światło - światło w sobie masz x3
światło...
czyś jest biały żółty czarny
czyś kształcony jest czy nie
los szczęśliwy twój czy marny
czyś na szczycie czy na dnie
żyjesz lśniąc lśniąc
tym co masz w sobie
żyjesz lśniąc mając moc
tysiąca słońc
czy do bóstw zanosisz modły
czy w człowieka wiarę masz
czy cię cudze sądy zwiodły
czy nie wierzysz sobie sam
żyjesz lśniąc...
czyś kochany czy też kochasz
czy przyjaciół wokół masz
czyś jest sam na życia drogach
czy wróg pluje tobie w twarz
żyjesz lśniąc...
czy ci dobrze z tym czy z tamtą
czy to robisz tak czy tak
choćby mieliby cię zamknąć
to nie ważne bo i tak
żyjesz lśniąc...
czy się uczysz czy pracujesz
może na nic nie stać cię
gdy się tuczą chciwe zbóje
jak wszy pijąc twoją krew
żyjesz lśniąc...
czyś jest młody silny piękny
i straconych nie masz lat
czyś jest stary słaby wstrętny
i do cna ci obmierzł świat
żyjesz lśniąc...
czyś u siebie czyś wygnany
czyś bez domu jest jak pies
czy z nadzieją czekasz zmiany
czy ci dobrze jest jak jest
żyjesz lśniąc...
choćbyś inny był niż reszta
i nie zgadzał z nimi się
póki słuchasz głosu serca
i prowadzi rozum cię
żyjesz lśniąc...
bez majątku bez salonów
bez układów intryg draństw
bez zaszczytów bez ukłonów
bez orderów blichtru łgarstw
żyjesz lśniąc...
bez świętości bez idoli
bez pomników wielkich słów
pewny siły wolnej woli
i obłudy wzniosłych mów
żyjesz lśniąc...
a gdy jadem zła odbierze
świat ci życie tak jak wąż
łez nie ujrzy mych bo wierzę
że śmierć śmiercią a ty wciąż
żyjesz lśniąc...
2016
♫ na melodię: Lais ('t Smidje)
"Lasciate ogni speranza, voi ch'entrate"
„Okręt mój płynie dalej – pod prąd,
Serce, choć popękane, bić chce,
Nie ma cię i nie było – jest noc,
Nie ma mnie i nie było – jest dzień”
parafraza: KAT
wtorek, 28 czerwca 2016
poniedziałek, 30 maja 2016
sen o... ♫
mam tak samo jak psy
kleszcze pluskwy i pchły
pieskie życie psi świat
tak przez resztę dni
lecz jak człowiek mam kolorowe sny
gdy się skończy mój czas
wzlecę w niebo jak ptak
śmierć osuszy mi łzy
i spełnią się sny
wreszcie zaznam kolorowych dni
gdybyś ujrzeć chciał
jak ktoś może żyć
zły los jak bezpańskiego psa
spójrz zobacz jak
wygląda pośród was
bezdomnych dzień
2006
tekst oryginalny: Marek Gaszyński
♫ na melodię: Cz. Niemen
kleszcze pluskwy i pchły
pieskie życie psi świat
tak przez resztę dni
lecz jak człowiek mam kolorowe sny
gdy się skończy mój czas
wzlecę w niebo jak ptak
śmierć osuszy mi łzy
i spełnią się sny
wreszcie zaznam kolorowych dni
gdybyś ujrzeć chciał
jak ktoś może żyć
zły los jak bezpańskiego psa
spójrz zobacz jak
wygląda pośród was
bezdomnych dzień
2006
tekst oryginalny: Marek Gaszyński
♫ na melodię: Cz. Niemen
niedziela, 29 maja 2016
na śmierć sąsiada
w końcu więc umarłeś po długiej chorobie
i wkurzał już mnie nie będziesz
wstyd bo podświadomie to życzyłem sobie
byś przysiadł cicho na grzędzie
a teraz już wolny od upierdliwości
czuję się jakoś nieswojo
jak gdybym sam przyniósł śmierć tobie ze złości
zatruwszy żółcią cię swoją
i nie wiem czy wdowa po tobie zapłacze
czy łzę wnuk chociaż uroni
lecz wiem że wstecz patrząc zło swoje zobaczę
które do zguby mnie goni
chcę wierzyć że spokój masz już bez cierpienia
że ktoś zatęskni choć chwilkę
i że jeszcze siebie tak zdążę pozmieniać
by nikt nie czekał aż zmilknę
2016
i wkurzał już mnie nie będziesz
wstyd bo podświadomie to życzyłem sobie
byś przysiadł cicho na grzędzie
a teraz już wolny od upierdliwości
czuję się jakoś nieswojo
jak gdybym sam przyniósł śmierć tobie ze złości
zatruwszy żółcią cię swoją
i nie wiem czy wdowa po tobie zapłacze
czy łzę wnuk chociaż uroni
lecz wiem że wstecz patrząc zło swoje zobaczę
które do zguby mnie goni
chcę wierzyć że spokój masz już bez cierpienia
że ktoś zatęskni choć chwilkę
i że jeszcze siebie tak zdążę pozmieniać
by nikt nie czekał aż zmilknę
2016
piątek, 27 maja 2016
Dora 500+
tuż po świętego dniu Telesfora
w kraju gdzie złotym brzuszkiem sikora
chwali się w wierzbach - nie w sykomorach
przyszła kobieta imieniem Dora
(córka Gertrudy i Izydora
zrodzona we wsi koło Zatora
w jednym z ostatnich dni termidora)
o pomoc prosić pana doktora:
"doktorze - jestem poważnie chora
nic mi się nie chce z rana z wieczora
ciężka się czuję jak jakaś lora
i brzuch wydęło mi na kształt wora
w nim kwintal brukwi albo półtora
oka nie mogę zmrużyć od wczora
do pracy jestem całkiem nieskora
i mdłości miewam o różnych porach -
czuję że dusi mnie jakaś zmora"
doktor z dobrego miną aktora
w milczeniu godnym mnichów przeora
pogmerał Dorze w różnych otworach
tajemniczego użył wyciora
i rzekł: "kobieto - nie jesteś chora -
na macierzyństwo nadeszła pora"
Dora w pąs niczym koral indora
lub dojrzałego miąższ pomidora:
"to niemożliwe! nie chcę bachora!
pieniędzy mało - mieszkanie: nora
jakże wykarmić mam głodomora?"
i uprosiła pana doktora
by niechcianego wyjął z niej stwora...
ledwo z zabiegiem ten się uporał
jeszcze krwi nie starł z ostrza scyzora
a już wleciało kilku ze dwora
pod przewodnictwem specsłużb majora
skuli na ziemi pana doktora
(choć on bez tego miał już cykora)
wywlekli niczym z mafii bandziora -
na takich czeka z kratą komora
i więziennego zapach śpiwora
za mord na dziecku odsiadka spora
jest wedle sądu kalkulatora
choć to nie kata ostrze topora
ani gazowa śmierci komora
to przyszłość iście w czarnych kolorach...
tymczasem uciec nieszczęsna Dora
chciała i zniknąć niczym kamfora
jak w byczej szarży koń pikadora
ale że było to po nieszporach
ksiądz na odchodne: "ora labora"
opustoszała chóru empora
z kościoła wyszła zajadła sfora
właśnie fałszywie skończyła chorał
babcie jak zwykle w podłych humorach
każda dokopać bliźniemu skora
gdy ktoś im doniósł że dziwka Dora
dała wyskrobać sobie bachora...
jakże jest słuszny gniew kalafiora
z delikatnością w orce traktora
empatią godną torreadora
paszczą wielkości aligatora
z której się sączy jad muchomora -
kruchta to sądów ludu agora
rozdarła wzdłuż się przybytku stora
chociaż gromadka całkiem niespora
(z dwa razy tyle co świec w menorach
członków acz wzrosłych na cnoty wzorach)
to sprawna prężna niczym kamora
mająca pośród siebie rektora
dwóch profesorów i dyrektora -
u wszystkich wielka boża pokora -
wydano wyrok - wykonać pora:
za kudły zdzirę i do bajora
niech się tam tarza niby maciora
potem wyrzucić z miasta potwora
w sercu parafii grzechu zadziora
brudna jej dusza niczym obora
nikt takich nie chce tutaj więc: fora!
na gałąź dębu albo jawora
lub niech położy łeb gdzieś na torach
później w powłoce cierpi upiora
którego trzyma winy zapora
i niech się blada jak brzozy kora
tuła przez wieki po polach borach -
skończy sodoma się i gomora...
to prawie koniec i czas na morał -
kobieto - oszczędź życie bachora
a nawet sobie znajdź amatora
pozwól by miękkość jego wisiora
chuć utwardziła w łodygę pora
niech zasmakuje w damskich walorach
w rui waderą bądź dla basiora
twe łono niczym życia amfora
zbój kiedy ciebie jakiś przeora
przy symbolicznych zostań oporach
bo dziś za dziecko jest sumka spora
przy trójce - kafla nawet półtora
przeżyć przy skromnych da ci poborach
gdy demografia na zapaść chora
twoja ją może wspomóc podpora
więc nie oszczędzaj siebie w amorach
zbawczyni nacji - pław się w honorach
lecz nie zapomnij wrzucić do wora
tym co w kościołach oraz klasztorach
tuczyć się będą na twych bachorach
2016
w kraju gdzie złotym brzuszkiem sikora
chwali się w wierzbach - nie w sykomorach
przyszła kobieta imieniem Dora
(córka Gertrudy i Izydora
zrodzona we wsi koło Zatora
w jednym z ostatnich dni termidora)
o pomoc prosić pana doktora:
"doktorze - jestem poważnie chora
nic mi się nie chce z rana z wieczora
ciężka się czuję jak jakaś lora
i brzuch wydęło mi na kształt wora
w nim kwintal brukwi albo półtora
oka nie mogę zmrużyć od wczora
do pracy jestem całkiem nieskora
i mdłości miewam o różnych porach -
czuję że dusi mnie jakaś zmora"
doktor z dobrego miną aktora
w milczeniu godnym mnichów przeora
pogmerał Dorze w różnych otworach
tajemniczego użył wyciora
i rzekł: "kobieto - nie jesteś chora -
na macierzyństwo nadeszła pora"
Dora w pąs niczym koral indora
lub dojrzałego miąższ pomidora:
"to niemożliwe! nie chcę bachora!
pieniędzy mało - mieszkanie: nora
jakże wykarmić mam głodomora?"
i uprosiła pana doktora
by niechcianego wyjął z niej stwora...
ledwo z zabiegiem ten się uporał
jeszcze krwi nie starł z ostrza scyzora
a już wleciało kilku ze dwora
pod przewodnictwem specsłużb majora
skuli na ziemi pana doktora
(choć on bez tego miał już cykora)
wywlekli niczym z mafii bandziora -
na takich czeka z kratą komora
i więziennego zapach śpiwora
za mord na dziecku odsiadka spora
jest wedle sądu kalkulatora
choć to nie kata ostrze topora
ani gazowa śmierci komora
to przyszłość iście w czarnych kolorach...
tymczasem uciec nieszczęsna Dora
chciała i zniknąć niczym kamfora
jak w byczej szarży koń pikadora
ale że było to po nieszporach
ksiądz na odchodne: "ora labora"
opustoszała chóru empora
z kościoła wyszła zajadła sfora
właśnie fałszywie skończyła chorał
babcie jak zwykle w podłych humorach
każda dokopać bliźniemu skora
gdy ktoś im doniósł że dziwka Dora
dała wyskrobać sobie bachora...
jakże jest słuszny gniew kalafiora
z delikatnością w orce traktora
empatią godną torreadora
paszczą wielkości aligatora
z której się sączy jad muchomora -
kruchta to sądów ludu agora
rozdarła wzdłuż się przybytku stora
chociaż gromadka całkiem niespora
(z dwa razy tyle co świec w menorach
członków acz wzrosłych na cnoty wzorach)
to sprawna prężna niczym kamora
mająca pośród siebie rektora
dwóch profesorów i dyrektora -
u wszystkich wielka boża pokora -
wydano wyrok - wykonać pora:
za kudły zdzirę i do bajora
niech się tam tarza niby maciora
potem wyrzucić z miasta potwora
w sercu parafii grzechu zadziora
brudna jej dusza niczym obora
nikt takich nie chce tutaj więc: fora!
na gałąź dębu albo jawora
lub niech położy łeb gdzieś na torach
później w powłoce cierpi upiora
którego trzyma winy zapora
i niech się blada jak brzozy kora
tuła przez wieki po polach borach -
skończy sodoma się i gomora...
to prawie koniec i czas na morał -
kobieto - oszczędź życie bachora
a nawet sobie znajdź amatora
pozwól by miękkość jego wisiora
chuć utwardziła w łodygę pora
niech zasmakuje w damskich walorach
w rui waderą bądź dla basiora
twe łono niczym życia amfora
zbój kiedy ciebie jakiś przeora
przy symbolicznych zostań oporach
bo dziś za dziecko jest sumka spora
przy trójce - kafla nawet półtora
przeżyć przy skromnych da ci poborach
gdy demografia na zapaść chora
twoja ją może wspomóc podpora
więc nie oszczędzaj siebie w amorach
zbawczyni nacji - pław się w honorach
lecz nie zapomnij wrzucić do wora
tym co w kościołach oraz klasztorach
tuczyć się będą na twych bachorach
2016
środa, 25 maja 2016
maszyna
leży na łożu smukła maszyna
z wolna do pracy brać się zaczyna
wypukły korpus kształtem się chwali
lśnią jej krągłości blaskami stali
na ruch gotowe sprawne przeguby
cylindry tłoków czekają grubych
wilgoć po ściankach tulei spływa
gładki suw tłoka daje oliwa
tłok wpierw w otworze głowicy tonie
jakby żelazne wzięły go dłonie
zwilżony w czeluść pchając zawzięcie
suw i cofnięcie suw i cofnięcie
śliski jak jędrna tłusta kiełbasa
dławi cylinder się od grubasa
niczym niemowlę długim bananem
kiedy mu zębów użyć nie dane
powtórzeń takich chyba z czterdzieści
ledwie głowica tłok tak wypieści
maszyna już się spodem odwraca
w innej tulei czeka tłok praca
jak ślimak wnika w wąską muszelkę
w dół pod rozwartą lekko uszczelkę
maszyna sapie dyszy i dmucha
żar z rozgrzanego jej brzucha bucha
och - jak gorąco!
puff - jak gorąco!
uff - jak gorąco!
pot ją zalewa jak w upał oczy
choć tłok w spoczynku jeszcze - nie tłoczy
lecz choćby przyszło tysiąc atletów
i każdy zjadłby tysiąc kotletów
nagle - gwizd!
nagle - świst!
stukając łomocąc to głośniej to więcej
to z góry to z dołu i wespół i wraz
jak gdyby z tą pracą chciał zdążyć na czas
i stuka aż olej wytryska spod klap
i puka o korpus rytmicznie klap klap
gładko tak lekko jak taniec jak bal
tłok sztywny jak dyszel napręża go stal
przez niego maszyna zziajana zdyszana
nie fraszka igraszka energii wymiana
a skądże to jakże to czemu tak gna?
a co to to co to to kto to tak pcha
że pędzi że wali że bucha buch buch?
i jakie paliwo tak wprawia tłok w ruch
że w takim pośpiechu w cylinder moc tłoczy?
aż nagle... awaria! tłok na wierzch wyskoczył
i zalał olejem maszynę i łoże
rozgrzane że olej mógł od nich rozgorzeć -
tak bywa nierzadko gdy tempo zbyt duże
niespiesznym energii wystarczy na dłużej
2016
inspiracja / zapożyczenia z: J.Tuwim
z wolna do pracy brać się zaczyna
wypukły korpus kształtem się chwali
lśnią jej krągłości blaskami stali
na ruch gotowe sprawne przeguby
cylindry tłoków czekają grubych
wilgoć po ściankach tulei spływa
gładki suw tłoka daje oliwa
tłok wpierw w otworze głowicy tonie
jakby żelazne wzięły go dłonie
zwilżony w czeluść pchając zawzięcie
suw i cofnięcie suw i cofnięcie
śliski jak jędrna tłusta kiełbasa
dławi cylinder się od grubasa
niczym niemowlę długim bananem
kiedy mu zębów użyć nie dane
powtórzeń takich chyba z czterdzieści
ledwie głowica tłok tak wypieści
maszyna już się spodem odwraca
w innej tulei czeka tłok praca
jak ślimak wnika w wąską muszelkę
w dół pod rozwartą lekko uszczelkę
maszyna sapie dyszy i dmucha
żar z rozgrzanego jej brzucha bucha
och - jak gorąco!
puff - jak gorąco!
uff - jak gorąco!
pot ją zalewa jak w upał oczy
choć tłok w spoczynku jeszcze - nie tłoczy
lecz choćby przyszło tysiąc atletów
i każdy zjadłby tysiąc kotletów
i każdy nie wiem jak się wytężał
maszyna zdzierży tłoczenia ciężar
nagle - gwizd!
nagle - świst!
w otwór - buch!
tłoka ruch
najpierw powoli - jak żółw - ociężale
nie szarpiąc maszyną a nieco ospale
zgłębiając posuwy wytrwale z mozołem
zwilżając cylinder raz górą raz dołem
to bieg przyspieszając i gnając wciąż prędzejstukając łomocąc to głośniej to więcej
a dokąd? a dokąd? a dokąd? a w głąb
gdzie ciepło gdzie wilgoć i moc płynie skądto z góry to z dołu i wespół i wraz
jak gdyby z tą pracą chciał zdążyć na czas
i stuka aż olej wytryska spod klap
i puka o korpus rytmicznie klap klap
gładko tak lekko jak taniec jak bal
tłok sztywny jak dyszel napręża go stal
przez niego maszyna zziajana zdyszana
nie fraszka igraszka energii wymiana
a skądże to jakże to czemu tak gna?
a co to to co to to kto to tak pcha
że pędzi że wali że bucha buch buch?
i jakie paliwo tak wprawia tłok w ruch
że w takim pośpiechu w cylinder moc tłoczy?
aż nagle... awaria! tłok na wierzch wyskoczył
i zalał olejem maszynę i łoże
rozgrzane że olej mógł od nich rozgorzeć -
tak bywa nierzadko gdy tempo zbyt duże
niespiesznym energii wystarczy na dłużej
2016
inspiracja / zapożyczenia z: J.Tuwim
sobota, 21 maja 2016
śmierć casanovy (pod papugami) ♫
pot pod pachami rżnięcie w oko piwko wiary gwar
nad szklaneczkami pokąd w rześkość północ zmieni skwar
zmógł się dziewczętami casanova gorycz topi w szkle
ma za uszami bo nie kochał lecz poniżał je
sąd ostateczny był niełaskaw -
kara piekła - wina prosta
nie mógł wyrokom bogów uciec -
wylewu doznał
do raju bramy - a w nim pusto - wybór każdy ma:
post z aniołami - romans z diabłem do białego dnia
sąd ostateczny był niełaskaw -
kara piekła - wina prosta
nie mógł wyrokom bogów uciec -
i nie mógł zostać
poprzytulani nawet wtedy gdy muzyki brak
coś panu pani... casanovy duszę niesie wiatr...
