Czy wiesz jak to jest czuć się przegranym
w las brnąć wciąż głębiej szukając drogi
widzieć jak dawne wspaniałe plany
wbrew sobie własne tratują nogi
sił nie mieć aby siebie zwyciężyć
czując jak życie wciąż ci ucieka
i wyrzutami jeszcze cię dręczy
że kochanego ranisz człowieka
patrzyć jak tym kim nie chciałeś zawsze
być to się stajesz gnijąc powoli
i czym gardziłeś to robisz właśnie
to chociaż takiej nie miałeś woli
gdyś jak pobitych wódz jest żołnierzy
kolejnej klęsce czując się winnym
i nie kochając siebie nie wierzysz
że ciebie kochać mógłby ktoś inny
jak to jest ciągle odczuwać pustkę
widzieć ją w tyle widzieć przed sobą
tak jak twarz obcą stojąc przed lustrem
dawnego siebie znaleźć nie mogąc
raz wierzyć że się jeszcze odmieni
wszystko a raz znów że jest za późno
czasem się zbudzić pełnym nadziei
by jej za chwilę szukać na próżno?
Jeżeli nie wiesz toś jest szczęśliwym
zdobywcą świata życia zwycięzcą
świat ten należy wszakże do żywych
o przegrywaniu słyszeć tu nie chcą
2015
"Lasciate ogni speranza, voi ch'entrate"
„Okręt mój płynie dalej – pod prąd,
Serce, choć popękane, bić chce,
Nie ma cię i nie było – jest noc,
Nie ma mnie i nie było – jest dzień”
parafraza: KAT
poniedziałek, 30 listopada 2015
poniedziałek, 23 listopada 2015
Absztyfikant
Opowiastką taką służę:
Wywróżyli chłopcu wróże
miłość - w noc więc, gdzie podnóże
dworu zaszedł, wkradł się, róże
sypnął pannie pod odnóże
już zabierać chciał w podróże
gdy pan wyszedł sprawdzić stróże
Podejdź chłystku tu, a nuże!
przyjrzyj dobrze się tej puże
ta ci zaraz grzbiet ostruże
każę legnąć ci na czuże
łapy zwiążę w tył na duże
i pozdzieram z ciebie smuże
upuszczając krwi kałuże
że się zbierze ze dwie kruże
pozostanie ścierwo duże
które rzucę psom w jarmuże
Niech to wiedzą wszyscy tchórze
którzy marzą o mej córze
że gdy wejdą na to wzgórze
to wywlokę na podwórze
i przy głośnych jęków wtórze
unoszących się ku górze
jak w piekielnym jakimś chórze
karę spiszę im na skórze
pióro będę rwał po piórze
nie zostanie wiór na wiórze
Chociaż pokój mam w naturze
to wymiatam z progów kurze
kto wiatr sieje zbiera burze
śpiące cicho w gradu chmurze
nie pozwolę kreaturze
maczać palców w konfiturze
dam nauczkę na torturze -
zapamiętaj sobie, szczurze:
cham się nie zna na kulturze
modlić mu się przy figurze
nie w szlachciance żądło knurze
maczać, ale w chłopskiej dziurze
Opowiastki nie przedłużę
bo czytaniem wszystkich znużę
oko tylko tutaj zmrużę -
Sam się w dziewce z gminu durzę
2015
Wywróżyli chłopcu wróże
miłość - w noc więc, gdzie podnóże
dworu zaszedł, wkradł się, róże
sypnął pannie pod odnóże
już zabierać chciał w podróże
gdy pan wyszedł sprawdzić stróże
Podejdź chłystku tu, a nuże!
przyjrzyj dobrze się tej puże
ta ci zaraz grzbiet ostruże
każę legnąć ci na czuże
łapy zwiążę w tył na duże
i pozdzieram z ciebie smuże
upuszczając krwi kałuże
że się zbierze ze dwie kruże
pozostanie ścierwo duże
które rzucę psom w jarmuże
Niech to wiedzą wszyscy tchórze
którzy marzą o mej córze
że gdy wejdą na to wzgórze
to wywlokę na podwórze
i przy głośnych jęków wtórze
unoszących się ku górze
jak w piekielnym jakimś chórze
karę spiszę im na skórze
pióro będę rwał po piórze
nie zostanie wiór na wiórze
Chociaż pokój mam w naturze
to wymiatam z progów kurze
kto wiatr sieje zbiera burze
śpiące cicho w gradu chmurze
nie pozwolę kreaturze
maczać palców w konfiturze
dam nauczkę na torturze -
zapamiętaj sobie, szczurze:
cham się nie zna na kulturze
modlić mu się przy figurze
nie w szlachciance żądło knurze
maczać, ale w chłopskiej dziurze
Opowiastki nie przedłużę
bo czytaniem wszystkich znużę
oko tylko tutaj zmrużę -
Sam się w dziewce z gminu durzę
2015
piątek, 13 listopada 2015
Pożar w klasztorze
|
|
niedziela, 25 października 2015
Aronia
Po pierwszych przymrozkach
wciąż z goryczy krztyną
wytrawna i słodka
szlachetna jak wino
wezbrana sokami
gładka wcześniej błona
dojrzenia znakami
z lekka pomarszczona
Taką brał aronię
soku jej koneser
niecierpliwe dłonie
niezwyczajny deser
i język z objęcia
różu warg gorących
niczym z muszli wnętrza
perłę wybrać chcący
Ten owoc nie cały
wyssany z winności
a już ten nabrzmiały
u szczytów jędrności
pod palca naciskiem
do twardości granic -
tak chłonąłbym wszystkie
umiar mając za nic
2015
wciąż z goryczy krztyną
wytrawna i słodka
szlachetna jak wino
wezbrana sokami
gładka wcześniej błona
dojrzenia znakami
z lekka pomarszczona
Taką brał aronię
soku jej koneser
niecierpliwe dłonie
niezwyczajny deser
i język z objęcia
różu warg gorących
niczym z muszli wnętrza
perłę wybrać chcący
Ten owoc nie cały
wyssany z winności
a już ten nabrzmiały
u szczytów jędrności
pod palca naciskiem
do twardości granic -
tak chłonąłbym wszystkie
umiar mając za nic
2015
wtorek, 15 września 2015
Nie znajdą ♫
A ja mam melinę
po lewackiej stronie
tam chciwości zginę
brudne mnie jej dłonie
nie znajdą!
Ni łby ogolone
ni w kruchcie zmącone
kiedy w niej się schronię
nie znajdą!
Nie znajdą nigdy mnie
zniknę hen w siwej mgle
i będę wędrował w podartym sweterku
niech kto chce to chowa w obłudy kuferku
przeklęty szmal
nie znajdą nigdy mnie
zniknę hen w siwej mgle
Śmierć znajdę w noc parną po lewackiej stronie
im wiozą koszmarną jeźdźców cztery konie
i znajdą!
Zasypią ich śniegi i zaleją rzeki
pomocy wśród wołań
nie znajdą
Nie znajdą prawdy, nie,
ślepy tłum w siwej mgle
spłyną mądre słowa potoków bystrzycą
ptaki je jedynie na skrzydła pochwycą
polecieć chcę, zagubic się!
Nie znajdą nigdy mnie
zniknę hen w siwej mgle
Nie znajdą!
Nie znajdą!
Nie znajdą!
2015
parafraza: Agnieszka Osiecka
♫ na melodię : Katarzyna Gaertner (T. Woźniak)
po lewackiej stronie
tam chciwości zginę
brudne mnie jej dłonie
nie znajdą!
Ni łby ogolone
ni w kruchcie zmącone
kiedy w niej się schronię
nie znajdą!
Nie znajdą nigdy mnie
zniknę hen w siwej mgle
i będę wędrował w podartym sweterku
niech kto chce to chowa w obłudy kuferku
przeklęty szmal
nie znajdą nigdy mnie
zniknę hen w siwej mgle
Śmierć znajdę w noc parną po lewackiej stronie
im wiozą koszmarną jeźdźców cztery konie
i znajdą!
Zasypią ich śniegi i zaleją rzeki
pomocy wśród wołań
nie znajdą
Nie znajdą prawdy, nie,
ślepy tłum w siwej mgle
spłyną mądre słowa potoków bystrzycą
ptaki je jedynie na skrzydła pochwycą
polecieć chcę, zagubic się!
Nie znajdą nigdy mnie
zniknę hen w siwej mgle
Nie znajdą!
Nie znajdą!
Nie znajdą!
2015
parafraza: Agnieszka Osiecka
♫ na melodię : Katarzyna Gaertner (T. Woźniak)
niedziela, 3 maja 2015
Na wieloryba
Z samic naśmiewał się w obcych wodach
Że kaszalotów u nich uroda
Nadęty dumą z siebie nad miarę
Zapomniał przyjrzeć się swojej starej
2015
Że kaszalotów u nich uroda
Nadęty dumą z siebie nad miarę
Zapomniał przyjrzeć się swojej starej
2015
niedziela, 26 kwietnia 2015
Moonlighting
Looking outside through the pane
Silver light just come to blind me
Share my sorrow doubts and pain
Here comes nighttime for moonlighting
No one touches in my shelter
But old flashbacks come to bite me
Night shift started for life-hater
No one finds me but moonlighting
Out of people out of life
Secret job of bloody writing
From veins opened without knife
No one pays me for moonlighting
2015
Silver light just come to blind me
Share my sorrow doubts and pain
Here comes nighttime for moonlighting
No one touches in my shelter
But old flashbacks come to bite me
Night shift started for life-hater
No one finds me but moonlighting
Out of people out of life
Secret job of bloody writing
From veins opened without knife
No one pays me for moonlighting
2015
sobota, 25 kwietnia 2015
Tyle chciałem ci dać ♫
Tyle chciałem ci dać
deszczem kwiatów okryć cię
porwał ciebie zły wiatr
próbowałem odnaleźć
lecz już nie ma mnie
tyle chciałam ci dać
ubrać miłość w spokój snu
gdzieś zniknęłaś a ja
aby co dzień umierać
pozostałem tu
i wciąż bez ciebie ginę
muszę żyć a bez ciebie nawet nie wiem jak żyć
sto lat niech chociaż minie
może spotkam cię znów
lecz nie wierzę już
z losem gramy nie fair
zakłamani tak że wstyd
jeśli widzisz i wiesz
mam nadzieję ostatnią
że wybaczysz mi
mógłbym spalić ten świat
byś w pobliżu była znów
bym mógł poczuć się tak
jak to było przed laty
kiedy byłaś tu
i wciąż bez ciebie ginę
muszę żyć a bez ciebie nawet nie wiem jak żyć
sto lat niech chociaż minie
może spotkam cię znów
lecz nie wierzę już
teraz wiesz jak jest
stoczyłem się
wierzyłem w swoje szczęście
chociaż czułem dziwny lęk
zobaczyłaś więc
to że choć wciąż żyję dziś
moje serce martwe jest
2015
♫ inspiracja / parafraza: universe
deszczem kwiatów okryć cię
porwał ciebie zły wiatr
próbowałem odnaleźć
lecz już nie ma mnie
tyle chciałam ci dać
ubrać miłość w spokój snu
gdzieś zniknęłaś a ja
aby co dzień umierać
pozostałem tu
i wciąż bez ciebie ginę
muszę żyć a bez ciebie nawet nie wiem jak żyć
sto lat niech chociaż minie
może spotkam cię znów
lecz nie wierzę już
z losem gramy nie fair
zakłamani tak że wstyd
jeśli widzisz i wiesz
mam nadzieję ostatnią
że wybaczysz mi
mógłbym spalić ten świat
byś w pobliżu była znów
bym mógł poczuć się tak
jak to było przed laty
kiedy byłaś tu
i wciąż bez ciebie ginę
muszę żyć a bez ciebie nawet nie wiem jak żyć
sto lat niech chociaż minie
może spotkam cię znów
lecz nie wierzę już
teraz wiesz jak jest
stoczyłem się
wierzyłem w swoje szczęście
chociaż czułem dziwny lęk
zobaczyłaś więc
to że choć wciąż żyję dziś
moje serce martwe jest
2015
♫ inspiracja / parafraza: universe
niedziela, 12 kwietnia 2015
Euforia
W dziwnym znalazłem się stanie
i dobrze mi w nim szalenie
może chronicznym się stanie
nie przyjdzie z niego trzeźwienie
powietrze napój czy zioło
nie ważne co mnie odurza
bezpiecznie błogo wokoło
bez reszty w tym się zanurzam
doznanie dotąd nieznane
nie boli nic mnie nie męczy
chmury deszczami wezbrane
barwami mienią się tęczy
tak pachnie wszędzie tak dzwoni
unosi dziki mnie taniec
zanim przyziemność dogoni
niech stan ten jeszcze zostanie
wiem że się w końcu wybudzę
na kacu gorszym niż wcześniej
lecz póki trwa to się łudzę
że los mi teraz śmierć ześle
2015
i dobrze mi w nim szalenie
może chronicznym się stanie
nie przyjdzie z niego trzeźwienie
powietrze napój czy zioło
nie ważne co mnie odurza
bezpiecznie błogo wokoło
bez reszty w tym się zanurzam
doznanie dotąd nieznane
nie boli nic mnie nie męczy
chmury deszczami wezbrane
barwami mienią się tęczy
tak pachnie wszędzie tak dzwoni
unosi dziki mnie taniec
zanim przyziemność dogoni
niech stan ten jeszcze zostanie
wiem że się w końcu wybudzę
na kacu gorszym niż wcześniej
lecz póki trwa to się łudzę
że los mi teraz śmierć ześle
2015
sobota, 28 marca 2015
Kalendarz życia i śmierci
Kończy się krótkich dni pora
dzielących nasze spotkania
gdy ziemia od chłodu chora
w mroczne kąty przegania
okrutna lampa sodowa
nie grzejąc ciemność rozprasza
na kilka godzin się chowam
na noc kolejną zapraszam
nadchodzą dłuższe rozstania
lecz te przetrzymać mi łatwiej
gdy ciepło gwiazdy pochłaniam
powstrzymującej zło światłem
noc krótsza jest mi wytchnieniem
a chłód jej rześki i zdrowy
choć ciemno - mniejsze cierpienie
z nadzieją wstaje dzień nowy
jak dni te życie jest moje -
raz zimne zda się i krótkie
czekając w kącie się boję
by nocą odejść ze smutkiem
raz życia tyle mam w sobie
że godzę z nim się powoli
w nocy gdy myślę o tobie
to jakby trochę mniej boli
2015
dzielących nasze spotkania
gdy ziemia od chłodu chora
w mroczne kąty przegania
okrutna lampa sodowa
nie grzejąc ciemność rozprasza
na kilka godzin się chowam
na noc kolejną zapraszam
nadchodzą dłuższe rozstania
lecz te przetrzymać mi łatwiej
gdy ciepło gwiazdy pochłaniam
powstrzymującej zło światłem
noc krótsza jest mi wytchnieniem
a chłód jej rześki i zdrowy
choć ciemno - mniejsze cierpienie
z nadzieją wstaje dzień nowy
jak dni te życie jest moje -
raz zimne zda się i krótkie
czekając w kącie się boję
by nocą odejść ze smutkiem
raz życia tyle mam w sobie
że godzę z nim się powoli
w nocy gdy myślę o tobie
to jakby trochę mniej boli
2015
poniedziałek, 16 marca 2015
Dziewczęta z M.
Szkoła o metrów ledwie kilkaset
od parku który jest frontu linią
młodość co nie jest miłości czasem
odkąd od gradu gradów ten zginął
tu nie poezja arytmetyka
ale składanie kałasznikowa
bo nieprzyjaciel już w parku czyha
cicho na ołów przetapia słowa
nie kiecka randka plotki czy lody
marzenia motyl w wiosennym wietrze
nieokreślony lęk w tyle głowy
która nadzieją łudzi się jeszcze
nim chwycą warkocz do pasa długi
rzucą na szmatę w kącie rozdartą
dzieciństwo zduszą jeden po drugim
i przed odejściem poderżną gardło
2015
od parku który jest frontu linią
młodość co nie jest miłości czasem
odkąd od gradu gradów ten zginął
tu nie poezja arytmetyka
ale składanie kałasznikowa
bo nieprzyjaciel już w parku czyha
cicho na ołów przetapia słowa
nie kiecka randka plotki czy lody
marzenia motyl w wiosennym wietrze
nieokreślony lęk w tyle głowy
która nadzieją łudzi się jeszcze
nim chwycą warkocz do pasa długi
rzucą na szmatę w kącie rozdartą
dzieciństwo zduszą jeden po drugim
i przed odejściem poderżną gardło
2015
niedziela, 15 marca 2015
Ty i noc
Plączą się myśli pijaną nocą
Wstecz spoglądają pamięci okiem
Obezwładniają nieziemską mocą
Przeszłość zagląda do moich okien
Powiew się wkrada przejmując chłodem
Tańczy przy szybie z kusą firanką
Nie - to przychodzą dni nasze młode
I ty powiewasz sukienką tamtą
Zdać by się mogło żeś jest aniołem
Który nade mną lęki przegania
Lecz ja już całkiem w mrokach zginąłem
Wciąż powtarzając te dwa pytania -
Dlaczego dałaś mi tak pozostać
I ile jeszcze czekać tu mam
Gdzie światłem twoja tylko jest postać
I jestem sam
Zupełnie sam
Wiesz - miła moja - jak jest już późno
Czerń smugę lampy podchodzi cieniem
I ja i światło trwamy na próżno
Przed mrocznym broniąc się osaczeniem
Miła - z miłości trudno się podnieść
Stłuczone życie w lustro poskładać
Lecz ze słabości ciężej stukrotnie
Gdy się w nich co dzień
Co dzień upada
Czuję jak wokół mnie coraz chłodniej
A muszę w chłodzie zlękniony trwać
Gdy ty się srebrzysz na ciemnym oknie
Szepcząc że nie ma czego się bać
Okna dołami widzę trupimi
Gdzie znikło życie zgaszonych lamp
Zupełnie obcy ludzie za nimi
Ja tutaj jestem
Zupełnie sam
2015
inspiracja / zapożyczenia: T. Miciński / J. Czechowicz
Wstecz spoglądają pamięci okiem
Obezwładniają nieziemską mocą
Przeszłość zagląda do moich okien
Powiew się wkrada przejmując chłodem
Tańczy przy szybie z kusą firanką
Nie - to przychodzą dni nasze młode
I ty powiewasz sukienką tamtą
Zdać by się mogło żeś jest aniołem
Który nade mną lęki przegania
Lecz ja już całkiem w mrokach zginąłem
Wciąż powtarzając te dwa pytania -
Dlaczego dałaś mi tak pozostać
I ile jeszcze czekać tu mam
Gdzie światłem twoja tylko jest postać
I jestem sam
Zupełnie sam
Wiesz - miła moja - jak jest już późno
Czerń smugę lampy podchodzi cieniem
I ja i światło trwamy na próżno
Przed mrocznym broniąc się osaczeniem
Miła - z miłości trudno się podnieść
Stłuczone życie w lustro poskładać
Lecz ze słabości ciężej stukrotnie
Gdy się w nich co dzień
Co dzień upada
Czuję jak wokół mnie coraz chłodniej
A muszę w chłodzie zlękniony trwać
Gdy ty się srebrzysz na ciemnym oknie
Szepcząc że nie ma czego się bać
Okna dołami widzę trupimi
Gdzie znikło życie zgaszonych lamp
Zupełnie obcy ludzie za nimi
Ja tutaj jestem
Zupełnie sam
2015
inspiracja / zapożyczenia: T. Miciński / J. Czechowicz
wtorek, 24 lutego 2015
Selfie
JA jestem centrum jądro wszechświata
JA jestem bogiem i w siebie wierzę
Losu kreator wódz autokrata
Z kursem na sukces w bóstwa karierze
Dla mnie przeze mnie ze mną i o mnie
Nigdy beze mnie wbrew mojej woli
Ja nie pozwolę siebie zapomnieć
Bo zapomnienie najbardziej boli
Sam się napędzam i sam kreuję
Twórca tworzywo sprzedawca towar
Żyję dopóki ktoś mnie kupuje
I pcham się w oczy by wciąż kupował
Żadnych skrupułów czy wątpliwości
Wahań kompleksów żadnych rozterek
Siła wypływa z siebie pewności
Będę kim zechcę choć jestem zerem
Kto w siebie wierzy zbiera nagrody
I mógłbym zabić by ktoś to kupił
Ja przecież jestem bezczelnie młody
Bezczelnie zdolny - bezdennie głupi
2015
JA jestem bogiem i w siebie wierzę
Losu kreator wódz autokrata
Z kursem na sukces w bóstwa karierze
Dla mnie przeze mnie ze mną i o mnie
Nigdy beze mnie wbrew mojej woli
Ja nie pozwolę siebie zapomnieć
Bo zapomnienie najbardziej boli
Sam się napędzam i sam kreuję
Twórca tworzywo sprzedawca towar
Żyję dopóki ktoś mnie kupuje
I pcham się w oczy by wciąż kupował
Żadnych skrupułów czy wątpliwości
Wahań kompleksów żadnych rozterek
Siła wypływa z siebie pewności
Będę kim zechcę choć jestem zerem
Kto w siebie wierzy zbiera nagrody
I mógłbym zabić by ktoś to kupił
Ja przecież jestem bezczelnie młody
Bezczelnie zdolny - bezdennie głupi
2015
poniedziałek, 23 lutego 2015
Sztuczna inteligencja
Jest! jest sukces wreszcie po latach jałowych
Prac mędrców błądzących w rozważań malignie
By odkryć że prędzej mózg elektronowy
Mistrza w szachy ogra niż dziecko prześcignie
Skoro słabo myśli niewiele rozumie
Nie czuje zupełnie - jak ludzi miliony -
Może łatwo skryć się w podobnym mu tłumie
Z prawdziwym człowiekiem zostać pomylony
Tak wokół przybywa bezmyślnych robotów
Sztucznie wytworzonych sterowanych z bazy
Aby panom swoim nie sprawiać kłopotów
Nie ważyć się na nic ponad ich rozkazy
Ten jest jak maszyna martwa jak niewolnik
Co mieniąc się mądrym cudzym światłem świeci
A przecież jedynie tylko ci są wolni
Którzy sami myślą i czują jak dzieci
2015
Prac mędrców błądzących w rozważań malignie
By odkryć że prędzej mózg elektronowy
Mistrza w szachy ogra niż dziecko prześcignie
Skoro słabo myśli niewiele rozumie
Nie czuje zupełnie - jak ludzi miliony -
Może łatwo skryć się w podobnym mu tłumie
Z prawdziwym człowiekiem zostać pomylony
Tak wokół przybywa bezmyślnych robotów
Sztucznie wytworzonych sterowanych z bazy
Aby panom swoim nie sprawiać kłopotów
Nie ważyć się na nic ponad ich rozkazy
Ten jest jak maszyna martwa jak niewolnik
Co mieniąc się mądrym cudzym światłem świeci
A przecież jedynie tylko ci są wolni
Którzy sami myślą i czują jak dzieci
2015
niedziela, 15 lutego 2015
Kamień drzewo rzeka
Widziałem kiedy wędrował drogą
Dumne stworzenie władca wszystkiego
Najdoskonalsze z istot miał ciało
Ziemia ścieliła się do stóp nogom
Rzeka płynęła tylko dla niego
A drzewo jemu właśnie szumiało
Kopnął wędrowiec przydrożny kamień
Co nie miał życia a trwał przez wieki
Drzewu bez ruchu tkwiącemu w miejscu
Choć przecież żyło ułamał ramię
A potem z mostu splunął do rzeki
W ruchu będącej całkiem bez sensu
Czas sił pozbawił ruchliwe nogi
Bez życia został władca wszystkiego
Cudowne ciało zgnilizną w ziemi
Kamień jak dawniej pokrywa drogi
I rzeka płynie choć nie dla niego
A stare drzewo wciąż się zieleni
2015
Dumne stworzenie władca wszystkiego
Najdoskonalsze z istot miał ciało
Ziemia ścieliła się do stóp nogom
Rzeka płynęła tylko dla niego
A drzewo jemu właśnie szumiało
Kopnął wędrowiec przydrożny kamień
Co nie miał życia a trwał przez wieki
Drzewu bez ruchu tkwiącemu w miejscu
Choć przecież żyło ułamał ramię
A potem z mostu splunął do rzeki
W ruchu będącej całkiem bez sensu
Czas sił pozbawił ruchliwe nogi
Bez życia został władca wszystkiego
Cudowne ciało zgnilizną w ziemi
Kamień jak dawniej pokrywa drogi
I rzeka płynie choć nie dla niego
A stare drzewo wciąż się zieleni
2015
czwartek, 12 lutego 2015
Defusing
Wyznam tobie szyfrowierszem
/Jeśli zgłoski złożysz pierwsze/ -
Baran gdy się mieni mędrcem
Neptek władzy ma najwięcej
Nagą prawdę kryją szmatą -
To mam...
