widziałem twój profil
jest jeszcze w portalu
byłem jak nekrofil
nieczujący żalu
grzebiąc w tym co z życia
zostało po tobie
w danych do ukrycia
przez admina w grobie
gdy końca dobiegnie
czas mój na tym świecie
szybko wicher pewnie
wątłe ślady zmiecie
prócz cienkiego pliku
jakichś po mnie śmieci
w cyfrowym śmietniku
wszechświatowej sieci
2016
"Lasciate ogni speranza, voi ch'entrate"
„Okręt mój płynie dalej – pod prąd,
Serce, choć popękane, bić chce,
Nie ma cię i nie było – jest noc,
Nie ma mnie i nie było – jest dzień”
parafraza: KAT
niedziela, 31 stycznia 2016
czwartek, 28 stycznia 2016
Refleksja poniewczasie (do A***)
Czasem myślami wracam w tamto lato
Gdy przyjechałaś do mnie niespodzianie
Tam gdzie płaciłem miesiącami za to
Że pozwoliłem sobie na zachwianie
Byłem rozbitkiem gdzieś na końcu świata
Na martwym brzegu wyrzucony z niego
Ty odnalazłaś mnie tamtego lata
A ja docenić nie umiałem tego
I w niepewności swojej zagubiony
Chociaż świadomy uczucia twojego
W zbyt obce biegłem sercem myślą strony
By naszą przyjaźń przekuć w coś większego
A mogłem objąć twoje siedemnaście
Lat i przygarnąć do mojego ciała
Może lekarstwem byłabyś ty właśnie
Ty byś mnie jedna uzdrowić umiała
Gdybym powiedział co byś słyszeć chciała
I też usłyszał co bym chciał być rzekła
Może by zaklęć naszych czar zadziałał
Dał wyzwolenie od rozterek piekła
Nie! Nie pomogłyby tu żadne słowa
Zostałbym taki nawet - miła - z tobą
Wie ten kto życie całe przechorował
Że sam jest swoją śmiertelną chorobą
2016
inspiracja: Bolesław Leśmian
Gdy przyjechałaś do mnie niespodzianie
Tam gdzie płaciłem miesiącami za to
Że pozwoliłem sobie na zachwianie
Byłem rozbitkiem gdzieś na końcu świata
Na martwym brzegu wyrzucony z niego
Ty odnalazłaś mnie tamtego lata
A ja docenić nie umiałem tego
I w niepewności swojej zagubiony
Chociaż świadomy uczucia twojego
W zbyt obce biegłem sercem myślą strony
By naszą przyjaźń przekuć w coś większego
A mogłem objąć twoje siedemnaście
Lat i przygarnąć do mojego ciała
Może lekarstwem byłabyś ty właśnie
Ty byś mnie jedna uzdrowić umiała
Gdybym powiedział co byś słyszeć chciała
I też usłyszał co bym chciał być rzekła
Może by zaklęć naszych czar zadziałał
Dał wyzwolenie od rozterek piekła
Nie! Nie pomogłyby tu żadne słowa
Zostałbym taki nawet - miła - z tobą
Wie ten kto życie całe przechorował
Że sam jest swoją śmiertelną chorobą
2016
inspiracja: Bolesław Leśmian
wtorek, 26 stycznia 2016
Samotność we dwoje
Śpisz już... zawsze ci łatwo wezwać sen do siebie
Mnie noc mówi że niemal różnica tak mała
Między rajskim pobytem a niebyciem w niebie
Jak odległość dzieląca w jednym łóżku ciała
Starczy rękę wyciągnąć by dostać pieszczotę
Którą pierwszym grzesznikom wąż strącił do dłoni
Nam codzienność lat tylu jednak szczęścia broni
Zło chowane głęboko odbiera ochotę
Jeszcze trochę - lat kilka - zostaniemy sami
Tak jak sami jesteśmy swoich nocy winni
Jak to? Czy żyć musimy i spać tak jak inni
I z takimi jak oni umierać grzechami?
Gdzieś za oknem znad morza coś wstaje o zmierzchu
Jak deszcz w chmury tak ludziom w martwe serca wrasta
Pełznie dalej po ścianach i po dachów wierzchu
Niczym nocny zabójca opada na miasta
Wchodzi w domy - w sypialnie i staje nad nami
Widzi w ciał odsunięciu że rozczarowanie
I że niechęć jest wspólna więc się rzuca na nie
My jesteśmy śpiąc razem jeszcze bardziej sami
2016
inspiracja / parafraza: Bolesław Leśmian / Rainer Maria Rilke
Mnie noc mówi że niemal różnica tak mała
Między rajskim pobytem a niebyciem w niebie
Jak odległość dzieląca w jednym łóżku ciała
Starczy rękę wyciągnąć by dostać pieszczotę
Którą pierwszym grzesznikom wąż strącił do dłoni
Nam codzienność lat tylu jednak szczęścia broni
Zło chowane głęboko odbiera ochotę
Jeszcze trochę - lat kilka - zostaniemy sami
Tak jak sami jesteśmy swoich nocy winni
Jak to? Czy żyć musimy i spać tak jak inni
I z takimi jak oni umierać grzechami?
Gdzieś za oknem znad morza coś wstaje o zmierzchu
Jak deszcz w chmury tak ludziom w martwe serca wrasta
Pełznie dalej po ścianach i po dachów wierzchu
Niczym nocny zabójca opada na miasta
Wchodzi w domy - w sypialnie i staje nad nami
Widzi w ciał odsunięciu że rozczarowanie
I że niechęć jest wspólna więc się rzuca na nie
My jesteśmy śpiąc razem jeszcze bardziej sami
2016
inspiracja / parafraza: Bolesław Leśmian / Rainer Maria Rilke
poniedziałek, 25 stycznia 2016
Con gelosia
oto mnie obciążasz ciałem
ud nożyce biodra kroją
gniotąc siostry dwie nabrzmiałe
wierzę żeś jest tylko moją
gdy górujesz ponade mną
w rytmie pływów księżycowym
patrzę w te co dłonie je mną
w nieskończoność tak gotowy
w tym układzie zwykle pierwsze
twoje oczy mgła spowija
a opóźnia mnie myśl jeszcze
że już wcześniej byłaś czyjaś
i tym mocniej cię dociskam
i tym silniej tłamszę wdzięki
póki tłumiąc krzyk w półpiskach
nie opadniesz w głuche jęki
mierzwię włosy rozwichrzone
kciuk po język lgnie w warg szparę
tu kark gnę twój w swoją stronę
tam rozrywam półkul parę
mdlejesz twarzą na wezgłowie
bieląc w górze księżyc w pełni
wnet go w chuci rozpołowię
twoim śladem chcąc się spełnić
tamci stają się podnietą
z gniewu rośnie gwałtu siła
zazdrość kipi pali mnie to
że im siebie nie szczędziłaś
gdy się rozkosz z bólem miesza
że tak mogli z tobą użyć
jedną myślą się pocieszam
że to mnie najdłużej służysz
2016
inspiracja: Bolesław Leśmian
ud nożyce biodra kroją
gniotąc siostry dwie nabrzmiałe
wierzę żeś jest tylko moją
gdy górujesz ponade mną
w rytmie pływów księżycowym
patrzę w te co dłonie je mną
w nieskończoność tak gotowy
w tym układzie zwykle pierwsze
twoje oczy mgła spowija
a opóźnia mnie myśl jeszcze
że już wcześniej byłaś czyjaś
i tym mocniej cię dociskam
i tym silniej tłamszę wdzięki
póki tłumiąc krzyk w półpiskach
nie opadniesz w głuche jęki
mierzwię włosy rozwichrzone
kciuk po język lgnie w warg szparę
tu kark gnę twój w swoją stronę
tam rozrywam półkul parę
mdlejesz twarzą na wezgłowie
bieląc w górze księżyc w pełni
wnet go w chuci rozpołowię
twoim śladem chcąc się spełnić
tamci stają się podnietą
z gniewu rośnie gwałtu siła
zazdrość kipi pali mnie to
że im siebie nie szczędziłaś
gdy się rozkosz z bólem miesza
że tak mogli z tobą użyć
jedną myślą się pocieszam
że to mnie najdłużej służysz
2016
inspiracja: Bolesław Leśmian
niedziela, 24 stycznia 2016
Krew na śniegu (hymn polski)
dopadli bezbronnych rycerze
zadając śmierć matce i dziecku
śnieg krwawy w dłoń jeden z nich bierze
na chwałę osadza na drzewcu
i został na białym czerwony
jak rana krwawiąca w bandaże
szarpały ich kruki i wrony
wzmacniając wciąż krew na sztandarze
na mrozy w bój wyszli z kosami
na stos Romanowów ofiarny
kto śniegu konając nie splamił
zakrwawił biel równin polarnych
i został na białym czerwony
jak rana krwawiąca w bandaże
szarpały ich kruki i wrony
wzmacniając wciąż krew na sztandarze
zadając śmierć matce i dziecku
śnieg krwawy w dłoń jeden z nich bierze
na chwałę osadza na drzewcu
i został na białym czerwony
jak rana krwawiąca w bandaże
szarpały ich kruki i wrony
wzmacniając wciąż krew na sztandarze
na mrozy w bój wyszli z kosami
na stos Romanowów ofiarny
kto śniegu konając nie splamił
zakrwawił biel równin polarnych
i został na białym czerwony
jak rana krwawiąca w bandaże
szarpały ich kruki i wrony
wzmacniając wciąż krew na sztandarze
w obozach po lasach czy w armiach
sześć razy gniew studząc w złych zimach
los krwią ich wojenne psy skarmiał
aż okup sowity otrzymał
i został na białym czerwony
jak rana krwawiąca w bandaże
szarpały ich kruki i wrony
wzmacniając wciąż krew na sztandarze
jak rana krwawiąca w bandaże
szarpały ich kruki i wrony
wzmacniając wciąż krew na sztandarze
braterskie dosięgły ich kule
w kopalni pod dźwigiem stoczniowym
jak matka do łona świt czule
do śniegu pierś tulił grudniowy
jak matka do łona świt czule
do śniegu pierś tulił grudniowy
i został na białym czerwony
jak rana krwawiąca w bandaże
szarpały ich kruki i wrony
wzmacniając wciąż krew na sztandarze
jak rana krwawiąca w bandaże
szarpały ich kruki i wrony
wzmacniając wciąż krew na sztandarze
i zewrą się biali czystością
ich rasy i mniemań o sobie
z serc gniewnych jak bóg czerwonością
by tańczyć ma marzeń swych grobie
zostanie na białym czerwony
jak rana krwawiąca w bandaże
rozszarpią ich kruki i wrony
wzmacniając wciąż krew na sztandarze
2016
ich rasy i mniemań o sobie
z serc gniewnych jak bóg czerwonością
by tańczyć ma marzeń swych grobie
zostanie na białym czerwony
jak rana krwawiąca w bandaże
rozszarpią ich kruki i wrony
wzmacniając wciąż krew na sztandarze
2016
sobota, 23 stycznia 2016
Sacrum i profanum
odszedł przedwcześnie święty młodzieniec
kładą go w trumnie - z wawrzynu wieniec
balsam na ciało i na odzienie
po setne jemu cześć pokolenie
by członków wiecznie trwało wielbienie
nie dadzą ziemi ich na butwienie
żadną przeszkodą z gnejsu sarkofag
toczy we wnętrzu zmarłego robak
w humus przekształca resztki saprofag
za nic ma kim był za życia chłopak
gnój ze świętości czyniąc sakrofag
kultowi ciała wbrew i na opak
nie zbraknie nigdy stworzeń ponurych
i to co święte jest dla niektórych
tamte z tych wiary drwiąc i kultury
zbezczeszczą niczym kościelne szczury
zgodnie z odwiecznym prawem natury
sacrum do stęchłej zniżając dziury
2016
kładą go w trumnie - z wawrzynu wieniec
balsam na ciało i na odzienie
po setne jemu cześć pokolenie
by członków wiecznie trwało wielbienie
nie dadzą ziemi ich na butwienie
żadną przeszkodą z gnejsu sarkofag
toczy we wnętrzu zmarłego robak
w humus przekształca resztki saprofag
za nic ma kim był za życia chłopak
gnój ze świętości czyniąc sakrofag
kultowi ciała wbrew i na opak
nie zbraknie nigdy stworzeń ponurych
i to co święte jest dla niektórych
tamte z tych wiary drwiąc i kultury
zbezczeszczą niczym kościelne szczury
zgodnie z odwiecznym prawem natury
sacrum do stęchłej zniżając dziury
2016
środa, 20 stycznia 2016
Na lodowisku
na tafli serca zimy
rysuje lód płozami
z włosami rozwianymi
spiętymi pośladkami
czy pęd szczypiący mrozem
w obrotach ją radosnych
czy zim szesnaście może
pierś pręży dzikiej wiosny?
ty niemy jak ta zima
gdy czuje już przedwiośnie
bieg czasu chciałbyś wstrzymać
i patrzysz w nią zazdrośnie
choć wiesz że jej nadejście
dni twoich zbliża koniec
to marzysz by się jeszcze
móc ogrzać tuląc do niej
2016
rysuje lód płozami
z włosami rozwianymi
spiętymi pośladkami
czy pęd szczypiący mrozem
w obrotach ją radosnych
czy zim szesnaście może
pierś pręży dzikiej wiosny?
ty niemy jak ta zima
gdy czuje już przedwiośnie
bieg czasu chciałbyś wstrzymać
i patrzysz w nią zazdrośnie
choć wiesz że jej nadejście
dni twoich zbliża koniec
to marzysz by się jeszcze
móc ogrzać tuląc do niej
2016
niedziela, 17 stycznia 2016
Inferno
Gdzież to zaszedłem przez tyle czasu
Kiedy pół za mną wędrówki życia?
Zda mi się - w głębię ciemnego lasu
Skąd lew pantera oraz wilczyca
Wrócić nie dają - moja to wina
Sam się na błądzeń mękę skazałem
O Beatrycze moja jedyna
Kiedyś przede mną drogi wspaniałe
Aż po widnokrąg los rozpościerał
Z których widziałem twoje oblicze...
Teraz pode mną ziemię otwiera
Może zapomnę tam Beatrycze
Wszystko co piękne zostawiam w tyle
Na wzór w zaświaty z życia wygnańca
Tylko w pamięci szczęśliwe chwile
Szepczą: lasciate ogni speranza
A więc wstępuję w okrągłą salę
Resztki nadziei pozostawiwszy
Żadne tam jęki płacze czy żale
Lecz cisza taka że szmer najcichszy
Zdał by się hukiem... i tylko ściana
A na niej portret - to potępieniec
Oczy zgaszone... napis ma rama -
Oto pesymizm oto zwątpienie
Opadam niżej do sali mniejszej
Znów ciemność cisza w uszach dzwoniąca
Na ścianie tylko obraz - popiersie
A w oczach płonie zmysłowa żądza
Zstępuję dalej do sali trzeciej
Krąg się zawęża w ciszy i mroku
Ściana i obraz a na portrecie
Łakome usta pijaństwo w oku
W cichej a ciemnej komnacie niższej
Ten ktoś z portretu tuli pieniądze
Jakby dla serca były najbliższe -
Musi być chciwcem sknerą i skąpcem
Wciąż się zapadam szczupleją sale
I wciąż portrety tylko w ciemności
A na tym widzę mężczyznę w szale
Gniew ma twarzy - może z zazdrości
Kolejny obraz w kolejnej sali
W przywar muzeum tak osobliwym
Tu się bohater jak kłoda zwalił
Widać że gnuśny jest i leniwy
Portret poniżej chłodem mnie mrozi
Zuchwałych oczu hardego serca
Jak gdyby bogu samemu groził
Depcząc świętości butny bluźnierca
A ósma sala jak w wąskim jarze
Pod poprzednimi w głuszy ukryta
Ze ściany patrzą na mnie dwie twarze -
To jest obłudnik to hipokryta
Dziewiąty pokój zupełnie mały
Że ledwo portret zmieścić da radę
Ktoś pół tchórzliwy a pół zuchwały
Patrzy zeń na mnie - w oczach ma zdradę
Zwarły się komnat okrągłych ściany
Podłoga w punkcie jednym się zbiegła
Oto znalazłem się na dnie samym
Lecz nie galerii a na dnie piekła!
Jak klin utkwiłem w czeluść okrutną
Twarz w twarz ze zdrajcą wetknięty ale
Chłód szkła nos poczuł mój a nie płótno
Wtedy pojąłem - to luster sale!
I każda z twarzy moją jest twarzą
A każda z przywar słabością własną
Zostanę tutaj o śmierci marząc
Dni noce w piekle nie mogąc zasnąć
Nie trzeba diabłów tortur ni ognia
W tysiącu pieśni ból mój wykrzyczę
Na nowo pisząc go co noc co dnia
Żegnaj na wieki o Beatrycze!
2016
inspiracja: Dante Alighieri
Kiedy pół za mną wędrówki życia?
Zda mi się - w głębię ciemnego lasu
Skąd lew pantera oraz wilczyca
Wrócić nie dają - moja to wina
Sam się na błądzeń mękę skazałem
O Beatrycze moja jedyna
Kiedyś przede mną drogi wspaniałe
Aż po widnokrąg los rozpościerał
Z których widziałem twoje oblicze...
Teraz pode mną ziemię otwiera
Może zapomnę tam Beatrycze
Wszystko co piękne zostawiam w tyle
Na wzór w zaświaty z życia wygnańca
Tylko w pamięci szczęśliwe chwile
Szepczą: lasciate ogni speranza
A więc wstępuję w okrągłą salę
Resztki nadziei pozostawiwszy
Żadne tam jęki płacze czy żale
Lecz cisza taka że szmer najcichszy
Zdał by się hukiem... i tylko ściana
A na niej portret - to potępieniec
Oczy zgaszone... napis ma rama -
Oto pesymizm oto zwątpienie
Opadam niżej do sali mniejszej
Znów ciemność cisza w uszach dzwoniąca
Na ścianie tylko obraz - popiersie
A w oczach płonie zmysłowa żądza
Zstępuję dalej do sali trzeciej
Krąg się zawęża w ciszy i mroku
Ściana i obraz a na portrecie
Łakome usta pijaństwo w oku
W cichej a ciemnej komnacie niższej
Ten ktoś z portretu tuli pieniądze
Jakby dla serca były najbliższe -
Musi być chciwcem sknerą i skąpcem
Wciąż się zapadam szczupleją sale
I wciąż portrety tylko w ciemności
A na tym widzę mężczyznę w szale
Gniew ma twarzy - może z zazdrości
Kolejny obraz w kolejnej sali
W przywar muzeum tak osobliwym
Tu się bohater jak kłoda zwalił
Widać że gnuśny jest i leniwy
Portret poniżej chłodem mnie mrozi
Zuchwałych oczu hardego serca
Jak gdyby bogu samemu groził
Depcząc świętości butny bluźnierca
A ósma sala jak w wąskim jarze
Pod poprzednimi w głuszy ukryta
Ze ściany patrzą na mnie dwie twarze -
To jest obłudnik to hipokryta
Dziewiąty pokój zupełnie mały
Że ledwo portret zmieścić da radę
Ktoś pół tchórzliwy a pół zuchwały
Patrzy zeń na mnie - w oczach ma zdradę
Zwarły się komnat okrągłych ściany
Podłoga w punkcie jednym się zbiegła
Oto znalazłem się na dnie samym
Lecz nie galerii a na dnie piekła!
Jak klin utkwiłem w czeluść okrutną
Twarz w twarz ze zdrajcą wetknięty ale
Chłód szkła nos poczuł mój a nie płótno
Wtedy pojąłem - to luster sale!
I każda z twarzy moją jest twarzą
A każda z przywar słabością własną
Zostanę tutaj o śmierci marząc
Dni noce w piekle nie mogąc zasnąć
Nie trzeba diabłów tortur ni ognia
W tysiącu pieśni ból mój wykrzyczę
Na nowo pisząc go co noc co dnia
Żegnaj na wieki o Beatrycze!
2016
inspiracja: Dante Alighieri
sobota, 16 stycznia 2016
Hamlet
Być czy też nie być - oto pytanie
Nieznośnym kiedy życie się stanie
Czy sens ma większy pójść z losem w starcie
Czy jest godniejszym nie trwać uparcie
Pod jego pięścią i wiecznie zasnąć
Kres dać nieszczęściom co z życiem zgasną
I z serca bólem przynosząc spokój
A sen ten czule łzę zetrze w oku
Zasnąć nareszcie - to brzmi wspaniale
Śnić może jeszcze - jest jedno 'ale':
Co w śnie być może po naszym zgonie?
Czy - nie daj boże - po tamtej stronie
Nie dość cierpienia - a więc zwlekanie
Które się zmienia w potulne trwanie
Przez to zwątpienie bo czyż bez niego
Ktoś by więzienie zniósł życia tego?
Niesprawiedliwość pyszałków gęby
Stracona miłość życiowe błędy
Zuchwałość władzy i od idiotów
Zbierane razy - któż byłby gotów
Żyć z tym przez lata gdy czynem jednym
Mógłby garb świata pożegnać wredny?
Któż niósłby krwawy po życia jesień
Krzyż bez obawy co śmierć przyniesie?
Z lęku przed krajem skąd nikt nie wrócił
Ze złem zostaje bojąc się rzucić
Do nieznanego - i tak jest tchórzem
I też dlatego to co w naturze
Rwie nas ku czynom - myśl w nicość zmienia
Zamiary giną z zastanowienia
Krew co rumieniem życia twarz barwi
Blednie zwątpieniem - jesteśmy martwi.