2016
tekst oryginalny: B. Choiński / J. Gałkowski
♫ na melodię: M. Święcicki (Cz. Niemen)
nad szklaneczkami pokąd w rześkość północ zmieni skwar
zmógł się dziewczętami casanova gorycz topi w szkle
ma za uszami bo nie kochał lecz poniżał je
sąd ostateczny był niełaskaw -
kara piekła - wina prosta
nie mógł wyrokom bogów uciec -
wylewu doznał
do raju bramy - a w nim pusto - wybór każdy ma:
post z aniołami - romans z diabłem do białego dnia
sąd ostateczny był niełaskaw -
kara piekła - wina prosta
nie mógł wyrokom bogów uciec -
i nie mógł zostać
poprzytulani nawet wtedy gdy muzyki brak
coś panu pani... casanovy duszę niesie wiatr...
2016
tekst oryginalny: B. Choiński / J. Gałkowski
♫ na melodię: M. Święcicki (Cz. Niemen)
czwartek, 12 maja 2016
krwawemu Józefowi
słów tych kilka wśród peanów
tobie zbawco bogom bliski
kacie własnych generałów
starczający sam za wszystkich
któryś robotniczej biedy
tłum do lagrów więzień nasłał
chociaż sam wierzyłeś kiedyś
w rewolucji wzniosłe hasła
coś wystawił na Hitlera
żer ojczyzny dzieci własnej
naród krwawił i umierał
tobie los okazał łaskę
tobie ty bufonie dęty
kultem bożka otoczony
przez rodzących się następnych
zwolenników zaślepionych
na twarz w spiżu patrzę chłodną
którą wielki wąs porasta
nad nią czapka daszek godło
setny pomnik w centrum miasta
kładą kwiaty u podnóża
krwi rodaków twoich barwy
w której szablę wódz unurzał
teraz stoi na niej wsparty
2016
tobie zbawco bogom bliski
kacie własnych generałów
starczający sam za wszystkich
któryś robotniczej biedy
tłum do lagrów więzień nasłał
chociaż sam wierzyłeś kiedyś
w rewolucji wzniosłe hasła
coś wystawił na Hitlera
żer ojczyzny dzieci własnej
naród krwawił i umierał
tobie los okazał łaskę
tobie ty bufonie dęty
kultem bożka otoczony
przez rodzących się następnych
zwolenników zaślepionych
na twarz w spiżu patrzę chłodną
którą wielki wąs porasta
nad nią czapka daszek godło
setny pomnik w centrum miasta
kładą kwiaty u podnóża
krwi rodaków twoich barwy
w której szablę wódz unurzał
teraz stoi na niej wsparty
2016
wtorek, 3 maja 2016
brygadier śmierci
zbawcy Polski w lesie
za pan brat ze śmiercią
brygada śmierć niesie
kobietom i dzieciom
wodzem łupaszka
znak jego czaszka
honor i gniew
gwałt ból i krew
narodu bohater
z obław uciekinier
kto czyni się katem
ten z rąk kata ginie
zginął łupaszka
dziurawa czaszka
jak ofiar trup
na łączce grób
bandyta wyklętym
niezłomnym jest czczony
jeśli bogu wierny
strzelał do czerwonych
hołd dla łupaszki
bezmózgie czaszki
fałsz tępych gnid
hańba i wstyd
2016
za pan brat ze śmiercią
brygada śmierć niesie
kobietom i dzieciom
wodzem łupaszka
znak jego czaszka
honor i gniew
gwałt ból i krew
narodu bohater
z obław uciekinier
kto czyni się katem
ten z rąk kata ginie
zginął łupaszka
dziurawa czaszka
jak ofiar trup
na łączce grób
bandyta wyklętym
niezłomnym jest czczony
jeśli bogu wierny
strzelał do czerwonych
hołd dla łupaszki
bezmózgie czaszki
fałsz tępych gnid
hańba i wstyd
2016
sobota, 16 kwietnia 2016
chwała wyrachowaniu
w 1050-lecie
bożkom dowolnym złożyć mogę
pokłon udając pokorę
byle nie wchodził nikt mi w drogę
gdy się do rządów zabiorę
jeśli potrzeba do uznania
stać mi się takim jak reszta
niech wiary skóra mnie barania
kryje a w środku wilk mieszka
w wodzie się będą woje kmiecie
i w ogniu skąpać musieli
im but kapłana grzbiet przygniecie
ja będę rządził i dzielił
czego kler zechce dam w ofierze
za straż nad moim władaniem
niech im ciemniactwo w piekło wierzy
a we mnie bestia zostanie
za żonę córkę księcia wezmę
by dać przymierza znak głupim
niech się naiwna cieszy Gnieznem
gdy będę gwałcił i łupił
lat tysiąc z górą już upływa
a wśród rządzących tym krajem
ciągle się toczy gra fałszywa
gdzie pokłon bożkom się daje
po to by zyskać tym uznanie
i by być lepiej widzianym
a w środku nadal zostać draniem
próżnym pazernym załganym
to gra pozorów i symboli
o rząd dusz czarcia gra w kości
obłudnych ludu kult idoli
od zakłamanych wartości
dla jednych strachy i zakazy
innym co lepsze w korycie
sprzedajny kapłan wciąż na straży
w ofierze ciemnych da życie
z wyrachowania w interesie
a gęby pełne frazesów
niech sczeznę jeśli nie przyniesie
piekło władaniu ich kresu
2016
bożkom dowolnym złożyć mogę
pokłon udając pokorę
byle nie wchodził nikt mi w drogę
gdy się do rządów zabiorę
jeśli potrzeba do uznania
stać mi się takim jak reszta
niech wiary skóra mnie barania
kryje a w środku wilk mieszka
w wodzie się będą woje kmiecie
i w ogniu skąpać musieli
im but kapłana grzbiet przygniecie
ja będę rządził i dzielił
czego kler zechce dam w ofierze
za straż nad moim władaniem
niech im ciemniactwo w piekło wierzy
a we mnie bestia zostanie
za żonę córkę księcia wezmę
by dać przymierza znak głupim
niech się naiwna cieszy Gnieznem
gdy będę gwałcił i łupił
lat tysiąc z górą już upływa
a wśród rządzących tym krajem
ciągle się toczy gra fałszywa
gdzie pokłon bożkom się daje
po to by zyskać tym uznanie
i by być lepiej widzianym
a w środku nadal zostać draniem
próżnym pazernym załganym
to gra pozorów i symboli
o rząd dusz czarcia gra w kości
obłudnych ludu kult idoli
od zakłamanych wartości
dla jednych strachy i zakazy
innym co lepsze w korycie
sprzedajny kapłan wciąż na straży
w ofierze ciemnych da życie
z wyrachowania w interesie
a gęby pełne frazesów
niech sczeznę jeśli nie przyniesie
piekło władaniu ich kresu
2016
niedziela, 6 marca 2016
ciało i krew (hymn polski)
znak nowych czasów - koniec pokoju
oto religia miłości
krzyż od kapłanów i miecz od wojów
opornych bielą się kości
ciało i krew
czerwień i biel
wino i chleb
ochrzcij i dziel
za mało ziemi za mało ludzi
trzeba wyruszyć po nowe
ogniem i siłą strach w sercach budzić
zwycięzcom wieńce laurowe
ciało i krew
czerwień i biel
wino i chleb
podbij i dziel
nie będzie nigdy wśród nas równości
nie wszystkie dzieci jednakie
jedni szlachetni a inni prości
boskie zrządzenie jest takie
ciało i krew
czerwień i biel
wino i chleb
poniż i dziel
owoce świata dla panów jego
praca głupiego niech lubi
mądry zaś żyje z pracy głupiego
i byciem panem się chlubi
ciało i krew
czerwień i biel
wino i chleb
ograb i dziel
racja jest jedna i zawsze z nami
wrogiem kto myśli inaczej
i wszyscy którzy śmią myśleć sami
wrogami racji są naszej
ciało i krew
czerwień i biel
wino i chleb
opluj i dziel
gość wiedzieć musi odejść ma kiedy
choćby tu wieków żył siedem
kto chce zbyt długo żyć z naszej biedy
sprowadzi biedę na siebie
ciało i krew
czerwień i biel
wino i chleb
zabij i dziel
we wszystkie słowa wierzyć nam trzeba
choćby się z prawdą mijały
wielki ten będzie który się nie bał
mówić że czarny jest biały
ciało i krew
czerwień i biel
wino i chleb
okłam i dziel
pogan ochrzcij ochrzcij i dziel
obcych podbij podbij i dziel
biednych poniż poniż i dziel
robotników ograb i dziel
przeciwników opluj i dziel
swych sąsiadów zabij i dziel
braci okłam okłam i dziel
a kto nie z nami ten przeciw nam
wszelką będziemy go bronią
gnębić by wiedział kto tu jest pan
dojdzie go orzeł z pogonią
2016
oto religia miłości
krzyż od kapłanów i miecz od wojów
opornych bielą się kości
ciało i krew
czerwień i biel
wino i chleb
ochrzcij i dziel
za mało ziemi za mało ludzi
trzeba wyruszyć po nowe
ogniem i siłą strach w sercach budzić
zwycięzcom wieńce laurowe
ciało i krew
czerwień i biel
wino i chleb
podbij i dziel
nie będzie nigdy wśród nas równości
nie wszystkie dzieci jednakie
jedni szlachetni a inni prości
boskie zrządzenie jest takie
ciało i krew
czerwień i biel
wino i chleb
poniż i dziel
owoce świata dla panów jego
praca głupiego niech lubi
mądry zaś żyje z pracy głupiego
i byciem panem się chlubi
ciało i krew
czerwień i biel
wino i chleb
ograb i dziel
racja jest jedna i zawsze z nami
wrogiem kto myśli inaczej
i wszyscy którzy śmią myśleć sami
wrogami racji są naszej
ciało i krew
czerwień i biel
wino i chleb
opluj i dziel
gość wiedzieć musi odejść ma kiedy
choćby tu wieków żył siedem
kto chce zbyt długo żyć z naszej biedy
sprowadzi biedę na siebie
ciało i krew
czerwień i biel
wino i chleb
zabij i dziel
we wszystkie słowa wierzyć nam trzeba
choćby się z prawdą mijały
wielki ten będzie który się nie bał
mówić że czarny jest biały
ciało i krew
czerwień i biel
wino i chleb
okłam i dziel
pogan ochrzcij ochrzcij i dziel
obcych podbij podbij i dziel
biednych poniż poniż i dziel
robotników ograb i dziel
przeciwników opluj i dziel
swych sąsiadów zabij i dziel
braci okłam okłam i dziel
a kto nie z nami ten przeciw nam
wszelką będziemy go bronią
gnębić by wiedział kto tu jest pan
dojdzie go orzeł z pogonią
2016
sobota, 27 lutego 2016
dezerter
dezerter z armii gdzie mnogie oddziały
jak bryła gliny w rzeźbiarza dążeniach
wolą potoku wyżłabiane skały
liście powolne kaprysom strumienia
na własnym szlaku w batalii samotnej
łosoś skaczący ponad progi rzeczne
sokół którego skrzydła bardziej lotne
gdy na przeciwnym unoszone wietrze
bez amunicji i bez innej broni
oprócz ładunku myśli w bunkrze głowy
garść suchych kwiatów ściskający w dłoni
armii ordery - jemu sąd polowy
2016
jak bryła gliny w rzeźbiarza dążeniach
wolą potoku wyżłabiane skały
liście powolne kaprysom strumienia
na własnym szlaku w batalii samotnej
łosoś skaczący ponad progi rzeczne
sokół którego skrzydła bardziej lotne
gdy na przeciwnym unoszone wietrze
bez amunicji i bez innej broni
oprócz ładunku myśli w bunkrze głowy
garść suchych kwiatów ściskający w dłoni
armii ordery - jemu sąd polowy
2016
środa, 24 lutego 2016
o pochodzeniu pana w.
cesarskie pochodzenie wnioskował z nazwiska
lecz był też autokastrat zwany tym imieniem
którego postać bardziej chyba temu bliska
co obciął wraz odwagę męskość i sumienie
2016
lecz był też autokastrat zwany tym imieniem
którego postać bardziej chyba temu bliska
co obciął wraz odwagę męskość i sumienie
2016
wtorek, 23 lutego 2016
historia bagienna
u stóp trzciny woda wyschła
coś wystaje z trzęsawiska
to dziewczyny nagie ciało
razi w bagnie piersią białą
obłocone borowiną
nie dającą pięknu zginąć
gładka skóra mięśnie jędrne
jakby zmarła przed momentem
odemknięte oczy stale
lekko sine ust korale
tak dziewczynę świeżą trzyma
czarodziejka borowina
skradł mi spokój wdzięk dziewczyny
nie dochodzi mnie szum trzciny
i szeptane w nim przestrogi
głębiej w bagnie grzęzną nogi
"nie patrz chłopcze martwej w oczy
jej uroda zauroczy"
biorę jantar wody w dłonie
wpierw obmywam zimne skronie
owal twarzy biust ramiona
jakże piękna teraz ona
zmyta z błota w którym trwała
w alabastrze kuta cała
zachowana dla mnie w mule
dwie półkule czule tulę
czczę w najmniejszym ją szczególe
zagarniając pełną pulę
dusza uszła w swoją stronę
ciało gniciem nie ruszone
ja oddaję duszę tobie
w zamian nie chcę ciała w grobie
ani jego zachowania
niech się z bagien nie wyłania
lecz się zmieni w opar zwiewny
z twoją duszą stanie jednym
twoje ciało z moją duszą
z bagien nigdy się nie ruszą
twoja dusza z moim ciałem
połączenie doskonałe
2016
coś wystaje z trzęsawiska
to dziewczyny nagie ciało
razi w bagnie piersią białą
obłocone borowiną
nie dającą pięknu zginąć
gładka skóra mięśnie jędrne
jakby zmarła przed momentem
odemknięte oczy stale
lekko sine ust korale
tak dziewczynę świeżą trzyma
czarodziejka borowina
skradł mi spokój wdzięk dziewczyny
nie dochodzi mnie szum trzciny
i szeptane w nim przestrogi
głębiej w bagnie grzęzną nogi
"nie patrz chłopcze martwej w oczy
jej uroda zauroczy"
biorę jantar wody w dłonie
wpierw obmywam zimne skronie
owal twarzy biust ramiona
jakże piękna teraz ona
zmyta z błota w którym trwała
w alabastrze kuta cała
zachowana dla mnie w mule
dwie półkule czule tulę
czczę w najmniejszym ją szczególe
zagarniając pełną pulę
dusza uszła w swoją stronę
ciało gniciem nie ruszone
ja oddaję duszę tobie
w zamian nie chcę ciała w grobie
ani jego zachowania
niech się z bagien nie wyłania
lecz się zmieni w opar zwiewny
z twoją duszą stanie jednym
twoje ciało z moją duszą
z bagien nigdy się nie ruszą
twoja dusza z moim ciałem
połączenie doskonałe
2016
poniedziałek, 22 lutego 2016
twórca i tworzywo
gdy w kultowym filmie słowa wiecznie żywe
padły że być trudno twórcą i tworzywem
w stoczni bez problemu dał sobie z tym radę
pewien młody agent - elektryk i kabel
2016
padły że być trudno twórcą i tworzywem
w stoczni bez problemu dał sobie z tym radę
pewien młody agent - elektryk i kabel
2016
wtorek, 16 lutego 2016
Saudade
jednak można iść inaczej
w kierunku tym samym
bardziej czuć niż wiedzieć raczej
dokąd dotrzeć mamy
chociaż droga wyboista
a sens jej wątpliwy
źle z kompasu się korzysta
lecz jest się szczęśliwym
że się w drogę wyruszyło
i lepiej bywało
śle uśmiechy tamtym chwilom
nic że tak ich mało
i że uśmiech między łzami
że stracone tyle
jedynymi bagażami
krótkie raju chwile
lecz tęsknota nie jest garbem
ni kulą u nogi
ale wodą i pokarmem
i sensem tej drogi -
tak, balastem innym
a radością dla mnie
trupem będę zimnym
lecz nim chłód ogarnie
mnie u drogi celu
chcę płonąć płomieniem
nie jak innych wielu
martwym być kamieniem
co bez łez i serca
ja kocham gdy boli
i gdy ból przewierca
do utraty woli
bo to znak jest życia
trup od bólu wolny
bliznami oblicza
mile kto czuć zdolny
wolę gnić z tęsknoty
niż być bez niej zgniłym
zanim śmierci dotyk
osuszy z krwi żyły
i zaprawdę milej
mi wśród duchów przeszłych
niż rwać złudzeń chwile
że świat stworzę lepszy
znowu noc przede mną
a ze mną nostalgia
za tą górą ciemną
moja Portugalia
2016
w kierunku tym samym
bardziej czuć niż wiedzieć raczej
dokąd dotrzeć mamy
chociaż droga wyboista
a sens jej wątpliwy
źle z kompasu się korzysta
lecz jest się szczęśliwym
że się w drogę wyruszyło
i lepiej bywało
śle uśmiechy tamtym chwilom
nic że tak ich mało
i że uśmiech między łzami
że stracone tyle
jedynymi bagażami
krótkie raju chwile
lecz tęsknota nie jest garbem
ni kulą u nogi
ale wodą i pokarmem
i sensem tej drogi -
tak, balastem innym
a radością dla mnie
trupem będę zimnym
lecz nim chłód ogarnie
mnie u drogi celu
chcę płonąć płomieniem
nie jak innych wielu
martwym być kamieniem
co bez łez i serca
ja kocham gdy boli
i gdy ból przewierca
do utraty woli
bo to znak jest życia
trup od bólu wolny
bliznami oblicza
mile kto czuć zdolny
wolę gnić z tęsknoty
niż być bez niej zgniłym
zanim śmierci dotyk
osuszy z krwi żyły
i zaprawdę milej
mi wśród duchów przeszłych
niż rwać złudzeń chwile
że świat stworzę lepszy
znowu noc przede mną
a ze mną nostalgia
za tą górą ciemną
moja Portugalia
2016
poniedziałek, 15 lutego 2016
Powrót taty - następne pokolenia
Tato nie wraca od dłuższego czasu
Martwią się dzieci stęsknione
Patrzą przez okno na drogę od lasu
Czy widać porsche czerwone
Czekają kiedy przemknie przez zakręty
Pnące się wężem na wzgórze
I utęsknione przywiezie prezenty
"Och tato nie męcz nas dłużej!"
