Zbyt nieśmiały zbyt żałosny
Aby szczęścia zakosztować
Jednocześnie tak zazdrosny
Że pod ziemię by je schował
Świat zaklinał by nie posiadł
Czego on się wziąć nie ważył
Nie dostanie jabłek sąsiad
Kiedy taki pies na straży
Poprzez klątwy i zaklęcia
Szczęście z obcych rąk wyrwane
Śmierci tulą je objęcia
Gdzie na wieki pozostanie
Świat rwie jabłka w sadzie innym
Pies nie znajdzie szczęścia sobie
Ono martwe w grobie zimnym
On za życia jest już w grobie
2013
"Lasciate ogni speranza, voi ch'entrate"
„Okręt mój płynie dalej – pod prąd,
Serce, choć popękane, bić chce,
Nie ma cię i nie było – jest noc,
Nie ma mnie i nie było – jest dzień”
parafraza: KAT
sobota, 31 sierpnia 2013
wtorek, 27 sierpnia 2013
Mapa mojego życia
Zostawiam mapę - lecz czy mnie znajdziesz?
Musisz przekroczyć granicę światów
Bólu i serca trzeba ci bardziej
I ciut odwagi niż moich śladów
Porzuć krainy dawnego życia
I w zapomnienia zanurz się wodzie
Listy płynące z wnętrza odczytaj
By spokój znaleźć w myśli ogrodzie
2013
Musisz przekroczyć granicę światów
Bólu i serca trzeba ci bardziej
I ciut odwagi niż moich śladów
Porzuć krainy dawnego życia
I w zapomnienia zanurz się wodzie
Listy płynące z wnętrza odczytaj
By spokój znaleźć w myśli ogrodzie
2013
czwartek, 11 lipca 2013
A Royal Baby's Name
How to call a royal girl?
Name VANITY suits so well
What's a prince's perfect name?
No one sounds as good as SHAME
2013
Name VANITY suits so well
What's a prince's perfect name?
No one sounds as good as SHAME
2013
niedziela, 14 kwietnia 2013
Żona Lota
Nie opuszczę miasta wspomnień
By udawać życie w grotach
Próżno schodzi anioł do mnie
Obietnicy nicią mota
Choćby w boską sprawiedliwość
Wierząc wszyscy uszli z miasta
Mnie w Sodomy murach zginąć
Bo tu miłość moja zgasła
Na stracenie gna głupota
Gdy ja stoję jak słup soli
Wstecz patrząca żona Lota
Jedna którą przeszłość boli
2013
By udawać życie w grotach
Próżno schodzi anioł do mnie
Obietnicy nicią mota
Choćby w boską sprawiedliwość
Wierząc wszyscy uszli z miasta
Mnie w Sodomy murach zginąć
Bo tu miłość moja zgasła
Na stracenie gna głupota
Gdy ja stoję jak słup soli
Wstecz patrząca żona Lota
Jedna którą przeszłość boli
2013
sobota, 13 kwietnia 2013
Punk
Świat w cuchnące pchają bagno
Napędzani pazernością
Ludzkość w pieniądz zmienić pragną
Zachęceni jej biernością
Zakłamana burżuazja
Liberalizm sączy w żyły
Każda dobra jest okazja
By się hieny bogaciły
Wmawia kłapiąc gębą tłustą
By sponsorów udobruchać
Biskup z lagą że ubóstwo
To jedynie jest stan ducha
Burżuazja pierdolona
Sączy w żyły liberalizm
Mogą masy w biedzie konać
Byle wzrastał kapitalizm
Nie daj diabłu siebie sprzedać
By cię kupił nie daj skusić
Tylko wtedy zginie bieda
Gdy pijawki się wydusi
Pierdolona burżuazja
Liberalizm w żyły sączy
Co dzień mija nas okazja
By się wyzysk buntem skończył
2013
Napędzani pazernością
Ludzkość w pieniądz zmienić pragną
Zachęceni jej biernością
Zakłamana burżuazja
Liberalizm sączy w żyły
Każda dobra jest okazja
By się hieny bogaciły
Wmawia kłapiąc gębą tłustą
By sponsorów udobruchać
Biskup z lagą że ubóstwo
To jedynie jest stan ducha
Burżuazja pierdolona
Sączy w żyły liberalizm
Mogą masy w biedzie konać
Byle wzrastał kapitalizm
Nie daj diabłu siebie sprzedać
By cię kupił nie daj skusić
Tylko wtedy zginie bieda
Gdy pijawki się wydusi
Pierdolona burżuazja
Liberalizm w żyły sączy
Co dzień mija nas okazja
By się wyzysk buntem skończył
2013
niedziela, 10 marca 2013
Na przedwczesny tryumf
Biedy sobie ten napyta
Kto zapomni prawdę znaną -
Góra wtedy jest zdobyta
Gdy się na dół wróci cało
2013
Kto zapomni prawdę znaną -
Góra wtedy jest zdobyta
Gdy się na dół wróci cało
2013
sobota, 9 marca 2013
Dieta cud
Nie wie biolog i profesor
Że jeść młodzi muszą białko
Zadziwiony że żreć nie chcą
Szczawiu razem z ulęgałką
Bo nie po to wszak kolega
Jego stawia nam orliki
By po trawie z piłką biegać
Lecz by szczaw tam zjadać dziki
Sam on w słusznie czas miniony
Zieleninę jadł za dziecka
Choć chciał brzuch mieć wypełniony
W jego głowie dziś jest sieczka
Hipokryta przeczy faktom
Z kumpli mu podobnych paczką
Oby szczaw tym arogantom
Tyłki sczyścił ostrą sraczką
2013
Że jeść młodzi muszą białko
Zadziwiony że żreć nie chcą
Szczawiu razem z ulęgałką
Bo nie po to wszak kolega
Jego stawia nam orliki
By po trawie z piłką biegać
Lecz by szczaw tam zjadać dziki
Sam on w słusznie czas miniony
Zieleninę jadł za dziecka
Choć chciał brzuch mieć wypełniony
W jego głowie dziś jest sieczka
Hipokryta przeczy faktom
Z kumpli mu podobnych paczką
Oby szczaw tym arogantom
Tyłki sczyścił ostrą sraczką
2013
czwartek, 7 marca 2013
Mara
Gdybym to mógł słowem nazwać! Ja tak cię kocham! Nigdy nie myślałem, że może się z człowiekiem stać coś takiego... Twoje uśmiechy, które odsłaniają serce, jakby zdejmowały z niego zasłonę. Twoje czarne, puszyste włosy... Budzę się w nocy i, już nie śpiąc, widzę cię, czuję cię na sercu moim. Minie długa, święta chwila i dopiero wiem, że nie ma nikogo... A odkąd (...) zacząłem patrzeć, coś we mnie rozdmuchuje ogień. Pali się we mnie! Nie wiem, co to płonie, nie wiem, co trawi ten pożar...
Stefan Żeromski
Stefan Żeromski
środa, 6 marca 2013
Dajmonion
Objawia się we mnie jakieś od Boga czy od bóstwa pochodzące zjawisko... Zdarza się to ze mną począwszy od dzieciństwa. Odzywa się głos jakiś wewnętrzny, który, ilekroć się zjawia, odwodzi mię zawsze od tego, cokolwiek w danej chwili zamierzam czynić, sam jednak nie pobudza mię do niczego...
To, co mnie obecnie spotkało, nie było dziełem przypadku: przeciwnie, widoczną dla mnie jest rzeczą, że umrzeć i uwolnić się od trosk życia za lepsze dla mnie sądzono. Dlatego właśnie owo Dajmonion, ów głos wieszczy, nie stawił mi nigdzie oporu.
Platon / Stefan Żeromski
To, co mnie obecnie spotkało, nie było dziełem przypadku: przeciwnie, widoczną dla mnie jest rzeczą, że umrzeć i uwolnić się od trosk życia za lepsze dla mnie sądzono. Dlatego właśnie owo Dajmonion, ów głos wieszczy, nie stawił mi nigdzie oporu.
Platon / Stefan Żeromski
wtorek, 5 marca 2013
Kaming Ałt
Nie miej mi żono - nie miejcie dzieci
Za złe że kryłem prawdę o sobie
Czas przyszedł serce z fałszu wyleczyć -
Kocham mężczyznę - niech świat się dowie
Zbyt długo żyłem w tym zakłamaniu
Butem w normalność wbity przez ludzi
Nie mogę wstępu bronić kochaniu
Z koszmaru lęków pora się zbudzić
I gdy odwagę znalazłem w sobie
Co jest pokarmem dla wolnych istot
Prawdy wam więcej jeszcze dopowiem -
Jestem pedałem i komunistą
I chyba tylko nie jestem żydem
Chociaż być pewnym nie mogę tego
A bardzo szkoda bo mógłbym przy tym
Sprawdzić na sobie miłość bliźniego
Jeśli wciąż nie dość obmierzły jestem
By mi kijami policzyć kości
Dodam z właściwym sobie szyderstwem
Że śmiech mój budzą wasze świętości
2013
Za złe że kryłem prawdę o sobie
Czas przyszedł serce z fałszu wyleczyć -
Kocham mężczyznę - niech świat się dowie
Zbyt długo żyłem w tym zakłamaniu
Butem w normalność wbity przez ludzi
Nie mogę wstępu bronić kochaniu
Z koszmaru lęków pora się zbudzić
I gdy odwagę znalazłem w sobie
Co jest pokarmem dla wolnych istot
Prawdy wam więcej jeszcze dopowiem -
Jestem pedałem i komunistą
I chyba tylko nie jestem żydem
Chociaż być pewnym nie mogę tego
A bardzo szkoda bo mógłbym przy tym
Sprawdzić na sobie miłość bliźniego
Jeśli wciąż nie dość obmierzły jestem
By mi kijami policzyć kości
Dodam z właściwym sobie szyderstwem
Że śmiech mój budzą wasze świętości
2013
poniedziałek, 4 marca 2013
Wiersz O Ściemnianej Pomocy
Wymyślił sprytny dzik w pewnym lesie
Jak nie głodując mrozy przetrzymać -
Zbierze od zwierząt żywność na jesień
A rozda wtedy gdy przyjdzie zima
Gdy zapasami wykarmił wszystkie
Zwierzęta przed nim biły pokłony
Wspaniałym chełpił dzik się pomysłem
Choć przecież żywność miał od karmionych
Powtarzał zbiórki przed każdą zimą
I coraz bardziej rósł w oczach zwierząt
Tuczył się przy tym dzik wraz z rodziną
W misję wybawcy wciąż mocniej wierząc
Krzyczał po lesie że nie przestanie
Braci ratować do świata końca
Z królami puszczy chadzał pod ramię
I chętnie dawał rady fachowca
Aż raz gorączki dzik białej dostał
Gdy łoś co transport miał za zadanie
Na czas jeleniom nie dowiózł owsa
I padły z głodu dwie młode łanie
Wnet dzik zagroził że pomoc wstrzyma
I nie da owsa gdy sprawa taka
Biedne zwierzęta pogrąży zima
Kiedy się skończy łaska owsiaka
2013
Jak nie głodując mrozy przetrzymać -
Zbierze od zwierząt żywność na jesień
A rozda wtedy gdy przyjdzie zima
Gdy zapasami wykarmił wszystkie
Zwierzęta przed nim biły pokłony
Wspaniałym chełpił dzik się pomysłem
Choć przecież żywność miał od karmionych
Powtarzał zbiórki przed każdą zimą
I coraz bardziej rósł w oczach zwierząt
Tuczył się przy tym dzik wraz z rodziną
W misję wybawcy wciąż mocniej wierząc
Krzyczał po lesie że nie przestanie
Braci ratować do świata końca
Z królami puszczy chadzał pod ramię
I chętnie dawał rady fachowca
Aż raz gorączki dzik białej dostał
Gdy łoś co transport miał za zadanie
Na czas jeleniom nie dowiózł owsa
I padły z głodu dwie młode łanie
Wnet dzik zagroził że pomoc wstrzyma
I nie da owsa gdy sprawa taka
Biedne zwierzęta pogrąży zima
Kiedy się skończy łaska owsiaka
2013
niedziela, 3 marca 2013
Prawda
Człowiek, który utożsamił się z prawdą, musi czuć radość, rozkosz, wtedy nawet, gdy został pobity. (...) Wtedy nawet, gdy został zmiażdżony... (...) Taki człowiek w czynie swoim doznaje szczęścia. Objawia prawdę, którą otrzymał, to znaczy wyładowuje szczęście, które w nim jest. W tym musi leżeć takie samo zadowolenie jak w zabiegach i matactwach skąpca albo w szwindlach szachraja giełdowego.
(...) Jakże biednym jest jest ten, kto (...) iść musi nieznaną, straszna drogą. Kto spieszy się do niewiadomego celu, kto idzie, idzie bez końca... Ten "pielgrzym, co się w drodze trudzi przy blaskach gromu..."
(...) Duch ludzki jest niezbadany jak ocean. Spojrzyjcie w siebie... Czy nie zobaczycie tam ciemnej otchłani, w której nikt nie był? O której nikt nic nie wie? Siłą przymusu ani żadną inną nie może być wytrzebione to (...). Wierzę mocno, że w tym duchu nieogarniętym sto tysięcy razy więcej jest dobra (...) w nim wszystko, prawie wszystko jest dobre. Niech tylko będzie wyzwolone! Wtedy okaże się, że złe zginie... (...) Mówi mi o tym... Dajmonion. (...) Mówi mi o tym coś boskiego, co jest we mnie. (...) Mówi mi to w głębi serca. W jakimś podziemiu to słyszę...
Stefan Żeromski
(...) Jakże biednym jest jest ten, kto (...) iść musi nieznaną, straszna drogą. Kto spieszy się do niewiadomego celu, kto idzie, idzie bez końca... Ten "pielgrzym, co się w drodze trudzi przy blaskach gromu..."
(...) Duch ludzki jest niezbadany jak ocean. Spojrzyjcie w siebie... Czy nie zobaczycie tam ciemnej otchłani, w której nikt nie był? O której nikt nic nie wie? Siłą przymusu ani żadną inną nie może być wytrzebione to (...). Wierzę mocno, że w tym duchu nieogarniętym sto tysięcy razy więcej jest dobra (...) w nim wszystko, prawie wszystko jest dobre. Niech tylko będzie wyzwolone! Wtedy okaże się, że złe zginie... (...) Mówi mi o tym... Dajmonion. (...) Mówi mi o tym coś boskiego, co jest we mnie. (...) Mówi mi to w głębi serca. W jakimś podziemiu to słyszę...
Stefan Żeromski
sobota, 2 marca 2013
Pavor nocturnus
Ludzie, którzy wsiadali do tego balonu, znali śmierć dokładniej niż życie. Widzieli białe pola, szkliste od lodu, w blasku zorzy polarnej. Widzieli tam siebie samotnych i ją, z daleka przychodzącą. Widzieli ją przez całą zimę w ciepłych, wygodnych mieszkaniach, wśród banalnych rozmów z subtelnymi kobietami. I oto pewnego dnia wstali i wyszli na spotkanie tej nieznajomej. Żebym mógł wytworzyć w sobie taki spokój!
(...) Umrzeć dlatego, że taka jest moja wola, umrzeć wtedy, kiedy chcę, kiedy ja chcę, ja - pan, duch, i za to, co biorę pod moją silną rękę, co ja biorę w obronę. (...) Chodzi o to, żeby obudzić się ze snu i śmierć, gdyby stanęła przy naszym wezgłowiu, powitać z takim samym uśmiechem jak kwietniowy poranek. O, Boże! Nie bać się śmierci...
(...) To jest (...) bezmiernie trudne. Dla innych ludzi zresztą nie jest ta sprawa (...) tak ważna (...). Ale dla nas, nieszczęśników z chorymi nerwami... Można zwalczyć obawę śmierci jako takiej, jej samej: ale nie podobna, dla mnie nie podobna, zdusić obawy czegoś, bojaźni niespodziewanej, dzieciątka bezsennych nocy.
(...) Gdybym (...) tak był obudził (...) tego z przewybornymi nerwami, tego z nerwami jak stalowe liny, i powiedział mu: - Człowieku, zaraz umrzesz... - widzielibyśmy, co by się z nim działo! Byłby dygotał, byłby się wił po ziemi, modlił się i mdlał ze strachu. A ja, który sam tu marzyłem w proch zamieniony, którego nerwy zdawały się błądzić po wszechświecie, ja, chory, dotykałem jej palcem, wyzywałem ja na rękę, patrzyłem na nią z moją ironią jak na człowieka, którego nienawidzę. (...) Ja z nią walczę. Raz ja zwyciężam, kiedy indziej ona. (...) Oto siedzę tu (...), jestem spokojny i wesoły. Nie wiem nawet, czy może istnieć smutek. Co to jest smutek? Nic o nim nie wiem. Jestem jak filister, którego śmiech by ogarnął, gdyby mu kto mówił, że jest na ziemi dojrzały człowiek, który się "czegoś" boi. A oto może minąć godzina i stanie nade mną to bezosobowe widmo. Zacznę się bać samotności, zacznę cierpieć tak strasznie, tak przerażająco! W języku ludzi nie ma na to imienia. Pavor... Tylko straszliwa muzyka (...) czasami roztworzy podwoje tego cmentarza, gdzie w skrwawionych dołach leżą obdarte trupy, gdzie w nocy wiecznej wyje płacz jakiejś istności ludzkiej, która straciła rozum i błądzi, błądzi bez końca, szukając ratunku. (...) Dla mnie na ziemi nie ma miejsca. (...) Zawsze i wszędzie widzę odbity świat w sobie, w mojej duszy nieszczęsnej. Gdy się nie spodzieję, wybucha tam wściekły gniew przeciw jakiejś podłości dawno widzianej, zbudzi mię ze snu, przypomni wszystko, ukaże wszystko... Gniew bezsilny, a im bardziej bezsilny, tym większy!
(...) Jakieś nie znane mi wzruszenie leży we mnie, pomimo mej wiedzy, jak złodziej, który się zakradł do mego mieszkania i wyłazi ze swej kryjówki dopiero w nocy. Podłości, nadużycia, łajdactwa, krzywdy, niedole... Przechodzę obok tego ze spokojem, z zimnym spokojem, kopię to nogą, pluje na to. Mówię sobie zawsze te najwyższe, najpotężniejsze, te boskie słowa, które z cieniów języka rodu ludzkiego On wyjął: " Co mnie i tobie, niewiasto?" I, nie wiedząc wcale, wlokę w sobie zarazę.
(...) Ja mam zanadto wyedukowaną świadomość. To jest ścierwo obolałe! Nieszczęściem, katuszą jest posiadanie prawdy. Zanadto duża przestrzeń leży między nią a padołem (...).
Stefan Żeromski
(...) Umrzeć dlatego, że taka jest moja wola, umrzeć wtedy, kiedy chcę, kiedy ja chcę, ja - pan, duch, i za to, co biorę pod moją silną rękę, co ja biorę w obronę. (...) Chodzi o to, żeby obudzić się ze snu i śmierć, gdyby stanęła przy naszym wezgłowiu, powitać z takim samym uśmiechem jak kwietniowy poranek. O, Boże! Nie bać się śmierci...
(...) To jest (...) bezmiernie trudne. Dla innych ludzi zresztą nie jest ta sprawa (...) tak ważna (...). Ale dla nas, nieszczęśników z chorymi nerwami... Można zwalczyć obawę śmierci jako takiej, jej samej: ale nie podobna, dla mnie nie podobna, zdusić obawy czegoś, bojaźni niespodziewanej, dzieciątka bezsennych nocy.
(...) Gdybym (...) tak był obudził (...) tego z przewybornymi nerwami, tego z nerwami jak stalowe liny, i powiedział mu: - Człowieku, zaraz umrzesz... - widzielibyśmy, co by się z nim działo! Byłby dygotał, byłby się wił po ziemi, modlił się i mdlał ze strachu. A ja, który sam tu marzyłem w proch zamieniony, którego nerwy zdawały się błądzić po wszechświecie, ja, chory, dotykałem jej palcem, wyzywałem ja na rękę, patrzyłem na nią z moją ironią jak na człowieka, którego nienawidzę. (...) Ja z nią walczę. Raz ja zwyciężam, kiedy indziej ona. (...) Oto siedzę tu (...), jestem spokojny i wesoły. Nie wiem nawet, czy może istnieć smutek. Co to jest smutek? Nic o nim nie wiem. Jestem jak filister, którego śmiech by ogarnął, gdyby mu kto mówił, że jest na ziemi dojrzały człowiek, który się "czegoś" boi. A oto może minąć godzina i stanie nade mną to bezosobowe widmo. Zacznę się bać samotności, zacznę cierpieć tak strasznie, tak przerażająco! W języku ludzi nie ma na to imienia. Pavor... Tylko straszliwa muzyka (...) czasami roztworzy podwoje tego cmentarza, gdzie w skrwawionych dołach leżą obdarte trupy, gdzie w nocy wiecznej wyje płacz jakiejś istności ludzkiej, która straciła rozum i błądzi, błądzi bez końca, szukając ratunku. (...) Dla mnie na ziemi nie ma miejsca. (...) Zawsze i wszędzie widzę odbity świat w sobie, w mojej duszy nieszczęsnej. Gdy się nie spodzieję, wybucha tam wściekły gniew przeciw jakiejś podłości dawno widzianej, zbudzi mię ze snu, przypomni wszystko, ukaże wszystko... Gniew bezsilny, a im bardziej bezsilny, tym większy!
(...) Jakieś nie znane mi wzruszenie leży we mnie, pomimo mej wiedzy, jak złodziej, który się zakradł do mego mieszkania i wyłazi ze swej kryjówki dopiero w nocy. Podłości, nadużycia, łajdactwa, krzywdy, niedole... Przechodzę obok tego ze spokojem, z zimnym spokojem, kopię to nogą, pluje na to. Mówię sobie zawsze te najwyższe, najpotężniejsze, te boskie słowa, które z cieniów języka rodu ludzkiego On wyjął: " Co mnie i tobie, niewiasto?" I, nie wiedząc wcale, wlokę w sobie zarazę.
(...) Ja mam zanadto wyedukowaną świadomość. To jest ścierwo obolałe! Nieszczęściem, katuszą jest posiadanie prawdy. Zanadto duża przestrzeń leży między nią a padołem (...).
Stefan Żeromski
piątek, 1 marca 2013
List do innego świata
"Cóż pocznę bez ciebie! Życie moje zostało przy Tobie, całe serce, cała dusza. Zdaje mi się ciągle, że któreś z nas umarło, a drugie błąka się po ziemi wśród nieskończonego cmentarza... W duszy mojej jęczy przeraźliwy dźwięk dzwonu. Jak jąkała wymawia sylaby pewnego wyrazu, którego dosłyszeć nie mogę..."
Stefan Żeromski
Stefan Żeromski
środa, 20 lutego 2013
Leśna windykacja
Chciała wiewiórka nieco powiększyć
Zapas żołędzi przed ostrą zimą
Dzik jej pożyczył na krótki termin
I w środku zimy czas spłaty minął
Na nic tłumaczyć chciała dzikowi
Że zjadła wszystko i skąd wziąć nie wie
Dzik dług odsprzedać zdążył lisowi
Już lis futerko rudej przetrzepie
Zając na próżno litości błagał
Choć oddał marchew sarnom w terminie
Lis miał w papierach wielki bałagan
Szaraka darcie skóry nie minie
Wilk nie pożyczał nic od nikogo
Lecz lis od niego też żądał spłaty
Gdy wilk przecherę przywitał wrogo
Sąd go niedźwiedzi posłał za kraty
I tak lis chytry trząsł całym lasem
I pasł się krzywdą z niedźwiedzim klanem
A wystarczyło zebrać się razem
I towarzystwo przegnać szemrane
2013
Zapas żołędzi przed ostrą zimą
Dzik jej pożyczył na krótki termin
I w środku zimy czas spłaty minął
Na nic tłumaczyć chciała dzikowi
Że zjadła wszystko i skąd wziąć nie wie
Dzik dług odsprzedać zdążył lisowi
Już lis futerko rudej przetrzepie
Zając na próżno litości błagał
Choć oddał marchew sarnom w terminie
Lis miał w papierach wielki bałagan
Szaraka darcie skóry nie minie
Wilk nie pożyczał nic od nikogo
Lecz lis od niego też żądał spłaty
Gdy wilk przecherę przywitał wrogo
Sąd go niedźwiedzi posłał za kraty
I tak lis chytry trząsł całym lasem
I pasł się krzywdą z niedźwiedzim klanem
A wystarczyło zebrać się razem
I towarzystwo przegnać szemrane
2013
wtorek, 19 lutego 2013
Dziewczyna w cierniowej koronie
Miła moja - żal mi ciebie
Spójrz - przez ciebie zdycham w lochu
Sznur na szyi - cóż powiedzieć
Wiesz że konam tak po trochu
Gniję w grzechu - podły nędznik
Ty w nieznanym dla mnie kraju
Czuję ciebie głód zwierzęcy
Czym jest wina? - nie ma raju
Miła moja - czyż nie byłaś
Wczoraj zdrowa? - dzisiaj martwa
Bóg co nam anioły zsyła
Z tym od śmierci ciebie zabrał
Ból i lęki mi zostawił
By się za mną licho wlekło
W kości nie gra lecz się bawi
Raju nie ma - tylko piekło
Spójrz na ziemię - jak w grobowcu
Pieniądz zdusił uczuć ciepło
Choć kwiat ściele diabłu do stóp
Znajdę ciebie - wiem na pewno!
2013
inspiracja: Kat
Spójrz - przez ciebie zdycham w lochu
Sznur na szyi - cóż powiedzieć
Wiesz że konam tak po trochu
Gniję w grzechu - podły nędznik
Ty w nieznanym dla mnie kraju
Czuję ciebie głód zwierzęcy
Czym jest wina? - nie ma raju
Miła moja - czyż nie byłaś
Wczoraj zdrowa? - dzisiaj martwa
Bóg co nam anioły zsyła
Z tym od śmierci ciebie zabrał
Ból i lęki mi zostawił
By się za mną licho wlekło
W kości nie gra lecz się bawi
Raju nie ma - tylko piekło
Spójrz na ziemię - jak w grobowcu
Pieniądz zdusił uczuć ciepło
Choć kwiat ściele diabłu do stóp
Znajdę ciebie - wiem na pewno!