Ty co przywiodłaś mnie ku rozterce
Racz wspomóc w modłach zbolałe serce
2016
swobodny przekład z / parafraza: W. Shakespeare
Nieznośnym kiedy życie się stanie
Czy sens ma większy pójść z losem w starcie
Czy jest godniejszym nie trwać uparcie
Pod jego pięścią i wiecznie zasnąć
Kres dać nieszczęściom co z życiem zgasną
I z serca bólem przynosząc spokój
A sen ten czule łzę zetrze w oku
Zasnąć nareszcie - to brzmi wspaniale
Śnić może jeszcze - jest jedno 'ale':
Co w śnie być może po naszym zgonie?
Czy - nie daj boże - po tamtej stronie
Nie dość cierpienia - a więc zwlekanie
Które się zmienia w potulne trwanie
Przez to zwątpienie bo czyż bez niego
Ktoś by więzienie zniósł życia tego?
Niesprawiedliwość pyszałków gęby
Stracona miłość życiowe błędy
Zuchwałość władzy i od idiotów
Zbierane razy - któż byłby gotów
Żyć z tym przez lata gdy czynem jednym
Mógłby garb świata pożegnać wredny?
Któż niósłby krwawy po życia jesień
Krzyż bez obawy co śmierć przyniesie?
Z lęku przed krajem skąd nikt nie wrócił
Ze złem zostaje bojąc się rzucić
Do nieznanego - i tak jest tchórzem
I też dlatego to co w naturze
Rwie nas ku czynom - myśl w nicość zmienia
Zamiary giną z zastanowienia
Krew co rumieniem życia twarz barwi
Blednie zwątpieniem - jesteśmy martwi.
Ty co przywiodłaś mnie ku rozterce
Racz wspomóc w modłach zbolałe serce
2016
swobodny przekład z / parafraza: W. Shakespeare
wtorek, 12 stycznia 2016
Zmiana czasu
że od ruskich jest wystarczy
by narazić się kolesiom
ponoć wschodni czas na tarczy
spóżnia się o lat sześćdziesiąt
lepszy zegar z zamku wieży
bo tradycjom królów wierny
czas dla nowej szlachty mierzy
nic że mało coś czytelny
starczy zmienić zegar - zda się -
by epoka przyszła nowa
kiedy wszystko płynie w czasie
głupi czasem chce sterować
2016
by narazić się kolesiom
ponoć wschodni czas na tarczy
spóżnia się o lat sześćdziesiąt
lepszy zegar z zamku wieży
bo tradycjom królów wierny
czas dla nowej szlachty mierzy
nic że mało coś czytelny
starczy zmienić zegar - zda się -
by epoka przyszła nowa
kiedy wszystko płynie w czasie
głupi czasem chce sterować
2016
poniedziałek, 11 stycznia 2016
Nokaut
nie wygram - wiem - i gestem
zwycięzcy rąk nie wzniosę
zbyt słaby widać jestem
i słabnę z każdym ciosem
za dużo już nokdaunów
by wstawać wciąż sił mało
a rund być może za mną
mniej niż tych co zostało
jak długo - nie wiem - jeszcze
mam chować twarz za gardę
po którym haku wreszcie
ostatni raz upadnę
to przecież mało ważne
na punkty czy po ciosie
gdy czuje się porażkę...
znów liczą - siedem osiem...
i sędzia ślamazarnie
tak licząc mąk nie skróci
i walki poddać za mnie
nikt nie chce - ręcznik rzucić
kolejny raz się wspinam
postawę przyjąć trzeba
te liny jak drabina
bynajmniej nie do nieba
rozbitej nie chcę gęby
kisielu mieć pod czaszką
zza powiek opuchniętych
bal cieni.. światła gasną...
już nieobecny jestem
przedłużać nie ma po co
opuszczam w końcu ręce
i niech mnie z ringu zniosą...
2016
zwycięzcy rąk nie wzniosę
zbyt słaby widać jestem
i słabnę z każdym ciosem
za dużo już nokdaunów
by wstawać wciąż sił mało
a rund być może za mną
mniej niż tych co zostało
jak długo - nie wiem - jeszcze
mam chować twarz za gardę
po którym haku wreszcie
ostatni raz upadnę
to przecież mało ważne
na punkty czy po ciosie
gdy czuje się porażkę...
znów liczą - siedem osiem...
i sędzia ślamazarnie
tak licząc mąk nie skróci
i walki poddać za mnie
nikt nie chce - ręcznik rzucić
kolejny raz się wspinam
postawę przyjąć trzeba
te liny jak drabina
bynajmniej nie do nieba
rozbitej nie chcę gęby
kisielu mieć pod czaszką
zza powiek opuchniętych
bal cieni.. światła gasną...
już nieobecny jestem
przedłużać nie ma po co
opuszczam w końcu ręce
i niech mnie z ringu zniosą...
2016
piątek, 8 stycznia 2016
Samokrytyka
Tak,
jestem malkontentem
krytykantem zgniłym
niczym żmije wstrętne
jad zapuszczam w żyły
i jak rak złośliwy
niszczę organizmy
lub wirus zjadliwy
złem zarażam wszystkich
widzę wokół czarno
wiary w sobie nie mam
słabościami gardząc
z głupich się naśmiewam
lecz sprawdzam własności
zła we mnie wszelkiego
nie mając litości
dla siebie samego
i największą sobie
dawkę tej trucizny
od lat sączę w krwiobieg
i otwieram blizny
2016
jestem malkontentem
krytykantem zgniłym
niczym żmije wstrętne
jad zapuszczam w żyły
i jak rak złośliwy
niszczę organizmy
lub wirus zjadliwy
złem zarażam wszystkich
widzę wokół czarno
wiary w sobie nie mam
słabościami gardząc
z głupich się naśmiewam
lecz sprawdzam własności
zła we mnie wszelkiego
nie mając litości
dla siebie samego
i największą sobie
dawkę tej trucizny
od lat sączę w krwiobieg
i otwieram blizny
2016
środa, 6 stycznia 2016
Zero
Nazywam się zero -
bez kantów -
w całej obłości
gorzki cukierek
pętla nieskończoności
odwinięta jak papierek -
dowód mam tu
nie ogrom nie heros
a małość a zero
nie binarne
co jest systemu
podstawą z jednością
lecz marne
które dla wielu
zda się być nicością
a łączy dwa światy
to co na tamtym z tym co na tym
co minęło z tym co minie
i co stałe z tym co płynie
ni plus ni minus przede mną
bo przeciwności pozlewane w jedno
zaprawdę jestem zerem -
bóg mi ankieterem -
od góry do dołu
te same wartości -
z poczucia humoru
i siebie pewności
za optymizm zero
życzliwość sumienność
a to ci dopiero
nudna cyfr niezmienność
też za prawomyślność
ambicję i wiarę
oceny te same
za opanowanie
i jeszcze inne przydatne zalety
brak u mnie wartości
prócz zera niestety
i gdy więcej było a teraz
zero jest to wierzę
że jak żyć zacząłem od zera
tak skończę na zerze
2016
bez kantów -
w całej obłości
gorzki cukierek
pętla nieskończoności
odwinięta jak papierek -
dowód mam tu
nie ogrom nie heros
a małość a zero
nie binarne
co jest systemu
podstawą z jednością
lecz marne
które dla wielu
zda się być nicością
a łączy dwa światy
to co na tamtym z tym co na tym
co minęło z tym co minie
i co stałe z tym co płynie
ni plus ni minus przede mną
bo przeciwności pozlewane w jedno
zaprawdę jestem zerem -
bóg mi ankieterem -
od góry do dołu
te same wartości -
z poczucia humoru
i siebie pewności
za optymizm zero
życzliwość sumienność
a to ci dopiero
nudna cyfr niezmienność
też za prawomyślność
ambicję i wiarę
oceny te same
za opanowanie
i jeszcze inne przydatne zalety
brak u mnie wartości
prócz zera niestety
i gdy więcej było a teraz
zero jest to wierzę
że jak żyć zacząłem od zera
tak skończę na zerze
2016
piątek, 1 stycznia 2016
Z nowym rokiem
Z nowym rokiem nowym krokiem
czas podjęcia postanowień
więc plastykę pochwy zrobię -
pomyślała kurwa sobie -
i w rok nowy raźnie wkroczę
z odnowionym świeżo kroczem
2016
czas podjęcia postanowień
więc plastykę pochwy zrobię -
pomyślała kurwa sobie -
i w rok nowy raźnie wkroczę
z odnowionym świeżo kroczem
2016
wtorek, 29 grudnia 2015
Przebudzenie nocy
szczenięciem brodził w takiej jasności
że oczy mrużył patrząc w dni przyszłe
w dolinach nawet promienie niosły
do stóp mu światło z góry najwyższej
aż dorósł nagle i tak niechcianie
że blask straciło śmiertelne słońce
zgasł dzień podstępnym wzięty zmierzchaniem
a on za życia znikł horyzontem
mrokom niezwykły wzrok mu zabrało
to przebudzenie zbyt szybkie nocy
a musi jeszcze drogi niemało
przebyć po ciemnej tkwiąc stronie mocy
2015
że oczy mrużył patrząc w dni przyszłe
w dolinach nawet promienie niosły
do stóp mu światło z góry najwyższej
aż dorósł nagle i tak niechcianie
że blask straciło śmiertelne słońce
zgasł dzień podstępnym wzięty zmierzchaniem
a on za życia znikł horyzontem
mrokom niezwykły wzrok mu zabrało
to przebudzenie zbyt szybkie nocy
a musi jeszcze drogi niemało
przebyć po ciemnej tkwiąc stronie mocy
2015
sobota, 26 grudnia 2015
Protest
Ja - syn Narodu chrześcijańskiego
wiary opoki przedmurza szańca
od lat tysiąca Bogu wiernego
na tron piotrowy rodak wybrańca
w dniu męczennika pierwszego wiary
co od pogańskich kamieni zginął
bo o wartości w walce był stały
jak lud nasz
chcę dziś stanowczo z siłą
zaprotestować przeciwko próbom
zniszczenia naszej świętej kultury
i w takim celu ściąganym brudom
na naszą ziemię dzikusom którym
żeśmy przez wieki się opierali
pod Turskiem Warną Chocimiem Wiedniem
broniąc Al-Hilli Ghazni Karbali
a teraz oni oddziały przednie
ślą tu w uchodźców-niby postaci
aby nasz Naród zniszczyć od wewnątrz
zdeptać tradycje i się wzbogacić
zanim nam wszystkim gardła poderżną
nie po to przecież w wojnie ostatniej
umęczyliśmy się w walce wielce
nie po to było Kolno Jedwabne
Wąsosz Radziejów Kraków i Kielce
nie o to bili się NOR Falanga
tak narażali się szmalcownicy
daremna chłopców z eN-eS-Zet walka
gdy islamiści zjadą się dzicy
na co starania zuchów Łupaszki
aby element usunąć obcy
w Dubinkach wsiach pod Bielskiem Podlaskim
o co walczyli wyklęci chłopcy
no i nie po to żeśmy oddali
kresy Lwów Wilno Tarnopol Grodno
z nimi milionów kilka wasali
podludzi których służyć nam mogło
stając się wreszcie etnicznie czyści
gdy do Syjamu uszły precz resztki
aby niewierni w turbanach przyszli
lub w burkach między Sarmatów weszli
nie po to także Ojciec Nasz Święty
odnowił Duchem Świętym tę ziemię
by na nią przyniósł dzikus przeklęty
gwałty choroby śmierć i zniszczenie
niech co chce sobie gdzieś w Watykanie
obecny papież jęzorem chlapie
mogą go słuchać jego Indianie
a nie ci z których był Święty Papież
my tu nie chcemy piątej kolumny
obcych w parafiach porozmieszczanych
od wieków uczy nas kler rozumny
jakże traktować niewiernych mamy
więc apel taki oto wygłaszam -
brońmy wartości wierzeń prastarych
żydzi zabili już raz Mesjasza
wara arabom od Świętej Wiary!
2015
wiary opoki przedmurza szańca
od lat tysiąca Bogu wiernego
na tron piotrowy rodak wybrańca
w dniu męczennika pierwszego wiary
co od pogańskich kamieni zginął
bo o wartości w walce był stały
jak lud nasz
chcę dziś stanowczo z siłą
zaprotestować przeciwko próbom
zniszczenia naszej świętej kultury
i w takim celu ściąganym brudom
na naszą ziemię dzikusom którym
żeśmy przez wieki się opierali
pod Turskiem Warną Chocimiem Wiedniem
broniąc Al-Hilli Ghazni Karbali
a teraz oni oddziały przednie
ślą tu w uchodźców-niby postaci
aby nasz Naród zniszczyć od wewnątrz
zdeptać tradycje i się wzbogacić
zanim nam wszystkim gardła poderżną
nie po to przecież w wojnie ostatniej
umęczyliśmy się w walce wielce
nie po to było Kolno Jedwabne
Wąsosz Radziejów Kraków i Kielce
nie o to bili się NOR Falanga
tak narażali się szmalcownicy
daremna chłopców z eN-eS-Zet walka
gdy islamiści zjadą się dzicy
na co starania zuchów Łupaszki
aby element usunąć obcy
w Dubinkach wsiach pod Bielskiem Podlaskim
o co walczyli wyklęci chłopcy
no i nie po to żeśmy oddali
kresy Lwów Wilno Tarnopol Grodno
z nimi milionów kilka wasali
podludzi których służyć nam mogło
stając się wreszcie etnicznie czyści
gdy do Syjamu uszły precz resztki
aby niewierni w turbanach przyszli
lub w burkach między Sarmatów weszli
nie po to także Ojciec Nasz Święty
odnowił Duchem Świętym tę ziemię
by na nią przyniósł dzikus przeklęty
gwałty choroby śmierć i zniszczenie
niech co chce sobie gdzieś w Watykanie
obecny papież jęzorem chlapie
mogą go słuchać jego Indianie
a nie ci z których był Święty Papież
my tu nie chcemy piątej kolumny
obcych w parafiach porozmieszczanych
od wieków uczy nas kler rozumny
jakże traktować niewiernych mamy
więc apel taki oto wygłaszam -
brońmy wartości wierzeń prastarych
żydzi zabili już raz Mesjasza
wara arabom od Świętej Wiary!
2015
piątek, 25 grudnia 2015
Wigilia z duchami
nadzieja świata złożona w żłobie
ledwie zrodzona a nogą w grobie
jedną jak każdy zwyczajny człowiek
nim w śmierć wprowadzą mnie nogi obie
kolejny przegląd porażek zrobię
złożę życzenia świąteczne sobie
opłatek w ustach pali jak ogień
nicość złączona przez chwilę z bogiem
może nadziei słowo mi powie
podniesie z kolan bym w dalszą drogę
ruszył z upadku gdy wstać nie mogę
może odpowiedź odnajdę w głowie
z ilu upadków podnieść się człowiek
może gdy on sam co z ojcem bogiem
jednym jest trzykroć wstał w drodze owej
i mógł z pomocy weronikowej
i siły ramion też szymonowej
skorzystać
moje upadki mnogie
są tak że sobie stałem się wrogiem
nigdzie pomocy znaleźć nie mogę
a o bruk tłukąc kolejny nogę
raz czuję jakbym gwóźdź w serca drogie
i jemu w nóg rąk wbił pary obie
a sobie w wieko skrzyni sosnowej
niech świat się dowie
oto był człowiek
* * *
żebym się w sobie zebrać był w stanie
i samotności zagłuszyć łkanie
drugie nakrycie na stole stanie
duchów odeszłych zacznę wzywanie
jak mnie skazano ich na wygnanie
z pamięci ale w mojej zostanie
ślad i goryczy ze mną dziś danie
podzielą bogu na powitanie
i oto słowo ciałem się stanie
po pierwsze miejsce wolne jest dla niej
jak pierwsze było moje kochanie
zacznę od siebie wypominanie
na zasłużone wieczne karanie
bo zdrajcą byłem w czas tamten dla niej
karp po żydowsku na drugie danie
bo drugim gościem żyd niech się stanie
sąsiadem naszym był w Lechistanie
nim życie ludzkie stało się tanie
za tysiąckrotne jego zdradzanie
przez moich braci przebacz mi panie
kutia być może na trzecie danie
dla ofiar których zapominanie
jest racją stanu i wysławianie
katów ciągnących ich na arkanie
zanim wyklętych pomnik powstanie
kolejny wzywam tu na czuwanie
tych skazywanych na wyklinanie
ofiary zbrodni - wybacz nam za nie
któż dalej jedzie w tym karawanie
na miejsce wolne na wspominanie?
ten dla którego życie to granie
na serca z lęku drżeń fortepianie
jak dla mnie ciągłe z nim przegrywanie
aż po w rozpaczy pola oddanie
zapomnij jemu strun pozrywanie
wieczne mu panie daj spoczywanie
kogo zaprosić jeszcze mam w planie?
niech przed oczyma moimi stanie
ten który wybrał na umieranie
noc gdy na ziemię przyszedłeś panie
nie wystarczyło jemu słuchanie
grania i innych nim zarażanie
gorzko mu przyszło zapłacić za nie
proszę niech tam gdzie wiecznie zostanie
jakaś podzieli z nim zasłuchanie
i wciąż powtarza mu - tak kochanie
długo by mogło trwać przyzywanie
dwunastu potraw nie starczy na nie
wszyscy by mogli życia cyganie
przybyć dziś do mnie na spożywanie
wspólnej wieczerzy - i chrześcijanie
i obojętni na krzyżowanie
w fezie jarmułce czy też w turbanie
niech każdy dzieckiem bożym się stanie
zapomną wszyscy wszystkim zdradzanie
jak zapomina się po szampanie
dzień zły a ty nam błogosław panie
niech z twoim przyjściem pokój się stanie
chociaż na chwilę cudem jak w Kanie
gdy wodę w wino zmieniłeś w dzbanie
mnie zaś nadzieja niech pozostanie
że gdy nie wstanę już na śniadanie
by innym duchom pójść na spotkanie
ktoś zauważyć będzie to w stanie
na ziemi że mnie nie ma już na niej
wezwie mnie może tez na czuwanie
poświęci jakieś wigilii danie
a dusza moja znajdzie mieszkanie
ktoś wolne miejsce zostawi dla niej
2015
ledwie zrodzona a nogą w grobie
jedną jak każdy zwyczajny człowiek
nim w śmierć wprowadzą mnie nogi obie
kolejny przegląd porażek zrobię
złożę życzenia świąteczne sobie
opłatek w ustach pali jak ogień
nicość złączona przez chwilę z bogiem
może nadziei słowo mi powie
podniesie z kolan bym w dalszą drogę
ruszył z upadku gdy wstać nie mogę
może odpowiedź odnajdę w głowie
z ilu upadków podnieść się człowiek
może gdy on sam co z ojcem bogiem
jednym jest trzykroć wstał w drodze owej
i mógł z pomocy weronikowej
i siły ramion też szymonowej
skorzystać
moje upadki mnogie
są tak że sobie stałem się wrogiem
nigdzie pomocy znaleźć nie mogę
a o bruk tłukąc kolejny nogę
raz czuję jakbym gwóźdź w serca drogie
i jemu w nóg rąk wbił pary obie
a sobie w wieko skrzyni sosnowej
niech świat się dowie
oto był człowiek
* * *
żebym się w sobie zebrać był w stanie
i samotności zagłuszyć łkanie
drugie nakrycie na stole stanie
duchów odeszłych zacznę wzywanie
jak mnie skazano ich na wygnanie
z pamięci ale w mojej zostanie
ślad i goryczy ze mną dziś danie
podzielą bogu na powitanie
i oto słowo ciałem się stanie
po pierwsze miejsce wolne jest dla niej
jak pierwsze było moje kochanie
zacznę od siebie wypominanie
na zasłużone wieczne karanie
bo zdrajcą byłem w czas tamten dla niej
karp po żydowsku na drugie danie
bo drugim gościem żyd niech się stanie
sąsiadem naszym był w Lechistanie
nim życie ludzkie stało się tanie
za tysiąckrotne jego zdradzanie
przez moich braci przebacz mi panie
kutia być może na trzecie danie
dla ofiar których zapominanie
jest racją stanu i wysławianie
katów ciągnących ich na arkanie
zanim wyklętych pomnik powstanie
kolejny wzywam tu na czuwanie
tych skazywanych na wyklinanie
ofiary zbrodni - wybacz nam za nie
któż dalej jedzie w tym karawanie
na miejsce wolne na wspominanie?
ten dla którego życie to granie
na serca z lęku drżeń fortepianie
jak dla mnie ciągłe z nim przegrywanie
aż po w rozpaczy pola oddanie
zapomnij jemu strun pozrywanie
wieczne mu panie daj spoczywanie
kogo zaprosić jeszcze mam w planie?
