W twych urodzin dwóchsetlecie
Niech usłyszą w całym świecie,
Że w Paryżu choć gdzieś trumna,
Z Fryderyka Polska dumna,
Co się rodził w dworku starym,
Wyssał polskość z mlekiem mamy,
Z płaczu wierzb tęsknoty uczył,
Ból Polaka poznał duszy,
Potem przelał to w ballady,
Polonezy i sonaty,
Z mazowieckiej wsi mazurki,
Cykle etiud i nokturny.
Postanowił sejm w uchwale
Rok ogłosić ku twej chwale -
Jest okazja promowania
I unijnej kasy brania
Na koncerty, festiwale,
Na sympozja, rauty, bale,
Na konkursy i warsztaty,
Setki wystaw, pompy, kwiaty,
Na projekty artystyczne
I oferty turystyczne.
(Jeszcze forsa starych wleci
Na wycieczki szkolne dzieci).
Był już Szopen w Gizy piaskach,
Teraz Chiny, wieża Eiffla,
Lecz nie wszystkie to atrakcje -
Pchnąć na fale trzeba akcję.
Więc popłynął w rejs nasz dzielny
Postrach morza - bryg-imiennik,
Wziął na pokład wilki młode -
Po przeżycia, po przygodę!
Nie miał względów mieć powodów
Sztorm dla mistrza i obchodów -
Świat złamane widzi maszty -
To dla Polski wielki zaszczyt.
2010
"Lasciate ogni speranza, voi ch'entrate"
„Okręt mój płynie dalej – pod prąd,
Serce, choć popękane, bić chce,
Nie ma cię i nie było – jest noc,
Nie ma mnie i nie było – jest dzień”
parafraza: KAT
niedziela, 31 października 2010
piątek, 29 października 2010
Wysłannik piekła
Szczęśliwy spokój płynął latami,
Nie znałem strachu, jak dziecko w puszczy,
Gdy wąż z trucizną wychynął z jamy,
By w samo serce atak przypuścić.
Droczył się ze mną, robił uniki,
Abym uwierzył, że zduszę gada -
I gdy już miałem za łeb go chwycić,
Otworzył paszczę, wbił kły, jad zadał.
Trucizna żyłą powoli wpływa
Do serca, mózgu, lecz nie umieram,
Gdy tylko myślę, że z nią wygrywam,
Zatruwa umysł i sen zabiera.
2010
Nie znałem strachu, jak dziecko w puszczy,
Gdy wąż z trucizną wychynął z jamy,
By w samo serce atak przypuścić.
Droczył się ze mną, robił uniki,
Abym uwierzył, że zduszę gada -
I gdy już miałem za łeb go chwycić,
Otworzył paszczę, wbił kły, jad zadał.
Trucizna żyłą powoli wpływa
Do serca, mózgu, lecz nie umieram,
Gdy tylko myślę, że z nią wygrywam,
Zatruwa umysł i sen zabiera.
2010
środa, 27 października 2010
NOTES 2 - do KA***
Górka wspomnień dziecięcych, zjeżdżalnia zimowa,
Dołków, krzewów pokrytych żółtymi kwiatami,
Dziś z jej zboczy spogląda osiedle oknami
Tam, gdzie los zły pamięci grobowiec mej schował.
Widzisz dom twój, gdzie ojcu samotnie pozostać,
Jak Hiobowi bóg kazał bez bliskich kochanych,
Teraz cień mój w te miejsca pląta się czasami,
Całkiem obca wśród ludzi, trędowata postać.
Kiedyś byłaś mi wszystkim - nadzieją, radością,
Nim wraz z tobą zdradziłem, w co wierzyłem wcześniej,
Grzebiąc ciało twe z moją kochania zdolnością.
Jeśli zmarli świadkami są drogi tej grzesznej
Naszej, patrzą z chowaną dla głupców litością;
Mnie przed tobą ze wstydu przyjdzie płonąć wiecznie.
2010
Dołków, krzewów pokrytych żółtymi kwiatami,
Dziś z jej zboczy spogląda osiedle oknami
Tam, gdzie los zły pamięci grobowiec mej schował.
Widzisz dom twój, gdzie ojcu samotnie pozostać,
Jak Hiobowi bóg kazał bez bliskich kochanych,
Teraz cień mój w te miejsca pląta się czasami,
Całkiem obca wśród ludzi, trędowata postać.
Kiedyś byłaś mi wszystkim - nadzieją, radością,
Nim wraz z tobą zdradziłem, w co wierzyłem wcześniej,
Grzebiąc ciało twe z moją kochania zdolnością.
Jeśli zmarli świadkami są drogi tej grzesznej
Naszej, patrzą z chowaną dla głupców litością;
Mnie przed tobą ze wstydu przyjdzie płonąć wiecznie.
2010
wtorek, 26 października 2010
Kalina
- To pani jest Mgiełka?
- Mgiełka?
- Tak panią nazywałem - całymi miesiącami. Zniknęła pani,
a ja panią szukałem, szukałem... Ale to ty, prawda?
- Tak, ja.
- To straszne. Byłem tu tyle razy i nie poznałem cię.
- Byłeś nieprzytomny. Poza tym, zmieniłam się.
- Teraz mi się jeszcze bardziej podobasz. Tylko...
- Tylko co?
- Nie wiem jak masz na imię.
- Kalina. (...) Chodźmy na spacer.
- A, nie. Znowu mi uciekniesz.
- No to trzymaj mnie.
Zbigniew Kamiński, Radosław Piwowarski
- Mgiełka?
- Tak panią nazywałem - całymi miesiącami. Zniknęła pani,
a ja panią szukałem, szukałem... Ale to ty, prawda?
- Tak, ja.
- To straszne. Byłem tu tyle razy i nie poznałem cię.
- Byłeś nieprzytomny. Poza tym, zmieniłam się.
- Teraz mi się jeszcze bardziej podobasz. Tylko...
- Tylko co?
- Nie wiem jak masz na imię.
- Kalina. (...) Chodźmy na spacer.
- A, nie. Znowu mi uciekniesz.
- No to trzymaj mnie.
Zbigniew Kamiński, Radosław Piwowarski
poniedziałek, 25 października 2010
NOTES 1 - do L***
Staw na wzgórzu obrósł złotem,
Które wiatry drzewom skradły,
Pogardziły mewy morzem,
W tłumie kaczek cicho siadły.
Patrzysz z naszej kuchni okna
W park zasnuty nieba łzami,
Z rzadka tylko wzrok twój spotka
Jasny żagiel w morskiej dali.
Kiedy wpadasz w sidła nagle
Ramion moich nachalności,
Jesteś mojej wiary żaglem.
Staw bez ptaków, park bez gości -
Mniej są puste i mniej marne,
Niż ja, bez twej obecności.
2010
Które wiatry drzewom skradły,
Pogardziły mewy morzem,
W tłumie kaczek cicho siadły.
