrzeby
Zamknąć się, w swoim ogrodzie się zaszyć?
Chłód mnie ogarnia, wiatr i deszcz mnie ranią,
Wstecz patrząc widzę przyjaciół straconych,
Ogień dogasa, popioły rozgarniam,
Ręce mam brudne, umysł uśmierzony.
Oto są koszty, gdy na 'JA' się stawia:
Muszę iść dalej, ogród sam uprawiać,
Ciebie zapomnieć, nie czas już przepraszać
Widzę, że ogród, który uprawiałem,
Niczym nie różni się od pozostałych,
Dzielą nas płoty, które chronić miały ...
Widzę zniszczenie, trawę zrujnowaną -
Wierzy ktoś jeszcze, że utrzyma ogród?
Zachowa w czasie nędzną swoją własność?
Jaka przyjemność, gdy samotny rozwój?
Przyjdź, zobacz ogród mój, jeżeli zechcesz -
Niech ktoś tam wejdzie, póki żyje jeszcze,
Czas, by otworzyć innym swoje serce -
I zburzyć mury, nim zbyt późno będzie!
Tyle jest smutku w naszym ludzkim świecie,
Pustki i bólu, i serc połamanych,
W złą drogę kiedyś musieliśmy skręcić -
Jak tę właściwą teraz znaleźć mamy?
W bólu, zmartwieniu, naszym kwiatom trzeba,
By je wzajemnie deszczem serc podlewać ...
2011
tłumaczenie z: Peter Hammill
wtorek, 15 lutego 2011
Dwaj panowie B.
Od zawsze swoją zdążałeś drogą
Wcześnie poczułeś, że jesteś inny
Nigdy nie miałeś bliskiego kogoś
Wilk - bez przyjaciół i bez rodziny
Szybko poznałeś kielich goryczy
Z gron egoizmu, zdrady i wzgardy
Skryłeś się światu w zamku wampirzym
Za płyt i filmów pancerzem twardym
Chronić się pragnąc w cynizmu mury
Bez wiary w boga, miłość i ludzi
W zgorzknienie popadł Werter ponury
Abstynent nałóg życia porzucił
Ty zaś od dziecka wierzyłeś w miłość
Choć dzieckiem przez nią zdradzonym byłeś
Życie ci w synach wynagrodziło
A w miłość wierząc żyć miałeś siłę
Bóg ten, któremu zawsze ufałeś
Zesłał optymizm i talent złoty
Ogromne serce i wielką wiarę
Głos i gitarę, byś śpiewał o tym
Życie kochając piłeś je ostro
Nic ci co ludzkie nie było obce
Trwałeś w nadzieję wczepiony mocno
Aż cię zdradziła w godzinie nocnej
Obaj pragnęli miłość odnaleźć
Życie odcięło wiary paliwo
Niosąc cierpienie niezrozumiałe
Dla ludzi, którym obca wrażliwość
W muzykę obaj marzyli uciec
Lecz świat okrutny dopaść ich zdołał
Ulegli cienia lat swoich smudze
Żaden z przyjaciół nie słyszał wołań
Wiek romantyków już się zakończył
Dobrego grania nikt dziś nie ceni
Nie ma wampirów, kochanków nocy -
Do mrocznej pustki są wypędzeni
2011
Wcześnie poczułeś, że jesteś inny
Nigdy nie miałeś bliskiego kogoś
Wilk - bez przyjaciół i bez rodziny
Szybko poznałeś kielich goryczy
Z gron egoizmu, zdrady i wzgardy
Skryłeś się światu w zamku wampirzym
Za płyt i filmów pancerzem twardym
Chronić się pragnąc w cynizmu mury
Bez wiary w boga, miłość i ludzi
W zgorzknienie popadł Werter ponury
Abstynent nałóg życia porzucił
Ty zaś od dziecka wierzyłeś w miłość
Choć dzieckiem przez nią zdradzonym byłeś
Życie ci w synach wynagrodziło
A w miłość wierząc żyć miałeś siłę
Bóg ten, któremu zawsze ufałeś
Zesłał optymizm i talent złoty
Ogromne serce i wielką wiarę
Głos i gitarę, byś śpiewał o tym
Życie kochając piłeś je ostro
Nic ci co ludzkie nie było obce
Trwałeś w nadzieję wczepiony mocno
Aż cię zdradziła w godzinie nocnej
Obaj pragnęli miłość odnaleźć
Życie odcięło wiary paliwo
Niosąc cierpienie niezrozumiałe
Dla ludzi, którym obca wrażliwość
W muzykę obaj marzyli uciec
Lecz świat okrutny dopaść ich zdołał
Ulegli cienia lat swoich smudze
Żaden z przyjaciół nie słyszał wołań
Wiek romantyków już się zakończył
Dobrego grania nikt dziś nie ceni
Nie ma wampirów, kochanków nocy -
Do mrocznej pustki są wypędzeni
2011
poniedziałek, 14 lutego 2011
Śmierć i dziewica
Przyjdź i weź mnie pośród żyta
Weź gdym młoda, niezużyta
Dni zbyt krótkie wieją chłodem
Przyjdź i weź me ciało młode
Niech dłoń twoja serce strwoży
Weź w ramiona, złóż mnie w łożu
Czas nie czeka, zwlekać szkoda
Przyjdź i weź mnie, pókim młoda
Weź mnie w wiośnie mego piękna
Weź, gdy pierś jest jeszcze jędrna
Kiedy oczy błyszczą jeszcze
Kiedy żądz obiektem jestem
Pół kobieta, pół dziewczyna
Weź, gdy w łóżku śpię niewinna
Gdy włos czarny, weź gdy zechcesz
Gdy miłości pełne serce
Czas jak podmuch się unosi
Przyjdź i weź mnie w mej młodości
Weź gdym młoda, niezużyta
Dni zbyt krótkie wieją chłodem
Przyjdź i weź me ciało młode
Niech dłoń twoja serce strwoży
Weź w ramiona, złóż mnie w łożu
Czas nie czeka, zwlekać szkoda
Przyjdź i weź mnie, pókim młoda
Weź mnie w wiośnie mego piękna
Weź, gdy pierś jest jeszcze jędrna
Kiedy oczy błyszczą jeszcze
Kiedy żądz obiektem jestem
Pół kobieta, pół dziewczyna
Weź, gdy w łóżku śpię niewinna
Gdy włos czarny, weź gdy zechcesz
Gdy miłości pełne serce
Czas jak podmuch się unosi
Przyjdź i weź mnie w mej młodości
Weź mnie w wiośnie mego piękna
Weź, gdy pierś jest jeszcze jędrna
Kiedy oczy błyszczą jeszcze
Kiedy żądz obiektem jestem
Pół kobietą, a pół dzieckiem
2011
tłumaczenie z: Inkubus Sukkubus
niedziela, 13 lutego 2011
Kaleka
Urodziłem się bez dłoni,
Wszystko umiem zrobić jedną,
Ortopedów w diabły gonię -
Niech wypchają się protezą
Oczy moje nic nie widzą,
Lecz nie czuję się kaleką,
Wyrzuciłem telewizor -
Duszy sięga wzrok daleko
Przeszczep? Nie chcę! Ja bez serca,
Monstrum dziwnym będąc, żyję -
Wolę uczuć poniewierkę,
Niż mieć serce byle czyje
Urodziłem się bez głowy,
Tak, to także jest możliwe,
Można tego być świadomym,
Tak jak mózg mieć i nie myśleć
2011
Wszystko umiem zrobić jedną,
Ortopedów w diabły gonię -
Niech wypchają się protezą
Oczy moje nic nie widzą,
Lecz nie czuję się kaleką,
Wyrzuciłem telewizor -
Duszy sięga wzrok daleko
Przeszczep? Nie chcę! Ja bez serca,
Monstrum dziwnym będąc, żyję -
Wolę uczuć poniewierkę,
Niż mieć serce byle czyje
Urodziłem się bez głowy,
Tak, to także jest możliwe,
Można tego być świadomym,
Tak jak mózg mieć i nie myśleć
2011
sobota, 12 lutego 2011
Po tej stronie lustra
Gwiazdy na niebie świecą wciąż nade mną
Gdybyś tu była, widziałbym ich piękno
Jednak na drugą przeszłaś lustra stronę
Noce samotnie spędzać mi sądzone
Zostałem niemy, ślepy, zagubiony
Pijany smutkiem, w obłęd zanurzony
Fala przytłacza, lustro mnie odpycha
Śmiech przez zwierciadło twój echem przenika
A ja sam jestem - bez ulgi, przyszłości
Domu, przyjaźni - niewolnik przeszłości
Byłaś jedyną znaną mi miłością
Jestem bez ciebie pustką i nicością
Ciszą w zadumie nad tym, co straciła
Zbyt wcześnie wymknąć ci się pozwoliła
Czy mnie usłyszysz? Słuchaj mojej pieśni
Oto umieram, kiedy ty odeszłaś
Słowa nie starczą, by zbawić mą duszę
One drwią sobie tylko ze mnie w lustrze
Zimno mi, tęsknię, wiesz dobrze, że płonę,
Oczy od światła są odzwyczajone
Jak pies bezpański, wśród nocy zgubiony
Samotnie będę wlókł się w swoją stronę
Tworzymy przyszłość, lecz moja przepadła
Wciąż czekam cudu, który się nie zdarza ...
Gwiazda, nim spadnie, smutno w górze błyszczy
Bez ciebie, dla mnie każda z nich jest niczym
2011
tłumaczenie z: Peter Hammill
Gdybyś tu była, widziałbym ich piękno
Jednak na drugą przeszłaś lustra stronę
Noce samotnie spędzać mi sądzone
Zostałem niemy, ślepy, zagubiony
Pijany smutkiem, w obłęd zanurzony
Fala przytłacza, lustro mnie odpycha
Śmiech przez zwierciadło twój echem przenika
A ja sam jestem - bez ulgi, przyszłości
Domu, przyjaźni - niewolnik przeszłości
Byłaś jedyną znaną mi miłością
Jestem bez ciebie pustką i nicością
Ciszą w zadumie nad tym, co straciła
Zbyt wcześnie wymknąć ci się pozwoliła
Czy mnie usłyszysz? Słuchaj mojej pieśni
Oto umieram, kiedy ty odeszłaś
Słowa nie starczą, by zbawić mą duszę
One drwią sobie tylko ze mnie w lustrze
Zimno mi, tęsknię, wiesz dobrze, że płonę,
Oczy od światła są odzwyczajone
Jak pies bezpański, wśród nocy zgubiony
Samotnie będę wlókł się w swoją stronę
Tworzymy przyszłość, lecz moja przepadła
Wciąż czekam cudu, który się nie zdarza ...
Gwiazda, nim spadnie, smutno w górze błyszczy
Bez ciebie, dla mnie każda z nich jest niczym
2011
tłumaczenie z: Peter Hammill
piątek, 11 lutego 2011
Niewolnikom
Czasem ciężko kochać kogoś,
Nijak zmusić do kochania,
Można jednak znaleźć wolność -
Ona wszystkim jest nam dana
Choć ją każdy kiedyś dostał,
Razem z sercem i rozumem,
Łatwo jest ją innym oddać,
Kiedy strzec się jej nie umie
Kto to światło czuje w sobie,
Jego siły jest świadomy,
Nieci święty myśli ogień -
Nigdy nie da się zniewolić
Miej więc umysł swój otwarty,
Co nikczemne - sercem oceń,
Wobec głupców bądź uparty,
Kieruj się sumienia głosem
Poszerz myśli horyzonty,
Nie wstydź serca się uniesień,
A zrozumiesz, co jest dobrym,
A co w czyimś interesie
Żadna władza, czy potęga,
Z tego, czy z innego świata,
Nie jest w stanie z twego wnętrza
Wyrwać tego, co w nim składasz
Nie ulegaj obietnicy,
Kłamstwu, klątwie, wizji chorej,
Wykrzyczanej na mównicy,
Ni głoszonej na ambonie
Nie czcij nigdy ludzi innych,
Choćby z nich robili świętych -
Lepiej być dla tłuszczy nikim,
Niż w niewolę przez nią wzięty
Nic, że nazwą ciebie karłem,
Z wysokości piedestałów -
Tyś wolnością jest mocarny,
Im kajdany z nóg zwisają
2011
Nijak zmusić do kochania,
Można jednak znaleźć wolność -
Ona wszystkim jest nam dana
Choć ją każdy kiedyś dostał,
Razem z sercem i rozumem,
Łatwo jest ją innym oddać,
Kiedy strzec się jej nie umie
Kto to światło czuje w sobie,
Jego siły jest świadomy,
Nieci święty myśli ogień -
Nigdy nie da się zniewolić
Miej więc umysł swój otwarty,
Co nikczemne - sercem oceń,
Wobec głupców bądź uparty,
Kieruj się sumienia głosem
Poszerz myśli horyzonty,
Nie wstydź serca się uniesień,
A zrozumiesz, co jest dobrym,
A co w czyimś interesie
Żadna władza, czy potęga,
Z tego, czy z innego świata,
Nie jest w stanie z twego wnętrza
Wyrwać tego, co w nim składasz
Nie ulegaj obietnicy,
Kłamstwu, klątwie, wizji chorej,
Wykrzyczanej na mównicy,
Ni głoszonej na ambonie
Nie czcij nigdy ludzi innych,
Choćby z nich robili świętych -
Lepiej być dla tłuszczy nikim,
Niż w niewolę przez nią wzięty
Nic, że nazwą ciebie karłem,
Z wysokości piedestałów -
Tyś wolnością jest mocarny,
Im kajdany z nóg zwisają
2011
czwartek, 10 lutego 2011
Epitafium
Mur proroczych przepowiedni
Pęka na spoinach
W słońcu lśnią narzędzia śmierci
Sny w koszmarach giną
Ludzie wewnątrz są rozdarci
I wieńców laurowych
Kiedy cisza krzyki zwalczy
Nie dostąpią głowy
Droga trudna jest i kręta
Chaos mi nagrobkiem
Gdy przetrwamy, śmiać się będę
Lecz jutra się boję
Bo do łez powodów więcej
Tak, do łez powodów więcej
Między losu grube bramy
Ziarna czasu wsiane
Podlewane uczynkami
Wiedzących i znanych
Wiedza może bardzo szkodzić
Gdy nikt reguł nie zna
Widzę, że ludzkości losy
Leżą w głupców rękach
Pęka na spoinach
W słońcu lśnią narzędzia śmierci
Sny w koszmarach giną
Ludzie wewnątrz są rozdarci
I wieńców laurowych
Kiedy cisza krzyki zwalczy
Nie dostąpią głowy
Droga trudna jest i kręta
Chaos mi nagrobkiem
Gdy przetrwamy, śmiać się będę
Lecz jutra się boję
Bo do łez powodów więcej
Tak, do łez powodów więcej
Między losu grube bramy
Ziarna czasu wsiane
Podlewane uczynkami
Wiedzących i znanych
Wiedza może bardzo szkodzić
Gdy nikt reguł nie zna
Widzę, że ludzkości losy
Leżą w głupców rękach
Droga trudna jest i kręta
Chaos mi nagrobkiem
Gdy przetrwamy, śmiać się będę
Lecz jutra się boję
Bo do łez powodów więcej
Tak, do łez powodów więcej
2011
tłumaczenie z: King Crimson
środa, 9 lutego 2011
Bożek prędkości
Synu Hermesa, walki herosie
Nie krew - benzyna tętni ci w żyłach
Masz zamiast serca cylindrów osiem
Prędkość cię co dzień na asfalt wzywa
Niczym pieniądze i wielka sława!
Jednością jesteś z auta silnikiem
Wyzwania nowe wciąż sobie stawiasz
Żyjesz ściganiem, motoru rykiem
Nie dbasz co inni o tobie mówią
Ty jesteś bożkiem, niech tobie służą
Czujesz maszynę, inni to czują
Rywale słabi przegrywać muszą
Pedał, manetka, ruch kierownicą
Tego zabronić tobie nie mogą
Lecz tylko patrząc ulec zachwytom
Jak kradniesz ogień prędkości bogom
I kiedy suniesz wąskim asfaltem
Śmierć ciebie w stanie nie jest dopędzić
Chociaż roztrzaskasz się swoim autem
To znów powrócisz i ją zwyciężysz
Feniks z popiołów w sile powstaniesz
Bo nie ma władzy śmierć nad bogami
A może z diabłem układ zawarłeś
Który benzyną jest podpisany?
2011
Nie krew - benzyna tętni ci w żyłach
Masz zamiast serca cylindrów osiem
Prędkość cię co dzień na asfalt wzywa
Niczym pieniądze i wielka sława!
Jednością jesteś z auta silnikiem
Wyzwania nowe wciąż sobie stawiasz
Żyjesz ściganiem, motoru rykiem
Nie dbasz co inni o tobie mówią
Ty jesteś bożkiem, niech tobie służą
Czujesz maszynę, inni to czują
Rywale słabi przegrywać muszą
Pedał, manetka, ruch kierownicą
Tego zabronić tobie nie mogą
Lecz tylko patrząc ulec zachwytom
Jak kradniesz ogień prędkości bogom
I kiedy suniesz wąskim asfaltem
Śmierć ciebie w stanie nie jest dopędzić
Chociaż roztrzaskasz się swoim autem
To znów powrócisz i ją zwyciężysz
Feniks z popiołów w sile powstaniesz
Bo nie ma władzy śmierć nad bogami
A może z diabłem układ zawarłeś
Który benzyną jest podpisany?
2011
wtorek, 8 lutego 2011
Trupista
Niegdyś przedmiot pożądania,
Właściciela starań wielu,
Moc umysłu w nim schowana,
Skarby duszy, jak w kasztelu
Cenny klejnot w skrytce marnej -
Obraz boga w słabym ciele,
Gdy ktoś skarb ze skarbca skradnie,
Rzuca skrytkę - niech rdzewieje
Tak po śmierci trafia w ziemię
Najwspanialsza z powłok świata,
Tam ją szczurze niszczy plemię,
Rozkład piękno w proch obraca
Święcie wierzę, że ty jedna,
Siłą mojej resztki życia,
Wiary, walki, swego piękna,
Nie podlegasz prawom gnicia
Ciemna trumna, czaszka goła,
Robak toczy śluz oślizgły,
Gniazdo mając w oczodołach -
Oto koszmar jest trupisty
2011
Właściciela starań wielu,
Moc umysłu w nim schowana,
Skarby duszy, jak w kasztelu
Cenny klejnot w skrytce marnej -
Obraz boga w słabym ciele,
Gdy ktoś skarb ze skarbca skradnie,
Rzuca skrytkę - niech rdzewieje
Tak po śmierci trafia w ziemię
Najwspanialsza z powłok świata,
Tam ją szczurze niszczy plemię,
Rozkład piękno w proch obraca
Święcie wierzę, że ty jedna,
Siłą mojej resztki życia,
Wiary, walki, swego piękna,
Nie podlegasz prawom gnicia
Ciemna trumna, czaszka goła,
Robak toczy śluz oślizgły,
Gniazdo mając w oczodołach -
Oto koszmar jest trupisty
2011
poniedziałek, 7 lutego 2011
Piętnastolatka ♫
Piętnaście lat -
Czy pomożesz jej
Zapomnieć świat
Nim cię zmieni w swą część
I gdybyś wóz miał
Mógłbyś wywieźć ją gdzieś
Gdzieś do szczęśliwszych miejsc
Gdzie szczęśliwszy jest dzień
Ty to w uśmiechu masz
I w głowie swej
Mogłaby skryć się
Na chwile dwie
Piętnaście lat ...