niech przed oczyma moimi stanie
ten który wybrał na umieranie
noc gdy na ziemię przyszedłeś panie
nie wystarczyło jemu słuchanie
grania i innych nim zarażanie
gorzko mu przyszło zapłacić za nie
proszę niech tam gdzie wiecznie zostanie
jakaś podzieli z nim zasłuchanie
i wciąż powtarza mu - tak kochanie
długo by mogło trwać przyzywanie
dwunastu potraw nie starczy na nie
wszyscy by mogli życia cyganie
przybyć dziś do mnie na spożywanie
wspólnej wieczerzy - i chrześcijanie
i obojętni na krzyżowanie
w fezie jarmułce czy też w turbanie
niech każdy dzieckiem bożym się stanie
zapomną wszyscy wszystkim zdradzanie
jak zapomina się po szampanie
dzień zły a ty nam błogosław panie
niech z twoim przyjściem pokój się stanie
chociaż na chwilę cudem jak w Kanie
gdy wodę w wino zmieniłeś w dzbanie
mnie zaś nadzieja niech pozostanie
że gdy nie wstanę już na śniadanie
by innym duchom pójść na spotkanie
ktoś zauważyć będzie to w stanie
na ziemi że mnie nie ma już na niej
wezwie mnie może tez na czuwanie
poświęci jakieś wigilii danie
a dusza moja znajdzie mieszkanie
ktoś wolne miejsce zostawi dla niej
2015
czwartek, 24 grudnia 2015
Uchodźca
w kraju ojczystym
jestem uchodźcą
przed hipokryzją
i ignorancją
strachem przed wszystkim
co śmierdzi obco
świętą jedyną
narodu racją
tyranią głupców
pustką symboli
tymi co mózgu
użycie boli
przed nienawiści
tradycją wieczną
gdzie ten kto myśli
wrogiem jest ślepcom
w kupę bezmyśli
sznurem spętanym
żeby nie wyszli
w teren nieznany
jestem uchodźcą
we własnym domu
od gestów pustych
od zabobonu
dziedziczonego
wyznawców tłustych
cielca złotego
od sztampy wzorów
dziedzictw symboli
spiżom pokłonów
śmiesznych idoli
krwi powinności
szopek nabożeństw
i od świętości
pożal się boże
programowego
od optymizmu
ukrywanego
faryzeizmu
od cnót ambicji
wyzwań wymogów
od inkwizycji
jednego z bogów
od życia chęci
miłości siebie
od załatwiania
mieszkanka w niebie
wszystko to mierzi
mnie tak że nie wiem
więc się w obozie
próbuję schronić
ujść czarnej grozie
uciec pogoni
póki nie doszli
uchodźcy-drania
mylę ich pościg
sam się wyganiam
w odległe kraje
do innych światów
byle stąd dalej
i od wspaniałej
pomocy katów
niech się otoczą
płotem lub murem
też miałbym po co
robić w nim dziurę!
siądę na ławie
sam na sam ze mną
na stół dostawię
miskę sąsiednią
może z daleka
przyjdzie uchodźca
może człowieka
w uchodźcy spotkam
może być arab
żyd albo rusek
przecież go zaraz
kochać nie muszę
wypije zje coś
gość w domu bogiem
uchodźcza jedność
i krzyż na drogę
2015
jestem uchodźcą
przed hipokryzją
i ignorancją
strachem przed wszystkim
co śmierdzi obco
świętą jedyną
narodu racją
tyranią głupców
pustką symboli
tymi co mózgu
użycie boli
przed nienawiści
tradycją wieczną
gdzie ten kto myśli
wrogiem jest ślepcom
w kupę bezmyśli
sznurem spętanym
żeby nie wyszli
w teren nieznany
jestem uchodźcą
we własnym domu
od gestów pustych
od zabobonu
dziedziczonego
wyznawców tłustych
cielca złotego
od sztampy wzorów
dziedzictw symboli
spiżom pokłonów
śmiesznych idoli
krwi powinności
szopek nabożeństw
i od świętości
pożal się boże
programowego
od optymizmu
ukrywanego
faryzeizmu
od cnót ambicji
wyzwań wymogów
od inkwizycji
jednego z bogów
od życia chęci
miłości siebie
od załatwiania
mieszkanka w niebie
wszystko to mierzi
mnie tak że nie wiem
więc się w obozie
próbuję schronić
ujść czarnej grozie
uciec pogoni
póki nie doszli
uchodźcy-drania
mylę ich pościg
sam się wyganiam
w odległe kraje
do innych światów
byle stąd dalej
i od wspaniałej
pomocy katów
niech się otoczą
płotem lub murem
też miałbym po co
robić w nim dziurę!
siądę na ławie
sam na sam ze mną
na stół dostawię
miskę sąsiednią
może z daleka
przyjdzie uchodźca
może człowieka
w uchodźcy spotkam
może być arab
żyd albo rusek
przecież go zaraz
kochać nie muszę
wypije zje coś
gość w domu bogiem
uchodźcza jedność
i krzyż na drogę
2015
piątek, 18 grudnia 2015
Kwiat
Wśród ziół kusych trawy niskiej
główką płatków ponad wszystkie
śmiało się ku słońcu wspinał
kształtem barwą oryginał
aż po dzień gdy ostrzem ostrym
ktoś ambitne skończył wzrosty
leżą w trawie płatki zgniłe
trawa równa się z badylem
2015
główką płatków ponad wszystkie
śmiało się ku słońcu wspinał
kształtem barwą oryginał
aż po dzień gdy ostrzem ostrym
ktoś ambitne skończył wzrosty
leżą w trawie płatki zgniłe
trawa równa się z badylem
2015
środa, 16 grudnia 2015
Otworem
Przyszłość stała kiedyś
otworem przed nami,
ale tym, niestety,
między pośladkami;
więc kto chce, niech piękno
w myślach ma, ja wolę,
gdy stoi przede mną
lub leży otworem
2015
otworem przed nami,
ale tym, niestety,
między pośladkami;
więc kto chce, niech piękno
w myślach ma, ja wolę,
gdy stoi przede mną
lub leży otworem
2015
wtorek, 15 grudnia 2015
O przodkach i tyłkach, czyli szlachectwo zobowiązuje
Kiedyś przodek mój miał gest
Dzisiaj tyłek goły jest
***
Tłustą przodek mój miał gębę
Tłusty tyłek ja mieć będę
***
Chociaż przodek nie był ciurą
Został tylko w tyłku z dziurą
***
Przodek jadał z królem samym
Tyłek zerżną tępe chamy
***
Przodek może i szlachetny
Tyłek za to u niej szpetny
***
Nie mów mi o przodku sławnym
Ważne że masz tyłek ładny
***
Przodek kiedyś wielki był
Dzisiaj wielki tylko tył
2015
Dzisiaj tyłek goły jest
***
Tłustą przodek mój miał gębę
Tłusty tyłek ja mieć będę
***
Chociaż przodek nie był ciurą
Został tylko w tyłku z dziurą
***
Przodek jadał z królem samym
Tyłek zerżną tępe chamy
***
Przodek może i szlachetny
Tyłek za to u niej szpetny
***
Nie mów mi o przodku sławnym
Ważne że masz tyłek ładny
***
Przodek kiedyś wielki był
Dzisiaj wielki tylko tył
2015
niedziela, 13 grudnia 2015
Tłum
W kupy się zbierają,
groźne miny mają,
Wiwat - mówią - siła,
a tego to nie lubię
Lech Janerka
Sam bez siły niemal
bez siebie pewności
razem strachu nie ma
pięść się w górę wznosi
można mury burzyć
gdy krok równy dudni
każdy mądry stchórzy
przed tysiącem durni
kiedy ramię w ramię
obok siebie zera
ze słabości pamięć
czyszczą mocni teraz
idą krzyk swój słysząc
świat podbijać zgrają
mnożeni przez tysiąc
wciąż zerem zostają
2015
groźne miny mają,
Wiwat - mówią - siła,
a tego to nie lubię
Lech Janerka
Sam bez siły niemal
bez siebie pewności
razem strachu nie ma
pięść się w górę wznosi
można mury burzyć
gdy krok równy dudni
każdy mądry stchórzy
przed tysiącem durni
kiedy ramię w ramię
obok siebie zera
ze słabości pamięć
czyszczą mocni teraz
idą krzyk swój słysząc
świat podbijać zgrają
mnożeni przez tysiąc
wciąż zerem zostają
2015
piątek, 11 grudnia 2015
Szlachetna sraczka
Znów zaczęli biegać w kółko
zarażając się biegunką
zaszkodziło tłuste żarcie
jak na odbyt na szkło parcie
na pomocy dla ubogich
promocyjny chwyt niedrogi
byle ochłap do koszyka
niech podziwia ich publika
przed ekrany niech się garną
cwanym lans niemal za darmo
podziwiają prostaczkowie
nim oddadzą grosze wdowie
tamci złożą się do kupy
żeby tańsze mieć zakupy
klecha się ucieszy przy tym
i rozgrzeszy zadek syty
który stokroć więcej zżera
niż pariasom rzuci teraz
wzory cnót samarytanie
święci prawie na ekranie
zamontuję wycieraczkę
by z próżności ścierać sraczkę
2015
zarażając się biegunką
zaszkodziło tłuste żarcie
jak na odbyt na szkło parcie
na pomocy dla ubogich
promocyjny chwyt niedrogi
byle ochłap do koszyka
niech podziwia ich publika
przed ekrany niech się garną
cwanym lans niemal za darmo
podziwiają prostaczkowie
nim oddadzą grosze wdowie
tamci złożą się do kupy
żeby tańsze mieć zakupy
klecha się ucieszy przy tym
i rozgrzeszy zadek syty
który stokroć więcej zżera
niż pariasom rzuci teraz
wzory cnót samarytanie
święci prawie na ekranie
zamontuję wycieraczkę
by z próżności ścierać sraczkę
2015
niedziela, 6 grudnia 2015
Pieśń żałosna
Więc jeśli chciałeś chodź ze mną
W dni dawno minione - przez dzisiejszość ciemną
Gdzie wieczór wystarcza za jedyną porę
Przez podwórka z dzieciństwa cicho wyludnione
Ulice kołami setek aut miażdżone
Kierowców będących tylko klientami
Prostacko nachalnej jak dziwka reklamy
Gdzie jak dziwce za wszystko stawkę ustaloną
Płaci się pod prawa rynku alfonsa ochroną
Między wypchanymi prostactwem knajpami
Kupujących chwile życia złudzeniami
Długimi jak bez złudzeń życie ulicami
Ludzi wokół pełno - my idziemy sami
Miasto mgły siwym płaszczem otulone
Miasto z morza krzywd łzami ludzi miasta słone
Przejdźmy za parawan wilgotny i zimny
By zobaczyć to miasto w czasie całkiem innym
Oto znowu tamten czas niech nastanie
Nadziei i marzeń - stać mnie było na nie
Czas tworzenia i życia z rąk własnych pracy
Gdy nie było tak wielu kradnących nam z tacy
Tyle miałem w planie nim zmieniłem zdanie
Uczuć westchnień bez miary i jedynie dla niej
I tłumione głęboko to jedno pytanie
Niewypowiedziane przez niezdecydowanie
I naprawdę nastaje czas straconych marzeń
Powtarzania pytania "Czy ja się odważę?"
Spoglądania z daleka nachalnie ukradkiem
Skradań we dnie wieczorem pod dom jej pod klatkę
Kiedy schodów dwa pietra dzieliły od szczęścia
Ze złym duchem po środku broniącym mi wejścia
Który siedział i śmiał się chłopcu w smutne oczy
Wiedząc że on do świata tego nie przeskoczy
Będzie mógł tylko obraz dni tych w myślach pieścić
Kiedy minie dzień który tamten czas przekreśli
Tak, nie miałem śmiałości w sobie by żyć wtedy
Za to teraz odwagi brak mi aby nie żyć
Czułem dawniej gdzieś w środku że się nie odważę
Dziś za brak ten odwagi sam się życiem karzę
Ranki kawą dni piwem noce mierzę winem
Jak i kiedy się skończę ani odrobinę
Nie obchodzi mnie to w końcu kiedyś zginę
Ludzkie sądy rozterki nic dla mnie nie znaczą
Dzisiaj nie wiem jak skończyć a wtedy jak zacząć
A gdy skończę niech co chcą to o mnie powiedzą
Ludzie z całą ich o tym i tamtym niewiedzą
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Wiesz jak to jest żyć między innymi
Którzy może kochają ciebie a ty których
Powinieneś też kochać ale w każdej chwili
Czujesz sam się we świecie nad światy ponurym?
Lepiej byłoby nie mieć nikogo bliskiego
Jak pustelnik krab w morzu nie wiedząc dlaczego
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Jeszcze noc nie nadeszła i trwa wciąż ten wieczór
Chodźmy - o, to nie tak żebym nic już czuł
Miałem też dni szczęśliwsze później lecz to za nie
Karą teraz jest dla mnie bliskich posiadanie
Za te chwile odwagi kiedy wie się jak zacząć
Ci co zwykle nieśmiali potem słono płacą
I za pychę gdy zda się ci że znaczysz więcej
Los ci zaraz w szeregu pokazuje miejsce
A gdy czas mi po latach srebrem pokrył skronie
Siedząc nocą nad świeżo zapisaną kartą
Chowam oczy zmęczone pod zsunięte dłonie
I myślę wpół senny czy to wszystko warto
Męczyć głowę z rozsądku wyprutą do rdzenia
Dyskutować ze światem co mnie wypluł na bok
Kiedy to co jeszcze mam do powiedzenia
Jest jak szept resztką siły do słyszących słabo
Wtedy tylko dodaję - proszę mnie nie wskrzeszać
Pozostaję w mogile niech mnie czas rozgrzesza
Przecież jestem ze świata przybyły nie tego
A im chodzi zupełnie już o co innego
Nie, nie warto, zostanę tutaj z moim bólem
Wiem że chodzi im o coś innego w ogóle
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Oni wszyscy na dworze królewskim dworzanie
Kroczą krokiem jednym jedno mają zdanie
Lub tak zda się im tylko bo to powtarzanie
Ja być wolę Hamletem we własnym teatrze
Choć wiem że na monolog swój sam jeden patrzę
Zdanie może niesłuszne mogę mieć lecz własne
Nic to że się dla innych mógłbym wydać błaznem
Błazen stary a ciągle niby dziecko głupi
Ale nikt mnie jak dziecko cukierkiem nie kupi
W mieście z morza spoglądam w jak łzy słone fale
Wypatruję w nich syren nasłuchuję śpiewań
Kiedyś w końcu mnie wezwą - żal nie będzie wcale
Że mnie ktoś zatrzyma już się nie spodziewam
2015
inspiracja: T.S. Eliot
W dni dawno minione - przez dzisiejszość ciemną
Gdzie wieczór wystarcza za jedyną porę
Przez podwórka z dzieciństwa cicho wyludnione
Ulice kołami setek aut miażdżone
Kierowców będących tylko klientami
Prostacko nachalnej jak dziwka reklamy
Gdzie jak dziwce za wszystko stawkę ustaloną
Płaci się pod prawa rynku alfonsa ochroną
Między wypchanymi prostactwem knajpami
Kupujących chwile życia złudzeniami
Długimi jak bez złudzeń życie ulicami
Ludzi wokół pełno - my idziemy sami
Miasto mgły siwym płaszczem otulone
Miasto z morza krzywd łzami ludzi miasta słone
Przejdźmy za parawan wilgotny i zimny
By zobaczyć to miasto w czasie całkiem innym
Oto znowu tamten czas niech nastanie
Nadziei i marzeń - stać mnie było na nie
Czas tworzenia i życia z rąk własnych pracy
Gdy nie było tak wielu kradnących nam z tacy
Tyle miałem w planie nim zmieniłem zdanie
Uczuć westchnień bez miary i jedynie dla niej
I tłumione głęboko to jedno pytanie
Niewypowiedziane przez niezdecydowanie
I naprawdę nastaje czas straconych marzeń
Powtarzania pytania "Czy ja się odważę?"
Spoglądania z daleka nachalnie ukradkiem
Skradań we dnie wieczorem pod dom jej pod klatkę
Kiedy schodów dwa pietra dzieliły od szczęścia
Ze złym duchem po środku broniącym mi wejścia
Który siedział i śmiał się chłopcu w smutne oczy
Wiedząc że on do świata tego nie przeskoczy
Będzie mógł tylko obraz dni tych w myślach pieścić
Kiedy minie dzień który tamten czas przekreśli
Tak, nie miałem śmiałości w sobie by żyć wtedy
Za to teraz odwagi brak mi aby nie żyć
Czułem dawniej gdzieś w środku że się nie odważę
Dziś za brak ten odwagi sam się życiem karzę
Ranki kawą dni piwem noce mierzę winem
Jak i kiedy się skończę ani odrobinę
Nie obchodzi mnie to w końcu kiedyś zginę
Ludzkie sądy rozterki nic dla mnie nie znaczą
Dzisiaj nie wiem jak skończyć a wtedy jak zacząć
A gdy skończę niech co chcą to o mnie powiedzą
Ludzie z całą ich o tym i tamtym niewiedzą
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Wiesz jak to jest żyć między innymi
Którzy może kochają ciebie a ty których
Powinieneś też kochać ale w każdej chwili
Czujesz sam się we świecie nad światy ponurym?
Lepiej byłoby nie mieć nikogo bliskiego
Jak pustelnik krab w morzu nie wiedząc dlaczego
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Jeszcze noc nie nadeszła i trwa wciąż ten wieczór
Chodźmy - o, to nie tak żebym nic już czuł
Miałem też dni szczęśliwsze później lecz to za nie
Karą teraz jest dla mnie bliskich posiadanie
Za te chwile odwagi kiedy wie się jak zacząć
Ci co zwykle nieśmiali potem słono płacą
I za pychę gdy zda się ci że znaczysz więcej
Los ci zaraz w szeregu pokazuje miejsce
A gdy czas mi po latach srebrem pokrył skronie
Siedząc nocą nad świeżo zapisaną kartą
Chowam oczy zmęczone pod zsunięte dłonie
I myślę wpół senny czy to wszystko warto
Męczyć głowę z rozsądku wyprutą do rdzenia
Dyskutować ze światem co mnie wypluł na bok
Kiedy to co jeszcze mam do powiedzenia
Jest jak szept resztką siły do słyszących słabo
Wtedy tylko dodaję - proszę mnie nie wskrzeszać
Pozostaję w mogile niech mnie czas rozgrzesza
Przecież jestem ze świata przybyły nie tego
A im chodzi zupełnie już o co innego
Nie, nie warto, zostanę tutaj z moim bólem
Wiem że chodzi im o coś innego w ogóle
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Oni wszyscy na dworze królewskim dworzanie
Kroczą krokiem jednym jedno mają zdanie
Lub tak zda się im tylko bo to powtarzanie
Ja być wolę Hamletem we własnym teatrze
Choć wiem że na monolog swój sam jeden patrzę
Zdanie może niesłuszne mogę mieć lecz własne
Nic to że się dla innych mógłbym wydać błaznem
Błazen stary a ciągle niby dziecko głupi
Ale nikt mnie jak dziecko cukierkiem nie kupi
W mieście z morza spoglądam w jak łzy słone fale
Wypatruję w nich syren nasłuchuję śpiewań
Kiedyś w końcu mnie wezwą - żal nie będzie wcale
Że mnie ktoś zatrzyma już się nie spodziewam
2015
inspiracja: T.S. Eliot
środa, 2 grudnia 2015
Efekt cieplarniany
Wśród cywilizacji produktów ubocznych
jest grzejący klimat podtlenek azotu
a że jest on gazem rozweselającym
stąd radość na gębach tak wielu idiotów
2015
jest grzejący klimat podtlenek azotu
a że jest on gazem rozweselającym
stąd radość na gębach tak wielu idiotów
2015
poniedziałek, 30 listopada 2015
Przegrany
Czy wiesz jak to jest czuć się przegranym
w las brnąć wciąż głębiej szukając drogi
widzieć jak dawne wspaniałe plany
wbrew sobie własne tratują nogi
sił nie mieć aby siebie zwyciężyć
czując jak życie wciąż ci ucieka
i wyrzutami jeszcze cię dręczy
że kochanego ranisz człowieka
patrzyć jak tym kim nie chciałeś zawsze
być to się stajesz gnijąc powoli
i czym gardziłeś to robisz właśnie
to chociaż takiej nie miałeś woli
gdyś jak pobitych wódz jest żołnierzy
kolejnej klęsce czując się winnym
i nie kochając siebie nie wierzysz
że ciebie kochać mógłby ktoś inny
jak to jest ciągle odczuwać pustkę
widzieć ją w tyle widzieć przed sobą
tak jak twarz obcą stojąc przed lustrem
dawnego siebie znaleźć nie mogąc
raz wierzyć że się jeszcze odmieni
wszystko a raz znów że jest za późno
czasem się zbudzić pełnym nadziei
by jej za chwilę szukać na próżno?
Jeżeli nie wiesz toś jest szczęśliwym
zdobywcą świata życia zwycięzcą
świat ten należy wszakże do żywych
o przegrywaniu słyszeć tu nie chcą
2015
w las brnąć wciąż głębiej szukając drogi
widzieć jak dawne wspaniałe plany
wbrew sobie własne tratują nogi
sił nie mieć aby siebie zwyciężyć
czując jak życie wciąż ci ucieka
i wyrzutami jeszcze cię dręczy
że kochanego ranisz człowieka
patrzyć jak tym kim nie chciałeś zawsze
być to się stajesz gnijąc powoli
i czym gardziłeś to robisz właśnie
to chociaż takiej nie miałeś woli
gdyś jak pobitych wódz jest żołnierzy
kolejnej klęsce czując się winnym
i nie kochając siebie nie wierzysz
że ciebie kochać mógłby ktoś inny
jak to jest ciągle odczuwać pustkę
widzieć ją w tyle widzieć przed sobą
tak jak twarz obcą stojąc przed lustrem
dawnego siebie znaleźć nie mogąc
raz wierzyć że się jeszcze odmieni
wszystko a raz znów że jest za późno
czasem się zbudzić pełnym nadziei
by jej za chwilę szukać na próżno?