2013
inspiracja: Kat
poniedziałek, 18 lutego 2013
Długie noce
Nie żyję z lękiem
Bo gdy sam będę
Będzie mi lepiej
Niż było przedtem
Blask mnie oświetla
W którym dojrzeję
Już nie pamiętam
Dawnego siebie
Te długie noce
Gdy czuć jest łatwo
Spadam... odchodzę...
I gaśnie światło
Opadać pragnę
Czuć to wrażenie
Aż miękko spadnę
W bezpieczną ziemię
Dusza mi będzie
Za przyjaciela
Zawsze i wszędzie
Ze mną od teraz
Światło to wezmę
Pokazać żeby
Zawsze już będę
Lepszym niż kiedyś
Te długie noce
Gdy czuć jest łatwo
Spadam... odchodzę...
I gaśnie światło
Opadać pragnę
Czuć to wrażenie
Aż miękko spadnę
W bezpieczną ziemię
2013
swobodna interpretacja : Eddie Vedder
Bo gdy sam będę
Będzie mi lepiej
Niż było przedtem
Blask mnie oświetla
W którym dojrzeję
Już nie pamiętam
Dawnego siebie
Te długie noce
Gdy czuć jest łatwo
Spadam... odchodzę...
I gaśnie światło
Opadać pragnę
Czuć to wrażenie
Aż miękko spadnę
W bezpieczną ziemię
Dusza mi będzie
Za przyjaciela
Zawsze i wszędzie
Ze mną od teraz
Światło to wezmę
Pokazać żeby
Zawsze już będę
Lepszym niż kiedyś
Te długie noce
Gdy czuć jest łatwo
Spadam... odchodzę...
I gaśnie światło
Opadać pragnę
Czuć to wrażenie
Aż miękko spadnę
W bezpieczną ziemię
2013
swobodna interpretacja : Eddie Vedder
niedziela, 17 lutego 2013
Łza
Ta łza co spływa z oczu moich
Pali mi duszę żrącym płynem
Rana wciąż krwawa przez to boli
Że wtedy ciebie opuściłem
Że tak znękana odchodziłaś
A mnie nie mogło być przy tobie
Dręczy mnie wieczna moja wina
I nie przestanie dręczyć w grobie
Miałem nadzieję że po latach
Być mi przestaniesz cierniem w oku
Czas dziurę w sercu mi załata
I że odnajdę w sobie spokój
Jednak los na to nie pozwolił
I choć ta miłość zakazana
Nie mogła zmienić bogów woli
Wybacz i ulżyj mi kochana
2013
parafraza: Adam Asnyk
Pali mi duszę żrącym płynem
Rana wciąż krwawa przez to boli
Że wtedy ciebie opuściłem
Że tak znękana odchodziłaś
A mnie nie mogło być przy tobie
Dręczy mnie wieczna moja wina
I nie przestanie dręczyć w grobie
Miałem nadzieję że po latach
Być mi przestaniesz cierniem w oku
Czas dziurę w sercu mi załata
I że odnajdę w sobie spokój
Jednak los na to nie pozwolił
I choć ta miłość zakazana
Nie mogła zmienić bogów woli
Wybacz i ulżyj mi kochana
2013
parafraza: Adam Asnyk
sobota, 16 lutego 2013
Meteoryt
Czas miejsce i masa
Odległość kąt prędkość
Wyliczone w NASA
Z dokładnością wielką
Nie czas na sceptycyzm
Cuda czy zabobon
Widzi mierzy liczy
To szkiełko i oko
W niebo wzrok zwrócony
W punkt taki a taki
Gdy z nieznanej strony
Ręka pisze znaki
Pękają połacie
Szyb w szkła ostre kliny
Wiedzcie że nie znacie
Dnia ani godziny
Wszystko pod kontrolą
Znane i zbadane
Zgodnie z ludzką wolą
Mane tekel fares
2013
Odległość kąt prędkość
Wyliczone w NASA
Z dokładnością wielką
Nie czas na sceptycyzm
Cuda czy zabobon
Widzi mierzy liczy
To szkiełko i oko
W niebo wzrok zwrócony
W punkt taki a taki
Gdy z nieznanej strony
Ręka pisze znaki
Pękają połacie
Szyb w szkła ostre kliny
Wiedzcie że nie znacie
Dnia ani godziny
Wszystko pod kontrolą
Znane i zbadane
Zgodnie z ludzką wolą
Mane tekel fares
2013
piątek, 15 lutego 2013
Epitafium dla miliardera
Umarł miliarder - ogromna szkoda
Nieśmiertelności nie zdołał kupić
Chociaż przez całe życie handlował -
Z prochu powstałeś - w proch się obrócisz
2013
Nieśmiertelności nie zdołał kupić
Chociaż przez całe życie handlował -
Z prochu powstałeś - w proch się obrócisz
2013
czwartek, 14 lutego 2013
Chwała olimpizmowi
Zapomnij dawnych Greków amforę
Z której poznałeś pierwsze igrzyska
Z wykonującym rzut dyskobolem
Z zapaśnikami w walki uściskach
Dziś tłuste dupy zza wielkiej wody -
Dla których Nike to butów marka
Olimp aparat znaczy cyfrowy -
Sport zabijają w kupieckich targach
Im przynieść krocie musi impreza
Zwabić klienta ma przed ekrany
By przy okazji towar ich zeżarł
Dając koncernom zysk pożądany
Ci którzy dyski z UFO kojarzą
Zapasy - z durnym dla głupców cyrkiem
Na ich produktów żarcie cię skażą
Byś był debilem z opasłym tyłkiem
Komercja zgniotła piękna ideał
Przejadł zapaśnik się z dyskobolem
Pierwszy już może z maty się zbierać
Drugiemu zmieni dysk się na colę
2013
Z której poznałeś pierwsze igrzyska
Z wykonującym rzut dyskobolem
Z zapaśnikami w walki uściskach
Dziś tłuste dupy zza wielkiej wody -
Dla których Nike to butów marka
Olimp aparat znaczy cyfrowy -
Sport zabijają w kupieckich targach
Im przynieść krocie musi impreza
Zwabić klienta ma przed ekrany
By przy okazji towar ich zeżarł
Dając koncernom zysk pożądany
Ci którzy dyski z UFO kojarzą
Zapasy - z durnym dla głupców cyrkiem
Na ich produktów żarcie cię skażą
Byś był debilem z opasłym tyłkiem
Komercja zgniotła piękna ideał
Przejadł zapaśnik się z dyskobolem
Pierwszy już może z maty się zbierać
Drugiemu zmieni dysk się na colę
2013
środa, 13 lutego 2013
W truskawkowym smaku
Wśród truskawek krzaków z nosami przy ziemi
Rwaliśmy owoce nabrzmiałe szkarłatem
Perły z czoła niosły naturze zapłatę
Gdy żar nam słoneczny krew rozgrzaną pienił
Pająk siecią objął spleśniałą jagodę
Której ręka ludzka w porę nie zebrała
W innej ślimak mieścił śliską miękkość ciała
Przedkładając także przejrzałe nad młode
Gdy głowę schyliłem by zajrzeć pod liście
Skronią skórę twoją musnąłem bezwiednie
I pożar rozniecił impuls jeden ledwie
Ciężar nasz w sok zmienił truskawkowe kiście
I stały się krzewy pieszczoty świadkami
Posłaniem zielonym w rubinowe cętki
Gdzie wino rozkoszy spijał język prędki
A świat wielki przestał istnieć poza nami
Dopiero mnie chmura siwa starej pleśni
Z amoku dzikiego na powrót wyrwała
Pojąłem że język zimną wilgoć pieści
Truskawkowych wzniesień umarłego ciała
2013
inspiracja: Bolesław Leśmian
Rwaliśmy owoce nabrzmiałe szkarłatem
Perły z czoła niosły naturze zapłatę
Gdy żar nam słoneczny krew rozgrzaną pienił
Pająk siecią objął spleśniałą jagodę
Której ręka ludzka w porę nie zebrała
W innej ślimak mieścił śliską miękkość ciała
Przedkładając także przejrzałe nad młode
Gdy głowę schyliłem by zajrzeć pod liście
Skronią skórę twoją musnąłem bezwiednie
I pożar rozniecił impuls jeden ledwie
Ciężar nasz w sok zmienił truskawkowe kiście
I stały się krzewy pieszczoty świadkami
Posłaniem zielonym w rubinowe cętki
Gdzie wino rozkoszy spijał język prędki
A świat wielki przestał istnieć poza nami
Dopiero mnie chmura siwa starej pleśni
Z amoku dzikiego na powrót wyrwała
Pojąłem że język zimną wilgoć pieści
Truskawkowych wzniesień umarłego ciała
2013
inspiracja: Bolesław Leśmian
wtorek, 12 lutego 2013
Znak
Właśnie jubileusz zbliżał się wspaniały
Dnia gdy bazylikę wiernym wyświęcono
Gdy korony z miedzi z piety pospadały -
Maryi korona z Jezusa koroną
Korony te wprawdzie nie były tam zawsze
Lecz mnisi z klasztoru co strzegli kościoła
Ozdobili świętym głowy miedzi blaskiem
By przed majestatem korniej chylić czoła
Mnich który mocował insygnia figurkom
Przysiągł że rzetelnie wykonał robotę
Przeor zaś wyjaśnił parafianom krótko -
Bóg chce by miedziane zastąpiono złotem
Zaraz też owieczki poruszone cudem
Zniosły biżuterię i obrączki ślubne
Aby mnisi topiąc je w korony grube
Opłacili w niebie ich nałogi zgubne
I tak jubileusz przebiegnie jak trzeba
Papa w Rzymie wota poświęci swą ręką
Dzięki tobie boże za znak prosto z nieba
Oraz za przeora pobożność tak wielką
2013
Dnia gdy bazylikę wiernym wyświęcono
Gdy korony z miedzi z piety pospadały -
Maryi korona z Jezusa koroną
Korony te wprawdzie nie były tam zawsze
Lecz mnisi z klasztoru co strzegli kościoła
Ozdobili świętym głowy miedzi blaskiem
By przed majestatem korniej chylić czoła
Mnich który mocował insygnia figurkom
Przysiągł że rzetelnie wykonał robotę
Przeor zaś wyjaśnił parafianom krótko -
Bóg chce by miedziane zastąpiono złotem
Zaraz też owieczki poruszone cudem
Zniosły biżuterię i obrączki ślubne
Aby mnisi topiąc je w korony grube
Opłacili w niebie ich nałogi zgubne
I tak jubileusz przebiegnie jak trzeba
Papa w Rzymie wota poświęci swą ręką
Dzięki tobie boże za znak prosto z nieba
Oraz za przeora pobożność tak wielką
2013
poniedziałek, 11 lutego 2013
Społeczeństwo
Jest to dla mnie tajemnicą
Skąd się bierze nasza chciwość
By mieć więcej niż potrzeba
A tak wolnym być się nie da
Społeczeństwo oszalałe
Nie wspomnicie o mnie z żalem
Kiedy chcesz mieć niż masz więcej
Niż myślisz że trzeba
I gdy myślisz niż chcesz więcej
Myśl jak krew wylewa
Trzeba dla mych myśli
Znaleźć Większe Miejsce
Bo gdy więcej masz niż myślisz
Większa ci potrzebna przestrzeń
Społeczeństwo oszalałe
Nie wspomnicie o mnie z żalem
Tak szalone i tak szczwane
Nie zabraknie mnie wam wcale
Są też tacy co mniej więcej
Że mniej to jest więcej myślą
Lecz jeśli tak to w efekcie
Po co starać się na przyszłość?
Gdy im więcej się zdobędzie
Posiadało mniej się będzie
Jakbyś ruszał z końca drogi
A nie możesz tego zrobić
Społeczeństwo oszalałe
Nie wspomnicie o mnie z żalem
Tak szalone i tak szczwane
Nie zabraknie mnie wam wcale
Miejcie dla mnie zmiłowanie
Uszanujcie moje zdanie
Tak szalone i tak szczwane
Nie zabraknie mnie wam wcale
2013
swobodne tłumaczenie z: Eddie Vedder
Skąd się bierze nasza chciwość
By mieć więcej niż potrzeba
A tak wolnym być się nie da
Społeczeństwo oszalałe
Nie wspomnicie o mnie z żalem
Kiedy chcesz mieć niż masz więcej
Niż myślisz że trzeba
I gdy myślisz niż chcesz więcej
Myśl jak krew wylewa
Trzeba dla mych myśli
Znaleźć Większe Miejsce
Bo gdy więcej masz niż myślisz
Większa ci potrzebna przestrzeń
Społeczeństwo oszalałe
Nie wspomnicie o mnie z żalem
Tak szalone i tak szczwane
Nie zabraknie mnie wam wcale
Są też tacy co mniej więcej
Że mniej to jest więcej myślą
Lecz jeśli tak to w efekcie
Po co starać się na przyszłość?
Gdy im więcej się zdobędzie
Posiadało mniej się będzie
Jakbyś ruszał z końca drogi
A nie możesz tego zrobić
Społeczeństwo oszalałe
Nie wspomnicie o mnie z żalem
Tak szalone i tak szczwane
Nie zabraknie mnie wam wcale
Miejcie dla mnie zmiłowanie
Uszanujcie moje zdanie
Tak szalone i tak szczwane
Nie zabraknie mnie wam wcale
2013
swobodne tłumaczenie z: Eddie Vedder
niedziela, 10 lutego 2013
Na kolejny weekend ♫
Ja uwielbiam kląć
Ona też klnie
Gdy patrzy na mnie
Bo dobrze to wie
Że mogę skląć
Gdy z nerwów wprost
W szał wpadnę
Z moją dziewczyną razem często głośno klnę
I nie ukrywam - sprawia to przyjemność
Ona też klnie
Gdy patrzy na mnie
Bo dobrze to wie
Że mogę skląć
Gdy z nerwów wprost
W szał wpadnę
Z moją dziewczyną razem często głośno klnę
I nie ukrywam - sprawia to przyjemność
Tak jak to cham - tylko trochę wnerwię się
I nie żałuje ona gdy klnie ze mną
Grzeczne słowa upodleniem dla mnie są
Klnąc życie czuję - smakuje jak wino
I każdą chwilę pragnę sprofanować bo
Jest tego warta - życie mnie zmieniło
Bo ja strasznie klnę, bo strasznie klnę, bo...
Ja uwielbiam kląć
Ona też klnie
Gdy patrzy na mnie
Bo dobrze to wie
Że mogę skląć
Gdy z nerwów wprost
W szał wpadnę
2013
♫ parafraza: weekend
I nie żałuje ona gdy klnie ze mną
Grzeczne słowa upodleniem dla mnie są
Klnąc życie czuję - smakuje jak wino
I każdą chwilę pragnę sprofanować bo
Jest tego warta - życie mnie zmieniło
Bo ja strasznie klnę, bo strasznie klnę, bo...
Ja uwielbiam kląć
Ona też klnie
Gdy patrzy na mnie
Bo dobrze to wie
Że mogę skląć
Gdy z nerwów wprost
W szał wpadnę
2013
♫ parafraza: weekend
sobota, 9 lutego 2013
Świńska demokracja
Świnie ras kilku w chlewie zebrane
Postanowiły plan w życie wcielić
Że gdy dla wszystkich koryto małe
Rasy wybiorą przedstawicieli
Miał przedstawiciel dla swojej rasy
Zadbać by dobre dostała żarcie
W zamian co lepsze zżerał frykasy
Z pełnym od swoich druhów poparciem
Lecz gdy za dużo locha łyknęła
Własna ją rasa chciała odwołać
Wybrać nowego przedstawiciela -
Świnię pokraczną i brzydką zgoła
Nie chciały inne tej za partnera -
Zapominając w protestach o tym
Że każda rasa sama wybiera -
Chwaliły chciwej lochy przymioty
Gospodarz chować mógł owoc zgniły
Lecz w chlewie świnie są sobie władzą -
Choć na jej wybór ryjem kręciły
Teraz odwołać lochy nie dadzą
Ta - chcąc odkupić pazerność swoją -
Sama z koryta ryj wyjąć miała
Lecz widząc inne że za nią stoją
O rezygnacji wnet zapomniała
A szef jej rasy choć oskarżany
Że gra świniami jak alfa-samiec
Stał przy swych racjach nieubłagany
Klnąc się że opór kołtuństwa złamie
Jednak gdy przyszło do głosowania
Przegrał potyczkę szef z własną rasą
Która się bała lochę wyganiać
Miejsce przy żłobie tym samym tracąc
Tak demokracja w chlewie rządziła
Wśród intryganctwa i mataczenia
Gdzie prócz chciwości największa siła
To hipokryzja i uprzedzenia
2013
Postanowiły plan w życie wcielić
Że gdy dla wszystkich koryto małe
Rasy wybiorą przedstawicieli
Miał przedstawiciel dla swojej rasy
Zadbać by dobre dostała żarcie
W zamian co lepsze zżerał frykasy
Z pełnym od swoich druhów poparciem
Lecz gdy za dużo locha łyknęła
Własna ją rasa chciała odwołać
Wybrać nowego przedstawiciela -
Świnię pokraczną i brzydką zgoła
Nie chciały inne tej za partnera -
Zapominając w protestach o tym
Że każda rasa sama wybiera -
Chwaliły chciwej lochy przymioty
Gospodarz chować mógł owoc zgniły
Lecz w chlewie świnie są sobie władzą -
Choć na jej wybór ryjem kręciły
Teraz odwołać lochy nie dadzą
Ta - chcąc odkupić pazerność swoją -
Sama z koryta ryj wyjąć miała
Lecz widząc inne że za nią stoją
O rezygnacji wnet zapomniała
A szef jej rasy choć oskarżany
Że gra świniami jak alfa-samiec
Stał przy swych racjach nieubłagany
Klnąc się że opór kołtuństwa złamie
Jednak gdy przyszło do głosowania
Przegrał potyczkę szef z własną rasą
Która się bała lochę wyganiać
Miejsce przy żłobie tym samym tracąc
Tak demokracja w chlewie rządziła
Wśród intryganctwa i mataczenia
Gdzie prócz chciwości największa siła
To hipokryzja i uprzedzenia
2013
piątek, 8 lutego 2013
Burza nad rzeką
Nad brzegiem rzeki pokrytej rzęsą
Trzciny na wichrze w zgrzytach się trzęsą
Kurz barwę wrzosu jak zbrodniarz morzy
Porządek rzeczy burzy się w zorzy
Morza burzanów marzą o drzemce
Wierzba w perz wrzyna korzeni ręce
Trzmiel zadurzony skrzydłami wierzga
Z pyłku i miodu warzy się pierzga
Wtem grzmot jak ostrze przerzyna przestrzeń
Burza rozgrzane jątrzy powietrze
Chmurzy się niebo i deszcz jak zwierzę
Rzuca ze wzgórz się w dolin talerze
Sieką rzędami krople niezgorzej
A ziemi rzeźba pęka jak orzech
Kucharz co ziemią rządzi sos warzy
Z pieprzu rzadkiego i gorzkich jarzyn
Deszcz - wprzód rzęsisty - korzy się w wierze
Rzęzi nim w rzece wody swe zbierze
Wpierw rześki rzeźwy tarzał się gniewnie
Teraz jak pacierz rzępoli rzewnie
U stóp ołtarza macierzy ziemi
Rzekłbyś - po rzezi zmierzch czas odmienił
Brzóz i jarzębin korzysta rzesza
Strumienia rzemień suszę rozgrzesza
A rzeka krętym płynie kołnierzem
Piskorz z węgorzem wznoszą pęcherze
Przy rzece wierzchem rzęsą pokrytej
Trzciny po burzy chrzęszczą ze zgrzytem
2013
Trzciny na wichrze w zgrzytach się trzęsą
Kurz barwę wrzosu jak zbrodniarz morzy
Porządek rzeczy burzy się w zorzy
Morza burzanów marzą o drzemce
Wierzba w perz wrzyna korzeni ręce
Trzmiel zadurzony skrzydłami wierzga
Z pyłku i miodu warzy się pierzga
Wtem grzmot jak ostrze przerzyna przestrzeń
Burza rozgrzane jątrzy powietrze
Chmurzy się niebo i deszcz jak zwierzę
Rzuca ze wzgórz się w dolin talerze
Sieką rzędami krople niezgorzej
A ziemi rzeźba pęka jak orzech
Kucharz co ziemią rządzi sos warzy
Z pieprzu rzadkiego i gorzkich jarzyn
Deszcz - wprzód rzęsisty - korzy się w wierze
Rzęzi nim w rzece wody swe zbierze
Wpierw rześki rzeźwy tarzał się gniewnie
Teraz jak pacierz rzępoli rzewnie
U stóp ołtarza macierzy ziemi
Rzekłbyś - po rzezi zmierzch czas odmienił
Brzóz i jarzębin korzysta rzesza
Strumienia rzemień suszę rozgrzesza
A rzeka krętym płynie kołnierzem
Piskorz z węgorzem wznoszą pęcherze
Przy rzece wierzchem rzęsą pokrytej
Trzciny po burzy chrzęszczą ze zgrzytem
2013
czwartek, 7 lutego 2013
Odrobina luksusu
Leżę w ciemności cichej i ciepłej
Śpi połowica trzpiotki i młody
Rozkosz w słuchawkach nerwy telepie
Niezasłużone dla mnie nagrody
Łosoś na zimno w cieście francuskim
I łyk swojskiego wina z owoców
Spokój przychodzi w noc tę nieludzki
Raj potępieniec na moment poczuł
Oto się staję niebieskim ptakiem
Zda mi się nawet że nieba sięgnę
Warto być żywym przez chwile takie
Te ponoć tylko są w życiu piękne
2013
Śpi połowica trzpiotki i młody
Rozkosz w słuchawkach nerwy telepie
Niezasłużone dla mnie nagrody
Łosoś na zimno w cieście francuskim
I łyk swojskiego wina z owoców
Spokój przychodzi w noc tę nieludzki
Raj potępieniec na moment poczuł
Oto się staję niebieskim ptakiem
Zda mi się nawet że nieba sięgnę
Warto być żywym przez chwile takie
Te ponoć tylko są w życiu piękne
2013
środa, 6 lutego 2013
Nie jestem poetą
Poeta pisze czarno na białym
Gdy coś go wzruszy i ma natchnienie
Poeta rzeźbi dłutem wspaniałym
Lekko z polotem i rozrzewnieniem
Muska obchodzi wznosi uświęca
Kluczy maskuje okrywa czarem
Jego poezja jak cześć dziewczęca
Szkło tym piękniejsze im mniej jest trwałe
Ja piszę bólem krwią oraz gniewem
Piszę bo to jest moja morfina
Bruzdy wyrzynam paznokciem w drzewie
Z kunsztem i taktem chamskiego syna
Ryję rozgniatam hańbię opluwam
Prosto po chłopsku brudno i z mostu
Wiersze ohydne jak stara kurwa
A ja alfonsem jestem po prostu
2013
Gdy coś go wzruszy i ma natchnienie
Poeta rzeźbi dłutem wspaniałym
Lekko z polotem i rozrzewnieniem
Muska obchodzi wznosi uświęca
Kluczy maskuje okrywa czarem
Jego poezja jak cześć dziewczęca
Szkło tym piękniejsze im mniej jest trwałe
Ja piszę bólem krwią oraz gniewem
Piszę bo to jest moja morfina
Bruzdy wyrzynam paznokciem w drzewie
Z kunsztem i taktem chamskiego syna
Ryję rozgniatam hańbię opluwam
Prosto po chłopsku brudno i z mostu
Wiersze ohydne jak stara kurwa
A ja alfonsem jestem po prostu
2013
wtorek, 5 lutego 2013
NOTES 36 - Mgła
Pełznie coś w ciszy gęste i chłodne
By mu nie uciec oczy zasłania
Dusi tak samo dziecko i drania
Usta do ziemi cisnąc wilgotnej
Światło przygasza kradnąc kontury
Przez rozpylenie w miliardy cząstek
Wszystko co znane staje się obce
Gubią się w biegu oślepłe szczury
Błądzę w oparach bladych śmiertelnie
Oczy szukają kształtów prawdziwych
Nim śmierć uściskiem wszystko obejmie
Ludzie i duchy jak w lustrze krzywym
To idą do mnie to precz ode mnie
Czy martwy jestem czy jeszcze żywy?
2013
By mu nie uciec oczy zasłania
Dusi tak samo dziecko i drania
Usta do ziemi cisnąc wilgotnej
Światło przygasza kradnąc kontury
Przez rozpylenie w miliardy cząstek
Wszystko co znane staje się obce
Gubią się w biegu oślepłe szczury
Błądzę w oparach bladych śmiertelnie
Oczy szukają kształtów prawdziwych
Nim śmierć uściskiem wszystko obejmie
Ludzie i duchy jak w lustrze krzywym
To idą do mnie to precz ode mnie
Czy martwy jestem czy jeszcze żywy?