Piętnaście lat -
Po co utrudniać to
Gdy dobrze jest
Oby dalej tak szło
Ona to wie
Żeś nie zbratał się
Jeszcze ze świata złem
Nie wpadł w podłości sieć
Czy rozumiesz to?
Czy wiesz co siedzi w niej?
Gdy wpadasz w mrok
I widzisz świat wzrokiem jej -
Już wiesz ...
Piętnaście lat ...
Piętnaście lat -
Czemu kazano jej
Uczucia kryć swe
Udawać że
Życie nie jest jej
Przepaścią pod liną
Teraz tylko chce
By się jej spełniło
By widzieć w twych oczach świat
By twoim śmiechem się śmiać
Otrzymać jakiś dar
Chociaż co jakiś czas
Piętnaście lat ...
2010
♫ przekład z: Depeche Mode
Czy pomożesz jej
Zapomnieć świat
Nim cię zmieni w swą część
I gdybyś wóz miał
Mógłbyś wywieźć ją gdzieś
Gdzieś do szczęśliwszych miejsc
Gdzie szczęśliwszy jest dzień
Ty to w uśmiechu masz
I w głowie swej
Mogłaby skryć się
Na chwile dwie
Piętnaście lat ...
Piętnaście lat -
Po co utrudniać to
Gdy dobrze jest
Oby dalej tak szło
Ona to wie
Żeś nie zbratał się
Jeszcze ze świata złem
Nie wpadł w podłości sieć
Czy rozumiesz to?
Czy wiesz co siedzi w niej?
Gdy wpadasz w mrok
I widzisz świat wzrokiem jej -
Już wiesz ...
Piętnaście lat ...
Piętnaście lat -
Czemu kazano jej
Uczucia kryć swe
Udawać że
Życie nie jest jej
Przepaścią pod liną
Teraz tylko chce
By się jej spełniło
By widzieć w twych oczach świat
By twoim śmiechem się śmiać
Otrzymać jakiś dar
Chociaż co jakiś czas
Piętnaście lat ...
2010
♫ przekład z: Depeche Mode
Etykiety:
♫ - do śpiewania,
depeche mode,
piosenki,
tłumaczenia
niedziela, 6 lutego 2011
NOTES 11 - Cmentarz
Krzywe tafle płyt kamiennych
Ziemię swoim tną ciężarem,
Ta je wsysa w dół za karę,
Jak szkielety w grób podziemny
Dziką trawą porastają,
Coraz cichszym głosem krzycząc
Ścierających się napisów -
Spotka was, co nas spotkało
Czasem przyjdzie człowiek wierząc,
Że ma szczęście być wciąż żywym,
Gdy ci biedni w dole leżą
Zmarli stanem swym szczęśliwi,
Z góry wzrokiem smutnym mierzą
Cmentarz naszych złud fałszywych
2011
Ziemię swoim tną ciężarem,
Ta je wsysa w dół za karę,
Jak szkielety w grób podziemny
Dziką trawą porastają,
Coraz cichszym głosem krzycząc
Ścierających się napisów -
Spotka was, co nas spotkało
Czasem przyjdzie człowiek wierząc,
Że ma szczęście być wciąż żywym,
Gdy ci biedni w dole leżą
Zmarli stanem swym szczęśliwi,
Z góry wzrokiem smutnym mierzą
Cmentarz naszych złud fałszywych
2011
sobota, 5 lutego 2011
Bluźniercze plotki ♫
Szesnaście lat, przed sobą życia szmat,
Żyły tnie, już dosyć ma,
Nie dali jej, łaska twa
Wielka, boże
Matka tłumiąc łzy, pożegnalny czyta tekst,
W myślach ma szesnaście świec,
Obwinia się, tak zawsze jest,
Na kolanach modli się
Jakżebym mógł
Siać bluźnierstwa wśród tłumu,
Lecz myślę, że bóg
Ma popaprany humor,
Ze śmierci mej, myślę że się też ucieszy
Osiemnaście lat, kochać chciała cały świat,
Jezus żyć jej kazał tak,
Zderzaka trzask, finał miał
Miejsce następnego dnia
W letni dzień, pożegnała nas,
Na niebie letnim śpiewał ptak,
I nadszedł deszcz, kolejny raz
Z jej matki oka spadła łza
Jakżebym mógł
Siać bluźnierstwa wśród tłumu,
Lecz myślę, że bóg
Ma popaprany humor,
Ze śmierci mej, myślę że się też ucieszy
2011
♫ przekład z: Depeche Mode
Żyły tnie, już dosyć ma,
Nie dali jej, łaska twa
Wielka, boże
Matka tłumiąc łzy, pożegnalny czyta tekst,
W myślach ma szesnaście świec,
Obwinia się, tak zawsze jest,
Na kolanach modli się
Jakżebym mógł
Siać bluźnierstwa wśród tłumu,
Lecz myślę, że bóg
Ma popaprany humor,
Ze śmierci mej, myślę że się też ucieszy
Osiemnaście lat, kochać chciała cały świat,
Jezus żyć jej kazał tak,
Zderzaka trzask, finał miał
Miejsce następnego dnia
W letni dzień, pożegnała nas,
Na niebie letnim śpiewał ptak,
I nadszedł deszcz, kolejny raz
Z jej matki oka spadła łza
Jakżebym mógł
Siać bluźnierstwa wśród tłumu,
Lecz myślę, że bóg
Ma popaprany humor,
Ze śmierci mej, myślę że się też ucieszy
2011
♫ przekład z: Depeche Mode
Etykiety:
♫ - do śpiewania,
depeche mode,
piosenki,
tłumaczenia
piątek, 4 lutego 2011
NOTES 10 - Katharsis
"Czasem płaczę, bo chce mi się płakać,
Wtedy czuję, że uchodzi ze mnie zło."
Dżem
Ściskam ścianki świecy miękkość,
Knot pod lustrem wosku tonie,
Ledwie tli się jego koniec,
Wkrótce zgaśnie - wygra ciemność

Nagle pęka mdły naskórek,
Wosk wypływa cienką strugą,
Knot wyciąga szyję długą,
Płomień kopcąc strzela w górę
Ból do wnętrza serca chowam,
Tłumiąc pod nim uczuć płomień -
Serce pęka w łez potokach
Wtedy czyszczę się ze wspomnień,
Czuję, że znów mogę kochać -
Łzo-katharsis, duszę odmień!
2011
Wtedy czuję, że uchodzi ze mnie zło."
Dżem
Ściskam ścianki świecy miękkość,
Knot pod lustrem wosku tonie,
Ledwie tli się jego koniec,
Wkrótce zgaśnie - wygra ciemność
Nagle pęka mdły naskórek,
Wosk wypływa cienką strugą,
Knot wyciąga szyję długą,
Płomień kopcąc strzela w górę
Ból do wnętrza serca chowam,
Tłumiąc pod nim uczuć płomień -
Serce pęka w łez potokach
Wtedy czyszczę się ze wspomnień,
Czuję, że znów mogę kochać -
Łzo-katharsis, duszę odmień!
2011
czwartek, 3 lutego 2011
Mglisty odcień zimy ♫
Czas, czas, czas - spójrz co zrobiłeś mi ...
Gdy szukałem jak żyć mam i kim mam być,
Nie mogłem wybrać nic
Popatrz w krąg,
Liści brąz,
W chmurach wciąż
Mglisty odcień zimy
Patrz jak zbawienia armia gra
Tam, gdzie brzeg rzeka ma,
Szykuje ci się lepszy zjazd
Niż zakładał plan,
Opróżnij kubek do dna
Popatrz w krąg,
Liści brąz,
Trzymaj się nadziei swej -
Łatwo tak powiedzieć jest,
Lecz gdybyś nie miał znaleźć jej,
Tak prosto grać, że
Nadzieja znajdzie się gdzieś
Spójrz na świat -
Zieleń traw,
Dojrzały łan -
To najlepszy w życiu czas
Och, pory roku mkną wokół nas,
I w gobelin wplatają czas,
Czy przystaniesz i wspomnisz nas?
Gdy tylko ochotę masz
Pamięć mi - to śmieszne jest -
Wymyka się, gdy czytam tekst -
W szufladzie mej wiersz ...
Zanim ten drink zetnie mnie
Popatrz w krąg,
Liści brąz,
Gdy szukałem jak żyć mam i kim mam być,
Nie mogłem wybrać nic
Popatrz w krąg,
Liści brąz,
W chmurach wciąż
Mglisty odcień zimy
Patrz jak zbawienia armia gra
Tam, gdzie brzeg rzeka ma,
Szykuje ci się lepszy zjazd
Niż zakładał plan,
Opróżnij kubek do dna
Popatrz w krąg,
Liści brąz,
W chmurach wciąż
Mglisty odcień zimy
Mglisty odcień zimy
Łatwo tak powiedzieć jest,
Lecz gdybyś nie miał znaleźć jej,
Tak prosto grać, że
Nadzieja znajdzie się gdzieś
Spójrz na świat -
Zieleń traw,
Dojrzały łan -
To najlepszy w życiu czas
Och, pory roku mkną wokół nas,
I w gobelin wplatają czas,
Czy przystaniesz i wspomnisz nas?
Gdy tylko ochotę masz
Pamięć mi - to śmieszne jest -
Wymyka się, gdy czytam tekst -
W szufladzie mej wiersz ...
Zanim ten drink zetnie mnie
Popatrz w krąg,
Liści brąz,
W chmurach wciąż
Mglisty odcień zimy,
Mglisty odcień zimy,
Popatrz w krąg,
Liści brąz,
Liści brąz,
Skrawek śniegu na ziemi wciąż ...
2011
♫ przekład z: Simon&Garfunkel
2011
♫ przekład z: Simon&Garfunkel
Etykiety:
♫ - do śpiewania,
piosenki,
simon garfunkel,
tłumaczenia
środa, 2 lutego 2011
NOTES 9 - Do Beksy
Najmroczniejsze dzieło ojca,
Pierwszy wampir pośród ludzi,
Że świat zmieni wciąż się łudził -
Świat był sprawcą jego końca
Nocy naszych przewodniku,
Dawco wzruszeń romantycznych,
Tyś kapłanem był muzycznym
Przy łkającym odbiorniku
Wąż-kobieta ciebie wzięła,
Gdy zwątpiłeś w świata piękno,
Piękna też już z nami nie ma
Stanowiłeś z pięknem jedno,
Świat dziś własny ogon zżera,
Wkrótce z tobą nam odetchnąć
2011
Pierwszy wampir pośród ludzi,
Że świat zmieni wciąż się łudził -
Świat był sprawcą jego końca
Nocy naszych przewodniku,
Dawco wzruszeń romantycznych,
Tyś kapłanem był muzycznym
Przy łkającym odbiorniku
Wąż-kobieta ciebie wzięła,
Gdy zwątpiłeś w świata piękno,
Piękna też już z nami nie ma
Stanowiłeś z pięknem jedno,
Świat dziś własny ogon zżera,
Wkrótce z tobą nam odetchnąć
2011
wtorek, 1 lutego 2011
Zielone liście
Napisałem to przed chwilą,
Tak sądziłem - rok już minął -
Czas się spieszy jak szalony ...
Liść zielony się brązowi,
Schnie na wietrze, pęka w dłoni
Sercem moim zawładnęła,
Choć jej strzegłem, noc ją wzięła -
Jak poemat nieskończony ...
Tak sądziłem - rok już minął -
Czas się spieszy jak szalony ...
Liść zielony się brązowi,
Schnie na wietrze, pęka w dłoni
Sercem moim zawładnęła,
Choć jej strzegłem, noc ją wzięła -
Jak poemat nieskończony ...
Liść zielony się brązowi,
Schnie na wietrze, pęka w dłoni
Wrzucam kamyk do potoku,
Fale się rozchodzą wokół -
Bezszelestnie umierają ...
Liść zielony się brązowi,
Schnie na wietrze, pęka w dłoni
Witaj, witaj, witaj, żegnaj,
Żegnaj, żegnaj, żegnaj, żegnaj -
Oto nasze życie całe ...
Liść zielony się brązowi,
Schnie na wietrze, pęka w dłoni
2011
swobodny przekład z: Simon&Garfunkel
poniedziałek, 31 stycznia 2011
Myśl
Zrodziłaś się we mnie
Pomiędzy bzdurami,
Drogi masz tajemne,
Rodzice - nieznani,
Zabierasz mi spokój,
Drążysz dziurę w czaszce,
Rośniesz jak nowotwór,
Co ma życie własne,
Chciałbym cię uwolnić
I światu cię oddać,
Lecz umysł niezdolny,
By nadać ci postać,
Wiem, że ciężkim grzechem
Zatruć cię słowami,
Które zwykle celem
Pierwej niż środkami,
Bieg twój jest zbyt prędki,
Zbyt zawiła postać,
Żeby język giętki
Mógł twej mocy sprostać,
Słowo tylko skrzeczy,
Gdy ty śpiewasz we mnie,
Żadne twojej rzeczy
Nie jest odpowiednie
Zabić cię najlepiej!
W sobie cię zaduszę -
Za duszę, co cierpi,
Za tę chorą duszę!
Przekuję cię w medal
Na szyi przegranych,
Lecz zgwałcić cię nie dam
Marnymi słowami
A potem usiądę,
Sam na sam z myślami,
Brnąc w nierówną wojnę
Z mściwymi siostrami,
Za tę, co zabiłem,
Chcąc siebie ocalić,
Teraz marnie zginę,
Bijąc się z myślami,
Że jej nie umiałem
W słowach uwydatnić,
Będę cierpiał karę
Aż do dni ostatnich,
Ból myśli następnych
Skrywając nocami,
Nastrój ich posępny
Wypłakując łzami,
Dźwiękami głuszenie
Zda się wtedy na nic
I próżne topienie
Na dnie wina szklanic
Gdy pójdę ku zmarłym,
Myśli tak to sprawią -
Wydrgam je nerwami,
Żyły je wykrwawią
2011
Pomiędzy bzdurami,
Drogi masz tajemne,
Rodzice - nieznani,
Zabierasz mi spokój,
Drążysz dziurę w czaszce,
Rośniesz jak nowotwór,
Co ma życie własne,
Chciałbym cię uwolnić
I światu cię oddać,
Lecz umysł niezdolny,
By nadać ci postać,
Wiem, że ciężkim grzechem
Zatruć cię słowami,
Które zwykle celem
Pierwej niż środkami,
Bieg twój jest zbyt prędki,
Zbyt zawiła postać,
Żeby język giętki
Mógł twej mocy sprostać,
Słowo tylko skrzeczy,
Gdy ty śpiewasz we mnie,
Żadne twojej rzeczy
Nie jest odpowiednie
Zabić cię najlepiej!
W sobie cię zaduszę -
Za duszę, co cierpi,
Za tę chorą duszę!
Przekuję cię w medal
Na szyi przegranych,
Lecz zgwałcić cię nie dam
Marnymi słowami
A potem usiądę,
Sam na sam z myślami,
Brnąc w nierówną wojnę
Z mściwymi siostrami,
Za tę, co zabiłem,
Chcąc siebie ocalić,
Teraz marnie zginę,
Bijąc się z myślami,
Że jej nie umiałem
W słowach uwydatnić,
Będę cierpiał karę
Aż do dni ostatnich,
Ból myśli następnych
Skrywając nocami,
Nastrój ich posępny
Wypłakując łzami,
Dźwiękami głuszenie
Zda się wtedy na nic
I próżne topienie
Na dnie wina szklanic
Gdy pójdę ku zmarłym,
Myśli tak to sprawią -
Wydrgam je nerwami,
Żyły je wykrwawią
2011
niedziela, 30 stycznia 2011
Kobieta i wiersze
Wielu mężczyzn miałaś -
Cóż ci oni dali?
W próg twojego ciała
Weszli z buciorami,
Świat marzeń dziecięcych,
Cud śniony nocami,
Brudnymi pieniędzmi
Na zawsze przegnali,
Jak zabawkę starą
Rzucili na śmietnik,
Uciekając rano
Do innej kobiety,
Byłaś sportem dla nich,
Kolejnym motylem,
Który pięknem bawi
Tylko krótką chwilę
Bądź moją boginią,
Ja ci cześć okażę,
Uczynię religią,
Wzniosę ci ołtarze,
Do umarłych marzeń
Przy mnie znów powrócisz,
Ja ci świat pokażę
Nieznany przez ludzi,
Prócz ciała odkryję
W tobie duszy piękno,
Bogu skradnę imię,
Dam ci nieśmiertelność;
Pytasz, jak to zrobię -
- Piszę wiersze, pani.
Krótką masz odpowiedź -
- Gardzę poetami
2011
Cóż ci oni dali?
W próg twojego ciała
Weszli z buciorami,
Świat marzeń dziecięcych,
Cud śniony nocami,
Brudnymi pieniędzmi
Na zawsze przegnali,
Jak zabawkę starą
Rzucili na śmietnik,
Uciekając rano
Do innej kobiety,
Byłaś sportem dla nich,
Kolejnym motylem,
Który pięknem bawi
Tylko krótką chwilę
Bądź moją boginią,
Ja ci cześć okażę,
Uczynię religią,
Wzniosę ci ołtarze,
Do umarłych marzeń
Przy mnie znów powrócisz,
Ja ci świat pokażę
Nieznany przez ludzi,
Prócz ciała odkryję
W tobie duszy piękno,
Bogu skradnę imię,
Dam ci nieśmiertelność;
Pytasz, jak to zrobię -
- Piszę wiersze, pani.