Jeżeli nie wiesz toś jest szczęśliwym
zdobywcą świata życia zwycięzcą
świat ten należy wszakże do żywych
o przegrywaniu słyszeć tu nie chcą
2015
poniedziałek, 23 listopada 2015
Absztyfikant
Opowiastką taką służę:
Wywróżyli chłopcu wróże
miłość - w noc więc, gdzie podnóże
dworu zaszedł, wkradł się, róże
sypnął pannie pod odnóże
już zabierać chciał w podróże
gdy pan wyszedł sprawdzić stróże
Podejdź chłystku tu, a nuże!
przyjrzyj dobrze się tej puże
ta ci zaraz grzbiet ostruże
każę legnąć ci na czuże
łapy zwiążę w tył na duże
i pozdzieram z ciebie smuże
upuszczając krwi kałuże
że się zbierze ze dwie kruże
pozostanie ścierwo duże
które rzucę psom w jarmuże
Niech to wiedzą wszyscy tchórze
którzy marzą o mej córze
że gdy wejdą na to wzgórze
to wywlokę na podwórze
i przy głośnych jęków wtórze
unoszących się ku górze
jak w piekielnym jakimś chórze
karę spiszę im na skórze
pióro będę rwał po piórze
nie zostanie wiór na wiórze
Chociaż pokój mam w naturze
to wymiatam z progów kurze
kto wiatr sieje zbiera burze
śpiące cicho w gradu chmurze
nie pozwolę kreaturze
maczać palców w konfiturze
dam nauczkę na torturze -
zapamiętaj sobie, szczurze:
cham się nie zna na kulturze
modlić mu się przy figurze
nie w szlachciance żądło knurze
maczać, ale w chłopskiej dziurze
Opowiastki nie przedłużę
bo czytaniem wszystkich znużę
oko tylko tutaj zmrużę -
Sam się w dziewce z gminu durzę
2015
Wywróżyli chłopcu wróże
miłość - w noc więc, gdzie podnóże
dworu zaszedł, wkradł się, róże
sypnął pannie pod odnóże
już zabierać chciał w podróże
gdy pan wyszedł sprawdzić stróże
Podejdź chłystku tu, a nuże!
przyjrzyj dobrze się tej puże
ta ci zaraz grzbiet ostruże
każę legnąć ci na czuże
łapy zwiążę w tył na duże
i pozdzieram z ciebie smuże
upuszczając krwi kałuże
że się zbierze ze dwie kruże
pozostanie ścierwo duże
które rzucę psom w jarmuże
Niech to wiedzą wszyscy tchórze
którzy marzą o mej córze
że gdy wejdą na to wzgórze
to wywlokę na podwórze
i przy głośnych jęków wtórze
unoszących się ku górze
jak w piekielnym jakimś chórze
karę spiszę im na skórze
pióro będę rwał po piórze
nie zostanie wiór na wiórze
Chociaż pokój mam w naturze
to wymiatam z progów kurze
kto wiatr sieje zbiera burze
śpiące cicho w gradu chmurze
nie pozwolę kreaturze
maczać palców w konfiturze
dam nauczkę na torturze -
zapamiętaj sobie, szczurze:
cham się nie zna na kulturze
modlić mu się przy figurze
nie w szlachciance żądło knurze
maczać, ale w chłopskiej dziurze
Opowiastki nie przedłużę
bo czytaniem wszystkich znużę
oko tylko tutaj zmrużę -
Sam się w dziewce z gminu durzę
2015
piątek, 13 listopada 2015
Pożar w klasztorze
|
|
niedziela, 25 października 2015
Aronia
Po pierwszych przymrozkach
wciąż z goryczy krztyną
wytrawna i słodka
szlachetna jak wino
wezbrana sokami
gładka wcześniej błona
dojrzenia znakami
z lekka pomarszczona
Taką brał aronię
soku jej koneser
niecierpliwe dłonie
niezwyczajny deser
i język z objęcia
różu warg gorących
niczym z muszli wnętrza
perłę wybrać chcący
Ten owoc nie cały
wyssany z winności
a już ten nabrzmiały
u szczytów jędrności
pod palca naciskiem
do twardości granic -
tak chłonąłbym wszystkie
umiar mając za nic
2015
wciąż z goryczy krztyną
wytrawna i słodka
szlachetna jak wino
wezbrana sokami
gładka wcześniej błona
dojrzenia znakami
z lekka pomarszczona
Taką brał aronię
soku jej koneser
niecierpliwe dłonie
niezwyczajny deser
i język z objęcia
różu warg gorących
niczym z muszli wnętrza
perłę wybrać chcący
Ten owoc nie cały
wyssany z winności
a już ten nabrzmiały
u szczytów jędrności
pod palca naciskiem
do twardości granic -
tak chłonąłbym wszystkie
umiar mając za nic
2015
wtorek, 15 września 2015
Nie znajdą ♫
A ja mam melinę
po lewackiej stronie
tam chciwości zginę
brudne mnie jej dłonie
nie znajdą!
Ni łby ogolone
ni w kruchcie zmącone
kiedy w niej się schronię
nie znajdą!
Nie znajdą nigdy mnie
zniknę hen w siwej mgle
i będę wędrował w podartym sweterku
niech kto chce to chowa w obłudy kuferku
przeklęty szmal
nie znajdą nigdy mnie
zniknę hen w siwej mgle
Śmierć znajdę w noc parną po lewackiej stronie
im wiozą koszmarną jeźdźców cztery konie
i znajdą!
Zasypią ich śniegi i zaleją rzeki
pomocy wśród wołań
nie znajdą
Nie znajdą prawdy, nie,
ślepy tłum w siwej mgle
spłyną mądre słowa potoków bystrzycą
ptaki je jedynie na skrzydła pochwycą
polecieć chcę, zagubic się!
Nie znajdą nigdy mnie
zniknę hen w siwej mgle
Nie znajdą!
Nie znajdą!
Nie znajdą!
2015
parafraza: Agnieszka Osiecka
♫ na melodię : Katarzyna Gaertner (T. Woźniak)
po lewackiej stronie
tam chciwości zginę
brudne mnie jej dłonie
nie znajdą!
Ni łby ogolone
ni w kruchcie zmącone
kiedy w niej się schronię
nie znajdą!
Nie znajdą nigdy mnie
zniknę hen w siwej mgle
i będę wędrował w podartym sweterku
niech kto chce to chowa w obłudy kuferku
przeklęty szmal
nie znajdą nigdy mnie
zniknę hen w siwej mgle
Śmierć znajdę w noc parną po lewackiej stronie
im wiozą koszmarną jeźdźców cztery konie
i znajdą!
Zasypią ich śniegi i zaleją rzeki
pomocy wśród wołań
nie znajdą
Nie znajdą prawdy, nie,
ślepy tłum w siwej mgle
spłyną mądre słowa potoków bystrzycą
ptaki je jedynie na skrzydła pochwycą
polecieć chcę, zagubic się!
Nie znajdą nigdy mnie
zniknę hen w siwej mgle
Nie znajdą!
Nie znajdą!
Nie znajdą!
2015
parafraza: Agnieszka Osiecka
♫ na melodię : Katarzyna Gaertner (T. Woźniak)
niedziela, 3 maja 2015
Na wieloryba
Z samic naśmiewał się w obcych wodach
Że kaszalotów u nich uroda
Nadęty dumą z siebie nad miarę
Zapomniał przyjrzeć się swojej starej
2015
Że kaszalotów u nich uroda
Nadęty dumą z siebie nad miarę
Zapomniał przyjrzeć się swojej starej
2015
niedziela, 26 kwietnia 2015
Moonlighting
Looking outside through the pane
Silver light just come to blind me
Share my sorrow doubts and pain
Here comes nighttime for moonlighting
No one touches in my shelter
But old flashbacks come to bite me
Night shift started for life-hater
No one finds me but moonlighting
Out of people out of life
Secret job of bloody writing
From veins opened without knife
No one pays me for moonlighting
2015
Silver light just come to blind me
Share my sorrow doubts and pain
Here comes nighttime for moonlighting
No one touches in my shelter
But old flashbacks come to bite me
Night shift started for life-hater
No one finds me but moonlighting
Out of people out of life
Secret job of bloody writing
From veins opened without knife
No one pays me for moonlighting
2015
sobota, 25 kwietnia 2015
Tyle chciałem ci dać ♫
Tyle chciałem ci dać
deszczem kwiatów okryć cię
porwał ciebie zły wiatr
próbowałem odnaleźć
lecz już nie ma mnie
tyle chciałam ci dać
ubrać miłość w spokój snu
gdzieś zniknęłaś a ja
aby co dzień umierać
pozostałem tu
i wciąż bez ciebie ginę
muszę żyć a bez ciebie nawet nie wiem jak żyć
sto lat niech chociaż minie
może spotkam cię znów
lecz nie wierzę już
z losem gramy nie fair
zakłamani tak że wstyd
jeśli widzisz i wiesz
mam nadzieję ostatnią
że wybaczysz mi
mógłbym spalić ten świat
byś w pobliżu była znów
bym mógł poczuć się tak
jak to było przed laty
kiedy byłaś tu
i wciąż bez ciebie ginę
muszę żyć a bez ciebie nawet nie wiem jak żyć
sto lat niech chociaż minie
może spotkam cię znów
lecz nie wierzę już
teraz wiesz jak jest
stoczyłem się
wierzyłem w swoje szczęście
chociaż czułem dziwny lęk
zobaczyłaś więc
to że choć wciąż żyję dziś
moje serce martwe jest
2015
♫ inspiracja / parafraza: universe
deszczem kwiatów okryć cię
porwał ciebie zły wiatr
próbowałem odnaleźć
lecz już nie ma mnie
tyle chciałam ci dać
ubrać miłość w spokój snu
gdzieś zniknęłaś a ja
aby co dzień umierać
pozostałem tu
i wciąż bez ciebie ginę
muszę żyć a bez ciebie nawet nie wiem jak żyć
sto lat niech chociaż minie
może spotkam cię znów
lecz nie wierzę już
z losem gramy nie fair
zakłamani tak że wstyd
jeśli widzisz i wiesz
mam nadzieję ostatnią
że wybaczysz mi
mógłbym spalić ten świat
byś w pobliżu była znów
bym mógł poczuć się tak
jak to było przed laty
kiedy byłaś tu
i wciąż bez ciebie ginę
muszę żyć a bez ciebie nawet nie wiem jak żyć
sto lat niech chociaż minie
może spotkam cię znów
lecz nie wierzę już
teraz wiesz jak jest
stoczyłem się
wierzyłem w swoje szczęście
chociaż czułem dziwny lęk
zobaczyłaś więc
to że choć wciąż żyję dziś
moje serce martwe jest
2015
♫ inspiracja / parafraza: universe
niedziela, 12 kwietnia 2015
Euforia
W dziwnym znalazłem się stanie
i dobrze mi w nim szalenie
może chronicznym się stanie
nie przyjdzie z niego trzeźwienie
powietrze napój czy zioło
nie ważne co mnie odurza
bezpiecznie błogo wokoło
bez reszty w tym się zanurzam
doznanie dotąd nieznane
nie boli nic mnie nie męczy
chmury deszczami wezbrane
barwami mienią się tęczy
tak pachnie wszędzie tak dzwoni
unosi dziki mnie taniec
zanim przyziemność dogoni
niech stan ten jeszcze zostanie
wiem że się w końcu wybudzę
na kacu gorszym niż wcześniej
lecz póki trwa to się łudzę
że los mi teraz śmierć ześle
2015
i dobrze mi w nim szalenie
może chronicznym się stanie
nie przyjdzie z niego trzeźwienie
powietrze napój czy zioło
nie ważne co mnie odurza
bezpiecznie błogo wokoło
bez reszty w tym się zanurzam
doznanie dotąd nieznane
nie boli nic mnie nie męczy
chmury deszczami wezbrane
barwami mienią się tęczy
tak pachnie wszędzie tak dzwoni
unosi dziki mnie taniec
zanim przyziemność dogoni
niech stan ten jeszcze zostanie
wiem że się w końcu wybudzę
na kacu gorszym niż wcześniej
lecz póki trwa to się łudzę
że los mi teraz śmierć ześle
2015
sobota, 28 marca 2015
Kalendarz życia i śmierci
Kończy się krótkich dni pora
dzielących nasze spotkania
gdy ziemia od chłodu chora
w mroczne kąty przegania
okrutna lampa sodowa
nie grzejąc ciemność rozprasza
na kilka godzin się chowam
na noc kolejną zapraszam
nadchodzą dłuższe rozstania
lecz te przetrzymać mi łatwiej
gdy ciepło gwiazdy pochłaniam
powstrzymującej zło światłem
noc krótsza jest mi wytchnieniem
a chłód jej rześki i zdrowy
choć ciemno - mniejsze cierpienie
z nadzieją wstaje dzień nowy
jak dni te życie jest moje -
raz zimne zda się i krótkie
czekając w kącie się boję
by nocą odejść ze smutkiem
raz życia tyle mam w sobie
że godzę z nim się powoli
w nocy gdy myślę o tobie
to jakby trochę mniej boli
2015
dzielących nasze spotkania
gdy ziemia od chłodu chora
w mroczne kąty przegania
okrutna lampa sodowa
nie grzejąc ciemność rozprasza
na kilka godzin się chowam
na noc kolejną zapraszam
nadchodzą dłuższe rozstania
lecz te przetrzymać mi łatwiej
gdy ciepło gwiazdy pochłaniam
powstrzymującej zło światłem
noc krótsza jest mi wytchnieniem
a chłód jej rześki i zdrowy
choć ciemno - mniejsze cierpienie
z nadzieją wstaje dzień nowy
jak dni te życie jest moje -
raz zimne zda się i krótkie
czekając w kącie się boję
by nocą odejść ze smutkiem
raz życia tyle mam w sobie
że godzę z nim się powoli
w nocy gdy myślę o tobie
to jakby trochę mniej boli
2015
poniedziałek, 16 marca 2015
Dziewczęta z M.
Szkoła o metrów ledwie kilkaset
od parku który jest frontu linią
młodość co nie jest miłości czasem
odkąd od gradu gradów ten zginął
tu nie poezja arytmetyka
ale składanie kałasznikowa
bo nieprzyjaciel już w parku czyha
cicho na ołów przetapia słowa
nie kiecka randka plotki czy lody
marzenia motyl w wiosennym wietrze
nieokreślony lęk w tyle głowy
która nadzieją łudzi się jeszcze
nim chwycą warkocz do pasa długi
rzucą na szmatę w kącie rozdartą
dzieciństwo zduszą jeden po drugim
i przed odejściem poderżną gardło
2015
od parku który jest frontu linią
młodość co nie jest miłości czasem
odkąd od gradu gradów ten zginął
tu nie poezja arytmetyka
ale składanie kałasznikowa
bo nieprzyjaciel już w parku czyha
cicho na ołów przetapia słowa
nie kiecka randka plotki czy lody
marzenia motyl w wiosennym wietrze
nieokreślony lęk w tyle głowy
która nadzieją łudzi się jeszcze
nim chwycą warkocz do pasa długi
rzucą na szmatę w kącie rozdartą
dzieciństwo zduszą jeden po drugim
i przed odejściem poderżną gardło
2015
niedziela, 15 marca 2015
Ty i noc
Plączą się myśli pijaną nocą
Wstecz spoglądają pamięci okiem
Obezwładniają nieziemską mocą
Przeszłość zagląda do moich okien
Powiew się wkrada przejmując chłodem
Tańczy przy szybie z kusą firanką
Nie - to przychodzą dni nasze młode
I ty powiewasz sukienką tamtą
Zdać by się mogło żeś jest aniołem
Który nade mną lęki przegania
Lecz ja już całkiem w mrokach zginąłem
Wciąż powtarzając te dwa pytania -
Dlaczego dałaś mi tak pozostać
I ile jeszcze czekać tu mam
Gdzie światłem twoja tylko jest postać
I jestem sam
Zupełnie sam
Wiesz - miła moja - jak jest już późno
Czerń smugę lampy podchodzi cieniem
I ja i światło trwamy na próżno
Przed mrocznym broniąc się osaczeniem
Miła - z miłości trudno się podnieść
Stłuczone życie w lustro poskładać
Lecz ze słabości ciężej stukrotnie
Gdy się w nich co dzień
Co dzień upada
Czuję jak wokół mnie coraz chłodniej
A muszę w chłodzie zlękniony trwać
Gdy ty się srebrzysz na ciemnym oknie
Szepcząc że nie ma czego się bać
Okna dołami widzę trupimi
Gdzie znikło życie zgaszonych lamp
Zupełnie obcy ludzie za nimi
Ja tutaj jestem
Zupełnie sam
2015
inspiracja / zapożyczenia: T. Miciński / J. Czechowicz
Wstecz spoglądają pamięci okiem
Obezwładniają nieziemską mocą
Przeszłość zagląda do moich okien
Powiew się wkrada przejmując chłodem
Tańczy przy szybie z kusą firanką
Nie - to przychodzą dni nasze młode
I ty powiewasz sukienką tamtą
Zdać by się mogło żeś jest aniołem
Który nade mną lęki przegania
Lecz ja już całkiem w mrokach zginąłem
Wciąż powtarzając te dwa pytania -
Dlaczego dałaś mi tak pozostać
I ile jeszcze czekać tu mam
Gdzie światłem twoja tylko jest postać
I jestem sam
Zupełnie sam
Wiesz - miła moja - jak jest już późno
Czerń smugę lampy podchodzi cieniem
I ja i światło trwamy na próżno
Przed mrocznym broniąc się osaczeniem
Miła - z miłości trudno się podnieść
Stłuczone życie w lustro poskładać
Lecz ze słabości ciężej stukrotnie
Gdy się w nich co dzień
Co dzień upada
Czuję jak wokół mnie coraz chłodniej
A muszę w chłodzie zlękniony trwać
Gdy ty się srebrzysz na ciemnym oknie
Szepcząc że nie ma czego się bać
Okna dołami widzę trupimi
Gdzie znikło życie zgaszonych lamp
Zupełnie obcy ludzie za nimi
Ja tutaj jestem
Zupełnie sam
2015
inspiracja / zapożyczenia: T. Miciński / J. Czechowicz
wtorek, 24 lutego 2015
Selfie
JA jestem centrum jądro wszechświata
JA jestem bogiem i w siebie wierzę
Losu kreator wódz autokrata
Z kursem na sukces w bóstwa karierze
Dla mnie przeze mnie ze mną i o mnie
Nigdy beze mnie wbrew mojej woli
Ja nie pozwolę siebie zapomnieć
Bo zapomnienie najbardziej boli
Sam się napędzam i sam kreuję
Twórca tworzywo sprzedawca towar
Żyję dopóki ktoś mnie kupuje
I pcham się w oczy by wciąż kupował
Żadnych skrupułów czy wątpliwości
Wahań kompleksów żadnych rozterek
Siła wypływa z siebie pewności
Będę kim zechcę choć jestem zerem
Kto w siebie wierzy zbiera nagrody
I mógłbym zabić by ktoś to kupił
Ja przecież jestem bezczelnie młody
Bezczelnie zdolny - bezdennie głupi
2015
JA jestem bogiem i w siebie wierzę
Losu kreator wódz autokrata
Z kursem na sukces w bóstwa karierze
Dla mnie przeze mnie ze mną i o mnie
Nigdy beze mnie wbrew mojej woli
Ja nie pozwolę siebie zapomnieć
Bo zapomnienie najbardziej boli
Sam się napędzam i sam kreuję
Twórca tworzywo sprzedawca towar
Żyję dopóki ktoś mnie kupuje
I pcham się w oczy by wciąż kupował
Żadnych skrupułów czy wątpliwości
Wahań kompleksów żadnych rozterek
Siła wypływa z siebie pewności
Będę kim zechcę choć jestem zerem
Kto w siebie wierzy zbiera nagrody
I mógłbym zabić by ktoś to kupił
Ja przecież jestem bezczelnie młody
Bezczelnie zdolny - bezdennie głupi
2015
poniedziałek, 23 lutego 2015
Sztuczna inteligencja
Jest! jest sukces wreszcie po latach jałowych
Prac mędrców błądzących w rozważań malignie
By odkryć że prędzej mózg elektronowy
Mistrza w szachy ogra niż dziecko prześcignie
Skoro słabo myśli niewiele rozumie
Nie czuje zupełnie - jak ludzi miliony -
Może łatwo skryć się w podobnym mu tłumie
Z prawdziwym człowiekiem zostać pomylony
Tak wokół przybywa bezmyślnych robotów
Sztucznie wytworzonych sterowanych z bazy
Aby panom swoim nie sprawiać kłopotów
Nie ważyć się na nic ponad ich rozkazy
Ten jest jak maszyna martwa jak niewolnik
Co mieniąc się mądrym cudzym światłem świeci
A przecież jedynie tylko ci są wolni
Którzy sami myślą i czują jak dzieci
2015
Prac mędrców błądzących w rozważań malignie
By odkryć że prędzej mózg elektronowy
Mistrza w szachy ogra niż dziecko prześcignie
Skoro słabo myśli niewiele rozumie
Nie czuje zupełnie - jak ludzi miliony -
Może łatwo skryć się w podobnym mu tłumie
Z prawdziwym człowiekiem zostać pomylony
Tak wokół przybywa bezmyślnych robotów
Sztucznie wytworzonych sterowanych z bazy
Aby panom swoim nie sprawiać kłopotów
Nie ważyć się na nic ponad ich rozkazy
Ten jest jak maszyna martwa jak niewolnik
Co mieniąc się mądrym cudzym światłem świeci
A przecież jedynie tylko ci są wolni
Którzy sami myślą i czują jak dzieci
2015
niedziela, 15 lutego 2015
Kamień drzewo rzeka
Widziałem kiedy wędrował drogą
Dumne stworzenie władca wszystkiego
Najdoskonalsze z istot miał ciało
Ziemia ścieliła się do stóp nogom
Rzeka płynęła tylko dla niego
A drzewo jemu właśnie szumiało
Kopnął wędrowiec przydrożny kamień
Co nie miał życia a trwał przez wieki
Drzewu bez ruchu tkwiącemu w miejscu
Choć przecież żyło ułamał ramię
A potem z mostu splunął do rzeki
W ruchu będącej całkiem bez sensu
Czas sił pozbawił ruchliwe nogi
Bez życia został władca wszystkiego
Cudowne ciało zgnilizną w ziemi
Kamień jak dawniej pokrywa drogi
I rzeka płynie choć nie dla niego
A stare drzewo wciąż się zieleni
2015
Dumne stworzenie władca wszystkiego
Najdoskonalsze z istot miał ciało
Ziemia ścieliła się do stóp nogom
Rzeka płynęła tylko dla niego
A drzewo jemu właśnie szumiało
Kopnął wędrowiec przydrożny kamień
Co nie miał życia a trwał przez wieki
Drzewu bez ruchu tkwiącemu w miejscu
Choć przecież żyło ułamał ramię
A potem z mostu splunął do rzeki
W ruchu będącej całkiem bez sensu
Czas sił pozbawił ruchliwe nogi
Bez życia został władca wszystkiego
Cudowne ciało zgnilizną w ziemi
Kamień jak dawniej pokrywa drogi
I rzeka płynie choć nie dla niego
A stare drzewo wciąż się zieleni
2015
czwartek, 12 lutego 2015
Defusing
Wyznam tobie szyfrowierszem
/Jeśli zgłoski złożysz pierwsze/ -
Baran gdy się mieni mędrcem
Neptek władzy ma najwięcej
Nagą prawdę kryją szmatą -
To mam...