2013
poniedziałek, 4 lutego 2013
Szopka jest najważniejsza
Dziś parada przebierańców
I dla ludu są igrzyska
Wystawiane przez wybrańców
Z malowanym fałszem w pyskach
Naśmiewają się z małostek
I z dystansem są do siebie
O tym jakże to żałosne
Widowisko nikt z nich nie wie
To co dzisiaj jest z uśmiechem
Co z rezerwą i na żarty
Jutro smutnym wróci echem
Los maluczkim niosąc czarny
Ci co klepią się po plecach
Wnet do gardeł skoczą sobie
W pył rozwieje się ta heca
Gdy się zaczną żreć przy żłobie
Wtedy będzie już na serio
To co teraz tak zabawne -
Próżność chamstwo i pazerność
Hipokryzja draństwo jawne
Wróci tępa kołtuneria
I głupota i sprzedajność -
Lud przy szopce się rozerwał
Codzienności cuchnie łajno
A bezmyślna durna klaka
Której szoł ten gęby szczerzył
Jak im każą będzie skakać
Bo elitom święcie wierzy
Rok przeminie i wybrańcy
Utuczeni z mediów szumem
Wrócą śmiać się w strojach krasnych
I ocieplać wizerunek
Nie pojmują tego wieprze
Że z obłudy rżą tak własnej
Może byłoby to śmieszne
Gdy nie byłoby tak straszne
2013
I dla ludu są igrzyska
Wystawiane przez wybrańców
Z malowanym fałszem w pyskach
Naśmiewają się z małostek
I z dystansem są do siebie
O tym jakże to żałosne
Widowisko nikt z nich nie wie
To co dzisiaj jest z uśmiechem
Co z rezerwą i na żarty
Jutro smutnym wróci echem
Los maluczkim niosąc czarny
Ci co klepią się po plecach
Wnet do gardeł skoczą sobie
W pył rozwieje się ta heca
Gdy się zaczną żreć przy żłobie
Wtedy będzie już na serio
To co teraz tak zabawne -
Próżność chamstwo i pazerność
Hipokryzja draństwo jawne
Wróci tępa kołtuneria
I głupota i sprzedajność -
Lud przy szopce się rozerwał
Codzienności cuchnie łajno
A bezmyślna durna klaka
Której szoł ten gęby szczerzył
Jak im każą będzie skakać
Bo elitom święcie wierzy
Rok przeminie i wybrańcy
Utuczeni z mediów szumem
Wrócą śmiać się w strojach krasnych
I ocieplać wizerunek
Nie pojmują tego wieprze
Że z obłudy rżą tak własnej
Może byłoby to śmieszne
Gdy nie byłoby tak straszne
2013
niedziela, 3 lutego 2013
Światła
Boli gdy czuję
Boli gdy słyszę
Ból twarz w twarz z bólem
Boli ukrycie
Bolą dotknięcia
I budzić wciąż się
Boli pamiętać
Trzymać się ciągle
Ból bez wytchnienia
Życia pustego
Męka pragnienia
Trwania ciągłego
Zabijający
Ból zagubienia
Mózg mi wyłączcie
Na zawsze
Teraz
2013
swobodne tłumaczenie z: archive
Boli gdy słyszę
Ból twarz w twarz z bólem
Boli ukrycie
Bolą dotknięcia
I budzić wciąż się
Boli pamiętać
Trzymać się ciągle
Ból bez wytchnienia
Życia pustego
Męka pragnienia
Trwania ciągłego
Zabijający
Ból zagubienia
Mózg mi wyłączcie
Na zawsze
Teraz
2013
swobodne tłumaczenie z: archive
sobota, 2 lutego 2013
Na drugi weekend ♫
Tak - rumień i świąd
Ona już trze
I patrzy na mnie
Bo dobrze to wie
Że to jej mocz
I wnet znów kropla spadnie
Mojej dziewczynie zdarza często moczyć się
I jest uryna sprawą nieprzyjemną
Jak ją wąchać tylko kot jej jeden wie
Gdy z niej paruje opar lilie więdną
W jej galotach już codziennie plamy są
Wonie jej czuję - tak smakuje wilgoć
I w każdej chwili pragnę poratować ją
Bez tego szparka kisi się niemiło
O, nie pragnę jej, nie pragnę jej, o...
Tak - rumień i świąd
Ona już trze
I patrzy na mnie
Bo dobrze to wie
Że to jej mocz
I wnet znów kropla spadnie
2013
♫ parafraza: weekend
Ona już trze
I patrzy na mnie
Bo dobrze to wie
Że to jej mocz
I wnet znów kropla spadnie
Mojej dziewczynie zdarza często moczyć się
I jest uryna sprawą nieprzyjemną
Jak ją wąchać tylko kot jej jeden wie
Gdy z niej paruje opar lilie więdną
W jej galotach już codziennie plamy są
Wonie jej czuję - tak smakuje wilgoć
I w każdej chwili pragnę poratować ją
Bez tego szparka kisi się niemiło
O, nie pragnę jej, nie pragnę jej, o...
Tak - rumień i świąd
Ona już trze
I patrzy na mnie
Bo dobrze to wie
Że to jej mocz
I wnet znów kropla spadnie
2013
♫ parafraza: weekend
piątek, 1 lutego 2013
Ku pokrzepieniu
Nie dane ci było
Umrzeć a pragnąłeś
Nie zabiła miłość
Starczyła by boleć
I żyć musisz teraz
Chociaż jak żyć nie wiesz
Aby plon móc zbierać
Śmierć potrzebna w glebie
Jednak zbędny kamień
Wesprzeć może węgieł
A co podeptane
Wzrosnąć w rzeczy wielkie
I tak ten odrzucony
Przez ludzi kaleka
Godzien jest - nie oni -
Miana nadczłowieka
Im bardziej szczęśliwy
Tym cięższe odejście
A kto chce być żywy
Wkrótce martwym będzie
Ty zaś co ze wstrętem
Patrzysz w przyszłość czarną
Zyskasz życie piękne
I miłość umarłą
2013
Umrzeć a pragnąłeś
Nie zabiła miłość
Starczyła by boleć
I żyć musisz teraz
Chociaż jak żyć nie wiesz
Aby plon móc zbierać
Śmierć potrzebna w glebie
Jednak zbędny kamień
Wesprzeć może węgieł
A co podeptane
Wzrosnąć w rzeczy wielkie
I tak ten odrzucony
Przez ludzi kaleka
Godzien jest - nie oni -
Miana nadczłowieka
Im bardziej szczęśliwy
Tym cięższe odejście
A kto chce być żywy
Wkrótce martwym będzie
Ty zaś co ze wstrętem
Patrzysz w przyszłość czarną
Zyskasz życie piękne
I miłość umarłą
2013
środa, 30 stycznia 2013
Otwórzcie oczy
Jakże patrzeć mam i milczeć?
Jakże słuchać mam w spokoju?
Głosu w sobie nie uciszę
On nie daje mi wyboru
Ten ze stali kto nie czuje
Bez emocji głaz jest zimny
Otoczony cmentarz murem
Trup cuchnący sokiem gnilnym
Chociaż chciałbym być ponadto
Patrzeć z boku chłodnym okiem
Serce we mnie by zamarło
Sobie stałbym sam się wrogiem
Skutek łączy się z przyczyną
Rozum z sercem idą zgodnie
Z krwią do mózgu wnioski płyną
Zamieniając mnie w pochodnię
Muszę krzyczeć muszę płonąć
Ogniem z wnętrza parzyć wokół
Stać się wzrokiem dla milionów
Pozbawionych zmysłu wzroku
Dłonie w pięści się ściskają
Rwie przekleństwo się na usta
Świat podpalić by się chciało
Po jałowych deptać mózgach
Ślepcem głupcom zda się prorok
Na pustyni cisza głucha
Zanim jemu głos odbiorą
Musi odejść - nikt nie słucha
2013
Jakże słuchać mam w spokoju?
Głosu w sobie nie uciszę
On nie daje mi wyboru
Ten ze stali kto nie czuje
Bez emocji głaz jest zimny
Otoczony cmentarz murem
Trup cuchnący sokiem gnilnym
Chociaż chciałbym być ponadto
Patrzeć z boku chłodnym okiem
Serce we mnie by zamarło
Sobie stałbym sam się wrogiem
Skutek łączy się z przyczyną
Rozum z sercem idą zgodnie
Z krwią do mózgu wnioski płyną
Zamieniając mnie w pochodnię
Muszę krzyczeć muszę płonąć
Ogniem z wnętrza parzyć wokół
Stać się wzrokiem dla milionów
Pozbawionych zmysłu wzroku
Dłonie w pięści się ściskają
Rwie przekleństwo się na usta
Świat podpalić by się chciało
Po jałowych deptać mózgach
Ślepcem głupcom zda się prorok
Na pustyni cisza głucha
Zanim jemu głos odbiorą
Musi odejść - nikt nie słucha
2013
wtorek, 29 stycznia 2013
Znów
Na części mnie rozdzierasz
Druzgoczesz moje wnętrza
Wznosiłaś jak nadzieja
By teraz mnie pognębiać
Lecz gdybym cię opuścił
Czy mógłbym śmiać się znowu?
Gdy miłość bym porzucił
Czy śmiać się miałbym powód?
Ty znowu mnie zabijasz
Czy wciąż w twej głowie jestem?
Promykiem dla mnie byłaś
By zabrać mi powietrze
Lecz gdybym cię opuścił
Czy mógłbym śmiać się znowu?
Gdy miłość bym porzucił
Czy śmiać się miałbym powód?
I tracę ciebie znowu
Zwijając się do wnętrza
Wznosiłem cię do lotu
By teraz w ziemię wdeptać
Gdy mi odbierasz miłość
Na części mnie rozdzierasz
A poprzez swoją bliskość
Rozgniatasz moje trzewia
Bo bez twojej miłości
Pogrążam się w szaleństwie
I smutek we mnie gości
By zostać ze mną wiecznie
Na części mnie rozdzierasz
Druzgoczesz moje wnętrza
Gdy miłość mi odbierasz
(Wznosiłaś jak nadzieja)
Druzgoczesz moje wnętrza
(By teraz mnie pognębiać)
W poczuciu twej bliskości
Pogrążam się w szaleństwie
I smutek we mnie gości
By zostać ze mną wiecznie
Na części mnie rozdziera
Lecz jak - już nie wiem tego
W kawałkach jestem teraz
I nie wiem też dlaczego
Gdy miłość mi odbierasz...
2013
swobodne tłumaczenie z: archive
Druzgoczesz moje wnętrza
Wznosiłaś jak nadzieja
By teraz mnie pognębiać
Lecz gdybym cię opuścił
Czy mógłbym śmiać się znowu?
Gdy miłość bym porzucił
Czy śmiać się miałbym powód?
Ty znowu mnie zabijasz
Czy wciąż w twej głowie jestem?
Promykiem dla mnie byłaś
By zabrać mi powietrze
Lecz gdybym cię opuścił
Czy mógłbym śmiać się znowu?
Gdy miłość bym porzucił
Czy śmiać się miałbym powód?
I tracę ciebie znowu
Zwijając się do wnętrza
Wznosiłem cię do lotu
By teraz w ziemię wdeptać
Gdy mi odbierasz miłość
Na części mnie rozdzierasz
A poprzez swoją bliskość
Rozgniatasz moje trzewia
Bo bez twojej miłości
Pogrążam się w szaleństwie
I smutek we mnie gości
By zostać ze mną wiecznie
Na części mnie rozdzierasz
Druzgoczesz moje wnętrza
Gdy miłość mi odbierasz
(Wznosiłaś jak nadzieja)
Druzgoczesz moje wnętrza
(By teraz mnie pognębiać)
W poczuciu twej bliskości
Pogrążam się w szaleństwie
I smutek we mnie gości
By zostać ze mną wiecznie
Na części mnie rozdziera
Lecz jak - już nie wiem tego
W kawałkach jestem teraz
I nie wiem też dlaczego
Gdy miłość mi odbierasz...
2013
swobodne tłumaczenie z: archive
poniedziałek, 28 stycznia 2013
Kompania
Przepijam do ciebie
Wierny przyjacielu
Którą noc już nie wiem
Wypij i nic nie mów
Bez słów mnie rozumiesz
Więc po co tu słowa
Wystarczy by trunek
Z bólu wyratował
Tylko tyś mi został
Który nie odmawiasz
A cisza śródnocna
Oczy nam zakrwawia
Znasz wszystkie porażki
I czujesz podobnie
Z tobą świat mniej straszny
Gdy przepijasz do mnie
Nie wstydź więc się druha
Wzgardę kryjąc w oku
Kiedy w lustrze szukam
Przyjaznego wzroku
2013
Wierny przyjacielu
Którą noc już nie wiem
Wypij i nic nie mów
Bez słów mnie rozumiesz
Więc po co tu słowa
Wystarczy by trunek
Z bólu wyratował
Tylko tyś mi został
Który nie odmawiasz
A cisza śródnocna
Oczy nam zakrwawia
Znasz wszystkie porażki
I czujesz podobnie
Z tobą świat mniej straszny
Gdy przepijasz do mnie
Nie wstydź więc się druha
Wzgardę kryjąc w oku
Kiedy w lustrze szukam
Przyjaznego wzroku
2013
sobota, 26 stycznia 2013
Na weekend ♫
Ja uwielbiam to
Ona znów chce
Gdy patrzy na mnie
Bo dobrze to wie
Że porwę ją
I w seksu otchłań wpadnie
Moja dziewczyna parzy często w nocy się
I nie ukrywam - sprawia to przyjemność
Ja ją kochać tyle mogę - permen jem
I nie żartuję - kochałbym się wieczność
Jest szalona - znów kolejne harce są
Po czym się czuję jakby już mniej miło
Na taką chwilę viagrę kochaś chowa bo
Jest tego warta - nic się nie zmieniło
Bo ja viagrę jem, bo viagrę jem, bo...
Ja uwielbiam to
Ona znów chce
Gdy patrzy na mnie
Bo dobrze to wie
Że porwę ją
I w seksu otchłań wpadnie
2013
♫ parafraza: weekend
Ona znów chce
Gdy patrzy na mnie
Bo dobrze to wie
Że porwę ją
I w seksu otchłań wpadnie
Moja dziewczyna parzy często w nocy się
I nie ukrywam - sprawia to przyjemność
Ja ją kochać tyle mogę - permen jem
I nie żartuję - kochałbym się wieczność
Jest szalona - znów kolejne harce są
Po czym się czuję jakby już mniej miło
Na taką chwilę viagrę kochaś chowa bo
Jest tego warta - nic się nie zmieniło
Bo ja viagrę jem, bo viagrę jem, bo...
Ja uwielbiam to
Ona znów chce
Gdy patrzy na mnie
Bo dobrze to wie
Że porwę ją
I w seksu otchłań wpadnie
2013
♫ parafraza: weekend
piątek, 25 stycznia 2013
Kolejne urodziny
Mija tydzień drugi
I chociaż pamiętam
Czas mi drogi gubi
Wciąż w życia odmętach
Nie trafiam do ciebie
A bywam tak blisko
Kiedy przyjdę - nie wiem
Lecz ty zniesiesz wszystko
Zanurzony w życie
Zatopiony w ludziach
I ten zimny styczeń
Mrożący uczucia
Wyrwać się nie mogę
Z wartkiego krwiobiegu
W twoją skręcić drogę
W brudnym miejskim śniegu
A ty czekasz wiernie
Pośród mrocznych godzin
Czas tak wolno biegnie
On wciąż nie przychodzi
Przeszły urodziny
Kolejne beze mnie
Sama pośród zimy
Czekałaś daremnie
Lecz ja wkrótce przyjdę
Stanę ponad grobem
I rozłąki krzywdę
Wynagrodzę tobie
2013
I chociaż pamiętam
Czas mi drogi gubi
Wciąż w życia odmętach
Nie trafiam do ciebie
A bywam tak blisko
Kiedy przyjdę - nie wiem
Lecz ty zniesiesz wszystko
Zanurzony w życie
Zatopiony w ludziach
I ten zimny styczeń
Mrożący uczucia
Wyrwać się nie mogę
Z wartkiego krwiobiegu
W twoją skręcić drogę
W brudnym miejskim śniegu
A ty czekasz wiernie
Pośród mrocznych godzin
Czas tak wolno biegnie
On wciąż nie przychodzi
Przeszły urodziny
Kolejne beze mnie
Sama pośród zimy
Czekałaś daremnie
Lecz ja wkrótce przyjdę
Stanę ponad grobem
I rozłąki krzywdę
Wynagrodzę tobie
2013
środa, 23 stycznia 2013
Kołysanka
Zaśnij cicho słońce moje
Odwiedź światy sennych marzeń
Nawet się pomyśleć boję
Na co sam cię wkrótce skażę
Ten ideał niewinności
Ufną słodycz dobra wzorzec
W którym iskra boża gości
Ale ostać się nie może
Ten co sam zniszczeniu uległ
Zamiast uczyć się od ciebie
Zdeprawuje ciebie bólem
Gubiąc ziarno w martwej glebie
Zaśnij w swojej śniąc czystości
Nigdy nie waż się dorastać
Niech sen drogi ci uprości
Poprowadzi gwiazda jasna
Szczelnym otocz się pancerzem
By nasz przykład cię ominął
Ukryj w sobie wolne zwierzę
I nie pozwól jemu zginąć
Niech zło zadrży przed snem twoim
Umknie jemu krucha postać
Ten przed śmiercią się ostoi
Kto potrafi dzieckiem zostać
2013
Odwiedź światy sennych marzeń
Nawet się pomyśleć boję
Na co sam cię wkrótce skażę
Ten ideał niewinności
Ufną słodycz dobra wzorzec
W którym iskra boża gości
Ale ostać się nie może
Ten co sam zniszczeniu uległ
Zamiast uczyć się od ciebie
Zdeprawuje ciebie bólem
Gubiąc ziarno w martwej glebie
Zaśnij w swojej śniąc czystości
Nigdy nie waż się dorastać
Niech sen drogi ci uprości
Poprowadzi gwiazda jasna
Szczelnym otocz się pancerzem
By nasz przykład cię ominął
Ukryj w sobie wolne zwierzę
I nie pozwól jemu zginąć
Niech zło zadrży przed snem twoim
Umknie jemu krucha postać
Ten przed śmiercią się ostoi
Kto potrafi dzieckiem zostać
2013
poniedziałek, 21 stycznia 2013
Samotny dzień
Dzień tak samotny
Zstąpił dziś na mnie
Że być już podły
Nie może bardziej
Dni takie winny
Być zakazane
Bo koniec nigdy
Ich nie nastaje
I nie wiem tego
Jak dzień zwyciężyć
Z życia całego
Najsamotniejszy
Dni tak samotne
Być nie powinny
Czuć się podobnie
Nie chcę już nigdy
Jeśli odejdziesz
Chcę z tobą odejść
Gdy śmierć cię weźmie
Żyć też nie mogę
Dłoń moją weźmiesz
I odejdziemy
W najsamotniejszej
Chwili na ziemi
Dzień tak samotny
Dziś mnie ogarnął
W tym tylko dobry
Że jest już za mną
2013
swobodne tłumaczenie z: System Of A Down
Zstąpił dziś na mnie
Że być już podły
Nie może bardziej
Dni takie winny
Być zakazane
Bo koniec nigdy
Ich nie nastaje
I nie wiem tego
Jak dzień zwyciężyć
Z życia całego
Najsamotniejszy
Dni tak samotne
Być nie powinny
Czuć się podobnie
Nie chcę już nigdy
Jeśli odejdziesz
Chcę z tobą odejść
Gdy śmierć cię weźmie
Żyć też nie mogę
Dłoń moją weźmiesz
I odejdziemy
W najsamotniejszej
Chwili na ziemi
Dzień tak samotny
Dziś mnie ogarnął
W tym tylko dobry
Że jest już za mną
2013
swobodne tłumaczenie z: System Of A Down
piątek, 18 stycznia 2013
Błędny jeździec
W wolnych myśli dziki przestwór
Na rydwanie wściekłych koni
Płaszczem zła okryty z wierzchu
Przed rozpaczą naprzód goni
Krwawe oczy mgłą zasnute
Przygryzione w bólu wargi
Wyczulony na obłudę
Woli atak zamiast skargi
Nie zatrzymasz go pochlebstwem
Nie przekupisz złudnym blaskiem
Dotkniętego tym kalectwem
Co rozrywa pęta ciasne
Chociaż zda się śmiesznie słaby
I pokryty szorstką łuską
Mocy kipią w nim pokłady
Serce krwawi krzywdą ludzką
2013
Na rydwanie wściekłych koni
Płaszczem zła okryty z wierzchu
Przed rozpaczą naprzód goni
Krwawe oczy mgłą zasnute
Przygryzione w bólu wargi
Wyczulony na obłudę
Woli atak zamiast skargi
Nie zatrzymasz go pochlebstwem
Nie przekupisz złudnym blaskiem
Dotkniętego tym kalectwem
Co rozrywa pęta ciasne
Chociaż zda się śmiesznie słaby
I pokryty szorstką łuską
Mocy kipią w nim pokłady
Serce krwawi krzywdą ludzką
2013
środa, 16 stycznia 2013
Hejter
Nie popłynę w bagnie waszym
Pełnym łajna smrodliwego
Wolę w dali gdzieś się zaszyć
Niż mieć z wami coś wspólnego
Nie uwierzę w wasze brednie
I na styl wasz się nie zgodzę
Zapomniany prędzej zdechnę
Bo mi z bydłem nie po drodze
Nazywajcie mnie hejterem
W którym kipi żółci głębia
Dla was każdy ten jest zerem
Który siebie nie uwielbia
Ja to gorąc albo zimno
Nigdy ciepła bylejakość
Patrzeć na was mi obrzydło
I stęchliznę wdychać waszą
Ja odczuwam od was mocniej
Ścigać ze mną się nie warto
U was niesmak - u mnie torsje
Wy z niechęcią - ja z pogardą
Gdzieś mam wasze ideały
A idoli za bałwanów
Mnie wystarczy mózg mój mały
By się różnić od baranów
Z podniesionym chodzę czołem
Kiedy wy wciąż na kolanach
Mówić prawdę w oczy wolę
Zamiast butów całowania
Nie możecie mnie poniżyć
Bo nad poziom wasz wyrastam
Wasze skarby dla mnie niczym
Bez wartości wasza łaska
Choć świat łupem wam się zdaje
Ja - odpadem na śmietniku
Widzę w was żałosną zgraję
Naśladowczych niewolników
2013
Pełnym łajna smrodliwego
Wolę w dali gdzieś się zaszyć
Niż mieć z wami coś wspólnego
Nie uwierzę w wasze brednie
I na styl wasz się nie zgodzę
Zapomniany prędzej zdechnę
Bo mi z bydłem nie po drodze
Nazywajcie mnie hejterem
W którym kipi żółci głębia
Dla was każdy ten jest zerem
Który siebie nie uwielbia
Ja to gorąc albo zimno
Nigdy ciepła bylejakość
Patrzeć na was mi obrzydło
I stęchliznę wdychać waszą
Ja odczuwam od was mocniej
Ścigać ze mną się nie warto
U was niesmak - u mnie torsje
Wy z niechęcią - ja z pogardą
Gdzieś mam wasze ideały
A idoli za bałwanów
Mnie wystarczy mózg mój mały
By się różnić od baranów
Z podniesionym chodzę czołem
Kiedy wy wciąż na kolanach
Mówić prawdę w oczy wolę
Zamiast butów całowania
Nie możecie mnie poniżyć
Bo nad poziom wasz wyrastam
Wasze skarby dla mnie niczym
Bez wartości wasza łaska
Choć świat łupem wam się zdaje
Ja - odpadem na śmietniku
Widzę w was żałosną zgraję
Naśladowczych niewolników
2013
piątek, 11 stycznia 2013
Wyrokowiec
Skrócili mi wyrok
Wyszedłem z więzienia
Wszystko się zmieniło
W ciągu pokolenia
Zewsząd mnie pytają
Wścibscy dziennikarze
Czym chciałbym się zająć
O czym teraz marzę
Jakie to uczucie
Być znów na wolności
Czy żyć się nauczę
Pośród normalności
Cóż - pamiętam jeszcze
Czas mojej młodości -
Wolni nie jesteście
Brak tu normalności
Marzyć nie ma o czym
Wszystko już stracone
Mój czas mnie przeskoczył
Idę w swoją stronę
Za zbrodnię przez lata
Siedziałem w więzieniach
Za zabicie świata
Dla was kary nie ma
2013
Wyszedłem z więzienia
Wszystko się zmieniło
W ciągu pokolenia
Zewsząd mnie pytają
Wścibscy dziennikarze
Czym chciałbym się zająć
O czym teraz marzę
Jakie to uczucie
Być znów na wolności
Czy żyć się nauczę
Pośród normalności
Cóż - pamiętam jeszcze
Czas mojej młodości -
Wolni nie jesteście
Brak tu normalności
Marzyć nie ma o czym
Wszystko już stracone
Mój czas mnie przeskoczył
Idę w swoją stronę
Za zbrodnię przez lata
Siedziałem w więzieniach
Za zabicie świata
Dla was kary nie ma
2013
poniedziałek, 7 stycznia 2013
Zbyt długo patrzyłem w słońce
Zbyt długo patrzyłem w słońce
Jasnością wzrok mam spalony
I oczom moim jest obce
To wszystko co widzą oni
Spuszczone noszę powieki
Bo światło razi mnie dzienne
Jedynie księżyc daleki
Odbija wspomnienie senne
Lecz warto było oślepnąć
By choć na chwilę być w niebie
Nieznane poznać im piękno
I stracić wszystko dla ciebie
2013
Jasnością wzrok mam spalony
I oczom moim jest obce
To wszystko co widzą oni
Spuszczone noszę powieki
Bo światło razi mnie dzienne
Jedynie księżyc daleki
Odbija wspomnienie senne
Lecz warto było oślepnąć
By choć na chwilę być w niebie
Nieznane poznać im piękno
I stracić wszystko dla ciebie
2013
niedziela, 30 grudnia 2012
O końcu raz jeszcze
Widziałem we śnie jak pili razem
Pragnąc by ona zabrać ich przyszła
Wzmacniali wódką ostatnie z marzeń
Jeden przegrany drugi artysta
Nad szklanką z cieczą jak łza ich czystą
Gdy świadomości mieli już mało
Coś się uniosło i zanim prysło
Słów kilka do nich wypowiedziało
"Jeszcze nie teraz i nie tak prosto
Prawda jest blisko gdy długo boli
Przyjdę gdy ciernie w serca wam wrosną
I nie będziecie przyjścia świadomi"
2012
Pragnąc by ona zabrać ich przyszła
Wzmacniali wódką ostatnie z marzeń
Jeden przegrany drugi artysta
Nad szklanką z cieczą jak łza ich czystą
Gdy świadomości mieli już mało
Coś się uniosło i zanim prysło
Słów kilka do nich wypowiedziało
"Jeszcze nie teraz i nie tak prosto
Prawda jest blisko gdy długo boli
Przyjdę gdy ciernie w serca wam wrosną
I nie będziecie przyjścia świadomi"
2012
piątek, 28 grudnia 2012
Krótki kurs historii III R.P.