2015
/Jeśli zgłoski złożysz pierwsze/ -
Baran gdy się mieni mędrcem
Neptek władzy ma najwięcej
Nagą prawdę kryją szmatą -
To mam...
2015
poniedziałek, 2 lutego 2015
Mroczna matka
Pod księżyc rośnie zboże wysoko
Zima przychodzi chyba zbyt wcześnie
Bo czas nie nawykł czekać na kogoś
A Śmierć przez ziemię kroczy boleśnie
Prowadź do światła przez Śmierci bramy
O matko mroczna - Nocy Królowo
Niech z bólu wolność powykuwamy
Pozwól narodzić nam się na nowo
Śmierć pocałunkiem zabiera ludzi
Gorzką pieśń swoją we mgle ukrywa
Dawne marzenie dziś cynizm budzi
Lecz moja miłość zostanie żywa
Prowadź do światła przez Śmierci bramy
O matko mroczna - Nocy Królowo
Niech z bólu wolność powykuwamy
Pozwól narodzić nam się na nowo
Ledwie pąk strzelił a kwiat już kona
Obwisły piersi niedawno jędrne
Tak przeznaczenia kręcą się koła
Leżą na ziemi liście jesienne
Prowadź do światła przez Śmierci bramy
O matko mroczna - Nocy Królowo
Niech z bólu wolność powykuwamy
Pozwól narodzić nam się na nowo
2015
swobodne tłumaczenie z: Inkubus Sukkubus
Zima przychodzi chyba zbyt wcześnie
Bo czas nie nawykł czekać na kogoś
A Śmierć przez ziemię kroczy boleśnie
Prowadź do światła przez Śmierci bramy
O matko mroczna - Nocy Królowo
Niech z bólu wolność powykuwamy
Pozwól narodzić nam się na nowo
Śmierć pocałunkiem zabiera ludzi
Gorzką pieśń swoją we mgle ukrywa
Dawne marzenie dziś cynizm budzi
Lecz moja miłość zostanie żywa
Prowadź do światła przez Śmierci bramy
O matko mroczna - Nocy Królowo
Niech z bólu wolność powykuwamy
Pozwól narodzić nam się na nowo
Ledwie pąk strzelił a kwiat już kona
Obwisły piersi niedawno jędrne
Tak przeznaczenia kręcą się koła
Leżą na ziemi liście jesienne
Prowadź do światła przez Śmierci bramy
O matko mroczna - Nocy Królowo
Niech z bólu wolność powykuwamy
Pozwól narodzić nam się na nowo
2015
swobodne tłumaczenie z: Inkubus Sukkubus
niedziela, 1 lutego 2015
Przybądź do mnie (Pieśń nimfy wodnej)
W letnią noc dawno sen zapomniany
I ona tutaj w strudze miesiąca
Samotnej duszy ból wykrzyczany
Byś ją uwolnił i kochał chcąca
Woła byś przybył i pragnie tego
Przybądź tu do mnie - przybądź tu do mnie
Niczym syrena do ginącego
Woła nim w głębię morza go wciągnie
W dół cię zawlecze jej pieśń miłosna
Jej pocałunek - w świat wymarzony
Usta cię zmogą abyś pozostał
Z nią już na zawsze tańcem niesiony
Woła byś przybył gdy ciebie zechce
Przybądź tu do mnie - przybądź tu do mnie
Przybądź a wtedy złamie ci serce
Przybądź tu do mnie - przybądź tu do mnie
Czeka na dotyk przez lat tysiące
Uczuć i zmysłów we łzach pragnąca
Zmęczona płaczem przez wszystkie noce
Ogniu cielesny rozpal ją w żądzach!
2015
swobodne tłumaczenie z: Inkubus Sukkubus
I ona tutaj w strudze miesiąca
Samotnej duszy ból wykrzyczany
Byś ją uwolnił i kochał chcąca
Woła byś przybył i pragnie tego
Przybądź tu do mnie - przybądź tu do mnie
Niczym syrena do ginącego
Woła nim w głębię morza go wciągnie
W dół cię zawlecze jej pieśń miłosna
Jej pocałunek - w świat wymarzony
Usta cię zmogą abyś pozostał
Z nią już na zawsze tańcem niesiony
Woła byś przybył gdy ciebie zechce
Przybądź tu do mnie - przybądź tu do mnie
Przybądź a wtedy złamie ci serce
Przybądź tu do mnie - przybądź tu do mnie
Czeka na dotyk przez lat tysiące
Uczuć i zmysłów we łzach pragnąca
Zmęczona płaczem przez wszystkie noce
Ogniu cielesny rozpal ją w żądzach!
2015
swobodne tłumaczenie z: Inkubus Sukkubus
sobota, 31 stycznia 2015
Elegia cygańska
Śpij spokojnie moje szczęście
Noc zaklęcie tka na niebie
Śpij i bólu nie czuj więcej
Choć tak tęskno mi do ciebie
Z tobą życia blask jedyny
Znikł i przepadł precz pod ziemią
Słodkowonne rozmaryny
Na powierzchni jej się plenią
Czekaj tylko krótką chwilę
Bo spotkamy się niedługo
Chociaż cię nie poślubiłem
Nim na stronę przeszłaś drugą
Krew oddaję - ziemio - tobie
Ty ją zabierz do niej teraz
Żadna woda ani ogień
Już nie będą nas rozdzielać
Opuściła mnie gdy w brzegi
Morza biły w rozwścieczeniu
Głupcem jeno jesteś kiedy
Chcesz się oprzeć przeznaczeniu
Jak cię teraz kocham więcej
Nie pokocham tak nikogo
Pod stopami zapadnięte
Skały mam już tak głęboko
To co z ziemi - skończy w ziemi
Moja miłość ze mną będzie
Niczym wierzba się zielenić
Nie da smucić mi się więcej
Znowu stanę się mężczyzną
Ona się kobietą stanie
Miłość będzie nam za wszystko
Ona dla mnie a ja dla niej
2015
swobodne tłumaczenie z/ parafraza: Inkubus Sukkubus
Noc zaklęcie tka na niebie
Śpij i bólu nie czuj więcej
Choć tak tęskno mi do ciebie
Z tobą życia blask jedyny
Znikł i przepadł precz pod ziemią
Słodkowonne rozmaryny
Na powierzchni jej się plenią
Czekaj tylko krótką chwilę
Bo spotkamy się niedługo
Chociaż cię nie poślubiłem
Nim na stronę przeszłaś drugą
Krew oddaję - ziemio - tobie
Ty ją zabierz do niej teraz
Żadna woda ani ogień
Już nie będą nas rozdzielać
Opuściła mnie gdy w brzegi
Morza biły w rozwścieczeniu
Głupcem jeno jesteś kiedy
Chcesz się oprzeć przeznaczeniu
Jak cię teraz kocham więcej
Nie pokocham tak nikogo
Pod stopami zapadnięte
Skały mam już tak głęboko
To co z ziemi - skończy w ziemi
Moja miłość ze mną będzie
Niczym wierzba się zielenić
Nie da smucić mi się więcej
Znowu stanę się mężczyzną
Ona się kobietą stanie
Miłość będzie nam za wszystko
Ona dla mnie a ja dla niej
2015
swobodne tłumaczenie z/ parafraza: Inkubus Sukkubus
niedziela, 4 stycznia 2015
Bez pogrzebu
Dlaczego pogrzebów tak nienawidzę?
Przecież nie boję się śmierci
Nie chcę zmarłych w trumnie widzieć
Dotykania martwej ręki
To nie oni już - nie one
Tylko zwłoki - ciała same
Zimne - śmiercią zniekształcone
Choć tak bardzo ukochane
Jak to musi upokarzać
Widzieć z góry w trumnie siebie
Ja na pogrzeb się nie zgadzam
Widowisko na pogrzebie
Nie chcę grobu w ziemi miejsca
Na dwadzieścia lat haraczu
Chcę przez życie przejść na przestrzał
We mgle zniknąć - w deszczu płaczu
2015
Przecież nie boję się śmierci
Nie chcę zmarłych w trumnie widzieć
Dotykania martwej ręki
To nie oni już - nie one
Tylko zwłoki - ciała same
Zimne - śmiercią zniekształcone
Choć tak bardzo ukochane
Jak to musi upokarzać
Widzieć z góry w trumnie siebie
Ja na pogrzeb się nie zgadzam
Widowisko na pogrzebie
Nie chcę grobu w ziemi miejsca
Na dwadzieścia lat haraczu
Chcę przez życie przejść na przestrzał
We mgle zniknąć - w deszczu płaczu
2015
czwartek, 25 grudnia 2014
Tajemnica Betlejem
Prosiliście mnie bym przybył
Do pałaców na salony
Gdzie szlachetnych głów siedziby
Między fraki i korony
Do firm banków złotych katedr
Zastawionych suto stołów
Świętych ogni na opłatek
I sprzedawać wam dopomógł
Nie chcieliście mi pozwolić
W waszych sercach się narodzić
Zza zamkniętych ich podwoi
Echo pustki mnie dochodzi
Nie chcieliście bym zobaczył
Okrucieństwa świństwa szwindle
Łzy zastygłe ofiar waszych
Kto jest człowiek a kto bydlę
Bym usłyszał podłe szepty
Puste śmiechy spiskowania
Przejrzał zmowy i geszefty
Za pozorem dojrzał drania
Urodziłem się w ubóstwie
Krzywdzie bólu i cierpieniu
Zobaczyłem bagno ludzkie
Nurzające w upodleniu
W noclegowni pod wiaduktem
W zimnej izbie za kratami
W zagrzybionej dziurze brudnej
W holach między peronami
Pośród tych co są bez pracy
Swego kąta bez nadziei
Z których żyją łez łajdacy
Z krwi im pitej - klan złodziei
Pośród głodnych nieleczonych
Odrzuconych oszukanych
Którym wciąż się wbija szpony
W zasklepione ledwie rany
Wśród tych co mrok się zdający
Nie mieć końca kirem spowił
I tych co gdy dzień się kończy
Chcą by już nie nadszedł nowy
Im nowinę dobrą niosę
I nadziei wieczną jasność
W żłobie łączę się z ich losem
By nie bali się już zasnąć
Pokój daję doskonały
Jak być może tylko w niebie
Obiecując pozostałym
To co innym dali z siebie
2014
Do pałaców na salony
Gdzie szlachetnych głów siedziby
Między fraki i korony
Do firm banków złotych katedr
Zastawionych suto stołów
Świętych ogni na opłatek
I sprzedawać wam dopomógł
Nie chcieliście mi pozwolić
W waszych sercach się narodzić
Zza zamkniętych ich podwoi
Echo pustki mnie dochodzi
Nie chcieliście bym zobaczył
Okrucieństwa świństwa szwindle
Łzy zastygłe ofiar waszych
Kto jest człowiek a kto bydlę
Bym usłyszał podłe szepty
Puste śmiechy spiskowania
Przejrzał zmowy i geszefty
Za pozorem dojrzał drania
Urodziłem się w ubóstwie
Krzywdzie bólu i cierpieniu
Zobaczyłem bagno ludzkie
Nurzające w upodleniu
W noclegowni pod wiaduktem
W zimnej izbie za kratami
W zagrzybionej dziurze brudnej
W holach między peronami
Pośród tych co są bez pracy
Swego kąta bez nadziei
Z których żyją łez łajdacy
Z krwi im pitej - klan złodziei
Pośród głodnych nieleczonych
Odrzuconych oszukanych
Którym wciąż się wbija szpony
W zasklepione ledwie rany
Wśród tych co mrok się zdający
Nie mieć końca kirem spowił
I tych co gdy dzień się kończy
Chcą by już nie nadszedł nowy
Im nowinę dobrą niosę
I nadziei wieczną jasność
W żłobie łączę się z ich losem
By nie bali się już zasnąć
Pokój daję doskonały
Jak być może tylko w niebie
Obiecując pozostałym
To co innym dali z siebie
2014
poniedziałek, 22 grudnia 2014
NOTES 39 - Żółwi dom
Zazdrościł zając żółwiowi
Że był w skorupie bezpieczny
Sam musiał w biegu żyć wiecznym
By dziki zwierz go nie złowił
Lecz uszedł z życiem psu zając
Żółwia pęd uniósł i upadł
Tak że na dole skorupa
I zdechł łapkami wierzgając
Ciąży mi dom mój na grzbiecie
Choć zda się chronić czasami
Kotwicą trzyma w tym świecie
Uciekną inni przed psami
Po mnie czas ślady zamiecie
Na próżno wierzgam nocami
2014
Że był w skorupie bezpieczny
Sam musiał w biegu żyć wiecznym
By dziki zwierz go nie złowił
Lecz uszedł z życiem psu zając
Żółwia pęd uniósł i upadł
Tak że na dole skorupa
I zdechł łapkami wierzgając
Ciąży mi dom mój na grzbiecie
Choć zda się chronić czasami
Kotwicą trzyma w tym świecie
Uciekną inni przed psami
Po mnie czas ślady zamiecie
Na próżno wierzgam nocami
2014
sobota, 20 grudnia 2014
Staruszka
Nie wiem jak staruszka z tamtej strony drogi
Znalazła się przy mnie - minął ledwie moment
Śmiertelnie kościste miała ręce nogi
Musiałem jej pomóc przejść na drugą stronę
Wziąłem ją pod rękę w oczy nie spojrzałem
Poszliśmy ruchliwej drodze razem w poprzek
Skąd mi było wiedzieć że za chudym ciałem
Ukrywa się jeszcze cieńsze kosy ostrze?
Upadło na chodnik ciało rozdzielone
Z myślą raz ostatni poruszoną głową
Że nie ja staruszkę wiodłem na tę stronę
Lecz to ona przyszła by mnie wziąć ze sobą
2014
Znalazła się przy mnie - minął ledwie moment
Śmiertelnie kościste miała ręce nogi
Musiałem jej pomóc przejść na drugą stronę
Wziąłem ją pod rękę w oczy nie spojrzałem
Poszliśmy ruchliwej drodze razem w poprzek
Skąd mi było wiedzieć że za chudym ciałem
Ukrywa się jeszcze cieńsze kosy ostrze?
Upadło na chodnik ciało rozdzielone
Z myślą raz ostatni poruszoną głową
Że nie ja staruszkę wiodłem na tę stronę
Lecz to ona przyszła by mnie wziąć ze sobą
2014
sobota, 13 grudnia 2014
Razem nie przegramy ♫
Ze śpiewem marsz,
By cel osiągnąć nasz
Rozwiewa wiatr
Nad nami jedność flag
Pójdziemy tak
W tym marszu ty i ja
Zobaczysz jak
Nasz śpiew i flagi kwitną wraz
A światło zórz,
Czerwono krwawy świt
Zwiastuje już
Czas, w którym przyjdzie żyć
Więc wstań i walcz -
Zwycięstwa idzie czas,
Gdy ujrzysz, że
Już życie lepsze jest
I nie bój się
O szczęście walczyć swe -
Niech przestrzeń rwie
Z tysięcy gardeł walki śpiew
Ojczyzna niech
Wolności wzniesie pieśń
W pewności, że
Zwycięstwo blisko jest
Spójrz - oto lud mężny
Do walki razem staje
A głos ma potężny
I krzyczy: Naprzód! Dalej!
Gdy razem trzymamy, to nigdy nie przegramy!
Gdy razem trzymamy, to nigdy nie przegramy!
Z jedności mas
Ojczyzna kuje stal
I zbiera nas
Od morza po szczyt Tatr
Z kopalni, hut
Ze stoczni, wiejskich pól,
Gdzie znój i brud
Złączeni w walce oraz pracy
Idą i
Obejmą cały kraj,
A kroki ich
Zwiastują przyszły czas
Ze śpiewem marsz,
Aż lud zwycięży nasz
Żądaniem mas
Już prawdy nadszedł czas
Płomienny tłum
Stalowym krokiem wprzód
By w ręce wziąć
Swe sprawiedliwość oraz rację
Wolność niech
Odważnie dzierży znicz
Robotnik wie
Że ona kroczy z nim
Spójrz - oto lud mężny
Do walki razem staje
A głos ma potężny
I krzyczy: Naprzód! Dalej!
Gdy razem trzymamy, to nigdy nie przegramy!
Gdy razem trzymamy, to nigdy nie przegramy!
Gdy razem trzymamy, to nigdy nie przegramy!
Gdy razem trzymamy, to nigdy nie przegramy!
2014
♫ swobodne tłumaczenie z: Quilapayún ("El Pueblo Unido Jamas Sera Vencido")
By cel osiągnąć nasz
Rozwiewa wiatr
Nad nami jedność flag
Pójdziemy tak
W tym marszu ty i ja
Zobaczysz jak
Nasz śpiew i flagi kwitną wraz
A światło zórz,
Czerwono krwawy świt
Zwiastuje już
Czas, w którym przyjdzie żyć
Więc wstań i walcz -
Zwycięstwa idzie czas,
Gdy ujrzysz, że
Już życie lepsze jest
I nie bój się
O szczęście walczyć swe -
Niech przestrzeń rwie
Z tysięcy gardeł walki śpiew
Ojczyzna niech
Wolności wzniesie pieśń
W pewności, że
Zwycięstwo blisko jest
Spójrz - oto lud mężny
Do walki razem staje
A głos ma potężny
I krzyczy: Naprzód! Dalej!
Gdy razem trzymamy, to nigdy nie przegramy!
Gdy razem trzymamy, to nigdy nie przegramy!
Z jedności mas
Ojczyzna kuje stal
I zbiera nas
Od morza po szczyt Tatr
Z kopalni, hut
Ze stoczni, wiejskich pól,
Gdzie znój i brud
Złączeni w walce oraz pracy
Idą i
Obejmą cały kraj,
A kroki ich
Zwiastują przyszły czas
Ze śpiewem marsz,
Aż lud zwycięży nasz
Żądaniem mas
Już prawdy nadszedł czas
Płomienny tłum
Stalowym krokiem wprzód
By w ręce wziąć
Swe sprawiedliwość oraz rację
Wolność niech
Odważnie dzierży znicz
Robotnik wie
Że ona kroczy z nim
Spójrz - oto lud mężny
Do walki razem staje
A głos ma potężny
I krzyczy: Naprzód! Dalej!
Gdy razem trzymamy, to nigdy nie przegramy!
Gdy razem trzymamy, to nigdy nie przegramy!
Gdy razem trzymamy, to nigdy nie przegramy!
Gdy razem trzymamy, to nigdy nie przegramy!
2014
♫ swobodne tłumaczenie z: Quilapayún ("El Pueblo Unido Jamas Sera Vencido")
Etykiety:
♫ - do śpiewania,
piosenki,
quilapayún,
tłumaczenia
piątek, 12 grudnia 2014
Niosący światło
Cóż wam ze światła gdy jasność wokół
Tak naturalna jakby bez końca?
Cóż z pocieszenia gdy radość w oku
Dzieciom i głupcom umysł mącąca?
Ile myślenie takie przynosi
Co w rzędzie stawia z bezmyślną zgrają?
Zaprawdę marna z działania korzyść
Za które wawrzyn na skroń wkładają
Jestem jutrzenką świt przynoszącą
Płomykiem nikłym pośród ciemności
Strużką łez z bólu i krzywd gorącą
Jedynym wyjściem z beznadziejności
Ja to myśl która nurtom na przekór
Wiodąc ku źródłu orzeźwia umysł
Czyn co nie po to by w krzyż go przekuć
I być powodem żałosnej dumy
Płomień skradziony bogom z ołtarzy
By łzy cierpienia ludziom osuszyć
Który ogrzewa lecz może parzyć
I wiecznym ogniem stać się dla duszy
2014
Tak naturalna jakby bez końca?