Tak kibicują mocno wierne dziatki
Trzymając kciuki za tatą
Niech fiskus niskie pobierze podatki
A bóg zapłaci mu za to
Na biznesmenów sprzęgły się nieczyste
Siły czatując jak czarty
Aby wyczyścić biednym konta wszystkie
I kredytowe ich karty
Wtem wóz zajeżdża pod płot rezydencji
Ochroniarz tacie otwiera
Malcy już biegną do niego przejęci
"Tato prezenty daj teraz"
Lecz kilku nagle bandytów pod płotem
W maskach się znikąd pojawia
Już obskoczyli sportową gablotę
Aby dokonać bezprawia
Ochroniarz nawet nie wyciągnął broni
Dzieci zanoszą się płaczem
Tata kluczyków niczym skarbu broni
Lecz odda tak czy inaczej
"Bierzcie gotówkę i prezenty wszystkie
Karty i furę tę drogą
Ubezpieczyciel zwróci mi to z zyskiem
Tylko nie krzywdźcie nikogo"
Nie słucha banda - odpalają brykę
Kradną pieniądze prezenty
Kij bejsbolowy zbój podnosi z krzykiem
Za paskiem nóż ma zatknięty
Wtem powstrzymuje szajkę rabunkową
Wódz ich choć zemsty ma motyw
Kij zawieszając nad tatową głową:
"Nie chcę tu mokrej roboty"
Tata omdlały nie wierzy że żyje
Pada raz drugi i trzeci
Zbój mówi: "Pierwszy zatłukłbym cię kijem
Lecz żal mi biednych tych dzieci
Tyś mnie wyrzucił z pracy biznesmenie
Żonę uwodził namową
Dzieci przez twoje kamienic czyszczenie
Pozbawił dachu nad głową
Śledziłem ciebie chcąc rekompensaty
Krzywdy z twojego portfela
Widząc jak człowiek bawi się bogaty
Trwoni majątek w burdelach
Chciałem - jak ty mnie - pozbawić wszystkiego
Byś poczuł jak nam się żyje
Zabrać majątek a na domiar tego
Grzbiet wygarbować ci kijem
Dziecko łzą jedną uczucie wypowie
Wspomniałem moje w tym mgnieniu
Lepsi są dla nich choć tacy ojcowie
Niż trup i bandzior w więzieniu"
2016
inspiracja / parafraza: Adam Mickiewicz
Martwią się dzieci stęsknione
Patrzą przez okno na drogę od lasu
Czy widać porsche czerwone
Czekają kiedy przemknie przez zakręty
Pnące się wężem na wzgórze
I utęsknione przywiezie prezenty
"Och tato nie męcz nas dłużej!"
Tak kibicują mocno wierne dziatki
Trzymając kciuki za tatą
Niech fiskus niskie pobierze podatki
A bóg zapłaci mu za to
Na biznesmenów sprzęgły się nieczyste
Siły czatując jak czarty
Aby wyczyścić biednym konta wszystkie
I kredytowe ich karty
Wtem wóz zajeżdża pod płot rezydencji
Ochroniarz tacie otwiera
Malcy już biegną do niego przejęci
"Tato prezenty daj teraz"
Lecz kilku nagle bandytów pod płotem
W maskach się znikąd pojawia
Już obskoczyli sportową gablotę
Aby dokonać bezprawia
Ochroniarz nawet nie wyciągnął broni
Dzieci zanoszą się płaczem
Tata kluczyków niczym skarbu broni
Lecz odda tak czy inaczej
"Bierzcie gotówkę i prezenty wszystkie
Karty i furę tę drogą
Ubezpieczyciel zwróci mi to z zyskiem
Tylko nie krzywdźcie nikogo"
Nie słucha banda - odpalają brykę
Kradną pieniądze prezenty
Kij bejsbolowy zbój podnosi z krzykiem
Za paskiem nóż ma zatknięty
Wtem powstrzymuje szajkę rabunkową
Wódz ich choć zemsty ma motyw
Kij zawieszając nad tatową głową:
"Nie chcę tu mokrej roboty"
Tata omdlały nie wierzy że żyje
Pada raz drugi i trzeci
Zbój mówi: "Pierwszy zatłukłbym cię kijem
Lecz żal mi biednych tych dzieci
Tyś mnie wyrzucił z pracy biznesmenie
Żonę uwodził namową
Dzieci przez twoje kamienic czyszczenie
Pozbawił dachu nad głową
Śledziłem ciebie chcąc rekompensaty
Krzywdy z twojego portfela
Widząc jak człowiek bawi się bogaty
Trwoni majątek w burdelach
Chciałem - jak ty mnie - pozbawić wszystkiego
Byś poczuł jak nam się żyje
Zabrać majątek a na domiar tego
Grzbiet wygarbować ci kijem
Dziecko łzą jedną uczucie wypowie
Wspomniałem moje w tym mgnieniu
Lepsi są dla nich choć tacy ojcowie
Niż trup i bandzior w więzieniu"
2016
inspiracja / parafraza: Adam Mickiewicz
niedziela, 14 lutego 2016
wojtkowa skarga
z gór Persji szczenięciem wzięliście mnie sami
uśpiliście zwierzę by zbudzić człowieka
jadłem piłem spałem bawiłem się z wami
dla was - moja pomoc mnie - wasza opieka
tak jak wy - bezdomny bez matki i bliskich
jak wy - żołnierz kapral trzymający warty
pod Monte Cassino nosiłem pociski
że z was jestem jednym wierząc nie na żarty
wy dla mnie - rodziną ja wam - przyjacielem
miałem być po którym z bólu pęka serce
lecz byłem maskotką znaczącą niewiele
której dorastając już się trzymać nie chce
jak wy śniłem tylko o dawnej ojczyźnie
lecz gdy ma się wybór tęsknota mniej boli
wy byliście wolni chociaż na obczyźnie
ja trzy ćwierci życia spędziłem w niewoli
choć walczyłem dla was to przez was skazany
na spacery w kółko od tęsknoty podłe
szybciej zastrzelony przez was niż wysłany
do Polski bym poznał za co zginąć mogłem
szesnaście lat tęskniąc słysząc polskie głosy
łudziłem się próżno że ktoś dom mi znajdzie
lecz wy rzucaliście tylko papierosy
zwierzęciu co było od was ludzkie bardziej
jeszcze syn przychodził albo wasza córka
widzieć druha ojca - dziś zwierzę niczyje
sprawdzić czy zatańczy pod śpiew ich mazurka
jeszcze nie zginęła kiedy Wojtek żyje
po latach pomniki niedźwiedź Wojtek zdobi
pamięć powróciła - niedźwiedź książek temat
na niedźwiedziu nieźle ten i ów zarobi
a niedźwiedź bohater nawet grobu nie ma
gdy serce pękało w zoo edynburskim
zrozumiałem wreszcie przestając się łudzić -
nie byłem człowiekiem lecz niedźwiedziem górskim
bestią która nie ma przyjaciół wśród ludzi
2016
uśpiliście zwierzę by zbudzić człowieka
jadłem piłem spałem bawiłem się z wami
dla was - moja pomoc mnie - wasza opieka
tak jak wy - bezdomny bez matki i bliskich
jak wy - żołnierz kapral trzymający warty
pod Monte Cassino nosiłem pociski
że z was jestem jednym wierząc nie na żarty
wy dla mnie - rodziną ja wam - przyjacielem
miałem być po którym z bólu pęka serce
lecz byłem maskotką znaczącą niewiele
której dorastając już się trzymać nie chce
jak wy śniłem tylko o dawnej ojczyźnie
lecz gdy ma się wybór tęsknota mniej boli
wy byliście wolni chociaż na obczyźnie
ja trzy ćwierci życia spędziłem w niewoli
choć walczyłem dla was to przez was skazany
na spacery w kółko od tęsknoty podłe
szybciej zastrzelony przez was niż wysłany
do Polski bym poznał za co zginąć mogłem
szesnaście lat tęskniąc słysząc polskie głosy
łudziłem się próżno że ktoś dom mi znajdzie
lecz wy rzucaliście tylko papierosy
zwierzęciu co było od was ludzkie bardziej
jeszcze syn przychodził albo wasza córka
widzieć druha ojca - dziś zwierzę niczyje
sprawdzić czy zatańczy pod śpiew ich mazurka
jeszcze nie zginęła kiedy Wojtek żyje
po latach pomniki niedźwiedź Wojtek zdobi
pamięć powróciła - niedźwiedź książek temat
na niedźwiedziu nieźle ten i ów zarobi
a niedźwiedź bohater nawet grobu nie ma
gdy serce pękało w zoo edynburskim
zrozumiałem wreszcie przestając się łudzić -
nie byłem człowiekiem lecz niedźwiedziem górskim
bestią która nie ma przyjaciół wśród ludzi
2016
sobota, 13 lutego 2016
do was - tam
nie ma ciebie przyjacielu
pośród trosk i lęków naszych
tak ja ty odeszło wielu
jutro więcej was nie straszy
odchodziłeś mimo woli
los ma za nic plany czyjeś
życie ciebie już nie boli
mnie się nie udało - żyję
nie ma ciebie druhu ty mój
brzeg przeciwny sam wybrałeś
przed krawędzią mnie powstrzymuj
gdy się widzi życie całe
nie zdzierżyłeś beznadziei
założyłeś sznur na szyję
czasem mnie niewiele dzieli
lecz się bronię jeszcze - żyję
2016
pośród trosk i lęków naszych
tak ja ty odeszło wielu
jutro więcej was nie straszy
odchodziłeś mimo woli
los ma za nic plany czyjeś
życie ciebie już nie boli
mnie się nie udało - żyję
nie ma ciebie druhu ty mój
brzeg przeciwny sam wybrałeś
przed krawędzią mnie powstrzymuj
gdy się widzi życie całe
nie zdzierżyłeś beznadziei
założyłeś sznur na szyję
czasem mnie niewiele dzieli
lecz się bronię jeszcze - żyję
2016
środa, 10 lutego 2016
na muzę
mówi moja pani że piszę paskudztwa
że zło i zgnilizna toczy umysł chory
ja na to że różne ludzie mają bóstwa
i że jaka muza takie i utwory
2016
że zło i zgnilizna toczy umysł chory
ja na to że różne ludzie mają bóstwa
i że jaka muza takie i utwory
2016
wtorek, 9 lutego 2016
Tego nie lubię - cz. 3.
Dla ludzi jasnym od razu się stało
Żem był bezpieki ofiarą
A episkopat uczynił niemało
By lud otoczył to wiarą
Relikwią zwano krew moją i kości
Widząc świętego w człowieku
Nikt nie rzekł o mnie bez czci i miłości
Prócz kilku kurew ubeków
Lecz ten przed którym nic się nie ukryje
Zamknął przede mną drzwi nieba
Mówiąc że cierpiąc winy swoje zmyję
Jeno mi czasu potrzeba
"Płacz krzycz i bolej" - rzekł - "wyj jak nieczłowiek
Tarzaj się skowycz łbem w mur wal
Póki na widok twój ktoś nie wypowie
Zamiast pochlebstwa - o, kurwa!
Za czołobitność hymny i pochwały
Niezasłużone zaszczyty
Trzeba by słowa z błotem cię zmieszały
Byś biczem słów tych był zbity
Za to żeś kogoś traktował jak kurwę
Nazwał lub z takąż spółkował
Żeś żył kurewsko łba tobie nie urwę
Lecz czekać każę na słowa"
Oto po latach mych tułań po ziemi
Słuchania o swej świętości
Tyś słowem prawdy los wstrętny odmienił
Bym w niebie wreszcie zagościł
Żeś mnie od boskiej kary wyratował
Zdradzę czy twoje łzy wyschną:
Jak ja poczekasz długo na dwa słowa..."
I w tym momencie czar prysnął
Patrzę i widzę przed sobą pątników
Płynących w wierze jak w rzece
Niosą portrety świętych męczenników
Niech bóg ma wszystkich w opiece
2016
inspiracja / parafraza: Adam Mickiewicz
Żem był bezpieki ofiarą
A episkopat uczynił niemało
By lud otoczył to wiarą
Relikwią zwano krew moją i kości
Widząc świętego w człowieku
Nikt nie rzekł o mnie bez czci i miłości
Prócz kilku kurew ubeków
Lecz ten przed którym nic się nie ukryje
Zamknął przede mną drzwi nieba
Mówiąc że cierpiąc winy swoje zmyję
Jeno mi czasu potrzeba
"Płacz krzycz i bolej" - rzekł - "wyj jak nieczłowiek
Tarzaj się skowycz łbem w mur wal
Póki na widok twój ktoś nie wypowie
Zamiast pochlebstwa - o, kurwa!
Za czołobitność hymny i pochwały
Niezasłużone zaszczyty
Trzeba by słowa z błotem cię zmieszały
Byś biczem słów tych był zbity
Za to żeś kogoś traktował jak kurwę
Nazwał lub z takąż spółkował
Żeś żył kurewsko łba tobie nie urwę
Lecz czekać każę na słowa"
Oto po latach mych tułań po ziemi
Słuchania o swej świętości
Tyś słowem prawdy los wstrętny odmienił
Bym w niebie wreszcie zagościł
Żeś mnie od boskiej kary wyratował
Zdradzę czy twoje łzy wyschną:
Jak ja poczekasz długo na dwa słowa..."
I w tym momencie czar prysnął
Patrzę i widzę przed sobą pątników
Płynących w wierze jak w rzece
Niosą portrety świętych męczenników
Niech bóg ma wszystkich w opiece
2016
inspiracja / parafraza: Adam Mickiewicz
poniedziałek, 8 lutego 2016
Tego nie lubię - cz. 2.
Za to żeś zbawił mnie: o, kurwa! jednym
I z mąk uwolnił czyśćcowych
Oto opowiem tobie los mój biedny
Scenariusz filmu gotowy
Ja byłem młody i dziewczyna młoda
Chodziła ze mną na bulwar
Gdy namówiłem w końcu ją na loda
Odszedłem mówiąc że kurwa
Z inną na przyszłość wspólną bym się skusił
Lecz gdy mi rzekła o ciąży
Samo: o, kurwa! z siebie żem wydusił
Nikt jej zatrzymać nie zdążył
Do seminarium bóg dał powołanie
Wraz z celibatu udręką
Ciężkie w młodości popędu wstrzymanie
A kurwy były pod ręką
Kiedy w potrzebie jedna z utrzymanek
Chciała pomocy z parafii
Biskup załatwił że jej ksiądz-kochanek
Do posług w kurii wnet trafił
W końcu dojrzałem i w kariery drogę
Wszedłem wprost z grzechów odległych
Mówiono nawet że biskupem mogę
Zostać gdy będę uległy
Czasy to były gdy naród z szatanem
Walczyć o Polskę chciał nową
Zostałem ludzi pracy kapelanem
Niosąc do walki im słowo
Bardzo mnie wtedy wierni poważali
Ubek zastraszał zbójecko
Na szczęście jednak tego nie ustalił
Że mam metresę i dziecko
Aż raz mnie skusił wysłannik piekielny
I odwiedziłem bar piwny
Potem się zdarzył wypadek śmiertelny
A tyle głupi co dziwny
2016
inspiracja / parafraza: Adam Mickiewicz
I z mąk uwolnił czyśćcowych
Oto opowiem tobie los mój biedny
Scenariusz filmu gotowy
Ja byłem młody i dziewczyna młoda
Chodziła ze mną na bulwar
Gdy namówiłem w końcu ją na loda
Odszedłem mówiąc że kurwa
Z inną na przyszłość wspólną bym się skusił
Lecz gdy mi rzekła o ciąży
Samo: o, kurwa! z siebie żem wydusił
Nikt jej zatrzymać nie zdążył
Do seminarium bóg dał powołanie
Wraz z celibatu udręką
Ciężkie w młodości popędu wstrzymanie
A kurwy były pod ręką
Kiedy w potrzebie jedna z utrzymanek
Chciała pomocy z parafii
Biskup załatwił że jej ksiądz-kochanek
Do posług w kurii wnet trafił
W końcu dojrzałem i w kariery drogę
Wszedłem wprost z grzechów odległych
Mówiono nawet że biskupem mogę
Zostać gdy będę uległy
Czasy to były gdy naród z szatanem
Walczyć o Polskę chciał nową
Zostałem ludzi pracy kapelanem
Niosąc do walki im słowo
Bardzo mnie wtedy wierni poważali
Ubek zastraszał zbójecko
Na szczęście jednak tego nie ustalił
Że mam metresę i dziecko
Aż raz mnie skusił wysłannik piekielny
I odwiedziłem bar piwny
Potem się zdarzył wypadek śmiertelny
A tyle głupi co dziwny
2016
inspiracja / parafraza: Adam Mickiewicz
niedziela, 7 lutego 2016
Tego nie lubię - cz. 1.
Pozwólcie sobie powinszować wierni
Którzy w pielgrzymkach bieżycie
Niech przez patrona bóg życzenia spełni
Wasze i długie da życie
Nim wyprosicie orędownikowi
Za pośrednictwo ołtarze
Spytam czy poznać jesteście gotowi
Prawdę o winie i karze
Zdarzało mi się z przyczyn które zmilczę
Nocą odwiedzać cmentarze
Niepomnym przestróg że mi upiór wilcze
Kły w świetle pełni ukaże
Ten kto się boi śmierci ten omija
O nocnej porze mogiły
Kogo do życia zniechęci śmierć czyjaś
Temu świat żywych niemiły
Gdy jedni chodzą za dnia tu jedynie
W noc woląc z dala stąd drogę
Ja wśród umarłych o nocnej godzinie
Odnaleźć przeszłe dni mogę
Noc nie otwiera grobów dzwon nie bije
Nie ma sów wilków puszczyków
Ciała bez głowy nie chodzą niczyje
Nie palą mary ogników
Ból tylko gryzie wracają wspomnienia
A księżyc jeden jest z tobą
W celi rozpaczy rwiesz łańcuch zwątpienia
I spokój wykraść chcesz grobom
Aż takiej nocy ujrzałem raz człeka
Skąd ten - tak myślę - się urwał
A ten wprost do mnie zbliża się z daleka
Szepnąłem sobie: "o, kurwa!"