Krótką masz odpowiedź -
- Gardzę poetami
2011
sobota, 29 stycznia 2011
Miłość i Śmierć
W dróg ludzkich sieci mętnych kolorów,
W trudnych decyzji ciasnej gardzieli,
Pośród dręczących duszę wyborów,
Spotkać się przyszło dwóm pannom w bieli
Pierwsza - wysmukła, z wydatną piersią,
Blaskiem na twarzy, płomieniem oczu,
Włosem rozwianym, czystością wieczną,
Naręczą świeżych wiosny owoców
Druga - strasząca szkieletem długim,
Wionąca chłodem, wonią przebrzydłą,
Budząca grozę czerepem trupim
I kosą z plamą krwawo zastygłą
Pierwsza tak rzecze - Ustąp mi drogi,
Beze mnie życie ludzkie jest marne,
Wszak ze mnie każdy człowiek się rodzi
I mnie jedynej każdy z nich pragnie
Ja im rozświetlam mroki ich doli,
Daję sens życia, losy ich łączę,
Przy mnie spotkanie z tobą mniej boli,
Jestem początkiem i chcę być końcem
Na to szczękami druga zgrzytnęła,
W śmiechu szyderczym szczerząc zgryz trupi -
Choć życie z ciebie bierze się nieraz,
To zawsze we mnie kończyć się musi
Może i życie bez ciebie marne,
Lecz z tobą często tak mocno boli,
Że z nas dwóch człowiek mnie bardziej pragnie,
Ze mną, nie z tobą, odejść stąd woli
Sprawiasz, że cierpią ci, których mijasz,
A jeśli innych połączyć zdołasz,
Wystarczy, żebym jedno zabiła,
A już to drugie samo mnie woła
Ty życie ludzi w mroki wprowadzasz,
Spokój zamieniasz w złudną nadzieję,
Przez ciebie bolą ze mną spotkania -
Ja jestem łaską i ukojeniem
2011
W trudnych decyzji ciasnej gardzieli,
Pośród dręczących duszę wyborów,
Spotkać się przyszło dwóm pannom w bieli
Pierwsza - wysmukła, z wydatną piersią,
Blaskiem na twarzy, płomieniem oczu,
Włosem rozwianym, czystością wieczną,
Naręczą świeżych wiosny owoców
Druga - strasząca szkieletem długim,
Wionąca chłodem, wonią przebrzydłą,
Budząca grozę czerepem trupim
I kosą z plamą krwawo zastygłą
Pierwsza tak rzecze - Ustąp mi drogi,
Beze mnie życie ludzkie jest marne,
Wszak ze mnie każdy człowiek się rodzi
I mnie jedynej każdy z nich pragnie
Ja im rozświetlam mroki ich doli,
Daję sens życia, losy ich łączę,
Przy mnie spotkanie z tobą mniej boli,
Jestem początkiem i chcę być końcem
Na to szczękami druga zgrzytnęła,
W śmiechu szyderczym szczerząc zgryz trupi -
Choć życie z ciebie bierze się nieraz,
To zawsze we mnie kończyć się musi
Może i życie bez ciebie marne,
Lecz z tobą często tak mocno boli,
Że z nas dwóch człowiek mnie bardziej pragnie,
Ze mną, nie z tobą, odejść stąd woli
Sprawiasz, że cierpią ci, których mijasz,
A jeśli innych połączyć zdołasz,
Wystarczy, żebym jedno zabiła,
A już to drugie samo mnie woła
Ty życie ludzi w mroki wprowadzasz,
Spokój zamieniasz w złudną nadzieję,
Przez ciebie bolą ze mną spotkania -
Ja jestem łaską i ukojeniem
2011
piątek, 28 stycznia 2011
Gdybym był
Czy gdybym był lepszy -
Innym w serca bym się wkradał?
Gdybym był silniejszy,
By znieść ile los wymaga -
Czy tym bym ją zdobył?
(Nie czyniąc jej szkody)
Gdy byłem żołnierzem -
Broń składałem u stóp twoich,
Gdy byłem żeglarzem -
Byłaś cichym portem moim
Gdybym był mądrzejszy -
Innym stałbym się podobny?
Gdybym był życzliwszy,
Świat miłością karmiąc głodny -
Czy bym ją ubłagał?
(Chcąc wciąż jej dogadzać)
Gdybym był malarzem -
Świat mych barw by jej nie splamił,
Gdybym był jak Mojżesz -
Manną z nieba bym ją karmił,
Gdybym był poetą -
Płomień byłby w moich słowach,
Gdybym był kochankiem -
Oczy bym jej wycałował
Więc, skarbie, tu przybądź,
Już mi cię nie wezmą,
Bezpiecznie i cicho
Zostaniesz już ze mną
Zawsze
Chodź do mnie, mój skarbie,
Tu cię nie dosięgną,
Świat miłością głodny karmię -
Czy tym cię zdobędę?
(Dogadzać ci będę)
Innym w serca bym się wkradał?
Gdybym był silniejszy,
By znieść ile los wymaga -
Czy tym bym ją zdobył?
(Nie czyniąc jej szkody)
Gdy byłem żołnierzem -
Broń składałem u stóp twoich,
Gdy byłem żeglarzem -
Byłaś cichym portem moim
Gdybym był mądrzejszy -
Innym stałbym się podobny?
Gdybym był życzliwszy,
Świat miłością karmiąc głodny -
Czy bym ją ubłagał?
(Chcąc wciąż jej dogadzać)
Gdybym był malarzem -
Świat mych barw by jej nie splamił,
Gdybym był jak Mojżesz -
Manną z nieba bym ją karmił,
Gdybym był poetą -
Płomień byłby w moich słowach,
Gdybym był kochankiem -
Oczy bym jej wycałował
Więc, skarbie, tu przybądź,
Już mi cię nie wezmą,
Bezpiecznie i cicho
Zostaniesz już ze mną
Zawsze
Chodź do mnie, mój skarbie,
Tu cię nie dosięgną,
Świat miłością głodny karmię -
Czy tym cię zdobędę?
(Dogadzać ci będę)
Gdy byłem żołnierzem -
Broń składałem u stóp twoich,
Gdy byłem żeglarzem -
Byłaś cichym portem moim,
Gdybym był malarzem -
Świat mych barw by cię nie splamił,
Gdybym był jak Mojżesz -
Manną z nieba bym cię karmił,
Gdybym był poetą...
Czy wyraziłbym słowami?
2011
parafraza/swobodny przekład z: Ultravox
czwartek, 27 stycznia 2011
Przestroga
Prosił boga, by go słuchał,
Modlitwami czas zaprzątał,
W końcu pan nadstawił ucha -
Dał mu więcej niźli żądał
W sercu uczuć miał niemało
I stąd ból czuł w nim niezmiennie,
Bo się panu spodobało
W zamian zmiażdżyć go cierpieniem
Więcej czuł niż inni mogli,
Stąd się obcy stał dla świata,
Więc się jeszcze mocniej modlił,
By bóg cząstkę serca zabrał
I pozbawił go pan części
Serca - prośbę tak zrozumiał -
Tej, co szczęście w sobie mieści,
I bez której żyć nie umiał
Poddał walkę w mrocznej chwili,
Nie wiem, czy mu bóg wybaczy,
Ludzie już go potępili -
Biada tym, co chcą inaczej
Wiedź więc życie swoje marne,
Bogom głowy nie zawracaj,
Bo a nuż ci będzie dane
Doznać losu ich wybrańca
2011
Modlitwami czas zaprzątał,
W końcu pan nadstawił ucha -
Dał mu więcej niźli żądał
W sercu uczuć miał niemało
I stąd ból czuł w nim niezmiennie,
Bo się panu spodobało
W zamian zmiażdżyć go cierpieniem
Więcej czuł niż inni mogli,
Stąd się obcy stał dla świata,
Więc się jeszcze mocniej modlił,
By bóg cząstkę serca zabrał
I pozbawił go pan części
Serca - prośbę tak zrozumiał -
Tej, co szczęście w sobie mieści,
I bez której żyć nie umiał
Poddał walkę w mrocznej chwili,
Nie wiem, czy mu bóg wybaczy,
Ludzie już go potępili -
Biada tym, co chcą inaczej
Wiedź więc życie swoje marne,
Bogom głowy nie zawracaj,
Bo a nuż ci będzie dane
Doznać losu ich wybrańca
2011
środa, 26 stycznia 2011
Pamiętam (śmierć w popołudnie)
Co mnie śmieszy? Skąd ta mina?
Nie wiem - telewizor gaszę,
Piję wino i wspominam
Dobrze znane, stare czasy,
Dziwny smutek na mnie spływa
Z kilku dawnych fotografii -
Tak ze wspomnieniami bywa,
Że się zwykle kończą łzami
Jak pamiętać i nie smutnieć
Śmierć tamtego popołudnia?
Kiedy pokój mój wypełnia
Cisza ciężka i bolesna,
Cierpkim winem toast spełniam
Za czas, który istnieć przestał,
I choć nigdy nie powróci,
Tak się koszmar w pamięć wessał,
Że nie zdołam już mu uciec
Jak pamiętać i nie smutnieć
Nie wiem - telewizor gaszę,
Piję wino i wspominam
Dobrze znane, stare czasy,
Dziwny smutek na mnie spływa
Z kilku dawnych fotografii -
Tak ze wspomnieniami bywa,
Że się zwykle kończą łzami
Jak pamiętać i nie smutnieć
Śmierć tamtego popołudnia?
Kiedy pokój mój wypełnia
Cisza ciężka i bolesna,
Cierpkim winem toast spełniam
Za czas, który istnieć przestał,
I choć nigdy nie powróci,
Tak się koszmar w pamięć wessał,
Że nie zdołam już mu uciec
Jak pamiętać i nie smutnieć
Śmierć tamtego popołudnia?
2011
parafraza: Ultravox
wtorek, 25 stycznia 2011
NOTES 8 - Temat i tło
Księżyc za chmurą i szelest wiatru,
Traw aromaty, refleks na wodzie,
Drozda śpiewanie, kamień przy drodze,
Czasem spostrzegam, z rzadka z nich nastrój
Cóż to jest dla nas? - tło bez znaczenia -
Muchy z milionów much lot natrętnej,
Komara kłucie nim cios śmiertelny,
My się liczymy - nasz los to temat
A przecież były - wiatr, księżyc, kamień -
Tłem nieznaczącym przeszłym tematom
I po nas takież tło pozostanie
Więc może temat to wszystko tamto,
Tłem - nasze nędzne tu bytowanie,
Jak muchy przelot lub komar w lato
2011
Traw aromaty, refleks na wodzie,
Drozda śpiewanie, kamień przy drodze,
Czasem spostrzegam, z rzadka z nich nastrój
Cóż to jest dla nas? - tło bez znaczenia -
Muchy z milionów much lot natrętnej,
Komara kłucie nim cios śmiertelny,
My się liczymy - nasz los to temat
A przecież były - wiatr, księżyc, kamień -
Tłem nieznaczącym przeszłym tematom
I po nas takież tło pozostanie
Więc może temat to wszystko tamto,
Tłem - nasze nędzne tu bytowanie,
Jak muchy przelot lub komar w lato
2011
poniedziałek, 24 stycznia 2011
NOTES 7 - Spotkanie z pięknem
Ranek srebrzy łzy zakrzepłe
Noc zbyt krótka nawet w zimie
Śnieg w odwilży błocie ginie
Dłoń w dłoń spacer z dziecka ciepłem
Oczu głębia, włosów gęstość
Pół wyniosła, pół łagodna
Mijam, nie chcąc - w tył spoglądam -
Jest na ziemi jeszcze piękno
Kochankowie - młodość z pięknem
W sile wiecznej odradzania
Gardzą tym, co jest śmiertelne
Obydwoje w śmierć zabrałaś ...
Młodość przeszła, nic po pięknie
Tylko śmierć mi pozostała
2011
Noc zbyt krótka nawet w zimie
Śnieg w odwilży błocie ginie
Dłoń w dłoń spacer z dziecka ciepłem
Oczu głębia, włosów gęstość
Pół wyniosła, pół łagodna
Mijam, nie chcąc - w tył spoglądam -
Jest na ziemi jeszcze piękno
Kochankowie - młodość z pięknem
W sile wiecznej odradzania
Gardzą tym, co jest śmiertelne
Obydwoje w śmierć zabrałaś ...
Młodość przeszła, nic po pięknie
Tylko śmierć mi pozostała
2011
niedziela, 23 stycznia 2011
Maryśka
Mierzwię pukli długie fale
Absorbuję oczu zieleń
Rozkosz w błogim aromacie
Intensywnie wchłaniam w siebie
Hipnotycznym doznań pięknem
Uzależniam zmysły moje
Arytmicznie bije serce
Nie pamiętam co mnie boli
Ale wiem że żyję jeszcze
(choć to życie nie jest moim)
2011
Absorbuję oczu zieleń
Rozkosz w błogim aromacie
Intensywnie wchłaniam w siebie
Hipnotycznym doznań pięknem
Uzależniam zmysły moje
Arytmicznie bije serce
Nie pamiętam co mnie boli
Ale wiem że żyję jeszcze
(choć to życie nie jest moim)
2011
sobota, 22 stycznia 2011
Smuga cienia
Dawny dźwięk, obraz w pamięci -
Lat szczenięcych przywołanie,
Słodka woń zachwytów pierwszych -
Życie jak na tacy dane
Wiara w przyszłe dni szczęśliwe,
W świat leżący u stóp moich,
W to, że wszystko jest możliwe,
W boską siłę własnej woli
W drodze czas mi wszytko zabrał,
W zamian srebrem pokrył włosy,
Za plecami życia kawał,
Coraz bliżej drogi koniec
Nie wiem, czy tak trzeba gubić
I dlaczego tak się dzieje,
W szkole chemik nic nie mówił,
Że rozpuszcza czas nadzieję
Czasem tylko jakiś moment
Wrócić w tamten czas pozwoli
I uśmiechnąć się do wspomnień,
Zanim w środku coś zaboli ...
2011
Lat szczenięcych przywołanie,
Słodka woń zachwytów pierwszych -
Życie jak na tacy dane
Wiara w przyszłe dni szczęśliwe,
W świat leżący u stóp moich,
W to, że wszystko jest możliwe,
W boską siłę własnej woli
W drodze czas mi wszytko zabrał,
W zamian srebrem pokrył włosy,
Za plecami życia kawał,
Coraz bliżej drogi koniec
Nie wiem, czy tak trzeba gubić
I dlaczego tak się dzieje,
W szkole chemik nic nie mówił,
Że rozpuszcza czas nadzieję
Czasem tylko jakiś moment
Wrócić w tamten czas pozwoli
I uśmiechnąć się do wspomnień,
Zanim w środku coś zaboli ...
2011
piątek, 21 stycznia 2011
Strażakowi prawdziwemu
Pomoc niósł ludziom młody ratownik
Nogi w wypadku utracił
Czuł, że tak musi, chociaż ochotnik -
Teraz pozostał bez pracy
Żona i dziecko na utrzymaniu
Lecz wierzy w przyszłość kaleka
Zwierzęca w ciele siła przetrwania
Serce i dusza człowieka
I kiedy tylko dadzą protezy
Wróci, by służbę znów pełnić
Bo młody strażak mocno w to wierzy
Że będzie ludziom potrzebny
Popatrz na niego i pochyl głowę
Ty, co na wszystko narzekasz
On bohaterem i gladiatorem
Który z was dwóch to kaleka?
Łatwo nad sobą jest się rozczulić
I do dobrego przywyknąć
Niektórzy godni są miana ludzi
Ze wstydu muszę zamilknąć ...
2011
Nogi w wypadku utracił
Czuł, że tak musi, chociaż ochotnik -
Teraz pozostał bez pracy
Żona i dziecko na utrzymaniu
Lecz wierzy w przyszłość kaleka
Zwierzęca w ciele siła przetrwania
Serce i dusza człowieka
I kiedy tylko dadzą protezy
Wróci, by służbę znów pełnić
Bo młody strażak mocno w to wierzy
Że będzie ludziom potrzebny
Popatrz na niego i pochyl głowę
Ty, co na wszystko narzekasz
On bohaterem i gladiatorem
Który z was dwóch to kaleka?
Łatwo nad sobą jest się rozczulić
I do dobrego przywyknąć
Niektórzy godni są miana ludzi
Ze wstydu muszę zamilknąć ...
2011
czwartek, 20 stycznia 2011
Bluźnierca
Rozciągnięty tkwisz na desce
Przymykając na wpół oczy
Rozłożone na bok ręce
Gwoździe wbite w każdą z kończyn
Miłość to największa - mówisz -
Życie oddać za przyjaciół -
Ile bardziej kochać musi
Kto za wroga życie traci?
Oddal kielich ten ode mnie -
Tak prosiłeś przerażony
A niejeden na cierpienie
Idzie z czołem podniesionym
Kilka godzin twoich cierpień
Oto przykład ludziom dany
Gotowości do poświęceń
I bestialstwa wielkiej miary
Dla tych, którzy w mrozie stali
Przez noc wodą polewani
Bici w celach miesiącami
Z zerwanymi paznokciami
Dla tych, których całe życie
Jest cierpieniem - niczym innym
Czynią im największą krzywdę
Ci, co kochać ich powinni
Jestem oto tym żołnierzem
Który końcem ostrej włóczni
Przebił bok i męki skrócił
Patrzysz z góry na frustrata
Co u twoich stóp się mądrzy
Wkrótce przyjdzie koniec świata
Wtedy mądrze mnie osądzisz
2011
środa, 19 stycznia 2011
Szukającym
Przychodzicie z pytaniami
Wyrytymi w waszych ciałach
Pokłutymi ramionami
Blizn śladami na nadgarstkach
Sine bruzdy szyje szpecą
Oczy mętne od szukania -
Czy coś moje wam powiedzą?
Na ich dnie ... tylko pytania
Precz stąd, zmory! Z moich myśli
Same sobie jakoś radźcie
Idźcie tam, skąd żeście przyszły
Ja już szukał będę zawsze
Choć odpowiedź się nie znajdzie
Mimo nowej próby co dzień
To - kto szuka, ten ma rację
A w pytaniu jest odpowiedź
2011
Wyrytymi w waszych ciałach
Pokłutymi ramionami
Blizn śladami na nadgarstkach
Sine bruzdy szyje szpecą
Oczy mętne od szukania -
Czy coś moje wam powiedzą?
Na ich dnie ... tylko pytania
Precz stąd, zmory! Z moich myśli
Same sobie jakoś radźcie
Idźcie tam, skąd żeście przyszły
Ja już szukał będę zawsze
Choć odpowiedź się nie znajdzie
Mimo nowej próby co dzień
To - kto szuka, ten ma rację
A w pytaniu jest odpowiedź
2011
wtorek, 18 stycznia 2011
Chłopiec z małego miasta
Znikasz z domu wczesnym ranem
Wszystko mieścisz w torbie małej
Sam zupełnie na peronie
Wiatr i deszcz na twarzy twojej
Matce pojąć nie jest dane
Czemu uciec stąd musiałeś
Odpowiedzi tak szukanej
Nigdy tu byś nie mógł znaleźć
I miłością jakiej pragniesz
W domu nie byłbyś kochany
Znikaj więc, szukaj więc ...
Popychany i kopany
Wciąż samotny tutaj byłeś
Przez nich wszystkich poniżany
Tylko o tym tu mówili
Choć tak bardzo próbowali
Zranić cię - do płaczu zmusić
Nigdy przy nich nie płakałeś
Tylko wewnątrz swojej duszy
Znikaj więc, szukaj więc .... i płacz ...
Znikasz z domu wczesnym ranem
Wszystko mieścisz w torbie małej
Sam zupełnie na peronie
Wiatr i deszcz na twarzy twojej
2011
tłumaczenie z: Bronski Beat
Wszystko mieścisz w torbie małej
Sam zupełnie na peronie
Wiatr i deszcz na twarzy twojej
Matce pojąć nie jest dane
Czemu uciec stąd musiałeś
Odpowiedzi tak szukanej
Nigdy tu byś nie mógł znaleźć
I miłością jakiej pragniesz
W domu nie byłbyś kochany
Znikaj więc, szukaj więc ...
Popychany i kopany
Wciąż samotny tutaj byłeś
Przez nich wszystkich poniżany
Tylko o tym tu mówili
Choć tak bardzo próbowali
Zranić cię - do płaczu zmusić
Nigdy przy nich nie płakałeś
Tylko wewnątrz swojej duszy
Znikaj więc, szukaj więc .... i płacz ...