Przewidział klasyk przed laty wielu
Że rewolucji biegu wstrzymanie
Zamiast stawiania jej nowych celów
Wróci demony raz pokonane
Chciwość zawładnie wnet biurokracją
Która uwłaszczy się dobrem wspólnym
Aby się nową stać burżuazją
I kapitalizm wyciągnąć z trumny
Kiedy w praktyce zryw robotniczy
Wykorzystano w kraju nad Wisłą
Aby teorii słowa przećwiczyć
Solidarności marzenie prysło
Pazerny cwaniak napchał kieszenie
Sprzedano z ludźmi razem majątek
Z głów wyczyszczono dawne dążenie
Koniec wmawiając im za początek
2012
Że rewolucji biegu wstrzymanie
Zamiast stawiania jej nowych celów
Wróci demony raz pokonane
Chciwość zawładnie wnet biurokracją
Która uwłaszczy się dobrem wspólnym
Aby się nową stać burżuazją
I kapitalizm wyciągnąć z trumny
Kiedy w praktyce zryw robotniczy
Wykorzystano w kraju nad Wisłą
Aby teorii słowa przećwiczyć
Solidarności marzenie prysło
Pazerny cwaniak napchał kieszenie
Sprzedano z ludźmi razem majątek
Z głów wyczyszczono dawne dążenie
Koniec wmawiając im za początek
2012
środa, 26 grudnia 2012
Betlejemka
Grudniem brodzącym w ciemności
W deszczu siąpiącym ulicą
Tu gdzie szaleńczy trwa pościg
Przemykam celu nie widząc
Zima jak zwykle spóźniona
Bez mrozu przyszła i śniegu
Chłodno kolejny rok kona
Choć w bosko młodym jest wieku
Choinki światłem rozbłysły
Jak cmentarz w święto umarłych
Lecz teraz cieszy to wszystkich
Co smutne było w dniu tamtym
Sztucznością zimne płomyki
I serca z uczuć odarte
Niczym z granitu pomniki
Tego co uczuć jest warte
Myślę o tobie w tym chłodzie
O czasie pięknym choć biednym
Świętach pod śniegiem i w mrozie
Dniach co przez palce przeciekły
Kolejkach w sklepach za niczym
Bez kiczu z Chin zwiezionego
Maślakach w occie w piwnicy
Tak bardzo brak mi jest tego
Gdy czułem skrzydła anielskie
I ty mi byłaś aniołem
Nie gdzieś w przestrzeni nieziemskiej
Lecz tu wśród ludzi na dole
Świąt już bez ciebie z dwadzieścia
A dla mnie tyle co tysiąc
Na starych śmieciach wciąż mieszkam
Jakby na powrót twój licząc
Cóż mi po lampkach błyszczących
Na Skwerze i Świętojańskiej
W tym mieście bardziej wciąż obcy
I martwy jestem wciąż bardziej
Bóg znów się rodzi nie dla mnie
Nie dla mnie miłe prezenty
Obłudnik żłóbkiem się zajmie
Święta rozdrapią pazerni
Utknąłem w drodze do domu
Jak się wydostać stąd nie wiem
Po prawej przystań dla promów
Dym z elektrowni po lewej
Z wiaduktu w górę w ulicę
Która dwa światy rozdziela
W pierwszym wciąż twarz twoją widzę
W drugim umarła nadzieja
I choć to miasto tak inne
I takie jasne i nowe
Tobie by zdało się zimne
Jak blok granitu na grobie
Więc tam gdzie jesteś pozostań
Gdzie grudzień w błocie nie tonie
Po zimie musi przyjść wiosna
I wszystko musi mieć koniec
Fałszywych ludzi zostawię
Świąt niecieszących bez liku
Miasto co od łez słonawe
Bardziej jest niż od Bałtyku
I pójdę tam gdzie anioły
Hosanna wieczna nadziei
Kalendarz świąt nieskończony
I nic już nas nie rozdzieli
2012
inspiracja: Marek Świto
W deszczu siąpiącym ulicą
Tu gdzie szaleńczy trwa pościg
Przemykam celu nie widząc
Zima jak zwykle spóźniona
Bez mrozu przyszła i śniegu
Chłodno kolejny rok kona
Choć w bosko młodym jest wieku
Choinki światłem rozbłysły
Jak cmentarz w święto umarłych
Lecz teraz cieszy to wszystkich
Co smutne było w dniu tamtym
Sztucznością zimne płomyki
I serca z uczuć odarte
Niczym z granitu pomniki
Tego co uczuć jest warte
Myślę o tobie w tym chłodzie
O czasie pięknym choć biednym
Świętach pod śniegiem i w mrozie
Dniach co przez palce przeciekły
Kolejkach w sklepach za niczym
Bez kiczu z Chin zwiezionego
Maślakach w occie w piwnicy
Tak bardzo brak mi jest tego
Gdy czułem skrzydła anielskie
I ty mi byłaś aniołem
Nie gdzieś w przestrzeni nieziemskiej
Lecz tu wśród ludzi na dole
Świąt już bez ciebie z dwadzieścia
A dla mnie tyle co tysiąc
Na starych śmieciach wciąż mieszkam
Jakby na powrót twój licząc
Cóż mi po lampkach błyszczących
Na Skwerze i Świętojańskiej
W tym mieście bardziej wciąż obcy
I martwy jestem wciąż bardziej
Bóg znów się rodzi nie dla mnie
Nie dla mnie miłe prezenty
Obłudnik żłóbkiem się zajmie
Święta rozdrapią pazerni
Utknąłem w drodze do domu
Jak się wydostać stąd nie wiem
Po prawej przystań dla promów
Dym z elektrowni po lewej
Z wiaduktu w górę w ulicę
Która dwa światy rozdziela
W pierwszym wciąż twarz twoją widzę
W drugim umarła nadzieja
I choć to miasto tak inne
I takie jasne i nowe
Tobie by zdało się zimne
Jak blok granitu na grobie
Więc tam gdzie jesteś pozostań
Gdzie grudzień w błocie nie tonie
Po zimie musi przyjść wiosna
I wszystko musi mieć koniec
Fałszywych ludzi zostawię
Świąt niecieszących bez liku
Miasto co od łez słonawe
Bardziej jest niż od Bałtyku
I pójdę tam gdzie anioły
Hosanna wieczna nadziei
Kalendarz świąt nieskończony
I nic już nas nie rozdzieli
2012
inspiracja: Marek Świto
wtorek, 25 grudnia 2012
Grudniowy zmierzch
Dzień się kończy nim się zaczął
Ziąb grudniowy wskroś przeszywa
Czas rozszarpał przeszłość naszą
Liście złudzeń z drzew pozrywał
Patrzę w kształty małych istot
Zabieganych za sztucznością
Czar świateczny dawno prysnął
Tu dla uczuć nazbyt głośno
Tamte lata niby bajka
Jak dzieciństwo utracone
Trzymam się pamięci skrawka
Wzrok kierując w twoją stronę
Jesteś ze mną choć cię nie ma
Coś nadzieję w noc tę rodzi
Którą w święto mi zamieniasz
Gdy z przeszłości tu przychodzisz
2012
Ziąb grudniowy wskroś przeszywa
Czas rozszarpał przeszłość naszą
Liście złudzeń z drzew pozrywał
Patrzę w kształty małych istot
Zabieganych za sztucznością
Czar świateczny dawno prysnął
Tu dla uczuć nazbyt głośno
Tamte lata niby bajka
Jak dzieciństwo utracone
Trzymam się pamięci skrawka
Wzrok kierując w twoją stronę
Jesteś ze mną choć cię nie ma
Coś nadzieję w noc tę rodzi
Którą w święto mi zamieniasz
Gdy z przeszłości tu przychodzisz
2012
poniedziałek, 24 grudnia 2012
Wigilia dla ubogich
Widok żałosny prawdziwie
Gdy burżuj z pyskiem przeżartym
Do kamer mówi w wigilię
Że biednych z serca nakarmi
2012
Gdy burżuj z pyskiem przeżartym
Do kamer mówi w wigilię
Że biednych z serca nakarmi
2012
niedziela, 23 grudnia 2012
W piekle nie brak światła
Pięćset lat po tym jak biały człowiek
Skarbów chcąc Indian błyskotką mamił
Uczucia tracąc i wiarę w sobie
Siebie oszukał świecidełkami
2012
Skarbów chcąc Indian błyskotką mamił
Uczucia tracąc i wiarę w sobie
Siebie oszukał świecidełkami
2012
sobota, 22 grudnia 2012
Dzikim śladem
W ślad za tobą idę nocą
Szukam cieniów za drzewami
Gwiazdy ślepia twoje złocą
Już wykryłeś mnie nozdrzami
Nie ukrywaj się nie lękaj
Mocni wzajem się nie boją
Wiem jak siła twoja wielka
Karmię się wolnością twoją
Bój się tchórza co w obawie
Drżąc z żelazem ciebie tropi
Co noc koszmar śni na jawie
Że mu krzywdę możesz zrobić
Kiedyś tchórzów dopadniemy
Pozbawimy ich żelastwa
Kości ich oddamy ziemi
Oby czas ten szybko nastał
2012
Szukam cieniów za drzewami
Gwiazdy ślepia twoje złocą
Już wykryłeś mnie nozdrzami
Nie ukrywaj się nie lękaj
Mocni wzajem się nie boją
Wiem jak siła twoja wielka
Karmię się wolnością twoją
Bój się tchórza co w obawie
Drżąc z żelazem ciebie tropi
Co noc koszmar śni na jawie
Że mu krzywdę możesz zrobić
Kiedyś tchórzów dopadniemy
Pozbawimy ich żelastwa
Kości ich oddamy ziemi
Oby czas ten szybko nastał
2012
czwartek, 20 grudnia 2012
Czego się boicie?
Niby się nie boją
Niby nikt nie wierzy
Dlaczego więc wkoło
Klepanie pacierzy?
Dlaczego jak mantrą
Zaklinają jutro
Jakby życia marność
Trwała nazbyt krótko?
Koniec przyjść nie może
Bo przecież są plany
Bo już było gorzej
Idzie czas świetlany
Bo mają tak dużo
Tutaj do stracenia
I tak wiele muszą
Siłą swego chcenia
Demokracją swoją
W którą wierzą święcie
Niechaj przegłosują
Że końca nie będzie
Niech swojej jedności
Wykażą się mocą
Koniec do przyszłości
Odległej przeniosą
Czekam jego przyjścia
By zanim sam zginę
Z okazji skorzystać
Zobaczyć ich minę
Widząc wśród paniki
Łez krzyków klątw huku
Jak się stają nikim
Śmiać się do rozpuku
2012
Niby nikt nie wierzy
Dlaczego więc wkoło
Klepanie pacierzy?
Dlaczego jak mantrą
Zaklinają jutro
Jakby życia marność
Trwała nazbyt krótko?
Koniec przyjść nie może
Bo przecież są plany
Bo już było gorzej
Idzie czas świetlany
Bo mają tak dużo
Tutaj do stracenia
I tak wiele muszą
Siłą swego chcenia
Demokracją swoją
W którą wierzą święcie
Niechaj przegłosują
Że końca nie będzie
Niech swojej jedności
Wykażą się mocą
Koniec do przyszłości
Odległej przeniosą
Czekam jego przyjścia
By zanim sam zginę
Z okazji skorzystać
Zobaczyć ich minę
Widząc wśród paniki
Łez krzyków klątw huku
Jak się stają nikim
Śmiać się do rozpuku
2012
wtorek, 18 grudnia 2012
Przekażcie sobie znak pokoju
Miłość pokój miodem w ustach
Blaskiem świeczki roświetlane
Fałsz wciśnięty dzieciom w chustach
Słów i kolęd zarzynaniem
Że też z nieba wiatr nie spadnie
Nie rozrzedzi włosów skrawka
Gdzie ukryte różki zgrabnie
Tak jak ogon w ich nogawkach
Nie potrzeba kolędników
Ni bydlątek sianka żłobka
Lepiej jest przez hipokrytów
Odgrywana fałszu szopka
2012
Blaskiem świeczki roświetlane
Fałsz wciśnięty dzieciom w chustach
Słów i kolęd zarzynaniem
Że też z nieba wiatr nie spadnie
Nie rozrzedzi włosów skrawka
Gdzie ukryte różki zgrabnie
Tak jak ogon w ich nogawkach
Nie potrzeba kolędników
Ni bydlątek sianka żłobka
Lepiej jest przez hipokrytów
Odgrywana fałszu szopka
2012
sobota, 15 grudnia 2012
Wałbrzych
Spojrzałem w węgiel serc biedaszybom
Przy mauzoleum pod krzyżem czarnym
Jak kiedyś tamtym Drezno zabito
Jednym nalotem w czasie koszmarnym
Swój kark ci złamał jedną decyzją
I barbarzyńsko zadusił miasto
Wpisując w ciebie podłe nazwisko
Chciwość głupotę i winę własną
2012
Przy mauzoleum pod krzyżem czarnym
Jak kiedyś tamtym Drezno zabito
Jednym nalotem w czasie koszmarnym
Swój kark ci złamał jedną decyzją
I barbarzyńsko zadusił miasto
Wpisując w ciebie podłe nazwisko
Chciwość głupotę i winę własną
2012
piątek, 14 grudnia 2012
Eugenomachia
Pewien szlachcic z Mysich Piczek
Herbu Szabla czy Ostroga
Lubił ród swój lepszym widzieć
Wywyższonym wolą boga
Honor przejął z szablą dziadów
Przy ojczyźnie trwanie wierne
Uszczęśliwiał pracą chamów
Był opoką wiary świętej
Przed tradycją czoło skłaniał
Odpór modom zgniłym dawał
I nad wszystkie przykazania
Do własności cenił prawa
Gdy przegonił precz czerwonych
Wyjął skryty herb z szuflady
I porządek uświęcony
Wracał z własną wersją prawdy
Już odzyskał kamienicę
Dziadka folwark ojca ziemię
Już prezesem został wice
By wywłaszczać chamskie plemię
Cześć przywrócił dzielnym przodkom
Co sąsiadów mordowali
A za przeszłość jego gorzką
Sąd nawiązkę mu odpalił
Za poparcie dla kolesiów
I pierścieni całowanie
Miał nie robić nikt mu przeszkód
By majętnym stać się panem
Lecz się ślusarz herbu wiertło
Zmówił z chłopem herbu radło
I z kompanii resztą biedną
Kiedy głód im ścisnął gardło
Na ulice wyszli rano
Szlachcicowi z Mysich Piczek
I podobnym mu kompanom
Zamienili herb na stryczek
2012
Herbu Szabla czy Ostroga
Lubił ród swój lepszym widzieć
Wywyższonym wolą boga
Honor przejął z szablą dziadów
Przy ojczyźnie trwanie wierne
Uszczęśliwiał pracą chamów
Był opoką wiary świętej
Przed tradycją czoło skłaniał
Odpór modom zgniłym dawał
I nad wszystkie przykazania
Do własności cenił prawa
Gdy przegonił precz czerwonych
Wyjął skryty herb z szuflady
I porządek uświęcony
Wracał z własną wersją prawdy
Już odzyskał kamienicę
Dziadka folwark ojca ziemię
Już prezesem został wice
By wywłaszczać chamskie plemię
Cześć przywrócił dzielnym przodkom
Co sąsiadów mordowali
A za przeszłość jego gorzką
Sąd nawiązkę mu odpalił
Za poparcie dla kolesiów
I pierścieni całowanie
Miał nie robić nikt mu przeszkód
By majętnym stać się panem
Lecz się ślusarz herbu wiertło
Zmówił z chłopem herbu radło
I z kompanii resztą biedną
Kiedy głód im ścisnął gardło
Na ulice wyszli rano
Szlachcicowi z Mysich Piczek
I podobnym mu kompanom
Zamienili herb na stryczek
2012
środa, 12 grudnia 2012
List z dnia 12-12-12
Gdyby komuś po stu latach
Moje słowa czytać przyszło
(Choć nie wierzę w tego świata
Tak daleką z ludźmi przyszłość)
Niech odpowie czy jest jeszcze
Gdzieś na ziemi dzikie piękno
Czy człowieka stać na szczęście
Oddychania piersią pełną
Czy wie co to wilka wycie
I żurawi krzyk nad wodą
Czy czas znalazł by przez życie
Z wolnych ludzi iść swobodą
Czy dostrzega w prawdziwości
I naturze skarb ukryty
Czy pogrążył się w sztuczności
Świat do zguby pchając przy tym
Czy zna miłość szczerość przyjaźń
I dostrzega w innych braci
Czy kokonem się owija
Pragnąc tylko się bogacić
Czy tak samo wciąż jest głupi
I w te same brednie wierzy
Czy go łatwo mogą kupić
Zakłamani hochsztaplerzy
Czy świat z biedą się uporał
Nierównością i wyzyskiem
Czy demony te dokoła
Ciągle straszą wrednym pyskiem
Czy wciąż wierzy że możliwe
Jest szczęśliwsze życie ludzi
Czy poglądy ma fałszywe
Że tak zawsze być już musi
Czy powstają nowe wiersze
Czy w ogóle ktoś coś czyta
Czy coś człowiek czuje jeszcze
I rozumie o co pytam
2012
Moje słowa czytać przyszło
(Choć nie wierzę w tego świata
Tak daleką z ludźmi przyszłość)
Niech odpowie czy jest jeszcze
Gdzieś na ziemi dzikie piękno
Czy człowieka stać na szczęście
Oddychania piersią pełną
Czy wie co to wilka wycie
I żurawi krzyk nad wodą
Czy czas znalazł by przez życie
Z wolnych ludzi iść swobodą
Czy dostrzega w prawdziwości
I naturze skarb ukryty
Czy pogrążył się w sztuczności
Świat do zguby pchając przy tym
Czy zna miłość szczerość przyjaźń
I dostrzega w innych braci
Czy kokonem się owija
Pragnąc tylko się bogacić
Czy tak samo wciąż jest głupi
I w te same brednie wierzy
Czy go łatwo mogą kupić
Zakłamani hochsztaplerzy
Czy świat z biedą się uporał
Nierównością i wyzyskiem
Czy demony te dokoła
Ciągle straszą wrednym pyskiem
Czy wciąż wierzy że możliwe
Jest szczęśliwsze życie ludzi
Czy poglądy ma fałszywe
Że tak zawsze być już musi
Czy powstają nowe wiersze
Czy w ogóle ktoś coś czyta
Czy coś człowiek czuje jeszcze
I rozumie o co pytam
2012
niedziela, 9 grudnia 2012
Księżna zapłodniona
Nius na pierwszą stronę w prasie
Numer jeden w wolnych mediach
Promień słońca w życie nasze
Który świat skłócony jedna
Już nie ważne są problemy
Wojny bieda bezrobocie
Jedno tylko wiedzieć chcemy -
Czy dziewczynka to czy chłopiec
Jakże piękny rozmów temat
Ze wzruszenia łzy wyciska
Nic że tłuszcza chleba nie ma
Skoro w mediach są igrzyska
W redaktorów gębach uśmiech
Niech gawiedzi się udziela
Zanim nius następny pójdzie
Że gdzieś dziecko znów umiera
Szczęście książąt wspólnym szczęściem
Dar od boga ludziom dany
Dzisiaj każdy w wolnym świecie
Chciałby wiernym być poddanym
Cóż tam jakaś pielęgniarka
Gdy płodzeni są królowie
Życie to jest przecież walka
Umarł ktoś - niech żyje człowiek!
2012
Numer jeden w wolnych mediach
Promień słońca w życie nasze
Który świat skłócony jedna
Już nie ważne są problemy
Wojny bieda bezrobocie
Jedno tylko wiedzieć chcemy -
Czy dziewczynka to czy chłopiec
Jakże piękny rozmów temat
Ze wzruszenia łzy wyciska
Nic że tłuszcza chleba nie ma
Skoro w mediach są igrzyska
W redaktorów gębach uśmiech
Niech gawiedzi się udziela
Zanim nius następny pójdzie
Że gdzieś dziecko znów umiera
Szczęście książąt wspólnym szczęściem
Dar od boga ludziom dany
Dzisiaj każdy w wolnym świecie
Chciałby wiernym być poddanym
Cóż tam jakaś pielęgniarka
Gdy płodzeni są królowie
Życie to jest przecież walka
Umarł ktoś - niech żyje człowiek!
2012
piątek, 7 grudnia 2012
Salonowemu łowcy nagród
Kiedyś ktoś już zapomniany
Szepnął w ucho bufonowi
Co z osiągnięć mniej był znany
Niż z wydarzeń salonowych:
By uciszyć nie zdołali
Ani kupić cię nagrodą
Gardź wszystkimi nagrodami
Które dali lub dać mogą
2012
Szepnął w ucho bufonowi
Co z osiągnięć mniej był znany
Niż z wydarzeń salonowych:
By uciszyć nie zdołali
Ani kupić cię nagrodą
Gardź wszystkimi nagrodami
Które dali lub dać mogą
2012
środa, 5 grudnia 2012
Right side of life
Think what they let you think
Never foul your own nest
Evil's just thing to blink
Be just like all the rest
Don't you look on the bright side of life
Let your eyes see what is true
Try to look on the RIGHT side of life
To see things you should get through
Keep your heart strong and warm
Keep your mind clear and cool
Playing blind to stay calm
You're the man mean and fool
Don't you look on the bright side of life
Let your eyes see what is true
Try to look on the RIGHT side of life
To see things you should get through
They tell you how to live
Get rid of nasty masks
Don't let them make you kneel
You're not cool when you sucks
Don't you look on the bright side of life
Let your eyes see what is true
Try to look on the RIGHT side of life
To see things you should get through
2012
Never foul your own nest
Evil's just thing to blink
Be just like all the rest
Don't you look on the bright side of life
Let your eyes see what is true
Try to look on the RIGHT side of life
To see things you should get through
Keep your heart strong and warm
Keep your mind clear and cool
Playing blind to stay calm
You're the man mean and fool
Don't you look on the bright side of life
Let your eyes see what is true
Try to look on the RIGHT side of life
To see things you should get through
They tell you how to live
Get rid of nasty masks
Don't let them make you kneel
You're not cool when you sucks
Don't you look on the bright side of life
Let your eyes see what is true
Try to look on the RIGHT side of life
To see things you should get through
2012
wtorek, 4 grudnia 2012
41:28
Choć równie długo w podróży jestem
To droga inna i inne tempo
Inne po czasie tym w drodze miejsce
Której zostało więcej przede mną
Chociaż ciemnymi szedłem drogami
I na niejednej czart stanął nieraz
I choć wciąż w mroku zbłądzę czasami
To kres podróży jeszcze nie teraz
Bólu zaznałem - jak ty - niemało
I też straciłem wiele po drodze
Wstecz patrzę za tym co tam zostało
I też na świat się taki nie godzę
Znalazłem jednak pigułki takie
Co choć nie leczą to ból zmniejszają
I radzę sobie jakoś z tym rakiem
Póki nie całkiem martwe mam ciało
Nie wierzę że się znajdzie lekarstwo
Któryś z przerzutów zakryje niebo
Lecz tym pigułkom ufam tak bardzo
Że mnie przy życiu trzyma placebo
2012
To droga inna i inne tempo
Inne po czasie tym w drodze miejsce
Której zostało więcej przede mną
Chociaż ciemnymi szedłem drogami
I na niejednej czart stanął nieraz
I choć wciąż w mroku zbłądzę czasami
To kres podróży jeszcze nie teraz
Bólu zaznałem - jak ty - niemało
I też straciłem wiele po drodze
Wstecz patrzę za tym co tam zostało
I też na świat się taki nie godzę
Znalazłem jednak pigułki takie
Co choć nie leczą to ból zmniejszają
I radzę sobie jakoś z tym rakiem
Póki nie całkiem martwe mam ciało
Nie wierzę że się znajdzie lekarstwo
Któryś z przerzutów zakryje niebo
Lecz tym pigułkom ufam tak bardzo
Że mnie przy życiu trzyma placebo
2012
środa, 28 listopada 2012
Problem
Tyle problemów mnie utworzyło
Choć dla was zbędny jestem na świecie
Widzę naturę waszą przegniłą
Czego ode mnie oczekujecie?
Wiedzieć czym nie być muszę przynajmniej
Nie oczekujcie bym się litował
Gdy porzuceni będziecie całkiem
By w zawieszeniu odpokutować
Ale wiem jedno i to wam powiem
Że to nie ze mną a w was jest problem
Choćbyś w staraniach sam siebie przeszedł
Zmarniejesz robiąc to czego nie chcesz
Mnie w waszych trybach nie odnajdziecie
Bo żyję tylko gdy wolny jestem
Nogi mnie niosą - wy się ścigajcie
Do samotności - brzuchy spasione
Bez parawanu żyję otwarcie
A wasze mózgi są odwodnione
Problem nie ze mną - problem jest z wami
Wy nim jesteście i wasze plany
Idę ku śmierci lecz nie na ślepo
I nie ustanę póki nie dojdę
Rozkazu nie chcę słuchać waszego
Mnie nie obejmie żaden porządek
Zdawało wam się że wszystko wiecie
Że odgadliście co kryję w głowie
Że już problemów nie ma na świecie
Ale to z wami właśnie jest problem
Problem jest z wami i w waszych planach
Wam go zostawiam do rozwiązania
Chcesz by ktoś ciebie z tego uleczył
Lecz zamkną ciebie i klucz ktoś weźmie
Taki co myśli jest niepotrzebny
To ty masz problem i ty nim jesteś
2012
inspiracja / parafraza: Sex Pistols
Choć dla was zbędny jestem na świecie
Widzę naturę waszą przegniłą
Czego ode mnie oczekujecie?