Dwaj potępieńcy twarzą w twarz tak stali
I długo trwało wahanie
Nim rzekłem: "Wszelki duch niech boga chwali"
On na to: "Niech tak się stanie
2016
inspiracja / parafraza: Adam Mickiewicz
sobota, 6 lutego 2016
Do nieprzyjaciół
posyłając im balladę "Tego nie lubię"
Choć wszystko płynie - nie wszystko się zmienia
Jak cisza księżyc cierpienie
Cóż że nie piórem spisuję wspomnienia -
Tak samo boli wspomnienie
Gdy wieszcza czytam odnajduję siebie
Choć w nieco krzywym zwierciadle
Inny wyrasta kwiat w skażonej glebie
Duch inny w moim widziadle
Swoją balladę więc napiszę oto
I rzucę piaskiem w twarz waszą
Nie będę straszył zbyt bo dziś głupotą
Dość wam podobni już straszą
A jako hejter pod prąd idę ćwokom
Co w kciuka w górze są klubie
I kradną hasło wieszcza - kij im oko
Powiem że tego nie lubię
Mam dziś ochotę napisać okropnie
A jeśli wstrząsnąć się uda
Dętych dewotów to niech gęś ich kopnie
Bo mierzi mnie ich obłuda
Tak jak odpycha płytkość ugrzecznienie
Bezmyślność instynkt ich stadny
W paszkwil bluźnierczy balladę przemienię
W sposób paskudnie przesadny
Upiór u wieszcza co słów skąpił miłych
Miast przekleństw czekał na "lubię"
Mego naiwne owieczki wielbiły
Ja go przekleństwem hołubię
Skrobnę w przestrodze owcy barankowi
Nie dla skandalu ni sławy
Może się któreś w stadzie zastanowi
Jak mogą miewać się sprawy
Inkwizytorom szperającym w sieci
Ślę to pod szkiełko i oko
Niech ogień stosów mrok łbów wam rozświeci
Ja mam was w mroku głęboko
2016
inspiracja / parafraza: Adam Mickiewicz
Choć wszystko płynie - nie wszystko się zmienia
Jak cisza księżyc cierpienie
Cóż że nie piórem spisuję wspomnienia -
Tak samo boli wspomnienie
Gdy wieszcza czytam odnajduję siebie
Choć w nieco krzywym zwierciadle
Inny wyrasta kwiat w skażonej glebie
Duch inny w moim widziadle
Swoją balladę więc napiszę oto
I rzucę piaskiem w twarz waszą
Nie będę straszył zbyt bo dziś głupotą
Dość wam podobni już straszą
A jako hejter pod prąd idę ćwokom
Co w kciuka w górze są klubie
I kradną hasło wieszcza - kij im oko
Powiem że tego nie lubię
Mam dziś ochotę napisać okropnie
A jeśli wstrząsnąć się uda
Dętych dewotów to niech gęś ich kopnie
Bo mierzi mnie ich obłuda
Tak jak odpycha płytkość ugrzecznienie
Bezmyślność instynkt ich stadny
W paszkwil bluźnierczy balladę przemienię
W sposób paskudnie przesadny
Upiór u wieszcza co słów skąpił miłych
Miast przekleństw czekał na "lubię"
Mego naiwne owieczki wielbiły
Ja go przekleństwem hołubię
Skrobnę w przestrodze owcy barankowi
Nie dla skandalu ni sławy
Może się któreś w stadzie zastanowi
Jak mogą miewać się sprawy
Inkwizytorom szperającym w sieci
Ślę to pod szkiełko i oko
Niech ogień stosów mrok łbów wam rozświeci
Ja mam was w mroku głęboko
2016
inspiracja / parafraza: Adam Mickiewicz
piątek, 5 lutego 2016
ptak i dziewczyna
chociaż u mnie ciepło w gniazdku
miał i zawsze dobrą karmę
zwątlał niczym mrok o brzasku
pokurczonym stał się karłem
stracił zapał do zabawy
gdy się kładła noc mgłą w sadzie
źle wyglądał ptak niemrawy
główkę wznosząc coraz rzadziej
aż nadeszłaś ze zmierzchaniem
w drobne go ujęłaś dłonie
ożywiałaś ich muskaniem
na pierś kładłaś tuląc do niej
wnet ptak nabrał życia woli
i wyprężył główkę zaraz
wrócił wigor do swawoli
gdy u ciebie gniazdko znalazł
odtąd rześki jest i mężny
rośnie kiedy dbasz o niego
w trelach się przed tobą pręży
gdy zapragniesz tylko tego
2016
miał i zawsze dobrą karmę
zwątlał niczym mrok o brzasku
pokurczonym stał się karłem
stracił zapał do zabawy
gdy się kładła noc mgłą w sadzie
źle wyglądał ptak niemrawy
główkę wznosząc coraz rzadziej
aż nadeszłaś ze zmierzchaniem
w drobne go ujęłaś dłonie
ożywiałaś ich muskaniem
na pierś kładłaś tuląc do niej
wnet ptak nabrał życia woli
i wyprężył główkę zaraz
wrócił wigor do swawoli
gdy u ciebie gniazdko znalazł
odtąd rześki jest i mężny
rośnie kiedy dbasz o niego
w trelach się przed tobą pręży
gdy zapragniesz tylko tego
2016
środa, 3 lutego 2016
dzięcioł
wykuł dzięcioł dziuplę - gniazdo uwił piękne
w jego małym świecie w szczęściu płynął czas
było mu zwyczajnie całkiem obojętne
że dziuplę otaczał zły obmierzły las
kiedy szczęście gasło z biegiem nowych lat
dzięciole marzenia w leśnym błocie grzęzły
już nie tylko widział mały dziupli świat -
spostrzegł że wokoło las zły i obmierzły
i zatęsknił dzięcioł za minionym czasem
o straconym szczęściu przyśniły się sny
gdy świat był tak piękny i był pięknym lasem
las dokoła dziupli - obmierzły i zły
2016
w jego małym świecie w szczęściu płynął czas
było mu zwyczajnie całkiem obojętne
że dziuplę otaczał zły obmierzły las
kiedy szczęście gasło z biegiem nowych lat
dzięciole marzenia w leśnym błocie grzęzły
już nie tylko widział mały dziupli świat -
spostrzegł że wokoło las zły i obmierzły
i zatęsknił dzięcioł za minionym czasem
o straconym szczęściu przyśniły się sny
gdy świat był tak piękny i był pięknym lasem
las dokoła dziupli - obmierzły i zły
2016
poniedziałek, 1 lutego 2016
koniec optymistki
przekreśliła przeszłe wszystko
snując plany zuch-dziewczyna
szczęście sprzyja optymistkom
przyszłość dzisiaj się zaczyna
wyruszyła los kształtować
nie wróciła jak zazwyczaj
ślepy traf ją wykasował
w pierwszym dniu jej reszty życia
2016
snując plany zuch-dziewczyna
szczęście sprzyja optymistkom
przyszłość dzisiaj się zaczyna
wyruszyła los kształtować
nie wróciła jak zazwyczaj
ślepy traf ją wykasował
w pierwszym dniu jej reszty życia
2016
niedziela, 31 stycznia 2016
e-śmieci
widziałem twój profil
jest jeszcze w portalu
byłem jak nekrofil
nieczujący żalu
grzebiąc w tym co z życia
zostało po tobie
w danych do ukrycia
przez admina w grobie
gdy końca dobiegnie
czas mój na tym świecie
szybko wicher pewnie
wątłe ślady zmiecie
prócz cienkiego pliku
jakichś po mnie śmieci
w cyfrowym śmietniku
wszechświatowej sieci
2016
jest jeszcze w portalu
byłem jak nekrofil
nieczujący żalu
grzebiąc w tym co z życia
zostało po tobie
w danych do ukrycia
przez admina w grobie
gdy końca dobiegnie
czas mój na tym świecie
szybko wicher pewnie
wątłe ślady zmiecie
prócz cienkiego pliku
jakichś po mnie śmieci
w cyfrowym śmietniku
wszechświatowej sieci
2016
czwartek, 28 stycznia 2016
Refleksja poniewczasie (do A***)
Czasem myślami wracam w tamto lato
Gdy przyjechałaś do mnie niespodzianie
Tam gdzie płaciłem miesiącami za to
Że pozwoliłem sobie na zachwianie
Byłem rozbitkiem gdzieś na końcu świata
Na martwym brzegu wyrzucony z niego
Ty odnalazłaś mnie tamtego lata
A ja docenić nie umiałem tego
I w niepewności swojej zagubiony
Chociaż świadomy uczucia twojego
W zbyt obce biegłem sercem myślą strony
By naszą przyjaźń przekuć w coś większego
A mogłem objąć twoje siedemnaście
Lat i przygarnąć do mojego ciała
Może lekarstwem byłabyś ty właśnie
Ty byś mnie jedna uzdrowić umiała
Gdybym powiedział co byś słyszeć chciała
I też usłyszał co bym chciał być rzekła
Może by zaklęć naszych czar zadziałał
Dał wyzwolenie od rozterek piekła
Nie! Nie pomogłyby tu żadne słowa
Zostałbym taki nawet - miła - z tobą
Wie ten kto życie całe przechorował
Że sam jest swoją śmiertelną chorobą
2016
inspiracja: Bolesław Leśmian
Gdy przyjechałaś do mnie niespodzianie
Tam gdzie płaciłem miesiącami za to
Że pozwoliłem sobie na zachwianie
Byłem rozbitkiem gdzieś na końcu świata
Na martwym brzegu wyrzucony z niego
Ty odnalazłaś mnie tamtego lata
A ja docenić nie umiałem tego
I w niepewności swojej zagubiony
Chociaż świadomy uczucia twojego
W zbyt obce biegłem sercem myślą strony
By naszą przyjaźń przekuć w coś większego
A mogłem objąć twoje siedemnaście
Lat i przygarnąć do mojego ciała
Może lekarstwem byłabyś ty właśnie
Ty byś mnie jedna uzdrowić umiała
Gdybym powiedział co byś słyszeć chciała
I też usłyszał co bym chciał być rzekła
Może by zaklęć naszych czar zadziałał
Dał wyzwolenie od rozterek piekła
Nie! Nie pomogłyby tu żadne słowa
Zostałbym taki nawet - miła - z tobą
Wie ten kto życie całe przechorował
Że sam jest swoją śmiertelną chorobą
2016
inspiracja: Bolesław Leśmian
wtorek, 26 stycznia 2016
Samotność we dwoje
Śpisz już... zawsze ci łatwo wezwać sen do siebie
Mnie noc mówi że niemal różnica tak mała
Między rajskim pobytem a niebyciem w niebie
Jak odległość dzieląca w jednym łóżku ciała
Starczy rękę wyciągnąć by dostać pieszczotę
Którą pierwszym grzesznikom wąż strącił do dłoni
Nam codzienność lat tylu jednak szczęścia broni
Zło chowane głęboko odbiera ochotę
Jeszcze trochę - lat kilka - zostaniemy sami
Tak jak sami jesteśmy swoich nocy winni
Jak to? Czy żyć musimy i spać tak jak inni
I z takimi jak oni umierać grzechami?
Gdzieś za oknem znad morza coś wstaje o zmierzchu
Jak deszcz w chmury tak ludziom w martwe serca wrasta
Pełznie dalej po ścianach i po dachów wierzchu
Niczym nocny zabójca opada na miasta
Wchodzi w domy - w sypialnie i staje nad nami
Widzi w ciał odsunięciu że rozczarowanie
I że niechęć jest wspólna więc się rzuca na nie
My jesteśmy śpiąc razem jeszcze bardziej sami
2016
inspiracja / parafraza: Bolesław Leśmian / Rainer Maria Rilke
Mnie noc mówi że niemal różnica tak mała
Między rajskim pobytem a niebyciem w niebie
Jak odległość dzieląca w jednym łóżku ciała
Starczy rękę wyciągnąć by dostać pieszczotę
Którą pierwszym grzesznikom wąż strącił do dłoni
Nam codzienność lat tylu jednak szczęścia broni
Zło chowane głęboko odbiera ochotę
Jeszcze trochę - lat kilka - zostaniemy sami
Tak jak sami jesteśmy swoich nocy winni
Jak to? Czy żyć musimy i spać tak jak inni
I z takimi jak oni umierać grzechami?
Gdzieś za oknem znad morza coś wstaje o zmierzchu
Jak deszcz w chmury tak ludziom w martwe serca wrasta
Pełznie dalej po ścianach i po dachów wierzchu
Niczym nocny zabójca opada na miasta
Wchodzi w domy - w sypialnie i staje nad nami
Widzi w ciał odsunięciu że rozczarowanie
I że niechęć jest wspólna więc się rzuca na nie
My jesteśmy śpiąc razem jeszcze bardziej sami
2016
inspiracja / parafraza: Bolesław Leśmian / Rainer Maria Rilke
poniedziałek, 25 stycznia 2016
Con gelosia
oto mnie obciążasz ciałem
ud nożyce biodra kroją
gniotąc siostry dwie nabrzmiałe
wierzę żeś jest tylko moją
gdy górujesz ponade mną
w rytmie pływów księżycowym
patrzę w te co dłonie je mną
w nieskończoność tak gotowy
w tym układzie zwykle pierwsze
twoje oczy mgła spowija
a opóźnia mnie myśl jeszcze
że już wcześniej byłaś czyjaś
i tym mocniej cię dociskam
i tym silniej tłamszę wdzięki
póki tłumiąc krzyk w półpiskach
nie opadniesz w głuche jęki
mierzwię włosy rozwichrzone
kciuk po język lgnie w warg szparę
tu kark gnę twój w swoją stronę
tam rozrywam półkul parę
mdlejesz twarzą na wezgłowie
bieląc w górze księżyc w pełni
wnet go w chuci rozpołowię
twoim śladem chcąc się spełnić
tamci stają się podnietą
z gniewu rośnie gwałtu siła
zazdrość kipi pali mnie to
że im siebie nie szczędziłaś
gdy się rozkosz z bólem miesza
że tak mogli z tobą użyć
jedną myślą się pocieszam
że to mnie najdłużej służysz
2016
inspiracja: Bolesław Leśmian
ud nożyce biodra kroją
gniotąc siostry dwie nabrzmiałe
wierzę żeś jest tylko moją
gdy górujesz ponade mną
w rytmie pływów księżycowym
patrzę w te co dłonie je mną
w nieskończoność tak gotowy
w tym układzie zwykle pierwsze
twoje oczy mgła spowija
a opóźnia mnie myśl jeszcze
że już wcześniej byłaś czyjaś
i tym mocniej cię dociskam
i tym silniej tłamszę wdzięki
póki tłumiąc krzyk w półpiskach
nie opadniesz w głuche jęki
mierzwię włosy rozwichrzone
kciuk po język lgnie w warg szparę
tu kark gnę twój w swoją stronę
tam rozrywam półkul parę
mdlejesz twarzą na wezgłowie
bieląc w górze księżyc w pełni
wnet go w chuci rozpołowię
twoim śladem chcąc się spełnić
tamci stają się podnietą
z gniewu rośnie gwałtu siła
zazdrość kipi pali mnie to
że im siebie nie szczędziłaś
gdy się rozkosz z bólem miesza
że tak mogli z tobą użyć
jedną myślą się pocieszam
że to mnie najdłużej służysz
2016
inspiracja: Bolesław Leśmian
niedziela, 24 stycznia 2016
Krew na śniegu (hymn polski)
dopadli bezbronnych rycerze
zadając śmierć matce i dziecku
śnieg krwawy w dłoń jeden z nich bierze
na chwałę osadza na drzewcu
i został na białym czerwony
jak rana krwawiąca w bandaże
szarpały ich kruki i wrony
wzmacniając wciąż krew na sztandarze
na mrozy w bój wyszli z kosami
na stos Romanowów ofiarny
kto śniegu konając nie splamił
zakrwawił biel równin polarnych
i został na białym czerwony
jak rana krwawiąca w bandaże
szarpały ich kruki i wrony
wzmacniając wciąż krew na sztandarze
zadając śmierć matce i dziecku
śnieg krwawy w dłoń jeden z nich bierze
na chwałę osadza na drzewcu
i został na białym czerwony
jak rana krwawiąca w bandaże
szarpały ich kruki i wrony
wzmacniając wciąż krew na sztandarze
na mrozy w bój wyszli z kosami
na stos Romanowów ofiarny
kto śniegu konając nie splamił
zakrwawił biel równin polarnych
i został na białym czerwony
jak rana krwawiąca w bandaże
szarpały ich kruki i wrony
wzmacniając wciąż krew na sztandarze
w obozach po lasach czy w armiach
sześć razy gniew studząc w złych zimach
los krwią ich wojenne psy skarmiał
aż okup sowity otrzymał
i został na białym czerwony
jak rana krwawiąca w bandaże
szarpały ich kruki i wrony
wzmacniając wciąż krew na sztandarze
jak rana krwawiąca w bandaże
szarpały ich kruki i wrony
wzmacniając wciąż krew na sztandarze
braterskie dosięgły ich kule
w kopalni pod dźwigiem stoczniowym
jak matka do łona świt czule
do śniegu pierś tulił grudniowy
jak matka do łona świt czule
do śniegu pierś tulił grudniowy
i został na białym czerwony
jak rana krwawiąca w bandaże
szarpały ich kruki i wrony
wzmacniając wciąż krew na sztandarze
jak rana krwawiąca w bandaże
szarpały ich kruki i wrony
wzmacniając wciąż krew na sztandarze
i zewrą się biali czystością
ich rasy i mniemań o sobie
z serc gniewnych jak bóg czerwonością
by tańczyć ma marzeń swych grobie
zostanie na białym czerwony
jak rana krwawiąca w bandaże
rozszarpią ich kruki i wrony
wzmacniając wciąż krew na sztandarze
2016
ich rasy i mniemań o sobie
z serc gniewnych jak bóg czerwonością
by tańczyć ma marzeń swych grobie
zostanie na białym czerwony
jak rana krwawiąca w bandaże
rozszarpią ich kruki i wrony
wzmacniając wciąż krew na sztandarze
2016
sobota, 23 stycznia 2016
Sacrum i profanum
odszedł przedwcześnie święty młodzieniec
kładą go w trumnie - z wawrzynu wieniec
balsam na ciało i na odzienie
po setne jemu cześć pokolenie
by członków wiecznie trwało wielbienie
nie dadzą ziemi ich na butwienie
żadną przeszkodą z gnejsu sarkofag
toczy we wnętrzu zmarłego robak
w humus przekształca resztki saprofag
za nic ma kim był za życia chłopak
gnój ze świętości czyniąc sakrofag
kultowi ciała wbrew i na opak
nie zbraknie nigdy stworzeń ponurych
i to co święte jest dla niektórych
tamte z tych wiary drwiąc i kultury
zbezczeszczą niczym kościelne szczury
zgodnie z odwiecznym prawem natury
sacrum do stęchłej zniżając dziury
2016
kładą go w trumnie - z wawrzynu wieniec
balsam na ciało i na odzienie
po setne jemu cześć pokolenie
by członków wiecznie trwało wielbienie
nie dadzą ziemi ich na butwienie
żadną przeszkodą z gnejsu sarkofag
toczy we wnętrzu zmarłego robak
w humus przekształca resztki saprofag
za nic ma kim był za życia chłopak
gnój ze świętości czyniąc sakrofag
kultowi ciała wbrew i na opak
nie zbraknie nigdy stworzeń ponurych
i to co święte jest dla niektórych
tamte z tych wiary drwiąc i kultury
zbezczeszczą niczym kościelne szczury
zgodnie z odwiecznym prawem natury
sacrum do stęchłej zniżając dziury
2016
środa, 20 stycznia 2016
Na lodowisku
na tafli serca zimy
rysuje lód płozami
z włosami rozwianymi
spiętymi pośladkami
czy pęd szczypiący mrozem
w obrotach ją radosnych
czy zim szesnaście może
pierś pręży dzikiej wiosny?
ty niemy jak ta zima
gdy czuje już przedwiośnie
bieg czasu chciałbyś wstrzymać
i patrzysz w nią zazdrośnie
choć wiesz że jej nadejście
dni twoich zbliża koniec
to marzysz by się jeszcze
móc ogrzać tuląc do niej
2016
rysuje lód płozami
z włosami rozwianymi
spiętymi pośladkami
czy pęd szczypiący mrozem
w obrotach ją radosnych
czy zim szesnaście może
pierś pręży dzikiej wiosny?
ty niemy jak ta zima
gdy czuje już przedwiośnie
bieg czasu chciałbyś wstrzymać
i patrzysz w nią zazdrośnie
choć wiesz że jej nadejście
dni twoich zbliża koniec
to marzysz by się jeszcze
móc ogrzać tuląc do niej
2016
niedziela, 17 stycznia 2016
Inferno
Gdzież to zaszedłem przez tyle czasu
Kiedy pół za mną wędrówki życia?
Zda mi się - w głębię ciemnego lasu
Skąd lew pantera oraz wilczyca
Wrócić nie dają - moja to wina
Sam się na błądzeń mękę skazałem
O Beatrycze moja jedyna
Kiedyś przede mną drogi wspaniałe
Aż po widnokrąg los rozpościerał
Z których widziałem twoje oblicze...