Cóż z pocieszenia gdy radość w oku
Dzieciom i głupcom umysł mącąca?
Ile myślenie takie przynosi
Co w rzędzie stawia z bezmyślną zgrają?
Zaprawdę marna z działania korzyść
Za które wawrzyn na skroń wkładają
Jestem jutrzenką świt przynoszącą
Płomykiem nikłym pośród ciemności
Strużką łez z bólu i krzywd gorącą
Jedynym wyjściem z beznadziejności
Ja to myśl która nurtom na przekór
Wiodąc ku źródłu orzeźwia umysł
Czyn co nie po to by w krzyż go przekuć
I być powodem żałosnej dumy
Płomień skradziony bogom z ołtarzy
By łzy cierpienia ludziom osuszyć
Który ogrzewa lecz może parzyć
I wiecznym ogniem stać się dla duszy
2014
środa, 10 grudnia 2014
Do niebieskich braci
Królu złocisty! Ty co wachlarz zórz
Kujesz w łun żarze nad szczytami wzgórz
Nurzasz się w falach kładąc na nie róż
Gdy już znużone najazdami burz
Krwawią konając na powierzchniach mórz
By noc żałoby mogła rozlać tusz
Czuwać przy zmarłych u wezgłowi łóż
Srebrząc księżycem morskiej piany plusz
Ty co w złotogłów stroisz kłosy zbóż
W kształty kobiece owoc polnych grusz
Gdy promieniami strzelasz niby z kusz
Wciskając w usta duszny skwaru kurz
Morzysz rośliny w chrzęstem martwy busz
Niczym wąż boa oplotami susz -
Zstąp na nasz padół z bosko próżnych lóż
Nie każ nam w mroku czekać dłużej już
Sparz nas płomieniem! daj żar swój! - a nuż
Coś tu się zmieni - jak powiadał wróż
Czytając w niebie pełnym gwiezdnych złóż
Że wschód jutrzenki jest już blisko - tuż
Ziemię pokrytą krą bezeceństw wzrusz
Marazm w jej dzieciach w kopczyk prochu skrusz
Zetrzyj zgnuśnienia z serc ohydny mursz
Do zimnych dotrzyj i ponurych głusz
Krew w żyłach skrzepłą słusznym gniewem wzburz
Półbogów dumnych z karłów nędznych stwórz
Możnych a podłych groźbą buntu strwóż
Przyszłość ich cieniem niepokoju smuż
Po dni ich koniec oblicza im chmurz!
Lecz odpowiedzi próżno czekam - cóż!
Ty - jak śmiertelnik - jesteś zwykły tchórz!
Porządków próchnem obleczonych stróż!
Skarb ziemi skradłeś i zmieniłeś w susz
Teraz się w sobie jak pyszałek durz
Ognistym blaskiem oczy ludziom mruż
Jasnością zbytnią nas robaków nuż
Z długim jak krzywda dniem się wespół dłuż
W samozachwycie złote zęby susz
Nadzieję drżącą w kruchych sercach głusz
Kłamcom i zbójom wśród obłudy wtórz
Lecz wraz ze zmierzchem skarb nasz u stóp złóż!
Ty - srebrny bracie - chłodny tak jak nóż
Odbitym światłem w ciemnościach się pusz
Skry jak śnieg narciarz sypiąc niebem płuż
Po Drodze Mlecznej w poprzek niej i wzdłuż
Skarb przez tamtego zbezczeszczony włóż
W dłonie stalowe niczym rolnik prósz
Z serc naszych czerpiąc jak z bezdennych kruż
Siłę i wolę wśród ciemności mnóż!
Idź w noc sklepieniem i nadzieją prósz
Przyszłość bez bólu dobrym ludziom wróż
Ze światłem słońca pokłóconym służ
Będąc latarnią niepokornych dusz
2014
Kujesz w łun żarze nad szczytami wzgórz
Nurzasz się w falach kładąc na nie róż
Gdy już znużone najazdami burz
Krwawią konając na powierzchniach mórz
By noc żałoby mogła rozlać tusz
Czuwać przy zmarłych u wezgłowi łóż
Srebrząc księżycem morskiej piany plusz
Ty co w złotogłów stroisz kłosy zbóż
W kształty kobiece owoc polnych grusz
Gdy promieniami strzelasz niby z kusz
Wciskając w usta duszny skwaru kurz
Morzysz rośliny w chrzęstem martwy busz
Niczym wąż boa oplotami susz -
Zstąp na nasz padół z bosko próżnych lóż
Nie każ nam w mroku czekać dłużej już
Sparz nas płomieniem! daj żar swój! - a nuż
Coś tu się zmieni - jak powiadał wróż
Czytając w niebie pełnym gwiezdnych złóż
Że wschód jutrzenki jest już blisko - tuż
Ziemię pokrytą krą bezeceństw wzrusz
Marazm w jej dzieciach w kopczyk prochu skrusz
Zetrzyj zgnuśnienia z serc ohydny mursz
Do zimnych dotrzyj i ponurych głusz
Krew w żyłach skrzepłą słusznym gniewem wzburz
Półbogów dumnych z karłów nędznych stwórz
Możnych a podłych groźbą buntu strwóż
Przyszłość ich cieniem niepokoju smuż
Po dni ich koniec oblicza im chmurz!
Lecz odpowiedzi próżno czekam - cóż!
Ty - jak śmiertelnik - jesteś zwykły tchórz!
Porządków próchnem obleczonych stróż!
Skarb ziemi skradłeś i zmieniłeś w susz
Teraz się w sobie jak pyszałek durz
Ognistym blaskiem oczy ludziom mruż
Jasnością zbytnią nas robaków nuż
Z długim jak krzywda dniem się wespół dłuż
W samozachwycie złote zęby susz
Nadzieję drżącą w kruchych sercach głusz
Kłamcom i zbójom wśród obłudy wtórz
Lecz wraz ze zmierzchem skarb nasz u stóp złóż!
Ty - srebrny bracie - chłodny tak jak nóż
Odbitym światłem w ciemnościach się pusz
Skry jak śnieg narciarz sypiąc niebem płuż
Po Drodze Mlecznej w poprzek niej i wzdłuż
Skarb przez tamtego zbezczeszczony włóż
W dłonie stalowe niczym rolnik prósz
Z serc naszych czerpiąc jak z bezdennych kruż
Siłę i wolę wśród ciemności mnóż!
Idź w noc sklepieniem i nadzieją prósz
Przyszłość bez bólu dobrym ludziom wróż
Ze światłem słońca pokłóconym służ
Będąc latarnią niepokornych dusz
2014
środa, 3 grudnia 2014
Walc z...
Pamiętam ten półmrok i duszność
I twarze nierozpoznane
W tę jedną wpatrzony przecudną
Tak chciałem..
Nie śmiałem...
I wtedy
Znienacka
Stanęłaś przede mną
Zabrałaś do walca
To znak był
Na pewno...
Ruszyłem przez salę
Od szczęścia pijany
Choć krok walca wcale
Był dla mnie nieznany
To nagle umiałem
I skąd ciągle nie wiem
W tej chwili już wszystko
Dla ciebie
Dla ciebie...
Świat wokół nie istniał
Bo cały w ramionach
Do siebie przyciskał
Mistrz walca
Złożona
Na talii
Dłoń drżała
Z przejęcia
I nie mniej też miała
Przeciwna dłoń szczęścia
Bo chociaż nie biodra
Garnęła do siebie
To palce przeplotła
Z twoimi
Tym ściegiem
Co znakiem dwóch ciał jest złączenia
I piersią do piersi przylgnąłem
By wszystkie pochwycić tych tchnienia
Co były stanikiem stłamszone
To w górę to na dół - na przemian
To w tę to w odwrotną znów stronę
A usta dla piersi spojenia
Z zazdrości krwawoczerwone
Też chciały jak one...
Tak jednym dwa ciała się stały
Stopiony świat został w nich cały
Stańczyły się razem i zgrały
A tylko ktoś podły i mały
Mógł mówić że nie pasowały
Już życia cesarzem być miałem
Gdy wzrok zamroczony się ocknął
Skąd kości w objęciach zbielałe?
Gdy przecież tuliłem tak mocno
Z atłasu dłoń ciepłowilgotną
I łono co świat mogło zmieścić
Nie - trupią miednicę okropną
A w dłoni kosteczek trzydzieści
I piersi tak pełne tak mleczne
Nie - dziury pomiędzy żebrami
Nie mogło mnie fatum odwieczne
Oszukać ni walc ten omamić
Świat wokół nie istniał
Gdy szkielet w ramionach
Do siebie przyciskał
Szaleniec
Złożona
Na talii
Dłoń drżała
Z przejęcia
I także nie miała
Przeciwna dłoń szczęścia
Ta - śmierć w pustych biodrach
Garnęła do siebie
Ta - śmierć w palce wplotła
Kość w kość martwym ściegiem -
Tak jednym dwa ciała się stały
Stopiony świat został w nich cały
Stańczyły się razem i zgrały
A tylko ktoś podły i mały
Mógł mówić że nie pasowały
I wtedy w jej oczu zwierciadłach
Ujrzałem wśród łez w jedną chwilę -
To ona w objęcia popadła
Kościste a trupem ja byłem
I martwe me dłonie nie mogły
Ni talii ogarnąć ni dłoni
A żebra pierś miękką jej gniotły
I wiatr w wirze walca w nich gonił
Tak chciałem ją oddać wam całą
I zniknąć gdzieś w świecie dalekim
Lecz kości się wbiły w jej ciało
I złączył ten walc nas na wieki
Świat wokół nie istniał
Gdy życie w ramionach
Do siebie przyciskał
Kościotrup
Złożona
Na talii
Dłoń drżała
Koścista
A dłoni gorącej nie śmiała
Przeciwna dłoń ściskać
Ta - chciała tak biodra
Przygarnąć do siebie
Ta - kości przeplotła
Przez żywą dłoń ściegiem -
Tak jednym dwa ciała się stały
Stopiony świat został w nich cały
Stańczyły się razem i zgrały
A tylko ktoś podły i mały
Mógł mówić że nie pasowały
2014
I twarze nierozpoznane
W tę jedną wpatrzony przecudną
Tak chciałem..
Nie śmiałem...
I wtedy
Znienacka
Stanęłaś przede mną
Zabrałaś do walca
To znak był
Na pewno...
Ruszyłem przez salę
Od szczęścia pijany
Choć krok walca wcale
Był dla mnie nieznany
To nagle umiałem
I skąd ciągle nie wiem
W tej chwili już wszystko
Dla ciebie
Dla ciebie...
Świat wokół nie istniał
Bo cały w ramionach
Do siebie przyciskał
Mistrz walca
Złożona
Na talii
Dłoń drżała
Z przejęcia
I nie mniej też miała
Przeciwna dłoń szczęścia
Bo chociaż nie biodra
Garnęła do siebie
To palce przeplotła
Z twoimi
Tym ściegiem
Co znakiem dwóch ciał jest złączenia
I piersią do piersi przylgnąłem
By wszystkie pochwycić tych tchnienia
Co były stanikiem stłamszone
To w górę to na dół - na przemian
To w tę to w odwrotną znów stronę
A usta dla piersi spojenia
Z zazdrości krwawoczerwone
Też chciały jak one...
Tak jednym dwa ciała się stały
Stopiony świat został w nich cały
Stańczyły się razem i zgrały
A tylko ktoś podły i mały
Mógł mówić że nie pasowały
Już życia cesarzem być miałem
Gdy wzrok zamroczony się ocknął
Skąd kości w objęciach zbielałe?
Gdy przecież tuliłem tak mocno
Z atłasu dłoń ciepłowilgotną
I łono co świat mogło zmieścić
Nie - trupią miednicę okropną
A w dłoni kosteczek trzydzieści
I piersi tak pełne tak mleczne
Nie - dziury pomiędzy żebrami
Nie mogło mnie fatum odwieczne
Oszukać ni walc ten omamić
Świat wokół nie istniał
Gdy szkielet w ramionach
Do siebie przyciskał
Szaleniec
Złożona
Na talii
Dłoń drżała
Z przejęcia
I także nie miała
Przeciwna dłoń szczęścia
Ta - śmierć w pustych biodrach
Garnęła do siebie
Ta - śmierć w palce wplotła
Kość w kość martwym ściegiem -
Tak jednym dwa ciała się stały
Stopiony świat został w nich cały
Stańczyły się razem i zgrały
A tylko ktoś podły i mały
Mógł mówić że nie pasowały
I wtedy w jej oczu zwierciadłach
Ujrzałem wśród łez w jedną chwilę -
To ona w objęcia popadła
Kościste a trupem ja byłem
I martwe me dłonie nie mogły
Ni talii ogarnąć ni dłoni
A żebra pierś miękką jej gniotły
I wiatr w wirze walca w nich gonił
Tak chciałem ją oddać wam całą
I zniknąć gdzieś w świecie dalekim
Lecz kości się wbiły w jej ciało
I złączył ten walc nas na wieki
Świat wokół nie istniał
Gdy życie w ramionach
Do siebie przyciskał
Kościotrup
Złożona
Na talii
Dłoń drżała
Koścista
A dłoni gorącej nie śmiała
Przeciwna dłoń ściskać
Ta - chciała tak biodra
Przygarnąć do siebie
Ta - kości przeplotła
Przez żywą dłoń ściegiem -
Tak jednym dwa ciała się stały
Stopiony świat został w nich cały
Stańczyły się razem i zgrały
A tylko ktoś podły i mały
Mógł mówić że nie pasowały
2014
poniedziałek, 1 grudnia 2014
Femina lactans
Czy śniłeś że zboczem wędrujesz wulkanu
Pod którym tuż lawa pulsuje rozgrzana
I czułeś że górą od twego ciężaru
Wykipi i w ognia zatopi cię falach?
Czy jadłeś owoce tak sokiem wezbrane
Że palca je dotyk rozrywał wytryskiem
I bez rąk udziału ustami wchłaniałeś
Jak słodycz małmazji nektary z nich wszystkie?
Ja góry tak gniotłem jagody ściskałem
Aż z wewnątrz wypłynął płyn słodki i ciepły
A one napojem karmiącym nabrzmiałe
Prężyły się do mnie i ciekły i ciekły
To lepki wodotrysk to ścieżka krzepnąca
Raz język zachłanny raz usta łapczywe
I chciałem by wypływ ten trwał tak bez końca
Jak złodziej w naturze nie dość nigdy chciwej
Zaiste - miś-złodziej do ula się dobrał
On - pszczołom ja - dziecku ukradliśmy pokarm
Lecz niedźwiedź głód syci nie bacząc na żądła
Zaś mnie Amor skusił - i któż by się oparł?
Tak dałem się unieść istocie skrzydlatej
I soki zlepiły jak klej ciało z ciałem
Chłonąłem krągłości madonny del latte
Aż dług za jej nektar w dwójnasób oddałem
2014
Pod którym tuż lawa pulsuje rozgrzana
I czułeś że górą od twego ciężaru
Wykipi i w ognia zatopi cię falach?
Czy jadłeś owoce tak sokiem wezbrane
Że palca je dotyk rozrywał wytryskiem
I bez rąk udziału ustami wchłaniałeś
Jak słodycz małmazji nektary z nich wszystkie?
Ja góry tak gniotłem jagody ściskałem
Aż z wewnątrz wypłynął płyn słodki i ciepły
A one napojem karmiącym nabrzmiałe
Prężyły się do mnie i ciekły i ciekły
To lepki wodotrysk to ścieżka krzepnąca
Raz język zachłanny raz usta łapczywe
I chciałem by wypływ ten trwał tak bez końca
Jak złodziej w naturze nie dość nigdy chciwej
Zaiste - miś-złodziej do ula się dobrał
On - pszczołom ja - dziecku ukradliśmy pokarm
Lecz niedźwiedź głód syci nie bacząc na żądła
Zaś mnie Amor skusił - i któż by się oparł?
Tak dałem się unieść istocie skrzydlatej
I soki zlepiły jak klej ciało z ciałem
Chłonąłem krągłości madonny del latte
Aż dług za jej nektar w dwójnasób oddałem
2014
niedziela, 30 listopada 2014
Dziewczyna
Na sto tuzinów jeden był tak obolały i zraniony,
A wciąż dziewczyny słyszał głos, choć brzmiał z przeciwnej życia strony.
A wciąż dziewczyny słyszał głos, choć brzmiał z przeciwnej życia strony.
I jak jej kochał głosu dźwięk, nie kochał w życiu już niczego,
Wierząc, że ona gdzieś tam jest - i cel, i sens i koniec jego.
Wierząc, że ona gdzieś tam jest - i cel, i sens i koniec jego.
Mówili o nim: "Chory jest" - i tej chorobie się dziwili,
A on porzucił dla niej świat i nie żałował ani chwili.
Nad szklanką wina schylił skroń i zmienił w liter rząd tęsknotę,
I siebie zmienił w czarną noc - nie wiem - w poetę, czy w idiotę?
"Do jakich piekieł" - myślał tak - "Choroba duszy mnie zawlecze,
Nie ważne, lecz zostawię znak, by nad minionym trzymał pieczę."
Nie ważne, lecz zostawię znak, by nad minionym trzymał pieczę."
Pisał przez szereg długich lat, aż wsparł na blacie zimne skronie -
Kto wie, czy ból to jego kat, czy z innych przyczyn nadszedł koniec?
Kto wie, czy ból to jego kat, czy z innych przyczyn nadszedł koniec?
Kruszą się kości, krzepnie krew i w proch się sypie człowiek biedny -
Może kochany kiedyś ktoś choć w ziemi z nim się stanie jednym?
Lecz cień, co po nim został tu, nie przestał tęsknić - cierpiał dalej
I wciąż tak samo płynął czas - uczucia w słowach wciąż te same.
I wciąż tak samo płynął czas - uczucia w słowach wciąż te same.
Do dawnych miejsc powrócił cień i zaczął pisać ból z powrotem;
To w duchy zaczął wierzyć ten, to tamten zmienił się w idiotę -
To w duchy zaczął wierzyć ten, to tamten zmienił się w idiotę -
"Do jakich piekieł" - myślał tak - "Cień umarłego mnie zawlecze?
I skoro wkracza w żywych świat, to żeby nad czym trzymać pieczę?"
I skoro wkracza w żywych świat, to żeby nad czym trzymać pieczę?"
Lecz cień się poddał w końcu też - tak, śmierć ma władzę też nad cieniem -
I ból pozostał tylko sam, bo nieśmiertelne jest cierpienie;
I ból pozostał tylko sam, bo nieśmiertelne jest cierpienie;
Jemu nie dość - zostało wszak, jak chciał cierpiący zanim skonał -
Ból literami wlany w tekst - i tu historia jest skończona.
Niestety, wyrwał się ze słów, gdzie miał zamknięty być jak w grobie,
I - skąd dziewczyny płynął głos - ruszył w kolejny ślepy obieg,
I - skąd dziewczyny płynął głos - ruszył w kolejny ślepy obieg,
By kąsać w dzień i dusić w noc - jak przedtem, teraz oraz potem -
I walić zewsząd w miękki mózg zahartowanym w bólu młotem.
I walić zewsząd w miękki mózg zahartowanym w bólu młotem.
Dotarł do ściany w końcu ból, do której ludzkość tak się wlecze,
Uderzył w cegły razy sto siłą silniejszą od człowieczej;
Uderzył w cegły razy sto siłą silniejszą od człowieczej;
I skruszył ścianę niosąc grzmot, jakiego dotąd nikt nie słyszał -
Ani dziewczyny za nim tam, ani jej głosu - tylko cisza...
Ani dziewczyny za nim tam, ani jej głosu - tylko cisza...
Na nic wspomnienia, marzeń moc, co podarunkiem były losu,
Bo w głowie jeno był ten głos - od przeznaczenia cichszy głosu.
Bo w głowie jeno był ten głos - od przeznaczenia cichszy głosu.
Został samotny w mroku ból, żal większy niż miłości strata
I kilka rzędów gorzkich słów - na beznadziejność skarga świata.
I kilka rzędów gorzkich słów - na beznadziejność skarga świata.
Cóż, że jak ból tak trwałe są, z którego je ulepił człowiek -
Nieprzeczytane brzmią jak głos, co dźwięczał tylko w jednej głowie.
Nieprzeczytane brzmią jak głos, co dźwięczał tylko w jednej głowie.
Wyblakną grozą martwych cisz i legną w pustce jak trup w grobie -
Ty, który z pustki owej drwisz - może ta pustka mieszka w tobie?
2014
parafraza: Bolesław Leśmian
sobota, 29 listopada 2014
Nic nie było między nami
Nic nie było między nami
Co by mogli spostrzec ludzie
Niedosięgłe ich zmysłami
W mojej skryło się ułudzie
Wspólny tylko czas i miejsca
Lecz nie razem ale obok
Tu błysnęłaś a tam przeszłaś
Jak kometa ponad głową
Gest czy zapach, wzrok schwycony
I zebrane w sen przedziwny
To dwie różne drogi strony
To kierunek znów przeciwny
Nie pamiętam barw i woni
Uwodzących mnie daremnie
Jakby próżnią otoczony
Taką jak jest teraz we mnie
2014
inspiracja / parafraza: Adam Asnyk
Co by mogli spostrzec ludzie
Niedosięgłe ich zmysłami
W mojej skryło się ułudzie
Wspólny tylko czas i miejsca
Lecz nie razem ale obok
Tu błysnęłaś a tam przeszłaś
Jak kometa ponad głową
Gest czy zapach, wzrok schwycony
I zebrane w sen przedziwny
To dwie różne drogi strony
To kierunek znów przeciwny
Nie pamiętam barw i woni
Uwodzących mnie daremnie
Jakby próżnią otoczony
Taką jak jest teraz we mnie
2014
inspiracja / parafraza: Adam Asnyk
piątek, 28 listopada 2014
Tusz tuż
Rzeźnia - w niej tusz ze sto naraz
Tuż obok dama ma taras
Nie młoda ani nie stara
Dobrze wyglądać się stara
Retuszem twarzy się para
Więc puder cień tusz maskara
Tuszy że skończy już zaraz
Już finisz tuż-tuż i naraz
Tusz rozmazuje ofiara
Za pośpiech taka jej kara
Klnie dama klątwą stu zaraz
Bo tusz wystarczy już na raz
Już łzy i już-już zaraz
Wygląda jak trupia mara
Los-szermierz tusz dał i para
Oczu rozmytych - maszkara!