Znikasz z domu wczesnym ranem
Wszystko mieścisz w torbie małej
Sam zupełnie na peronie
Wiatr i deszcz na twarzy twojej
2011
tłumaczenie z: Bronski Beat
poniedziałek, 17 stycznia 2011
W piwnicy
Cicho na dół schodzi do niej,
W górze świecznik trzyma w dłoni,
Szuka schodów wzrokiem zimnym,
Płomień spala pajęczyny
Ona w kącie składa ręce,
Strach wypełnia młode serce -
Wie, jak będzie to bolało,
Kiedy cielsko zwali na nią
Pod paznokciem połamanym
Chowa wilgoć brudnej ściany,
Nazbyt długo w oknie krata
Dzieli ją od reszty świata
Jak co wieczór schodzi bestia
Ulżyć wstrętnym żądzom cielska,
W niemym mroku do piwnicy -
Świadka strasznej tajemnicy
Wkrótce ona mu się znudzi,
Znajdzie wtedy ją ktoś z ludzi
W płytkim dole, gdzieś pod krzakiem,
On ofiarę nową złapie
2011
W górze świecznik trzyma w dłoni,
Szuka schodów wzrokiem zimnym,
Płomień spala pajęczyny
Ona w kącie składa ręce,
Strach wypełnia młode serce -
Wie, jak będzie to bolało,
Kiedy cielsko zwali na nią
Pod paznokciem połamanym
Chowa wilgoć brudnej ściany,
Nazbyt długo w oknie krata
Dzieli ją od reszty świata
Jak co wieczór schodzi bestia
Ulżyć wstrętnym żądzom cielska,
W niemym mroku do piwnicy -
Świadka strasznej tajemnicy
Wkrótce ona mu się znudzi,
Znajdzie wtedy ją ktoś z ludzi
W płytkim dole, gdzieś pod krzakiem,
On ofiarę nową złapie
2011
niedziela, 16 stycznia 2011
Nowotwór
Ból ją zniszczył jak nowotwór
Zanim ktoś lekarstwo odkrył
Przyszedł znikąd, rósł pod czaszką
Nie pozwalał długo zasnąć
Zamknął myśli w świecie ciasnym
Ludzi zmienił w obcych Marsjan
Nie chciał chemii, ni naświetlań
Szans jej nie dał, żeby przetrwać
Tamten chłopak dałby wszystko
Lek wynalazł chorym myślom
Gdyby tylko go widziała
A morfina już nie działa ...
Nie odczuje świat jej braku -
Ścięta róża w morzu kwiatów
Niech jej ziemia będzie lekką -
Sama ścięła się żyletką ...
Lecz w przyrodzie nic nie ginie
Ból pozostał po dziewczynie
Choć jej nie ma, od tej pory
Chłopak walczy z nowotworem
2011
Zanim ktoś lekarstwo odkrył
Przyszedł znikąd, rósł pod czaszką
Nie pozwalał długo zasnąć
Zamknął myśli w świecie ciasnym
Ludzi zmienił w obcych Marsjan
Nie chciał chemii, ni naświetlań
Szans jej nie dał, żeby przetrwać
Tamten chłopak dałby wszystko
Lek wynalazł chorym myślom
Gdyby tylko go widziała
A morfina już nie działa ...
Nie odczuje świat jej braku -
Ścięta róża w morzu kwiatów
Niech jej ziemia będzie lekką -
Sama ścięła się żyletką ...
Lecz w przyrodzie nic nie ginie
Ból pozostał po dziewczynie
Choć jej nie ma, od tej pory
Chłopak walczy z nowotworem
2011
sobota, 15 stycznia 2011
Suka Olafa
Piękne szczenię Olaf kupił,
Do polowań je przyuczył,
Węchem świetnym suczka mała
Wszystkich wokół zadziwiała
Na jej oczach psa powiesił
Kochanego sąsiad ze wsi,
Bo mu pogryzł kozę dojną -
Suka wie, że tak nie wolno
Tak straciła przyjaciela,
Co jej jeden rad udzielał,
Nim się dzieci jej zrodziły,
Ojca swego już straciły
Suka szczęścia nie pamięta -
Odebrano jej szczenięta
O szlachetnym powonieniu,
Matka cierpieć ma w milczeniu
Olaf, w lesie, wkrótce po tym,
Znalazł wilcze dwie sieroty,
Zaniósł suce je wychować -
Znowu miała kogo kochać
Miał sam Olaf córcię śliczną,
Co kochała się w króliczku,
Jeden z wilczków, gdy już podrósł,
Ulubieńca w strzępy rozniósł
Gniew Olafa serce zmienił -
Winowajcę wnet zastrzelił,
Siostrę także śmierć spotkała,
Choć ją suka ukryć chciała
Na nic prośby, na nic siła -
Suka w budzie się skuliła,
Zdjęta bólem jeść nie chciała,
Polowania odmawiała
Zawodzenie słysząc żony,
Z lasu Olaf biegł strwożony,
W drodze z suką się rozminął,
W polu po niej ślad zaginął ...
Żona wisi pod powałą,
We krwi leży drobne ciało,
Suka córkę ci zagryzła -
Tak, Olafie, szczęście pryska ...
2011
Do polowań je przyuczył,
Węchem świetnym suczka mała
Wszystkich wokół zadziwiała
Na jej oczach psa powiesił
Kochanego sąsiad ze wsi,
Bo mu pogryzł kozę dojną -
Suka wie, że tak nie wolno
Tak straciła przyjaciela,
Co jej jeden rad udzielał,
Nim się dzieci jej zrodziły,
Ojca swego już straciły
Suka szczęścia nie pamięta -
Odebrano jej szczenięta
O szlachetnym powonieniu,
Matka cierpieć ma w milczeniu
Olaf, w lesie, wkrótce po tym,
Znalazł wilcze dwie sieroty,
Zaniósł suce je wychować -
Znowu miała kogo kochać
Miał sam Olaf córcię śliczną,
Co kochała się w króliczku,
Jeden z wilczków, gdy już podrósł,
Ulubieńca w strzępy rozniósł
Gniew Olafa serce zmienił -
Winowajcę wnet zastrzelił,
Siostrę także śmierć spotkała,
Choć ją suka ukryć chciała
Na nic prośby, na nic siła -
Suka w budzie się skuliła,
Zdjęta bólem jeść nie chciała,
Polowania odmawiała
Zawodzenie słysząc żony,
Z lasu Olaf biegł strwożony,
W drodze z suką się rozminął,
W polu po niej ślad zaginął ...
Żona wisi pod powałą,
We krwi leży drobne ciało,
Suka córkę ci zagryzła -
Tak, Olafie, szczęście pryska ...
2011
piątek, 14 stycznia 2011
Blues umarlaka
W tyle daleko zostawiam tam
Z czym porachunki od dawna mam
Nie będę garba za sobą niósł
Zaśpiewam ducha przemiany blues
Nie jest mnie w stanie zatrzymać nic
Gdy serce wprawię w miarowy rytm
I niepotrzebny alkohol mi -
Czystego bluesa wlewam do krwi
Mój blues w przydrożnym zajeździe brzmi
Gra go fachowiec od tylnych drzwi
O, weź go, skarbie, takim jak jest
I po raz drugi pokochaj mnie
O, dalej, dalej dotykaj mnie
Czemu szaleńczo nie kocham cię?
Pozwól znów burzy dosiadać mi
Czekać na słońce aż po sam świt
Na drugą stroną przebijmy się
Tam na jednego przypada pięć
Gdzieś w whisky barze wysączmy gin
Niech nam zaśpiewa Maggie M'Gill
Zbuduję tobie w hiacyntach dom
Blues oraz Chopin zasiedlą go
"Ulica Miłość" adres niech brzmi
Nie, nie zagoszczą tam dziwne dni
W odosobnienia ogród mnie weź
Ducha zaśpiewam ci w zamian pieśń
I jak noc długa rozkołysz mnie
Choć ponoć diabłem kobieta jest
Czemu w mych myślach nie widzę cię?
Gdzie mi, dziewczynko, zgubiłaś się?
Lato już prawie odeszło w cień
Niech choć to babie ogrzeje mnie
Tak oto kończy się nasza noc
Ludzie są dziwni - pamiętaj to
Kiedy muzyka przestanie brzmieć
Przyjaciel-koniec zabierze mnie
2011
inspiracja / zapożyczenia z: The Doors
Z czym porachunki od dawna mam
Nie będę garba za sobą niósł
Zaśpiewam ducha przemiany blues
Nie jest mnie w stanie zatrzymać nic
Gdy serce wprawię w miarowy rytm
I niepotrzebny alkohol mi -
Czystego bluesa wlewam do krwi
Mój blues w przydrożnym zajeździe brzmi
Gra go fachowiec od tylnych drzwi
O, weź go, skarbie, takim jak jest
I po raz drugi pokochaj mnie
O, dalej, dalej dotykaj mnie
Czemu szaleńczo nie kocham cię?
Pozwól znów burzy dosiadać mi
Czekać na słońce aż po sam świt
Na drugą stroną przebijmy się
Tam na jednego przypada pięć
Gdzieś w whisky barze wysączmy gin
Niech nam zaśpiewa Maggie M'Gill
Zbuduję tobie w hiacyntach dom
Blues oraz Chopin zasiedlą go
"Ulica Miłość" adres niech brzmi
Nie, nie zagoszczą tam dziwne dni
W odosobnienia ogród mnie weź
Ducha zaśpiewam ci w zamian pieśń
I jak noc długa rozkołysz mnie
Choć ponoć diabłem kobieta jest
Czemu w mych myślach nie widzę cię?
Gdzie mi, dziewczynko, zgubiłaś się?
Lato już prawie odeszło w cień
Niech choć to babie ogrzeje mnie
Tak oto kończy się nasza noc
Ludzie są dziwni - pamiętaj to
Kiedy muzyka przestanie brzmieć
Przyjaciel-koniec zabierze mnie
2011
inspiracja / zapożyczenia z: The Doors
czwartek, 13 stycznia 2011
Ostatnia misja majora Toma
Majorze Tom, misja nowa -
Trzeba w przyszłość wystartować,
Niepokoi nas to bardzo,
Że nie wiemy, czy jest warto
Inwestować, kopać ropę,
Coś planować, zacząć wojnę,
Płodzić dzieci, walczyć z głodem,
Wylansować nową modę
Leć więc w przyszłość, bohaterze,
N.A.S.A. miejsce ci wybierze,
Małe w czasie oddalenie -
Tylko jedno pokolenie,
Sprawdź, jak żyją nasze dzieci,
Potem znowu tu przylecisz,
Powiesz nam, co mamy zmienić -
To dla ciebie wyróżnienie
Leci w lot samotny major,
Sprawdzić, jak się rzeczy mają,
Wylądować już powinien,
Patrzy w szybę - niemożliwe ...
"Houston, chyba mamy problem,
Nic już więcej wam nie powiem,
Tracę łączność" - major zamilkł,
Żeby prawdy nie poznali ...
Tom dryfuje w mrok kosmiczny,
Nie przejmuje już się niczym,
W ziemię patrzy wstecz niebieską,
Gdzie została jego przeszłość,
Raz ostatni cicho nuci,
Wie, że nie ma dokąd wrócić ...
2011
Trzeba w przyszłość wystartować,
Niepokoi nas to bardzo,
Że nie wiemy, czy jest warto
Inwestować, kopać ropę,
Coś planować, zacząć wojnę,
Płodzić dzieci, walczyć z głodem,
Wylansować nową modę
Leć więc w przyszłość, bohaterze,
N.A.S.A. miejsce ci wybierze,
Małe w czasie oddalenie -
Tylko jedno pokolenie,
Sprawdź, jak żyją nasze dzieci,
Potem znowu tu przylecisz,
Powiesz nam, co mamy zmienić -
To dla ciebie wyróżnienie
Leci w lot samotny major,
Sprawdzić, jak się rzeczy mają,
Wylądować już powinien,
Patrzy w szybę - niemożliwe ...
"Houston, chyba mamy problem,
Nic już więcej wam nie powiem,
Tracę łączność" - major zamilkł,
Żeby prawdy nie poznali ...
Tom dryfuje w mrok kosmiczny,
Nie przejmuje już się niczym,
W ziemię patrzy wstecz niebieską,
Gdzie została jego przeszłość,
Raz ostatni cicho nuci,
Wie, że nie ma dokąd wrócić ...
2011
środa, 12 stycznia 2011
Kosmiczny cudak
"Kontrola lotu tu major Tom,
Statek na miejscu, opuszczam go,
Dziwnie w powietrzu jest pływać tak,
I gwiazdy inny dziś mają blask...
Tu zawinięty siedzę w blachę,
Daleko ponad naszym światem,
Patrzę ku ziemi tak niebieskiej,
Nie mogę zrobić już nic więcej
Choć przeleciałem tysiące mil,
Spokój zachować nietrudno mi,
Myślę, że statek jak wrócić wie,
Że żonę kocham, powiedzcie jej,
Ona to wie"
"Halo, majorze, wzywamy cię,
Tracimy łączność, coś poszło źle,
Halo, majorze, czy słyszysz mnie?
Halo, majorze, czy słyszysz mnie?
Halo, majorze..."
"Dryfuję wokół rakiety blach,
Daleko w dole księżyca blask,
Patrzę ku ziemi tak niebieskiej,
Nie mogę zrobić już nic więcej..."
2011
swobodny przekład z: David Bowie
Statek na miejscu, opuszczam go,
Dziwnie w powietrzu jest pływać tak,
I gwiazdy inny dziś mają blask...
Tu zawinięty siedzę w blachę,
Daleko ponad naszym światem,
Patrzę ku ziemi tak niebieskiej,
Nie mogę zrobić już nic więcej
Choć przeleciałem tysiące mil,
Spokój zachować nietrudno mi,
Myślę, że statek jak wrócić wie,
Że żonę kocham, powiedzcie jej,
Ona to wie"
"Halo, majorze, wzywamy cię,
Tracimy łączność, coś poszło źle,
Halo, majorze, czy słyszysz mnie?
Halo, majorze, czy słyszysz mnie?
Halo, majorze..."
"Dryfuję wokół rakiety blach,
Daleko w dole księżyca blask,
Patrzę ku ziemi tak niebieskiej,
Nie mogę zrobić już nic więcej..."
2011
swobodny przekład z: David Bowie
wtorek, 11 stycznia 2011
Moja śmierć
Śmierć mnie czeka jak lubieżnik,
Że się zgodzę pójść z nim pewny -
Gwizdnę na niego i czas, co płynie ...
Czeka śmierć jak księdza słowa,
Gdy mą młodość będą chować -
Zapłaczę po niej, nim czas mój minie ...
Czeka śmierć jak duch w ciemności,
Pewny jestem jak miłości -
Nie myślmy o tym, choć czas nasz ginie ...
Nie dbam o to, co za drzwiami,
Z aniołami, czy z diabłami,
W piekle będę, czy też w niebie,
Bo przed drzwiami widzę ciebie
Czeka śmierć jak ślepiec biedny,
Świat dla niego zawsze ciemny -
Grosz jemu rzucę za czas, co płynie ...
W twoich udach czeka na mnie,
Choć ty moje oczy zamkniesz -
Pomyślmy o tym, nim czas nasz minie ...
Zwleka, żeby wam pozwolić
Się zabawić, potem koniec -
Wypijmy za to i czas, nim zginie ...
Nie dbam o to, co za drzwiami,
Że się zgodzę pójść z nim pewny -
Gwizdnę na niego i czas, co płynie ...
Czeka śmierć jak księdza słowa,
Gdy mą młodość będą chować -
Zapłaczę po niej, nim czas mój minie ...
Czeka śmierć jak duch w ciemności,
Pewny jestem jak miłości -
Nie myślmy o tym, choć czas nasz ginie ...
Nie dbam o to, co za drzwiami,
Z aniołami, czy z diabłami,
W piekle będę, czy też w niebie,
Bo przed drzwiami widzę ciebie
Czeka śmierć jak ślepiec biedny,
Świat dla niego zawsze ciemny -
Grosz jemu rzucę za czas, co płynie ...
W twoich udach czeka na mnie,
Choć ty moje oczy zamkniesz -
Pomyślmy o tym, nim czas nasz minie ...
Zwleka, żeby wam pozwolić
Się zabawić, potem koniec -
Wypijmy za to i czas, nim zginie ...
Nie dbam o to, co za drzwiami,
Z aniołami, czy z diabłami,
W piekle będę, czy też w niebie,
Bo przed drzwiami widzę ciebie
Śmierć się chowa w liści barwie,
Magik trzyma ją w rękawie -
Psy z nią, króliki i czas, co płynie ...
Śmierć mnie czeka pod kwiatami,
Z ukrytymi tam cieniami -
Bzu nazrywajmy za czas, nim minie ...
W naszym łóżku śmierć się czai,
Zapomnieniem głowę mami -
Koc naciągnijmy na czas, co ginie ...
Nie dbam o to, co za drzwiami,
Z aniołami, czy z diabłami,
W piekle będę, czy też w niebie,
Bo przed drzwiami widzę ciebie
2011
tłumaczenie z: David Bowie
poniedziałek, 10 stycznia 2011
Zwycięzcy
Naprzód! Ku górze!
Na życia szczyt!
Walcz wbrew naturze,
Do kresu sił!
Po stromym zboczu,
Gdzie marzeń cel,
Na przekór bogom
Wzrok w chmury wznieś
Samotnych zmagań
Nie widzi nikt,
Gdy mistrz dorasta
Do chwały dni
Z goryczy klęski,
Przez ducha hart,
Do dni zwycięskich -
Pokonać świat!
Zgnieć pod stopami
Słabość i ból,
Dziś dzień wygranej,
Po łez dniach stu
Choć drwił i śmiał się
Zawistny świat,
Że ty masz rację,
Pokazał czas
2011
Na życia szczyt!
Walcz wbrew naturze,
Do kresu sił!
Po stromym zboczu,
Gdzie marzeń cel,
Na przekór bogom
Wzrok w chmury wznieś
Samotnych zmagań
Nie widzi nikt,
Gdy mistrz dorasta
Do chwały dni
Z goryczy klęski,
Przez ducha hart,
Do dni zwycięskich -
Pokonać świat!
Zgnieć pod stopami
Słabość i ból,
Dziś dzień wygranej,
Po łez dniach stu
Choć drwił i śmiał się
Zawistny świat,
Że ty masz rację,
Pokazał czas
2011
niedziela, 9 stycznia 2011
Tylnymi drzwiami
Rzucasz iskry mi spod powiek,
Dobrze czujesz, co mam w głowie,
Blisko ciebie wciąż się błąkam,
W twoje tylne drzwi spoglądam
Dam ci to, co - sama przyznasz -
Żaden nie dał ci mężczyzna,
Zrób tak, byśmy byli sami
I tylnymi wpuść mnie drzwiami
Tkanin drogich nie ubieraj,
Bym nie musiał ich rozdzierać,
Panem twoim dzisiaj będę,
Gdy tylnymi drzwiami wejdę
Uklękniemy na podłodze,
Ukradniemy bogom ogień,
Zatańczymy z aniołami,
Gdy tylnymi wejdę drzwiami
Pamięć o tym, co jest wokół,
Żądza spali w nas na popiół,
By zjednoczyć się ciałami,
Wśliznę się tylnymi drzwiami
2011
Dobrze czujesz, co mam w głowie,
Blisko ciebie wciąż się błąkam,
W twoje tylne drzwi spoglądam
Dam ci to, co - sama przyznasz -
Żaden nie dał ci mężczyzna,
Zrób tak, byśmy byli sami
I tylnymi wpuść mnie drzwiami
Tkanin drogich nie ubieraj,
Bym nie musiał ich rozdzierać,
Panem twoim dzisiaj będę,
Gdy tylnymi drzwiami wejdę
Uklękniemy na podłodze,
Ukradniemy bogom ogień,
Zatańczymy z aniołami,
Gdy tylnymi wejdę drzwiami
Pamięć o tym, co jest wokół,
Żądza spali w nas na popiół,
By zjednoczyć się ciałami,
Wśliznę się tylnymi drzwiami
2011
sobota, 8 stycznia 2011
Noc poety
Noc śmiertelników głuszy ciemnością,
Głowy w poduszki tulą z lubością,
Poeta nie śpi - ciemność go wzywa -
Obudź się, weno! W sukurs przybywaj!