Teraz pode mną ziemię otwiera
Może zapomnę tam Beatrycze
Wszystko co piękne zostawiam w tyle
Na wzór w zaświaty z życia wygnańca
Tylko w pamięci szczęśliwe chwile
Szepczą: lasciate ogni speranza
A więc wstępuję w okrągłą salę
Resztki nadziei pozostawiwszy
Żadne tam jęki płacze czy żale
Lecz cisza taka że szmer najcichszy
Zdał by się hukiem... i tylko ściana
A na niej portret - to potępieniec
Oczy zgaszone... napis ma rama -
Oto pesymizm oto zwątpienie
Opadam niżej do sali mniejszej
Znów ciemność cisza w uszach dzwoniąca
Na ścianie tylko obraz - popiersie
A w oczach płonie zmysłowa żądza
Zstępuję dalej do sali trzeciej
Krąg się zawęża w ciszy i mroku
Ściana i obraz a na portrecie
Łakome usta pijaństwo w oku
W cichej a ciemnej komnacie niższej
Ten ktoś z portretu tuli pieniądze
Jakby dla serca były najbliższe -
Musi być chciwcem sknerą i skąpcem
Wciąż się zapadam szczupleją sale
I wciąż portrety tylko w ciemności
A na tym widzę mężczyznę w szale
Gniew ma twarzy - może z zazdrości
Kolejny obraz w kolejnej sali
W przywar muzeum tak osobliwym
Tu się bohater jak kłoda zwalił
Widać że gnuśny jest i leniwy
Portret poniżej chłodem mnie mrozi
Zuchwałych oczu hardego serca
Jak gdyby bogu samemu groził
Depcząc świętości butny bluźnierca
A ósma sala jak w wąskim jarze
Pod poprzednimi w głuszy ukryta
Ze ściany patrzą na mnie dwie twarze -
To jest obłudnik to hipokryta
Dziewiąty pokój zupełnie mały
Że ledwo portret zmieścić da radę
Ktoś pół tchórzliwy a pół zuchwały
Patrzy zeń na mnie - w oczach ma zdradę
Zwarły się komnat okrągłych ściany
Podłoga w punkcie jednym się zbiegła
Oto znalazłem się na dnie samym
Lecz nie galerii a na dnie piekła!
Jak klin utkwiłem w czeluść okrutną
Twarz w twarz ze zdrajcą wetknięty ale
Chłód szkła nos poczuł mój a nie płótno
Wtedy pojąłem - to luster sale!
I każda z twarzy moją jest twarzą
A każda z przywar słabością własną
Zostanę tutaj o śmierci marząc
Dni noce w piekle nie mogąc zasnąć
Nie trzeba diabłów tortur ni ognia
W tysiącu pieśni ból mój wykrzyczę
Na nowo pisząc go co noc co dnia
Żegnaj na wieki o Beatrycze!
2016
inspiracja: Dante Alighieri
Kiedy pół za mną wędrówki życia?
Zda mi się - w głębię ciemnego lasu
Skąd lew pantera oraz wilczyca
Wrócić nie dają - moja to wina
Sam się na błądzeń mękę skazałem
O Beatrycze moja jedyna
Kiedyś przede mną drogi wspaniałe
Aż po widnokrąg los rozpościerał
Z których widziałem twoje oblicze...
Teraz pode mną ziemię otwiera
Może zapomnę tam Beatrycze
Wszystko co piękne zostawiam w tyle
Na wzór w zaświaty z życia wygnańca
Tylko w pamięci szczęśliwe chwile
Szepczą: lasciate ogni speranza
A więc wstępuję w okrągłą salę
Resztki nadziei pozostawiwszy
Żadne tam jęki płacze czy żale
Lecz cisza taka że szmer najcichszy
Zdał by się hukiem... i tylko ściana
A na niej portret - to potępieniec
Oczy zgaszone... napis ma rama -
Oto pesymizm oto zwątpienie
Opadam niżej do sali mniejszej
Znów ciemność cisza w uszach dzwoniąca
Na ścianie tylko obraz - popiersie
A w oczach płonie zmysłowa żądza
Zstępuję dalej do sali trzeciej
Krąg się zawęża w ciszy i mroku
Ściana i obraz a na portrecie
Łakome usta pijaństwo w oku
W cichej a ciemnej komnacie niższej
Ten ktoś z portretu tuli pieniądze
Jakby dla serca były najbliższe -
Musi być chciwcem sknerą i skąpcem
Wciąż się zapadam szczupleją sale
I wciąż portrety tylko w ciemności
A na tym widzę mężczyznę w szale
Gniew ma twarzy - może z zazdrości
Kolejny obraz w kolejnej sali
W przywar muzeum tak osobliwym
Tu się bohater jak kłoda zwalił
Widać że gnuśny jest i leniwy
Portret poniżej chłodem mnie mrozi
Zuchwałych oczu hardego serca
Jak gdyby bogu samemu groził
Depcząc świętości butny bluźnierca
A ósma sala jak w wąskim jarze
Pod poprzednimi w głuszy ukryta
Ze ściany patrzą na mnie dwie twarze -
To jest obłudnik to hipokryta
Dziewiąty pokój zupełnie mały
Że ledwo portret zmieścić da radę
Ktoś pół tchórzliwy a pół zuchwały
Patrzy zeń na mnie - w oczach ma zdradę
Zwarły się komnat okrągłych ściany
Podłoga w punkcie jednym się zbiegła
Oto znalazłem się na dnie samym
Lecz nie galerii a na dnie piekła!
Jak klin utkwiłem w czeluść okrutną
Twarz w twarz ze zdrajcą wetknięty ale
Chłód szkła nos poczuł mój a nie płótno
Wtedy pojąłem - to luster sale!
I każda z twarzy moją jest twarzą
A każda z przywar słabością własną
Zostanę tutaj o śmierci marząc
Dni noce w piekle nie mogąc zasnąć
Nie trzeba diabłów tortur ni ognia
W tysiącu pieśni ból mój wykrzyczę
Na nowo pisząc go co noc co dnia
Żegnaj na wieki o Beatrycze!
2016
inspiracja: Dante Alighieri
sobota, 16 stycznia 2016
Hamlet
Być czy też nie być - oto pytanie
Nieznośnym kiedy życie się stanie
Czy sens ma większy pójść z losem w starcie
Czy jest godniejszym nie trwać uparcie
Pod jego pięścią i wiecznie zasnąć
Kres dać nieszczęściom co z życiem zgasną
I z serca bólem przynosząc spokój
A sen ten czule łzę zetrze w oku
Zasnąć nareszcie - to brzmi wspaniale
Śnić może jeszcze - jest jedno 'ale':
Co w śnie być może po naszym zgonie?
Czy - nie daj boże - po tamtej stronie
Nie dość cierpienia - a więc zwlekanie
Które się zmienia w potulne trwanie
Przez to zwątpienie bo czyż bez niego
Ktoś by więzienie zniósł życia tego?
Niesprawiedliwość pyszałków gęby
Stracona miłość życiowe błędy
Zuchwałość władzy i od idiotów
Zbierane razy - któż byłby gotów
Żyć z tym przez lata gdy czynem jednym
Mógłby garb świata pożegnać wredny?
Któż niósłby krwawy po życia jesień
Krzyż bez obawy co śmierć przyniesie?
Z lęku przed krajem skąd nikt nie wrócił
Ze złem zostaje bojąc się rzucić
Do nieznanego - i tak jest tchórzem
I też dlatego to co w naturze
Rwie nas ku czynom - myśl w nicość zmienia
Zamiary giną z zastanowienia
Krew co rumieniem życia twarz barwi
Blednie zwątpieniem - jesteśmy martwi.
Ty co przywiodłaś mnie ku rozterce
Racz wspomóc w modłach zbolałe serce
2016
swobodny przekład z / parafraza: W. Shakespeare
Nieznośnym kiedy życie się stanie
Czy sens ma większy pójść z losem w starcie
Czy jest godniejszym nie trwać uparcie
Pod jego pięścią i wiecznie zasnąć
Kres dać nieszczęściom co z życiem zgasną
I z serca bólem przynosząc spokój
A sen ten czule łzę zetrze w oku
Zasnąć nareszcie - to brzmi wspaniale
Śnić może jeszcze - jest jedno 'ale':
Co w śnie być może po naszym zgonie?
Czy - nie daj boże - po tamtej stronie
Nie dość cierpienia - a więc zwlekanie
Które się zmienia w potulne trwanie
Przez to zwątpienie bo czyż bez niego
Ktoś by więzienie zniósł życia tego?
Niesprawiedliwość pyszałków gęby
Stracona miłość życiowe błędy
Zuchwałość władzy i od idiotów
Zbierane razy - któż byłby gotów
Żyć z tym przez lata gdy czynem jednym
Mógłby garb świata pożegnać wredny?
Któż niósłby krwawy po życia jesień
Krzyż bez obawy co śmierć przyniesie?
Z lęku przed krajem skąd nikt nie wrócił
Ze złem zostaje bojąc się rzucić
Do nieznanego - i tak jest tchórzem
I też dlatego to co w naturze
Rwie nas ku czynom - myśl w nicość zmienia
Zamiary giną z zastanowienia
Krew co rumieniem życia twarz barwi
Blednie zwątpieniem - jesteśmy martwi.
Ty co przywiodłaś mnie ku rozterce
Racz wspomóc w modłach zbolałe serce
2016
swobodny przekład z / parafraza: W. Shakespeare
wtorek, 12 stycznia 2016
Zmiana czasu
że od ruskich jest wystarczy
by narazić się kolesiom
ponoć wschodni czas na tarczy
spóżnia się o lat sześćdziesiąt
lepszy zegar z zamku wieży
bo tradycjom królów wierny
czas dla nowej szlachty mierzy
nic że mało coś czytelny
starczy zmienić zegar - zda się -
by epoka przyszła nowa
kiedy wszystko płynie w czasie
głupi czasem chce sterować
2016
by narazić się kolesiom
ponoć wschodni czas na tarczy
spóżnia się o lat sześćdziesiąt
lepszy zegar z zamku wieży
bo tradycjom królów wierny
czas dla nowej szlachty mierzy
nic że mało coś czytelny
starczy zmienić zegar - zda się -
by epoka przyszła nowa
kiedy wszystko płynie w czasie
głupi czasem chce sterować
2016
poniedziałek, 11 stycznia 2016
Nokaut
nie wygram - wiem - i gestem
zwycięzcy rąk nie wzniosę
zbyt słaby widać jestem
i słabnę z każdym ciosem
za dużo już nokdaunów
by wstawać wciąż sił mało
a rund być może za mną
mniej niż tych co zostało
jak długo - nie wiem - jeszcze
mam chować twarz za gardę
po którym haku wreszcie
ostatni raz upadnę
to przecież mało ważne
na punkty czy po ciosie
gdy czuje się porażkę...
znów liczą - siedem osiem...
i sędzia ślamazarnie
tak licząc mąk nie skróci
i walki poddać za mnie
nikt nie chce - ręcznik rzucić
kolejny raz się wspinam
postawę przyjąć trzeba
te liny jak drabina
bynajmniej nie do nieba
rozbitej nie chcę gęby
kisielu mieć pod czaszką
zza powiek opuchniętych
bal cieni.. światła gasną...
już nieobecny jestem
przedłużać nie ma po co
opuszczam w końcu ręce
i niech mnie z ringu zniosą...
2016
zwycięzcy rąk nie wzniosę
zbyt słaby widać jestem
i słabnę z każdym ciosem
za dużo już nokdaunów
by wstawać wciąż sił mało
a rund być może za mną
mniej niż tych co zostało
jak długo - nie wiem - jeszcze
mam chować twarz za gardę
po którym haku wreszcie
ostatni raz upadnę
to przecież mało ważne
na punkty czy po ciosie
gdy czuje się porażkę...
znów liczą - siedem osiem...
i sędzia ślamazarnie
tak licząc mąk nie skróci
i walki poddać za mnie
nikt nie chce - ręcznik rzucić
kolejny raz się wspinam
postawę przyjąć trzeba
te liny jak drabina
bynajmniej nie do nieba
rozbitej nie chcę gęby
kisielu mieć pod czaszką
zza powiek opuchniętych
bal cieni.. światła gasną...
już nieobecny jestem
przedłużać nie ma po co
opuszczam w końcu ręce
i niech mnie z ringu zniosą...
2016
piątek, 8 stycznia 2016
Samokrytyka
Tak,
jestem malkontentem
krytykantem zgniłym
niczym żmije wstrętne
jad zapuszczam w żyły
i jak rak złośliwy
niszczę organizmy
lub wirus zjadliwy
złem zarażam wszystkich
widzę wokół czarno
wiary w sobie nie mam
słabościami gardząc
z głupich się naśmiewam
lecz sprawdzam własności
zła we mnie wszelkiego
nie mając litości
dla siebie samego
i największą sobie
dawkę tej trucizny
od lat sączę w krwiobieg
i otwieram blizny
2016
jestem malkontentem
krytykantem zgniłym
niczym żmije wstrętne
jad zapuszczam w żyły
i jak rak złośliwy
niszczę organizmy
lub wirus zjadliwy
złem zarażam wszystkich
widzę wokół czarno
wiary w sobie nie mam
słabościami gardząc
z głupich się naśmiewam
lecz sprawdzam własności
zła we mnie wszelkiego
nie mając litości
dla siebie samego
i największą sobie
dawkę tej trucizny
od lat sączę w krwiobieg
i otwieram blizny
2016
środa, 6 stycznia 2016
Zero
Nazywam się zero -
bez kantów -
w całej obłości
gorzki cukierek
pętla nieskończoności
odwinięta jak papierek -
dowód mam tu
nie ogrom nie heros
a małość a zero
nie binarne
co jest systemu
podstawą z jednością
lecz marne
które dla wielu
zda się być nicością
a łączy dwa światy
to co na tamtym z tym co na tym
co minęło z tym co minie
i co stałe z tym co płynie
ni plus ni minus przede mną
bo przeciwności pozlewane w jedno
zaprawdę jestem zerem -
bóg mi ankieterem -
od góry do dołu
te same wartości -
z poczucia humoru
i siebie pewności
za optymizm zero
życzliwość sumienność
a to ci dopiero
nudna cyfr niezmienność
też za prawomyślność
ambicję i wiarę
oceny te same
za opanowanie
i jeszcze inne przydatne zalety
brak u mnie wartości
prócz zera niestety
i gdy więcej było a teraz
zero jest to wierzę
że jak żyć zacząłem od zera
tak skończę na zerze
2016
bez kantów -
w całej obłości
gorzki cukierek
pętla nieskończoności
odwinięta jak papierek -
dowód mam tu
nie ogrom nie heros
a małość a zero
nie binarne
co jest systemu
podstawą z jednością
lecz marne
które dla wielu
zda się być nicością
a łączy dwa światy
to co na tamtym z tym co na tym
co minęło z tym co minie
i co stałe z tym co płynie
ni plus ni minus przede mną
bo przeciwności pozlewane w jedno
zaprawdę jestem zerem -
bóg mi ankieterem -
od góry do dołu
te same wartości -
z poczucia humoru
i siebie pewności
za optymizm zero
życzliwość sumienność
a to ci dopiero
nudna cyfr niezmienność
też za prawomyślność
ambicję i wiarę
oceny te same
za opanowanie
i jeszcze inne przydatne zalety
brak u mnie wartości
prócz zera niestety
i gdy więcej było a teraz
zero jest to wierzę
że jak żyć zacząłem od zera
tak skończę na zerze
2016
piątek, 1 stycznia 2016
Z nowym rokiem
Z nowym rokiem nowym krokiem
czas podjęcia postanowień
więc plastykę pochwy zrobię -
pomyślała kurwa sobie -
i w rok nowy raźnie wkroczę
z odnowionym świeżo kroczem
2016
czas podjęcia postanowień
więc plastykę pochwy zrobię -
pomyślała kurwa sobie -
i w rok nowy raźnie wkroczę
z odnowionym świeżo kroczem
2016
wtorek, 29 grudnia 2015
Przebudzenie nocy
szczenięciem brodził w takiej jasności
że oczy mrużył patrząc w dni przyszłe
w dolinach nawet promienie niosły
do stóp mu światło z góry najwyższej
aż dorósł nagle i tak niechcianie
że blask straciło śmiertelne słońce
zgasł dzień podstępnym wzięty zmierzchaniem
a on za życia znikł horyzontem
mrokom niezwykły wzrok mu zabrało
to przebudzenie zbyt szybkie nocy
a musi jeszcze drogi niemało
przebyć po ciemnej tkwiąc stronie mocy
2015
że oczy mrużył patrząc w dni przyszłe
w dolinach nawet promienie niosły
do stóp mu światło z góry najwyższej
aż dorósł nagle i tak niechcianie
że blask straciło śmiertelne słońce
zgasł dzień podstępnym wzięty zmierzchaniem
a on za życia znikł horyzontem
mrokom niezwykły wzrok mu zabrało
to przebudzenie zbyt szybkie nocy
a musi jeszcze drogi niemało
przebyć po ciemnej tkwiąc stronie mocy
2015
sobota, 26 grudnia 2015
Protest
Ja - syn Narodu chrześcijańskiego
wiary opoki przedmurza szańca
od lat tysiąca Bogu wiernego
na tron piotrowy rodak wybrańca
w dniu męczennika pierwszego wiary
co od pogańskich kamieni zginął
bo o wartości w walce był stały
jak lud nasz
chcę dziś stanowczo z siłą
zaprotestować przeciwko próbom
zniszczenia naszej świętej kultury
i w takim celu ściąganym brudom
na naszą ziemię dzikusom którym
żeśmy przez wieki się opierali
pod Turskiem Warną Chocimiem Wiedniem
broniąc Al-Hilli Ghazni Karbali
a teraz oni oddziały przednie
ślą tu w uchodźców-niby postaci
aby nasz Naród zniszczyć od wewnątrz
zdeptać tradycje i się wzbogacić
zanim nam wszystkim gardła poderżną
nie po to przecież w wojnie ostatniej
umęczyliśmy się w walce wielce
nie po to było Kolno Jedwabne
Wąsosz Radziejów Kraków i Kielce
nie o to bili się NOR Falanga
tak narażali się szmalcownicy
daremna chłopców z eN-eS-Zet walka
gdy islamiści zjadą się dzicy
na co starania zuchów Łupaszki
aby element usunąć obcy
w Dubinkach wsiach pod Bielskiem Podlaskim
o co walczyli wyklęci chłopcy
no i nie po to żeśmy oddali
kresy Lwów Wilno Tarnopol Grodno
z nimi milionów kilka wasali
podludzi których służyć nam mogło
stając się wreszcie etnicznie czyści
gdy do Syjamu uszły precz resztki
aby niewierni w turbanach przyszli
lub w burkach między Sarmatów weszli
nie po to także Ojciec Nasz Święty
odnowił Duchem Świętym tę ziemię
by na nią przyniósł dzikus przeklęty
gwałty choroby śmierć i zniszczenie
niech co chce sobie gdzieś w Watykanie
obecny papież jęzorem chlapie
mogą go słuchać jego Indianie
a nie ci z których był Święty Papież
my tu nie chcemy piątej kolumny
obcych w parafiach porozmieszczanych
od wieków uczy nas kler rozumny
jakże traktować niewiernych mamy
więc apel taki oto wygłaszam -
brońmy wartości wierzeń prastarych
żydzi zabili już raz Mesjasza
wara arabom od Świętej Wiary!