Patrzysz z naszej kuchni okna
W park zasnuty nieba łzami,
Z rzadka tylko wzrok twój spotka
Jasny żagiel w morskiej dali.
Kiedy wpadasz w sidła nagle
Ramion moich nachalności,
Jesteś mojej wiary żaglem.
Staw bez ptaków, park bez gości -
Mniej są puste i mniej marne,
Niż ja, bez twej obecności.
2010
niedziela, 24 października 2010
Mgiełka
- No co jeszcze mogę dla ciebie zrobić? Mogę się z tobą ożenić.
Chcesz?
- Chcę.
- I będziesz mnie kochała?
- Tak. I nigdy cię nie zdradzę.
- Ale ja mam dużo wad. No wiesz, stary kawaler. No i nigdy
nie miałem szczęścia.
- Ja też nie. Kiedyś w końcu wszystko musi się zmienić.
- Tak. No i jestem... jestem uczciwy.
- Wiem.
- A skąd to możesz wiedzieć?
- Od pierwszej chwili czułam.
- Mam ogromne wymagania.
- Umiem dobrze gotować.
- I chcę mieć dwoje dzieci.
- Chłopca i dziewczynkę?
- Tak. Poślemy je na muzykę.
- Na basen albo na tenis.
- Kupa kłopotów.
- Musimy też mieć większe mieszkanie.
- Koniecznie z łazienką. Po sufit w kafelkach - takie... takie
niebieskie jak morze.
- Latem pojedziemy nad morze.
- Dlaczego? No jak chcesz, to pojedziemy.
- Nie, jak ty chcesz.
- Nie, jak ty chcesz.
- A, nie będziemy się kłócić - pojedziemy w końcu w góry.
- Dlaczego w góry? No dobrze - w góry. Albo do Puszczy
Kampinoskiej.
- Wystarczy, że ja już mieszkam w lesie. A właściwie to
powinieneś być gajowym.
- Wtedy też byś mnie kochała?
- Tak. Zawsze. A ty?
- Ja.... nie wiem, czy... nie wiem, czy umiem, bo ja nigdy...
Zbigniew Kamiński, Radosław Piwowarski
Chcesz?
- Chcę.
- I będziesz mnie kochała?
- Tak. I nigdy cię nie zdradzę.
- Ale ja mam dużo wad. No wiesz, stary kawaler. No i nigdy
nie miałem szczęścia.
- Ja też nie. Kiedyś w końcu wszystko musi się zmienić.
- Tak. No i jestem... jestem uczciwy.
- Wiem.
- A skąd to możesz wiedzieć?
- Od pierwszej chwili czułam.
- Mam ogromne wymagania.
- Umiem dobrze gotować.
- I chcę mieć dwoje dzieci.
- Chłopca i dziewczynkę?
- Tak. Poślemy je na muzykę.
- Na basen albo na tenis.
- Kupa kłopotów.
- Musimy też mieć większe mieszkanie.
- Koniecznie z łazienką. Po sufit w kafelkach - takie... takie
niebieskie jak morze.
- Latem pojedziemy nad morze.
- Dlaczego? No jak chcesz, to pojedziemy.
- Nie, jak ty chcesz.
- Nie, jak ty chcesz.
- A, nie będziemy się kłócić - pojedziemy w końcu w góry.
- Dlaczego w góry? No dobrze - w góry. Albo do Puszczy
Kampinoskiej.
- Wystarczy, że ja już mieszkam w lesie. A właściwie to
powinieneś być gajowym.
- Wtedy też byś mnie kochała?
- Tak. Zawsze. A ty?
- Ja.... nie wiem, czy... nie wiem, czy umiem, bo ja nigdy...
Zbigniew Kamiński, Radosław Piwowarski
sobota, 23 października 2010
Będę komandosem
Szanowna komisjo rekrutacyjna,
Nie dla mnie garnitur, nuda cywilna,
W mundurze zrodzony, strateg genialny,
Jestem wprost stworzony do służb specjalnych -
Silny charakterem, opanowany,
Dobrze ułożony, zorganizowany,
Wybrać takiego jest dobrym pomysłem -
Działam jak maszyna, z chłodnym umysłem,
Nigdy nie mam pytań, rozkaz wykonam,
Zero wątpliwości, stresu kontrola,
Zawsze pewny siebie, żadnych słabości,
Psychika żelazna - wzór odporności.
Przecież wam nie powiem, że słaby jestem,
Nie zdradzę rozterek najmniejszym gestem,
Nie powiem, że czuję, myślę i błądzę,
Że nerwy mam słabe, serce bolące,
Że szukam miłości i kocham wolność,
Wypełnia mnie pustka, dręczy samotność,
Że często się gubię na życia drogach,
Że czasem chcę nie żyć i wątpię w boga,
Że bardzo się boję, czego - sam nie wiem,
Że zawsze mi brakło pewności siebie.
Najchętniej bym zniknął - tak w oka mgnieniu,
By nikt nie pamiętał o mym istnieniu.
2010
Nie dla mnie garnitur, nuda cywilna,
W mundurze zrodzony, strateg genialny,
Jestem wprost stworzony do służb specjalnych -
Silny charakterem, opanowany,
Dobrze ułożony, zorganizowany,
Wybrać takiego jest dobrym pomysłem -
Działam jak maszyna, z chłodnym umysłem,
Nigdy nie mam pytań, rozkaz wykonam,
Zero wątpliwości, stresu kontrola,
Zawsze pewny siebie, żadnych słabości,
Psychika żelazna - wzór odporności.
Przecież wam nie powiem, że słaby jestem,
Nie zdradzę rozterek najmniejszym gestem,
Nie powiem, że czuję, myślę i błądzę,
Że nerwy mam słabe, serce bolące,
Że szukam miłości i kocham wolność,
Wypełnia mnie pustka, dręczy samotność,
Że często się gubię na życia drogach,
Że czasem chcę nie żyć i wątpię w boga,
Że bardzo się boję, czego - sam nie wiem,
Że zawsze mi brakło pewności siebie.
Najchętniej bym zniknął - tak w oka mgnieniu,
By nikt nie pamiętał o mym istnieniu.
2010
czwartek, 21 października 2010
Sinobrody
Choć tak pragnął miłości wcześniej niepoznanej,
Chcąc świat cały i siebie darować kochanej,
Cierpiał, czekał samotnie, wątpił, tęsknił długo,
Nim wzajemnie czującą znalazł duszę drugą.
I gdy miała pozostać z nim już jako żona,
Jego wdzięczność i hojność była niezmierzona.
Mogła tańczyć, flirtować, bawić się i gościć,
Jednej dochowując tylko mu wierności.
Lecz, gdy raz nocy pewnej nie było małżonka,
Zdradą się skończyło zapomnienie w plasach.
Wkrótce wszyscy ujrzeli smutny sprawy finał -
Męża żona z kochankiem o śmierć przyprawiła.