Tusz spłynął - ale niezdara!
Lecz śmiać się z damy tej wara!
Jest tusz - tuż obok tuż zaraz
Tusz ciało obmywa z zaraz
Więc tusz! - orkiestra - fanfara
Już czysta tuszu ofiara
Tuż-tuż drogeria - tusz zaraz
Dostarczą damie na taras
Przy rzeźni gdzie tusz sto naraz
Tusz stempla oznaczy zaraz
2014
Tuż obok dama ma taras
Nie młoda ani nie stara
Dobrze wyglądać się stara
Retuszem twarzy się para
Więc puder cień tusz maskara
Tuszy że skończy już zaraz
Już finisz tuż-tuż i naraz
Tusz rozmazuje ofiara
Za pośpiech taka jej kara
Klnie dama klątwą stu zaraz
Bo tusz wystarczy już na raz
Już łzy i już-już zaraz
Wygląda jak trupia mara
Los-szermierz tusz dał i para
Oczu rozmytych - maszkara!
Tusz spłynął - ale niezdara!
Lecz śmiać się z damy tej wara!
Jest tusz - tuż obok tuż zaraz
Tusz ciało obmywa z zaraz
Więc tusz! - orkiestra - fanfara
Już czysta tuszu ofiara
Tuż-tuż drogeria - tusz zaraz
Dostarczą damie na taras
Przy rzeźni gdzie tusz sto naraz
Tusz stempla oznaczy zaraz
2014
czwartek, 27 listopada 2014
Do pani
Wciąż tyle mówię
Nie mogą słowa stłumić płomieni
Zbyt wiele język wykrada
A pani nawet się nie rumieni
Dziwnie spokojna i blada
Wciąż patrzę w panią
Choć wzrok zmącony przez krople słone
To mieszczę w oczach świat wszystek
A pani oczy jakby przeszklone
Suche i przezroczyste
Pragnę ją dotknąć
Lecz krew jak lawa dłonie mi pali
A lęk oddziela nas murem
I chłód okrutny bije od pani
I zimną pani ma skórę
Pożegnam panią
I w swoją stronę z losem się zmierzyć
Odejdę w drogę niełatwą
Skłonię się jeszcze - pani wciąż leży
I tak zostanie już martwą
2014
Nie mogą słowa stłumić płomieni
Zbyt wiele język wykrada
A pani nawet się nie rumieni
Dziwnie spokojna i blada
Wciąż patrzę w panią
Choć wzrok zmącony przez krople słone
To mieszczę w oczach świat wszystek
A pani oczy jakby przeszklone
Suche i przezroczyste
Pragnę ją dotknąć
Lecz krew jak lawa dłonie mi pali
A lęk oddziela nas murem
I chłód okrutny bije od pani
I zimną pani ma skórę
Pożegnam panią
I w swoją stronę z losem się zmierzyć
Odejdę w drogę niełatwą
Skłonię się jeszcze - pani wciąż leży
I tak zostanie już martwą
2014
środa, 26 listopada 2014
NOTES 38 - Łoś
Łoś przez ludzi przetrącony
Bo niebacznie wszedł w ich drogi
I nie mogąc wstać na nogi
Pełznie skonać w leśne strony
Nie ucieknie łoś od ludzi
Ci nakarmią i wyleczą
Ludzką go obejmą pieczą
I nie szybko w świat swój wróci
Dajcie zejść mi z waszej drogi
Nie próbujcie ran załatać
Chcę w spokoju odejść błogim
Do swojego pójdę świata
Bo ten wasz jest dla mnie wrogi
Nie chcę z wami czekać lata
2014
Bo niebacznie wszedł w ich drogi
I nie mogąc wstać na nogi
Pełznie skonać w leśne strony
Nie ucieknie łoś od ludzi
Ci nakarmią i wyleczą
Ludzką go obejmą pieczą
I nie szybko w świat swój wróci
Dajcie zejść mi z waszej drogi
Nie próbujcie ran załatać
Chcę w spokoju odejść błogim
Do swojego pójdę świata
Bo ten wasz jest dla mnie wrogi
Nie chcę z wami czekać lata
2014
niedziela, 9 listopada 2014
sobota, 8 listopada 2014
Na kropiącego
Słuchaj ty co
Wszędzie się wkręcisz
Kropidłem chcąc
Diabła zniechęcić -
Nie wszystko zło
To co się święci
2014
Wszędzie się wkręcisz
Kropidłem chcąc
Diabła zniechęcić -
Nie wszystko zło
To co się święci
2014
poniedziałek, 12 maja 2014
Nihil novi
Spójrz - rzeka wciąż płynie nowymi wodami
Prostuje meandry i zmienia koryta
I ludzie w jej nurcie nie tacy są sami
Mądrością doświadczeń pokora zdobyta
Nic nie jest jak było i czasu nie cofniesz
Co prawem postępu wspanialszym świat czyni
Zapomnij powodzie i susze okropne
Odpuszcza się grzechy wybacza się winy
W nadziei i wierze umysły skąpane
Otwartość i miłość na sztandar wpisano
I tylko kamienie w ich rękach te same
A okrzyk "ukrzyżuj" śmierć niesie tę samą
2014
Prostuje meandry i zmienia koryta
I ludzie w jej nurcie nie tacy są sami
Mądrością doświadczeń pokora zdobyta
Nic nie jest jak było i czasu nie cofniesz
Co prawem postępu wspanialszym świat czyni
Zapomnij powodzie i susze okropne
Odpuszcza się grzechy wybacza się winy
W nadziei i wierze umysły skąpane
Otwartość i miłość na sztandar wpisano
I tylko kamienie w ich rękach te same
A okrzyk "ukrzyżuj" śmierć niesie tę samą
2014
niedziela, 11 maja 2014
Eurowizje
Oto wzburzył się ciemnogród
I Europę jadem opluł
Że dewiantom się podoba
Na kobiecej twarzy broda
Choć wulgarnie tak ją mamił
Mięsistymi cycochami
Niczym perły między wieprze
Rzucił to co miał najlepsze
Niech bojkotu więc się boją
Wszak ciemnogród jest ostoją
Z której czerpać winny tłuki
Wzory piękna cnót i sztuki
2014
I Europę jadem opluł
Że dewiantom się podoba
Na kobiecej twarzy broda
Choć wulgarnie tak ją mamił
Mięsistymi cycochami
Niczym perły między wieprze
Rzucił to co miał najlepsze
Niech bojkotu więc się boją
Wszak ciemnogród jest ostoją
Z której czerpać winny tłuki
Wzory piękna cnót i sztuki
2014
niedziela, 4 maja 2014
NOTES 37 - Nie żyję, przeminę
Pamięć przykuta granitu klinem
Chwycona kurczem stygnącej dłoni
Krzyk ją z grobowca dumny dogonił -
Chociaż umarłem to nie przeminę
Nadzieja sypie piach w kopca bryłę
Że choć mniej trwały - też się ostanie
Spod niego z równą dumą wołanie -
Cóż że minąłem - a jednak żyłem
A mnie zostało samo mijanie
Nawet jak inni nie umrę przecież
Bo to nie życie a tylko trwanie
I gdy przeminę to na tym świecie
Najmniejszy po mnie ślad nie zostanie
Liście pamięci wiatr precz wymiecie
2014
Chwycona kurczem stygnącej dłoni
Krzyk ją z grobowca dumny dogonił -
Chociaż umarłem to nie przeminę
Nadzieja sypie piach w kopca bryłę
Że choć mniej trwały - też się ostanie
Spod niego z równą dumą wołanie -
Cóż że minąłem - a jednak żyłem
A mnie zostało samo mijanie
Nawet jak inni nie umrę przecież
Bo to nie życie a tylko trwanie
I gdy przeminę to na tym świecie
Najmniejszy po mnie ślad nie zostanie
Liście pamięci wiatr precz wymiecie
2014
niedziela, 27 kwietnia 2014
Łasuch
Słodkim grzechem brudzę ręce
A sumienie jeszcze więcej
Nim mnie zgubi chcę znów w niebie
Być przez chwilę
Poczuć w ustach czekoladę
W tajemnicy przed obiadem
Kiedy zupę będę w siebie
Lać na siłę
Struła zupa mnie już nieraz
Więc nie czuję winy teraz
Gdy lekarstwem czekolady
Wargi mażę
Nakazane danie zjadam
Lecz smakuje czekolada
Tak że pchając w brzuch obiady
O niej marzę
(Pochylony nad talerzem
Wzdycham cicho bo nie wierzę
Że złamawszy diet zasady
Umknę karze)
2014
A sumienie jeszcze więcej
Nim mnie zgubi chcę znów w niebie
Być przez chwilę
Poczuć w ustach czekoladę
W tajemnicy przed obiadem
Kiedy zupę będę w siebie
Lać na siłę
Struła zupa mnie już nieraz
Więc nie czuję winy teraz
Gdy lekarstwem czekolady
Wargi mażę
Nakazane danie zjadam
Lecz smakuje czekolada
Tak że pchając w brzuch obiady
O niej marzę
(Pochylony nad talerzem
Wzdycham cicho bo nie wierzę
Że złamawszy diet zasady
Umknę karze)
2014
sobota, 31 sierpnia 2013
Pies ogrodnika
Zbyt nieśmiały zbyt żałosny
Aby szczęścia zakosztować
Jednocześnie tak zazdrosny
Że pod ziemię by je schował
Świat zaklinał by nie posiadł
Czego on się wziąć nie ważył
Nie dostanie jabłek sąsiad
Kiedy taki pies na straży
Poprzez klątwy i zaklęcia
Szczęście z obcych rąk wyrwane
Śmierci tulą je objęcia
Gdzie na wieki pozostanie
Świat rwie jabłka w sadzie innym
Pies nie znajdzie szczęścia sobie
Ono martwe w grobie zimnym
On za życia jest już w grobie
2013
Aby szczęścia zakosztować
Jednocześnie tak zazdrosny
Że pod ziemię by je schował
Świat zaklinał by nie posiadł
Czego on się wziąć nie ważył
Nie dostanie jabłek sąsiad
Kiedy taki pies na straży
Poprzez klątwy i zaklęcia
Szczęście z obcych rąk wyrwane
Śmierci tulą je objęcia
Gdzie na wieki pozostanie
Świat rwie jabłka w sadzie innym
Pies nie znajdzie szczęścia sobie
Ono martwe w grobie zimnym
On za życia jest już w grobie
2013
wtorek, 27 sierpnia 2013
Mapa mojego życia
Zostawiam mapę - lecz czy mnie znajdziesz?
Musisz przekroczyć granicę światów
Bólu i serca trzeba ci bardziej
I ciut odwagi niż moich śladów
Porzuć krainy dawnego życia
I w zapomnienia zanurz się wodzie
Listy płynące z wnętrza odczytaj
By spokój znaleźć w myśli ogrodzie
2013
Musisz przekroczyć granicę światów
Bólu i serca trzeba ci bardziej
I ciut odwagi niż moich śladów
Porzuć krainy dawnego życia
I w zapomnienia zanurz się wodzie
Listy płynące z wnętrza odczytaj
By spokój znaleźć w myśli ogrodzie
2013
czwartek, 11 lipca 2013
A Royal Baby's Name
How to call a royal girl?
Name VANITY suits so well
What's a prince's perfect name?
No one sounds as good as SHAME
2013
Name VANITY suits so well
What's a prince's perfect name?
No one sounds as good as SHAME
2013
niedziela, 14 kwietnia 2013
Żona Lota
Nie opuszczę miasta wspomnień
By udawać życie w grotach
Próżno schodzi anioł do mnie
Obietnicy nicią mota
Choćby w boską sprawiedliwość
Wierząc wszyscy uszli z miasta
Mnie w Sodomy murach zginąć
Bo tu miłość moja zgasła
Na stracenie gna głupota
Gdy ja stoję jak słup soli
Wstecz patrząca żona Lota
Jedna którą przeszłość boli
2013
By udawać życie w grotach
Próżno schodzi anioł do mnie
Obietnicy nicią mota
Choćby w boską sprawiedliwość
Wierząc wszyscy uszli z miasta
Mnie w Sodomy murach zginąć
Bo tu miłość moja zgasła
Na stracenie gna głupota
Gdy ja stoję jak słup soli
Wstecz patrząca żona Lota
Jedna którą przeszłość boli
2013
sobota, 13 kwietnia 2013
Punk
Świat w cuchnące pchają bagno
Napędzani pazernością
Ludzkość w pieniądz zmienić pragną
Zachęceni jej biernością
Zakłamana burżuazja
Liberalizm sączy w żyły
Każda dobra jest okazja
By się hieny bogaciły
Wmawia kłapiąc gębą tłustą
By sponsorów udobruchać
Biskup z lagą że ubóstwo
To jedynie jest stan ducha
Burżuazja pierdolona
Sączy w żyły liberalizm
Mogą masy w biedzie konać
Byle wzrastał kapitalizm
Nie daj diabłu siebie sprzedać
By cię kupił nie daj skusić
Tylko wtedy zginie bieda
Gdy pijawki się wydusi
Pierdolona burżuazja
Liberalizm w żyły sączy
Co dzień mija nas okazja
By się wyzysk buntem skończył
2013
Napędzani pazernością
Ludzkość w pieniądz zmienić pragną
Zachęceni jej biernością
Zakłamana burżuazja
Liberalizm sączy w żyły
Każda dobra jest okazja
By się hieny bogaciły
Wmawia kłapiąc gębą tłustą
By sponsorów udobruchać
Biskup z lagą że ubóstwo
To jedynie jest stan ducha
Burżuazja pierdolona
Sączy w żyły liberalizm
Mogą masy w biedzie konać
Byle wzrastał kapitalizm
Nie daj diabłu siebie sprzedać
By cię kupił nie daj skusić
Tylko wtedy zginie bieda
Gdy pijawki się wydusi
Pierdolona burżuazja
Liberalizm w żyły sączy
Co dzień mija nas okazja
By się wyzysk buntem skończył
2013
niedziela, 10 marca 2013
Na przedwczesny tryumf
Biedy sobie ten napyta
Kto zapomni prawdę znaną -
Góra wtedy jest zdobyta
Gdy się na dół wróci cało
2013
Kto zapomni prawdę znaną -
Góra wtedy jest zdobyta
Gdy się na dół wróci cało
2013
sobota, 9 marca 2013
Dieta cud
Nie wie biolog i profesor
Że jeść młodzi muszą białko
Zadziwiony że żreć nie chcą
Szczawiu razem z ulęgałką
Bo nie po to wszak kolega
Jego stawia nam orliki
By po trawie z piłką biegać
Lecz by szczaw tam zjadać dziki
Sam on w słusznie czas miniony
Zieleninę jadł za dziecka
Choć chciał brzuch mieć wypełniony
W jego głowie dziś jest sieczka
Hipokryta przeczy faktom
Z kumpli mu podobnych paczką
Oby szczaw tym arogantom
Tyłki sczyścił ostrą sraczką
2013
Że jeść młodzi muszą białko
Zadziwiony że żreć nie chcą
Szczawiu razem z ulęgałką
Bo nie po to wszak kolega
Jego stawia nam orliki
By po trawie z piłką biegać
Lecz by szczaw tam zjadać dziki
Sam on w słusznie czas miniony
Zieleninę jadł za dziecka
Choć chciał brzuch mieć wypełniony
W jego głowie dziś jest sieczka
Hipokryta przeczy faktom
Z kumpli mu podobnych paczką
Oby szczaw tym arogantom
Tyłki sczyścił ostrą sraczką
2013
czwartek, 7 marca 2013
Mara
Gdybym to mógł słowem nazwać! Ja tak cię kocham! Nigdy nie myślałem, że może się z człowiekiem stać coś takiego... Twoje uśmiechy, które odsłaniają serce, jakby zdejmowały z niego zasłonę. Twoje czarne, puszyste włosy... Budzę się w nocy i, już nie śpiąc, widzę cię, czuję cię na sercu moim. Minie długa, święta chwila i dopiero wiem, że nie ma nikogo... A odkąd (...) zacząłem patrzeć, coś we mnie rozdmuchuje ogień. Pali się we mnie! Nie wiem, co to płonie, nie wiem, co trawi ten pożar...
Stefan Żeromski
Stefan Żeromski
środa, 6 marca 2013
Dajmonion
Objawia się we mnie jakieś od Boga czy od bóstwa pochodzące zjawisko... Zdarza się to ze mną począwszy od dzieciństwa. Odzywa się głos jakiś wewnętrzny, który, ilekroć się zjawia, odwodzi mię zawsze od tego, cokolwiek w danej chwili zamierzam czynić, sam jednak nie pobudza mię do niczego...
To, co mnie obecnie spotkało, nie było dziełem przypadku: przeciwnie, widoczną dla mnie jest rzeczą, że umrzeć i uwolnić się od trosk życia za lepsze dla mnie sądzono. Dlatego właśnie owo Dajmonion, ów głos wieszczy, nie stawił mi nigdzie oporu.
Platon / Stefan Żeromski
To, co mnie obecnie spotkało, nie było dziełem przypadku: przeciwnie, widoczną dla mnie jest rzeczą, że umrzeć i uwolnić się od trosk życia za lepsze dla mnie sądzono. Dlatego właśnie owo Dajmonion, ów głos wieszczy, nie stawił mi nigdzie oporu.
Platon / Stefan Żeromski
wtorek, 5 marca 2013
Kaming Ałt
Nie miej mi żono - nie miejcie dzieci
Za złe że kryłem prawdę o sobie
Czas przyszedł serce z fałszu wyleczyć -
Kocham mężczyznę - niech świat się dowie
Zbyt długo żyłem w tym zakłamaniu
Butem w normalność wbity przez ludzi
Nie mogę wstępu bronić kochaniu
Z koszmaru lęków pora się zbudzić
I gdy odwagę znalazłem w sobie
Co jest pokarmem dla wolnych istot
Prawdy wam więcej jeszcze dopowiem -
Jestem pedałem i komunistą
I chyba tylko nie jestem żydem
Chociaż być pewnym nie mogę tego
A bardzo szkoda bo mógłbym przy tym
Sprawdzić na sobie miłość bliźniego
Jeśli wciąż nie dość obmierzły jestem
By mi kijami policzyć kości
Dodam z właściwym sobie szyderstwem
Że śmiech mój budzą wasze świętości
2013
Za złe że kryłem prawdę o sobie
Czas przyszedł serce z fałszu wyleczyć -
Kocham mężczyznę - niech świat się dowie
Zbyt długo żyłem w tym zakłamaniu
Butem w normalność wbity przez ludzi
Nie mogę wstępu bronić kochaniu
Z koszmaru lęków pora się zbudzić
I gdy odwagę znalazłem w sobie
Co jest pokarmem dla wolnych istot
Prawdy wam więcej jeszcze dopowiem -
Jestem pedałem i komunistą
I chyba tylko nie jestem żydem
Chociaż być pewnym nie mogę tego
A bardzo szkoda bo mógłbym przy tym
Sprawdzić na sobie miłość bliźniego
Jeśli wciąż nie dość obmierzły jestem
By mi kijami policzyć kości
Dodam z właściwym sobie szyderstwem
Że śmiech mój budzą wasze świętości
2013
poniedziałek, 4 marca 2013
Wiersz O Ściemnianej Pomocy
Wymyślił sprytny dzik w pewnym lesie
Jak nie głodując mrozy przetrzymać -
Zbierze od zwierząt żywność na jesień
A rozda wtedy gdy przyjdzie zima
Gdy zapasami wykarmił wszystkie
Zwierzęta przed nim biły pokłony
Wspaniałym chełpił dzik się pomysłem
Choć przecież żywność miał od karmionych
Powtarzał zbiórki przed każdą zimą
I coraz bardziej rósł w oczach zwierząt
Tuczył się przy tym dzik wraz z rodziną
W misję wybawcy wciąż mocniej wierząc
Krzyczał po lesie że nie przestanie
Braci ratować do świata końca
Z królami puszczy chadzał pod ramię
I chętnie dawał rady fachowca
Aż raz gorączki dzik białej dostał
Gdy łoś co transport miał za zadanie
Na czas jeleniom nie dowiózł owsa
I padły z głodu dwie młode łanie
Wnet dzik zagroził że pomoc wstrzyma
I nie da owsa gdy sprawa taka
Biedne zwierzęta pogrąży zima
Kiedy się skończy łaska owsiaka
2013
Jak nie głodując mrozy przetrzymać -
Zbierze od zwierząt żywność na jesień
A rozda wtedy gdy przyjdzie zima
Gdy zapasami wykarmił wszystkie
Zwierzęta przed nim biły pokłony
Wspaniałym chełpił dzik się pomysłem
Choć przecież żywność miał od karmionych
Powtarzał zbiórki przed każdą zimą
I coraz bardziej rósł w oczach zwierząt
Tuczył się przy tym dzik wraz z rodziną
W misję wybawcy wciąż mocniej wierząc
Krzyczał po lesie że nie przestanie
Braci ratować do świata końca
Z królami puszczy chadzał pod ramię
I chętnie dawał rady fachowca
Aż raz gorączki dzik białej dostał
Gdy łoś co transport miał za zadanie
Na czas jeleniom nie dowiózł owsa
I padły z głodu dwie młode łanie
Wnet dzik zagroził że pomoc wstrzyma
I nie da owsa gdy sprawa taka
Biedne zwierzęta pogrąży zima
Kiedy się skończy łaska owsiaka
2013
niedziela, 3 marca 2013
Prawda
Człowiek, który utożsamił się z prawdą, musi czuć radość, rozkosz, wtedy nawet, gdy został pobity. (...) Wtedy nawet, gdy został zmiażdżony... (...) Taki człowiek w czynie swoim doznaje szczęścia. Objawia prawdę, którą otrzymał, to znaczy wyładowuje szczęście, które w nim jest. W tym musi leżeć takie samo zadowolenie jak w zabiegach i matactwach skąpca albo w szwindlach szachraja giełdowego.