Na stole świecznik płomieniem błyska,
Przy nim ołówek i kartka czysta,
Napój poetów szkli się w kielichu,
Demony czają gdzieś się po cichu
Alkohol szumi, migocze płomień,
Tak bym chciał dzisiaj uciec od wspomnień,
Lecz kiedy wszystko umarło piękno,
Serce bezwiednie ucieka w przeszłość
Pozwól mi, życie, tobą się cieszyć,
Coś wspaniałego - jak kiedyś - przeżyć,
W tobie, nie w winie, chcę się zatracić,
Zostawić przeszłość, zacząć inaczej
Muzo umarła przed tylu laty,
Żal mój po tobie leję na papier,
Czemu zmieniłaś tak moją duszę,
Że wciąż dni tamte wspominać muszę?
Nim świt nadejdzie, ogarek zgaśnie,
Wino się skończy, poeta zaśnie,
Wiersz pozostanie niedokończony,
Czmychną po kątach podłe demony
2011
Głowy w poduszki tulą z lubością,
Poeta nie śpi - ciemność go wzywa -
Obudź się, weno! W sukurs przybywaj!
Na stole świecznik płomieniem błyska,
Przy nim ołówek i kartka czysta,
Napój poetów szkli się w kielichu,
Demony czają gdzieś się po cichu
Alkohol szumi, migocze płomień,
Tak bym chciał dzisiaj uciec od wspomnień,
Lecz kiedy wszystko umarło piękno,
Serce bezwiednie ucieka w przeszłość
Pozwól mi, życie, tobą się cieszyć,
Coś wspaniałego - jak kiedyś - przeżyć,
W tobie, nie w winie, chcę się zatracić,
Zostawić przeszłość, zacząć inaczej
Muzo umarła przed tylu laty,
Żal mój po tobie leję na papier,
Czemu zmieniłaś tak moją duszę,
Że wciąż dni tamte wspominać muszę?
Nim świt nadejdzie, ogarek zgaśnie,
Wino się skończy, poeta zaśnie,
Wiersz pozostanie niedokończony,
Czmychną po kątach podłe demony
2011
piątek, 7 stycznia 2011
Trójca zła - cz. 2.
Topiło słońce śnieg coraz bardziej,
Rosły dokoła wyspy zielone,
Rzedniały puszczy gęstwiny czarne -
Poczuł wędrowiec podróży koniec
Nim gór i lasów grzbiet przygarbiony
Zmienił się w jezior, pól, łąk równinę,
Ostatnią nocną, piechur zdrożony,
Spędzić miał w puszczy dzikiej godzinę
Nogi zmęczone, a korzeń śliski,
Chciał słońce witać w polu szerokim,
Trudno być czujnym, gdy cel jest bliski -
W dół na niedźwiedzia wpadł wnet głęboki
Wkrótce się ocknął - nic się nie stało,
Wspiął się ku kępom trawy zielonej,
Lecz szybko w dziurę opuścił ciało -
Widokiem stada wilków strwożony
Chciał zebrać myśli, lecz się nie dało -
Pisk szczurów w jamach rozum zamącił,
Zrozumiał - mało czasu zostało,
Przyjdzie w pułapce życie zakończyć
By się pojednać z nieba bogami,
Spojrzał, szukając różowej zorzy,
Lecz chmura czarna kruków skrzydłami
Zakryła szczelnie przybytek boży
Nie! Zgnić nie może w dole jak zwierzę,
Trzeba mu walczyć do końca dzielnie -
Wyskoczył z jamy, ruszył przed siebie,
Potknął się w mroku i padł na ziemię
Kły wielki basior w szyi zatopił,
Zgłodniałe wilki ciało szarpały,
Krwi się niejeden szczur ciepłej opił,
Kruki do kości mięso zdrapały
Ludzie, szukając w dole niedźwiedzia,
Znaleźli w trawie czaszkę o świcie,
Na czaszce wielki, czarny kruk siedział,
Niczym wysłannik piekieł po życie
2011
Rosły dokoła wyspy zielone,
Rzedniały puszczy gęstwiny czarne -
Poczuł wędrowiec podróży koniec
Nim gór i lasów grzbiet przygarbiony
Zmienił się w jezior, pól, łąk równinę,
Ostatnią nocną, piechur zdrożony,
Spędzić miał w puszczy dzikiej godzinę
Nogi zmęczone, a korzeń śliski,
Chciał słońce witać w polu szerokim,
Trudno być czujnym, gdy cel jest bliski -
W dół na niedźwiedzia wpadł wnet głęboki
Wkrótce się ocknął - nic się nie stało,
Wspiął się ku kępom trawy zielonej,
Lecz szybko w dziurę opuścił ciało -
Widokiem stada wilków strwożony
Chciał zebrać myśli, lecz się nie dało -
Pisk szczurów w jamach rozum zamącił,
Zrozumiał - mało czasu zostało,
Przyjdzie w pułapce życie zakończyć
By się pojednać z nieba bogami,
Spojrzał, szukając różowej zorzy,
Lecz chmura czarna kruków skrzydłami
Zakryła szczelnie przybytek boży
Nie! Zgnić nie może w dole jak zwierzę,
Trzeba mu walczyć do końca dzielnie -
Wyskoczył z jamy, ruszył przed siebie,
Potknął się w mroku i padł na ziemię
Kły wielki basior w szyi zatopił,
Zgłodniałe wilki ciało szarpały,
Krwi się niejeden szczur ciepłej opił,
Kruki do kości mięso zdrapały
Ludzie, szukając w dole niedźwiedzia,
Znaleźli w trawie czaszkę o świcie,
Na czaszce wielki, czarny kruk siedział,
Niczym wysłannik piekieł po życie
2011
czwartek, 6 stycznia 2011
Trójca zła - cz. 1.
W wiosce, daleko gdzieś na północy,
Przed laty mieszkał dzielny młodzieniec,
Nie chciał wśród długiej polarnej nocy
Czekać z innymi na ocieplenie
Zebrał w plecaku co najważniejsze,
Pożegnał starą matkę i ojca,
Wyruszył tam, gdzie lądy cieplejsze,
Gdzie kwitnie ziemia potęgą słońca
Kiedy opuszczał wioskę, starszyzna
Dała mu tylko jedną przestrogę -
Idź tak, by szczura, kruka i wilka
Ślepia nie weszły nigdy ci w drogę
Wilk chce cię pożreć, zęby już ostrzy,
Szczur - wniknąć w myśli, rozum zamącić,
Kruk to wysłannik diabelskich mocy,
By duszę twoją do piekieł strącić
Długo wędrował przez śnieżną tundrę,
Przez dzikie lasy tajgi, młodzieniec,
Trzymając wiernie kurs na południe,
W sercu chowając jedno marzenie
Kiedyś, podchodząc jelenia w lesie,
Dostrzegł, że tropić wilk ich się śmieli,
Pomny przestrogi, nie dał mu resztek -
Strzelbę wymierzył, wilka ustrzelił
Raz, w starej chacie jedząc wieczerzę,
Zobaczył w dziurze szczura chudego,
Zdechło zjadając okruchy zwierzę -
Młodzieniec otruł kompana swego
Krukowi, który śledził go z góry,
Rzucił kawałek mięsa z haczykiem,
Gdy ptak to połknął, ciągnąc za sznurek,
Wyrwał mu trzewia wąskim przełykiem
2011
Przed laty mieszkał dzielny młodzieniec,
Nie chciał wśród długiej polarnej nocy
Czekać z innymi na ocieplenie
Zebrał w plecaku co najważniejsze,
Pożegnał starą matkę i ojca,
Wyruszył tam, gdzie lądy cieplejsze,
Gdzie kwitnie ziemia potęgą słońca
Kiedy opuszczał wioskę, starszyzna
Dała mu tylko jedną przestrogę -
Idź tak, by szczura, kruka i wilka
Ślepia nie weszły nigdy ci w drogę
Wilk chce cię pożreć, zęby już ostrzy,
Szczur - wniknąć w myśli, rozum zamącić,
Kruk to wysłannik diabelskich mocy,
By duszę twoją do piekieł strącić
Długo wędrował przez śnieżną tundrę,
Przez dzikie lasy tajgi, młodzieniec,
Trzymając wiernie kurs na południe,
W sercu chowając jedno marzenie
Kiedyś, podchodząc jelenia w lesie,
Dostrzegł, że tropić wilk ich się śmieli,
Pomny przestrogi, nie dał mu resztek -
Strzelbę wymierzył, wilka ustrzelił
Raz, w starej chacie jedząc wieczerzę,
Zobaczył w dziurze szczura chudego,
Zdechło zjadając okruchy zwierzę -
Młodzieniec otruł kompana swego
Krukowi, który śledził go z góry,
Rzucił kawałek mięsa z haczykiem,
Gdy ptak to połknął, ciągnąc za sznurek,
Wyrwał mu trzewia wąskim przełykiem
2011
środa, 5 stycznia 2011
Blisko, coraz bliżej
Gdy martwe ptaki z nieba spadną,
A śnięte ryby wyda woda,
Świat stanie cicho nad przepaścią,
Lecz człowiek tępy nic nie pozna
Szukając przyczyn gdzieś daleko,
Jak ślepiec z nogą w rozpadlinie,
Nie dojrzy końca czasu swego,
Zrodzony głupim - głupim zginie
Keep smiling, jutro będzie lepiej! -
Sukcesu hasło prowadzące
Zawyją wichry na pogrzebie,
Pamięci rasy odchodzącej
2011
A śnięte ryby wyda woda,
Świat stanie cicho nad przepaścią,
Lecz człowiek tępy nic nie pozna
Szukając przyczyn gdzieś daleko,
Jak ślepiec z nogą w rozpadlinie,
Nie dojrzy końca czasu swego,
Zrodzony głupim - głupim zginie
Keep smiling, jutro będzie lepiej! -
Sukcesu hasło prowadzące
Zawyją wichry na pogrzebie,
Pamięci rasy odchodzącej
2011
wtorek, 4 stycznia 2011
Kochankowie
W drodze swojej zagubieni,
Marzeniami zaślepieni,
Zakładnicy ciał i uczuć,
Z wiarą, że wciąż szukać muszą
Nie chcieliśmy - los to sprawił,
Na przeciwko nas postawił,
Wiedząc, że się nie oprzemy,
W zatracenie popłyniemy
Pożądliwych ciał pragnienia
Sączą wino zapomnienia,
Świat nieważny, nie ma innych,
Wiem, że grzeszę - chcę być winny!
Nie zostawię dziś cię samej,
W namiętności stanę bramie -
Zostaw światło zapalone,
Drzwi - gdy wyjdzie - uchylone
Wiesz dokładnie o czym marzę,
Jak dać rozkosz ci pokażę,
Spływaj rosą grzechu na mnie,
Bym zapomnieć mógł o tamtej
A gdy przyjdzie mi zapłacić,
Jak skazaniec, wszystko stracić,
Kiedy wspomnę swoją winę,
Będę wiedział za co ginę
2011
Marzeniami zaślepieni,
Zakładnicy ciał i uczuć,
Z wiarą, że wciąż szukać muszą
Nie chcieliśmy - los to sprawił,
Na przeciwko nas postawił,
Wiedząc, że się nie oprzemy,
W zatracenie popłyniemy
Pożądliwych ciał pragnienia
Sączą wino zapomnienia,
Świat nieważny, nie ma innych,
Wiem, że grzeszę - chcę być winny!
Nie zostawię dziś cię samej,
W namiętności stanę bramie -
Zostaw światło zapalone,
Drzwi - gdy wyjdzie - uchylone
Wiesz dokładnie o czym marzę,
Jak dać rozkosz ci pokażę,
Spływaj rosą grzechu na mnie,
Bym zapomnieć mógł o tamtej
A gdy przyjdzie mi zapłacić,
Jak skazaniec, wszystko stracić,
Kiedy wspomnę swoją winę,
Będę wiedział za co ginę
2011
poniedziałek, 3 stycznia 2011
Szczur
Przez otwór w rurze, gęsty muł,
Przez dziurę w murze, zgniły próg,
Pod zimnych schodów ciemny bieg,
Do domu pana swego wszedł
W piwnicy stęchłej znalazł róg,
Gdzie tylko on mieć gniazdo mógł,
Ciche schronienie, tani wikt,
Tak, by nie wiedział o nim nikt
Nocą wybiegał w domu głąb,
Cuchnący znacząc wszędzie trop,
Tu zaszeleścił, zniszczył tam -
Pan wiedział już, że nie jest sam
Skończył się błogi spokój snu,
Będzie miał wojnę, podły wróg -
Pułapki, trutki, koci spryt,
By zniszczyć nędzny, szczurzy byt
Lecz w gry nie takie grał już gość,
Sposobów znał by przeżyć dość,
Wiodła go tylko życia chęć,
Pan chciał wrogowi zadać śmierć
Im dłuższy wiódł ze szczurem bój,
Tym większy w piersi wzrastał ból,
Odebrał siły zmagań znój,
Pan spadł ze schodów głową w dół
Jeszcze w konwulsjach drgała brew,
A wróg już chłeptał jego krew,
Nim pan ostatni westchnął raz,
Szczur w jego czaszkę okiem wlazł
2011
Przez dziurę w murze, zgniły próg,
Pod zimnych schodów ciemny bieg,
Do domu pana swego wszedł
W piwnicy stęchłej znalazł róg,
Gdzie tylko on mieć gniazdo mógł,
Ciche schronienie, tani wikt,
Tak, by nie wiedział o nim nikt
Nocą wybiegał w domu głąb,
Cuchnący znacząc wszędzie trop,
Tu zaszeleścił, zniszczył tam -
Pan wiedział już, że nie jest sam
Skończył się błogi spokój snu,
Będzie miał wojnę, podły wróg -
Pułapki, trutki, koci spryt,
By zniszczyć nędzny, szczurzy byt
Lecz w gry nie takie grał już gość,
Sposobów znał by przeżyć dość,
Wiodła go tylko życia chęć,
Pan chciał wrogowi zadać śmierć
Im dłuższy wiódł ze szczurem bój,
Tym większy w piersi wzrastał ból,
Odebrał siły zmagań znój,
Pan spadł ze schodów głową w dół
Jeszcze w konwulsjach drgała brew,
A wróg już chłeptał jego krew,
Nim pan ostatni westchnął raz,
Szczur w jego czaszkę okiem wlazł
2011
niedziela, 2 stycznia 2011
Grobowiec tęsknoty
"Wszystkie poranki świata mijają bezpowrotnie"
Pascal Quignard
Cóż z maleńkich mi tych córek,
Kiedy ciebie nie ma ze mną?
Czego człowiek potrzebuje,
Krocząc ścieżką wiecznie ciemną?
Żagiew duszy los mi zdmuchnął,
W blasku której w szczęściu żyłem,
Wieczna żałość moją druhną,
Że cię wtedy opuściłem
Krwi ze świata żyłom nie dam
Toczyć w serce, co tak boli,
Bramę zamknę, konia sprzedam,
By cię szukać przy mej wioli
Uszy pełne wciąż słów twoich,
Słodkie ciało przed oczami,
Zamiast... smyczek trzymam w dłoni,
Wiolę ściskam kolanami
By wybrzmiała rozpacz cała,
Żyły moje w struny wplotę,
Odtąd wiecznie będzie grała
Wiola wiernie mą tęsknotę
Żem bez ciebie żył w grobowcu,
Dźwięk zaświadczy wioli o tym -
Weźmie dusze jak wędrowców
Do grobowca mej tęsknoty
2011
sobota, 1 stycznia 2011
Nowy Rok
Wszystko milczy w Nowym Roku,
Świat się śniegiem pokrył wokół,
W dzień, w noc jesteś w mych marzeniach -
W Nowy Rok nic się nie zmienia,
Wiem, że będę z tobą znowu
Kiedyś, może już w tym roku
Krwią na niebie szkarłat wezbrał,
Czarno-biały tłum się zebrał,
Spletli ręce, garść wybrana,
Tak gazeta napisała;
Przyznaj, przedrzeć się możemy,
Z dwojga - jednym znów będziemy
Raz na przeszłość swą popatrzę
I od nowa wszystko zacznę,
Może czas ten właśnie nadszedł
I już dzisiaj cię zobaczę,
Wiem, że będę z tobą znowu
Tak, na pewno będę z tobą
Ponoć żyję w wieku złotym,
A o złoto toczą wojny,
Snów o tobie chcę spełnienia -
W Nowy Rok nic się nie zmienia
2011
tłumaczenie z: U2
Świat się śniegiem pokrył wokół,
W dzień, w noc jesteś w mych marzeniach -
W Nowy Rok nic się nie zmienia,
Wiem, że będę z tobą znowu
Kiedyś, może już w tym roku
Krwią na niebie szkarłat wezbrał,
Czarno-biały tłum się zebrał,
Spletli ręce, garść wybrana,
Tak gazeta napisała;
Przyznaj, przedrzeć się możemy,
Z dwojga - jednym znów będziemy
Raz na przeszłość swą popatrzę
I od nowa wszystko zacznę,
Może czas ten właśnie nadszedł
I już dzisiaj cię zobaczę,
Wiem, że będę z tobą znowu
Tak, na pewno będę z tobą
Ponoć żyję w wieku złotym,
A o złoto toczą wojny,
Snów o tobie chcę spełnienia -
W Nowy Rok nic się nie zmienia
2011
tłumaczenie z: U2
piątek, 31 grudnia 2010
Koniec roku
Jeden wokół słońca obieg
Milion zmrużeń twoich powiek
Westchnień myśli gestów marzeń -
Ty mi jesteś kalendarzem
Z muśnięć świeżych bzem kwitnącym
Przez namiętność ust gorących
W obumarłych chłód uniesień -
Rok kolejny drogę przeszedł
Następnego wzejdzie zorza
Topić złudę w smutku morzach
Wrogim szeptem nękać wszędzie -
Może to ostatni będzie ...
2010
Milion zmrużeń twoich powiek
Westchnień myśli gestów marzeń -
Ty mi jesteś kalendarzem
Z muśnięć świeżych bzem kwitnącym
Przez namiętność ust gorących
W obumarłych chłód uniesień -
Rok kolejny drogę przeszedł
Następnego wzejdzie zorza
Topić złudę w smutku morzach
Wrogim szeptem nękać wszędzie -
Może to ostatni będzie ...