2010
inspiracja: H.Ch. Andersen
Chcąc świat cały i siebie darować kochanej,
Cierpiał, czekał samotnie, wątpił, tęsknił długo,
Nim wzajemnie czującą znalazł duszę drugą.
I gdy miała pozostać z nim już jako żona,
Jego wdzięczność i hojność była niezmierzona.
Mogła tańczyć, flirtować, bawić się i gościć,
Jednej dochowując tylko mu wierności.
Lecz, gdy raz nocy pewnej nie było małżonka,
Zdradą się skończyło zapomnienie w plasach.
Wkrótce wszyscy ujrzeli smutny sprawy finał -
Męża żona z kochankiem o śmierć przyprawiła.
2010
inspiracja: H.Ch. Andersen
środa, 20 października 2010
Diabeł poluje na kaczki
Wiosną strzelał grubym śrutem,
Trafił kaczkę prosto w kuper;
Że leciała w dużym stadzie -
Ubił ptaków setkę prawie.
Śledząc kaczkę na jesieni,
Broń na nieco lżejszą zmienił;
Zły, że w gnieździe inne ptaki -
Strzelał, nożem dźgał dla draki.
Choć tradycji, kraj wierzący,
Nie miał mordów politycznych,
To myśliwych, kłusujących
Wybór był tu zawsze liczny.
2010
Trafił kaczkę prosto w kuper;
Że leciała w dużym stadzie -
Ubił ptaków setkę prawie.
Śledząc kaczkę na jesieni,
Broń na nieco lżejszą zmienił;
Zły, że w gnieździe inne ptaki -
Strzelał, nożem dźgał dla draki.
Choć tradycji, kraj wierzący,
Nie miał mordów politycznych,
To myśliwych, kłusujących
Wybór był tu zawsze liczny.
2010
sobota, 16 października 2010
Tak różni, tak podobni
Jak to jest, że jesteśmy czasem tacy sami,
A czasem przeciwnymi sobie biegunami?
Kiedy jedno się złości, drugie na nie krzyczy,
Gdy milczymy, to razem - z całkiem różnych przyczyn.
Każde z nas jest zbyt dumne, czasu nam nie szkoda,
Nim, po dniach długich dąsów, zapanuje zgoda.
Lecz, gdy ty lubisz tańczyć, być gdzie śmiech, zabawa,
Śledzić głupie seriale, meble wciąż przestawiać,
Ciuchy nowe kupować, zwiedzać świata krańce,
Ciągle kogoś spotykać, gości raczyć plackiem -
Ja wybieram ciszę, noc i wiersze moje,
Balsam smutnych piosenek, brak zmian, melancholię,
Spodnie, kurtki wytarte, polskiej wioski spokój,
Zamiast pełnych salonów - własny, pusty pokój.
Wiem, że kiedy mnie zdradzisz, nie dowiem się o tym -
Wolisz ciszę i trwanie, niż ze mną kłopoty;
Lepiej grać dobrze rolę, niż płacić za grzechy,
Bo gdy wszystko się straci przez szczerość - co wtedy?
Gdybym ja ciebie skrzywdził, musiałbym się przyznać -
Choć się boi, tak tylko postąpi mężczyzna;
Bo nie śmiałbym cię dotknąć, w oczy spojrzeć więcej,
Gdybym nawet miał odejść, los mój - w twoje ręce;
Przed sądem zdrajcy stanąć, we wstydzie, pokorze,
Przegonić go zdradzony lub wybaczyć może;
Od samej zdrady - stokroć gorsze życie w kłamstwie,
Bać się, milczeć, udawać - najgorszym jest draństwem.
Tyle lat się wspieramy na ostrych zakrętach,
Wiele z tobą przeżyłem, wspólne są szczenięta;
Mimo marzeń tak innych, te same dążenia,
Tyle cech mamy wspólnych, choć życie nas zmienia;
Nie wiem dokąd nas drogi w przyszłości powiodą -
Tak różnych, tak podobnych los złączył ze sobą.
2010
A czasem przeciwnymi sobie biegunami?
Kiedy jedno się złości, drugie na nie krzyczy,
Gdy milczymy, to razem - z całkiem różnych przyczyn.
Każde z nas jest zbyt dumne, czasu nam nie szkoda,
Nim, po dniach długich dąsów, zapanuje zgoda.
Lecz, gdy ty lubisz tańczyć, być gdzie śmiech, zabawa,
Śledzić głupie seriale, meble wciąż przestawiać,
Ciuchy nowe kupować, zwiedzać świata krańce,
Ciągle kogoś spotykać, gości raczyć plackiem -
Ja wybieram ciszę, noc i wiersze moje,
Balsam smutnych piosenek, brak zmian, melancholię,
Spodnie, kurtki wytarte, polskiej wioski spokój,
Zamiast pełnych salonów - własny, pusty pokój.
Wiem, że kiedy mnie zdradzisz, nie dowiem się o tym -
Wolisz ciszę i trwanie, niż ze mną kłopoty;
Lepiej grać dobrze rolę, niż płacić za grzechy,
Bo gdy wszystko się straci przez szczerość - co wtedy?
Gdybym ja ciebie skrzywdził, musiałbym się przyznać -
Choć się boi, tak tylko postąpi mężczyzna;
Bo nie śmiałbym cię dotknąć, w oczy spojrzeć więcej,
Gdybym nawet miał odejść, los mój - w twoje ręce;
Przed sądem zdrajcy stanąć, we wstydzie, pokorze,
Przegonić go zdradzony lub wybaczyć może;
Od samej zdrady - stokroć gorsze życie w kłamstwie,
Bać się, milczeć, udawać - najgorszym jest draństwem.
Tyle lat się wspieramy na ostrych zakrętach,
Wiele z tobą przeżyłem, wspólne są szczenięta;
Mimo marzeń tak innych, te same dążenia,
Tyle cech mamy wspólnych, choć życie nas zmienia;
Nie wiem dokąd nas drogi w przyszłości powiodą -
Tak różnych, tak podobnych los złączył ze sobą.
2010
piątek, 15 października 2010
Umrzyj by żyć
Gdy noc kolejną grzązł w wódce,
Stawił się przed nim pan jego -
"Jak żyłeś" - spytał - "pokrótce
Powiedz nim umrzesz, kolego."
"Kiedyś dać światu coś chciałem
Kochałem ludzi bez reszty -
Zdradziecką zadał ktoś ranę,
Lata w pijaństwie mi zeszły."
Pan wiedział zdrada co znaczy
I los zrozumiał pijaczy.
Tańcem kobieta gawiedzi
Jak zwykle oczy cieszyła,
A wtenczas pan ją odwiedził
I w pląsach serce zatrzymał.
"Szkół nie poznałam" - szepnęła -
"I nigdy nie byłam kochana
Lecz choć litości świat nie miał,
W tańcu chwaliłam wciąż pana."
Docenił pan to oddanie -
Pozwolił skończyć jej taniec.