2015
/Jeśli zgłoski złożysz pierwsze/ -
Baran gdy się mieni mędrcem
Neptek władzy ma najwięcej
Nagą prawdę kryją szmatą -
To mam...
2015
poniedziałek, 2 lutego 2015
Mroczna matka
Pod księżyc rośnie zboże wysoko
Zima przychodzi chyba zbyt wcześnie
Bo czas nie nawykł czekać na kogoś
A Śmierć przez ziemię kroczy boleśnie
Prowadź do światła przez Śmierci bramy
O matko mroczna - Nocy Królowo
Niech z bólu wolność powykuwamy
Pozwól narodzić nam się na nowo
Śmierć pocałunkiem zabiera ludzi
Gorzką pieśń swoją we mgle ukrywa
Dawne marzenie dziś cynizm budzi
Lecz moja miłość zostanie żywa
Prowadź do światła przez Śmierci bramy
O matko mroczna - Nocy Królowo
Niech z bólu wolność powykuwamy
Pozwól narodzić nam się na nowo
Ledwie pąk strzelił a kwiat już kona
Obwisły piersi niedawno jędrne
Tak przeznaczenia kręcą się koła
Leżą na ziemi liście jesienne
Prowadź do światła przez Śmierci bramy
O matko mroczna - Nocy Królowo
Niech z bólu wolność powykuwamy
Pozwól narodzić nam się na nowo
2015
swobodne tłumaczenie z: Inkubus Sukkubus
Zima przychodzi chyba zbyt wcześnie
Bo czas nie nawykł czekać na kogoś
A Śmierć przez ziemię kroczy boleśnie
Prowadź do światła przez Śmierci bramy
O matko mroczna - Nocy Królowo
Niech z bólu wolność powykuwamy
Pozwól narodzić nam się na nowo
Śmierć pocałunkiem zabiera ludzi
Gorzką pieśń swoją we mgle ukrywa
Dawne marzenie dziś cynizm budzi
Lecz moja miłość zostanie żywa
Prowadź do światła przez Śmierci bramy
O matko mroczna - Nocy Królowo
Niech z bólu wolność powykuwamy
Pozwól narodzić nam się na nowo
Ledwie pąk strzelił a kwiat już kona
Obwisły piersi niedawno jędrne
Tak przeznaczenia kręcą się koła
Leżą na ziemi liście jesienne
Prowadź do światła przez Śmierci bramy
O matko mroczna - Nocy Królowo
Niech z bólu wolność powykuwamy
Pozwól narodzić nam się na nowo
2015
swobodne tłumaczenie z: Inkubus Sukkubus
niedziela, 1 lutego 2015
Przybądź do mnie (Pieśń nimfy wodnej)
W letnią noc dawno sen zapomniany
I ona tutaj w strudze miesiąca
Samotnej duszy ból wykrzyczany
Byś ją uwolnił i kochał chcąca
Woła byś przybył i pragnie tego
Przybądź tu do mnie - przybądź tu do mnie
Niczym syrena do ginącego
Woła nim w głębię morza go wciągnie
W dół cię zawlecze jej pieśń miłosna
Jej pocałunek - w świat wymarzony
Usta cię zmogą abyś pozostał
Z nią już na zawsze tańcem niesiony
Woła byś przybył gdy ciebie zechce
Przybądź tu do mnie - przybądź tu do mnie
Przybądź a wtedy złamie ci serce
Przybądź tu do mnie - przybądź tu do mnie
Czeka na dotyk przez lat tysiące
Uczuć i zmysłów we łzach pragnąca
Zmęczona płaczem przez wszystkie noce
Ogniu cielesny rozpal ją w żądzach!
2015
swobodne tłumaczenie z: Inkubus Sukkubus
I ona tutaj w strudze miesiąca
Samotnej duszy ból wykrzyczany
Byś ją uwolnił i kochał chcąca
Woła byś przybył i pragnie tego
Przybądź tu do mnie - przybądź tu do mnie
Niczym syrena do ginącego
Woła nim w głębię morza go wciągnie
W dół cię zawlecze jej pieśń miłosna
Jej pocałunek - w świat wymarzony
Usta cię zmogą abyś pozostał
Z nią już na zawsze tańcem niesiony
Woła byś przybył gdy ciebie zechce
Przybądź tu do mnie - przybądź tu do mnie
Przybądź a wtedy złamie ci serce
Przybądź tu do mnie - przybądź tu do mnie
Czeka na dotyk przez lat tysiące
Uczuć i zmysłów we łzach pragnąca
Zmęczona płaczem przez wszystkie noce
Ogniu cielesny rozpal ją w żądzach!
2015
swobodne tłumaczenie z: Inkubus Sukkubus
sobota, 31 stycznia 2015
Elegia cygańska
Śpij spokojnie moje szczęście
Noc zaklęcie tka na niebie
Śpij i bólu nie czuj więcej
Choć tak tęskno mi do ciebie
Z tobą życia blask jedyny
Znikł i przepadł precz pod ziemią
Słodkowonne rozmaryny
Na powierzchni jej się plenią
Czekaj tylko krótką chwilę
Bo spotkamy się niedługo
Chociaż cię nie poślubiłem
Nim na stronę przeszłaś drugą
Krew oddaję - ziemio - tobie
Ty ją zabierz do niej teraz
Żadna woda ani ogień
Już nie będą nas rozdzielać
Opuściła mnie gdy w brzegi
Morza biły w rozwścieczeniu
Głupcem jeno jesteś kiedy
Chcesz się oprzeć przeznaczeniu
Jak cię teraz kocham więcej
Nie pokocham tak nikogo
Pod stopami zapadnięte
Skały mam już tak głęboko
To co z ziemi - skończy w ziemi
Moja miłość ze mną będzie
Niczym wierzba się zielenić
Nie da smucić mi się więcej
Znowu stanę się mężczyzną
Ona się kobietą stanie
Miłość będzie nam za wszystko
Ona dla mnie a ja dla niej
2015
swobodne tłumaczenie z/ parafraza: Inkubus Sukkubus
Noc zaklęcie tka na niebie
Śpij i bólu nie czuj więcej
Choć tak tęskno mi do ciebie
Z tobą życia blask jedyny
Znikł i przepadł precz pod ziemią
Słodkowonne rozmaryny
Na powierzchni jej się plenią
Czekaj tylko krótką chwilę
Bo spotkamy się niedługo
Chociaż cię nie poślubiłem
Nim na stronę przeszłaś drugą
Krew oddaję - ziemio - tobie
Ty ją zabierz do niej teraz
Żadna woda ani ogień
Już nie będą nas rozdzielać
Opuściła mnie gdy w brzegi
Morza biły w rozwścieczeniu
Głupcem jeno jesteś kiedy
Chcesz się oprzeć przeznaczeniu
Jak cię teraz kocham więcej
Nie pokocham tak nikogo
Pod stopami zapadnięte
Skały mam już tak głęboko
To co z ziemi - skończy w ziemi
Moja miłość ze mną będzie
Niczym wierzba się zielenić
Nie da smucić mi się więcej
Znowu stanę się mężczyzną
Ona się kobietą stanie
Miłość będzie nam za wszystko
Ona dla mnie a ja dla niej
2015
swobodne tłumaczenie z/ parafraza: Inkubus Sukkubus
niedziela, 4 stycznia 2015
Bez pogrzebu
Dlaczego pogrzebów tak nienawidzę?
Przecież nie boję się śmierci
Nie chcę zmarłych w trumnie widzieć
Dotykania martwej ręki
To nie oni już - nie one
Tylko zwłoki - ciała same
Zimne - śmiercią zniekształcone
Choć tak bardzo ukochane
Jak to musi upokarzać
Widzieć z góry w trumnie siebie
Ja na pogrzeb się nie zgadzam
Widowisko na pogrzebie
Nie chcę grobu w ziemi miejsca
Na dwadzieścia lat haraczu
Chcę przez życie przejść na przestrzał
We mgle zniknąć - w deszczu płaczu
2015
Przecież nie boję się śmierci
Nie chcę zmarłych w trumnie widzieć
Dotykania martwej ręki
To nie oni już - nie one
Tylko zwłoki - ciała same
Zimne - śmiercią zniekształcone
Choć tak bardzo ukochane
Jak to musi upokarzać
Widzieć z góry w trumnie siebie
Ja na pogrzeb się nie zgadzam
Widowisko na pogrzebie
Nie chcę grobu w ziemi miejsca
Na dwadzieścia lat haraczu
Chcę przez życie przejść na przestrzał
We mgle zniknąć - w deszczu płaczu
2015
czwartek, 25 grudnia 2014
Tajemnica Betlejem
Prosiliście mnie bym przybył
Do pałaców na salony
Gdzie szlachetnych głów siedziby
Między fraki i korony
Do firm banków złotych katedr
Zastawionych suto stołów
Świętych ogni na opłatek
I sprzedawać wam dopomógł
Nie chcieliście mi pozwolić
W waszych sercach się narodzić
Zza zamkniętych ich podwoi
Echo pustki mnie dochodzi
Nie chcieliście bym zobaczył
Okrucieństwa świństwa szwindle
Łzy zastygłe ofiar waszych
Kto jest człowiek a kto bydlę
Bym usłyszał podłe szepty
Puste śmiechy spiskowania
Przejrzał zmowy i geszefty
Za pozorem dojrzał drania
Urodziłem się w ubóstwie
Krzywdzie bólu i cierpieniu
Zobaczyłem bagno ludzkie
Nurzające w upodleniu
W noclegowni pod wiaduktem
W zimnej izbie za kratami
W zagrzybionej dziurze brudnej
W holach między peronami
Pośród tych co są bez pracy
Swego kąta bez nadziei
Z których żyją łez łajdacy
Z krwi im pitej - klan złodziei
Pośród głodnych nieleczonych
Odrzuconych oszukanych
Którym wciąż się wbija szpony
W zasklepione ledwie rany
Wśród tych co mrok się zdający
Nie mieć końca kirem spowił
I tych co gdy dzień się kończy
Chcą by już nie nadszedł nowy
Im nowinę dobrą niosę
I nadziei wieczną jasność
W żłobie łączę się z ich losem
By nie bali się już zasnąć
Pokój daję doskonały
Jak być może tylko w niebie
Obiecując pozostałym
To co innym dali z siebie
2014
Do pałaców na salony
Gdzie szlachetnych głów siedziby
Między fraki i korony
Do firm banków złotych katedr
Zastawionych suto stołów
Świętych ogni na opłatek
I sprzedawać wam dopomógł
Nie chcieliście mi pozwolić
W waszych sercach się narodzić
Zza zamkniętych ich podwoi
Echo pustki mnie dochodzi
Nie chcieliście bym zobaczył
Okrucieństwa świństwa szwindle
Łzy zastygłe ofiar waszych
Kto jest człowiek a kto bydlę
Bym usłyszał podłe szepty
Puste śmiechy spiskowania
Przejrzał zmowy i geszefty
Za pozorem dojrzał drania
Urodziłem się w ubóstwie
Krzywdzie bólu i cierpieniu
Zobaczyłem bagno ludzkie
Nurzające w upodleniu
W noclegowni pod wiaduktem
W zimnej izbie za kratami
W zagrzybionej dziurze brudnej
W holach między peronami
Pośród tych co są bez pracy
Swego kąta bez nadziei
Z których żyją łez łajdacy
Z krwi im pitej - klan złodziei
Pośród głodnych nieleczonych
Odrzuconych oszukanych
Którym wciąż się wbija szpony
W zasklepione ledwie rany
Wśród tych co mrok się zdający
Nie mieć końca kirem spowił
I tych co gdy dzień się kończy
Chcą by już nie nadszedł nowy
Im nowinę dobrą niosę
I nadziei wieczną jasność
W żłobie łączę się z ich losem
By nie bali się już zasnąć
Pokój daję doskonały
Jak być może tylko w niebie
Obiecując pozostałym
To co innym dali z siebie
2014
poniedziałek, 22 grudnia 2014
NOTES 39 - Żółwi dom
Zazdrościł zając żółwiowi
Że był w skorupie bezpieczny
Sam musiał w biegu żyć wiecznym
By dziki zwierz go nie złowił
Lecz uszedł z życiem psu zając
Żółwia pęd uniósł i upadł
Tak że na dole skorupa
I zdechł łapkami wierzgając
Ciąży mi dom mój na grzbiecie
Choć zda się chronić czasami
Kotwicą trzyma w tym świecie
Uciekną inni przed psami
Po mnie czas ślady zamiecie
Na próżno wierzgam nocami
2014
Że był w skorupie bezpieczny
Sam musiał w biegu żyć wiecznym
By dziki zwierz go nie złowił
Lecz uszedł z życiem psu zając
Żółwia pęd uniósł i upadł
Tak że na dole skorupa
I zdechł łapkami wierzgając
Ciąży mi dom mój na grzbiecie
Choć zda się chronić czasami
Kotwicą trzyma w tym świecie
Uciekną inni przed psami
Po mnie czas ślady zamiecie
Na próżno wierzgam nocami
2014
sobota, 20 grudnia 2014
Staruszka
Nie wiem jak staruszka z tamtej strony drogi
Znalazła się przy mnie - minął ledwie moment
Śmiertelnie kościste miała ręce nogi
Musiałem jej pomóc przejść na drugą stronę
Wziąłem ją pod rękę w oczy nie spojrzałem
Poszliśmy ruchliwej drodze razem w poprzek
Skąd mi było wiedzieć że za chudym ciałem
Ukrywa się jeszcze cieńsze kosy ostrze?
Upadło na chodnik ciało rozdzielone
Z myślą raz ostatni poruszoną głową
Że nie ja staruszkę wiodłem na tę stronę
Lecz to ona przyszła by mnie wziąć ze sobą
2014
Znalazła się przy mnie - minął ledwie moment
Śmiertelnie kościste miała ręce nogi
Musiałem jej pomóc przejść na drugą stronę
Wziąłem ją pod rękę w oczy nie spojrzałem
Poszliśmy ruchliwej drodze razem w poprzek
Skąd mi było wiedzieć że za chudym ciałem
Ukrywa się jeszcze cieńsze kosy ostrze?
Upadło na chodnik ciało rozdzielone
Z myślą raz ostatni poruszoną głową
Że nie ja staruszkę wiodłem na tę stronę
Lecz to ona przyszła by mnie wziąć ze sobą
2014
sobota, 13 grudnia 2014
Razem nie przegramy ♫
Ze śpiewem marsz,
By cel osiągnąć nasz
Rozwiewa wiatr
Nad nami jedność flag
Pójdziemy tak
W tym marszu ty i ja
Zobaczysz jak
Nasz śpiew i flagi kwitną wraz
A światło zórz,
Czerwono krwawy świt
Zwiastuje już
Czas, w którym przyjdzie żyć
Więc wstań i walcz -
Zwycięstwa idzie czas,
Gdy ujrzysz, że
Już życie lepsze jest
I nie bój się
O szczęście walczyć swe -
Niech przestrzeń rwie
Z tysięcy gardeł walki śpiew
Ojczyzna niech
Wolności wzniesie pieśń
W pewności, że
Zwycięstwo blisko jest
Spójrz - oto lud mężny
Do walki razem staje
A głos ma potężny
I krzyczy: Naprzód! Dalej!
Gdy razem trzymamy, to nigdy nie przegramy!
Gdy razem trzymamy, to nigdy nie przegramy!
Z jedności mas
Ojczyzna kuje stal
I zbiera nas
Od morza po szczyt Tatr
Z kopalni, hut
Ze stoczni, wiejskich pól,
Gdzie znój i brud
Złączeni w walce oraz pracy
Idą i
Obejmą cały kraj,
A kroki ich
Zwiastują przyszły czas
Ze śpiewem marsz,
Aż lud zwycięży nasz
Żądaniem mas
Już prawdy nadszedł czas
Płomienny tłum
Stalowym krokiem wprzód
By w ręce wziąć
Swe sprawiedliwość oraz rację
Wolność niech
Odważnie dzierży znicz
Robotnik wie
Że ona kroczy z nim
Spójrz - oto lud mężny
Do walki razem staje
A głos ma potężny
I krzyczy: Naprzód! Dalej!
Gdy razem trzymamy, to nigdy nie przegramy!
Gdy razem trzymamy, to nigdy nie przegramy!
Gdy razem trzymamy, to nigdy nie przegramy!
Gdy razem trzymamy, to nigdy nie przegramy!
2014
♫ swobodne tłumaczenie z: Quilapayún ("El Pueblo Unido Jamas Sera Vencido")
By cel osiągnąć nasz
Rozwiewa wiatr
Nad nami jedność flag
Pójdziemy tak
W tym marszu ty i ja
Zobaczysz jak
Nasz śpiew i flagi kwitną wraz
A światło zórz,
Czerwono krwawy świt
Zwiastuje już
Czas, w którym przyjdzie żyć
Więc wstań i walcz -
Zwycięstwa idzie czas,
Gdy ujrzysz, że
Już życie lepsze jest
I nie bój się
O szczęście walczyć swe -
Niech przestrzeń rwie
Z tysięcy gardeł walki śpiew
Ojczyzna niech
Wolności wzniesie pieśń
W pewności, że
Zwycięstwo blisko jest
Spójrz - oto lud mężny
Do walki razem staje
A głos ma potężny
I krzyczy: Naprzód! Dalej!
Gdy razem trzymamy, to nigdy nie przegramy!
Gdy razem trzymamy, to nigdy nie przegramy!
Z jedności mas
Ojczyzna kuje stal
I zbiera nas
Od morza po szczyt Tatr
Z kopalni, hut
Ze stoczni, wiejskich pól,
Gdzie znój i brud
Złączeni w walce oraz pracy
Idą i
Obejmą cały kraj,
A kroki ich
Zwiastują przyszły czas
Ze śpiewem marsz,
Aż lud zwycięży nasz
Żądaniem mas
Już prawdy nadszedł czas
Płomienny tłum
Stalowym krokiem wprzód
By w ręce wziąć
Swe sprawiedliwość oraz rację
Wolność niech
Odważnie dzierży znicz
Robotnik wie
Że ona kroczy z nim
Spójrz - oto lud mężny
Do walki razem staje
A głos ma potężny
I krzyczy: Naprzód! Dalej!
Gdy razem trzymamy, to nigdy nie przegramy!
Gdy razem trzymamy, to nigdy nie przegramy!
Gdy razem trzymamy, to nigdy nie przegramy!
Gdy razem trzymamy, to nigdy nie przegramy!
2014
♫ swobodne tłumaczenie z: Quilapayún ("El Pueblo Unido Jamas Sera Vencido")
Etykiety:
♫ - do śpiewania,
piosenki,
quilapayún,
tłumaczenia
piątek, 12 grudnia 2014
Niosący światło
Cóż wam ze światła gdy jasność wokół
Tak naturalna jakby bez końca?
Cóż z pocieszenia gdy radość w oku
Dzieciom i głupcom umysł mącąca?
Ile myślenie takie przynosi
Co w rzędzie stawia z bezmyślną zgrają?
Zaprawdę marna z działania korzyść
Za które wawrzyn na skroń wkładają
Jestem jutrzenką świt przynoszącą
Płomykiem nikłym pośród ciemności
Strużką łez z bólu i krzywd gorącą
Jedynym wyjściem z beznadziejności
Ja to myśl która nurtom na przekór
Wiodąc ku źródłu orzeźwia umysł
Czyn co nie po to by w krzyż go przekuć
I być powodem żałosnej dumy
Płomień skradziony bogom z ołtarzy
By łzy cierpienia ludziom osuszyć
Który ogrzewa lecz może parzyć
I wiecznym ogniem stać się dla duszy
2014
Tak naturalna jakby bez końca?