2010
czwartek, 30 grudnia 2010
Wiek efektów
Po wiekach mędrców, wiekach nauki,
Wiekach postępu, kultury, sztuki,
Stuleciach złotych dla intelektu,
Nadszedł wiek głupców - to wiek efektów
Film, teleturniej, utwór muzyczny,
Koncert czy program to polityczny,
Tworzy się teraz, bez źdźbła respektu
Dla tępej tłuszczy, głównie z efektów
Wszystko na sprzedaż jest dziś towarem,
Choćby wartości nie miało wcale,
Marketer w efekt sprytnie pakuje,
Głupi konsument towar kupuje
Miernotę dziełem efekty zrobią,
Dzieło jest niczym, gdy go nie zdobią,
Lecz czas i rozum, co wszystko mielą,
Ziarno od plewy waszej oddzielą
2010
Wiekach postępu, kultury, sztuki,
Stuleciach złotych dla intelektu,
Nadszedł wiek głupców - to wiek efektów
Film, teleturniej, utwór muzyczny,
Koncert czy program to polityczny,
Tworzy się teraz, bez źdźbła respektu
Dla tępej tłuszczy, głównie z efektów
Wszystko na sprzedaż jest dziś towarem,
Choćby wartości nie miało wcale,
Marketer w efekt sprytnie pakuje,
Głupi konsument towar kupuje
Miernotę dziełem efekty zrobią,
Dzieło jest niczym, gdy go nie zdobią,
Lecz czas i rozum, co wszystko mielą,
Ziarno od plewy waszej oddzielą
2010
środa, 29 grudnia 2010
Zimna kochanka
Zimna twoja jest uroda,
Serce kute w wiecznych lodach,
Choć się bronię przed twym pięknem,
Wiem, że w końcu mu ulegnę
Od lat nęcisz mnie wytrwale,
Doskonałym wabisz ciałem,
Kusisz wzrokiem, muskasz dłonią
Chłodem lodu oszronioną
Lodowato się uśmiechasz,
Iskrzysz mrozem na powiekach,
Gdy ustami do mnie przywrzesz,
Żadna siła mnie nie wydrze
Każdy w twojej grze przegrany,
W podłym świecie zabłąkany,
Choć twojego pragną ciała,
To ty właśnie mnie wybrałaś
Miałaś wcześniej setki innych,
Rozkosz lałaś dreszczem zimnym,
Chłodu grzechem mnie uwiedziesz,
Muszę tylko 'tak' powiedzieć
Wiem, że zginę w twych ramionach,
Serce słabe z zimna skona,
Lecz nie zdołam ci się oprzeć -
Tylko z tobą będzie dobrze
Legnę cicho w śnieżne łoże -
Co chcesz ze mną zrobić możesz,
Oddech twój łzy skuje w sople,
Wymaluje róże w oknie
Ledwie zdążę oczy domknąć,
Chłód odbierze mi przytomność,
Z żył wysączysz ciepło potem,
Chwilę szczęścia zetniesz lodem ...
2010
Serce kute w wiecznych lodach,
Choć się bronię przed twym pięknem,
Wiem, że w końcu mu ulegnę
Od lat nęcisz mnie wytrwale,
Doskonałym wabisz ciałem,
Kusisz wzrokiem, muskasz dłonią
Chłodem lodu oszronioną
Lodowato się uśmiechasz,
Iskrzysz mrozem na powiekach,
Gdy ustami do mnie przywrzesz,
Żadna siła mnie nie wydrze
Każdy w twojej grze przegrany,
W podłym świecie zabłąkany,
Choć twojego pragną ciała,
To ty właśnie mnie wybrałaś
Miałaś wcześniej setki innych,
Rozkosz lałaś dreszczem zimnym,
Chłodu grzechem mnie uwiedziesz,
Muszę tylko 'tak' powiedzieć
Wiem, że zginę w twych ramionach,
Serce słabe z zimna skona,
Lecz nie zdołam ci się oprzeć -
Tylko z tobą będzie dobrze
Legnę cicho w śnieżne łoże -
Co chcesz ze mną zrobić możesz,
Oddech twój łzy skuje w sople,
Wymaluje róże w oknie
Ledwie zdążę oczy domknąć,
Chłód odbierze mi przytomność,
Z żył wysączysz ciepło potem,
Chwilę szczęścia zetniesz lodem ...
2010
wtorek, 28 grudnia 2010
Upiór
Chodził smutny i milczący,
Z nożem wspomnień w sercu tkwiącym,
Świat przerażał straszny dziwak
Z raną, z której krew wypływa

Zdecydował ktoś to skończyć -
Wyrwał nóż, co serce drążył,
Krew chlusnąwszy z siłą wielką
Zatrzasnęła życia wieko
Lecz nie koniec to cierpienia -
Nie uwolni ducha ziemia,
Z umarłymi nie połączy,
Bo niczego śmierć nie kończy
2010
Z nożem wspomnień w sercu tkwiącym,
Świat przerażał straszny dziwak
Z raną, z której krew wypływa
Zdecydował ktoś to skończyć -
Wyrwał nóż, co serce drążył,
Krew chlusnąwszy z siłą wielką
Zatrzasnęła życia wieko
Lecz nie koniec to cierpienia -
Nie uwolni ducha ziemia,
Z umarłymi nie połączy,
Bo niczego śmierć nie kończy
2010
poniedziałek, 27 grudnia 2010
Nasze święta
Dwie gałązki jodły
W skutych lodem słojach,
Bombką gra wiatr chłodny -
To choinka twoja
Śnieg lukrem polany
Lodu jest opłatkiem,
Szept mój - życzeniami
Niesionymi wiatrem
Wędrowcem strudzonym
Jestem przy twym stole,
Ty - prezentem moim
W trumnie, w grobu dole
2010
W skutych lodem słojach,
Bombką gra wiatr chłodny -
To choinka twoja
Śnieg lukrem polany
Lodu jest opłatkiem,
Szept mój - życzeniami
Niesionymi wiatrem
Wędrowcem strudzonym
Jestem przy twym stole,
Ty - prezentem moim
W trumnie, w grobu dole
2010
niedziela, 26 grudnia 2010
Świąteczne życzenie
Chwila chleba podzielenia,
Czas, gdy składasz mi życzenia -
Drżącym głosem, z oczu blaskiem,
Co rok - ten jest jedenasty -
Dawnych się spełniło parę,
Znów to jedno usłyszałem
Mam się zmienić - wszystko jest w tym,
Cóż, spróbuję więc być lepszym,
Zapanować nad nerwami,
Lepiej się obchodzić z wami,
Bez obietnic - za rok spojrzę
Wstecz, czy byłem w stanie dojrzeć
Pokończyłem szkoły dobrze,
Życie umiem znacznie gorzej,
Nie widziałem, będąc ślepcem,
Gdy się szczęście pchało w ręce,
Pycha, próżność mi skłamały,
Wywyższyły ponad wami,
Lecz to mnie się było uczyć
Od serc waszych czystych uczuć
Kiedyś może sam zostanę,
Stracę szanse przez los dane,
Płakać wtedy będzie próżno,
Że na wszystko jest za późno
2010
Czas, gdy składasz mi życzenia -
Drżącym głosem, z oczu blaskiem,
Co rok - ten jest jedenasty -
Dawnych się spełniło parę,
Znów to jedno usłyszałem
Mam się zmienić - wszystko jest w tym,
Cóż, spróbuję więc być lepszym,
Zapanować nad nerwami,
Lepiej się obchodzić z wami,
Bez obietnic - za rok spojrzę
Wstecz, czy byłem w stanie dojrzeć
Pokończyłem szkoły dobrze,
Życie umiem znacznie gorzej,
Nie widziałem, będąc ślepcem,
Gdy się szczęście pchało w ręce,
Pycha, próżność mi skłamały,
Wywyższyły ponad wami,
Lecz to mnie się było uczyć
Od serc waszych czystych uczuć
Kiedyś może sam zostanę,
Stracę szanse przez los dane,
Płakać wtedy będzie próżno,
Że na wszystko jest za późno
2010
sobota, 25 grudnia 2010
Święta największej tęsknoty
Pokój jaśnieje kominka ogniem
Gdy wiatr grudniowy wieje za oknem
W dali wśród śniegu słychać kolędy
Każdy szczęśliwy i uśmiechnięty
Świat cały razem w noc tę świętuje
Ja jeden cieszyć dziś się nie umiem
Najokrutniejsze żalu są pęta
Kiedy się cieszyć nie ma z kim w święta
Chciałbym cię bardzo zabrać raz jeden ...
Zabrać z mych myśli nie mogę ciebie
Na resztę roku serce utwardzę
Ale w te święta cierpię najbardziej
W noc zimną patrzę za moim oknem
Wśród tylu świateł stoję samotnie
Wspominam ciebie gdy byłaś z nami
Świat też się cieszył i ludzie śmiali
Dziś każdy kogoś w ramionach trzyma
Ja nie - jedyny i ty - jedyna
Na wiosnę nieco bladną wspomnienia
Wymyte w kwietnia deszczu strumieniach
Lato przeleci i spadną liście
Jakoś przeczekam nim mróz krew ściśnie
I znowu wspomnę gdy na pasterce
Patrząc na ciebie składałem ręce
2010
swobodne tłumaczenie z: Mariah Carey (+ bonus)
Gdy wiatr grudniowy wieje za oknem
W dali wśród śniegu słychać kolędy
Każdy szczęśliwy i uśmiechnięty
Świat cały razem w noc tę świętuje
Ja jeden cieszyć dziś się nie umiem
Najokrutniejsze żalu są pęta
Kiedy się cieszyć nie ma z kim w święta
Chciałbym cię bardzo zabrać raz jeden ...
Zabrać z mych myśli nie mogę ciebie
Na resztę roku serce utwardzę
Ale w te święta cierpię najbardziej
W noc zimną patrzę za moim oknem
Wśród tylu świateł stoję samotnie
Wspominam ciebie gdy byłaś z nami
Świat też się cieszył i ludzie śmiali
Dziś każdy kogoś w ramionach trzyma
Ja nie - jedyny i ty - jedyna
Na wiosnę nieco bladną wspomnienia
Wymyte w kwietnia deszczu strumieniach
Lato przeleci i spadną liście
Jakoś przeczekam nim mróz krew ściśnie
I znowu wspomnę gdy na pasterce
Patrząc na ciebie składałem ręce
2010
swobodne tłumaczenie z: Mariah Carey (+ bonus)
piątek, 24 grudnia 2010
Bóg się rodzi, świat świętuje ♫
Witaj, boże, wśród ludzkości,
Witaj w dziecka niewinności,
W ciszy nocy, w biedzie żłobu -
Oto znak twój jest dla globu
Przywitamy ciebie hucznie,
Zgotujemy wielką ucztę,
Przemoc ci przyniosą w darze
Gwałciciele i zbrodniarze,
Tonąc w świństwach i obłudzie
Niosą pokłon tobie ludzie,
Z zebranymi bogactwami,
Byś nie żebrał z pasterzami,
Z biciem dzwonów, w handlu wrzawie,
Próżno mrużysz oczy w trawie
Wyprujemy karpiom ości,
Wypijemy barszczyk postny,
Brzuch wypchamy pierogami,
Przegryziemy makowcami,
Fałszem szytych życzeń parę,
Przełamanych twoim ciałem,
Pustkę uczuć zalepimy
Prezentami kosztownymi,
Kolęd kilka zaśpiewamy,
Gdy już dobrze w czubie mamy,
Potem szynki i indyki
(nowy zwyczaj z Ameryki)
Zobacz, jak się cieszą ludzie,
Nie smuć się w tej owczej budzie,
Tak świętują, żeś tu przyszedł,
Wkrótce cię uraczą krzyżem.
2010
♫ - na melodię "Pójdźmy wszyscy do stajenki"
Witaj w dziecka niewinności,
W ciszy nocy, w biedzie żłobu -
Oto znak twój jest dla globu
Przywitamy ciebie hucznie,
Zgotujemy wielką ucztę,
Przemoc ci przyniosą w darze
Gwałciciele i zbrodniarze,
Tonąc w świństwach i obłudzie
Niosą pokłon tobie ludzie,
Z zebranymi bogactwami,
Byś nie żebrał z pasterzami,
Z biciem dzwonów, w handlu wrzawie,
Próżno mrużysz oczy w trawie
Wyprujemy karpiom ości,
Wypijemy barszczyk postny,
Brzuch wypchamy pierogami,
Przegryziemy makowcami,
Fałszem szytych życzeń parę,
Przełamanych twoim ciałem,
Pustkę uczuć zalepimy
Prezentami kosztownymi,
Kolęd kilka zaśpiewamy,
Potem szynki i indyki
(nowy zwyczaj z Ameryki)
Zobacz, jak się cieszą ludzie,
Nie smuć się w tej owczej budzie,
Tak świętują, żeś tu przyszedł,
Wkrótce cię uraczą krzyżem.
2010
♫ - na melodię "Pójdźmy wszyscy do stajenki"
czwartek, 23 grudnia 2010
Wesołych świąt, mamusiu
Jeszcze dni tych parę w pracy,
Już mam karpia i choinkę,
Muszę tylko upiec placek,
Kupić śledzie, mak i szynkę,
Mam dla dzieci to, co chciały,
Już prezenty spakowałam,
Tak na święta te czekały,
Jeszcze wierzą w Mikołaja
Rok ostatni to być może,
Kiedy cała jest rodzina,
Stary pije coraz gorzej,
Dłużej tego nie wytrzymam,
Chociaż ojca tak kochają,
Widzę strach w ich oczach małych,
Gdy te sceny oglądają,
Szkoda lat im zmarnowanych
Synek bystry taki wszędzie,
Ma problemy teraz w szkole,
Córcia milczy coraz częściej,
Już nie bawi jej przedszkole -
Niech więc cieszą się w te święta
Tą choinką, prezentami,
Może będą mniej pamiętać,
Że ich ojciec był pijany
Ciężko w pracy jest się skupić,
Gdy mnie tyle jeszcze czeka,
Może jemu też coś kupię?
Może będzie mniej się wściekał?
Szatan w chorej siedzi czaszce,
Mocniej dziś niż zwykle kusi,
Rozpacz niesie biednej matce -
Ojciec dzieci we śnie dusi
2010
Już mam karpia i choinkę,
Muszę tylko upiec placek,
Kupić śledzie, mak i szynkę,
Mam dla dzieci to, co chciały,
Już prezenty spakowałam,
Tak na święta te czekały,
Jeszcze wierzą w Mikołaja
Rok ostatni to być może,
Kiedy cała jest rodzina,
Stary pije coraz gorzej,
Dłużej tego nie wytrzymam,
Chociaż ojca tak kochają,
Widzę strach w ich oczach małych,
Gdy te sceny oglądają,
Szkoda lat im zmarnowanych
Synek bystry taki wszędzie,
Ma problemy teraz w szkole,
Córcia milczy coraz częściej,
Już nie bawi jej przedszkole -
Niech więc cieszą się w te święta
Tą choinką, prezentami,
Może będą mniej pamiętać,
Że ich ojciec był pijany
Ciężko w pracy jest się skupić,
Gdy mnie tyle jeszcze czeka,
Może jemu też coś kupię?
Może będzie mniej się wściekał?
Szatan w chorej siedzi czaszce,
Mocniej dziś niż zwykle kusi,
Rozpacz niesie biednej matce -
Ojciec dzieci we śnie dusi
2010
środa, 22 grudnia 2010
Wróbelek
Czy pokocha ktoś wróbelka,
Co daleko tak od domu?
Nie pozwoli na gałęziach
Zrobić gniazda dąb nikomu,
W jego liściach grzać nie będzie
Wolno skrzydeł byle komu
Czy pokocha ktoś wróbelka?
Ogrzać słowem chcieć go będzie?
To pomyłka, hańba wielka
Taki pomysł dla łabędzia,
Śmiać się będzie ptaków rzesza
I łabędziem gardzić wszędzie
Czy w kimś litość pozostała
I głodnemu jeść da dzisiaj?
Gdyby mogła, to by dała,
Lecz nie może dać pszenica,
Całe ziarno, jakie miała,
Potrzebuje, by rozkwitać
Czy pokocha ktoś wróbelka?
Czy nikt jego nie pochwali?
"Ja" - zakrzyknie ziemia wielka -
"Wszak jesteście ze mnie cali,
Prochem będzie wielkość wszelka,
Z niego wszyscyście powstali"
2010
przekład z: Simon&Garfunkel
Co daleko tak od domu?
Nie pozwoli na gałęziach
Zrobić gniazda dąb nikomu,
W jego liściach grzać nie będzie
Wolno skrzydeł byle komu
Czy pokocha ktoś wróbelka?
Ogrzać słowem chcieć go będzie?
To pomyłka, hańba wielka
Taki pomysł dla łabędzia,
Śmiać się będzie ptaków rzesza
I łabędziem gardzić wszędzie
Czy w kimś litość pozostała
I głodnemu jeść da dzisiaj?
Gdyby mogła, to by dała,
Lecz nie może dać pszenica,
Całe ziarno, jakie miała,
Potrzebuje, by rozkwitać
Czy pokocha ktoś wróbelka?
Czy nikt jego nie pochwali?
"Ja" - zakrzyknie ziemia wielka -
"Wszak jesteście ze mnie cali,
Prochem będzie wielkość wszelka,
Z niego wszyscyście powstali"
2010
przekład z: Simon&Garfunkel
wtorek, 21 grudnia 2010
Mamo, zostań jeszcze
Gdzie jesteś mamo?
Tak mało pamiętam
Płomyczek
Płomyk
Znaczki i gofry
Bułki w siatce
Zupy w kankach
Prace ręczne
Piosenki
Lekarzy
Dzieciństwo gdzieś prysło
I młodość głupia
Byłaś tak blisko
I tak daleko
Zawsze pomocna
Choć tobie trzeba
Było pomóc
Taka zaradna
I nieporadna
Dzielnie walcząca
Z losem który uparł się
By cię zniszczyć
Nie zostawiłaś nas nigdy
To my zostawiliśmy ciebie
2010
Tak mało pamiętam
Płomyczek
Płomyk
Znaczki i gofry
Bułki w siatce
Zupy w kankach
Prace ręczne
Piosenki
Lekarzy
Dzieciństwo gdzieś prysło
I młodość głupia
Byłaś tak blisko
I tak daleko
Zawsze pomocna
Choć tobie trzeba
Było pomóc
Taka zaradna
I nieporadna
Dzielnie walcząca
Z losem który uparł się
By cię zniszczyć
Nie zostawiłaś nas nigdy
To my zostawiliśmy ciebie
2010
poniedziałek, 20 grudnia 2010
Cud gnicia
Wielka świata tajemnica,
Nazywana cudem życia,
Tak naprawdę, od zarania,
To historia umierania
W łonie matki płód poczęty,
Zanurzony żyje w śmierci,
Kim by nie był, co osiągnął,
Zgnije w kilku dekad ciągu
Choćby zdobyć zdołał wiele,
Robak wszystko w prochy zmiele -
Nic po myślach i odkryciach,
Wobec wielkiej siły gnicia
Czy by król był, czy myśliciel,
Wykradł światu tajemnice,
Choćbym świętym go uznali,
Zgnije tak, jak pozostali
Czym ludzkości są zdobycze?