Wiedzieć czym nie być muszę przynajmniej
Nie oczekujcie bym się litował
Gdy porzuceni będziecie całkiem
By w zawieszeniu odpokutować
Ale wiem jedno i to wam powiem
Że to nie ze mną a w was jest problem
Choćbyś w staraniach sam siebie przeszedł
Zmarniejesz robiąc to czego nie chcesz
Mnie w waszych trybach nie odnajdziecie
Bo żyję tylko gdy wolny jestem
Nogi mnie niosą - wy się ścigajcie
Do samotności - brzuchy spasione
Bez parawanu żyję otwarcie
A wasze mózgi są odwodnione
Problem nie ze mną - problem jest z wami
Wy nim jesteście i wasze plany
Idę ku śmierci lecz nie na ślepo
I nie ustanę póki nie dojdę
Rozkazu nie chcę słuchać waszego
Mnie nie obejmie żaden porządek
Zdawało wam się że wszystko wiecie
Że odgadliście co kryję w głowie
Że już problemów nie ma na świecie
Ale to z wami właśnie jest problem
Problem jest z wami i w waszych planach
Wam go zostawiam do rozwiązania
Chcesz by ktoś ciebie z tego uleczył
Lecz zamkną ciebie i klucz ktoś weźmie
Taki co myśli jest niepotrzebny
To ty masz problem i ty nim jesteś
2012
inspiracja / parafraza: Sex Pistols
niedziela, 25 listopada 2012
Do pospólstwa do chłopstwa do gminu
Herb wasz w żyłach jest nabrzmiałych
W rytych w smutnych twarzach bruzdach
W rodowodzie zapisany
Pierworodny grzech ubóstwa
Dzieci Chama których winą
To że tych dostrzegli nagość
Których wino odurzyło
I mówili o tym na głos
Poniżają was lizusy
W swej obłudzie sami nadzy
Wyklinają ochlapusy
Odurzeni winem władzy
Do was mówię dziś ofiary
Cudzej buty i chciwości
Obarczone przez ciężary
Samozwańczych wielmożności
Butem losu w ziemię wbici
By obumrzeć wśród zgnilizny -
Plon wyrośnie z was obfity
Nierealny sen się wyśni
Spójrzcie jaka w was jest siła
Słyszcie w sobie głos ludzkości
By nikt karku z was nie zginał
W niewolniczej uległości
Biedny głupim być nie musi
Głupi może zerwać z biedą
Gdy się rzeki bieg zawróci
Wszyscy ludzie równi będą
2012
W rytych w smutnych twarzach bruzdach
W rodowodzie zapisany
Pierworodny grzech ubóstwa
Dzieci Chama których winą
To że tych dostrzegli nagość
Których wino odurzyło
I mówili o tym na głos
Poniżają was lizusy
W swej obłudzie sami nadzy
Wyklinają ochlapusy
Odurzeni winem władzy
Do was mówię dziś ofiary
Cudzej buty i chciwości
Obarczone przez ciężary
Samozwańczych wielmożności
Butem losu w ziemię wbici
By obumrzeć wśród zgnilizny -
Plon wyrośnie z was obfity
Nierealny sen się wyśni
Spójrzcie jaka w was jest siła
Słyszcie w sobie głos ludzkości
By nikt karku z was nie zginał
W niewolniczej uległości
Biedny głupim być nie musi
Głupi może zerwać z biedą
Gdy się rzeki bieg zawróci
Wszyscy ludzie równi będą
2012
czwartek, 22 listopada 2012
Przyjaciółki
Cień przyjaciółki tłumił cię zawsze
Ona burzyła w umysłach spokój
Widziałaś przecież jak na nią patrzę
W oczu jej czarnych durząc się mroku
I gdy na randki chodziłem z tobą
To tylko po to by jej być bliżej
Czując że ona musi być obok
Na twoim miejscu pragnąc ją widzieć
Wiedziałaś o tym i się godziłaś
Bo chociaż z was dwóch kochałem tamtą
Ona uczuciem moim gardziła
Ty mnie prócz myśli miałaś na własność
Zmieniałem ciebie by w tobie widzieć
Gesty jej barwy i namiętności
Przez pomiatanie i grad poniżeń
Przez całodzienne nieobecności
I powracałem wieczorem późnym
Płyn zapomnienia piłem do rana
Gwałciłem ciebie i wiersz paskudny
Zapisywałem a ty kochałaś
Nie wiem czy płyn ten czy ból mi serce
Zmęczone w końcu na wskroś przewiercił
Rzuciłem ciebie - Nocy (i wiersze)
Dla przyjaciółki twojej - dla Śmierci
2012
Ona burzyła w umysłach spokój
Widziałaś przecież jak na nią patrzę
W oczu jej czarnych durząc się mroku
I gdy na randki chodziłem z tobą
To tylko po to by jej być bliżej
Czując że ona musi być obok
Na twoim miejscu pragnąc ją widzieć
Wiedziałaś o tym i się godziłaś
Bo chociaż z was dwóch kochałem tamtą
Ona uczuciem moim gardziła
Ty mnie prócz myśli miałaś na własność
Zmieniałem ciebie by w tobie widzieć
Gesty jej barwy i namiętności
Przez pomiatanie i grad poniżeń
Przez całodzienne nieobecności
I powracałem wieczorem późnym
Płyn zapomnienia piłem do rana
Gwałciłem ciebie i wiersz paskudny
Zapisywałem a ty kochałaś
Nie wiem czy płyn ten czy ból mi serce
Zmęczone w końcu na wskroś przewiercił
Rzuciłem ciebie - Nocy (i wiersze)
Dla przyjaciółki twojej - dla Śmierci
2012
poniedziałek, 19 listopada 2012
Koniec świata
Asteroida nie uderzy
I trząść lądy się nie zaczną
Chociaż głupcom w to uwierzyć
Łatwiej jest niż w winę własną
Atak obcych nas nie zniszczy
Nic biegunów nie przesunie
Jednak koniec będzie szybszy
Niż przewidzieć ktoś z was umie
Grób kopiecie sobie sami
Zaciągacie sznur na szyi
Przestrzeganie zda się na nic
Tych co chcą być mądrzejszymi
Instynkt was zabije stadny
Zadepczecie się w histerii
I choć innych też los marny
Wolni są bo nie ulegli
2012
I trząść lądy się nie zaczną
Chociaż głupcom w to uwierzyć
Łatwiej jest niż w winę własną
Atak obcych nas nie zniszczy
Nic biegunów nie przesunie
Jednak koniec będzie szybszy
Niż przewidzieć ktoś z was umie
Grób kopiecie sobie sami
Zaciągacie sznur na szyi
Przestrzeganie zda się na nic
Tych co chcą być mądrzejszymi
Instynkt was zabije stadny
Zadepczecie się w histerii
I choć innych też los marny
Wolni są bo nie ulegli
2012
sobota, 17 listopada 2012
Nie zasypiam, nie budzę się
Chciałem cię różo otulić przed mrozem
Ale od chłodu stwardniały mi dłonie
A ty niewdzięcznie wbiłaś kolce ostre
W ślepej przed ręką życzliwą obronie
Słońce co latem ogień z wyżyn słało
Teraz niemrawo skrada się za mgłami
Umarłym kwiatom w oczy zaglądając
Nim w niebo wzlecą dymem nad polami
Co żywe jeszcze zamiera letargiem
I ludzi czas ten na wpół śpiących czyni
Tylko ja snuję wciąż się trzeźwy całkiem
Niby trup żywy pomiędzy zmarłymi
A gdy znów słońce gorętszym się stanie
Wszystko do życia przebudzi od nowa
Tylko ja jeden półmartwym zostanę
I w noc przed słońcem i życiem się schowam
2012
Ale od chłodu stwardniały mi dłonie
A ty niewdzięcznie wbiłaś kolce ostre
W ślepej przed ręką życzliwą obronie
Słońce co latem ogień z wyżyn słało
Teraz niemrawo skrada się za mgłami
Umarłym kwiatom w oczy zaglądając
Nim w niebo wzlecą dymem nad polami
Co żywe jeszcze zamiera letargiem
I ludzi czas ten na wpół śpiących czyni
Tylko ja snuję wciąż się trzeźwy całkiem
Niby trup żywy pomiędzy zmarłymi
A gdy znów słońce gorętszym się stanie
Wszystko do życia przebudzi od nowa
Tylko ja jeden półmartwym zostanę
I w noc przed słońcem i życiem się schowam
2012
czwartek, 15 listopada 2012
Lala
Słabo myślisz płytko czujesz
Od rozumu większe oczy
Biust ci serce zastępuje
Nogi zdają się nie kończyć
Wszystko w tobie czym gardziłem
Świat twój obcy mi zupełnie
Jednak ciebie dziś wypiję
W twojej pustce się zagłębię
Plastikową bądź mi lalą
Bądź owocem zakazanym
Grą w dzieciństwie obrzydzaną
Snem najbardziej wyuzdanym
Jesteś moim zapomnieniem
Na ból wszelki antidotum
Zbędnych uczuć zagłuszeniem
Narkotykiem po dniach głodu
Gdy umarło to co piękne
I złudzenia precz odeszły
Czym popadnie truć się będę
By nie różnić się od reszty
2012
Od rozumu większe oczy
Biust ci serce zastępuje
Nogi zdają się nie kończyć
Wszystko w tobie czym gardziłem
Świat twój obcy mi zupełnie
Jednak ciebie dziś wypiję
W twojej pustce się zagłębię
Plastikową bądź mi lalą
Bądź owocem zakazanym
Grą w dzieciństwie obrzydzaną
Snem najbardziej wyuzdanym
Jesteś moim zapomnieniem
Na ból wszelki antidotum
Zbędnych uczuć zagłuszeniem
Narkotykiem po dniach głodu
Gdy umarło to co piękne
I złudzenia precz odeszły
Czym popadnie truć się będę
By nie różnić się od reszty
2012
środa, 14 listopada 2012
Słabość tyrana
Niech was nie straszy gniew w moim oku
Krzyki furiata nie przerażają
Bo słabość swoją kryję w ten sposób
Walkę ze sobą samym przegraną
Niczym atleta napinam mięśnie
Samiec którego w stadzie się boją
Lecz wewnątrz tchórzem żałosnym jestem
I was zarażam chorobą swoją
A przecież bez was sens życia tracę
Los w dłoniach kruchą zgina gałązkę
Kiedy są przy mnie gałązki wasze
Niezłomną razem tworzymy wiązkę
Nic wspanialszego dostać nie mogłem
Lecz nie potrafię docenić tego
I chcę was zniszczyć na swoją modłę
Zamiast zaczerpnąć z piękna waszego
2012
Krzyki furiata nie przerażają
Bo słabość swoją kryję w ten sposób
Walkę ze sobą samym przegraną
Niczym atleta napinam mięśnie
Samiec którego w stadzie się boją
Lecz wewnątrz tchórzem żałosnym jestem
I was zarażam chorobą swoją
A przecież bez was sens życia tracę
Los w dłoniach kruchą zgina gałązkę
Kiedy są przy mnie gałązki wasze
Niezłomną razem tworzymy wiązkę
Nic wspanialszego dostać nie mogłem
Lecz nie potrafię docenić tego
I chcę was zniszczyć na swoją modłę
Zamiast zaczerpnąć z piękna waszego
2012
wtorek, 13 listopada 2012
Nowe Campo di Fiori
Campo di Fiori wspomniałem
Widząc bezmyślne stworzenia
W stal oraz szkło oprawiane
Wolność w komercji więzieniach
O sobie dobre mniemanie
Centrum wszechświata własnego
W szaleńców pędzie szukanie
Sukcesu graala świętego
Tych blaskiem złota oślepłych
Zatrutych wiarą w kurs dobry
I tych ideą szlachetnych
Dla której zabić by mogli
Widziałem wszystkich jak wściekle
Ścierwo szarpali na sztuki
Gołębie w dobro oblekłe
Pod spodem czarne jak kruki
Gdy dziecko chore konało
Na stosie diablej obłudy
Starca jak psa wyrzucano
Z domu na siennik do budy
Ojciec na sznurze zawisnął
Gdy z pracy został zwolniony
Tysiące dla których przyszłość
To wyrok niezawiniony
Myślałem o tych ginących
Samotnie - nie solidarnie
Że świat ten dla nich jest obcy
Jak światy dawno wymarłe
I ile do tej jest pory
Gdy ruszą bryłę planety
Na nowym Campo di Fiori
Bunt wznieci słowo poety
2012
inspiracja / zapożyczenia z: Czesław Miłosz
Widząc bezmyślne stworzenia
W stal oraz szkło oprawiane
Wolność w komercji więzieniach
O sobie dobre mniemanie
Centrum wszechświata własnego
W szaleńców pędzie szukanie
Sukcesu graala świętego
Tych blaskiem złota oślepłych
Zatrutych wiarą w kurs dobry
I tych ideą szlachetnych
Dla której zabić by mogli
Widziałem wszystkich jak wściekle
Ścierwo szarpali na sztuki
Gołębie w dobro oblekłe
Pod spodem czarne jak kruki
Gdy dziecko chore konało
Na stosie diablej obłudy
Starca jak psa wyrzucano
Z domu na siennik do budy
Ojciec na sznurze zawisnął
Gdy z pracy został zwolniony
Tysiące dla których przyszłość
To wyrok niezawiniony
Myślałem o tych ginących
Samotnie - nie solidarnie
Że świat ten dla nich jest obcy
Jak światy dawno wymarłe
I ile do tej jest pory
Gdy ruszą bryłę planety
Na nowym Campo di Fiori
Bunt wznieci słowo poety
2012
inspiracja / zapożyczenia z: Czesław Miłosz
poniedziałek, 12 listopada 2012
Sukces po europejsku
Sukces ma znaczenie nowe -
Oto dzięki cięciom ostrym
Można plany ratunkowe
Odwlec do najbliższej wiosny
Kiedy pasa zaciskanie
Skróci męki pacjentowi
Zbędne będzie pożyczanie -
Tak się system sam uzdrowi
Po co wtedy garb ten taszczyć
I dawkować śmierć na raty?
Powystrzelać z miejsca słabszych
Kto przeżyje ten bogaty
2012
Oto dzięki cięciom ostrym
Można plany ratunkowe
Odwlec do najbliższej wiosny
Kiedy pasa zaciskanie
Skróci męki pacjentowi
Zbędne będzie pożyczanie -
Tak się system sam uzdrowi
Po co wtedy garb ten taszczyć
I dawkować śmierć na raty?
Powystrzelać z miejsca słabszych
Kto przeżyje ten bogaty
2012
niedziela, 11 listopada 2012
Bruk horror swojszczyzna
Bruk w powietrzu w dłoniach kije
Puste hasła w tępych głowach
Nim biedota na nich zgnije
Trzeba bruki przeszlifować
Gdy brunatnoczarny demon
Wraca z piekieł budząc przeszłość
Każe święcić nowy Neron
Trupią w zgliszczach niepodległość
Już konałaś w bólach wcześniej
Gdy dusili swoi Polsko
Znów jest strasznie i nieśmiesznie
Za to dumnie i tak swojsko
2012
Puste hasła w tępych głowach
Nim biedota na nich zgnije
Trzeba bruki przeszlifować
Gdy brunatnoczarny demon
Wraca z piekieł budząc przeszłość
Każe święcić nowy Neron
Trupią w zgliszczach niepodległość
Już konałaś w bólach wcześniej
Gdy dusili swoi Polsko
Znów jest strasznie i nieśmiesznie
Za to dumnie i tak swojsko
2012
sobota, 10 listopada 2012
Wiem, że to koniec
O matko - czuję jak ziemia
Na moją wali się głowę
Gdy w puste łóżko się wwlekam...
Starczy - nic więcej nie powiem
Wiem - to koniec lecz trwam jeszcze
Jest gdzieś inne dla mnie miejsce?
Matko - ziemia mnie przygniata
Zobacz - zalać chce mnie morze
Nóż swym ostrzem chce rozpłatać
Myślisz że mi pomóc możesz?
Nie bądź smutna młoda panno
Zadbaj o nią młody panie
I prostacki ją kochanku
Obdarz dobrym traktowaniem
(Czy to miłość spróbuj zgadnąć
Czy to jej wyrachowanie)
Wiem - to koniec lecz trwam jeszcze
Jest gdzieś inne dla mnie miejsce?
Znowu i znów i raz jeszcze...
Wiem - to koniec choć po prawdzie
Nie zaczęło to się przecież
Lecz ja czułem to realnie
I słyszałem cię jak szepczesz:
"Skoro jesteś taki sprytny
To dlaczego sam dziś jesteś?
Tak zabawny i dowcipny -
To dlaczego sam dziś jesteś?
Taki mądry i tak zdolny -
To dlaczego sam dziś jesteś?
Skoro jesteś tak przystojny -
Sam dlaczego w łóżku jesteś?
Wiem dlaczego - dziś jest przecież
Jak z innymi wieczorami
To dlatego sam dziś jesteś
Z sukcesami i wdziękami
Kiedy innych dwoje we śnie
Tuli siebie ramionami"
Łatwo śmiać się nienawidzić
Trzeba siły by być miłym
Koniec koniec koniec koniec
Łatwo śmiać się nienawidzić
Miej odwagę by być miłym
Koniec koniec
Naturalna miłość przecież
Jest i taka rzeczywista
Lecz - kochana - nie dla ciebie
Nie tej nocy - szansa prysła
Naturalna przecież miłość
Jest i taka jest prawdziwa
Nam pisane to nie było
Takich zawsze los wykiwa
O matko - czuję jak ziemia
Na moją wali się głowę...
2012
swobodne tłumaczenie z: The Smiths
Na moją wali się głowę
Gdy w puste łóżko się wwlekam...
Starczy - nic więcej nie powiem
Wiem - to koniec lecz trwam jeszcze
Jest gdzieś inne dla mnie miejsce?
Matko - ziemia mnie przygniata
Zobacz - zalać chce mnie morze
Nóż swym ostrzem chce rozpłatać
Myślisz że mi pomóc możesz?
Nie bądź smutna młoda panno
Zadbaj o nią młody panie
I prostacki ją kochanku
Obdarz dobrym traktowaniem
(Czy to miłość spróbuj zgadnąć
Czy to jej wyrachowanie)
Wiem - to koniec lecz trwam jeszcze
Jest gdzieś inne dla mnie miejsce?
Znowu i znów i raz jeszcze...
Wiem - to koniec choć po prawdzie
Nie zaczęło to się przecież
Lecz ja czułem to realnie
I słyszałem cię jak szepczesz:
"Skoro jesteś taki sprytny
To dlaczego sam dziś jesteś?
Tak zabawny i dowcipny -
To dlaczego sam dziś jesteś?
Taki mądry i tak zdolny -
To dlaczego sam dziś jesteś?
Skoro jesteś tak przystojny -
Sam dlaczego w łóżku jesteś?
Wiem dlaczego - dziś jest przecież
Jak z innymi wieczorami
To dlatego sam dziś jesteś
Z sukcesami i wdziękami
Kiedy innych dwoje we śnie
Tuli siebie ramionami"
Łatwo śmiać się nienawidzić
Trzeba siły by być miłym
Koniec koniec koniec koniec
Łatwo śmiać się nienawidzić
Miej odwagę by być miłym
Koniec koniec
Naturalna miłość przecież
Jest i taka rzeczywista
Lecz - kochana - nie dla ciebie
Nie tej nocy - szansa prysła
Naturalna przecież miłość
Jest i taka jest prawdziwa
Nam pisane to nie było
Takich zawsze los wykiwa
O matko - czuję jak ziemia
Na moją wali się głowę...
2012
swobodne tłumaczenie z: The Smiths
czwartek, 8 listopada 2012
Bajarz - cz. 2.
I we wniosku nabajdurzył
Jak w zwyczaju jest bajarza
Do przyjaciół mając duży
Żal że tak się go obraża
Wyparł więc się prostytucji
Choć gdy diabeł władzą płacił
Wielki strażnik konstytucji
Z własnym zadem sprzedał braci
Nie czuł też się ludobójcą
Dając wszelkie możliwości
Chciwym i obłudnym zbójcom
Lud wykańczać bez litości
I nie trudnił się terrorem
Lecz by piękne mieć igrzyska
Z nieprzychylnych grup oporem
Walcząc knebel w pysk im wciskał
Więc wpuścili przyjaciele
Niegroźnego w próg bajarza -
Im bajając razy wiele
Też osiągnąć cel się zdarza
2012
Jak w zwyczaju jest bajarza
Do przyjaciół mając duży
Żal że tak się go obraża
Wyparł więc się prostytucji
Choć gdy diabeł władzą płacił
Wielki strażnik konstytucji
Z własnym zadem sprzedał braci
Nie czuł też się ludobójcą
Dając wszelkie możliwości
Chciwym i obłudnym zbójcom
Lud wykańczać bez litości
I nie trudnił się terrorem
Lecz by piękne mieć igrzyska
Z nieprzychylnych grup oporem
Walcząc knebel w pysk im wciskał
Więc wpuścili przyjaciele
Niegroźnego w próg bajarza -
Im bajając razy wiele
Też osiągnąć cel się zdarza
2012
środa, 7 listopada 2012
Bajarz - cz. 1.
W nieodległych całkiem czasach
W niedalekim wcale kraju
Miał w stolicy pałac władca
Który kochał bajać naród
Przy okazji każdej baśnią
Zaskakiwał niedorzeczną
Sławiąc chlubną przeszłość własną
Przyrodzone mu szlachectwo
Tak fagasów bawił licznych
Purpuratów od czczych modlitw
Unikając w sposób sprytny
Tych co wyśmiać by go mogli
Lecąc raz ten dumny człowiek
Do przyjaciół za granicę
Wściekł się musząc złożyć wniosek
By otrzymać od nich wizę
Że zapytać śmią niegodnie
Znamienitą głowę państwa
O najbardziej podłe zbrodnie
I przeróżne inne draństwa
2012
W niedalekim wcale kraju
Miał w stolicy pałac władca
Który kochał bajać naród
Przy okazji każdej baśnią
Zaskakiwał niedorzeczną
Sławiąc chlubną przeszłość własną
Przyrodzone mu szlachectwo
Tak fagasów bawił licznych
Purpuratów od czczych modlitw
Unikając w sposób sprytny
Tych co wyśmiać by go mogli
Lecąc raz ten dumny człowiek
Do przyjaciół za granicę
Wściekł się musząc złożyć wniosek
By otrzymać od nich wizę
Że zapytać śmią niegodnie
Znamienitą głowę państwa
O najbardziej podłe zbrodnie
I przeróżne inne draństwa
2012
wtorek, 6 listopada 2012
Piosenka krokodyla Gieny ♫
Niech przechodniów tłum nurza
Się niezdarnie w kałużach
Strumieniami niech leje się deszcz
Nie zobaczy przechodzień
Żaden w takiej pogodzie
Ile w oczach ukrytych mam łez
Wiatr mi smutną gra piosenkę
I odwraca wścibskich wzrok
Urodziny są na szczęście
Jeden raz na rok
Nie przyleci czarodziej
Zepsuł mu się śmigłowiec
Nie mam złudzeń że darmo jest coś
Mogę myśleć życzenie
Lecz i tak nic nie zmienię
Nie odmieni się mój smutny los
Wiatr mi smutną gra piosenkę
I odwraca wścibskich wzrok
Urodziny są na szczęście
Jeden raz na rok
2012
♫ parafraza / na melodię: Песня крокодила Гены
Się niezdarnie w kałużach
Strumieniami niech leje się deszcz
Nie zobaczy przechodzień
Żaden w takiej pogodzie
Ile w oczach ukrytych mam łez
Wiatr mi smutną gra piosenkę
I odwraca wścibskich wzrok
Urodziny są na szczęście
Jeden raz na rok
Nie przyleci czarodziej
Zepsuł mu się śmigłowiec
Nie mam złudzeń że darmo jest coś
Mogę myśleć życzenie
Lecz i tak nic nie zmienię
Nie odmieni się mój smutny los
Wiatr mi smutną gra piosenkę
I odwraca wścibskich wzrok
Urodziny są na szczęście
Jeden raz na rok
2012
♫ parafraza / na melodię: Песня крокодила Гены
poniedziałek, 5 listopada 2012
Drogowskaz
Jeśli bardzo się postarasz
Znaleźć mistrzów swoich zdołasz -
Wodza władcę generała
Mędrca guru czy idola
Dotrzesz tam gdzie oni doszli
Spotkasz razem zgromadzonych
Ludzkie poznasz możliwości
Do tajemnic dopuszczony
Zajmiesz wolne wśród nich miejsce
Dla tych którzy się odważą
Mocno chwycić życia lejce
Słabą grę nadrobić twarzą
I zobaczysz jak tam ciemno
Jak gorąco jest i duszno
Ujrzysz jaką jest pokrętną
Droga co być miała słuszną
Ten któremu tak służyli
Patrząc w oczy im się śmieje
Nie pozwala ani chwili
Jakąkolwiek dać nadzieję
2012
Znaleźć mistrzów swoich zdołasz -
Wodza władcę generała
Mędrca guru czy idola
Dotrzesz tam gdzie oni doszli
Spotkasz razem zgromadzonych
Ludzkie poznasz możliwości
Do tajemnic dopuszczony
Zajmiesz wolne wśród nich miejsce
Dla tych którzy się odważą
Mocno chwycić życia lejce
Słabą grę nadrobić twarzą
I zobaczysz jak tam ciemno
Jak gorąco jest i duszno
Ujrzysz jaką jest pokrętną
Droga co być miała słuszną
Ten któremu tak służyli
Patrząc w oczy im się śmieje
Nie pozwala ani chwili
Jakąkolwiek dać nadzieję
2012
niedziela, 4 listopada 2012
Pluskwy
Ohydnego kwiat robactwa
Krew pijący żywiciela
Nauczony żyć z próźniactwa
Cudzym kosztem się obżerać
W lizusostwie wyszkolony
Klace pochlebstw wymyślaniu
Przymilaniu z każdej strony
Zręcznym soków wysysaniu
Pełnomocnik sekretarzyk
Rzecznik agent czy asystent
Prawa ręka i towarzysz
Oto sprytny pluskiew system
Gotów zrobić z siebie błazna
Żywiciela uznać bóstwem
Byle jego krew upasła
Pasożyta cielsko tłuste
Robaczywe ciało ludzkie
Choć dostojne - trąci trupem
Zdrowy - wolny sam od pluskiew -
Splunie gniotąc je pod butem
2012
Krew pijący żywiciela
Nauczony żyć z próźniactwa
Cudzym kosztem się obżerać
W lizusostwie wyszkolony
Klace pochlebstw wymyślaniu
Przymilaniu z każdej strony
Zręcznym soków wysysaniu
Pełnomocnik sekretarzyk
Rzecznik agent czy asystent
Prawa ręka i towarzysz
Oto sprytny pluskiew system
Gotów zrobić z siebie błazna
Żywiciela uznać bóstwem
Byle jego krew upasła
Pasożyta cielsko tłuste
Robaczywe ciało ludzkie
Choć dostojne - trąci trupem
Zdrowy - wolny sam od pluskiew -
Splunie gniotąc je pod butem
2012
sobota, 3 listopada 2012
Wybawca
Przybądźcie do mnie wy wszyscy
Strapieni którzy jesteście
Gdy obcy zdają się bliscy
Codzienność rani boleśnie
Idący wiecznie samotnie
Choć tak brakuje wam ciepła
Patrzący stojąc przy oknie
W dal gdzie nadzieja uciekła
Przybądźcie życiem zmęczeni
Płaczący cicho nocami
Potrafię wszystko odmienić
Możecie czuć się kochani
W tułaczym pyle zgubieni
Podążcie ze mną pod rękę
Do lepszej wezmę was ziemi
Zakończę sierot udrękę
Otworzyć żyły pomogę
Odepchnąć stołek pod nogą
Krok zrobić w przepaść wzdłuż okien
Przytrzymam głowę pod wodą
Zabiorę cicho jak dzieci
Utulę w ulgi ramionach
W niepamięć przeszłość uleci
Gdy wolę życia pokonam
2012
Strapieni którzy jesteście
Gdy obcy zdają się bliscy
Codzienność rani boleśnie
Idący wiecznie samotnie
Choć tak brakuje wam ciepła
Patrzący stojąc przy oknie
W dal gdzie nadzieja uciekła
Przybądźcie życiem zmęczeni
Płaczący cicho nocami
Potrafię wszystko odmienić
Możecie czuć się kochani
W tułaczym pyle zgubieni
Podążcie ze mną pod rękę
Do lepszej wezmę was ziemi
Zakończę sierot udrękę
Otworzyć żyły pomogę
Odepchnąć stołek pod nogą
Krok zrobić w przepaść wzdłuż okien
Przytrzymam głowę pod wodą
Zabiorę cicho jak dzieci
Utulę w ulgi ramionach
W niepamięć przeszłość uleci
Gdy wolę życia pokonam
2012
piątek, 2 listopada 2012
Morituri te salutant
Spójrz - zastępy idą twoje
Znak twój niosąc na flag szczycie
Na najgorszą z wszystkich wojen
O przetrwanie i dożycie
Rozkaz spełnić są gotowi
Chyba że im nie w smak będzie
By powrócić w chwili trwogi
Klnąc się że nie zdradzą więcej
Pozdrawiają cię okrzykiem
I poddańcze czynią gesty
W walce z twoim przeciwnikiem
Stracisz wszystkich ich bez reszty
Spójrz na pole trupem słane
Martwych leżą tu legiony
Czy bohater czy zaprzaniec
Krzyż na wszystkich postawiony
2012
Znak twój niosąc na flag szczycie
Na najgorszą z wszystkich wojen
O przetrwanie i dożycie
Rozkaz spełnić są gotowi
Chyba że im nie w smak będzie
By powrócić w chwili trwogi
Klnąc się że nie zdradzą więcej
Pozdrawiają cię okrzykiem
I poddańcze czynią gesty
W walce z twoim przeciwnikiem
Stracisz wszystkich ich bez reszty
Spójrz na pole trupem słane
Martwych leżą tu legiony
Czy bohater czy zaprzaniec
Krzyż na wszystkich postawiony
2012
czwartek, 1 listopada 2012
Hymn do śmierci
Boją się ciebie mali
I kryją się daremnie
A tyś jest wielka pani
Szacunek budzisz we mnie
Traktujesz równo wszystkich
I nikt cię nie przekupi
Gdy kosą z ostrzem brzytwy
Ze złudzeń ludzi łupisz
Temida zza przesłony
Zezuje gdy zapłacą
Dół oka pozbawiony
Kieruje kosy pracą
Tyś wzorem jest władczyni
U której względów nie ma
Przywilej ludziom czynisz
Gdy z ziemi ich zabierasz
Uwielbiam kiedy gnidy
Wykaszasz bez litości
Co wielkie były niby
A spadły do nicości
Gdy myślę jak się bały
I chciały się okupić
Majątek został cały
A z nich jest nawóz trupi
Ja sługa tobie wierny
Powitam ciebie szczerze
I dzień ten uznam wielkim
Gdy kośbą mnie zabierzesz
Być może dasz zobaczyć
Co tak skosiłaś młodo
Racz ulżyć tych rozpaczy
Co dłużej żyć nie mogą
2012
I kryją się daremnie
A tyś jest wielka pani
Szacunek budzisz we mnie
Traktujesz równo wszystkich
I nikt cię nie przekupi
Gdy kosą z ostrzem brzytwy
Ze złudzeń ludzi łupisz
Temida zza przesłony
Zezuje gdy zapłacą
Dół oka pozbawiony
Kieruje kosy pracą
Tyś wzorem jest władczyni
U której względów nie ma
Przywilej ludziom czynisz
Gdy z ziemi ich zabierasz
Uwielbiam kiedy gnidy
Wykaszasz bez litości
Co wielkie były niby
A spadły do nicości
Gdy myślę jak się bały
I chciały się okupić
Majątek został cały
A z nich jest nawóz trupi
Ja sługa tobie wierny
Powitam ciebie szczerze
I dzień ten uznam wielkim
Gdy kośbą mnie zabierzesz
Być może dasz zobaczyć
Co tak skosiłaś młodo
Racz ulżyć tych rozpaczy
Co dłużej żyć nie mogą
2012
środa, 31 października 2012
Siostry - cz. 2.