Cóż z pocieszenia gdy radość w oku
Dzieciom i głupcom umysł mącąca?
Ile myślenie takie przynosi
Co w rzędzie stawia z bezmyślną zgrają?
Zaprawdę marna z działania korzyść
Za które wawrzyn na skroń wkładają
Jestem jutrzenką świt przynoszącą
Płomykiem nikłym pośród ciemności
Strużką łez z bólu i krzywd gorącą
Jedynym wyjściem z beznadziejności
Ja to myśl która nurtom na przekór
Wiodąc ku źródłu orzeźwia umysł
Czyn co nie po to by w krzyż go przekuć
I być powodem żałosnej dumy
Płomień skradziony bogom z ołtarzy
By łzy cierpienia ludziom osuszyć
Który ogrzewa lecz może parzyć
I wiecznym ogniem stać się dla duszy
2014
środa, 10 grudnia 2014
Do niebieskich braci
Królu złocisty! Ty co wachlarz zórz
Kujesz w łun żarze nad szczytami wzgórz
Nurzasz się w falach kładąc na nie róż
Gdy już znużone najazdami burz
Krwawią konając na powierzchniach mórz
By noc żałoby mogła rozlać tusz
Czuwać przy zmarłych u wezgłowi łóż
Srebrząc księżycem morskiej piany plusz
Ty co w złotogłów stroisz kłosy zbóż
W kształty kobiece owoc polnych grusz
Gdy promieniami strzelasz niby z kusz
Wciskając w usta duszny skwaru kurz
Morzysz rośliny w chrzęstem martwy busz
Niczym wąż boa oplotami susz -
Zstąp na nasz padół z bosko próżnych lóż
Nie każ nam w mroku czekać dłużej już
Sparz nas płomieniem! daj żar swój! - a nuż
Coś tu się zmieni - jak powiadał wróż
Czytając w niebie pełnym gwiezdnych złóż
Że wschód jutrzenki jest już blisko - tuż
Ziemię pokrytą krą bezeceństw wzrusz
Marazm w jej dzieciach w kopczyk prochu skrusz
Zetrzyj zgnuśnienia z serc ohydny mursz
Do zimnych dotrzyj i ponurych głusz
Krew w żyłach skrzepłą słusznym gniewem wzburz
Półbogów dumnych z karłów nędznych stwórz
Możnych a podłych groźbą buntu strwóż
Przyszłość ich cieniem niepokoju smuż
Po dni ich koniec oblicza im chmurz!
Lecz odpowiedzi próżno czekam - cóż!
Ty - jak śmiertelnik - jesteś zwykły tchórz!
Porządków próchnem obleczonych stróż!
Skarb ziemi skradłeś i zmieniłeś w susz
Teraz się w sobie jak pyszałek durz
Ognistym blaskiem oczy ludziom mruż
Jasnością zbytnią nas robaków nuż
Z długim jak krzywda dniem się wespół dłuż
W samozachwycie złote zęby susz
Nadzieję drżącą w kruchych sercach głusz
Kłamcom i zbójom wśród obłudy wtórz
Lecz wraz ze zmierzchem skarb nasz u stóp złóż!
Ty - srebrny bracie - chłodny tak jak nóż
Odbitym światłem w ciemnościach się pusz
Skry jak śnieg narciarz sypiąc niebem płuż
Po Drodze Mlecznej w poprzek niej i wzdłuż
Skarb przez tamtego zbezczeszczony włóż
W dłonie stalowe niczym rolnik prósz
Z serc naszych czerpiąc jak z bezdennych kruż
Siłę i wolę wśród ciemności mnóż!
Idź w noc sklepieniem i nadzieją prósz
Przyszłość bez bólu dobrym ludziom wróż
Ze światłem słońca pokłóconym służ
Będąc latarnią niepokornych dusz
2014
Kujesz w łun żarze nad szczytami wzgórz
Nurzasz się w falach kładąc na nie róż
Gdy już znużone najazdami burz
Krwawią konając na powierzchniach mórz
By noc żałoby mogła rozlać tusz
Czuwać przy zmarłych u wezgłowi łóż
Srebrząc księżycem morskiej piany plusz
Ty co w złotogłów stroisz kłosy zbóż
W kształty kobiece owoc polnych grusz
Gdy promieniami strzelasz niby z kusz
Wciskając w usta duszny skwaru kurz
Morzysz rośliny w chrzęstem martwy busz
Niczym wąż boa oplotami susz -
Zstąp na nasz padół z bosko próżnych lóż
Nie każ nam w mroku czekać dłużej już
Sparz nas płomieniem! daj żar swój! - a nuż
Coś tu się zmieni - jak powiadał wróż
Czytając w niebie pełnym gwiezdnych złóż
Że wschód jutrzenki jest już blisko - tuż
Ziemię pokrytą krą bezeceństw wzrusz
Marazm w jej dzieciach w kopczyk prochu skrusz
Zetrzyj zgnuśnienia z serc ohydny mursz
Do zimnych dotrzyj i ponurych głusz
Krew w żyłach skrzepłą słusznym gniewem wzburz
Półbogów dumnych z karłów nędznych stwórz
Możnych a podłych groźbą buntu strwóż
Przyszłość ich cieniem niepokoju smuż
Po dni ich koniec oblicza im chmurz!
Lecz odpowiedzi próżno czekam - cóż!
Ty - jak śmiertelnik - jesteś zwykły tchórz!
Porządków próchnem obleczonych stróż!
Skarb ziemi skradłeś i zmieniłeś w susz
Teraz się w sobie jak pyszałek durz
Ognistym blaskiem oczy ludziom mruż
Jasnością zbytnią nas robaków nuż
Z długim jak krzywda dniem się wespół dłuż
W samozachwycie złote zęby susz
Nadzieję drżącą w kruchych sercach głusz
Kłamcom i zbójom wśród obłudy wtórz
Lecz wraz ze zmierzchem skarb nasz u stóp złóż!
Ty - srebrny bracie - chłodny tak jak nóż
Odbitym światłem w ciemnościach się pusz
Skry jak śnieg narciarz sypiąc niebem płuż
Po Drodze Mlecznej w poprzek niej i wzdłuż
Skarb przez tamtego zbezczeszczony włóż
W dłonie stalowe niczym rolnik prósz
Z serc naszych czerpiąc jak z bezdennych kruż
Siłę i wolę wśród ciemności mnóż!
Idź w noc sklepieniem i nadzieją prósz
Przyszłość bez bólu dobrym ludziom wróż
Ze światłem słońca pokłóconym służ
Będąc latarnią niepokornych dusz
2014
środa, 3 grudnia 2014
Walc z...
Pamiętam ten półmrok i duszność
I twarze nierozpoznane
W tę jedną wpatrzony przecudną
Tak chciałem..
Nie śmiałem...
I wtedy
Znienacka
Stanęłaś przede mną
Zabrałaś do walca
To znak był
Na pewno...
Ruszyłem przez salę
Od szczęścia pijany
Choć krok walca wcale
Był dla mnie nieznany
To nagle umiałem
I skąd ciągle nie wiem
W tej chwili już wszystko
Dla ciebie
Dla ciebie...
Świat wokół nie istniał
Bo cały w ramionach
Do siebie przyciskał
Mistrz walca
Złożona
Na talii
Dłoń drżała
Z przejęcia
I nie mniej też miała
Przeciwna dłoń szczęścia
Bo chociaż nie biodra
Garnęła do siebie
To palce przeplotła
Z twoimi
Tym ściegiem
Co znakiem dwóch ciał jest złączenia
I piersią do piersi przylgnąłem
By wszystkie pochwycić tych tchnienia
Co były stanikiem stłamszone
To w górę to na dół - na przemian
To w tę to w odwrotną znów stronę
A usta dla piersi spojenia
Z zazdrości krwawoczerwone
Też chciały jak one...
Tak jednym dwa ciała się stały
Stopiony świat został w nich cały
Stańczyły się razem i zgrały
A tylko ktoś podły i mały
Mógł mówić że nie pasowały
Już życia cesarzem być miałem
Gdy wzrok zamroczony się ocknął
Skąd kości w objęciach zbielałe?
Gdy przecież tuliłem tak mocno
Z atłasu dłoń ciepłowilgotną
I łono co świat mogło zmieścić
Nie - trupią miednicę okropną
A w dłoni kosteczek trzydzieści
I piersi tak pełne tak mleczne
Nie - dziury pomiędzy żebrami
Nie mogło mnie fatum odwieczne
Oszukać ni walc ten omamić
Świat wokół nie istniał
Gdy szkielet w ramionach
Do siebie przyciskał
Szaleniec
Złożona
Na talii
Dłoń drżała
Z przejęcia
I także nie miała
Przeciwna dłoń szczęścia
Ta - śmierć w pustych biodrach
Garnęła do siebie
Ta - śmierć w palce wplotła
Kość w kość martwym ściegiem -
Tak jednym dwa ciała się stały
Stopiony świat został w nich cały
Stańczyły się razem i zgrały
A tylko ktoś podły i mały
Mógł mówić że nie pasowały
I wtedy w jej oczu zwierciadłach
Ujrzałem wśród łez w jedną chwilę -
To ona w objęcia popadła
Kościste a trupem ja byłem
I martwe me dłonie nie mogły
Ni talii ogarnąć ni dłoni
A żebra pierś miękką jej gniotły
I wiatr w wirze walca w nich gonił
Tak chciałem ją oddać wam całą
I zniknąć gdzieś w świecie dalekim
Lecz kości się wbiły w jej ciało
I złączył ten walc nas na wieki
Świat wokół nie istniał
Gdy życie w ramionach
Do siebie przyciskał
Kościotrup
Złożona
Na talii
Dłoń drżała
Koścista
A dłoni gorącej nie śmiała
Przeciwna dłoń ściskać
Ta - chciała tak biodra
Przygarnąć do siebie
Ta - kości przeplotła
Przez żywą dłoń ściegiem -
Tak jednym dwa ciała się stały
Stopiony świat został w nich cały
Stańczyły się razem i zgrały
A tylko ktoś podły i mały
Mógł mówić że nie pasowały
2014
I twarze nierozpoznane
W tę jedną wpatrzony przecudną
Tak chciałem..
Nie śmiałem...
I wtedy
Znienacka
Stanęłaś przede mną
Zabrałaś do walca
To znak był
Na pewno...
Ruszyłem przez salę
Od szczęścia pijany
Choć krok walca wcale
Był dla mnie nieznany
To nagle umiałem
I skąd ciągle nie wiem
W tej chwili już wszystko
Dla ciebie
Dla ciebie...
Świat wokół nie istniał
Bo cały w ramionach
Do siebie przyciskał
Mistrz walca
Złożona
Na talii
Dłoń drżała
Z przejęcia
I nie mniej też miała
Przeciwna dłoń szczęścia
Bo chociaż nie biodra
Garnęła do siebie
To palce przeplotła
Z twoimi
Tym ściegiem
Co znakiem dwóch ciał jest złączenia
I piersią do piersi przylgnąłem
By wszystkie pochwycić tych tchnienia
Co były stanikiem stłamszone
To w górę to na dół - na przemian
To w tę to w odwrotną znów stronę
A usta dla piersi spojenia
Z zazdrości krwawoczerwone
Też chciały jak one...
Tak jednym dwa ciała się stały
Stopiony świat został w nich cały
Stańczyły się razem i zgrały
A tylko ktoś podły i mały
Mógł mówić że nie pasowały
Już życia cesarzem być miałem
Gdy wzrok zamroczony się ocknął
Skąd kości w objęciach zbielałe?
Gdy przecież tuliłem tak mocno
Z atłasu dłoń ciepłowilgotną
I łono co świat mogło zmieścić
Nie - trupią miednicę okropną
A w dłoni kosteczek trzydzieści
I piersi tak pełne tak mleczne
Nie - dziury pomiędzy żebrami
Nie mogło mnie fatum odwieczne
Oszukać ni walc ten omamić
Świat wokół nie istniał
Gdy szkielet w ramionach
Do siebie przyciskał
Szaleniec
Złożona
Na talii
Dłoń drżała
Z przejęcia
I także nie miała
Przeciwna dłoń szczęścia
Ta - śmierć w pustych biodrach
Garnęła do siebie
Ta - śmierć w palce wplotła
Kość w kość martwym ściegiem -
Tak jednym dwa ciała się stały
Stopiony świat został w nich cały
Stańczyły się razem i zgrały
A tylko ktoś podły i mały
Mógł mówić że nie pasowały
I wtedy w jej oczu zwierciadłach
Ujrzałem wśród łez w jedną chwilę -
To ona w objęcia popadła
Kościste a trupem ja byłem
I martwe me dłonie nie mogły
Ni talii ogarnąć ni dłoni
A żebra pierś miękką jej gniotły
I wiatr w wirze walca w nich gonił
Tak chciałem ją oddać wam całą
I zniknąć gdzieś w świecie dalekim
Lecz kości się wbiły w jej ciało
I złączył ten walc nas na wieki
Świat wokół nie istniał
Gdy życie w ramionach
Do siebie przyciskał
Kościotrup
Złożona
Na talii
Dłoń drżała
Koścista
A dłoni gorącej nie śmiała
Przeciwna dłoń ściskać
Ta - chciała tak biodra
Przygarnąć do siebie
Ta - kości przeplotła
Przez żywą dłoń ściegiem -
Tak jednym dwa ciała się stały
Stopiony świat został w nich cały
Stańczyły się razem i zgrały
A tylko ktoś podły i mały
Mógł mówić że nie pasowały
2014
poniedziałek, 1 grudnia 2014
Femina lactans
Czy śniłeś że zboczem wędrujesz wulkanu
Pod którym tuż lawa pulsuje rozgrzana
I czułeś że górą od twego ciężaru
Wykipi i w ognia zatopi cię falach?
Czy jadłeś owoce tak sokiem wezbrane
Że palca je dotyk rozrywał wytryskiem
I bez rąk udziału ustami wchłaniałeś
Jak słodycz małmazji nektary z nich wszystkie?
Ja góry tak gniotłem jagody ściskałem
Aż z wewnątrz wypłynął płyn słodki i ciepły
A one napojem karmiącym nabrzmiałe
Prężyły się do mnie i ciekły i ciekły
To lepki wodotrysk to ścieżka krzepnąca
Raz język zachłanny raz usta łapczywe
I chciałem by wypływ ten trwał tak bez końca
Jak złodziej w naturze nie dość nigdy chciwej
Zaiste - miś-złodziej do ula się dobrał
On - pszczołom ja - dziecku ukradliśmy pokarm
Lecz niedźwiedź głód syci nie bacząc na żądła
Zaś mnie Amor skusił - i któż by się oparł?
Tak dałem się unieść istocie skrzydlatej
I soki zlepiły jak klej ciało z ciałem
Chłonąłem krągłości madonny del latte
Aż dług za jej nektar w dwójnasób oddałem
2014
Pod którym tuż lawa pulsuje rozgrzana
I czułeś że górą od twego ciężaru
Wykipi i w ognia zatopi cię falach?
Czy jadłeś owoce tak sokiem wezbrane
Że palca je dotyk rozrywał wytryskiem
I bez rąk udziału ustami wchłaniałeś
Jak słodycz małmazji nektary z nich wszystkie?
Ja góry tak gniotłem jagody ściskałem
Aż z wewnątrz wypłynął płyn słodki i ciepły
A one napojem karmiącym nabrzmiałe
Prężyły się do mnie i ciekły i ciekły
To lepki wodotrysk to ścieżka krzepnąca
Raz język zachłanny raz usta łapczywe
I chciałem by wypływ ten trwał tak bez końca
Jak złodziej w naturze nie dość nigdy chciwej
Zaiste - miś-złodziej do ula się dobrał
On - pszczołom ja - dziecku ukradliśmy pokarm
Lecz niedźwiedź głód syci nie bacząc na żądła
Zaś mnie Amor skusił - i któż by się oparł?
Tak dałem się unieść istocie skrzydlatej
I soki zlepiły jak klej ciało z ciałem
Chłonąłem krągłości madonny del latte
Aż dług za jej nektar w dwójnasób oddałem
2014
niedziela, 30 listopada 2014
Dziewczyna
Na sto tuzinów jeden był tak obolały i zraniony,
A wciąż dziewczyny słyszał głos, choć brzmiał z przeciwnej życia strony.
A wciąż dziewczyny słyszał głos, choć brzmiał z przeciwnej życia strony.
I jak jej kochał głosu dźwięk, nie kochał w życiu już niczego,
Wierząc, że ona gdzieś tam jest - i cel, i sens i koniec jego.
Wierząc, że ona gdzieś tam jest - i cel, i sens i koniec jego.
Mówili o nim: "Chory jest" - i tej chorobie się dziwili,
A on porzucił dla niej świat i nie żałował ani chwili.
Nad szklanką wina schylił skroń i zmienił w liter rząd tęsknotę,
I siebie zmienił w czarną noc - nie wiem - w poetę, czy w idiotę?
"Do jakich piekieł" - myślał tak - "Choroba duszy mnie zawlecze,
Nie ważne, lecz zostawię znak, by nad minionym trzymał pieczę."
Nie ważne, lecz zostawię znak, by nad minionym trzymał pieczę."
Pisał przez szereg długich lat, aż wsparł na blacie zimne skronie -
Kto wie, czy ból to jego kat, czy z innych przyczyn nadszedł koniec?
Kto wie, czy ból to jego kat, czy z innych przyczyn nadszedł koniec?
Kruszą się kości, krzepnie krew i w proch się sypie człowiek biedny -
Może kochany kiedyś ktoś choć w ziemi z nim się stanie jednym?
Lecz cień, co po nim został tu, nie przestał tęsknić - cierpiał dalej
I wciąż tak samo płynął czas - uczucia w słowach wciąż te same.
I wciąż tak samo płynął czas - uczucia w słowach wciąż te same.
Do dawnych miejsc powrócił cień i zaczął pisać ból z powrotem;
To w duchy zaczął wierzyć ten, to tamten zmienił się w idiotę -
To w duchy zaczął wierzyć ten, to tamten zmienił się w idiotę -
"Do jakich piekieł" - myślał tak - "Cień umarłego mnie zawlecze?
I skoro wkracza w żywych świat, to żeby nad czym trzymać pieczę?"
I skoro wkracza w żywych świat, to żeby nad czym trzymać pieczę?"
Lecz cień się poddał w końcu też - tak, śmierć ma władzę też nad cieniem -
I ból pozostał tylko sam, bo nieśmiertelne jest cierpienie;
I ból pozostał tylko sam, bo nieśmiertelne jest cierpienie;
Jemu nie dość - zostało wszak, jak chciał cierpiący zanim skonał -
Ból literami wlany w tekst - i tu historia jest skończona.
Niestety, wyrwał się ze słów, gdzie miał zamknięty być jak w grobie,
I - skąd dziewczyny płynął głos - ruszył w kolejny ślepy obieg,
I - skąd dziewczyny płynął głos - ruszył w kolejny ślepy obieg,
By kąsać w dzień i dusić w noc - jak przedtem, teraz oraz potem -
I walić zewsząd w miękki mózg zahartowanym w bólu młotem.
I walić zewsząd w miękki mózg zahartowanym w bólu młotem.
Dotarł do ściany w końcu ból, do której ludzkość tak się wlecze,
Uderzył w cegły razy sto siłą silniejszą od człowieczej;
Uderzył w cegły razy sto siłą silniejszą od człowieczej;
I skruszył ścianę niosąc grzmot, jakiego dotąd nikt nie słyszał -
Ani dziewczyny za nim tam, ani jej głosu - tylko cisza...
Ani dziewczyny za nim tam, ani jej głosu - tylko cisza...
Na nic wspomnienia, marzeń moc, co podarunkiem były losu,
Bo w głowie jeno był ten głos - od przeznaczenia cichszy głosu.
Bo w głowie jeno był ten głos - od przeznaczenia cichszy głosu.
Został samotny w mroku ból, żal większy niż miłości strata
I kilka rzędów gorzkich słów - na beznadziejność skarga świata.
I kilka rzędów gorzkich słów - na beznadziejność skarga świata.
Cóż, że jak ból tak trwałe są, z którego je ulepił człowiek -
Nieprzeczytane brzmią jak głos, co dźwięczał tylko w jednej głowie.
Nieprzeczytane brzmią jak głos, co dźwięczał tylko w jednej głowie.
Wyblakną grozą martwych cisz i legną w pustce jak trup w grobie -
Ty, który z pustki owej drwisz - może ta pustka mieszka w tobie?
2014
parafraza: Bolesław Leśmian
sobota, 29 listopada 2014
Nic nie było między nami
Nic nie było między nami
Co by mogli spostrzec ludzie
Niedosięgłe ich zmysłami
W mojej skryło się ułudzie
Wspólny tylko czas i miejsca
Lecz nie razem ale obok
Tu błysnęłaś a tam przeszłaś
Jak kometa ponad głową
Gest czy zapach, wzrok schwycony
I zebrane w sen przedziwny
To dwie różne drogi strony
To kierunek znów przeciwny
Nie pamiętam barw i woni
Uwodzących mnie daremnie
Jakby próżnią otoczony
Taką jak jest teraz we mnie
2014
inspiracja / parafraza: Adam Asnyk
Co by mogli spostrzec ludzie
Niedosięgłe ich zmysłami
W mojej skryło się ułudzie
Wspólny tylko czas i miejsca
Lecz nie razem ale obok
Tu błysnęłaś a tam przeszłaś
Jak kometa ponad głową
Gest czy zapach, wzrok schwycony
I zebrane w sen przedziwny
To dwie różne drogi strony
To kierunek znów przeciwny
Nie pamiętam barw i woni
Uwodzących mnie daremnie
Jakby próżnią otoczony
Taką jak jest teraz we mnie
2014
inspiracja / parafraza: Adam Asnyk
piątek, 28 listopada 2014
Tusz tuż
Rzeźnia - w niej tusz ze sto naraz
Tuż obok dama ma taras
Nie młoda ani nie stara
Dobrze wyglądać się stara
Retuszem twarzy się para
Więc puder cień tusz maskara
Tuszy że skończy już zaraz
Już finisz tuż-tuż i naraz
Tusz rozmazuje ofiara
Za pośpiech taka jej kara
Klnie dama klątwą stu zaraz
Bo tusz wystarczy już na raz
Już łzy i już-już zaraz
Wygląda jak trupia mara
Los-szermierz tusz dał i para
Oczu rozmytych - maszkara!