Znów dziś pokłócił się z żoną,
Dzieci ukarał przykładnie,
Żywy nie wrócił do domu -
Pan dał mu chwile ostatnie.
"Wiem, że im byłem tyranem -
Takie znam tylko kochanie,
Szczęścia jedynie ich chciałem -
Opiekuj nimi się, panie."
Choć krótko w sercach żal gościł,
Odpuścił pan mu słabości.
Ukazał pan się poetce,
Co mogła przeczytać ksiąg milion -
Jak wszystkim wstrzymał jej serce,
Choć ta się miała za inną.
"Nie chciałam żyć tak, jak tamci,
Co piją, tańczą i płodzą,
W tym świecie byłam wygnańcem,
Bunt mój obdaruj nagrodą."
Za byt dla własnej miłości
Nie miał pan dla niej litości.
2010
Stawił się przed nim pan jego -
"Jak żyłeś" - spytał - "pokrótce
Powiedz nim umrzesz, kolego."
"Kiedyś dać światu coś chciałem
Kochałem ludzi bez reszty -
Zdradziecką zadał ktoś ranę,
Lata w pijaństwie mi zeszły."
Pan wiedział zdrada co znaczy
I los zrozumiał pijaczy.
Tańcem kobieta gawiedzi
Jak zwykle oczy cieszyła,
A wtenczas pan ją odwiedził
I w pląsach serce zatrzymał.
"Szkół nie poznałam" - szepnęła -
"I nigdy nie byłam kochana
Lecz choć litości świat nie miał,
W tańcu chwaliłam wciąż pana."
Docenił pan to oddanie -
Pozwolił skończyć jej taniec.
Znów dziś pokłócił się z żoną,
Dzieci ukarał przykładnie,
Żywy nie wrócił do domu -
Pan dał mu chwile ostatnie.
"Wiem, że im byłem tyranem -
Takie znam tylko kochanie,
Szczęścia jedynie ich chciałem -
Opiekuj nimi się, panie."
Choć krótko w sercach żal gościł,
Odpuścił pan mu słabości.
Ukazał pan się poetce,
Co mogła przeczytać ksiąg milion -
Jak wszystkim wstrzymał jej serce,
Choć ta się miała za inną.
"Nie chciałam żyć tak, jak tamci,
Co piją, tańczą i płodzą,
W tym świecie byłam wygnańcem,
Bunt mój obdaruj nagrodą."
Za byt dla własnej miłości
Nie miał pan dla niej litości.
2010
środa, 13 października 2010
Ten obcy
Dawno się ziścił czarny sen,
Gdy piekło czułeś na ziemi -
Brodząc w zwątpieniu dzień za dniem,
Traciłeś resztę nadziei.
Myślałeś, żeś jest całkiem sam
I że już nic się nie zmieni,
Gdy tak próbował cię twój pan,
Żeś zwątpił w jego istnienie.
Zaleczył stare rany czas,
Znalazłeś spokój, jakiś cel,
Wierzyłeś, że już balans masz,
Ktoś życiu twemu nadał sens.
Zniknął pewności siebie brak,
Tamte kompleksy, duszy ból,
Wzniosłeś ku górze się jak ptak -
Z nędzy rozpaczy - życia król.
O, głupiś, myśląc, że co raz
Dane, nie może być wziętym -
Tej nocy demon dał znów znać,
Że los twój jednak przeklęty.
Jednym zrządzeniem zrzucił w dół,
Obudził dawne koszmary,
Znów całym tobą wstrząsa ból
I już ci w siebie brak wiary.
Ucz się pokory, szanuj los,
Gdy czasem lepszy jest trochę,
Nim ci ponownie utrze nos,
Byś był robakiem i prochem.
2010
Gdy piekło czułeś na ziemi -
Brodząc w zwątpieniu dzień za dniem,
Traciłeś resztę nadziei.
Myślałeś, żeś jest całkiem sam
I że już nic się nie zmieni,
Gdy tak próbował cię twój pan,
Żeś zwątpił w jego istnienie.
Zaleczył stare rany czas,
Znalazłeś spokój, jakiś cel,
Wierzyłeś, że już balans masz,
Ktoś życiu twemu nadał sens.
Zniknął pewności siebie brak,
Tamte kompleksy, duszy ból,
Wzniosłeś ku górze się jak ptak -
Z nędzy rozpaczy - życia król.
O, głupiś, myśląc, że co raz
Dane, nie może być wziętym -
Tej nocy demon dał znów znać,
Że los twój jednak przeklęty.
Jednym zrządzeniem zrzucił w dół,
Obudził dawne koszmary,
Znów całym tobą wstrząsa ból
I już ci w siebie brak wiary.
Ucz się pokory, szanuj los,
Gdy czasem lepszy jest trochę,
Nim ci ponownie utrze nos,
Byś był robakiem i prochem.
2010
wtorek, 5 października 2010
Pozwól mi umrzeć
Przyszłaś do mnie właśnie wtedy
Gdy najbardziej tego chciałem
Patrząc we mnie wzrokiem szklanym
Zawładnęłaś moim ciałem
Usta lekko rozchyliłaś
Chłodem lodowatej dłoni
Wnętrze żarem wypełniłaś
Próżno było mi się bronić
Odtąd tutaj co dzień jesteś
Nie dbasz o to czy cię pragnę
Robisz ze mną to co zechcesz
Nie zostawisz już mnie żadnej
Nocą topiąc mnie w rozkoszy
Przytomności reszt pozbawiasz
Nim cię świtu promień spłoszy
Bez pamięci pozostawiasz
Wiem że wszystko mi zabierzesz
I że zguba mi sądzona
Nie chcę jednak żyć bez ciebie
Pragnę umrzeć w twych ramionach.
2010
Gdy najbardziej tego chciałem
Patrząc we mnie wzrokiem szklanym
Zawładnęłaś moim ciałem
Usta lekko rozchyliłaś
Chłodem lodowatej dłoni
Wnętrze żarem wypełniłaś
Próżno było mi się bronić
Odtąd tutaj co dzień jesteś
Nie dbasz o to czy cię pragnę
Robisz ze mną to co zechcesz
Nie zostawisz już mnie żadnej
Nocą topiąc mnie w rozkoszy
Przytomności reszt pozbawiasz
Nim cię świtu promień spłoszy
Bez pamięci pozostawiasz
Wiem że wszystko mi zabierzesz
I że zguba mi sądzona
Nie chcę jednak żyć bez ciebie
Pragnę umrzeć w twych ramionach.
2010
sobota, 2 października 2010
Wolność
Nim mgła całując rosą śpiące, łyse skiby,
Przed czujnym okiem świtu w lasu czerń się schowa,
A wiatr drzemiący w polu zajrzy domom w szyby,
Na których pająk zdążył nocą sieć zbudować,
Podwórza przetnę kwadrat, spuszczę psy z łańcucha,
Kulbacząc konia w stajni, szepnę mu do ucha.