Inne to widząc dziewczyny
Choć złość je brała i zawiść
Podobnie tamtym czyniły
Mężczyzn do siebie chcąc zwabić
Lecz bratem siostrom był diabeł
Zazdrosnym o nie szalenie
Kto wdziękom uległ tych panien
W diabelskie wpadał więzienie
I tak zgubionym przez wieki
Tysiącom mężczyzn i kobiet
Zamknęła starość powieki
A siostry młode są obie
I nowych ciągle chcą pochwał
Prezentów pragną wciąż droższych
A kto się w którejś zakocha
W pazurach brata ich kończy
Znasz już historię tę smutną
A jednak jakże prawdziwą
Sióstr z których jedna to Próżność
A drugiej imię to Chciwość
2012
Choć złość je brała i zawiść
Podobnie tamtym czyniły
Mężczyzn do siebie chcąc zwabić
Lecz bratem siostrom był diabeł
Zazdrosnym o nie szalenie
Kto wdziękom uległ tych panien
W diabelskie wpadał więzienie
I tak zgubionym przez wieki
Tysiącom mężczyzn i kobiet
Zamknęła starość powieki
A siostry młode są obie
I nowych ciągle chcą pochwał
Prezentów pragną wciąż droższych
A kto się w którejś zakocha
W pazurach brata ich kończy
Znasz już historię tę smutną
A jednak jakże prawdziwą
Sióstr z których jedna to Próżność
A drugiej imię to Chciwość
2012
wtorek, 30 października 2012
Siostry - cz. 1.
Poznaj historię dwóch panien
Starą a jednak prawdziwą
I choć to dziwnym się zdaje
Czas tej historii nie minął
Wpatrzona w swoje odbicie
Pełna dla siebie podziwu
Zachwyty kochała nad życie
Jaką to jest urodziwą
Że ma najwięcej wśród panien
Zalet talentów mądrości
Zrośniętych w jedno mniemanie
O wielkiej swojej wartości
Marzył się za to jej siostrze
Dostatek zbytek i przepych
Futra jedwabie najdroższe
Szampany kawior karety
Nie brakło pannom urody
Wzięcie więc miały u panów -
Pierwszej chwalili przymioty
Drugiej znosili moc darów
2012
Starą a jednak prawdziwą
I choć to dziwnym się zdaje
Czas tej historii nie minął
Wpatrzona w swoje odbicie
Pełna dla siebie podziwu
Zachwyty kochała nad życie
Jaką to jest urodziwą
Że ma najwięcej wśród panien
Zalet talentów mądrości
Zrośniętych w jedno mniemanie
O wielkiej swojej wartości
Marzył się za to jej siostrze
Dostatek zbytek i przepych
Futra jedwabie najdroższe
Szampany kawior karety
Nie brakło pannom urody
Wzięcie więc miały u panów -
Pierwszej chwalili przymioty
Drugiej znosili moc darów
2012
poniedziałek, 29 października 2012
Anima sola
W wieczne spowita płomienie
Łańcuchem z ziemią złączona
Oczy błyszczące cierpieniem
Nie może umrzeć choć kona
Sprzedany miraż zbawienia
Za sen o ludzkiej miłości
Nazbyt wysoka to cena
Za towar drugiej świeżości
Czy piekła ogień ją toczy
Czy serce z wnętrza rozpala?
Zamiast na ziemi rozkoszy
Czyśćca za życia jest kara
Niech niespełnienie nadziei
Wyroku sądu lód skruszy
I los po śmierci odmieni
W bólu snującej się duszy
2012
Łańcuchem z ziemią złączona
Oczy błyszczące cierpieniem
Nie może umrzeć choć kona
Sprzedany miraż zbawienia
Za sen o ludzkiej miłości
Nazbyt wysoka to cena
Za towar drugiej świeżości
Czy piekła ogień ją toczy
Czy serce z wnętrza rozpala?
Zamiast na ziemi rozkoszy
Czyśćca za życia jest kara
Niech niespełnienie nadziei
Wyroku sądu lód skruszy
I los po śmierci odmieni
W bólu snującej się duszy
2012
niedziela, 28 października 2012
Szatanówka
Zobacz wolność niewolników
Z możnych panów świadomością
Nie potrafią bez pomników
Żyć wznoszonych śmiesznym bożkom
Spójrz jak wodzom są powolni
Jak im dobrze na orbitach
Od myślenia by się zwolnić
Resztki blasków cudzych chwytać
Jak nie kłóci im się służyć
Z marzeniami o wolności
Być podnóżkiem innych ludzi
Czyimś ciepłem gniazdko mościć
Możesz wielkim stać się panem
Wyszlachconym myślą wolną
I nie ważne żeś był chamem
Stan - umysłu jest pochodną
Z ich pomników śmiać się możesz
Które jutro inni zburzą
Sobie gwiazdą być i wodzem
Szarlatanom pstrym nie służąc
Król ich tobie zda się gnomem
Kto ma rację - czas odpowie
Lepiej w butach nosić słomę
Niż jak tamci - mieć ją w głowie
2012
Z możnych panów świadomością
Nie potrafią bez pomników
Żyć wznoszonych śmiesznym bożkom
Spójrz jak wodzom są powolni
Jak im dobrze na orbitach
Od myślenia by się zwolnić
Resztki blasków cudzych chwytać
Jak nie kłóci im się służyć
Z marzeniami o wolności
Być podnóżkiem innych ludzi
Czyimś ciepłem gniazdko mościć
Możesz wielkim stać się panem
Wyszlachconym myślą wolną
I nie ważne żeś był chamem
Stan - umysłu jest pochodną
Z ich pomników śmiać się możesz
Które jutro inni zburzą
Sobie gwiazdą być i wodzem
Szarlatanom pstrym nie służąc
Król ich tobie zda się gnomem
Kto ma rację - czas odpowie
Lepiej w butach nosić słomę
Niż jak tamci - mieć ją w głowie
2012
sobota, 27 października 2012
Antydepresant
Godzinę światła ci odebrano
I już się gubisz i już depresja
Dla mnie zgaszone całkiem jest światło
Ciemność na życia resztę nadeszła
Noc od dnia niczym się nie odróżnia
I choćbym słońca kroczył doliną
A czas w godzinie stanął południa
Żadną mnie z mroków nie wyrwą siłą
2012
I już się gubisz i już depresja
Dla mnie zgaszone całkiem jest światło
Ciemność na życia resztę nadeszła
Noc od dnia niczym się nie odróżnia
I choćbym słońca kroczył doliną
A czas w godzinie stanął południa
Żadną mnie z mroków nie wyrwą siłą
2012
piątek, 26 października 2012
Lilith
Czyś był zazdrosny o jej urodę?
O szczęście które mogła mi przynieść?
Zgniotłeś uczucie jak zwierzę młode
Jak pączek zanim w kwiat się rozwinie
Dałeś mi Ewę wraz z jej potomstwem
Która wężowym sykom uległa
Widzę wciąż tamtej usta gorące
Bez niej jest raj twój gorszy od piekła
Ona powraca do mnie nocami
Z dzikością kotów pod skrzydłem sowy
Lubieżnie kusi śmierci wdziękami
Wbija paznokcie pod skórę głowy
A ja pilnuję Ewy drobiazgu
By tamta twoją zazdrością zdjęta
Nie podusiła go w luny blasku
O świcie nigdy nic nie pamiętam
Gdzie mogę znaleźć kobietę tamtą?
Jaki amulet mi ją przywróci?
Czyją jest teraz ona kochanką
Obiektem jego diabelskiej chuci?
Wolę knąbrnego z piekieł demona
Niźli uległość nawet wężowi
I złamać opór w męskich ramionach
Niż sukę wierną z żebra wydobyć
2012
O szczęście które mogła mi przynieść?
Zgniotłeś uczucie jak zwierzę młode
Jak pączek zanim w kwiat się rozwinie
Dałeś mi Ewę wraz z jej potomstwem
Która wężowym sykom uległa
Widzę wciąż tamtej usta gorące
Bez niej jest raj twój gorszy od piekła
Ona powraca do mnie nocami
Z dzikością kotów pod skrzydłem sowy
Lubieżnie kusi śmierci wdziękami
Wbija paznokcie pod skórę głowy
A ja pilnuję Ewy drobiazgu
By tamta twoją zazdrością zdjęta
Nie podusiła go w luny blasku
O świcie nigdy nic nie pamiętam
Gdzie mogę znaleźć kobietę tamtą?
Jaki amulet mi ją przywróci?
Czyją jest teraz ona kochanką
Obiektem jego diabelskiej chuci?
Wolę knąbrnego z piekieł demona
Niźli uległość nawet wężowi
I złamać opór w męskich ramionach
Niż sukę wierną z żebra wydobyć
2012
czwartek, 25 października 2012
Janek Wiśniewski padł ♫
Chłopcy z Grabówka chłopcy z Chyloni
Spójrzcie co z wami zrobili oni -
Nad waszym grzbietem ciemięzców bat
Janek Wiśniewski padł
Wyległy gnidy na Świętojańską
Pleni się w mieście burżujów draństwo
Stoczniowych rodzin zniszczyli świat
Janek Wiśniewski padł
Marzenia ojców w dzieciach zabito
Władzy się chciało chciwym bandytom
Za demokratę przebrał się kat
Janek Wiśniewski padł
Bieda się wkrada za mury miasta
Gdy szmal do miana bożka urasta
Nikt wam nie odda straconych lat
Janek Wiśniewski padł
Zapłaczcie matki - wszystko na darmo
Dawne idee w strzępy podarto
Ze skóry brata obdziera brat
Janek Wiśniewski padł
Stoczniowcy Gdyni Gdańska Szczecina
Oto się nowa walka.zaczyna
Walczcie z tyranem tak jak wasz dziad
Janek Wiśniewski padł
Za chleb i godność i równą Polskę
Stańcie znów wielkim protestu wojskiem
Nikt wam przyszłości nie będzie kradł
Janek Wiśniewski padł
2012
parafraza: K.Dowgiałło
♫ na melodię oryginału M.Cholewy
Spójrzcie co z wami zrobili oni -
Nad waszym grzbietem ciemięzców bat
Janek Wiśniewski padł
Wyległy gnidy na Świętojańską
Pleni się w mieście burżujów draństwo
Stoczniowych rodzin zniszczyli świat
Janek Wiśniewski padł
Marzenia ojców w dzieciach zabito
Władzy się chciało chciwym bandytom
Za demokratę przebrał się kat
Janek Wiśniewski padł
Bieda się wkrada za mury miasta
Gdy szmal do miana bożka urasta
Nikt wam nie odda straconych lat
Janek Wiśniewski padł
Zapłaczcie matki - wszystko na darmo
Dawne idee w strzępy podarto
Ze skóry brata obdziera brat
Janek Wiśniewski padł
Stoczniowcy Gdyni Gdańska Szczecina
Oto się nowa walka.zaczyna
Walczcie z tyranem tak jak wasz dziad
Janek Wiśniewski padł
Za chleb i godność i równą Polskę
Stańcie znów wielkim protestu wojskiem
Nikt wam przyszłości nie będzie kradł
Janek Wiśniewski padł
2012
parafraza: K.Dowgiałło
♫ na melodię oryginału M.Cholewy
środa, 24 października 2012
Katolicka odwaga
Ty który podziwiasz odwagę biskupa
Bo wyznał że w nałóg popijania upadł
Po tym jak wóz rozbił kompletnie pijany -
Czy o tej odwadze byłbyś przekonany
Gdyby kapłan skrzywdził któreś z twoich dzieci
Po czym rzekł skruszony że musi się leczyć?
2012
Bo wyznał że w nałóg popijania upadł
Po tym jak wóz rozbił kompletnie pijany -
Czy o tej odwadze byłbyś przekonany
Gdyby kapłan skrzywdził któreś z twoich dzieci
Po czym rzekł skruszony że musi się leczyć?
2012
wtorek, 23 października 2012
Nietoperz
Nielubiany wstrętny ryjek
Niczym diabeł albo wampir
Tajemnicę jakąś kryje
I przyprawia grzbiet o ciarki
Hibernuje by przeczekać
Przez chłód ziemi omijany
Trupią szatę przyobleka
Kryjąc głowę pod skrzydłami
Górą na dół odwrócony -
Wtedy ziemia mniej jest dziwną
Nocne chronią go zasłony
Jakby ludzi chciał uniknąć
Nie ma oczu aby tego
Świata brudu nie móc dostrzec
Sygnał śle by odbić echo
Mogły stwory mu podobne
Katem jest dla pasożytów
Które życie uprzykrzają
I pijących krew moskitów
Bezlitośnie je zwalczając
Nie wyrządzi krzywdy we śnie
I we włosy się nie wkręci
Ale może ci boleśnie
Zatruć umysł mimo chęci
2012
Niczym diabeł albo wampir
Tajemnicę jakąś kryje
I przyprawia grzbiet o ciarki
Hibernuje by przeczekać
Przez chłód ziemi omijany
Trupią szatę przyobleka
Kryjąc głowę pod skrzydłami
Górą na dół odwrócony -
Wtedy ziemia mniej jest dziwną
Nocne chronią go zasłony
Jakby ludzi chciał uniknąć
Nie ma oczu aby tego
Świata brudu nie móc dostrzec
Sygnał śle by odbić echo
Mogły stwory mu podobne
Katem jest dla pasożytów
Które życie uprzykrzają
I pijących krew moskitów
Bezlitośnie je zwalczając
Nie wyrządzi krzywdy we śnie
I we włosy się nie wkręci
Ale może ci boleśnie
Zatruć umysł mimo chęci
2012
poniedziałek, 22 października 2012
Nocny gość
Tylko to okno jest jasne
Wiesz dobrze kto siedzi pod nim
I że do świtu nie zasnę
Czuję już oddech twój chłodny
Widzę cię w każdym mrugnięciu
Świecy płomyka i cieniach
Słyszę w podłogi skrzypnięciu
Jak skradasz się z oddalenia
Twarz z której krew odpłynęła
Zanika w knota dymieniu
Strupów na rękach już nie masz
Marzę o rąk tych tuleniu
Lecz chociaż obok tuż stoisz
Jesteś tak bardzo odległa
Czy wiesz jak człowiek się boi
W otwarte bramy wejść piekła?
Dlaczego nie chcesz mnie dotknąć
Powiedzieć czegoś miłego?
Pozwalasz patrzeć mi w okno
Wzroku szukając twojego
Każ mi coś zrobić lub zabroń
Lecz nie patrz wzrokiem przejrzystym
Słyszałem ciebie tak dawno
Miej litość - jakiś znak wyślij
Czytać nie trzeba ci wcale
Słów tu przeze mnie pisanych
Bo wers znasz każdy na pamięć
Jakby z twych ust dyktowany
Pozwól mi skończyć to wszystko
Nie każ mi pisać już wierszy
Nic mi tak w życiu nie wyszło
Jak ty przez bramę do śmierci
Teraz wysączasz ból ze mnie
Jak krwawy z tętnic atrament
Trzymasz po stronie mnie ciemnej
Gdzie życie rani przegrane
Nocą przerywasz samotność
Nie chcąc zapomnieć pozwolić
Odchodząc patrzysz przez okno
W ciszy jak bardzo wciąż boli
Cóż wtedy mi pozostało?
Grać i udawać i czekać
Lub sznur napięty przez ciało
Krew co z przegubów wycieka
2012
inspiracja / parafraza: Władysław Broniewski
Wiesz dobrze kto siedzi pod nim
I że do świtu nie zasnę
Czuję już oddech twój chłodny
Widzę cię w każdym mrugnięciu
Świecy płomyka i cieniach
Słyszę w podłogi skrzypnięciu
Jak skradasz się z oddalenia
Twarz z której krew odpłynęła
Zanika w knota dymieniu
Strupów na rękach już nie masz
Marzę o rąk tych tuleniu
Lecz chociaż obok tuż stoisz
Jesteś tak bardzo odległa
Czy wiesz jak człowiek się boi
W otwarte bramy wejść piekła?
Dlaczego nie chcesz mnie dotknąć
Powiedzieć czegoś miłego?
Pozwalasz patrzeć mi w okno
Wzroku szukając twojego
Każ mi coś zrobić lub zabroń
Lecz nie patrz wzrokiem przejrzystym
Słyszałem ciebie tak dawno
Miej litość - jakiś znak wyślij
Czytać nie trzeba ci wcale
Słów tu przeze mnie pisanych
Bo wers znasz każdy na pamięć
Jakby z twych ust dyktowany
Pozwól mi skończyć to wszystko
Nie każ mi pisać już wierszy
Nic mi tak w życiu nie wyszło
Jak ty przez bramę do śmierci
Teraz wysączasz ból ze mnie
Jak krwawy z tętnic atrament
Trzymasz po stronie mnie ciemnej
Gdzie życie rani przegrane
Nocą przerywasz samotność
Nie chcąc zapomnieć pozwolić
Odchodząc patrzysz przez okno
W ciszy jak bardzo wciąż boli
Cóż wtedy mi pozostało?
Grać i udawać i czekać
Lub sznur napięty przez ciało
Krew co z przegubów wycieka
2012
inspiracja / parafraza: Władysław Broniewski
niedziela, 21 października 2012
Manifest władzy
Ci co się mają za władców
Żyją z ucisku poddanych
A władza dla nich to nadzór -
Nie tak ma być między wami
Kto z was by chciał się stać większym
Niech sługą waszym się stanie
Drogą by wśród was być pierwszym -
W niewolę wam się oddanie
Pasterz prowadzi nie po to
Aby służyło mu stado
Lecz służy stadu z ochotą
Choćby i umrzeć miał za to
2012
parafraza: Mk 10,42-45
Żyją z ucisku poddanych
A władza dla nich to nadzór -
Nie tak ma być między wami
Kto z was by chciał się stać większym
Niech sługą waszym się stanie
Drogą by wśród was być pierwszym -
W niewolę wam się oddanie
Pasterz prowadzi nie po to
Aby służyło mu stado
Lecz służy stadu z ochotą
Choćby i umrzeć miał za to
2012
parafraza: Mk 10,42-45
poniedziałek, 15 października 2012
Pomidor
Gardzisz miękkim pomidorem
Brzydzisz jego się czerwienią
Że źle znosi chłodu porę
I go wkrótce w keczup zmienią
Lecz ja dumny z tej czerwieni
I że kruchy taki jestem
Mojej barwy chcę dla ziemi
Ty zgnilizną przejdziesz przedtem
2012
Brzydzisz jego się czerwienią
Że źle znosi chłodu porę
I go wkrótce w keczup zmienią
Lecz ja dumny z tej czerwieni
I że kruchy taki jestem
Mojej barwy chcę dla ziemi
Ty zgnilizną przejdziesz przedtem
2012
niedziela, 14 października 2012
Lubię kiedy
Lubię gdy mnie przyciągniesz ramieniem ku sobie
Kiedy wokół jak kołnierz zamkniesz nogi obie
I gdy rytmem się ze mną poruszasz tym samym
Aż się zmieni stop w jedno z dwóch metali zlany
Lubię kiedy westchnienia w jęk cichutki rosną
Wybrzmieć dźwiękom spełnienia nie dając zbyt głośno
Poczuć twoją wilgotność i zwilżyć cię swoją
Gdy dwa ciała przez zgodność doznania podwoją
Lubię kiedy sam nie wiem kto panuje nad kim
Brać naiwnie uniesień szał za uczuć znaki
Gdy mniej ważny świat od tych chwil się nagle stanie
Nim kolejny narkotyk zakończy działanie
2012
inspiracja/parafraza: Kazimierz Przerwa-Tetmajer
Kiedy wokół jak kołnierz zamkniesz nogi obie
I gdy rytmem się ze mną poruszasz tym samym
Aż się zmieni stop w jedno z dwóch metali zlany
Lubię kiedy westchnienia w jęk cichutki rosną
Wybrzmieć dźwiękom spełnienia nie dając zbyt głośno
Poczuć twoją wilgotność i zwilżyć cię swoją
Gdy dwa ciała przez zgodność doznania podwoją
Lubię kiedy sam nie wiem kto panuje nad kim
Brać naiwnie uniesień szał za uczuć znaki
Gdy mniej ważny świat od tych chwil się nagle stanie
Nim kolejny narkotyk zakończy działanie
2012
inspiracja/parafraza: Kazimierz Przerwa-Tetmajer
sobota, 13 października 2012
Gruszki i miód
Letnie słońce na dni chłodne
Dzieciom swoim dało w bród -
Tobie - gruszki dwie dorodne
Zawiesisty dla mnie miód
Patrzę jak się mienią złotem
Kiedy kładziesz na nie dłoń
Wiesz że zjeść je mam ochotę
Ty do miodu czoło skłoń
Słodycz łączyć wnet nas będzie
Bo już całkiem nie wiem sam
Czy jej w twoich gruszkach więcej
Czy ja słodszy nektar mam
Wszakże barwa tych owoców
Stąd że promień na nie padł
Miód zawdzięcza także słońcu
Że go letni słodzi kwiat
A największa wtedy rozkosz
Kiedy miód na gruszkach lśni
A języków pary łączność
Dzieli słodycz w chłodne dni
2012
Dzieciom swoim dało w bród -
Tobie - gruszki dwie dorodne
Zawiesisty dla mnie miód
Patrzę jak się mienią złotem
Kiedy kładziesz na nie dłoń
Wiesz że zjeść je mam ochotę
Ty do miodu czoło skłoń
Słodycz łączyć wnet nas będzie
Bo już całkiem nie wiem sam
Czy jej w twoich gruszkach więcej
Czy ja słodszy nektar mam
Wszakże barwa tych owoców
Stąd że promień na nie padł
Miód zawdzięcza także słońcu
Że go letni słodzi kwiat
A największa wtedy rozkosz
Kiedy miód na gruszkach lśni
A języków pary łączność
Dzieli słodycz w chłodne dni
2012
piątek, 12 października 2012
Korona
Byłeś dumny ludu siłą
Wolność miałeś pod skrzydłami
Kiedy lot twój w słońcu ginął
Wiatrem tylko doganiany
Dzikość z bystrych biła oczu
Nad złowieszczym dzioba hakiem
Kto drapieżność szponów poczuł
Drżał ze strachu przed twym znakiem
Wzorem byłeś niedościgłym
Cnót honoru i godności
Nie sprzedałeś siebie nigdy
Okazując wstręt chciwości
Wszystkich kryłeś pod skrzydłami
Każdy z mocy mógł zaczerpnąć
Wspólny symbol pod chmurami
Wypisana w niebie jedność
Aż schwycili cię w niewolę
By dla siebie posiąść w pełni
I na głowę ci koronę
Na znak hańby wbili z cierni
2012
Wolność miałeś pod skrzydłami
Kiedy lot twój w słońcu ginął
Wiatrem tylko doganiany
Dzikość z bystrych biła oczu
Nad złowieszczym dzioba hakiem
Kto drapieżność szponów poczuł
Drżał ze strachu przed twym znakiem
Wzorem byłeś niedościgłym
Cnót honoru i godności
Nie sprzedałeś siebie nigdy
Okazując wstręt chciwości
Wszystkich kryłeś pod skrzydłami
Każdy z mocy mógł zaczerpnąć
Wspólny symbol pod chmurami
Wypisana w niebie jedność
Aż schwycili cię w niewolę
By dla siebie posiąść w pełni
I na głowę ci koronę
Na znak hańby wbili z cierni
2012
czwartek, 11 października 2012
Nagrody
Pisarz nagrodę dostał za słowa
Którymi ponoć serca ich wzruszył
On nimi łaskę możnych kupował
Los zaprzedając zwyczajnych ludzi
Politykowi dali za pokój
O który walcząc lat tyle stracił
Chociaż nienawiść zrodził w tych oku
Co wysysali krew swoich braci
Tym zaś - za pracę w służbie nauce
Bomby mnożące śmierć przez miliony
Szczury co gdyby zdołały uciec
Świat by zgubiły w kłach zadżumionych
Niech więc posiądą szczury tę ziemię
I kapitule wykopią groby
Ona jest sama jak szczurze plemię
I szczurów warte są jej nagrody
2012
Którymi ponoć serca ich wzruszył
On nimi łaskę możnych kupował
Los zaprzedając zwyczajnych ludzi
Politykowi dali za pokój
O który walcząc lat tyle stracił
Chociaż nienawiść zrodził w tych oku
Co wysysali krew swoich braci
Tym zaś - za pracę w służbie nauce
Bomby mnożące śmierć przez miliony
Szczury co gdyby zdołały uciec
Świat by zgubiły w kłach zadżumionych
Niech więc posiądą szczury tę ziemię
I kapitule wykopią groby
Ona jest sama jak szczurze plemię
I szczurów warte są jej nagrody
2012
środa, 10 października 2012
Nocny zjazd
znów się wkurwiłem
i rwie mi ramię
nerw mi rozrywa klatkę
wódka na chwilę
ciało okłamie
zbawienny jej charakter
kaleką jestem
i tak zostanie
póki mnie chuj nie weźmie
co jeszcze spieprzę
swoim wkurwianiem
co mogę spieprzyć jeszcze?