2015
wiary opoki przedmurza szańca
od lat tysiąca Bogu wiernego
na tron piotrowy rodak wybrańca
w dniu męczennika pierwszego wiary
co od pogańskich kamieni zginął
bo o wartości w walce był stały
jak lud nasz
chcę dziś stanowczo z siłą
zaprotestować przeciwko próbom
zniszczenia naszej świętej kultury
i w takim celu ściąganym brudom
na naszą ziemię dzikusom którym
żeśmy przez wieki się opierali
pod Turskiem Warną Chocimiem Wiedniem
broniąc Al-Hilli Ghazni Karbali
a teraz oni oddziały przednie
ślą tu w uchodźców-niby postaci
aby nasz Naród zniszczyć od wewnątrz
zdeptać tradycje i się wzbogacić
zanim nam wszystkim gardła poderżną
nie po to przecież w wojnie ostatniej
umęczyliśmy się w walce wielce
nie po to było Kolno Jedwabne
Wąsosz Radziejów Kraków i Kielce
nie o to bili się NOR Falanga
tak narażali się szmalcownicy
daremna chłopców z eN-eS-Zet walka
gdy islamiści zjadą się dzicy
na co starania zuchów Łupaszki
aby element usunąć obcy
w Dubinkach wsiach pod Bielskiem Podlaskim
o co walczyli wyklęci chłopcy
no i nie po to żeśmy oddali
kresy Lwów Wilno Tarnopol Grodno
z nimi milionów kilka wasali
podludzi których służyć nam mogło
stając się wreszcie etnicznie czyści
gdy do Syjamu uszły precz resztki
aby niewierni w turbanach przyszli
lub w burkach między Sarmatów weszli
nie po to także Ojciec Nasz Święty
odnowił Duchem Świętym tę ziemię
by na nią przyniósł dzikus przeklęty
gwałty choroby śmierć i zniszczenie
niech co chce sobie gdzieś w Watykanie
obecny papież jęzorem chlapie
mogą go słuchać jego Indianie
a nie ci z których był Święty Papież
my tu nie chcemy piątej kolumny
obcych w parafiach porozmieszczanych
od wieków uczy nas kler rozumny
jakże traktować niewiernych mamy
więc apel taki oto wygłaszam -
brońmy wartości wierzeń prastarych
żydzi zabili już raz Mesjasza
wara arabom od Świętej Wiary!
2015
piątek, 25 grudnia 2015
Wigilia z duchami
nadzieja świata złożona w żłobie
ledwie zrodzona a nogą w grobie
jedną jak każdy zwyczajny człowiek
nim w śmierć wprowadzą mnie nogi obie
kolejny przegląd porażek zrobię
złożę życzenia świąteczne sobie
opłatek w ustach pali jak ogień
nicość złączona przez chwilę z bogiem
może nadziei słowo mi powie
podniesie z kolan bym w dalszą drogę
ruszył z upadku gdy wstać nie mogę
może odpowiedź odnajdę w głowie
z ilu upadków podnieść się człowiek
może gdy on sam co z ojcem bogiem
jednym jest trzykroć wstał w drodze owej
i mógł z pomocy weronikowej
i siły ramion też szymonowej
skorzystać
moje upadki mnogie
są tak że sobie stałem się wrogiem
nigdzie pomocy znaleźć nie mogę
a o bruk tłukąc kolejny nogę
raz czuję jakbym gwóźdź w serca drogie
i jemu w nóg rąk wbił pary obie
a sobie w wieko skrzyni sosnowej
niech świat się dowie
oto był człowiek
* * *
żebym się w sobie zebrać był w stanie
i samotności zagłuszyć łkanie
drugie nakrycie na stole stanie
duchów odeszłych zacznę wzywanie
jak mnie skazano ich na wygnanie
z pamięci ale w mojej zostanie
ślad i goryczy ze mną dziś danie
podzielą bogu na powitanie
i oto słowo ciałem się stanie
po pierwsze miejsce wolne jest dla niej
jak pierwsze było moje kochanie
zacznę od siebie wypominanie
na zasłużone wieczne karanie
bo zdrajcą byłem w czas tamten dla niej
karp po żydowsku na drugie danie
bo drugim gościem żyd niech się stanie
sąsiadem naszym był w Lechistanie
nim życie ludzkie stało się tanie
za tysiąckrotne jego zdradzanie
przez moich braci przebacz mi panie
kutia być może na trzecie danie
dla ofiar których zapominanie
jest racją stanu i wysławianie
katów ciągnących ich na arkanie
zanim wyklętych pomnik powstanie
kolejny wzywam tu na czuwanie
tych skazywanych na wyklinanie
ofiary zbrodni - wybacz nam za nie
któż dalej jedzie w tym karawanie
na miejsce wolne na wspominanie?
ten dla którego życie to granie
na serca z lęku drżeń fortepianie
jak dla mnie ciągłe z nim przegrywanie
aż po w rozpaczy pola oddanie
zapomnij jemu strun pozrywanie
wieczne mu panie daj spoczywanie
kogo zaprosić jeszcze mam w planie?
niech przed oczyma moimi stanie
ten który wybrał na umieranie
noc gdy na ziemię przyszedłeś panie
nie wystarczyło jemu słuchanie
grania i innych nim zarażanie
gorzko mu przyszło zapłacić za nie
proszę niech tam gdzie wiecznie zostanie
jakaś podzieli z nim zasłuchanie
i wciąż powtarza mu - tak kochanie
długo by mogło trwać przyzywanie
dwunastu potraw nie starczy na nie
wszyscy by mogli życia cyganie
przybyć dziś do mnie na spożywanie
wspólnej wieczerzy - i chrześcijanie
i obojętni na krzyżowanie
w fezie jarmułce czy też w turbanie
niech każdy dzieckiem bożym się stanie
zapomną wszyscy wszystkim zdradzanie
jak zapomina się po szampanie
dzień zły a ty nam błogosław panie
niech z twoim przyjściem pokój się stanie
chociaż na chwilę cudem jak w Kanie
gdy wodę w wino zmieniłeś w dzbanie
mnie zaś nadzieja niech pozostanie
że gdy nie wstanę już na śniadanie
by innym duchom pójść na spotkanie
ktoś zauważyć będzie to w stanie
na ziemi że mnie nie ma już na niej
wezwie mnie może tez na czuwanie
poświęci jakieś wigilii danie
a dusza moja znajdzie mieszkanie
ktoś wolne miejsce zostawi dla niej
2015
ledwie zrodzona a nogą w grobie
jedną jak każdy zwyczajny człowiek
nim w śmierć wprowadzą mnie nogi obie
kolejny przegląd porażek zrobię
złożę życzenia świąteczne sobie
opłatek w ustach pali jak ogień
nicość złączona przez chwilę z bogiem
może nadziei słowo mi powie
podniesie z kolan bym w dalszą drogę
ruszył z upadku gdy wstać nie mogę
może odpowiedź odnajdę w głowie
z ilu upadków podnieść się człowiek
może gdy on sam co z ojcem bogiem
jednym jest trzykroć wstał w drodze owej
i mógł z pomocy weronikowej
i siły ramion też szymonowej
skorzystać
moje upadki mnogie
są tak że sobie stałem się wrogiem
nigdzie pomocy znaleźć nie mogę
a o bruk tłukąc kolejny nogę
raz czuję jakbym gwóźdź w serca drogie
i jemu w nóg rąk wbił pary obie
a sobie w wieko skrzyni sosnowej
niech świat się dowie
oto był człowiek
* * *
żebym się w sobie zebrać był w stanie
i samotności zagłuszyć łkanie
drugie nakrycie na stole stanie
duchów odeszłych zacznę wzywanie
jak mnie skazano ich na wygnanie
z pamięci ale w mojej zostanie
ślad i goryczy ze mną dziś danie
podzielą bogu na powitanie
i oto słowo ciałem się stanie
po pierwsze miejsce wolne jest dla niej
jak pierwsze było moje kochanie
zacznę od siebie wypominanie
na zasłużone wieczne karanie
bo zdrajcą byłem w czas tamten dla niej
karp po żydowsku na drugie danie
bo drugim gościem żyd niech się stanie
sąsiadem naszym był w Lechistanie
nim życie ludzkie stało się tanie
za tysiąckrotne jego zdradzanie
przez moich braci przebacz mi panie
kutia być może na trzecie danie
dla ofiar których zapominanie
jest racją stanu i wysławianie
katów ciągnących ich na arkanie
zanim wyklętych pomnik powstanie
kolejny wzywam tu na czuwanie
tych skazywanych na wyklinanie
ofiary zbrodni - wybacz nam za nie
któż dalej jedzie w tym karawanie
na miejsce wolne na wspominanie?
ten dla którego życie to granie
na serca z lęku drżeń fortepianie
jak dla mnie ciągłe z nim przegrywanie
aż po w rozpaczy pola oddanie
zapomnij jemu strun pozrywanie
wieczne mu panie daj spoczywanie
kogo zaprosić jeszcze mam w planie?
niech przed oczyma moimi stanie
ten który wybrał na umieranie
noc gdy na ziemię przyszedłeś panie
nie wystarczyło jemu słuchanie
grania i innych nim zarażanie
gorzko mu przyszło zapłacić za nie
proszę niech tam gdzie wiecznie zostanie
jakaś podzieli z nim zasłuchanie
i wciąż powtarza mu - tak kochanie
długo by mogło trwać przyzywanie
dwunastu potraw nie starczy na nie
wszyscy by mogli życia cyganie
przybyć dziś do mnie na spożywanie
wspólnej wieczerzy - i chrześcijanie
i obojętni na krzyżowanie
w fezie jarmułce czy też w turbanie
niech każdy dzieckiem bożym się stanie
zapomną wszyscy wszystkim zdradzanie
jak zapomina się po szampanie
dzień zły a ty nam błogosław panie
niech z twoim przyjściem pokój się stanie
chociaż na chwilę cudem jak w Kanie
gdy wodę w wino zmieniłeś w dzbanie
mnie zaś nadzieja niech pozostanie
że gdy nie wstanę już na śniadanie
by innym duchom pójść na spotkanie
ktoś zauważyć będzie to w stanie
na ziemi że mnie nie ma już na niej
wezwie mnie może tez na czuwanie
poświęci jakieś wigilii danie
a dusza moja znajdzie mieszkanie
ktoś wolne miejsce zostawi dla niej
2015
czwartek, 24 grudnia 2015
Uchodźca
w kraju ojczystym
jestem uchodźcą
przed hipokryzją
i ignorancją
strachem przed wszystkim
co śmierdzi obco
świętą jedyną
narodu racją
tyranią głupców
pustką symboli
tymi co mózgu
użycie boli
przed nienawiści
tradycją wieczną
gdzie ten kto myśli
wrogiem jest ślepcom
w kupę bezmyśli
sznurem spętanym
żeby nie wyszli
w teren nieznany
jestem uchodźcą
we własnym domu
od gestów pustych
od zabobonu
dziedziczonego
wyznawców tłustych
cielca złotego
od sztampy wzorów
dziedzictw symboli
spiżom pokłonów
śmiesznych idoli
krwi powinności
szopek nabożeństw
i od świętości
pożal się boże
programowego
od optymizmu
ukrywanego
faryzeizmu
od cnót ambicji
wyzwań wymogów
od inkwizycji
jednego z bogów
od życia chęci
miłości siebie
od załatwiania
mieszkanka w niebie
wszystko to mierzi
mnie tak że nie wiem
więc się w obozie
próbuję schronić
ujść czarnej grozie
uciec pogoni
póki nie doszli
uchodźcy-drania
mylę ich pościg
sam się wyganiam
w odległe kraje
do innych światów
byle stąd dalej
i od wspaniałej
pomocy katów
niech się otoczą
płotem lub murem
też miałbym po co
robić w nim dziurę!
siądę na ławie
sam na sam ze mną
na stół dostawię
miskę sąsiednią
może z daleka
przyjdzie uchodźca
może człowieka
w uchodźcy spotkam
może być arab
żyd albo rusek
przecież go zaraz
kochać nie muszę
wypije zje coś
gość w domu bogiem
uchodźcza jedność
i krzyż na drogę
2015
jestem uchodźcą
przed hipokryzją
i ignorancją
strachem przed wszystkim
co śmierdzi obco
świętą jedyną
narodu racją
tyranią głupców
pustką symboli
tymi co mózgu
użycie boli
przed nienawiści
tradycją wieczną
gdzie ten kto myśli
wrogiem jest ślepcom
w kupę bezmyśli
sznurem spętanym
żeby nie wyszli
w teren nieznany
jestem uchodźcą
we własnym domu
od gestów pustych
od zabobonu
dziedziczonego
wyznawców tłustych
cielca złotego
od sztampy wzorów
dziedzictw symboli
spiżom pokłonów
śmiesznych idoli
krwi powinności
szopek nabożeństw
i od świętości
pożal się boże
programowego
od optymizmu
ukrywanego
faryzeizmu
od cnót ambicji
wyzwań wymogów
od inkwizycji
jednego z bogów
od życia chęci
miłości siebie
od załatwiania
mieszkanka w niebie
wszystko to mierzi
mnie tak że nie wiem
więc się w obozie
próbuję schronić
ujść czarnej grozie
uciec pogoni
póki nie doszli
uchodźcy-drania
mylę ich pościg
sam się wyganiam
w odległe kraje
do innych światów
byle stąd dalej
i od wspaniałej
pomocy katów
niech się otoczą
płotem lub murem
też miałbym po co
robić w nim dziurę!
siądę na ławie
sam na sam ze mną
na stół dostawię
miskę sąsiednią
może z daleka
przyjdzie uchodźca
może człowieka
w uchodźcy spotkam
może być arab
żyd albo rusek
przecież go zaraz
kochać nie muszę
wypije zje coś
gość w domu bogiem
uchodźcza jedność
i krzyż na drogę
2015
piątek, 18 grudnia 2015
Kwiat
Wśród ziół kusych trawy niskiej
główką płatków ponad wszystkie
śmiało się ku słońcu wspinał
kształtem barwą oryginał
aż po dzień gdy ostrzem ostrym
ktoś ambitne skończył wzrosty
leżą w trawie płatki zgniłe
trawa równa się z badylem
2015
główką płatków ponad wszystkie
śmiało się ku słońcu wspinał
kształtem barwą oryginał
aż po dzień gdy ostrzem ostrym
ktoś ambitne skończył wzrosty
leżą w trawie płatki zgniłe
trawa równa się z badylem
2015
środa, 16 grudnia 2015
Otworem
Przyszłość stała kiedyś
otworem przed nami,
ale tym, niestety,
między pośladkami;
więc kto chce, niech piękno
w myślach ma, ja wolę,
gdy stoi przede mną
lub leży otworem
2015
otworem przed nami,
ale tym, niestety,
między pośladkami;
więc kto chce, niech piękno
w myślach ma, ja wolę,
gdy stoi przede mną
lub leży otworem
2015
wtorek, 15 grudnia 2015
O przodkach i tyłkach, czyli szlachectwo zobowiązuje
Kiedyś przodek mój miał gest
Dzisiaj tyłek goły jest
***
Tłustą przodek mój miał gębę
Tłusty tyłek ja mieć będę
***
Chociaż przodek nie był ciurą
Został tylko w tyłku z dziurą
***
Przodek jadał z królem samym
Tyłek zerżną tępe chamy
***
Przodek może i szlachetny
Tyłek za to u niej szpetny
***
Nie mów mi o przodku sławnym
Ważne że masz tyłek ładny
***
Przodek kiedyś wielki był
Dzisiaj wielki tylko tył
2015
Dzisiaj tyłek goły jest
***
Tłustą przodek mój miał gębę
Tłusty tyłek ja mieć będę
***
Chociaż przodek nie był ciurą
Został tylko w tyłku z dziurą
***
Przodek jadał z królem samym
Tyłek zerżną tępe chamy
***
Przodek może i szlachetny
Tyłek za to u niej szpetny
***
Nie mów mi o przodku sławnym
Ważne że masz tyłek ładny
***
Przodek kiedyś wielki był
Dzisiaj wielki tylko tył
2015
niedziela, 13 grudnia 2015
Tłum
W kupy się zbierają,
groźne miny mają,
Wiwat - mówią - siła,
a tego to nie lubię
Lech Janerka
Sam bez siły niemal
bez siebie pewności
razem strachu nie ma
pięść się w górę wznosi
można mury burzyć
gdy krok równy dudni
każdy mądry stchórzy
przed tysiącem durni
kiedy ramię w ramię
obok siebie zera
ze słabości pamięć
czyszczą mocni teraz
idą krzyk swój słysząc
świat podbijać zgrają
mnożeni przez tysiąc
wciąż zerem zostają
2015
groźne miny mają,
Wiwat - mówią - siła,
a tego to nie lubię
Lech Janerka
Sam bez siły niemal
bez siebie pewności
razem strachu nie ma
pięść się w górę wznosi
można mury burzyć
gdy krok równy dudni
każdy mądry stchórzy
przed tysiącem durni
kiedy ramię w ramię
obok siebie zera
ze słabości pamięć
czyszczą mocni teraz
idą krzyk swój słysząc
świat podbijać zgrają
mnożeni przez tysiąc
wciąż zerem zostają
2015
piątek, 11 grudnia 2015
Szlachetna sraczka
Znów zaczęli biegać w kółko
zarażając się biegunką
zaszkodziło tłuste żarcie
jak na odbyt na szkło parcie
na pomocy dla ubogich
promocyjny chwyt niedrogi
byle ochłap do koszyka
niech podziwia ich publika
przed ekrany niech się garną
cwanym lans niemal za darmo
podziwiają prostaczkowie
nim oddadzą grosze wdowie
tamci złożą się do kupy
żeby tańsze mieć zakupy
klecha się ucieszy przy tym
i rozgrzeszy zadek syty
który stokroć więcej zżera
niż pariasom rzuci teraz
wzory cnót samarytanie
święci prawie na ekranie
zamontuję wycieraczkę
by z próżności ścierać sraczkę
2015
zarażając się biegunką
zaszkodziło tłuste żarcie
jak na odbyt na szkło parcie
na pomocy dla ubogich
promocyjny chwyt niedrogi
byle ochłap do koszyka
niech podziwia ich publika
przed ekrany niech się garną
cwanym lans niemal za darmo
podziwiają prostaczkowie
nim oddadzą grosze wdowie
tamci złożą się do kupy
żeby tańsze mieć zakupy
klecha się ucieszy przy tym
i rozgrzeszy zadek syty
który stokroć więcej zżera
niż pariasom rzuci teraz
wzory cnót samarytanie
święci prawie na ekranie
zamontuję wycieraczkę
by z próżności ścierać sraczkę
2015
niedziela, 6 grudnia 2015
Pieśń żałosna
Więc jeśli chciałeś chodź ze mną
W dni dawno minione - przez dzisiejszość ciemną
Gdzie wieczór wystarcza za jedyną porę
Przez podwórka z dzieciństwa cicho wyludnione
Ulice kołami setek aut miażdżone
Kierowców będących tylko klientami
Prostacko nachalnej jak dziwka reklamy
Gdzie jak dziwce za wszystko stawkę ustaloną
Płaci się pod prawa rynku alfonsa ochroną
Między wypchanymi prostactwem knajpami
Kupujących chwile życia złudzeniami
Długimi jak bez złudzeń życie ulicami
Ludzi wokół pełno - my idziemy sami
Miasto mgły siwym płaszczem otulone
Miasto z morza krzywd łzami ludzi miasta słone
Przejdźmy za parawan wilgotny i zimny
By zobaczyć to miasto w czasie całkiem innym
Oto znowu tamten czas niech nastanie
Nadziei i marzeń - stać mnie było na nie
Czas tworzenia i życia z rąk własnych pracy
Gdy nie było tak wielu kradnących nam z tacy
Tyle miałem w planie nim zmieniłem zdanie
Uczuć westchnień bez miary i jedynie dla niej
I tłumione głęboko to jedno pytanie
Niewypowiedziane przez niezdecydowanie
I naprawdę nastaje czas straconych marzeń
Powtarzania pytania "Czy ja się odważę?"