Miniemy pnie rycerzy, w sadzie straż co pełnią,
Przemkniemy pośród szeptów starych lip i jodeł,
Kłusując nad od nowiu srebrną stawu głębią,
Ruszymy w drogę chłonąć pól i łąk swobodę.
Przez miedzy grzbiet, ku wierzbom w tańcu pośród bagien
Poleci pegaz zbrojny w swych cerberów orszak,
A ja, jak bożek wolny, w dali gdzieś zostawię
Wspomnienia dni minionych w murach miasta z morza.
2010
Przed czujnym okiem świtu w lasu czerń się schowa,
A wiatr drzemiący w polu zajrzy domom w szyby,
Na których pająk zdążył nocą sieć zbudować,
Podwórza przetnę kwadrat, spuszczę psy z łańcucha,
Kulbacząc konia w stajni, szepnę mu do ucha.
Miniemy pnie rycerzy, w sadzie straż co pełnią,
Przemkniemy pośród szeptów starych lip i jodeł,
Kłusując nad od nowiu srebrną stawu głębią,
Ruszymy w drogę chłonąć pól i łąk swobodę.
Przez miedzy grzbiet, ku wierzbom w tańcu pośród bagien
Poleci pegaz zbrojny w swych cerberów orszak,
A ja, jak bożek wolny, w dali gdzieś zostawię
Wspomnienia dni minionych w murach miasta z morza.
2010
finis coronat opus ♫
A gdy będę umierał,
Nie przyjedzie generał,
Drań-komendant z ciulami
Wyśle kogoś z kwiatami.
Wspomni kumpli niewielu,
Żem był dziwak i sknerus,
Żem się z nikim nie trzymał -
Z nich niejeden to świnia.
Żonę mało to wzruszy -
Całe życie z nerwusem,
Córkom załkać zostanie -
Żegnaj, tato-tyranie.
Zżółkną wiersze szkaradne,
Scenariusze - na szaf dnie,
Tyle nocy zarwanych,
Chorą jaźnią pisanych.
Staną ludzie nad grobem,
Żeby udać żałobę.
Za mych brudów dorobek
Znajdę w piekle nagrodę.
A gdy cisza zapadnie,
Wspomnę młodość tam na dnie
I po tobie jedynie
Łza ostatnia popłynie.
2010
inspiracja: stanisław staszewski
♫ na melodię: kult
Nie przyjedzie generał,
Drań-komendant z ciulami
Wyśle kogoś z kwiatami.
Wspomni kumpli niewielu,
Żem był dziwak i sknerus,
Żem się z nikim nie trzymał -
Z nich niejeden to świnia.
Żonę mało to wzruszy -
Całe życie z nerwusem,
Córkom załkać zostanie -
Żegnaj, tato-tyranie.
Zżółkną wiersze szkaradne,
Scenariusze - na szaf dnie,
Tyle nocy zarwanych,
Chorą jaźnią pisanych.
Staną ludzie nad grobem,
Żeby udać żałobę.
Za mych brudów dorobek
Znajdę w piekle nagrodę.
A gdy cisza zapadnie,
Wspomnę młodość tam na dnie
I po tobie jedynie
Łza ostatnia popłynie.
2010
inspiracja: stanisław staszewski
♫ na melodię: kult
środa, 1 września 2010
Żółw i Marek
Zapragnął żółw kąpieli -
Jak to żółwia ciągnie woda -
Że bardzo śpieszno jemu było,
Musiał koniowi zrobić loda.
A morał tej bajki jest krótki
I niektórym znany -
To tylko mamy za darmo,
Co zrobimy sami.
Pewien pan Marek, aktor były,
Zaledwie lektor dziś, niestety,
By dać autograf, proszon został
Przez młode, ładne dwie kobiety.
Rad, że ktoś wreszcie go rozpoznał,
Choć przecież nie grał dawno w niczym,
Dawno podupczyć też nie dostał,
Więc dobrał się do młodych piczy.
Nastękał się pan Marek srodze,
Podciąga spodnie, ku drzwiom bieży,
Lecz panie stają mu na drodze -
"Hola! Po dwieście się należy!"
Morał historii tej jest prosty
I też niektórym dobrze znany -
To tylko mamy, chłopcy, darmo,
Co możem zrobić se rękami.
I jeszcze, żeby lekcję zamknąć,
Podpowiem wam to, moi skąpcy -
Internetowym dają darmo,
Lecz szczęście, że nie tylko w Śląskim.
2010
Jak to żółwia ciągnie woda -
Że bardzo śpieszno jemu było,
Musiał koniowi zrobić loda.
A morał tej bajki jest krótki
I niektórym znany -
To tylko mamy za darmo,
Co zrobimy sami.
Pewien pan Marek, aktor były,
Zaledwie lektor dziś, niestety,
By dać autograf, proszon został
Przez młode, ładne dwie kobiety.
Rad, że ktoś wreszcie go rozpoznał,
Choć przecież nie grał dawno w niczym,
Dawno podupczyć też nie dostał,
Więc dobrał się do młodych piczy.
Nastękał się pan Marek srodze,
Podciąga spodnie, ku drzwiom bieży,
Lecz panie stają mu na drodze -
"Hola! Po dwieście się należy!"
Morał historii tej jest prosty
I też niektórym dobrze znany -
To tylko mamy, chłopcy, darmo,
Co możem zrobić se rękami.
I jeszcze, żeby lekcję zamknąć,
Podpowiem wam to, moi skąpcy -
Internetowym dają darmo,
Lecz szczęście, że nie tylko w Śląskim.
2010
wtorek, 31 sierpnia 2010
Na Tuwima
Solidarności kombatanci
Niszczyli system, dziś go tworzą
Wszak teraz w Polsce już jest "wporzo"
Gwiazdy wytwórni cuchną trupem
- Całujcie wy mnie wszyscy w dupę.
Z martyrologii styropianu
Rządzący krajem dyletanci
Nowa ty klaso nowych panów -
Zapomnieliście robotników
Dzieląc się władzą, niby łupem
Składam wam kwiaty u pomników
- Całujcie wy mnie wszyscy w dupę.
Partio prawdziwych katolików
Żądnych więzienia dla grzeszących
Zgrajo krętaczy, rozwodników
W imię miłości - piętnujących
Wciąż widzę wasze tłuste mordy
Gdy całujecie się z biskupem
Zamiast szpitali są bilbordy
- Całujcie wy mnie wszyscy w dupę.
Światła lewico, siostro ludu
Naszym majątkiem uwłaszczona
Na pozór wrogu ciemnogrodu
Poszłabyś z diabłem gdzie mamona
Nie ważne - z Moskwy, czy z Europy
- Możecie grać na każdą nutę
Dla emeryta sześćset złotych
- Całujcie wy mnie wszyscy w dupę.