wtłaczam więc w gardło
ciecz zapomnienia
co haust to bardziej ciemno
nic to że rano
będę umierał
do twarzy mi ze śmiercią
wystukam jeszcze
hymn szalonego
muzykę wleję w uszy
wypnę się wreszcie
ze świata tego
by w twoją stronę ruszyć
ocean Kaszmir
będę kochanie
do stóp się twoich czołgał
po raz ostatni
Achilles stanie
w niebo wejdę po schodach
odkąd cię kocham
ma miłość cała
tobie dziękować będzie
chociaż się błąkam
i cię zostawiam
wrócę w śmierci momencie
2012
i rwie mi ramię
nerw mi rozrywa klatkę
wódka na chwilę
ciało okłamie
zbawienny jej charakter
kaleką jestem
i tak zostanie
póki mnie chuj nie weźmie
co jeszcze spieprzę
swoim wkurwianiem
co mogę spieprzyć jeszcze?
wtłaczam więc w gardło
ciecz zapomnienia
co haust to bardziej ciemno
nic to że rano
będę umierał
do twarzy mi ze śmiercią
wystukam jeszcze
hymn szalonego
muzykę wleję w uszy
wypnę się wreszcie
ze świata tego
by w twoją stronę ruszyć
ocean Kaszmir
będę kochanie
do stóp się twoich czołgał
po raz ostatni
Achilles stanie
w niebo wejdę po schodach
odkąd cię kocham
ma miłość cała
tobie dziękować będzie
chociaż się błąkam
i cię zostawiam
wrócę w śmierci momencie
2012
wtorek, 9 października 2012
O czasie i czytaniu
Czy czas cały czytasz
Czy chcesz czczo ciecz cyckać
Czas ci cichcem czmycha
Czeluść czyha czyśćca
Czy cytat czci tyczy
Cnót trzystu cytrzystek
Czy cycatej chcicy
Czytaj co ci czystsze
2012
Czy chcesz czczo ciecz cyckać
Czas ci cichcem czmycha
Czeluść czyha czyśćca
Czy cytat czci tyczy
Cnót trzystu cytrzystek
Czy cycatej chcicy
Czytaj co ci czystsze
2012
poniedziałek, 8 października 2012
Źle
Urodzony pod złą gwiazdą
Pod złym wpływem i adresem
Złą wybrałem drogę własną
Która złe skłonności niesie
W miejscu złym i o złym czasie
Cel był zły i złe powody
W złym tygodniu dzień zły właśnie
Zła technika złej metody
Źle dziedzicznie obciążony
Końce złe przez złe sposoby
Genetyczny kod spaczony
Zły plan w rękach złej osoby
Do teorii złej zły człowiek
Do złych nagród złe wspinania
Zła też każda jest odpowiedź
Gdy zadane źle pytania
Marsz w złym rytmie wśród złych mętów
Wylewając złą energię
Złych używek i złych gestów
Natężenie złe zbyt we mnie
Ze złej książki złej stronicy
Źle wybrane źle przełożę
Pod złej nocy złym księżycem
Gram zły ton aż zabrzmi dobrze
2012
swobodne tłumaczenie z: Depeche Mode
Pod złym wpływem i adresem
Złą wybrałem drogę własną
Która złe skłonności niesie
W miejscu złym i o złym czasie
Cel był zły i złe powody
W złym tygodniu dzień zły właśnie
Zła technika złej metody
Źle dziedzicznie obciążony
Końce złe przez złe sposoby
Genetyczny kod spaczony
Zły plan w rękach złej osoby
Do teorii złej zły człowiek
Do złych nagród złe wspinania
Zła też każda jest odpowiedź
Gdy zadane źle pytania
Marsz w złym rytmie wśród złych mętów
Wylewając złą energię
Złych używek i złych gestów
Natężenie złe zbyt we mnie
Ze złej książki złej stronicy
Źle wybrane źle przełożę
Pod złej nocy złym księżycem
Gram zły ton aż zabrzmi dobrze
2012
swobodne tłumaczenie z: Depeche Mode
niedziela, 7 października 2012
Legenda o Złotej Kaczce
Na loterii "Złota Kaczka"
Wygrał Lutek los szczęśliwy
Długo zbyt na biedę patrzał
Nadto świat niesprawiedliwy
Wrażliwości pełne serce
Każe się za słabszym ująć
Lutek sam bogactwa nie chce
Odda tym co potrzebują
I poprawiać świat rozpoczął
Kupił wózek chorym nogom
Operację ślepym oczom
Niech się inni cieszyć mogą
Niech na zupę ma ubogi
Zoperują raka dziecku
Dla milionów świat za drogi
Zdziera skórę po zbójecku
Wielu ludziom Lutek pomógł
Wsparł pieniądzem ich w potrzebie
Z danych mu przez los milionów
Grosz ostatni wziął dla siebie
Wtedy prysnął czar wygranej
Stracił Lutek co miał wcześniej
Pracę zdrowie i mieszkanie
Los wykończył go boleśnie
Odtąd ktoś kto jest bogaty
I dla siebie ma bogactwo
A ubogim da ochłapy
Wzorem jest i świata zbawcą
2012
Wygrał Lutek los szczęśliwy
Długo zbyt na biedę patrzał
Nadto świat niesprawiedliwy
Wrażliwości pełne serce
Każe się za słabszym ująć
Lutek sam bogactwa nie chce
Odda tym co potrzebują
I poprawiać świat rozpoczął
Kupił wózek chorym nogom
Operację ślepym oczom
Niech się inni cieszyć mogą
Niech na zupę ma ubogi
Zoperują raka dziecku
Dla milionów świat za drogi
Zdziera skórę po zbójecku
Wielu ludziom Lutek pomógł
Wsparł pieniądzem ich w potrzebie
Z danych mu przez los milionów
Grosz ostatni wziął dla siebie
Wtedy prysnął czar wygranej
Stracił Lutek co miał wcześniej
Pracę zdrowie i mieszkanie
Los wykończył go boleśnie
Odtąd ktoś kto jest bogaty
I dla siebie ma bogactwo
A ubogim da ochłapy
Wzorem jest i świata zbawcą
2012
sobota, 6 października 2012
Spotkanie z królem
Szum sitowia na mokradłach
Las rozrywa wiatr na drzewach
Księżyc srebrzy wodę w bagnach
Rosy chłodem lęk mnie zlewa
Dwa księżyce w ślepiach twoich
Diament w kłach i na jęzorze
Czując strach mój sam się boisz
Wiesz kto zgubę przynieść może
Nie bój się wszak tyś tu władcą
Gdzie przed światem mam ukrycie
Pozwól trochę być dzierżawcą
I zapłacić tobie życiem
2012
Las rozrywa wiatr na drzewach
Księżyc srebrzy wodę w bagnach
Rosy chłodem lęk mnie zlewa
Dwa księżyce w ślepiach twoich
Diament w kłach i na jęzorze
Czując strach mój sam się boisz
Wiesz kto zgubę przynieść może
Nie bój się wszak tyś tu władcą
Gdzie przed światem mam ukrycie
Pozwól trochę być dzierżawcą
I zapłacić tobie życiem
2012
piątek, 5 października 2012
NOTES 35 - Im dalej tym bliżej
Słońce z ziemskiego ramion kochanka
Uszło by wznosząc się coraz wyżej
Zapomnieć czułość śródnocnych zbliżeń
Zajść znów i pieścić go do poranka
Tak też mijają pory ze słońcem
Obumierając od dnia nastania
Pośród przeszłości zapominania
By być powrotu bliżej wraz z końcem
I ja od tamtych dni dalszy coraz
Tracę blaknący ślad ich w pamięci
Czując jak moja przemija pora
A będąc w drodze pomimo chęci
Choć ciągle bliżej jestem wieczora
Wiem że czas łukiem ku tobie skręci
2012
Uszło by wznosząc się coraz wyżej
Zapomnieć czułość śródnocnych zbliżeń
Zajść znów i pieścić go do poranka
Tak też mijają pory ze słońcem
Obumierając od dnia nastania
Pośród przeszłości zapominania
By być powrotu bliżej wraz z końcem
I ja od tamtych dni dalszy coraz
Tracę blaknący ślad ich w pamięci
Czując jak moja przemija pora
A będąc w drodze pomimo chęci
Choć ciągle bliżej jestem wieczora
Wiem że czas łukiem ku tobie skręci
2012
czwartek, 4 października 2012
Natura stada
Gdy się dziwisz antylopom
Że rogate i bez liku
A obronić się nie mogą
Drżąc przed garstką drapieżników
Na rozumnych spójrz tłum braci
Mocy wielkiej nieświadomy
Jak nielicznym haracz płaci
Chociaż liczy się w miliony
2012
Że rogate i bez liku
A obronić się nie mogą
Drżąc przed garstką drapieżników
Na rozumnych spójrz tłum braci
Mocy wielkiej nieświadomy
Jak nielicznym haracz płaci
Chociaż liczy się w miliony
2012
środa, 3 października 2012
Obudź się Polsko
Na głos nasz obudź się Polsko
I wyrwij z kajdan kłamliwych
Unieś się dumą piastowską
Odetchnij tlenem prawdziwym
Mocnym i głośnym rusz krokiem
Z krzyżem i orłem w koronie
Niech wróg nasz wreszcie się dowie
Kto wkrótce zada mu koniec
Niech prawda w końcu zwycięży
Jedna i nasza bezsprzeczna
Pod wodzą ojców i księży
Wyrusza armia waleczna
Milczeć nam nikt nie nakaże
Dla tych co błądzą jest cisza
Każdy kto myśli inaczej
Wrogiem nam będzie od dzisiaj
Koniec z hańbiącym wyzyskiem
Precz z propagandą czerwoną
Zrobimy wreszcie tu czystkę
Pięścią i wodą święconą
Dla nas majątki i władza
Media i głos w każdym domu
Zdrajca się z nami nie zgadza
Służący wiemy już komu
Wzniesiemy wszędzie pomniki
Poległej w lesie elicie
Śledztwa podamy wyniki
Na dowód zdrady o świcie
Zwróć Polsko ojcom majątek
Jak córka wiernie oddana
Niech szerzą święty obrządek
Trzymając nas na kolanach
Musimy ulżyć biedakom
By pieniądz z płytkich kieszeni
Nie tamtym służył cwaniakom
Lecz w tłuste świnie nas zmienił
Zły kapitalizm gdy nie nasz
Święty i zacny gdy z nami
Po cichu rośnie w marzeniach
Dla świń równiejszych socjalizm
2012
I wyrwij z kajdan kłamliwych
Unieś się dumą piastowską
Odetchnij tlenem prawdziwym
Mocnym i głośnym rusz krokiem
Z krzyżem i orłem w koronie
Niech wróg nasz wreszcie się dowie
Kto wkrótce zada mu koniec
Niech prawda w końcu zwycięży
Jedna i nasza bezsprzeczna
Pod wodzą ojców i księży
Wyrusza armia waleczna
Milczeć nam nikt nie nakaże
Dla tych co błądzą jest cisza
Każdy kto myśli inaczej
Wrogiem nam będzie od dzisiaj
Koniec z hańbiącym wyzyskiem
Precz z propagandą czerwoną
Zrobimy wreszcie tu czystkę
Pięścią i wodą święconą
Dla nas majątki i władza
Media i głos w każdym domu
Zdrajca się z nami nie zgadza
Służący wiemy już komu
Wzniesiemy wszędzie pomniki
Poległej w lesie elicie
Śledztwa podamy wyniki
Na dowód zdrady o świcie
Zwróć Polsko ojcom majątek
Jak córka wiernie oddana
Niech szerzą święty obrządek
Trzymając nas na kolanach
Musimy ulżyć biedakom
By pieniądz z płytkich kieszeni
Nie tamtym służył cwaniakom
Lecz w tłuste świnie nas zmienił
Zły kapitalizm gdy nie nasz
Święty i zacny gdy z nami
Po cichu rośnie w marzeniach
Dla świń równiejszych socjalizm
2012
wtorek, 2 października 2012
Mucha
Sprawa to jest oczywista
Że płeć słaba chce być ładną
Ze wszystkiego więc korzysta
By się piękną stać i zgrabną
Stara się wypięknieć mucha
Talią równać pragnie z osą
I cudownych środków szuka
Które piękno jej przyniosą
Trochę wytnie sobie z brzucha
Wymasować każe udka
Czułki proste chce mieć mucha
Coś wstrzykuje do podbródka
Fałdy skórne ponaciąga
Wstawi tu i tam implanty
Nic że już jak z dziwoląga
Stroją sobie z muchy żarty
Jeszcze włoski pousuwa
Lampą skrzydła ponaświetla
Dietę która czyni cuda
Zastosuje w imię piękna
Jakieś kremy w siebie wetrze
Coś poleje w czymś namoczy
By coś mniejsze a coś większe
Było ciesząc przez to oczy
Tutaj zwęzi tam poszerzy
Uszczknie gdzieś by dodać obok
Uszkodzoną błonkę kiedyś
Obstaluje niby nową
I z urodą choć wciąż krucho
To nie mieści jej się w głowie
Że przestała już być muchą
Tracąc pyłek czas i zdrowie
A załatwić może sprawę
I posłużyć ku ozdobie
Zamiast wstrzyknięć cięć poprawek
Na poziomie olej w głowie
2012
zapożyczenie z: Jan Brzechwa
Że płeć słaba chce być ładną
Ze wszystkiego więc korzysta
By się piękną stać i zgrabną
Stara się wypięknieć mucha
Talią równać pragnie z osą
I cudownych środków szuka
Które piękno jej przyniosą
Trochę wytnie sobie z brzucha
Wymasować każe udka
Czułki proste chce mieć mucha
Coś wstrzykuje do podbródka
Fałdy skórne ponaciąga
Wstawi tu i tam implanty
Nic że już jak z dziwoląga
Stroją sobie z muchy żarty
Jeszcze włoski pousuwa
Lampą skrzydła ponaświetla
Dietę która czyni cuda
Zastosuje w imię piękna
Jakieś kremy w siebie wetrze
Coś poleje w czymś namoczy
By coś mniejsze a coś większe
Było ciesząc przez to oczy
Tutaj zwęzi tam poszerzy
Uszczknie gdzieś by dodać obok
Uszkodzoną błonkę kiedyś
Obstaluje niby nową
I z urodą choć wciąż krucho
To nie mieści jej się w głowie
Że przestała już być muchą
Tracąc pyłek czas i zdrowie
A załatwić może sprawę
I posłużyć ku ozdobie
Zamiast wstrzyknięć cięć poprawek
Na poziomie olej w głowie
2012
zapożyczenie z: Jan Brzechwa
niedziela, 30 września 2012
Człowiek 21. wieku
Nędzny grosz w kieszeni
I walizka w dłoni
Na tyle cię ceni
Świat za którym gonisz
Leć miastem na przełaj
Nad ziemią się unoś
Możesz wszystko niemal
Teraz jesteś górą
Chociaż na przyszłości
Poruszasz się kołach
To jednak wciąż błądzisz
Poprzez smutku pola
Bohater w dniu jednym
A w innym pajacyk
Nie ma nic pomiędzy
Oto twoje czasy
Miałeś żyć człowieku
W szczęściu i radości
Skąd więc w twoim wieku
Tyle samotności?
Ze snu przebudzenie
Z bezpowrotną stratą
Powróć z doświadczeniem
Uwielbią cię za to
Na nic plany wszystkie
Miało być inaczej
Grosz weź i walizkę
To nie twój czas raczej
Chociaż na przyszłości
Poruszasz się kołach
To jednak wciąż błądzisz
Poprzez smutku pola
2012
swobodne tłumaczenie z: Electric Light Orchestra
I walizka w dłoni
Na tyle cię ceni
Świat za którym gonisz
Leć miastem na przełaj
Nad ziemią się unoś
Możesz wszystko niemal
Teraz jesteś górą
Chociaż na przyszłości
Poruszasz się kołach
To jednak wciąż błądzisz
Poprzez smutku pola
Bohater w dniu jednym
A w innym pajacyk
Nie ma nic pomiędzy
Oto twoje czasy
Miałeś żyć człowieku
W szczęściu i radości
Skąd więc w twoim wieku
Tyle samotności?
Ze snu przebudzenie
Z bezpowrotną stratą
Powróć z doświadczeniem
Uwielbią cię za to
Na nic plany wszystkie
Miało być inaczej
Grosz weź i walizkę
To nie twój czas raczej
Chociaż na przyszłości
Poruszasz się kołach
To jednak wciąż błądzisz
Poprzez smutku pola
2012
swobodne tłumaczenie z: Electric Light Orchestra
czwartek, 27 września 2012
Ratujcie mojego męża
Mąż ostatnio wycofany
Nieobecny jakiś obcy
Martwią bardzo mnie te zmiany
Zmienił życia tryb na nocny
Pije wino przy księżycu
Aż do świtu świece pali
Jakby w jakimś innym życiu
Jakby znudził już się nami
Sam do siebie mówi ciągle
I nic mu się nie podoba
Cały świat stał mu się wrogiem
Jakąś zadrę w sobie chowa
Na krawędzi coraz bardziej
Za czymś obcym jakby gonił
Boję się że zło go znajdzie
Że mu każe użyć broni
Może wróg go wykorzysta
Kiedy wciąż z nim będzie gorzej
I się zrodzi terrorysta
Jeśli nikt mu nie pomoże
Chcę by taki był jak inni
Widział życie pozytywnie
Jak porządne żył lemingi
I złudzenia miał naiwne
Więc niech sprawdzą go agenci
Wywiad żądło z niego wyjmie
Za nim nas w kłopoty wpędzi
I do zdziry pójdzie innej
2012
Nieobecny jakiś obcy
Martwią bardzo mnie te zmiany
Zmienił życia tryb na nocny
Pije wino przy księżycu
Aż do świtu świece pali
Jakby w jakimś innym życiu
Jakby znudził już się nami
Sam do siebie mówi ciągle
I nic mu się nie podoba
Cały świat stał mu się wrogiem
Jakąś zadrę w sobie chowa
Na krawędzi coraz bardziej
Za czymś obcym jakby gonił
Boję się że zło go znajdzie
Że mu każe użyć broni
Może wróg go wykorzysta
Kiedy wciąż z nim będzie gorzej
I się zrodzi terrorysta
Jeśli nikt mu nie pomoże
Chcę by taki był jak inni
Widział życie pozytywnie
Jak porządne żył lemingi
I złudzenia miał naiwne
Więc niech sprawdzą go agenci
Wywiad żądło z niego wyjmie
Za nim nas w kłopoty wpędzi
I do zdziry pójdzie innej
2012
środa, 26 września 2012
Zdrada po śmierci
Ktoś mnie zdradził bladym świtem
I znów pośród nocnych knowań
Kiedy w skrzynki spiesznie zbite
Święte szczątki załadował
Płaszcz zaciągnął tajemnicy
Szydził patrząc na cierpienia
Z bólu więdli żałobnicy
A on trumny pozamieniał
Zamknął drogę mi do nieba
Łamiąc boskie ustalenie
Że nad bliskim stanąć trzeba
By zapewnić mu zbawienie
Każąc leżeć w obcej ziemi
W miejsce innej baby wpędził
Z tamtą rolą mnie zamienił
By mnie zdradził mąż po śmierci
2012
I znów pośród nocnych knowań
Kiedy w skrzynki spiesznie zbite
Święte szczątki załadował
Płaszcz zaciągnął tajemnicy
Szydził patrząc na cierpienia
Z bólu więdli żałobnicy
A on trumny pozamieniał
Zamknął drogę mi do nieba
Łamiąc boskie ustalenie
Że nad bliskim stanąć trzeba
By zapewnić mu zbawienie
Każąc leżeć w obcej ziemi
W miejsce innej baby wpędził
Z tamtą rolą mnie zamienił
By mnie zdradził mąż po śmierci
2012
niedziela, 23 września 2012
Moje co w ustach moich
Jeśli uważasz że w ustach
Moich wytarte są słowa
Których treść śmieszna i pusta
Bo podlec nimi szermował
Że wartość spadła ich mocno
Jak czasów słusznie minionych
I zamiast drogą iść prostą
Błądzę po polach zamglonych -
Odpowiem tobie - te słowa
Moje bo z serca mi płyną
Treścią jak krwią je na nowo
Tętnice uczuć zasilą
Nie puste to i nie śmieszne
Co krzywdą ludzką pisane
Minione wróci raz jeszcze
Jak koszmar dawny nad ranem
Że co w urodzaj jest tanie
Krocie kosztuje gdy bieda
Dobre bezdroży poznanie
Kiedy iść prosto się nie da
I spytam czy to że szuje
Mówią "kochamy" i "nigdy"
Użyć tych słów zakazuje
By język zmienić na inny
2012
Moich wytarte są słowa
Których treść śmieszna i pusta
Bo podlec nimi szermował
Że wartość spadła ich mocno
Jak czasów słusznie minionych
I zamiast drogą iść prostą
Błądzę po polach zamglonych -
Odpowiem tobie - te słowa
Moje bo z serca mi płyną
Treścią jak krwią je na nowo
Tętnice uczuć zasilą
Nie puste to i nie śmieszne
Co krzywdą ludzką pisane
Minione wróci raz jeszcze
Jak koszmar dawny nad ranem
Że co w urodzaj jest tanie
Krocie kosztuje gdy bieda
Dobre bezdroży poznanie
Kiedy iść prosto się nie da
I spytam czy to że szuje
Mówią "kochamy" i "nigdy"
Użyć tych słów zakazuje
By język zmienić na inny
2012
piątek, 21 września 2012
Mierniczowie
Dopóki losów naszych zależność
Od tych co wolność mierzą krzyżami
Krzyże nie tylko znaczą nam przeszłość
Lecz i krzyżowa przyszłość przed nami
2012
Od tych co wolność mierzą krzyżami
Krzyże nie tylko znaczą nam przeszłość
Lecz i krzyżowa przyszłość przed nami
2012
czwartek, 20 września 2012
Czarcie dary - cz. 3.
Świt noc przeganiał znad kołdry mglistej
Drżące powietrze kruk przeciął lotem
Muśnięty skrzydłem zdradził go listek
Łucznik namierzył śmiertelnym grotem
Lecz kruk powiada że jego władza
Sięga nad wszelkie możliwe światy
A on się między nimi przekrada
Przez niedostępne nikomu kraty
Wzrokiem ni słuchem nikt nie dosięgnął
I wyrzec tego nie może mowa
Co okrywane mocą tajemną
Przed śmiertelników wiedzą się chowa
Tego co pośród duchów przebywa
Niespotykanie wielka jest władza
I tylko taka głowa szczęśliwa
Którą on darem władzy nagradza
Nim się oddalił zostawił berło
Kruk przed łucznikiem na znak władania
By dalszą drogę uznał daremną
Bo władza wszystko inne przesłania
Tak do starości żył łucznik lekko
Pełen bogactwa władzy i sławy
Aż dawną lubą - młodą i piękną -
Podczas ostatniej ujrzał wyprawy
Panna mu mówi - nie trzeba czarów
By była nasza niezmienną postać
Każdy mógł zniszczyć cię z tamtych darów
Gdy ja wolałam człowiekiem zostać
2012
Drżące powietrze kruk przeciął lotem
Muśnięty skrzydłem zdradził go listek
Łucznik namierzył śmiertelnym grotem
Lecz kruk powiada że jego władza
Sięga nad wszelkie możliwe światy
A on się między nimi przekrada
Przez niedostępne nikomu kraty
Wzrokiem ni słuchem nikt nie dosięgnął
I wyrzec tego nie może mowa
Co okrywane mocą tajemną
Przed śmiertelników wiedzą się chowa
Tego co pośród duchów przebywa
Niespotykanie wielka jest władza
I tylko taka głowa szczęśliwa
Którą on darem władzy nagradza
Nim się oddalił zostawił berło
Kruk przed łucznikiem na znak władania
By dalszą drogę uznał daremną
Bo władza wszystko inne przesłania
Tak do starości żył łucznik lekko
Pełen bogactwa władzy i sławy
Aż dawną lubą - młodą i piękną -
Podczas ostatniej ujrzał wyprawy
Panna mu mówi - nie trzeba czarów
By była nasza niezmienną postać
Każdy mógł zniszczyć cię z tamtych darów
Gdy ja wolałam człowiekiem zostać
2012
środa, 19 września 2012
Czarcie dary - cz. 2.