Spoglądania z daleka nachalnie ukradkiem
Skradań we dnie wieczorem pod dom jej pod klatkę
Kiedy schodów dwa pietra dzieliły od szczęścia
Ze złym duchem po środku broniącym mi wejścia
Który siedział i śmiał się chłopcu w smutne oczy
Wiedząc że on do świata tego nie przeskoczy
Będzie mógł tylko obraz dni tych w myślach pieścić
Kiedy minie dzień który tamten czas przekreśli
Tak, nie miałem śmiałości w sobie by żyć wtedy
Za to teraz odwagi brak mi aby nie żyć
Czułem dawniej gdzieś w środku że się nie odważę
Dziś za brak ten odwagi sam się życiem karzę
Ranki kawą dni piwem noce mierzę winem
Jak i kiedy się skończę ani odrobinę
Nie obchodzi mnie to w końcu kiedyś zginę
Ludzkie sądy rozterki nic dla mnie nie znaczą
Dzisiaj nie wiem jak skończyć a wtedy jak zacząć
A gdy skończę niech co chcą to o mnie powiedzą
Ludzie z całą ich o tym i tamtym niewiedzą
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Wiesz jak to jest żyć między innymi
Którzy może kochają ciebie a ty których
Powinieneś też kochać ale w każdej chwili
Czujesz sam się we świecie nad światy ponurym?
Lepiej byłoby nie mieć nikogo bliskiego
Jak pustelnik krab w morzu nie wiedząc dlaczego
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Jeszcze noc nie nadeszła i trwa wciąż ten wieczór
Chodźmy - o, to nie tak żebym nic już czuł
Miałem też dni szczęśliwsze później lecz to za nie
Karą teraz jest dla mnie bliskich posiadanie
Za te chwile odwagi kiedy wie się jak zacząć
Ci co zwykle nieśmiali potem słono płacą
I za pychę gdy zda się ci że znaczysz więcej
Los ci zaraz w szeregu pokazuje miejsce
A gdy czas mi po latach srebrem pokrył skronie
Siedząc nocą nad świeżo zapisaną kartą
Chowam oczy zmęczone pod zsunięte dłonie
I myślę wpół senny czy to wszystko warto
Męczyć głowę z rozsądku wyprutą do rdzenia
Dyskutować ze światem co mnie wypluł na bok
Kiedy to co jeszcze mam do powiedzenia
Jest jak szept resztką siły do słyszących słabo
Wtedy tylko dodaję - proszę mnie nie wskrzeszać
Pozostaję w mogile niech mnie czas rozgrzesza
Przecież jestem ze świata przybyły nie tego
A im chodzi zupełnie już o co innego
Nie, nie warto, zostanę tutaj z moim bólem
Wiem że chodzi im o coś innego w ogóle
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Oni wszyscy na dworze królewskim dworzanie
Kroczą krokiem jednym jedno mają zdanie
Lub tak zda się im tylko bo to powtarzanie
Ja być wolę Hamletem we własnym teatrze
Choć wiem że na monolog swój sam jeden patrzę
Zdanie może niesłuszne mogę mieć lecz własne
Nic to że się dla innych mógłbym wydać błaznem
Błazen stary a ciągle niby dziecko głupi
Ale nikt mnie jak dziecko cukierkiem nie kupi
W mieście z morza spoglądam w jak łzy słone fale
Wypatruję w nich syren nasłuchuję śpiewań
Kiedyś w końcu mnie wezwą - żal nie będzie wcale
Że mnie ktoś zatrzyma już się nie spodziewam
2015
inspiracja: T.S. Eliot
W dni dawno minione - przez dzisiejszość ciemną
Gdzie wieczór wystarcza za jedyną porę
Przez podwórka z dzieciństwa cicho wyludnione
Ulice kołami setek aut miażdżone
Kierowców będących tylko klientami
Prostacko nachalnej jak dziwka reklamy
Gdzie jak dziwce za wszystko stawkę ustaloną
Płaci się pod prawa rynku alfonsa ochroną
Między wypchanymi prostactwem knajpami
Kupujących chwile życia złudzeniami
Długimi jak bez złudzeń życie ulicami
Ludzi wokół pełno - my idziemy sami
Miasto mgły siwym płaszczem otulone
Miasto z morza krzywd łzami ludzi miasta słone
Przejdźmy za parawan wilgotny i zimny
By zobaczyć to miasto w czasie całkiem innym
Oto znowu tamten czas niech nastanie
Nadziei i marzeń - stać mnie było na nie
Czas tworzenia i życia z rąk własnych pracy
Gdy nie było tak wielu kradnących nam z tacy
Tyle miałem w planie nim zmieniłem zdanie
Uczuć westchnień bez miary i jedynie dla niej
I tłumione głęboko to jedno pytanie
Niewypowiedziane przez niezdecydowanie
I naprawdę nastaje czas straconych marzeń
Powtarzania pytania "Czy ja się odważę?"
Spoglądania z daleka nachalnie ukradkiem
Skradań we dnie wieczorem pod dom jej pod klatkę
Kiedy schodów dwa pietra dzieliły od szczęścia
Ze złym duchem po środku broniącym mi wejścia
Który siedział i śmiał się chłopcu w smutne oczy
Wiedząc że on do świata tego nie przeskoczy
Będzie mógł tylko obraz dni tych w myślach pieścić
Kiedy minie dzień który tamten czas przekreśli
Tak, nie miałem śmiałości w sobie by żyć wtedy
Za to teraz odwagi brak mi aby nie żyć
Czułem dawniej gdzieś w środku że się nie odważę
Dziś za brak ten odwagi sam się życiem karzę
Ranki kawą dni piwem noce mierzę winem
Jak i kiedy się skończę ani odrobinę
Nie obchodzi mnie to w końcu kiedyś zginę
Ludzkie sądy rozterki nic dla mnie nie znaczą
Dzisiaj nie wiem jak skończyć a wtedy jak zacząć
A gdy skończę niech co chcą to o mnie powiedzą
Ludzie z całą ich o tym i tamtym niewiedzą
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Wiesz jak to jest żyć między innymi
Którzy może kochają ciebie a ty których
Powinieneś też kochać ale w każdej chwili
Czujesz sam się we świecie nad światy ponurym?
Lepiej byłoby nie mieć nikogo bliskiego
Jak pustelnik krab w morzu nie wiedząc dlaczego
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Jeszcze noc nie nadeszła i trwa wciąż ten wieczór
Chodźmy - o, to nie tak żebym nic już czuł
Miałem też dni szczęśliwsze później lecz to za nie
Karą teraz jest dla mnie bliskich posiadanie
Za te chwile odwagi kiedy wie się jak zacząć
Ci co zwykle nieśmiali potem słono płacą
I za pychę gdy zda się ci że znaczysz więcej
Los ci zaraz w szeregu pokazuje miejsce
A gdy czas mi po latach srebrem pokrył skronie
Siedząc nocą nad świeżo zapisaną kartą
Chowam oczy zmęczone pod zsunięte dłonie
I myślę wpół senny czy to wszystko warto
Męczyć głowę z rozsądku wyprutą do rdzenia
Dyskutować ze światem co mnie wypluł na bok
Kiedy to co jeszcze mam do powiedzenia
Jest jak szept resztką siły do słyszących słabo
Wtedy tylko dodaję - proszę mnie nie wskrzeszać
Pozostaję w mogile niech mnie czas rozgrzesza
Przecież jestem ze świata przybyły nie tego
A im chodzi zupełnie już o co innego
Nie, nie warto, zostanę tutaj z moim bólem
Wiem że chodzi im o coś innego w ogóle
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Oni wszyscy na dworze królewskim dworzanie
Kroczą krokiem jednym jedno mają zdanie
Lub tak zda się im tylko bo to powtarzanie
Ja być wolę Hamletem we własnym teatrze
Choć wiem że na monolog swój sam jeden patrzę
Zdanie może niesłuszne mogę mieć lecz własne
Nic to że się dla innych mógłbym wydać błaznem
Błazen stary a ciągle niby dziecko głupi
Ale nikt mnie jak dziecko cukierkiem nie kupi
W mieście z morza spoglądam w jak łzy słone fale
Wypatruję w nich syren nasłuchuję śpiewań
Kiedyś w końcu mnie wezwą - żal nie będzie wcale
Że mnie ktoś zatrzyma już się nie spodziewam
2015
inspiracja: T.S. Eliot
środa, 2 grudnia 2015
Efekt cieplarniany
Wśród cywilizacji produktów ubocznych
jest grzejący klimat podtlenek azotu
a że jest on gazem rozweselającym
stąd radość na gębach tak wielu idiotów
2015
jest grzejący klimat podtlenek azotu
a że jest on gazem rozweselającym
stąd radość na gębach tak wielu idiotów
2015
poniedziałek, 30 listopada 2015
Przegrany
Czy wiesz jak to jest czuć się przegranym
w las brnąć wciąż głębiej szukając drogi
widzieć jak dawne wspaniałe plany
wbrew sobie własne tratują nogi
sił nie mieć aby siebie zwyciężyć
czując jak życie wciąż ci ucieka
i wyrzutami jeszcze cię dręczy
że kochanego ranisz człowieka
patrzyć jak tym kim nie chciałeś zawsze
być to się stajesz gnijąc powoli
i czym gardziłeś to robisz właśnie
to chociaż takiej nie miałeś woli
gdyś jak pobitych wódz jest żołnierzy
kolejnej klęsce czując się winnym
i nie kochając siebie nie wierzysz
że ciebie kochać mógłby ktoś inny
jak to jest ciągle odczuwać pustkę
widzieć ją w tyle widzieć przed sobą
tak jak twarz obcą stojąc przed lustrem
dawnego siebie znaleźć nie mogąc
raz wierzyć że się jeszcze odmieni
wszystko a raz znów że jest za późno
czasem się zbudzić pełnym nadziei
by jej za chwilę szukać na próżno?
Jeżeli nie wiesz toś jest szczęśliwym
zdobywcą świata życia zwycięzcą
świat ten należy wszakże do żywych
o przegrywaniu słyszeć tu nie chcą
2015
w las brnąć wciąż głębiej szukając drogi
widzieć jak dawne wspaniałe plany
wbrew sobie własne tratują nogi
sił nie mieć aby siebie zwyciężyć
czując jak życie wciąż ci ucieka
i wyrzutami jeszcze cię dręczy
że kochanego ranisz człowieka
patrzyć jak tym kim nie chciałeś zawsze
być to się stajesz gnijąc powoli
i czym gardziłeś to robisz właśnie
to chociaż takiej nie miałeś woli
gdyś jak pobitych wódz jest żołnierzy
kolejnej klęsce czując się winnym
i nie kochając siebie nie wierzysz
że ciebie kochać mógłby ktoś inny
jak to jest ciągle odczuwać pustkę
widzieć ją w tyle widzieć przed sobą
tak jak twarz obcą stojąc przed lustrem
dawnego siebie znaleźć nie mogąc
raz wierzyć że się jeszcze odmieni
wszystko a raz znów że jest za późno
czasem się zbudzić pełnym nadziei
by jej za chwilę szukać na próżno?
Jeżeli nie wiesz toś jest szczęśliwym
zdobywcą świata życia zwycięzcą
świat ten należy wszakże do żywych
o przegrywaniu słyszeć tu nie chcą
2015
poniedziałek, 23 listopada 2015
Absztyfikant
Opowiastką taką służę:
Wywróżyli chłopcu wróże
miłość - w noc więc, gdzie podnóże
dworu zaszedł, wkradł się, róże
sypnął pannie pod odnóże
już zabierać chciał w podróże
gdy pan wyszedł sprawdzić stróże
Podejdź chłystku tu, a nuże!
przyjrzyj dobrze się tej puże
ta ci zaraz grzbiet ostruże
każę legnąć ci na czuże
łapy zwiążę w tył na duże
i pozdzieram z ciebie smuże
upuszczając krwi kałuże
że się zbierze ze dwie kruże
pozostanie ścierwo duże
które rzucę psom w jarmuże
Niech to wiedzą wszyscy tchórze
którzy marzą o mej córze
że gdy wejdą na to wzgórze
to wywlokę na podwórze
i przy głośnych jęków wtórze
unoszących się ku górze
jak w piekielnym jakimś chórze
karę spiszę im na skórze
pióro będę rwał po piórze
nie zostanie wiór na wiórze
Chociaż pokój mam w naturze
to wymiatam z progów kurze
kto wiatr sieje zbiera burze
śpiące cicho w gradu chmurze
nie pozwolę kreaturze
maczać palców w konfiturze
dam nauczkę na torturze -
zapamiętaj sobie, szczurze:
cham się nie zna na kulturze
modlić mu się przy figurze
nie w szlachciance żądło knurze
maczać, ale w chłopskiej dziurze
Opowiastki nie przedłużę
bo czytaniem wszystkich znużę
oko tylko tutaj zmrużę -
Sam się w dziewce z gminu durzę
2015
Wywróżyli chłopcu wróże
miłość - w noc więc, gdzie podnóże
dworu zaszedł, wkradł się, róże
sypnął pannie pod odnóże
już zabierać chciał w podróże
gdy pan wyszedł sprawdzić stróże
Podejdź chłystku tu, a nuże!
przyjrzyj dobrze się tej puże
ta ci zaraz grzbiet ostruże
każę legnąć ci na czuże
łapy zwiążę w tył na duże
i pozdzieram z ciebie smuże
upuszczając krwi kałuże
że się zbierze ze dwie kruże
pozostanie ścierwo duże
które rzucę psom w jarmuże
Niech to wiedzą wszyscy tchórze
którzy marzą o mej córze
że gdy wejdą na to wzgórze
to wywlokę na podwórze
i przy głośnych jęków wtórze
unoszących się ku górze
jak w piekielnym jakimś chórze
karę spiszę im na skórze
pióro będę rwał po piórze
nie zostanie wiór na wiórze
Chociaż pokój mam w naturze
to wymiatam z progów kurze
kto wiatr sieje zbiera burze
śpiące cicho w gradu chmurze
nie pozwolę kreaturze
maczać palców w konfiturze
dam nauczkę na torturze -
zapamiętaj sobie, szczurze:
cham się nie zna na kulturze
modlić mu się przy figurze
nie w szlachciance żądło knurze
maczać, ale w chłopskiej dziurze
Opowiastki nie przedłużę
bo czytaniem wszystkich znużę
oko tylko tutaj zmrużę -
Sam się w dziewce z gminu durzę
2015
piątek, 13 listopada 2015
Pożar w klasztorze
|
|
niedziela, 25 października 2015
Aronia
Po pierwszych przymrozkach
wciąż z goryczy krztyną
wytrawna i słodka
szlachetna jak wino
wezbrana sokami
gładka wcześniej błona
dojrzenia znakami
z lekka pomarszczona
Taką brał aronię
soku jej koneser
niecierpliwe dłonie
niezwyczajny deser
i język z objęcia
różu warg gorących
niczym z muszli wnętrza
perłę wybrać chcący
Ten owoc nie cały
wyssany z winności
a już ten nabrzmiały
u szczytów jędrności
pod palca naciskiem
do twardości granic -
tak chłonąłbym wszystkie
umiar mając za nic
2015
wciąż z goryczy krztyną
wytrawna i słodka
szlachetna jak wino
wezbrana sokami
gładka wcześniej błona
dojrzenia znakami
z lekka pomarszczona
Taką brał aronię
soku jej koneser
niecierpliwe dłonie
niezwyczajny deser
i język z objęcia
różu warg gorących
niczym z muszli wnętrza
perłę wybrać chcący
Ten owoc nie cały
wyssany z winności
a już ten nabrzmiały
u szczytów jędrności
pod palca naciskiem
do twardości granic -
tak chłonąłbym wszystkie
umiar mając za nic
2015
wtorek, 15 września 2015
Nie znajdą ♫
A ja mam melinę
po lewackiej stronie
tam chciwości zginę
brudne mnie jej dłonie
nie znajdą!
Ni łby ogolone
ni w kruchcie zmącone
kiedy w niej się schronię
nie znajdą!
Nie znajdą nigdy mnie
zniknę hen w siwej mgle
i będę wędrował w podartym sweterku
niech kto chce to chowa w obłudy kuferku
przeklęty szmal
nie znajdą nigdy mnie
zniknę hen w siwej mgle
Śmierć znajdę w noc parną po lewackiej stronie
im wiozą koszmarną jeźdźców cztery konie
i znajdą!
Zasypią ich śniegi i zaleją rzeki
pomocy wśród wołań
nie znajdą
Nie znajdą prawdy, nie,
ślepy tłum w siwej mgle
spłyną mądre słowa potoków bystrzycą
ptaki je jedynie na skrzydła pochwycą
polecieć chcę, zagubic się!
Nie znajdą nigdy mnie
zniknę hen w siwej mgle
Nie znajdą!
Nie znajdą!
Nie znajdą!
2015
parafraza: Agnieszka Osiecka
♫ na melodię : Katarzyna Gaertner (T. Woźniak)
po lewackiej stronie
tam chciwości zginę
brudne mnie jej dłonie
nie znajdą!
Ni łby ogolone
ni w kruchcie zmącone
kiedy w niej się schronię
nie znajdą!
Nie znajdą nigdy mnie
zniknę hen w siwej mgle
i będę wędrował w podartym sweterku
niech kto chce to chowa w obłudy kuferku
przeklęty szmal
nie znajdą nigdy mnie
zniknę hen w siwej mgle
Śmierć znajdę w noc parną po lewackiej stronie
im wiozą koszmarną jeźdźców cztery konie
i znajdą!
Zasypią ich śniegi i zaleją rzeki
pomocy wśród wołań
nie znajdą
Nie znajdą prawdy, nie,
ślepy tłum w siwej mgle
spłyną mądre słowa potoków bystrzycą
ptaki je jedynie na skrzydła pochwycą
polecieć chcę, zagubic się!
Nie znajdą nigdy mnie
zniknę hen w siwej mgle
Nie znajdą!
Nie znajdą!
Nie znajdą!