(...) Jakże biednym jest jest ten, kto (...) iść musi nieznaną, straszna drogą. Kto spieszy się do niewiadomego celu, kto idzie, idzie bez końca... Ten "pielgrzym, co się w drodze trudzi przy blaskach gromu..."
(...) Duch ludzki jest niezbadany jak ocean. Spojrzyjcie w siebie... Czy nie zobaczycie tam ciemnej otchłani, w której nikt nie był? O której nikt nic nie wie? Siłą przymusu ani żadną inną nie może być wytrzebione to (...). Wierzę mocno, że w tym duchu nieogarniętym sto tysięcy razy więcej jest dobra (...) w nim wszystko, prawie wszystko jest dobre. Niech tylko będzie wyzwolone! Wtedy okaże się, że złe zginie... (...) Mówi mi o tym... Dajmonion. (...) Mówi mi o tym coś boskiego, co jest we mnie. (...) Mówi mi to w głębi serca. W jakimś podziemiu to słyszę...
Stefan Żeromski
(...) Jakże biednym jest jest ten, kto (...) iść musi nieznaną, straszna drogą. Kto spieszy się do niewiadomego celu, kto idzie, idzie bez końca... Ten "pielgrzym, co się w drodze trudzi przy blaskach gromu..."
(...) Duch ludzki jest niezbadany jak ocean. Spojrzyjcie w siebie... Czy nie zobaczycie tam ciemnej otchłani, w której nikt nie był? O której nikt nic nie wie? Siłą przymusu ani żadną inną nie może być wytrzebione to (...). Wierzę mocno, że w tym duchu nieogarniętym sto tysięcy razy więcej jest dobra (...) w nim wszystko, prawie wszystko jest dobre. Niech tylko będzie wyzwolone! Wtedy okaże się, że złe zginie... (...) Mówi mi o tym... Dajmonion. (...) Mówi mi o tym coś boskiego, co jest we mnie. (...) Mówi mi to w głębi serca. W jakimś podziemiu to słyszę...
Stefan Żeromski
sobota, 2 marca 2013
Pavor nocturnus
Ludzie, którzy wsiadali do tego balonu, znali śmierć dokładniej niż życie. Widzieli białe pola, szkliste od lodu, w blasku zorzy polarnej. Widzieli tam siebie samotnych i ją, z daleka przychodzącą. Widzieli ją przez całą zimę w ciepłych, wygodnych mieszkaniach, wśród banalnych rozmów z subtelnymi kobietami. I oto pewnego dnia wstali i wyszli na spotkanie tej nieznajomej. Żebym mógł wytworzyć w sobie taki spokój!
(...) Umrzeć dlatego, że taka jest moja wola, umrzeć wtedy, kiedy chcę, kiedy ja chcę, ja - pan, duch, i za to, co biorę pod moją silną rękę, co ja biorę w obronę. (...) Chodzi o to, żeby obudzić się ze snu i śmierć, gdyby stanęła przy naszym wezgłowiu, powitać z takim samym uśmiechem jak kwietniowy poranek. O, Boże! Nie bać się śmierci...
(...) To jest (...) bezmiernie trudne. Dla innych ludzi zresztą nie jest ta sprawa (...) tak ważna (...). Ale dla nas, nieszczęśników z chorymi nerwami... Można zwalczyć obawę śmierci jako takiej, jej samej: ale nie podobna, dla mnie nie podobna, zdusić obawy czegoś, bojaźni niespodziewanej, dzieciątka bezsennych nocy.
(...) Gdybym (...) tak był obudził (...) tego z przewybornymi nerwami, tego z nerwami jak stalowe liny, i powiedział mu: - Człowieku, zaraz umrzesz... - widzielibyśmy, co by się z nim działo! Byłby dygotał, byłby się wił po ziemi, modlił się i mdlał ze strachu. A ja, który sam tu marzyłem w proch zamieniony, którego nerwy zdawały się błądzić po wszechświecie, ja, chory, dotykałem jej palcem, wyzywałem ja na rękę, patrzyłem na nią z moją ironią jak na człowieka, którego nienawidzę. (...) Ja z nią walczę. Raz ja zwyciężam, kiedy indziej ona. (...) Oto siedzę tu (...), jestem spokojny i wesoły. Nie wiem nawet, czy może istnieć smutek. Co to jest smutek? Nic o nim nie wiem. Jestem jak filister, którego śmiech by ogarnął, gdyby mu kto mówił, że jest na ziemi dojrzały człowiek, który się "czegoś" boi. A oto może minąć godzina i stanie nade mną to bezosobowe widmo. Zacznę się bać samotności, zacznę cierpieć tak strasznie, tak przerażająco! W języku ludzi nie ma na to imienia. Pavor... Tylko straszliwa muzyka (...) czasami roztworzy podwoje tego cmentarza, gdzie w skrwawionych dołach leżą obdarte trupy, gdzie w nocy wiecznej wyje płacz jakiejś istności ludzkiej, która straciła rozum i błądzi, błądzi bez końca, szukając ratunku. (...) Dla mnie na ziemi nie ma miejsca. (...) Zawsze i wszędzie widzę odbity świat w sobie, w mojej duszy nieszczęsnej. Gdy się nie spodzieję, wybucha tam wściekły gniew przeciw jakiejś podłości dawno widzianej, zbudzi mię ze snu, przypomni wszystko, ukaże wszystko... Gniew bezsilny, a im bardziej bezsilny, tym większy!
(...) Jakieś nie znane mi wzruszenie leży we mnie, pomimo mej wiedzy, jak złodziej, który się zakradł do mego mieszkania i wyłazi ze swej kryjówki dopiero w nocy. Podłości, nadużycia, łajdactwa, krzywdy, niedole... Przechodzę obok tego ze spokojem, z zimnym spokojem, kopię to nogą, pluje na to. Mówię sobie zawsze te najwyższe, najpotężniejsze, te boskie słowa, które z cieniów języka rodu ludzkiego On wyjął: " Co mnie i tobie, niewiasto?" I, nie wiedząc wcale, wlokę w sobie zarazę.
(...) Ja mam zanadto wyedukowaną świadomość. To jest ścierwo obolałe! Nieszczęściem, katuszą jest posiadanie prawdy. Zanadto duża przestrzeń leży między nią a padołem (...).
Stefan Żeromski
(...) Umrzeć dlatego, że taka jest moja wola, umrzeć wtedy, kiedy chcę, kiedy ja chcę, ja - pan, duch, i za to, co biorę pod moją silną rękę, co ja biorę w obronę. (...) Chodzi o to, żeby obudzić się ze snu i śmierć, gdyby stanęła przy naszym wezgłowiu, powitać z takim samym uśmiechem jak kwietniowy poranek. O, Boże! Nie bać się śmierci...
(...) To jest (...) bezmiernie trudne. Dla innych ludzi zresztą nie jest ta sprawa (...) tak ważna (...). Ale dla nas, nieszczęśników z chorymi nerwami... Można zwalczyć obawę śmierci jako takiej, jej samej: ale nie podobna, dla mnie nie podobna, zdusić obawy czegoś, bojaźni niespodziewanej, dzieciątka bezsennych nocy.
(...) Gdybym (...) tak był obudził (...) tego z przewybornymi nerwami, tego z nerwami jak stalowe liny, i powiedział mu: - Człowieku, zaraz umrzesz... - widzielibyśmy, co by się z nim działo! Byłby dygotał, byłby się wił po ziemi, modlił się i mdlał ze strachu. A ja, który sam tu marzyłem w proch zamieniony, którego nerwy zdawały się błądzić po wszechświecie, ja, chory, dotykałem jej palcem, wyzywałem ja na rękę, patrzyłem na nią z moją ironią jak na człowieka, którego nienawidzę. (...) Ja z nią walczę. Raz ja zwyciężam, kiedy indziej ona. (...) Oto siedzę tu (...), jestem spokojny i wesoły. Nie wiem nawet, czy może istnieć smutek. Co to jest smutek? Nic o nim nie wiem. Jestem jak filister, którego śmiech by ogarnął, gdyby mu kto mówił, że jest na ziemi dojrzały człowiek, który się "czegoś" boi. A oto może minąć godzina i stanie nade mną to bezosobowe widmo. Zacznę się bać samotności, zacznę cierpieć tak strasznie, tak przerażająco! W języku ludzi nie ma na to imienia. Pavor... Tylko straszliwa muzyka (...) czasami roztworzy podwoje tego cmentarza, gdzie w skrwawionych dołach leżą obdarte trupy, gdzie w nocy wiecznej wyje płacz jakiejś istności ludzkiej, która straciła rozum i błądzi, błądzi bez końca, szukając ratunku. (...) Dla mnie na ziemi nie ma miejsca. (...) Zawsze i wszędzie widzę odbity świat w sobie, w mojej duszy nieszczęsnej. Gdy się nie spodzieję, wybucha tam wściekły gniew przeciw jakiejś podłości dawno widzianej, zbudzi mię ze snu, przypomni wszystko, ukaże wszystko... Gniew bezsilny, a im bardziej bezsilny, tym większy!
(...) Jakieś nie znane mi wzruszenie leży we mnie, pomimo mej wiedzy, jak złodziej, który się zakradł do mego mieszkania i wyłazi ze swej kryjówki dopiero w nocy. Podłości, nadużycia, łajdactwa, krzywdy, niedole... Przechodzę obok tego ze spokojem, z zimnym spokojem, kopię to nogą, pluje na to. Mówię sobie zawsze te najwyższe, najpotężniejsze, te boskie słowa, które z cieniów języka rodu ludzkiego On wyjął: " Co mnie i tobie, niewiasto?" I, nie wiedząc wcale, wlokę w sobie zarazę.
(...) Ja mam zanadto wyedukowaną świadomość. To jest ścierwo obolałe! Nieszczęściem, katuszą jest posiadanie prawdy. Zanadto duża przestrzeń leży między nią a padołem (...).
Stefan Żeromski
piątek, 1 marca 2013
List do innego świata
"Cóż pocznę bez ciebie! Życie moje zostało przy Tobie, całe serce, cała dusza. Zdaje mi się ciągle, że któreś z nas umarło, a drugie błąka się po ziemi wśród nieskończonego cmentarza... W duszy mojej jęczy przeraźliwy dźwięk dzwonu. Jak jąkała wymawia sylaby pewnego wyrazu, którego dosłyszeć nie mogę..."
Stefan Żeromski
Stefan Żeromski
środa, 20 lutego 2013
Leśna windykacja
Chciała wiewiórka nieco powiększyć
Zapas żołędzi przed ostrą zimą
Dzik jej pożyczył na krótki termin
I w środku zimy czas spłaty minął
Na nic tłumaczyć chciała dzikowi
Że zjadła wszystko i skąd wziąć nie wie
Dzik dług odsprzedać zdążył lisowi
Już lis futerko rudej przetrzepie
Zając na próżno litości błagał
Choć oddał marchew sarnom w terminie
Lis miał w papierach wielki bałagan
Szaraka darcie skóry nie minie
Wilk nie pożyczał nic od nikogo
Lecz lis od niego też żądał spłaty
Gdy wilk przecherę przywitał wrogo
Sąd go niedźwiedzi posłał za kraty
I tak lis chytry trząsł całym lasem
I pasł się krzywdą z niedźwiedzim klanem
A wystarczyło zebrać się razem
I towarzystwo przegnać szemrane
2013
Zapas żołędzi przed ostrą zimą
Dzik jej pożyczył na krótki termin
I w środku zimy czas spłaty minął
Na nic tłumaczyć chciała dzikowi
Że zjadła wszystko i skąd wziąć nie wie
Dzik dług odsprzedać zdążył lisowi
Już lis futerko rudej przetrzepie
Zając na próżno litości błagał
Choć oddał marchew sarnom w terminie
Lis miał w papierach wielki bałagan
Szaraka darcie skóry nie minie
Wilk nie pożyczał nic od nikogo
Lecz lis od niego też żądał spłaty
Gdy wilk przecherę przywitał wrogo
Sąd go niedźwiedzi posłał za kraty
I tak lis chytry trząsł całym lasem
I pasł się krzywdą z niedźwiedzim klanem
A wystarczyło zebrać się razem
I towarzystwo przegnać szemrane
2013
wtorek, 19 lutego 2013
Dziewczyna w cierniowej koronie
Miła moja - żal mi ciebie
Spójrz - przez ciebie zdycham w lochu
Sznur na szyi - cóż powiedzieć
Wiesz że konam tak po trochu
Gniję w grzechu - podły nędznik
Ty w nieznanym dla mnie kraju
Czuję ciebie głód zwierzęcy
Czym jest wina? - nie ma raju
Miła moja - czyż nie byłaś
Wczoraj zdrowa? - dzisiaj martwa
Bóg co nam anioły zsyła
Z tym od śmierci ciebie zabrał
Ból i lęki mi zostawił
By się za mną licho wlekło
W kości nie gra lecz się bawi
Raju nie ma - tylko piekło
Spójrz na ziemię - jak w grobowcu
Pieniądz zdusił uczuć ciepło
Choć kwiat ściele diabłu do stóp
Znajdę ciebie - wiem na pewno!
2013
inspiracja: Kat
Spójrz - przez ciebie zdycham w lochu
Sznur na szyi - cóż powiedzieć
Wiesz że konam tak po trochu
Gniję w grzechu - podły nędznik
Ty w nieznanym dla mnie kraju
Czuję ciebie głód zwierzęcy
Czym jest wina? - nie ma raju
Miła moja - czyż nie byłaś
Wczoraj zdrowa? - dzisiaj martwa
Bóg co nam anioły zsyła
Z tym od śmierci ciebie zabrał
Ból i lęki mi zostawił
By się za mną licho wlekło
W kości nie gra lecz się bawi
Raju nie ma - tylko piekło
Spójrz na ziemię - jak w grobowcu
Pieniądz zdusił uczuć ciepło
Choć kwiat ściele diabłu do stóp
Znajdę ciebie - wiem na pewno!
2013
inspiracja: Kat
poniedziałek, 18 lutego 2013
Długie noce
Nie żyję z lękiem
Bo gdy sam będę
Będzie mi lepiej
Niż było przedtem
Blask mnie oświetla
W którym dojrzeję
Już nie pamiętam
Dawnego siebie
Te długie noce
Gdy czuć jest łatwo
Spadam... odchodzę...
I gaśnie światło
Opadać pragnę
Czuć to wrażenie
Aż miękko spadnę
W bezpieczną ziemię
Dusza mi będzie
Za przyjaciela
Zawsze i wszędzie
Ze mną od teraz
Światło to wezmę
Pokazać żeby
Zawsze już będę
Lepszym niż kiedyś
Te długie noce
Gdy czuć jest łatwo
Spadam... odchodzę...
I gaśnie światło
Opadać pragnę
Czuć to wrażenie
Aż miękko spadnę
W bezpieczną ziemię
2013
swobodna interpretacja : Eddie Vedder
Bo gdy sam będę
Będzie mi lepiej
Niż było przedtem
Blask mnie oświetla
W którym dojrzeję
Już nie pamiętam
Dawnego siebie
Te długie noce
Gdy czuć jest łatwo
Spadam... odchodzę...
I gaśnie światło
Opadać pragnę
Czuć to wrażenie
Aż miękko spadnę
W bezpieczną ziemię
Dusza mi będzie
Za przyjaciela
Zawsze i wszędzie
Ze mną od teraz
Światło to wezmę
Pokazać żeby
Zawsze już będę
Lepszym niż kiedyś
Te długie noce
Gdy czuć jest łatwo
Spadam... odchodzę...
I gaśnie światło
Opadać pragnę
Czuć to wrażenie
Aż miękko spadnę
W bezpieczną ziemię
2013
swobodna interpretacja : Eddie Vedder
niedziela, 17 lutego 2013
Łza
Ta łza co spływa z oczu moich
Pali mi duszę żrącym płynem
Rana wciąż krwawa przez to boli
Że wtedy ciebie opuściłem
Że tak znękana odchodziłaś
A mnie nie mogło być przy tobie
Dręczy mnie wieczna moja wina
I nie przestanie dręczyć w grobie
Miałem nadzieję że po latach
Być mi przestaniesz cierniem w oku
Czas dziurę w sercu mi załata
I że odnajdę w sobie spokój
Jednak los na to nie pozwolił
I choć ta miłość zakazana
Nie mogła zmienić bogów woli
Wybacz i ulżyj mi kochana
2013
parafraza: Adam Asnyk
Pali mi duszę żrącym płynem
Rana wciąż krwawa przez to boli
Że wtedy ciebie opuściłem
Że tak znękana odchodziłaś
A mnie nie mogło być przy tobie
Dręczy mnie wieczna moja wina
I nie przestanie dręczyć w grobie
Miałem nadzieję że po latach
Być mi przestaniesz cierniem w oku
Czas dziurę w sercu mi załata
I że odnajdę w sobie spokój
Jednak los na to nie pozwolił
I choć ta miłość zakazana
Nie mogła zmienić bogów woli
Wybacz i ulżyj mi kochana
2013
parafraza: Adam Asnyk
sobota, 16 lutego 2013
Meteoryt
Czas miejsce i masa
Odległość kąt prędkość
Wyliczone w NASA
Z dokładnością wielką
Nie czas na sceptycyzm
Cuda czy zabobon
Widzi mierzy liczy
To szkiełko i oko
W niebo wzrok zwrócony
W punkt taki a taki
Gdy z nieznanej strony
Ręka pisze znaki
Pękają połacie
Szyb w szkła ostre kliny
Wiedzcie że nie znacie
Dnia ani godziny
Wszystko pod kontrolą
Znane i zbadane
Zgodnie z ludzką wolą
Mane tekel fares
2013
Odległość kąt prędkość
Wyliczone w NASA
Z dokładnością wielką
Nie czas na sceptycyzm
Cuda czy zabobon
Widzi mierzy liczy
To szkiełko i oko
W niebo wzrok zwrócony
W punkt taki a taki
Gdy z nieznanej strony
Ręka pisze znaki
Pękają połacie
Szyb w szkła ostre kliny
Wiedzcie że nie znacie
Dnia ani godziny
Wszystko pod kontrolą
Znane i zbadane
Zgodnie z ludzką wolą
Mane tekel fares
2013
piątek, 15 lutego 2013
Epitafium dla miliardera
Umarł miliarder - ogromna szkoda
Nieśmiertelności nie zdołał kupić
Chociaż przez całe życie handlował -
Z prochu powstałeś - w proch się obrócisz
2013
Nieśmiertelności nie zdołał kupić
Chociaż przez całe życie handlował -
Z prochu powstałeś - w proch się obrócisz
2013
czwartek, 14 lutego 2013
Chwała olimpizmowi
Zapomnij dawnych Greków amforę
Z której poznałeś pierwsze igrzyska
Z wykonującym rzut dyskobolem
Z zapaśnikami w walki uściskach
Dziś tłuste dupy zza wielkiej wody -
Dla których Nike to butów marka
Olimp aparat znaczy cyfrowy -
Sport zabijają w kupieckich targach
Im przynieść krocie musi impreza
Zwabić klienta ma przed ekrany
By przy okazji towar ich zeżarł
Dając koncernom zysk pożądany
Ci którzy dyski z UFO kojarzą
Zapasy - z durnym dla głupców cyrkiem
Na ich produktów żarcie cię skażą
Byś był debilem z opasłym tyłkiem
Komercja zgniotła piękna ideał
Przejadł zapaśnik się z dyskobolem
Pierwszy już może z maty się zbierać
Drugiemu zmieni dysk się na colę
2013
Z której poznałeś pierwsze igrzyska
Z wykonującym rzut dyskobolem
Z zapaśnikami w walki uściskach
Dziś tłuste dupy zza wielkiej wody -
Dla których Nike to butów marka
Olimp aparat znaczy cyfrowy -
Sport zabijają w kupieckich targach
Im przynieść krocie musi impreza
Zwabić klienta ma przed ekrany
By przy okazji towar ich zeżarł
Dając koncernom zysk pożądany
Ci którzy dyski z UFO kojarzą
Zapasy - z durnym dla głupców cyrkiem
Na ich produktów żarcie cię skażą
Byś był debilem z opasłym tyłkiem
Komercja zgniotła piękna ideał
Przejadł zapaśnik się z dyskobolem
Pierwszy już może z maty się zbierać
Drugiemu zmieni dysk się na colę
2013
środa, 13 lutego 2013
W truskawkowym smaku
Wśród truskawek krzaków z nosami przy ziemi
Rwaliśmy owoce nabrzmiałe szkarłatem
Perły z czoła niosły naturze zapłatę
Gdy żar nam słoneczny krew rozgrzaną pienił
Pająk siecią objął spleśniałą jagodę
Której ręka ludzka w porę nie zebrała
W innej ślimak mieścił śliską miękkość ciała
Przedkładając także przejrzałe nad młode
Gdy głowę schyliłem by zajrzeć pod liście
Skronią skórę twoją musnąłem bezwiednie
I pożar rozniecił impuls jeden ledwie
Ciężar nasz w sok zmienił truskawkowe kiście
I stały się krzewy pieszczoty świadkami
Posłaniem zielonym w rubinowe cętki
Gdzie wino rozkoszy spijał język prędki
A świat wielki przestał istnieć poza nami
Dopiero mnie chmura siwa starej pleśni
Z amoku dzikiego na powrót wyrwała
Pojąłem że język zimną wilgoć pieści
Truskawkowych wzniesień umarłego ciała
2013
inspiracja: Bolesław Leśmian
Rwaliśmy owoce nabrzmiałe szkarłatem
Perły z czoła niosły naturze zapłatę
Gdy żar nam słoneczny krew rozgrzaną pienił
Pająk siecią objął spleśniałą jagodę
Której ręka ludzka w porę nie zebrała
W innej ślimak mieścił śliską miękkość ciała
Przedkładając także przejrzałe nad młode
Gdy głowę schyliłem by zajrzeć pod liście
Skronią skórę twoją musnąłem bezwiednie
I pożar rozniecił impuls jeden ledwie
Ciężar nasz w sok zmienił truskawkowe kiście
I stały się krzewy pieszczoty świadkami
Posłaniem zielonym w rubinowe cętki
Gdzie wino rozkoszy spijał język prędki
A świat wielki przestał istnieć poza nami
Dopiero mnie chmura siwa starej pleśni
Z amoku dzikiego na powrót wyrwała
Pojąłem że język zimną wilgoć pieści
Truskawkowych wzniesień umarłego ciała
2013
inspiracja: Bolesław Leśmian
wtorek, 12 lutego 2013
Znak
Właśnie jubileusz zbliżał się wspaniały
Dnia gdy bazylikę wiernym wyświęcono
Gdy korony z miedzi z piety pospadały -
Maryi korona z Jezusa koroną
Korony te wprawdzie nie były tam zawsze
Lecz mnisi z klasztoru co strzegli kościoła
Ozdobili świętym głowy miedzi blaskiem
By przed majestatem korniej chylić czoła
Mnich który mocował insygnia figurkom
Przysiągł że rzetelnie wykonał robotę
Przeor zaś wyjaśnił parafianom krótko -
Bóg chce by miedziane zastąpiono złotem
Zaraz też owieczki poruszone cudem
Zniosły biżuterię i obrączki ślubne
Aby mnisi topiąc je w korony grube
Opłacili w niebie ich nałogi zgubne
I tak jubileusz przebiegnie jak trzeba
Papa w Rzymie wota poświęci swą ręką
Dzięki tobie boże za znak prosto z nieba
Oraz za przeora pobożność tak wielką
2013
Dnia gdy bazylikę wiernym wyświęcono
Gdy korony z miedzi z piety pospadały -
Maryi korona z Jezusa koroną
Korony te wprawdzie nie były tam zawsze
Lecz mnisi z klasztoru co strzegli kościoła
Ozdobili świętym głowy miedzi blaskiem
By przed majestatem korniej chylić czoła
Mnich który mocował insygnia figurkom
Przysiągł że rzetelnie wykonał robotę
Przeor zaś wyjaśnił parafianom krótko -
Bóg chce by miedziane zastąpiono złotem
Zaraz też owieczki poruszone cudem
Zniosły biżuterię i obrączki ślubne
Aby mnisi topiąc je w korony grube
Opłacili w niebie ich nałogi zgubne
I tak jubileusz przebiegnie jak trzeba
Papa w Rzymie wota poświęci swą ręką
Dzięki tobie boże za znak prosto z nieba
Oraz za przeora pobożność tak wielką
2013
poniedziałek, 11 lutego 2013
Społeczeństwo
Jest to dla mnie tajemnicą
Skąd się bierze nasza chciwość
By mieć więcej niż potrzeba
A tak wolnym być się nie da
Społeczeństwo oszalałe
Nie wspomnicie o mnie z żalem
Kiedy chcesz mieć niż masz więcej
Niż myślisz że trzeba
I gdy myślisz niż chcesz więcej
Myśl jak krew wylewa
Trzeba dla mych myśli
Znaleźć Większe Miejsce
Bo gdy więcej masz niż myślisz
Większa ci potrzebna przestrzeń
Społeczeństwo oszalałe
Nie wspomnicie o mnie z żalem
Tak szalone i tak szczwane
Nie zabraknie mnie wam wcale
Są też tacy co mniej więcej
Że mniej to jest więcej myślą
Lecz jeśli tak to w efekcie
Po co starać się na przyszłość?