Wiodący trzódkę w nieba bramy
W sutannach, piuskach i biretach
W sutannach, piuskach i biretach
Wy katecheci, kapelani
Publiczna kasa - wasza dieta
Handlarze ziemią, obszarnicy
Wiążący język nam na supeł
Każda się władza z wami liczy
- Całujcie wy mnie wszyscy w dupę.
Sprzedajne dziwki - dziennikarze
Proeuropejscy, postępowi
Mówiący, co im portfel każe
Przed katabasem chyląc głowy
Leją nam w głowy durną papkę
Robią sensację z bzdury głupiej
Żądają fortun za lojalkę
- Całujcie wy mnie wszyscy w dupę.
Cieszą się gnidy - pełna kiesa
Wyślij komercji esemesa
Cyckać biedotę to jest tupet
- Całujcie wy mnie wszyscy w dupę.
Giganci rocka, buntu iskra
Idole ludu, zgryz cenzora
Komuna padła, szczerość prysła
I na komercję przyszła pora
Chlej, kup jacht, viagrę, lansuj dzieci
- Muzyczne zero? Kasy kupę!
Śmierć was ze sceny tylko zmiecie
- Całujcie wy mnie wszyscy w dupę.
Niszczyli system, dziś go tworzą
Wszak teraz w Polsce już jest "wporzo"
Gwiazdy wytwórni cuchną trupem
- Całujcie wy mnie wszyscy w dupę.
Nie mają szczęścia kinomani -
Ci, co nie chcieli gać po grudniu
W płytkich serialach wycierani
Ze sztuki robią cyrk dla durniów
Tu z amatorką, tam reklama
(Trza córce kasy na chałupę)
Ilona eŁ dziś starczy sama
- Całujcie wy mnie wszyscy w dupę.
Młodzież stanowi o przyszłości -
Dorodni, zdrowi, wypasieni
Bez ideałów i wartości
Lans, kasa, w siebie zapatrzeni
Hip-hop, seks, prochy i tandeta
We łbach komercji mają zupę
Zdolnego - wyścig szczurów czeka
- Całujcie wy mnie wszyscy w dupę.
Ziomy w hip-hopie, psia rodzina
Dres, kaptur, w getcie dorastanie
Rap czują lepiej od Murzyna
Łapy jak cepy rozmachane
"Jebać policję, świat to gówno"
- Zerżnięty podkład, teksty super
Od starych ciągną kasę równo
- Całujcie wy mnie wszyscy w dupę.
W polskim piekiełku zafajdanym
Dres, kaptur, w getcie dorastanie
Rap czują lepiej od Murzyna
Łapy jak cepy rozmachane
"Jebać policję, świat to gówno"
- Zerżnięty podkład, teksty super
Od starych ciągną kasę równo
- Całujcie wy mnie wszyscy w dupę.
W polskim piekiełku zafajdanym
Dzięki pieprzonym decydentom
Wstęp młodym, zdolnym - zakazany
- Trza pomóc swoim beztalenciom
Więc się talentów mnożą kuźnie
By móc wykarmić mistrza grupę
Prawdziwy diament trafia w próżnię
- Całujcie wy mnie wszyscy w dupę.
Zamknijcie stocznie i kopalnie
Niech każdy biznes swój otworzy
Gdy już ostatnia z fabryk padnie
Żaden bunt władzy nie zagrozi
Pomyśli wtedy premier: "Super!
Całujcie wy mnie wszyscy w dupę."
Wybory wygra, bo sondaże
Sprytnie oparte na Pi-aRze
Z reszt mózgów mętlik zrobią bandy
Ci z mediów - spece propagandy
Znów do urn pójdzie durniów kupę
- Całujcie wy mnie wszyscy w dupę.
Mówi prezydent przy pomniku
Że było warto, robotniku
Dla kogo? - pytam - hipokryci
Chyba dla tych, co przy korycie!
Ci, co godności, chleba chcieli
Dziś przez was żyją bez nadziei
Wam - kawior, dla nich - bieda-zupę
- Całujcie wy mnie wszyscy w dupę.
Niech europejska żyje unia!
Z jej nowomową, jak w komunie
"Strategia, wsparcie, innowacje"
Operacyjnych full programów
"Potencjał, projekt, podzadanie"
- Nie kumasz? - Biznes nie dla chamów
Urzędas tylko to rozumie
Że mleko ma, kto doić umie
Więc ciągnie dojne cycki U.E.
- Całujcie wy mnie wszyscy w dupę.
Deweloperów raj, bankowców
Agencji reklam, korporacji
Kątem u teścia sączysz rosół
Nie masz na browar po kolacji
A gdy przydarzy się choroba
Wykończy ciebie służba zdrowia
Nażrą się hieny nawet trupem
- Całujcie wy mnie wszyscy w dupę.
Jeszcze coś dla was, komendianci
Małe cwaniaczki, zawistnicy
Sługusy garbów, figuranci
Mózgi - do trzech wam trudno zliczyć
Łatwo trwonicie wspólną kasę
Liżecie tyłki, że aż chlupie
Z prądem, bezpiecznie, z katabasem
- Was wszystkich też mam mocno w dupie.
2010
inspiracja: Julian Tuwim
inspiracja: Julian Tuwim
poniedziałek, 30 sierpnia 2010
Polska modlitwa
O Jezu Chryste, garbaty nosie,
Ciebie o szczęście dla Polski proszę,
Nasz jeden w Trójcy Panie, ty gnido,
Zjednocz Polaków przeciwko żydom,
Co na krzyż plują w pogańskim tańcu -
Przegoń, o Zbawco, tych obrzezańców.
Wszak Tyś Syn Stwórcy i żydowicy,
Strzeż od zła dzieci Bogarodzicy,
Obudź Ojczyznę drogą z letargu
Wodzu, Mesjaszu, Królu i parchu,
Zbaw mnie, bo czczę Cię, miłością darzę,
Boś sprawiedliwym Sędzią, choć wszarzem.
(A nasz klub zawsze niech mocno bije
Tamtą drużynę w żydowskie ryje)
2010
Ciebie o szczęście dla Polski proszę,
Nasz jeden w Trójcy Panie, ty gnido,
Zjednocz Polaków przeciwko żydom,
Co na krzyż plują w pogańskim tańcu -
Przegoń, o Zbawco, tych obrzezańców.
Wszak Tyś Syn Stwórcy i żydowicy,
Strzeż od zła dzieci Bogarodzicy,
Obudź Ojczyznę drogą z letargu
Wodzu, Mesjaszu, Królu i parchu,
Zbaw mnie, bo czczę Cię, miłością darzę,
Boś sprawiedliwym Sędzią, choć wszarzem.
(A nasz klub zawsze niech mocno bije
Tamtą drużynę w żydowskie ryje)
2010
sobota, 28 sierpnia 2010
W podróży do ciebie
Gdy patrzę wgłąb dwojga,
Jak w błękitu studnie,
Uwalniasz spod malin
Perły bałamutnie -
Rozgniatam maliny,
W perły się zakradam
I koniuszkiem giętkim
Towarzystwa badam...