2015
parafraza: Agnieszka Osiecka
♫ na melodię : Katarzyna Gaertner (T. Woźniak)
niedziela, 3 maja 2015
Na wieloryba
Z samic naśmiewał się w obcych wodach
Że kaszalotów u nich uroda
Nadęty dumą z siebie nad miarę
Zapomniał przyjrzeć się swojej starej
2015
Że kaszalotów u nich uroda
Nadęty dumą z siebie nad miarę
Zapomniał przyjrzeć się swojej starej
2015
niedziela, 26 kwietnia 2015
Moonlighting
Looking outside through the pane
Silver light just come to blind me
Share my sorrow doubts and pain
Here comes nighttime for moonlighting
No one touches in my shelter
But old flashbacks come to bite me
Night shift started for life-hater
No one finds me but moonlighting
Out of people out of life
Secret job of bloody writing
From veins opened without knife
No one pays me for moonlighting
2015
Silver light just come to blind me
Share my sorrow doubts and pain
Here comes nighttime for moonlighting
No one touches in my shelter
But old flashbacks come to bite me
Night shift started for life-hater
No one finds me but moonlighting
Out of people out of life
Secret job of bloody writing
From veins opened without knife
No one pays me for moonlighting
2015
sobota, 25 kwietnia 2015
Tyle chciałem ci dać ♫
Tyle chciałem ci dać
deszczem kwiatów okryć cię
porwał ciebie zły wiatr
próbowałem odnaleźć
lecz już nie ma mnie
tyle chciałam ci dać
ubrać miłość w spokój snu
gdzieś zniknęłaś a ja
aby co dzień umierać
pozostałem tu
i wciąż bez ciebie ginę
muszę żyć a bez ciebie nawet nie wiem jak żyć
sto lat niech chociaż minie
może spotkam cię znów
lecz nie wierzę już
z losem gramy nie fair
zakłamani tak że wstyd
jeśli widzisz i wiesz
mam nadzieję ostatnią
że wybaczysz mi
mógłbym spalić ten świat
byś w pobliżu była znów
bym mógł poczuć się tak
jak to było przed laty
kiedy byłaś tu
i wciąż bez ciebie ginę
muszę żyć a bez ciebie nawet nie wiem jak żyć
sto lat niech chociaż minie
może spotkam cię znów
lecz nie wierzę już
teraz wiesz jak jest
stoczyłem się
wierzyłem w swoje szczęście
chociaż czułem dziwny lęk
zobaczyłaś więc
to że choć wciąż żyję dziś
moje serce martwe jest
2015
♫ inspiracja / parafraza: universe
deszczem kwiatów okryć cię
porwał ciebie zły wiatr
próbowałem odnaleźć
lecz już nie ma mnie
tyle chciałam ci dać
ubrać miłość w spokój snu
gdzieś zniknęłaś a ja
aby co dzień umierać
pozostałem tu
i wciąż bez ciebie ginę
muszę żyć a bez ciebie nawet nie wiem jak żyć
sto lat niech chociaż minie
może spotkam cię znów
lecz nie wierzę już
z losem gramy nie fair
zakłamani tak że wstyd
jeśli widzisz i wiesz
mam nadzieję ostatnią
że wybaczysz mi
mógłbym spalić ten świat
byś w pobliżu była znów
bym mógł poczuć się tak
jak to było przed laty
kiedy byłaś tu
i wciąż bez ciebie ginę
muszę żyć a bez ciebie nawet nie wiem jak żyć
sto lat niech chociaż minie
może spotkam cię znów
lecz nie wierzę już
teraz wiesz jak jest
stoczyłem się
wierzyłem w swoje szczęście
chociaż czułem dziwny lęk
zobaczyłaś więc
to że choć wciąż żyję dziś
moje serce martwe jest
2015
♫ inspiracja / parafraza: universe
niedziela, 12 kwietnia 2015
Euforia
W dziwnym znalazłem się stanie
i dobrze mi w nim szalenie
może chronicznym się stanie
nie przyjdzie z niego trzeźwienie
powietrze napój czy zioło
nie ważne co mnie odurza
bezpiecznie błogo wokoło
bez reszty w tym się zanurzam
doznanie dotąd nieznane
nie boli nic mnie nie męczy
chmury deszczami wezbrane
barwami mienią się tęczy
tak pachnie wszędzie tak dzwoni
unosi dziki mnie taniec
zanim przyziemność dogoni
niech stan ten jeszcze zostanie
wiem że się w końcu wybudzę
na kacu gorszym niż wcześniej
lecz póki trwa to się łudzę
że los mi teraz śmierć ześle
2015
i dobrze mi w nim szalenie
może chronicznym się stanie
nie przyjdzie z niego trzeźwienie
powietrze napój czy zioło
nie ważne co mnie odurza
bezpiecznie błogo wokoło
bez reszty w tym się zanurzam
doznanie dotąd nieznane
nie boli nic mnie nie męczy
chmury deszczami wezbrane
barwami mienią się tęczy
tak pachnie wszędzie tak dzwoni
unosi dziki mnie taniec
zanim przyziemność dogoni
niech stan ten jeszcze zostanie
wiem że się w końcu wybudzę
na kacu gorszym niż wcześniej
lecz póki trwa to się łudzę
że los mi teraz śmierć ześle
2015
sobota, 28 marca 2015
Kalendarz życia i śmierci
Kończy się krótkich dni pora
dzielących nasze spotkania
gdy ziemia od chłodu chora
w mroczne kąty przegania
okrutna lampa sodowa
nie grzejąc ciemność rozprasza
na kilka godzin się chowam
na noc kolejną zapraszam
nadchodzą dłuższe rozstania
lecz te przetrzymać mi łatwiej
gdy ciepło gwiazdy pochłaniam
powstrzymującej zło światłem
noc krótsza jest mi wytchnieniem
a chłód jej rześki i zdrowy
choć ciemno - mniejsze cierpienie
z nadzieją wstaje dzień nowy
jak dni te życie jest moje -
raz zimne zda się i krótkie
czekając w kącie się boję
by nocą odejść ze smutkiem
raz życia tyle mam w sobie
że godzę z nim się powoli
w nocy gdy myślę o tobie
to jakby trochę mniej boli
2015
dzielących nasze spotkania
gdy ziemia od chłodu chora
w mroczne kąty przegania
okrutna lampa sodowa
nie grzejąc ciemność rozprasza
na kilka godzin się chowam
na noc kolejną zapraszam
nadchodzą dłuższe rozstania
lecz te przetrzymać mi łatwiej
gdy ciepło gwiazdy pochłaniam
powstrzymującej zło światłem
noc krótsza jest mi wytchnieniem
a chłód jej rześki i zdrowy
choć ciemno - mniejsze cierpienie
z nadzieją wstaje dzień nowy
jak dni te życie jest moje -
raz zimne zda się i krótkie
czekając w kącie się boję
by nocą odejść ze smutkiem
raz życia tyle mam w sobie
że godzę z nim się powoli
w nocy gdy myślę o tobie
to jakby trochę mniej boli
2015
poniedziałek, 16 marca 2015
Dziewczęta z M.
Szkoła o metrów ledwie kilkaset
od parku który jest frontu linią
młodość co nie jest miłości czasem
odkąd od gradu gradów ten zginął
tu nie poezja arytmetyka
ale składanie kałasznikowa
bo nieprzyjaciel już w parku czyha
cicho na ołów przetapia słowa
nie kiecka randka plotki czy lody
marzenia motyl w wiosennym wietrze
nieokreślony lęk w tyle głowy
która nadzieją łudzi się jeszcze
nim chwycą warkocz do pasa długi
rzucą na szmatę w kącie rozdartą
dzieciństwo zduszą jeden po drugim
i przed odejściem poderżną gardło
2015
od parku który jest frontu linią
młodość co nie jest miłości czasem
odkąd od gradu gradów ten zginął
tu nie poezja arytmetyka
ale składanie kałasznikowa
bo nieprzyjaciel już w parku czyha
cicho na ołów przetapia słowa
nie kiecka randka plotki czy lody
marzenia motyl w wiosennym wietrze
nieokreślony lęk w tyle głowy
która nadzieją łudzi się jeszcze
nim chwycą warkocz do pasa długi
rzucą na szmatę w kącie rozdartą
dzieciństwo zduszą jeden po drugim
i przed odejściem poderżną gardło
2015
niedziela, 15 marca 2015
Ty i noc
Plączą się myśli pijaną nocą
Wstecz spoglądają pamięci okiem
Obezwładniają nieziemską mocą
Przeszłość zagląda do moich okien
Powiew się wkrada przejmując chłodem
Tańczy przy szybie z kusą firanką
Nie - to przychodzą dni nasze młode
I ty powiewasz sukienką tamtą
Zdać by się mogło żeś jest aniołem
Który nade mną lęki przegania
Lecz ja już całkiem w mrokach zginąłem
Wciąż powtarzając te dwa pytania -
Dlaczego dałaś mi tak pozostać
I ile jeszcze czekać tu mam
Gdzie światłem twoja tylko jest postać
I jestem sam
Zupełnie sam
Wiesz - miła moja - jak jest już późno
Czerń smugę lampy podchodzi cieniem
I ja i światło trwamy na próżno
Przed mrocznym broniąc się osaczeniem
Miła - z miłości trudno się podnieść
Stłuczone życie w lustro poskładać
Lecz ze słabości ciężej stukrotnie
Gdy się w nich co dzień
Co dzień upada
Czuję jak wokół mnie coraz chłodniej
A muszę w chłodzie zlękniony trwać
Gdy ty się srebrzysz na ciemnym oknie
Szepcząc że nie ma czego się bać
Okna dołami widzę trupimi
Gdzie znikło życie zgaszonych lamp
Zupełnie obcy ludzie za nimi
Ja tutaj jestem
Zupełnie sam
2015
inspiracja / zapożyczenia: T. Miciński / J. Czechowicz
Wstecz spoglądają pamięci okiem
Obezwładniają nieziemską mocą
Przeszłość zagląda do moich okien
Powiew się wkrada przejmując chłodem
Tańczy przy szybie z kusą firanką
Nie - to przychodzą dni nasze młode
I ty powiewasz sukienką tamtą
Zdać by się mogło żeś jest aniołem
Który nade mną lęki przegania
Lecz ja już całkiem w mrokach zginąłem
Wciąż powtarzając te dwa pytania -
Dlaczego dałaś mi tak pozostać
I ile jeszcze czekać tu mam
Gdzie światłem twoja tylko jest postać
I jestem sam
Zupełnie sam
Wiesz - miła moja - jak jest już późno
Czerń smugę lampy podchodzi cieniem
I ja i światło trwamy na próżno
Przed mrocznym broniąc się osaczeniem
Miła - z miłości trudno się podnieść
Stłuczone życie w lustro poskładać
Lecz ze słabości ciężej stukrotnie
Gdy się w nich co dzień
Co dzień upada
Czuję jak wokół mnie coraz chłodniej
A muszę w chłodzie zlękniony trwać
Gdy ty się srebrzysz na ciemnym oknie
Szepcząc że nie ma czego się bać
Okna dołami widzę trupimi
Gdzie znikło życie zgaszonych lamp
Zupełnie obcy ludzie za nimi
Ja tutaj jestem
Zupełnie sam
2015
inspiracja / zapożyczenia: T. Miciński / J. Czechowicz
wtorek, 24 lutego 2015
Selfie
JA jestem centrum jądro wszechświata
JA jestem bogiem i w siebie wierzę
Losu kreator wódz autokrata
Z kursem na sukces w bóstwa karierze
Dla mnie przeze mnie ze mną i o mnie
Nigdy beze mnie wbrew mojej woli
Ja nie pozwolę siebie zapomnieć
Bo zapomnienie najbardziej boli
Sam się napędzam i sam kreuję
Twórca tworzywo sprzedawca towar
Żyję dopóki ktoś mnie kupuje
I pcham się w oczy by wciąż kupował
Żadnych skrupułów czy wątpliwości
Wahań kompleksów żadnych rozterek
Siła wypływa z siebie pewności
Będę kim zechcę choć jestem zerem
Kto w siebie wierzy zbiera nagrody
I mógłbym zabić by ktoś to kupił
Ja przecież jestem bezczelnie młody
Bezczelnie zdolny - bezdennie głupi
2015
JA jestem bogiem i w siebie wierzę
Losu kreator wódz autokrata
Z kursem na sukces w bóstwa karierze
Dla mnie przeze mnie ze mną i o mnie
Nigdy beze mnie wbrew mojej woli
Ja nie pozwolę siebie zapomnieć
Bo zapomnienie najbardziej boli
Sam się napędzam i sam kreuję
Twórca tworzywo sprzedawca towar
Żyję dopóki ktoś mnie kupuje
I pcham się w oczy by wciąż kupował
Żadnych skrupułów czy wątpliwości
Wahań kompleksów żadnych rozterek
Siła wypływa z siebie pewności
Będę kim zechcę choć jestem zerem
Kto w siebie wierzy zbiera nagrody
I mógłbym zabić by ktoś to kupił
Ja przecież jestem bezczelnie młody
Bezczelnie zdolny - bezdennie głupi
2015
poniedziałek, 23 lutego 2015
Sztuczna inteligencja
Jest! jest sukces wreszcie po latach jałowych
Prac mędrców błądzących w rozważań malignie
By odkryć że prędzej mózg elektronowy
Mistrza w szachy ogra niż dziecko prześcignie
Skoro słabo myśli niewiele rozumie
Nie czuje zupełnie - jak ludzi miliony -
Może łatwo skryć się w podobnym mu tłumie
Z prawdziwym człowiekiem zostać pomylony
Tak wokół przybywa bezmyślnych robotów
Sztucznie wytworzonych sterowanych z bazy
Aby panom swoim nie sprawiać kłopotów
Nie ważyć się na nic ponad ich rozkazy
Ten jest jak maszyna martwa jak niewolnik
Co mieniąc się mądrym cudzym światłem świeci
A przecież jedynie tylko ci są wolni
Którzy sami myślą i czują jak dzieci
2015
Prac mędrców błądzących w rozważań malignie
By odkryć że prędzej mózg elektronowy
Mistrza w szachy ogra niż dziecko prześcignie
Skoro słabo myśli niewiele rozumie
Nie czuje zupełnie - jak ludzi miliony -
Może łatwo skryć się w podobnym mu tłumie
Z prawdziwym człowiekiem zostać pomylony
Tak wokół przybywa bezmyślnych robotów
Sztucznie wytworzonych sterowanych z bazy
Aby panom swoim nie sprawiać kłopotów
Nie ważyć się na nic ponad ich rozkazy
Ten jest jak maszyna martwa jak niewolnik
Co mieniąc się mądrym cudzym światłem świeci
A przecież jedynie tylko ci są wolni
Którzy sami myślą i czują jak dzieci
2015
niedziela, 15 lutego 2015
Kamień drzewo rzeka
Widziałem kiedy wędrował drogą
Dumne stworzenie władca wszystkiego
Najdoskonalsze z istot miał ciało
Ziemia ścieliła się do stóp nogom
Rzeka płynęła tylko dla niego
A drzewo jemu właśnie szumiało
Kopnął wędrowiec przydrożny kamień
Co nie miał życia a trwał przez wieki
Drzewu bez ruchu tkwiącemu w miejscu
Choć przecież żyło ułamał ramię
A potem z mostu splunął do rzeki
W ruchu będącej całkiem bez sensu
Czas sił pozbawił ruchliwe nogi
Bez życia został władca wszystkiego
Cudowne ciało zgnilizną w ziemi
Kamień jak dawniej pokrywa drogi
I rzeka płynie choć nie dla niego
A stare drzewo wciąż się zieleni
2015
Dumne stworzenie władca wszystkiego
Najdoskonalsze z istot miał ciało
Ziemia ścieliła się do stóp nogom
Rzeka płynęła tylko dla niego
A drzewo jemu właśnie szumiało
Kopnął wędrowiec przydrożny kamień
Co nie miał życia a trwał przez wieki
Drzewu bez ruchu tkwiącemu w miejscu
Choć przecież żyło ułamał ramię
A potem z mostu splunął do rzeki
W ruchu będącej całkiem bez sensu
Czas sił pozbawił ruchliwe nogi
Bez życia został władca wszystkiego
Cudowne ciało zgnilizną w ziemi
Kamień jak dawniej pokrywa drogi
I rzeka płynie choć nie dla niego
A stare drzewo wciąż się zieleni
2015
czwartek, 12 lutego 2015
Defusing
Wyznam tobie szyfrowierszem
/Jeśli zgłoski złożysz pierwsze/ -
Baran gdy się mieni mędrcem
Neptek władzy ma najwięcej
Nagą prawdę kryją szmatą -
To mam...
2015
/Jeśli zgłoski złożysz pierwsze/ -
Baran gdy się mieni mędrcem
Neptek władzy ma najwięcej
Nagą prawdę kryją szmatą -
To mam...
2015
poniedziałek, 2 lutego 2015
Mroczna matka
Pod księżyc rośnie zboże wysoko
Zima przychodzi chyba zbyt wcześnie
Bo czas nie nawykł czekać na kogoś
A Śmierć przez ziemię kroczy boleśnie
Prowadź do światła przez Śmierci bramy
O matko mroczna - Nocy Królowo
Niech z bólu wolność powykuwamy
Pozwól narodzić nam się na nowo
Śmierć pocałunkiem zabiera ludzi
Gorzką pieśń swoją we mgle ukrywa
Dawne marzenie dziś cynizm budzi
Lecz moja miłość zostanie żywa
Prowadź do światła przez Śmierci bramy
O matko mroczna - Nocy Królowo
Niech z bólu wolność powykuwamy
Pozwól narodzić nam się na nowo
Ledwie pąk strzelił a kwiat już kona
Obwisły piersi niedawno jędrne
Tak przeznaczenia kręcą się koła
Leżą na ziemi liście jesienne
Prowadź do światła przez Śmierci bramy
O matko mroczna - Nocy Królowo
Niech z bólu wolność powykuwamy
Pozwól narodzić nam się na nowo
2015
swobodne tłumaczenie z: Inkubus Sukkubus
Zima przychodzi chyba zbyt wcześnie
Bo czas nie nawykł czekać na kogoś
A Śmierć przez ziemię kroczy boleśnie
Prowadź do światła przez Śmierci bramy
O matko mroczna - Nocy Królowo
Niech z bólu wolność powykuwamy
Pozwól narodzić nam się na nowo
Śmierć pocałunkiem zabiera ludzi
Gorzką pieśń swoją we mgle ukrywa
Dawne marzenie dziś cynizm budzi
Lecz moja miłość zostanie żywa
Prowadź do światła przez Śmierci bramy
O matko mroczna - Nocy Królowo
Niech z bólu wolność powykuwamy
Pozwól narodzić nam się na nowo
Ledwie pąk strzelił a kwiat już kona
Obwisły piersi niedawno jędrne
Tak przeznaczenia kręcą się koła
Leżą na ziemi liście jesienne
Prowadź do światła przez Śmierci bramy
O matko mroczna - Nocy Królowo
Niech z bólu wolność powykuwamy
Pozwól narodzić nam się na nowo
2015
swobodne tłumaczenie z: Inkubus Sukkubus
niedziela, 1 lutego 2015
Przybądź do mnie (Pieśń nimfy wodnej)
W letnią noc dawno sen zapomniany
I ona tutaj w strudze miesiąca
Samotnej duszy ból wykrzyczany
Byś ją uwolnił i kochał chcąca
Woła byś przybył i pragnie tego
Przybądź tu do mnie - przybądź tu do mnie
Niczym syrena do ginącego
Woła nim w głębię morza go wciągnie
W dół cię zawlecze jej pieśń miłosna
Jej pocałunek - w świat wymarzony
Usta cię zmogą abyś pozostał
Z nią już na zawsze tańcem niesiony
Woła byś przybył gdy ciebie zechce
Przybądź tu do mnie - przybądź tu do mnie
Przybądź a wtedy złamie ci serce
Przybądź tu do mnie - przybądź tu do mnie
Czeka na dotyk przez lat tysiące
Uczuć i zmysłów we łzach pragnąca
Zmęczona płaczem przez wszystkie noce
Ogniu cielesny rozpal ją w żądzach!
2015
swobodne tłumaczenie z: Inkubus Sukkubus
I ona tutaj w strudze miesiąca
Samotnej duszy ból wykrzyczany
Byś ją uwolnił i kochał chcąca
Woła byś przybył i pragnie tego
Przybądź tu do mnie - przybądź tu do mnie
Niczym syrena do ginącego
Woła nim w głębię morza go wciągnie
W dół cię zawlecze jej pieśń miłosna
Jej pocałunek - w świat wymarzony
Usta cię zmogą abyś pozostał
Z nią już na zawsze tańcem niesiony
Woła byś przybył gdy ciebie zechce
Przybądź tu do mnie - przybądź tu do mnie
Przybądź a wtedy złamie ci serce
Przybądź tu do mnie - przybądź tu do mnie
Czeka na dotyk przez lat tysiące
Uczuć i zmysłów we łzach pragnąca
Zmęczona płaczem przez wszystkie noce
Ogniu cielesny rozpal ją w żądzach!
2015
swobodne tłumaczenie z: Inkubus Sukkubus
Subskrybuj:
Posty (Atom)