Gdy im więcej się zdobędzie
Posiadało mniej się będzie
Jakbyś ruszał z końca drogi
A nie możesz tego zrobić
Społeczeństwo oszalałe
Nie wspomnicie o mnie z żalem
Tak szalone i tak szczwane
Nie zabraknie mnie wam wcale
Miejcie dla mnie zmiłowanie
Uszanujcie moje zdanie
Tak szalone i tak szczwane
Nie zabraknie mnie wam wcale
2013
swobodne tłumaczenie z: Eddie Vedder
Skąd się bierze nasza chciwość
By mieć więcej niż potrzeba
A tak wolnym być się nie da
Społeczeństwo oszalałe
Nie wspomnicie o mnie z żalem
Kiedy chcesz mieć niż masz więcej
Niż myślisz że trzeba
I gdy myślisz niż chcesz więcej
Myśl jak krew wylewa
Trzeba dla mych myśli
Znaleźć Większe Miejsce
Bo gdy więcej masz niż myślisz
Większa ci potrzebna przestrzeń
Społeczeństwo oszalałe
Nie wspomnicie o mnie z żalem
Tak szalone i tak szczwane
Nie zabraknie mnie wam wcale
Są też tacy co mniej więcej
Że mniej to jest więcej myślą
Lecz jeśli tak to w efekcie
Po co starać się na przyszłość?
Gdy im więcej się zdobędzie
Posiadało mniej się będzie
Jakbyś ruszał z końca drogi
A nie możesz tego zrobić
Społeczeństwo oszalałe
Nie wspomnicie o mnie z żalem
Tak szalone i tak szczwane
Nie zabraknie mnie wam wcale
Miejcie dla mnie zmiłowanie
Uszanujcie moje zdanie
Tak szalone i tak szczwane
Nie zabraknie mnie wam wcale
2013
swobodne tłumaczenie z: Eddie Vedder
niedziela, 10 lutego 2013
Na kolejny weekend ♫
Ja uwielbiam kląć
Ona też klnie
Gdy patrzy na mnie
Bo dobrze to wie
Że mogę skląć
Gdy z nerwów wprost
W szał wpadnę
Z moją dziewczyną razem często głośno klnę
I nie ukrywam - sprawia to przyjemność
Ona też klnie
Gdy patrzy na mnie
Bo dobrze to wie
Że mogę skląć
Gdy z nerwów wprost
W szał wpadnę
Z moją dziewczyną razem często głośno klnę
I nie ukrywam - sprawia to przyjemność
Tak jak to cham - tylko trochę wnerwię się
I nie żałuje ona gdy klnie ze mną
Grzeczne słowa upodleniem dla mnie są
Klnąc życie czuję - smakuje jak wino
I każdą chwilę pragnę sprofanować bo
Jest tego warta - życie mnie zmieniło
Bo ja strasznie klnę, bo strasznie klnę, bo...
Ja uwielbiam kląć
Ona też klnie
Gdy patrzy na mnie
Bo dobrze to wie
Że mogę skląć
Gdy z nerwów wprost
W szał wpadnę
2013
♫ parafraza: weekend
I nie żałuje ona gdy klnie ze mną
Grzeczne słowa upodleniem dla mnie są
Klnąc życie czuję - smakuje jak wino
I każdą chwilę pragnę sprofanować bo
Jest tego warta - życie mnie zmieniło
Bo ja strasznie klnę, bo strasznie klnę, bo...
Ja uwielbiam kląć
Ona też klnie
Gdy patrzy na mnie
Bo dobrze to wie
Że mogę skląć
Gdy z nerwów wprost
W szał wpadnę
2013
♫ parafraza: weekend
sobota, 9 lutego 2013
Świńska demokracja
Świnie ras kilku w chlewie zebrane
Postanowiły plan w życie wcielić
Że gdy dla wszystkich koryto małe
Rasy wybiorą przedstawicieli
Miał przedstawiciel dla swojej rasy
Zadbać by dobre dostała żarcie
W zamian co lepsze zżerał frykasy
Z pełnym od swoich druhów poparciem
Lecz gdy za dużo locha łyknęła
Własna ją rasa chciała odwołać
Wybrać nowego przedstawiciela -
Świnię pokraczną i brzydką zgoła
Nie chciały inne tej za partnera -
Zapominając w protestach o tym
Że każda rasa sama wybiera -
Chwaliły chciwej lochy przymioty
Gospodarz chować mógł owoc zgniły
Lecz w chlewie świnie są sobie władzą -
Choć na jej wybór ryjem kręciły
Teraz odwołać lochy nie dadzą
Ta - chcąc odkupić pazerność swoją -
Sama z koryta ryj wyjąć miała
Lecz widząc inne że za nią stoją
O rezygnacji wnet zapomniała
A szef jej rasy choć oskarżany
Że gra świniami jak alfa-samiec
Stał przy swych racjach nieubłagany
Klnąc się że opór kołtuństwa złamie
Jednak gdy przyszło do głosowania
Przegrał potyczkę szef z własną rasą
Która się bała lochę wyganiać
Miejsce przy żłobie tym samym tracąc
Tak demokracja w chlewie rządziła
Wśród intryganctwa i mataczenia
Gdzie prócz chciwości największa siła
To hipokryzja i uprzedzenia
2013
Postanowiły plan w życie wcielić
Że gdy dla wszystkich koryto małe
Rasy wybiorą przedstawicieli
Miał przedstawiciel dla swojej rasy
Zadbać by dobre dostała żarcie
W zamian co lepsze zżerał frykasy
Z pełnym od swoich druhów poparciem
Lecz gdy za dużo locha łyknęła
Własna ją rasa chciała odwołać
Wybrać nowego przedstawiciela -
Świnię pokraczną i brzydką zgoła
Nie chciały inne tej za partnera -
Zapominając w protestach o tym
Że każda rasa sama wybiera -
Chwaliły chciwej lochy przymioty
Gospodarz chować mógł owoc zgniły
Lecz w chlewie świnie są sobie władzą -
Choć na jej wybór ryjem kręciły
Teraz odwołać lochy nie dadzą
Ta - chcąc odkupić pazerność swoją -
Sama z koryta ryj wyjąć miała
Lecz widząc inne że za nią stoją
O rezygnacji wnet zapomniała
A szef jej rasy choć oskarżany
Że gra świniami jak alfa-samiec
Stał przy swych racjach nieubłagany
Klnąc się że opór kołtuństwa złamie
Jednak gdy przyszło do głosowania
Przegrał potyczkę szef z własną rasą
Która się bała lochę wyganiać
Miejsce przy żłobie tym samym tracąc
Tak demokracja w chlewie rządziła
Wśród intryganctwa i mataczenia
Gdzie prócz chciwości największa siła
To hipokryzja i uprzedzenia
2013
piątek, 8 lutego 2013
Burza nad rzeką
Nad brzegiem rzeki pokrytej rzęsą
Trzciny na wichrze w zgrzytach się trzęsą
Kurz barwę wrzosu jak zbrodniarz morzy
Porządek rzeczy burzy się w zorzy
Morza burzanów marzą o drzemce
Wierzba w perz wrzyna korzeni ręce
Trzmiel zadurzony skrzydłami wierzga
Z pyłku i miodu warzy się pierzga
Wtem grzmot jak ostrze przerzyna przestrzeń
Burza rozgrzane jątrzy powietrze
Chmurzy się niebo i deszcz jak zwierzę
Rzuca ze wzgórz się w dolin talerze
Sieką rzędami krople niezgorzej
A ziemi rzeźba pęka jak orzech
Kucharz co ziemią rządzi sos warzy
Z pieprzu rzadkiego i gorzkich jarzyn
Deszcz - wprzód rzęsisty - korzy się w wierze
Rzęzi nim w rzece wody swe zbierze
Wpierw rześki rzeźwy tarzał się gniewnie
Teraz jak pacierz rzępoli rzewnie
U stóp ołtarza macierzy ziemi
Rzekłbyś - po rzezi zmierzch czas odmienił
Brzóz i jarzębin korzysta rzesza
Strumienia rzemień suszę rozgrzesza
A rzeka krętym płynie kołnierzem
Piskorz z węgorzem wznoszą pęcherze
Przy rzece wierzchem rzęsą pokrytej
Trzciny po burzy chrzęszczą ze zgrzytem
2013
Trzciny na wichrze w zgrzytach się trzęsą
Kurz barwę wrzosu jak zbrodniarz morzy
Porządek rzeczy burzy się w zorzy
Morza burzanów marzą o drzemce
Wierzba w perz wrzyna korzeni ręce
Trzmiel zadurzony skrzydłami wierzga
Z pyłku i miodu warzy się pierzga
Wtem grzmot jak ostrze przerzyna przestrzeń
Burza rozgrzane jątrzy powietrze
Chmurzy się niebo i deszcz jak zwierzę
Rzuca ze wzgórz się w dolin talerze
Sieką rzędami krople niezgorzej
A ziemi rzeźba pęka jak orzech
Kucharz co ziemią rządzi sos warzy
Z pieprzu rzadkiego i gorzkich jarzyn
Deszcz - wprzód rzęsisty - korzy się w wierze
Rzęzi nim w rzece wody swe zbierze
Wpierw rześki rzeźwy tarzał się gniewnie
Teraz jak pacierz rzępoli rzewnie
U stóp ołtarza macierzy ziemi
Rzekłbyś - po rzezi zmierzch czas odmienił
Brzóz i jarzębin korzysta rzesza
Strumienia rzemień suszę rozgrzesza
A rzeka krętym płynie kołnierzem
Piskorz z węgorzem wznoszą pęcherze
Przy rzece wierzchem rzęsą pokrytej
Trzciny po burzy chrzęszczą ze zgrzytem
2013
czwartek, 7 lutego 2013
Odrobina luksusu
Leżę w ciemności cichej i ciepłej
Śpi połowica trzpiotki i młody
Rozkosz w słuchawkach nerwy telepie
Niezasłużone dla mnie nagrody
Łosoś na zimno w cieście francuskim
I łyk swojskiego wina z owoców
Spokój przychodzi w noc tę nieludzki
Raj potępieniec na moment poczuł
Oto się staję niebieskim ptakiem
Zda mi się nawet że nieba sięgnę
Warto być żywym przez chwile takie
Te ponoć tylko są w życiu piękne
2013
Śpi połowica trzpiotki i młody
Rozkosz w słuchawkach nerwy telepie
Niezasłużone dla mnie nagrody
Łosoś na zimno w cieście francuskim
I łyk swojskiego wina z owoców
Spokój przychodzi w noc tę nieludzki
Raj potępieniec na moment poczuł
Oto się staję niebieskim ptakiem
Zda mi się nawet że nieba sięgnę
Warto być żywym przez chwile takie
Te ponoć tylko są w życiu piękne
2013
środa, 6 lutego 2013
Nie jestem poetą
Poeta pisze czarno na białym
Gdy coś go wzruszy i ma natchnienie
Poeta rzeźbi dłutem wspaniałym
Lekko z polotem i rozrzewnieniem
Muska obchodzi wznosi uświęca
Kluczy maskuje okrywa czarem
Jego poezja jak cześć dziewczęca
Szkło tym piękniejsze im mniej jest trwałe
Ja piszę bólem krwią oraz gniewem
Piszę bo to jest moja morfina
Bruzdy wyrzynam paznokciem w drzewie
Z kunsztem i taktem chamskiego syna
Ryję rozgniatam hańbię opluwam
Prosto po chłopsku brudno i z mostu
Wiersze ohydne jak stara kurwa
A ja alfonsem jestem po prostu
2013
Gdy coś go wzruszy i ma natchnienie
Poeta rzeźbi dłutem wspaniałym
Lekko z polotem i rozrzewnieniem
Muska obchodzi wznosi uświęca
Kluczy maskuje okrywa czarem
Jego poezja jak cześć dziewczęca
Szkło tym piękniejsze im mniej jest trwałe
Ja piszę bólem krwią oraz gniewem
Piszę bo to jest moja morfina
Bruzdy wyrzynam paznokciem w drzewie
Z kunsztem i taktem chamskiego syna
Ryję rozgniatam hańbię opluwam
Prosto po chłopsku brudno i z mostu
Wiersze ohydne jak stara kurwa
A ja alfonsem jestem po prostu
2013
wtorek, 5 lutego 2013
NOTES 36 - Mgła
Pełznie coś w ciszy gęste i chłodne
By mu nie uciec oczy zasłania
Dusi tak samo dziecko i drania
Usta do ziemi cisnąc wilgotnej
Światło przygasza kradnąc kontury
Przez rozpylenie w miliardy cząstek
Wszystko co znane staje się obce
Gubią się w biegu oślepłe szczury
Błądzę w oparach bladych śmiertelnie
Oczy szukają kształtów prawdziwych
Nim śmierć uściskiem wszystko obejmie
Ludzie i duchy jak w lustrze krzywym
To idą do mnie to precz ode mnie
Czy martwy jestem czy jeszcze żywy?
2013
By mu nie uciec oczy zasłania
Dusi tak samo dziecko i drania
Usta do ziemi cisnąc wilgotnej
Światło przygasza kradnąc kontury
Przez rozpylenie w miliardy cząstek
Wszystko co znane staje się obce
Gubią się w biegu oślepłe szczury
Błądzę w oparach bladych śmiertelnie
Oczy szukają kształtów prawdziwych
Nim śmierć uściskiem wszystko obejmie
Ludzie i duchy jak w lustrze krzywym
To idą do mnie to precz ode mnie
Czy martwy jestem czy jeszcze żywy?
2013
poniedziałek, 4 lutego 2013
Szopka jest najważniejsza
Dziś parada przebierańców
I dla ludu są igrzyska
Wystawiane przez wybrańców
Z malowanym fałszem w pyskach
Naśmiewają się z małostek
I z dystansem są do siebie
O tym jakże to żałosne
Widowisko nikt z nich nie wie
To co dzisiaj jest z uśmiechem
Co z rezerwą i na żarty
Jutro smutnym wróci echem
Los maluczkim niosąc czarny
Ci co klepią się po plecach
Wnet do gardeł skoczą sobie
W pył rozwieje się ta heca
Gdy się zaczną żreć przy żłobie
Wtedy będzie już na serio
To co teraz tak zabawne -
Próżność chamstwo i pazerność
Hipokryzja draństwo jawne
Wróci tępa kołtuneria
I głupota i sprzedajność -
Lud przy szopce się rozerwał
Codzienności cuchnie łajno
A bezmyślna durna klaka
Której szoł ten gęby szczerzył
Jak im każą będzie skakać
Bo elitom święcie wierzy
Rok przeminie i wybrańcy
Utuczeni z mediów szumem
Wrócą śmiać się w strojach krasnych
I ocieplać wizerunek
Nie pojmują tego wieprze
Że z obłudy rżą tak własnej
Może byłoby to śmieszne
Gdy nie byłoby tak straszne
2013
I dla ludu są igrzyska
Wystawiane przez wybrańców
Z malowanym fałszem w pyskach
Naśmiewają się z małostek
I z dystansem są do siebie
O tym jakże to żałosne
Widowisko nikt z nich nie wie
To co dzisiaj jest z uśmiechem
Co z rezerwą i na żarty
Jutro smutnym wróci echem
Los maluczkim niosąc czarny
Ci co klepią się po plecach
Wnet do gardeł skoczą sobie
W pył rozwieje się ta heca
Gdy się zaczną żreć przy żłobie
Wtedy będzie już na serio
To co teraz tak zabawne -
Próżność chamstwo i pazerność
Hipokryzja draństwo jawne
Wróci tępa kołtuneria
I głupota i sprzedajność -
Lud przy szopce się rozerwał
Codzienności cuchnie łajno
A bezmyślna durna klaka
Której szoł ten gęby szczerzył
Jak im każą będzie skakać
Bo elitom święcie wierzy
Rok przeminie i wybrańcy
Utuczeni z mediów szumem
Wrócą śmiać się w strojach krasnych
I ocieplać wizerunek
Nie pojmują tego wieprze
Że z obłudy rżą tak własnej
Może byłoby to śmieszne
Gdy nie byłoby tak straszne
2013
niedziela, 3 lutego 2013
Światła
Boli gdy czuję
Boli gdy słyszę
Ból twarz w twarz z bólem
Boli ukrycie
Bolą dotknięcia
I budzić wciąż się
Boli pamiętać
Trzymać się ciągle
Ból bez wytchnienia
Życia pustego
Męka pragnienia
Trwania ciągłego
Zabijający
Ból zagubienia
Mózg mi wyłączcie
Na zawsze
Teraz
2013
swobodne tłumaczenie z: archive
Boli gdy słyszę
Ból twarz w twarz z bólem
Boli ukrycie
Bolą dotknięcia
I budzić wciąż się
Boli pamiętać
Trzymać się ciągle
Ból bez wytchnienia
Życia pustego
Męka pragnienia
Trwania ciągłego
Zabijający
Ból zagubienia
Mózg mi wyłączcie
Na zawsze
Teraz
2013
swobodne tłumaczenie z: archive
sobota, 2 lutego 2013
Na drugi weekend ♫
Tak - rumień i świąd
Ona już trze
I patrzy na mnie
Bo dobrze to wie
Że to jej mocz
I wnet znów kropla spadnie
Mojej dziewczynie zdarza często moczyć się
I jest uryna sprawą nieprzyjemną
Jak ją wąchać tylko kot jej jeden wie
Gdy z niej paruje opar lilie więdną
W jej galotach już codziennie plamy są
Wonie jej czuję - tak smakuje wilgoć
I w każdej chwili pragnę poratować ją
Bez tego szparka kisi się niemiło
O, nie pragnę jej, nie pragnę jej, o...
Tak - rumień i świąd
Ona już trze
I patrzy na mnie
Bo dobrze to wie
Że to jej mocz
I wnet znów kropla spadnie
2013
♫ parafraza: weekend
Ona już trze
I patrzy na mnie
Bo dobrze to wie
Że to jej mocz
I wnet znów kropla spadnie
Mojej dziewczynie zdarza często moczyć się
I jest uryna sprawą nieprzyjemną
Jak ją wąchać tylko kot jej jeden wie
Gdy z niej paruje opar lilie więdną
W jej galotach już codziennie plamy są
Wonie jej czuję - tak smakuje wilgoć
I w każdej chwili pragnę poratować ją
Bez tego szparka kisi się niemiło
O, nie pragnę jej, nie pragnę jej, o...