Po chwili się zsuwam
Po łabędziej drodze
Na bezkresne stepy
Gładko satynowe,
Gdzie w bliźniaczej zgodzie
Cerkiewne kopuły,
Choć ulane z miąższu,
Prężą się do góry.
Mknę pomiędzy - jarem,
Szczyty jak poziomki
Zwilżam kopuł twarde,
Tłamszę ich koronki,
By następnie wniknąć
W cudowną mieliznę -
Na wielkiej równinie,
Wspólną wszystkim bliznę.
Stąd już raj jest blisko -
Jeszcze z dłonią w dole
Przebrnę przez ściernisko...
Rozkoszy widoki -
Małż, choć wciąż zamknięty,
Już wypuścił soki,
Tak go muszę wyjąć
Z jego muszli miękkich,
By wnet mógł mnie przyjąć.
Nurzam więc w wilgoci
Wszystko, co mi dane -
Do dołu, ku górze,
Byś otwarła bramę...
Puszcza - po dobroci
I już grzęznę w śluzie...
W różu się zagłębiam -
Coraz ciężej dyszysz,
Gdy czarę wypełniam -
Krzyk rozdziera ciszę...
2010
Jak w błękitu studnie,
Uwalniasz spod malin
Perły bałamutnie -
Rozgniatam maliny,
W perły się zakradam
I koniuszkiem giętkim
Towarzystwa badam...
Po chwili się zsuwam
Po łabędziej drodze
Na bezkresne stepy
Gładko satynowe,
Gdzie w bliźniaczej zgodzie
Cerkiewne kopuły,
Choć ulane z miąższu,
Prężą się do góry.
Mknę pomiędzy - jarem,
Szczyty jak poziomki
Zwilżam kopuł twarde,
Tłamszę ich koronki,
By następnie wniknąć
W cudowną mieliznę -
Na wielkiej równinie,
Wspólną wszystkim bliznę.
Stąd już raj jest blisko -
Jeszcze z dłonią w dole
Przebrnę przez ściernisko...
Rozkoszy widoki -
Małż, choć wciąż zamknięty,
Już wypuścił soki,
Tak go muszę wyjąć
Z jego muszli miękkich,
By wnet mógł mnie przyjąć.
Nurzam więc w wilgoci
Wszystko, co mi dane -
Do dołu, ku górze,
Byś otwarła bramę...
Puszcza - po dobroci
I już grzęznę w śluzie...
W różu się zagłębiam -
Coraz ciężej dyszysz,
Gdy czarę wypełniam -
Krzyk rozdziera ciszę...
2010
niedziela, 16 maja 2010
Pamięci Mirka B.
Najpierw była nadzieja
i marzenia
świat stał otworem
żyłeś miłością
i o niej nam śpiewałeś.
Gdy życie niszczyło marzenia
zostawała tylko nadzieja
którą żyłeś tyle lat
- coraz mniej nadziei
coraz więcej bólu
rozterek zwątpienia
i samotności...
a łąki zastąpiła noc.
Na końcu była tylko rozpacz
rezygnacja i twój kres.
Tyle nam z siebie dałeś
nic sobie nie zostawiłeś
bo nie ma nic za nic
i piękno z bólu się rodzi
każda chwila rozkoszy
przy twoich piosenkach
wypruta jest z żył twoich.
Idolu wrażliwych serc
dawałeś z tego czego nie miałeś
teraz zostały tylko wiersze
i muzyka -
twój testament
i zapis walki ze światem
z którym przegrałeś
by go pokonać.
Ostatni bardzie ostatni poeto
geniuszu uczuć
mesjaszu który oddał swe szczęście
by dać szczęście innym
codziennie zmartwychwstajesz
Nie miniesz jak deszcz
nie uciekniesz w noc
nie pozwolą na to
twoje anioły.
2010
sobota, 15 maja 2010
Epitafium dla strażaka
Mym przeznaczeniem jest ogień
a kresem moim płomienie
nie złożą zwłok moich w grobie
gdy w ogniu znajdę spełnienie
Szukałem drogi daremnie
pragnąłem serce odmienić
zbyt dużo zła było we mnie
nie dla mnie szczęście na ziemi
Lecz sposób znalazłem pewien
by słabość swoją odkupić
- gdy żyć nie mogłem dla siebie
umierać będę dla ludzi
Zły owoc złe rodzi drzewo
palą je ludzie niepomni
że z niego pochodzi ciepło
a płomień czyni je dobrym
I mnie więc z ogniem się złączyć
by zła wypalić brud w śmierci
a ty wiedz kiedy mnie wspomnisz
żem tobie życie poświęcił
1994-96
piątek, 14 maja 2010
Pożegnanie marynarza
Już mil niewiele pokonać zostaje
i wkrótce okręt do portu zawinie
w bramach którego ciebie zostawiłem
lecz w którym dziś już ciebie nie odnajdę
Znam już bezkresy małości mej duszy
wiem żem zbyt słaby by siebie pokonać
i choć los przyszłość wciąż przede mną chowa
nie dla mnie rozkosz u stóp twoich służyć
Proszę więc boga by znalazł żeglarza
który sam silny na pokład cię weźmie
jak dziecko chroni jak damę poważa
mój rejs samotnym musi zostać jeszcze.
1994
i wkrótce okręt do portu zawinie
w bramach którego ciebie zostawiłem
lecz w którym dziś już ciebie nie odnajdę
Znam już bezkresy małości mej duszy
wiem żem zbyt słaby by siebie pokonać
i choć los przyszłość wciąż przede mną chowa
nie dla mnie rozkosz u stóp twoich służyć
Proszę więc boga by znalazł żeglarza
który sam silny na pokład cię weźmie
jak dziecko chroni jak damę poważa
mój rejs samotnym musi zostać jeszcze.
1994
czwartek, 13 maja 2010
Latarnia
Wiele już nocy samotnej żeglugi
co raz to inne światło serce łudzi
daleko nikły blask tamtej latarni
- nie zdoła łodzi do przystani wrócić
Dziś ciałem słaby i duchem kaleki
nie ma śmiałości żeglarz oczu podnieść
by w smudze drogiej wstydem nie zapłonąć
- jej to poprzysiągł wiernym być na wieki.
1993-94
co raz to inne światło serce łudzi
daleko nikły blask tamtej latarni
- nie zdoła łodzi do przystani wrócić
Dziś ciałem słaby i duchem kaleki
nie ma śmiałości żeglarz oczu podnieść
by w smudze drogiej wstydem nie zapłonąć
- jej to poprzysiągł wiernym być na wieki.
1993-94
środa, 12 maja 2010
Tamten adres
Znowu dziś tam byłem
znalazłem odwagę
choć drzwi się zmieniły
czułem ciebie prawie
I tyle i koniec
a było tak blisko
zwilgotniały dłonie...
znów przyśni się wszystko
Wiary mało we mnie
coś mi truć się każe
nie chcę być natrętem
nie chcę grzebać marzeń.