Wciąż tak kruche ludzkie życie,
Wprzód mądrością się chełpimy,
Potem nawóz z kości zgniłych
A to piękno, co zachwyca -
Smak poziomek, blask księżyca,
Dane są, by móc na chwilę
Nie pamiętać, że się gnije
Jedni w bólu i cierpieniu,
Inni w samouwielbieniu,
Ci świadomi, ci szczęśliwi -
Śmierć wszystkimi się wyżywi
Bóg mi tyle dał dobrego -
Cieszę z losu się swojego,
Że wciąż żyję jestem wdzięczny,
W szczęściu zgniję tym do reszty
Nim zabrała cię zbyt wcześnie,
Śmierć spojrzała w oczy jeszcze,
Nie ruszyła gnicia ręką,
Zostawiając cię nietkniętą
Jedna w świecie ty dziewica
Od trupiego wolna gnicia,
Załatwiłem to ze śmiercią,
W zamian trupem żywym będąc
2010
Nazywana cudem życia,
Tak naprawdę, od zarania,
To historia umierania
W łonie matki płód poczęty,
Zanurzony żyje w śmierci,
Kim by nie był, co osiągnął,
Zgnije w kilku dekad ciągu
Choćby zdobyć zdołał wiele,
Robak wszystko w prochy zmiele -
Nic po myślach i odkryciach,
Wobec wielkiej siły gnicia
Czy by król był, czy myśliciel,
Wykradł światu tajemnice,
Choćbym świętym go uznali,
Zgnije tak, jak pozostali
Czym ludzkości są zdobycze?
Wciąż tak kruche ludzkie życie,
Wprzód mądrością się chełpimy,
Potem nawóz z kości zgniłych
A to piękno, co zachwyca -
Smak poziomek, blask księżyca,
Dane są, by móc na chwilę
Nie pamiętać, że się gnije
Jedni w bólu i cierpieniu,
Inni w samouwielbieniu,
Ci świadomi, ci szczęśliwi -
Śmierć wszystkimi się wyżywi
Bóg mi tyle dał dobrego -
Cieszę z losu się swojego,
Że wciąż żyję jestem wdzięczny,
W szczęściu zgniję tym do reszty
Nim zabrała cię zbyt wcześnie,
Śmierć spojrzała w oczy jeszcze,
Nie ruszyła gnicia ręką,
Zostawiając cię nietkniętą
Jedna w świecie ty dziewica
Od trupiego wolna gnicia,
Załatwiłem to ze śmiercią,
W zamian trupem żywym będąc
2010
niedziela, 19 grudnia 2010
Obrońcom praw człowieka - cz. 5.
W wolnym kraju, wolny człowiek
Co chce tylko przyjąć może,
Tu cię zamknąć mogą dranie
Za jedyne posiadanie,
Tak o twoje zdrowie dbają,
Wolność cicho pomijają,
Nie pal trawy, mój ty bratku,
Bo to wolne od podatku,
Rząd o przyszłość dba młodzieży -
Dopalacze im zabierze,
Choć na prawa pograniczu,
Zyska za to na image'u.
Nim w obronie cudzej staniesz,
Pomyśl, co jest tobie dane,
Zawsze znajdziesz w jakimś kraju
Tych, co mniej wolności mają,
Solidarnym jest być dobrze,
Dobrze w walce innych poprzeć,
Jeśli jednak świat chcesz zmienić,
Zacznij w swoim otoczeniu;
Spytaj się swojego ojca,
Czy jest jaką chciał jej Polska,
Jakie były postulaty,
Gdy toczyli bój przed laty
(Po te z Gdańskiej Stoczni sięgnij -
Parskniesz śmiechem, czy się zlękniesz?),
A zrozumiesz - system żyje,
Nigdy babilon nie zginie.
2010
Co chce tylko przyjąć może,
Tu cię zamknąć mogą dranie
Za jedyne posiadanie,
Tak o twoje zdrowie dbają,
Wolność cicho pomijają,
Nie pal trawy, mój ty bratku,
Bo to wolne od podatku,
Rząd o przyszłość dba młodzieży -
Dopalacze im zabierze,
Choć na prawa pograniczu,
Zyska za to na image'u.
Nim w obronie cudzej staniesz,
Pomyśl, co jest tobie dane,
Zawsze znajdziesz w jakimś kraju
Tych, co mniej wolności mają,
Solidarnym jest być dobrze,
Dobrze w walce innych poprzeć,
Jeśli jednak świat chcesz zmienić,
Zacznij w swoim otoczeniu;
Spytaj się swojego ojca,
Czy jest jaką chciał jej Polska,
Jakie były postulaty,
Gdy toczyli bój przed laty
(Po te z Gdańskiej Stoczni sięgnij -
Parskniesz śmiechem, czy się zlękniesz?),
A zrozumiesz - system żyje,
Nigdy babilon nie zginie.
2010
sobota, 18 grudnia 2010
Obrońcom praw człowieka - cz. 4.
W świecie złym - prześladowania,
U nas - wolność jest wyznania,
Jedno - primo inter pares,
Wierz w co chcesz, gdy to uznajesz,
Ten obrządek prawidłowy,
Polityczny, narodowy,
W instytucjach, edukacji,
Wojsku, służbach, dyplomacji
(W końcu mamy demokrację -
Większość zawsze ma tu rację),
Patent ich na dobroczynność,
Na pogrzeby i niewinność,
Sądy sprawy umarzają,
Kurie winnych ukrywają,
Państwo daje im posady,
Grunty, domy - nie ma rady,
Chcesz, czy nie - to z twojej pensji,
Spróbuj tylko mieć pretensje,
Wspólna wiara, wspólna sprawa -
Polska przecież państwem prawa,
Dziatwę możesz mieć niechrzczoną,
Średnią w szkole obniżoną,
Po co ślub sakramentalny?
Pogrzeb gdzieś na komunalnym,
Chcesz się spotkać z ostracyzmem? -
Zadrzyj tu z katolicyzmem,
Oto prawo jest człowieka -
Módl się, śmierci kornie czekaj;
Naród płaci katabasom,
Ci mu dobrze robią za to,
Polityków w garści mają,
Swoje prawo wprowadzają.
Prawem jest cywilizacji
Świętym czerpać z informacji,
Bez nich mogą ludzie zbłądzić,
Media są, by nimi rządzić,
Ten publicznym być się stara,
By z biedoty zbierać haracz,
Inne trzodę politykom
Kują wprost na ich kopyto,
Albo tuczą znów grubasów-
Właścicieli z reklam kasą,
Wszystkie mają wspólny dzielnik -
Pachołkami są komercji,
Leją do łba gęsty kisiel
Z bzdur zmielony, by nie myśleć,
Chcą zawładnąć durną zgrają,
Żebyś tańczył, jak ci grają,
Bez ambicji, płytkie, proste -
To się sprzeda bardzo dobrze,
Kupisz od nich każde gówno,
Skórę z ciebie zedrą równo,
Choć żeś skuty jak niewolnik,
Wmówią ci, że jesteś wolny -
Przecież po to pokazują,
Jak gdzieś tam praw nie szanują,
Byś to, co masz ślepo cenił,
Nie próbował tego zmienić.
U nas - wolność jest wyznania,
Jedno - primo inter pares,
Wierz w co chcesz, gdy to uznajesz,
Ten obrządek prawidłowy,
Polityczny, narodowy,
W instytucjach, edukacji,
Wojsku, służbach, dyplomacji
(W końcu mamy demokrację -
Większość zawsze ma tu rację),
Patent ich na dobroczynność,
Na pogrzeby i niewinność,
Sądy sprawy umarzają,
Kurie winnych ukrywają,
Państwo daje im posady,
Grunty, domy - nie ma rady,
Chcesz, czy nie - to z twojej pensji,
Spróbuj tylko mieć pretensje,
Wspólna wiara, wspólna sprawa -
Polska przecież państwem prawa,
Dziatwę możesz mieć niechrzczoną,
Średnią w szkole obniżoną,
Po co ślub sakramentalny?
Pogrzeb gdzieś na komunalnym,
Chcesz się spotkać z ostracyzmem? -
Zadrzyj tu z katolicyzmem,
Oto prawo jest człowieka -
Módl się, śmierci kornie czekaj;
Naród płaci katabasom,
Ci mu dobrze robią za to,
Polityków w garści mają,
Swoje prawo wprowadzają.
Prawem jest cywilizacji
Świętym czerpać z informacji,
Bez nich mogą ludzie zbłądzić,
Media są, by nimi rządzić,
Ten publicznym być się stara,
By z biedoty zbierać haracz,
Inne trzodę politykom
Kują wprost na ich kopyto,
Albo tuczą znów grubasów-
Właścicieli z reklam kasą,
Wszystkie mają wspólny dzielnik -
Pachołkami są komercji,
Leją do łba gęsty kisiel
Z bzdur zmielony, by nie myśleć,
Chcą zawładnąć durną zgrają,
Żebyś tańczył, jak ci grają,
Bez ambicji, płytkie, proste -
To się sprzeda bardzo dobrze,
Kupisz od nich każde gówno,
Skórę z ciebie zedrą równo,
Choć żeś skuty jak niewolnik,
Wmówią ci, że jesteś wolny -
Przecież po to pokazują,
Jak gdzieś tam praw nie szanują,
Byś to, co masz ślepo cenił,
Nie próbował tego zmienić.
piątek, 17 grudnia 2010
Obrońcom praw człowieka - cz. 3.
Dla nas cudze prawa święte,
Więc pomaga Polska chętnie,
Afganistan, Irak wierzy
W zbawczą polskich moc żołnierzy,
Słuszna sprawa, chociaż czyjaś -
Mamy prawo, by zabijać,
Uświęcone patriotyzmem
Prawo walki z terroryzmem,
Wojsko prawo ma się mylić -
Czasem zginie ktoś z cywili,
Czymże są jednostki prawa,
Kiedy wolność - święta sprawa?
Naszym za to prawo dali,
By w pustyni umierali,
My zaś mamy prawo płacić,
By ktoś inny się bogacił -
Czy więc z bliska, czy z daleka,
Kraj nasz broni praw człowieka.
Gdzieś daleko paru gości
Wymyśliło mit równości
Dla brudasów, kolorowych,
Dla pedałów i jehowych,
Heretyków, pacyfistów,
Ateistów, anarchistów,
Kobiet, dzieci, socjalistów,
Bezrobotnych i hipisów,
Dla z probówek narodzonych,
Żydów, przechrztów i masonów,
Wszelkiej maści grup odmieńców,
Nosicieli i zboczeńców,
Kalek, chorych, wykluczonych,
Wszystkich innych popieprzonych -
Nas chcą uczyć, ignoranci!
W Polsce wieki tolerancji -
Dla czarownic stosów nie ma,
Nie zamyka się w więzieniach,
Każdy może w co chce wierzyć,
Byle cicho w domu siedzieć,
Bez krytyki, bez polemik,
Bezczeszczenia świętej ziemi,
Bez zmieniania czegokolwiek
Pełnię praw ma w Polsce człowiek
(Przemilczany, poniżany,
Wyśmiewany, wykluczany)
Każdy prawo ma, by błądzić,
Prawem ludu jest go sądzić.
Więc pomaga Polska chętnie,
Afganistan, Irak wierzy
W zbawczą polskich moc żołnierzy,
Słuszna sprawa, chociaż czyjaś -
Mamy prawo, by zabijać,
Uświęcone patriotyzmem
Prawo walki z terroryzmem,
Wojsko prawo ma się mylić -
Czasem zginie ktoś z cywili,
Czymże są jednostki prawa,
Kiedy wolność - święta sprawa?
Naszym za to prawo dali,
By w pustyni umierali,
My zaś mamy prawo płacić,
By ktoś inny się bogacił -
Czy więc z bliska, czy z daleka,
Kraj nasz broni praw człowieka.
Gdzieś daleko paru gości
Wymyśliło mit równości
Dla brudasów, kolorowych,
Dla pedałów i jehowych,
Heretyków, pacyfistów,
Ateistów, anarchistów,
Kobiet, dzieci, socjalistów,
Bezrobotnych i hipisów,
Dla z probówek narodzonych,
Żydów, przechrztów i masonów,
Wszelkiej maści grup odmieńców,
Nosicieli i zboczeńców,
Kalek, chorych, wykluczonych,
Wszystkich innych popieprzonych -
Nas chcą uczyć, ignoranci!
W Polsce wieki tolerancji -
Dla czarownic stosów nie ma,
Nie zamyka się w więzieniach,
Każdy może w co chce wierzyć,
Byle cicho w domu siedzieć,
Bez krytyki, bez polemik,
Bezczeszczenia świętej ziemi,
Bez zmieniania czegokolwiek
Pełnię praw ma w Polsce człowiek
(Przemilczany, poniżany,
Wyśmiewany, wykluczany)
Każdy prawo ma, by błądzić,
Prawem ludu jest go sądzić.
czwartek, 16 grudnia 2010
Obrońcom praw człowieka - cz. 2.
Ludzi prawo chcąc szanować
Pozwól najpierw im pracować -
Co im przyjdzie z wszelkich swobód,
Jeśli wcześniej umrą z głodu?
Stocznie, huty zamykają,
Ludzi na bruk wyrzucają,
Przywileje państwo dało
Właścicielom kapitału,
Żeby ciężko im nie było,
Pracowników pozbawiło
Resztek praw ich, za to składki
Idą w górę i podatki -
Robotników taka marność,
Co tworzyli "Solidarność";
Niech się tuczą firmy obce,
Strzygą naszych niczym owce,
Prawo mają pracujący
Żywić z pracy ich żyjących.
Tak więc ci, którzy pracują
Pełnią praw się posługują,
Panie, zwłaszcza racz zachować
To, by mogli finansować
Partie dla nich istniejące,
Prawa ich gwarantujące
Do składania coraz większych
Danin na rzecz przenajświętszych
Instytucji, kancelarii,
Inicjatyw, potrzeb partii -
Politycy się starają,
Niech więc godne życie mają,
Nim rachunki nam zostawią,
Niechże dobrze się zabawią,
Tworząc świat swój wirtualny,
Prawie całkiem nierealny,
A z narodem powiązany
Tym, że przezeń opłacany;
Broń, studencie, praw Korei,
Wprzód kup bilet na kolei,
Równy wobec prawa poseł
Darmo lata samolotem.
Pozwól najpierw im pracować -
Co im przyjdzie z wszelkich swobód,
Jeśli wcześniej umrą z głodu?
Stocznie, huty zamykają,
Ludzi na bruk wyrzucają,
Przywileje państwo dało
Właścicielom kapitału,
Żeby ciężko im nie było,
Pracowników pozbawiło
Resztek praw ich, za to składki
Idą w górę i podatki -
Robotników taka marność,
Co tworzyli "Solidarność";
Niech się tuczą firmy obce,
Strzygą naszych niczym owce,
Prawo mają pracujący
Żywić z pracy ich żyjących.
Tak więc ci, którzy pracują
Pełnią praw się posługują,
Panie, zwłaszcza racz zachować
To, by mogli finansować
Partie dla nich istniejące,
Prawa ich gwarantujące
Do składania coraz większych
Danin na rzecz przenajświętszych
Instytucji, kancelarii,
Inicjatyw, potrzeb partii -
Politycy się starają,
Niech więc godne życie mają,
Nim rachunki nam zostawią,
Niechże dobrze się zabawią,
Tworząc świat swój wirtualny,
Prawie całkiem nierealny,
A z narodem powiązany
Tym, że przezeń opłacany;
Broń, studencie, praw Korei,
Wprzód kup bilet na kolei,
Równy wobec prawa poseł
Darmo lata samolotem.
środa, 15 grudnia 2010
Obrońcom praw człowieka - cz. 1.
Wolne media w wolnym kraju,
Od kryzysu wolnym raju,
Pokazały kwiat narodu -
Młodzież światłą w centrum grodu,
Niech zobaczy ich świat cały,
Jakie głoszą ideały,
W naszej, waszej myśl wolności
Płomień chcą sprawiedliwości
Innym zanieść ciemiężonym,
Ogłupianym, zniewolonym -
Gdzieś w Korei, Białorusi,
Chinach, Birmie i na Rusi,
u Arabów, w Pakistanie,
Hen na Kubie i w Iranie,
W dniu obrony praw człowieka
Uciśnionych tylu czeka
Na narodu głos wolnego,
Innym wzorem będącego,
Jak się wybić z upodlenia
Na wyżyny wyzwolenia,
Ku człowieka praw świętości,
Szacunkowi dla wolności.
Moja pełna cnót młodzieży,
W ideały pięknie wierzyć,
I o innych toczyć wojny,
Gdy samemu jest się wolnym,
Lecz nim sprzątniesz tam pokoje,
Wymieć najpierw śmieci swoje,
Otwórz oczy swe szeroko
I uważnie popatrz wokół,
Korą w mózgu rusz uśpioną,
Gównem z mediów zalepioną,
Wyrwij z macek się systemu,
Nie ucz życia z TVN-u,
Wolnym ten jest, powiem tobie,
Niezależność kto ma w sobie.
Czy ważniejsza wolność słowa
Od ochrony twego zdrowia?
Jakie prawa są człowieka,
Miesiącami, który czeka
Na wizytę, operację,
Łapówkarzom dając kasę,
Chociaż spore składki płaci,
By je zjedli biurokraci?
Praw człowieka bronić późno
Tego, który czekał próżno
Cierpiąc, w końcu życie stracił,
Bo mu system nie dopłacił.
Sprawiedliwość - czy jest w kraju,
W którym sprawy w sądzie trwają
Całe lata? Jakie prawa
Ma ten, co mu przyszło stawać
W bój z firmami, cwaniakami,
Oszustami, zbrodniarzami,
Których chamstwo i zuchwałość
Tuczy sądów opieszałość?
Czy jest równość wobec prawa,
Gdy ma różny finał sprawa -
Za ten sam czyn wyrok mniejszy
Od równego ma równiejszy?
Od kryzysu wolnym raju,
Pokazały kwiat narodu -
Młodzież światłą w centrum grodu,
Niech zobaczy ich świat cały,
Jakie głoszą ideały,
W naszej, waszej myśl wolności
Płomień chcą sprawiedliwości
Innym zanieść ciemiężonym,
Ogłupianym, zniewolonym -
Gdzieś w Korei, Białorusi,
Chinach, Birmie i na Rusi,
u Arabów, w Pakistanie,
Hen na Kubie i w Iranie,
W dniu obrony praw człowieka
Uciśnionych tylu czeka
Na narodu głos wolnego,
Innym wzorem będącego,
Jak się wybić z upodlenia
Na wyżyny wyzwolenia,
Ku człowieka praw świętości,
Szacunkowi dla wolności.
Moja pełna cnót młodzieży,
W ideały pięknie wierzyć,
I o innych toczyć wojny,
Gdy samemu jest się wolnym,
Lecz nim sprzątniesz tam pokoje,
Wymieć najpierw śmieci swoje,
Otwórz oczy swe szeroko
I uważnie popatrz wokół,
Korą w mózgu rusz uśpioną,
Gównem z mediów zalepioną,
Wyrwij z macek się systemu,
Nie ucz życia z TVN-u,
Wolnym ten jest, powiem tobie,
Niezależność kto ma w sobie.