Tusz spłynął - ale niezdara!
Lecz śmiać się z damy tej wara!
Jest tusz - tuż obok tuż zaraz
Tusz ciało obmywa z zaraz
Więc tusz! - orkiestra - fanfara
Już czysta tuszu ofiara
Tuż-tuż drogeria - tusz zaraz
Dostarczą damie na taras
Przy rzeźni gdzie tusz sto naraz
Tusz stempla oznaczy zaraz
2014
Tuż obok dama ma taras
Nie młoda ani nie stara
Dobrze wyglądać się stara
Retuszem twarzy się para
Więc puder cień tusz maskara
Tuszy że skończy już zaraz
Już finisz tuż-tuż i naraz
Tusz rozmazuje ofiara
Za pośpiech taka jej kara
Klnie dama klątwą stu zaraz
Bo tusz wystarczy już na raz
Już łzy i już-już zaraz
Wygląda jak trupia mara
Los-szermierz tusz dał i para
Oczu rozmytych - maszkara!
Tusz spłynął - ale niezdara!
Lecz śmiać się z damy tej wara!
Jest tusz - tuż obok tuż zaraz
Tusz ciało obmywa z zaraz
Więc tusz! - orkiestra - fanfara
Już czysta tuszu ofiara
Tuż-tuż drogeria - tusz zaraz
Dostarczą damie na taras
Przy rzeźni gdzie tusz sto naraz
Tusz stempla oznaczy zaraz
2014
czwartek, 27 listopada 2014
Do pani
Wciąż tyle mówię
Nie mogą słowa stłumić płomieni
Zbyt wiele język wykrada
A pani nawet się nie rumieni
Dziwnie spokojna i blada
Wciąż patrzę w panią
Choć wzrok zmącony przez krople słone
To mieszczę w oczach świat wszystek
A pani oczy jakby przeszklone
Suche i przezroczyste
Pragnę ją dotknąć
Lecz krew jak lawa dłonie mi pali
A lęk oddziela nas murem
I chłód okrutny bije od pani
I zimną pani ma skórę
Pożegnam panią
I w swoją stronę z losem się zmierzyć
Odejdę w drogę niełatwą
Skłonię się jeszcze - pani wciąż leży
I tak zostanie już martwą
2014
Nie mogą słowa stłumić płomieni
Zbyt wiele język wykrada
A pani nawet się nie rumieni
Dziwnie spokojna i blada
Wciąż patrzę w panią
Choć wzrok zmącony przez krople słone
To mieszczę w oczach świat wszystek
A pani oczy jakby przeszklone
Suche i przezroczyste
Pragnę ją dotknąć
Lecz krew jak lawa dłonie mi pali
A lęk oddziela nas murem
I chłód okrutny bije od pani
I zimną pani ma skórę
Pożegnam panią
I w swoją stronę z losem się zmierzyć
Odejdę w drogę niełatwą
Skłonię się jeszcze - pani wciąż leży
I tak zostanie już martwą
2014
środa, 26 listopada 2014
NOTES 38 - Łoś
Łoś przez ludzi przetrącony
Bo niebacznie wszedł w ich drogi
I nie mogąc wstać na nogi
Pełznie skonać w leśne strony
Nie ucieknie łoś od ludzi
Ci nakarmią i wyleczą
Ludzką go obejmą pieczą
I nie szybko w świat swój wróci
Dajcie zejść mi z waszej drogi
Nie próbujcie ran załatać
Chcę w spokoju odejść błogim
Do swojego pójdę świata
Bo ten wasz jest dla mnie wrogi
Nie chcę z wami czekać lata
2014
Bo niebacznie wszedł w ich drogi
I nie mogąc wstać na nogi
Pełznie skonać w leśne strony
Nie ucieknie łoś od ludzi
Ci nakarmią i wyleczą
Ludzką go obejmą pieczą
I nie szybko w świat swój wróci
Dajcie zejść mi z waszej drogi
Nie próbujcie ran załatać
Chcę w spokoju odejść błogim
Do swojego pójdę świata
Bo ten wasz jest dla mnie wrogi
Nie chcę z wami czekać lata
2014
niedziela, 9 listopada 2014
sobota, 8 listopada 2014
Na kropiącego
Słuchaj ty co
Wszędzie się wkręcisz
Kropidłem chcąc
Diabła zniechęcić -
Nie wszystko zło
To co się święci
2014
Wszędzie się wkręcisz
Kropidłem chcąc
Diabła zniechęcić -
Nie wszystko zło
To co się święci
2014
poniedziałek, 12 maja 2014
Nihil novi
Spójrz - rzeka wciąż płynie nowymi wodami
Prostuje meandry i zmienia koryta
I ludzie w jej nurcie nie tacy są sami
Mądrością doświadczeń pokora zdobyta
Nic nie jest jak było i czasu nie cofniesz
Co prawem postępu wspanialszym świat czyni
Zapomnij powodzie i susze okropne
Odpuszcza się grzechy wybacza się winy
W nadziei i wierze umysły skąpane
Otwartość i miłość na sztandar wpisano
I tylko kamienie w ich rękach te same
A okrzyk "ukrzyżuj" śmierć niesie tę samą
2014
Prostuje meandry i zmienia koryta
I ludzie w jej nurcie nie tacy są sami
Mądrością doświadczeń pokora zdobyta
Nic nie jest jak było i czasu nie cofniesz
Co prawem postępu wspanialszym świat czyni
Zapomnij powodzie i susze okropne
Odpuszcza się grzechy wybacza się winy
W nadziei i wierze umysły skąpane
Otwartość i miłość na sztandar wpisano
I tylko kamienie w ich rękach te same
A okrzyk "ukrzyżuj" śmierć niesie tę samą
2014
niedziela, 11 maja 2014
Eurowizje
Oto wzburzył się ciemnogród
I Europę jadem opluł
Że dewiantom się podoba
Na kobiecej twarzy broda
Choć wulgarnie tak ją mamił
Mięsistymi cycochami
Niczym perły między wieprze
Rzucił to co miał najlepsze
Niech bojkotu więc się boją
Wszak ciemnogród jest ostoją
Z której czerpać winny tłuki
Wzory piękna cnót i sztuki
2014
I Europę jadem opluł
Że dewiantom się podoba
Na kobiecej twarzy broda
Choć wulgarnie tak ją mamił
Mięsistymi cycochami
Niczym perły między wieprze
Rzucił to co miał najlepsze
Niech bojkotu więc się boją
Wszak ciemnogród jest ostoją
Z której czerpać winny tłuki
Wzory piękna cnót i sztuki
2014
niedziela, 4 maja 2014
NOTES 37 - Nie żyję, przeminę
Pamięć przykuta granitu klinem
Chwycona kurczem stygnącej dłoni
Krzyk ją z grobowca dumny dogonił -
Chociaż umarłem to nie przeminę
Nadzieja sypie piach w kopca bryłę
Że choć mniej trwały - też się ostanie
Spod niego z równą dumą wołanie -
Cóż że minąłem - a jednak żyłem
A mnie zostało samo mijanie
Nawet jak inni nie umrę przecież
Bo to nie życie a tylko trwanie
I gdy przeminę to na tym świecie
Najmniejszy po mnie ślad nie zostanie
Liście pamięci wiatr precz wymiecie
2014
Chwycona kurczem stygnącej dłoni
Krzyk ją z grobowca dumny dogonił -
Chociaż umarłem to nie przeminę
Nadzieja sypie piach w kopca bryłę
Że choć mniej trwały - też się ostanie
Spod niego z równą dumą wołanie -
Cóż że minąłem - a jednak żyłem
A mnie zostało samo mijanie
Nawet jak inni nie umrę przecież
Bo to nie życie a tylko trwanie
I gdy przeminę to na tym świecie
Najmniejszy po mnie ślad nie zostanie
Liście pamięci wiatr precz wymiecie
2014
niedziela, 27 kwietnia 2014
Łasuch
Słodkim grzechem brudzę ręce
A sumienie jeszcze więcej
Nim mnie zgubi chcę znów w niebie
Być przez chwilę
Poczuć w ustach czekoladę
W tajemnicy przed obiadem
Kiedy zupę będę w siebie
Lać na siłę
Struła zupa mnie już nieraz
Więc nie czuję winy teraz
Gdy lekarstwem czekolady
Wargi mażę
Nakazane danie zjadam
Lecz smakuje czekolada
Tak że pchając w brzuch obiady
O niej marzę
(Pochylony nad talerzem
Wzdycham cicho bo nie wierzę
Że złamawszy diet zasady
Umknę karze)
2014
A sumienie jeszcze więcej
Nim mnie zgubi chcę znów w niebie
Być przez chwilę
Poczuć w ustach czekoladę
W tajemnicy przed obiadem
Kiedy zupę będę w siebie
Lać na siłę
Struła zupa mnie już nieraz
Więc nie czuję winy teraz
Gdy lekarstwem czekolady
Wargi mażę
Nakazane danie zjadam
Lecz smakuje czekolada
Tak że pchając w brzuch obiady
O niej marzę
(Pochylony nad talerzem
Wzdycham cicho bo nie wierzę
Że złamawszy diet zasady
Umknę karze)
2014
sobota, 31 sierpnia 2013
Pies ogrodnika
Zbyt nieśmiały zbyt żałosny
Aby szczęścia zakosztować
Jednocześnie tak zazdrosny
Że pod ziemię by je schował
Świat zaklinał by nie posiadł
Czego on się wziąć nie ważył
Nie dostanie jabłek sąsiad
Kiedy taki pies na straży
Poprzez klątwy i zaklęcia
Szczęście z obcych rąk wyrwane
Śmierci tulą je objęcia
Gdzie na wieki pozostanie
Świat rwie jabłka w sadzie innym
Pies nie znajdzie szczęścia sobie
Ono martwe w grobie zimnym
On za życia jest już w grobie
2013
Aby szczęścia zakosztować
Jednocześnie tak zazdrosny
Że pod ziemię by je schował
Świat zaklinał by nie posiadł
Czego on się wziąć nie ważył
Nie dostanie jabłek sąsiad
Kiedy taki pies na straży
Poprzez klątwy i zaklęcia
Szczęście z obcych rąk wyrwane
Śmierci tulą je objęcia
Gdzie na wieki pozostanie
Świat rwie jabłka w sadzie innym
Pies nie znajdzie szczęścia sobie
Ono martwe w grobie zimnym
On za życia jest już w grobie
2013
wtorek, 27 sierpnia 2013
Mapa mojego życia
Zostawiam mapę - lecz czy mnie znajdziesz?
Musisz przekroczyć granicę światów
Bólu i serca trzeba ci bardziej
I ciut odwagi niż moich śladów
Porzuć krainy dawnego życia
I w zapomnienia zanurz się wodzie
Listy płynące z wnętrza odczytaj
By spokój znaleźć w myśli ogrodzie
2013
Musisz przekroczyć granicę światów
Bólu i serca trzeba ci bardziej
I ciut odwagi niż moich śladów
Porzuć krainy dawnego życia
I w zapomnienia zanurz się wodzie
Listy płynące z wnętrza odczytaj
By spokój znaleźć w myśli ogrodzie
2013
czwartek, 11 lipca 2013
A Royal Baby's Name
How to call a royal girl?
Name VANITY suits so well
What's a prince's perfect name?
No one sounds as good as SHAME
2013
Name VANITY suits so well
What's a prince's perfect name?
No one sounds as good as SHAME
2013
niedziela, 14 kwietnia 2013
Żona Lota
Nie opuszczę miasta wspomnień
By udawać życie w grotach
Próżno schodzi anioł do mnie
Obietnicy nicią mota
Choćby w boską sprawiedliwość
Wierząc wszyscy uszli z miasta
Mnie w Sodomy murach zginąć
Bo tu miłość moja zgasła
Na stracenie gna głupota
Gdy ja stoję jak słup soli
Wstecz patrząca żona Lota
Jedna którą przeszłość boli
2013
By udawać życie w grotach
Próżno schodzi anioł do mnie
Obietnicy nicią mota
Choćby w boską sprawiedliwość
Wierząc wszyscy uszli z miasta
Mnie w Sodomy murach zginąć
Bo tu miłość moja zgasła
Na stracenie gna głupota
Gdy ja stoję jak słup soli
Wstecz patrząca żona Lota
Jedna którą przeszłość boli
2013
sobota, 13 kwietnia 2013
Punk
Świat w cuchnące pchają bagno
Napędzani pazernością
Ludzkość w pieniądz zmienić pragną
Zachęceni jej biernością
Zakłamana burżuazja
Liberalizm sączy w żyły
Każda dobra jest okazja
By się hieny bogaciły
Wmawia kłapiąc gębą tłustą
By sponsorów udobruchać
Biskup z lagą że ubóstwo
To jedynie jest stan ducha
Burżuazja pierdolona
Sączy w żyły liberalizm
Mogą masy w biedzie konać
Byle wzrastał kapitalizm
Nie daj diabłu siebie sprzedać
By cię kupił nie daj skusić
Tylko wtedy zginie bieda
Gdy pijawki się wydusi
Pierdolona burżuazja
Liberalizm w żyły sączy
Co dzień mija nas okazja
By się wyzysk buntem skończył
2013
Napędzani pazernością
Ludzkość w pieniądz zmienić pragną
Zachęceni jej biernością
Zakłamana burżuazja
Liberalizm sączy w żyły
Każda dobra jest okazja
By się hieny bogaciły
Wmawia kłapiąc gębą tłustą
By sponsorów udobruchać
Biskup z lagą że ubóstwo
To jedynie jest stan ducha
Burżuazja pierdolona
Sączy w żyły liberalizm
Mogą masy w biedzie konać
Byle wzrastał kapitalizm
Nie daj diabłu siebie sprzedać
By cię kupił nie daj skusić
Tylko wtedy zginie bieda
Gdy pijawki się wydusi
Pierdolona burżuazja
Liberalizm w żyły sączy
Co dzień mija nas okazja
By się wyzysk buntem skończył
2013
niedziela, 10 marca 2013
Na przedwczesny tryumf
Biedy sobie ten napyta
Kto zapomni prawdę znaną -
Góra wtedy jest zdobyta
Gdy się na dół wróci cało
2013
Kto zapomni prawdę znaną -
Góra wtedy jest zdobyta
Gdy się na dół wróci cało
2013
sobota, 9 marca 2013
Dieta cud
Nie wie biolog i profesor
Że jeść młodzi muszą białko
Zadziwiony że żreć nie chcą
Szczawiu razem z ulęgałką
Bo nie po to wszak kolega
Jego stawia nam orliki
By po trawie z piłką biegać
Lecz by szczaw tam zjadać dziki
Sam on w słusznie czas miniony
Zieleninę jadł za dziecka
Choć chciał brzuch mieć wypełniony
W jego głowie dziś jest sieczka
Hipokryta przeczy faktom
Z kumpli mu podobnych paczką
Oby szczaw tym arogantom
Tyłki sczyścił ostrą sraczką
2013
Że jeść młodzi muszą białko
Zadziwiony że żreć nie chcą
Szczawiu razem z ulęgałką
Bo nie po to wszak kolega
Jego stawia nam orliki
By po trawie z piłką biegać
Lecz by szczaw tam zjadać dziki
Sam on w słusznie czas miniony
Zieleninę jadł za dziecka
Choć chciał brzuch mieć wypełniony
W jego głowie dziś jest sieczka
Hipokryta przeczy faktom
Z kumpli mu podobnych paczką
Oby szczaw tym arogantom
Tyłki sczyścił ostrą sraczką
2013
czwartek, 7 marca 2013
Mara
Gdybym to mógł słowem nazwać! Ja tak cię kocham! Nigdy nie myślałem, że może się z człowiekiem stać coś takiego... Twoje uśmiechy, które odsłaniają serce, jakby zdejmowały z niego zasłonę. Twoje czarne, puszyste włosy... Budzę się w nocy i, już nie śpiąc, widzę cię, czuję cię na sercu moim. Minie długa, święta chwila i dopiero wiem, że nie ma nikogo... A odkąd (...) zacząłem patrzeć, coś we mnie rozdmuchuje ogień. Pali się we mnie! Nie wiem, co to płonie, nie wiem, co trawi ten pożar...
Stefan Żeromski
Stefan Żeromski
środa, 6 marca 2013
Dajmonion
Objawia się we mnie jakieś od Boga czy od bóstwa pochodzące zjawisko... Zdarza się to ze mną począwszy od dzieciństwa. Odzywa się głos jakiś wewnętrzny, który, ilekroć się zjawia, odwodzi mię zawsze od tego, cokolwiek w danej chwili zamierzam czynić, sam jednak nie pobudza mię do niczego...
To, co mnie obecnie spotkało, nie było dziełem przypadku: przeciwnie, widoczną dla mnie jest rzeczą, że umrzeć i uwolnić się od trosk życia za lepsze dla mnie sądzono. Dlatego właśnie owo Dajmonion, ów głos wieszczy, nie stawił mi nigdzie oporu.
Platon / Stefan Żeromski
To, co mnie obecnie spotkało, nie było dziełem przypadku: przeciwnie, widoczną dla mnie jest rzeczą, że umrzeć i uwolnić się od trosk życia za lepsze dla mnie sądzono. Dlatego właśnie owo Dajmonion, ów głos wieszczy, nie stawił mi nigdzie oporu.
Platon / Stefan Żeromski
wtorek, 5 marca 2013
Kaming Ałt
Nie miej mi żono - nie miejcie dzieci
Za złe że kryłem prawdę o sobie
Czas przyszedł serce z fałszu wyleczyć -
Kocham mężczyznę - niech świat się dowie
Zbyt długo żyłem w tym zakłamaniu
Butem w normalność wbity przez ludzi
Nie mogę wstępu bronić kochaniu
Z koszmaru lęków pora się zbudzić
I gdy odwagę znalazłem w sobie
Co jest pokarmem dla wolnych istot
Prawdy wam więcej jeszcze dopowiem -
Jestem pedałem i komunistą
I chyba tylko nie jestem żydem
Chociaż być pewnym nie mogę tego
A bardzo szkoda bo mógłbym przy tym
Sprawdzić na sobie miłość bliźniego
Jeśli wciąż nie dość obmierzły jestem
By mi kijami policzyć kości
Dodam z właściwym sobie szyderstwem
Że śmiech mój budzą wasze świętości
2013
Za złe że kryłem prawdę o sobie
Czas przyszedł serce z fałszu wyleczyć -
Kocham mężczyznę - niech świat się dowie
Zbyt długo żyłem w tym zakłamaniu
Butem w normalność wbity przez ludzi
Nie mogę wstępu bronić kochaniu
Z koszmaru lęków pora się zbudzić
I gdy odwagę znalazłem w sobie
Co jest pokarmem dla wolnych istot
Prawdy wam więcej jeszcze dopowiem -
Jestem pedałem i komunistą
I chyba tylko nie jestem żydem
Chociaż być pewnym nie mogę tego
A bardzo szkoda bo mógłbym przy tym
Sprawdzić na sobie miłość bliźniego
Jeśli wciąż nie dość obmierzły jestem
By mi kijami policzyć kości
Dodam z właściwym sobie szyderstwem
Że śmiech mój budzą wasze świętości
2013
poniedziałek, 4 marca 2013
Wiersz O Ściemnianej Pomocy
Wymyślił sprytny dzik w pewnym lesie
Jak nie głodując mrozy przetrzymać -
Zbierze od zwierząt żywność na jesień
A rozda wtedy gdy przyjdzie zima
Gdy zapasami wykarmił wszystkie
Zwierzęta przed nim biły pokłony
Wspaniałym chełpił dzik się pomysłem
Choć przecież żywność miał od karmionych
Powtarzał zbiórki przed każdą zimą
I coraz bardziej rósł w oczach zwierząt
Tuczył się przy tym dzik wraz z rodziną
W misję wybawcy wciąż mocniej wierząc
Krzyczał po lesie że nie przestanie
Braci ratować do świata końca
Z królami puszczy chadzał pod ramię
I chętnie dawał rady fachowca
Aż raz gorączki dzik białej dostał
Gdy łoś co transport miał za zadanie
Na czas jeleniom nie dowiózł owsa
I padły z głodu dwie młode łanie
Wnet dzik zagroził że pomoc wstrzyma
I nie da owsa gdy sprawa taka
Biedne zwierzęta pogrąży zima
Kiedy się skończy łaska owsiaka
2013
Jak nie głodując mrozy przetrzymać -
Zbierze od zwierząt żywność na jesień
A rozda wtedy gdy przyjdzie zima
Gdy zapasami wykarmił wszystkie
Zwierzęta przed nim biły pokłony
Wspaniałym chełpił dzik się pomysłem
Choć przecież żywność miał od karmionych
Powtarzał zbiórki przed każdą zimą
I coraz bardziej rósł w oczach zwierząt
Tuczył się przy tym dzik wraz z rodziną
W misję wybawcy wciąż mocniej wierząc
Krzyczał po lesie że nie przestanie
Braci ratować do świata końca
Z królami puszczy chadzał pod ramię
I chętnie dawał rady fachowca
Aż raz gorączki dzik białej dostał
Gdy łoś co transport miał za zadanie
Na czas jeleniom nie dowiózł owsa
I padły z głodu dwie młode łanie
Wnet dzik zagroził że pomoc wstrzyma
I nie da owsa gdy sprawa taka
Biedne zwierzęta pogrąży zima
Kiedy się skończy łaska owsiaka
2013
niedziela, 3 marca 2013
Prawda
Człowiek, który utożsamił się z prawdą, musi czuć radość, rozkosz, wtedy nawet, gdy został pobity. (...) Wtedy nawet, gdy został zmiażdżony... (...) Taki człowiek w czynie swoim doznaje szczęścia. Objawia prawdę, którą otrzymał, to znaczy wyładowuje szczęście, które w nim jest. W tym musi leżeć takie samo zadowolenie jak w zabiegach i matactwach skąpca albo w szwindlach szachraja giełdowego.