1993-94
znalazłem odwagę
choć drzwi się zmieniły
czułem ciebie prawie
I tyle i koniec
a było tak blisko
zwilgotniały dłonie...
znów przyśni się wszystko
Wiary mało we mnie
coś mi truć się każe
nie chcę być natrętem
nie chcę grzebać marzeń.
1993-94
wtorek, 11 maja 2010
Taką cię pamiętam
Tęsknię za słodką panią rozzłoszczoną,
za gromem w oczach, usty ściągniętymi,
tęsknię za drogą, pochmurną osobą,
za każdym dąsem, kaprysami twymi.
Pragnę uśmiechu, który jest jak promyk,
co w śniegu brylant spogląda nieśmiały,
głośnego śmiechu, pełnego swobody,
dziecka radości - on świat zmienił cały.
1993-94
poniedziałek, 10 maja 2010
Twoje imię
Kiedyś obrazów twarzy twej w mych myślach
Anielską bielą spłowieją pastele
Ruchy bogini spłoną w niemych filmach
I oczy zgasną jak diament w popiele
Nie znajdę w sercu nimfy głosu brzmienia
Ale zachowam dźwięk twego imienia
Kwiatów różanych woń w przeszłość ulata
Amarant nieba nad plażą przygasa
Rozkrada Chronos skarby tego lata
I broni słońcu igrać w twoich włosach
Nie smakujemy lodów już we dwoje
Ale pamiętam ciągle imię twoje
Kropelek potu perły znikły z czoła
Autostrad z pyłu zmyłaś skórę drżącą
Rozgrzanej której musnąć wtedym zdołał
Iskrzącym w rzece rozpalonej słońcem
Nic mi twojego już nie pozostało
A tylko imię - tak boleśnie mało
1992-93
niedziela, 9 maja 2010
Sam
Odchodzą ludzie
cichnie muzyka
słońce przygasa
zamykam książkę
nie mogę już pisać
pustka mnie ogarnia
ze smutku wychodzą
najczarniejsze myśli
- jestem sam
nie modlę się
nie śpię
leżę
chcę być przy tobie
i milczeć
nie chcę twojego życia
bo się go boję
chcę twojego widoku
oszukuję sam siebie
że mogę mieć wszystko
że żyję i mogę być z wami
zostanie mi zawsze
samotna samotność
normalność jest straszna
1992
cichnie muzyka
słońce przygasa
zamykam książkę
nie mogę już pisać
pustka mnie ogarnia
ze smutku wychodzą
najczarniejsze myśli
- jestem sam
nie modlę się
nie śpię
leżę
chcę być przy tobie
i milczeć
nie chcę twojego życia
bo się go boję
chcę twojego widoku
oszukuję sam siebie
że mogę mieć wszystko
że żyję i mogę być z wami
zostanie mi zawsze
samotna samotność
normalność jest straszna
1992
sobota, 8 maja 2010
Jurkowi
Aniele do ludzi
za karę posłany
mężczyzno z dziecka
sercem złotym
tułaczu naiwny
bez bliskich bez domu
za co cię bóg twój
losem tym ukarał
czemu pozwala ci
szukać nie znajdując
perły przyjaźni
rzucać między świnie
gdy ciebie Jurku
na ziemi zabraknie
ostatnia kropla
poczciwości zginie
dzieci nie mając
ojcem wszystkich jesteś
lecz świat wyniszcza
tych co śmią być inni
opuścił cię pan twój
może ci zazdrości
czym są twoje winy
przy takiej miłości
1992
za karę posłany
mężczyzno z dziecka
sercem złotym
tułaczu naiwny
bez bliskich bez domu
za co cię bóg twój
losem tym ukarał
czemu pozwala ci
szukać nie znajdując
perły przyjaźni
rzucać między świnie
gdy ciebie Jurku
na ziemi zabraknie
ostatnia kropla
poczciwości zginie
dzieci nie mając
ojcem wszystkich jesteś
lecz świat wyniszcza
tych co śmią być inni
opuścił cię pan twój
może ci zazdrości
czym są twoje winy
przy takiej miłości
1992
piątek, 7 maja 2010
Strach
Boję się
boję się żyć
boję się coś zmienić
boję się być nikim
boję się ludzi
nie zawsze boję się boga
boję się być dobry
boję się zła
boję się ciebie
boję się żyć
boję się umrzeć
mam dwadzieścia jeden lat
1992
czwartek, 6 maja 2010
Lenistwo
Grzech którego nie ma
bo grzeszą nim wszyscy
tylko rzadziej lub częściej
czasem nie robią nic innego
żyją pracują
ciężko pracują
to z lenistwa
ja byłem kiedyś mniej leniwy
ale gdy się nie ma celu
czy można być leniwym
nie mam celu
nie mam dążeń
więc nie jestem leniwy
mam marzenia
małe głupie
marzenia leniucha
i tchórza
1992
bo grzeszą nim wszyscy
tylko rzadziej lub częściej
czasem nie robią nic innego
żyją pracują
ciężko pracują
to z lenistwa
ja byłem kiedyś mniej leniwy
ale gdy się nie ma celu
czy można być leniwym
nie mam celu
nie mam dążeń
więc nie jestem leniwy
mam marzenia
małe głupie
marzenia leniucha
i tchórza
1992
środa, 5 maja 2010
Co potem?
Co będzie gdy umrą
wszystkie ideały
i ośmieszona zostanie
ostatnia mrzonka
gdzie jest granica
którą przekroczywszy
nie znajdę usprawiedliwienia
oddaję światu kolejne bastiony
ulegam bez walki
tylko tam w środku
jeszcze trochę boli
jeszcze
1992
wtorek, 4 maja 2010
Ludzie są dziwni
Ludzie są dziwni
niszczą bo kochają
zabijają by pomóc
im lepsi tym bardziej grzeszą
myślą że wiedzą
potrafią rozumieją
- sądzą
buntują się
przeciwko światu
który kochają
i któremu zawsze
w końcu ulegną
wolą mniej a dłużej
gorzej a bezpieczniej
gdy im się nudzi
robią to co konieczne
znają się na wszystkim
prócz miłości
ale wszyscy kochają
1992
poniedziałek, 3 maja 2010
Nienormalna
Widziałem dziś nienormalną
mówiła do siebie i biegała
dzieci się śmiały
dorośli milczeli
nie zwracali uwagi
chora umysłowo - myśleli
biedaczka
kiedyś ich bóg powie jej
odpuszczają ci się twoje grzechy
a ich zabije
1992
mówiła do siebie i biegała
dzieci się śmiały
dorośli milczeli
nie zwracali uwagi
chora umysłowo - myśleli
biedaczka
kiedyś ich bóg powie jej
odpuszczają ci się twoje grzechy
a ich zabije
1992
Subskrybuj:
Posty (Atom)