Czy ważniejsza wolność słowa
Od ochrony twego zdrowia?
Jakie prawa są człowieka,
Miesiącami, który czeka
Na wizytę, operację,
Łapówkarzom dając kasę,
Chociaż spore składki płaci,
By je zjedli biurokraci?
Praw człowieka bronić późno
Tego, który czekał próżno
Cierpiąc, w końcu życie stracił,
Bo mu system nie dopłacił.
Sprawiedliwość - czy jest w kraju,
W którym sprawy w sądzie trwają
Całe lata? Jakie prawa
Ma ten, co mu przyszło stawać
W bój z firmami, cwaniakami,
Oszustami, zbrodniarzami,
Których chamstwo i zuchwałość
Tuczy sądów opieszałość?
Czy jest równość wobec prawa,
Gdy ma różny finał sprawa -
Za ten sam czyn wyrok mniejszy
Od równego ma równiejszy?
wtorek, 14 grudnia 2010
Już ci nie wierzę
Już nie umiem ufać tobie
Co się stało - nie odpowiem
Wyjaśniłaś niby wszystko
Nie skrzywdziłaś - ot, tak wyszło
I zapomnieć chcę daremnie
Coś umarło jednak we mnie
Wiem, kochałem cię zbyt mało
Ale byłaś nieskalaną
Demon, który chciał mnie dostać
Do domysłów nie miał podstaw
Jedno głupie wydarzenie
Równowagi zaburzenie
Kilka drobnych kłamstw niewinnych
A już całkiem jestem inny
Nagle stałaś się daleka
Demon jakby na to czekał
Zabrał w uczuć czas młodzieńczych
Gdy kochałem bez pamięci
Wiarą własną ogłupiany
Że tak mogę być kochany
Z nimi szczęście przeszło obok
Jednak szansę miałem z tobą
Choć mniej żaru było we mnie
To roiłem sobie we łbie
Że gdy wszystkim będę tobie
Niedostatki wnet nadrobię
Więcej dobra znajdę w sobie
Niż ode mnie miał ktokolwiek
Teraz wszystko już stracone
Patrzę tylko w jedną stronę -
Wstecz, gdy chociaż bez miłości
To bez zdrady okropności
Gdy szczęśliwy w myślach byłem
Gdy nadziei miałem tyle
To, co z tamtych dni zostało
Bliższe mi niż twoje ciało
2010
Co się stało - nie odpowiem
Wyjaśniłaś niby wszystko
Nie skrzywdziłaś - ot, tak wyszło
I zapomnieć chcę daremnie
Coś umarło jednak we mnie
Wiem, kochałem cię zbyt mało
Ale byłaś nieskalaną
Demon, który chciał mnie dostać
Do domysłów nie miał podstaw
Jedno głupie wydarzenie
Równowagi zaburzenie
Kilka drobnych kłamstw niewinnych
A już całkiem jestem inny
Nagle stałaś się daleka
Demon jakby na to czekał
Zabrał w uczuć czas młodzieńczych
Gdy kochałem bez pamięci
Wiarą własną ogłupiany
Że tak mogę być kochany
Z nimi szczęście przeszło obok
Jednak szansę miałem z tobą
Choć mniej żaru było we mnie
To roiłem sobie we łbie
Że gdy wszystkim będę tobie
Niedostatki wnet nadrobię
Więcej dobra znajdę w sobie
Niż ode mnie miał ktokolwiek
Teraz wszystko już stracone
Patrzę tylko w jedną stronę -
Wstecz, gdy chociaż bez miłości
To bez zdrady okropności
Gdy szczęśliwy w myślach byłem
Gdy nadziei miałem tyle
To, co z tamtych dni zostało
Bliższe mi niż twoje ciało
2010
poniedziałek, 13 grudnia 2010
Strong
Jak fałszywe wasze ryje!
Czemu nikt ich nie obije?
Gówno warta wasza prawda;
Mój strong siedem ma koma dwa
Przyjdzie dzień, gdy zapłacicie
Za spieprzone nasze życie,
Za oszustwa, za łzy nasze;
Mój strong siedem ma koma sześć
Kiedy myślę o tym wszystkim,
Dusza pali niczym whisky,
Tłumi ból, co w sercu noszę
Mój strong - siedem koma osiem
2010
Czemu nikt ich nie obije?
Gówno warta wasza prawda;
Mój strong siedem ma koma dwa
Przyjdzie dzień, gdy zapłacicie
Za spieprzone nasze życie,
Za oszustwa, za łzy nasze;
Mój strong siedem ma koma sześć
Kiedy myślę o tym wszystkim,
Dusza pali niczym whisky,
Tłumi ból, co w sercu noszę
Mój strong - siedem koma osiem
2010
niedziela, 12 grudnia 2010
Kiedy serce krwawi, boże
Kiedy ranne wstają zorze,
Tobie ziemia, tobie morze,
Tobie śpiewa żywioł wszelki -
Bądź chwalony, boże wielki.
Ale człowiek, choć bez miary
Obsypany twymi dary,
Coś go stworzył i ocalił,
Na ból duszy ci się żali.
Ledwie oczy przetrzeć zdoła,
Widzi pustkę dookoła,
Woła wtedy stwórcę w niebie,
Byś go, boże, wziął do siebie.
Wielu śmierci snem upadli,
Co się wczoraj spać pokładli,
My się jeszcze obudzili,
Byśmy po nich w żalu żyli.
2010
inspiracja/zapożyczenia: Jan Kochanowski
Tobie ziemia, tobie morze,
Tobie śpiewa żywioł wszelki -
Bądź chwalony, boże wielki.
Ale człowiek, choć bez miary
Obsypany twymi dary,
Coś go stworzył i ocalił,
Na ból duszy ci się żali.
Ledwie oczy przetrzeć zdoła,
Widzi pustkę dookoła,
Woła wtedy stwórcę w niebie,
Byś go, boże, wziął do siebie.
Wielu śmierci snem upadli,
Co się wczoraj spać pokładli,
My się jeszcze obudzili,
Byśmy po nich w żalu żyli.
2010
inspiracja/zapożyczenia: Jan Kochanowski
sobota, 11 grudnia 2010
Bohater klasy robotniczej
Dla nich od dziecka już byłeś zerem,
Czas ci zabrali, ciągle pracujesz,
Aż ból tak duży, że nic nie czujesz -
Tyś robotniczym jest bohaterem
Krzywdzony w domu, a w szkole bity,
Znienawidzony - mądry czy głupi,
Tak ci dopieprzą, że się pogubisz -
W dupie bohater im robotniczy
Przez dwie dekady ich bicz cię ćwiczył,
Teraz chcą ciebie, byś ich utrzymał,
Lecz pracy w strachu nikt nie wytrzyma,
Choćby bohater był robotniczy
Żryj papkę z mediów, seksu, religii,
Myślisz, żeś mądry i wyzwolony,
Leć ciągle jesteś prostak pieprzony,
Mój bohaterze mas robotniczych
Może się w grono tamtych wybierzesz -
Wciąż dużo miejsca jest przy korycie,
Byś mógł z uśmiechem odbierać życie
Klas pracujących, nasz bohaterze
Robotnik może być bohaterem
Sługus systemu zawsze jest zerem
2010
W 30. rocznicę śmierci J. Lennona
w 40. rocznicę mordu na robotnikach na Wybrzeżu
w 30 lat po powstaniu 'zwycięskiej' Solidarności
po ponad 20 latach 'wolnej i sprawiedliwej' Polski
swobodny przekład z: John Lennon (+bonus)
Czas ci zabrali, ciągle pracujesz,
Aż ból tak duży, że nic nie czujesz -
Tyś robotniczym jest bohaterem
Krzywdzony w domu, a w szkole bity,
Znienawidzony - mądry czy głupi,
Tak ci dopieprzą, że się pogubisz -
W dupie bohater im robotniczy
Przez dwie dekady ich bicz cię ćwiczył,
Teraz chcą ciebie, byś ich utrzymał,
Lecz pracy w strachu nikt nie wytrzyma,
Choćby bohater był robotniczy
Żryj papkę z mediów, seksu, religii,
Myślisz, żeś mądry i wyzwolony,
Leć ciągle jesteś prostak pieprzony,
Mój bohaterze mas robotniczych
Może się w grono tamtych wybierzesz -
Wciąż dużo miejsca jest przy korycie,
Byś mógł z uśmiechem odbierać życie
Klas pracujących, nasz bohaterze
Robotnik może być bohaterem
Sługus systemu zawsze jest zerem
2010
W 30. rocznicę śmierci J. Lennona
w 40. rocznicę mordu na robotnikach na Wybrzeżu
w 30 lat po powstaniu 'zwycięskiej' Solidarności
po ponad 20 latach 'wolnej i sprawiedliwej' Polski
swobodny przekład z: John Lennon (+bonus)
piątek, 10 grudnia 2010
Latarnik
Gdzie jest latarnika miejsce -
Ląd to, morze, czy powietrze?
Gniazdo w górze mam uwite,
Jak ptak przed drapieżcą skryty,
Pod nim krętych schodów setka,
Skała w morze wysunięta,
Nikt tu do mnie nie przybędzie
Wokół morze, skały wszędzie,
Słońce widzę kiedy wschodzi,
Gdy o zmierzchu tonie w wodzie,
Rozlewając złote blaski,
Jak akt wobec grzesznych łaski,
Nic mi więcej nie potrzeba,
Kiedy morze sięga nieba,
Nie dbam jaka jest godzina,
Świat się kończy tu, zaczyna,
Z góry patrzę w dzikie fale -
Jestem bogiem ku swej chwale
Światła promień w dal wysyłam,
Znak to straży, którą trzymam,
Żeby wiodło marynarzy
Tam, gdzie mnie być się nie marzy,
Bo przed ludźmi tu uciekłem,
Którzy ziemię czynią piekłem;
Jedne ptaki mi wystarczą,
Kiedy z morskim wiatrem walczą
I co w szyby zaglądają,
Na latarni przysiadając,
Ryby, które połyskują,
Gdy nad wodę wyskakują,
Czasem któraś mewa siwa
Dziobem srebrny sierp rozrywa,
A ja tylko na to patrzę,
Jestem niemym zdarzeń świadkiem
Widokami gdy się zmęczę,
Zapisuję myśli wierszem,
W sejfach słów dni te ukryłem,
Gdy na lądzie z ludźmi żyłem,
Jeszcze czułem i cierpiałem,
W sercu świeżą ranę miałem;
Teraz wszystko gdzieś jest w tyle,
A te łąki, te motyle,
Gór przestwory, lasów gęstwy,
Wilków wycie, zapach frezji
Podłym ludziom zostawiłem
(Czasem tylko śnią się chwilę),
Dzisiaj przestrzeń mórz otwartych
Za to wszystko musi starczyć
Lubię, kiedy się zachmurzy,
Kiedy wicher fale wzburzy,
Mewy hen na brzeg uciekną,
Sztorm pokaże swoje piękno,
Zbierze wojska swe potężne,
Rzuci w skały fal orężem,
Trzaska, ryczy, wyje, huczy,
Chce mnie z wieży mojej zrzucić,
Lecz samotnia jest bezpieczna,
Na nic sztormu furia wściekła,
Kiedy wodą w szyby skacze,
Nie wie, że w tych chwilach płaczę,
Nie ze strachu, lecz z tęsknoty
Mokną w sztormu wodach oczy
Gdy po burzy przyjdzie cisza,
Jakbym jej wołanie słyszał,
Ze słuchawek wtedy dźwieki
Są ratunkiem przed obłędem
Spójrz, księżycu, spać nie mogę,
Na fal grzbietach srebrzysz drogę,
Wprost do wieży, gdzie się chronię,
Jakbyś chciał prowadzić do niej
Patrzą z brzegu - światło bije,
Tak, latarnik jeszcze żyje
2010
natchnienie: Klincz
czwartek, 9 grudnia 2010
Spotkam cię po tamtej stronie
Głosy morzem w głowie płyną
Szepczą, czas decyzji minął
Nasze złote dni tak giną
Spotkać nam się już nie uda
Chociaż wszędzie ciebie szukam
Wiem, że raz nam to sądzone
Gdy cię spotkam,
Spotkam cię po tamtej stronie
Wiem, że spotkam,
Spotkam cię po tamtej stronie
Odejdź, dosyć ciągłych łez mam
W bólu, nie chcę już pożegnań
Proch i pył - pewność jedna
Los oddzielił nas od siebie
Jak od słońca gwiazdy w niebie
Lecz cię spotkam, spotkam w dniu głoszonym
A gdy spotkam,
Spotkam cię po tamtej stronie
Wiem, że spotkam,
Spotkam cię po tamtej stronie
Nie sądziłem nigdy wcześniej
Że tak źle bez ciebie będzie
Lecz będziemy zjednoczeni
W jednej skale wyrzeźbieni
Wyrzeźbieni
Przytul, przytul mocno, spadam
W dół, wołają głosy z dala
Zimno, przytul mnie kochana
Kiedyś chciałem wiecznie zasnąć
Teraz lecę nad przepaścią
Lecz łzy nasze będą osuszone
Gdy cię spotkam,
Spotkam cię po tamtej stronie
Wiem, że spotkam,
Spotkam cię po tamtej stronie
Tak, tam spotkam,
Spotkam cię po tamtej stronie
Bóg wie, spotkam,
Spotkam cię po tamtej stronie
2010
swobodne tłumaczenie z: Ozzy Osbourne
Szepczą, czas decyzji minął
Nasze złote dni tak giną
Spotkać nam się już nie uda
Chociaż wszędzie ciebie szukam
Wiem, że raz nam to sądzone
Gdy cię spotkam,
Spotkam cię po tamtej stronie
Wiem, że spotkam,
Spotkam cię po tamtej stronie
Odejdź, dosyć ciągłych łez mam
W bólu, nie chcę już pożegnań
Proch i pył - pewność jedna
Los oddzielił nas od siebie
Jak od słońca gwiazdy w niebie
Lecz cię spotkam, spotkam w dniu głoszonym
A gdy spotkam,
Spotkam cię po tamtej stronie
Wiem, że spotkam,
Spotkam cię po tamtej stronie
Nie sądziłem nigdy wcześniej
Że tak źle bez ciebie będzie
Lecz będziemy zjednoczeni
W jednej skale wyrzeźbieni
Wyrzeźbieni
Przytul, przytul mocno, spadam
W dół, wołają głosy z dala
Zimno, przytul mnie kochana
Kiedyś chciałem wiecznie zasnąć
Teraz lecę nad przepaścią
Lecz łzy nasze będą osuszone
Gdy cię spotkam,
Spotkam cię po tamtej stronie
Wiem, że spotkam,
Spotkam cię po tamtej stronie
Tak, tam spotkam,
Spotkam cię po tamtej stronie
Bóg wie, spotkam,
Spotkam cię po tamtej stronie
2010
swobodne tłumaczenie z: Ozzy Osbourne
środa, 8 grudnia 2010
W zapomnieniu
Dzisiaj musi mi się udać
Czule gładzę twoje uda
Od kolana aż po łono
Muskam wargę rozchyloną
Ty przede mną się nie bronisz
Czuję uścisk twoich dłoni
Zaciśniętych na pośladkach
Skóra nigdy taka gładka ...
Dziś co zechcę mi wybierać
Całą sobą się otwierasz
Potrzask silnych ud mnie dostał
Gryziesz szyję wargi kąsasz
Nie rumaka - klacz dosiadam
Miąższość półkul obu badam
W górę w dół razem pospołu
Pieścisz dłonią mnie od dołu
W usta twoje siebie wtykam
Szukam szorstkich tarć języka
Aż po przełyk się zagłębiam
Sobą całą cię wypełniam
Palce moje w muszli goszczą
Twarz oblepiasz wilgotnością
Kiedy spazm cię na nią wepchał
Bym językiem soki chłeptał
Wreszcie w małżu się zagłębiam
(Jakże ssąca to potęga)
By mojego rodu szczepka
Zapłodniła twoje drzewka ...
Rozkosz szał i zapomnienie
Rodzą z siebie zapłodnienie
By w następne pokolenie
Przenieść obłęd i cierpienie
2010
Czule gładzę twoje uda
Od kolana aż po łono
Muskam wargę rozchyloną
Ty przede mną się nie bronisz
Czuję uścisk twoich dłoni
Zaciśniętych na pośladkach
Skóra nigdy taka gładka ...
Dziś co zechcę mi wybierać
Całą sobą się otwierasz
Potrzask silnych ud mnie dostał
Gryziesz szyję wargi kąsasz
Nie rumaka - klacz dosiadam
Miąższość półkul obu badam
W górę w dół razem pospołu
Pieścisz dłonią mnie od dołu
W usta twoje siebie wtykam
Szukam szorstkich tarć języka
Aż po przełyk się zagłębiam
Sobą całą cię wypełniam
Palce moje w muszli goszczą
Twarz oblepiasz wilgotnością
Kiedy spazm cię na nią wepchał
Bym językiem soki chłeptał
Wreszcie w małżu się zagłębiam
(Jakże ssąca to potęga)
By mojego rodu szczepka
Zapłodniła twoje drzewka ...
Rozkosz szał i zapomnienie
Rodzą z siebie zapłodnienie
By w następne pokolenie
Przenieść obłęd i cierpienie
2010
wtorek, 7 grudnia 2010
Kiedy ciebie tu nie ma
Co dzień spoglądam tamtej w twarz
Kiedy ciebie tu nie ma
Blakną wspomnienia jak zużyty już płaszcz
Ciągle coś się zmienia...
Lecz ty przez czas ten krótki
Tak dużo zostawiłaś
Kiedy tu byłaś
Kiedy tu byłaś
Dzielę z nią każdy chleb na pół
Kiedy ciebie tu nie ma
Nowe firanki, nowa lampa i stół
Ciągle coś się zmienia...
Lecz ciebie mam w pamięci
Tak mocno w nią się wryłaś
Kiedy tu byłaś
Kiedy tu byłaś
Płynę z nią wytrwale w górę rzek
Kiedy ciebie tu nie ma
Jest jak polana, smukła sosna i brzeg
Ciągle coś się zmienia...
W sercu mym tkwisz niezmiennie
Choć mało tak się śniłaś
A przecież byłaś
A przecież byłaś
2010
inspiracja: Agnieszka Osiecka
Kiedy ciebie tu nie ma
Blakną wspomnienia jak zużyty już płaszcz
Ciągle coś się zmienia...
Lecz ty przez czas ten krótki
Tak dużo zostawiłaś
Kiedy tu byłaś
Kiedy tu byłaś
Dzielę z nią każdy chleb na pół
Kiedy ciebie tu nie ma
Nowe firanki, nowa lampa i stół
Ciągle coś się zmienia...
Lecz ciebie mam w pamięci
Tak mocno w nią się wryłaś
Kiedy tu byłaś
Kiedy tu byłaś
Płynę z nią wytrwale w górę rzek
Kiedy ciebie tu nie ma
Jest jak polana, smukła sosna i brzeg
Ciągle coś się zmienia...
W sercu mym tkwisz niezmiennie
Choć mało tak się śniłaś
A przecież byłaś
A przecież byłaś
2010
inspiracja: Agnieszka Osiecka
Subskrybuj:
Posty (Atom)