(...) Jakże biednym jest jest ten, kto (...) iść musi nieznaną, straszna drogą. Kto spieszy się do niewiadomego celu, kto idzie, idzie bez końca... Ten "pielgrzym, co się w drodze trudzi przy blaskach gromu..."
(...) Duch ludzki jest niezbadany jak ocean. Spojrzyjcie w siebie... Czy nie zobaczycie tam ciemnej otchłani, w której nikt nie był? O której nikt nic nie wie? Siłą przymusu ani żadną inną nie może być wytrzebione to (...). Wierzę mocno, że w tym duchu nieogarniętym sto tysięcy razy więcej jest dobra (...) w nim wszystko, prawie wszystko jest dobre. Niech tylko będzie wyzwolone! Wtedy okaże się, że złe zginie... (...) Mówi mi o tym... Dajmonion. (...) Mówi mi o tym coś boskiego, co jest we mnie. (...) Mówi mi to w głębi serca. W jakimś podziemiu to słyszę...
Stefan Żeromski
(...) Jakże biednym jest jest ten, kto (...) iść musi nieznaną, straszna drogą. Kto spieszy się do niewiadomego celu, kto idzie, idzie bez końca... Ten "pielgrzym, co się w drodze trudzi przy blaskach gromu..."
(...) Duch ludzki jest niezbadany jak ocean. Spojrzyjcie w siebie... Czy nie zobaczycie tam ciemnej otchłani, w której nikt nie był? O której nikt nic nie wie? Siłą przymusu ani żadną inną nie może być wytrzebione to (...). Wierzę mocno, że w tym duchu nieogarniętym sto tysięcy razy więcej jest dobra (...) w nim wszystko, prawie wszystko jest dobre. Niech tylko będzie wyzwolone! Wtedy okaże się, że złe zginie... (...) Mówi mi o tym... Dajmonion. (...) Mówi mi o tym coś boskiego, co jest we mnie. (...) Mówi mi to w głębi serca. W jakimś podziemiu to słyszę...
Stefan Żeromski
sobota, 2 marca 2013
Pavor nocturnus
Ludzie, którzy wsiadali do tego balonu, znali śmierć dokładniej niż życie. Widzieli białe pola, szkliste od lodu, w blasku zorzy polarnej. Widzieli tam siebie samotnych i ją, z daleka przychodzącą. Widzieli ją przez całą zimę w ciepłych, wygodnych mieszkaniach, wśród banalnych rozmów z subtelnymi kobietami. I oto pewnego dnia wstali i wyszli na spotkanie tej nieznajomej. Żebym mógł wytworzyć w sobie taki spokój!
(...) Umrzeć dlatego, że taka jest moja wola, umrzeć wtedy, kiedy chcę, kiedy ja chcę, ja - pan, duch, i za to, co biorę pod moją silną rękę, co ja biorę w obronę. (...) Chodzi o to, żeby obudzić się ze snu i śmierć, gdyby stanęła przy naszym wezgłowiu, powitać z takim samym uśmiechem jak kwietniowy poranek. O, Boże! Nie bać się śmierci...
(...) To jest (...) bezmiernie trudne. Dla innych ludzi zresztą nie jest ta sprawa (...) tak ważna (...). Ale dla nas, nieszczęśników z chorymi nerwami... Można zwalczyć obawę śmierci jako takiej, jej samej: ale nie podobna, dla mnie nie podobna, zdusić obawy czegoś, bojaźni niespodziewanej, dzieciątka bezsennych nocy.
(...) Gdybym (...) tak był obudził (...) tego z przewybornymi nerwami, tego z nerwami jak stalowe liny, i powiedział mu: - Człowieku, zaraz umrzesz... - widzielibyśmy, co by się z nim działo! Byłby dygotał, byłby się wił po ziemi, modlił się i mdlał ze strachu. A ja, który sam tu marzyłem w proch zamieniony, którego nerwy zdawały się błądzić po wszechświecie, ja, chory, dotykałem jej palcem, wyzywałem ja na rękę, patrzyłem na nią z moją ironią jak na człowieka, którego nienawidzę. (...) Ja z nią walczę. Raz ja zwyciężam, kiedy indziej ona. (...) Oto siedzę tu (...), jestem spokojny i wesoły. Nie wiem nawet, czy może istnieć smutek. Co to jest smutek? Nic o nim nie wiem. Jestem jak filister, którego śmiech by ogarnął, gdyby mu kto mówił, że jest na ziemi dojrzały człowiek, który się "czegoś" boi. A oto może minąć godzina i stanie nade mną to bezosobowe widmo. Zacznę się bać samotności, zacznę cierpieć tak strasznie, tak przerażająco! W języku ludzi nie ma na to imienia. Pavor... Tylko straszliwa muzyka (...) czasami roztworzy podwoje tego cmentarza, gdzie w skrwawionych dołach leżą obdarte trupy, gdzie w nocy wiecznej wyje płacz jakiejś istności ludzkiej, która straciła rozum i błądzi, błądzi bez końca, szukając ratunku. (...) Dla mnie na ziemi nie ma miejsca. (...) Zawsze i wszędzie widzę odbity świat w sobie, w mojej duszy nieszczęsnej. Gdy się nie spodzieję, wybucha tam wściekły gniew przeciw jakiejś podłości dawno widzianej, zbudzi mię ze snu, przypomni wszystko, ukaże wszystko... Gniew bezsilny, a im bardziej bezsilny, tym większy!
(...) Jakieś nie znane mi wzruszenie leży we mnie, pomimo mej wiedzy, jak złodziej, który się zakradł do mego mieszkania i wyłazi ze swej kryjówki dopiero w nocy. Podłości, nadużycia, łajdactwa, krzywdy, niedole... Przechodzę obok tego ze spokojem, z zimnym spokojem, kopię to nogą, pluje na to. Mówię sobie zawsze te najwyższe, najpotężniejsze, te boskie słowa, które z cieniów języka rodu ludzkiego On wyjął: " Co mnie i tobie, niewiasto?" I, nie wiedząc wcale, wlokę w sobie zarazę.
(...) Ja mam zanadto wyedukowaną świadomość. To jest ścierwo obolałe! Nieszczęściem, katuszą jest posiadanie prawdy. Zanadto duża przestrzeń leży między nią a padołem (...).
Stefan Żeromski
(...) Umrzeć dlatego, że taka jest moja wola, umrzeć wtedy, kiedy chcę, kiedy ja chcę, ja - pan, duch, i za to, co biorę pod moją silną rękę, co ja biorę w obronę. (...) Chodzi o to, żeby obudzić się ze snu i śmierć, gdyby stanęła przy naszym wezgłowiu, powitać z takim samym uśmiechem jak kwietniowy poranek. O, Boże! Nie bać się śmierci...
(...) To jest (...) bezmiernie trudne. Dla innych ludzi zresztą nie jest ta sprawa (...) tak ważna (...). Ale dla nas, nieszczęśników z chorymi nerwami... Można zwalczyć obawę śmierci jako takiej, jej samej: ale nie podobna, dla mnie nie podobna, zdusić obawy czegoś, bojaźni niespodziewanej, dzieciątka bezsennych nocy.
(...) Gdybym (...) tak był obudził (...) tego z przewybornymi nerwami, tego z nerwami jak stalowe liny, i powiedział mu: - Człowieku, zaraz umrzesz... - widzielibyśmy, co by się z nim działo! Byłby dygotał, byłby się wił po ziemi, modlił się i mdlał ze strachu. A ja, który sam tu marzyłem w proch zamieniony, którego nerwy zdawały się błądzić po wszechświecie, ja, chory, dotykałem jej palcem, wyzywałem ja na rękę, patrzyłem na nią z moją ironią jak na człowieka, którego nienawidzę. (...) Ja z nią walczę. Raz ja zwyciężam, kiedy indziej ona. (...) Oto siedzę tu (...), jestem spokojny i wesoły. Nie wiem nawet, czy może istnieć smutek. Co to jest smutek? Nic o nim nie wiem. Jestem jak filister, którego śmiech by ogarnął, gdyby mu kto mówił, że jest na ziemi dojrzały człowiek, który się "czegoś" boi. A oto może minąć godzina i stanie nade mną to bezosobowe widmo. Zacznę się bać samotności, zacznę cierpieć tak strasznie, tak przerażająco! W języku ludzi nie ma na to imienia. Pavor... Tylko straszliwa muzyka (...) czasami roztworzy podwoje tego cmentarza, gdzie w skrwawionych dołach leżą obdarte trupy, gdzie w nocy wiecznej wyje płacz jakiejś istności ludzkiej, która straciła rozum i błądzi, błądzi bez końca, szukając ratunku. (...) Dla mnie na ziemi nie ma miejsca. (...) Zawsze i wszędzie widzę odbity świat w sobie, w mojej duszy nieszczęsnej. Gdy się nie spodzieję, wybucha tam wściekły gniew przeciw jakiejś podłości dawno widzianej, zbudzi mię ze snu, przypomni wszystko, ukaże wszystko... Gniew bezsilny, a im bardziej bezsilny, tym większy!
(...) Jakieś nie znane mi wzruszenie leży we mnie, pomimo mej wiedzy, jak złodziej, który się zakradł do mego mieszkania i wyłazi ze swej kryjówki dopiero w nocy. Podłości, nadużycia, łajdactwa, krzywdy, niedole... Przechodzę obok tego ze spokojem, z zimnym spokojem, kopię to nogą, pluje na to. Mówię sobie zawsze te najwyższe, najpotężniejsze, te boskie słowa, które z cieniów języka rodu ludzkiego On wyjął: " Co mnie i tobie, niewiasto?" I, nie wiedząc wcale, wlokę w sobie zarazę.
(...) Ja mam zanadto wyedukowaną świadomość. To jest ścierwo obolałe! Nieszczęściem, katuszą jest posiadanie prawdy. Zanadto duża przestrzeń leży między nią a padołem (...).
Stefan Żeromski
piątek, 1 marca 2013
List do innego świata
"Cóż pocznę bez ciebie! Życie moje zostało przy Tobie, całe serce, cała dusza. Zdaje mi się ciągle, że któreś z nas umarło, a drugie błąka się po ziemi wśród nieskończonego cmentarza... W duszy mojej jęczy przeraźliwy dźwięk dzwonu. Jak jąkała wymawia sylaby pewnego wyrazu, którego dosłyszeć nie mogę..."
Stefan Żeromski
Stefan Żeromski
środa, 20 lutego 2013
Leśna windykacja
Chciała wiewiórka nieco powiększyć
Zapas żołędzi przed ostrą zimą
Dzik jej pożyczył na krótki termin
I w środku zimy czas spłaty minął
Na nic tłumaczyć chciała dzikowi
Że zjadła wszystko i skąd wziąć nie wie
Dzik dług odsprzedać zdążył lisowi
Już lis futerko rudej przetrzepie
Zając na próżno litości błagał
Choć oddał marchew sarnom w terminie
Lis miał w papierach wielki bałagan
Szaraka darcie skóry nie minie
Wilk nie pożyczał nic od nikogo
Lecz lis od niego też żądał spłaty
Gdy wilk przecherę przywitał wrogo
Sąd go niedźwiedzi posłał za kraty
I tak lis chytry trząsł całym lasem
I pasł się krzywdą z niedźwiedzim klanem
A wystarczyło zebrać się razem
I towarzystwo przegnać szemrane
2013
Zapas żołędzi przed ostrą zimą
Dzik jej pożyczył na krótki termin
I w środku zimy czas spłaty minął
Na nic tłumaczyć chciała dzikowi
Że zjadła wszystko i skąd wziąć nie wie
Dzik dług odsprzedać zdążył lisowi
Już lis futerko rudej przetrzepie
Zając na próżno litości błagał
Choć oddał marchew sarnom w terminie
Lis miał w papierach wielki bałagan
Szaraka darcie skóry nie minie
Wilk nie pożyczał nic od nikogo
Lecz lis od niego też żądał spłaty
Gdy wilk przecherę przywitał wrogo
Sąd go niedźwiedzi posłał za kraty
I tak lis chytry trząsł całym lasem
I pasł się krzywdą z niedźwiedzim klanem
A wystarczyło zebrać się razem
I towarzystwo przegnać szemrane
2013
wtorek, 19 lutego 2013
Dziewczyna w cierniowej koronie
Miła moja - żal mi ciebie
Spójrz - przez ciebie zdycham w lochu
Sznur na szyi - cóż powiedzieć
Wiesz że konam tak po trochu
Gniję w grzechu - podły nędznik
Ty w nieznanym dla mnie kraju
Czuję ciebie głód zwierzęcy
Czym jest wina? - nie ma raju
Miła moja - czyż nie byłaś
Wczoraj zdrowa? - dzisiaj martwa
Bóg co nam anioły zsyła
Z tym od śmierci ciebie zabrał
Ból i lęki mi zostawił
By się za mną licho wlekło
W kości nie gra lecz się bawi
Raju nie ma - tylko piekło
Spójrz na ziemię - jak w grobowcu
Pieniądz zdusił uczuć ciepło
Choć kwiat ściele diabłu do stóp
Znajdę ciebie - wiem na pewno!
2013
inspiracja: Kat
Spójrz - przez ciebie zdycham w lochu
Sznur na szyi - cóż powiedzieć
Wiesz że konam tak po trochu
Gniję w grzechu - podły nędznik
Ty w nieznanym dla mnie kraju
Czuję ciebie głód zwierzęcy
Czym jest wina? - nie ma raju
Miła moja - czyż nie byłaś
Wczoraj zdrowa? - dzisiaj martwa
Bóg co nam anioły zsyła
Z tym od śmierci ciebie zabrał
Ból i lęki mi zostawił
By się za mną licho wlekło
W kości nie gra lecz się bawi
Raju nie ma - tylko piekło
Spójrz na ziemię - jak w grobowcu
Pieniądz zdusił uczuć ciepło
Choć kwiat ściele diabłu do stóp
Znajdę ciebie - wiem na pewno!
2013
inspiracja: Kat
poniedziałek, 18 lutego 2013
Długie noce
Nie żyję z lękiem
Bo gdy sam będę
Będzie mi lepiej
Niż było przedtem
Blask mnie oświetla
W którym dojrzeję
Już nie pamiętam
Dawnego siebie
Te długie noce
Gdy czuć jest łatwo
Spadam... odchodzę...
I gaśnie światło
Opadać pragnę
Czuć to wrażenie
Aż miękko spadnę
W bezpieczną ziemię
Dusza mi będzie
Za przyjaciela
Zawsze i wszędzie
Ze mną od teraz
Światło to wezmę
Pokazać żeby
Zawsze już będę
Lepszym niż kiedyś
Te długie noce
Gdy czuć jest łatwo
Spadam... odchodzę...
I gaśnie światło
Opadać pragnę
Czuć to wrażenie
Aż miękko spadnę
W bezpieczną ziemię
2013
swobodna interpretacja : Eddie Vedder
Bo gdy sam będę
Będzie mi lepiej
Niż było przedtem
Blask mnie oświetla
W którym dojrzeję
Już nie pamiętam
Dawnego siebie
Te długie noce
Gdy czuć jest łatwo
Spadam... odchodzę...
I gaśnie światło
Opadać pragnę
Czuć to wrażenie
Aż miękko spadnę
W bezpieczną ziemię
Dusza mi będzie
Za przyjaciela
Zawsze i wszędzie
Ze mną od teraz
Światło to wezmę
Pokazać żeby
Zawsze już będę
Lepszym niż kiedyś
Te długie noce
Gdy czuć jest łatwo
Spadam... odchodzę...
I gaśnie światło
Opadać pragnę
Czuć to wrażenie
Aż miękko spadnę
W bezpieczną ziemię
2013
swobodna interpretacja : Eddie Vedder
niedziela, 17 lutego 2013
Łza
Ta łza co spływa z oczu moich
Pali mi duszę żrącym płynem
Rana wciąż krwawa przez to boli
Że wtedy ciebie opuściłem
Że tak znękana odchodziłaś
A mnie nie mogło być przy tobie
Dręczy mnie wieczna moja wina
I nie przestanie dręczyć w grobie
Miałem nadzieję że po latach
Być mi przestaniesz cierniem w oku
Czas dziurę w sercu mi załata
I że odnajdę w sobie spokój
Jednak los na to nie pozwolił
I choć ta miłość zakazana
Nie mogła zmienić bogów woli
Wybacz i ulżyj mi kochana
2013
parafraza: Adam Asnyk
Pali mi duszę żrącym płynem
Rana wciąż krwawa przez to boli
Że wtedy ciebie opuściłem
Że tak znękana odchodziłaś
A mnie nie mogło być przy tobie
Dręczy mnie wieczna moja wina
I nie przestanie dręczyć w grobie
Miałem nadzieję że po latach
Być mi przestaniesz cierniem w oku
Czas dziurę w sercu mi załata
I że odnajdę w sobie spokój
Jednak los na to nie pozwolił
I choć ta miłość zakazana
Nie mogła zmienić bogów woli
Wybacz i ulżyj mi kochana
2013
parafraza: Adam Asnyk
sobota, 16 lutego 2013
Meteoryt
Czas miejsce i masa
Odległość kąt prędkość
Wyliczone w NASA
Z dokładnością wielką
Nie czas na sceptycyzm
Cuda czy zabobon
Widzi mierzy liczy
To szkiełko i oko
W niebo wzrok zwrócony
W punkt taki a taki
Gdy z nieznanej strony
Ręka pisze znaki
Pękają połacie
Szyb w szkła ostre kliny
Wiedzcie że nie znacie
Dnia ani godziny
Wszystko pod kontrolą
Znane i zbadane
Zgodnie z ludzką wolą
Mane tekel fares
2013
Odległość kąt prędkość
Wyliczone w NASA
Z dokładnością wielką
Nie czas na sceptycyzm
Cuda czy zabobon
Widzi mierzy liczy
To szkiełko i oko
W niebo wzrok zwrócony
W punkt taki a taki
Gdy z nieznanej strony
Ręka pisze znaki
Pękają połacie
Szyb w szkła ostre kliny
Wiedzcie że nie znacie
Dnia ani godziny
Wszystko pod kontrolą
Znane i zbadane
Zgodnie z ludzką wolą
Mane tekel fares
2013
piątek, 15 lutego 2013
Epitafium dla miliardera
Umarł miliarder - ogromna szkoda
Nieśmiertelności nie zdołał kupić
Chociaż przez całe życie handlował -
Z prochu powstałeś - w proch się obrócisz
2013
Nieśmiertelności nie zdołał kupić
Chociaż przez całe życie handlował -
Z prochu powstałeś - w proch się obrócisz
2013
czwartek, 14 lutego 2013
Chwała olimpizmowi
Zapomnij dawnych Greków amforę
Z której poznałeś pierwsze igrzyska
Z wykonującym rzut dyskobolem
Z zapaśnikami w walki uściskach
Dziś tłuste dupy zza wielkiej wody -
Dla których Nike to butów marka
Olimp aparat znaczy cyfrowy -
Sport zabijają w kupieckich targach
Im przynieść krocie musi impreza
Zwabić klienta ma przed ekrany
By przy okazji towar ich zeżarł
Dając koncernom zysk pożądany
Ci którzy dyski z UFO kojarzą
Zapasy - z durnym dla głupców cyrkiem
Na ich produktów żarcie cię skażą
Byś był debilem z opasłym tyłkiem
Komercja zgniotła piękna ideał
Przejadł zapaśnik się z dyskobolem
Pierwszy już może z maty się zbierać
Drugiemu zmieni dysk się na colę
2013
Z której poznałeś pierwsze igrzyska
Z wykonującym rzut dyskobolem
Z zapaśnikami w walki uściskach
Dziś tłuste dupy zza wielkiej wody -
Dla których Nike to butów marka
Olimp aparat znaczy cyfrowy -
Sport zabijają w kupieckich targach
Im przynieść krocie musi impreza
Zwabić klienta ma przed ekrany
By przy okazji towar ich zeżarł
Dając koncernom zysk pożądany
Ci którzy dyski z UFO kojarzą
Zapasy - z durnym dla głupców cyrkiem
Na ich produktów żarcie cię skażą
Byś był debilem z opasłym tyłkiem
Komercja zgniotła piękna ideał
Przejadł zapaśnik się z dyskobolem
Pierwszy już może z maty się zbierać
Drugiemu zmieni dysk się na colę
2013
Subskrybuj:
Posty (Atom)