Zaszedł raz łucznik w gęsty las nocą
Gdy blask księżyca chmur nie przenikał
Choć ciemność zdjęła oczy niemocą
Usłyszeć zdołał w górze puszczyka
Już miał wypuścić strzałę do celu
Gdy ptak ukryty przed strzelca okiem
Rzekł że jest królem rzeczy tych wielu
Które się chować zwykły przed wzrokiem
I że od puszczy nie jego miano
Ale że pusząc się w nocy woła
Bo w wielu miejscach o nim słyszano
Chociaż go spotkać mało kto zdołał
Pojmij że ważne - puszczyk powiada -
Kiedy się mówi dużo o tobie
Skarb mój bezcenny takim jest - sława
A najszczęśliwszym jest sławny człowiek
I gdy odleciał księżyc twarz blaskiem
Takim łucznika obdarzył jasnym
Że odtąd wszędzie miał być już zawsze
Z promiennej twarzy chłopak ten sławny
Tak zdobył łucznik to co widzialne
I o czym w ludzkiej mowie jest głośno
Choć nie zapomniał lubej bynajmniej
To już nie tęsknił za nią zbyt mocno
2012
Gdy blask księżyca chmur nie przenikał
Choć ciemność zdjęła oczy niemocą
Usłyszeć zdołał w górze puszczyka
Już miał wypuścić strzałę do celu
Gdy ptak ukryty przed strzelca okiem
Rzekł że jest królem rzeczy tych wielu
Które się chować zwykły przed wzrokiem
I że od puszczy nie jego miano
Ale że pusząc się w nocy woła
Bo w wielu miejscach o nim słyszano
Chociaż go spotkać mało kto zdołał
Pojmij że ważne - puszczyk powiada -
Kiedy się mówi dużo o tobie
Skarb mój bezcenny takim jest - sława
A najszczęśliwszym jest sławny człowiek
I gdy odleciał księżyc twarz blaskiem
Takim łucznika obdarzył jasnym
Że odtąd wszędzie miał być już zawsze
Z promiennej twarzy chłopak ten sławny
Tak zdobył łucznik to co widzialne
I o czym w ludzkiej mowie jest głośno
Choć nie zapomniał lubej bynajmniej
To już nie tęsknił za nią zbyt mocno
2012
wtorek, 18 września 2012
Czarcie dary - cz. 1.
Żył dzielny łucznik za dawnych czasów
Wiejska dziewczyna była mu lubą
Gdy zaginęła wśród gęstych lasów
Wyruszył chłopak za drogą zgubą
Długo wędrował jadając mało
Aż dnia pewnego w południa słońcu
Napiął cięciwę zabójczą strzałą
Dostrzegłszy orła na sosny końcu
Wtem ptak powiedział mu że jest władcą
Wszystkiego co jest zobaczyć w stanie
I że mu odda wielkie bogactwo
Za które wszystko w świecie dostanie
Zaniechał orła za worek złota
Który zostawił ptak przed odlotem
I zdała mu się mniejszą tęsknota
Gdy czego pragnął zdobywał złotem
Tylko raz kiedy zmierzch nocy szukał
I mgły na siwo ziemię barwiły
Ujrzał przez moment nad sobą kruka
I lęk ogarnął wnet go niemiły
2012
Wiejska dziewczyna była mu lubą
Gdy zaginęła wśród gęstych lasów
Wyruszył chłopak za drogą zgubą
Długo wędrował jadając mało
Aż dnia pewnego w południa słońcu
Napiął cięciwę zabójczą strzałą
Dostrzegłszy orła na sosny końcu
Wtem ptak powiedział mu że jest władcą
Wszystkiego co jest zobaczyć w stanie
I że mu odda wielkie bogactwo
Za które wszystko w świecie dostanie
Zaniechał orła za worek złota
Który zostawił ptak przed odlotem
I zdała mu się mniejszą tęsknota
Gdy czego pragnął zdobywał złotem
Tylko raz kiedy zmierzch nocy szukał
I mgły na siwo ziemię barwiły
Ujrzał przez moment nad sobą kruka
I lęk ogarnął wnet go niemiły
2012
poniedziałek, 17 września 2012
Noce żywych trupów
Cmentarne zagłębie
Noc w chorych umysłach
Światło skrył zupełnie
Czart i w czerń ich wysłał
Nad odkrytym grobem
Zgniłych szczątków darcie
Ludzie jeszcze trochę
Lecz hieny już bardziej
W trumnach żywi wiecznie
Trupy nad grobami
Aby przetrwać jeszcze
Żywieni szczątkami
2012
Noc w chorych umysłach
Światło skrył zupełnie
Czart i w czerń ich wysłał
Nad odkrytym grobem
Zgniłych szczątków darcie
Ludzie jeszcze trochę
Lecz hieny już bardziej
W trumnach żywi wiecznie
Trupy nad grobami
Aby przetrwać jeszcze
Żywieni szczątkami
2012
niedziela, 16 września 2012
Sen
Zamykam oczy i wszystko znika
Nie widzę smutku w zniszczonych oczach
Wiatr nie rwie ścierwa w martwych fabrykach
Szczęścia nie szuka nikt w brudnych koszach
W kanałach tylko ukryte rury
Przy drodze jeden podróżny czeka
Tylko gryzonie żyją jak szczury
Ludzie prowadzą życie człowieka
Nie widzę różnic i upodlenia
Krzywdy pogardy ni szklanych domów
Nikt innym mieszkań w nory nie zmienia
By lepiej było wiadomo komu
Nie widzę by kto nie mógł tu znaleźć
Tego co mają kraje dalekie
Godność na rynku się nie sprzedaje
Człowiek jest tylko i aż człowiekiem
Zatykam uszy - nie słyszę kłamstwa
Od propagandy uwalniam głowę
Jad nienawiści chciwość i draństwa
Depczą w kałuży buty gumowe
Nikt nie ma więcej niż mu potrzeba
I nie zarabia drugiego kosztem
Wszystkim wystarcza na kromkę chleba
Co niewidoczne sercu najdroższe
Widzę że ludzie znowu są razem
Słyszę że mówią jednym językiem
I cieszę oko takim obrazem
A ucho chłonie taką muzykę
Lecz kiedy tylko oczy otwieram
I kiedy uszy odtykam ledwie
Znów mi się bagno do wnętrza wdziera
I wszystko wokół w bagnie tym grzęźnie
Wtedy umiera sen razem z ciszą
A chciałbym przespać lat jeszcze tysiąc
Uszy otwarte lecz nic nie słyszą
Oczy choć patrzą to nic nie widzą
2012
Nie widzę smutku w zniszczonych oczach
Wiatr nie rwie ścierwa w martwych fabrykach
Szczęścia nie szuka nikt w brudnych koszach
W kanałach tylko ukryte rury
Przy drodze jeden podróżny czeka
Tylko gryzonie żyją jak szczury
Ludzie prowadzą życie człowieka
Nie widzę różnic i upodlenia
Krzywdy pogardy ni szklanych domów
Nikt innym mieszkań w nory nie zmienia
By lepiej było wiadomo komu
Nie widzę by kto nie mógł tu znaleźć
Tego co mają kraje dalekie
Godność na rynku się nie sprzedaje
Człowiek jest tylko i aż człowiekiem
Zatykam uszy - nie słyszę kłamstwa
Od propagandy uwalniam głowę
Jad nienawiści chciwość i draństwa
Depczą w kałuży buty gumowe
Nikt nie ma więcej niż mu potrzeba
I nie zarabia drugiego kosztem
Wszystkim wystarcza na kromkę chleba
Co niewidoczne sercu najdroższe
Widzę że ludzie znowu są razem
Słyszę że mówią jednym językiem
I cieszę oko takim obrazem
A ucho chłonie taką muzykę
Lecz kiedy tylko oczy otwieram
I kiedy uszy odtykam ledwie
Znów mi się bagno do wnętrza wdziera
I wszystko wokół w bagnie tym grzęźnie
Wtedy umiera sen razem z ciszą
A chciałbym przespać lat jeszcze tysiąc
Uszy otwarte lecz nic nie słyszą
Oczy choć patrzą to nic nie widzą
2012
sobota, 15 września 2012
Wrześniowe rocznice
Naszej szkoły lat czterdzieści
Bal spotkania wspominanie
A mi pamięć ciągle pieści
Inny wrzesień i spotkanie
To ćwierć wieku właśnie mija
Odkąd ciebie tu ujrzałem
Krótka jak twe życie chwila
Warto było być tu dla niej
Kim bym był bez tej jesieni?
Ile znaczyłbym bez ciebie?
Wszystko wtedy mi odmienił
Z lat czterdziestu wrzesień jeden
Pięć lat marzeń aż do września
Gdy zabrała szczęście jesień
Wrześniów przeszło choć dwadzieścia
Wciąż mnie boli tamten wrzesień
2012
Bal spotkania wspominanie
A mi pamięć ciągle pieści
Inny wrzesień i spotkanie
To ćwierć wieku właśnie mija
Odkąd ciebie tu ujrzałem
Krótka jak twe życie chwila
Warto było być tu dla niej
Kim bym był bez tej jesieni?
Ile znaczyłbym bez ciebie?
Wszystko wtedy mi odmienił
Z lat czterdziestu wrzesień jeden
Pięć lat marzeń aż do września
Gdy zabrała szczęście jesień
Wrześniów przeszło choć dwadzieścia
Wciąż mnie boli tamten wrzesień
2012
piątek, 14 września 2012
Miasto z marzeń
Poznaj historię mojego miasta
Gdzie słońce z morza idzie na zachód
Ono nie z pracy ludzi wyrasta
Lecz z płytkich marzeń garstki cwaniaków
Kto port chciał wznosić nie znalazł pracy
Mógł tylko morzem na zachód ruszyć
Szansę tu mieli sprytni cwaniacy
Bo czas był dobry dla parweniuszy
Tupet znajomość pieniądze taty
I szczęścia uśmiech zawsze pomoże
Dobry ożenek czyni bogatym
Gdy teść ma ziemię nad samym morzem
Niech głupi szczęścia szuka bez celu
Niech worki nosi za grosik marny
Sprytny przepija do inżynierów
I kapelana ogrywa w karty
Tu jest marzeniem dom i samochód
Działka w śródmieściu na górze z krzyżem
Przez lata ciągły ku szczytom pochód
Prowadzi ślepców niżej i niżej
Kiedyś był przemysł stocznia i praca
Dzisiaj została tylko legenda
Dobrze do przeszłych lat jest powracać
Trzeba je tylko dobrze pamiętać
2012
Gdzie słońce z morza idzie na zachód
Ono nie z pracy ludzi wyrasta
Lecz z płytkich marzeń garstki cwaniaków
Kto port chciał wznosić nie znalazł pracy
Mógł tylko morzem na zachód ruszyć
Szansę tu mieli sprytni cwaniacy
Bo czas był dobry dla parweniuszy
Tupet znajomość pieniądze taty
I szczęścia uśmiech zawsze pomoże
Dobry ożenek czyni bogatym
Gdy teść ma ziemię nad samym morzem
Niech głupi szczęścia szuka bez celu
Niech worki nosi za grosik marny
Sprytny przepija do inżynierów
I kapelana ogrywa w karty
Tu jest marzeniem dom i samochód
Działka w śródmieściu na górze z krzyżem
Przez lata ciągły ku szczytom pochód
Prowadzi ślepców niżej i niżej
Kiedyś był przemysł stocznia i praca
Dzisiaj została tylko legenda
Dobrze do przeszłych lat jest powracać
Trzeba je tylko dobrze pamiętać
2012
środa, 12 września 2012
Wyobraź sobie
Wyobraź sobie królestwo boże
Na całej ziemi wśród wszystkich ludzi
Czy wyobrazić sobie to możesz
Że jednej wiary świt cię obudzi?
Wyobraź sobie niewiernych w piekle
I raj dla wszystkich w boga wierzących
'Marzyciel' o mnie pomyślisz pewnie
Jednak podobnie myślą tysiące
Wyobraź sobie że da się wszelkie
Herezje w gardła bluźniercom wepchnąć
I że nie będzie trzeba już wielkiej
Wojny prowadzić o sprawę świętą
Wyobraź sobie że uczuć świętych
Nikt już obrazić się nie odważy
Bo świat się cały ludźmi wypełni
O fanatycznie zaciętej twarzy
2012
Zapożyczenie z / parafraza: John Lennon
Na całej ziemi wśród wszystkich ludzi
Czy wyobrazić sobie to możesz
Że jednej wiary świt cię obudzi?
Wyobraź sobie niewiernych w piekle
I raj dla wszystkich w boga wierzących
'Marzyciel' o mnie pomyślisz pewnie
Jednak podobnie myślą tysiące
Wyobraź sobie że da się wszelkie
Herezje w gardła bluźniercom wepchnąć
I że nie będzie trzeba już wielkiej
Wojny prowadzić o sprawę świętą
Wyobraź sobie że uczuć świętych
Nikt już obrazić się nie odważy
Bo świat się cały ludźmi wypełni
O fanatycznie zaciętej twarzy
2012
Zapożyczenie z / parafraza: John Lennon
wtorek, 11 września 2012
Naród wybrany
Na co narodem zostać wybranym?
By za Mojżeszem musieć podążać?
W pustyni błądzić za nim latami
Gdy prostą drogą szybciej dojść można?
Czy być nie lepiej Mojżeszem sobie?
Zamiast go słuchać gdy ciężko sercu
By kiedy lepiej zrobi się trochę
W złotym radości znajdować cielcu
Czy kto wybrany sam wybrać może
Czy wziąć tablice z przykazaniami?
A może sam je napisał Mojżesz
A nie boskimi są nakazami?
Niech nikt mi morza wód nie rozsuwa
I na pustkowiu manną nie karmi
Może samemu przejść mi się uda
Lub zginę ale wolny przynajmniej
Skoro wybranym jestem przez boga
Sam pokierować mogę swym losem
Niech błędna będzie lecz własna droga
Niech źle coś powiem lecz swoim głosem
2012
By za Mojżeszem musieć podążać?
W pustyni błądzić za nim latami
Gdy prostą drogą szybciej dojść można?
Czy być nie lepiej Mojżeszem sobie?
Zamiast go słuchać gdy ciężko sercu
By kiedy lepiej zrobi się trochę
W złotym radości znajdować cielcu
Czy kto wybrany sam wybrać może
Czy wziąć tablice z przykazaniami?
A może sam je napisał Mojżesz
A nie boskimi są nakazami?
Niech nikt mi morza wód nie rozsuwa
I na pustkowiu manną nie karmi
Może samemu przejść mi się uda
Lub zginę ale wolny przynajmniej
Skoro wybranym jestem przez boga
Sam pokierować mogę swym losem
Niech błędna będzie lecz własna droga
Niech źle coś powiem lecz swoim głosem
2012
niedziela, 9 września 2012
Paradoks sumienia
Im zasobniejsze sklepy są w towar
Tym jest sumienia większy deficyt
A im ktoś bogactw więcej skosztował
Że stać go na nie tym trudniej liczyć
2012
Tym jest sumienia większy deficyt
A im ktoś bogactw więcej skosztował
Że stać go na nie tym trudniej liczyć
2012
sobota, 8 września 2012
Stadion Narodowy im. Natalii S.
W rocznicę samospalenia
Gdzie zaduszono protestu płomień
Jego w umysłach bezmyślnej masy
Tam imienniczki biust silikonem
Na sztorc postawił tłuszczy kutasy
2012
Gdzie zaduszono protestu płomień
Jego w umysłach bezmyślnej masy
Tam imienniczki biust silikonem
Na sztorc postawił tłuszczy kutasy
2012
wtorek, 4 września 2012
Jantarowozłoci
Czemu - gdy na słabych krzywdę
Co się dzieje w prawa świetle
Uszy wasze głuche zwykle
Oczy dziwnie są oślepłe -
Żądzą zysków owładniętych
Los uwagę waszą skupił? -
Nie trafiło wszak na biednych
Lecz na chciwych i na głupich
2012
Co się dzieje w prawa świetle
Uszy wasze głuche zwykle
Oczy dziwnie są oślepłe -
Żądzą zysków owładniętych
Los uwagę waszą skupił? -
Nie trafiło wszak na biednych
Lecz na chciwych i na głupich
2012
poniedziałek, 3 września 2012
Szaleni militaryści
Mało im z flinty do zwierząt mierzyć
I politycznych planów kampanii
Zbroić się trzeba - pułków, żołnierzy
Krwi przelewanej w obronie granic
Armię wzmacniają w wojskowe święto
W rocznicę wojny z milionów śmiercią
Gdy po wakacjach uczyć zaczęto
Planów ich przyszłych armatnie mięso
Nic im kryzysy, deficyt, bieda
Zawsze pieniądze znajdą na armię
Kiedy żyć ludziom pomóc się nie da
Władza pomoże umrzeć przynajmniej
Chłopcy w wojenkę chętnie się bawią
Choć ich do służby pęd całkiem marny
Na rzeź prowadzą baranów stado
Pod sztandarami ze skór im zdartych
2012
I politycznych planów kampanii
Zbroić się trzeba - pułków, żołnierzy
Krwi przelewanej w obronie granic
Armię wzmacniają w wojskowe święto
W rocznicę wojny z milionów śmiercią
Gdy po wakacjach uczyć zaczęto
Planów ich przyszłych armatnie mięso
Nic im kryzysy, deficyt, bieda
Zawsze pieniądze znajdą na armię
Kiedy żyć ludziom pomóc się nie da
Władza pomoże umrzeć przynajmniej
Chłopcy w wojenkę chętnie się bawią
Choć ich do służby pęd całkiem marny
Na rzeź prowadzą baranów stado
Pod sztandarami ze skór im zdartych
2012
piątek, 31 sierpnia 2012
NOTES 34 - Krąg
Wciąż tu z innymi na ludzkich brzegach
Gdzie sad i drogi i wspólne łoże
Patrzę i myślę jak tam być może
Skąd krzyk żurawi tylko dobiega
Tam powiew wolny gra w dzikich trzcinach
Ptaki przed wzrokiem skryte niegodnym
Przestwór rozdziela dwa brzegi wodny
Księżyc przewoźnik srebrem je spina
Nie wiem czy zdołam przepłynąć wody
Lęki zostawić na ludzi stronie
Wsłuchany tylko w żurawi gody
Czy płonnych marzeń znów nie dogonię
I nie dostrzegłszy ratunku kłody
W mrocznej głębinie odnajdę koniec

2012
Gdzie sad i drogi i wspólne łoże
Patrzę i myślę jak tam być może
Skąd krzyk żurawi tylko dobiega
Tam powiew wolny gra w dzikich trzcinach
Ptaki przed wzrokiem skryte niegodnym
Przestwór rozdziela dwa brzegi wodny
Księżyc przewoźnik srebrem je spina
Nie wiem czy zdołam przepłynąć wody
Lęki zostawić na ludzi stronie
Wsłuchany tylko w żurawi gody
Czy płonnych marzeń znów nie dogonię
I nie dostrzegłszy ratunku kłody
W mrocznej głębinie odnajdę koniec
2012
poniedziałek, 20 sierpnia 2012
Przepis na obłudników
Najpierw zgrywać oburzonych
Że gdzieś łamią wolność słowa
I więzionych dziewcząt bronić
By do innych doszlusować
Potem przyjąć z honorami
Popa co je ma za diabły
W dniu gdy sąd pod kapturami
Za pokutę da im łagry
2012
Że gdzieś łamią wolność słowa
I więzionych dziewcząt bronić
By do innych doszlusować
Potem przyjąć z honorami
Popa co je ma za diabły
W dniu gdy sąd pod kapturami
Za pokutę da im łagry
2012
czwartek, 16 sierpnia 2012
Do I***
Trwajmy w swojej tajemnicy
Niech nikt obcy jej nie pozna
Nie pozwolą zawistnicy
Szczęśliwymi innym zostać
Dam ci czego zawsze chciałaś
Choćbym stracić miał część siebie
Ty pozwolisz przeżyć w zamian
Krótkie chwile w szczęścia niebie
Pragnę spijać z gładkiej szyi
Poziomkowy grzechu nektar
Zamknąć życie w czas motyli
I konając w tobie szeptać
Ja sekretu tak dochowam
Że nie dowiesz ty się nawet
Prawdy ile jest w tych słowach
Ile marzeń w nich na jawie
2012
Niech nikt obcy jej nie pozna
Nie pozwolą zawistnicy
Szczęśliwymi innym zostać
Dam ci czego zawsze chciałaś
Choćbym stracić miał część siebie
Ty pozwolisz przeżyć w zamian
Krótkie chwile w szczęścia niebie
Pragnę spijać z gładkiej szyi
Poziomkowy grzechu nektar
Zamknąć życie w czas motyli
I konając w tobie szeptać
Ja sekretu tak dochowam
Że nie dowiesz ty się nawet
Prawdy ile jest w tych słowach
Ile marzeń w nich na jawie
2012
piątek, 10 sierpnia 2012
Dziewczyna z bagien - cz. 2.
I wtem ją spostrzegłeś
W srebrzystej sukience
Jak światło odległe
Gdy zwątpić ma serce
Jak córkę księżyca
Co złu moc wytrąca
Jasnością oblicza
Zesłaną przez ojca
Nadzieja wróciła
Na miejsce zwątpienia
Grzęznących nóg siła
I sprawność ramienia
Wyrwany z trzęsawisk
Ruszyłeś jej śladem
By życie ocalić
Nie wracać do bagien
Lecz panna ta z ojcem
Mieszkała na bagnach
Tu ciemne ją moce
Więziły od dawna
I tak noce dzielić
Pragnęła z kimś smutne
Że wszyscy ginęli
Z rąk panny okrutnej
2012
W srebrzystej sukience
Jak światło odległe
Gdy zwątpić ma serce
Jak córkę księżyca
Co złu moc wytrąca
Jasnością oblicza
Zesłaną przez ojca
Nadzieja wróciła
Na miejsce zwątpienia
Grzęznących nóg siła
I sprawność ramienia
Wyrwany z trzęsawisk
Ruszyłeś jej śladem
By życie ocalić
Nie wracać do bagien
Lecz panna ta z ojcem
Mieszkała na bagnach
Tu ciemne ją moce
Więziły od dawna
I tak noce dzielić
Pragnęła z kimś smutne
Że wszyscy ginęli
Z rąk panny okrutnej
2012
czwartek, 9 sierpnia 2012
Dziewczyna z bagien - cz. 1.
Zbłądziłeś na bagnach
I mroki nastały
Strach skacze do gardła
Jak wilk wygłodniały
Bo chmur atramenty
Blask skradły księżyca
I nie wiesz którędy
Powrócić do życia
Odpychasz złowieszcze
Szuwarów uściski
I czujesz że grzęźniesz
W czeluściach błotnistych
Lęk czai się w myślach
I zmysły zatruwa
Byś widział i słyszał
Co niesie ułuda
Gdy wszystko co przeszło
Przez mózg wartko płynie
Gdy każdy krok w ciemność
Śmierć może ci przynieść
Bezradnie pomocy
Od kogoś wyglądasz
Lecz nikt pośród nocy
Tu nie chce zaglądać
2012
I mroki nastały
Strach skacze do gardła
Jak wilk wygłodniały
Bo chmur atramenty
Blask skradły księżyca
I nie wiesz którędy
Powrócić do życia
Odpychasz złowieszcze
Szuwarów uściski
I czujesz że grzęźniesz
W czeluściach błotnistych
Lęk czai się w myślach
I zmysły zatruwa
Byś widział i słyszał
Co niesie ułuda
Gdy wszystko co przeszło
Przez mózg wartko płynie
Śmierć może ci przynieść
Bezradnie pomocy
Od kogoś wyglądasz
Lecz nikt pośród nocy
Tu nie chce zaglądać
2012
niedziela, 5 sierpnia 2012
Polish Riot
Boże przegoń pieczeniarzy
Upasionych lekkim chlebem
Skoro nikt się nie odważył
Wsparcie niech się znajdzie w niebie
Przegoń podłych plutokratów
Których smycz burżujów trzyma
Okaż siłę swoją światu
Tłuste karki ponaginaj
I kapłanów ich obłudy
Wygoń biczem ze świątyni
Własnych owiec nędzą grubych
Jak skarbonki w kształcie świni
Głos prostaczków racz usłyszeć
Niech twa wszechmoc się pokaże
Zanim krzyk nasz przerwie ciszę
I się wedrze na ołtarze
I koterii zanim zmowa
Za obrazę nas pochwyci
By sądami zakneblować
Mówiąc żeśmy są bandyci
Patrzeć będziesz jak nam klika
Która sama ma cię za nic
Usta kratą pozamyka
Czy pokażesz żeś jest z nami?
2012
Upasionych lekkim chlebem
Skoro nikt się nie odważył
Wsparcie niech się znajdzie w niebie
Przegoń podłych plutokratów
Których smycz burżujów trzyma
Okaż siłę swoją światu
Tłuste karki ponaginaj
I kapłanów ich obłudy
Wygoń biczem ze świątyni
Własnych owiec nędzą grubych
Jak skarbonki w kształcie świni
Głos prostaczków racz usłyszeć
Niech twa wszechmoc się pokaże
Zanim krzyk nasz przerwie ciszę
I się wedrze na ołtarze
I koterii zanim zmowa
Za obrazę nas pochwyci
By sądami zakneblować
Mówiąc żeśmy są bandyci
Patrzeć będziesz jak nam klika
Która sama ma cię za nic
Usta kratą pozamyka
Czy pokażesz żeś jest z nami?
2012
Subskrybuj:
Posty (Atom)