Tak - rumień i świąd
Ona już trze
I patrzy na mnie
Bo dobrze to wie
Że to jej mocz
I wnet znów kropla spadnie
2013
♫ parafraza: weekend
piątek, 1 lutego 2013
Ku pokrzepieniu
Nie dane ci było
Umrzeć a pragnąłeś
Nie zabiła miłość
Starczyła by boleć
I żyć musisz teraz
Chociaż jak żyć nie wiesz
Aby plon móc zbierać
Śmierć potrzebna w glebie
Jednak zbędny kamień
Wesprzeć może węgieł
A co podeptane
Wzrosnąć w rzeczy wielkie
I tak ten odrzucony
Przez ludzi kaleka
Godzien jest - nie oni -
Miana nadczłowieka
Im bardziej szczęśliwy
Tym cięższe odejście
A kto chce być żywy
Wkrótce martwym będzie
Ty zaś co ze wstrętem
Patrzysz w przyszłość czarną
Zyskasz życie piękne
I miłość umarłą
2013
Umrzeć a pragnąłeś
Nie zabiła miłość
Starczyła by boleć
I żyć musisz teraz
Chociaż jak żyć nie wiesz
Aby plon móc zbierać
Śmierć potrzebna w glebie
Jednak zbędny kamień
Wesprzeć może węgieł
A co podeptane
Wzrosnąć w rzeczy wielkie
I tak ten odrzucony
Przez ludzi kaleka
Godzien jest - nie oni -
Miana nadczłowieka
Im bardziej szczęśliwy
Tym cięższe odejście
A kto chce być żywy
Wkrótce martwym będzie
Ty zaś co ze wstrętem
Patrzysz w przyszłość czarną
Zyskasz życie piękne
I miłość umarłą
2013
środa, 30 stycznia 2013
Otwórzcie oczy
Jakże patrzeć mam i milczeć?
Jakże słuchać mam w spokoju?
Głosu w sobie nie uciszę
On nie daje mi wyboru
Ten ze stali kto nie czuje
Bez emocji głaz jest zimny
Otoczony cmentarz murem
Trup cuchnący sokiem gnilnym
Chociaż chciałbym być ponadto
Patrzeć z boku chłodnym okiem
Serce we mnie by zamarło
Sobie stałbym sam się wrogiem
Skutek łączy się z przyczyną
Rozum z sercem idą zgodnie
Z krwią do mózgu wnioski płyną
Zamieniając mnie w pochodnię
Muszę krzyczeć muszę płonąć
Ogniem z wnętrza parzyć wokół
Stać się wzrokiem dla milionów
Pozbawionych zmysłu wzroku
Dłonie w pięści się ściskają
Rwie przekleństwo się na usta
Świat podpalić by się chciało
Po jałowych deptać mózgach
Ślepcem głupcom zda się prorok
Na pustyni cisza głucha
Zanim jemu głos odbiorą
Musi odejść - nikt nie słucha
2013
Jakże słuchać mam w spokoju?
Głosu w sobie nie uciszę
On nie daje mi wyboru
Ten ze stali kto nie czuje
Bez emocji głaz jest zimny
Otoczony cmentarz murem
Trup cuchnący sokiem gnilnym
Chociaż chciałbym być ponadto
Patrzeć z boku chłodnym okiem
Serce we mnie by zamarło
Sobie stałbym sam się wrogiem
Skutek łączy się z przyczyną
Rozum z sercem idą zgodnie
Z krwią do mózgu wnioski płyną
Zamieniając mnie w pochodnię
Muszę krzyczeć muszę płonąć
Ogniem z wnętrza parzyć wokół
Stać się wzrokiem dla milionów
Pozbawionych zmysłu wzroku
Dłonie w pięści się ściskają
Rwie przekleństwo się na usta
Świat podpalić by się chciało
Po jałowych deptać mózgach
Ślepcem głupcom zda się prorok
Na pustyni cisza głucha
Zanim jemu głos odbiorą
Musi odejść - nikt nie słucha
2013
wtorek, 29 stycznia 2013
Znów
Na części mnie rozdzierasz
Druzgoczesz moje wnętrza
Wznosiłaś jak nadzieja
By teraz mnie pognębiać
Lecz gdybym cię opuścił
Czy mógłbym śmiać się znowu?
Gdy miłość bym porzucił
Czy śmiać się miałbym powód?
Ty znowu mnie zabijasz
Czy wciąż w twej głowie jestem?
Promykiem dla mnie byłaś
By zabrać mi powietrze
Lecz gdybym cię opuścił
Czy mógłbym śmiać się znowu?
Gdy miłość bym porzucił
Czy śmiać się miałbym powód?
I tracę ciebie znowu
Zwijając się do wnętrza
Wznosiłem cię do lotu
By teraz w ziemię wdeptać
Gdy mi odbierasz miłość
Na części mnie rozdzierasz
A poprzez swoją bliskość
Rozgniatasz moje trzewia
Bo bez twojej miłości
Pogrążam się w szaleństwie
I smutek we mnie gości
By zostać ze mną wiecznie
Na części mnie rozdzierasz
Druzgoczesz moje wnętrza
Gdy miłość mi odbierasz
(Wznosiłaś jak nadzieja)
Druzgoczesz moje wnętrza
(By teraz mnie pognębiać)
W poczuciu twej bliskości
Pogrążam się w szaleństwie
I smutek we mnie gości
By zostać ze mną wiecznie
Na części mnie rozdziera
Lecz jak - już nie wiem tego
W kawałkach jestem teraz
I nie wiem też dlaczego
Gdy miłość mi odbierasz...
2013
swobodne tłumaczenie z: archive
Druzgoczesz moje wnętrza
Wznosiłaś jak nadzieja
By teraz mnie pognębiać
Lecz gdybym cię opuścił
Czy mógłbym śmiać się znowu?
Gdy miłość bym porzucił
Czy śmiać się miałbym powód?
Ty znowu mnie zabijasz
Czy wciąż w twej głowie jestem?
Promykiem dla mnie byłaś
By zabrać mi powietrze
Lecz gdybym cię opuścił
Czy mógłbym śmiać się znowu?
Gdy miłość bym porzucił
Czy śmiać się miałbym powód?
I tracę ciebie znowu
Zwijając się do wnętrza
Wznosiłem cię do lotu
By teraz w ziemię wdeptać
Gdy mi odbierasz miłość
Na części mnie rozdzierasz
A poprzez swoją bliskość
Rozgniatasz moje trzewia
Bo bez twojej miłości
Pogrążam się w szaleństwie
I smutek we mnie gości
By zostać ze mną wiecznie
Na części mnie rozdzierasz
Druzgoczesz moje wnętrza
Gdy miłość mi odbierasz
(Wznosiłaś jak nadzieja)
Druzgoczesz moje wnętrza
(By teraz mnie pognębiać)
W poczuciu twej bliskości
Pogrążam się w szaleństwie
I smutek we mnie gości
By zostać ze mną wiecznie
Na części mnie rozdziera
Lecz jak - już nie wiem tego
W kawałkach jestem teraz
I nie wiem też dlaczego
Gdy miłość mi odbierasz...
2013
swobodne tłumaczenie z: archive
poniedziałek, 28 stycznia 2013
Kompania
Przepijam do ciebie
Wierny przyjacielu
Którą noc już nie wiem
Wypij i nic nie mów
Bez słów mnie rozumiesz
Więc po co tu słowa
Wystarczy by trunek
Z bólu wyratował
Tylko tyś mi został
Który nie odmawiasz
A cisza śródnocna
Oczy nam zakrwawia
Znasz wszystkie porażki
I czujesz podobnie
Z tobą świat mniej straszny
Gdy przepijasz do mnie
Nie wstydź więc się druha
Wzgardę kryjąc w oku
Kiedy w lustrze szukam
Przyjaznego wzroku
2013
Wierny przyjacielu
Którą noc już nie wiem
Wypij i nic nie mów
Bez słów mnie rozumiesz
Więc po co tu słowa
Wystarczy by trunek
Z bólu wyratował
Tylko tyś mi został
Który nie odmawiasz
A cisza śródnocna
Oczy nam zakrwawia
Znasz wszystkie porażki
I czujesz podobnie
Z tobą świat mniej straszny
Gdy przepijasz do mnie
Nie wstydź więc się druha
Wzgardę kryjąc w oku
Kiedy w lustrze szukam
Przyjaznego wzroku
2013
sobota, 26 stycznia 2013
Na weekend ♫
Ja uwielbiam to
Ona znów chce
Gdy patrzy na mnie
Bo dobrze to wie
Że porwę ją
I w seksu otchłań wpadnie
Moja dziewczyna parzy często w nocy się
I nie ukrywam - sprawia to przyjemność
Ja ją kochać tyle mogę - permen jem
I nie żartuję - kochałbym się wieczność
Jest szalona - znów kolejne harce są
Po czym się czuję jakby już mniej miło
Na taką chwilę viagrę kochaś chowa bo
Jest tego warta - nic się nie zmieniło
Bo ja viagrę jem, bo viagrę jem, bo...
Ja uwielbiam to
Ona znów chce
Gdy patrzy na mnie
Bo dobrze to wie
Że porwę ją
I w seksu otchłań wpadnie
2013
♫ parafraza: weekend
Ona znów chce
Gdy patrzy na mnie
Bo dobrze to wie
Że porwę ją
I w seksu otchłań wpadnie
Moja dziewczyna parzy często w nocy się
I nie ukrywam - sprawia to przyjemność
Ja ją kochać tyle mogę - permen jem
I nie żartuję - kochałbym się wieczność
Jest szalona - znów kolejne harce są
Po czym się czuję jakby już mniej miło
Na taką chwilę viagrę kochaś chowa bo
Jest tego warta - nic się nie zmieniło
Bo ja viagrę jem, bo viagrę jem, bo...
Ja uwielbiam to
Ona znów chce
Gdy patrzy na mnie
Bo dobrze to wie
Że porwę ją
I w seksu otchłań wpadnie
2013
♫ parafraza: weekend
piątek, 25 stycznia 2013
Kolejne urodziny
Mija tydzień drugi
I chociaż pamiętam
Czas mi drogi gubi
Wciąż w życia odmętach
Nie trafiam do ciebie
A bywam tak blisko
Kiedy przyjdę - nie wiem
Lecz ty zniesiesz wszystko
Zanurzony w życie
Zatopiony w ludziach
I ten zimny styczeń
Mrożący uczucia
Wyrwać się nie mogę
Z wartkiego krwiobiegu
W twoją skręcić drogę
W brudnym miejskim śniegu
A ty czekasz wiernie
Pośród mrocznych godzin
Czas tak wolno biegnie
On wciąż nie przychodzi
Przeszły urodziny
Kolejne beze mnie
Sama pośród zimy
Czekałaś daremnie
Lecz ja wkrótce przyjdę
Stanę ponad grobem
I rozłąki krzywdę
Wynagrodzę tobie
2013
I chociaż pamiętam
Czas mi drogi gubi
Wciąż w życia odmętach
Nie trafiam do ciebie
A bywam tak blisko
Kiedy przyjdę - nie wiem
Lecz ty zniesiesz wszystko
Zanurzony w życie
Zatopiony w ludziach
I ten zimny styczeń
Mrożący uczucia
Wyrwać się nie mogę
Z wartkiego krwiobiegu
W twoją skręcić drogę
W brudnym miejskim śniegu
A ty czekasz wiernie
Pośród mrocznych godzin
Czas tak wolno biegnie
On wciąż nie przychodzi
Przeszły urodziny
Kolejne beze mnie
Sama pośród zimy
Czekałaś daremnie
Lecz ja wkrótce przyjdę
Stanę ponad grobem
I rozłąki krzywdę
Wynagrodzę tobie
2013
środa, 23 stycznia 2013
Kołysanka
Zaśnij cicho słońce moje
Odwiedź światy sennych marzeń
Nawet się pomyśleć boję
Na co sam cię wkrótce skażę
Ten ideał niewinności
Ufną słodycz dobra wzorzec
W którym iskra boża gości
Ale ostać się nie może
Ten co sam zniszczeniu uległ
Zamiast uczyć się od ciebie
Zdeprawuje ciebie bólem
Gubiąc ziarno w martwej glebie
Zaśnij w swojej śniąc czystości
Nigdy nie waż się dorastać
Niech sen drogi ci uprości
Poprowadzi gwiazda jasna
Szczelnym otocz się pancerzem
By nasz przykład cię ominął
Ukryj w sobie wolne zwierzę
I nie pozwól jemu zginąć
Niech zło zadrży przed snem twoim
Umknie jemu krucha postać
Ten przed śmiercią się ostoi
Kto potrafi dzieckiem zostać
2013
Odwiedź światy sennych marzeń
Nawet się pomyśleć boję
Na co sam cię wkrótce skażę
Ten ideał niewinności
Ufną słodycz dobra wzorzec
W którym iskra boża gości
Ale ostać się nie może
Ten co sam zniszczeniu uległ
Zamiast uczyć się od ciebie
Zdeprawuje ciebie bólem
Gubiąc ziarno w martwej glebie
Zaśnij w swojej śniąc czystości
Nigdy nie waż się dorastać
Niech sen drogi ci uprości
Poprowadzi gwiazda jasna
Szczelnym otocz się pancerzem
By nasz przykład cię ominął
Ukryj w sobie wolne zwierzę
I nie pozwól jemu zginąć
Niech zło zadrży przed snem twoim
Umknie jemu krucha postać
Ten przed śmiercią się ostoi
Kto potrafi dzieckiem zostać
2013
poniedziałek, 21 stycznia 2013
Samotny dzień
Dzień tak samotny
Zstąpił dziś na mnie
Że być już podły
Nie może bardziej
Dni takie winny
Być zakazane
Bo koniec nigdy
Ich nie nastaje
I nie wiem tego
Jak dzień zwyciężyć
Z życia całego
Najsamotniejszy
Dni tak samotne
Być nie powinny
Czuć się podobnie
Nie chcę już nigdy
Jeśli odejdziesz
Chcę z tobą odejść
Gdy śmierć cię weźmie
Żyć też nie mogę
Dłoń moją weźmiesz
I odejdziemy
W najsamotniejszej
Chwili na ziemi
Dzień tak samotny
Dziś mnie ogarnął
W tym tylko dobry
Że jest już za mną
2013
swobodne tłumaczenie z: System Of A Down
Zstąpił dziś na mnie
Że być już podły
Nie może bardziej
Dni takie winny
Być zakazane
Bo koniec nigdy
Ich nie nastaje
I nie wiem tego
Jak dzień zwyciężyć
Z życia całego
Najsamotniejszy
Dni tak samotne
Być nie powinny
Czuć się podobnie
Nie chcę już nigdy
Jeśli odejdziesz
Chcę z tobą odejść
Gdy śmierć cię weźmie
Żyć też nie mogę
Dłoń moją weźmiesz
I odejdziemy
W najsamotniejszej
Chwili na ziemi
Dzień tak samotny
Dziś mnie ogarnął
W tym tylko dobry
Że jest już za mną
2013
swobodne tłumaczenie z: System Of A Down
piątek, 18 stycznia 2013
Błędny jeździec
W wolnych myśli dziki przestwór
Na rydwanie wściekłych koni
Płaszczem zła okryty z wierzchu
Przed rozpaczą naprzód goni
Krwawe oczy mgłą zasnute
Przygryzione w bólu wargi
Wyczulony na obłudę
Woli atak zamiast skargi
Nie zatrzymasz go pochlebstwem
Nie przekupisz złudnym blaskiem
Dotkniętego tym kalectwem
Co rozrywa pęta ciasne
Chociaż zda się śmiesznie słaby
I pokryty szorstką łuską
Mocy kipią w nim pokłady
Serce krwawi krzywdą ludzką
2013
Na rydwanie wściekłych koni
Płaszczem zła okryty z wierzchu
Przed rozpaczą naprzód goni
Krwawe oczy mgłą zasnute
Przygryzione w bólu wargi
Wyczulony na obłudę
Woli atak zamiast skargi
Nie zatrzymasz go pochlebstwem
Nie przekupisz złudnym blaskiem
Dotkniętego tym kalectwem
Co rozrywa pęta ciasne
Chociaż zda się śmiesznie słaby
I pokryty szorstką łuską
Mocy kipią w nim pokłady
Serce krwawi krzywdą ludzką
2013
środa, 16 stycznia 2013
Hejter
Nie popłynę w bagnie waszym
Pełnym łajna smrodliwego
Wolę w dali gdzieś się zaszyć
Niż mieć z wami coś wspólnego
Nie uwierzę w wasze brednie
I na styl wasz się nie zgodzę
Zapomniany prędzej zdechnę
Bo mi z bydłem nie po drodze
Nazywajcie mnie hejterem
W którym kipi żółci głębia
Dla was każdy ten jest zerem
Który siebie nie uwielbia
Ja to gorąc albo zimno
Nigdy ciepła bylejakość
Patrzeć na was mi obrzydło
I stęchliznę wdychać waszą
Ja odczuwam od was mocniej
Ścigać ze mną się nie warto
U was niesmak - u mnie torsje
Wy z niechęcią - ja z pogardą
Gdzieś mam wasze ideały
A idoli za bałwanów
Mnie wystarczy mózg mój mały
By się różnić od baranów
Z podniesionym chodzę czołem
Kiedy wy wciąż na kolanach
Mówić prawdę w oczy wolę
Zamiast butów całowania
Nie możecie mnie poniżyć
Bo nad poziom wasz wyrastam
Wasze skarby dla mnie niczym
Bez wartości wasza łaska
Choć świat łupem wam się zdaje
Ja - odpadem na śmietniku
Widzę w was żałosną zgraję
Naśladowczych niewolników
2013
Pełnym łajna smrodliwego
Wolę w dali gdzieś się zaszyć
Niż mieć z wami coś wspólnego
Nie uwierzę w wasze brednie
I na styl wasz się nie zgodzę
Zapomniany prędzej zdechnę
Bo mi z bydłem nie po drodze
Nazywajcie mnie hejterem
W którym kipi żółci głębia
Dla was każdy ten jest zerem
Który siebie nie uwielbia
Ja to gorąc albo zimno
Nigdy ciepła bylejakość
Patrzeć na was mi obrzydło
I stęchliznę wdychać waszą
Ja odczuwam od was mocniej
Ścigać ze mną się nie warto
U was niesmak - u mnie torsje
Wy z niechęcią - ja z pogardą
Gdzieś mam wasze ideały
A idoli za bałwanów
Mnie wystarczy mózg mój mały
By się różnić od baranów
Z podniesionym chodzę czołem
Kiedy wy wciąż na kolanach
Mówić prawdę w oczy wolę
Zamiast butów całowania
Nie możecie mnie poniżyć
Bo nad poziom wasz wyrastam
Wasze skarby dla mnie niczym
Bez wartości wasza łaska
Choć świat łupem wam się zdaje
Ja - odpadem na śmietniku
Widzę w was żałosną zgraję
Naśladowczych niewolników
2013
piątek, 11 stycznia 2013
Wyrokowiec
Skrócili mi wyrok
Wyszedłem z więzienia
Wszystko się zmieniło
W ciągu pokolenia
Zewsząd mnie pytają
Wścibscy dziennikarze
Czym chciałbym się zająć
O czym teraz marzę
Jakie to uczucie
Być znów na wolności
Czy żyć się nauczę
Pośród normalności
Cóż - pamiętam jeszcze
Czas mojej młodości -
Wolni nie jesteście
Brak tu normalności
Marzyć nie ma o czym
Wszystko już stracone
Mój czas mnie przeskoczył
Idę w swoją stronę
Za zbrodnię przez lata
Siedziałem w więzieniach
Za zabicie świata
Dla was kary nie ma
2013
Wyszedłem z więzienia
Wszystko się zmieniło
W ciągu pokolenia
Zewsząd mnie pytają
Wścibscy dziennikarze
Czym chciałbym się zająć
O czym teraz marzę
Jakie to uczucie
Być znów na wolności
Czy żyć się nauczę
Pośród normalności
Cóż - pamiętam jeszcze
Czas mojej młodości -
Wolni nie jesteście
Brak tu normalności
Marzyć nie ma o czym
Wszystko już stracone
Mój czas mnie przeskoczył
Idę w swoją stronę
Za zbrodnię przez lata
Siedziałem w więzieniach
Za zabicie świata
Dla was kary nie ma
2013
poniedziałek, 7 stycznia 2013
Zbyt długo patrzyłem w słońce
Zbyt długo patrzyłem w słońce
Jasnością wzrok mam spalony
I oczom moim jest obce
To wszystko co widzą oni
Spuszczone noszę powieki
Bo światło razi mnie dzienne
Jedynie księżyc daleki
Odbija wspomnienie senne
Lecz warto było oślepnąć
By choć na chwilę być w niebie
Nieznane poznać im piękno
I stracić wszystko dla ciebie
2013
Jasnością wzrok mam spalony
I oczom moim jest obce
To wszystko co widzą oni
Spuszczone noszę powieki
Bo światło razi mnie dzienne
Jedynie księżyc daleki
Odbija wspomnienie senne
Lecz warto było oślepnąć
By choć na chwilę być w niebie
Nieznane poznać im piękno
I stracić wszystko dla ciebie
2013
niedziela, 30 grudnia 2012
O końcu raz jeszcze
Widziałem we śnie jak pili razem
Pragnąc by ona zabrać ich przyszła
Wzmacniali wódką ostatnie z marzeń
Jeden przegrany drugi artysta
Nad szklanką z cieczą jak łza ich czystą
Gdy świadomości mieli już mało
Coś się uniosło i zanim prysło
Słów kilka do nich wypowiedziało
"Jeszcze nie teraz i nie tak prosto
Prawda jest blisko gdy długo boli
Przyjdę gdy ciernie w serca wam wrosną
I nie będziecie przyjścia świadomi"
2012
Pragnąc by ona zabrać ich przyszła
Wzmacniali wódką ostatnie z marzeń
Jeden przegrany drugi artysta
Nad szklanką z cieczą jak łza ich czystą
Gdy świadomości mieli już mało
Coś się uniosło i zanim prysło
Słów kilka do nich wypowiedziało
"Jeszcze nie teraz i nie tak prosto
Prawda jest blisko gdy długo boli
Przyjdę gdy ciernie w serca wam wrosną
I nie będziecie przyjścia świadomi"
2012
piątek, 28 grudnia 2012
Krótki kurs historii III R.P.
Przewidział klasyk przed laty wielu
Że rewolucji biegu wstrzymanie
Zamiast stawiania jej nowych celów
Wróci demony raz pokonane
Chciwość zawładnie wnet biurokracją
Która uwłaszczy się dobrem wspólnym
Aby się nową stać burżuazją
I kapitalizm wyciągnąć z trumny
Kiedy w praktyce zryw robotniczy
Wykorzystano w kraju nad Wisłą
Aby teorii słowa przećwiczyć
Solidarności marzenie prysło
Pazerny cwaniak napchał kieszenie
Sprzedano z ludźmi razem majątek
Z głów wyczyszczono dawne dążenie
Koniec wmawiając im za początek
2012
Że rewolucji biegu wstrzymanie
Zamiast stawiania jej nowych celów
Wróci demony raz pokonane
Chciwość zawładnie wnet biurokracją
Która uwłaszczy się dobrem wspólnym
Aby się nową stać burżuazją
I kapitalizm wyciągnąć z trumny
Kiedy w praktyce zryw robotniczy
Wykorzystano w kraju nad Wisłą
Aby teorii słowa przećwiczyć
Solidarności marzenie prysło
Pazerny cwaniak napchał kieszenie
Sprzedano z ludźmi razem majątek
Z głów wyczyszczono dawne dążenie
Koniec wmawiając im za początek
2012
środa, 26 grudnia 2012
Betlejemka
Grudniem brodzącym w ciemności
W deszczu siąpiącym ulicą
Tu gdzie szaleńczy trwa pościg
Przemykam celu nie widząc
Zima jak zwykle spóźniona
Bez mrozu przyszła i śniegu
Chłodno kolejny rok kona
Choć w bosko młodym jest wieku
Choinki światłem rozbłysły
Jak cmentarz w święto umarłych
Lecz teraz cieszy to wszystkich
Co smutne było w dniu tamtym
Sztucznością zimne płomyki
I serca z uczuć odarte
Niczym z granitu pomniki
Tego co uczuć jest warte
Myślę o tobie w tym chłodzie
O czasie pięknym choć biednym
Świętach pod śniegiem i w mrozie
Dniach co przez palce przeciekły
Kolejkach w sklepach za niczym
Bez kiczu z Chin zwiezionego
Maślakach w occie w piwnicy
Tak bardzo brak mi jest tego
Gdy czułem skrzydła anielskie
I ty mi byłaś aniołem
Nie gdzieś w przestrzeni nieziemskiej
Lecz tu wśród ludzi na dole
Świąt już bez ciebie z dwadzieścia
A dla mnie tyle co tysiąc
Na starych śmieciach wciąż mieszkam
Jakby na powrót twój licząc
Cóż mi po lampkach błyszczących
Na Skwerze i Świętojańskiej
W tym mieście bardziej wciąż obcy
I martwy jestem wciąż bardziej
Bóg znów się rodzi nie dla mnie
Nie dla mnie miłe prezenty
Obłudnik żłóbkiem się zajmie
Święta rozdrapią pazerni
Utknąłem w drodze do domu
Jak się wydostać stąd nie wiem
Po prawej przystań dla promów
Dym z elektrowni po lewej
Z wiaduktu w górę w ulicę
Która dwa światy rozdziela
W pierwszym wciąż twarz twoją widzę
W drugim umarła nadzieja
I choć to miasto tak inne
I takie jasne i nowe
Tobie by zdało się zimne
Jak blok granitu na grobie
Więc tam gdzie jesteś pozostań
Gdzie grudzień w błocie nie tonie
Po zimie musi przyjść wiosna
I wszystko musi mieć koniec
Fałszywych ludzi zostawię
Świąt niecieszących bez liku
Miasto co od łez słonawe
Bardziej jest niż od Bałtyku
I pójdę tam gdzie anioły
Hosanna wieczna nadziei
Kalendarz świąt nieskończony
I nic już nas nie rozdzieli
2012
inspiracja: Marek Świto
W deszczu siąpiącym ulicą
Tu gdzie szaleńczy trwa pościg
Przemykam celu nie widząc
Zima jak zwykle spóźniona
Bez mrozu przyszła i śniegu
Chłodno kolejny rok kona
Choć w bosko młodym jest wieku
Choinki światłem rozbłysły
Jak cmentarz w święto umarłych
Lecz teraz cieszy to wszystkich
Co smutne było w dniu tamtym
Sztucznością zimne płomyki
I serca z uczuć odarte
Niczym z granitu pomniki
Tego co uczuć jest warte
Myślę o tobie w tym chłodzie
O czasie pięknym choć biednym
Świętach pod śniegiem i w mrozie
Dniach co przez palce przeciekły
Kolejkach w sklepach za niczym
Bez kiczu z Chin zwiezionego
Maślakach w occie w piwnicy
Tak bardzo brak mi jest tego
Gdy czułem skrzydła anielskie
I ty mi byłaś aniołem
Nie gdzieś w przestrzeni nieziemskiej
Lecz tu wśród ludzi na dole
Świąt już bez ciebie z dwadzieścia
A dla mnie tyle co tysiąc
Na starych śmieciach wciąż mieszkam
Jakby na powrót twój licząc
Cóż mi po lampkach błyszczących
Na Skwerze i Świętojańskiej
W tym mieście bardziej wciąż obcy
I martwy jestem wciąż bardziej
Bóg znów się rodzi nie dla mnie
Nie dla mnie miłe prezenty
Obłudnik żłóbkiem się zajmie
Święta rozdrapią pazerni
Utknąłem w drodze do domu
Jak się wydostać stąd nie wiem
Po prawej przystań dla promów
Dym z elektrowni po lewej
Z wiaduktu w górę w ulicę
Która dwa światy rozdziela
W pierwszym wciąż twarz twoją widzę
W drugim umarła nadzieja
I choć to miasto tak inne
I takie jasne i nowe
Tobie by zdało się zimne
Jak blok granitu na grobie
Więc tam gdzie jesteś pozostań
Gdzie grudzień w błocie nie tonie
Po zimie musi przyjść wiosna
I wszystko musi mieć koniec
Fałszywych ludzi zostawię
Świąt niecieszących bez liku
Miasto co od łez słonawe
Bardziej jest niż od Bałtyku
I pójdę tam gdzie anioły
Hosanna wieczna nadziei
Kalendarz świąt nieskończony
I nic już nas nie rozdzieli
2012
inspiracja: Marek Świto
wtorek, 25 grudnia 2012
Grudniowy zmierzch
Dzień się kończy nim się zaczął
Ziąb grudniowy wskroś przeszywa
Czas rozszarpał przeszłość naszą
Liście złudzeń z drzew pozrywał
Patrzę w kształty małych istot
Zabieganych za sztucznością
Czar świateczny dawno prysnął
Tu dla uczuć nazbyt głośno
Tamte lata niby bajka
Jak dzieciństwo utracone
Trzymam się pamięci skrawka
Wzrok kierując w twoją stronę
Jesteś ze mną choć cię nie ma
Coś nadzieję w noc tę rodzi
Którą w święto mi zamieniasz
Gdy z przeszłości tu przychodzisz
2012
Ziąb grudniowy wskroś przeszywa
Czas rozszarpał przeszłość naszą
Liście złudzeń z drzew pozrywał
Patrzę w kształty małych istot
Zabieganych za sztucznością
Czar świateczny dawno prysnął
Tu dla uczuć nazbyt głośno
Tamte lata niby bajka
Jak dzieciństwo utracone
Trzymam się pamięci skrawka
Wzrok kierując w twoją stronę
Jesteś ze mną choć cię nie ma
Coś nadzieję w noc tę rodzi
Którą w święto mi zamieniasz
Gdy z przeszłości tu przychodzisz
2012
poniedziałek, 24 grudnia 2012
Wigilia dla ubogich
Widok żałosny prawdziwie
Gdy burżuj z pyskiem przeżartym
Do kamer mówi w wigilię
Że biednych z serca nakarmi
2012
Gdy burżuj z pyskiem przeżartym
Do kamer mówi w wigilię
Że biednych z serca nakarmi
2012
niedziela, 23 grudnia 2012
W piekle nie brak światła
Pięćset lat po tym jak biały człowiek
Skarbów chcąc Indian błyskotką mamił
Uczucia tracąc i wiarę w sobie
Siebie oszukał świecidełkami
2012
Skarbów chcąc Indian błyskotką mamił
Uczucia tracąc i wiarę w sobie
Siebie oszukał świecidełkami
2012
sobota, 22 grudnia 2012
Dzikim śladem
W ślad za tobą idę nocą
Szukam cieniów za drzewami
Gwiazdy ślepia twoje złocą
Już wykryłeś mnie nozdrzami
Nie ukrywaj się nie lękaj
Mocni wzajem się nie boją
Wiem jak siła twoja wielka
Karmię się wolnością twoją
Bój się tchórza co w obawie
Drżąc z żelazem ciebie tropi
Co noc koszmar śni na jawie
Że mu krzywdę możesz zrobić
Kiedyś tchórzów dopadniemy
Pozbawimy ich żelastwa
Kości ich oddamy ziemi
Oby czas ten szybko nastał
2012
Szukam cieniów za drzewami
Gwiazdy ślepia twoje złocą
Już wykryłeś mnie nozdrzami
Nie ukrywaj się nie lękaj
Mocni wzajem się nie boją
Wiem jak siła twoja wielka
Karmię się wolnością twoją
Bój się tchórza co w obawie
Drżąc z żelazem ciebie tropi
Co noc koszmar śni na jawie
Że mu krzywdę możesz zrobić
Kiedyś tchórzów dopadniemy
Pozbawimy ich żelastwa
Kości ich oddamy ziemi
Oby czas ten szybko nastał
2012
czwartek, 20 grudnia 2012
Czego się boicie?
Niby się nie boją
Niby nikt nie wierzy
Dlaczego więc wkoło
Klepanie pacierzy?
Dlaczego jak mantrą
Zaklinają jutro
Jakby życia marność
Trwała nazbyt krótko?
Koniec przyjść nie może
Bo przecież są plany
Bo już było gorzej
Idzie czas świetlany
Bo mają tak dużo
Tutaj do stracenia
I tak wiele muszą
Siłą swego chcenia
Demokracją swoją
W którą wierzą święcie
Niechaj przegłosują
Że końca nie będzie
Niech swojej jedności
Wykażą się mocą
Koniec do przyszłości
Odległej przeniosą
Czekam jego przyjścia
By zanim sam zginę
Z okazji skorzystać
Zobaczyć ich minę
Widząc wśród paniki
Łez krzyków klątw huku
Jak się stają nikim
Śmiać się do rozpuku
2012
Niby nikt nie wierzy
Dlaczego więc wkoło
Klepanie pacierzy?
Dlaczego jak mantrą
Zaklinają jutro
Jakby życia marność
Trwała nazbyt krótko?
Koniec przyjść nie może
Bo przecież są plany
Bo już było gorzej
Idzie czas świetlany
Bo mają tak dużo
Tutaj do stracenia
I tak wiele muszą
Siłą swego chcenia
Demokracją swoją
W którą wierzą święcie
Niechaj przegłosują
Że końca nie będzie
Niech swojej jedności
Wykażą się mocą
Koniec do przyszłości
Odległej przeniosą
Czekam jego przyjścia
By zanim sam zginę
Z okazji skorzystać
Zobaczyć ich minę
Widząc wśród paniki
Łez krzyków klątw huku
Jak się stają nikim
Śmiać się do rozpuku
2012
wtorek, 18 grudnia 2012
Przekażcie sobie znak pokoju
Miłość pokój miodem w ustach
Blaskiem świeczki roświetlane
Fałsz wciśnięty dzieciom w chustach
Słów i kolęd zarzynaniem
Że też z nieba wiatr nie spadnie
Nie rozrzedzi włosów skrawka
Gdzie ukryte różki zgrabnie
Tak jak ogon w ich nogawkach
Nie potrzeba kolędników
Ni bydlątek sianka żłobka
Lepiej jest przez hipokrytów
Odgrywana fałszu szopka
2012
Blaskiem świeczki roświetlane
Fałsz wciśnięty dzieciom w chustach
Słów i kolęd zarzynaniem
Że też z nieba wiatr nie spadnie
Nie rozrzedzi włosów skrawka
Gdzie ukryte różki zgrabnie
Tak jak ogon w ich nogawkach
Nie potrzeba kolędników
Ni bydlątek sianka żłobka
Lepiej jest przez hipokrytów
Odgrywana fałszu szopka
2012
sobota, 15 grudnia 2012
Wałbrzych
Spojrzałem w węgiel serc biedaszybom
Przy mauzoleum pod krzyżem czarnym
Jak kiedyś tamtym Drezno zabito
Jednym nalotem w czasie koszmarnym
Swój kark ci złamał jedną decyzją
I barbarzyńsko zadusił miasto
Wpisując w ciebie podłe nazwisko
Chciwość głupotę i winę własną
2012
Przy mauzoleum pod krzyżem czarnym
Jak kiedyś tamtym Drezno zabito
Jednym nalotem w czasie koszmarnym
Swój kark ci złamał jedną decyzją
I barbarzyńsko zadusił miasto
Wpisując w ciebie podłe nazwisko
Chciwość głupotę i winę własną
2012
piątek, 14 grudnia 2012
Eugenomachia
Pewien szlachcic z Mysich Piczek
Herbu Szabla czy Ostroga
Lubił ród swój lepszym widzieć
Wywyższonym wolą boga
Honor przejął z szablą dziadów
Przy ojczyźnie trwanie wierne
Uszczęśliwiał pracą chamów
Był opoką wiary świętej
Przed tradycją czoło skłaniał
Odpór modom zgniłym dawał
I nad wszystkie przykazania
Do własności cenił prawa
Gdy przegonił precz czerwonych
Wyjął skryty herb z szuflady
I porządek uświęcony
Wracał z własną wersją prawdy
Już odzyskał kamienicę
Dziadka folwark ojca ziemię
Już prezesem został wice
By wywłaszczać chamskie plemię
Cześć przywrócił dzielnym przodkom
Co sąsiadów mordowali
A za przeszłość jego gorzką
Sąd nawiązkę mu odpalił
Za poparcie dla kolesiów
I pierścieni całowanie
Miał nie robić nikt mu przeszkód
By majętnym stać się panem
Lecz się ślusarz herbu wiertło
Zmówił z chłopem herbu radło
I z kompanii resztą biedną
Kiedy głód im ścisnął gardło
Na ulice wyszli rano
Szlachcicowi z Mysich Piczek
I podobnym mu kompanom
Zamienili herb na stryczek
2012
Herbu Szabla czy Ostroga
Lubił ród swój lepszym widzieć
Wywyższonym wolą boga
Honor przejął z szablą dziadów
Przy ojczyźnie trwanie wierne
Uszczęśliwiał pracą chamów
Był opoką wiary świętej
Przed tradycją czoło skłaniał
Odpór modom zgniłym dawał
I nad wszystkie przykazania
Do własności cenił prawa
Gdy przegonił precz czerwonych
Wyjął skryty herb z szuflady
I porządek uświęcony
Wracał z własną wersją prawdy
Już odzyskał kamienicę
Dziadka folwark ojca ziemię
Już prezesem został wice
By wywłaszczać chamskie plemię
Cześć przywrócił dzielnym przodkom
Co sąsiadów mordowali
A za przeszłość jego gorzką
Sąd nawiązkę mu odpalił
Za poparcie dla kolesiów
I pierścieni całowanie
Miał nie robić nikt mu przeszkód
By majętnym stać się panem
Lecz się ślusarz herbu wiertło
Zmówił z chłopem herbu radło
I z kompanii resztą biedną
Kiedy głód im ścisnął gardło
Na ulice wyszli rano
Szlachcicowi z Mysich Piczek
I podobnym mu kompanom
Zamienili herb na stryczek
2012
środa, 12 grudnia 2012
List z dnia 12-12-12
Gdyby komuś po stu latach
Moje słowa czytać przyszło
(Choć nie wierzę w tego świata
Tak daleką z ludźmi przyszłość)
Niech odpowie czy jest jeszcze
Gdzieś na ziemi dzikie piękno
Czy człowieka stać na szczęście
Oddychania piersią pełną
Czy wie co to wilka wycie
I żurawi krzyk nad wodą
Czy czas znalazł by przez życie
Z wolnych ludzi iść swobodą
Czy dostrzega w prawdziwości
I naturze skarb ukryty
Czy pogrążył się w sztuczności
Świat do zguby pchając przy tym
Czy zna miłość szczerość przyjaźń
I dostrzega w innych braci
Czy kokonem się owija
Pragnąc tylko się bogacić
Czy tak samo wciąż jest głupi
I w te same brednie wierzy
Czy go łatwo mogą kupić
Zakłamani hochsztaplerzy
Czy świat z biedą się uporał
Nierównością i wyzyskiem
Czy demony te dokoła
Ciągle straszą wrednym pyskiem
Czy wciąż wierzy że możliwe
Jest szczęśliwsze życie ludzi
Czy poglądy ma fałszywe
Że tak zawsze być już musi
Czy powstają nowe wiersze
Czy w ogóle ktoś coś czyta
Czy coś człowiek czuje jeszcze
I rozumie o co pytam
2012
Moje słowa czytać przyszło
(Choć nie wierzę w tego świata
Tak daleką z ludźmi przyszłość)
Niech odpowie czy jest jeszcze
Gdzieś na ziemi dzikie piękno
Czy człowieka stać na szczęście
Oddychania piersią pełną
Czy wie co to wilka wycie
I żurawi krzyk nad wodą
Czy czas znalazł by przez życie
Z wolnych ludzi iść swobodą
Czy dostrzega w prawdziwości
I naturze skarb ukryty
Czy pogrążył się w sztuczności
Świat do zguby pchając przy tym
Czy zna miłość szczerość przyjaźń
I dostrzega w innych braci
Czy kokonem się owija
Pragnąc tylko się bogacić
Czy tak samo wciąż jest głupi
I w te same brednie wierzy
Czy go łatwo mogą kupić
Zakłamani hochsztaplerzy
Czy świat z biedą się uporał
Nierównością i wyzyskiem
Czy demony te dokoła
Ciągle straszą wrednym pyskiem
Czy wciąż wierzy że możliwe
Jest szczęśliwsze życie ludzi
Czy poglądy ma fałszywe
Że tak zawsze być już musi
Czy powstają nowe wiersze
Czy w ogóle ktoś coś czyta
Czy coś człowiek czuje jeszcze
I rozumie o co pytam
2012
niedziela, 9 grudnia 2012
Księżna zapłodniona
Nius na pierwszą stronę w prasie
Numer jeden w wolnych mediach
Promień słońca w życie nasze
Który świat skłócony jedna
Już nie ważne są problemy
Wojny bieda bezrobocie
Jedno tylko wiedzieć chcemy -
Czy dziewczynka to czy chłopiec
Jakże piękny rozmów temat
Ze wzruszenia łzy wyciska
Nic że tłuszcza chleba nie ma
Skoro w mediach są igrzyska
W redaktorów gębach uśmiech
Niech gawiedzi się udziela
Zanim nius następny pójdzie
Że gdzieś dziecko znów umiera
Szczęście książąt wspólnym szczęściem
Dar od boga ludziom dany
Dzisiaj każdy w wolnym świecie
Chciałby wiernym być poddanym
Cóż tam jakaś pielęgniarka
Gdy płodzeni są królowie
Życie to jest przecież walka
Umarł ktoś - niech żyje człowiek!
2012
Numer jeden w wolnych mediach
Promień słońca w życie nasze
Który świat skłócony jedna
Już nie ważne są problemy
Wojny bieda bezrobocie
Jedno tylko wiedzieć chcemy -
Czy dziewczynka to czy chłopiec
Jakże piękny rozmów temat
Ze wzruszenia łzy wyciska
Nic że tłuszcza chleba nie ma
Skoro w mediach są igrzyska
W redaktorów gębach uśmiech
Niech gawiedzi się udziela
Zanim nius następny pójdzie
Że gdzieś dziecko znów umiera
Szczęście książąt wspólnym szczęściem
Dar od boga ludziom dany
Dzisiaj każdy w wolnym świecie
Chciałby wiernym być poddanym
Cóż tam jakaś pielęgniarka
Gdy płodzeni są królowie
Życie to jest przecież walka
Umarł ktoś - niech żyje człowiek!
2012
piątek, 7 grudnia 2012
Salonowemu łowcy nagród
Kiedyś ktoś już zapomniany
Szepnął w ucho bufonowi
Co z osiągnięć mniej był znany
Niż z wydarzeń salonowych:
By uciszyć nie zdołali
Ani kupić cię nagrodą
Gardź wszystkimi nagrodami
Które dali lub dać mogą
2012
Szepnął w ucho bufonowi
Co z osiągnięć mniej był znany
Niż z wydarzeń salonowych:
By uciszyć nie zdołali
Ani kupić cię nagrodą
Gardź wszystkimi nagrodami
Które dali lub dać mogą
2012
środa, 5 grudnia 2012
Right side of life
Think what they let you think
Never foul your own nest
Evil's just thing to blink
Be just like all the rest
Don't you look on the bright side of life
Let your eyes see what is true
Try to look on the RIGHT side of life
To see things you should get through
Keep your heart strong and warm
Keep your mind clear and cool
Playing blind to stay calm
You're the man mean and fool
Don't you look on the bright side of life
Let your eyes see what is true
Try to look on the RIGHT side of life
To see things you should get through
They tell you how to live
Get rid of nasty masks
Don't let them make you kneel
You're not cool when you sucks
Don't you look on the bright side of life
Let your eyes see what is true
Try to look on the RIGHT side of life
To see things you should get through
2012
Never foul your own nest
Evil's just thing to blink
Be just like all the rest
Don't you look on the bright side of life
Let your eyes see what is true
Try to look on the RIGHT side of life
To see things you should get through
Keep your heart strong and warm
Keep your mind clear and cool
Playing blind to stay calm
You're the man mean and fool
Don't you look on the bright side of life
Let your eyes see what is true
Try to look on the RIGHT side of life
To see things you should get through
They tell you how to live
Get rid of nasty masks
Don't let them make you kneel
You're not cool when you sucks
Don't you look on the bright side of life
Let your eyes see what is true
Try to look on the RIGHT side of life
To see things you should get through
2012
Subskrybuj:
Posty (Atom)